109. ROCZNICA URODZIN IRENY SENDLEROWEJ

109. ROCZNICA URODZIN IRENY SENDLEROWEJ

Żydowski Instytut Historyczny


Irena Sendlerowa / źródło: Wikipedia

Choć już w 1931 roku rozpoczęła pracę w pomocy społecznej w Sekcji Pomocy Matce i Dziecku przy Obywatelskim Komitecie Pomocy Społecznej, a jeszcze w trakcie studiów należała do grupy studentów wyznań chrześcijańskich, którzy solidaryzowali się ze swoimi żydowskimi kolegami i siadali razem z nimi w tzw. „gettach ławkowych”, przez co narażona była na szykany ze strony studentów-członków ONR i zawieszona w prawach studenta, to jednak najbardziej znana jest okupacyjna karta jej życiorysu.

W okresie okupacji pracowała w Wydziale Opieki i Zdrowia Zarządu Miejskiego w Warszawie. W październiku 1943 roku Rada Pomocy Żydom „Żegota” mianowała Irenę Sendlerową, ps. „Jolanta”, kierowniczką swojego referatu dziecięcego. 

Jednym z ważniejszych zadań Żegoty było ratowanie żydowskich dzieci. Jeszcze przed powstaniem Rady Pomocy Żydom, pracując w Wydziale Opieki m. st. Warszawy, Irena Sendlerowa zorganizowała dla siebie i kilku koleżanek, m.in. dla Ireny Schultz, przepustki do getta. Pod pretekstem kontroli sanitarnych i dezynsekcji przemycały tam dla społeczności żydowskiej pieniądze, żywność, lekarstwa oraz szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu. 

Sendlerowa, mając już wcześniejsze doświadczenie w konspiracji, świetnie odnalazła się jako kierownik Referatu Dziecięcego. Wspólnie z licznymi łączniczkami, m.in.: Stanisławą Bussold, Jadwigą Deneko, Wandą Drozdowską-Rogowiczową, Izabelą Kuczkowską, Zofią Patecką, Jadwigą Piotrowską, oraz Wincentym Fersterem zdołali uratować kilkaset dzieci. Dokładna ich liczba do dzisiaj nie jest znana. 

Wyprowadzane z getta dzieci umieszczano w polskich rodzinach lub prowadzonych przez siostry zakonne zakładach opiekuńczych w Warszawie i poza miastem, m.in. w Aninie, Chotomowie, Henrykowie, Płudach i Turkowicach. Ratowanie najmłodszych mieszkańców warszawskiego getta odbywało się na różne sposoby, na przykład bardzo małe dzieci (niekiedy nawet niemowlęta) usypiano środkiem nasennym i wywożono w workach, pudłach, drewnianych skrzynkach, a czasami nawet w karetce sanitarnej. Dzieci kilkuletnie opuszczały getto m.in. przez gmach sądów na Lesznie, których główne wejście od strony Leszna prowadziło do getta, a tylne od strony ulicy Ogrodowej na stronę aryjską. Nierzadko jednak jedyną drogą ucieczki były kanały i piwnice domów leżących tuż przy murach getta. Dużo starsze dzieci mogły natomiast opuścić getto wraz z tzw. brygadami pracy. Wczesnym świtem wmieszane w tłum ludzi dorosłych wychodziły z nimi do pracy fizycznej po aryjskiej stronie. Za murami łącznicy przejmowali nad nimi dalszą opiekę. Wszystkie dzieci, bez względu na wiek, trafiały najpierw do jednej z dziesięciu placówek pogotowia opiekuńczego. Tu przechodziły w zależności od potrzeb kilkudniowy lub kilkutygodniowy okres aklimatyzacji w nowych warunkach. W tym czasie przygotowywano dla nich nowe dokumenty tożsamości, najczęściej były to dokumenty po zmarłych polskich dzieciach. 

Zmarła 12 maja 2008 r. w Warszawie.

Irena Sendlerowa za pomoc żydowskim dzieciom w czasie niemieckiej okupacji, a tym samym narażanie życia swojego oraz swoich najbliższych, po wojnie w 1965 roku została odznaczona medalem i tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Była również damą Orderu Orła Białego i Orderu Uśmiechu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Don’t reject US plan before it’s even presented’

‘Don’t reject US plan before it’s even presented’

Yoni Kempinsk


Netanyahu in recordings obtained by Arutz Sheva: If a Palestinian leader will genuinely want peace, we can make peace.

