Tag Archive | Najwiekszy blog emigracji marca’68

Palestyńczycy grożą atakiem na wojska amerykańskie

Palestyńskie grupy terrorystyczne w Strefie Gazy grożą atakiem żołnierzy amerykańskich stacjonujących na pływającym porcie zbudowanym przez rząd USA na wybrzeżu Gazy. Na zdjęciu: Doradca ds. komunikacji bezpieczeństwa narodowego John Kirby pokazuje zdjęcie ciężarówek przewożących pomoc dla Gazy w Białym Domu w Waszyngtonie, 17 maja 2024 r. (Zdjęcie: Andrew Caballero-Reynolds/AFP via Getty Images)


Palestyńczycy grożą atakiem na wojska amerykańskie

Bassam Tawil
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Administracja Bidena wydała ponad 300 milionów dolarów na budowę tymczasowego portu na wybrzeżu Strefy Gazy, aby pomóc miejscowej ludności palestyńskiej. Zamiast wyrazić wdzięczność Stanom Zjednoczonym, Palestyńczycy publicznie potępili administrację Bidena i ostrzegli Arabów i Palestyńczyków, aby nie współpracowali przy projekcie.

Wydaje się, że są pewni, że skoro administracja Bidena nagradza ich za złowrogie zachowanie, to najwyraźniej przynosi to skutek, więc dlaczego by nie kontynuować tej polityki?

Palestyńczycy mają nadzieję wystraszyć Amerykanów i uniemożliwić im współpracę z Izraelem w sprawie przyszłości Strefy Gazy po wojnie.

Posunięcie Stanów Zjednoczonych zbiega się z faktem, że wspierana przez Iran grupa terrorystyczna Hamas w dalszym ciągu przetrzymuje jako zakładników ponad 120 Izraelczyków uprowadzonych z Izraela 7 października 2023 r., kiedy Hamas rozpoczął transgraniczną inwazję ze Strefy Gazy.

Sądząc po reakcjach Hamasu i innych grup terrorystycznych, port nie pomoże zakończyć wojny ani uwolnić zakładników.

Wydaje się, że administracja Bidena nawet nie zażądała, aby w zamian za pomoc humanitarną uwolniono zakładników lub by terroryści zaprzestali wystrzeliwania rakiet w kierunku Izraela.

Najwyraźniej administracja Bidena nawet nie zażądała zapewnień, że pomoc nie zostanie przejęta przez terrorystów.

18 maja, gdy tylko do Strefy Gazy dotarły pierwsze dostawy pomocy przewożone przez port, duża grupa Palestyńczyków zatrzymała ciężarówki i rozkradła żywność – najprawdopodobniej sprzedawaną potem na lokalnych targowiskach. Według Michal Cotler-Wunsh, specjalnej wysłanniczki Izraela ds. zwalczania antysemityzmu:

“Bezwarunkowa ‘pomoc humanitarna’ dla organizacji ludobójczych, które systematycznie depczą wszelkie zasady humanitarne – ze strony krajów, instytucji i mechanizmów stworzonych do podtrzymywania i ochrony tych zasad – to współudział, który bezkarnie wzmacnia największych ich gwałcicieli”.

Cotler-Wunsh komentowała raport izraelskiego weterana spraw arabskich i palestyńskich, Ehuda Yaariego, który ujawnił, że Hamas zarobił co najmniej 500 milionów dolarów na ciężarówkach z pomocą wjeżdżających do Strefy Gazy od początku wojny w październiku 2023 roku.

Chociaż działania administracji Bidena gwarantują zwiększenie zasobów finansowych terrorystów i zapewnienie im wystarczających dostaw pomocy, Hamas i inni Palestyńczycy nie mają problemu z przyjmowaniem pomocy, przeklinając jednocześnie Amerykanów i grożąc, że zaatakują żołnierzy amerykańskich nadzorujących dostarczanie pomocy do Strefy Gazy. Uważają obecność wojsk amerykańskich w regionie za kolejną formę “okupacji” i niepożądaną interwencję w wewnętrzne sprawy Arabów na Bliskim Wschodzie.

Palestyńczycy mają tradycję nie okazywania wdzięczności tym, którzy zapewniają im żywność, pieniądze i pracę.

