Kiedy skrajnie prawicowi żydożercy zgadzają się ze skrajnie lewicowymi żydożercami

Kiedy skrajnie prawicowi żydożercy zgadzają się ze skrajnie lewicowymi żydożercami
Petra Marquardt-Bigman
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

“Gra w ping-ponga antysemityzmem musi się skończyć. Szkodzi Żydom. Jeśli tylko uznajesz antysemityzm po drugiej stronie politycznego spektrum lub obchodzi cię tylko wtedy, kiedy może być użyty przeciwko twoim przeciwnikom politycznym, nie obchodzi cię antysemityzm”.

Ten tweet i następujący po nim wątek zamieścił niedawno V. Judah Khaykin, który pracuje w Anti-Defamation League. Byłam zadowolona, że wątek zawierał część materiału, jaki próbowałam naświetlać w moich tekstach, ponieważ od dawna uważam, że panująca koncepcja traktowania prawicowego i lewicowego antysemityzmu jako dwóch różnych bestii jest błędna.

Mniej więcej pięć lat temu zauważyłam po raz pierwszy, że zarówno lewica, jak skrajna prawica entuzjastycznie przyjmują Maxa Blumenthala, który poświęca całą swoją energię na demonizowanie państwa żydowskiego.

Aprobata dla Blumenthala ze strony rzekomo szanowanych akademików, znanych ze swojej odrazy do Izraela, była równie entuzjastyczna, jak pochwały wyrażane na stronie zwolennika białej supremacji i żydożercy Davida Duke’a. Post opublikowany na stronie Duke’a określił pracę Blumenthala o Izraelu jako „niesłychanie cenną”, po części dlatego, że Duke i jego kumple uważają, że nie zasługują na to, by nazywano ich antysemitami, są więc szczęśliwi, kiedy mogą „cytować żydowskiego autora w celu uniknięcia etykiety antysemity”.

Na skrajnej prawicy nie tylko Duke chwalił Blumenthala; wkrótce zdałam sobie sprawę z tego, że gdziekolwiek byli żydożercy, tam można był natknąć się na fanów intensywnych starań Blumenthala, by oczernić Izrael jako zło, którego nie można tolerować. Jeden z pamiętnych komplementów pod adresem Blumenthala przyszedł od założyciela Stormfront, Dona Blacka, który uważa swoją grupę za „ przodującą na świecie organizację popierającą białą rasę i antysyjonistyczną”. Obwołał on Blumenthala “żydowskim orędownikiem pokoju”.

Choć skrajna prawica nadal hołduje nazistowskiemu sloganowi ”Żydzi są naszym nieszczęściem”, nie mają problemu z rozpoznaniem bratnich dusz w tych, którzy poświęcają energię na przekonywanie ludzi, że „państwo żydowskie jest naszym nieszczęściem”. Niemniej „antysyjoniści” na lewicy nie uważają, że powinni niepokoić się popularnością swoich czołowych postaci na skrajnej prawicy. Zamiast przyznania, że skrajna prawica ma powody, by aprobować nieustanne starania o zamianę Izraela w Żyda narodów, skrajna lewica woli uznawać za obrazę wskazywanie, że jeśli chodzi o państwo żydowskie, jest tu ponura, całkowita zgoda.

Nie brak przykładów ilustrujących tę całkowitą zgodę między skrajną prawicą a skrajną lewicą. Przykładem, który zna większość, jest przywódca skrajnej lewicy w Labour Party, Jeremy Corbyn, który zgarnia poparcie skrajnie prawicowych przywódców w Wielkiej Brytanii i w USA.

Są także rzekomo lewicowi akademicy, tacy jak Shlomo Sand, który pierwszy zarobił na podziw wszystkich antysemitów rozważaniami o „wynalezieniu narody żydowskiego”. Diatryba Sanda odniosła ogromny sukces, ponieważ przemawiała zarówno do staromodnych żydożerców, jak rzekomo postępowych „antysyjonistów”. Po wyprodukowaniu dwóch kolejnych (bardzo podobnych), elaboratów Sand na dobre uzyskał pozycję ulubionego autorytetu w sprawie Żydów wśród żydożerców z lewa i z prawa.

Innym wyróżniającym się przykładem z kręgów akademickich jest profesor z Columbia University, Joseph Massad, który jest adorowany przez rzekomo postępowych aktywistów antyizraelskich, takich jak Ali Abunimah, za pisanie o syjonizmie i Izraelu w sposób, którego nie daje się odróżnić od materiału, jaki można przeczytać na neonazistowskim forum Stormfront – co prawdopodobnie jest przyczyną, dla której artykuły Massada istotnie były reprodukowane w Stormfront.
Natknęłam się na kolejny przykład, kiedy niedawno badałam archiwalne posty z mediów społecznościowych zwolennika białej supremacji, który w październiku zamordował ludzi w synagodze w Pittsburghu. Było tam oczywiście mnóstwo osłupiająco plugawego materiału neonazistowskiego, jakiego można było się spodziewać, ale były także posty, które odbijały tematy popularne wśród antyizraelskich aktywistów, uważających się za oddanych lewicowców.

