Archives

Wzbogacimy uran tak jak uznamy za stosowne dla naszej energii i nauki;

Wzbogacimy uran tak jak uznamy za stosowne dla naszej energii i nauki;

MEMRI


Wysoki rangą irański ajatollah, Movahedi-Kermani: Wzbogacimy uran tak jak uznamy za stosowne dla naszej energii i nauki; nie chcemy bomb atomowych, możemy po prostu uderzyć w te, które są w reaktorze Dimona w Izraelu; jeśli zostaniemy zaatakowani, Zatoka Perska zabarwi się na czerwono.

Irański ajatollah Mohammad Ali Movahedi-Kermani, członek Zgromadzenia Ekspertów i Rady Celowości Iranu, powiedział 5 lipca 2019 r. podczas kazania w Teheranie, które nadał Kanał1 TV (Iran), że zaczynając od 7 lipca Iran będzie wzbogacał uran w każdej postaci, do każdego poziomu i ilości, jakie są „niezbędne”. Powiedział, że wzbogacanie uranu przez Iran jest wyłącznie na potrzeby energetyczne i badań naukowych, i nie są do budowania broni atomowej, ponieważ „Iran nie uważa bomb atomowych za legalne i nie potrzebuje ich”. Ajatollah Movahedi wyjaśnił, że jeśli Iran chce zaatakować kraj taki jak Izrael z powodu „zbrodni” Ameryki, może po prostu wystrzelić pocisku na reaktor nuklearny Izraela w Dimonie i „wymazać [Izrael] dziesiątki razy” 200 bombami nuklearnymi, jakie ma w posiadaniu. Ostrzegł Amerykę: „Musicie pamiętać, że żyjecie w szklanym domu i musicie być ostrożni, żeby nie rzucać [kamieni] na waszych sąsiadów”. Groził także, że wody Zatoki Perskiej zabarwią się na czerwono, jeśli Iran zostanie zaatakowany. Publiczność skandowała: „Allah Akbar! Chamenei jest Przywódcą! Śmierć tym, którzy sprzeciwiają się Rządom Prawoznawcy! Śmierć Ameryce! Śmierć Anglii! Śmierć Izraelowi!”

„Wystarczy uderzyć nuklearny reaktor Izraela w Dimonie pociskami… Izrael będzie wymazany dziesiątki razy przez 200 bomb nuklearnych, jakie ma w posiadaniu”

Mohammad Ali Movahedi-Kermani: Iran będzie kontynuował wzbogacanie uranu w celu dostarczania energii elektrycznej i dla pewnych celów naukowych. To wzbogacanie nie ma na celu zbudowania bomby atomowej, ponieważ Iran nie uważa bomb atomowych za legalne, ani ich nie potrzebuje. Jeśli [Iran] chce zaatakować kraj taki jak Izrael z powodu zbrodni Ameryki, wystarczy uderzyć nuklearny reaktor Izraela w Dimonie pociskami. W takiej sytuacji Izrael będzie wymazany dziesiątki razy przez 200 bomb nuklearnych, jakie ma w posiadaniu.

..Ty [Ameryko] musisz pamiętać, że żyjesz w szklanym domu i musisz uważać, żeby nie rzucać [kamieniami] w twoich sąsiadów. Bądź ostrożna. Zaczynając od 7 lipca będziemy wzbogacać uran – w każdej postaci, [na każdym] poziomie lub ilości, jakie są niezbędne.

„Jeśli chcecie, by wody Zatoki Perskiej zmieniły się z niebieskich w czerwone, myślcie o atakowaniu [nas]”

Publiczność: Allah Akbar! Allah Akbar! Allah Akbar! Chamenei jest przywódcą! Śmierć tym, którzy sprzeciwiają się Rządom Prawoznawcy! Śmierć Ameryce! Śmierć Anglii! Śmierć hipokrytom i niewiernym! Śmierć Izraelowi!

Mohammad Ali Movahedi-Kermani: Jeśli chcecie, by wody Zatoki Perskiej zmieniły się z niebieskich w czerwone, myślcie o atakowaniu [nas].


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israelis spearhead early detection of Parkinson’s disease

Israelis spearhead early detection of Parkinson’s disease

ISRAEL21c Staff


New method tracks early stages of protein aggregation known to be involved in the development of the neurodegenerative disease.

Prof. Uri Ashery, left, and Dr. Dana Bar-On of Tel Aviv University. Photo: courtesy

An Israeli-British-German study published  in Acta Neuropathologica reveals a novel method for detecting the aggregation of the protein alpha-synuclein, a hallmark of Parkinson’s disease.

