Archive | November 2024

Trump to tighten the screws on Tehran

Trump to tighten the screws on Tehran

U.S. News


The president-elect reportedly plans punishing sanctions, including the targeting of Iran’s oil industry.

.
Republican presidential nominee, former U.S. President Donald Trump speaks during an election night event at the Palm Beach Convention Center on Nov. 6, 2024 in West Palm Beach, Florida. / Photo by Chip Somodevilla/Getty Images.

President-elect Donald Trump plans to renew his “maximum pressure” policy on Iran when he returns to the White House on Jan. 20, including issuing punishing sanctions and targeting Tehran’s oil income.

Sources briefed on Trump’s early plans told The Wall Street Journal on Friday that the harsh measures against the regime are part of an aggressive strategy to weaken the Islamic Republic’s support for its regional terrorist proxies and significantly harm its nuclear ambitions.

Former Trump officials said that his approach to Iran will likely be influenced by its attempt to assassinate him. The U.S. Department of Justice charged three men on Friday who it said were involved in the Iranian plot.

“People tend to take that stuff personally,” Mick Mulroy, a top Pentagon official for the Mideast in Trump’s first term, told the Journal. “If he’s going to be hawkish on any particular country, designated major adversaries, it’s Iran.”

Trump’s team will move swiftly to try to strangle Iran’s oil industry, including targeting foreign ports and people who buy and sell Iranian oil.

“I think you are going to see the sanctions go back on, you are going to see much more, both diplomatically and financially, they are trying to isolate Iran. I think the perception is that Iran is definitely in a position of weakness right now, and now is an opportunity to exploit that weakness,” said a former White House official.

The Iranian rial reportedly fell to a historic low following Trump’s election.

During his first term in the White House, Trump imposed sanctions on Iran for its pursuit of nuclear weapons and took the United States out of an agreement in 2018 with the Islamic Republic forged three years earlier by his predecessor, Barack Obama.

At an election rally on Tuesday, Trump said that he wants Iran “to be a very successful country,” but that it “can’t have nuclear weapons.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Blokada Tajwanu przez Chiny: Nieodparty pęd do wojny

Na zdjęciu: marynarze i myśliwce na pokładzie statku Liaoning na Morzu Żółtym w pobliżu Qingdao, w prowincji Szantung we wschodnich Chinach, 23 kwietnia 2019 r. (Zdjęcie: Mark Schiefelbein/AFP via Getty Images)


Blokada Tajwanu przez Chiny: Nieodparty pęd do wojny

Gordon G. Chang

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Chiny przeprowadziły 22 października manewry z użyciem ostrej amunicji w Cieśninie Tajwańskiej.

Wojowniczy ruch nastąpił po 13-godzinnej symulowanej blokadzie Tajwanu w dniach 14 i 15 października. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza, w ramach manewrów Lianhe Lijian-2024B, wykorzystała rekordową liczbę 153 samolotów i 26 okrętów, w tym Liaoning, jeden z trzech lotniskowców tego kraju.

W zakrojonych na szeroką skalę manewrach wzięła również udział chińska straż przybrzeżna, która – jak napisał “Economist” – przeprowadziła “bezprecedensowy” patrol wokół wyspy Tajwanu.

Według chińskiej straży przybrzeżnej manewry były “praktyczną akcją mającą na celu kontrolowanie Tajwanu zgodnie z prawem opartym na zasadzie jednych Chin”.

Ogłoszone strefy manewrów Lianhe Lijian-2024B znajdowały się zaledwie 24 mile morskie od linii brzegowej Tajwanu – bliżej niż strefy stosowane w poprzednich manewrach.

Obserwatorzy zasugerowali, że obecność statków Straży Przybrzeżnej, zajmujących się egzekwowaniem prawa na szczeblu krajowym, jest sygnałem, że Chiny wzmacniają twierdzenie, iż Tajwan jest terytorium chińskim.

Pekin utrzymuje, że wyspa jest “niezbywalną” częścią Chin od niepamiętnych czasów. Republika Ludowa nigdy nie sprawowała kontroli nad Tajwanem. W rzeczywistości żaden chiński reżim nigdy nie sprawował nad nim niepodważalnej suwerenności. Czang Kaj-szek, pierwszy chiński władca sprawujący kontrolę nad całą wyspą, przybył w 1949 roku.

Władze Tajwanu poinformowały obcokrajowców, że spodziewają się, iż Pekin w najbliższych miesiącach nałoży kwarantannę na wyspiarską republikę.

“Dzięki Lianhe Lijian Komunistyczna Partia Chin opracowuje i finalizuje swoją koncepcję kwarantanny dla Tajwanu – powiedział Gatestone John Mills, emerytowany pułkownik armii USA. – Wiedzą, że blokada jest aktem wojny, więc grają w grę kwarantanny, wzorowaną na tym, co prezydent Kennedy zrobił w 1963 r. wobec Kuby”.

“Kiedy Chińczycy rozpoczną kwarantannę, będą atakować statki przewożące dostawy broni, takie jak ten, który ostatnio przewoził pociski Harpoon” — powiedział Mills, który był dyrektorem ds. polityki cyberbezpieczeństwa, strategii i spraw międzynarodowych w Biurze Sekretarza Obrony. “Będą również atakować samoloty cywilne przewożące osoby, które chcą wziąć pod kontrolę Chin. Prawdopodobnie przetną również kable podmorskie”.

Kiedy to nastąpi? Jest wiele rozbieżnych ocen. Mills uważa, że Chińczycy mogą ogłosić kwarantannę jeszcze w tym roku lub na początku przyszłego roku.

