Archive | June 2022

Nie zostawiliśmy milionów uchodźców bez pomocy. “Tylko dzięki mieszkańcom udało się zapanować nad sytuacją”

Uchodźcy z Ukrainy na Dworcu Centralnym (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)


Nie zostawiliśmy milionów uchodźców bez pomocy. “Tylko dzięki mieszkańcom udało się zapanować nad sytuacją”

Katarzyna Jaroch


Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę przez Warszawę przewinęło się w sumie 797 tys. uchodźców. Połowa z nich została. Z miejskich punktów pobytowych skorzystało ponad 151 tys. osób.

.
W modernistycznym wnętrzu Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ul. Pańskiej w centrum Warszawy duży ruch. Przy dwóch długich stołach ponad 20 osób osób szykuje kanapki. Kolejne przygotowują składniki, myją sałatę, kroją ogórki i pomidory. Każdego dnia prawie trzy tysiące kanapek wysyłanych jest dla uchodźców na stołeczne dworce. Chleby przyjechały z lokalnych piekarni, warzywa dostarczyli właściciele sklepów albo mieszkańcy stolicy. Niegdyś dom sztuki, od ostatnich dni lutego pełnił funkcję centrum pomocy humanitarnej.
.
Warszawa ludniejsza o 10 proc.

Taras Gembik, Ukrainiec mieszkający w Warszawie, pracuje w dziale edukacji MSN-u od 2018 r., zajmuje się m.in. włączaniem imigrantów do tkanki miejskiej Warszawy. Od początku wojny wraz z kilkoma innymi osobami zamienili tę przestrzeń w centrum organizacyjne. Już w sobotę, 26 lutego, czyli dwa dni po rozpoczęciu wojny, wysłali do Kijowa 30 kartonów leków. W poniedziałek zaczęli wozić kanapki na dworce. 

W Cafe Kulturalna w Pałacu Kultury od drugiego dnia wojny gotowano zupy dla uchodźców. Tysiąc porcji dziennie. Zupa trafiała w dzień i w nocy na dworce kolejowe, do punktów recepcyjnych i informacyjnych oraz na granicę. – Obok nas miasto na kilka dni otworzyło punkt informacyjny. Mnóstwo głodnych przyjezdnych czekało tam godzinami. Nosiliśmy im zupę w wielkich garach, rękami opatulonymi w rękawiczki. Zaczęło się więc spontanicznie – mówi Agnieszka Łabuszewska, założycielka Kulturalnej. – Termosy dostaliśmy od ludzi, produkty na zupy w większości też. To jest suma energii wielu osób. U nas cała kuchnia to Ukrainki, więc czujemy się, jakbyśmy gotowali dla swoich – dodaje Łabuszewska.

Od 24 lutego do Polski trafiło prawie 4 mln ludzi z Ukrainy. Do Warszawy przyjechało najwięcej – 797 tys. osób, z czego 330 tys. planuje zostać na dłużej. – Populacja Warszawy zwiększyła się o 10-15 proc. Osiągnęliśmy liczbę ludności, którą przewidywaliśmy, że osiągniemy dopiero w 2050 r. – mówi Włodzimierz Karpiński, sekretarz miasta.

Co kilka godzin na dworce przyjeżdżały kolejne wypełnione uchodźcami pociągi i autobusy. W szczytowym momencie (1-3 marca) każdej doby przez miejskie punkty przewijało się ok 6,5 tys. osób.

Warszawiacy wspierają ratusz

Warszawiacy zareagowali od razu. Wolontariusze rejestrowali się przez miejski system i byli przydzielani do różnych punktów informacyjnych oraz recepcyjnych. Wiele osób pomagało także poza systemem. Przyjeżdżali na dworce, zakładali żółte kamizelki i zabierali się do pracy. Do 8 marca ponad 8 tys. osób zarejestrowało się w miejskim systemie. – Tylko dzięki mieszkańcom stolicy w pierwszych dniach wojny udało nam się choć trochę zapanować nad przerastającą wszystkich sytuacją – mówi Gembik.

To też wielka zasługa Grupy Zasoby, oddolnej grupy wolontariuszy, którzy już w dniu wybuchu wojny skrzyknęli się, by przyjmować do domów uchodźców. Członkowie Zasobów zainstalowali biura na dworcach i łączyli ludzi oferujących mieszkania i gości. Wolontariusze sprawdzali oferty noclegów, które spływały online. Dla bezpieczeństwa gości zaznaczali w systemie sprawdzonych gospodarzy. – Pomogliśmy znaleźć nocleg dla prawie 5 tys. uchodźców z Ukrainy – mówi Zofia Jaworowska, założycielka Grupy Zasoby. – Apogeum przyjazdów do Warszawy jest już za nami – zauważa. Z tego powodu Grupa Zasoby z końcem marca zamknęła działalność i pozostawiła pomaganie uchodźcom władzom miasta.

