Archives

Odnaleźliśmy najstarszą książkę hebrajską wydrukowaną w żydowskiej oficynie w Warszawie


Odnaleźliśmy najstarszą książkę hebrajską wydrukowaną w żydowskiej oficynie w Warszawie

dr Magdalena Bendowska


Jak w każdej bibliotece, także w bibliotece ŻIH dochodzi czasem do ciekawych odkryć. Tym razem natrafiłam na wydane w Warszawie dzieło Riszmej szeela, autorstwa Israela Mosze ben Arje Lejba, rabina w Zabłudowie. Rok hebrajski [5]571, podany w chronogramie, po przeliczeniu na kalendarz gregoriański to rok 1811. Tom należący do zbiorów ŻIH to najstarsza książka drukowana po hebrajsku w Warszawie przez żydowskiego drukarza. 

.
riszmej_szeela_1_zw_1.jpgIsrael Mosze ben Arje Lejb, Sefer szeelot u-tszuwot Riszmej szeela, Warszawa: Cwi Hirsz ben Natan, 1811 (fragment strony tytułowej). Zbiory ŻIH

Tekst Riszmej szeela podzielono na trzy części. Zasadniczy fragment to responsa rabiniczne, czyli odpowiedzi Israela Mosze ben Arje Lejba udzielane na kierowane do niego zapytania. Pytania takie, dotyczące konkretnych przypadków z zakresu prawa religijnego, gminy żydowskie lub indywidualne osoby kierowały do uczonych cieszących się sławą i szacunkiem. Rozstrzygnięcia zagadnień, zawarte w odpowiedziach rabinów, miały moc normatywną, dlatego też studiowanie responsów stanowiło element edukacji prawniczej.

Część drugą stanowią komentarze talmudyczne, dotyczące np. traktatu Moed katan z talmudu babilońskiego, a trzecią – kazania wygłoszone przez autora. Książka została zaopatrzona w haskamy, czyli aprobaty rabiniczne. Jednej z nich udzielił słynny talmudysta, jeden z najwybitniejszych uczonych swoich czasów Akiwa Eger, który zaangażowany był między innymi w pertraktacje dotyczące praw Żydów w Księstwie Warszawskim (1807).

riszmej_szeela_1_full_zw_1.jpg [494.36 KB]Israel Mosze ben Arje Lejb, Sefer szeelot u-tszuwot Riszmej szeela, Warszawa: Cwi Hirsz ben Natan, 1811. Zbiory ŻIHDlaczego dzieło to zasługuje na specjalną uwagę? Ponieważ jest to pierwsza książka hebrajska wydrukowana w Warszawie, w oficynie prowadzonej przez żydowskiego drukarza.

Pierwszym warszawskim drukarzem żydowskim prowadzącym oficynę hebrajską był Cwi Hirsz ben Natan Nosonowicz (Nossonowicz) z Lutomierska. Działalność wydawniczą rozpoczął w 1811 r., kiedy Żydzi posiadali już prawo stałego osiedlania się w mieście. Dużą część sprzętu typograficznego odkupił od ewangelika Johanna Krügera, który w 1781 r. założył drukarnię hebrajską w należącym do księcia Stanisława Poniatowskiego podwarszawskim Nowym Dworze. Krüger ulokował swoją oficynę w pobliżu stolicy, ponieważ zatrudniał żydowskich pracowników, a Żydzi nie posiadali prawa stałego pobytu w samej Warszawie. 

stempel_opłaty_2_zw.jpg [497.12 KB]Stempel opłaty skarbowej widoczny na karcie tytułowej
książki Riszmej szeela, Warszawa 1811. Zbiory ŻIH

Na karcie tytułowej naszej książki wydrukowano nazwisko cenzora, Dawida Wałłacha (D.H. Wallach), który był również cenzorem oficyny Krügera. Widoczny jest też stempel opłaty skarbowej, czyli dowód wniesienia opłaty, zwanej opłatą stemplową, pobieranej od towarów uznawanych za luksusowe. Na końcu podpisał się zecer Mosze ben Mordechaj z Warszawy.

Przemarsz wojsk napoleońskich przez Polskę spowodował przerwę w pracach drukarni, ale w 1814 r. oficyna wznowiła działalność. W 1821 r. Nosonowicz wszedł w spółkę z Awigdorem ben Joelem Lebensonem, który od 1819 r. pod własnym nazwiskiem wydawał książki żydowskie w Warszawie. Po kilku miesiącach spółka rozpadła się. Lebenson powrócił do samodzielnej działalności, a Nosonowicz zaczął wydawać ze swoim synem Natanem jako Nosonowicz-Szriftgiser (Schriftgiesser) lub tylko Szriftgiser. W Warszawie działały więc jednocześnie dwie niezależne żydowskie oficyny drukarskie. Cwi Hirsz Nosonowicz zmarł w 1831 r. po 20 latach prowadzenia oficyny. Działalność przejął jego syn, wydając książki pod firmą N. Schriftgieser. Awigdor Lebenson w 1852 r. wyjechał do Palestyny, a drukarnię przejął jego syn Joel. Oficyna ta tłoczyła książki przynajmniej do 1878 r.