Earlier detection could enable more effective treatment for the incurable, progressive neurodegenerative disease affecting the speech, posture, gait, digestion, sleep, impulse control and cognition of an estimated one million Americans and 10 million people worldwide.

By the time a patient is diagnosed with Parkinson’s disease, up to 80 percent of the dopaminergic cells in the substania nigra part of the brain are already dead, possibly due to toxicity resulting from alpha-synuclein aggregation.

“We have developed a new method for tracking early stages of aggregation of alpha-synuclein using super-resolution microscopy and advanced analysis,” announced Tel Aviv University Prof. Uri Ashery, co-author of the study and head of TAU’s Sagol School of Neuroscience and Wise Faculty of Life Sciences.

“Together with our collaborators at Cambridge University, who developed a special mouse model for Parkinson’s disease, we were able to detect different stages of the aggregation of this protein. We correlated the aggregation with the deteriorating loss of neuronal activity and deficits in the behavior of the mice,” Ashery explained.

“This is a significant step forward in the world of Parkinson’s research,” he said.

Monitoring treatment effects

Co-author Dana Bar-On of the Sagol School of Neuroscience said the new early-detection method also can be used to monitor the effects of drugs on alpha-synuclein aggregation.

Researchers from TAU and from the Max Planck Institute in Gottingen and Ludwig-Maximilians-Universität München were able to illustrate the effect of a specific drug, anle138b, on this protein aggregation and correlated these results with the normalization of the Parkinson’s phenotype in the mice.

“We hope that this research can be implemented for use in the early diagnosis of Parkinson’s in patients,” said Bar-On. “We’re currently working to implement the methods in a minimally invasive manner with Parkinson’s patients.”

The scientists are planning to expand their research to family members of Parkinson’s disease patients.

“By detecting aggregates using minimally invasive methods in relatives of Parkinson’s disease patients, we can provide early detection and intervention and the opportunity to track and treat the disease before symptoms are even detected,” Ashery said.

Ashery has led several other ground-breaking studies on neurological diseases. In 2013, ISRAEL21c reported on his team’s identification of microRNAs  that detrimentally regulate protein levels in the brains of mice with Alzheimer’s disease.

In 2017, we reported on Ashery’s study showing that hyperbaric oxygen treatments may ameliorate symptoms experienced by people with Alzheimer’s disease.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Żydowska rewolucja. Recenzja książki „Dzieci modernizmu” Kamila Kijka

Żydowska rewolucja. Recenzja książki „Dzieci modernizmu” Kamila Kijka

Iza Mrzygłód


Wbrew popularnym mitom II Rzeczpospolita była krajem zawieszonym między modernizacją a głębokim zacofaniem. Kamil Kijek pokazuje, jak z otaczającą rzeczywistością i wyzwaniami nowoczesności radzili sobie młodzi polscy Żydzi.
W głośnym eseju z 1989 r. Modris Eksteins pisał, że „modernizm [jest uważany] za podstawowy bodziec naszych czasów” [1] i w błyskotliwy sposób ukazywał, jak modernistyczna i awangardowa wyobraźnia splotła się na początku XX w. z pojęciem czynu i posłużyła do interpretowania zjawisk społecznych i politycznych w odniesieniu do nowych wartości duchowych. Zaowocowało to narodzinami radykalizmów, dążących do gruntownej zmiany istniejącego porządku. Radykalizmy te miały różne oblicza – komunizmu, faszyzmu, anarchizmu, żeby wspomnieć te najbardziej spektakularne. Sam Eksteins skoncentrował się na przypadku Niemiec i narodzinach nazizmu. Jednak duch radykalnego modernizmu przenikał niemal wszystkie sfery życia i ruchy polityczne, skazując w międzywojniu na pogrzebanie dziewiętnastowieczny liberalizm, demokrację i kulturę mieszczańską.

Tropem modernistycznego radykalizmu podąża Kamil Kijek w książce „Dzieci modernizmu”, w której analizuje 100 relacji autobiograficznych młodzieży żydowskiej nadesłanych w latach trzydziestych na konkursy Żydowskiego Instytutu Naukowego (JIWO) w Wilnie. Na tej podstawie bada postawy i świadomość młodego pokolenia Żydów, ich codzienne doświadczenia i zaangażowanie polityczne. Warto podkreślić, że to, co polityczne w książce Kijka, nie ogranicza się tylko do sfery publicznej, a obejmuje również „prywatne”, co częściowo wynika z charakteru źródeł, a częściowo – z przyjętej tezy, że polityka stanowi klucz do biografii ostatniego przedwojennego pokolenia.