Drugiego dnia wojny ratusz informował o otwarciu punktu informacyjnego w Pałacu Kultury i Nauki. W kolejnych dniach otwierały się inne punkty informacyjne: na dworcu Wschodnim i Zachodnim. Od trzeciego dnia wojny osoby legitymujące się ukraińskim dowodem mogły podróżować bezpłatnie komunikacją miejską w Warszawie.

1 marca ratusz musiał jednak zamknąć punkt informacyjny w Pałacu Kultury. – Skala nas przerosła. Ludzie się tu nie mieścili, nie można było przyjmować ich w takich warunkach – mówiła wtedy wiceprezydentka Aldona Machnowska-Góra.

– Całe swe siły skupiliśmy na punktach na dworcach Wschodnim i Zachodnim oraz w Arenie Ursynów. Nie jesteśmy w stanie obsłużyć kolejnego punktu, nie mamy do tego ludzi i zasobów – tłumaczyła rzeczniczka ratusza Monika Beuth-Lutyk. Wtedy sytuacja na Centralnym była najpoważniejsza. Ratować ją próbowali ochotnicy z Warszawy. Przez kilka dni zdezorientowanym i przemęczonym uchodźcom pomagali spontanicznie wolontariusze. 

Na Dworcu Centralnym oddolnie zawiązała się Grupa Centrum, skupiająca prawie 8 tys. członków. Codziennie szkolili nowych wolontariuszy. – Przyszliśmy ze znajomymi na dworzec w nocy i zobaczyliśmy, jak wiele rzeczy nie działa. Postanowiliśmy przychodzić codziennie i tak powstała grupa pomocowa – mówi Julia, wolontariuszka Grupy Centrum. Zorganizowali przestrzeń tak, że znalazło się tam miejsce dla matek z małymi dziećmi, poczekalnie dla rodziców z dziećmi do 12 lat, osób starszych i niepełnosprawnych. Gdy nad dworcem zarządzanie przejął wojewoda, Grupa Centrum oficjalnie weszła z nim we współpracę. Zakończyła działalność 14 kwietnia. 

Krytyczny moment za nami?

Dopiero 3 marca wojewoda otworzył punkt informacyjny przy dworcu Warszawa Centralna. Tego samego dnia urząd wojewódzki otworzył centrum recepcyjne na Torwarze przy Łazienkowskiej. Na płycie boiska ustawiono 500 polowych łóżek w dziesięciu rzędach. 8 marca wojewoda znalazł jeszcze 10 tys. miejsc noclegowych w centrum targowym Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie pod Warszawą. – Cały obiekt potraktowaliśmy jako wielki humanitarny hub do relokacji uciekinierów – mówił Tomasz Szypuła, prezes PTAK. Stamtąd autokarami kierowane były transporty do innych miast.

Równolegle ratusz szukał miejsc noclegowych. W sumie były to 33 punkty w różnych dzielnicach Warszawy. Powstały w hotelach, ośrodkach sportowych i innych nieruchomościach samorządu. Pierwszy taki punkt, w sportowej hali Arena Ursynów, zaczął działać 3 marca, czyli ósmego dnia wojny. Hala kojarzona z koszykarskimi emocjami zmieniła się nie do poznania.

W cichym i przyciemnionym wnętrzu na 230 ustawionych obok siebie łóżkach polowych odpoczywali uchodźcy. – Przyjeżdżali ranni, z obrzękami kości i licznymi otarciami, zmęczeni wielogodzinnym marszem, oczekiwaniem na mrozie. Byli odwodnieni i przemęczeni. Dzieci wyziębione, z infekcjami – mówi lekarka, która wolontaryjnie udzielała pomocy medycznej w Arenie Ursynów.

Takich miejsc organizowanych przez miasto było więcej. – W najbardziej kryzysowych momentach uruchamialiśmy po kilkadziesiąt miejsc w szkołach, montowaliśmy tam na szybko łóżka lub materace, a następnego dnia próbowaliśmy zorganizować uchodźcom pobyt w innych miejscach, także poza Warszawą – mówi Aldona Machnowska-Góra. – Obecnie miasto nocuje ok. 2 tys. osób uchodźców w 9 miejskich punktach.

Ratusz stworzył też system udostępniania prywatnych mieszkań dla uchodźców. Od 28 lutego chętni mogli się włączyć do miejskiego programu pomocy, udostępniając lokal przybyłym do Warszawy uchodźcom. W ciągu zaledwie doby od ogłoszenia programu do ugoszczenia uchodźców zgłosiło się aż 2879 osób. – W marcu do systemu zostało zgłoszonych 5 tys. mieszkań – mówi Wojciech Staszewski z urzędu miasta. – Jako miasto staraliśmy się ostrożnie podchodzić do proponowania mieszkań. Weryfikowaliśmy każde zgłoszenie i zapoznawaliśmy obie strony ze sobą. Stawialiśmy na maksymalne bezpieczeństwo obu stron.

