Archive | June 2022

Ukraina–Rosja. To, czego nie wiemy

Ukraina–Rosja. To, czego nie wiemy

Konstanty Gebert


Moskwa systematycznie oskarża Kijów o bombardowanie cywilnych dzielnic miast w kontrolowanym przez nią Donbasie: czy media podjęły próbę weryfikacji tych oskarżeń? Rosja nie jest wiarygodnym oskarżycielem, ale na wojnie zbrodnie może popełniać też ofiara. Argument, że „teraz nie czas”, by się tym zajmować, bo może to zaszkodzić ukraińskiej sprawie, jest absurdalny.

.

Ukraińska Werchowna Rada przedłużyła właśnie po raz kolejny stan wojenny, wprowadzony na wniosek prezydenta trzy miesiące temu, po rosyjskiej agresji. To bardzo budujący przykład poszanowania demokratycznych mechanizmów nawet w warunkach nieuchronnego ich ograniczenia podczas wojny. Ale rosyjska Państwowa Duma także rozmaite decyzje władzy wykonawczej rozpatruje i zatwierdza: czy to znaczy, że stan demokracji w obu krajach jest podobny?

Nie. Już przed wojną Rosją byłą dyktaturą, w której Aleksiej Nawalny i inni opozycjoniści siedzieli w łagrach, lub wręcz, podobnie jak niezależni dziennikarze, byli mordowani. Niezależne media już niemal nie istniały, a decyzje podejmował, nie odpowiadając przed nikim, prezydent Putin.

.

Ukraina zaś była anarchistycznie wręcz rozdyskutowaną demokracją, w której parlamentarna opozycja nieźle dobierała się rządowi do skóry, a niezależne media nie zostawiały na nim suchej nitki. Prezydent Wołodymyr Zełenski, wybrany miażdżącą większością, zdołał większość tego poparcia roztrwonić: ufało mu już tylko 24,6 procent obywateli.

Wojna sprawiła, że Rosja z dyktatury jęła się przekształcać w państwo totalitarne, rządzone kłamstwem, przemocą, donosem i strachem. Ostatnich krytyków Kremla wciągnięto na listę „obcych agentów”, kilkanaście tysięcy ludzi aresztowano po protestach, około ćwierć miliona uciekło za granicę. Nikt w Moskwie już nawet nie udaje, że jedyną instancją polityczną kraju jest zamknięty, jak się wydaje, w swoim bunkrze, i najwyraźniej coraz bardziej izolowany od rzeczywistości prezydent. W dodatku kierujący się jedynie własnymi wizjami, które obejmują też, jak się wydaje, użycie broni atomowej jako argumentu w trwającej konfrontacji z Ukrainą i połową świata. Nieweryfikowalne debaty o tym, co Putin wie i czego Putin chce, zastąpiły na łamach gazet poważną publicystykę. Na Ukrainie zaś…

No właśnie: nie wiadomo. Z jednej strony, parlament obraduje i uchwala, ale – jak widzieliśmy w Rosji – to samo w sobie niczego jeszcze nie gwarantuje. Z drugiej, nieuchronne w warunkach wojny wzmocnienie władzy wykonawczej oznacza, że kluczowe decyzje podejmuje Zełenski, zapewne ze swoimi doradcami. Czy istnieją jeszcze jakieś mechanizmy demokratycznej nad tym kontroli – nie wiadomo. Prezydent zawiesił 11 partii opozycyjnych, oskarżając je, w wielu wypadkach zasadnie, o prorosyjskość. Parlament rozwiązał najważniejszą z nich: Za Życie Wiktora Miedwiedczuka, a jej lider, bliski przyjaciel Putina, został zatrzymany z oskarżenia o zdradę. Połowa posłów z tej partii usiłuje teraz zarejestrować nowy ruch, by obejść zakaz – co skądinąd świadczy, że ukraińska demokracja nadal nie jest fikcyjna; w Moskwie za taki numer poszliby siedzieć. Ale nic nie wiemy o tym, by niezależny sąd badał zarzuty prorosyjskości i by wolna od nich część opozycji odgrywała jakąś rolę w państwie.