Otworzyłam link z jednego z tych postów i dotarłam do strony, która dumnie reklamuje swój rasizm już samą nazwą: “Diversity Macht Frei” – zapierająca dech w piersiach cyniczna adaptacja osławionego sloganu nazistów “Arbeit macht frei” (praca cię wyzwoli), który był częścią głównej bramy do Auschwitz. Nie zaskakuje to, że posty z tej obscenicznej strony często są przenoszone na neonazistowską stronę Daily Stormer.

Niemniej post przeniesiony przez mordercę z Pittsburgh był niemal całkowicie oparty na tym, co autor chwalił jako „lewicową, propalestyńską witrynę internetową Electronic Intifada, która publikuje mnóstwo dobrych badań o Żydach, jeśli tylko potrafisz zignorować ich irytująca sympatię do brązowych ludzi”.

Z materiałów, jakie widziałam badając skrajnie prawicowe strony mediów społecznościowych, wydaje się, że gotowość akceptowania żydożerców ze skrajnej lewicy odzwierciedla percepcję, że są tam podwójne standardy, ponieważ skrajna prawica jest powszechnie potępiana przez lewicę jako antysemicka, podczas gdy identyczna demonizacja państwa żydowskiego przez skrajną lewicę jest oczywiście uznawana za „postępową”.

David Duke wydaje się szczególnie zdecydowany zwracać uwagę na żydożerców, którzy podzielają jego odrazę do państwa żydowskiego. Jak informowano, “chwalił on wybór Jeremy’ego Corbyna na przywódcę Labour jako oznakę tego, że ludzie rozumieją ‘syjonistyczną siłę’ i ‘siłę żydowskiego establishmentu’”. Ponieważ Duke jest także żarliwym zwolennikiem kampanii BDS, tj. bojkotu, dywestycji i sankcji skierowanych przeciwko Izraelowi, zawsze występuje z obroną, kiedy znany zwolennik BDS spotyka się z krytyką. Niedawnym przykładem jest poparcie Duke’a dla skrajnie lewicowego, antyizraelskiego aktywisty Marca Lamont Hilla, który uważa, że państwo żydowskie jest zbyt ohydne, by mogło istnieć, i chce jego wyeliminowania na rzecz „wolnej Palestyny od rzeki do morza”.

Mogę nie zgadzać się z Markiem Lamont Hillem w wielu sprawach, ale żaden przyzwoity człowiek nie może nie zgadzać się z jego poglądami na temat Izraela. Izrael został stworzony przez koszmarne zbrodnie wobec praw człowieka – siłowa czystka etniczna przez terroryzm, ponieważ syjoniści chcieli „żydowskiego państwa”! Wyzwolić Palestynę & wyzwolić także USA!

I choć Duke nie ma wysokiego mniemania o przywódczyni Marszu kobiet i znanej aktywistce Lindzie Sarsour, uważa jednak, że ma ona całkowitą rację wierząc, że Izrael wywiera nadmierny wpływ na polityków w USA.

David Duke: Co się mówi o zepsutym zegarze?

Linda Sarsour: Izrael powinien przyznać obywatelstwo politykom USA. Są oni bardziej lojalni wobec Izraela niż wobec narodu amerykańskiego.

Sarsour i jej koleżanki z kierownictwa Marszu Kobiet znowu pojawiły się niedawno w wiadomościach z powodu krytyki ich związków z bigoteryjnym przywódcą Nation of Islam, Louisem Farrakhanem i dobrze uzasadnionymi podejrzeniami o ich własne, antysemickie poglądy. Dobrze znam problematyczne poglądy Sarsour, które już dokumentowałam w marcu 2017 roku, kiedy nadal mogła liczyć na akceptację przez media jej twierdzenia, że każdy, kto ją krytykuje, jest prawicowym bigotem. Wielu było skłonnych argumentować, że jako Palestynka-Amerykanka jest zrozumiałe, że Sarsour odrzuca syjonizm i zawsze chętnie „krytykuje” Izrael. Ale tu także nie tylko David Duke zauważył, że niechęć Sarsour do państwa żydowskiego jest łatwa do przyjęcia przez tych, którzy nie lubią Żydów.

Ten niewygodny moment, kiedy Biały Dom odchodzi od scenariusza AIPAC [American Israel Public Affairs Committee] i mówi „Izrael musi zakończyć okupację”.

