Tag Archive | Reunion68 Reunion 68 Reunion’68 Reunion-68

Jak przez Kuronia nie zostałem ministrem i przytuliłem się do Nurii

Jak przez Kuronia nie zostałem ministrem i przytuliłem się do Nurii

Adam Wajrak


16.06.1991. Jacek Kuroń rozdaje ‘kuroniówke’ (Fot. Piotr Wójcik)

Jacek miał piekielnie dobry instynkt, jeśli chodzi o ludzi, i on mu zapewne podpowiadał, że raczej nie mogłem zakochać się w hiszpańskiej faszystce

Książkę Anny Bikont i Heleny Łuczywo „Jacek” kurier przywiózł w środę. Rozpakowałem ją szybko. Z wielkiej, ale jakoś takiej miłej i sympatycznej cegły patrzył na mnie uśmiechnięty on.

To nie był ten Jacek z roku 1989, kiedy się zaprzyjaźniliśmy, bo ten był starszy. To był ten Jacek z mojego dzieciństwa, kiedy był Panem Kuroniem. Ten, który konspirował przy śmietniku, albo wymachując rękami, z kimś dyskutował. Ten, którego co chwila łapali i wsadzali do więzienia. Ten, do którego chodziliśmy z moją siostrą Małgosią i dzieciakami z podwórka po uroczego jamnika Filona, którego każdy chciał wyprowadzić na spacer. To był Jacek z czasów, gdy przez nasze podwórko przechodziła piękna jak indiańska księżniczka Pani Gaja i grała z nami, dzieciakami z Mickiewicza 27 na warszawskim Żoliborzu, w zielone. – Grasz w zielone? – pytała. – Gram – odpowiadaliśmy chórem. – Masz zielone? – Mam – wyciągaliśmy za pleców trawki i listki, za które dostawaliśmy cukierki.

Wieczorem spojrzałem na tego Jacka z mojego dzieciństwa i zacząłem czytać. Przy historii o bracie dziadka Jacka, Franciszku, nieustraszonym bojowcu PPS o pseudonimie „Julek”, który siedząc tyłem na koniu, ostrzeliwał się z dwóch rewolwerów przed carskimi żandarmami, coś mnie tknęło. Jacek tę historię opowiadał jako najprawdziwszą prawdę, choć nigdy raczej się nie wydarzyła.

We wtorek 13 listopada o godz. 19 zapraszamy na spotkanie wokół książki o Jacku Kuroniu „Jacek” autorstwa Anny Bikont i Heleny Łuczywo. Wśród gości: Anna Bikont, Helena Łuczywo, Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn i Karol Modzelewski. Wydawcami książki i partnerami spotkania są Wydawnictwo Agora i Wydawnictwo Czarne. Bezpłatne zapisy na spotkanie: biletycjg24.pl lub zgłoszenie telefoniczne: 22 555 54 55

Rano pognałem do komputera, bo musiałem coś sprawdzić. Jacek ubarwiał i uwielbiał legendy i właśnie po ponad 20 latach docierało do mnie, że chyba jedną z takich legend połknąłem zupełnie bezkrytycznie i przez te wszystkie lata sobie z nią dobrze żyłem.

***

To musiało być w na przełomie października i listopada 1995, dokładnie 23 lata temu. Końcówka kampanii prezydenckiej. Najpoważniejszych kandydatów trzech: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i właśnie Jacek.

Zadzwonił, że koniecznie muszę się u niego stawić. Akurat byłem u rodziców w Warszawie, w domu, w którym się wychowałem. Zjawiłem się u niego po minucie, bo ile trzeba, żeby przedostać się z mieszkania numer 46 do mieszkania numer 64 znajdujących się w jednym bloku. Wystarczy zejść z pierwszego pietra, minąć jedną klatkę schodową i wejść na parter.

– Posłuchaj. Zostaniesz w mojej kancelarii ministrem ochrony środowiska. Przedstawimy merytoryczny skład mojego urzędu na spotkaniu z wyborcami w Łodzi za parę dni. Pokażemy ludzi, z którymi będę zmieniał Polskę – Jacek siedział za tym swoim mahoniowym wielkim biurkiem, w którym były tajemne skrytki, i patrzył na mnie bardzo poważnie. Był pełen energii i zapału, ale kampania szła słabo. Choć wszystkim kojarzył się z dżinsową koszulą, wpakowali go w garnitur. Schowany za krawatem, marynarką nagle przestał być tym Kuroniem, którego kochał naród. Wyglądało na to, że pomysł z zaprezentowaniem ministrów prezydenckiej kancelarii ma dać jego kampanii nowy oddech.

– Nie ma mowy – odpowiedziałem spokojnie, choć widziałem po nim, że to nie są żarty. – Jacku, zwyczajnie nie ma mowy. Ja się nie nadaję na żadnego ministra.

