SYMCHA TRACHTER — Z RYSUNKU BARDZO DOBRY

SYMCHA TRACHTER — Z RYSUNKU BARDZO DOBRY

JAKUB BENDKOWSKI


Rysunkowe studium portretowe kobiety „Aniela” jest cennym, bo chyba najwcześniejszym z zachowanych rysunków Symchy Trachtera. Dzięki notatce sporządzonej ręką Wiktora Ziółkowskiego na odwrocie dzieła wiemy, że rysunek miał bardzo spodobać się Jackowi Malczewskiemu. Praca znajduje się z zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Symcha Trachter, „Aniela” / Zbiory ŻIH/nr inw. A-729

Symcha Trachter (1894–1942), urodzony w Lublinie, pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, do której należała „Hurtownia wyrobów żyrardowskich, manufaktur i półwełnianych fabr. R. Kindlera”. Nie wiemy, do których szkół w Lublinie uczęszczał, zanim wyruszył do Warszawy w 1911 r. Pragnienie, by zostać malarzem, obudziło się w nim bardzo wcześnie. Nie wiemy, co je wywołało, czy raczej ujawniło. Rodzina nie utrudniała mu spełnienia tego zamiaru. Wręcz przeciwnie. Zarówno rodzice, jak i liczne rodzeństwo, pomagali mu, jak tylko mogli. Zwłaszcza finansowo, i to jeszcze wtedy, gdy przebywał w Paryżu na studiach malarskich w latach 1925-1929 (?). Takie postępowanie nie było regułą. Inaczej potoczyły się na przykład losy jego rówieśnika, Samuela Finkelsteina, któremu ojciec długo i skutecznie uniemożliwiał porzucenie zajęcia kupca i podjęcie studiów malarskich.

Zanim Trachter wyruszył do centrum artystycznego świata, uczył się malarstwa w Warszawie, w tamtejszej Szkole Sztuk Pięknych, której dyrektorem był wówczas Stanisław Lentz (od 1909 do 1920). Trachter został przyjęty do szkoły w roku szkolnym 1911/12 r. Był bardzo młody, miał dopiero 17 lat. Nauki pobierał tam do roku 1916.

Szkoła Sztuk Pięknych przechodziła wówczas wiele zmian. Po ustąpieniu poprzedniego dyrektora znajdowała się w kryzysie. Lentz rozpoczął konieczne reformy. Trachter miał okazję uczyć się już według częściowo zmienionego programu. Nowy dyrektor dążył do podniesienia jej poziomu przez zatrudnienie nowych profesorów (m.in. I. Pieńkowskiego i K. Dunikowskiego), wprowadzenie uznawanych dotąd w procesie kształcenia za nieistotne przedmiotów teoretycznych takich jak historia sztuki, chemia malarska, anatomia. Nie wszystkich zmian zdołano dokonać. Trudności finansowe i wybuch Wielkiej Wojny częściowo pokrzyżowały reformatorskie plany.

Lentz był znakomitym rysownikiem. Rysunek uznawał tradycyjnie za podstawę malarstwa i jego dobrego opanowania wymagał od uczniów swojej szkoły. W doborze tematów, jak i w rozwiązaniach formalnych, inspirował się siedemnastowiecznym malarstwem holenderskim; nazywany był nawet przez sobie współczesnych „polskim Holendrem”. Szczególnie cenił malarstwo Fransa Halsa (szeroka, energiczna technika malarska i monochromatyczna gama kolorystyczna oparta o czernie, brązy i biele). Nie interesowały go modne kierunki malarskie, które w końcu XIX w. i na początku następnego stulecia zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jego zainteresowanie otaczającą rzeczywistością było bardzo silne i spowodowało, że podejmował w swoich dziełach trudną tematykę społeczną. Jego najsłynniejszy obraz to przecież „Strajk” z 1910 r. inspirowany wydarzeniami rewolucji 1905 r.

Nauka w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych owocowała wypracowaniem u jej absolwentów dobrego warsztatu, który był mocną podstawą do dalszego rozwoju. Niezależnie od tego, z jakim nurtem malarstwa się później związali, czy też, jaki kierunek stworzyli. Trachter i jego koledzy byli świetnymi rysownikami właśnie dzięki Lentzowi.

