Koniec monopolu GAFA, czyli życzenia na 2021 rok

Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii (SAUL LOEB/AFP/East News)


Koniec monopolu GAFA, czyli życzenia na 2021 rok

Wojciech Orliński


Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii

.

Za nami najstraszniejszy rok od II wojny światowej, nadchodzący też zapowiada się niezbyt różowo, ale jest jedna sprawa, na którą patrzę z optymizmem. W tym roku chyba spełni się moje marzenie o uregulowaniu technologicznych monopolistów.

Postuluję to jako publicysta od kilkunastu lat. Staram się czytelników tym nie zanudzać i pisać o tym tylko przy specjalnych okazjach, ale najchętniej pisałbym tylko o tym, bo aż do pandemii uważałem to za najważniejszy problem naszej cywilizacji.

Firmy z kartelu GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon) kilkanaście lat temu wybiły się na tak silną pozycję, że przestały uczestniczyć w normalnej grze rynkowej. Gdy jakiś podmiot zajmuje 99 procent danego rynku, jego konkurencja nie może się rozwinąć, bo każdego potencjalnego rywala jest w stanie kupić lub zastosować wojnę na wyniszczenie.

Działalność każdej z tych firm wiąże się z prawami obywatelskimi. Kampanie wyborcze, debata publiczna, prasa, radio i telewizja przeniosły się do internetu i nagle to, co mamy zapisane w konstytucji, przestało mieć znaczenie – arbitralne widzimisię cyberkorpów zaczęło decydować o tym, kto może się wypowiadać w aplikacji na iPhonie, filmie na YouTubie albo dyskusji na Facebooku.

Internetowi monopoliści hojnie sponsorowali fundacje i NGO-sy na całym świecie, w tym w Polsce. Za prezydentury Obamy wysunęły się one na pierwsze miejsce pod względem wydatków na lobbing.

Eksperci zatrudnieni w tych organizacjach byli de facto lobbystami cyberkorpów, ale w mediach brylowali jako bezstronni „badacze internetu”. I tak im jakoś przypadkowo z tych badań zawsze wychodziło, że nie należy przyjmować żadnych przepisów ograniczających samowolę kartelu GAFA, a najlepszą regulacją będzie dalszy brak regulacji.

W biznesmenach takich jak Steve Jobs, Jeff Bezos czy Mark Zuckerberg świat nie widział wtedy chciwych monopolistów, tylko mędrców i filantropów. Gdy ktoś z nich przyjeżdżał do Polski, obskakiwany i dopieszczany był przez polityków, którzy mieli nadzieję, że w zamian za pochlebstwa i zwolnienia podatkowe dostaną perkal i paciorki.

Apogeum szaleństwa osiągnęło to w 2012, kiedy sponsorowane przez Google’a organizacje wyprowadziły ludzi na ulice w protestach przeciwko próbie nałożenia cyberkorpom pewnych ograniczeń w ramach traktatu ACTA. Demonstrującym ludziom wydawało się wtedy, że bronią „wolności w internecie”, choć w rzeczywistości bronili przywilejów kartelu GAFA.

Wolności w internecie nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Sieć zbudowali wojskowi, którzy oddali ją naukowcom. W świecie akademii panuje swoboda badań, ale nigdy nie było tam nieograniczonej wolności słowa.

To dlatego protokoły sieciowe, których używamy do dzisiaj, są bezbronne wobec zjawisk takich jak spam, stalking czy fake newsy. Gdyby 30 lat temu docent Iksiński prześladował w ówczesnym internecie docenta Igrekowskiego, uczelnia by mu zabrała dostęp do sieci. Zabrałaby mu go także za coś, czego do 1995 roku najsurowiej zabraniały wszelkie regulaminy – wykorzystywanie internetu do prowadzenia działalności gospodarczej. W końcu nie po to podatnicy się wykosztowali na zbudowanie i utrzymanie sieci, żeby ktoś się na niej wzbogacał. Tak wtedy rozumowano.

Niestety, w latach 90. na całym świecie zatriumfowała ideologia, zgodnie z którą prywatyzacja, deregulacja i komercjalizacja przynoszą tak dużo korzyści, że już niech podatnicy nie narzekają, że de facto sponsorują komuś biznes. Niech czekają pokornie, aż bogactwo zacznie skapywać.