In a closed meeting at the Warsaw conference last week, US President Donald Trump’s senior adviser Jared Kushner presented some general outlines regarding the peace plan to be presented by the United States after the Israeli elections.

Kushner said that the plan would demand concessions from both sides, stressing that the Arab peace initiative had not produced results and was no longer relevant (the recording can be found at the bottom of this page).

Some of the participants in the discussion responded to Kushner’s remarks and the last one to respond was Prime Minister Binyamin Netanyahu. Arutz Sheva obtained a recording of his remarks.

“Any time Israel encountered an Arab leader who wanted peace, we made peace,” said Netanyahu, who mentioned Israel’s peace treaties with Egypt and Jordan and promised that “if we encounter a Palestinian leader who will genuinely want peace, even declare it and move towards that goal, then I believe we can make peace.”

“It’s true that if we make progress and indeed a formal peace with the Palestinians, it would help us enormously in the Arab world and I would say with parts of the Muslim world, but I think it’s equally true that the normalization of relations with the Arab world also helps achieve peace with the Palestinians, and I’m happy to say that there’s progress on that,” he continued.

Regarding the US peace plan itself, Netanyahu said, “We have a fresh approach, a new approach, and I want to congratulate both Jared Kushner and Jason Greenblatt for taking the file. Of course we’ll wait to see what the final plan will look like. It will be presented after the Israeli elections – as you can imagine, that takes up a little bit of my time now.”

“I don’t think that any of us should reject the plan and reject this initiative by the American administration before it’s even presented,” said Netanyahu, in criticism towards Palestinian Authority leaders who have rejected the peace plan outright.

“I am told that because we have excellent relations with the current administration, that is a cause for the Palestinians to reject such a discussion, which I find amazing. I had very good relations with the previous American administration, maybe not as good as the current one, but that didn’t lead me to say to Mr. [John] Kerry, ‘Well I won’t discuss this with you and don’t present it to me because you tilt the other way.’ In fact, I spent many many hours and days and weeks with Mr. Kerry and I was willing to discuss the plan that he put forward with President Obama.”

“I think that if we want to have a chance at peace, then we should look at what the proposal is and that’s something that I intend to do,” Netanyahu stressed. “Now, I hope that I will be able to do it in my current capacity, but that requires going back to Israel, so I want to ask your forgiveness if I leave a little early.”

At the conclusion of his remarks, Netanyahu sought to bring the discussions back to the common denominator that unites the participants, saying, “We have to confront and roll back the danger of Iran. I think that includes the JCPOA. I think that if there’s something that can come out of this conference, it is the awareness that we are united in resisting Iranian aggression for the future and peace of the Middle East.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tniyeleh | שלום למר – תנועה’לה

Tniyeleh | שלום למר – תנועה’לה

Shulem Lemmer



Tniyeleh is the last track off Shulem Lemmer’s widely received debut album, Shulem. Composed and written by Hershy Rottenberg, this track takes listeners through the individual moments of reflection and spiritual yearning felt during the times spent in the presence of a Rebbe. In this piece, Shulem’s vocals and poignant lyricism truly evoke a sense of finality, peace, closure, and remembrance during this special time. The music for this track was arranged by the album producer Yochi Briskman and is accompanied by the Shira Choir arranged by Yoely Horowitz. Shulem partnered with GCNY Marketing and Sharp Productions to create a music video that can be universally appreciated, honoring each listener’s unique, individual journey.

Lyrics:

אויפן וועג אהיים, צוזאמען ביים רבי’ן פארברענגט,
אויפן וועג אהיים, השפעות אונז געשענקט,
יעצט בין איך איינער אליין, אוי מיין הארץ עס בענקט,
יעצט בין איך איינער אליין, אבער דעם תנועה איך געדענק.

אה אה…שלו’

קומט א שווערע צייט, פון באשעפער אזוי ווייט
קומט א שווערע צייט, נסיונות פון יעדער זייט
ביים עמוד איינער אליין, זעה איך מיין רבי שטיין
ביים עמוד איינער אליין, זינגט זיך דעם תנועה מלא חן.

אה אה …שלו’

איי איי איי דעם תנועה’לע, אפילו ווען איך בין ווייט
איי איי איי דעם תנועה’לע ס’ווארעמט אן מיין הארץ.