Praca przy kilku kampaniach wyborczych, wizyty w Sejmie w ramach obowiązków dziennikarskich, to wszystko wyleczyło mnie bardzo skutecznie z fascynacji polityką i politykami.  

– Jak nie ty, to kto? – Jacek zrobił się srogi

– Radek Gawlik się nadaje – odpowiedziałem, bo Radek był działaczem Unii Wolności, z której poparciem starował Jacek, i znał się jak mało kto na ochronie środowiska

– Dobrze, to będziesz ty i Gawlik

– Jacku, proszę.

– Co ty mi tu pier… – Jacek się bardzo zdenerwował i się na mnie zwyczajnie wydarł. To był ten jeden z dwóch razy, kiedy na mnie nawrzeszczał. Później jeszcze dostałem ochrzan za artykuł, w którym krytykowałem obrońców Góry Świętej Anny przed budową autostrady, bo przecież nie można krytykować ludzi, którzy się organizują i czegoś bronią.

Stałem więc tak prawie na baczność, a Jacek wrzeszczał: – To o Polskę chodzi! O Polskę, a więc nie pier…, bardzo proszę, że się nie nadajesz. Będziesz ministrem!

Wiedziałem, że jest źle, że się raczej nie wymigam. Ale miałem w zanadrzu coś, a raczej kogoś jeszcze. Kogoś dla mnie bardzo ważnego. Kilka tygodni wcześniej w Białowieży, na prywatce u moich przyjaciół Haliny i Karola Zubów, zobaczyłem Nurię. Piękną Andaluzyjkę, która przyjechała na stypendium do Białowieży. Nie mogłem oderwać oczu od jej czarnych jak skrzydła kruka włosów. Wsiąkłem kompletnie. Bardzo się w niej zakochałem, ona we mnie też – ale trochę później.

Niestety stypendium się kończyło i zaraz miała wyjechać do Hiszpanii. A to nie były takie czasy jak teraz, gdy wsiada się w samolot tanich linii i po trzech godzinach jest się w Sewilli. Wtedy do Hiszpanii potrzebowałem wizy, a stać mnie było co najwyżej na potwornie długą podróż autobusem.

– Posłuchaj, Jacku, nie mogę jechać do Łodzi, nie mogę, być tym twoim ministrem, bo się zakochałem.

– Zakochałeś się? – momentalnie zmiękł i przestał wrzeszczeć. Wiedziałem, gdzie ma czuły punkt. Jacka tak naprawdę ruszały tylko krzywda ludzka i miłość. To były najważniejsze rzeczy. Przy nich nic się nie liczyło. Żadne skarby i pieniądze, których zresztą nigdy nie rozumiał i się nimi nie przejmował. I jeszcze Polska była ważna, ale nie tak narodowo-patriotycznie, nie flagi, orły i symbole, za które się ginie, ale raczej jako wspólnota pomagających sobie ludzi. Poza tym, owszem, Polska była ważna, ale na pewno nie tak bardzo jak właśnie miłość albo krzywda. Ktoś skrzywdzony i słabszy albo zakochany był dla niego czymś w rodzaju świętego posiadającego specjalne prawa i immunitet

– Tak, zakochałem się. I ona zaraz wyjeżdża, bo ona jest Hiszpanką, przyjechała tu badać wilki, ale kończy się jej stypendium. To są nasze ostatnie dni razem, może na bardzo długo – opowiadałem.

– No tak, tak – zafrasował się, ale tylko na parę sekund. Po chwili znów zobaczyłem błysk w oku. – Hiszpanką! Ale czy ty wiesz, że ja znałem Dolores La Pasionarię? Możesz to jej powiedzieć i ona to zrozumie, bo to właśnie jest taka sprawa, o jaką walczyła La Pasionaria. Wiesz, o kogo chodzi?

***

Wiedziałem. To ona rzuciła chyba najbardziej znane hasło hiszpańskiej wojny domowej i wciąż żywe hasło lewicy: No pasarán! Czyli „Nie przejdą!”. To hasło zagrzewało do boju żołnierzy Republiki walczących z puczystami generała Franco. To ona powiedziała coś, co dzisiaj widać na czarnych koszulkach podczas polskich Marszów Niepodległości: „Lepiej umrzeć na stojąco, niż żyć na kolanach”.

Pochodziła z baskijskiej rodziny i tak naprawdę nazywała się Isidora Dolores Ibárruri Gómez. Była wierzącą komunistką, która po klęsce Republiki przedostała się do ZSRR. Jej jedyny syn Ruben zginął pod Stalingradem jako żołnierz Armii Czerwonej. Ten pobyt na wschodzie musiał zweryfikować wiele z jej poglądów. Po śmierci Franco wróciła do Hiszpanii i to między innymi dzięki niej hiszpańska partia komunistyczna odcięła się od leninizmu i zerwała kontakty ZSRR.

