Archives

Palestyńczycy rekrutują nieletnich, a potem potępiają Izrael za strzelanie do “niewinnych dzieci”

Palestyńskie grupy terrorystyczne rekrutują nieletnich do przeprowadzania ataków terrorystycznych, podczas gdy przywódcy palestyńscy i organizacje międzynarodowe krzyczą, że “zabijane są niewinne dzieci”. Palestyńskie dzieci od kołyski są poddawane praniu mózgu przeciwko Izraelowi i celowo narażane na niebezpieczeństwo, podczas gdy ONZ i reszta świata odwracają wzrok. Na zdjęciu: terroryści Hamasu uzbrojeni w granatniki idą w paradzie razem z dziećmi w Strefie Gazy 20 lipca 2017 r. (Zdjęcie: Chris McGrath/Getty Images)


Palestyńczycy rekrutują nieletnich, a potem potępiają Izrael za strzelanie do “niewinnych dzieci”

Bassam Tawil
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych (RB ONZ) 5 stycznia pospiesznie zwołała nadzwyczajną sesję, ponieważ Żyd odważył się przejść po najświętszym miejscu judaizmu, Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Dwa dni wcześniej ten Żyd, Itamar Ben-Gvir, minister bezpieczeństwa narodowego Izraela, odbył cichą, 13-minutową wycieczkę po tym miejscu.

Chociaż Żydzi odwiedzający Wzgórze Świątynne są często nękani, zastraszani, a czasami fizycznie atakowani przez muzułmanów, krótka podróż Ben-Gvira zakończyła się pokojowo i ani muzułmanie, ani Żydzi nie zgłosili żadnych aktów przemocy. Mimo to Palestyńczycy i niektóre kraje, nazywając tę wizytę “niebezpieczną i bezprecedensową prowokacją”, nadal potępiali za nią Izrael.

Znamienne jest to, że w tym samym tygodniu, w którym Rada Bezpieczeństwa ONZ i różne kraje potępiały Żydów za odwiedzanie ich najświętszego miejsca w Jerozolimie, Palestyńczycy, którzy nieustannie maltretują dzieci i popełniają zbrodnie przeciwko ludzkości, co jest nieodmiennie ignorowane przez media i społeczność międzynarodową, ponownie wysyłali nieletnich do atakowania izraelskich żołnierzy na Zachodnim Brzegu [Judei i Samarii].

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych zbrodnie przeciwko ludzkości obejmują:

h. Prześladowanie jakiejkolwiek możliwej do zidentyfikowania grupy lub zbiorowości z powodów politycznych, rasowych, narodowych, etnicznych, kulturowych, religijnych, płci, jak zdefiniowano w paragrafie 3, lub z innych powodów powszechnie uznanych za niedopuszczalne na podstawie prawa międzynarodowego, w związku z jakimkolwiek czynem, do którego odnosi się niniejszy ustęp, lub z jakąkolwiek zbrodnią objętą jurysdykcją Trybunału;

k. Inne nieludzkie czyny o podobnym charakterze celowo powodujące ogromne cierpienie lub poważne uszkodzenie ciała albo zdrowia psychicznego lub fizycznego.

Wykorzystywanie palestyńskich nieletnich w wojnie przeciwko Izraelowi nie jest nowym zjawiskiem. Zaczęło się natychmiast po utworzeniu kilku palestyńskich grup terrorystycznych, zwłaszcza Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP), ponad 50 lat temu. Grupy te nie wahały się przed praniem mózgów dzieci i rekrutowaniem ich jako bojowników w “walce zbrojnej” przeciwko Izraelowi.

W ostatnich tygodniach palestyńskie grupy terrorystyczne działające na Zachodnim Brzegu wysyłały nieletnich w wieku 15-17 lat, aby stawiali czoła izraelskim żołnierzom, którzy wkraczają do społeczności palestyńskich w celu aresztowania terrorystów. Wielu nieletnich jest uzbrojonych w karabiny automatyczne i improwizowane ładunki wybuchowe, a także koktajle Mołotowa, kamienie i inne przedmioty.

Kiedy ci nieletni zostają ranni lub zabici podczas starć z żołnierzami, palestyńscy przywódcy szybko potępiają Izrael za zabijanie “niewinnych dzieci”. Wielu nieuczciwy zagranicznych dziennikarzy i obrońców praw człowieka nie ma problemu z papugowaniem fałszywej palestyńskiej narracji o śmierci nieletnich.

Ostatnie ofiary palestyńskiego znęcania się i wykorzystywania dzieci to 16-letni Amer Abu Zeitoun z obozu dla uchodźców Balata i 15-letni Adam Ajjad z obozu dla uchodźców Dheiszeh. Ci dwaj, którzy zginęli podczas gwałtownych starć z izraelskimi żołnierzami w pierwszym tygodniu stycznia, nie byli bynajmniej “niewinnymi dziećmi”.

Ci, którzy wysyłają nieletnich do przeprowadzania ataków terrorystycznych, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za popełnienie zbrodni przeciwko Palestyńczykom, za celowe narażenie swoich dzieci, a nie tylko Izraela.

Według Palestyńczyków Abu Zeitoun był jednym z kilku nieletnich zwerbowanych przez grupy zbrojne w jego obozie do monitorowania ruchów izraelskich żołnierzy zaangażowanych w operacje antyterrorystyczne. Nieletni nazywani są “Strażnikami Obozu“, a ich zadaniem jest zaalarmowanie terrorystów, gdy zobaczą w okolicy żołnierzy.

Rządząca frakcja Fatahu na czele z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmoudem Abbasem przyznała, że Abu Zeitoun faktycznie był zamieszany w starcia zbrojne między izraelskimi żołnierzami a palestyńskimi terrorystami. Na plakacie opublikowanym 5 stycznia Fatah okrzyknął Abu Zeitouna “męczennikiem, bohaterem i wojownikiem”.

Na pogrzeb Abu Zeitouna przybyły dziesiątki zbrojnych ludzi, najprawdopodobniej tych samych terrorystów, którzy go zwerbowali i wysłali do ataku na izraelskich żołnierzy.

Autonomia Palestyńska, która gloryfikuje terrorystów i nagradza ich i ich rodziny comiesięcznymi wypłatami, zorganizowała “wojskowy pogrzeb” palestyńskiego nieletniego. To ta sama Autonomia Palestyńska, która pozwala grupom terrorystycznym na swobodne działanie na terenach pod swoją kontrolą. To ta sama Autonomia Palestyńska, która nie potępia terrorystów za wykorzystywanie dzieci i wysyłanie ich do walki z armią izraelską, jedną z najsilniejszych armii na Bliskim Wschodzie.

Druga niedawna ofiara palestyńskiego wykorzystywania dzieci, Adam Ajjad, również okazała się nie być “niewinnym dzieckiem”. Według jego przyjaciół i sąsiadów, Ajjad był powiązany z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny (LFWP) OWP, niesławną grupą palestyńską uznaną za organizację terrorystyczną przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską, Kanadę i Izrael. Podczas jego pogrzebu ciało Ajjada było owinięte czerwoną flagą LFWP.

Ajjad, który zginął podczas gwałtownych starć z izraelskimi żołnierzami, napisał nawet testament, w którym wyraził pragnienie śmierci jako “męczennik”.

“Mówię wszystkim, że męczeństwo to nie tylko śmierć – napisał Ajjad. – Męczeństwo to duma dla ciebie i duma dla całego świata. Męczeństwo to prawdziwe zwycięstwo, które kończy twoje życie, ale kończy się, gdy jesteś szczęśliwy. Cieszę się, że Bóg spełnił jedno z moich marzeń: męczeństwo”.

To tyle, jeśli chodzi o bycie “niewinnym dzieckiem”. Podobnie jak Abu Zeitouneh i inni nieletni, Ajjad dokładnie wiedział, co robi i że może zginąć podczas ataku na izraelskich żołnierzy. LFWP, której przywódcy zwerbowali i wysłali Ajjada na pole bitwy, zorganizowali później ceremonię, aby uhonorować go za “męczeństwo”.

