Przyjaciele, konkurenci, obcy. Żydzi w „Lalce” Bolesława Prusa

Przyjaciele, konkurenci, obcy. Żydzi w „Lalce” Bolesława Prusa
[ 19.05.2021 ]
Przemysław Batorski

Portret Bolesława Prusa, ok. 1895 r. Polona


109 lat temu w Warszawie zmarł Bolesław Prus. W „Lalce”, uznawanej za najwybitniejszą polską powieść, ukazał różnorodne portrety warszawskich Żydów znajdujących się na historycznym rozdrożu, wahających się między asymilacją a przywiązaniem do religii i tradycji.

Pan panu Łęckiemu da trzydzieści tysięcy rubli… a on panu ułatwi interes może na sto tysięcy rubli… Git!… Ja panu dam licytanta, co on za piętnaście rubelków podbije cenę domu. Bardzo porządny pan, katolik, tylko jemu nie można dawać wadium do ręki… Ja panu dam jeszcze jakie dystyngowane dame, co także za dziesięć rubelków będzie podbijać… Ja mogę dać jeszcze z pare Żydki, po pięć rubelków… Zrobi się taka licytacja, co pan może zapłacić za ten dom choćby sto pięćdziesiąt tysięcy i nikt nie zmiarkuje, jaki jest interes…

Wokulskiemu było trochę przykro.

W ogóle, może od roku, uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć; nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo. Słuchając tego, czasem myślę, że na ludzkość spada jakiś mrok duchowy, podobny do nocy.[1]

W pierwszym przytoczonym fragmencie Stanisław Wokulski prosi starego przyjaciela, Szlangbauma, właściciela kantoru i szaradzistę, o pomoc w kupnie domu Łęckich za 90 tysięcy rubli, co ma ocalić posag panny Izabeli. „Pan ujął się za mój Henryczek, pan nie prześladuje Żydów…” – docenia go stary Szlangbaum i wygrywa licytację dzięki pieniądzom „pożyczonym” przez Wokulskiego, któremu następnie oddaje w zastaw „długu” kupioną kamienicę. W drugim fragmencie Ignacy Rzecki nawiązuje, być może, do patriotycznego zbratania Polaków i Żydów, które miało miejsce w okresie powstania styczniowego, a w latach 70. XIX wieku odchodziło już w niepamięć, ustępując miejsca rosnącemu antysemityzmowi. Liczne obrazy życia Polaków i Żydów znajdujemy na kartach Lalki, ukazującej obraz dynamicznie zmieniającego się społeczeństwa Warszawy.

Między otwarciem Wielkiej Synagogi a pogromem

Bolesław Prus zmarł rankiem 19 maja 1912 r., a 22 maja odbył się jego pogrzeb. Wieńce żałobne, jak podaje Tadeusz Budrewicz, częściej przywoływały jego pierwszą powieść Placówka niż niedocenianą jeszcze w tym okresie Lalkę[2]. Jako że orszak pogrzebowy, który wyruszył spod kościoła św. Aleksandra w kierunku Powązek, zamienił się w olbrzymią manifestację o podtekście patriotycznym, „placówka” – słowo oznaczające żołnierski posterunek i kojarzone ze szczególną rolą wielkiego pisarza i wybitnego publicysty – lepiej nadawała się na sztandary. Nic dziwnego, bo w tym okresie Polacy byli wzburzeni antypolską polityką państw zaborczych, Rosji i Niemiec. W orszaku brało udział, według różnych świadectw, od 75 do 200 tysięcy ludzi, a nawet „całe miasto”. Prasa odnotowywała, że przez cały dzień w Warszawie nie doszło do „rabunków,  rozpraw  krwawych  i  grabieży  cudzej  własności”[3]. Pośród kondolencji przysyłanych przez Polaków z prowincji i emigracji „[s]tosunkowo  dużo  wyrazów  pamięci  płynęło  ze  strony  mniejszości żydowskiej”[4].

pogrzeb_prusa_kosciol_aleksandra_comp.jpg [577.60 KB]Pogrzeb Bolesława Prusa, 22 maja 1912 r. Kościół św. Aleksandra w Warszawie. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Aż do Lalki, Żydzi zajmują stosunkowo niewiele miejsca w powieściach Bolesława Prusa – pisze Samuel Sandler[5] – mimo że pisarz często wspominał o Żydach w publicystyce. Akcja powieści o Stanisławie Wokulskim dzieje się w latach 1878-1879, ale samą powieść drukowano w latach 1887-1889. Poza jej fabularnymi ramami, jak pisze Jacek Leociak, znajdują się dwa wydarzenia kluczowe dla dziejów Żydów w Warszawie i „załamywania się pozytywistycznego optymizmu co do możliwości rozwiązania podnoszonej przez całe XIX stulecie «kwestii żydowskiej»”[6].

Pierwszym z tych wydarzeń było otwarcie Wielkiej Synagogi na Tłomackiem w 1878 r., co stanowiło znaczące osiągnięcie środowisk Żydów postępowych. Drugim był pogrom warszawski w Boże Narodzenie 1881 r. – zamieszki wywołane tragedią w kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, kiedy 20 osób zostało stratowanych podczas ucieczki tłumu przed rzekomym pożarem[7]. O wywołanie popłochu oskarżono Żydów; w pogromie „[u]cierpiało 2011 rodzin (ok. 10 tys. osób), z których 948 straciło cały majątek, dwie osoby zginęły, a 24 zostały ranne. Największe straty ponieśli najubożsi: kramarze, uliczni sprzedawcy, szynkarze i rzemieślnicy”[8] – podaje Robert Szuchta. „Tłum plądrujący sklepy, kramy i szynki prowadzone przez Żydów został powstrzymany przez policję carską dopiero trzeciego dnia rozruchów. Do tego czasu rosyjskie władze nie interweniowały, pozwalając na bezkarny rabunek i przemoc”[9] – pisze Agnieszka Żółkiewska.