W 1995 w internecie pojawiło się wreszcie coś w rodzaju wolności, ale była to wyłącznie wolność działalności gospodarczej. Mylnie ją braliśmy za „wolność słowa”, bo przyszłe internetowe kolosy wtedy jeszcze były skromnymi, przyjaznymi start-upami – żeby nas zachęcić do tworzenia darmowych treści, starały się nam tworzyć jak najlepsze warunki.

Wszyscy ich wtedy kochaliśmy – tego raczkującego Amazona, ten początkujący Facebook. Politycy przyznawali im rozmaite przywileje prawne, takie jak „wyłączenie odpowiedzialności” – pod naciąganym argumentem, że firmy internetowe tylko pośredniczą w publikowaniu treści, ale nie dokonują ich selekcji.

Dzięki temu przez kilkanaście lat internetowe korporacje zarabiały kupę forsy na zinstytucjonalizowanym szerzeniu nienawiści – wyświetlały reklamy przy treściach antysemickich, rasistowskich, mizoginicznych, antynaukowych.

To bezkarności cyberkorpów zawdzięczamy wyhodowanie ruchu antyszczepionkowego, który zbierze teraz piękne żniwo w postaci nadwyżkowych zgonów i przedłużonych lockdownów.

Doszło do absurdu, w którym radio czy telewizja zostałyby ukarane grzywną lub odebraniem koncesji za wyemitowanie programu – który całkiem legalnie mogły wrzucić do internetu. Bo wtedy tradycyjni nadawcy mogli korzystać z tego samego przywileju, co Google czy Facebook.

Na szczęście w zeszłym roku internetowym gigantom udało się wkurzyć równo wszystkich. Stany Zjednoczone i Unię Europejską, lewicę i prawicę, radykałów i umiarkowanych.

W grudniu Unia Europejska ogłosiła propozycje regulacji rynku usług cyfrowych (Digital Services Act) wymierzonego bezpośrednio w samowolę GAFA. Niezależnie od tego przeciw firmom z tego kartelu Unia prowadzi postępowanie antymonopolowe.

W Stanach też coś ruszyło. Postępowanie antymonopolowe przeciw Facebookowi w grudniu rozpoczęło 46 stanów – to oddolna i ponadpartyjna inicjatywa, więc nawet gdyby nowy prezydent chciał ją zablokować, będzie miał z tym problem.

Nie ma co płakać nad wolnością w internecie, bo Jan Kowalski nigdy jej nie miał. W dotychczasowych przepisach nie było zapisów chroniących interes szeregowego internauty. Przywileje były dla korporacji, ale nie dla ludzi.

Rok 2020 był dla nas straszny, ale dla internetowych oligarchów był najlepszym w ich życiu. Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu swojemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii, a tylko cofnąłby się do swojego majątku sprzed roku.

Ci ludzie nigdy nie będą mieć dość. Muszą im to powiedzieć demokratyczne społeczeństwa. W 2021 wreszcie to zrobią, czego sobie i państwu życzę.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


U.N. agency head admits printing ‘inappropriate’ content in Palestinian classroom materials

U.N. agency head admits printing ‘inappropriate’ content in Palestinian classroom materials

Melissa Weiss


The agency said pages containing passages that referred to Israel as ‘the enemy’ were removed

UK Minister of State for International Development, Alan Duncan MP, looks on as students deliver a presentation at the opening of a UK-funded elementary school in Gaza in 2013

The head of the U.N. agency tasked with providing support to Palestinians acknowledged on Thursday that learning materials widely distributed in Gaza and West Bank schools contained “inappropriate” content glorifying Palestinian militants and encouraging violence.

The U.N. Relief and Works Agency for Palestine Refugees in the Near East (UNRWA) printed and distributed its own materials to complement the Palestinian Authority’s curriculum. The materials, which repeatedly refer to Israel as “the enemy,” also include instructions in a math workbook for students to select the correct number of “martyrs” from the first intifada. A grammar booklet published by UNRWA includes the sentences, “Jihad is one of the doors to Paradise,” and “The Palestinians have become an example of sacrifice.”

