Archive | 2024/04/26

Korespondencja Tadeusza Różewicza

Tadeusz Różewicz, 2003, fot. Krzysztof Wojciechowski / Forum


Korespondencja Tadeusza Różewicza

Stanisław Obirek


Stanisław Obirek / Foto: Tomasz Leśniowski 

Dziesięć lat temu 24 kwietnia 2014 roku odszedł Tadeusz Różewicz. Dziesiąta różnica jego śmierci to dobra okazja by wrócić do jego korespondencji, która stopniowo jest udostępniana miłośnikom jego poezji. Jest jej dopełnieniem i jednocześnie komentarzem. Rocznicowo pozwalam sobie na krótką relację z tej lektury. Niektóre tomy cytuję, inne tylko wzmiankuję, ale zapewniam, że listy Różewicza to zupełnie osobny rozdział w historii najnowszej literatury polskiej. Warto go bliżej poznać, choćby po to, by nie do końca ufać jego interpretatorom, którzy w większości wypadków nie poznali się na jego wielkości. Czytając listy poznajemy przede wszystkim niezwykle wrażliwego człowieka i humanistę, dla którego słowo było nazywaniem rzeczy takimi jakim są. Bez upiększeń, ale też bez złudzeń.

Lektura kolejno wydawanych tomów korespondencji Tadeusza Różewicza z przyjaciółmi, to najważniejsze książki jakie przeczytałem w ostatnich latach. Stanowią wnikliwy wgląd w najgłębsze pokłady powojennej kultury polskiej i zwierciadło jej mielizn. Są też swoistym zapisem moralnej wrażliwości bodajże najwybitniejszego poety polskiego i to nie tylko XX wieku. Jako pierwszy ukazał się w 2019 roku tom „Korespondencji” z Tadeusza Różewicza z Henrykiem Voglerem[1]. Dokładniej rzecz ujmując to korespondencja również żon obu artystów Wiesławy i Romy w opracowaniu Anny Romaniuk. Osiem lat później pojawił się znaczniej obszerniejszy tom listów i pocztówek jakie Tadeusz Różewicz wraz z żoną wysyłał do Jerzego i Zofii Nowosielskich, które mają również charakter świadectwa epoki. Poniżej przywołam fragmenty tej korespondencji. Uważna ich lektura[2] przywodziła mi na myśl wielokrotnie fragment z Listu siódmego Platona, w którym filozof powiada: „Żaden rozumny człowiek nie poważy się nigdy zamknąć w niej [mowie] tego, co pojął umysłem, i skazać do tego jeszcze stężenie, któremu ulega cokolwiek się utrwala w znakach pisanego słowa”. A działo się to z prostego powodu. Ile razy zaczynali (dotyczy to zarówno Tadeusza Różewicza jak i Jerzego Nowosielskiego) pisać o czymś ważnym i istotnym, to zaraz przychodziła, jak mantra, fraza – „ale to nie temat na list”, „jak się zobaczymy, o wszystkim opowiem”. Skazani jesteśmy na domysły jak te domówienia i uzupełnienia listów wyglądały w bezpośrednich spotkaniach. Tak się składa, że kilka razy w życiu spotkałem zarówno Jerzego Nowosielskiego jak i Tadeusza Różewicza. Wydaje mi się, że ich bezpośrednie rozmowy wyglądały podobnie – sprawy najważniejsze pozostały niewypowiedziane. A może tak jest w życiu każdego z nas? Nie potrafię o Korespondencji pisać inaczej, jak tylko przywołując właśnie te napomknienia o potrzebie spotkania i rozmówienia się. Zaznaczę przy tym datę i miejsce listu czy kartki. Da to przynajmniej wrażenie przemieszczania się w czasie i przestrzeni wraz z nadawcą i adresatem. Choć przecież nie do końca, bo w kartkach wysyłanych z podróży wspomnianych napomknień o potrzebie rozmówienia się brak. Przy czym dla uniknięcia nużących powtórzeń będę się posługiwał inicjałami TR i JN (oraz WTR jeśli do listu dopisywała się żona Różewicza Wiesława lub ZJN, jeśli list pisała żona Nowosielskiego Zofia). Jak się przekonamy listów sygnowanych przez TR będzie znacznie więcej, i to TR będzie się niepokoił brakiem odpowiedzi i nalegał na reakcję. Ale nie zawsze, a w latach późniejszych te role jakby się odwracają. Przejdźmy więc do napomknień.