Składając dokumenty wymagane do podjęcia studiów w krakowskiej ASP Trachter oświadczył, że chce uczyć się w pracowni Jacka Malczewskiego. Nie wiemy, jak i kiedy zainteresował się tym wybitnym malarzem. Kto mu o nim opowiadał? Tak czy inaczej, młody lublinianin dopiął w końcu swego i trafił na kurs mistrza. Z zachowanego świadectwa wystawionego po pierwszym półroczu 1916/17 wynika, że Malczewski wystawił mu ocenę dobrą z malarstwa i bardzo dobrą z rysunku. Rysunkowe studium portretowe kobiety „Aniela” jest cennym, bo chyba najwcześniejszym z zachowanych rysunków Trachtera („Aniela”, 1916, węgiel, papier, 58×43 cm, sygn. p.d.: Trachter 1916, Kraków; Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie, nr inw. A-729). Daje pojęcie o jego umiejętnościach wyniesionych ze szkoły Lentza. Widać, że jest to już dzieło pewnej ręki. Trachter rozpoczął studia u Malczewskiego dobrze do nich przygotowany.

Przedstawiona przez niego modelka siedzi odwrócona w lewą stronę. Opiera łokieć o jakiś mebel, zwieszając swobodnie dłoń. Jej poza jest starannie wystudiowana, ale też pełna wdzięku. Regularne i szlachetne rysy, gładko zaczesane włosy upięte w kok oddane zostały z dużą dokładnością, wręcz drobiazgowością. Oczy patrzące w dal wydają się przepełnione melancholią i każą zapytać o tożsamość sportretowanej. Trachter zostawił na rysunku nie tylko swoją sygnaturę i datę, ale opatrzył go także podpisem, który niestety z biegiem czasu się zatarł. W porę jednak odczytano i zanotowano zawarte w nim imię modelki: Aniela. Nie wiemy, kim była. Czy to modelka, którą malowali też inni uczniowie Krakowskiej Akademii podczas zajęć z rysunku? Może na to wskazywać jej upozowanie, z którego bije jakaś sztuczność, wydaje się wręcz zawodowe. Dlaczego jednak Trachter w ogóle zanotował jej imię? Na ten temat możemy jedynie snuć domysły, na przykład takie, że początkujący malarz obdarzył ją uczuciem i nie chciał, by pozostała jedną z wielu anonimowych modelek, których ciało utrwalał ołówkiem na papierze. Warto by zbadać, czy imię to zanotował także któryś z pozostałych uczniów Malczewskiego, uczęszczający na jego zajęcia w tych samych latach, co Trachter. Czy oni także byli zafascynowani Anielą i z ochotą uwieczniali ją w swych pierwszych, naiwnych jeszcze pracach? Na razie musimy te pytania pozostawić bez odpowiedzi.

Rysunek ten, jak mówił sam autor, miał bardzo spodobać się Jackowi Malczewskiemu. Wiemy to dzięki notatce sporządzonej ręką Wiktora Ziółkowskiego, na odwrocie dzieła: „Aniela” rysunek węglem. Wym. 58×43,5 cm. Studium Simona Trachtera z Lublina rysowane w r. 1916 w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na kursie Jacka Malczewskiego. Wg. relacji Trachtera ta praca podobała się szczególnie Malczewskiemu. Pochodzi ze zbiorów Ks. dra Ludwika Zalewskiego z Lublina, ul. Graniczna 1 c, Zanotował W. Ziółkowski 13.V.48 r.

Nie wiadomo niestety, które jego cechy wzbudziły uznanie profesora. Trachter z powodzeniem kontynuował naukę pod okiem Malczewskiego. Dostatecznie rozwinąwszy swoje umiejętności, udał się na dalszą naukę do Wiednia, gdzie przez pół roku studiował (jako wolny słuchacz?) na Akademii Sztuk Pięknych. W stolicy Austro-Węgier w 1918 r. powstały jego kolejne rysunki, szczęśliwie do dziś zachowane.