In a series of tweets, UNRWA Commissioner General Philippe Lazzarini indicated that the material in question was distributed in error, and that the agency had replaced the offending pages with “content that adheres to U.N. values.”

Lazzarini did not respond to a question from Jewish Insider about how the problematic materials were replaced and with what.

Lazzarini’s tweets came in the wake of a report by IMPACT-se, a watchdog organization that monitors content in educational materials distributed in schools throughout the Middle East. 

“This avoidance of peace education is absolutely appalling. A U.N. organization has to teach the children to whom it has a duty of care about the possibility of peace,” Marcus Sheff, CEO of IMPACT-se, told JI. “They don’t just avoid it. They make absolutely no effort whatsoever to do that.”

The Trump administration withdrew its funding from the U.N. agency in 2018. President-elect Joe Biden has said that he will restore aid to the Palestinian Authority that was cut off by the current administration, but has not specified whether that incudes aid to UNRWA. In 2017, the U.S. accounted for roughly one-third of the aid given to the organization, which spends more than 50%of its budget on education. 

The Biden transition team did not respond to a request for comment.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF to prepare options vs Iran’s nuclear program

IDF to prepare options vs Iran’s nuclear program

TV7 Israel News


1) IDF Chief of Staff Lieutenant General Aviv Kochavi has reportedly instructed his general staff to prepare a new operational plan to “address Iran’s nuclear program” militarily.

2) Turkey and Greece are expected to launch exploratory talks on all that pertains to the Eastern Mediterranean dispute, scheduled to be held in the city of Istanbul on the 25th of January.

3) Prime Minister Benjamin Netanyahu proclaimed the government’s “operation” to inoculate Israel’s general public “a global wonder.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Arabowie: Niezwykle ważny głos na rzecz pokoju

Kiedy ktoś o znaczeniu i pozycji George’a Kurdahiego otwarcie mówi, że do krajów arabskich należy decyzja, czy chcą zawrzeć pokój z Izraelem, wysyła to komunikat do milionów Arabów, że pomysł ustanowienia stosunków z Izraelem może jednak nie być taki zły. (Zdjęcie: Yahya Al Qahtani/Flickr/CC by 2.0)


Arabowie: Niezwykle ważny głos na rzecz pokoju


Khaled Abu Toameh

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


George Kurdahi jest jednym z najbardziej wpływowych prezenterów telewizyjnych w świecie arabskim. 26 grudnia 2020 roku zaskoczył wielu swoich fanów mówiąc, że kraje arabskie mają prawo do znormalizowania stosunków z Izraelem.

Urodzony w Libanie Kurdahi, były gospodarz arabskiej wersji teleturnieju “Kto chce zostać milionerem?”, rozgniewał także wielu Arabów i muzułmanów przez krytykowanie wspieranej przez Iran organizacji terrorystycznej Hezbollah, jak też Palestyńczyków. Do niedawna uważano Kurdahiego za zwolennika Hezbollahu i przeciwnika stosunków z Izraelem.

Wypowiedzi Kurdahiego podczas wywiadu dla libańskiej Sawt Beirut International TV, odzwierciedlają poglądy rosnącej liczby Libańczyków i Arabów w sprawie normalizacji stosunków z Izraelem, destrukcyjnej polityki i działań Hezbollahu oraz rozpowszechnionego rozczarowania Palestyńczykami żyjącymi w krajach arabskich.

W ostatnich kilku dniach Kurdahiego potępiło kilku Arabów, którzy powiedzieli, że maska wreszcie spadła z jego twarzy i oskarżyli go o zdradę i o to, że opłacają go bogate państwa Zatoki.

Wypowiedzi Kurdahiego mają duże znaczenie z powodu jego olbrzymiej popularności i wpływów w świecie arabskim, a także dlatego, że po raz pierwszy wypowiedział się jasno o tych drażliwych sprawach.

Kiedy ktoś o jego znaczeniu i pozycji otwarcie mówi, że do krajów arabskich należy decyzja, czy chcą zawrzeć pokój z Izraelem, wysyła to komunikat do milionów Arabów, że pomysł ustanowienia stosunków z Izraelem może jednak nie być taki zły.