אה אה …שלו’

Translation:

On the way home from the Rebbe together
On the way home, we got so many positive influences
Now I am alone and my heart pines
Now I am alone but I remember the tniyeleh*

Ah, ah…

When a hard time comes, from the Creator Who seems so far
When a hard time comes, tests from every side
I see the Rebbe standing himself by the lectern
I see the Rebbe alone, singing the tniyeh, so beautifully

Ah, ah…

Ay, ay, ay, the tniyeleh, even when I’m far away
Ay, ay, ay, the tniyeleh warms my heart

Ah, ah…

*A Tniyeleh is a short soulful tune sung without words.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Opera o Auschwitz “Pasażerka” – Mieczysława Weinberga


Prawykonanie pierwszej w historii opery o Auschwitz “Pasażerka” Mieczysława Weinberga

Dorota Szwarcman


Prawykonanie pierwszej w historii opery o Auschwitz “Pasażerka” Mieczysława Weinberga zrobiło tego lata ogromne wrażenie na publiczności austriackiego festiwalu w Bregencji. Kim był zapomniany kompozytor, który większość życia spędził w Rosji, choć urodził się w Warszawie? – pisze Dorota Szwarcman w Polityce.

Mieczysław Weinberg czy Mojsze Wajnberg? Polak, Żyd czy Rosjanin …Wyborcza

«Twórczość Weinberga [na zdjęciu] stanowiła – poza wystawianą dla mas na scenie nad Jeziorem Bodeńskim “Aidą” Verdiego – główny nurt bregenckiego festiwalu. Oprócz “Pasażerki” odbyła się premiera innej opery Weinberga, “Portretu” według Gogola, oraz kilkanaście koncertów symfonicznych i kameralnych. Grały m.in. orkiestry Wiener Symphoniker i MusicAeterna z Nowosybirska oraz znakomity francuski kwartet Danel, który ostatnio nagrywa kolejno wszystkie 17 kwartetów smyczkowych Weinberga (na świecie pojawia się coraz więcej płyt z jego twórczością).

Sale, zwłaszcza na spektaklach operowych, były przepełnione. Odbyło się też sympozjum z udziałem rodziny kompozytora i specjalistów z wielu krajów. Weinberg zaczyna być modny. Krytycy stawiają dziś jego twórczość obok dwóch gigantów rosyjskich XX w.: Szostakowicza i Prokofiewa. W Polsce wciąż jednak mało kto cokolwiek o nim wie.

A przecież to był kompozytor polski – podkreślają to wszyscy, którzy go znali.

Przez większą część życia w Moskwie nosił oficjalnie imię Mojsiej (ros. Mojżesz), ale przyjaciele nazywali go Mietkiem, a w ostatniej dekadzie życia powrócił do imienia Mieczysław. Uwielbiał poezję Tuwima, do której napisał szereg pieśni, oraz VIII Symfonię “Kwiaty polskie”. Korzystał też z tekstów Mickiewicza, Staffa, Wygodzkiego i Broniewskiego, ale i z poezji rosyjskiej: Michaiła Lermontowa, Fiodora Tiutczewa, Aleksandra Błoka, Demiana Biednego. Kanwą jego twórczości bywały też dzieła literatury żydowskiej – Icchaka Lejbusza Pereca i Szolema Alejchema.

Wśród jego siedmiu oper oprócz polskiej “Pasażerki” są rosyjskie: “Portret” według Gogola i “Idiota” według Dostojewskiego, oraz żydowska “Winszujemy” (“Mazel tow”). Ale także “Miłość d’Artagnana” według Alexandre’a Dumasa i “Lady Magnesia” do tekstu Bernarda Shawa. Większości nie wystawiono. Wyjątkiem była “Madonna i żołnierz”, rozgrywająca się w Polsce podczas wojny; do programu jej prawykonania w 1975 r. sam Szostakowicz napisał słowo wstępne. Ponadto “Portret” pokazano w Brnie w 1983 r., a “Idiotę” w skróconej wersji – w Moskwie w 1992 r.