Kiedy iracki dyktator Saddam Husajn najechał Kuwejt w 1990 r., tamtejsi Palestyńczycy wyszli na ulice, aby świętować, chociaż setki tysięcy z nich mieszkało i pracowało w kraju Zatoki Perskiej od wielu lat. Po wyzwoleniu Kuwejtu przez koalicję pod przywództwem USA rok później Kuwejtczycy deportowali 287 tysięcy z 357 tysięcy mieszkających tam Palestyńczyków.

Od tego czasu większość krajów arabskich odmówiła udzielenia Palestyńczykom wsparcia finansowego. Palestyńczycy szybko potępili Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) i Bahrajn za podpisanie cztery lata temu porozumień normalizacyjnych z Izraelem, pomimo faktu, że duża liczba Palestyńczyków mieszka i pracuje w tych państwach Zatoki Perskiej.

Oskarżenia Palestyńczyków, jakoby Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn “zdradziły” sprawę palestyńską i Jerozolimę, nadwyrężyły stosunki między nimi a państwami Zatoki Perskiej. W odpowiedzi wielu mieszkańców Zatoki Perskiej oskarżało Palestyńczyków o niewdzięczność.

Saudyjski publicysta, Hani Al-Zahiri, zwrócił się do Palestyńczyków, by zrozumieli, że ich przywódcy utrzymują status quo w sprawie palestyńskiej wyłącznie dla własnych korzyści – i dlatego odrzucali wszystkie inicjatywy pokojowe. “Sytuacja naszych palestyńskich braci jest godna ubolewania” – napisał Al-Zahiri.

“Przez ponad 60 lat ich politycy zarabiali na ich sprawie i uparcie odmawiali porozumienia, niszczyli negocjacje i sprzeciwiali się każdej inicjatywie pokojowej, czy to proponowanej przez Izraelczyków, czy przez społeczność międzynarodową. Palestyński polityk wyrządził to swojej sprawie i swojemu ludowi, aby czerpać korzyści z pozostawienia rzeczy takimi, jakie są, ponieważ sposób, jaki wybierał przez dziesięciolecia, był jedynym sposobem gwarantującym mu pozostanie na scenie i [korzystanie z] napływu funduszy, darowizny i pomocy napływających ze wszystkich stron, zwłaszcza ze świata arabskiego i islamu, do jego kasy i europejskich kont bankowych…

Jako arabskiemu muzułmaninowi przykro mi z powodu sytuacji Palestyńczyka, którego kupują i sprzedają jego przywódcy polityczni, i życzę im wszystkiego najlepszego [życzę mu także] przebudzenia ze śpiączki i przyjęcia [drogi], która posłuży jemu i jego przyszłości”.

Najwyraźniej Palestyńczycy nie wyciągnęli wniosków z przeszłości. Ich krytyka amerykańskiego portu jest po prostu kolejnym przykładem ich wieloletniej praktyki obrażania osób, które im pomagają.

Palestyńczycy robią jednak więcej, niż tylko krytykują USA. Grożą także atakiem na żołnierzy amerykańskich stacjonujących w porcie. Palestyńczycy planują przeprowadzenie ataków terrorystycznych przeciwko amerykańskim żołnierzom.

18 maja szereg palestyńskich grup terrorystycznych, w tym Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny (LFWP) i Ludowe Komitety Oporu (PRC), ostrzegły przed niebezpieczeństwami związanymi z portem i oświadczyły, że potraktują każdą zagraniczną obecność w regionie jako “siłę okupacyjną”. LFWP stwierdził:

“Utworzenie przez administrację USA pływającego portu na wybrzeżu Strefy Gazy jest powodem do niepokoju i ostrzegamy przed niebezpieczeństwami wynikającymi z wykorzystania go do realizacji innych celów i planów, takich jak wysiedlenie [Palestyńczyków] lub ochrona [izraelskiej] okupacji, a nie transportowanie pomocy. Ostrzegamy wszelkie strony palestyńskie, arabskie i międzynarodowe przed koordynacją działań z administracją amerykańską lub pracą w tym porcie”.

Ze swojej strony PRC stwierdziły:

“Postrzegamy wielkie niebezpieczeństwo amerykańskiego pływającego portu i ostrzegamy przed nim, ponieważ administracja amerykańska jest głównym partnerem i zwolennikiem syjonistycznej agresji i wojny wyniszczającej przeciwko naszemu narodowi w Strefie Gazy. Port służy syjonistycznemu wrogowi i [jest] aktem propagandy i oszustwa”.