Radykalny modernizm traktuje on jako mannheimowską „ideologię totalną”, czyli pewien rodzaj kolektywnie wytworzonej wiedzy, której nie do końca świadomi są aktorzy historycznych wydarzeń [2]. Kamil Kijek nie interesuje się więc kulturą wysoką i wyobraźnią estetyczną jak Eksteins, ale podobnie jak on zwraca uwagę na pewną skłonność do interpretowania rzeczywistości według określonego klucza. W ten sposób szerszą refleksję nad kulturą polityczną łączy z perspektywą mikrosocjologiczną, a rozważania nad Zeitgeistem epoki, wspólnym dla doświadczeń różnych europejskich społeczeństw i nowoczesnych ruchów politycznych, wprowadza do badań nad rzeczywistością Polski międzywojennej. Takich ujęć, które próbowałyby wpisać dzieje II Rzeczpospolitej w szersze zjawiska kulturowe i umieścić w kontekście permanentnego kryzysu politycznego i społecznego Europy z lat 1914–45, ciągle jest w Polsce niewiele.

Radykałowie, łączcie się!

Modernistyczny radykalizm to koncept bardzo poręczny, pozwalający wyjaśnić, w jaki sposób codzienne doświadczenia żydowskiej młodzieży z różnych środowisk, zarówno tych akulturowanych czy zasymilowanych, jak i religijnych, powodują, że przyjmują oni podobną, często radykalną postawę wobec rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z córką pobożnego stolarza ze sztetla na Nowogródczyźnie, akulturowanym studentem prawa ze Lwowa czy dzieckiem działacza syjonistycznego, u wszystkich widoczne są zbliżone sposoby interpretowania otaczającego świata i kwestionowania istniejącego porządku społecznego i politycznego. W oczach przedstawicieli młodego pokolenia teza mówiąca o tym, że ludzkość się degeneruje, a świat żydowski przeżywa kryzys, który niechybnie doprowadzi do katastrofy, niesprawiedliwość i gnuśność systemu kapitalistycznego są oczywistością, a jedynym sposobem dokonania zmian jest radykalne cięcie w postaci rewolucji bądź wyjazdu do Palestyny i budowania tam całkiem nowego państwa.

Co więcej, ten sposób myślenia jest wspólny reprezentantom różnych opcji politycznych – syjonistom wszelakich maści, bundowcom i komunistom. Pozwala młodym radykałom na zmienianie barw politycznych i wędrowanie od syjonistycznego prawicowego Bejtaru do socjalistycznego Cukunftu lub komunistycznego Pioniera, a z religijnego Ceirej Agudat Izrael do skrajnie lewicowego syjonistycznego Ha-Szomer ha-Cair. Zresztą podobne interpretacje dotyczące kryzysu cywilizacji i załamania porządku ekonomiczno-społecznego łatwo również odnaleźć wśród polskiej radykalizującej się młodzieży, co potwierdza uniwersalność tych postaw. Nadzieje i rozczarowania młodych w latach 30. dobrze odzwierciedlają słowa Karla Mannheima: „Wszyscy dzielimy ten sam los, wszyscy nosimy w sobie więcej miłości, a przede wszystkim tęsknoty, niż współczesne społeczeństwo jest w stanie zaspokoić. Dojrzeliśmy wszyscy do czegoś, a jednak nie ma ani żniw, ani owoców do zebrania.” [3]

Polsko-żydowskie tożsamości

Kijek z godnym podziwu rozmachem odmalowuje krajobrazy światów żydowskich funkcjonujących w Polsce międzywojennej i umiejętnie wprowadza czytelnika w niuanse kolejnych środowisk religijnych i politycznych oraz w różnorodność współistniejących lub nawet konkurujących ze sobą kultur żydowskich. Poznajemy nie tylko polityczne ścieżki młodych Żydów, lecz także zgłębiamy spór między hebraistami a jidyszystami, odkrywamy lęki przed asymilacją i wynarodowieniem oraz kontrowersje wokół zjawiska akulturacji. Otrzymujemy szeroką panoramę szkół żydowskich, od tradycyjnych jesziw, poprzez placówki zakładane przez ortodoksyjną Agudę Izrael, aż po postępową i ateistyczną sieć szkół CISZO, które miały przygotowywać młodzież do konfrontacji z wyzwaniami nowoczesnego świata. Kamil Kijek prowadzi czytelnika także przez meandry żydowskiej polityki, ukazując mnogość ruchów politycznych i powiązanych z nimi strukturalnie bądź ideowo organizacji młodzieżowych.