Warto przypomnieć, że w kolekcji starych druków Biblioteki ŻIH znajduje się także pierwsza w ogóle książka hebrajska wydrukowana w Warszawie. Ukazała się w 1796 r., po trzecim rozbiorze i zajęciu miasta przez Prusaków.

Książka pochodziła z chrześcijańskiej oficyny Piotra Zawadzkiego, szlachcica pieczętującego się herbem Ostoja. W latach 1777-1796 posiadał on w Warszawie gisernię (warsztat odlewniczy wytwarzający produkty metalowe). W czasie Sejmu Wielkiego i powstania Kościuszkowskiego (1794) oficyna Zawadzkiego stała się jedną z najbardziej zasłużonych i aktywnych drukarni w Warszawie. Tłoczono w niej między innymi „Gazetę Narodową i Obcą” – organ sejmowego stronnictwa patriotycznego, „Dziennik Sejmowy”, czasopisma, kalendarze, książki, broszury, druki ulotne. W 1794 r. wydrukowano 42 uniwersały, w tym dwa Tadeusza Kościuszki: w sprawie uwolnienia z pańszczyzny chłopów biorących udział w powstaniu oraz Do obywatelów Polski i Litwy.

cemach_le_abraham_1_zw_1.jpg [499.03 KB]

Cwi Hirsz ben Chajim z Płońska, Cemach le-Awraham, Warszawa: Piotr Zawadzki, 1796. Zbiory ŻIH

Zawadzki przed śmiercią zdążył wytłoczyć tylko jedno dzieło po hebrajsku: Cemach le-Awraham. Autorem był Cwi Hirsz ben Chajim Halewi z Płońska, ojciec Ezechiela ben Cwi Hirsza Tauba (zm. 1857), wokół którego powstał dwór chasydzki w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Książka zawiera wyjaśnienia odnoszące się do Jalkut Szimoni, czyli zbioru midraszy halachicznych i hagadycznych, zebranych przez niemieckiego rabina Szymona Darszana z Frankfurtu w początkach XIII w. Druk posiada dwukolorową, czarno-czerwoną kartę tytułową. Umieszczono na niej sygnet drukarski Piotra Zawadzkiego. Książka została opieczętowana pieczęcią „Cenzura Xiąg Żydowskich. Kom. Rząd. Wyzn. Relig. Osw.”, dopuszczającą druk do rozpowszechniania. Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego powołana została w 1815 r. i sprawowała nadzór nad szkolnictwem w Królestwie Polskim.

stempel_cenzury_2_zw.jpg [493.48 KB]Stempel cenzury sprawowanej przez Komisję Rządową Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego widoczny na karcie tytułowej książki Cemach le-Awraham, Warszawa 1796. Zbiory ŻIH

U dołu karty, bardzo małą czcionką wytłoczono łaciński napis: in Typographia Privilegiata Petri Zawadzki Varsaviae 1796 Anno. Rok hebrajski podany został w chronogramie. Zawadzki był chrześcijaninem, do pracy przy drukach hebrajskich musiał zatrudniać żydowskich pracowników. Z informacji na końcu książki wynika, że korektorem tekstu był Jaakow Juda ben Szmuel Halewi Bochner z Pińczowa. Znajduje się tam również bardzo ciekawa uwaga, wyrażająca uznanie dla wysiłku, jaki w druk tej książki włożyli dwaj nieżydowscy pracownicy: zecer Chmielewski oraz preser Toczeski: 

zecerzy_1_zw.jpg [424.24 KB]

„Zobaczcie wysiłek urodzonych jako nie-żydów, dzięki któremu wydrukowane zostało to dzieło od początku do końca, przez zecera pana Chmielewskiego i presera pana Toczeskiego, którzy gotowi są jeszcze kontynuować wszelką możliwą pracę”.


Książka uzyskała haskamy ośmiu rabinów: z Kalisza, Frankfurtu nad Odrą, Berdyczowa, Sochaczewa, Łasku, Wisznic, Wyszogrodu i Grodziska


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Orthodox Jewish YU Basketball Player, NBA Prospect Invited to Elite Draft Camp

Orthodox Jewish YU Basketball Player, NBA Prospect Invited to Elite Draft Camp

Shiryn Ghermezian


Yeshiva University men’s basketball player Ryan Turell. Photo: YouTube screenshot/Overtime.

Ryan Turell, a forward for Yeshiva University men’s basketball team The Maccabees, has been invited to join the NBA G League Elite Camp to be held in Chicago, it was announced on Monday.

