Tag Archive | Najwiekszy blog emigracji marca’68

Norman Davies i Timothy Snyder wypadają z Rady Naukowej Muzeum II Wojny.


Norman Davies i Timothy Snyder wypadają z Rady Naukowej Muzeum II Wojny.
W zamian antysemita?

Piotr Cele


Przy MIIWŚ powstanie nowa Rada Muzeum. Lista kandydatów jest teraz w Ministerstwie Kultury i czeka na aprobatę. Nie ma na niej takich nazwisk, jak Norman Davies czy Timothy Snyder, którzy dotychczas zasiadali w Kolegium Programowym. Kim są ich następcy? Bogdan Musiał nie znosi „niemieckiej propagandy historycznej triumfującej w Polsce”, a Marek Chodakiewicz twierdzi, że to Polacy byli po wojnie ofiarami Żydów, a nie na odwrót.

Sebastian ŁupakPrzy MIIWŚ działało wcześniej Kolegium Programowe, w którym zasiadali m.in. Norman Davies, Timothy Snyder, Jerzy W. Borejsza, Włodzimierz Borodziej, Krzysztof Pomian, Tomasz Szarota i Anna Wolff-Powęska. Co się dzieje z tym ciałem doradczym MIIWŚ?

Dr hab. Grzegorz Berendt, zastępca dyrektora MIIWŚ: – W nowej strukturze będzie funkcjonowała Rada MIIWŚ, składająca się z kilkunastu osób. Przedstawicieli do niej delegują: Ministerstwo Kultury, dyrekcja MIIWŚ, ale też uprawnieni są przedstawiciele pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. Taki katalog propozycji nazwisk został Ministerstwu Kultury przesłany przez dyrekcję MIIWŚ. Na inne gremia nie mamy wpływu. Lista została przedstawiona kilka miesięcy temu. Moment wydania decyzji przez ministra zależy tylko od niego.

Są na tej nowej liście takie nazwiska, jak Norman Davies czy Timothy Snyder?

– Tych, które Pan wymienia, my nie proponowaliśmy. Dyrekcja nie zaproponowała tych nazwisk z jednego powodu: dlatego, że dział międzynarodowy na wystawie głównej został już zrealizowany. To, na czym nam zależy, to wprowadzenie ewentualnych uzupełnień i korekt, czyli przygotowanie – w wolnej przestrzeni – wystawy poświęconej specyfice działań wojennych i specyfice polityki okupacyjnej niemieckiej i sowieckiej na terenie Polski. W związku z tym my proponowaliśmy osoby, które poświęciły swoją aktywność naukową właśnie tym aspektom. Przyjmujemy, że praca i wkład profesorów-historyków z zagranicy został już wykorzystany i znajduje odzwierciedlenie na funkcjonującej wystawie głównej. Rada jest wybierana na kilka lat, po czym, po upływie kadencji, następują ewentualne zmiany w jej składzie. Na tym etapie, który my teraz chcemy zrealizować, zdecydowaliśmy, żeby położyć nacisk na pomoc osób, które koncentrują się na historii Polski.

Możemy podać zaproponowane przez dyrekcję Muzeum nazwiska do Rady?

– Na przykład profesor Bogdan Musiał czy profesor Marek Chodakiewicz. Natomiast jest to sytuacja niezręczna dla mnie, bo padają nazwiska, których może Ministerstwo nie uwzględni, więc wolałbym się wstrzymać przed wymienianiem innych osób.

Czy książka prof. Pawła Machcewicz “Muzeum” jest w katalogu nowo otwartej Biblioteki MIIWŚ?

– Nie wiem! Zaraz sprawdzę… [Berendt konsultuje się z pracownikami biblioteki] Nie mamy jej. Ale ją zakupimy, bo dotyczy ona tego muzeum, opisuje proces powstawania tego muzeum, opisuje działania i sposób myślenia głównej postaci [Machcewicza – red.], która decydowała o funkcjonowaniu MIIWŚ w budowie i w pierwszych tygodniach po otwarciu wystawy. Dla mnie jest oczywiste, że ta książka powinna się tu znaleźć. Nie ma tu dla mnie absolutnie żadnej kwestii.