I nie dowiemy się tego z mediów ukraińskich. Wszystkie kanały telewizyjne zostały połączone w jeden, realizujący „ujednoliconą politykę informacyjną”. Podczas wojny cenzura wojskowa jest oczywistą koniecznością, a jej zakres z reguły bywa rozciągliwy; prasa niezależna, funkcjonująca głównie w internecie, jest świadoma, że krytyka prezydenta może zostać zinterpretowana jako podważanie autorytetu głównodowodzącego, i jest bardzo w tej krytyce ostrożna. Obawiać się musi nie tylko państwa: były przypadki pobicia nie dość patriotycznych blogerów przez oburzonych obywateli. W rezultacie o tym, jaki jest proces decyzyjny Zełenskiego i jego rzeczywiste poparcie polityczne, wiemy niewiele więcej niż w przypadku Putina.

Oficjalne stanowisko w kwestii tego, czy warunkiem wznowienia negocjacji z Rosją jest pełne wycofanie się wojsk rosyjskich z Ukrainy, zmienia się w zależności od sytuacji na froncie, ale zapewne i od konfiguracji politycznych w obozie władzy. Nic o tym nie wiemy. Decyzję, by akurat teraz postawić pod sąd rosyjskiego jeńca oskarżonego o zamordowanie ukraińskiego cywila i skazać go na dożywocie, ktoś podjął w oparciu o jakieś przesłanki. Kto i jakie – nie wiemy, ale proces ten zagwarantował rosyjski odwet na jeńcach z Mariupola. Czy brano to pod uwagę? Prokuratura ukraińska słusznie dokumentuje rosyjskie zbrodnie wojenne; co z ukraińskimi? W sieci pojawiły się co najmniej dwa filmy, na których ukraińscy żołnierze dobijali jeńców – czy w tych sprawach toczy się jakieś dochodzenie?

.

.

Ofiara też może popełniać zbrodnie

Moskwa systematycznie oskarża Kijów o bombardowanie cywilnych dzielnic miast w kontrolowanym przez nią Donbasie: czy media podjęły próbę weryfikacji tych oskarżeń? Nie dlatego, by Rosja była wiarygodnym oskarżycielem, ale dlatego, że na wojnie zbrodnie może popełniać też ofiara. Argument, że „teraz nie czas”, by się tym zajmować, bo może to zaszkodzić ukraińskiej sprawie, jest absurdalny. Sprawa ukraińska jest słuszna dlatego, że Moskwa jest agresorem – co nie wyklucza wszak możliwości, że Ukraina też mogła zbrodnie wojenne popełnić; wojna rzadko bywa czarno-biała. Zadaniem mediów zaś nie jest wspieranie Ukrainy, lecz zbliżanie się do przedstawienia prawdy; nie można tego robić z zawiązanymi oczami.

PS. Tydzień temu pisałem o palestyńskiej dziennikarce Szirin Abu Akli, zabitej podczas izraelsko-palestyńskiej wymiany ognia w Dżeninie. Strona izraelska ustaliła, który żołnierz izraelski mógł być za jej śmierć odpowiedzialny: namierzał palestyńskiego strzelca, a dziennikarka znalazła się na linii ognia. By potwierdzić, że to z tej broni padł strzał (kwestia ewentualnej winy jest odrębna), konieczne jest przeprowadzenie badań balistycznych broni oraz kuli wydobytej z ciała zabitej. Palestyńczycy odmawiają jednak włączenia się w śledztwo izraelskie, także pod nadzorem międzynarodowym, lub zgody, by Izrael włączył się w ich dochodzenie; wygląda więc na to, że sprawa istotnie pozostanie nierozstrzygnięta.


* Zdjęcie użyte jako ikona wpisu: AP Photo/Vadim Ghirda, Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Early election poll shows: No 61-seat majority for either side

Early election poll shows: No 61-seat majority for either side

JERUSALEM POST STAFF


With the right-wing bloc predicted to receive 59 seats and the Bennett-Lapid bloc predicted 55, at this early stage it appears that neither side has a clear route to forming a government.

.
Opposition leader Benjamin Netanyahu and alternate Prime Minister, Yesh Atid leader Yair Lapid / (photo credit: YONATAN SINDEL/FLASH90)

Following the announcement on Monday evening that Bennett and Lapid will bring forward a bill to dissolve the Knesset next week, an election poll posted on Tuesday morning by 103FM predicts another election campaign that will end without any of the blocs having the ability to form a stable government supported by at least 61MKs.

Who gains, who loses?

The results of the survey show that the Likud Party has gained one more seat compared to a previous 103FM survey conducted on May 26, less than a month ago. As mentioned, the Likud is now predicted to receive 36 seats, with Yesh Atid coming next at 20 seats.