The YU senior and Los Angeles native is one of 44 prospects for the 2022 NBA Draft — and the only NCAA Division III player — to receive an invitation to the camp, which will take place from May 15-17. The NBA G League is the National Basketball Association’s official minor league basketball organization.

Turell, 23, will get the chance to showcase his skills in front of NBA and NBA G League scouts, coaches and executives while playing in five-on-five games and taking part in strength and agility drills. Select players from the camp will be invited to participate in the Microsoft Surface NBA Draft Combine 2022, held May 18-22, also in Chicago. The combine is a step forward in the draft process for NBA prospects and leads to the NBA Draft 2022, presented on June 23.

NBA players that have participated in past NBA G League Elite Camps include New Orleans Pelicans guard Jose Alvarado, LA Clippers guard Terance Mann and Miami Heat guard Max Strus, according to the NBA G League.

Turell hopes to become the first Orthodox Jewish basketball player in the NBA, recently telling the website HoopsHype that doing so “would be a dream come true to me.”

“It’d be what I’ve worked for my entire life to do,” he explained. “And I think it’d be a dream come true for a lot of people that thought that this wasn’t possible, that a Jewish kid can’t make the NBA. It would prove to them that they can go and hopefully prove to them that they can go achieve their dreams, that it doesn’t matter where you come from, that as long as you put the work in you can do anything.”

When asked if he would feel pressure to teach NBA fans about Judaism as a pro athlete, he told the website, “I take it happily but I think the pressure is a good thing. I view pressure as being able to prove things to people, to be able to inspire them, and this is a dream come true for me. I love to be able to inspire that way.”

Turell, who averaged 27.1 points per game in the NCAA III with YU, also spoke about taking online classes so he has more free time to spend on the court.”My whole life is basketball now, where I’m really trying to focus on getting better every day,” he said. “I’m waking up earlier to train and do it more often than I was able to do when I was going to classes and whatnot.

Turell plans to adhere to Shabbat if drafted into the NBA, he told HoopsHype. If a game is scheduled on Friday after sundown or Saturday before sunset, he will plan ahead of time to stay at a hotel close to the gym, walk to the gym, play and not use electronic devices until Shabbat is over. He also admitted in the interview that he has a dream of one day playing basketball in Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


BDS: Rosja versus Izrae

BDS: Rosja versus Izrae

Eugene Kontorovich
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


.

Powolna i miażdżąca inwazja Rosji na Ukrainę zjednoczyła większość Zachodu w moralnej opozycji, która wykracza poza granice partyjne i narodowe. Co więcej, spowodowało to, że wiele zachodnich rządów nałożyło na Rosję znaczące sankcje, w tym usunięcie jej z sieci przetwarzania płatności SWIFT i zamrożenie jej rezerw walutowych. Co jeszcze bardziej niezwykłe, dołączyło się wiele podmiotów prywatnych, wykraczając poza to, czego wymaga prawo. Wiele zachodnich firm zamknęło swoje rosyjskie filie lub odcięło usługi w tym kraju. Metropolitan Opera, FIFA, Wimbledon i liczne festiwale filmowe zakazały wstępu rosyjskim artystom i sportowcom, choć niektórzy robią wyjątki dla tych, którzy podejmą osobiste ryzyko publicznego potępienia rządu swojego kraju.

Nałożenie sankcji na Rosję i bojkotowanie jej przez zachodnie firmy i instytucje kulturalne zaostrzyło apetyt przeciwników Izraela. Ci, którzy opowiadali się za ruchem Bojkotu, Dywestycji i Sankcji (BDS) przeciwko państwu żydowskiemu – jak dotąd niezbyt udanej sprawie – widzą w Rosji rodzaj precedensu, a przynajmniej podręcznik do odcinania Izraela od zachodniego systemu gospodarczego i politycznego. Z drugiej strony, sankcje wobec Rosji spowodowały zamieszanie wśród wielu zwolenników Izraela, którzy w ostatnich dziesięcioleciach starali się przedstawiać szeroko zakrojone sankcje gospodarcze oraz bojkot kulturowy i instytucjonalny jako sposób narzucania dyskryminujących podwójnych standardów, a nie jako wyrazy politycznej prawości. Więc jaka jest dokładnie różnica między BDS w stosunku do Rosji i BDS w stosunku do Izraela – poza drobną sprawą, że Rosja, w odróżnieniu od Izraela, wielokrotnie dokonywała poważnych terytorialnych agresji na swoich sąsiadów, którzy jej nigdy nie atakowali?