W tej przemianie było coś podobnego do Jackowego odejścia od komunizmu. Ale wtedy zastanawiałem się tylko nad tym, skąd Jacek wiedział, że La Pasionarią idealnie trafi do Nurii. Nie mógł wiedzieć, że jest wychowana w kulcie Republiki i cieniu wojny domowej, o której często wciąż rozmawiamy. Ja chyba wtedy nawet tego nie wiedziałem. Mogła przecież być potomkinią tych, co maszerowali z Franco. Ten podział przechodzi w Hiszpanii niemal na pół.

Ale trafił idealnie. Miał piekielnie dobry instynkt, jeśli chodzi o ludzi, i on mu zapewne podpowiadał, że ludzie o podobnych wrażliwości się przyciągają, więc raczej nie mogłem zakochać się w hiszpańskiej faszystce. 

Nuria jest republikańska i lewicowa na wskroś. Czasami opowiada mi o dziadkach, których nie znała, ale jeden ledwo uszedł z życiem, bo po zwycięstwie faszystów i donosie znalazł się w więzieniu, prawdopodobnie z wyrokiem śmierci. Wyciągnął go znajomy arystokrata i przyjaciel reżimu. Żona tego arystokraty miała na imię Lina i dziadek tak dał na imię mamie Nurii. Drugi dziadek, który był członkiem katalońskich związków zawodowych, podobno umierając, zażądał od babci, żeby jego trumnę przykryć czerwono-żółto-fioletowym sztandarem hiszpańskiej Republiki. To było przed śmiercią Franco i babcia się bardzo bała, więc mama Nurii włożyła mu do trumny republikańską flagę, ale taką malutką, żeby nikt nie zobaczył. 

Nuria oczywiście nie wiedziała wtedy, kim jest Kuroń, ale ktoś, kto znał La Pasionarię, to musiał być ktoś, kto robi ważne rzeczy. Wybaczyła mi, że spędzimy ze sobą kilkanaście godzin mniej. Później dopiero wyznała mi, że choć podziwia La Pasionarię, to hasła „No pasarán!” nie lubi. Kiedy dziś ktoś mówi albo krzyczy z zapałem „No pasarán!”, ona odpowiada: „Pasaron”, tamci jednak przeszli. Przeszli pomimo cierpienia, męstwa i tysięcy ofiar, a w Hiszpanii na dziesięciolecia zapanowała dyktatura. – To hasło źle wróży. To hasło przegranych, a my musimy wygrywać – powtarza Nuria.

Pojechałem do Łodzi. Było wielkie spotkanie z ludźmi w jakiejś sali. Był Marek Edelman, jego gospodarz. Nie zapamiętałem, kto poza Piotrem Niemczykiem, no i Radkiem Gawlikiem oraz mną miał zostać jeszcze ministrem w kancelarii Jacka. Piotr miał być od bezpieczeństwa.

Spotkanie nic nie dało. Jacek wkrótce przegrał wybory i bardzo to przeżył. Ale wcześniej, zaraz po spotkaniu, stanął na głowie, abym natychmiast dotarł do Nurii. Samochód z kierowcą zawiózł mnie prosto z Łodzi do Białowieży.

Pędziliśmy nocą przez jesienną deszczową Polskę. Jakoś bardzo późno dotarliśmy do Białowieży. Nuria już spała. Przytuliłem się do niej i szybko zasnąłem. I tak przytulamy się do siebie od 23 lat. 

I przez te 23 lata żyłem z przekonaniem, że Jacek znał, a może nawet się przyjaźnił z jedną z najważniejszych postaci hiszpańskiej wojny domowej. Bo niby dlaczego nie? Przecież fascynował go generał Walter i dąbrowszczacy. A może byli na jakimś komunistycznym spotkaniu, gdy Jacek był wierzącym podobnie jak La Pasionaria komunistą?

***

23 lata później zasnąłem z otwartym „Jackiem” Ani i Helenki. Pochłonął mnie zupełnie. Znów byłem w mieszkaniu numer 64, słuchałem opowieści o bojowcach PPS i słyszałem, jak Jacek śpiewa: „O, cześć wam panowie, magnaci, za naszą niewolę, kajdany”. Ale też coś mi drgnęło w najdalszych zakątkach mózgu, bo ta książka nie jest bezkrytycznym peanem o Jacku. 