Abu Zeitouneh i Ajjad nie byli jedynymi nieletnimi zwerbowanymi przez grupy terrorystyczne do przeprowadzania ataków terrorystycznych. W listopadzie 2022 roku Mahdi Haszasz, 15-letni chłopiec z obozu dla uchodźców Balata, zginął, gdy improwizowane urządzenie wybuchowe, które przygotowywał do rzucenia w izraelskich żołnierzy, przypadkowo przedwcześnie wybuchło. Po jego śmierci lokalna grupa terrorystyczna Batalion Balata wychwalała Haszasza jako “bohatera” i “lwa”.

Palestyńskie grupy terrorystyczne rekrutują nieletnich do przeprowadzania ataków terrorystycznych, podczas gdy przywódcy palestyńscy i organizacje międzynarodowe krzyczą, że “zabijane są niewinne dzieci”.

Palestyńskie dzieci od kołyski są poddawane praniu mózgu przeciwko Izraelowi i celowo narażane na niebezpieczeństwo, podczas gdy ONZ i reszta świata odwracają wzrok.

Członkowie ONZ, którzy zwołali nadzwyczajną sesję w celu przedyskutowania wizyty Żyda na Wzgórzu Świątynnym, są największymi hipokrytami ze wszystkich. Ci rzekomi dostawcy cnót nie chcą przyznać, że palestyńska rekrutacja dzieci na żołnierzy jest prawdziwym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa, a nie Żyd spacerujący po terenie świętego miejsca w Jerozolimie.

Byłoby lepiej dla ONZ i wszystkich tych, którzy rzucili się do potępienia wizyty Ben-Gvira, gdyby zwołali posiedzenie nadzwyczajne, aby zobaczyć, dlaczego palestyńskie dzieci są wysyłane przez ich własny naród na śmierć w starciach z armią izraelską.

Byłoby również lepiej, gdyby ONZ zorganizowała specjalną sesję w celu przedyskutowania odpowiedzialności przywódców palestyńskich za trwające podżeganie przeciwko Izraelowi i zachęcanie nieletnich do szukania śmierci jako “męczennicy”.

Nie stawiając czoła wykorzystywaniu dzieci, ONZ i wrogowie Izraela narażają na niebezpieczeństwo życie większej liczby palestyńskich dzieci, które zostały zwerbowane do dżihadu (świętej wojny) przeciwko Izraelowi i Żydom.

Krew następnego palestyńskiego dziecka zabitego w bitwie będzie na rękach kłamców na korytarzach ONZ i dziennikarzy z redakcji głównych gazet na całym świecie, które nadal ignorują palestyńskie okrucieństwa wobec własnego narodu.


Bassam Tawil jest muzułmańskim badaczem i publicystą mieszkającym na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


On Putin and Babyn Yar

On Putin and Babyn Yar

VLADISLAV DAVIDZON


An exclusive Tablet interview with Ilya Khrzhanovsky..

Like millions of others with mixed Ukrainian and Russian family backgrounds, Ilya Khrzhanovsky has been forced to take sidesKATE GREEN/GETTY IMAGES

The appointment of the controversial Russian film director Ilya Khrzhanovsky as art director of the Babyn Yar Memorial Foundation in Kyiv set off an international uproar. Since then, Russian dictator Vladimir Putin’s invasion of Ukraine has taken memories of World War II and its atrocities from museums and history books and plastered them across the front pages of the world’s newspapers. Recently, I met with Khrzhanovsky on the veranda of a seaside hotel in Tel Aviv, a city to which many members of the Russian intelligentsia have fled in the wake of Putin’s blitzkrieg and his bizzare accompanying propaganda campaign against a peaceful neighboring nation.

Khrzhanovsky is a flamboyant personality who arrived at the project of remembering the dead of Babyn Yar with tremendous ambitions, his previous project having been DAU, a gargantuan real-life recreation of the life of the Soviet physicist Lev Landau and of the world that he lived in, which was filmed on location in the Ukrainian city of Kharkiv by a cast of thousands. A massive premiere for the project was held in 2019 in Paris.

In an alternative timeline, Khrzhanovsky would likely have spent his tenure as art director building controversial and often interesting structures in the Babyn Yar memorial complex. Now, of course, the future looks different to him, as it does to everyone whose life has been touched by Putin’s war. Like millions of others with mixed Ukrainian and Russian family backgrounds, including myself, the director has been forced to take sides, and to define himself against an identity that he once claimed as his own.

Khrzhanovsky’s choices at Babyn Yar have aroused a litany of contradictory and polarizing public and critical responses, to which I find it easy to relate. Much like his own family, my paternal family were Ukrainian Jews who were evacuated, from Vinnytsia and Chernowitz to Uzbekistan ahead of the Nazis. My family stayed in Uzbekistan to become part of the nomenklatura administrative class, while his moved to Moscow to become part of the highest levels of the Soviet and later Russian cultural elite. His father is a famous Soviet animator. The last time we had spoken was in January of 2022, when I had made some rather grim predictions about Putin’s impending invasion, all of which came true a month later.

Our meeting in Tel Aviv took place on the last day of 2022, shortly after Moscow Rabbi Pinchas Goldschmidt had publicly called on Russian Jews to flee Russia, as he had done after refusing to offer public support for the war. Khrzhanovsky showed up to our meeting wearing his habitual Moscow art world uniform of a black suit with a black scarf. I informed him that he looked like a Hasid. He replied that in a certain sense he is a Hasid. He ordered a Coca-Cola and I a glass of white wine, and we begin discussing our citizenship and passport situations—which is sadly what Russian Jews do now when they meet each other in Tel Aviv, Berlin, London, New York, and Paris.

Vladislav Davidzon: Let us begin with the obvious question. With the war continuing to rage, what is going to happen with the Babyn Yar Memorial Project?

Ilya Khrzhanovsky: The project was actually only just getting started. We had planned to build the biggest Holocaust memorial complex in all of Europe. We should not compare the project, however with Auschwitz or any other memorial that is located in the places where those terrible events took place—that is, where there is still some material evidence of what transpired. Auschwitz was immediately preserved after the war—mothballed and frozen in time—in such a way that future generations could remember what took place. There are no traces left anywhere in Babyn Yar to remind us of what happened there.

We had planned for Babyn Yar to be a place where both Jews and non-Jews would come to contemplate the past, a place to which people would fly from all over the world specifically to have a chance to think about the example of the tragedy that happened there. To think about the history of the Holocaust and the place of Jews in Ukraine. To think about Jews generally. To think about themselves. About life and death. About the transience of life and the choices that we all have to make.

What will happen next is obviously completely unclear …

… as unclear as it is significant.

Babyn Yar will remain exactly the same in terms of the significance that it holds for the entire Jewish world. That is, all those objects and structures that had been built during my two-year-long tenure as director—the “pop-up Synagogue” in the form of a book, the field of mirrors, the crystal Wailing Wall made by Marina Abramovic—all of those structures remain and continue to work. People continue to visit the memorial.

Many of the objects we created had been criticized for being too abstract by specialists in the field of Holocaust memory. Yet the outbreak of the war has provided many of them with a completely different meaning. So now, the memorial is as much about the tragedy that is taking place right now as it is about the tragedy that took place in 1941. Because it is broadly about the inherent tragedy of the extermination of living beings in general. That which had been important primarily to the Jewish community has now become important for the wider Ukrainian community as well. Which I think is good and correct.

As of this moment, there are no memorials to the current war yet in existence. It is a process that will require a tremendous amount of rethinking. And Babyn Yar itself will require a great deal of rethinking after all that has happened.

Can the project move forward in the context of an ongoing war? Is that possible?

Well, it is not moving forward now in the sense of developing any new artistic ideas or concepts. I do remain the artistic director.

Will you be resigning from your post? Are you going anywhere?

No. I am not going anywhere at the moment. But I will admit that I have practically nothing to do at the moment.

Now, the Babyn Yar Foundation remains engaged in several small projects. One of these is the effort to continue to archive historical documents—everything we have that is related to the Holocaust throughout the country. And this is very important work, even as the country is at war, which makes the work very difficult and sometimes even impossible.

Anna Furman, our deputy general director, is currently leading a project called “Martyrology.” It is a martyrology of all the civilian victims who have been killed in Ukraine. There are photographs, letters and videos that are being showcased. This is not merely a first name and family name being written down somewhere, it is much more like a virtual cemetery. By the way—the design work for the project received a Red Dot Award, which as you know is the highest award in the field of design. That is an example of an important project that has nothing to do with Jewish life specifically but with the work of memory in general.