Na koniec, ale nie mniej godne zanotowania, są szalone majaczenia Gilada Atzmona, opublikowane w książkowej formie w 2017 r. “z przedmową amerykańskiej polityk Cynthii McKinney i opublikowane przez palestyńskiego pisarza Karla Sabbagha”. Atzmon zachwycił Francisa Boylego (profesora prawa międzynarodowego z University of Illinois) Jamesa Petrasa (emerytowanego amerykańskiego profesora socjologii), jak również Richarda Falka (amerykańskiego emerytowanego profesora i byłego funkcjonariusza ONZ). Wszyscy ci fani Atzmon z pewnością zaliczają się do ”postępowych”, biorąc pod uwagę ich historię ”propalestyńskiej” działalności – ale, nie trzeba dodawać, Atzmon ma także solidną bazę fanów na antysemickiej skrajnej prawicy i mógłby bez trudu uzyskać entuzjastyczną aprobatę ludzi takich jak David Duke i Ron Unz.

Jak niedawno zauważył na Twitterze Dave Rich: „w dzisiejszych czasach antysemici z lewa i z prawa brzmią tak podobnie, że nie sposób dostrzec różnicy”.


Petra Marquardt-Bigman

Mieszka w Izraelu, wychowała się w Niemczech, pochodzi z rodziny niemieckich uchodźców z terenów dzisiejszej Polski, studiowała w USA, gdzie obroniła pracę doktorską o amerykańskim wywiadzie w nazistowskich Niemczech, prowadzi blog “The Warped Mirror”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Courage to Defy – Jean Philippe

The Courage to Defy – Jean Philippe 1943

Yad Vashem


“I believe that we have no right to deport our fellow citizens and that any Frenchman who becomes an accomplice to this infamy is a traitor”Jean Philippe, French Police Inspector in Toulouse

The deportations of the Jews were a major undertaking. Jews were arrested in their homes, taken to assembly points and detention centers, and from there were put on deportation trains. This required the extensive participation of local police forces. Most policemen followed orders, some warned the Jews and enabled them to escape, but only very few refused to obey the orders.

Jean Philippe was appointed chief of police in the 7th arrondissement of Toulouse in late 1942. He used his position to help Jews and resistance fighters. But when in January 1943 he was ordered to submit a list of all Jews in his precinct to the Germans, he felt that he could no longer serve in the police force and tendered a letter of resignation in which he vehemently denounced the Vichy government’s collaborationist policies.

Phillipe went underground and continued his resistance activity. An imprudent move on the part of his colleagues led to his arrest on January 28, 1943. He was interrogated, tortured, imprisoned in Karlsruhe in Germany, and executed on March 1, 1944.

Jean Philippe’s letter of resignation:

Toulouse, 15 January 1943

To the General Commissioner,
I regret to inform you that in view of our government’s present policy not conforming to my ideals, I am unable to serve it with loyalty. I refuse to persecute the Jews who, according to my opinion, have the same right for happiness and life as Mr. Laval [Prime Minister of the collaborationist Vichy France] himself. I refuse to forcibly uproot French workers from their families: I believe that we have no right to deport our fellow citizens and that any Frenchman who becomes an accomplice to this infamy is a traitor, even if he is called Philippe Petain [the Head of State of collaborationist Vichy France]

I am aware of the exact significance of my words.

Consequently, I have the honor to inform you that with the same mail, my resignation is being submitted to the Regional chief of Police.

Permit me to convey my gratitude for the extreme kindness that you have always demonstrated to me and please accept the expression of my respectful devotion.

Jean Philippe


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Anti-Genocide Act Named After Elie Wiesel’s

Elie Wiesel’s Family Welcomes Signing of Anti-Genocide Act Named After Late Nobel Laureate

Barney Breen-Portnoy


Late Holocaust survivor and Noble Laureate Elie Wiesel speaks about a report he helped prepare discussing the situation in North Korea at the United Nations in New York, Nov. 16, 2006. Photo: Reuters / Chip East / File.

The signing on Monday of the Elie Wiesel Genocide and Atrocities Prevention Act by President Donald Trump was welcomed by the late Holocaust survivor and Nobel laureate’s family.

The new law — passed with bipartisan support — determines that it is US policy to “regard the prevention of genocide and other atrocity crimes as a core national security interest and a core moral responsibility.”

It also mandates the establishment of a Mass Atrocities Task Force to “strengthen State Department efforts and assist other agency efforts at atrocity prevention and response.”

“My family and I are deeply moved that my father’s name and life’s mission will be enshrined in this important piece of legislation,” Wiesel’s son, Elisha, told The Algemeineron Tuesday. “My father loved this country and believed in it as a powerful moral force in the world. We are grateful on his behalf to the many in Congress who sponsored and invested in passing this law.”