Muzyk wędrówny

Urodził się w Warszawie w l919r. (zmarł w Moskwie w 1996 r.). Jego rodzice pochodzili z Kiszyniowa; dziadkowie i pradziadek padli ofiarą tamtejszego pogromu na początku XX w. Wychowany został w rodzinie wiernej korzeniom, ale zasymilowanej. Od dziecka wraz z ojcem Szmuelem Weinbergiem, dyrygentem, kompozytorem i aranżerem, w warszawskich i wędrownych teatrach żydowskich grał na fortepianie i skrzypcach. Gdy wczasach kryzysu ekonomicznego upadła część teatrów i ojciec Mietka stracił pracę, to właśnie syn grając na weselach i w kawiarniach utrzymywał rodzinę.

Premiera opery “Pasażerka” – Teatr – Mieczysław Weinberg reżyseruje operę na podstawie powieści Zofii Posmysz

Jako 12-latek wstąpił do Konserwatorium Warszawskiego, gdzie szybko wykazał się talentem pianistycznym. Studiował u cenionego profesora Józefa Turczyńskiego, który uważał go za swojego najlepszego ucznia obok Witolda Mał-cużyńskiego. Wielki pianista Józef Hofmann usłyszawszy go zaprosił na studia do Curtis Institute w Filadelfii; miało to nastąpić w 1939 r. Gdyby Mieczysław był w stanie zrealizować to zaproszenie, być może zostałby wirtuozem. Choć zapewne jego talent kompozytorski, który ujawnił się w pełni dopiero na emigracji (jak się okazało – dożywotniej), prędzej czy później by zwyciężył.

Los chciał inaczej. We wrześniu 1939 r. młody muzyk uciekł na wschód. Rodzice i siostra, którzy zostali w kraju, zginęli w obozie w Trawnikach, o czym Mieczysław dowiedział się wiele lat później. Trafił początkowo do Mińska, gdzie podjął studia kompozytorskie, ale już w sierpniu 1941 r., po wejściu wojsk hitlerowskich, musiał uciekać dalej. Dotarł do Taszkientu i dostał pracę w operze.

Przyjaźń z Szostakowiczem

Tam ożenił się z córką wielkiego aktora żydowskiego Solomona Michoelsa (wł. Wowsi). A kiedy przesłał partyturę swojej I Symfonii Dymitrowi Szostako-wiczowi, ten tak się nią zachwycił, że postanowił sprowadzić młodego kompozytora do Moskwy. I tak rozpoczęła się ich przyjaźń. Twórcy wielokrotnie pokazywali i grywali sobie własne kompozycje, wzajemnie na siebie wpływając. Tyle tylko, że dziś, gdy znamy dobrze twórczość Szostakowicza, a Weinberga dopiero poznajemy, widzimy tylko wpływy pierwszego w utworach drugiego. Jednak także Szostakowicz wiele zawdzięcza Weinbergowi, w tym dosyć częste pojawianie się w jego utworach motywów żydowskich.

Ich przyjaźń z czasem miała przejść wyjątkowo dramatyczną próbę. Kampania antysemicka rozpętana w ostatnich latach życia Stalina zaczęła się w 1948 r, skrytobójczym morderstwem na teściu Weinberga, Michoelsie. Z kolei kuzyn Michoelsa Miron Wowsi, profesor medycyny, kilka lat później został ujęty jako domniemany członek tzw. spisku lekarzy kremlowskich. Całą rodzinę przez lata śledziło NKWD, a w końcu i Weinberg trafił do więzienia na Butyrkach. Jego żona, obawiając się podobnego losu, ustaliła z Szostakowiczem i jego rodziną, że w razie czego zajmą się córeczką We-inbergów, żeby nie zabrano jej do domu dziecka. Szostakowicz zaś w obronie przyjaciela napisał list do samego szefa NKWD Ławrentija Berii. Ostatecznie po śmierci Stalina Weinberga wypuszczono. Weinberg był skromny i prostolinijny, nie wdawał się w gierki z władzą. Źródłem jego utrzymania była twórczość użytkowa; był autorem muzyki m.in. do słynnego filmu “Lecą żurawie”,

W latach 70. i 80., gdy po odwilży doszła do głosu awangarda, także szedł swoją drogą, młodzi uznali go więc za konserwatystę. Dwa jego utwory wykonano w Polsce na festiwalu Warszawska Jesień (w 1963 i 1964 r.), ale przeszły bez echa – publiczność bardziej się wówczas interesowała awangardowymi nowinkami z Zachodu. Kiedy on sam w 1966 r. z delegacją sowieckich kompozytorów odwiedził warszawski festiwal, dawni koledzy z konserwatorium w większości go “nie poznawali”. Przybysze ze Wschodu byli wówczas traktowani nieufnie. Być może pewną rolę grał też fakt, że Weinberg był Żydem.