Kwarantanna to podstępny manewr w momencie, gdy Chiny nie są gotowe do wojny na pełną skalę i do rozpoczęcia działań wojennych przez inwazję na Tajwan.

Nie gotowi? Xi Jinping nie ufa chińskiej armii, wojna na Tajwanie byłaby bardzo niepopularna wśród Chińczyków, a chiński reżim jest wyjątkowo czuły na straty w ludziach.

Xi próbuje zatem zastraszyć wszystkich innych, by się podporządkowali. “Celem manewrów jest zagrożenie bezpieczeństwa Tajwanu do tego stopnia, że naród Tajwanu straci zaufanie do swojego rządu i zmieni status quo Tajwanu oddzielonego od Chin” – powiedziała Fox News Digital Elizabeth Freund Larus z Atlantic Council Global China Hub.

“Używali bardzo starej chińskiej strategii zwanej ‘okrążeniem punktu/uderzeniem we wzmocnienie'” — powiedział Chang Ching z ROC Society for Strategic Studies, który zbadał trasę rosyjskich i chińskich statków przed Lianhe Lijian-2024B. “Prawdziwym celem są Stany Zjednoczone — powiedział Foxowi analityk z Tajwanu. – Ćwiczyli sposoby na zasadzkę na marynarkę wojenną USA, jeśli skieruje się ona w stronę Tajwanu, który jest już zakładnikiem”.

Xi może myśleć, że przejmie Tajwan tylko za pomocą kwarantanny, co nie jest aktem wojny, ale ryzyko polega na tym, że jeśli ruch się nie powiedzie, będzie musiał przejść do pełnej blokady, która aktem wojny jest. Chińskie wojsko ogłosiło, że Lianhe Lijian-2024B stosuje “blokadę kluczowego portu”. Kwarantanna może zatem rozpocząć łańcuch zdarzeń, który doprowadzi do konfliktu.

Aby blokada się powiodła, niemal na pewno będzie musiała obejmować suwerenne terytorium Japonii, a konkretnie wyspę Yonaguni, najdalej na zachód wysunięte zamieszkane terytorium Japonii. Z tej małej wyspy na południe od Tajpej widać góry Tajwanu. Stany Zjednoczone mają traktat o wzajemnej obronie z Japonią, co oznacza, że gdy Chiny ogłoszą blokadę, wojna, która się z tego wywiąże, wciągnie Stany Zjednoczone.

Jeśli kwarantanna Xi zawiedzie, nie będzie mógł się wycofać. W tej chwili tylko najbardziej agresywne odpowiedzi są uznawane za akceptowalne w wyższych kręgach Partii Komunistycznej. Skrajna wrogość sugeruje, że w stolicy Chin dzieje się coś złego, więc świat powinien być przygotowany na wszystko, w każdym miejscu i o każdej porze.

Chiny są zdolne do rzeczy nie do pomyślenia. Reżim wypuścił propagandową salwę 19 października, pokazując potęgę militarną Chin zaledwie dwa dni po tym, jak Xi, który jest również przewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej Partii, dokonał inspekcji brygady Sił Rakietowych Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Xi wezwał wojska rakietowe, między innymi, do wyostrzenia “zdolności bojowych”.

Siły Rakietowe, które 25 września przeprowadziły test międzykontynentalnego pocisku balistycznego w kierunku Hawajów, odpowiadają za większość broni jądrowej tego kraju.

Pośrednie groźby Xi dotyczące użycia tej broni są szczególnie złowieszcze. Musimy zadać sobie pytanie: Kiedy w historii reżim bojowy angażował się w akty wojenne i stale groził wojną, ale w rzeczywistości nie rozpętał wojny?

Nic nie jest nieuniknione, ale teraz istnieje niemal nieodparty pęd ku wojnie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jewish, Israeli Organizations Mobilize to Aid Victims of Antisemitic Attacks in Amsterdam

Jewish, Israeli Organizations Mobilize to Aid Victims of Antisemitic Attacks in Amsterdam

Jack Elbaum


Israeli soccer fans under assault, near Amsterdam Central station, in Amsterdam, Netherlands, Nov. 8, 2024, in this still image obtained from a social media video. X/iAnnet/via REUTERS

Jewish and Israeli organizations mobilized to support victims with efforts on the ground just hours after Israeli soccer fans were attacked by mobs in Amsterdam on Thursday night and into Friday morning.

Maccabi World Union (MWU), which describes itself as “the world’s largest Jewish sports and education organization,” opened an emergency assistance center in Holland to aid fans who were still there.

“Maccabi World Union and Maccabi Israel are working together with Maccabi Holland to assist Maccabi Tel Aviv fans in Amsterdam,” MWU wrote in a statement on Instagram. “A support center has been set up at the offices of Maccabi Holland, and volunteers are ready to transport fans to the center if needed.”

The center, which was visited by the mayor of Amsterdam, has reportedly helped hundreds of fans who are receiving support until they board flights to Israel. The assistance fans have received includes transportation, hotel lodging, food, and security.

Chabad in Amsterdam also assisted following the attacks. The Hasidic group posted on X on Friday, “Chabad emissaries coordinated hundreds of volunteers from the Jewish community in Amsterdam, picking up stranded and wounded Jews from across the city all, and bringing them to the shelter.”

It added, “From there, they were able to fly out on an emergency return flight to Israel. Others will be spending Shabbat with Chabad.”