Wzrostowi nastrojów antyżydowskich i przemocy przeciw Żydom towarzyszył rozwój antysemityzmu. Samo określenie „antysemityzm” – pisze Leociak – zostało utworzone przez Wilhelma Marra, niemieckiego dziennikarza, który w 1879 r. założył Ligę Antysemicką, w celu nadania wrogości wobec Żydów ram pseudonaukowych[10]. W Polsce już w 1876 r. ukazała się broszura Jana Jeleńskiego Żydzi, Niemcy i my, w której autor wykładał, jaką należy przyjąć „taktykę” wobec mniejszości mających rzekomo nieproporcjonalną siłę ekonomiczną i zagrażających Polakom gospodarczą dominacją. W 1882 r. Jeleński zaczął wydawać pierwsze w Polsce antysemickie pismo pt. „Rola”. Ogłosił w nim, że Bolesław Prus to ukryty Żyd o nazwisku Głowasser[11].

Lalce odnajdziemy ślady nowoczesnego, ideologicznego antysemityzmu, oznaki niechęci Polaków do Żydów, a także i przede wszystkim – wzajemnej obcości. Wiele z tych epizodów dotyczy kwestii finansowych. „– Pan Wokulski sam wprowadza Żydów do handlu” – wypomina mu jeden z kupców podczas spotkania z arystokracją, która ma zainwestować w spółkę Wokulskiego do handlu z Rosją; ten jednak przeczy, jakoby jego projekt biznesowy był w jakikolwiek sposób wymierzony w Żydów. „Mój stary kupuje dom dla Wokulskiego, a oni myślą i pewnie mówią: ot, patrzajcie, znowu Żyd, lichwiarz zrujnował jednego katolika i pana z panów…” – myśli Henryk Szlangbaum, obawiając się konsekwencji udziału jego ojca w intrydze Wokulskiego. Sygnały niechęci do Żydów, jak i wielu innych chorób społecznych, są zresztą dyskretnie w tekst wplecione; kiedy stary Szlangbaum szuka Wokulskiego w teatrze, „naprzód nie miał z kim gadać, potem nie chciano z nim gadać, aż nareszcie dowiedział się, że pan Wokulski był dopiero co, ale że w tej chwili pojechał w Aleje Ujazdowskie”.

Przyjaciele

„Najciekawszym chyba pomysłem wykorzystanym przez Prusa przy prezentacji Żydów w Lalce jest ich zbliżenie do polskich bohaterów, zażyła przyjaźń między nimi, jak w żadnym chyba wcześniejszym polskim dziele literackim”[12] – pisze Sandler. O Wokulskim wiemy, że przed akcją powieści brał udział w konspiracji niepodległościowej, a na syberyjskim zesłaniu towarzyszyli mu żydowscy przyjaciele: doktor Michał Szuman i kupiec Henryk Szlangbaum, syn starego Szlangbauma. O Henryku pisze Rzecki w swoim pamiętniku:

Wrócił z Syberii razem ze Stachem i doktorem Szumanem i zaraz wstąpił do chrześcijańskiego sklepu, choć Żydzi dawali mu lepsze warunki. Od tej też pory ciągle pracował u chrześcijan i dopiero w roku bieżącym wymówili mu posadę. W początkach maja pierwszy raz przyszedł do Stacha z prośbą. Był bardziej skurczony i miał czerwieńsze oczy niż zwykle. – Stachu – rzekł pokornym głosem – utonę na Nalewkach, jeżeli mnie nie przygarniesz. – Dlaczego żeś od razu do mnie nie przyszedł? –spytał Stach. – Nie śmiałem… Bałem się, żeby nie mówili o mnie, że Żyd musi się wszędzie wkręcić. I dziś nie przyszedłbym, gdyby nie troska o dzieci.

Warto zauważyć, że Rzecki inaczej traktuje „swojego” Żyda Szumana – tego, który całkowicie się zasymilował – i wahającego się między różnymi tożsamościami Szlangbauma, któremu najwyraźniej mniej ufa, a także „Żydów” w liczbie mnogiej, traktowanych jako zupełnie obcy. Bliższa znajomość z Żydem niezasymilowanym pozostaje niemożliwa. Również Szuman w toku powieści będzie się odgrażał, że dołączy do Żydów postępowych, ale „nie wdzieje liberii tych parchów”. Oczywiście, nie każda niechęć wobec Żydów jest ostrym antysemityzmem, a raczej świadectwem braku wzajemnych kontaktów i nieufności podszytej ekonomiczną rywalizacją.

Kiedy Rzecki wraca z Węgier do Polski, w okolicach Krasnegostawu Żyd (być może opłacony przez Jana Mincla) udziela mu pomocy. „Nareszcie dał mi butelkę wybornego miodu, zaprowadził do gotowej już furmanki, lecz – ani chciał słuchać o żadnym wynagrodzeniu. – Ja bym się wstydził brać od takie osobe, co z migracje wraca – odpowiadał na wszystkie moje zaklęcia”. Żyd interesuje się tylko zakupem łupów wojennych – złotych dukatów – które, jak sądzi, Rzecki przywozi z Węgier. Podobne podejście reprezentuje stary Szlangbaum.

aron_tenenbaum_jpg.jpg [598.56 KB]Szaradzista Aron Tenenbaum w księdze jubileuszowej „Kuriera Warszawskiego”, 1896 r. / Biblioteka Cyfrowa Politechniki Warszawskiej

Chociaż nie lubię poszukiwania literackich „pierwowzorów”, dla starego Szlangbauma warto zrobić wyjątek. „Stary Szlangbaum – to postać rzeczywista; nazywał się Tenenbaum, a portret jego, kto chce, może oglądać w Księdze jubileuszowej «Kuriera Warszawskiego»” – pisał Ludwik Włodek[13]. Aron Tenenbaum był „dostawcą szarad kurierkowych” dla „Kuriera Warszawskiego”[14], do którego stale pisywał Prus, przez blisko czterdzieści lat, a pracował jako „odbiorca przysiąg w sądach”, czyli raczej nie miał wiele wspólnego z zamożnym właścicielem kantoru z Lalki.