Zobacz „Anielę” i inne prace artysty na wystawie „Symcha Trachter 1894–1942. Światło i barwa”

Źródła:

Archiwum ASP w Krakowie, Rodowody studentów z lat 1908–1924: T19B

Księgi świadectw

z r. 1916/17 (świadectwo za I i II półrocze): KS8

z r. 1917/18 (świadectwo za I półrocze): KS9

z r. 1919/20 (świadectwo za II półrocze): KS12

Bibliografia:

Symche Trachter. Paris. XLV. Luty 1930 Marzec, kat. wyst., Żydowskie Towarzystwo Krzewienia Sztuk Pięknych, Warszawa, Królewska nr 51, luty-marzec 1930.

https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/stanislaw-konstanty-wojciech-lentz

Jerzy Malinowski, Painting and sculpture by Polish Jews in the 19th and 20th centuries, Warszawa-Toruń 2017, s. 329.

Archiwum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (AASP), Księga „Lista uczniów Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, wpisów od 1911/12 do 1915/16”, s. 12


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


EU Still Siding with the “World’s Worst Human Rights Abuser”

EU Still Siding with the “World’s Worst Human Rights Abuser”
by Majid Rafizadeh

Majid Rafizadeh


  • “One day, I heard screams, shouting, and pleas for help in the police department…. I witnessed two officers who were dressed in unofficial uniform cursing and hitting Navid with batons and metal pipes with no mercy. They would tell him: ‘the truth is whatever we say, will you write what we are saying or not?’ Navid was… begging: ‘please, stop, please don’t hit me, I didn’t do anything.’ He covered his head with his arms. And one of the officers, whose name I later learned was Abbasi, hit Navid with such strength that Navid let out a gut-wrenching scream and fell unconscious”.
  • — Witness to the torture of Iran’s wrestling champion, Navid Afkari, who was reportedly tortured into a false confession, then hanged.
  • Iran’s leaders most likely wanted to make an example of the highly respected wrestler, to impose fear in society, and send a strong message to the people that anyone who dares to protest can face severe consequences.
  • Did they hear about the four teenagers who will have their fingers amputated as a punishment for stealing, also, according to them, after being tortured until they “confessed”?
  • The European Union, in empowering a regime that is torturing and executing protesters and political prisoners, is making itself complicit in these crimes against humanity. Instead, the EU needs immediately to join the US in putting pressure on the mullahs and holding them accountable.

Despite an international outcry, Iran’s theocratic establishment on September 12 defiantly executed wrestling champion Navid Afkari, an innocent protester who was apparently tortured into a false confession. His execution was clearly carried out in a hurried manner and he was even denied a last visit from his family. Pictured: Protesters in London, England denounce Afkari’s execution, on September 12, 2020. (Photo by Justin Tallis/AFP via Getty Images)

The European Union is openly siding with the ruling mullahs of Iran and attempting to scuttle US efforts to pressure the rogue regime to stop. Britain, France and Germany, on September 18, told the UN Security Council that the EU is strongly committed to ensuring the continued lifting of sanctions against the Iranian government. The three European powers added that, as far as they were concerned, even if the United States reimposes all sanctions, their UN sanctions relief for Iran would continue beyond September 20.

The EU has also been helping Iranian leaders to evade US sanctions through a payment mechanism labeled as INSTEX (Instrument in Support of Trade Exchanges), which is designed to permit European firms and corporations to continue doing business with the Iranian government in spite of US economic sanctions against Tehran.

The EU is, despite all its sanctimonious lecturing about human rights, unapologetically assisting a regime that is publicly committing some of the worst human rights abuses ever. Did the European leaders hear about the latest executions of innocent protesters such as Navid Afkari, who was apparently tortured into a false confession? Did they hear about the four teenagers who will have their fingers amputated as a punishment for stealing, also, according to them, after being tortured until they “confessed”?

Despite an international outcry, the theocratic establishment defiantly went ahead and executed wrestling champion Navid Afkari by hanging him in the southern city of Shiraz, according to Iranian state media. His execution was clearly carried out in a hurried manner and he was even denied a last visit from his family.