Dzieło życia

Tak się złożyło, że to Szostakowicz, wraz z librecistą Aleksandrem Miedwiediewem, poddał mu temat do jego pierwszej opery, którą Weinberg miał uznać za swoje najważniejsze dzieło. Była to opowieść, którą pięć lat wcześniej, w 1963 r., wykorzystał Andrzej Munk w swoim ostatnim nieukończonym filmie (pracę przerwała tragiczna śmierć reżysera). Wcześniej było słuchowisko Zofii Posmysz, odegrane też w Teatrze Telewizji. Książkę autorka napisała już po ukazaniu się filmu. Każda wersja przedstawia nieco inne naświetlenie opowiadanej historii. Najistotniejsze jednak, że była to pierwsza po wojnie próba spojrzenia na Auschwitz z perspektywy nie więźnia, lecz obozowej strażniczki.

Posmysz stworzyła fikcję literacką opartą na elementach wziętych z rzeczywistości. Główna polska bohaterka, więźniarka Marta, ma imię po najbliższej obozowej przyjaciółce autorki; jej narzeczony Tadeusz (którego prawdziwa Marta nie znała) został nazwany na cześć kapitana Wojska Polskiego zamordowanego w Auschwitz w 1943 r. (autorka spotkała go parę razy i otrzymała od niego medalik). Prawdziwe jest nazwisko esesmanki Annelise Franz, o której zresztą po wojnie słuch zaginął.

Impuls pojawił się, gdy pisarka spotkała w Paryżu grupę Niemców; głos jednej z kobiet przypomniał jej nadzorczynię i przywiódł myśl: a gdyby to była ona? Co myślałaby teraz? “Pasażerka” jest próbą wejścia w jej skórę. Na transatlantyku, którym Liza płynie do Brazylii z mężem dyplomatą (w filmie wracają do Niemiec), pojawia się tajemnicza pasażerka, przypominająca kobietę z obozu, z którą łączyła ją dziwna, przewrotna relacja, Cień wyrzutów sumienia, próba ukrycia prawdy przed mężem, budowanie fałszywej świadomości – Zofia Posmysz opisała mechanizmy psychologiczne, które poznała śledząc procesy esesmanów w latach 50. Aleksander Miedwiediew za zgodą autorki napisał libretto dokonując modyfikacji i wprowadzając nowe postaci. Powstało dzieło wybitne. Muzyka zaskakuje prostotą, brakiem patosu, a zarazem adekwatnością do opisywanych sytuacji. Weinberg za życia nie usłyszał jednak tego utworu. Władze obawiały się zapewne skojarzenia obozu w Auschwitz z sowieckimi łagrami.

Ostatecznie po raz pierwszy wykonano “Pasażerkę” w 2006 r. w Moskwie w wersji koncertowej. Dopiero w Bregencji odbyło się jej prawykonanie sceniczne, przyjęte przez publiczność owacją na stojąco. Reżyser, a zarazem szef festiwalu David Pountney poszedł za didaskaliami i stworzył przedstawienie wielopiętrowe i przejmujące. Inscenizacja przyjedzie do warszawskiej Opery Narodowej na trzy spektakle (8, 10 i 12 października). Z czasem ma też pojawić się w Madrycie, Londynie, być może w Berlinie i Nowym Jorku. W międzynarodowej obsadzie uczestniczą Polacy: partię Tadeusza śpiewa Artur Ruciński (laureat Paszportu Polityki), a Elżbieta Wróblewska i Agnieszka Rehlis wcielają się w więźniarki Auschwitz. Premierze towarzyszyła wystawa przygotowana przez Instytut Adama Mickiewicza, która będzie towarzyszyć spektaklowi w kolejnych miejscach wystawienia.

Weinberg mawiał, że jeśli w swych dziełach tak często porusza tematykę wojenną, to dlatego, że to ona wybrała jego, a nie on ją. Że skoro zginęły trzy pokolenia jego rodziny, a on jeden pozostał, samotny jak Pasażerka z książki Posmysz, filmu Munka i jego własnej opery, musi całym życiem i muzyką dać świadectwo, złożyć hołd. Ten hołd dziś zaczynamy doceniać.