Stary Szlangbaum, podobnie jak Tenenbaum, jest pięknym wspomnieniem o dawnej żydowskiej Warszawie; jednak największe znaczenie dla Wokulskiego ma Szuman, stanowiący – jak podkreśla Józef Bachórz za Zygmuntem Szweykowskim – swoiste przeciwieństwo Wokulskiego. Niegdyś romantyk i zakochany młodzieniec stał się zaciekłym pozytywistą i naukowcem amatorem. Wokulski zaś przeszedł podobną drogę, ale zaszedł dalej, znów stając się romantykiem[15]. Obu tych bohaterów cechuje samotność i wewnętrzne pęknięcie.

Obcość i wrogość

„To jest okropne, że Stach ma więcej zaufania do Żydów aniżeli do mnie…” – myśli Rzecki, który w toku powieści stopniowo nabywa antyżydowskie odruchy, dziwiąc się temu, że Wokulski dopuszcza Żydów do swojej założonej z polskimi arystokratami spółki do handlu z cesarstwem.

Chociaż autor Lalki w powieściach i felietonach krytykował u Żydów zacofanie i izolację, to „spod pióra Prusa wychodziły jednak przede wszystkim apele potępiające wszelkie formy prześladowania, dyskryminacji i ograniczeń, tak liczne w wielowiekowej historii Żydów europejskich”[16] – pisze Sandler. – „Bardzo często też Prus narzekał na wzajemną izolację i ignorancję, cechującą zarówno społeczeństwo polskie, jak i żydowskie, żyjące obok siebie i nieznające siebie nawzajem. Piętnował antysemityzm i przesądy antysemickie, między innymi oskarżenia o mordy rytualne i używanie krwi chrześcijańskiej do pieczenia macy, na co Rzecki uskarża się w Lalce[17].

Warszawa w latach 70. XIX wieku, kiedy dzieje się akcja Lalki, liczyła około 350 tysięcy mieszkańców, a blisko 1/3 z nich stanowili Żydzi[18]. Wraz z dynamicznym wzrostem ludności miasta rosła też liczba obywateli wyznania mojżeszowego – było to wówczas największe ich skupisko na świecie. Po klęsce powstania styczniowego i uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim, tak zwane „sprawy żydowskie” zajmowały coraz ważniejsze miejsce w publicystyce pozytywistów. „Perspektywa wielokulturowego i wielonarodowościowego społeczeństwa nie mieściła się w pojęciach europejskich XIX wieku, poza utopiami”[19] – zaznacza Sandler. Prus odnosił się entuzjastycznie do rodzącego się syjonizmu, a na ziemiach polskich widział przyszłość dla Żydów tylko w asymilacji. W Lalce znajdujemy liczne i złożone przedstawienia tych napięć oraz dwie, a nawet trzy wersje żydowskiej tożsamości: przywiązanie do tradycyjnej religijności i obyczajów; pełną asymilację do kultury polskiej; rozwiązanie pośrednie, polegające na udziale w polskim życiu gospodarczym przy oporze przed asymilacją.

Bohaterowie Lalki często mają problem z antysemityzmem – dotyczy on jednak przede wszystkim drobnomieszczańskich subiektów i urzędników, których wrogość wobec Żydów zapowiada przyszłe pogromy. Niechęć czy nieufność do Żydów jest powszechna i tylko Wokulski pozostaje całkiem od niej wolny. Co ciekawe, nie zabiera jednak otwarcie głosu w obronie Żydów, oświadczając na zebraniu z polskimi arystokratami i kupcami, że nie musi się tłumaczyć ze swoich interesów. To dlatego, jak podkreśla Bachórz, że mężczyźni w Lalce również w kontaktach osobistych od łzawych wyznań wolą szorstkie słowa, gesty i czyny: „starczy to, by okazać przyjaźń na przekór emfatycznym zwyczajom sentymentalno-romantycznym”[20].

Odkąd Henryk Szlangbaum staje się subiektem w magazynie Wokulskiego, inni subiekci natychmiast zaczynają wymieniać za jego plecami odpowiednio głośne antysemickie docinki. „– Zerwać z Żydami” – mówi Wokulskiemu subiekt Lisiecki. – „Bardzo dobrze robi szef wycofując się z tych parszywych stosunków. Nieraz aż wstyd wydawać reszty, tak pieniądze zalatują cebulą”. Narrator powieści wspomina o tym, że młody Szlangbaum był drobnym, zaniedbanym mężczyzną, co dodatkowo podkreślało antysemicki stereotyp. W końcu to on jednak przejmuje magazyn po Wokulskim – i wysyła jednego z nowych pracowników, Gutmorgena, by szpiegował Rzeckiego, kiedy ten po godzinach pracy układa swoje ukochane lalki w witrynie sklepu. Polacy spotykają Żydów w sądzie, przy pożyczaniu pieniędzy, jednak przeważnie obie grupy pozostają w oddaleniu od siebie. Większość Żydów mówi zniekształconą polszczyzną, a ich świat jest dla Polaków niepoznawalny; żyją „w kompletnej nieomal izolacji społeczno-kulturalnej”[21].