Musiał i Chodakiewicz – kim są potencjalni członkowie Rady MIIWŚ?

Kim jest prof. Bogdan Musiał, proponowany przez kierownictwo MIIWŚ do nowej Rady? To polski historyk, który w latach latach 2010–2015 był zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego na Uniwersytecie im. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jest ekspertem tygodnika “wSieci”, Telewizji Republika czy TVP Info.

W Telewizji Republika, w programie „Wolne Głosy” Musiał mówił: „Cała polityka Angeli Merkel ma związek z atakami na Polskę. Nie ma w tradycji niemieckiej czegoś takiego, jak przyznanie się do winy. Jest za to zakłamanie i odwracanie pojęć”.

Z kolei w tygodniku “wSieci” pisał, że w polskiej nauce “konieczna jest wymiana kadr i jej odmłodzenie. Dopiero oni będą w stanie stawić czoła nachalnej niemieckiej propagandzie historycznej, która dzisiaj święci triumf w Polsce, na polskich uniwersytetach, w polskich szkołach oraz w niektórych mediach, np. w ,,Gazecie Wyborczej”.

O prof. Włodzimierzu Borodzieju, profesorze Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego i byłym członku Kolegium Programowego MIIWŚ, Musiał napisał: “Wiele wskazuje na to, że Włodzimierz Borodziej zawdzięcza swoją pozycję zakulisowemu wsparciu różnych instytucji. W okresie PRL mogła to być SB. Jego ojciec Wiktor był funkcjonariuszem MSW w stopniu pułkownika, odpowiedzialnym za odcinek niemiecki”.

Bogdan Musiał atakował też poprzednie władze MIIWŚ (w tygodniku “wSieci”), pisząc m.in: “Roztrwonienie setek milionów złotych przy budowie Muzeum II Wojny Światowej odpowiedzialni są były rząd PO oraz kierownictwo muzeum z Pawłem Machcewiczem na czele. Zamiast jednak przejąć odpowiedzialność, usiłuje ono przedstawić siebie jako ofiarę politycznej kampanii oraz wychwala koncepcję swojej wystawy. Podobnie zachowują się jego współpracownicy, przyjaciele i zwolennicy, jak Włodzimierz Borodziej”.

Natomiast prof. Marek Chodakiewicz to mieszkający w USA autor książki “Po zagładzie”, o losie Żydów w Polsce po wojnie (wyd. IPN). Były dyrektor MIIWŚ prof. Paweł Machcewicz recenzował tę książkę w 2008 roku na łamach “Gazety Wyborczej”. Machcewicz pisał, że to „książka jednostronna, pełna błędów i manipulacji”. Jedna z głównych tez „Po Zagładzie” głosi, że po wojnie Polacy byli dużo częściej ofiarami Żydów niż Żydzi Polaków. Z wyliczeń Chodakiewicza wynika, że „osoby pochodzenia żydowskiego w ramach samoobrony lub z zemsty, działając niezależnie lub we współpracy ze stalinistami, doniosły, napadły i obrabowały przynajmniej 7000 Polaków, niektórych z nich zabijając”. Z drugiej strony liczba żydowskich ofiar w latach 1944-47 miała wynieść, zdaniem Chodakiewicza, od 400 do 700. W książce Chodakiewicza nie ma jednak opisów pogromów w Rzeszowie, Krakowie i Kielcach.

Jan T. Gross, autor “Sąsiadów” powiedział o Chodakiewiczu: “Nie mam żadnych wątpliwości, że jest antysemitą”. W 2014 roku Chodakiewicz krzyczał na wiecu Ruchu Narodowego: “Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej i gejowskiej!”. Berniego Sandersa, demokratycznego kandydata na prezydenta w ostatnich wyborach w USA, Chodakiewicz nazwał “żydowskim bolszewikiem”. Bronił prawicowego amerykańskiego dziennikarza, który Anne Applebaum określił mianem „przedstawicielki polsko, żydowsko, amerykańskiej elity”.