The Jewish Agency also offered to support the victims. The organization’s chairman, Major General (res.) Doron Almog, said, “We are shocked by the attack on Jews and Israelis simply because of their Jewish identity in the streets of Amsterdam, exactly 86 years after Kristallnacht [the infamous Nazi assault on the German Jewish community]. We will expand the program to strengthen communities and increase their resilience, to ensure that every Jew, anywhere in the world, will never feel alone.”

Kristallnacht, also known as the “Night of Broken Glass,” unfolded on Nov. 9-10, 1938, when Nazi forces and German civilians destroyed Jewish homes, businesses, and synagogues, leaving at least 91 Jews dead and 30,000 Jewish men arrested and sent to concentration camps. Over 7,000 Jewish-owned stores were looted.

Almost 86 years later to the exact day, hundreds of Israeli fans of Maccabi Tel Aviv reported facing a wave of violence from antisemitic, anti-Israel gangs of men late Thursday night and into the early hours of Friday. They were attacked before and after Maccabi Tel Aviv lost its match against the Dutch soccer team AFC Ajax as part of the UEFA Europa League.

Numerous graphic videos circulating on social media showed several street fights and Israelis being chased down the street with knives and sticks, beaten unconscious, and even run over by cars. In multiple incidents shared on social media, Israeli soccer fans were forced by their attackers to say “Free Palestine.” Some Israelis reportedly barricaded themselves in buildings, shops, and other places in the city to avoid the attacks.

“So far, it is known that five people have been taken to the hospital and 62 individuals have been arrested,” Amsterdam Police said in a statement.

King Willem-Alexander of the Netherlands expressed “deep horror and shock” over the attack during a phone call with Israeli President Isaac Herzog, according to a readout from Herzog’s office. The king also said, “We failed the Jewish community of the Netherlands during World War II, and last night we failed again.”

Some observers argued the attacks were premeditated against the Israelis, while others claimed it was retaliation for some Israeli fans chanting anti-Arab slogans in the streets before the game and tearing down at least two Palestinian flags in the city.

Amsterdam Mayor Femke Halsema said Maccabi Tel Aviv fans had been “attacked, abused, and pelted with fireworks” around the city by “antisemitic hit-and-run squads.” Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu ordered planes to be dispatched to the Dutch city to bring the fans home to Israel.

“In light of the recent events in Amsterdam, our hearts go out to the Maccabi Tel Aviv fans who faced such distressing circumstances,” MWU wrote. “It’s a stark reminder of the challenges faced by communities worldwide.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Election Update 2024

Election Update 2024

Park MacDougald


Making sense of the presidential election.

Win McNamee/Getty Images

Editor’s note: This feature will chronicle the transfer of power from President Joe Biden to President-elect Donald J. Trump. It will be updated daily. 

Did Obama Have a Plan?

The more votes trickle in, the more impressive Donald Trump’s achievement on Tuesday looks. As of our writing on Thursday morning, he was winning an absolute majority of the national electorate (50.9% to 47.6%) and leading Harris by 4.7 million in the raw vote total. He has won every swing state that has been called and is leading in the two, Arizona and Nevada, where ballots are still being counted. In Nevada, for instance, more than 90% of ballots are in, but an “overnight mail dump” in Clark County gave Democratic incumbent Jacky Rosen a narrow lead over Republican challenger Sam Brown in the state’s Senate race. In Arizona, population 7.4 million, 69% of the vote had been counted as of 10:00 a.m. on Thursday. Florida, three times larger, had posted full results by about 9 p.m. on Tuesday. Still, Kamala Harris has already conceded, and Democratic hopes now rest on the House of Representatives and a small handful of Senate races.

But the result does raise a question: What if the election had been close? Let’s step back to where we were a few days ago. In the run-up to the election, Barack Obama, representatives of the Harris campaign, and top Democratic surrogates such as Bernie Sanders had all issued warnings to their supporters and the media that the winner would most likely not be clear for days:

Indeed, on the Sunday before the election, Bloomberg ran an article on the Democrats’ fear of Trump “prematurely” declaring victory on election night—something that would only be possible, Bloomberg noted, “if there was a substantial error in polling.” Harris campaign chairwoman Jen O’Malley Dillon issued a video statement warning that Trump could declare victory but telling Harris supporters not to be “fooled” or “worried.” In a Monday briefing with reporters, Dillon reiterated that Trump would attempt to declare an illegitimate victory and said that results for Wisconsin and Pennsylvania—at least one of which Trump needed to win the electoral college—would not be available until Wednesday.

That was paired with a suite of what we might call information operations run through the media in the immediate run-up to Election Day. On Saturday, the “gold standard” pollster Ann Selzer released a poll showing Harris leading deep-red Iowa by 3 percentage points, and in a manner that appeared to validate the Harris campaign’s thesis of the race: that Trump would suffer mass defections among older and college-educated white women, including registered Republicans (in the event, Trump won Iowa by 13.2 percentage points, for a 16-point polling miss). Harris operative and Obama veteran David Plouffe began pumping the media full of bogus stories about a massive last-minute swing to the vice president, on Friday writing on X that late-deciding voters were breaking “by double digits” for Harris and on Monday telling reporters that based on early vote data—which, as we explained here, looked uniformly positive for Trump—Harris could win all seven battlegrounds. On Election Day, handpicked hacks like Politico’s Jonathan Martin were fed vague, unsourced stories about gobsmacking turnout in heavily Democratic Philadelphia, which was sure to net Harris the margin she needed. And after early Election Day reports suggested low Democratic turnout in Milwaukee, Wisconsin, Milwaukee election officials announced Tuesday afternoon that a machine for processing absentee ballots had been left in “insecure conditions” and that the count would have to be restarted from scratch. Absentee ballot results were not delivered until 3:24 a.m. on Wednesday.