W zakończeniu powieści nad zwłokami Rzeckiego spotykają się oprócz Szlangbauma aferzysta Maruszewicz i drobny urzędnik Węgrowicz, jednak Szuman wygania ich z pokoju i ze zmarłym pozostaje tylko on i Ochocki. Szlangbaum zostaje postawiony w szeregu z powieściowymi „mętami”, jednak Prus nie wpisuje się tu w język antysemicki, gdyż sam Węgrowicz jest antysemitą. O ile bohaterowie zostają w pewien sposób uporządkowani, to raczej według pojmowanej przez Prusa „użyteczności” – i to w jej ponurej, pesymistycznej i autoironicznej interpretacji.

Nad zwłokami Rzeckiego spotykają się dwie grupy nieudanych romantyków i pozytywistów – ci pierwsi, Ochocki i Szuman, pozostają romantykami trochę wbrew woli, bierni, bezpłodni, przegrani, mimo prób udoskonalenia społeczeństwa, zaangażowania w postęp naukowy. Sam Rzecki wybrał inną dziedzinę twórczości, chcąc poprzez swój pamiętnik zapisać się w pamięci przyjaciół i czytelników. Ci drudzy – reprezentują życiowe instynkty: pożądanie przyjemności, kariery, pieniędzy, a zarazem z punktu widzenia społeczności są bierni, niemi, bezczynni; nie mogą być filarem silnego społeczeństwa.

Konflikt tożsamości

„Tak tedy — myślał Wokulski — zanosi się na walkę między Żydami postępowymi i zacofanymi o naszą skórę, a ja mam brać w niej udział jako sprzymierzeniec tych albo tamtych… Piękna rola!… Ach, jak mnie to nudzi i nuży…” – rozmyśla Wokulski, kiedy doktor Szuman przedstawia mu wizję walki dwóch stronnictw Żydów.

„Prus ukazuje patologię kondycji psychicznej samotnika Szumana, który znalazł się w rozpaczliwej sytuacji zasymilowanego do kultury polskiej Żyda. Już nie ma dla niego miejsca w społeczności żydowskiej, którą dawno opuścił, a wie, że nie będzie przez społeczeństwo polskie nigdy widziany inaczej niż jako Żyd”[22] – pisze Sandler. Podobna jest sytuacja młodego Szlangbauma, który po próbie spolonizowania się powraca jednak do oryginalnego żydowskiego nazwiska i tożsamości, obawiając się jako przechrzta odrzucenia przez oba środowiska. Szuman stara się odwieść Wokulskiego od projektu małżeństwa z panną Izabelą, wspominając też własną młodość, kiedy był narzeczonym panny z chrześcijańskiej rodziny, ale niechęć jej środowiska do małżeństwa z Żydem doprowadziła do tragedii.

Problem antysemityzmu nakłada się także na piętnowany w powieści brak polskiej przedsiębiorczości. „Mieszczanie i arystokracja oskarżają Żydów o opanowywanie handlu i finansów, ale nie okazują najmniejszej ochoty i jakiejkolwiek przedsiębiorczości, by podejmować aktywność w tych dziedzinach. Wokulski dowodzi, że w całym kraju nie znalazł się nikt poza Żydami, kto chciałby nabyć jego sklep oraz przejąć po nim kierownictwo spółki do handlu ze Wschodem, przynoszącej świetne dochody”[23] – zaznacza Sandler. Szuman zaczyna nawet mówić antysemickimi kliszami, kiedy stara się odrzucić resztki romantycznego języka i zaangażować się w bliżej nieokreślony postępowy projekt: „w interesie cywilizacji leży, ażeby kierunek spraw był w naszych rękach” – mówi Wokulskiemu.

„Powieść Prusa to interesujący dokument historycznej roli, jaką Żydzi odegrali w polskiej ekonomii (i w dziejach kraju kluczowego dla historii i doświadczenia Żydów)” – pisze Fredric Jameson, podkreślając, że osobność polskiego doświadczenia daje Lalce wyjątkowe miejsce na tle powieści europejskiej[24]. I dodaje: „jest to świat tak bardzo obcy zachodniemu doświadczeniu, że odbiorcy Prousta lub czytelnicy angielskiej powieści mogliby uznać taki obraz społeczeństwa za całkowicie niezrozumiały”[25].

U nas, panie – mówi Wokulskiemu stary Szlangbaum – niby u Żydów, jak się młodzi zejdą, to oni nie zajmują się, jak u państwo, tańcami, komplementami, ubiorami, głupstwami, ale oni albo robią rachunki, albo oglądają uczone książki, jeden przed drugim zdaje egzamin, albo rozwiązują sobie: szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas ciągle jest zajęty rozum i dlatego Żydzi mają rozum i dlatego, niech się pan nie obrazi, oni cały świat zawojują. U państwa wszystko się robi przez te sercowe gorączke i przez wojne, a u nas tylko przez mądrość i cierpliwość.


Przypisy:

[1] Wszystkie cytaty z Lalki podaję za wydaniem w Wolnych Lekturach, na podstawie wydania: Bolesław Prus, Lalka, przedmowa Henryk Markiewicz, Warszawa 1975; tekst dostępny w internecie: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lalka/, dostęp 19.05.2021 r.

[2] Tadeusz Budrewicz, Pogrzeb Bolesława Prusa, „Ruch Literacki” r. LVI, z. 4 (331)/2015, s. 370.

[3] Za: tamże, s. 358.

[4] Tamże, s. 372.

[5] Samuel Sandler, Żydzi i sprawy żydowskie w „Lalce” Bolesława Prusa, „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”, rok IX (LI) 2016, s. 168.

[6] Jacek Leociak, Żydzi (hasło) w: Leksykon „Lalki”, red. Agnieszka Bąbel i Alina Kowalczykowa, Warszawa 2011, s. 190.

[7] Tamże.

[8] Robert Szuchta, 1000 lat historii Żydów polskich. Podróż przez wieki, Warszawa 2015, s. 143.