Wymowny jest tu zwłaszcza list Różewicza pisany wiosną 1964 roku z Gliwic, w którym aż trzykrotnie wspomina o potrzebie bezpośredniego spotkania. Najpierw pisze: „chciałbym z tobą bardzo o tym porozmawiać (obszernie)”. By za chwilę dodać: „Koniecznie musimy zrobić jakieś ‘seminarium’ i omówić te sprawy, które nas trapią. W zakończeniu tego samego listu dodaje: „nasze sprawy są w zawieszeniu i możemy je omówić przy najbliższym spotkaniu”. Trzy lata później, 17 maja 1967 r. z Gliwic, TR donosi: „O sobie nie piszę, bo to temat nieciekawy (nie do listu… może)”. A w kartce pisanej z wakacji w Skopje 22 sierpnia dodaje: „jak się zobaczymy, to ‘wszystko’ opowiem”. Nie sądzę, by to wzgląd na cenzurę decydował o tym „odkładaniu wszystkiego” do „spotkania w cztery oczy”. Decydujące było przekonanie o niemożności przekazania na kartce papieru tego, co skrywa serce.

5 lutego z Gliwic 1968 przesyła Nowosielskim niedokończoną sztukę – „Przesyłam Wam, bo chciałbym z Wami o tym porozmawiać jak będę w Krakowie”. Trzy dni później dosyła „zakończenie”, by pod koniec miesiąca „porozmawiać o całości”. Z kolei 8 sierpnia z Wysowej pisze do Różewicza JN, żałując – „szkoda, że Cię tu nie ma”. To nie jest tylko zdawkowa formuła – brak przyjaciela nawet w uroczym uzdrowisku jest dojmujący. W październiku, już z Wrocławia, pisząc o trudnościach związanych z pisaniem wiersza TR dodaje: ”Muszę kiedyś dłużej pomówić z Tobą o wierszach, o tym jak Ty sobie teraz wyobrażasz wiersz, który może przeczytać dorosły człowiek”. 29 kwietnia 1969 TR pisze z Wrocławia do JN, zapowiadając wizytę w maju, kiedy to „pomówimy o wszystkim”, kończy list w sposób następujący: „Kończę Jurku, choć chciałbym Ci jeszcze dużo dopisać, ale porozmawiamy”. W sierpniu z Wrocławia TR wysłał aż trzy listy (8, 13-14, 26), a w kartce wysłanej 28 dodaje: „Jerzy, mój Drogi, brak mi już bardzo rozmowy z Tobą”. Przejmująca jest ta potrzeba kontaktu z przyjaciółmi.

Przesyłając życzenia wielkanocne 6 kwietnia 1971 TR zwraca się do przyjaciela: „Mam nadzieję, Jurku, że będę mógł z Tobą porozmawiać – co mi jest do życia czasem konieczne”. Poeta dodaje, jedną z częściej powtarzanych próśb: „W związku z tym polecam Ci wstrzymać się od napojów podniecających aż do końca kwietnia”. 18 marca 1973 roku (to drugi z trzech wysłanych w tym miesiącu listów do JN), po dość krytycznych uwagach na temat filmu Wesele Wajdy, a właściwie zarzucając przyjacielowi, że dał się wciągnąć „w ogólnonarodowe ględzenie” „dalszy ciąg obiecuje sobie przy osobistym spotkaniu”.

Jeden z nielicznych, naprawdę długich listów JN napisał 22 listopada 1974 z Krakowa. To mógł być list kończący przyjaźń. Malarz zrywa umowę z Wydawnictwem Literackim na wykonanie obwoluty do Białego małżeństwa. Lektura tekstu sztuki okazała się, jak JN się wyraża – „katastrofą” – obszernie wyjaśnia Różewiczowi powody dla których, nie mógł dotrzymać umowy. List kończy pojednawczo: „Może uda nam się dobrze i ważnie porozmawiać”. TR odpowiada 28 listopada, a więc zapewne zaraz po otrzymaniu listu: „Jurku, jak będziemy u Was, to porozmawiamy”. I dodaje: „Jurku, teraz nie będę (w liście) poruszał tych problemów dot. Białego małżeństwa, jak się spotkamy, to będziemy mieli czas porozmawiać”. To musiała być niezwykle ciekawa rozmowa! Czy kiedyś dowiemy się o czym przyjaciele rozmawiali? Jesteśmy skazani na domysły. Następne lata korespondencji dobitnie świadczą o tym, że różnica zdań nie przeszkodziła przyjaźni.