Wydaje się, że krytyczny moment, gdy do stolicy każdego dnia przyjeżdżało kilkadziesiąt tysięcy uchodźców, Warszawa ma już za sobą. Zamykają się kolejne punkty recepcyjne, zarówno miejskie, jak i marszałkowskie. 8 kwietnia wojewoda zamknął ośrodek na Torwarze. Działanie niektórych punktów recepcyjnych zawiesił także ratusz. Zawiesiły działalność oddolne grupy tworzone przez mieszkańców, jednak, jak zaznaczają, jeżeli zaszłaby taka potrzeba – wrócą.

– Teraz nastał czas integracji. Wdrażamy uchodźców w normalne życie w mieście, zapewniamy im nowy start w Warszawie. Gdyby sytuacja znów miała się zaostrzyć, możemy natychmiastowo na powrót uruchomić ok. 4 tys. miejsc – zapewnia Aldona Machnowska-Góra, wiceprezydentka Warszawy. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Menorah graffiti: Carving on Ephesus Celsus Library stairs an enigma

Menorah graffiti: Carving on Ephesus Celsus Library stairs an enigma

JUDITH SUDILOVSKY


The menorah became employed as a Jewish symbol sometime in the 3rd century, so far three have been found in ancient Ephesus which had a flourishing Jewish community.

The restored Celsus Library of Ephesus, one of the ancient world’s most impressive libraries. / (photo credit: JUDITH SUDILOVSKY)

Once considered the official cultural and economic capital of the Roman Empire in Asia Minor, the southern Aegean Sea port city of Ephesus, located today in Turkey, was also home to one of the ancient world’s largest and most impressive libraries that housed over 12,000 scrolls and manuscripts, some tucked away in niches along the inner wall.

Julius Aquilas, son of Roman senator and Roman Legion Commander Celsus Polemeanus, began construction of the Celsus Library – the third-largest library in the Roman world – in honor of his father around 110 CE, completing it in 135. Celsus is buried in a sarcophagus beneath the main entrance of the library.

Somewhere along the ancient history of the library, someone carved a graffiti image of a menorah into one of the steps of the library’s marble staircase. The history of the menorah can be nothing more than conjecture, noted Dr. Avner Ecker of the Martin (Szusz) Department of Land of Israel Studies and Archaeology at Bar-Ilan University.

Still, he said, since it is located in a very central spot – adjacent to the Agora of Ephesus – the image of the menorah is not meaningless.

In a 1980 companion article to his book Fishers of Men: The Way of The Apostle tracing the path of Paul the Apostle – coauthored by photographer Gordon Converse and archaeologist Robert J. Bull – American Near East scholar and lecturer B. Cobbey Crisler describes their discovery of the menorah based on his memory of having seen the menorah seven years earlier during excavations being conducted by Austrian archaeologists.

An image of menorah graffiti carved near a so-called brothel building in ancient Ephesus. (credit: HASAN GULDAY)

A plaque has been put up next to the menorah, but it can be easily missed if one is not walking up the stairs in just the right place.

No written sources mention the Celsus Library, said Ecker, and all information about the library is from a dedication inscription uncovered at the site. The first level of the library had statues of the virtues of Celsus in niches, and on the second level, there were statues of Celsus and his family.

Ephesus was home to a large and flourishing Jewish community. A menorah graffiti prominently carved into the stairs of the important Celsus Library remains a mystery. (credit: JUDITH SUDILOVSKY)

The library and its contents were destroyed in a fire in 262 CE either by an earthquake or an invasion by the Goths, and an earthquake in the 10th or 11th century destroyed what remained of the façade. German and Austrian archaeologists began excavating the site in 1895 under the direction of Otto Benndorf and Carl Humann. Excavations at the site have continued since then through the Austrian Archaeological Institute, which Benndorf established. The institute reconstructed the Celsus Library in the 1970s.

Many of the finds from the Ephesus excavations have been taken to museums around the world, including the  British Museum in London and the Ephesus Museum in Vienna, where the original statues of virtue are now located.

“Celsus’s family was very important,” Ecker said. “He was a senator in Rome, and as commander of a Roman legion may have had some involvement in Syria and even in the Jewish Revolt. So one theory holds that the menorah graffiti may have been some sort of response to that. But then the person who did that would have needed to have some specific knowledge about his career.”

Another theory holds that because of the vast numbers of manuscripts kept at the library, it is very likely that some of those included Jewish manuscripts, and the carving of the menorah was someone’s way of indicating that the library also had some Jewish content, he said.

Yet another possibility is the stone with the menorah carving had simply been repurposed from another site during renovations on the library stairs.

“But then that would take away from the romance surrounding the story of the menorah,” he admitted.

And maybe someone just wanted to make his mark similar to modern-day graffiti, said Eckert, noting that graffiti was more tolerated in ancient times.