None of this mattered for the presidential race. Trump dominated so thoroughly in Pennsylvania that independent analysts were calling it by about 10 p.m. on Tuesday, and the networks followed at about 2:00 a.m. Wednesday, allowing Trump to declare his Election Night victory. But the Milwaukee numbers, which couldn’t save the state for Harris but did flip the Senate race back to Democrats, still proved suspicious, at least according to the anonymous analyst @TonerousHyus (aka “Latinx Adjacent Doctor PhD”).

As Dr. Latinx and his online interlocutors point out, turnout as a percentage of the electorate in Milwaukee has declined in every election cycle since 2008, and the city’s population has declined as well. Moreover, urban turnout was down virtually across the board in 2024 relative to 2020; in Philadelphia, for instance, raw votes dropped by 46,000 from 2020 to 2024. In Milwaukee this year, however, the county reported 89% turnout—up 11% from 2020—and an increase in raw votes relative to 2020, despite the number of registered voters declining by about 25,000. Out of Milwaukee’s 324 wards, 160 reported more than 100% turnout relative to 2020, with more than two dozen reporting 200% turnout and four reporting at least 400% turnout (again relative to 2020). Milwaukee Ward 254 reported 600% of its 2020 turnout, despite Harris underperforming with Black voters across the country. And here’s how turnout looked in parts of the Oak Creek neighborhood:

Wisconsin allows same-day voter registration, which means that turnout over 100% is theoretically possible if officials accept ballots without immediately updating the registration figures as well. That said, these figures are, on their face, very difficult to believe. Dr. Latinx, who was an excellent guide to interpreting the early vote and modeling the electorate, now estimates that the city might have produced about 30,000 fraudulent ballots, though he claims he is still collecting his findings into a white paper that he will submit to the National Republican Senatorial Committee. The current margin in the Senate race, which has been called for Democratic incumbent Tammy Baldwin, is 29,229.

Obligatory note of caution here, which is that there could be innocent explanations for these numbers: data reporting errors or, as some X users have suggested, a massive increase in turnout among Trump voters in Milwaukee. But considering the rhetoric that emerged from the Democratic camp in the run-up to the election—the expectation-setting about days of vote-counting, the “prebunking” of Trump’s claims to victory, and the seeding of bullshit stories of historic urban turnout—we should at least consider the possibility that there was a plan in place to “fortify” a second consecutive election—and that what prevented that outcome was a Trump victory so early and so decisive that the juice wasn’t worth the squeeze. 

Wednesday, Nov. 6

The Trump Landslide

On Tuesday night, Donald John Trump recaptured the presidency in what may be the greatest second act in American political history. While some states are still counting votes, it seems likely, as of our writing, that he will sweep all seven battleground states and become the first Republican since George W. Bush in 2004 to win the popular vote. The Republicans have already recaptured the Senate and are favored (92.4% chance, according to Decision Desk HQ) to retain their majority in the House of Representatives, though many of the competitive races won’t be called until later this week. But we know enough now to say that last night’s election delivered a decisive popular mandate for Trump and a decisive repudiation of the Democratic Party machine built by Barack Obama.
The election played out essentially how we suggested it might in our Oct. 30 Big Story. Our only regret is telling you not to bet the house on it, because if you’d done that, you would have made a fortune. We cannot, unfortunately, claim any special insight into the numbers; we merely had the luck or good sense to follow the right people, among them anonymous early-vote analysts such as @DataRepublican, @TonerousHyus, and @earlyvotedata on X, as well as allegedly “low-quality” or “right-wing” pollsters such as Rich Baris, Mark Mitchell, and the team at Atlas Intel. For months now, they have been saying that mainstream pollsters and pundits predicting a Harris victory were full of it. They were right. The late Harris surge in the polls was a mirage. The stories that recently appeared in outlets such as Politico about massive last-minute swings to Harris among independents, Hispanics offended by a comic’s Puerto Rico joke, and educated women—all of it was bullshit, invented out of whole cloth by Harris campaign operatives and repeated by some journalists, including Jonathan Martin, as if it were fact. In the end, none of it was real. The election wasn’t even close.

How did Trump do it? We’ve seen some suggestive exit polls showing, for instance, Trump winning more than 40% of the Jewish vote in New York City; that sounds right, but we’d caution that exit polls are notoriously unreliable. County data, on the other hand, is rock solid. So consider the following map from The New York Times, which shows virtually the entire country shifting massively toward Trump and the Republican Party since 2020:

And consider this chart, also from the Times, which breaks down vote shifts by county type:

To put that in simple terms: Pretty much the entire country shifted toward Trump. That includes deep-blue strongholds. The New York Post reported Wednesday morning that Harris was leading New York by a little more than 11% with 95% of votes counted—the worst performance by a Democrat in the Empire State since Michael Dukakis in 1988. Trump cracked 30% in New York City—also the best performance by a Republican since 1988, driven by a 35% improvement in the Bronx relative to 2020 and improvements of 20% and 16.5% in Manhattan and Queens, respectively. Finally, Trump blew the doors off of several heavily minority counties across the country, flipping Florida’s Osceola County (home to a large Puerto Rican population) and Texas’ 97% Hispanic Starr County. He won the latter by nearly 16% after losing it by 5% to Biden—a 21-point swing in four years. It was, as Ryan Girdusky observed on X, the first time Starr County had voted for a Republican since 1892.