źródło: gdansk.pl


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Teenage girl’s face slashed in Paris suburb, anti-Semitism suspected

Teenage girl’s face slashed in Paris suburb, anti-Semitism suspected

Adina Katz


 

An unknown assailant slashed the face of a 15-year-old girl wearing a Jewish school uniform in Sarcelles.
In what French lawmaker Francois Pupponi called “a heinous anti-Semitic attack,” an unknown assailant slashed the face of a 15-year-old Jewish girl in the northern Paris suburb of Sarcelles.

As reported by the Jewish Telegraphic Service (JTA), the attack occurred as the victim was walking home from school on Wednesday, wearing the uniform of her private Jewish school. Her mother told French daily Le Parisien that the girl arrived home bleeding and “shocked.”

(AP/Vadim Ghirda/Illustrative)

The victim said she did not see her attacker’s face, explaining that he ran away immediately after the assault.

“I have no doubt the perpetrators of this attack had anti-Semitic motives,” Pupponi wrote in a statement Friday, JTA reported.

“Faced with these acts, we need to abandon pretense and naiveté,” he added. “In Sarcelles, everybody knows who is a practicing Jew according to the way they dress. Delinquents know it too. When someone slashes a young girl’s face with a utility knife, when she is wearing clothes favored by many women from the Jewish community, then there is no room for doubt.”

The day before the assault on the girl, a kosher grocery market in Creteil, a Paris suburb, was vandalized and torched. The latest in a string of attacks against Jews in France, it included anti-Semitic graffiti and was carried out exactly three years after a deadly Islamic terror attack at the Hyper Cacher market in the French capital, which left four Jews dead.

Albert Elharrar, president of the Creteil Jewish community, said Jewish groups believe the shops were deliberately targeted at the time of commemorations for the 2015 attacks.

“There’s a link between the graffiti and the fire,” he told AFP. “It’s clear that they came for no other reason but to attack a kosher shop on the day of the commemorations.”

French Jews, who constitute the largest Jewish community outside of Israel and the United States, continue to leave France, mainly for Israel. Since 2006, 40,000 French Jews have left the Republic.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Netanyahu trip highlights India’s tiny Jewish community

Netanyahu trip highlights India’s tiny Jewish community

PETER HUTCHISON


Shrinking population, dating back some 2,000 years, hopes the Israeli PM’s week-long visit will boost its profile

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

MUMBAI, India (AFP) — Prime Minister Benjamin Netanyahu will make an emotional visit this week to a Jewish center targeted in the 2008 Mumbai attacks, in a trip that India’s tiny and shrinking Jewish community hopes will boost its profile.

Netanyahu will talk trade in New Delhi and marvel at the Taj Mahal before rounding off his visit in Mumbai, where the majority of India’s estimated 4,500 Jews live.

There he will accompany 11-year-old Moshe Holtzberg as the boy returns for the first time to the house where his parents were killed in the 2008 terror attacks that left 166 people dead.

At Mumbai’s Magen David synagogue, worshipers were excited about the first visit to India by an Israeli leader in almost 15 years.

“It’s very good news for us. We’re very lucky to get to see the prime minister over here,” Joel Gershon Awaskar told AFP after concluding his morning prayers.

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

Netanyahu will be only the second Israeli prime minister to visit India and the first since Ariel Sharon in 2003. The visit comes six months after Indian leader Narendra Modi toured Israel.

Jonathan Solomon, chairman of the Indian Jewish Federation, said the reciprocal visits and warm ties between the two countries are of the “utmost importance” to Jews in India.

“The closer the cooperation, the closer the Jewish community in India feels to Israel. So we feel recognized and we feel secure,” he said.

It is not just recognition from abroad that many Indian Jews crave.

Although historians believe Jews first arrived in India 2,000 years ago, their descendants today say they are virtually unknown in a country where they are hugely outnumbered by Hindus, Muslims, Sikhs, Christians, Buddhists, Jains and Zoroastrians.

Nor are Jews officially recognized as a minority community by India’s government.

‘We’ll become well known’

India is in fact home to several distinct Jewish groups.

These include Bene Israelis, who have the longest history in India, and Baghdadi Jews, who fled persecution in the Middle East in the 18th and 19th centuries.

