Sztuka wyklęta – post scriptum

Sztuka wyklęta – post scriptum

KATARZYNA ANDERSZ


Heinrich Tischler i jego szwagier Moritz Hadda, również znany wrocławski architekt /fot. archiwum rodzinneHeinrich Tischler i jego szwagier Moritz Hadda, również znany wrocławski architekt /fot. archiwum rodzinne”

OD 1933 ROKU NIE MÓGŁ WYKONYWAĆ ZAWODU, PODCZAS NOCY KRYSZTAŁOWEJ W LISTOPADZIE 1938 ROKU ZOSTAŁ ARESZTOWANY I WYSŁANY DO BUCHENWALDU. NIECAŁY MIESIĄC PÓŹNIEJ, W WIEKU ZALEDWIE 46 LAT, ZMARŁ. RODZINIE UDAŁO SIĘ UCIEC I OCALIĆ WIĘKSZOŚĆ JEGO PRAC, KTÓRE W TYM ROKU ZOSTAŁY WYSTAWIONE WE WROCŁAWIU PO RAZ PIERWSZY, OD KIEDY NAZIŚCI, PRZYPISUJĄCY IM MIANO „SZTUKI WYKLĘTEJ”, WYRZUCILI JE Z GALERII I MUZEÓW.

Heinrich Tischler miał dwóch synów – Franza i Hansa. Imiona jak z baśni braci Grimm, chłopcy ładni i bardzo utalentowani – jak się okaże, odziedziczyli po swoim ojcu talent plastyczny. Na ostatnim zdjęciu razem, z października 1938 roku, cała trójka wygląda na szczęśliwych. Nie wiemy, kiedy dokładnie zostało zrobione. Może do nocy kryształowej został jeszcze ponad miesiąc, może dwa tygodnie, a może wyliczanie tego zupełnie nie ma sensu, bo tak czy inaczej wkrótce stracą ojca, dużo za wcześnie i w okolicznościach, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Heinrich, jak wielu innych mężczyzn żydowskiego pochodzenia, tuż po pogromie z nocy 9 na 10 listopada zostanie aresztowany i wysłany do Buchenwaldu, pękającego w szwach od nadmiaru przywiezionych tam wrogów państwa. Okaże się tym pechowcem, u którego zimno, głód i przeludnienie w obozie wywołają śmiertelną w efekcie chorobę.

Jednak kiedy Heinrich jest jeszcze w Buchenwaldzie, rodzina stara się, jak może, żeby został zwolniony. Interweniuje nawet młoda Irlandka, Eleanor McCarthy, która z Heinrichem i jego żoną Else mieszkała przez trzy miesiące w 1938 roku. Śle wściekłe listy do władz, pytając się, jak to możliwe, że człowiek, który walczył w I wojnie światowej (nie wiadomo, co dokładnie robił, przypuszcza się, że był w kawalerii), jest tak traktowany. Wkrótce Heinrich, zapewne bez związku z interwencją panny McCarthy, a raczej dlatego, że był w stanie udokumentować chęć opuszczenia Niemiec i wyjazdu do Szanghaju, zostaje zwolniony i trafia do żydowskiego szpitala we Wrocławiu. Jest w dobrych rękach, bo dyrektorem tej uchodzącej za najnowocześniejszą w mieście placówki jest brat Else – Sigmund Hadda. Infekcja jest jednak zbyt rozległa i 16. grudnia 1938 roku, zaledwie miesiąc po aresztowaniu i cztery dni po wyjściu z obozu, Heinrich umiera. Zostaje pochowany na cmentarzu żydowskim przy Lotniczej w rodzinnym grobowcu, który, po śmierci swojego ojca, najprawdopodobniej sam zaprojektował. Nie wiemy, czy na twarze chłopców przez te cztery dni po powrocie ojca do domu, choć raz powrócił uśmiech, który widać na fotografii z października. Heinrichowi w tym czasie zrobiono jeszcze dwa zdjęcia. Nie dowiemy się, kto wpadł na pomysł ich wykonania. Heinrich jest na nich w szaliku i płaszczu, może właśnie przyjechał do domu, może jest już w szpitalu. Ciężko ocenić, czy zdaje sobie sprawę z tego, że jest śmiertelnie chory, na pewno na takiego nie wygląda. Nick Tischler, syn Franza, który urodził się równo 20 lat po śmierci dziadka, mówi o tych fotografiach, że oczy Heinricha są już nieobecne.

Heinrich Tischler z synami Franzem i Hansem, listopad 1938 r. /fot. archiwum rodzinneHeinrich Tischler z synami Franzem i Hansem, listopad 1938 r. /fot. archiwum rodzinne

Dla szwagra Heinricha, doktora Sigmunda Haddy, los jest bardziej łaskawy. We Wrocławiu udaje mu się funkcjonować do 1943 roku, potem zostaje deportowany do Theresienstadt (jego wspomnienia po niemiecku dostępne są on-line na stronie Yad Vashem), ale wojnę przeżywa. Umiera w wieku 95 lat w USA. Sigmund to nie jedyny szczęśliwy wyjątek wśród rodzeństwa Else. Drugi z jej braci, Albert (architekt) ucieka z Wrocławia do Frankfurtu, dożywa wieku 83 lat. Nie wyobraża sobie życia poza rodzinnym miastem, więc kilka pierwszych lat po wojnie spędza we Wrocławiu, próbując bezskutecznie budować polsko-niemieckie porozumienie. Emigracja do Izraela jest tylko krótkim epizodem w jego życiu, po którym na dobre wraca do Niemiec. Trzeci brat, pieszczotliwie nazywany Willuschem, jako pracownik japońskiego rządu na fałszywych dokumentach koleją transsyberyjską wyrusza w podróż na wschód. W międzyczasie Japonia opowiada się po stronie państw osi, więc Willusch zostaje w Szanghaju. Tam uczy się sztuki masażu, żeby po zakończeniu wojny praktykować ten fach w Londynie (gdzie był również kantorem). Ostatni z braci Else, Moritz Hadda, również architekt i autor projektów wielu modernistycznych budynków do dziś stojących we Wrocławiu (m.in. domów jednorodzinnych z eksperymentalnego osiedla wystawy WuWa), nie ma tyle szczęścia, co pozostali bracia. Próbuje uciec, ale bezskutecznie. W 1941 roku zostaje wywieziony do Rygi i tam zamordowany. Else po śmierci męża udaje się załatwić wyjazd do Londynu. Czwórka z piątki rodzeństwa Haddów przeżywa – dość dobry wynik jak na wojenne realia.

Wrażenie szczęśliwego życia, jakie daje wspomniane zdjęcie z października 1938 roku i wiele jemu podobnych z tego samego okresu, to w dużym stopniu tylko pozory. Urodzony w Kędzierzynie-Koźlu (wtedy Cosel) Heinrich Tischler od wejścia w dorosłość musiał nauczyć się iść na kompromisy i dostosowywać swoją karierę do okoliczności, które, tak się składa, w tamtym czasie wyjątkowo nie sprzyjały ani aspirującym artystom ani Żydom. Pod koniec października 1938 roku zawodowe życie już od kilku lat nie przynosiło mu satysfakcji ani pieniędzy potrzebnych do utrzymania rodziny, co zresztą odzwierciedla wiele jego prac.

Heinrich Tischler po zwolnieniu z Buchenwaldu /fot archiwum rodzinneHeinrich Tischler po zwolnieniu z Buchenwaldu /fot archiwum rodzinne

Czytaj dalej tu: Sztuka wyklęta – post scriptum


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com