To erudycyjne podejście niewątpliwie stanowi duży walor książki. Rozdziały o nauce młodzieży żydowskiej w szkołach państwowych i w ramach prywatnego szkolnictwa żydowskiego oraz o wzorach udziału w kulturze dobrze się czyta, a znawstwo autora czuć na każdym kroku. Jak wskazuje Kijek, są to zagadnienia kluczowe dla zrozumienia procesu socjalizacji politycznej młodzieży żydowskiej i jej radykalizacji. Powstanie nowoczesnego polskiego państwa narodowego stawiało przed społecznością żydowską na ziemiach polskich nowe wyzwania. Objęcie młodzieży edukacją szkolną oraz rozległe kontakty z polską kulturą, zarówno wysoką, jak i popularną, sprzyjały procesom akulturacyjnym, nawet w tych środowiskach, które starały się ograniczyć wpływy zewnętrzne na młodzież i uchronić ją przed zagrożeniami nowoczesności. Polski kanon literacki i kody kulturowe stawały się, czasami w sposób nieuświadomiony, częścią kulturowej tożsamości młodych Żydów, niezależnie od tego, jak interpretowali oni swoją przynależność narodową. Autorzy wielu biografii myśleli polskimi romantykami, a ich ulubioną lekturą była Sienkiewiczowska „Trylogia”. Polska szkoła często rozbudzała w nich wiarę w to, że mogą być pełnoprawnymi obywatelami młodego państwa. Zderzenie ze społeczeństwem i warunkami ekonomicznymi w większości rozwiewało te marzenia, a poczucie zawodu i odrzucenia sprzyjało radykalizacji postaw.

Tu dochodzimy do problemu antysemityzmu i wykluczenia, który Kijek opisuje również jako powszednie doświadczenie młodzieży i ważny element jej socjalizacji. Przytaczane relacje porażają skalą przemocy symbolicznej i tej najbardziej realnej – fizycznej, oraz jej brutalnością. Dyskryminujące postawy nauczycieli, szkolne bójki, akty przemocy na ulicach i uniwersytetach powtarzają się w autobiografiach jak refren. Antysemickie ataki najboleśniej odczuwane były przez młodzież wywodzącą się z rodzin zasymilowanych i najsilniej związanych z polskością, którą odrzucenie przez polskie otoczenie spychało w pustkę. Wówczas polityczne organizacje młodzieżowe stanowić mogły punkt zaczepienia, ratując poobijaną tożsamość i nadając sens życiu.

Jednocześnie autor nie feruje łatwych wyroków i w sposób niezwykle zniuansowany ukazuje uprzedzenia funkcjonujące po polskiej i żydowskiej stronie. Wskazuje przy tym na ambiwalencje zarówno państwowej polityki integracyjnej, jak i żydowskiego dyskursu narodowego. Ani polscy politycy, ani żydowscy działacze nie mieli dobrego pomysłu na ułożenie wzajemnych stosunków, a w odniesieniu do dorastającego w niepodległym państwie pokolenia młodych Żydów okazywali się szczególnie bezradni. Przy czym podkreślić należy, że to na przedstawicielach polskiego rządu leżała główna odpowiedzialność wypracowania polityki względem mniejszości narodowych.

Ojczyzna ułomna

Po przeczytaniu książki Kamila Kijka czytelnik może mieć poczucie, że spojrzał na II RP z nowej perspektywy, a narracja, którą mu zaoferowano, dobrze oddaje bogactwo międzywojennych żydowskich kultur. Do tej beczki recenzyjnego miodu należy jednak dodać łyżkę dziegciu. W kilku miejscach książka sprawia bowiem wrażenie, jakby zabrakło jej ręki redaktora. Skrupulatne wskazywanie odmienności pomiędzy poszczególnymi biografiami i mnożenie przykładów wprowadza do narracji chaos i utrudnia płynną lekturę. Rażą powtarzające się kilkakrotnie podobne wnioski i stwierdzenia oraz wprowadzane niekiedy zbyt późno do głównej narracji objaśnienia kluczowych terminów, takich jak totalizm, autorytaryzm czy nawet sam modernizm. Ponadto przydałby się rozdział, który mozaikę żydowskich partii pokazywałby z pewnego oddalenia i rozległą, pojawiającą się w różnych miejscach wiedzę autora na ten temat zgrabnie systematyzował, na wzór rozdziału poświęconego różnym rodzajom szkół. Pozwoliłoby to czytelnikowi na powrót się odnaleźć, gdy po długiej lekturze różnica między licznymi odłamami ruchu syjonistycznego wprowadzi go w konsternację.