Zacznijmy od tego, że zachodnie sankcje wobec Rosji w rzeczywistości nie pokazują żadnej moralnej lub prawnej konsekwencji postępowania w polityce międzynarodowej. Na przykład rosyjskie operacje wojskowe w Czeczenii, Gruzji, Krymie, wschodniej Ukrainie i Syrii w latach 2000-2015 nie wywołały takiej reakcji. Kiedy Władimir Putin najechał Gruzję w 2008 roku i podbił jedną piątą kraju, społeczność międzynarodowa ledwo wzruszyła ramionami; w rzeczywistości niektórzy krytykowali Tbilisi za uporczywe naleganie na przywrócenie granic sprzed inwazji. Zaledwie kilka lat później, kiedy Rosja była gospodarzem Zimowych Igrzysk Olimpijskich, w koszarach wioski olimpijskiej zbudowanej na nowo okupowanym terytorium mieszkali robotnicy; nie było potępienia „nielegalnej budowy osiedla”.

Kilka dni po zakończeniu Olimpiady Putin najechał na Ukrainę, anektując Krym i instalując marionetkowe rządy we wschodnich regionach Ukrainy. Tym razem Unia Europejska i Stany Zjednoczone zareagowały symbolicznymi sankcjami wobec niektórych rosyjskich firm i osób fizycznych, ale efekt był minimalny. Firmy zachodnie, w tym amerykańskie, nadal były mocno zaangażowane w rosyjską gospodarkę. Moskwa cieszyła się dobrą opinią w większości organizacji międzynarodowych i została przyjęta przez Stany Zjednoczone, Niemcy, Francję i Wielką Brytanię jako łącznik w negocjacjach w sprawie programu nuklearnego Iranu. Być może najwyraźniej wskazuje na akceptację przez Zachód rosyjskiej agresji fakt, że do dnia dzisiejszego Rosja zasiada obok Stanów Zjednoczonych, Organizacji Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej jako jeden z członków „Kwartetu Bliskowschodniego”, dyplomatycznych starań o utworzenie państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy — co jest podobne do powołania Berniego Madoffa do zarządu Rezerwy Federalnej. Istotnie, zaledwie kilka tygodni przed rosyjską inwazją na Ukrainę w lutym, prezydent Joe Biden dał jasno do zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie pociągną Rosji do odpowiedzialności, jeśli ograniczy się ona do „drobnego wtargnięcia” na terytorium sąsiada.

Obecny system sankcji jest zatem bardziej funkcją czasu i estetyki ostatniej wojny w Rosji niż jakiegokolwiek zdecydowanego stanowiska Zachodu w sprawie niemoralności lub bezprawności inwazji na suwerenne państwo. Zamiast dalej odcinać kawałki sąsiednich krajów tu i ówdzie, tym razem Moskwa otwarcie dążyła do całkowitego podboju, popartego ludobójczym językiem o tym, jak naród ukraiński nie istnieje lub nie powinien istnieć. Gdy armiom rosyjskim nie udało się szybko osiągnąć tych celów i wykazały szokujący brak kompetencji, inwazja przerodziła się w tradycyjną wojnę naziemną, której towarzyszył ogień pośredni, bombardowanie z powietrza, inwazja piechoty, ostrzał i ewakuacje, a wszystko to odbywało się na oczach opinii publicznej. Nieoczekiwany, wielki rozziew między rosyjskimi celami wojny a wynikami działań jej armii stworzył przestrzeń dla Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej do uderzenia w Rosję sankcjami, które byłyby nie do pomyślenia, gdyby ukraińskie wojsko i miasta poddały się tak szybko, jak przewidywał wywiad Rosji (i USA). 

Powszechne jest, że poszczególne kraje nakładają ograniczenia ekonomiczne na wrogie państwa, takie jak embargo USA wobec Kuby, (najdłuższe embargo handlowe we współczesnej historii). Jednak takie narodowe systemy sankcyjne zazwyczaj działają w pojedynkę, a zatem są znacznie mniej skuteczne. Jedną z pierwotnych idei stojących za Radą Bezpieczeństwa ONZ było to, że miałaby ona uprawnienia do autoryzacji, a nawet wymagania, zbiorowych sankcji nakładanych przez wszystkich członków ONZ jako środka, który nie wymaga wojny, aby ukarać naruszenie pokoju międzynarodowego.

Biorąc pod uwagę dobrze znaną i wrodzoną dysfunkcjonalność Rady, sankcje nałożone przez ONZ zdarzają się rzadko, ograniczają się do zbójeckich państw, takich jak Libia i Korea Północna, i skupiają się na kluczowych gałęziach przemysłu, takich jak produkcja broni. Ponieważ sankcje wiążą się również ze znacznymi kosztami dla krajów, które je wdrażają, w ostatnich latach obserwuje się rosnącą tendencję, aby sankcje nałożone przez Zachód były dość specyficzne, dotyczące poszczególnych firm i osób. Wyrażenie „nacelowane sankcje” niesie ze sobą konotację skuteczności i śmiertelności, jak „nacelowane uderzenia”. Jednak w praktyce celem „nacelowanych sankcji” jest zapewnienie optycznych i politycznych korzyści płynących z „zrobienia czegoś” przy stosunkowo niskich kosztach.