PRC zagroziły również, że zaatakują żołnierzy amerykańskich w porcie:

“Odrzucamy jakąkolwiek obecność syjonistów lub obcych na brzegu Morza Gazy lub na jej przejściach, a każda siła amerykańska, syjonistyczna lub inna obecna na jakimkolwiek skrawku naszej ziemi będzie uzasadnionym celem naszego oporu”.

Chociaż Hamas najwyraźniej osiągnął ogromne zyski z pomocy docierającej do Strefy Gazy i wydaje się, że ma zamiar zarobić jeszcze więcej, oskarża administrację Bidena o “próbę upiększenia swojej brzydkiej twarzy i wyglądania na cywilizowaną”.

Także rządząca w Autonomii Palestyńskiej frakcja Fatahu, na której czele stoi prezydent Mahmud Abbas, wystąpiła przeciwko portowi zafundowanemu przez administrację Bidena w Strefie Gazy.

Rzecznik Fatahu, Abdel Fattah Dawla, powiedział, że eksploatacja amerykańskiego portu jest “uświęceniem [izraelskiej] okupacji przejścia granicznego i całkowitą izolacją Strefy Gazy”. Dawla nalegał, aby Palestyńczycy w Strefie Gazy wystrzegali się wszelkich amerykańskich prób wykorzystania portu jako przejścia granicznego w celu ich wysiedlenia. Zatem teraz mamy przedstawiciela frakcji Fatahu Abbasa, który grozi, że weźmie na cel żołnierzy amerykańskich.

Czy administracja Bidena złożyła protest do Abbasa lub AP w związku z tymi groźbami? Nie. Administracja Bidena jest zbyt zajęta wywieraniem nacisku na Izrael, aby nie kontynuował operacji wojskowych mających na celu wykorzenienie czterech batalionów Hamasu w mieście Rafah na południu Strefy Gazy i uwolnienie izraelskich zakładników.

Tymczasem Palestyńczycy w Strefie Gazy szydzą z amerykańskiego portu.

“Nie potrzebujemy [pomocy USA]” – powiedziała Dżamila Abu Arabija, kobieta ze Strefy Gazy.

“Zniknęły nasze domy. Czy chcą nam przynieść trochę jedzenia, trochę ziemniaków, pomidorów i konserw? Powinni przywrócić nam wszystkie domy i powstrzymać rozlew krwi”.

Hassan Abu Al-Kass, inny mieszkaniec Strefy Gazy, powiedział:

“Rzucają nam jedzenie jak psom, jak żebrakom. To nie działa. Spada na domy, spada na ludzi. To przynosi nam problemy”.

Jak długo dostawy docierają do Strefy Gazy, Hamas nie przestanie walczyć ani nie uwolni zakładników.

Prawdopodobnie tą budową portu w Gazie administracja Bidena tylko utrudniła uwolnienie zakładników i zakończenie wojny.


Bassam Tawil – muzułmański badacz i publicysta mieszkający na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Kosher Restaurant I Work at Was Attacked; America Is Not Safe for Jews

The Kosher Restaurant I Work at Was Attacked; America Is Not Safe for Jews

Elishama Marmon


Pro-Hamas activists gather in Washington Square Park for a rally following a protest march held in response to an NYPD sweep of an anti-Israel encampment at New York University in Manhattan, May 3, 2024. Photo: Matthew Rodier/Sipa USA via Reuters Connect

In the past eight months, I’ve personally experienced what we’ve all come to know: Jews in America are no longer safe.

Of course, this story has repeated itself countless times over the generations. In every era, in different parts of the world, Jewish communities have faced persecution, discrimination, and violence. Around the world, since the Holocaust, diaspora Jewry continued to face persecution. From the persecution of Soviet Jewry to the Kielce Pogrom in Poland, from the AMIA bombing in Buenos Aires to the expulsion and persecution of nearly all the entire Jewish communities of the Middle East outside Israel, it never really went away.

In recent years, this hatred surged again in Europe, with Jews widely being afraid to wear a kippah or a Jewish star. But America always stood as a beacon of hope amidst the darkness of the diaspora.

In the words of the renowned late Rabbi Moshe Feinstein, America was a “country of kindness.” Despite the occasional attacks and bouts of antisemitism cropping up in America, from the Klu Klux Klan to Henry Ford to Charldes Lindbergh, America has always had a good relationship with its Jews.