Pomimo jej erudycji, w książce Kijka zabrakło też kilku ważnych problemów. Szkoda, że właściwie niczego nie dowiadujemy się z niej na temat tego, jak radykalizm żydowskiej młodzieży oddziaływał poza społecznością żydowską. Jakie wzbudzał echa wśród radykalnych ruchów polskich czy ukraińskich? Czy wchodził z nimi w starcia bądź sojusze? Które elementy radykalnego habitusu były wspólne także dla polskiej młodzieży? Jak był postrzegany przez władze państwowe i jakie były na niego reakcje? Polaryzacja polskiej sceny politycznej w latach 30. skwitowana jest w zasadzie w jednym akapicie. Czy jej ewolucja i postępująca radykalizacja miała tak ograniczone oddziaływanie na żydowskie ruchy polityczne?

Kamil Kijek zaskakująco mało miejsca poświęca również przemocy jako narzędziu ówczesnej polityki. Podobnie niewiele dowiadujemy się o treści i funkcjonowaniu totalitarnych czy radykalnych ideologii wyznawanych przez opisywanie środowiska oraz o ich potencjale mobilizacyjnym. Oczywiście, można powiedzieć, że „Dzieci modernizmu” koncentrują się na metaideologii, jaką jest radykalny modernizm, a nie na założeniach komunizmu czy syjonizmu jako takiego. Ciekawie jednak byłoby głębiej przeanalizować, w których punktach praktyka i świadomość polityczna wchodzą w zwarcie z oficjalnymi enuncjacjami i programami partyjnymi.

Dla przeciętnego odbiorcy ważniejsza od intelektualnych konstrukcji może być jednak płynąca z tej książki refleksja nad kondycją II Rzeczpospolitej, hołubionej obecnie ze wszystkich stron jako czas postępu i pełnej niezależności. Wbrew popkulturowym wyobrażeniom o przedwojennym „świecie Ordonki” z książki wyzierają wygórowane ambicje i niedostatki II Rzeczpospolitej, która dokonując modernizacyjnego skoku, rozbudzała aspiracje, którym nie była w stanie sprostać. I tyczyło się to w równym stopniu pokolenia młodzieży żydowskiej, co młodego pokolenia polskich czy białoruskich chłopów. A deklarując politykę integracyjną, grzęzła w założeniach polityki stricte narodowej. W tym kontekście połyskujące jubileuszowym blaskiem hasło Niepodległości i postępującej krok za nim emancypacji wydaje się dosyć ograniczone.


Przypisy:

[1] Modris Eksteins, „Święto Wiosny. Wielka Wojna i narodziny nowego wieku”, s. 13.
[2] Karl Mannheim, Ideologia i utopia, przeł. Jan Miziński, wyd. Alatheia, Warszawa 2008.
[3] Cytat za: Jan-Werner Müller, „Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie”, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 70.


Książka:

Kamil Kijek, „Dzieci modernizmu. Świadomość, kultura i socjalizacja polityczna młodzieży żydowskiej w II Rzeczpospolitej”, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2017.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bob Dylan’s 10 Most Jewish Songs

Bob Dylan’s 10 Most Jewish Songs

Seth Rogovoy


While Bob Dylan has, throughout his life and career, engaged in all sorts of mythologizing and playful biographical falsification, it has never been in the service of denying his heritage.

This son of a middle-class appliance salesman from the Upper Midwest, who grew up with a Yiddish-speaking grandmother down the hallway in an extended Jewish family that was at the nexus of Jewish life in Hibbing, Minn. — mom was president of the local Hadassah, and dad was president of B’nai B’rith — wound up making several trips to Israel in the late-1960s and ’70s (during one visit, he even began the application process for moving his family to a kibbutz). He sent his children to the same Jewish summer camp in Wisconsin that he attended for four or five summers as a teenager.

By the time he arrived in New York City’s Greenwich Village 51 years ago, he intended to make a name for himself on the folk scene — and that name was Dylan, not Zimmerman (the name is German and not Jewish, anyway, although his forebears were from Russia), and Bob fashioned himself a latter-day Woody Guthrie (as it turns out, Guthrie himself had a whole secret Jewish side to his work, born of his close relationship with his mother-in-law, Yiddish poet Aliza Greenblatt).