Since our organization, the Babyn Yar Memorial Foundation, is the largest specialist in the field of memory in Ukraine, we considered it necessary for us to continue to do what we have always done with the past, but to do it now with the present. You know that the whole world now knows about the bombing of Babyn Yar [during the second week of the war].

It seems to me that in the first days of the war that attack meant something very important symbolically. It does not really anymore. It is clear that the Russian Federation is now a fascist, Nazi-like country, so to speak. It is arguably even more terrible than Hitler’s Germany, because it relies on a far longer historical tradition to do what it is doing. That is, it relies on a 100-year-long experience of Soviet terror, which destroyed everything around it as well as everything inside of the country.

We had a short pause during Gorbachev’s perestroika and the Yeltsin years—there was this pause of 20 years and then once again everything turns to hell.

The world has never seen anything like this before. Why is that? Have we not seen worse or more destructive wars? Sure, we have. But never before has it been possible for one lone individual to threaten the destruction of the entire world. This is the first time in human history that this has happened. Therefore we have to understand this as a manifestation of pure evil. Perhaps even the ultimate evil. And the fact is that one of the first bombs during the war fell on the territory of Babyn Yar. The fact that a family with children was burned alive …

What can be done to salvage the project? What is to be done if, let’s say, the Ukrainians win the war in three months? Or six? If next week Putin has a heart attack?

The project requires a huge rethinking. In one sense, the whole country has turned into Babyn Yar. Or is being turned into it.

If at the beginning of the war the Jewish community actively avoided comparing what is happening now in Ukraine to the Holocaust (which is correct, the comparison is inexact), it is now obvious that what is happening in Ukraine is pure genocide. An absolute genocide of a specific nation and its peaceful population. Which makes it very similar to the tragedy of the Holocaust.

The fact is that the genocide of the Ukrainian people and the tragedy of the Holocaust are woven into the history of Ukraine. Because what is happening now is the result of a 100-year history, at least, of Ukrainian relations with Russia. And the Holocaust is tightly woven into that story. Which of course requires a rethinking by Ukrainian society of the composition of the supervisory board of directors of the Babyn Yar Foundation. It has clearly undergone terrible changes as international sanctions have been imposed on two of the sponsors of the project. Those sponsors have left, and new ones will have to be appointed.

I must engage in international relations for the project, to continue to keep those world-class cultural figures who were ready to participate in the project involved. But it will be Ukrainian society that will decide what to do with the history and with this project. And if Ukrainian society decides that it still needs me, I will be happy to continue to participate. For now, my task is simply to preserve what we had been doing before the war.

Two of the four original primary founders of the project, the Ukrainian Jewish oligarchs German Khan and Mikhail Fridman, are currently under international sanctions. Fridman is now under arrest in the U.K. under suspicion of money laundering, while Khan has fled to Russia. A third founder of the project, Pavel Fuks, is now considered persona non grata in Ukraine because of certain things that he did, or allegedly did, in Kharkiv at the start of the war.

Let us talk about the technical matters, then. Are you still being paid by the project? Do you continue to take a salary? Do you still talk to Mr. Khan and Mr. Fridman?

I have not received a salary since the start of the war. I voluntarily gave it up as soon as the war started.

I am still sometimes in touch with Mr. Fridman, for whom I have much respect, and I am very sorry that he is in the situation he is in now. I know how hard he worked on the Babyn Yar project and how important the project and his Jewish identity are for him, and I evaluate him based on that attitude. But what has happened, happened.

Neither Mr. Fridman nor Mr. Khan currently has anything to do with management or any other decisions that are made in the Babyn Yar Foundation, and naturally, they are no longer financing the project. Which is not to say that project is no longer active, Mr. Ronald Lauder has recently become a major donor, for which we are very grateful.

But one must also understand that the Babyn Yar project is more than just the people who funded it or had worked on it at one time. We are building a big thing, our action plan spans centuries …

Yes, when we met for a drink at the Cannes Film Festival in the summer of 2021 you informed me that you were in fact building a blueprint for the pyramid for the first 50 years. This would only be the beginning …

Actually, at Cannes I told you that we were making a working plan for the first 100 years.

My apologies. It was indeed the first 100 years.

It was important to me to outline how it should function for those first 100 years. One needs to make a plan and get it moving somehow. Of course, we did not assume in our worst nightmares that there would be a war, but we assumed that the world would change, in ways both concrete and abstract. With a plan of that sort, the project is of necessity bigger than any individual participant. It will have new sponsors and new artists long after my own work is done.

That said, I am certain that Babyn Yar is among the most important projects of my artistic life, and I will always be ready to contribute, whether that’s in my current capacity as artistic director or something else. I believe it is similarly significant for Mr. Fridman and Mr. Khan because they are personally connected to this tragedy through their family histories.

Both men are Ukrainian-born Jews. Mr. Khan I think had 11 or 17 close relatives shot by the Nazis in Babyn Yar. Yet it seems that the arguments of their Ukrainian critics have turned out to be correct. The fact that they still had assets in Russia made them exposed to Putinism. They were also a liability to themselves because they still had relationships in Russia that had to do with their money. Is all of that not true?

I don’t know the specific details of their activities in Russia, except for what everyone knows. They have huge businesses in Russia, but we must not forget that they have huge businesses in Ukraine as well. And in other countries, too. They made their fortunes in Russia, they moved from Russia to the wider world and the world economy.

I don’t know the details of their economic and political lives, but I do know that they treated and continue to treat Ukraine with great respect, and both men are experiencing these events as a personal tragedy. Fridman condemned the war initially, and while of course it’s always possible to say that he should have taken a stronger stance, I don’t think that’s any of my business. I think they both could have been bolder in their condemnations, but it is their life, their choice. And we all have to live with our own choices in the end. We do what we can. That said, I will always be grateful for what they did for the Babyn Yar Foundation.

It’s like our Russian citizenships, which we were discussing earlier. In the first days of the war, my first instinct was to immediately renounce my Russian citizenship. But then I realized such a decision must be approached with caution. Despite the fact you and I have other citizenships, and have not lived there for many years, forfeiting a passport does not sever our connection to the “great Russian culture,” as they used to say. This culture is part of us, and we are responsible for this, no matter what citizenship we have.

For the record, I burned my Russian passport at the start of the war in front of the Russian Embassy in Paris, and I thought you got rid of your Russian passport, too.

What is the future of relations between Ukrainian and Russian Jewry? Will it be war, or will it be Babyn Yar?

When we talk about the Jews now, I think, first of all, that the civic position is important—that is, how are Jews positioned within the broader body politic. As you know Rabbi Pinkhas Goldschmidt, the former chief rabbi of Moscow, has issued a statement calling on Jews to leave Russia if they can, saying that the level of antisemitism in Russia is growing. By contrast, it’s obvious that in Ukraine, the Jewish community is civically Ukrainian. I myself have felt like a political Ukrainian, and like a Ukrainian Jew, for a long time, and this feeling has only grown stronger since the war. I understand that I am culturally connected to Russia, but I am also connected to Ukraine, because my mother was born in Ukraine, in Vinnytsia. Thank God, a few days before the Germans entered Vinnytsia, my grandfather sent the family to Tashkent on the last train.

My family was also evacuated, part of them likewise from Vinnytsia. I ended up in America, you ended up in Israel and later London. We are both part of the broader, cosmopolitan, Jewish Russophone diaspora. But it seems to me that there is going to be a wider break between Ukrainian Jews and Russian Jews. Because Ukrainian Jews are going to become more Ukrainian, if only because of the war, and Russian Jews …

I think the only chance for them is to be more Jewish than Russian. You know how many people have now left Russia and gone to Israel, it’s an enormous amount. You know how many Jewish people from very different areas keep moving to Israel. But I repeat, a person, even more so a Jewish person of Russian origin, cannot but be on the side of the Ukrainian people, who are being subjected to genocide. I think, in a sense, Ukrainians are now all Jews, in that they are experiencing the tragedy of the genocide of their people.

In the first days of the war, I spoke to Dozhd [an independent, Russian-language TV channel], calling on Russian people to take to the streets to protest in any way possible. The next day, Dozhd was shut down. But things were getting bad even before that, it started a few months before the war, when “Memorial,” a [Russian] NGO that spoke out about memory, was closed.