W 1976 TR dwukrotnie wyraża potrzebę dłuższej rozmowy. 3 września z Wrocławia wysyła kartkę do ZJN, jakby się usprawiedliwiając „wprawdzie Was widziałem, ale mi mało” i dodaje: „Jak przyjadę następnym razem, to będę siedział u Was tydzień – i będziemy gadać od rana do nocy”. A 8 grudnia już tylko do JN dzieli się potrzebą dłuższej rozmowy na temat stosunku do uprawianej przez obu sztuki: „Napisałem 1 dłuższy wiersz (może o śmierci Pier Paola Passoliniego), ale ciągle jeszcze wstydzę się pisać ‘wiersze’ … czy ty czasem wstydzisz się, ze malujesz ‘obrazy’? Musimy o tym pogadać”. No właśnie, jak to jest? Czy poeci się czasem wstydzą swoich wierszy, a malarze obrazów?

W liście pisanym 4 kwietnia 1977 z Wrocławia do ZJN intrygujący dopisek, już po podpisaniu listu przez Tadeusza (i Wiesławę), a więc jakby od niechcenia dodany: „Jurku, czas przepływa coraz szybciej i ja ciągle o tym myślę, że nie doprowadziliśmy naszych rozmów (nie do końca, ale do połowy). Czasem myślę, żebyśmy gdzieś razem pojechali na 3-4 dni (na takie ‘rekolekcje’), pamiętasz, kiedyś byliśmy w Lanckoronie – wprawdzie Ty uciekłeś na drugi albo trzeci dzień (z nudów?). Wydaje mi się, że nie powiedzieliśmy sobie rzeczy najważniejszych. Ciągle wierzę, że inny człowiek może pomóc (może to jest wiara słabeuszów) – wzajemnie ślepy kulawemu)”. Poeta ma 56 lat, malarz 53. Czy udało im się porozmawiać o tym, co najważniejsze? Chyba nie, bo w roku następnym TR dwukrotnie nawiązuje do tej konieczności porozmawiania. 30 lipca wysyła kartkę z Wrocławia z naglącą prośbą: „Drogi Jurku, chciałbym już zaraz teraz z Tobą porozmawiać – potrzeba ‘duszy’ (…). Nie wiem jak Ty, ale ja czasem odczuwam b. dotkliwie brak przyjaciół”. W liście wysłanym z Wrocławia 21 grudnia ta potrzeba jest jeszcze wyraźniej ukonkretniona: „Mało mi kartek świątecznych, dziś od rana potrzebna mi jest rozmowa z Tobą, twoja żywa obecność. A jest to, jak zwykle u mnie, potrzeba fizyczna, zmysłowa – a nie duchowa, mistyczna… człowiek jest mi potrzebny do życia z duszą, ciałem, myślami, a nawet łupieżem na kołnierzu… zaraz, tak jak kawałek chleba i szklanka herbaty”.

Lata osiemdziesiąte stają się bardziej lakoniczne. 27 sierpnia TR wysyła kartkę do ZJN z Warszawy w przededniu wyjazdu do Grecji. Upewnia się tylko, że niebawem się spotkają: „Zobaczymy się w październiku, prawda? A tak by się chciało pogadać! Spróbuję jeszcze zadzwonić”. W kartce z 10 grudnia 1980 jest mowa o niewysłanym liście, który wylądował w papierach, a powód niewysłania może być wyjawiony tylko w osobistym spotkaniu: „pewnie się uśmiejecie ze mnie i z mojego ‘rozdarcia’… ale to będę Wam mógł tylko opowiedzieć osobiście, jak będę u Was”. W kartce wysłanej 19 października 1981 z Wrocławia TR pisze do JN: „Brak mi – dłuższej rozmowy z Tobą”, napomyka o trudnościach „warsztatowych”, ale i ich wyjaśnienie „muszę odłożyć do osobistego spotkania z Tobą”. Jednak nim do niego dojdzie TR, świadom trudności jakie w pisaniu listów ma JN, prosi o „napisanie jak żyjesz”. Tym razem prośba nie pozostała bez echa, 8 listopada z Krakowa JN kreśli bodajże najdłuższy list do TR. To zupełnie niezwykły dokument (s. 297-300) samoświadomości malarskiej Nowosielskiego i bezradności wobec manipulowania (zwłaszcza w kościołach) jego sztuką. List kończy „niecierpliwe oczekiwanie aż się odezwiesz”. Wysłana przez TR 8 czerwca 1982 z dworca w Częstochowie kartka, to zapis podróży do krainy dzieciństwa, ale i o tym lepiej porozmawiać: „powrót do krainy wakacji sprzed 50 lat – w Dolinę Warty. Dało mi to dużo do myślenia. Jak będę u Was to (trochę) opowiem”. Zastanawiające to „trochę”, czyżby i rozmowa nie dawała gwarancji powiedzenia wszystkiego?