Another party that continues to grow in strength is the Religious Zionist Party of Bezalel Smotrich and Itamar Ben-Gvir, which in the poll reaches the double-digit figure of 10 seats – an increase of one since the last poll.

The poll also shows that Blue and White are predicted to retain the seats they currently have, as will the Labor Party, giving them eight and seven seats respectively. The Joint List is also predicted to retain the six seats they currently hold.

.

PRIME MINISTER Naftali Bennett sits at the government table in the Knesset plenum with Foreign Minister Yair Lapid and Defense Minister Benny Gantz. Might Bennett go the way of Sharon, Olmert and Livni? (credit: YONATAN SINDEL/FLASH 90)

On the other hand, Shas is predicted to lose two seats, and United Torah Judaism is predicted to lose one as well, bringing them to seven and six seats respectively. 

However, outgoing Prime Minister Naftali Bennett’s Yamina party is predicted to gain back seats, bringing them back up from four to seven. 

Avigdor Liberman’s Yisrael Beytenu is predicted to drop from seven seats to five, putting them close to the bottom of the list, only slightly ahead of Ra’am and New Hope, who are predicted to pass the threshold with the minimum requirement of four seats each.

Read more on the dissolution of the Knesset and the upcoming elections:

At this stage, Meretz continues to be in danger of not passing the threshold, despite the six seats they currently hold. 

As it stands,  the right-wing bloc led by Opposition leader Benjamin Netanyahu is predicted to receive 59 seats, and the Lapid-Bennett bloc is projected to receive 55, meaning neither bloc has the ability to form a 61-seat majority government.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TV7 Israel News 20.06

TV7 Israel News 20.06

TV7 Israel News


1) Palestinian Islamist rocket-fire toward Israel’s southern communities draws a retaliatory response against Hamas targets in the Gaza Strip.

2) Israeli Counter-Terrorism Bureau maintains travel advisory for Turkey at highest alert level – as threat remains imminent.

3) Moscow warns Ankara that a Turkish military operation will not contribute to Syria’s stability – as local forces and Iranian proxies establish a joint operation room under Russia’s protection.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zaginiony świat – polskie kino jidysz

Zaginiony świat – polskie kino jidysz

Bartosz Staszczyszyn


Zaginiony świat – polskie kino jidysz

Plakat filmu “Dybuk”, na zdjęciu Lili Liliana (w bieli) w filmu “Dybuk”, reżyseria: Michał Waszyński, 1937, fot. Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

Tworzyli melodramaty, musicale i opowieści o duchach. Zapraszali do Polski największe gwiazdy kina jidysz, a ich filmy pokazywano na całym świecie. Filmy żydowskich twórców, którzy w okresie międzywojennym stworzyli polskie kino, to wyprawa do świata, którego już nie ma.

Spośród 170 filmów żydowskich wyprodukowanych na świecie między 1910 a 1950 rokiem, aż 70 powstało w Polsce. Obok Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego Polska była przed wojną głównym ośrodkiem kultury jidysz na świecie. Trzymilionowa społeczność polskich Żydów mimo problemów ekonomicznych i coraz trudniejszej sytuacji politycznej (nasilający się antysemityzm) stworzyła w okresie międzywojennym oryginalne żydowskie kino.

W pierwszych dekadach X muzy polski przemysł filmowy znajdował się niemal całkowicie w rękach żydowskich. Producenci – Józef Green, Leo Forbert i bracia Ginzburg – to postaci, bez których trudno sobie wyobrazić początki polskiego kina. Ze środowiska żydowskiego wywodzili się także najbardziej cenieni reżyserzy , operatorzy i aktorzy: Michał Waszyński (Mosze Waksberg), Aleksander Ford (Mosze Lifszyc), Józef Lejtes, Konrad Tom, czy Henryk Szaro (Szapiro). Według Natana Grossa, autora “Filmu żydowskiego w Polsce”, właśnie “tym można wytłumaczyć fakt, że w ciągu dwudziestolecia międzywojennego nie wyprodukowano w Polsce ani jednego filmu o charakterze antysemickim”. Polscy Żydzi, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, tworzyli także potęgę Hollywood. Bracia Hirsz, Aaron, Szmuel i Izaak Wonsal spod mazowieckiej Ostrołęki, po przeprowadzce do USA założyli wytwórnię Warner Bros, która do dziś pozostaje jedną z największych na świecie.