No more. The current climate in America, post-Oct. 7, is a chilling echo of the past. Hate crimes against Jews have surged, and the sense of security that once existed is rapidly eroding. The rise of antisemitic rhetoric and actions are no longer confined to the fringes, but have permeated mainstream discourse.

Many of the students and faculty at elite universities, America’s staging ground for the future leaders in politics, industry, and thought, have expressed support for Hamas, a terrorist organization. In a recent poll of college students, 40 percent say they sympathize with Hamas, compared to only 33 percent who don’t. Students call for the death of Jews, make them scared to be on their own campuses, and celebrate terrorism.

I have friends at these universities, including the world-famous ones with billion-dollar endowments. They are scared to walk around on their own campuses, attacked by radicals who see a Jewish star and lash out. One friend had a flag violently taken from him, another was assaulted by several protesters, and others were harassed and made to fear for their safety.

This is not just happening on campuses, either. Swastikas have been spotted popping up outside of stores in New York, and an ever-growing group of online Neo-Nazis and antisemites harass Jewish people constantly.

A kosher restaurant that I work in recently had its door shattered, one of two such incidents to occur in a single day. I have spent countless evenings in that restaurant, watching Jewish customers comfortably eating their dinners and enjoying time with family and friends. I have sat there myself, and walked through that very door hundreds of times without a care. Now that comfort and security that we took for granted are threatened. The door is shattered. Shades of Kristallnacht cannot but appear before our eyes.

And, of course, this ideology has infiltrated the halls of Congress. From accusations of “genocide” because Israel wants to stop future Hamas massacres, to lies that Israel is an apartheid state or committing war crimes, members of the far-left have used their platforms to promote hate against Israel and Jews. And — partly due to the indoctrination on campuses — the numbers of those in power who call for the eradication of the Jewish state only continue to grow, as younger and more radical activists take their places as staffers, legislative aides, and Members of Congress.

Jews in America must continue to advocate for Israel and the Jewish community, but a glance at the age-segmented opinion polling shows that the future looks bleak. We must find a way to change the conversation, and interact with these future leaders in a way that can change their minds.

A few years ago, I asked a prominent rabbi with knowledge of the topic how long he thought America would remain safe for Jews. He said it would be just 10 or 15 years. At the time, I thought that was pessimistic. I was wrong. America — Di Goldene Medine (the Golden Land) — has been tarnished at last. America is no longer safe for Jews.


The author is a 2023-2024 CAMERA On Campus Fellow and a graduate of Yeshiva University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israelis seeking green cards face hostile questions about IDF service

Israelis seeking green cards face hostile questions about IDF service

UPDATE DESK


An Israeli passport with visa and entry stamps. Credit: Israel.Travel.

Israelis applying for U.S. green cards (permanent resident cards) are reporting the introduction of a new line of questioning regarding their military service.

While visitors to the United States have been asked basic questions about their military service before, it appears the U.S. Citizenship and Immigration Services (USCIS) has singled out Israelis with a new policy.

Attorney Liam Schwartz, head of the relocation department at Tel Aviv-based law firm Goldfarb, Gross, Seligman & Co., told Ynet the new policy is “intended to ‘catch’ military personnel and police officers who participated in arrests in Judea and Samaria.”

The hunt for information may also be used “by the authorities for the purpose of formulating their position in relation to acts defined as genocide,” he told Ynet.

Yuval, identified as a senior manager at a Silicon Valley high-tech firm, received a letter from U.S. immigration services demanding more information about his military service before it could reach a final decision in his case.

“You must submit an affidavit under oath, describing your military service,” the letter stated. “As part of this affidavit, the following questions must be addressed: Did you participate as a combatant in battles during your military service? If so, please describe your activity/role in these battles.”

It also asked for details about his command, whether he ever guarded detainees and the types of weapons and explosives he used.

“For me, the feeling is as if questions were copied from the Office of the Chief Prosecutor of the International Criminal Court in The Hague,” he said.

Yuval was given 87 days to submit the affidavit or face deportation.

Those applying for visas at a U.S. embassy outside Israel also may face a grilling, Ynet reported, offering the example of Roital, who decided to continue a European trip to America.

She applied for a tourist visa at an American consulate in Western Europe.

“I was in an interview that lasted more than half an hour, and all the questions referred to my combat service. The interviewer was very curious about my training and skills in weapons and explosives, and wanted to know details about the reserves in Gaza,” she said.

“In the end, the guy left the window for about 10 minutes, I could see he was talking passionately with someone else. He returned, handed me the passport, said, ‘You are not eligible for a visa today’ and closed the window blinds.”