After he was given two death sentences by the Sharia court, Afkari declared:

“People! I will fight for my life because it is the logical and right thing to do. There are plenty of documents and evidence that prove my innocence. All the evidence and documents that we have collected and all the things that I am telling you right now, is to let you know that if I get executed, you should know that, in the 21st century, with all these human right organizations and expenses, with the United Nations, with the UN Security Council etc., an innocent human being, who tried his best and fought will all the power he had for his voice to be heard, was hanged.”

The EU must know that Afkari, like many other political prisoners and those who participated in previous peaceful protests, was brutally tortured. The Iranian regime denies that it tortures prisoners, but an eyewitness, Shaahin Naaseri, recounted some of the torture that the wrestler endured while in detention:

“One day, I heard screams, shouting, and pleas for help in the police department. The sergeant accompanying me asked me to wait in the corridor. He went and opened up a door. I followed him to see what was happening out of curiosity. I witnessed two officers who were dressed in unofficial uniforms cursing and hitting Navid with batons and metal pipes without mercy. They would tell him: ‘the truth is whatever we say, will you write what we are saying or not?’ Navid was also begging: ‘please, stop, please don’t hit me, I didn’t do anything.’ He was covering his head with his arms. And one of the officers, whose name I later learned was Abbasi, hit Navid with such strength that Navid let out a gut-wrenching scream and fell unconscious.”

Iran’s leaders most likely wanted to make an example of the highly respected wrestler, to impose fear in society, and send a strong message to the people that anyone who dares to protest can face severe consequences.

Amnesty International has documented some of the torture techniques that the Iranian regime is employing:

“The organization’s research found that victims were frequently hooded or blindfolded; punched, kicked and flogged; beaten with sticks, rubber hosepipes, knives, batons and cables; suspended or forced into holding painful stress positions for prolonged periods; deprived of sufficient food and potable water; placed in prolonged solitary confinement, sometimes for weeks or even months; and denied medical care for injuries sustained during the protests or as a result of torture.”

Navid Afkari’s case is not an isolated one. Last month, the Iranian regime also secretly hanged another protester, Mostafa Salhi. Amnesty International condemned his execution, stating that it “was carried out… despite serious unfair trial concerns incl torture & other ill-treatment & the denial of access to a lawyer during the investigation phase of his case.”

Another high-profile figure that the regime arrested and tortured is 20-year-old Ali Younesi, a student who in 2018 won a gold medal as a member of Iran’s national team during the 12th International Olympiad on Astronomy and Astrophysics. He and his friend Amirhossein Moradi have been held without charge since April, accused by the authorities of having connections to the opposition.

The European Union, in empowering a regime that is torturing and executing protesters and political prisoners, is making itself complicit in these crimes against humanity. Instead, the EU needs immediately to join the US in putting pressure on the mullahs and holding them accountable.


Dr. Majid Rafizadeh is a business strategist and advisor, Harvard-educated scholar, political scientist, board member of Harvard International Review, and president of the International American Council on the Middle East. He has authored several books on Islam and US foreign policy. He can be reached at Dr.Rafizadeh@Post.Harvard.Edu


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump Envoy – Israeli-Arab Peace Deals Will Continue.

Trump Envoy Hopes Israeli-Arab Peace Deals Will Continue Whatever the US Election Result

Reuters and Algemeiner Staff


Israeli National Security Adviser Meir Ben-Shabbat, US Ambassador to Israel David Friedman, US Treasury Secretary Steve Mnuchin, and US Middle East envoy Avi Berkowitz deliver statements before boarding an El Al plane to Bahrain, at Ben-Gurion International Airport, near Tel Aviv, Israel, Oct. 18, 2020. Photo: Reuters / Ronen Zvulun / Pool.

Donald Trump’s Middle East envoy said on Sunday the US president’s push for an Israeli-Arab rapprochement was gaining momentum and he hoped more accords would follow even if Trump loses next month’s election.