“It would have taken a matter of minutes to make if you have the skill and right tools,” said Ecker. “You would have had to have a hammer and chisel to do that, a nail would not have been enough.”

The menorah became employed as a Jewish symbol sometime in the third century, he said, probably at the same time the cross became a common symbol for Christianity, as a reaction to Jews wanting to express their separate identity. There are few examples of menorahs being used as random graffiti, he said, and Ephesus is one of them. Another example can be found carved on the Roman road outside of Cyrenaica in modern-day Libya, from the second century, thought to be a symbol of the Diaspora Revolt by Jewish rebels in 115-117 CE, which had its hub in Cyrenaica.

In excavations in Ephesus by Austrian archaeologists at the beginning of the 20th century, the Celsus Library menorah was discovered under a fountain from around 400 CE, so though the exact date for the menorah graffiti is not known, it was carved likely at the end of the second century or early third century CE, Ecker said.

LOCAL TURKISH tour guide Hasan Gulday, who has worked with Israeli and Jewish tourists and writes on his website about the menorahs in Ephesus, also points out that another menorah graffiti was etched next to the so-called brothel building in Ephesus. The most important carving of a menorah in Ephesus, however, is under the Mezeus and Mithradates Gate, built by two Persian Jewish freed slaves, and dedicated to the Roman emperor who had been their former master, Gulday said.

After the destruction of the First Temple, a large number of Jews moved to Western Turkey, he said, in a large wave of Roman and Hellenistic colonization.

“Jews were considered important for business and trade due to their high literacy rate at a time when only 3% of the general population was literate,” said Gulday. 

According to the Roman census, 10% of the population of Ephesus was Jewish, and they later had the right to collect taxes for the rebuilt Temple in Jerusalem, which was very unusual, he said. Large Jewish populations also existed in nearby Hierapolis and Sardis, where there are impressive remains of the largest Western synagogue. Today, many of the Jewish residents of the city of Izmir, ancient Smyrna, are descendants of the original Jewish inhabitants of Ephesus, Gulday said.

A cosmopolitan city, ancient Ephesus had an established and flourishing Jewish community whose presence was documented from the first century BCE by Josephus, among others, noted Ecker. The Jews of Ephesus, who were Roman citizens, were exempt from military service, and had the right to have someone take care of their dietary needs in the market assuring them which products were kosher, said Ecker.

“That was a huge privilege,” he said.

Ephesus was also an important place for Christians, where two of Jesus’s apostles, Paul and John, spent time preaching to the local Jewish and gentile community. John mentions Ephesus in the Book of Revelation as one of the Seven Churches of Asia Minor. The apostle John held the position of bishop of Ephesus.

The second-century Christian text “Dialogue with Trypho” between early Christian writer Justin Martyr, originally from Shechem (Nablus), and Trypho, thought to be a Jewish refugee from the Bar-Kochba revolt, also took place in Ephesus, noted Ecker.

There was a large synagogue in Ephesus near the Celsus Library, but it has not yet been found.

This month marks both US National Library Week and National Librarian Day.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- June 15, 2022

News From Israel- June 15, 2022

ILTV Israel News


Iran said to be increasingly on edge as the regime ramping up its nuclear and space programs…
–
Europe looking to Israel as a new source of fuel – as well as a way to escape Russia’s ‘energy-based blackmail…’
–
A novel way to look into the past. Israeli archaeologists partnering with A.I technology to discover clues about the earliest uses of fire.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Na polską historię obława. Kreml idzie na wojnę z AK

Armia Krajowa walczyła razem z Armią Czerwoną przeciw Niemcom na Wołyniu, we Lwowie i w Wilnie. Na zdjęciu: połączony patrol polsko-sowiecki na wileńskiej ulicy Wielkiej (dziś Didżioji), lipiec 1944 r. (Fot. East News)


Na polską historię obława. Kreml idzie na wojnę z AK

Maciej Stasiński


W czasie niedawnego krótkiego pobytu w Moskwie widziałem więcej antypolskich komentarzy czy programów w telewizji rosyjskiej niż przez kilka poprzednich lat

.

Z historykiem Grzegorzem Motyką rozmawia Maciej Stasiński

.

Prof. dr hab. Grzegorz Motyka – ur. w 1967 r., pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN, od 2011 r. jest członkiem Rady IPN-u. Wydał m.in. książki “Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła ” (WL, 2011) i “Na białych Polaków obława. Wojska NKWD w walce z polskim podziemiem 1944-1953” (WL, 2014).

MACIEJ STASIŃSKI: Andriej Artizow, szef rosyjskich archiwów, oskarżył niedawno w wywiadzie dla “Rossijskiej Gaziety” polskie podziemie, AK, o strzelanie w plecy Armii Czerwonej, kiedy ta walczyła z Trzecią Rzeszą. Co pan na to?