There is a terrible perversion of memory that is taking place in Russia, and any civilized person connected with Russia has a responsibility to fight against it.

There is a terrible perversion of memory that is taking place in Russia, and any civilized person connected with Russia has a responsibility to fight against it. It doesn’t matter what kind of passport you keep in your pocket. My father, a famous animation director, was one of the first to sign letters and speak out against the war. And now my parents, who are 82 and 83 years old, live in Israel, and they understand that they will never return to Russia. In my own case, I left the country many, many years ago, but if before I would visit, now I cannot imagine ever going back again.

I am so glad to hear that your father signed all those letters, because I love The Glass Harmonica. It is one of cartoons I grew up with, and I’m glad I can still watch it with a clear conscience.

Let’s talk a little bit more about the technical issues related to the memorial. What do you think about President Zelensky? He supported you and supported the project all the way, right?

Zelensky and especially the head of his administration, Andrii Yermak, have indeed been very supportive from the start. As a Jew, but above all, as the president of the country, Zelensky understands that Jewish history is also Ukrainian history, and vice versa. And now we see how many people of all ethnicities are fighting for Ukraine. They may have Russian, Jewish, or Tatar ancestry, but they are first and foremost Ukrainians.

Zelensky is known now, deservedly, as a larger-than-life figure, a great hero. But in the conversations I’ve had with him personally, I was struck by what a decent guy he is. The cynicism one is so accustomed to in politicians is totally absent in him—he has a big heart.

At a recent meeting of the board, Zelensky and Yermak reiterated their support for the project. One might ask, in these tragic times, what does the memory of Babyn Yar have to do with anything? But they understand that it is part of Ukrainian history, and, most importantly, that Ukrainian history is not going anywhere. And our focus is not exclusively on the past. Since the beginning of the war, we’ve been doing everything we can to aid Ukraine against Russian fascism. For example, we’ve been working with Patrick Dubois, an experienced researcher and author of The Holocaust by Bullets, to document Russian war crimes in Ukraine.

How do you feel now about Russian culture?

Well, I was born within the paradigm of Russian culture, but also in the paradigm of world culture. I understand all the reactions of Ukrainians now to Russian culture and to the dominance of Russian monuments and street names and everything else. They have a point. Although, of course, the idea of closing Bulgakov’s museum is, to put it mildly, strange for me. But this is not my business, it’s the business of the Ukrainians and they have the right to do as they see fit. At the same time, we understand that Schiller, Goethe, and Thomas Mann are not responsible for Nazi Germany. The same is true of Pushkin, Tolstoy, and Dostoevsky.

I am also a Jew. We are a people historically accustomed to movement. Jews are part of the world culture, and they also absorb the culture of the countries they live in. Politically, I feel absolutely Ukrainian. My Jewishness is not for me, in the cultural sense, something that dictates my artistic expressions. But genetically, cultural codes are naturally all mixed up in me.

Say the Ukrainians win the war and then say to you, “Thank you for your service, Ilya, but you are a Russian citizen and we want a Ukrainian citizen as a director of this project now.” What would you say to that?

I would understand. It is for the Ukrainians to decide whether or not someone is involved with the project. But that decision will surely be based on their personality and political position, rather than on their passport or nationality. The issue is, what sort of person are you? What is your position? What talents and skills do you have? The Ukrainian government will decide, but I am sure it will be based on criteria other than citizenship.

I still think that this project is an international one, and I also believe that Ukraine is becoming a more and more international country. There will be an influx of foreign artists, businessmen, and cultural figures who can come and help Ukrainians build their country in the way they decide. I didn’t come to Ukraine as a Russian citizen. I came to Kyiv as an Israeli citizen, and I applied for a work permit as an Israeli citizen.

Your Ukrainian residence permit is not on your Russian passport but on your Israeli passport? And you want to be identified now not as a Russian but as an Israeli?

Yes. I am a Russian-born, Israeli-German, British-Ukrainian artist, you know? I had an Israeli passport before the war and I left Russia way before the war. I probably should remind you that my first film, Four, was the first movie to be banned in Russia after the USSR collapsed!

That’s awesome.

It’s true. And then half a year later they formally gave permission to screen, but the film was only shown in a few cinemas, never on TV. And Dau was banned, it was never shown in Russia at all. I sued the Ministry of Culture from abroad over all this, which was of course useless.

It has been several years since the DAU project and all the attendant controversies. How do you look back at the way that Ukrainian society reacted to your participation in DAU and what that could mean for Babyn Yar two years on?

I believe that Ukrainian society was being manipulated at that time by a number of Ukrainian oligarchs and some people I will not name. A campaign was orchestrated across certain TV channels, in certain print outlets, to shape perceptions of the project. In particular, a criminal case alleging the torture of children was brought against me in connection with the film Degeneration. That film was a Milgram experiment-esque parable that examined the mechanisms through which Nazism comes to power and the ways in which it manifests in every person who supports it.

That’s to say I have reason to believe that some Ukrainian figures did not want me to helm the Babyn Yar project, not because they objected to my Russian origins, but because of their personal interests. Many people for whom I have great respect opposed my vision for the project without even seeing it. But time will tell.

It seems to me that the importance of DAU has grown tremendously. Right now, I am actually working on another original film within the DAU project, which is not yet released. We’re designing the set now.

Dau actually exists? Landau actually exists as a film?

It’s not Landau, it’s Dau. It is inspired by the story of Lev Landau, but it is not a precise biopic. We aim to finish production in late 2023 or early 2024. But as a project, DAU is even more important now because it tells us how totalitarian machines are born and how they change people. It depicts the consciousness and the Soviet and Russian trauma that led the world to the nightmare in which we are now living. 

How modern people adapt and how they instantly become part of a totalitarian machine that destroys all life—this is what DAU is about.

[The director tells a story about meeting a famous American counterpart in a bar in Tel Aviv the night before the war started.]

A messaging campaign was sorely needed. Zelensky recorded his famous appeal to Russian soldiers that same night. My wife suggested that one more appeal be recorded, based on Chaplin’s monologue from the film The Great Dictator. The president’s office liked the idea and we put a draft together, but the war started that same morning. As you remember, in The Great Dictator the hero is a Jew, and Zelensky is also a Jew. That the Jews are now fighting the monster of our historical moment, that puffy Botox-faced criminal Putin, is something we should all be proud of. By the way, Yermak is also a Jew.

As is the Ukrainian defense minister, Oleksii Reznikov. It is amazing, this war of Jews against Russian Nazis—I wrote about it as early as March. Sadly for the sake of history, and art, the Jewish Ukrainian Volodymyr never got to deliver the Charlie Chaplin monologue.

No, because it was just too late. On Feb. 24 we all found ourselves living in a completely different world.

In the Soviet Union they used to say, “No one is forgotten and nothing is forgotten.” That’s never been more true. Technologically, the world is now such that none of those who committed crimes will escape responsibility. None of those who supported the war or supported this regime will escape responsibility. We are working on Babyn Yar using modern technologies, together with Maxim Rokhmaniyko, head of the Center for Spatial Technologies, who now works with Edem Vaisman from Forensic Architecture, he moved to Germany, he is a wonderful Ukrainian. All the war criminals in Russia and all those who support the regime will be named.

I think so too. We all have to do our small part. Glory to Ukraine!

Glory to the heroes.


Vladislav Davidzon is Tablet’s European culture correspondent and a Russian-American writer, translator, and critic. He is the Chief Editor of The Odessa Review and a Non-Resident Fellow at the Atlantic Council. He was born in Tashkent, Uzbekistan, and lives in Paris.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


ONZ wzmacnia terrorystyó

Agencja ONZ UNRWA 1 grudnia 2022 roku ujawniła, że znalazła tunel terroru pod jedną ze swoich szkół w Strefie Gazy. Jednak zamiast stanowczo i jednoznacznie wystąpić przeciwko Hamasowi za zbudowanie tunelu terroru pod szkołą, ONZ wysłała jednego ze swoich najwyższych urzędników na spotkanie z przywódcami Hamasu. Warto zauważyć, że jest to ta sama UNRWA, która nigdy nie przepuszcza okazji do potępienia Izraela. Na zdjęciu: szkoła prowadzona przez UNRWA w mieście Gaza, sfotografowana 1 grudnia 2022 r. (Zdjęcie: Mohammed Abed/AFP via Getty Images)



ONZ wzmacnia terrorystyó

Bassam Tawil

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Według Organizacji Narodów Zjednoczonych deportacja skazanego palestyńsko-francuskiego terrorysty z Izraela stanowi “zbrodnię wojenną”.