***

Ta opera jest genialna – mówi Zofia Posłysz, autorka książki “Pasażerka” i gość festiwalu.

rekomendował: Leon Rozenbaum

Z koleżankami z obozu utrzymywałam po wojnie regularne kontakty, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o Auschwitz. Mówiłyśmy o życiu codziennym, o mężczyznach, o przeżyciach; nigdy o TYM. Po opublikowaniu “Pasażerki” obawiałam się trochę, co one powiedzą. Jednak doskonale zrozumiały moją myśl i nie czyniły mi żadnych zarzutów. Kiedy poinformowano mnie, że książka może zostać wykorzystana jako libretto opery, byłam zaskoczona i zaniepokojona. Nie jestem znawcą, ale temat nie wydawał mi się odpowiedni dla sceny operowej. Ostatecznie wyraziłam zgodę. Byłam w Moskwie dwa razy u autora libretta Aleksandra Miedwiediewa; on również dwukrotnie przyjechał do Polski, wybrał się też ze mną do Auschwitz. W Moskwie odwiedziłam Mieczysława Weinberga w jego mieszkaniu w ogromnym bloku. Kompozytor wypytywał mnie o różne sprawy związane z obozem, słuchał moich odpowiedzi, ale wciąż miałam wrażenie, że myślami jest gdzieś daleko. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że przecież on podczas wojny stracił w obozie w Polsce całą rodzinę. Jego muzyka wywarła na mnie ogromne wrażenie – tak bardzo zdawała się odpowiadać temu, co działo się w Auschwitz. Inscenizację z Bregencji oceniam jako genialną, idealnie współgrającą i z muzyką, i z rzeczywistością obozu.»

e-teatr.pl – wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

Could an immunotherapy treatment from Israel cure cancer?

Israel21cCould an immunotherapy treatment from Israel cure cancer?

Brian Blum


Purified, activated immune cells from a healthy donor are injected into the recipient until the immune system can hunt down cancer cells on its own.

The “clean room” at Immunovative. Photo: courtesy

Ten years ago, Dr. Michael Har-Noy, founder and CEO of a Jerusalem-based startup developing an immunotherapy treatment that could potentially cure cancer, lamented that the fight against the dreaded disease “is a battle we are losing.” Today, Har-Noy’s company is getting closer to turning the tide.

In the past decade, Immunovative Therapies has conducted dozens of clinical trials, opened branches in California, Arizona and Thailand, and raised $35 million.

But the biggest boost came from the publicity surrounding immunotherapy pioneer Jim Allison, who won this year’s Nobel Prize in chemistry.

Ten years ago, “We couldn’t get a venture capitalist to open a business plan if they saw the words ‘immunotherapy.’ They’d say, ‘That doesn’t work in cancer,’” Har-Noy tells ISRAEL21c.

Following Allison’s work that proved immunotherapy’s efficacy, “anyone with ‘immune’ in their name is now able to raise funds,” Har-Noy says.

Indeed, consulting firm Transparency Market Research predicts that the global market value of cancer immunotherapy drugs will reach $124 billion by 2024.

Dr. Michael Har-Noy, founder
of Immunovative Therapies. Photo: courtesy

Is the excitement warranted? After all, science is filled with promising approaches that don’t pan out in the end. In the case of immunotherapy, the answer seems to be yes. Immunotherapy is the only current mode of treatment that could actually cure cancer, Har-Noy says.

Unlike chemotherapy, which as its name implies uses noxious chemicals to kill cancer cells (along with a lot of healthy ones), immunotherapy enlists the body’s own immune system to do the heavy lifting.

Moreover, while chemotherapy is often effective, it’s not always permanent. If even a single cancer cell survives, it can begin to replicate and start the process of tumor-building all over again.

The goal with immunotherapy is to “train” the immune system to hunt down and destroy every last cancer cell, including those in metastatic tumors resistant to chemotherapy.

However, today’s immunotherapy drugs “only work in 20 percent of patients,” Har-Noy says. “And they’re still toxic. That means 80 percent of patients get no clinical benefit but they get the toxicity.”

Nor does immunotherapy work in some cancers – including colorectal cancer, which is among the three biggest killers worldwide. That’s one reason Immunovative is focusing first on tackling bowel, colon and liver cancers.

There are relatively few drugs to treat colorectal cancer and “the ones that exist are relatively ineffective, only extending life by a matter of months, not years,” explains Har-Noy.