Pozostały jeszcze dwie wzmianki o potrzebie rozmowy w korespondencji z 1995 i 1998, co ciekawe to kartki i listy wysyłane przez JN lub JZN. Najpierw spod Krynicy 18 wrześnie 1995 wysyła kartkę JN do WTR i w zakończeniu pisze: „Bardzo chciałbym Ciebie zobaczyć. Mam wiele więcej do powiedzenia, niż ta karteczka może zamieścić”. 25 października ZJN kończą list połączony z życzeniami imieninowymi: „W pierwszej połowie listopada siedzimy w domu – jak masz ochotę, przyjedź, bo jest o czym pomówić”. W 1998 roku w liście JN wyraża najpierw ochotę „napisania dłuższego listu”, a kończy w nastroju minorowym: „Pora już będzie umierać, ale przedtem chciałbym 1-2 rozmówki z Tobą odbyć”. I w ostatnim liście z 16 czerwca JN dziękując za przesłanie książki zawsze fragment. Recykling skarży się, że nie jest w stanie jej solidnie przeczytać, no i że: „Trzeba by pogadać”. Bo przecież rozmowa jest o wiele istotniejsza… Dlatego najbardziej ciekawi mnie rozmowa, w której obszerniej Tadeusz Różewicz z Jerzym Nowosielskim rozmawiali o sprawach, o których Korespondencja zaledwie napomyka. Wiem, że ta ciekawość nie będzie nigdy zaspokojona, ale to wcale nie zmniejsza potrzeby. Wprost przeciwnie – ją wzmaga.

Opublikowany dziesięć lat później tom korespondencji z Ryszardem Przybylskim ma zupełnie inny charakter, bardziej „polonistyczny”. Przybylski jest przede wszystkim krytykiem literackim i literaturoznawcą, który chce dogłębnie zrozumieć tekst. Właśnie dlatego zwraca się do Poety z prośbą o wyjaśnienie nie do końca jasnych znaczeń. Jednak dość szybko tonacja korespondencji się zmienia i staje się przede wszystkim zapisem przyjaźni i potrzeby głębokiego zrozumienia już nie tylko tekstu, lecz także życia w ogóle. Z opasłego tomu Listy i rozmowy 1965‒2014 wybieram tylko kilka fragmentów, w których właśnie ten wymiar ich relacji jest obecny[3]. „Dziękuję Panu za to, co Pan do mnie w tych listach napisał – i proszę nie wspominajmy już więcej osoby T. Różewicza”. Jak się wydaje, te słowa prośby wyznaczyły istotną granicę w ich wzajemnych kontaktach.

Nie oznacza to oczywiście, że w miarę pogłębiania się znajomości i rozwijania się prawdziwej przyjaźni nie pojawią się inne zwierzenia, a nawet wyznania, jak chociażby to z 15 stycznia 1989 roku: „A ja chciałem przywrócić ludziom – zimnym i martwym – trochę ciepła, spustoszyłem się przy tej pracy i wyziębiłem sam do dna – i to było wszystko… próbowałem się uśmiechnąć do ludzi, do świata po roku (1939) – (1945)… i jeszcze później, 68, 80… I jak ja mogę pisać dalej. A przecież się nie myliłem. Jestem uparty”.

Następnie padają ważkie słowa o Bogu i diable, o Jezusie jako Bogu-Człowieku. Cały ten wywód Różewicz kończy pytaniem: „Jestem straszenie smutny, a jeszcze próbuję się uśmiechać, na samym dnie, więc może jeszcze nie wszystko stracone, jak myślisz?”. Od lat 90. pojawia się coraz więcej w twórczości Tadeusza Różewicza pytań metafizycznych, a nawet pytań o miejsce wiary w życiu. Pod koniec 1995 roku, przesyłając przyjacielowi życzenia noworoczne, Różewicz załącza taką oto refleksję o sobie: „ale ja nie wadzę się ani nie kłócę z Bogiem, nie jestem też ateistą… nie mogę wadzić się z pustką, ale próbowałem przez całe życie… odzyskiwać Boga… ale to księga… a ja księgi nigdy nie napiszę”. To właśnie w tych latach miałem okazję poznać Poetę.