Ofer, vice president of North American marketing for a real estate company, told Ynet about his experience two weeks ago with customs officials upon entering the United States.

Arriving at Los Angeles International Airport, he was ushered into a room for further interrogation after presenting his Israeli passport.

“They opened my laptop. Looked up a Google Chrome account with the name of my [IDF] unit and called a translator. There was nothing classified there. Just correspondence about the unit’s treatment of evacuees from several localities. It’s just that there was a lot of such correspondence. I sat for four hours until they decided I could collect my things and leave,” he told Ynet.

“In the meantime, I missed the connecting flight and I waited another six hours until the next flight. I travel so much to the United States, I have never been bullied like this as an Israeli,” he said.

When viewed in the context of other moves against Israeli citizens by the Biden administration towards Israel, it is a reasonable assumption that the inhospitable stance towards Israeli visitors comes directly from the White House.

The State Department has sanctioned Israeli individuals and groups, most recently Tzav 9, an Israeli organization protesting against aid trucks to Gaza, arguing that the supplies end up in the hands of Hamas.

In a June 14 press statement announcing the sanctions, the U.S. State Department described Tzav 9 as “a violent, extremist Israeli group that has been blocking, harassing and damaging convoys carrying lifesaving humanitarian assistance to Palestinian civilians in Gaza.”

Mark Zell, chairman of Republicans Overseas Israel, who announced that he would take the U.S. government to court for sanctioning four Israelis in February, told JNS that the executive order was an “overreach” by the Biden administration.

“None of this falls under U.S. jurisdiction,” he said. “The Biden administration is trying to shut down organizations such as Tzav 9 and Regavim using an executive order, which is improper, illegal and unconstitutional.”

Regavim monitors and pursues legal action against illegal Arab construction in Judea and Samaria.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Uniwersytety wchłaniają 13,1 miliarda dolarów z funduszy arabskich

Cornell University w Ithaca, N.Y. Credit: PPPSDavid/Pixanbay.



Mitchell Bard


Mitchell Bard
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Mimo to, chociaż wielu chce znaleźć bezpośrednie powiązania między takim finansowaniem a toksyczną atmosferą na kampusie, dowody są wątpliwe.

.

Według mojego raportu  Arab Funding of American Universities: Donors, Recipients and Impact, amerykańskie uniwersytety przyjęły prawie 55 miliardów dolarów z funduszy zagranicznych; prawie jedna czwarta pochodziła od darczyńców oraz rządów Kataru, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kuwejtu.

Katar jest zdecydowanie największym źródłem darowizn, przekazując prawie 6 miliardów dolarów. Łączna suma 13,1 miliarda dolarów rozdzielona jest pomiędzy 288 instytucji w każdym stanie oprócz Alaski. Niewiele wiemy o tym, jak wydawane są te pieniądze, ze względu na połączone wysiłki uniwersytetów i Departamentu Edukacji Stanów Zjednoczonych (DoE) pod przewodnictwem prezydenta Joe Bidena, mające na celu ukrycie informacji o darczyńcach i celu ich darowizn.

Mamy dane od 1981 r., ale są one mylące. Chociaż rządy arabskie po raz pierwszy wpłaciły datki na rzecz nieistniejącego już Ricker College w Maine w 1969 r., w ciągu ostatniej dekady rozdysponowano około 70% funduszy. W zeszłym roku przekazano ponad 1 miliard dolarów (około połowa z Kataru).

Wiemy, które uczelnie otrzymują pieniądze, ale rzadko wiemy, na co są one wykorzystywane. Cornell jest największym odbiorcą funduszy arabskich o wartości ponad 2,1 miliarda dolarów. Co najmniej 752 miliony dolarów przeznaczono na Weill Cornell Medical College w Katarze. Kolejne 9 milionów dolarów przeznaczono na bliżej nieokreślone badania. Oznacza to, że przeznaczenie 1,4 miliarda dolarów – czyli ponad połowy pieniędzy otrzymanych ze źródeł arabskich – nie jest znane.

To jest norma. Prawie trzy czwarte (8958) darowizn o wartości prawie 10 miliardów dolarów (76% wszystkich funduszy arabskich) nie ma opisu. Georgetown jest drugim co do wielkości odbiorcą funduszy arabskich (934 mln dolarów), ale cel żadnej z 96 darowizn nie jest znany.