Także słowo „sankcje” niewiele mówi o sprawiedliwości lub legalności podjętych kroków. Na przykład bojkot Izraela przez Ligę Arabską był zestawem zbiorowych sankcji, mającym na celu zniszczenie państwa żydowskiego. Z drugiej strony, słynne sankcje międzynarodowe przeciwko Południowej Afryce w latach 80. miały na celu położenie kresu apartheidowi. Jedna sprawa była nienawistna, a druga sprawiedliwa; ale jeśli chodzi o same sankcje gospodarcze, jedyną różnicą między nimi był ostateczny wynik. (Kwestionuje się nawet, jak dużą rolę w walce z apartheidem odegrały sankcje; innym prawdopodobnym wyjaśnieniem jest upadek Związku Radzieckiego).

Sankcje gospodarcze są jedynie narzędziem, niczym kule – kontynuacją polityki innymi środkami, zawsze powiązanymi ze strategicznymi celami krajów, które je nakładają. Same sankcje są moralnie neutralne – wszystko zależy od okoliczności, w jakich są nakładane. Nie jest „hipokryzją” ani „niekonsekwencją” wspieranie przez Stany Zjednoczone sankcji wobec Rosji, jednocześnie sprzeciwiając się sankcjom przeciwko Izraelowi, tak samo jak wspieranie sankcji przeciwko Wenezueli, jednocześnie sprzeciwiając się sankcjom przeciwko Meksykowi.

Inną sprawą są bojkoty kulturowe. Sankcje ekonomiczne są nakładane przez państwo i od wieków są narzędziem wojny i dyplomacji; w Stanach Zjednoczonych wymagają znaczących działań Kongresu i Białego Domu w celu zakazu lub ograniczenia handlu, co oznacza, że czerpią swoją legitymację ze zgody wyborców i są uzależnione od kontynuacji demokratycznego poparcia. Czasami istnieje wystarczająca presja społeczna kierowana przez demokratyczne większości, aby uwzględnić również pewne rodzaje bojkotów kulturowych, jak w przypadku RPA. Ale nigdy nie było takiej popularnej większości w USA, która popierałaby BDS przeciwko Izraelowi, dlatego ten ruch był tak chaotyczny.

Sprawa Rosji jest bardziej skomplikowana. W tym momencie nie jest jasne, w jakim stopniu polityka USA jest napędzana oddolnym oburzeniem społecznym, a w jakim odgórną strategią geopolityczną USA. Ten brak jasności doprowadził do powstania systemu sankcji, który nie wydaje się odstraszać rosyjskich działań wojskowych ani zmieniać poglądów decydentów w Moskwie, ale który wydaje się celowo karać prywatnych obywateli Rosji. Nic dziwnego, że zachodnie firmy obsługujące rosyjskich klientów zdecydowały się opuścić Rosję ze względu na klimat sankcji i ogólne zawirowania gospodarcze. Niektórych motywuje bez wątpienia uleganie temu, co postrzegają jako dominujący nastrój publiczny, z echem „frytek wolności” i „kapusty wolności”. Ale nie jest jasne, co można osiągnąć poprzez celowe szkodzenie prywatnym rosyjskim podmiotom i osobom fizycznym, lub przez zakaz uczestniczenia rosyjskich artystów lub sportowców w imprezach za granicą.

Niektórzy uzasadniali te kary jako sposób na zachęcenie zwykłych Rosjan do obalenia Putina lub zmuszenia go do zaprzestania wojny – działania, które byłyby oczywiście albo daremne, albo samobójcze dla ludzi, którzy nie mają innego wyboru, jak żyć na łasce rosyjskich służb bezpieczeństwa. Sankcje i bojkoty mające na celu zwiększenie cierpienia ludności cywilnej są również sprzeczne z międzynarodowym celem humanitarnym, jakim jest ograniczenie skutków ubocznych konfliktów między armiami.

Co więcej, sankcje i bojkoty niezwiązane z żadną konkretną strategią lub rezultatem polityki, a jedynie mające na celu wyrażenie dezaprobaty lub ukaranie ludzi za to, gdzie mieszkają, powodują dalsze zmniejszenie zaufania do polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy skończył się apartheid w RPA, Stany Zjednoczone przekonały Ukrainę, by zgodziła się na Memorandum Budapeszteńskie z 1994 r., w którym Kijów zobowiązał się do likwidacji swojego arsenału nuklearnego w zamian za gwarancje bezpieczeństwa Zachodu i uznanie przez Rosję suwerennych granic. W tym samym czasie Izrael zobowiązał się do porozumień z Oslo. Dwadzieścia lat później okazało się, że nie tylko rosyjskie obietnice nic nie znaczyły, ale też zachodnie obietnice były bezwartościowe. Gdy tylko Putin zaczął odgryzać kawałki Ukrainy w 2014 roku, wielokrotnie przypominano nam, że Ukraina nie jest członkiem NATO, a zatem nie mamy obowiązku jej bronić przed agresją. Teraz jest jasne, że gdyby Ukraina zachowała choćby część odziedziczonego odstraszania nuklearnego, Putin musiałby czepiać się kogoś innego. Zamiast tego w pierwszej fazie wojny miał do czynienia z symbolizmem wycofania się McDonalda z Rosji i rosyjskimi śpiewakami wykopanymi z amerykańskiej opery.