No i ostatni i najbardziej obszerny z tomów korespondencji Tadeusza Różewicza jaki ukazał się w opracowaniu Krystyny Czerni ujrzał światło dzienne w 2023 roku zawiera 400 listów i kartek z lat 1946-2011[4]. Wydawczyni tak określa ten tom: „Korespondencja z Porębskim to świadectwo prawdziwej przyjaźni intelektualnej: dyskusje o teorii sztuki, naukowych nowinkach, artystyczne prognozy. Obaj umawiają się regularnie na ‘seminaria’ czy – jak to nazywa poeta – prywatne ‘sympozjony’. Trwająca przez 65 lat korespondencja jest kapitalnym zapisem naszej współczesności – kroniką życia kulturalnego drugiej połowy XX wieku, nie tylko w Polsce.”

I już na zakończenie chciałbym przywołać komentarz Krystyny Czerni już nie tylko do opracowanych przez nią trzech tomów korespondencji (z Nowosielskimi, Przybylskim i Porębskimi), ale również do łączących tych czterech przyjaciół więzów przyjaźni: „Jako asystentka profesora Porębskiego i biograf Jerzego Nowosielskiego, mogłam obserwować relacje tej czwórki przyjaciół z bliska. Krążąc między nimi, jeżdżąc jako posłaniec, przekazując wzajemne pozdrowienia, niekiedy jakieś książki, papiery – czułam się wyróżniona, niezasłużenie dopuszczona do konfidencji. Patrzyłam na ich przyjaźń z zachwytem, podziwem i wzruszeniem. Czterech gigantów pióra i myśli, lecz równocześnie ludzi kruchych, wątpiących i poranionych. Ich wspólna, długa droga przez życie, twórcze upadki i wzloty, wzajemna ciekawość i przywiązanie, lojalność i bezwarunkowe wsparcie w troskach, cierpieniu i chorobie. Prawdziwy cud przyjaźni, która urosła do jednej z najwyższych wartości w życiu, mającej wymiar – jak miłość małżeńska – sakramentalny. Wierność na dobre i na złe, wzajemne prowadzenie się do zbawienia”[5]. Pozostaje oczekiwanie na dalsze tomu listów (w opracowaniu korespondencja w malarzem Jerzym Tchórzewskim) i smakowanie tego co już jest do naszej dyspozycji.

  1. Korespondencja. Wiesława i Tadeusz Różewiczowie, Romana i Henryk Voglerowie, zebrała, z rękopisów odczytała i przypisami opatrzyła Anna Romaniuk, Wrocław, Wydawnictwo Warstwy 2019.
  2. Tadeusz Różewicz, Zofia i Jerzy Nowosielscy, Korespondencja, wstęp i opracowanie Krystyna Czerni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009. 
  3. Ryszard Przybylski, Tadeusz Różewicz, Listy i rozmowy 1965‒2014, wyd. Krystyna Czerni, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2019.
  4. Pisanie jest tylko dodatkiem. Korespondencja 1946–2011. Wiesława i Tadeusz Różewiczowie, Anna i Mieczysław Porębscy, wyd. Krystyna Czerni, Wrocław, Wydawnictwo Warstwy 2023.
  5. Krystyna Czerni, Tadeusz Różewicz w drodze do Emaus, Teologia Polityczna, 4.10.2021 (w: https://teologiapolityczna.pl/krystyna-czerni-tadeusz-rozewicz-w-drodze-do-emaus-1 dostęp 2304.2024)

Stanisław Obirek – (ur. 21 sierpnia 1956 w Tomaszowie Lubelskim) – teolog,
historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Last Lebanon War

The Last Lebanon War


AMIAD COHEN


To achieve victory, Israel must force territorial losses on its enemies.

Israeli soldiers take positions near the Israeli military base of Har Dov on Mount Hermon, a strategic and fortified outpost at the crossroads between Israel, Lebanon, and Syria, on Oct. 10, 2023 / JALAA MAREY/AFP VIA GETTY IMAGES

When war erupted on Oct. 7, I was called up for reserve duty in Har Dov, in northern Israel, where I served as a tactical officer stationed on the Lebanese border. It was a stark contrast to my usual work at Herut, the Center for Israeli Liberty, but it provided me with a broader perspective and deeper strategic insight. Engaging with tactical considerations inevitably prompts deeper reflection on strategic imperatives. From this experience, it became evident to me that while Israel pursues tactical objectives, it often lacks strategic foresight.