Avi Berkowitz, who accompanied an Israeli delegation which visited Bahrain on Sunday, said the Abraham Accords had bipartisan support in the United States and were designed to bear long-term fruit by encouraging grassroots engagement between Israel and its new Arab partners.

“Peace is something everybody should celebrate and see as a positive thing for the world,” Berkowitz said in an interview. “It’s our sincere hope that, no matter who wins the election, the Abraham Accords will continue to grow.”

Bahrain followed the United Arab Emirates in agreeing last month to normalize ties with Israel, angering Palestinians who had conditioned any such regional rapprochement on statehood, with East Jerusalem as capital of their independent state.

The US administration has been racing against the clock to secure normalization deals for Israel, in an effort to help Trump secure re-election in November.

For US allies in the Middle East, it is a chance to close ranks on Iran more overtly.

The flight carrying the Israeli delegation flew over Saudi Arabia, an accommodation by the Gulf’s powerhouse, which has so far resisted US appeals to normalize ties with Israel.

“That is a decision for them to ultimately come to, our conversations with them have been positive on numerous fronts,” Berkowitz said when asked about any Saudi plans to follow suit.

“We look to them for an understanding in the region of the temperature of how things are going on numerous fronts, we’ve had very good discussions with them but time will tell,” he added.

Berkowitz, US Treasury Secretary Steve Mnuchin and other officials will travel on Monday to the UAE, where the accord with Israel has opened up bilateral commerce.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jerzy Urban to teraz dziadziuś z YouTube’a.

Jerzy Urban to teraz dziadziuś z YouTube’a. A pamiętacie imię chłopaka zatłuczonego przez milicję?

Paweł Smoleński


03.09.2020 Konstancin – Jeziorna . Jerzy Urban . (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

W mojej gazecie ukazał się wywiad z Urbanem, dziś papućnym (dla niektórych) staruszkiem, w którym dwukrotnie pojawia się nazwisko Przemyka. Ale dlaczego się pojawia – ani słowa, ani słowa też o roli Urbana.

Książka Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów” (słusznie nagrodzona w 2016 r. nagrodą Nike) to historia warszawskiego licealisty zakatowanego na śmierć po maturach 1983 r. przez bezmózgich troglodytów z milicji. Ale też, co dziś ważniejsze, wybitny reportaż o tym, jak oprawcom w sukurs idą największe figury w państwie.

Reportaż odtwarza przebieg zdarzeń z aptekarską dokładnością i nie słowa autora są oskarżeniem, lecz opisywane fakty. Dziś czytam tę książkę jako memento dla zbyt ochoczych policjantów. Ale nie tylko.

Urban w spisku z mordercami

Jednym z bohaterów Łazarewicza jest Jerzy Urban, wówczas rzecznik rządu, osobnik znacznie silniejszy od wielu generałów z junty Jaruzelskiego, bo bystrzejszy i większy nihilista od największych bezpieczniaków. Ma pomysły, jak rozegrać kwestię zabójstwa, i list ze swoją propozycją wysyła do Jaruzelskiego. Przestrzega, by sprawy nie lekceważyć.

„Według ministra Urbana – pisze reporter – istnieje niebezpieczeństwo, że chłopak stanie się męczennikiem, na co pozwolić nie można. Minister proponuje więc przykryć sprawę zabicia maturzysty taśmą kompromitującą Lecha Wałęsę”. A chodzi o spotkanie braci Wałęsów w Arłamowie, gdzie został internowany przewodniczący „Solidarności”.

Stanisław Wałęsa rozmawiał tam z Lechem o pieniądzach i bardzo przy tym przeklinali. Taśma ogłoszona w telewizji – ma nadzieję Urban – „wywoła taki skandal, że odwróci uwagę od śmierci”. Rzecznik twierdzi też, że ma kompromitujące informacje o chłopcu, ale na razie nie będzie ich używał, bo atak na niego „byłby teraz fatalnie przyjęty i zaogniłby sprawę. Na to działanie przyjdzie czas później, przy okazji wycieków ze śledztwa” – pisze Urban i proponuje na razie siać zwątpienie: „Przedstawić opinii społecznej jak najwięcej znaków zapytania. Kto pobił? Gdzie pobito? Dlaczego lekarz odesłał go do domu? Czy mógłby żyć tak długo po pobiciu przez MO, gdyby miał wszystko zmiażdżone, jak twierdzą lekarze? Głównie powinno chodzić o to, żeby opinia społeczna zaczęła dyskutować, wątpić, dostrzegać złożoność wydarzenia”.