To ta sama ONZ, której urzędnicy regularnie spotykają się z przywódcami Hamasu, palestyńskiej grupy islamistycznej uznanej za organizację terrorystyczną przez Stany Zjednoczone, Kanadę, Unię Europejską, Japonię, Australię, Izrael i Wielką Brytanię.

Jest to również ta sama ONZ, której przedstawicielom nie udało się potępić Hamasu za budowę tuneli pod szkołami prowadzonymi przez Agencję Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim (UNRWA) w Strefie Gazy.

19 grudnia Biuro Praw Człowieka ONZ wydało oświadczenie potępiające deportację przez Izrael palestyńsko-francuskiego “obrońcy praw człowieka” Salaha Hammouriego do Francji. “Deportacja osoby podlegającej ochronie z terytorium okupowanego jest poważnym naruszeniem IV Konwencji Genewskiej i stanowi zbrodnię wojenną” – czytamy w oświadczeniu.

“Obrońca praw człowieka”, o którego ONZ tak się martwi, został aresztowany w 2005 roku i oskarżony o spiskowanie w celu zamordowania rabina Ovadii Yosefa, założyciela ultraortodoksyjnej partii Szas i byłego sefardyjskiego naczelnego rabina Izraela.

Hammouri, który został oskarżony o członkostwo w grupie terrorystycznej Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny (LFWP), został skazany na siedem lat więzienia, ale został zwolniony w ramach umowy o wymianie więźniów między Izraelem a Hamasem w grudniu 2011 roku.

LFWP, druga co do wielkości grupa w Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) po frakcji Fatahu prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa, jest również określana jako organizacja terrorystyczna przez Stany Zjednoczone, Japonię, Kanadę, Australię, Izrael i Unię Europejską.

Hammouri pracował dla palestyńskiej “grupy praw człowieka” Addameer, która “oferuje bezpłatną pomoc prawną” palestyńskim więźniom przetrzymywanym przez Izrael za udział w terroryzmie.

Addameer jest filią LFWP i kilku jej pracowników ma powiązania z tą grupą terrorystyczną. 22 października 2021 r. władze izraelskie uznały Addameer za organizację terrorystyczną, ponieważ jest ona częścią “sieci organizacji”, która działa “w imieniu LFWP”.

Izraelskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych stwierdziło, że Hammouri “organizował, inspirował i planował przeprowadzenie ataków terrorystycznych na obywateli i znanych Izraelczyków”.

Przynależność Hammouriego do LFWP i jego udział w planowaniu ataków na Izraelczyków nie wydaje się jednak przeszkadzać Biuru Praw Człowieka ONZ. Zamiast potępić skazanego terrorystę, Biuro Praw Człowieka ONZ zdecydowało się potępić Izrael za to, że odważył się podjąć kroki w celu ochrony swoich obywateli przed terroryzmem. Biuro Praw Człowieka ONZ najwyraźniej uważa, że palestyńska grupa terrorystyczna może planować morderstwa izraelskich cywilów.

Wydaje się, że ONZ również nie słyszała o udziale LFWP w samobójczych zamachach bombowych, strzelaninach i zabójstwach Izraelczyków w ciągu ostatnich kilku dekad. LFWP, która była pierwszą organizacją palestyńską, która porywała samoloty w latach 60. i 70., była odpowiedzialna za zabójstwo izraelskiego ministra turystyki Rehawama Ze’eviego w 2001 roku.

Zamiast przyjąć twardą postawę wobec palestyńskich organizacji terrorystycznych, wysocy urzędnicy ONZ spotykają się z Hamasem, sponsorowaną przez Iran grupą islamistyczną, która przejęła kontrolę nad Strefą Gazy w brutalnym i krwawym zamachu stanu w 2007 roku.

Kilka godzin po deportacji Hammouriego do Francji, specjalny koordynator ONZ ds. procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, Tor Wennesland, spotkał się w Strefie Gazy z delegacją Hamasu na czele z Chalilem al-Hajja, zastępcą szefa grupy.

Na spotkaniu funkcjonariusze Hamasu “powtórzyli, że naród i partie palestyńskie mają prawo przeciwstawić się izraelskiej okupacji”.

Krótko mówiąc, Hamas powiedział przedstawicielowi ONZ, że Palestyńczycy mają prawo kontynuować kampanię mordowania Żydów. Kiedy Hamas mówi o “oporze”, mówi o samobójczych zamachach bombowych, strzelaninach, atakach nożowników, taranowaniu samochodami i atakach rakietowych.

Hamas nie popiera żadnej formy pokojowego “oporu” przeciwko Izraelowi. Jak stwierdza jego statut, Hamas wierzy tylko w jedną formę oporu: dżihad (święta wojna). Zgodnie z art. 15 statutu:

“W obliczu uzurpacji Palestyny przez Żydów konieczne jest podniesienie sztandaru dżihadu. Konieczne jest zaszczepienie ducha dżihadu w sercu narodu, aby stawił czoła wrogom i wstąpił w szeregi bojowników”.

Dygnitarz ONZ poinformował funkcjonariuszy Hamasu, że społeczność międzynarodowa jest zaniepokojona wynikami ostatnich wyborów w Izraelu i dojściem do władzy “ekstremistycznych partii prawicowych”.

Uwaga: oto wysokiej rangi pracownik ONZ siedzi z przedstawicielami grupy terrorystycznej, której statut wzywa do wyeliminowania Izraela i wyraża “zaniepokojenie” wzrostem prawicowych partii w Izraelu.

Przedstawiciel ONZ nie martwi się dojściem Hamasu do władzy w Strefie Gazy i zamianą tego terytorium przez organizację terrorystyczną w bazę do ataków rakietowych na Izrael. Nie martwi się, że Hamas przekierowuje miliardy dolarów przekazane przez społeczność międzynarodową na rozwój, na budowę tuneli terroru, z których można zaatakować Izrael. Nie martwią go codzienne wezwania Hamasu do zwiększenia ilości żydowskiej krwi przelewanej przez palestyńskie noże.

Przedstawiciel ONZ wydaje się nieświadomy tego, że wielu Izraelczyków głosowało na partie prawicowe z powodu nasilenia ataków terrorystycznych ze strony Hamasu i innych grup terrorystycznych.

To ironiczne, że dygnitarz ONZ, którego tytuł to “Specjalny Koordynator Procesu Pokojowego na Bliskim Wschodzie”, siada do rozmów z palestyńską grupą, która jest całkowicie oddana sabotowaniu pokoju.

Jak stwierdza artykuł 13 Karty Hamasu:

“Inicjatywy i tak zwane pokojowe rozwiązania i konferencje międzynarodowe stoją w sprzeczności z zasadami Islamskiego Ruchu Oporu (Hamas). Nie ma rozwiązania kwestii palestyńskiej poza dżihadem. Inicjatywy, propozycje i konferencje międzynarodowe są marnotrawieniem czasu i daremnymi wysiłkami”.

Co dalej? Czy ONZ wyśle jednego ze swoich “wysłanników pokoju” na spotkanie z przywódcami Państwa Islamskiego (ISIS) lub grup terrorystycznych Al-Kaidy?

Spotkanie przedstawiciela ONZ z przedstawicielami Hamasu miało miejsce trzy tygodnie po tym, jak inna agencja ONZ, UNRWA, ujawniła, że znalazła tunel terroru pod jedną ze swoich szkół w Strefie Gazy. Jednak zamiast otwarcie i bezpośrednio potępić Hamas za narażanie życia uczniów i personelu ONZ, agencja opublikowała dziwaczne oświadczenie, w którym nie wymieniono nazwy grupy terrorystycznej jako odpowiedzialnej za tunel. Ponadto w oświadczeniu nie użyto słowa tunel. Zamiast tego opisano tunel jako “dziurę stworzoną przez człowieka”.

Warto zauważyć, że jest to ta sama UNRWA, która nigdy nie przepuszcza okazji do potępienia Izraela.