I’m not alone in harboring this sense of missed opportunity. My fellow reservists feel the same, as they’ve made clear in countless conversations. At the end of the day, we did not provide security to the residents of Israel’s northern communities. Hezbollah militants continue to operate with impunity, firing at will despite sustaining losses. It’s undeniable that we fell short of our mission.

I don’t make this statement lightly. Reserve duty demands significant sacrifice. Those of us who serve put our lives, families, and businesses on hold for months at a time. Returning home feeling like we’ve failed is deeply disheartening. Yet we cannot but recognize that while we’ve done our utmost to protect Israel’s north—no small feat amid simultaneous fighting in the south—we missed a rare opportunity for meaningful change. We also anticipate being called back to duty soon to finish the job.

The Litani must serve as Israel’s new border in the north. Hezbollah will only be deterred when it has suffered the loss of territory with little hope of reclaiming it.

Finishing the job in Lebanon, though, will be impossible as long as we refuse to be clear-eyed about the day after. I focus on Lebanon in this article, since Gaza seems to have reached a point of no return; Hamas will likely be disarmed one way or another, and we will keep “mowing the lawn,” just as we did with the PLO’s violent group, the Tanzim, taking routine actions to make sure it never recovers. However, despite the different situations in Gaza and Lebanon, I believe the source of the challenge they present is the same: the IDF’s long-standing belief that asymmetrical wars against terrorist organizations cannot be decisively won.

For decades, our military establishment has assumed that engagements with Hamas or Hezbollah would be brief, aiming merely to manage the situation rather than achieve outright victory. As a result, we moved from one operation to the next in Gaza, reluctant to disrupt the status quo, until forced to act by Hamas. Now, we face a critical decision: Either we perpetuate this pattern in Lebanon, or we fight the last Lebanon war, determined to achieve a decisive victory.

War against Hezbollah represents a substantial military engagement against an adversary with tactical capabilities far surpassing those of Hamas. At the onset of the Gaza war, Hamas boasted approximately 30,000 fighters and tens of thousands of rockets. In contrast, Hezbollah commands a force of 100,000 fighters and possesses at least 150,000 rockets, many of which have longer ranges and larger warheads than those in Hamas’ arsenal. Hezbollah is also considerably wealthier: While Hamas relies primarily on income derived from the Strip’s corrupt administration, supplemented by limited financial aid from Qatar, Hezbollah operates a lucrative drug trade and a number of illicit enterprises generating hundreds of millions of dollars yearly. It also receives substantial financial support from Iran.

Hezbollah’s significant military capabilities, though, are not our primary impediment to achieving victory. Our greatest challenge lies in grappling with the uncertainty of the aftermath should we succeed in defeating Hezbollah. Instead, we spend too much time and energy agonizing over the practicalities of postwar scenarios, such as managing the civilian population. While these are valid considerations, our emphasis should be on envisioning a future where we no longer face a conventional military threat on our borders. A decisive victory in Lebanon could potentially liberate Israel from existential threats, paving the way for economic prosperity and empowering us to address long-standing domestic challenges with newfound resources and focus.

Turning this vision into reality requires learning from our past mistakes in Lebanon. During my time stationed in Har Dov in recent months, I took the opportunity to study its history. I learned about Operation Cauldron 2, conducted in 1970 by the Barak Brigade with assistance from the Golani Brigade. Our forces successfully cleared six villages in southern Lebanon from terrorists. Remarkably, these are the very same villages where we continue to fight today.

Map from a June 29, 1967, U.S. Joint Chiefs of Staff Memorandum for the secretary of defense (JCSM-373-67) showing ‘minimum territory needed by Israel for defensive purposes’ / TABLET

Subsequent efforts to combat terrorism in Lebanon followed, including Operation Litani in 1978, during which we advanced all the way to the Litani River before withdrawing two months later. In 1982, we achieved a significant victory in driving out our enemies entirely, only to welcome back Yasser Arafat a decade later. Each of these operations or wars resulted in nothing more than temporary, tactical takeovers. Lebanon suffered no permanent consequences for allowing terrorists to operate freely within its borders.

Our adversaries in Lebanon, much like those in Gaza, have demonstrated resilience in the face of bombing campaigns. War is never a pleasant experience, but history has repeatedly shown that whenever Israel concludes a military operation, our enemies declare victory regardless of the extent of the damage inflicted upon them. They will proudly stand amid the ruins and proclaim triumph, as victory for them lies in their survival to fight another day. Despite the destruction wrought upon their families and infrastructure, their sovereignty and territorial integrity remain intact.