So while Dylan didn’t exactly grow up to be Shlomo Carlebach, the happy, guitar-strumming Hasid, he never strayed too far from his roots, nor did he deny them. One of his earliest original numbers, in fact, was a parody of “Hava Nagilah,” then and now (thank you, Olympic gymnast Aly Raisman) probably the best-known Jewish song in the world. Throughout his career, his songs have been peppered with biblical allusions and paraphrases and informed by Jewish themes and concepts. How much of this is the result of a conscious effort on Dylan’s part to address these issues, and how much is simply the result of magpie tendencies that see him draw variously from Shakespeare, French symbolism, movie dialogue, blues clichés and even obscure Japanese yakuza novels? Well, only Dylan can answer that — and even then, probably not.

Still, based on the evidence of the songs themselves, Dylan was actually paying attention in the Hebrew classes leading up to his bar mitzvah, and also in his adult life, which has at times reportedly included private studies with various rabbis, often from the Chabad movement. A cursory review of songs from the past 50 years turns up many tunes that are inflected with varying degrees of Yiddishkeit.

“Talkin’ Hava Nagilah Blues” Fresh off the boat (okay, the car) from Minnesota, the 20-year-old Dylan made this novelty in which he struggles to pronounce the words before letting loose with a yodel, a staple of his Greenwich Village folk-club gigs.


Bob Dylan accompanies son-in-law Peter Himmelman and Harry Dean Stanton in this unorthodox rendition of “Hava Nagila.” for a telethon.Check out the rabbi who tells Harry Dean he should be the cantor in his synagogue! A classic.

25th Anniversary of Chabad, a Lubavitch organization.
Los Angeles, California
September 24, 1989

 

“With God on Our Side” Years before “Schindler’s List,” Dylan takes to task “the Germans” for having “murdered 6 million… in the ovens they fried” in this 1963 protest song.


Live BBC performance by Bob Dylan on the ‘Tonight’ evening current affairs show, performing the protest song ‘With God on Our Side’. Must be one of the only BBC performances he made except for the ”Madhouse on Castle Street” programme in 1962 (sadly missing from the archives).

ALL copyright to the BBC and respective owners, 1964.

“New Morning” Nu, morning?

“All Along the Watchtower” The 1967 song, which continues to be a cornerstone of Dylan’s live performances to this day, may be best known in its Jimi Hendrix version, but its narrative and imagery are basically a rearrangement of material cribbed from Isaiah 21.

“Forever Young” Dylan poetically rewrites a father’s blessing over his children at the Sabbath table, invoking the story of Jacob (“May you build a ladder to the stars /And climb on every rung”) to connect it to his own youngest son, who would grow up to be a rock star, outselling even his father.


From Last Waltz!

“Highway 61 Revisited” A midrashic retelling of the sacrifice of Isaac (“Oh, God said to Abraham, ‘Kill me a son!’ / Abe says, ‘Man, you must be puttin’ me on”) by the son of Abe Zimmerman, who was born just a few miles from U.S. Highway 61.

“Gotta Serve Somebody” The Grammy Award-winning centerpiece of, and hit single from, his first so-called born again album could easily be seen as a tribute to Jewish mothers everywhere. (It also alludes to Joshua 24:14-15.)

“Neighborhood Bully” Dylan warms the cockles of the most rabid, right-wing Zionist, positing Jewish history and the State of Israel like some rock ’n’ roll Vladimir Jabotinsky.

“Everything Is Broken” Swamp-rock meets Lurianic Kabbalah.

“Blowin’ in the Wind” Perhaps his best-known anthem, the song that made him a household name, it is a litany of unanswered, unanswerable questions. What could be more Jewish?


Blowin’ In The Wind / Bob Dylan

 


Seth Rogovoy is the author of “Bob Dylan: Prophet, Mystic, Poet” (Scribner, 2009).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Zatajany los palestyńskich chrześcijan

Zatajany los palestyńskich chrześcijan

Raymond Ibrahim
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Chrześcijaństwo zbliża się do zniknięcia w miejscu swojego narodzenia, włącznie z Betlejem (na zdjęciu). Według prawnika i uczonego Justusa Reid Weinera: “Systematyczne prześladowanie chrześcijańskich Arabów, żyjących na obszarach palestyńskich, spotyka się z niemal całkowitym milczeniem społeczności międzynarodowej, aktywistów praw człowieka, mediów i NGO… W społeczeństwie, a którym arabscy chrześcijanie nie mają głosu i nie mają żadnej ochrony, nie jest zaskakujące, że opuszczają je”. (Zdjęcie: Daniel Case/Wikimedia Commons)

W czasach, kiedy chrześcijanie w całym świecie muzułmańskim cierpią z powodu prześladowań, rzadko słyszy się o losie palestyńskich chrześcijan.