Kurdahi nie poparł osławionego sloganu, że normalizacja stosunków z Izraelem jest aktem zdrady lub zbrodnią.

Nie poszedł w ślady wielu libańskich, palestyńskich i arabskich osobistości medialnych, które potępiły niedawne porozumienia o normalizacji stosunków między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Sudanem i Marokiem jako “zdradę Palestyńczyków i wbicie im noża w plecy”. Nie trzeba mówić, że jest to orzeźwiająca zmiana, szczególnie, że przychodzi z kraju takiego jak Liban, którym praktycznie rządzi Hezbollah i mułłowie z Iranu.

Co właściwie powiedział Kurdahi, że wywołał takie kontrowersje i zraził do siebie wielu Arabów?

Zapytany o możliwość, że Liban któregoś dnia zawrze pokój z Izraelem, Kurdahi odpowiedział jednym zdaniem: „Jestem za normalizacją, kiedy Palestyńczycy zdobędą swoje prawa”.

Fakt, że nie całkiem odrzucił możliwość porozumienia pokojowego między Izraelem a Libanem, wystarczył, by podniosło się wiele zdumionych brwi w Libanie i kilku krajach arabskich.

W odpowiedzi na pytanie o opinię w sprawie porozumienia o normalizacji stosunków między Izraelem a czterema arabskimi krajami Kurdahi powiedział:

“W zasadzie jestem przeciwny normalizacji, jak długo Palestyńczykom nie da się niepodległego państwa i jak długo nie osiągną swoich praw. Obecnie jednak istnieje pewna rzeczywistość. Przez minione 74 lata kraje arabskie popierały sprawę palestyńską. Kraje arabskie szczególnie państwa Zatoki, zawsze popierały sprawę palestyńską i naród palestyński. Po 74 latach jednak widzimy, że Palestyńczycy są podzieleni. Nie potrafią pogodzić się ze sobą. Nie są w stanie mówić jednym głosem. Mówiliśmy Palestyńczykom, że muszą się zjednoczyć i nie mieć Hamasu, OWP, Fatahu, Islamskiego Dżihadu i innych.

Uważam, że państwa arabskie są suwerennymi krajami. Egipt i Jordania także są suwerennymi krajami, które nawiązały stosunki z Izraelem. Państwa Zatoki są suwerennymi krajami. Jeśli zjednoczone Emiraty Arabskie normalizują stosunki z Izraelem, to jest to ich sprawa, Nie chcę ingerować w wewnętrzne sprawy innych krajów”.

W sprawie Hezbollahu, który od dawna funkcjonuje w Libanie jak państwo w państwie, Kurdahi powiedział, że pora, by ta terrorystyczna organizacja przemyślała swoją politykę i działania. „Nadszedł czas, by przywództwo Hezbollahu i jego sekretarz generalny, Hassan Narsallah, zrewidowali swoją politykę” – powiedział Kurdahi.

“My [Libańczycy] chcemy wiedzieć, dokąd zmierzamy. Czy Liban może kontynuować z obecną sytuacją? Jeśli broń [Hezbollahu] podważa państwo i jest przeszkodą dla powrotu wielu Arabów do Libanu, to trzeba ponownie zbadać sytuację. Hezbollah musi zmienić swoje stanowisko, byśmy mogli zapewnić pomyślną przyszłość dla Libanu”.

Wypowiedzi Kurdahiego o Hezbollahu pojawiły się w czasie, kiedy ta terrorystyczna organizacja spotyka się z narastającą krytyką z powodu możliwej odpowiedzialności za eksplozję 4 sierpnia 2020 roku w porcie w Bejrucie, w której zginęło 203 cywilów, tysiące odniosło rany a wiele rodzin straciło dach nad głową. Eksplozję spowodował tajny skład 2750 ton azotanu amonu zmagazynowanego w porcie. Niektórzy Libańczycy oskarżyli Hezbollah o składowanie broni w porcie, czemu ta organizacja terrorystyczna zaprzecza.

“George Kurdahi zaszokował swoją publiczność i wywołał kontrowersje” – napisał Kamal Chalaf, bejrucki korespondeny gazety online, Rai Al-Youm.