“The thought that the prevention of atrocities is in our national interest — because of what it means for our national character — is a profound idea indeed,” Elisha Wiesel added. “We owe it to the dead and the living to call atrocities by name and tilt the balance toward action.”

“Twenty-five years ago,” he noted, “our country’s leadership studiously avoided using the word genocide to describe what was happening in Rwanda for fear of obligating ourselves to action. But ignoring only serves the enemy. Hitler famously said shortly before invading Poland: ‘Who, after all, speaks today of the annihilation of the Armenians?’”

“Whether it is to address a historical wrong by finally recognizing that a genocide took place in Armenia, or by engaging in preventing modern-day atrocities in Myanmar and Syria — the work now very much lies ahead of us,” Elisha Wiesel concluded.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czerwona Róża

Czerwona Róża

Adam Leszczyński


Róża Luksemburg (1871-1919) (Archiwum)

Często przedstawia się ją u nas jako “krwawą” rewolucjonistkę, która nienawidziła Polski. Nie była “krwawą” rewolucjonistką. I nie nienawidziła kraju, z którego pochodziła. Całe życie pamiętała o swych głębokich związkach z polską kulturą. O Róży Luksemburg opowiada prof. Feliks Tych

Wypisuje się o niej straszne bzdury. Kilka lat temu przeczytałem w pewnym szacownym dzienniku, że nie znała polskiego. Korciło mnie, by porównać polszczyznę autora tych słów z polszczyzną Róży Luksemburg zachowaną w jej pracach i korespondencji.

Od Zamościa do Proletariatu

Pochodziła z rodziny żydowskiej, w dużym stopniu zasymilowanej. W jidysz nie potrafiła mówić, ponieważ w rodzinie rozmawiano po polsku. Po polsku korespondowała z rodzeństwem i rodzicami. Tak jak wielu zasymilowanych Żydów była zdania, że trzeba przyjmować kulturę kraju, w którym Żydzi żyją od wieków.

Musiała mieć wrodzoną wrażliwość na sprawy społeczne – inaczej nie mogę sobie wytłumaczyć jej decyzji o wyborze drogi życiowej, bo środowisko, z którego się wywodziła, z pewnością jej do tego nie zachęcało.

Ojciec był kupcem drzewnym w Zamościu – dostarczał podkłady dla kolei w Królestwie Polskim, która się wtedy szybko rozwijała. W roku 1874 osiadł z całą rodziną, w tym z trzyletnią Różą, w Warszawie. Tu po ukończeniu szkoły elementarnej uczęszczała do państwowego II Żeńskiego Gimnazjum przy ul. Wilczej 42. Były to czasy rusyfikacji szkolnictwa, dlatego w gimnazjum należała do tajnego kółka, w którym młodzież zajmowała się literaturą polską. Już wtedy wykazywała wrażliwość na sprawy społeczne.

Przed laty jako student historii na Uniwersytecie Warszawskim zostałem poproszony o udział w przygotowaniu wystawy o Róży Luksemburg. Pamiętam, jak podeszła do mnie pewna starsza pani i powiedziała, że była koleżanką gimnazjalną Róży. I wręczyła mi zdjęcie, które po wspólnej maturze dostała od niej na pamiątkę.

Na zdjęciu była dziewczyna o smutnym i mądrym spojrzeniu. Przeczytałem dedykację na odwrocie: Moim ideałem jest taki ustrój społeczny, w którym by wolno było z czystym sumieniem kochać wszystkich. Dążąc do niego i w imię jego, może potrafię kiedy nienawidzić. Ty tego nigdy nie potrafisz i niepotrzebnie się tak wcześnie urodziłaś. RL.

Ta dewiza spowodowała wstąpienie młodziutkiej Róży do nielicznej, nielegalnej partii socjalistycznej Proletariat. Dziś wielu błędnie uważa, że Proletariat był partią komunistyczną. W istocie była to organizacja walcząca o lepsze warunki pracy robotników, którzy wówczas pracowali najczęściej 12 godzin na dobę. Proletariatczycy chcieli, by robotnicy – i w ogóle ludzie biedni – upomnieli się o godne warunki pracy i życia. Spotykali się w kółkach konspiracyjnych i próbowali organizować robotników. Wydawali pisma, żeby uprzytomnić tym ludziom, że muszą coś sami dla siebie zrobić. Nie chcieli im nic narzucać!

Naturalnie była to działalność nielegalna. Ochrana, rosyjska tajna policja, bardzo dobrze działała i zdołała aresztować kilka osób z Proletariatu. Ponieważ Luksemburg odgrywała już w partii istotną rolę, była poszukiwana. Zaszyła się na prowincji, gdzie przez jakiś czas pracowała w dworach szlacheckich jako nauczycielka. Później przez zieloną granicę przedostała się do Szwajcarii.