Więc rano pognałem do komputera. Zacząłem sprawdzać. La Pasionaria, która zmarła w 1989 w Madrycie, nigdy nie była w Polsce. Jacek do 1988 nie wyjeżdżał za granicę. Wtedy pojechał pierwszy raz, ale do Szwecji. Czyli Jacek nie mógł znać La Pasionarii…

– Przecież by się o tym mówiło, Jacek by się chwalił, a mnie nic o tym nie mówił – śmieje się Ania Bikont, gdy opowiadam jej całą historię. Sewek Blumsztajn też twierdzi, że to raczej niemożliwe. 

Ale…

Ale Piotr Niemczyk, z którym próbowaliśmy sobie odświeżyć, kto jeszcze miał być ministrem u Jacka, jest mniej sceptyczny. – Widzisz, może oni się nigdy nie spotkali, może nigdy nawet nie rozmawiali, ale przecież mogli wymienić jakieś listy albo słowa poparcia. Niekoniecznie bezpośrednio, może przez jakichś ludzi. Pamiętaj, europejska lewica bardzo kibicowała temu, co robili za żelazną kurtyną tacy ludzie jak on.

Więc może Jacek tylko odrobinę ubarwił historię o La Pasionarii? Nieważne. Nawet te jego ubarwione historie pchały świat do przodu i zawsze służyły czemuś dobremu oraz ważnemu.


Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl 

'Jacek', Anna Bikont, Helena Łuczywo, Agora/Czarne, Warszawa, Wołowiec
‘Jacek’, Anna Bikont, Helena Łuczywo, Agora/Czarne, Warszawa, Wołowiec
 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


QATAR FLASHES CASH AT GAZA WHILE HAMAS CONTINUES ITS BRUTALITY

QATAR FLASHES CASH AT GAZA WHILE HAMAS CONTINUES ITS BRUTALITY

SHMULEY BOTEACH


As the world’s richest per-capita nation and Hamas’ staunchest ally, the emirate is in a position to make a difference for the people of Gaza.

A Palestinian man inspects the scene of an Israeli air strike on a Hamas security forces site in the southern Gaza Strip October 17, 2018. (photo credit: IBRAHEEM ABU MUSTAFA / REUTERS)

Gaza is in serious trouble.

For nearly a year, news wires have been rolling out stories detailing the humanitarian crisis plaguing the Gaza Strip. The people of Gaza, we are told, do not have the access they need to health care, power or even water. More than half of all medicines are in critically short supply. Electricity is provided for just a few hours daily. Water, too, is being supplied at about 70 liters per capita per day (LCD), far less than the World Health Organization’s recommended amount of 100 LCD. Add to this the fact that the Palestinian Authority has declared diplomatic war on Hamas and is refusing to hand over the funds Hamas needs to pay its government workers and keep the bureaucracy afloat.

What has been long assumed is now beyond question: Hamas has driven Gaza into the ground.

At this point, the bloodthirsty killers in control of the strip are overdue for an official reclassification. Hamas is no longer a terrorist organization, but a terrorist disorganization.

Clearly, something needs to be done.

Enter Qatar.

As the world’s richest per-capita nation and Hamas’ staunchest ally, the emirate is in a position to make a difference for the people of Gaza. As such, one might expect the emirate to pressure Hamas into adopting policies of real change. They could, for example, force Hamas’ leaders to bow out of their obsession with violence. They might force them to redirect government funds and attention from carving terror-tunnels and fashioning missiles to improving infrastructure and casting whatever lines they need to provide their citizens with sufficient health care, energy and water.

Of course, Qatar did no such thing. As we all saw in Qatar’s cynical campaign to get American Jewish leaders to help them earn Trump’s trust and support, the emirate does not, on any level, believe in progress and reform. In trying to woo American Jews, the emirate could have toned down the cascade of antisemitism that is their state-owned Al Jazeera network. They might have also forced Hamas to return the bodies of kidnapped IDF soldiers so that their families might have a grave at which they could pray. Again, they did nothing of the sort.

The colorless, terrorism-supporting monarchy chose to confront these issues with the only thing they’ve ever been able to offer: cold, hard cash. In a move strikingly reminiscent of the $100,000 payouts made to multiple Jewish organizations, Qatar sent millions of dollars into Gaza. Unlike the hushed effort to buy off American Jewry, this was a decidedly photogenic operation. In a move described by fuming PA officials as that of a “gangster,” the Qatari ambassador to Gaza, Mohamed Al Emadi, released a photo of cash-packed luxury leather luggage piled into the trunk of his luxury SUV, itself on its way into Gaza. The money – all of it American currency – would be used to pay the majority of the 40,000 civil servants hired by Hamas since 2007 who have yet to see a paycheck. Apparently briefed for the photo-op, workers assumed nearly identical poses with hundred dollar bills fanned out in hands raised triumphantly in the air above.