W Izraelu wszystko to brzmi znajomo. Koncepcja „rozwiązania w postaci dwóch państw”, wciąż preferowanego przez administrację Bidena, wymagałaby od Izraela oddania swojego głównego strategicznego atutu: kontroli wyżyn Judei i Samarii, które bezpośrednio górują nad całą równiną przybrzeżną. W zamian Izrael otrzymałby „uznanie” od Palestyńczyków, uroczyste obietnice nieagresji i gwarancje bezpieczeństwa od Zachodu. Powiedzmy, że Izrael się zgodził. Czy jest jakaś wątpliwość, że gdy wybuchnie wojna, te gwarancje zostaną szybko zapomniane i wszyscy przypomnimy sobie, że Stany Zjednoczone nie mają traktatu o wzajemnej obronie z Izraelem? I jaką różnicę przyniosłyby bojkoty kulturowe w czasie wojny – czy to bojkot instytucji palestyńskich przez rząd USA, czy też bojkot Izraela przez prywatne instytucje w USA?

Być może jedyną lekcją, jaką możemy wyciągnąć z ostatnich kilku miesięcy, jest to, że chociaż Stany Zjednoczone i szerzej Zachód nie opierają swojej polityki zagranicznej na żadnych spójnych zasadach moralnych lub prawnych, czasami cieszą się sankcjami i bojkotami jako jednorazowymi rytualnymi pokazami fajerwerków.


Eugene Kontorovich – Profesor prawa, specjalista w dziedzinie prawa konstytucyjnego, prawa międzynarodowego i prawa gospodarczego. Wykładowca Northwestern University School of Law w Chicago. Obecnie przeniósł się na stałe do Izraela.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


New York Times News Columns Rely on Peter Beinart for Expert Commentary on Jewish Community

New York Times News Columns Rely on Peter Beinart for Expert Commentary on Jewish Community

Ira Stoll


Peter Beinart. Photo: Joe Mabel via Wikimedia Commons.

Peter Beinart favors eliminating Israel, says it’s “unethical” for former or future government officials to work for a defense contractor or a think tank funded by one, and insists “there was no good reason to designate the Islamic Revolutionary Guards Corps as a foreign terrorist organization.”

The New York Times, for its part, has gone beyond merely publishing all these extreme views under Beinart’s byline on its opinion pages — it’s now regularly turning to Beinart as an expert analyst about the American Jewish community in the paper’s news columns.

A recent Times news article about a Jewish conservative conference featuring Florida Governor Ron DeSantis that was relocated from the Museum of Jewish Heritage in New York included two paragraphs from Beinart:

“As American domestic politics has become more and more ferociously polarized, and increasingly as people see conservatives not just as different but fundamentally anti-democratic or illiberal or authoritarian or racist, holding together this big tent is really, really difficult,” said Peter Beinart, a writer and editor-at-large for Jewish Currents, a progressive magazine, who also writes for The New York Times.

“Any institution that is built today on the need to serve both conservatives and progressives, whether it is the N.F.L. or a Jewish museum or anything else, is finding that work harder and harder to do,” Mr. Beinart said.

Another Times news article published earlier this year, about a personnel issue at Westchester County Reform synagogue, included four paragraphs of Beinart:

Peter Beinart, a Jewish writer who argues in favor of creating a single democratic state in Israel and the Palestinian territories, said younger American Jews have seen “a different snippet of history,” resulting in different attitudes than their parents and grandparents when it comes to Israel.

“For older American Jews it was easier to see Israel as a David versus an Arab Goliath,” he said. But younger people “are more likely to see Israel as a regional superpower that is fundamentally confronting the Palestinians, who are a stateless population that lack in various ways basic rights.”

Mr. Beinart is one of 78 Jewish writers, academics and activists who signed a public letter in support of Ms. Sander. He said he thought Jewish institutions should welcome people who hold a wide range of views about Israel.

“What I think synagogues need to do is host these conversations,” he said in an interview. “They need to be places for people who have strong views and for people who, frankly, don’t know what they really think, which is also a lot of people.”

Both Times articles were by a reporter named Liam Stack. Maybe Stack’s editors could rein him in a bit? If the news articles about Jewish issues are going to be quoting Times opinion column writers, readers would be better served if the reporters would dial up Bret Stephens rather than Beinart. Stephens is certainly more in touch with the mainstream of American Jewish public opinion, rather than the far Beinart fringe.