W swojej karcie ONZ deklaruje, że jednym z jej celów jest “utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa oraz podejmowanie skutecznych zbiorowych działań w celu zapobiegania zagrożeniom pokoju i usuwania ich”. Ostatnie działania ONZ pokazują jednak, że zamiast bojkotować i potępiać terrorystów, organizacji bardziej zależy na prawach terrorystów planujących wymordowanie izraelskich cywilów niż na zapewnieniu pokoju i bezpieczeństwa.

Zamiast stanowczo i jednoznacznie wystąpić przeciwko Hamasowi za zbudowanie tunelu terroru pod szkołą, ONZ wysyła jednego ze swoich najwyższych urzędników na spotkanie z przywódcami Hamasu.

Wydaje się, że ONZ robi wszystko, co w jej mocy, aby ukryć terrorystyczne działania grupy, nie pociągając jej bezpośrednio do odpowiedzialności.

To nie jest sposób na “zapobieganie i usuwanie zagrożeń dla pokoju”, jak twierdzi ONZ w swojej karcie. W rzeczywistości działania ONZ wyraźnie pokazują, że organizacja tak naprawdę przymila się do terrorystów, jednocześnie potępiając tych, którzy walczą z terroryzmem.

Broniąc i współpracując z terrorystami ONZ zwiększa zdolność Hamasu i LFWP do kontynuowania rzezi i ludobójstwa.


Bassam Tawil – muzułmański badacz i publicysta mieszkający na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TAK PAMIĘTAĆ, ŻEBY IŚĆ DO PRZODU

Bella Szwarcman-Czarnota laureatką nagrody im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej w 2018 r.


TAK PAMIĘTAĆ,
ŻEBY IŚĆ DO PRZODU

AGNIESZKA DROTKIEWICZ


ROZMOWA Z BELLĄ SZWARCMAN-CZAROTĄ

W życiorysach Żydówek, o których pisałam, zafascynowało mnie to, że choć żyły w różnych epokach i miały różne światopoglądy, kierowały się podobnymi wartościami


GNIESZKA DROTKIEWICZ: Czy zgodziłaby się Pani z tym, że kultura żydowska jest opowieścią?


BELLA SZWARCMAN-CZARNOTA:
 Zapewne każda kultura jest opowieścią, ale w kulturze żydowskiej jest to wzmocnione przez sztukę interpretacji – każde słowo, każda litera, mogą być interpretowane na wiele różnych sposobów. Nachman z Bracławia powiedział, że nawet najprostszy człowiek, patrząc na tekst Tory, może zobaczyć, że każda litera migoce inaczej, litery splatają się w nowe słowa, a one ukazują nowe znaczenia. W ten sposób Tora, a także każda książka, mogą być komentowane przez każdego od nowa, a ten nowy sens i nowe znaczenia są dostępne dla innych.

Poza tym kultura żydowska to olbrzymi gmach, gdzie mieści się kultura Żydów aszkenazyjskich, kultura Żydów sefardyjskich, kultura świecka, która (wbrew protestom i poglądom skrajnie lewicowych Żydów) jest wieloma nitkami powiązana z kulturą religijną i tradycją. Każda z nich opowiada swoją historię. A jednak jest w nich coś wspólnego: gdy idę do synagogi na Dżerbie, rozpoznaję modlitwy. Są śpiewane na inne melodie, ale to jest to, co znam.

W swojej książce „Znalazłam wczorajszy dzień” wspomina Pani o dość okrutnych rytuałach, takich jak policzkowanie dziewczynki w dniu jej pierwszej menstruacji, ale mam wrażenie, że zasadniczo Pani stosunek do rytuału jest pozytywny?

Mam nadzieję, że zwyczaj policzkowania już zanikł. Trzeba jednak mieć na względzie, że to jest tylko lokalny obyczaj, a nie przepisany prawem religijnym rytuał.
Rzeczywiście rytuały są dla mnie czymś istotnym, bo porządkują życie i pozwalają przez chwilę pomyśleć o czymś innym niż codzienność. Nie wiem jednak, co bym odczuwała, gdybym mieszkała w Izraelu albo w jakiejś dużej społeczności żydowskiej – czy rytuał byłby dla mnie i wtedy ważny. Tu i teraz jest on czymś doniosłym, bo chcę przenieść i zachować moją tradycję, a żyję w kulturze, która jest bardzo homogeniczna. Zachowanie tradycji żydowskiej w Polsce jest trudne, więc rodzi się we mnie pragnienie jej utrzymania. Mam poczucie odrębności, które pielęgnuję, ale które bywa też bolesnym doświadczeniem.

Myślę, że rytuały mogą być uziemiające w dobrym tego słowa znaczeniu. Przecież współczesny człowiek wielkich miast żyje często zaprzeczając temu, że są różne pory roku, pory dnia. A kiedy ktoś obchodzi szabat, nie ma wątpliwości, jaki jest dzień tygodnia.


Tak, szabat, jakkolwiek by go rozumieć, jest przerwą w codzienności. U mnie w domu nie jest przestrzegany bardzo rygorystycznie, ale przez ileś godzin – może nie całą dobę – nie jest włączany telewizor ani komputer, staramy się wtedy umawiać ze znajomymi, rozmawiać, wypoczywać. Nie jestem ortodoksyjną Żydówką, nie chodzi mi o trzymanie się litery prawa religijnego, tylko o symboliczne zaznaczenie przerwy w codziennej bieganinie. Widzę też, że moja córka, która ma już 23 lata, potrzebuje wciąż rytuału błogosławieństwa – przed kolacją szabatową rodzice kładą dziecku ręce na głowie i wypowiadają błogosławieństwo. Kiedy córka jest poza Warszawą, pisze do mnie SMS-a i ja jej też SMS-em posyłam błogosławieństwo.

Kiedy Pani pisze o jedzeniu, zwłaszcza o świątecznych potrawach, mam poczucie, że jego symbolika jest poezją wcieloną w życie. W czasie Chanuki je się potrawy smażone na oliwie na pamiątkę cudu rozmnożenia oliwy w Świątyni, na Rosz Haszana, czyli Nowy Rok, słodkie potrawy symbolizujące pomyślność, na Pesach, które upamiętnia wyzwolenie z niewoli egipskiej – macę.


I nie wolno wtedy jeść żadnych potraw na zakwasie, więc przedtem trzeba robić porządki – wymieść z mieszkania wszystkie okruszki chleba. Charoset, który podaje się w czasie uroczystej kolacji pesachowej – czyli tarte jabłka z orzechami, cynamonem i winem – ma kolorem i fakturą przypominać zaprawę murarską, którą faraon kazał Żydom robić w niewoli egipskiej.

Bardzo mnie poruszyła książka „In Memory’s Kitchen”, o której Pani pisze – zbiór przepisów kuchni żydowskiej zebranych i spisanych przez więźniarki obozu koncentracyjnego w Terezinie.


Niezwykła historia. Próba ocalenia atmosfery domu, ale i pewnych umiejętności. Jedna z kobiet, które zginęły w Terezinie, zapakowała ten zeszyt z przepisami, który po ćwierćwieczu dotarł niezniszczony do jej córki na Manhattanie. To niebywała opowieść, która w istocie mówi o tym, że pęd do tworzenia jest w człowieku niezwykle silny. Pomyślmy o literaturze, która powstawała w łagrach, o Mandelsztamie, który uczył się swoich wierszy na pamięć. Jest w tym akcie przekroczenie sytuacji, w którą jest się wrzuconym, wyjście poza nią. Niedawno przeczytałam, co napisał rabin Ouaknin: jest w tradycji żydowskiej nakaz: „Pamiętaj o dniu szabatu!”. Ale słowo zahor! – pamiętaj! – jest użyte w takiej formie, która zawiera również przyszłość. Masz pamiętać nie o tych szabatach, które były, tylko o tych, które będą kiedyś – to jest takie mesjanistyczne zwrócenie się ku przyszłości, bo jeśli stale dłubiemy w pamięci, to ona nas pęta, nie możemy iść do przodu. Musimy tak pamiętać, żeby iść do przodu. W tych przepisach z Terezina też to jest.

Tematem jednego z Pani felietonów jest menczlichkajt – czy można go nazwać kodeksem „bycia Człowiekiem”?


To jest kodeks, można go dość łatwo wychwycić. Chodzi przede wszystkim o to, by być sprawiedliwym, nie wyrokować pochopnie, mieć serce, zachować umiar. Niekoniecznie trzeba być pobożnym. Znany jest midrasz, wedle którego sam Bóg powiedział: „Nie musicie we mnie wierzyć, lecz postępować zgodnie z przykazaniami”.