Although there are no official figures, academics say India’s Jewish population peaked at around 20,000 in the mid 1940s.

Numbers have dwindled rapidly because of emigration since the creation of Israel in 1948.

Members of the Indian Jewish community attend a morning prayer service at the Magen David Synagogue in Mumbai, January 9, 2018. (AFP Photo/Indranil Mukherjee)

read more: Netanyahu trip … India’s…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Marzec’68. Sprzątanie wspólnej pamięci

Marzec’68. Sprzątanie wspólnej pamięci

Agnieszka Dauksza


Fot. Krzysztof Wojciewski

Chciałabym się cofnąć, żeby posprzątać naszą wspólną pamięć – lub może raczej przeciw tym, którzy wspólną pamięć chcą zawłaszczyć – chciałabym krzyknąć: ja pamiętam inaczej – pisze Lidia Burska w książce “Awangarda i inne złudzenia. O pokoleniu ’68 w Polsce”.

“Awangarda i inne złudzenia. O pokoleniu ’68 w Polsce”
Lidia Burska
słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012

Za niespełna dwa miesiące minie pół wieku od wydarzeń Marca 1968. Zapewne będziemy świadkami niepokaźnych uroczystości państwowych, czytelnikami zdawkowych not prasowych i słuchaczami kilku dyskusji uniwersyteckich. To wariant optymistyczny, bo jest jeszcze inny scenariusz: wydarzenia sprzed 50 lat zostaną „przepisane” zgodnie z aktualnymi trendami polityki pamięci, będą rewaloryzowane i rekonstruowane ze znaczącym przesunięciem, na przykład z użyciem innych aktorów. Podczas oczekiwania rozwoju wypadków warto jeszcze raz rozważyć konsekwencje ’68 r. i zadać pytanie, czy można dziś mówić o ciągłości oddziaływania marcowego dziedzictwa.

Awangarda i inne złudzenia

Dobrym punktem wyjścia do tych refleksji jest książka Lidii Burskiej. Autorka – przez lata pracująca w Instytucie Badań Literackich PAN – zmarła w 2008 r., nie ukończywszy książki. Dzięki staraniom jej bliskich tom został wydany w 2012 r. Zasadniczo składa się z dwóch obszernych części – pierwszej, poświęconej pokoleniu studentów inicjujących wydarzenia ’68 r. oraz rekonstruującej przyczyny, przebieg protestów oraz ich skutki, z reperkusjami włącznie. Część druga dotyczy literatury, cenzury, poetów Nowej Fali i przemian ich języka.

Jest to dziwna historia, nietypowa i niełatwa do sklasyfikowania.
Wykracza bowiem poza języki politologii, historii i socjologii,
czerpie z literaturoznawstwa, filozofii i historii idei.

U Burskiej granice dyscyplin się zacierają, priorytetem jest zbliżenie się do wydarzenia jako pasjonującego i wciąż nie dość opisanego fenomenu. Chodzi zresztą nie tylko o Marzec jako punkt centralny czy radykalne cięcie, ale też o szerszą tendencję, która według autorki obejmuje w istocie dziesięciolecia: rok 1968 wciąż trwa, żyjemy bowiem w świecie będącym konsekwencją zainicjowanych wówczas przemian świadomości.

Burska ewidentnie jest pod wpływem 1968 r. i choć wydarzenia marcowe
nie były jej doświadczeniem, odnosi się do nich z estymą i sentymentem.

Wyczuwalna jest fascynacja „młodymi, silnymi, zdolnymi”, jak autorka określa m.in. Michnika, Szlajfera, Barańczaka, Krynickiego, Kornhausera, Karaska i Zagajewskiego. Narracja o realiach pomarcowych poświęcona jest zatem konkretnym jednostkom, gdyż ten, kto pisze o buntownikach roku 68 (…), staje się związany ich opowieścią.

Jednocześnie jest to przede wszystkim narracja o wspólnocie, którą ukonstytuowało doświadczenie marcowe. Świadectwa protestujących wskazują na atmosferę intensywności, determinacji i euforii tamtych dni. Zawiązująca się wspólnota emocjonalna poruszyła zresztą szersze (choć nie szerokie) kręgi społeczeństwa.