GRZEGORZ MOTYKA: Dwa akapity tego wywiadu dotyczą zresztą mojej książki o walce NKWD z polskim podziemiem “Na białych Polaków obława”. Powstała ona w ramach projektu badawczego Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Minister Artizow to dobry i sumienny archiwista. Tym bardziej zaskoczyło mnie, że uznał moją książkę za stronniczą i antyrosyjską, choć taka nie jest.

Byłem akurat w Moskwie, kiedy ukazała się ta wypowiedź. Tego dnia rano wszedłem do budynku archiwów i niemal od razu wyczułem troszkę kafkowską atmosferę. Inny urzędnik niż zwykle wydał mi zgodę na otrzymanie przepustki. Usłyszałem: “Jesteśmy na bieżąco. Czytaliśmy pana książkę…”. Dopiero kiedy parę godzin później kupiłem gazetę, zrozumiałem, o co chodzi.

Później doszedłem do wniosku, że z punktu widzenia rosyjskiego urzędnika minister Artizow ma w pewnym sensie rację. Moja książka uderza w mocno w Rosji zakorzeniony mit historyczny wojny wyzwoleńczej. Piszę, że Armia Czerwona wyzwalała Polskę od niemieckiego ludobójstwa, ale jednocześnie narzucała jej komunistyczną dyktaturę. Dla wielu Rosjan to jest trudne do przyjęcia. Dla nich Armia Czerwona wyzwalała – i kropka.

W dodatku “Na białych Polaków obława” to swoisty katalog działań NKWD przeciw polskiemu podziemiu. Pokazuję, że te same jednostki, które ochraniały zaplecze frontu, deportowały narody z Krymu i Kaukazu, postępowały bezwzględnie, dobijały rannych na polu bitwy. A to z kolei uderza w bardzo silny w Rosji mit i etos czekistów, do dziś podtrzymywany przez propagandę.

Polskie podziemie oczywiście walczyło też przeciw Sowietom. Artizow ma rację, kiedy mówi o ofiarach po stronie sowieckiej, które padły z rąk poakowskiego podziemia po przejściu frontu. Rzeczywiście, tak jak podają sowieckie statystyki, zabitych było 700, a nawet więcej. Problem w tym, że nie wspomina o tym, iż zanim to nastąpiło, AK wsparła Armię Czerwoną w akcji “Burza” i walczyła razem z nią przeciw Niemcom na Wołyniu, we Lwowie i w Wilnie.

Charakterystyczne, że wśród tych 70 dokumentów, które federalne archiwa opublikowały teraz na ten temat, trzy pierwsze wbrew nagłówkom nie opisują akcji AK, lecz Ukraińskiej Powstańczej Armii! Przypisywanie polskiemu podziemiu antysowieckich akcji na początku 1944 r. na Wołyniu jest historycznie fałszywe. W tym czasie 27. Wołyńska Dywizja AK brała udział u boku Armii Czerwonej w bitwie o Kowel. Tutaj rosyjscy archiwiści okazali się wyjątkowo nieprofesjonalni.

AK wystąpiła przeciwko wojskom sowieckim dopiero później, w odpowiedzi na rozbrajanie polskich oddziałów przez NKWD. Polacy chcieli dalej walczyć z Niemcami, lecz jednocześnie oczekiwali, że sami będą mogli wybierać własny rząd i ustrój, a to dla Stalina było nie do przyjęcia.

W tych ujawnionych przez Rosjan dokumentach w ogóle nie ma mowy o sowieckich represjach, o działaniach przeciw podziemiu i działaczom niepodległościowym, ani o całym politycznym kontekście: że przecież Armia Czerwona narzucała dyktaturę. Polscy komuniści i ich tymczasowy organ władzy PKWN nie mieli w 1944 r. niemal żadnego poparcia społecznego w Polsce. Sowieci świetnie o tym wówczas wiedzieli. Stalin powiedział Bierutowi w Moskwie: “Dzisiaj jesteście tak silni dzięki nam, że jak powiecie, że dwa razy dwa to 16, to wam uwierzą. Ale jak nas nie będzie, to was wystrzelają jak kuropatwy”.

W połowie 1945 r. polscy komuniści próbowali zdławić poakowskie podziemie, rzucając przeciw niemu jednostki wojska polskiego wracające z frontu. Bez rezultatu. Doszło do dezercji i przechodzenia oddziałów na stronę podziemia. W efekcie musiano z południowej Ukrainy ściągać 62. Dywizję NKWD – bez wojsk sowieckich cały komunistyczny aparat rozprułby się w szwach. Dopiero jesienią 1946 r., po sfałszowanym referendum, polscy komuniści byli na tyle silni, by całkowicie przejąć zwalczanie podziemia i PSL-u Mikołajczyka.