Immune cells from a healthy donor

The Immunovative process starts by collecting immune cells from a normal, healthy donor. There’s no need to “match” the donor cells to the recipient.

Immunovative technicians purify and culture the donor’s healthy T-cells in a bioreactor, which causes them to multiply and activate without any genetic engineering or manipulation. Immunovation has a patent on the new immune cells, which it calls AlloStim.

The AlloStim cells are next injected into the cancer patient. While the body will reject these alien cells, subsequent injections lead the patient to develop immunity to the foreign cells and to create more of a particular type of immune cell called “memory Th1,” which is normally suppressed in cancer patients.

Immunovative lab technicians at work in Jerusalem. Photo: courtesy

The final step is injection of AlloStim intravenously. The body’s new abundance of Th1 cells rush to the tumors and, in conjunction with existing “natural killer” cells, begin decimating the tumors. As more AlloStim is injected, the body creates its own tumor-specific Th1 immune cells, essentially vaccinating itself against the cancer.

The AlloStim process also “teaches” the immune system to seek out similar cancerous tumors throughout the body. This means it will spring into action any time it detects the same type of cance, even years after treatment.

One donor can potentially produce enough cells to treat up to 1,000 patients, making the resulting drug affordable even to economically disadvantaged patients.

In addition to AlloStim, Har-Noy and his team are working on a cancer vaccine called CryoVax that combines AlloStim with cryoablation (a process where a tumor is killed inside the body using extreme cold) for tumors that resist initial treatment, as well as a personalized cancer vaccine dubbed AlloVax.

In addition to cancer, Immunovative’s treatment is now being tested on five HIV-positive patients. While the clinical trial is small, “the results are very promising,” Har-Noy says.

Do no harm

Har-Noy became interested in the immunology of cancer while in medical school, when he saw patients getting chemotherapy and doctors spending a lot of their time treating the side effects of the chemo. Seeing patients suffer so horribly didn’t square with his understanding of the Hippocratic Oath of physicians to “do no harm.”

Science understands how the immune system works with certain viruses and bacteria. “So I thought if we could harness and control it, why not with cancer, too?” he wondered. “That became my life’s work.”

Har-Noy immigrated to Israel in 2003, and launched Immunovative in 2004 at Hadassah Medical Center in Jerusalem. A $300,000 grant from Israel’s Chief Scientist allowed Har-Noy to do trials on monkeys.

In 2009, the US Food and Drug Administration (FDA) gave Immunovative permission to begin human trials. Har-Noy opened a clinic in the San Diego area.

“But just before the first patients arrived, we hit a regulatory glitch,” Har-Noy recalls. “The FDA said we needed preclinical data from not one but two animal models.”

Immunovative’s California lab had signed up some “very sick patients with very high tumor burdens, most of them bedridden.” Har-Noy didn’t want to start all over again in animals. That’s how the company got to Thailand.

“A colleague of mine from medical school was appointed as head of the clinical trial unit at the National Cancer Institute of Thailand,” Har-Noy explains. The Thai government gave Har-Noy permission to treat seven patients in California and the FDA agreed to use that data in lieu of the second animal model.

The Southeast Asia connection was not just opportunistic. According to the World Health Organization, almost half of all new liver cancer cases occur in China.

“Liver cancer is endemic in that part of the world,” Har-Noy says. “It’s four times the frequency of the US, probably because of hepatitis B infections in young people who are now aging.”

Of the 42 patients in the San Diego clinical trial for Immunovative, 11 survived for a year, nine were still alive after two years and four are still with us after four years.

“These patients had about a 60-day life expectancy,” Har-Noy points out. “The data was pretty surprising.”

Immunovative now has a facility in Phoenix, opened to collaborate with a leading researcher who lives in Arizona and is associated with MD Anderson Cancer Center. Har-Noy divides his time between Jerusalem, Phoenix and Thailand.

Immunovative employs teams in Jerusalem, Phoenix and Thailand. Photo: courtesy

“I have 1.4 million frequent flyer miles on United and another 800,000 on El Al,” he quips. The company employs 25 in Jerusalem’s Malcha Technology Park, 12 in Phoenix and eight in Thailand.

Immunovative has 200 people currently enrolled in clinical trials. In 2019, the company will be looking to raise up to $30 million to launch phase III studies, hire a professional pharmaceutical management team and develop an automated production system. An IPO in the next few years is also on Har-Noy’s radar.

For more information, click here


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com