We’ve seen some talk of a “realignment election,” with the Republicans broadening their appeal among the multiracial working class while the Democrats become more entrenched in affluent white suburbs. We’ll have to wait for more detailed demographic breakdowns to say for sure, but what the above table suggests to us is something different: a “whole of society” (to borrow a term) rejection of Kamala Harris and her party. Punchbowl’s congressional reporter, Max Cohen, cited a Democratic House source this morning who summed up the result nicely: “This was a total and complete repudiation of the Democratic Party. People are not buying what we’re selling. Period.”

Indeed. In the wake of this election, there will no doubt be calls for unity and restraint from the people who spent the past half-decade attempting to undo the results of the 2016 election, censoring speech, weaponizing the federal government and intelligence agencies against their political opponents, prosecuting Trump and his allies and supporters, and more recently running a full-spectrum propaganda campaign to demonize him and his supporters as fascists and Nazis. They gambled their credibility and any right to a presumption of good faith, pushing America’s institutions to their breaking point in their effort to win. And they lost—“bigly,” as the president-elect might say.

We, too, would like to see national unity, and a healing of the scars of the past decade. But first, there needs to be justice.


Park MacDougald is senior writer of The Scroll, Tablet’s daily afternoon newsletter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


ONZ nadaje certyfikat koszerności terroryzmowi

Tunnel Hezbollahu w odlegości zaledwie kilku dziesięciu metrów od posterunku UNIFIL-u.


ONZ nadaje certyfikat koszerności terroryzmowi


Tony Badran


Podobnie jak UNRWA w Strefie Gazy, UNIFIL w Libanie wspiera terrorystów, chroniąc jednocześnie podziemne bazy, w których przechowują broń i planują ataki na Izraelczyków

Na początku tego tygodnia izraelski Kneset podjął pierwszy krok w kierunku zakazu działalności Agencji Narodów Zjednoczonych (UNRWA) w całym kraju. Decyzję podjęto po serii rewelacji w ciągu ostatniego roku dotyczących bliskiego, trwającego dziesięciolecia partnerstwa UNRWA z Hamasem. Jak można było przewidzieć, Stany Zjednoczone dołączyły do Rady Bezpieczeństwa ONZ ogłaszając „zdecydowane” ostrzeżenie przed wszelkimi próbami „zlikwidowania lub osłabienia działań i mandatu UNRWA”, wzywając Izrael do „poszanowania przywilejów i immunitetów UNRWA”. Chociaż wykazano, że agencja między innymi wypłacała pensje głównym sprawcom okrucieństw z 7 października i pozwoliła organizacji terrorystycznej na umieszczenie swojej kwatery głównej i centrów dowodzenia pod swoimi szkołami, jak stwierdziła ambasador USA przy ONZ: „nie ma alternatywy” dla UNRWA.

UNRWA nie jest jedyną organizacją ONZ, która otrzymuje pełne poparcie administracji Bidena, mimo aktywnej współpracy z terrorystami. Na froncie północnym, Tymczasowe Siły ONZ w Libanie (UNIFIL) odgrywają podobną rolę, pozwalając członkom Hezbollahu na korzystanie z baz sił pokojowych jako fizycznej osłony dla sieci tuneli, z których Hezbollah zamierzał rozpocząć krwawą inwazję na Izrael. Z tą samą wypaczoną logiką, którą zastosowano do UNRWA, administracja Bidena i Harris zabiega o kontynuację, a nawet wzmocnienie roli UNIFIL w południowym Libanie, czyniąc z tego kluczowy element propozycji zakończenia operacji Izraela przeciwko Hezbollahowi.

UNIFIL, w obecnej wersji, otrzymał mandat w 2006 r. na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701, aby pomóc zapewnić, że obszar na południe od rzeki Litani pozostanie wolny od jakiejkolwiek obecności zbrojnych grup poza właśnie UNIFIL-em i Libańskimi Siłami Zbrojnymi (LAF). Rezolucja 1701 miała rzekomo zakończyć wojnę Izraela z Hezbollahem w 2006 r. na warunkach, które uniemożliwiłyby libańskiej grupie terrorystycznej przeprowadzanie kolejnych ataków na Izrael, dając Izraelczykom zdemilitaryzowaną strefę na ich północnej granicy nadzorowaną przez siły międzynarodowe. Problem polegał na tym, że UNIFIL miał realizować swój mandat przez wspieranie i koordynowanie działań z rządem libańskim i LAF — czyli armią państwa libańskiego, zaś i rząd, i jego armia są kontrolowana przez Hezbollah. Zamiast więc zmniejszyć siłę Hezbollahu na granicy Izraela, obecność tej grupy na południe od Litani wzrastała wykładniczo pod nadzorem UNIFIL.

Jak bezczelnie Hezbollah działał z błogosławieństwem UNIFIL-u, stało się jasne po rozpoczęciu przez Izrael inwazji na południowy Liban 30 września. Jednostki IDF działające blisko północnej granicy Izraela odkryły wejścia do rozbudowanych, rozległych sieci tuneli Hezbollahu zaledwie kilkanaście metrów od pozycji UNIFIL-u. Oczywiste było, że dowódcy UNIFIL-u nie mogli nie być w pełni świadomi budowy tych pozycji i ich wykorzystania przez duże oddziały uzbrojonych bojowników Hezbollahu, którzy przemieszczali się tam i z powrotem. Nie trzeba dodawać, że budowa i rozmieszczenie sieci tuneli Hezbollahu, które ośmieszały rzekomą rolę UNIFIL-u w demilitaryzacji południowego Libanu, nigdy nie została zgłoszona do ONZ oficjalnymi kanałami ani upubliczniona. Zamiast tego UNIFIL płacił lokalnym agentom i zwolennikom Hezbollahu, aby działali jako kontrahenci i świadczyli inne usługi, zasadniczo łącząc swoje funkcje z funkcjami grupy terrorystycznej, przed którą mieli zapewniać osłonę.