Zresztą jeszcze w 1946 r. dochodziło do starć polsko-sowieckich, do czego prowokowały rabunki i gwałty popełniane licznie przez maruderów z Armii Czerwonej. Tylko pod Zwoleniem Polacy w czerwcu rozstrzelali grupę wziętych do niewoli Sowietów, po czym stoczyli kilkugodzinną bitwę z 90. Pułkiem NKWD. Zginęło wtedy 46 Sowietów. Pomiędzy końcem II wojny światowej a inwazją na Afganistan większe straty w jednej bitwie Sowieci ponieśli chyba tylko w 1956 r. w Budapeszcie.

Pod wrażeniem tych strat gen. Władimir Rogatin, dowódca ochrony tyłów stacjonującej w Polsce Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej, poprosił o przysłanie dodatkowych ośmiu pułków. Ale Moskwa zdała sobie sprawę, że tylko podsyciłoby to polski opór, i nakazała pełne wycofanie się wojsk NKWD z Polski. Jedynie 64. Dywizja pozostała do wiosny 1947 r., bo osobiście poprosił o to Bierut. Chciał mieć ją w odwodzie w czasie wyborów do Sejmu, które polscy komuniści sfałszowali już samodzielnie.

Przecież to, że Rosja sowiecka narzucała komunizm wszędzie, gdzie doszła, jest potoczną wiedzą historyczną. Artizow i podobnie myślący rosyjscy historycy to cynicy?

– Moim zdaniem nie chodzi tu o cynizm ani o złą wolę, ale o uleganie mitom historycznym o roli ZSRR i Armii Czerwonej. Dla Rosjan zwycięstwo w II wojnie to opowieść o pokonaniu absolutnego zła – nazizmu. Za to zwycięstwo Rosjanie i inne narody ZSRR zapłaciły straszliwą cenę: 26 mln zabitych i zamordowanych. To trauma milionów ludzi, którzy na wojnie stracili bliskich. Kiedyś nowożeńcy mieli zwyczaj składania kwiatów przed mauzoleum Lenina, od czasu upadku komunizmu w sposób naturalny zaczęli to robić na Grobie Nieznanego Żołnierza tuż pod murem Kremla. Armia Czerwona to nadal świętość.

Myśl, że czerwonoarmiści, wyzwalając spod nazistowskiej okupacji, jednocześnie przynosili nowe zniewolenie i cierpienia, jest dla Rosjan trudna do przyjęcia. Tym bardziej że poważna dyskusja pomiędzy nami a Rosjanami dotycząca akurat lat 1944-45 i powojennego podziemia właściwie nigdy się nie odbyła. Normalnie zorganizowalibyśmy szczerą naukową dyskusję wokół tej kwestii, także w Moskwie. Ale teraz, kiedy mamy wojnę na Ukrainie, będzie to pewnie trudne. Obawiam się, że raczej będziemy się wzajemnie okładać jedynie słusznymi prawdami. W czasie tygodniowego pobytu w Moskwie widziałem więcej antypolskich komentarzy czy programów w telewizji rosyjskiej niż przez kilka poprzednich lat. Widać ofensywę propagandową przeciw Polsce.

Kiedy o północy z 27 na 28 lutego na pasku moskiewskiej telewizji zobaczyłem informację o zabiciu Borysa Niemcowa, strasznie mnie to poruszyło. Zaraz następnego dnia poszedłem na most, gdzie go zastrzelono, i złożyłem wiązankę biało-czerwonych róż w imieniu swoim i kolegów z Rady IPN-u. Po prostu musiałem oddać hołd temu wybitnemu politykowi demokratycznej Rosji. Bo to głupi pogląd, że my jesteśmy tacy antyrosyjscy.

Niezwykle sobie cenię rosyjskiego malarza batalistę Wasilija Wierieszczagina, nazywanego “Lwem Tołstojem rosyjskiego malarstwa”. Jego obrazy to wprost genialne reportaże z pola bitwy. Bitwom przyglądał się zresztą z bliska, zginął w Port Arthur w czasie wojny rosyjsko-japońskiej. Pokazywał chwałę rosyjskiego oręża, ale też cenę zwycięstwa, dramat wojny i grozę śmierci, a także to, jak wojna zabija człowieczeństwo. Wzbudzał kontrowersje. Jeden z obrazów, pokazujący, jak oddział rosyjski pozostawia rannego żołnierza na polu bitwy, z tego powodu nawet zniszczył.

W książce odwołałem się do jego obrazu “Rozstrzelanie podpalaczy”. Przedstawia on egzekucję grupy rosyjskich chłopów, którzy stawili opór wojskom napoleońskim w 1812 r. Czy on jest antyfrancuski? Nie, to przecież pochwała ludowej guerilli. Tak samo pokazuję w książce, że polski powojenny opór był walką w obronie niepodległości i prawa do wyboru własnego państwowego losu.

Czy to, co teraz mówią Rosjanie o wojnie, Armii Czerwonej i AK, oznacza, że debata w Polsko-Rosyjskiej Grupie ds. Trudnych nic nie dała i mity odżywają?