Te skąpe informacje znamy z raportów publikowanych przez Departament Edukacji. Uniwersytety mają obowiązek informować Departament Edukacji o darowiznach o wartości co najmniej 250 000 dolarów, ale robią to tylko czasami, a Departament Edukacji niedbale egzekwuje prawo.

Antyizraelskie protesty na kampusach ponownie wzbudziły zainteresowanie tym, czy na uniwersytety wpływają arabscy darczyńcy, którzy mogą być wrogo nastawieni do Izraela. Tradycyjnie postrzegane jako orędownicy wolności słowa i krytycznego myślenia, uniwersytety narażają swoje wartości, przyjmując fundusze od krajów, gdzie łamie się prawa człowieka a wolność jest ograniczona (nie tylko z Bliskiego Wschodu). Katar przyciąga szczególną uwagę, ponieważ wspiera terroryzm, radykalny islam i jest właścicielem antyizraelskiego medium propagandy, sieci Al Dżaziry.

Chociaż wielu chce znaleźć bezpośrednie powiązania między arabskimi funduszami a toksyczną atmosferą na kampusie, dowody są wątpliwe. Trudno określić, czy fundusze arabskie wpływają na wykładowców, czy też trafiają do wykładowców, których poglądy są już zgodne z poglądami darczyńców. Wiemy, że uniwersytety otrzymujące fundusze arabskie mają wykładowców, którzy są apologetami radykalnego islamu i jadowitymi krytykami Izraela, którzy wspierają antysemicki ruch bojkotu, dywestycji i sankcji (BDS).

Większość tego, co wiemy na temat celu arabskiego finansowania, pochodzi z uniwersytetów przechwalających się otrzymywaniem prezentów, a wiele z nich nie jest zgłaszanych Departamentowi Edukacji. Jednym z przykładów jest Centrum Porozumienia Muzułmańsko-Chrześcijańskiego Alwaleed w Georgetown. Uniwersytet nagłośnił informację o darowiźnie w wysokości 20 milionów dolarów od antysyjonistycznego saudyjskiego księcia Alwaleeda bin Talala na rzecz centrum, które prowadził antyizraelski apologeta radykalnego islamu.

Rep. Frank Wolf (R-Va.) zapytał, czy ośrodek „sporządził jakąkolwiek analizę krytyczną Królestwa Arabii Saudyjskiej, na przykład w dziedzinie praw człowieka, wolności religijnej, wolności słowa, praw kobiet, praw mniejszości, ochrony dla pracowników zagranicznych, należytych procesów i praworządności”. Chciał także wiedzieć, czy centrum „zbadało powiązania Arabii Saudyjskiej z ekstremizmem i terroryzmem” lub przygotowało jakiekolwiek krytyczne opracowanie na temat „kontrowersyjnych podręczników religijnych wydawanych przez rząd Arabii Saudyjskiej, które Departament Stanu, Komisja ds. Wolności Religijnej i grupy pozarządowe podawał jako przykład szerzenia skrajnej nietolerancji”.

To są pytania, które należy dziś zadać odbiorcom arabskiego finansowania.

Z raportu DoE wynika, że jedynymi darowiznami o wyraźnym celu politycznym były te przekazane w celu utworzenia palestyńskiego stanowiska profesora w dziedzinie studiów palestyńskich. Stanowisko powierzono Besharze Doumaniemu, zwolennikowi antysemickiej kampanii BDS, który wykorzystuje swoją salę wykładową do forsowania swoich programów politycznych, na przykład oskarżając Izrael o „czystki etniczne”.

Wiele darowizn, np. darowizna Kataru na rzecz centrum medycznego, ma chwalebne intencje; niemniej naiwnością jest sądzić, że darczyńcy nie mają bardziej egoistycznych interesów. Jak zauważył były angielski dyplomata John Kelly: „Oczekują zysków ze swoich darowizn na rzecz instytucji edukacyjnych i dotacji dla wydawnictw, czy to w formie subtelnej propagandy na rzecz spraw arabskich lub islamskich, czy też preferencyjnego przyjmowania ich obywateli, niezależnie od ich kwalifikacji… lub publikowania tego rodzaju pochlebczych bzdur na temat nich samych i ich krajów, które obecnie zaśmiecają sekcje zachodniej prasy, a nawet szanowaną literaturę periodyczną”.