So far, $15 million has been brought in. Another $75 million is due to follow.

I wish only the best for all those in Gaza who are not actively engaged in terrorism against innocent Israelis. That said, there is nothing innately wrong in government workers being paid for their work. Nevertheless, Qatar’s actions herein provide nothing of a solution to the suffering citizens of Gaza. After all, this cash will only fortify the root of all Gaza’s perils – the heartless, child-sacrificing deathcult that is Hamas.

Every ounce of agony within the Gaza Strip can be traced back to Hamas. Right on the heels of their electoral victory in 2007, Hamas laid waste to the democratic system that brought them to power. In its place, they instituted a harrowing regime of built on fear and intimidation. Prominent critics of the regime face summary executions enacted by kangaroo courts. Lesser offenders are shot through the knees, leaving them eternally maimed. Public executions have been as brutal as they have been routine, with suspected traitors being dragged through the streets of Gaza City from the backs of motorcycles. Homosexuality is a capital offense and boys are encouraged to murder their own sisters should suspicions of “dishonoring” the family arise. Freedom of the press is replaced with state-sponsored children’s programs that feature Mickey Mouse throwing grenades and a talking bunny rabbit dying in a Gaza hospital after an Israeli air raid.

If Hamas doesn’t grant its citizens their God-given rights, at the very least, we might expect that they’d protect them. After all, it appears to be self-evident that a government’s highest mandate toward its citizens is, if not to guard liberties, then at least to keep them safe.

Far from protecting its citizens, however, Hamas has shown a disgusting willingness to put them in harm’s way.

Since taking control of Gaza in 2007, Hamas has provoked three wars in just over 10 years, hiding weapons caches in civilian areas to draw maximum destruction. All the while, their leadership hung out in villas in Cairo and, of course, Qatar.

During the many border-protests that Hamas has instigated over the past year, local leaders urged civilians “not to fear death but to welcome martyrdom.” Hamas then militarized the protests – again, simply to rack up dead Palestinians to fuel their utterly sinister PR stratagem. According to The New York Times, “The breach of the fence was no mere protest. Those assaulting it threw firebombs and rolled burning tires at the fence to try to melt it; at least some carried pistols.” With dozens of Palestinians killed in the fighting, their efforts clearly paid off.

Yet, Qatar believes itself to be helping ordinary Gazans by keeping these monsters around. Even if Qatar were to send $90 billion into Gaza, the scourge of Hamas oppression and mismanagement would not be even partially alleviated.

Instead of encouraging such futile “donations,” leaders around the world – including those in Israel – need to explain to the terrorism-funding, antisemitism- spouting Qataris the clear and simple truth that Palestinians don’t need their money. They need their freedom.


The writer, “America’s Rabbi,” whom The Washington Post calls “the most famous Rabbi in America,” is the Founder of The World Values Network and, most recently, the author of The Israel Warrior. Follow him on Twitter @RabbiShmuley.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Notorious Antisemite Louis Farrakhan.

Report: Notorious Antisemite Louis Farrakhan Leads ‘Death to America’ Chant on Solidarity Trip to Iran

Benjamin Kerstein


Nation of Islam leader Louis Farrakhan speaking in Detroit, Mi. in February 2017. Photo: Reuters/Rebecca Cook.

Nation of Islam leader and prominent antisemite Louis Farrakhan chanted “Death to America” and claimed that “America has never been a democracy” on Sunday during a solidarity trip to Iran, ahead of the re-implementation of US sanctions on the country this week.

According to Iran’s semi-official state news agency Mehr, Farrakhan said at a meeting with the Secretary of Iran’s Expediency Council Mohsen Rezaei that America is conspiring against Iran.

“I understand how the enemies have plotted against the Iranian people and I would like to stay alongside you to stop their plots,” he said.

He also blasted American support for Saudi Arabia, Iran’s arch-rival in the region, and added, “Satan seeks to divide Muslims and wants them to kill each other, while God tells us in the Quran to be united.”

Farrakhan has referred to Jews as the “synagogue of Satan.”

In his remarks, he condemned the new American sanctions on Iran that will take effect on Monday. “Today, I warn the American government that sanctioning Iran is a big mistake,” he said.

In addition, he stated that African-Americans are part of Iran’s Islamic revolution.

According to the Farsi language Islamic Republic of Iran News Network (IRINN), he also spoke to students at the University of Tehran law school and fulminated against Israel, praised women’s rights in Iran and the Islamic laws demanding they cover themselves. He claimed, “America has never been a democracy and has always leaned towards the wealthy and powerful class.”

At the end of his talk, Farrakhan chanted the common Iranian slogan “Death to America,” and was joined by members of the audience.

Farrakhan, perhaps the most notorious black supremacist in America, has a long history of antisemitic statements. Most recently, he referred to Jews as “termites.”