[9] Agnieszka Żółkiewska, 8. Lata 1863-1918, w: Warsze-Warszawa. Żydzi w historii miasta 1414-2014, red. Paweł Fijałkowski, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2020, s. 232.

[10] Jacek Leociak, Antysemityzm (hasło), w: Leksykon „Lalki”, dz. cyt., s. 11.

[11] Tamże, s. 12.

[12] S. Sandler, dz. cyt., s. 171.

[13] Za: Ludwik Bohdan Grzeniewski, Warszawa w „Lalce” Prusa, Warszawa 1965, s. 75.

[14] Określenie Aleksandra Kraushara. Za: tamże, s. 176.

[15] Józef Bachórz, Doktor Szuman w powieści Prusa, w: tegoż, Spotkania z „Lalką”, Gdańsk 2010, s. 165.

[16] S. Sandler, dz. cyt., s. 167.

[17] Tamże, s. 167-168.

[18] Tamże, s. 169. W 1882 r. dokładnie 127 917 osób. Za: A. Żółkiewska, dz. cyt., s. 216.

[19] S. Sandler, dz. cyt., s. 169.

[20] J. Bachórz, dz. cyt., s. 177.

[21] S. Sandler, dz. cyt., s. 171.

[22] Tamże, s. 176.

[23] Tamże, s. 170.

[24] Fredric Jameson, Zakochany biznesmen, tłum. Ryszard Koziołek, „Teksty Drugie” nr 1/2 (121-122), s. 276.

[25] Tamże, s. 267.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘My Unorthodox Life’: The best gift to antisemites since ‘The Protocols’ – comment

‘My Unorthodox Life’: The best gift to antisemites since ‘The Protocols’ – comment

ELLIOT COHEN


If film is more your media of choice, check out The Eternal Jew, a 1940 Nazi propaganda film. There are disturbing similarities to My Unorthodox Life.

‘MY UNORTHODOX LIFE’ / (photo credit: NETFLIX)

Tuning in to My Unorthodox Life, I expected a glossy, scripted reality show. Instead, I found that Ilhan Omar’s infamous antisemitic quote “all about the Benjamins, baby” has been turned into an evening of Netflix and chill.

I watched every episode twice, hoping that my initial impression of antisemitic undertones packaged for global distribution was wrong. It wasn’t.

The show stars Julia Haart, “Elite World Group CEO and a former member of an ultra-Orthodox Jewish community, and her adult kids.” The plot is interesting, and the characters are colorful. Filmed on location in Paris and New York, featuring wealthy, good-looking people talking about sex and fashion.

Viewers are introduced to a Jewish woman who has “walked out” on her community, her religious practices and members of her immediate family. A woman whose life appears to now be one of materialism, manipulation and massive display of wealth.

JULIA HAART in ‘My Unorthodox Life.’ (credit: NETFLIX)

Many people who are familiar with Orthodox Jewish communities were very disturbed by the show, mainly because of the many blatant misrepresentations.

Haart states that she is a proud Jew, sharing an insider story. She describes her former community as closed, clannish, misogynist and isolationist, recalling centuries of antisemitism. The “Yeshivish” community of Monsey, New York that Haart left, does not restrict women from driving or girls from singing, dancing and participation in sports. It is a mainstream Orthodox community in which brainwashing and oppression are not acceptable.

In their quest to become the “Jewish Kardashians,” Netflix and Jeff Jenkins gave antisemites their greatest media gift since The Protocols of the Elders of Zion. Not the obvious acts of antisemitism that we experience today – swastikas sprayed on synagogues, cemeteries desecrated, Holocaust denial, physical violence and hate speech on college campuses. What Netflix has delivered is more subtle and potentially more dangerous. The antisemitic viewer meets a real Jewish family for the first time, who just happens to be living in a $55M Chelsea penthouse.

While the Protocols are clearly fake, Haart is real. Haart is not into global domination of the financial markets (maybe that’s coming next season) but her life fits in very well with the concepts of economic antisemitism.

The antisemitic dog whistles are loud and clear. Netflix has worked centuries-old tropes into the script, with Haart as collaborator – as she stated to the New York Times: “Nothing went in there without my approval.”
Chill, you say – the media is full of stereotypes. Jews have been stereotyping themselves in the name of entertainment for generations.

Archie Bunker’s Jewish lawyer and Mel Brooks’s Max Bialystock are fictional characters. Haart is real, “exposing” what Jews are like, documented as “fact” from an insider, not as a fictional stereotype. It’s also not the same as shows like Jersey Shore, which create an obviously artificial setting to exaggerate a common stereotype.

If film is more your media of choice, check out The Eternal Jew, a 1940 Nazi propaganda film. There are disturbing similarities to My Unorthodox Life. Sharing just one – the film claims that the Jewish people change their outward appearances when they leave their Polish nests and go out into the rich world. Sound familiar, Julia?

Did Jeff Jenkins study the scripted and faked scenes of this 1940 “reality show”?

Moving on to the “fundamentalist” dog whistle.

Haart describes her community as “fundamentalist,” mentioned three minutes into the first episode. I stopped counting after hearing the word repeated 15 times. This term is simply not used in any Jewish community. Orthodox groups may identify as ultra-Orthodox, hassidic, Yeshivish, Frum, Dati, haredi or Modern Orthodox. Never fundamentalist. Why has Haart been scripted into use of this word, which is typically used with the intent to stir up religious hatred?

She mentions it in the same breath as Muslim fundamentalism, as if putting the Saudi Jihadists of September 11 and the ultra-Orthodox teachers in her Monsey high school in the same category.

On this count, Netflix may be in violation of England’s Racial and Religious Hatred Act 2006 (c. 1).

Jenny Singer, writing for Glamour Magazine, states: “the show pushes one message: Ultra-Orthodox Jews are dangerous… a reality show that depicts them as monsters.”