Dary dla amerykańskich uniwersytetów mają także na celu poprawienie wizerunku państw arabskich i ich władców. Arabia Saudyjska na przykład chciała, aby Amerykanie zapomnieli, że 15 z 19 porywaczy 11 września 2001 r. było obywatelami Arabii Saudyjskiej. Książę koronny Mohammed bin Salman zabiegał o kontakty z prestiżowymi uniwersytetami, aby promować swój wizerunek jako postępowego przywódcy, który modernizuje swój kraj i aby zrównoważyć negatywną uwagę, jaką otrzymał w związku z domniemaną rolą w morderstwie dziennikarza „Washington Post” Dżamala Chaszukdżiego. Grif Peterson z Uniwersytetu Harvarda zauważył, że relacje finansowe z instytucjami takimi jak Massachusetts Institute of Technology i Harvard „pozwalają Mohammedowi bin Salmanowi kreować wizerunek postępowego lidera o zachodnich poglądach” i dają „legitymizację rosnącej bazy władzy, którą tworzy”.

Państwa arabskie mają przede wszystkim motywację do wspierania uniwersytetów w celu poprawy ich wizerunku, szkolenia obywateli i zniechęcania do krytyki islamu, zamiast dyskredytować Izrael lub Żydów, co przyniosłoby efekt przeciwny do zamierzonego i prawdopodobnie spowodowałoby ostry sprzeciw wobec nich.

Nie widziałem żadnych dowodów na to, że arabskie finansowanie uniwersytetów jest powiązane z intifadą na kampusie. Niektórzy członkowie, którzy dołączyli do grup Faculty for Justice in Palestine, pochodzą z uniwersytetów i wydziałów otrzymujących fundusze arabskie. Ale weźmy Columbia University, miejsce jednych z najgorszych protestów; według DoE ten uniwersytet nigdy nie otrzymał ani jednego dolara od Kataru.

Jak pisałem we wcześniejszym artykule, główni wichrzyciele na kampusach nie pochodzą z dziedzin, które są prawdopodobnymi odbiorcami funduszy arabskich. Są wykładowcami nauk społecznych i humanistycznych, mającymi niewielki lub żaden związek ze studiami nad Bliskim Wschodem, ale są zafascynowani intersekcjonalnością, krytyczną teorią rasy i antykolonializmem.

Darczyńcy zazwyczaj mają niewielką kontrolę nad sposobem wydawania ich pieniędzy lub nie mają jej wcale. Uczelnie wiedzą jednak, co mogą, a czego nie mogą powiedzieć, aby nie zniechęcić swoich darczyńców. Zatrudnia się i awansuje personel na tych domyślnych warunkach. W rezultacie arabscy darczyńcy wiedzą, że finansowane przez nich stanowiska zostaną obsadzone naukowcami, którzy podzielają ich światopogląd i są bardziej skłonni do nastawienia antyizraelskiego oraz zaangażowani w nauczanie wybielonej wersji historii islamu i Bliskiego Wschodu. Co więcej, szanse na zatrudnienie kandydata, który jest krytyczny wobec radykalnego islamu lub jest proizraelski, są zerowe. Młodzi profesorowie sympatyzujący z Izraelem często ukrywają swoje poglądy w obawie przed odmową zatrudnienia przez ludzi o odmiennych opiniach na temat Izraela.

Nawet pozornie dobroczynne darowizny wysyłają wiadomość do odbiorców i potencjalnych odbiorców, że pieniądze są dostępne dla tych, którzy nie krytykują reżimów arabskich. Wszystkie uniwersytety są zainteresowane uszczęśliwianiem swoich patronów; dlatego też nawet darowizny na cele nieszkodliwe politycznie, takie jak badania nad zdrowiem, wiążą się z ukrytym quid pro quo.

Finansowanie arabskie budzi obawy o edukację przyszłych decydentów, np. absolwentów elitarnych uniwersytetów i prestiżowych instytutów, oraz o to, jak może to wpłynąć na politykę USA. Departament Edukacji administracji Trumpa wyraził szczególne zaniepokojenie anonimowymi darowiznami z Arabii Saudyjskiej i Kataru i stwierdził, że instytucjom brakuje kontroli nad ryzykiem, „że zagraniczne pieniądze kupują wpływy lub kontrolę nad nauczaniem i badaniami”. Wyrażał także zaniepokojenie inwestycjami mającymi na celu „szerzenie propagandy”.