Doktor Luksemburg

W Zurychu poszła na studia. Początkowo studiowała nauki przyrodnicze, później ekonomię polityczną. Zrobiła doktorat z ekonomii pt. “Rozwój przemysłu w Polsce”. Była drugą Polką, która zrobiła doktorat! W Rosji kobiet w ogóle nie przyjmowano na uniwersytety; w Petersburgu był tylko instytut dla pań z bogatych domów.

Róża Luksemburg była świetnym mówcą. W czasie kampanii wyborczych SPD wysyłała ją m.in. na Śląsk, by przemawiała do górników po polsku.

Na zdjęciu Luksemburg przemawia na wiecu w Stuttgarcie w 1907 roku. Fot. AKG-Images East News

W Szwajcarii znów weszła w środowisko socjalistyczne, które tworzyli studenci polscy i rosyjscy, a także znani już działacze. Za sprawą swojej osobowości i talentu była w tych kręgach ceniona i szanowana.

Pisała pionierskie analizy kapitalizmu. Były lewicowe, ale niekoniecznie marksistowskie – jej książka “Akumulacja kapitału” do dziś jest w obiegu akademickim.

Sprzeciw Róży Luksemburg wobec kapitalizmu brał się przede wszystkim z pobudek moralnych. Uważała, że jest to system oparty na wyzysku, chciwości i głupocie. Uważała za niemoralne, że ogromna większość kapitalistów nie dzieli się z robotnikami zyskami. Rozumieli to tylko niektórzy przemysłowcy czy bankierzy, ale wśród nich zdarzali się i tacy, którzy budowali domy, osiedla, przedszkola, szpitale, np. przy ogromnej fabryce włókienniczej w Żyrardowie.

Będąc w Szwajcarii, przez cały czas działała w środowisku socjalistów – socjaliści różnych krajów Europy znali się z kongresów albo przynajmniej znali swoje pisma, które na Zachodzie można było wydawać bez cenzury.

W Szwajcarii Róża Luksemburg należała do grupy założycieli Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Wydawała pismo SDKPiL “Sprawa Robotnicza”.

Róża i Leon

Nie sądzę, by współcześni uważali ją za piękną kobietę. Od dzieciństwa z powodu urazu kości biodrowej kulała – rodzice próbowali ją leczyć, ale wzięto się do tego za późno. Wszystkich jednak intrygowała jej osobowość. Można z nią było rozmawiać na wszelkie tematy. 

Ta niezwykle energiczna kobieta była tytanem pracy, a także osobą bardzo romansową. Wiązała się głównie z ludźmi lewicy. Gdy w pewnym momencie postanowiła przenieść się do Berlina, by działać tam w polityce, potrzebowała niemieckiego obywatelstwa. Aby je zdobyć, zdecydowała się na fikcyjne małżeństwo z Gustawem Lübeckiem, synem jej niemieckich przyjaciół, z którym się później rozwiodła, chociaż długo używała jego nazwiska.

W Szwajcarii, dzięki kontaktom z polskimi studentami, poznała swoją wielką miłość, długoletniego partnera i mentora Leona Jogichesa. Był to wilnianin, który musiał uciekać z kraju – był poszukiwany przez ochranę za udział w tajnej organizacji, do której należeli też Józef Piłsudski i jego brat Bolesław.

Związek z Leonem Jogichesem był skomplikowany. Chociaż rozstali się ostatecznie w 1907 r. i nie mieszkali już razem, to do końca życia Róża Luksemburg liczyła się najbardziej właśnie z jego zdaniem. Kiedy została zamordowana, Jogiches przyjechał do Berlina i próbował prowadzić śledztwo w sprawie jej śmierci. I wtedy sam – w marcu 1919 r. – też został zabity.

Pisała do niego tylko po polsku – w końcu tak się nauczył polskiego, że podczas rewolucji 1905 r. był świetnym redaktorem “Czerwonego Sztandaru”, pisma SDKPiL.

Doskonale radziła sobie jako mówca – kiedy odbywały się wybory do Reichstagu, niemiecka socjaldemokracja posyłała ją na Śląsk, żeby przemawiała do górników po polsku. Po pierwszym takim występie pisała do Jogichesa: Przyszedł do mnie stary górnik i powiedział: “Dobrześ potrafiła!”.

Była bardzo oczytana. Znała biegle polski, rosyjski, niemiecki i francuski, a czytała także teksty angielskie, chociaż nie wiem, czy mówiła w tym języku. Zasiadała we władzach II Międzynarodówki, międzynarodowej organizacji partii socjalistycznych, gdzie byli też Brytyjczycy, i możliwe, że mówiła tam po angielsku.

Dzieci nie miała, ale nie wiem, czy to był wybór, czy konieczność. W jednym z listów do Jogichesa pisała, że chciałaby mieć dziecko. Była jednak tak pochłonięta pracą, że chyba nie miała na to czasu.