Netflix and Julia Haart could have maintained the entertainment value of the show while reducing the traumatic undertones of antisemitism.
A scene of Haart donating money to the Kids Kicking Cancer charity or clothes to Goodwill would have added a positive dimension to her portrayal of Jewish values. Such a scene is completely absent.

Given that American activism likely helped free her family from Soviet antisemitism, would it have been out of place for her to promote an activist cause? I find it ironic that after her family’s oppression in Moscow, she and her show are now fueling antisemitism in New York.

Yosef Handler (her ex) and their 14-year-old son, Aron, are bright spots in the show. They clearly state their commitment to their beliefs while being accepting of others. Falsehoods and misrepresentations show up early in the first episode. Yosef’s words of wisdom to Aron (S1E8 7:23), showing a beautiful aspect of Jewish thought, are shared in one of the final episodes.

Now that a second season has been announced, I appeal to Julia, Batsheva, Miriam and Shlomo, to understand the potential lethal implications of your acting and the zero tolerance for antisemitism. Please do the right thing and retire on the success of the first season.

A bit of homework for the reader: Choose an ethnic group, race, nationality or religion. Put together a reality show plot synopsis. Make sure to incorporate relevant, common stereotypes. Add some fear and hatred of the “other” into the mix. Make a few copies. Consider the result and implications. Now throw it in the garbage.

That is what Netflix should have done with My Unorthodox World.


The writer is an occasional contributor. In his day job he is CEO of Coworking Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kibbutz harvests previously extinct dates eaten in Judea 2000 years ago

Kibbutz harvests previously extinct dates eaten in Judea 2000 years ago

ROSSELLA TERCATIN


Last year, one of the palms bore fruit for the first time, and now the production has increased with some of it being sold to visitors.

.
Dates from palm tree grown from 2,000 year old see at the Arava Institute for Environmental Studies. /  (photo credit: Marcos Shonholtz)

Researchers recently harvested the second crop of dates grown on palm trees from 2,000-year-old seeds retrieved from archaeological excavations in the region, the Arava Institute for Environmental Studies in Kibbutz Ketura said Monday.

After one of the trees bore fruit for the first time last September, this year’s harvest has increased. Some of the dates will be available for visitors to buy and taste a staple of the ancient Judeans’ diet.

The special fruits resemble modern species of dates and have a very sweet taste, similar to honey, according to people who have tasted them.

The ancient palm grove at Ketura has a few trees. The most senior, which researchers have named Methuselah – the oldest man who ever lived, according to the Bible – was planted in 2005 from a seed found in Masada in the 1960s during excavations led by legendary Israeli archaeologist Yigal Yadin.

Over the following years, the researchers decided to replicate the experiment, planting another 32 seeds from various excavations. About six of them eventually germinated, mostly from Masada or Qumran, another iconic site, where the world renowned Dead Sea Scrolls were unearthed.
.
Dates from palm tree grown from 2,000 year old see at the Arava Institute for Environmental Studies. (credit: Marcos Shonholtz)

While Methuselah was found to be a male tree, some of the new palms turned out to be female, allowing pollination.

“It’s very exciting to taste the dates and see such a large and significant amount of fruit because we had no guarantees that we would get a fruit-bearing female tree,” said Dr. Elaine Solowey, director of the Arava Institute’s Center for Sustainable Agriculture, who leads the project together with Dr. Sarah Sallon, director of the Louis L. Borick Natural Medicine Research Center of Hadassah-University Medical Center.

“It looks like a miracle on several levels,” she said. “Seeds from archaeological digs sprouted successfully, and against all odds, female trees sprouted among them. We are excited to revive an ancient variety of dates.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TARNÓW. „GALICJANER SZTETL”


TARNÓW. „GALICJANER SZTETL”


GALERIA

TARNÓW. EDZIA, HANNA MILLER, ANNA WEKSLER (1939)

Pierwsze rodziny żydowskie osiedliły się na przedmieściu wschodnim Tarnowa w XV w. W XVI w. zezwolono im na zakup kilku domów w obrębie murów miejskich, ale przy wyraźnie wydzielonej ulicy. Tak tworzyć się poczęła dzielnica żydowska, bardzo powoli rozszerzająca swój obszar.

4 maja 1581 r. Żydzi tarnowscy otrzymali przywilej od ówczesnego właściciela Tarnowa, księcia Konstantego Wasyla Ostrogskiego zapewniający im wyłączenie spod jurysdykcji tarnowskiej (miejskiej), a także gwarantujący bezpieczeństwo synagogi i cmentarza. Jednakże już w 1633 r. wydany został dekret zabraniający przyjmowania Żydów do miasta oraz zakazujący im zajmowania się handlem, szynkarstwem i dzierżawami. 3 lipca 1637 r. wszystkie dawne przywileje przywrócono, aby w 1654 r. znów je odwołać.

Dopiero w drugiej połowie XVIII w. miasto, zniszczone gospodarczo i popadające w ruinę, zezwoliło na liczniejsze osiedlenie się kupcom żydowskim w obrębie murów miejskich. W 1772 r. mieszkało tu 1200 Żydów, stanowiąc 34% ludności. W 1788 r. założono szkołę żydowska, której pierwszym rektorem został Naftali Herz Homberg. W 1842 r. założono szpital żydowski. W 1890 r. fundacja barona Hirscha założyła w Tarnowie drugą szkołę żydowską.

W drugiej połowie XIX w. Żydzi przodowali w handlu i drobnym przemyśle. Zajmowali wówczas zwartym osadnictwem całą wschodnią część miasta, zwaną Grabówką, a także Rynek i kilka przyległych ulic. W 1890 r. w mieście mieszkało 11 677 Żydów, stanowiąc 42,4% ogółu mieszkańców.