Jakub Gordin – Midas żydowskiego dramatu
Jakub Gordin, fot. The Granger Collection, New York / ForumJakub Gordin, fot. The Granger Collection, New York / Forum

Na początku XX wieku raczkujące kino nie wykształciło jeszcze w Polsce odpowiednich kadr: reżyserów, operatorów, ani scenarzystów. Dlatego chętnie sięgało po uznanych teatralnych dramaturgów. Najpopularniejszym z nich był Jakub Gordin. To na jego sztuce oparty był pierwszy żydowski film zrealizowany w Polsce – dwuaktowy “Okrutny ojciec”, nakręcony w 1911 roku przez Marka Arnsztejna.

W swoich dramatach Gordin opowiadał o niemożliwych miłościach rozgrywających się w scenerii małych żydowskich miasteczek, czym znakomicie wpisywał się w oczekiwania filmowej publiczności. Od 1911 do 1914 nakręcono aż osiem filmów według jego sztuk (ostatnia adaptacja jego dramatu – “Bezdomni” powstała w 1939 roku). Do historii przeszło kilka z nich: “Macocha”, “Bóg, człowiek, szatan”, a zwłaszcza “Mirełe Efros”.

“Mirełe Efros” – kobieta pracująca

“Mirełe Efros” była prawdziwym hitem kina jidysz przed pierwszą wojną światową. Film opowiadał o kobiecie, która po śmierci męża dowiaduje się, że roztrwonił on cały majątek. Dzięki ciężkiej pracy Mirełe utrzymuje swoją rodzinę, która wciąż przekonana jest o wielkich pieniądzach odziedziczonych po ojcu, a zderzenie z prawdą okaże się próbą dla każdego z jej członków.

Historia dzielnej żydowskiej kobiety napisana przez Gordina miała dwa zakończenia – optymistyczne i tragiczne. A że wyprodukowany w 1912 roku, trwający 40 minut film nie zachował się do dnia dzisiejszego, nie wiadomo, które z nich zostało uwiecznione w filmowej adaptacji sztuki.

“Meir Ezofowicz” – Żyd antysemita?

Kadr z filmu "Meir Ezofowicz", reżyseria: Józef Ostoja-Sulnicki, 1911, fot. Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

Kadr z filmu “Meir Ezofowicz”, reżyseria: Józef Ostoja-Sulnicki, 1911, fot. Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

Drugim najpopularniejszym żydowskim filmem przed I wojną światową, był “Meir Ezofowicz” Józefa Ostoji-Sulnickiego według powieści Elizy Orzeszkowej, który był zarazem jednym z najbardziej kontrowersyjnych obrazów swojej epoki. Opowiadał on bowiem historię młodego mężczyzny wchodzącego w konflikt ze starszyzną z żydowskiego sztetla. Gdy chłopak zakochał się w dziewczynie z tradycjonalistycznej sekty, jego ukochana została zabita przez mieszkańców miasteczka.

Taki obraz społeczeństwa żydowskiego sprawił, że reżysera Józefa Ostoję-Sulnickiego oskarżano o antysemityzm. Były to zarzuty tym mocniejsze, że wcześniej zdarzało mu się publikować teksty publicystyczne przeciwstawiające Żydów tzw. “polskich” tym, którzy przybywali do Polski z głębi państwa carskiego, a którym przypisywał radykalny nacjonalizm.

Klasycy niemego jidysz
Ester Rachel Kamińska z córką i Idą, zdjęcie około 1907 roku, fot. autor nieznany / http://www.sztetl.org.plEster Rachel Kamińska z córką i Idą, zdjęcie około 1907 roku, fot. autor nieznany / http://www.sztetl.org.pl

Po I wojnie światowej kinematografia żydowska długo nie mogła wrócić do swej świetności. Pierwszy międzywojenny film jidysz powstał dopiero w 1924. Było nim “Ślubowanie” (Tkijes kaf) w reżyserii Zygmunta Turkowa. Także temu filmowi towarzyszyły kontrowersje.

“Dybuk” Szymona An-skiego, fot. materiały prasowe

Historia o wielkiej miłości, złamanej obietnicy i proroku Eliaszu jako żywo przypominała tę opisaną przez Szymona An-skiego w klasycznym i bardzo wówczas popularnym “Dybuku”. Henrykowi Bojmowi, scenarzyście “Ślubowania” zarzucano plagiat, ale mimo to jego film okazał się przebojem. Głównie dzięki Esterze Rachel Kamińskiej, wielkiej diwie teatru i kina jidysz, która wcielała się w rolę wdowy-przekupki.