Heck, the Times might even mix things up a bit by seeking expert perspective from someone who doesn’t already have a regular op-ed platform there — say, Jodi Rudoren, or Sylvia Barack Fishman.

The idea that every Times article about a New York Jewish communal controversy needs to include Peter Beinart’s wisdom on the matter is just weird. The paper’s traditional call for context in these sorts of situations has been to Samuel Heilman or Jonathan Sarna, or, back when he was still with us, Egon Mayer.

Why should the newspaper’s go-to-talking head expert on Jewish communal controversies be someone, such as Beinart, whose perspective on the issues is so far outside the mainstream? It’s either that the Times journalists agree with Beinart — such expert quotes are a common guise for reporters and editors to insert their own opinions into news articles — or the journalists think their target audience agrees with Beinart.

I’m not calling for a ban on Beinart. But it sure is strange to see the news columns of the Times relying so heavily on him for perspective.


Ira Stoll was managing editor of The Forward and North American editor of The Jerusalem Post. His media critique, a regular Algemeiner feature, can be found here.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Marzenie o bezbożnym państwie


Marzenie o bezbożnym państwie

Andrzej Koraszewski


Wikipedia Commons

Przyjaciel zapytał mnie, czy umiem sobie wyobrazić takie zmiany społeczne, w wyniku których Kościół traci wiernych i staje się całkowicie bezzębną instytucją? Uznałem taką próbę za onanizm wyobraźni. Niedawna historia Irlandii jest ciekawa, ale mało prawdopodobne, żeby powtórzyła się u nas. Trend odchodzenia młodego pokolenia od Kościoła jest silny, działania zmierzające do powstrzymania tego trendu są intensywne, nie można przewidzieć końcowego rezultatu. Istotne jest, czego chcemy i które zmiany chcemy wesprzeć. Pytanie, czy walczyć z religią, czy może raczej walczyć o szacunek dla nauki, o maksymalnie wczesny kontakt dzieci z nauką, o zmianę postaw rodziców, bo bez nich szkoła się nie zmieni.

.

Wierni mogą porzucić Kościół i zakochać się w innych przesądach, ateiści nie są wolni od przesądów.

Richard Dawkins w Ślepym zegarmistrzu pisze, że trudno by mu było być ateistą przed Darwinem. Oczywiście doskonale wie, że ateiści byli już w starożytności i mieli całkiem solidne powody odrzucenia koncepcji Boga, czy bogów. Nagromadzenie wiedzy było jednak zbyt skromne, żeby stawić czoła pytaniom, na które ludzie żądali odpowiedzi. W starciu hipotez, których weryfikacja nie była możliwa, ateizm nie miał szans na to, by trafić pod strzechy, a religia była zbyt wygodnym sposobem sprawowania władzy, aby dopuścić swobodę dyskusji nawet w wąskich kręgach. Religia była starciem różnych filozofii, gorsza filozofia brała górę nad tą lepszą. Bliżej współczesności akceptacja teorii kopernikańskiej była powolna, ale została uwieńczona właściwie pełnym  sukcesem, nie stanowiło to jednak tak poważnego zagrożenia dla wiedzy opartej na Biblii, jak teoria Darwina. Teoria ewolucji usuwała grunt spod drabiny jakubowej. (Nie było aktu stworzenia, nie było Adma i Ewy, nie było grzechu pierworodnego, krótko mówiąc nic się nie zgadza).

Akceptacja tej teorii nie osiągnęła jeszcze tego samego poziomu, co akceptacja teorii kopernikańskiej, ale i tu powoli sprawy zmierzają w dobrym kierunku.

Giganci francuskiego, brytyjskiego i amerykańskiego oświecenia próbowali trudnej sztuki wepchnięcia kamienia Syzyfa na szczyt góry przez zastąpienie biblijnego Boga Ojca mglistym deizmem, zmieniając równocześnie państwo ze strażnika wiary w strażnika swobody wyznania. (Im bardziej te próby były brutalne, tym szybciej kamień się obsuwał. Rewolucja francuska, meksykańska i rosyjska przyniosły odwrotny skutek od zamierzonego, najbardziej udana okazała się rewolucja amerykańska, gdzie zamiast prób zdławienia religijnych mitów terrorem zastosowano łagodną państwową neutralność).

Religijna ontologia oparta jest na przednaukowych domysłach o zjawiskach przyrodniczych i trzyma współczesnego człowieka w szponach ignorancji. 

Oświecenie podniosło walkę kapłanów o zachowanie pieczy nad umysłami maluczkich na nowy poziom, zaś rozwój techniki dostarczył im nowych narzędzi chronienia ignorancji. Czy jest możliwe, że powszechna państwowa edukacja osłabiła głód wiedzy? Oczywiście, to co było wymarzonym celem stało się nagle nieznośnym obowiązkiem. Instytucje religijne zaczęły skuteczny marsz, najpierw walcząc o prywatne szkoły religijne finansowane przez państwo, następnie o ponowne odzyskanie wpływu na edukację państwową.