Słowem, Urban zachęca do mataczenia i sam kombinuje, jak zdjąć z władzy odpowiedzialność. Czyli jest w spisku z mordercami, popełnia przestępstwo.

Sam przyznaje mimochodem, że boi się swych mocodawców, dziewczyna licealisty nosi bowiem takie nazwisko jak on. „Marzena Urban nie jest moją krewną” – zapewnia szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka.

O sprawie bestialskiego morderstwa mówi świat, więc Urban dalej brnie w mataczenie. Na każdy dzień procesu niewinnych ludzi wytypowanych na zabójców zagraniczni dziennikarze będą dostawać wejściówki, by można było sterować medialnym przekazem z sądu.

„Stosować zasadę: fragmenty procesu, które chcemy, aby Zachód słyszał, są dostępne dla trzech, czterech dziennikarzy zachodnich. Fragmenty procesu, którym nie chcemy nadawać rozgłosu, obsadzone są przez specyficznie dobranych dziennikarzy (np. Chińczyk, Hindus) albo w ogóle nie będzie na nie zaproszeń” – zaleca Urban.

Grzegorz Przemyk, nie tylko Przemyk

I oto ukazuje się w mojej gazecie wywiad z Urbanem, dziś papućnym (dla niektórych) staruszkiem, w którym dwukrotnie pojawia się nazwisko zakatowanego licealisty. Ale dlaczego się pojawia – ani słowa, ani słowa też o roli Urbana.

Ktoś zaprotestował, kilka głosów uznało wywiad za przedni, choć nie było w nim żadnej świeżej opinii. Nawet mantra Urbana – „niczego nie żałuję” – jest stara jak sam Urban. Ale cóż – podobno była to rozmowa dla młodych, a ci poza filmikami dziadziusia na YouTubie (byle panna od mody ma większą popularność) niewiele o nim wiedzą.

Tu nie idzie o masturbacyjne nurzanie się Urbana w sformułowaniu „Goebbels stanu wojennego”. Ani o ekspiację, której nie doczekamy. Nie idzie nawet o jego winę, gdyż sprawa morderstwa przedawniła się w 2005 r.

O nic nie idzie, tylko o zatłuczonego przez milicję chłopca, o pamięć o nim i o bardzo konkretną zbrodnię. Co Urban krył i przeinaczał, ale o tym już się nie dowiedzieliście.

Ten chłopiec nazywał się Grzegorz Przemyk. Nie tylko Przemyk, jak napisał autor, a redaktor i wydawca opublikowali. Grzegorz, Grześ – tak miał na imię. Nie żyje, nie może sam się przedstawić. Występuje zaś pod własnym imieniem nawet w aktach bezpieki. Przeczytajcie.


Paweł Smoleński – pisarz, publicysta, reporter “Gazety Wyborczej”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Pierwszy raz w Polsce. Archeolodzy na cmentarzu żydowskim. Odsłonili wyłożone kamieniami alejki

Pierwszy raz w Polsce. Archeolodzy na cmentarzu żydowskim. Odsłonili wyłożone kamieniami alejki

Tomasz Urzykowski


Kwatera 1. Cmentarza Żydowskiego przy ul. Okopowej ((fot. Dokumentacja FDK))

Do tej pory na żydowskich nekropoliach nie prowadzono badań archeologicznych w obawie przed naruszeniem szczątków zmarłych. Po raz pierwszy zezwolono na nie w tym roku na cmentarzu przy ul. Okopowej. Wyniki zaprezentowano we wtorek.

.