– Tego bym nie powiedział. Sam Artizow pod koniec wywiadu podkreśla, że komuniści odpowiadają za Katyń i masowe deportacje Polaków w głąb ZSRR.

Ale to przyznał jeszcze Gorbaczow, w końcu także Jelcyn, a papiery dotyczące zbrodni katyńskiej przywiózł do Warszawy jeden z poprzedników Artizowa, Rudolf Pichoja.

– Bo debata o sprawach trudnych była najbardziej intensywna na początku lat 90., później wyraźnie osłabła. Polacy i Rosjanie stracili zainteresowanie sobą, chlubnym wyjątkiem było środowisko rosyjskiego Memoriału mające ogromne zasługi choćby w przywracaniu prawdy o Katyniu. Inna rzecz, że trudno debatować, kiedy znaczna część zbiorów archiwalnych nadal pozostaje utajniona. Część z nich nawet ponownie utajniono. Niektórych teczek, które oglądałem w 1998 r., nie pozwolono mi niedawno przejrzeć ponownie. Z powodu niedostępności archiwów sami Rosjanie mają kłopot z poznaniem własnej historii.

Dlaczego Rosja zamyka te archiwa?

– Akta z lat 30. XX wieku są w miarę dostępne. Ale już od 1939 r. zaczynają się ograniczenia. Tłumaczy się to bezpieczeństwem państwa. Można to częściowo zrozumieć, jeśli sobie przypomnieć poruszenie, jakie wywołało u nas otwarcie archiwów IPN-u. Pokazanie skali infiltracji społeczeństwa przez służby bezpieczeństwa może wywołać szok. Władza na Kremlu podejrzliwie patrzy na wszystkie niekontrolowane odruchy społeczne. A odsłonięcie skali zła może wywołać poruszenie trudne do opanowania.

Rosja prowadzi zresztą aktywną politykę historyczną na wielu polach. Ze zdumieniem oglądałem ostatnio wystawę tzw. grekowców. To grupa ok. 30 malarzy opłacanych przez państwo i malujących na zamówienie władzy batalistyczne sceny z dziejów Rosji, nawet tych najnowszych. Na wystawie pokazano obrazy z wojny z Gruzją czy aneksji Krymu!

Czy Rosjanie debatowali o swoich antysowieckich kolaborantach, którzy poszli razem z Trzecią Rzeszą? O gen. Własowie?

– Owszem, w latach 90. była nawet próba rehabilitacji Własowa, ale dzisiaj zwycięża teza, że był to zdrajca ojczyzny. Niemniej można zauważyć zjawisko cichej dekomunizacji. Bardzo powoli, ale jednak są usuwane dyskretnie z przestrzeni publicznej pamiątki komunistyczne z czasów sowieckich. Np. spod Kremla zniknął po jakimś remoncie pomnik strzelców łotewskich zasłużonych dla bolszewickiego przewrotu. Później na ich miejsce wrócił pomnik dynastii Romanowów. Problemem jest jednak to, że symbolikę komunistyczną zastępuje narracja nacjonalistyczna.

Dlaczego ujawnienie dokumentów dotyczących obławy augustowskiej w 1945 r. utknęło w miejscu?

– Nikita Pietrow z Memoriału znalazł kilka lat temu dwa dokumenty dowodzące odpowiedzialności NKWD za tę zbrodnię. Do dziś jednak nie odtajniono materiałów pokazujących, kiedy i gdzie zabito oraz pochowano ofiary obławy.

Zgodnie z ustaleniami Grupy ds. Trudnych miało powstać wspólne polsko-rosyjskie całościowe wydawnictwo źródłowe na temat relacji polsko-sowieckich w latach 1943-45, w tym obławy augustowskiej. Teraz archiwa federalne ogłosiły zamiar opublikowania trzech tomów dokumentów o polskim podziemiu w tych samych latach. Mam nadzieję, że mowa właśnie o naszym wspólnym projekcie. Jeżeli w Moskwie powstał zaś pomysł, aby opublikować dokumenty samodzielnie, co byłoby rozwiązaniem niedobrym, to oczywiście my też sami wydamy trzy tomy materiałów źródłowych.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


First Roman military amphitheater in Southern Levant revealed at excavations near Megiddo

First Roman military amphitheater in Southern Levant revealed at excavations near Megiddo

JUDITH SUDILOVSKY


Less lavish than amphitheaters for the civilian population, the military amphitheaters were used for training and entertainment by the troops.

.
A gold coin of Roman Emperor Diocletian from the Legion excavations. / (photo credit: JEZEREEL VALLEY REGIONAL PROJECT)

Archaeologists excavating at the base of the Legio VI Ferrata Roman Legion near Megiddo (known as Legio) believe they have found evidence of the first military amphitheater to be identified in the Southern Levant.