W 1937 roku “Ślubowanie” doczekało się nowej wersji. Henryk Szaro zrealizował film dźwiękowy według tego samego scenariusza, który jednak spotkał się z chłodnym przyjęciem. Nieustającą popularnością cieszyła się za to niema wersja obrazu – w 1932 trafił on do Stanów Zjednoczonych, gdzie został całkowicie przemontowany przez George’a Rolanda specjalizującego się w dostosowywaniu europejskich filmów do potrzeb amerykańskich Żydów. W 1948 roku film Turkowa trafił do amerykańskich kin jako “Legenda wileńska”.

“Jeden z 36” – żydowski mistycyzm

Sukces kasowy “Ślubowania” pociągnął za sobą produkcję kolejnych filmów w języku jidysz. W 1925 roku Henryk Szaro nakręcił “Jednego z 36” (Lamedwownik), opowieść łączącą kino historyczne z żydowską mistyką. Akcja toczyła się w czasie powstania styczniowego, kiedy to zły rosyjski żołnierz terroryzował mieszkańców małego miasteczka, a na ratunek ciemiężonym przybywał jeden z legendarnych 36 sprawiedliwych. Według żydowskiej legendy świat zamieszkiwany jest bowiem przez 36 bezimiennych, którzy dźwigają na swych barkach brzemię grzechów świata, a gdy trzeba, poświęcają życie, by ratować innych.

“W lasach polskich” – wbrew religijnym radykałom

Cztery lata później, w 1929 roku do kin trafił inny przebój – “W lasach polskich” Jonasa Turkowa. Do historii przeszedł między innymi ze względu na problemy z żydowską cenzurą. Turkow przedstawiał bowiem w swym filmie Żydów, którzy asymilują się z polską kulturą i polskim społeczeństwem, co nie podobało się religijnym radykałom. Przedstawiciele partii Agudas Isroel zarzucili filmowi uchybienia względem prawa religijnego, a także zażądali usunięcia z niego “scen erotycznych”. Kiedy producenci wprowadzili do filmu wszystkie sugerowane zmiany, w niczym nie przypominał on oryginalnego projektu.

W stronę dźwięku

Aleksander Ford, fot. Troszczyński Jerzy, Fototeka Filmoteki Narodowej http://fototeka.fn.org.pl

Aleksander Ford, fot. Troszczyński Jerzy, Fototeka Filmoteki Narodowej http://fototeka.fn.org.pl

Na początku lat 30. X muza przeszła dźwiękową rewolucję, a polskie kino jidysz długo czekało na przewodnika, który wprowadzi je w nową erę. Został nim Aleksander Ford, młody reżyser, który po latach stał się jedną z najważniejszych postaci polskiego kina (autorem m.in. “Piątki z ulicy Barskiej” oraz “Krzyżaków”). W 1933 roku zrealizował “Sabrę” – historię miłości Żyda i Arabki, opowiedzianą w konwencji fabularnego reportażu (po latach dopatrywano się w nim podobieństw do włoskiego neorealizmu). Zrealizowana w Palestynie “Sabra” okazała się jednak artystycznym rozczarowaniem, a klapa finansowa zniechęciła żydowskich inwestorów do realizowania fabularnych filmów jidysz.

Złota Era Jidysz

Żydowscy twórcy doszli do głosu dopiero w połowie lat 30. W obliczu wzmagającego się antysemityzmu, środowiska żydowskie skonsolidowały się. Gdy w Niemczech umacniała się władza Hitlera, część żydowskich artystów przeniosła się do Polski. Ich doświadczenia i umiejętności postanowili wykorzystać rodzimi producenci, na czele z Saulem Goskindem. W 1928 był on jednym z współzałożycieli czasopisma filmowego “Film Welt”. Jako właściciel firmy Sektor, współpracował z najważniejszymi twórcami polskiej awangardy filmowej: Aleksandrem Fordem, Antonim Bohdziewiczem, Eugeniuszem Cękalskim, Wandą Jakubowską i Stanisławem Wohlem.

“Za grzechy” – ucieczka przed Hitlerem

Afisz filmu "Za grzechy", fot. za Natan Gross, "Film żydowski w Polsce", wyd. Rabid.

Afisz filmu “Za grzechy”, fot. za Natan Gross, “Film żydowski w Polsce”, wyd. Rabid.