– To nie były wykopaliska. Prace archeologiczne miały charakter porządkowy i polegały na ręcznym usunięciu warstwy humusu, który powstał z nieusuwanych przez 80 lat liści – zaznaczył na wstępie dr Michał Laszczkowski, prezes Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, która zleciła badania. – Udało nam się przekonać Komisję Rabiniczną i Gminę Żydowską do tego, że żadne miejsce pochówku nie zostanie przy tym naruszone.

Miejsce spoczynku żydowskiej elity

Założony w 1806 r. cmentarz żydowski przy ul. Okopowej jest jedną z największych nekropolii Warszawy. Ma powierzchnię ok. 33,5 ha. Pochowanych jest na nim blisko ćwierć miliona osób. Znajdziemy tu groby rabinów i cadyków, wielkich przemysłowców i polityków, ludzi kultury i nauki. W czasie II wojny światowej cmentarz znalazł się w getcie. Cudem uniknął zniszczeń, ale potem zarósł drzewami i krzewami, a nagrobne pomniki zaczęły popadać w ruinę. Od 2015 r. prace porządkowe i konserwatorskie na cmentarzu prowadzi Fundacja Dziedzictwa Kulturowego. Sejm przyznał jej na to 100 mln zł funduszu wieczystego.

Badania archeologiczne objęły najstarszą część nekropolii – kwaterę 1. – położoną na wprost bramy, którą wchodzi się na cmentarz z ul. Okopowej. Poza tradycyjnymi macewami znajdują się w niej grobowce w formie obelisków, sarkofagów, złamanych kolumn oraz przypominających chrześcijańskie kaplice budyneczków zwanych ohelami (czyli namiotami). Takie „namioty” wznoszono na mogiłach rabinów, cadyków i osób szczególnie zasłużonych. Kwatera 1. to miejsce spoczynku żydowskiej elity XIX i początku XX w. Leżą w niej m.in.: dyrektor Szkoły Rabinów Antoni Eisenbaum (1791-1852), rabini Warszawy Szlomo Lipszyc (1756-1839) i Ber Meisels (zmarł w 1870 r.), warszawski nadrabin i poseł Sejmu Ustawodawczego Abraham Hirsz Perlmutter (1843-1930), kupiec Jakub Epstein (1771-1843), czy kupiec i bankier Ber Sonnenberg (1764-1822). Ohel tego ostatniego, dzieło artysty Dawida Friedlandera odzobione płaskorzeźbami przestawiającymi ilustrację psalmu 137 “Nad wodami Babilonu” i widok warszawskiej Pragi, należy do najcenniejszych zabytków żydowskiej sztuki nagrobnej nie tylko w Posce, ale w Europie.

 – To nie były wykopaliska. Prace archeologiczne miały charakter porządkowy i polegały na ręcznym usunięciu warstwy humusu, który powstał z nieusuwanych przez 80 lat liści – zaznaczył na wstępie dr Michał Laszczkowski, prezes Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, która zleciła badania. – Udało nam się przekonać Komisję Rabiniczną i Gminę Żydowską do tego, że żadne miejsce pochówku nie zostanie przy tym naruszone.

Miejsce spoczynku żydowskiej elity

Założony w 1806 r. cmentarz żydowski przy ul. Okopowej jest jedną z największych nekropolii Warszawy. Ma powierzchnię ok. 33,5 ha. Pochowanych jest na nim blisko ćwierć miliona osób. Znajdziemy tu groby rabinów i cadyków, wielkich przemysłowców i polityków, ludzi kultury i nauki. W czasie II wojny światowej cmentarz znalazł się w getcie. Cudem uniknął zniszczeń, ale potem zarósł drzewami i krzewami, a nagrobne pomniki zaczęły popadać w ruinę. Od 2015 r. prace porządkowe i konserwatorskie na cmentarzu prowadzi Fundacja Dziedzictwa Kulturowego. Sejm przyznał jej na to 100 mln zł funduszu wieczystego.