Czy ten kodeks odnalazła Pani w historiach kobiet, które opisała Pani w swojej poprzedniej książce – „Mocą przepasały swe biodra”?

Tak, w życiorysach kobiet, o których pisałam, interesowało mnie między innymi to, że choć żyły w różnych epokach, miały różne światopoglądy, kierowały się podobnymi wartościami – właśnie ową menczlichkajt – w podobnych sytuacjach nawet wypowiadały często te same słowa.

Pisze Pani w tej książce, że w czasie porodu Bóg jest blisko rodzącej kobiety, więc ona może wykorzystać ten czas, by modlić się za tych, którzy są w potrzebie. Za chore, bezpłodne kobiety. Czyli wykorzystuje swój ból do czegoś innego, przekracza go.


W judaizmie mówi się, że samo cierpienie nie jest wartością, ważne jest to, co można dzięki niemu zyskać, ku czemu nas prowadzi, czy możemy z niego wyciągnąć jakieś nauki.
Bóg bywa postrzegany jako położna – ta metafora przewija się i w Biblii, i w Talmudzie. Jest midrasz o tym, jak kobiety rodziły pod drzewami i jak Bóg im pomagał w czasie porodu. To jest ciekawe w kontekście odwiecznych dyskusji o tym, że Bóg jest mężczyzną i że trzeba zmienić ten sposób myślenia. Naprawdę nie znam nikogo, kto by myślał, że Bóg to jest dziadek z brodą, który siedzi na chmurce! Bóg w judaizmie jest postrzegany jako obecność kobieca i męska, nie ma płci. To, że można o Nim pomyśleć jako o położnej, o czymś świadczy. Często zwracamy się do Boga jako do Obecności Bożej, do Szechiny. To jest aspekt Boga, sposób myślenia o Nim jak o kobiecie.
Mnie osobiście podejmowane w bardzo liberalnym judaizmie próby zastępowania „He” przez „She” wydają się niepotrzebne, a nawet trochę śmieszą. Choć oczywiście innym wolno uznać je za uprawnione.

A feministyczne sedery?


Podobają mi się nowo wprowadzone elementy, na przykład to, że na pesachowym stole kładzie się pomarańczę, co ma symbolizować akceptację homoseksualistów i innych mniejszości w społeczności żydowskiej – na przykład kobiet-rabinek. Na stole ustawia się też kielich Miriam – napełniony wodą źródlaną, na pamiątkę roli, jaką Miriam, siostra Mojżesza, i inne kobiety odegrały w wyzwoleniu z niewoli egipskiej.

Zwróciło moją uwagę to, że idealnym kandydatem na męża był uczony w Piśmie – mężczyzna, który nie zarabiał, lecz studiował księgi. To kobiety często musiały zarabiać na utrzymanie domu.


Tak bywa i dzisiaj w rodzinach ultraortodoksyjnych Żydów. Z drugiej strony jednak kobieta żydowska miała więcej praw niż kobiety w innych społecznościach. Na przykład Glikl z Hameln, autorka unikalnych pamiętników żyjąca na przełomie XVII i XVIII wieku, mogła podróżować sama, prowadzić aktywne życie zawodowe na własną rękę. Takich kobiet było sporo. Mogły pracować. To było dobre i złe. Dobre, bo można się realizować na różne sposoby, ale i trudne – trzeba zająć się gromadką dzieci, gotować, sprzątać, zarabiać.

Czy rzeczywiście jest tak, że miłość fizyczna w tradycji żydowskiej jest bardzo ważna, dopełnia, uczłowiecza?


Jest bardzo istotna, ale tylko w określonym kontekście. Przede wszystkim każdy ortodoksyjny rabin powie, że nie można mówić o miłości fizycznej, lecz o współżyciu małżeńskim. Judaizm ortodoksyjny nie wypowiada się na temat miłości fizycznej w ogóle, ale w związku zawartym wedle prawa religijnego. I o tej miłości mówi śmiało i podkreśla jej doniosłość.
Współżycie małżonków jest ważne, zbliża ich także w sensie duchowym. W traktatach kabalistycznych mówi się, że mężczyzna i kobieta, dopiero gdy są złączeni, stanowią pełnię: duchową i fizyczną. Ale to złączenie ma się odbywać w wyznaczonych dniach cyklu, w określonych przez prawo religijne ramach, a nie wedle pragnienia małżonków. Z drugiej strony ważne jest, że na gruncie judaizmu udane pożycie seksualne jest prawem kobiety, a nie mężczyzny. Kobieta może się też rozwieść, jeśli mąż jest dla niej odrażający fizycznie albo źle ją traktuje w sensie seksualnym.
Szabat – a ściślej  noc z piątku na sobotę – to najwłaściwszy czas na zjednoczenie się małżonków. Bardziej metaforycznie: na czas szabatu otrzymuje się nową duszę – duszę, która umie się radować wypoczynkiem szabatowym, i właśnie ta dusza skłania do tego, żeby połączyć się tak, aby nastąpiła odnowa miłości małżeńskiej.

W „Mocą przepasały swe biodra”, wśród portretów kobiet żydowskich, przedstawia Pani między innymi historię pisarki Anzi Yezierskiej, a poprzez nią historię emigracji żydowskiej w Ameryce. Zwróciło moją uwagę coś, o czym pisał też Tony Kushner w „Aniołach w Ameryce” – ta niezwykła siła emigrantów, która wynikała z marzeń o lepszym świecie snutych przez pokolenia, czy może z czegoś innego.


Anzia Yezierska w  końcu zrozumiała, że to tradycja i dom, z którego tak bardzo chciała się wyrwać, dawały jej siłę. W Ameryce nigdy nie poczuła się dobrze, w kulturze amerykańskiej, do której tak aspirowała, zawsze czuła się trochę gorsza.

Cytuje Pani fragment jej książki: „Dlaczego dzieci się mnie wstydzą, skąd wzięły siłę, żeby się przebić w tym świecie? Z powietrza? (…) Dlaczego dzieci urodzone z amerykańskich matek nie napiszą takiej sztuki jak mój Benny?”.

Ta siła bierze się z konieczności adaptacji, z bogactwa kultur nałożonych na siebie, które razem tworzą nową jakość. Teraz zajmuję się tłumaczeniem wierszy żydowskich poetek z jidysz na polski. Jest rzeczą ciekawą, że one wszystkie znają po kilka języków, przemierzyły po kilka krajów, a zarazem mają mocny żydowski background, który – wraz ze splotem kultur, przez które one przeszły, coś zabierając, coś odrzucając – jest ich niepowtarzalnym wyposażeniem.

W eseju Ewy Kuryluk czytałam anegdotę o tym, jak jeden żydowski emigrant mówi do drugiego, że jedzie do Urugwaju. „Tak daleko?” – pyta drugi. „Daleko skąd?” – odpowiada pierwszy.

Daleko od korzeni. Wielu moich znajomych z emigracji ’68 mówi, że gdy raz wyrwie się korzenie, to już się ich nie zapuści. W innych kulturach jest się trochę gościem. Trzeba wobec tego mieć coś, co się ze sobą zabiera – może rzeczywiście Żydzi są do tego nawykli?
Jest taki fenomen jak Księgi Pamięci – o prawie każdej miejscowości w Polsce zapisano księgi w jidysz, hebrajskim, angielskim. Opublikowali je ludzie, którzy mieli tutaj przodków, albo sami jeszcze pamiętają lata przed Zagładą. Są to wspomnienia o życiu Żydów w tych miasteczkach, odtworzone z niesłychaną precyzją, z poczuciem, że tu była mała ojczyzna. Tu nie chodzi wcale o ukazanie sielskiego obrazka bratania się dwóch nacji żyjących obok siebie. Księgi pokazują, że Żydzi mieli tu swój świat, swoje miejsce. A w nim całe mnóstwo instytucji żydowskich – bibliotek, teatrów amatorskich, chórów, partii politycznych, wiernych tego czy tamtego cadyka. Autorzy tych ksiąg utrwalają to, co w nich siedziało, tak jak w Anzi Yezierskiej tkwił Płock czy Mława.