Burska przytacza słowa Jana Walca, który się zarzeka: Coś tak pięknego jak Marzec ’68 już się w moim życiu nie powtórzy, i relacjonuje liczne wspomnienia o ówczesnej aurze święta i karnawału, gdy profesorowie robili studentom herbatę, ludzie z ulicy, zamiast potępiać wichrzycieli, przynosili im jedzenie.

Strajkujących w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu wspierali kominiarze, kwiaciarki, mleczarze, licealiści, którzy oddawali im swoje śniadania, i krakowskie kwiaciarki, które ofiarowały białe i czerwone goździki tym, którzy przedzierali się ze strajkującego Uniwersytetu pod pomnik Mickiewicza. Wyjątkowe były także momenty interakcji z robotnikami, na przykład gdy jeden z nich przedostał się przez okno do protestujących i deklarował: Studenci, mnie do tego nikt nie upoważnił. Ale chciałem wam powiedzieć, że klasa robotnicza jest z wami, w reakcji na co wszyscy zebrani – jakby automatycznie – zaśpiewali „Międzynarodówkę”.

Mity a rzeczywistość wydarzeń Marca’68

Burska – choć daje się uwieść opowieściom marcowym – pozostaje jednak krytyczna wobec mitu roku ’68. I to na wielu poziomach. Jednym z przejawów jest obnażanie utopijnej wizji ogólnospołecznego i ponadklasowego charakteru protestów, gdyż – jak przekonuje autorka – zbiorowa świadomość pokolenia była w istocie świadomością niszową ludzi wykluczonych i napiętnowanych.

Burska wyraźnie akcentuje zasadnicze problemy: izolację studentów, brak poparcia i obojętność większości społeczeństwa, często także wrogość – wynikającą ze strachu przed pogłębieniem represji, zideologizowania, antysemityzmu itd. Co więcej, staje się jasne, że wraz z końcem strajków minęła także euforia samych protestujących, co odsłoniło bliską perspektywę reperkusji i pomówień. Krystalizujące się doświadczenie studentów – opierające się dotąd na determinacji i grupowej solidarności – zostało teraz wzbogacone o piętnującą marginalizację, mściwość władzy, osamotnienie. Stygmatyzację pogłębiało „opluskiwanie” przez prasę: piszącą najpierw o nieodpowiedzialnych wystąpieniach studentów, do których dołączyły się elementy chuligańskie, co doprowadziło do zakłóceń w ruchu ulicznym i komunikacji w rejonie Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu. Następnie pojawiała się dehumanizująca retoryka oraz dewaluowanie studentów jako bananowej młodzieży (…), której obce są potrzeby naszego społeczeństwa. Jak wiadomo, kolejnym stopniem propagandy była brutalna nagonka antysemicka. Choć Burska poświęca niewiele miejsca rozległym konsekwencjom tych aktów, czyni to jednak w jednoznacznym tonie. Z rozproszonych uwag da się wywnioskować, że według niej wypadki ’68 r. aktywowały przedwojenne nastroje antysemickie oraz kształtowały nowe postawy wrogości i podejrzliwości. Wyjazd około 13 tys. Żydów Burska podsumowuje relacją jednego z emigrantów wspominającego młodego żołnierza WOP, który podczas kontroli paszportów na granicy pytał: Co to dzisiaj? Cała Polska wyjeżdża?

Atutem opowieści Burskiej jest przedstawienie gruntownych podziałów ówczesnej sfery publicznej i sceny politycznej: od dogmatyków partyjnych, jawnych rewizjonistów i „komandosów”, ludzi o mentalności „podziemnej”, nieujawniających swoich poglądów, po tych, którzy obawiali się wszelkiego zaangażowania. Jak przekonuje autorka, pokolenie ’68 to nie tylko zwolennicy demokracji liberalnej i „miękkiej”, nieideologicznej lewicowości, jak większość komandosów i ich sympatyków, nie tylko sympatycy neokonserwatyzmu (…) – to również młoda kadra działaczy partyjnych, nawet aparatczyków, oraz rzecznicy powrotu do tradycji, pragnący uwodzić biologicznie silną polskością. Różnice światopoglądowe dotyczyły również samych protestujących i znacznie wykraczały poza wymiar „kłótni w rodzinie”, co z czasem ujawniało się coraz silniej. Trudno nie dopowiedzieć, że ówczesne rozdźwięki i podziały do dziś oddziałują na współczesną sferę polityczną.