W Polsce upadek komunizmu poprzedził wybór papieża-Polaka i orgię uczuć narodowo-religijnych.  Postkomunistyczna arena polityczna kształtowała się w atmosferze walki o poparcie Kościoła jako wstępnego warunku sporów o to, kto ma budować instytucje demokratycznego państwa. Nic dziwnego, że w tych warunkach Kościół katolicki okazał się najsilniejszą partią polityczną, zaś ustępstwa na polu edukacji były najdalej idące. Konstytucyjna deklaracja o neutralności państwa w sprawach światopoglądowych była wyłącznie pozbawionym znaczenia ornamentem. Polscy chrześcijańscy demokraci, czyli inteligencja katolicka, byli (podobnie jak niegdyś nasi oświeceniowcy), nieliczni, salonowi, bez szans wpływu na szarych ludzi, jak również bez takich ambicji. 

W tych kręgach rozumienie tego, czym jest demokracja, sprowadzało się do gorącego pragnienia pozostania awangardą. 

Trzeba było trzech dekad, zmiany  pokoleniowej i ogólnoświatowych skandali w Kościele katolickim, żeby trend ucieczki od Kościoła zaczął być znaczący. Jest to jednak przede wszystkim antyklerykalny bunt, a nie stopniowe zastępowanie światopoglądu opartego na ignoranckich, starożytnych przesądach, światopoglądem opartym na współczesnej wiedzy o świecie. Dlatego też, chociaż krytyka religii jest potrzebna, warto pamiętać, że i bez religii daje się wierzyć w absurdalne idee. Podstawą racjonalizmu jest umiejętność krytycznego myślenia, dialogu i samodzielnego sprawdzania faktów, a tu pierwszym krokiem jest wiedza o otaczającej nas rzeczywistości.

Celowo, uciekając od naszego katolicyzmu, opatrzyłem ten tekst zdjęciem piramidy Kukulkana. Trudno o lepszy przykład filozofii opartej na niedostatecznej wiedzy o rzeczywistości.

Te piramidy, to w gruncie rzeczy gigantyczne ołtarze ofiarne, służące do składania ofiar z ludzi okrutnemu bogu, który mógł łaskawie spuścić deszcz, pod warunkiem, że został obficie nakarmiony ludzką krwią. Nawet głęboko wierzącemu chrześcijaninowi łatwo dostrzec nie tylko barbarzyństwo tej świetnie rozwiniętej cywilizacji, gdzie nagromadzono dużo wiedzy o rolnictwie, nawadnianiu, astronomii, ale i opartej na fundamentalnym błędzie strzeżonej przez państwo wiary w istnienie i potrzeby jakiegoś boga panującego nad zjawiskami przyrody. Turyści zachwycają się skomplikowaną, wymagającą znajomości matematyki, architekturą wypełnioną po uszy symboliką. Suma stopni schodów prowadzących z czterech stron świata na szczyt stanowi 364, plus platforma na szczycie. Co odpowiada liczbie dni kalendarza słonecznego. (Czy ofiary z ludzi zrzucano z tych schodów z wszystkich stron, czy tylko z jednej? Nie wszystko wiemy). O zachodzie słońca turyści mogą obserwować węża, który powoli pełznie schodami na ziemię. Imponująca wiedza służyła umacnianiu wiary w fundamentalny błąd o naturze rzeczywistości. Zbudowano tę piramidę mniej więcej tysiąc lat temu. Dziś potomkowie wyznawców Kukulkana modlą się o deszcz do chrześcijańskiego Boga. (Zmiana jednego boga na drugiego wymagała wielu ofiar w ludziach).

O czym marzyć?

Może o tym, żeby zacząć doceniać, że małe jest piękne, że możemy komuś pokazać, iż słowa nie wychowują dzieci, że dzieci naśladują dorosłych, że bez trudu zauważają, które słowa są puste, które są hipokryzją, a które ordynarnym kłamstwem; że w pobliskim przedszkolu dzieci mogą dostać porcję nauki, (nawet jeśli pałęta się tam jakiś katecheta), że w rodzicielskim komitecie w szkole mogą zaakceptować taką czy inną inicjatywę wciągającą dzieciaki w prawdziwą naukę, że, być może, od walki z Kościołem ważniejsza jest walka z ignorancją i z wzajemną nieufnością.

To nie bezbożne państwo jest celem, ale ludzie, którzy przestają modlić się o deszcz, bo to nie tylko jest bez sensu, ale może kusić do karmienia boga ludzkimi ofiarami. Ta praktyka zmieniła formy, ale wbrew pozorom nie została zarzucona.


Andrzej Koraszewski – Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny. Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com