Oczywiście istnienie dużej sieci tuneli szturmowych Hezbollahu w pobliżu granicy z Izraelem nie było żadną tajemnicą, nawet jeśli skala tej infrastruktury zaskoczyła izraelskie wojsko. W grudniu 2018 r. – styczniu 2019 r. IDF po raz pierwszy odkryła tunele transgraniczne, wszystkie na obszarze działania UNIFIL. Tunele zostały wydrążone w skalistym terenie południowego Libanu i wymagały wydobycia ogromnej ilości ziemi. Jednak siły ONZ w tym rejonie jakoś nic nie słyszały, nic nie widziały i dopóki Izrael nie odkrył tych tuneli, nic nie powiedziały. UNIFIL zabrał się do komentowania dopiero wtedy, gdy IDF wkroczyła, aby zdemontować infrastrukturę Hezbollahu. Zareagowali nie żeby potępić organizację terrorystyczną za rażące nadużycia i naruszenie jej mandatu, ale za żądanie Izraela, by wycofali się z pozycji sąsiadujących z fortyfikacjami grupy terrorystycznej i umożliwili Izraelowi ich zniszczenie.

UNIFIL nie był jedynym partnerem w tej komedii zapewniania terrorystom osłony pod pozorem działań pokojowych. UNIFIL mógł również winić swojego libańskiego partnera, LAF, za odmowę dostępu do tuneli Hezbollahu. W rzeczywistości było to wygodne dla UNIFIL. Co roku od 2018 r. sekretarz generalny ONZ informował o zmowie LAF z Hezbollahem jako wymówce bezczynności UNIFIL, a co roku Stany Zjednoczone odnawiały mandat UNIFIL, a następnie kontynuowały finansowanie zarówno sił pokojowych ONZ (które w rzeczywistości dawały wsparcie grupie terrorystycznej), jak i swojego partnera LAF. Oba filary mające wdrożyć rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 służyły jako tarcze dla Hezbollahu.

Bardziej bezpośrednie formy współdziałania z Hezbollahem nie ograniczały się do LAF. Niedawno schwytani bojownicy Hezbollahu podobno powiedzieli izraelskim przesłuchującym, że grupa przekupiła personel UNIFIL, aby pozwalał na wykorzystanie ich posterunków. Ponadto Hezbollah podobno przejął kontrolę nad kamerami UNIFIL zainstalowanymi na ich pozycjach w pobliżu granicy i wykorzystał je do zbierania informacji wywiadowczych na temat rozmieszczenia izraelskich wojsk i ich ruchów za izraelską granicą.

W odpowiedzi na te bezpośrednie oskarżenia o współpracę UNIFIL z Hezbollahem zastępczyni rzecznika prasowego sił pokojowych odparła, że „podchodziłaby do anonimowych opowieści z rezerwą”, dodając, że „żołnierze sił pokojowych są bezstronni, co jednak nie powstrzymuje obu stron przed oskarżaniem nas o wspieranie lub szpiegowanie na rzecz drugiej strony”.

Rzecz jednak w tym, że oskarżenia o pomoc Hezbollahowi w zbieraniu informacji wywiadowczych pochodzą nie tylko od schwytanych bojowników Hezbollahu, ale także z szeregów UNIFIL. W 2018 r. autor artykułu w prasie francuskiej zacytował wysokiego rangą irlandzkiego oficera UNIFIL, który opowiedział, jak niektóre kontyngenty regularnie przekazują informacje wywiadowcze Hezbollahowi: „Mogę zaświadczyć, że indonezyjskie Błękitne Hełmy stale informują różne libańskie czynniki o ruchach izraelskich oddziałów” — powiedział oficer UNIFIL.

Hezbollah również zinfiltrował UNIFIL za pośrednictwem swoich cywilnych pracowników. W tym samym francuskim raporcie dowódca fińskiego kontyngentu UNIFIL ujawnił, że kilku libańskich cywilów pracujących dla sił pokojowych „nie ukrywa, że należą do Hezbollahu”.

Oprócz działania jako żywe tarcze, dostarczania informacji wywiadowczych i zatrudniania członków Hezbollahu, UNIFIL wspiera również lokalną gospodarkę Hezbollahu i służy jako jego baza wsparcia w południowym Libanie. W rzeczywistości była to praktyka UNIFIL od samego początku w 2006 r. Kilka miesięcy po uchwaleniu rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 misja ONZ wyjaśniła, w jaki sposób żołnierze sił pokojowych stymulują lokalną gospodarkę w regionie kontrolowanym przez Hezbollah, kupując towary, wynajmując mieszkania, zapisując swoje dzieci do szkół i przyjmując gości, którzy pomagają napędzać lokalny przemysł turystyczny. „Żołnierze wydają tu dużo pieniędzy” — powiedział wówczas pełniący obowiązki głównego urzędnika administracyjnego misji. Ponadto UNIFIL dokonuje zakupów w lokalnych firmach.