Badania archeologiczne objęły najstarszą część nekropolii – kwaterę 1. – położoną na wprost bramy, którą wchodzi się na cmentarz z ul. Okopowej. Poza tradycyjnymi macewami znajdują się w niej grobowce w formie obelisków, sarkofagów, złamanych kolumn oraz przypominających chrześcijańskie kaplice budyneczków zwanych ohelami (czyli namiotami). Takie „namioty” wznoszono na mogiłach rabinów, cadyków i osób szczególnie zasłużonych. Kwatera 1. to miejsce spoczynku żydowskiej elity XIX i początku XX w. Leżą w niej m.in.: dyrektor Szkoły Rabinów Antoni Eisenbaum (1791-1852), rabini Warszawy Szlomo Lipszyc (1756-1839) i Ber Meisels (zmarł w 1870 r.), warszawski nadrabin i poseł Sejmu Ustawodawczego Abraham Hirsz Perlmutter (1843-1930), kupiec Jakub Epstein (1771-1843), czy kupiec i bankier Ber Sonnenberg (1764-1822). Ohel tego ostatniego, dzieło artysty Dawida Friedlandera odzobione płaskorzeźbami przestawiającymi ilustrację psalmu 137 “Nad wodami Babilonu” i widok warszawskiej Pragi, należy do najcenniejszych zabytków żydowskiej sztuki nagrobnej nie tylko w Posce, ale w Europie.

– W tradycji żydowskiej kości zmarłych to rzecz święta i nie wolno naruszać grobów. Ale tutaj mamy idealny przykład, jak naukowcy i duchowni pracują ręka w rękę – przekonywał naczelny rabin Polski Michael Schudrich podczas prezentacji wyników badań archeologicznych w kwaterze 1.

Macewy ze smokiem i wiewiórką

Przeprowadzono je między czerwcem a wrześniem tego roku. Kierował nimi dr Szymon Lenarczyk. Do prac zaangażował studentów Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Po usunięciu warstwy humusu grubości od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów ukazały się wybrukowane polnymi kamieniami alejki. Odnaleziono też kilkadziesiąt fragmentów płyt nagrobnych nieznanych osób oraz pola grobowe zbudowane z kamiennych tumb i cegieł. Zaskoczeniem dla badaczy są niespotykane dotychczas w żydowskiej sztuce sepulkralnej motywy zdobnicze odkrytych macew, np. wizerunki smoka i wiewiórki trzymającej orzechy. Ich znaczenie jest w tej chwili przedmiotem rozważań.

polecił : Leon Rozenbaum

– Okazało się, że ten cmentarz to nie jest porośnięta krzakami dżungla, z której wyłaniają się nagrobki, ale taki cmentarz, jaki wyobrażamy sobie my chrześcijanie: z czytelnym układem, alejkami, w dodatku wybrukowanymi – zwrócił uwagę dr Michał Laszczkowski.

– Teraz dopiero widać, jak niezwykle ciekawa jest ta kwatera od strony architektonicznej – powiedział dr Szymon Lenarczyk, pokazując na ekranie jej wykonaną właśnie trójwymiarową wizualizację.

Archeolodzy natrafili też na niewybuch z II wojny światowej, tablice z numerami kwater i rzędów cmentarza, metalową gwiazdę Dawida pochodzącą być może z dawnego ogrodzenia lub któregoś z nagrobków, monety z okresu od końca XIX w. do połowy XX w., mnóstwo szklanych butelek i ampułek (w niektórych były pozostałości farby do malowania macew), kawałki ceramiki, a także… owalną zachodnioniemiecką tablicę rejestracyjną z lat 70.

Prace będą dokończone w przyszłym roku

Do tej pory ekipa dr. Lenarczyka przebadała około połowy kwatery 1., której powierzchnia wynosi 25 arów. Prace ma dokończyć w przyszłym roku. To nie wszystko. We współpracy z Instytutem Sztuki Polskiej Akademii Nauk i Fundacją Dokumentowania Cmentarzy Żydowskich wykonana zostanie pełna inwentaryzacja najstarszej kwatery i znajdujących się na niej nagrobków.

Planowana jest też naukowa publikacja wyników badań archeologicznych i inwentaryzacyjnych. Materiały te będą podstawą do przygotowania programu konserwacji tej części nekropolii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com