Open Doors, grupa praw człowieka, która monitoruje prześladowania chrześcijan, pisze, że palestyńscy chrześcijanie doznają “wysokiego” poziomu prześladowań, którego źródłem jest “islamski ucisk”:

“Ci jednak, którzy nawrócili się z islamu na chrześcijaństwo, spotykają się z najgorszymi prześladowaniami i trudno im bezpiecznie przychodzić do istniejących kościołów. Na Zachodnim Brzegu otrzymują groźby i są pod wielką presją, w Gazie sytuacja jest tak niebezpieczna, że praktykują swoją chrześcijańską wiarę w najściślejszej tajemnicy… Wpływy radykalnej ideologii islamskiej rosną i historyczne kościoły muszą zachowywać się dyplomatycznie w stosunku do muzułmanów”.

Choć raporty o prześladowaniach chrześcijan regularnie pojawiają się z innych regionów o muzułmańskiej większości na całym świecie – z Pakistanu, z Egiptu i Nigerii, na przykład – niewiele mówi się o chrześcijanach żyjących pod rządami Autonomii Palestyńskiej.

Dlaczego? Bo doświadczają mniej prześladowań niż ich współwyznawcy w świecie muzułmańskim? Czy też z powodu ich wyjątkowej sytuacji – życia na arenie, o którą toczy się ostra walka i gdzie jest wiele kłótni politycznych i medialnych?

Prześladowania chrześcijan w Autonomii Palestyńskiej“, nowy raport dra Edy Cohena opublikowany przez Begin-Sadat Center for Strategic Studies 27 maja w znacznej mierze odpowiada na te pytania.

Po pierwsze, dokumentuje trzy niedawne wydarzenia z prześladowania chrześcijan, z których żadne nie figurowało w informacjach tak zwanych “mediów głównego nurtu”:

“25 kwietnia przerażeni mieszkańcy chrześcijańskiej wsi Dżifna w pobliżu Ramallah … zostali zaatakowani przez uzbrojonych muzułmanów… po tym, jak kobieta z tej wsi wniosła skargę na policję, że syn znanego, związanego z Fatahem przywódcy zaatakował jej rodzinę. W odpowiedzi dziesiątki uzbrojonych członków Fatahu wystrzeliło w powietrze setki kul, rzuciło bomby zapalające i spowodowało poważne szkody własności publicznej. Cudem nie było ofiar śmiertelnych ani rannych…

Drugie wydarzenie miało miejsce w nocy 13 maja. Wandale wdarli się do kościoła społeczności maronitów w centrum Betlejem, zbezcześcili go i ukradli kosztowne wyposażenie należące do kościoła, włącznie z kamerami bezpieczeństwa.

Trzy dni później przyszła kolej na anglikański kościół we wsi Aboud, na zachód od Ramallah. Wandale przedarli się przez ogrodzenie, wyłamali okno i wdarli się do kościoła. Zbezcześcili go w poszukiwaniu cennych przedmiotów i ukradli znaczną część wyposażenia.

Według strony Facebooka kościoła maronitów w Betlejem był to szósty akt wandalizmu i kradziezy, włącznie z podpaleniem w 2015 roku, które spowodowało znaczne zniszczenia i zmusiło do zamknięcia kościoła na dłuższy czas”.

Te trzy ataki, które zdarzyły się w przeciągu trzech tygodni, pasują do wzoru prześladowań chrześcijan w innych regionach z muzułmańską większością. Podczas gdy bezczeszczenie i plądrowanie kościołów dominuje, są także ataki muzułmańskich tłumów na chrześcijańskie mniejszości, gdy tylko chrześcijanie – postrzegani jako dhimmi, czyli tolerowani “obywatele” trzeciej kategorii, od których często oczekuje się wdzięczności za to, że w ogóle są tolerowani – ośmielają się występować w obronie swoich praw, jak zdarzyło się w chrześcijańskiej wsi Dżifna 25 kwietnia:

“Uczestnicy rozruchów wezwali [chrześcijańskich] mieszkańców do zapłacenia dżizji – pogłównego podatku, który przez całą historię był nakładany na nie-muzułmańskie mniejszości pod rządami islamskimi. Najnowszymi ofiarami dżizji były chrześcijańskie społeczności Iraku i Syrii pod rządami ISIS”.