While remains of over 230 Roman civilian amphitheaters have been found throughout what was the territory of the Roman Empire, fewer military amphitheaters have been excavated, and most of those are in the western regions of the empire.

“Military amphitheaters are connected to the military and not to a city. We know of examples of military amphitheaters in the western regions of the Roman Empire such is in Germany, France and Spain, but they are not known in the eastern half of the Empire. This structure is a few hundred meters from the military base.”

Dr. Yotam Tepper, Israel Antiquities Authority consultant

“We know of examples of military amphitheaters in the western regions of the Roman Empire such is in Germany, France and Spain,” he continued, “but they are not known in the eastern half of the Empire. This structure is a few hundred meters from the military base.” 

The bowl-like depression of the amphitheater at Legio. (credit: JEZREEL VALLEY REGIONAL PROJECT)

Tepper co-directs the excavations at Legio excavations with Matthew J. Adams, director of the W.F. Albright Institute of Archaeological Research in Jerusalem, and Susan Cohen, archaeologist at Montana State University.

The archaeological project at Legio is conducted under the auspices of the Jezreel Valley Regional Project. The amphitheater is one of several parts of the excavation of the base of the Roman Sixth Legion that was stationed here from the second to third centuries CE. The excavation of the amphitheater there is being supervised by Mark Letteney from the University of Southern California. The nearby Kibbutz Megiddo has also been providing strategic assistance.

History of Meggido / Legio

The area had a vibrant community, and the Roman Legion’s military camp shared the area with a Jewish village as well as with a Roman-Byzantine city.

Several excavations teams have worked at the site over the years, starting in 1902 by Gottlieb Schumacher on behalf of the German Society for Oriental Research. Schumacher – after discovering two stone stairs, one stone seat and several other architectural elements – decided that a bowl-like depression in the wadi near Megiddo had been the site of an eastern-facing theater.

However, because of the more elliptical shape of the crater, the current excavating team believed what lay underneath was actually a military amphitheater where spectators sat all around a flat-surfaced arena in a seating area called the cavea.

IN THE FIRST excavation of this area of Legio since Schumacher’s initial foray, the team excavated an area of almost 250 square meters in archaeological sections revealing parts of the flattened arena, remains of ramps made from layers of dirt and rock that would have supported the cavea, and two sections of the outside supporting wall. They have just begun to uncover the stone wall of the entrance gate to the amphitheater. In addition, they found remains of what appears to have been stone seats, said Tepper, who also uncovered parts of stone seats during excavations for his master’s degree in 2003.

They also found a gold coin from the reign of Roman Emperor Diocletian from 294 CE.

The architecture of the ancient amphitheater

The arena of the amphitheater would have been 50-70 meters (164-230 feet) long and the seating area some eight to nine meters high, said Tepper.

Their work has been made more difficult, noted Tepper, because the stones from the structure were used as building material by the subsequent inhabitants of the area, including residents of a nearby Ottoman-era village on to personnel of a British military camp.

“The main question we were looking to answer was if the bowl shape we were seeing on the ground was actually an amphitheater, and basically we have proved it,” said Adams. “We have determined the shape is artificially made… it looks like they flattened the entire area down to a natural clay source that was already there. Just today we are starting to see monumental stones from the entrance into the amphitheater gate, which is nice and promising because it is clear that at least the foundation of the wall is there.”

“Just today we are starting to see monumental stones from the entrance into the amphitheater gate, which is nice and promising because it is clear that at least the foundation of the wall is there.”

Matthew J. Adams

Compared to the elaborate amphitheaters used for the civilian population, military amphitheaters were a more rustic affair, he said, with wooden seating and a less lavish setting.

How was the amphitheater built?

Located near the Roman military camp, the amphitheater would have been built by the manual labor of the soldiers with picks and hoes, said Adams. It was used as both a training ground for soldiers as well as for “entertainment” for the troops such as gladiator battles and animal fights.

“We tend to think of an army in the modern sense but soldiers of the Roman Legion played a lot of roles including local police, builders and engineers,” he said, noting the Sixth Roman Legion from Megiddo helped build part of the Caesarea aqueduct.

Israel’s archeological richness

Israel boasts three Roman amphitheaters, in Caesarea, Bet She’an and Beit Guvrin. While some scholars maintain that the amphitheater in Beit Guvrin was also used for military purposes, Tepper and Adams believe that its location within the city indicates that it was more than likely mainly used for the population of the city.

“[Located just outside the military camp], our amphitheater is very much connected to the legion,” said Adams. “It gives us another dimension to the experience of the soldier outside the formality of the base itself. With every new find, we see different parts of their lives. In the excavation of the headquarters, we can imagine the generals planning and the troops gathering. In the barracks, we see their cooking pots where they prepared their meals. And now the amphitheater is the place where we know they were spending a lot of time as a legion training and also doing leisure activities.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com