W pewnym momencie UNIFIL twierdził, że zatrudniając około 800 pracowników, jest największym lokalnym pracodawcą Libańczyków, których również pomógł wprowadzić do innych projektów ONZ w innych krajach — prawdopodobnie pomagając Hezbollahowi w rozszerzeniu jego globalnej sieci. „Większość Libańczyków, którzy zaczynali pracę w UNIFIL w pierwszych latach, została teraz stałymi członkami personelu ONZ w różnych miejscach na całym świecie” — powiedział były rzecznik UNIFIL w 2010 r.

Ponadto symbiotyczna relacja UNIFIL z Hezbollahem doprowadziła do sfinansowania projektów wartych dziesiątki milionów dolarów w bastionach grupy terrorystycznej, w tym boisk sportowych i ośrodków rehabilitacyjnych, systemów fotowoltaicznych do dostarczania energii elektrycznej, odnawiania zniszczonych budynków i zapewniania opieki medycznej i stomatologicznej w swoich klinikach. Projekty te miały budować zaufanie wśród mieszkańców, aby umożliwić UNIFIL-owi realizację swojego mandatu i swobodne patrolowanie.

Hezbollah i jego baza, a także LAF, chętnie korzystały ze stałego strumienia dolarów UNIFIL, po prostu ignorując mandat demilitaryzacji. Dla krajów wspierających UNIFIL proces ten stał się w rzeczywistości jedną z form wpłat na konta bankowe Hezbollahu, aby kontynuować fikcję mandatu i uchronić swoich żołnierzy w terenie przed zabiciem przez Hezbollah, który kontroluje region społecznie, gospodarczo i militarnie. Trwało to póki Izrael, wyciągając wnioski z wojny w Gazie, nie najechał na południowy Liban, niszcząc rozbudowane systemy tuneli i arsenały grupy terrorystycznej, jednocześnie likwidując całą strukturę przywódczą Hezbollahu.

Podczas gdy administracja Bidena była dziwnie skora do finansowania organizacji terrorystycznych za pośrednictwem ONZ, pierwsza administracja Trumpa nie była skłonna do akceptacji tego makabrycznego tańca z Hezbollahem pod pozorem „konkurowania z Iranem w Libanie”. Po implozji libańskiego systemu finansowego w 2019 r. Waszyngton został zmuszony do znalezienia nowego sposobu na przesyłanie gotówki i innej pomocy dla libańskiej armii (LAF). UNIFIL był wykorzystany przez cały rok 2022 r. jako narzędzie dostarczania „tymczasowych i specjalnych środków”, żywności, paliwa, leków i wsparcia logistycznego dla LAF — pomimo, a może właśnie z powodu powiązań UNIFIL i LAF z Hezbollahem.

W 2020 r. ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo i pracujący dla niego libanofile uznali, że nadszedł właściwy czas, tuż przed wyborami w 2020 r., aby rozpocząć proces wytyczania granicy morskiej między Libanem a Izraelem, który później został narzucony Izraelowi przez prezydenta Bidena. Waszyngton nadal finansował UNIFIL i odnowił jego mandat, a ludzie z Hezbollahu, z którymi negocjowali Amerykanie, zażądali, aby rozmowy odbywały się w siedzibie UNIFIL i pod egidą ONZ. Ponadto UNIFIL byłby niezbędny do realizacji drugiego punktu umowy: wyznaczenia granicy lądowej.

Innymi słowy, dla Waszyngtonu — podobnie jak dla Francji, która ma własne inwestycje w Libanie i dostarcza jednego z większych kontyngentów UNIFIL — funkcja UNIFIL i potrzeba utrzymania jej finansowania ma niewiele lub nie ma nic wspólnego z jej rzeczywistym mandatem demilitaryzacji i trzymania Hezbollahu z dala od północnej granicy Izraela. Jest to po prostu jeszcze jeden instrument, obok LAF, do zarządzania relacjami z prawdziwą potęgą rządzącą Libanem, którą jest patron Hezbollahu — Iran.

Posiadanie agencji ONZ składającej się z ołowianych żołnierzyków w białych opancerzonych transporterach, wspieranej przez USA i rzekomo reprezentującej „społeczność międzynarodową”, której faktyczną funkcją jest ochrona pozycji wojskowych głównej grupy terrorystycznej Iranu, stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Izraela. Biorąc pod uwagę swoją funkcję i cel, UNIFIL zawsze będzie z konieczności uwikłany w sprawy Hezbollahu i jego „bazę wsparcia społecznego” — zatrudniając ich, polegając na ich dobrej woli i obsługując ich. Ponieważ to partnerstwo z grupą terrorystyczną służy celom USA, a ponieważ zdolność UNIFIL do pozornego wypełniania swojego mandatu wymaga wybielania i przekupywania Hezbollahu, Izrael będzie musiał narazić swoje bezpieczeństwo, aby zadowolić oczekiwania sojuszniczego supermocarstwa, podczas gdy Ameryka wykorzysta ONZ, aby nałożyć ograniczenia na suwerenne podejmowanie decyzji przez Izrael.

Z natury rzeczy ten taniec z armią terrorystów jest obsceniczny. Pozwalanie tej armii na okopywanie się na północnej granicy Izraela przez ostatnie dwie dekady pod ochroną ONZ jest wspólnym aktem szaleństwa amerykańskich decydentów obu partii politycznych, ale również przywódców Izraela, którzy mogą jedynie podziękować jakiejś formie boskiej opieki za to, że tunele terroru, które chronił UNIFIL, nigdy nie zostały użyte do masakry izraelskich cywilów na północy, na skalę znacznie większą niż ataki, które UNRWA pomogła przeprowadzić na południu.