Wspomniałam „Anioły w Ameryce”. Zastanawiam się, czy Ethel Rosenberg mogłaby być jedną z Pani bohaterek, w poczcie dzielnych kobiet żydowskich?

Trochę tak, a trochę nie. Jest książka Doctorowa o małżeństwie Rosenbergów – „Księga Daniela”. Gdy ją przeczytałam, pomyślałam, że Ethel mieści się w linii rewolucjonistek (jak Fanny Kapłan, która strzelała do Lenina), w linii żydowskich kobiet o lewicowych poglądach, walczących o słuszną Sprawę. Niestety, kierowane ideologią, szły czasem za daleko. Ślepa służba w imię ideałów, choćby najszlachetniejszych, to coś, z czym nie mogę się pogodzić. Dla mnie najbardziej przerażające w historii małżeństwa Rosenbergów było to, że oni – wiedząc, na jakie ryzyko się wystawiają – nie myśleli o tym, co stanie się z dziećmi, gdy je osierocą. Pamiętam, jak ich stracono na krześle elektrycznym, to była wielka trauma mojego dzieciństwa – synowie Rosenbergów musieli być niewiele starsi ode mnie.

Od zdania o tym „lecie, kiedy stracono Rosenbergów” zaczyna się „Szklany klosz” Sylwii Plath.

Czytałam tę książką w kółko, razem z jej listami do matki i dziennikiem, bo nie mogłam znaleźć tego pęknięcia – jak to się dzieje, że świetnie funkcjonująca, utalentowana, piękna dziewczyna z dnia na dzień osuwa się w szaleństwo. Wszystko szło wspaniale i z dnia na dzień pęknięcie – samobójstwo. Co się stało? Podobnie prześladowała mnie historia Edith Stein: u niej z kolei nie mogłam znaleźć tego pęknięcia, gdy z niewierzącej Żydówki stała się katoliczką. Jak to się odbywa? Jak przebiega proces decyzyjny prowadzący do tak radykalnych zmian?

Myślała Pani o drugim tomie portretów kobiet żydowskich? O nowych bohaterkach?

Chciałabym napisać o kobietach mniej znanych, często bezimiennych: o żonie Lota, żonie Hioba. Stale wracam do Rut i Noemi. A także do Sary, która urodziła dziecko, kiedy była już stara – Bóg uznał, że ma przed sobą jeszcze drogę, że drzemie w niej jakiś potencjał. A więc chcę napisać o tym, że można się rozwijać, nawet gdy się jest starą kobietą.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.

Bella Szwarcman-Czarnota – Filozofka, pisarka, publicystka, tłumaczka. Wieloletnia redaktorka Państwowego Wydawnictwa Naukowego w redakcji filozofii, sekretarz redakcji „Biuletynu ŻIH”, obecnie – i od początku istnienia pisma – redaktorka i felietonistka miesięcznika „Midrasz”. Tłumaczy z języka francuskiego, rosyjskiego i jidysz. Autorka książek „Mocą przepasały swe biodra. Portrety kobiet żydowskich” (2006) oraz „Znalazłam wczorajszy dzień. Moja osobista tradycja żydowska” (2009), współautorka materiałów pomocniczych dla nauczycieli programu „Przywróćmy Pamięć” realizowanego przez Fundację Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego


AGNIESZKA DROTKIEWICZ – Ukończyła stosunki międzykulturowe oraz kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka powieści „Paris London Dachau”, „Dla mnie to samo”, „Teraz” i „Nieszpory”, a także dramatu „Daleko od Wichrowych Wzgórz”. Opublikowała też cztery zbiory rozmów – dwa wspólnie z Anną Dziewit („Głośniej! Rozmowy z pisarkami” oraz „Teoria trutnia i inne”), a sama – zbiór rozmów „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” i „Piano rysuje sufit”. Przeprowadziła wywiad-rzekę z Dorotą Masłowską pod tytułem „Dusza światowa”. Prowadzi cykl „Lesen znaczy czytać” razem z Instytutem Goethego w Barze Prasowym. https://www.facebook.com/agnieszkadrotkiewcz

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netflix Film ‘You People’ Accused of ‘Erasing the Jewish Perspective’ in Its ‘Disappointing’ Portrayal of Jews

Netflix Film ‘You People’ Accused of ‘Erasing the Jewish Perspective’ in Its ‘Disappointing’ Portrayal of Jews

Shiryn Ghermezian


Jonah Hill and Lauren London in You People. Photo: YouTube screenshot.

The new film You People that debuted on Netflix last week is being accused of perpetuating anti-Jewish stereotypes and conspiracy theories as well as antisemitism in its portrayal of the Jewish community.

In the Kenya Barris–directed movie, released on International Holocaust Remembrance Day, Jewish actor Jonah Hill stars as Ezra Cohen, a Jewish man who gets in a romantic relationship with Amira Mohammed, a Black Muslim woman played by actress Lauren London, whose father is Jewish. They decide to get married but their relationship is put to the test because of their families contrasting cultures and the many stereotypical opinions they have about each other.

The film was also co-written and co-produced by Hill. It stars Eddie Murphy and Nia Long as Black Muslim parents, and Julia Louis-Dreyfus and David Duchovny as Hill’s Jewish parents.

“In You People, the ‘Jew’ is presented as ‘rich’ & ‘white,’ erasing the experiences of Black, Asian, Persian, Mizrahi, Sephardic, and the millions of Jews who are not remotely ‘rich.’ Its lame stereotypes about Jews will fuel #antisemitism,” Daniel Koren, executive director of Hasbara Canada, wrote on Twitter. 

British comedian David Baddiel, who is the author of Jews Don’t Counttweeted last week that You People is a “Jews Don’t Count fest.” He said, “The Jewish family are positioned as white, privileged and racist. The Black family just have a stern dad. At the end there’s much Jewish apologizing for racism. None for antisemitism. That word never appears.”

In one scene in the film, Murphy’s Muslim character says, “I don’t turn in the news everyday and see people in yarmulkes getting shot by police because they was out minding their business.” David Bashevkin, the director of education for the Jewish youth group NCSY, said that is completely false and “very disappointing” to see in the movie.

He tweeted: “People in Yarmulkes who are minding their business are constantly targeted w violence. Maybe not by police. But they are targeted … the scene’s dialogue framed Jewish targeted oppression as something of the past while only Black oppression is ongoing. And the movie never corrects that premise.”

The film’s Muslim family are also devotees of Nation of Islam leader and notorious antisemite Louis Farrakhan, who has a history of making derogatory comments about Jews and questioning the Holocaust. Other issues that Jewish supporters on social media have had with the film is its suggestion that Jews majorly profited from slavery in the US and its Holocaust jokes. When Hill’s Jewish character buys his fiancee a ring with a small diamond, he decides to tell her it once belonged to his grandmother and is from the Holocaust, so she will not question its size.

Allison Josephs,  the founder and executive director of the non-profit Jew in the City, talked on NewsNation on Thursday about the film’s “problematic” depiction of Jews and how “the premise of the movie is that everybody loves Black culture … and everyone in the film hates Jewish culture.” She specifically addressed the movie’s opening scene — Yom Kippur prayer services attended by Hill and his family — where “everybody is a pervert, and super off and weird,” she said.

“You see rich Jews, Jews guilting people, and that’s just kind of the cheap shots,” she added.

“Where it gets dangerous is when Farrakhan-esque tropes and conspiracy theories get added in. Like Jews profited off the slave trade in some sort of outnumbered way. [Or] this accusation that Jews were professionals all the way back … No, Jews came here running from Nazis, running from being exiled in the Middle East, penniless, facing every type of persecution. There was segregation in this country. My father went to a pool that said no Blacks, no dogs, no Jews allowed.”

She accused the film of “completely erasing” Jewish history and the “Jewish perspective.” She said that because it was co-created by Hill, who is Jewish himself, people might believe that gives the film some leeway to make jokes about Jews.

However, she explained: “The Nazis used propaganda to shift people’s perspective about the Jewish community and things that start off as funny jokes and ‘haha, can’t you just take a joke and have humor’ — when you slip conspiracy theories; when you erase a person’s identity; when there’s persecution in the past and present, and you replace that with whiteness and privilege and wealth when the story is so much more complicated, people have no idea what we’re facing right now.”

Watch the trailer for You People below. Note: the video includes profanities


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com