Napisała setki tekstów w różnych językach, w tym wiele po polsku. Była zresztą redaktorem pisma ukazującego się po polsku w zaborze pruskim, do którego właściwie wszystko pisała sama.

Zdradzona w Warszawie

Z czego żyła? Kiedy studiowała w Szwajcarii, pomagali jej bracia – jeden został wziętym lekarzem, drugi przedstawicielem francuskich firm farmaceutycznych w Królestwie Polskim. 

Potem zaczęła pisać, bo okazało się, że ma wspaniałe pióro. Przeniosła się do Berlina, bo SPD, czyli Niemieckiej Partii Socjaldemokratycznej, brakowało ludzi piszących, a partia wydawała wiele gazet. SPD to była wówczas bardzo duża partia – dzięki temu, że robotnicy mieli prawo głosu, socjaldemokraci zapełniali połowę parlamentu. Dysponowali składkami i mieli sponsorów – także wśród fabrykantów.

W Berlinie powodziło jej się lepiej. Zarabiała w prasie partyjnej i do wybuchu I wojny światowej wykładała ekonomię w szkole SPD. I wcale nie snuła tam wizji świata po rewolucji: prowadziła rzeczowe, ekonomiczne analizy kapitalizmu.

Uważała, że kapitalizmu nie obali krwawa rewolucja, ale masowy strajk powszechny. Kiedy w 1905 r. w Rosji zaczęła się rewolucja i wybuchł potężny strajk październikowy, który okazał się zresztą największym strajkiem podczas całej rewolucji, przyjechała z Jogichesem do Warszawy.

Miała niemiecki paszport na fałszywe nazwisko. Mieszkali w hotelu przy ul. Jasnej, w ścisłej konspiracji, ale ktoś ich jednak wydał i zostali aresztowani.

W archiwum Hoovera na uniwersytecie Stanforda w USA trafiłem na korespondencję, którą zostawił ostatni ambasador rosyjski w Paryżu. Wynikało z niej, że pewien robotnik z kierownictwa warszawskiej SDKPiL, który był agentem ochrany, wyemigrował do Francji. Tam zginął w wybuchu kotła w elektrowni, gdzie pracował. W polskiej prasie socjalistycznej ukazał się jego nekrolog na całą stronę. Tymczasem był to jeden z bardzo niewielu ludzi w Warszawie, którzy znali tożsamość Luksemburg i Jogichesa. To on najprawdopodobniej wydał Różę Luksemburg policji.

Przeciw niepodległości

Jest wiele sporów o jej stosunek do niepodległości Polski. Jak wiadomo, SDKPiL różniła się z Polską Partią Socjalistyczną w tej kwestii: PPS uważała, że trzeba walczyć o niepodległość, a SDKPiL – że ważniejsze jest zwycięstwo sprawy robotników.

Róża Luksemburg twierdziła, że Polska ma prawo do języka, szkół, nieskrępowanej kultury. Jej zdaniem jednak niepodległość mogła się ziścić tylko dzięki wielkiej wojnie, czyli wielkiej rzezi. I tak się zresztą stało.

Sądziła też, że świat się przyzwyczaił, że Polski nie ma na mapie, a państwa europejskie powinny się scalać w jednej pacyfistycznej federacji. Dla niej wojny były największym zagrożeniem dla ludzkości. I rzeczywiście, obie wojny światowe pochłonęły miliony ludzi.

Była znana ze swego antymilitaryzmu, zwalczała niemieckie zbrojenia, protestowała przeciw brutalnemu traktowaniu rekrutów. I za to siedziała w więzieniu. Jej opór przeciw niepodległości brał się przede wszystkim z troski o to, by jak najmniej ludzi zginęło. Uważała też, że struktura społeczna ówczesnej Polski – nieoświecone chłopstwo plus dominacja kapitalistów – nie sprzyjałaby polepszeniu sytuacji ludzi biednych.

Relacje SDKPiL z PPS były trudne: ostatecznie w PPS doszło do rozłamu i powstała PPS-Lewica, która pod koniec I wojny stała się częścią Komunistycznej Partii Polski.

Strajk, nie rewolucja

Po aresztowaniu przez ochranę w 1905 r. siedziała m.in. w Cytadeli Warszawskiej i miała stanąć przed sądem wojskowym wydającym surowe wyroki. Wtedy zadziałała jednak SPD. Jej przywódca, sędziwy August Bebel, nie podzielał poglądów Róży Luksemburg, ale bardzo ją cenił. Kazał posłać do Rosji partyjne pieniądze, którymi przekupiono carską policję – została wypuszczona “z przyczyn zdrowotnych” i przez Petersburg wróciła do Niemiec.