Several prominent American activists and politicians have been linked to Farrakhan in recent years. Tamika Mallory, a leader of the Women’s March, praised him as “GOAT” or “Greatest of All Time.” Linda Sarsour, another leader of the March, attended an event with Farrakhan and has repeatedly refused to condemn him.

Illinois Democratic Representative Danny K. Davis said of Farrakhan, “I don’t regard Louis Farrakhan as an aberration or anything, I regard him as an outstanding human being who commands a following of individuals who are learned and articulate and he plays a big role in the lives of thousands and thousands and thousands and thousands of people.”

Recently, a photograph surfaced of former President Barack Obama meeting with Farrakhan in 2005 while he was a senator.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Jak Palestyńczycy kłamią Europejczykom

Jak Palestyńczycy kłamią Europejczykom

Bassam Tawil Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


W dniach poprzedzających przemówienie prezydenta Autonomii Palestyńskiej, Mahmouda Abbasa, na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ 27 września, jego siły bezpieczeństwa prowadziły wielką rozprawę z jego krytykami i przeciwnikami, aresztując ponad 100 Palestyńczyków. (UN Photo/Cia Pak)

Autonomia Palestyńska (AP) mówi, że chce, by społeczność międzynarodowa wywarła nacisk na Izrael, by “powstrzymać łamania praw Palestyńczyków i prawa międzynarodowego”. To żądanie przekazano członkom delegacji z Parlamentu Europejskiego, którzy 8 października spotkali się w Ramallah z premierem AP, Ramim Hamdallahem. Na spotkaniu Hamdallah ponowił także wezwanie AP do dostarczenia “międzynarodowej obrony” dla Palestyńczyków.

Apel Hamdallaha do przedstawicieli Parlamentu Europejskiego należy widzieć w kontekście prowadzonej przez kierownictwo AP kampanii kłamstw i podżegania przeciwko Izraelowi. Ten apel zalatuje także hipokryzją i oszustwem.

Hamdallahowi chodzi tutaj o kroki obronne Izraela wzdłuż granicy ze Strefą Gazy, gdzie tysiące zwolenników Hamasu urządza od marca 2018 r. demonstracje z użyciem przemocy. W ramach zorganizowanych przez Hamas protestów, nazywanych “Marszem powrotu”, Palestyńczycy przedzierają się przez granicę z Izraelem i rzucają bomby zapalające i materiały wybuchowe na izraelskich żołnierzy. Wysyłają także zapalające latawce i balony z wybuchającymi pułapkami w kierunku izraelskich wsi i miast w pobliżu granicy ze Strefą Gazy.

Hamdallah i jego szef, prezydent AP Mahmoud Abbas, wierzą, że Izrael nie ma prawa do bronienia się przed kampanią terroryzmu prowadzoną przez Hamas i inne ugrupowania terrorystyczne ze Strefy Gazy. Ich zdaniem jest całkowicie w porządku, kiedy Palestyńczycy obrzucają granatami i innymi materiałami wybuchowymi żołnierzy, ale jest absolutnie nieakceptowalne, że żołnierze bronią siebie i granic swojego kraju. Według tej pokrętnej logiki palestyńskich przywódców, to wszystko zaczyna się, kiedy Izrael oddaje uderzenie.

Ci, którzy wysyłają Palestyńczyków, by ścierali się z izraelskimi żołnierzami wzdłuż granicy ze Strefą Gazy, są jedynymi, którzy ponoszą odpowiedzialność za zabicie ponad 150 Palestyńczyków i zranienie tysięcy innych. Zorganizowany przez Hamas “Marsz powrotu” nie jest niczym innym jak wypowiedzeniem wojny Izraelowi. Jest to kolejny etap palestyńskiej kampanii terroryzmu, by zmusić Izrael do padnięcia na kolana. Kiedy zamachy samobójcze i rakiety nie osiągnęły celu zmuszenia Izraela do poddania się, Palestyńczycy uciekli się do zapalających latawców i balonów oraz zamachów nożowniczych i strzelania, by osiągnąć swój cel.

Celem, do jakiego dążą Palestyńczycy, jest znikniecie Izraela. Całego Izraela. Abbas wierzy, że może osiągnąć ten cel przez prowadzenie wojny dyplomatycznej przeciwko Izraelowi na arenie międzynarodowej – wojny, której celem jest delegitymizacja i demonizacja Izraela i Żydów. Jego rywale w Hamasie wierzą, że Izrael może i powinien być całkowicie zniszczony przez terroryzm i inne akty przemocy.

Strategia premiera AP oskarżania Izraela jest częścią długotrwałej palestyńskiej strategii mobilizowania świata przeciwko Izraelowi.