Pierwszym filmem dźwiękowym, który wyprodukował Goskind, było “Za grzechy” (Al chet) Aleksandra Martena, opowieść o nieszczęśliwej miłości żydowskiego oficera i córki rabina. Film zrealizowany w 1936 roku spotkał się z krytyką środowiska żydowskiego, które zarzucało mu uciekanie od realnych politycznych problemów w stronę obyczajowych błahostek.

“Judeł gra na skrzypcach” – musical na miarę epoki 
Kadr z filmu "Judeł gra na skrzypcach", fot. za Natan Gross, "Film żydowski w Polsce", wyd. Rabid.
Kadr z filmu “Judeł gra na skrzypcach”, fot. za Natan Gross, “Film żydowski w Polsce”, wyd. Rabid.

Twórcy żydowscy w większości unikali politycznych tematów, wybierając raczej bezpieczne motywy i sprawdzone konwencje: melodramatu, komedii i filmu obyczajowego. Kino jidysz było w tym czasie ucieczką do krainy szczęśliwości. Akcja takich filmów jak “Judeł gra na skrzypcach”, “Za grzechy” czy “Bezdomni” rozgrywała się w małych miasteczkach, które wkrótce całkowicie zniknęły z polskiego krajobrazu.

Jednym z dwóch najpopularniejszych obrazów tej epoki był “Judeł gra na skrzypcach” (Jidl mitn fidl) z legendarną Molly Picon nakręcony w 1936 roku. Musical przedstawiający losy wędrownej trupy muzyków nakręcony w pięknej scenerii Kazimierza nad Wisłą podbił serca publiczności i krytyków. Dziennikarz nowojorskiego “Morgen Frajhajt” Nathaniel Naftali Buchwald pisał o nim:

Dźwiękowy film żydowski posiada wdzięk i humor ludowy. Muzykanci wpadają na przemian to w nutę zabawną, to w patos […]. W sumie – film żydowski bez hollywoodzkiego wyrafinowania, za to z chwytającą za serce domową orkiestrą.

Molly Picon – śpiewająca gwiazda
 

.

Także “Mateczka” z 1938 roku wpisywała się w schematy dydaktycznego kina obyczajowego. Wyreżyserowany przez Konrada Toma i Józefa Greena film był opowieścią o wdowcu, mającym na utrzymaniu siódemkę dzieci, którymi w rzeczywistości zajmuje się jedna z jego córek – mamełe, mała mateczka. Postać grana przez Molly Picon była siłą napędową tej opowieści. “Mateczka” po latach uznawana jest za jedno z czołowych osiągnięć żydowskiego filmu przedwojennego.

“Dybuk” – w świecie duchów

.

Miano największego arcydzieła filmu żydowskiego należy do “Dybuka” Michała Waszyńskiego z 1937 roku. Obraz zrealizowany według sztuki Szymona An-Skiego, stał się czołowym dziełem nurtu mistycznego w kinie żydowskim, do którego należało także wcześniejsze “Ślubowanie”. U Waszyńskiego symbolizm mieszał się z ludowością, mistycyzm z obrzędowością, a “Dybuk” był wyprawą do egzotycznego świata chasydów. Film zachwycał nie tylko żydowskich, ale też polskich krytyków, którzy widzieli w nim najlepszy europejski film jidysz, obraz, w którym tradycja żydowska spotykała się z literackimi wpływami Adama Mickiewicza (“Dziady”) oraz malarstwem Grottgera i Podkowińskiego.

Koniec kina jidysz – czyli po “Drodze młodych”

Kadr z filmu "Droga młodych" Aleksander Ford, fot. MHPZ

Kadr z filmu “Droga młodych” Aleksander Ford, fot. MHPZ

II wojna światowa położyła kres złotej erze kina jidysz. Po jej zakończeniu film żydowski nie odzyskał już dawnej świetności. W obliczu powojennej traumy zupełnie zmienił się także jego charakter. Miejsce melodramatycznych fabuł zajęły dokumenty, a filmem, który wyznaczał artystyczny kierunek była przedwojenna “Droga młodych” Aleksandra Forda, zrealizowana w 1936 roku, a opowiadająca o sanatorium im. Włodzimierza Medema dla zagrożonych gruźlicą żydowskich dzieci z niezamożnych rodzin. Film, który pierwotnie miał być polityczną agitką, okazał się poruszającym publicystycznym apelem o solidarność, który powojenne władze uznawały za niebezpieczny, gdyż nawoływał do solidarności różnych klas społecznych.