Nic więc dziwnego, że w przededniu wyborów administracja Bidena gwałtownie domagała się reanimacji porozumienia UNIFIL-LAF w Libanie i ponownego narzucenia go Izraelowi — a właśnie o to chodzi w amerykańskiej propozycji pokojowej dla Libanu, ujawnionej w ubiegłym tygodniu przez izraelską stację telewizyjną. Oprócz wzmocnienia UNIFIL administracja amerykańska chce powiększyć LAF i zapewnić pobór tysięcy nowych rekrutów — wielu z nich bez wątpienia będzie pochodzić z bazy wsparcia Hezbollahu, jeśli nie z samego Hezbollahu.

Dodatkowym urozmaiceniem w tej propozycji jest utworzenie tzw. mechanizmu monitorującego, który obejmowałby USA — pozostałośćz umowy na temat granicy morskiej z 2022 r. wynegocjowanej przez specjalnego wysłannika Amosa Hochsteina, która wprowadziła pomysł, by Waszyngton był bezpośrednim arbitrem między Izraelem a Hezbollahem. Teraz Hochstein chce umocnić tę rolę. Jako bonus, jego propozycja wzywa również do kontynuowania tego, co przerwał negocjując granicę morską, aby zainicjować proces demarkacji granicy lądowej. Włączenie USA do tego tzw. mechanizmu monitorującego jako oficjalnego arbitra potwierdza status Libanu jako specjalnej prowincji pod ochroną USA, gdzie izraelskie interesy bezpieczeństwa musiałyby przechodzić przez Waszyngton. Jeśli Izrael posiada informacje wywiadowcze o nowych tunelach Hezbollahu, może je przekazać koordynatorowi ds. bezpieczeństwa CENTCOM, który następnie podzieli się nimi z LAF – armia libańską kontrolowaną przez Hezbollah – lub ze „wzmocnionym” UNIFIL, którego rola jako obrońcy Hezbollahu na południu Libanu jest dobrze ugruntowana od dziesięcioleci i jednocześnie nigdy nie była bardziej Ameryce potrzebna.

Na szczęście premier Benjamin Netanjahu wydaje się rozumieć stawkę znacznie lepiej niż amerykańscy politycy. W przemówieniu w czwartek Netanjahu powiedział o amerykańskim planie: „Porozumienia, dokumenty, propozycje i numery rezolucji — [UNSCR] 1701, 1559 — z całym szacunkiem, nie są najważniejsze. Najważniejszym punktem jest nasza zdolność i determinacja do egzekwowania bezpieczeństwa, udaremniania ataków na nas i działania przeciwko uzbrojeniu naszych wrogów, w razie potrzeby i pomimo wszelkich nacisków i ograniczeń. To jest najważniejszy punkt”.

Jeśli Donald Trump wygra wybory we wtorek, Izrael prawdopodobnie będzie miał większą przewagę nad Iranem i jego pełnomocnikami. Jednak Jerozolima nie powinna lekceważyć tego, jak w gruncie rzeczy podobne są republikańskie impulsy wobec Libanu do tych, którymi kieruje się zespół Obamy, nawet jeśli ich pozorne motywy są inne. Po prawej stronie sceny politycznej widzimy rosnące, trujące sekciarstwo, które zostało wstrzyknięte do polityki libańskiej w Waszyngtonie — toksyczność, którą libańscy (i libańsko-amerykańscy) lobbyści świadomie wykorzystywali — utopijne postrzeganie Libanu jako areny „wzmacniania bliskowschodnich chrześcijan”. Inna, powiązana wersja opiera się na stereotypach dotyczących Libanu jako „Paryża” lub „Szwajcarii” Bliskiego Wschodu — naturalnie prozachodniego społeczeństwa, które czeka tylko na odpowiednią ilość amerykańskich inwestycji politycznych i finansowych, tak samo jak Irak był postrzegany jako naturalna demokracja czekająca na wyzwolenie przez USA, aby spełnić oderwane od rzeczywistości fantazje ideologów Freedom Agenda. W rzeczywistości Liban jest bankrutem, terrorystycznym państwem, kontrolowanym przez Iran, którego rzekome „instytucje państwowe” są prowadzone przez sekciarskie szakale, które nie są w stanie zapewnić podstawowych usług, takich jak elektryczność, swoim zwolennikom. Jednak to nie powstrzymuje republikańskich ustawodawców w Kongresie od gorliwego popierania katastrofalnej polityki Obamy, polegającej na wspieraniu LAF.

Żadna z tych szalonych fantazji — czy to o amerykańskim partnerstwie z mułłami w Teheranie, które realizuje się przez Bejrut, czy o „państwie libańskim” zbudowanym na dopływie dolarów amerykańskich do „instytucji” kontrolowanych przez Hezbollah — nie może jednak zmienić rzeczywistości. Waszyngton może się bawić, pompując miliardy w farsę UNIFIL-LAF, aby utrzymać pozory zarządzania własną specjalną prowincją lewantyńską. Dla Izraela takie napoleońskie wybryki pozostaną oderwane od rzeczywistości. Tylko zachowując swobodę niezależnego działania w celu usunięcia zagrożeń z północnej granicy, Izrael będzie mógł żyć w pokoju.

This story originally appeared in English in Tablet Magazine, at tabletmag.com, and is reprinted with permission.


Tony Badran jest amerykańskim dziennikarzem, redaktorem działu wiadomości magazynu „Tablet” i analitykiem spraw bliskowschodnich.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com