W 1887 r. powstało stowarzyszenie syjonistyczne Hatchija („Odrodzenie”), które zmieniło potem nazwę na „Syjon”. W latach 1891–1893 Tarnów stał się „metropolią” ruchu syjonistycznego, do której zwracały się podobne organizacje nie tylko z miast galicyjskich, ale także z Wiednia i Berlina. W latach 1895–1896 sprowadzono z Palestyny duże ilości wina i koniaku do miejscowych sklepów (podobnie jak do Lwowa); zyski ze sprzedaży trunków przekazano na cele towarzystw kolonizacyjnych. W 1897 r. wybitny działacz syjonistyczny Abraham Salz utworzył w 1897 r. stowarzyszenie Ahawat Syjon („Miłość Syjonu”, także Galicyjskie Towarzystwo do Prac Kolonizacyjnych w Palestynie), z siedzibą w Tarnowie. Miało ono doprowadzić do „założenia nowego osiedla w Palestynie i skolonizowania go, w miarę możności Żydami pochodzącymi z Galicji”. W tym celu Salz zakupił od słynnego bankiera Edmunda Rotszylda grunty w Górnej Galilei o powierzchni 900 ha. Nadano im nazwę Machnaim. Na początku 1898 r. Ahawat Syjon mianowało Zygmunta Bromberga administratorem kolonii i wysłało go do Palestyny. Jesienią 1898 r. wyjechało do Machnaim pierwszych 11 kolonistów z Tarnowa, a w początku następnego roku –  dalszych pięciu. W 1903 r. powstało stowarzyszenie syjonistyczne żydowskich kobiet „Miriam”. W 1906 r. odrodziła się frakcja ortodoksyjnej organizacji Mizrachi, funkcjonującej już w Tarnowie przed 1884 roku.

W 1908 r. ukończono budowę Nowej Synagogi, zwanej Jubileuszową. Była to najbardziej okazała budowla gminy żydowskiej w mieście. W 1910 r. powstało stowarzyszenie Safa Berura, które założyło w Tarnowie szkołę i bibliotekę, liczącą 20 tys. książek w języku polskim, hebrajskim, jidysz i niemieckim.

W okresie międzywojennym w 1921 r. w Tarnowie żyło 15,6 tys. Żydów, stanowiąc 42% mieszkańców. W latach 1920–1939 emigrowało do Palestyny przeciętnie 70–150 osób rocznie. W 1928 r. zaczęto wydawać syjonistyczny „Tygodnik Żydowski” w języku polskim, który zdobył sobie powszechną poczytność w mieście. We wrześniu 1939 r. liczba Żydów w Tarnowie wzrosła do około 25 tys. osób (45% ogółu mieszkańców). Znaczna część z nich stanowiła elitę intelektualną i kulturalną miasta; byli to adwokaci, lekarze, muzycy, nauczyciele, przedsiębiorcy. Większość Żydów należała jednak do biedoty. Tarnów był wówczas czwartym w byłej Galicji miastem co do liczby Żydów – po Lwowie, Krakowie i Stanisławowie, a pierwszym pośród większych miast pod względem udziału w ogólnej liczbie mieszkańców.

Podczas drugiej wojny światowej, Niemcy wkroczyli do Tarnowa 7 września 1939 r. Już w listopadzie 1939 r. spalili i wysadzili wszystkie synagogi oraz domy modlitwy (było ich 40). W marcu 1941 r. z ich rozkazu powstało getto, w którym zamknięto ok. 40 tys. Żydów z Tarnowa, okolic oraz zagranicy.

Pierwszy aktem ludobójstwa w Tarnowie była tzw. pierwsza akcja. W dniach 11–19 czerwca 1942 r. Niemcy zgromadzili na rynku miejskim tysiące Żydów. Jednocześnie na ulicach miasta oraz na cmentarzu żydowskim rozstrzelano 3 tys. osób, w lesie w pobliskiej Zbylitowskiej Górze zamordowano kolejne 7 tys. osób, a następne 12 tys. wywieziono do obozu zagłady w Bełżcu. We wrześniu 1942 r. wywieziono 5 tys. Żydów do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau oraz 3 tys. Żydów do obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Podczas likwidacji getta we wrześniu 1943 r. Niemcy zamordowali na miejscu ok. 10 tys. Żydów, a pozostałych wywieźli do obozu koncentracyjnego w Płaszowie i obozu pracy przymusowej w Szebniach. Opuszczone budynki getta niszczały; rozebrano je już po wojnie. Na ich miejscu powstało nowe osiedle, które zupełnie zatarło kształt pierwotnej dzielnicy, w całości przed wojną zamieszkałej przez Żydów.


BIBLIOGRAFIA

  • Bańburski K., Bogacz J., Kozioł J., Żydzi w Tarnowie: świat, którego nie ma, Tarnów 2003.
  • Bartosz A., Żydowskim szlakiem po Tarnowie, Tarnów 2007.
  • Hońdo L., Cmentarz żydowski w Tarnowie, Kraków 2001.
  • Śliwa J., Tarnów, [w:] Encyclopedia of Camps and Ghettos, 1933–1945, Bloomington – Indianapolis 2012, ss. 584–587.
  • Tarnow, [w:] Encyclopedia of Jewish Life Before and During the Holocaust, vol. III, New York 2001, ss. 1293–1296.
  • Tarnow, [w:] Encyclopaedia Judaica, red. F. Skolnik, M. Berenbaum, t. 19, Detroit 2007, ss. 519–520.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


How the Abduction of a Jewish Boy Led to the Founding of “Alliance”

How the Abduction of a Jewish Boy Led to the Founding of “Alliance”

Ushi Derman


The Alliance school network has been considered for years an educational empire. More than a million students have graduated from its hundreds of schools in dozens of countries around the world, since its founding in 1860. Much has been written about Alliance’s educational message. Its leaders’ proficiency in integrating the old and the new, tradition and progress, and excellence and humanity led to a significant cultural and social revolution among the Jewish boys and girls who lived in Islamic nations – from the North African city of Tetouan to the Land of Israel to Tehran.