Departament Edukacji Bidena nie podjął jednak takiego kierunku dochodzenia. Zamiast tego zamazał zagrożenia związane z finansowaniem zagranicznym i utrudnił ocenę wpływu poprzez usuwanie dat, zmianę poprzednich raportów, błędne zgłaszanie informacji i całkowite usunięcie niektórych darowizn.

Raport kończy się trzema zaleceniami zajęcia się obawami z powodu arabskiego finansowania:

  • Ustanowienie jasnych wytycznych dotyczących finansowania zagranicznego, zapewniając ochronę bezpieczeństwa narodowego i wolności akademickiej.
  • Wymaganie od uniwersytetów zgłaszania nazwisk darczyńców i celu całego finansowania zagranicznego, w tym darowizn niezgłoszonych wcześniej, oraz podawania tych informacji do wiadomości publicznej.
  • Zbadanie wpływu funduszy arabskich na nauczanie, programy nauczania, zatrudnianie wykładowców, programy informacyjne, wolność akademicką i bezpieczeństwo narodowe.

Mitchell Geoffrey Bard – Amerykański analityk polityki zagranicznej, redaktor i autor, który specjalizuje się w polityce USA – Bliski Wschód. Jest dyrektorem wykonawczym organizacji non-profit American-Israeli Cooperative Enterprise i dyrektorem Jewish Virtual Library.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Former peace activist kidnapped by Hamas: ‘I don’t believe in peace’

Former peace activist kidnapped by Hamas: ‘I don’t believe in peace’

UPDATE DESK


Ada Sagi once learned Arabic to make friends with nearby Palestinians and taught others the language as a way to promote peace with Gaza.

.
Destruction caused by Hamas terrorists in Kibbutz Nir Oz, near the Israeli-Gaza border, in southern Israel, October 19, 2023. Photo by Erik Marmor/Flash90.

A longtime peace activist who was kidnapped from southern Israel by Hamas on Oct. 7 and held hostage for 53 days told the BBC on Wednesday that she had lost her belief in coexistence with the Palestinians.

“I don’t believe in peace, I don’t, sorry,” Ada Sagi said in her first interview with the British press since being freed in November. “I understand Hamas don’t want it.”

Sagi, a 75-year-old member of Kibbutz Nir Oz on the border with Gaza, learned Arabic to make friends with nearby Palestinians and taught others the language as a way to promote reconciliation with Gaza.

On Oct. 7, Sagi was kidnapped from the kibbutz during the Hamas-led invasion and was held in a family home in Gaza until she was released as part of the hostage-for-ceasefire deal with Hamas on Nov. 28.

Sagi told the BBC on Wednesday that, in the wake of the worldwide response to Hamas’s massacre, she now believes the world hates Jews.

In interviews with Israeli media earlier this month, the former captive revealed that Hamas is paying Palestinian civilians in the Gaza Strip up to 70 shekels ($19) a day to watch over Israeli hostages taken on Oct. 7.

Asked on June 2 by Israel’s Channel 12 News what would motivate a Gaza family with children to imprison Jews, Sagi said: “Money.

“I asked the owner of the apartment twice; he and the children looked after us. I saw that the apartment owner was receiving Israeli cash,” she said. “He was pleased the day that [hostage] Elad Katzir came to us, after 33 days, because I understood he received [payment] per capita.”

Sagi recalled an exchange with her captor. “He said: ‘I want a better future for my children and wife. I want to buy visas and not stay here; I want to go to Europe.’ He said: ‘I am uninvolved.’ I said: ‘How do you mean uninvolved if you took my freedom and I’m sitting here in your apartment?’”

According to Sagi, Palestinians who also work receive 20 shekels ($5) a day to guard the hostages, while unemployed students get a payment of 70 shekels ($19) from the terrorist organization for doing the same.

Sagi told Channel 12 that the youth she encountered during her 52 days in Gaza were “thrilled to go to their parents and bring them the money.”

In March, Nir Oz resident Irit Lahav, who used to belong to a group of volunteers who would drive Palestinians in need of medical treatment from Gaza to Israeli hospitals, told local media that she had come to understand that Hamas terrorists represent the Palestinian people.

“I used to think Palestinians were good people, like you and me. That Hamas were thugs who got in the way of the population’s desire for a good life,” said Lahav. “After Oct. 7, I realized I was wrong.”

Kibbutz Nir Oz was among the hardest hit during Hamas’s Oct. 7 assault. One in every four residents was either killed or kidnapped.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com