Jest to zgodnie ze słynnym arabskim powiedzenie: “Uderzył mnie i płakał, ścigał się ze mną, żeby się poskarżyć”. To powiedzenie odzwierciedla mentalność palestyńskich przywódców, gdzie sprawca udaje, że jest ofiarą.

Jest tu jednak coś więcej niż tylko udawanie, że jest się ofiarą. Podejście palestyńskich przywódców jest nie tylko oszukańcze, ale odznacza się niesłychaną hipokryzją.

Podczas gdy Hamdallah skarżył się na izraelskie “naruszenia”, jego siły bezpieczeństwa na Zachodnim Brzegu kontynuowały codzienne napaści na swobody obywatelskie, włącznie z wolnością prasy. Podczas spotkania w Ramallah, palestyńska grupa opublikowała raport o łamaniu praw człowieka na wielką skalę przez rozmaite oddziały służb bezpieczeństwa Hamdallaha i Abbasa.

W czasie, gdy trwało to spotkanie, siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej aresztowały kolejnego dziennikarza w Hebronie: Amera Abu Arafeha. Ten dziennikarz, zwolniony 24 godziny później, powiedział, że palestyńscy przesłuchujący próbowali zmusić go, by podał im swoje hasło do strony Facebooka.

Delegacja Parlamentu Europejskiego nie dowiedziała się o tej najnowszej napaści na palestyńskie media podczas spotkania z premierem AP. Nie jest to coś, co obchodzi ich lub UE, ponieważ to nie Izraelczycy aresztowali dziennikarza. Po co mieliby otwierać usta w sprawie aresztowania palestyńskiego dziennikarza, skoro nie dotyczyło to Izraela?

Delegacja Parlamentu Europejskiego nie słyszała też o raporcie opublikowanym przez grupę o nazwie Komitet Rodzin Więźniów Politycznych na Zachodnim Brzegu. Komitet składa się z rodzin i krewnych Palestyńczyków, którzy są regularnie i systematycznie prześladowani przez siły bezpieczeństwa AP, głównie z powodu ich związków z palestyńskimi grupami opozycyjnymi, włącznie z Hamasem, lub dlatego, że otwarcie krytykowali palestyńskich przywódców.

Raport, który opublikowano w czasie, kiedy europejscy dygnitarze wysłuchiwali oskarżeń Hamdallaha przeciwko Izraelowi, oskarża AP o nasilenie ataków na swobody obywatelskie na Zachodnim Brzegu. Nie jest to rodzaj informacji, jakimi Hamdallah chciałby dzielić się ze swoimi europejskimi gośćmi.

Komitet informuje w raporcie, że udokumentował 685 ataków sił bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu na swobody obywatelskie tylko w ciągu jednego miesiąca, września. Obejmowały one, między innymi: masowe arbitralne aresztowania i internowania, wezwania na przesłuchanie, rewizje w domach i konfiskatę własności. W raporcie podkreślono, że jest to dramatyczny wzrost naruszeń praw człowieka w stosunku do poprzednich miesięcy.

Według tego raportu siły bezpieczeństwa AP aresztowały ponad 100 Palestyńczyków w dniach poprzedzających wygłoszenie przez Abbasa przemówienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ 27 września. Abbas poświęcił duże części swojego przemówienia na potępianie Izraela, który oskarżył o “dławienie” Palestyńczyków i “podważanie naszych poważnych wysiłków budowania instytucji naszego ukochanego państwa”.

Abbas powstrzymał się jednak przed powiedzeniem Zgromadzeniu Ogólnemu, że podczas gdy przemawiał, jego siły bezpieczeństwa prowadziły olbrzymią rozprawę z jego krytykami i przeciwnikami na Zachodnim Brzegu. Dla Abbasa nie jest to coś, o czym świat powinien wiedzieć. On i inni widzą zło tylko po stronie izraelskiej.

Wróćmy do raportu, którym ani Abbas, ani jego premier nie chcą podzielić się z światem. Według tego raportu wśród aresztowanych lub zatrzymanych we wrześniu jest 37 studentów uniwersytetu, ośmiu nauczycieli szkolnych, siedmiu dziennikarzy, 55 członków personelu uniwersyteckiego, pięciu inżynierów i 23 kupców. W raporcie znajduje się także informacja, że czterech zatrzymanych Palestyńczyków prowadzi strajk głodowy w więzieniu palestyńskim w proteście przeciwko nielegalnemu przetrzymywaniu.

Jesteśmy więc raz jeszcze świadkami oszustwa i podstępu ze strony Abbasa i jego najwyższych rangą dygnitarzy w Ramallah. Palestyńscy przywódcy przekonali siebie, że mogą nadal szerzyć kłamstwa, ukrywając równocześnie prawdę o tym, co dzieje się w ich represyjnym i skorumpowanym reżimie na Zachodnim Brzegu. Wierzą, że ponieważ świat milczy, mogą kontynuować kłamstwa wobec wszystkich i przez cały czas.