That is all well and good. But do the thousands of pupils attending the first day of school this morning at Israel’s Alliance schools know that they owe their education to the germ that infected a helpless Italian-Jewish baby 167 years ago? Probably not. 

Alliance Israelite Universelle girls’ school in traditional costume, Tunis, Tunisia, 1903 ( Oster visual documentation center at Beit Hatfutsot, courtesy of Abraham Hatal, Jerusalem)

Shlomo Mortara was a successful Jewish tailor from Bologna, whose clientele included the local police. Ten policemen wearing uniforms produced by the Mortaras knocked on their door on the evening of June 23, 1858. Their stern facial expressions signaled to the tailor that this jovial group had not come to praise him for his sewing skills. One officer presented Mortara with a decree signed by Pope Pius IX, stating that he must hand over his six-year old son Edgardo to the church at once. The reason: Church records revealed that Edgardo had been baptized when he was a year old, and the law banned Catholic children from being educated in a Jewish home. Once must remember that at that time, the modern nation of Italy had yet to be established, and the city of Bologna was part of the Papal State. The failing theocracy’s primitive law enforcement answered to Pope Pius IX, the head of state who declared himself the only human on the planet who was never mistaken.

The Jewish tailor begged the Italian officers to grant him 24 hours to clarify the matter and immediately contacted the city’s governor. The governor shared with him some jaw-dropping information. When Edgardo was a year old, he had contracted tuberculosis and appeared to be dying. This much the father certainly knew. But he did not know that – fearing that the infant would pass to the afterlife and burn in eternal hell before he was absolved of his sins – the family’s Christian servant girl, Anna Morisi, took him to the church to baptize him.

The teaching staff of Alliance School, Hamadan, Iran 1947 (Oster visual documentation center at Beit Hatfutsot, courtesy of Moshe Rassek, Israel)

Anna Morisi was not just an innocent believer. She had a complex past. She had become pregnant out-of-wedlock a few years prior. Shlomo Mortara mercifully paid to board her baby in an orphanage. But when she fell pregnant again several years later, the Mortaras refused to collaborate and fired their servant. As the old saw says, you should always beware of those you help. She divulged to church authorities after she was sacked that the Mortara family was holding a baptized child.

The father’s pleas did not help. Two days later, a carriage loaded with toys and sweets provided by the Church stopped in front of the Mortara home, and they were forced, choking back their tears, to bid their little son farewell. They would only meet again when Edgardo was an altar boy named after his abductor, “Pius.”

But what’s the big deal? The Church has kidnapped hundreds of Jewish children throughout history. What made Steven Spielberg consider turning the Edgardo Mortara story into a film? The answer combines technology and politics.

Inspector Milou addresses the director Mr. Lerner and the children and teachers of Alliance School during the end of the year ceremony, Meknes, Morocco, June 1954 ( Oster visual documentation center at Beit Hatfutsot, Raphael and Georgette Cohen collection)

One must remember that this story did not take place in the dimness of the Middle Ages. It occurred during the last third of the 19th century, when trains began to transverse Europe and the telegraph that connected the four corners of the globe expedited the development of mass communications. The Jewish world exploited the technological revolution, and key figures like Minister Moses Montefiore, shed light on the story that echoed around the world. International press dubbed it the “Mortara Affair.” It represented a significant turning point as it comprised the first public Jewish protest since the Jews’ emancipation.

The Mortara Affair also touched an acutely sensitive political nerve: the battle of secular Western nations to wrest the public arena from religious institutions led by the Papal State. Major French and English newspapers used the kidnapped Jewish boy to lock horns with the Church and the Mortara case remained in the headlines.

“This was an act of arrogance on the part of one of the most backwards nations in the West,” wrote historian Renee Remo about the Papal State. “The abduction of the Italian-Jewish boy from Bologna did much more to foment anti-religious Catholic sentiment than the awkward public blunders of dozens of bishops and priests.” In other words, the free world hated the Church more than it pitied the Mortaras.

Student of the Laurence Kadoorie School, Mosul, Iraq 1930s. In the background the two school buildings: one the Alliance school for boys named after Laurence Kadoorie, and the second, the Alliance school for girls named after Rima Kadoorie. ( Oster visual documentation center at Beit Hatfutsot , courtesy of Ezra Laniado, Israel)

How did the story end? All attempts to free Edgardo failed, because Pius IX refused and because reeducation turned the Jewish boy into a devout Catholic. When he became a teenager, Edgardo changed his name to Pius and joined the Augustine Order. He later served the Church in Germany and New York, earning the title of Papal Emissary. In 1879, 21 years after he was kidnapped from his parents’ home, he was permitted to renew his relations with his Jewish family. He died in a Belgian monastery in 1940.

The most important lesson learned from this dismal affair was that there was a need for an independent Jewish framework to fight the Church’s proselytizing. This was the background for the establishment in 1860 France of the Alliance Israélite Universelle Society, bearing the motto:  “All Jews are responsible for one another.”  Owing its establishment in large part to the “Mortara Affair,” Alliance championed the empowerment of Jewish identity alongside instilling modern values, foreign language acquisition, and science education. The first Alliance school opened in 1862 in Tetouan, Morocco. In 1870, the first agricultural school opened in the Land of Israel in Mikveh Yisrael. The Alliance school in Haifa opened in 1884, and eight years later, another Alliance school opened in Jerusalem.

They say that the fluttering of a butterfly’s wings on one side of the globe can lead to a tsunami on the other. In this story, the emergence of a miniscule germ in the Land of the Boot sparked an educational and social revolution in the Jewish world of the Islamic nations and the Middle East, changing the lives of tens of thousands of children and adults. May this school year be a success!


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com