Do dnia dzisiejszego przetrwało bardzo niewiele przedwojennych filmów zrealizowanych przez żydowskich twórców dla żydowskiej publiczności. Większość zaginęła podczas wojny lub też, przez lata przechowywana w nieodpowiednich warunkach, niszczała doszczętnie. Wiele spośród filmów jidysz wciąż czeka na odkrycie i renowację. Między innymi w archiwach British Film Institute, które od wielu lat bezskutecznie próbuje zdobyć fundusze na skatalogowanie starych archiwów i odrestaurowanie części dzieł.


Źródła:

  • Natan Gross, “Film żydowski w Polsce”, Rabid, Kraków 2002.
  • Władysław Banaszkiewicz, Witold Witczak, “Historia filmu polskiego. Tom 1. 1895-1929”, red. naukowy Jerzy Toeplitz, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauko. Zakład Historii i Teorii Filmu. Wydaw. Artystyczne i Filmowe, 1966
  • Filmpolski.pl
  • Wirtualny Sztetl
  • Tadeusz Lubelski, Konrad Zarębski [red.], “Historia kina polskiego”, Fundacja Kino 2007.
  • Adam Garbicz, “Kino wehikuł magiczny : przewodnik osiągnięć filmu fabularnego. Podróż pierwsza 1913-1949”, Wydawnictwo Literackie 2007.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Insanity of Mandating Camp Boosters for Kids

The Insanity of Mandating Camp Boosters for Kids


ALAN SALZBERG & ABRAHAM WYNER


Evidence of increased risk with no gain in protection isn’t stopping camps, schools, or the CDC from pushing third shots for children and teens.

.

A2LE/ALAMY

Camps, schools, and synagogues across the United States are requiring not just the standard two shots of the COVID-19 vaccine but also a booster shot for everyone age 5 and over. Camps such as Ramah In the Poconos say that “the COVID vaccine and boosters are an essential public health component for our communities.” Thus the policy: No third shot, no camp.

Several institutional COVID-19 committees are equating the benefits of boosters with those of the vaccines themselves, but when it comes to boosters for kids in the age of Omicron, this claim of equivalence is weak at best—and outright false at worst. Do claims regarding the ability of vaccination to lower infection also apply to boosting the vaccinated? They don’t. Do claims regarding the effect of vaccination on risk of serious illness apply to boosting vaccinated kids? There is no evidence for that. Finally, are heart problems associated with boosting such a small risk that they are outweighed by the risk of hospitalization for COVID-19? Not at all: Recent data from Israel show that a small number of kids and young adults, especially young males, are more likely to suffer serious and potentially life-altering consequences to their heart from the booster than to be hospitalized with COVID-19. If we were parents of a Ramah-age young adult male, we would raise bloody hell.

Let’s consider each claim in detail, beginning with the first about infection. The available data regarding Omicron indicates there is a benefit to booster shots for adults. For kids, the benefit drops to nearly zero. Israeli data from near the peak of the Omicron outbreak (January 28, 2022), when there were nearly half a million active infections across all age groups, show that the infection rate among 12- to 19-year-olds who were boosted was 5.6%, versus 6.1% for those vaccinated but not boosted. (Infection rates were slightly higher when boosted versus merely vaccinated for 12- to 15-year-olds, and slightly lower when boosted versus merely vaccinated for 16- to 19-year-olds.) Even this small overall effect may be too high, because this dataset, like all studies of booster effectiveness in children, is not collected in the context of a randomized controlled trial. As a result, small differences in infection rates can easily be the result of confounding factors. For example, boosted children may be more inherently cautious or test less frequently than those who are not, and thus might be slightly less likely to be recorded as infected. (We rely on Israeli data because Israel’s national health system allows for more complete and far more reliable reporting than that of the United States.)

But how about serious infection in camp-age kids? Here, the answer is unclear—not because there isn’t good data, but because there are almost no serious infections among a comparison pool of vaccinated-but-unboosted young people. In Israel, at the peak of the Omicron outbreak, there were two serious cases among more than 40,000 infections in those aged 12 to 19 (one unvaccinated, the other vaccinated and boosted); among the 4,400 infections in those vaccinated-but-unboosted, not a single case was serious. On the face of it, at least, it seems that young people who are boosted have a higher rate of serious infection—but the sparsity of data means that we cannot know whether this is simply due to chance. What the data does show is that if there is a benefit to boosting an already vaccinated child, that benefit is tiny.