Pytanie, raz jeszcze, brzmi: czy społeczność międzynarodowa kiedykolwiek obudzi się, by zrozumieć, że palestyńscy przywódcy robią z nich durni. Delegacja Parlamentu Europejskiego, która odwiedziła Ramallah, jest dobrym sprawdzianem: co jej członkowie powiedzą po powrocie: prawdę o bezwzględnym i represyjnym AP, czy kłamstwa, które podawał im na półmisku Abbas?


Bassam Tawil: Muzułmański badacz i publicysta mieszkający na bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


THE AMERICAN LIBERALISM THAT FAILED

THE AMERICAN LIBERALISM THAT FAILED

ODED TIRA


Our brothers, the liberal Jews in the United States, are in the eye of the storm and take a most visible position in the campaign against President Trump and the conservatives.

An American Jew wearing a kippa embroidered with the US and Israeli flags attends a Hanukka reception at the White House last year. (photo credit: REUTERS)

Our brothers, the liberal Jews in the United States, are among those who want to revive the socialist revolution. Many of them are hardcore about globalism.

As a result, they worked tirelessly to eliminate the candidacy of Brett Kavanaugh to the Supreme Court. This is in contrast with the conservative positions of the American Right, a supporter of capitalism, patriotism and the right of every state to govern itself.

Our brothers, the liberal Jews in the United States, are in the eye of the storm and take a most visible position in the campaign against President Trump and the conservatives.

Where has liberalism led us? To cheap and free sex, which resulted in sexual harassment; lack of respect from children to their parents and teachers; lack of respect from young people to adults; and the lack of respect from soldiers to their commanders in the military where parents “have taken over.”

So much so that carrying out military tasks is secondary to the soldier’s comfort. “Liberalism led us and continues to lead us toward use of drugs and now we are in the midst of the battle to forbid the free use of cannabis. (“Liberal” Canada and several “liberal” American states have already approved it.) Liberalism has led the world to greed, the pursuit of publicity, and the takeover of the media by tycoons who in turn control the state. Because, after all, greed and popularity in the media have become global values.

Everyone submits to the media tycoons, from politicians to army commanders to entertainers.

Hollywood, which is the “bastion of liberalism,” has taught us to ask, “When a woman says ‘No,’ what does she mean?” It leads the world in the areas of sexual harassment and free, cheap and compulsive sex. Harvey Weinstein, Roman Polanski, Woody Allen, Dustin Hoffman and Kevin Spacey are just some examples.

During the peak of their famous movies, to force a woman with a hug until she surrendered and hugged back was a normal sight worthy of applause. Even the flower children of the 1970s, who were a liberal symbol, were a role model for millions of people around the world.

HOLLYWOOD PAINTED them, perhaps rightly so, as people who used sex as a “commodity” and relegated the family framework and values to media. Family values were a non-priority and they have yielded to the communal way of life. Remember the musical Hair?

Globally, our Jewish brothers led the Communist Revolution in Russia at the beginning of the last century, which ultimately failed. Trotsky and Marx set the ideological tone, while 30% of Bolshevik leaders were our Jewish brothers.

The revolution led to Bolshevik regimes that were totalitarian, corrupt, cruel, bloody – and barren of liberalism and freedom. Ultimately, the conservative American capitalist regime defeated them.

Those who argue for the justification of the failed revolution claim that people were simply not prepared for communism. This is a familiar and condescending claim that suits the global liberal elite as well as it does the American Jewish community.

Another point with a direct connection to Israel is that global liberalism led to the “migration of the Muslim peoples” to Europe and other places. The Muslims are growing and their political influence is increasing and influencing the positions of the so-called liberals across Europe.

This effect is making Europe hostile toward Israel. Are liberal American Jews trying to help us in this matter? Do American liberal Jews help us fighting the boycott, divestment and sanctions movement that targets Israel, or are they in fact part of the BDS establishment?

My liberal friends, what are you so proud of and arrogant about?

I support the conservatism that upholds family values, holds nation-states responsible for themselves, and works toward eliminating drug use.

I support turning sex into something pure; creating a relationship of respect between children and parents and between students and teachers; stopping immigration that harms security; and not returning to the corrupt socialism paradigm but rather to a more enlightened capitalism.

I also support the return of values and the desanctification of money; the aspiration for excellence and the return of control over the army to the commanders; and I support the return of control in the schools to the teachers, less liberal and more disciplined.

The author is an IDF brigadier-general in the reserves and a member of the Association of Reserve Officers for Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com