Wybuch wojny był dla niej strasznym rozczarowaniem. Walczyła z niemieckimi zbrojeniami, ostrzegała przed wojną, uważała, że socjaldemokracja powinna bić się o republikę, o obalenie cesarza Wilhelma. Tymczasem w kierownictwie SPD nikt poza Luksemburg i Karlem Liebknechtem, synem jednego z założycieli partii, nie chciał iść tak daleko. Rozłam wisiał w powietrzu od czasu kongresu w Bazylei w 1912 r., kiedy już było widać, że idzie ku wojnie.

Róża Luksemburg uważała, że międzynarodówka socjalistyczna może powstrzymać wojnę, ogłaszając strajk powszechny, który powinien się udać, skoro do partii zrzeszonych w międzynarodówce należy milion robotników.

Tymczasem w Reichstagu SPD zagłosowała za funduszami na wojnę. Socjaldemokraci chcieli być dobrymi obywatelami i poszli na wojnę, wielu na ochotnika. Nacjonalizm i niemiecka mentalność każąca być posłusznym obywatelem wzięły górę. Wtedy Luksemburg i Liebknecht rozstali się z SPD.

Z Leninem nie po drodze

Luksemburg chciała, aby nowy system był systemem demokratycznym. W socjaldemokracji były skrzydła reformatorskie i rewolucyjne. Wielu chciało być dobrymi Niemcami i nie naruszać istniejącego porządku; ona uważała, że można doprowadzić do rewolucji, która obali carat, gdy się uruchomi masy robotnicze. Ale robotnikami nie można sterować i manipulować, jak to później robili komuniści w Rosji. Jej wizja masowego ruchu robotników jest pod różnymi względami podobna do naszej “Solidarności”.

Była przeciwnikiem wszelkiej dyktatury i jako jedna z pierwszych zorientowała się, że nie można iść z Leninem. Gdy wybuchła rewolucja w Rosji, napisała bardzo krytyczną wobec Lenina książkę. Znalazłem też jej list do jednego z jej towarzyszy w kierownictwie SDKPiL, w którym stwierdza: “Nasz Felek – chodzi o Dzierżyńskiego – zachowuje się obrzydliwie przez włączenie się do polityki terroru”.

Znała Lenina od lat, spotykali się na kongresach II Międzynarodówki jeszcze przed wojną. Mieli za sobą różne dyskusje, ale ta prawdziwa nastąpiła dopiero po rewolucji październikowej, gdy zobaczyła, że Lenin stworzył państwo terroru.

Lenin uważał, że tylko bolszewicy mogą zrobić rewolucję, i dlatego opuścił II Międzynarodówkę, która była dla niego za mało radykalna i za bardzo pstra – dominowali w niej zwolennicy demokratycznego socjalizmu, a nie rewolucji i dyktatury. Po obaleniu republiki w Rosji Lenin postanowił założyć własną międzynarodówkę. Komunistyczną. Luksemburg odmówiła współpracy.

Niemieccy komuniści wysłali do Moskwy działacza, który otrzymał polecenie, by nie popierać inicjatywy Lenina. Ten jednak złamał wysłannika z Niemiec i doprowadził do wejścia niemieckich komunistów do swej międzynarodówki. Moskwa robiła, co chciała, z tą III Międzynarodówką, stała się ona narzędziem w sowieckich rękach.

Śmierć

Gdy w 1914 r. niemiecka socjaldemokracja zagłosowała w parlamencie za kredytami na wojnę, Róża Luksemburg zareagowała kilkutygodniową zapaścią psychiczną. Następnie zerwała z SPD i z grupą podobnie myślących powołała partię antywojenną pod nazwą Związek Spartakusa; później stała się ona zalążkiem niemieckiej partii komunistycznej KPD. Za swoje wypowiedzi antywojenne i antymilitarystyczne zapłaciła procesem i kilkuletnim pobytem w niemieckich więzieniach.

Niemczech robotnicy zbuntowali się dopiero pod koniec wojny, kiedy front się załamał, a ludzie głodowali. Upadł rząd cesarski, została ogłoszona republika, której prezydentem został socjaldemokrata Friedrich Ebert, skądinąd dawny student Róży Luksemburg.

Socjaldemokraci chcieli uspokoić sytuację, więc Luksemburg była dla nich wrogiem. Tym bardziej że w styczniu 1919 r. komuniści rozpoczęli powstanie w Berlinie.

Zostało ono stłumione przez armię. Po klęsce powstania Luksemburg i Liebknecht ukryli się w Berlinie, ale ktoś z sąsiadów zorientował się i nasłał policję, która oddała ich z kolei ludziom z Reichswehry. Przez parę godzin byli trzymani w jej dowództwie, a później zostali wsadzeni do osobnych samochodów. Tam oficerowie zabili ich strzałami w głowę.