To achieve a decisive victory over Hamas and Hezbollah, we must impose permanent consequences of the kind they fear most. At a minimum this includes destroying their military power and military infrastructure. More importantly, however, this must include a clear loss of sovereignty. For Gaza, this means becoming one vast Area B, with Israel exclusively in charge of security. For Lebanon, this means Hezbollah can no longer operate freely south of the Litani River. The Litani must serve as Israel’s new border in the north. Hezbollah will only be deterred when it has suffered the loss of territory with little hope of reclaiming it.

By shifting that Israeli border up to the Litani River, we will achieve a dual objective: First, we will establish a potent deterrent against Hezbollah, which has never faced territorial losses before. Second, the Litani River is a great topographical line that will allow us to defend our northern communities should Hezbollah rearm itself further north. To understand the significance of this buffer zone, try to envision the Yom Kippur War without control over the Golan Heights: Syrian divisions would have easily reached the Galilee on the war’s first day, jeopardizing Israel’s very existence. As it pertains to safeguarding Israel’s security interests, the strategic importance of the Litani line parallels that of the Golan Heights. Our wish to acquire this territory is not motivated by mystical or religious beliefs; rather, it is a pragmatic stance based on a sober analysis of the potential challenges Israel may encounter in the years ahead.

Following Iran’s attack on Israel earlier this month, we find ourselves in a challenging position. The Biden administration has made it abundantly clear that it is opposed to any retaliation against Iran. The likelihood of Israel gaining American support for any military action against Iran therefore is nil.

Israel is not without options, however. Iran’s failure to harm Israel despite launching hundreds of drones and missiles underscore the extent to which the greatest danger it poses to Israel is not through its ballistic capabilities but rather through its proxies that are directly on Israel’s borders. Of these proxies, none is as dangerous and well equipped as Hezbollah.

Absent international willingness to endorse direct military strikes against Iran, we must leverage international concerns about avoiding direct conflict with Tehran to impose a fait accompli in Lebanon, by pushing Hezbollah north of the Litani River and annexing the territory south of it. Notably, much of the population in this region has already been displaced due to Hezbollah’s military activities. Once Israel has established control, civilians uninvolved in terror activities can safely return to live there.

In terms of strategy, prioritizing the neutralization of Hezbollah holds greater significance than direct confrontation with Iran. While Iran’s arsenal consists of only a limited number of long-range missiles posing a threat to Israel, Hezbollah is positioned right on our northern border, equipped with over 150,000 rockets and missiles capable of inflicting serious damage. With its 100,000 well-trained combatants, Hezbollah poses the greatest Iranian threat we face. In truth, Hezbollah serves as an extension of the Iranian military. A decisive victory over Hezbollah needs to include both significant territorial losses providing Israel with a defensible border, and the complete degradation of their military capabilities. This will significantly diminish Iran’s capacity to threaten Israel, thus reshaping the regional power dynamics.

This time, I am hopeful that we will not miss this opportunity.


Amiad Cohen is the CEO of Herut Center, and the publisher of the Hebrew-language intellectual journal Hashiloach.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UN Rapporteur With History of Anti-Israel Animus Supports Pro-Hamas Protests on College Campuses

UN Rapporteur With History of Anti-Israel Animus Supports Pro-Hamas Protests on College Campuses

Algemeiner Staff


Francesca Albanese, UN special rapporteur on human rights in the Palestinian territories, attends a side event during the Human Rights Council at the United Nations in Geneva, Switzerland, March 26, 2024. Photo: REUTERS/Denis Balibouse

The United Nations’ special rapporteur on the human rights situation in the Palestinian territories has praised the anti-Israel demonstrations that have erupted on university campuses across the US over the last week.

“Hope comes from the ‘Watermelon Revolution’ (if its brave souls allow me to call it such),” Francesca Albanese wrote on Monday, hours before the start of the Jewish holiday of Passover, on X/Twitter, referring to the ongoing college campus protests against Israel.

The nationwide protests erupted last week with an ongoing wave of anti-Israel demonstrations at Columbia University in New York City, where school officials were forced to shutter the campus. Footage of Columbia students — who commandeered a section of campus and named it “Gaza Solidarity Encampment” — showed them chanting in support of the Hamas terrorist group, calling for the destruction of Israel, and even threatening to harm members of the Jewish community on campus. Amid the chaos at Columbia, a prominent rabbi at the school urged Jewish students to leave the campus for the sake of their safety.

Beyond opposing and supporting Hamas, many demonstrators also uttered death threats directly at Jews.

The anti-Israel protests quickly spread to other campuses such as Yale University in Connecticut and continued into this week.