Fot. materiały prasowe

Znaczenie polityki i kultury

Burska postrzega zmiany ’68 r. nie tylko przez pryzmat różnic, splotów i paraleli. Pisze również o zależnościach polityki i kultury: czasopismach, klubach, kabaretach, filmie, teatrze i literaturze, m.in. o Łódzkich Spotkaniach Teatralnych, FAM-ie w Świnoujściu, Teatrze Ósmego Dnia, Teatrze STU, Salonie Niezależnych, poezji Krynickiego, Barańczaka, Zagajewskiego, Kornhausera, Stabry, Karaska i innych. Właśnie poezja jest dla Burskiej głównym przewodnikiem w narracji o ’68 roku. Język jest w tym ujęciu rozpatrywany zarówno jako ofiara działania władzy, sprawca, środek propagandy i werbalnej przemocy, jak i świadek – także tworzywo poetyckie – „atrofii” form przekazu i „chorej komunikacji społecznej”. Książka jest więc pisana „z powodu wyrazów”, co zresztą wiąże się bezpośrednio z tytułową koncepcją awangardy, która nie jest tu pojęciem wyłącznie estetycznym, ale przede wszystkim przekraczaniem tego, co zastane, zmianą w polu polityczno-historycznym, intelektualno-artystycznym i społeczno-egzystencjalnym. Burska stawia tezę, że to właśnie zwątpienie w ideały rewolucji i socjalistycznej utopii – które według autorki przypadło mniej więcej na połowę lat 70. – przypieczętowało odwrót od mitu awangardy literackiej i światopoglądowej rozumianej jako wiara w postęp, możliwość korygowania doktryny, przemiana świadomości zbiorowej. Decydujący był więc moment, w którym bohaterowie pokolenia ’68 określili samych siebie jako politycznych opozycjonistów władzy.

Niedokończone dzieło

Z pewnością wyczuwalny jest brak kolejnych analiz i podsumowań, których Burska nie zdążyła napisać. Dlatego ważnym rozwinięciem lektury Burskiej może być tom wydany w 2016 r. nakładem Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego „1968/PRL/TEATR” pod redakcją Agaty Adamieckiej-Sitek, Marcina Kościelniaka i Grzegorza Niziołka. Wielu czołowych polskich badaczy rozważa w nim m.in. ówczesne napięcia społeczne, kontrkulturę, teatr „pomarcowy” i relacje rozmaitych aktantów – Kościoła, uniwersytetu, wspólnoty i partii, starając się jednocześnie uwolnić dyskurs o 1968 r. spod władzy dominującego fantazmatu (…) o tragicznym buncie, narodowym odrodzeniu i przezwyciężeniu społecznych antagonizmów. Choć autorzy „1968/PRL/TEATR” mówią na ogół innym językiem i bezkompromisowo odsłaniają wyparcia, wykluczenia oraz pominięcia reprezentacji ’68 r., to jednak zasadniczo ich perspektywa ma wiele wspólnego z opowieścią Burskiej: w obu przypadkach chodzi o próbę przedstawienia Marca jako – mówiąc słowami Niziołka – realnego, nieromantycznego, a czasami złowrogiego wyrazu społecznej emancypacji.

Trzeba jednak pamiętać, że niekiedy nie tylko uczestnictwo, ale też świadczenie jest mocnym gestem emancypacji. I z pewnością jest to przypadek Lidii Burskiej, która wyznaje: chciałabym się cofnąć, żeby posprzątać naszą wspólną pamięć – lub może raczej przeciw tym, którzy wspólną pamięć chcą zawłaszczyć – chciałabym krzyknąć: ja pamiętam inaczej.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com