Since boosting kids has almost no substantive protective value, it’s appropriate to ask, Does boosting kids cause any harm? For vaccinated teenage boys, a group for whom the risk of serious COVID-19 is incredibly small, any serious side effect of a booster shot can easily outweigh the increased risk of a COVID-19 infection. For this reason, the December 2021 Food and Drug Administration panel review of Pfizer’s application for booster shots for 16- to 17-year-olds considered the increased odds of myocarditis, a potentially dangerous inflammation of the heart muscle. In its review, the FDA noted an elevated risk of myocarditis (and related pericarditis) in about 1 in 5,000 in vaccinated males aged 12 to 19. Despite the evidence, however, the FDA recommended approval, citing it as a “key benefit” “to prevent breakthrough COVID-19 cases.”

In plain language, the FDA told parents that it’s worth taking the small risk of serious side effects by boosting children in order to avoid the even smaller risk of serious infection. To reach this conclusion, the FDA analysis relied on the Delta-wave assumption that vaccinated-but-unboosted people are twice as likely to be infected as the boosted. But we are now in the Omicron wave, in which the vaccines continue to be effective, but boosters provide no measurable increased protection from infection or from serious illness in children. Has the FDA revisited and revised its policy? It has not. In fact, the U.S. Centers for Disease Control just expanded its booster recommendation to include children ages 5 to 12.

The FDA panel also estimated that hospitalizations caused by the booster (from myocarditis) would be more or less balanced by hospitalizations prevented by the booster. As previously noted, the evidence shows the FDA was wrong regarding the prevention of infections and serious illness. But regarding hospitalization from myocarditis, real-world data indicates that hospitalizations from boosters are on the high side of the FDA’s estimated 23 to 69 per million. What’s more, a March 2022 review of Israeli data found 11 hospitalizations for myocarditis within a week of the second dose among 160,000 males aged 12 to 15. This corresponds to a hospitalization rate of about 70 per million. Furthermore, a recent Nordic study confirmed that rates of myocarditis are much higher among the vaccinated than among the unvaccinated. The FDA glossed over the little data on 16- to 17-year-olds it reviewed. That data, on a mere 78 boys, contained one hospitalization from myocarditis. Conventional statistical analysis from this data would have put the hospitalization rate at least at 1 in 1,500 or more with 95% confidence, indicating that the FDA’s assumptions of a rate of 1 in 5,000 might have been too low.

A very recent study published in Scientific Reports also indicates a much higher rate of cardiac events in young people associated with vaccination than previously thought. The researchers tracked calls to Israeli emergency medical services (IEMS) for cardiac arrest (CA) and acute coronary syndrome (ACS) among people aged 16 to 39. They were able to show that in 2020, CA and ACS calls to IEMS significantly increased compared with rates in 2019, but in time periods not correlated with increased infection. In 2021, the rates of calls to IEMS for CA and ACS again jumped considerably (relative to the already heightened 2020 rates)—this time, the calls were significantly correlated with time periods of vaccinations for young people. As always, these studies are correlational, not causal. But combined with the other data described above, they should raise alarms about the possibilities of cardiac problems with each additional shot.

Myocarditis, while it is often resolved, is nevertheless thought to be “a major cause of sudden, unexpected deaths in adults less than 40 years of age,” according to the April 2022 study in Scientific Reports. Such a serious potential side effect should be enough to turn the decision to boost into a personal matter best decided by children’s parents in consultation with their doctors, who can better consider prior infection and individual variations in health. In an editorial in The New England Journal of Medicine, our colleague, Dr. Paul Offit, a leading academic virologist, has acknowledged these issues with myocarditis and raised the possibility that too many COVID-19 shots can have unintended long-term consequences on the vaccine’s ability to protect against new strains. He advised his own young adult son not to be boosted.

Camps, synagogues, and other institutions may think their decision to enforce booster shots for vaccinated kids is a cautious approach, but it’s actually reckless. Boosted kids gain little or nothing in terms of reduced risk of serious COVID-19 infection but gain all the additional risk of serious side effects and hospitalization caused by the booster.


Alan Salzberg is the Principal of Salt Hill Statistical Consulting and an instructor in the Department of Statistics and Data Science at the Wharton School of the University of Pennsylvania.

Abraham Wyner is Professor of Statistics and Data Science at The Wharton School of the University of Pennsylvania and Faculty Co-Director of the Wharton Sports Analytics and Business Initiative.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com