On Wednesday, state highway patrol troopers in riot gear and police on horseback broke up a demonstration at the University of Texas in Austin. According to the Texas Department of Public Safety, 34 people had been arrested.

At the University of Southern California, meanwhile, officials declared its campus closed and asked the Los Angeles Police Department (LAPD) to clear a demonstration. The LAPD said that 93 people were arrested for trespassing and one for assault with a deadly weapon. No injuries were reported.

Anti-Israel activists have also demonstrated at several other campuses across the country. Police officers had arrested dozens of demonstrators at Yale and Columbia for staging riotous, unauthorized demonstrations.

Despite the chaos, Albanese sided with the protesters while falsely accusing Israel of genocide and apartheid against Palestinians.

“Recently: Columbia arrested students for protesting against Israel’s #GenocideinGaza and the university’s investments in Israeli apartheid. Universities in Europe are increasing their securitization and repression against students expressing solidarity with Palestine,” she wrote. “Simultaneously, support from states, corporations and institutions for Israel’s ongoing genocide in Gaza has continued … What lessons are Western universities and governments imparting to their young citizens and students when they attack the very values and rights that are said to be foundational to Western societies?”

Albanese argued that “this sustained, global Palestinian-driven mobilization is a bold new phase in an ongoing wave of solidarity with the Palestinian struggle against Israel’s decades-old system of occupation, apartheid, and settler-colonialism and for the inalienable rights of the Palestinian people to justice, freedom, dignity.”

She then claimed that “Palestinian emancipation” has become “the center of the global struggle for justice, including climate justice, and for human rights and dignity for all, not just a privileged few.”

Such rhetoric has become routine for Albanese, who has used her role at the UN to campaign against the world’s lone Jewish state and the only democracy in the Middle East.

Earlier this month, for example, Albanese accused Israel of destroying Gaza and committing genocide in the Hamas-ruled Palestinian enclave, from which the terrorist group launched the current war by invading the Jewish state on Oct. 7, massacring 1,200 people, and kidnapping 253 others as hostages. At a public hearing at the European Parliament on April 9, the UN rapporteur devoted much of her time to accusing Israel — but not Hamas — of lying about its conduct in Gaza.

That hearing came about two weeks after Albanese released a report accusing Israel of carrying out “genocide” in Gaza, continuing a pattern of the UN official singling out the Jewish state for particularly harsh condemnation.

“By analyzing the patterns of violence and Israel’s policies in its onslaught on Gaza,” one can conclude “that there are reasonable grounds to believe that the threshold indicating Israel’s commission of genocide is met,” read the report, titled “Anatomy of a Genocide.”

Albanese cited Hamas statistics that claim over 30,000 Palestinians have been killed by Israel, of which 70 percent are civilians.

However, independent analyses have concluded those statistics systematically undercount the number of men and Hamas terrorists killed. Israel claims it has killed more than 13,000 Hamas fighters, who embed themselves in the civilian population and use civilian sites, such as hospitals, to house their terror operation centers.

Albanese’s report did not mention any details about Hamas’ Oct. 7 massacre across southern Israel. Israeli officials lambasted her findings, arguing they were misleading and excused terrorism.

Last month was not the first time that Albanese was accused of being ideologically driven.

In February, she claimed Israelis were “colonialists” who had “fake identities.” Previously, she defended Palestinians’ “right to resist” Israeli “occupation” at a time when over 1,100 rockets were fired by Gaza militants at Israel. Last year, US lawmakers called for the firing of Albanese for what they described as her “outrageous” antisemitic statements, including a 2014 letter in which she claimed America was “subjugated by the Jewish lobby.”

Albanese’s anti-Israel comments have earned her the praise of Hamas officials in the past.

Additionally, in response to French President Emmanuel Macron calling the Oct. 7 attack the “largest antisemitic massacre of the 21st century,” Albanese said, “No, Mr. Macron. The victims of Oct. 7 were not killed because of their Judaism, but in response to Israel’s oppression.”

However, Hamas’ founding charter, in a section about the “universality” of its cause, reads: “The Day of Judgement will not come about until Muslims fight the Jews (killing the Jews), when the Jew will hide behind stones and trees. The stones and trees will say O Muslims, O Abdulla, there is a Jew behind me, come and kill him.”

Video footage of the Oct. 7 onslaught showed Palestinian terrorists led by Hamas celebrating the fact that they were murdering Jews.

Nevertheless, Albanese has argued that Israel should make peace with Hamas, saying that it “needs to make peace with Hamas in order to not be threatened by Hamas.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com