Zginęła 15 stycznia 1919 r., a dopiero w maju jej zwłoki zostały znalezione w kanale. Morderców złapano, był proces, ale nic im nie zrobiono. Zbrodniarze byli tymi samymi ludźmi, którzy po latach poparli Hitlera.

Po jej śmierci socjaldemokraci nakazali wszcząć śledztwo. Widziałem materiały tego śledztwa – władze robiły wszystko, by mordercy nie zostali ukarani. 


prof. Feliks Tych
Badacz ruchów społecznych w Europie na przełomie XIX i XX wieku oraz II wojny światowej
 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Swedish Churches support the PA war curriculum

Swedish Churches support the PA war curriculum

Tobias Petersson


Swedish churches are supporting the exposure of children to violence-promoting propaganda that constgitutes a serious form of mental child abuse.

Swedish Churches support the PA war curriculum

Churches in Sweden have for several years chosen to give large sums of collections of alms and collected church fees to private schools in areas ruled by the Palestinian Authority. The former state church, the Church of Sweden, has collected money for the school of the Swedish Jerusalem Association, the Good Shepherd’s Swedish School in Bethlehem, while free churches, the Swedish charity collection Världens barn, the foundation Läkarmissionen and the Swedish Consulate General in Jerusalem have collected and donated money to the schools of the Swedish International Relief Association (SIRA) in Bethlehem and Jericho.

Together they have donated millions of Swedish crowns annually to Palestinian Arab schools that use textbooks glorifying violence and spreading anti-Semitism.

On the website of the Swedish Jerusalem Association the arguments for supporting the activities of the association are presented. One of the arguments mentioned is ”the future of peace.” The Swedish association uses its school in Bethlehem as an example of ”the future of peace.” At the school “Christian and Muslim children learn to work together for the future of the country,” writes the association.

Education and the future of peace are important causes to support. But there is no education for peace for the Palestinian Authority students either at the school of the Swedish Jerusalem Association or at the SIRA schools. On the contrary, the children at the Swedish-funded schools learn a violence-promoting message.

And Israel does not exist on the maps of these schools.

The non party political independent think-tank Perspective on Israel which I represent has recently examined some of the textbooks used at the schools.

We have had a look at photos and videos from the Palestinian schools that receive funding from the Church of Sweden and other churches and charity organisations. In the photo material from the schools’ own Facebook pages, we have been able to identify the latest textbooks of the Palestinian Authority, as these are available on the Palestinian Authority’s website. We have translated and analyzed them,

It turns out that the content of these books promotes violence and anti-Semitism. The textbooks are mandatory in all Palestinian schools, including private ones, in the Palestinian Authority territories according to Palestinian Authority law.

There are texts in the textbooks from third grade and up, in which the students are encouraged to sacrifice their blood and annihilate ”foreigners”. In the textbooks, the students are also told to sing and memorize violence-promoting poetry. Dalal Al-Mughrabi, a female Palestinian Arab suicide bomber and terrorist, is described in poetic terms in the textbook ”The Arabic Language”, Part 2 for Grade 5. In the textbook Al-Mughrabi is praised for her terror act in 1978, in which 13 Israeli children were murdered. In total, 38 civilians lost their lives when the terrorist blew herself up in a bus.

Jews are associated with lies and fraud in anti-Semitic texts in the Islamic Education textbook for the 12th grade. Jihad, ”holy war”, is also part of the curriculum. And these are just a few examples of the violence-promoting and anti-Semitic content of the textbooks.

There will be no peace in the Palestinian schools in the PA territories as long as hatred and violence are present in the textbooks. I therefore ask the concerned Swedish churches and organisations collecting money for the Palestinian schools, to pay attention to the evidence indicating that violence-promoting extremism and anti-Semitism are taught in the schools in which the Swedish churches and organisations are involved.

Actually, the Church of Sweden and the other churches and associations that have donated money to the schools can help the Palestinian Arab students to be liberated from the violence-promoting and anti-Semitic propaganda they are exposed to in their textbooks, by making demands on the Palestinian Authority to discontinue its anti-Semitic war curriculum. If the demands are not heeded by the Palestinian Authority, it is time to take action and cancel the support for the PA schools that glorify violence and terror.

I think children should be protected from violence-promoting messages. What happens when children are subjected to violence-promoting propaganda is a serious form of mental child abuse. And the Palestinian children have been subjected to this crime for years in the schools that have received Swedish aid. The consequences are continued Palestinian terror and pain on both sides of the Israeli-Palestinian conflict. The Palestinian textbooks will become a key issue for the Swedish Christian churches in the future.


Tobias Petersson is Director of the Swedish think tank Perspektiv på Israel (Perspective on Israel)The writer is a spokesperson and political researcher for the Swedish pro-Israel NGO Perspective on Israel (Perspektiv på Israel)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com