Ponadto, jak to często zdarza się, kiedy muzułmanie atakują chrześcijan w krajach islamskich, “Mimo, że [chrześcijańscy] mieszkańcy wzywali pomocy” w Dżifna, “Policja AP nie interweniowała podczas kilku godzin rozruchów. Nie aresztowali żadnych podejrzanych”. Podobnie, “żadni podejrzani nie zostali aresztowani” w dwóch atakach na kościoły.

Krótko mówiąc, palestyńscy chrześcijanie doznają takich samych prześladowań – włącznie z atakami na kościołyporywaniem i przymusowym nawracaniem — jak ich współwyznawcy w dziesiątkach krajów muzułmańskich. Różnica jednak polega na tym, że prześladowania palestyńskich chrześcijan zupełnie “nie są relacjonowane w palestyńskich mediach”. W rzeczywistości, wyjaśnia Cohen, “w wielu wypadkach był narzucony nakaz całkowitego milczenia”:

“Jedyną rzeczą, jaka interesuje AP, jest to, by wydarzenie tego rodzaju nie dostało się do mediów. Fatah regularnie wywiera silne naciski na chrześcijan, by nie mówili o aktach przemocy i wandalizmu, jakie ich często dotykają, bo takie informacje mogą zaszkodzić wizerunkowi AP jako władzy zdolnej do chronienia życia i własności chrześcijańskiej mniejszości pod jej rządami. Jeszcze mniej AP chce być przedstawiana jako radykalne miejsce, gdzie prześladuje się mniejszości religijne. Ten wizerunek mógłby mieć negatywne konsekwencje dla olbrzymiej międzynarodowej, a szczególnie europejskiej pomocy, jaką otrzymuje AP”.

Patrząc na to z innej strony, chlebem codziennym AP i jej zwolenników, mediów i innych, wydaje się być przedstawianie Palestyńczyków jako ofiar niesprawiedliwej agresji i dyskryminacji ze strony Izraela. Ta narracja mogłaby zostać zagrożona, gdyby społeczność międzynarodowa dowiedziała się, że Palestyńczycy sami prześladują innych Palestyńczyków – wyłącznie z powodu ich wyznania. Musi być trudno zmobilizować współczucie i sympatię do rzekomo bardzo uciskanych ludzi, kiedy wie się, że oni sami uciskają mniejszości wśród siebie.

Z uwagi na tę możliwą trudność “oficjele AP wywierają presję na miejscowych chrześcijan, żeby nie informowali o takich wydarzeniach, które grożą zdemaskowaniem Autonomii Palestyńskiej jako jeszcze jednego bliskowschodniego reżimu o radykalnej ideologii islamskiej” – pisze Cohen w innym raporcie.

“Dla Autonomii Palestyńskiej znacznie ważniejsze od aresztowania tych, którzy napadli na chrześcijan, jest utrzymanie takich incydentów z dala od mediów głównego nurtu. I udaje im się to. Istotnie, zaledwie garść pomniejszych lokalnych mediów podało informacje o tych ostatnich włamaniach. Międzynarodowe media głównego nurtu zignorowały je całkowicie”.

Podobna dynamika istnieje czasami w sprawie muzułmańskich uchodźców. Chociaż zachodnioeuropejscy politycy i media przedstawiają ich jako prześladowanych i uciskanych ludzi, potrzebujących przyjaznej ręki, sami muzułmańscy migranci czasami prześladują i uciskają chrześcijańskie mniejszości, które znajdują się między nimi – czy to przez terroryzowanie ich w obozach dla uchodźców, czy topiąc ich w Morzu Śródziemnym.

Smutnym i prostym faktem jest to, że według wszystkich oznak, chrześcijaństwo zbliża się do zniknięcia w miejscu swojego narodzenia, włącznie z Betlejem. Jak wyjaśnia Justus Reid Weiner, prawnik i uczony, który dobrze zna ten region:

“Systematyczne prześladowanie chrześcijańskich Arabów, żyjących na obszarach palestyńskich, spotyka się z niemal całkowitym milczeniem społeczności międzynarodowej, aktywistów praw człowieka, mediów i NGO… W społeczeństwie, a którym arabscy chrześcijanie nie mają głosu i nie mają żadnej ochrony, nie jest zaskakujące, że opuszczają je”.


Raymond Ibrahim: Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie koptyjskiej, jest amerykańskim badaczem, tłumaczem z arabskiego, pisarzem i publicystą. Autor książek “Crucified Again: Exposing Islam’s New War on Christians” oraz “The Al Qaeda Reader.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com