“Jego wypowiedzi wywołały wiele kontrowersji między użytkownikami mediów społecznościowych w Libanie, gdzie wielu ludzi uznało jego uwagi za zamach na dyskurs w libańskich mediach”.

Kurdahi mógł “zaszokować” swoją publiczność wypowiedziami na rzecz pokoju z Izraelem i przez krytykowanie Palestyńczyków i Hezbollahu. Jego słowa jednak nie zaskoczyły tych, którzy czytają i słuchają tego, co wielu Arabów w Zatoce mówi o Palestyńczykach i o Hezbollahu, jak również o pokoju z Izraelem.

Ci Arabowie wystąpili z pełnym poparciem pokoju z Izraelem i potępili Palestyńczyków jako “niewdzięcznych” ludzi, którzy po otrzymaniu setek milionów dolarów w datkach od krajów arabskich, spluwają teraz do studni, z której tak długo pili, potępiając państwa arabskie za normalizację stosunków z Izraelem.

Ci Arabowie mają także jasną i mocną opinię o Hezbollahu: ta manipulująca i mordercza grupa terrorystyczna, która służy jako marionetka dla mułłów w Iranie, stanowi realne zagrożenie nie tylko dla Izraela, ale także dla Libanu i innych państw arabskich.

Zobaczymy, czy wzrośnie liczba Arabów występujących w obronie Kurdahi’ego – czy też głosy arabskich ekstremistów przeważą raz jeszcze, zagłuszając każdego, kto odważa się wspomnieć o pokoju z Izraelem lub potępić Palestyńczyków i Hezbollah za ich nieprzejednanie i śmiercionośny ekstremizm.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Siege ramp from Crusader era still protects Ashkelon

Siege ramp from Crusader era still protects Ashkelon

HANNAH BROWN


While this ramp may have been built originally as part of a war, its remains have served a very different and peaceful purpose: preventing sand from drifting into the city.

A view of the northwestern Ashkelon area. / (photo credit: DR. RAFAEL LEWIS)

For Dr. Rafael Lewis, a lecturer at Ashkelon Academic College and a researcher at the University of Haifa, looking at aerial photographs and a landscape study of Ashkelon sparked an idea.

Lewis, who studies both landscape archaeology and battlefield archaeology, identified what he is convinced are the remains of a huge siege ramp that was likely constructed in the 12th or 13th century, during one of several sieges that the area went through during the Crusader era.

But while this ramp may have been built originally as part of a war, its remains have served a very different and peaceful purpose, preventing sand from drifting into the city.

“With landscape archaeology, we study landscape to understand how humans were influenced by landscape and how they changed it; it’s about the reciprocity between humans and landscape,” he said.
Using a landscape archaeological study conducted between 2010 and 2013, as well as aerial photographs from the 1940s, Lewis formulated his theory. He wrote about it extensively in his theory about the ramp and its later uses, in a chapter in the recently published book Crusading and Archaeology, published by Routledge Press.

The city was built in the Iron Age by the Canaanites with ramparts in the shape of the letter D or like a bow with the string running along the coast. It was conquered time and again as civilizations rose and fell, and each would use and sometimes rebuild the ramparts: Philistines, Romans, Byzantines and eventually Muslims and Crusaders.

In addition to the landscape archaeological study and the photographs, he examined written, archaeological and environmental sources which “revealed a fundamental difference between the area within the city’s rampart and to the north of it, on the one hand, and the area to the south, on the other. While the area south of the tel and to the middle of it northwards along the outer part of the rampart is seen covered by sand, the area in the tel itself and north of it is intensely cultivated, with clear evidence of agricultural activity and settlement,” Lewis wrote in the chapter.

The remains of the siege ramp continue to protect the area to its north from sand, he said, noting that this natural benefit is “the result of man-made features related to siege activities inflicted on the city in the 12th century, the siege which resulted in the conquest of Ascalon [Ashkelon] in 1153 by the forces of the Kingdom of Jerusalem, or alternatively the siege imposed by Salah ad-Din 34 years later, which ended with the city’s surrender on 4 September 1187.”

He wrote that he was convinced that the siege rampart built during one of those two sieges is the feature blocking the sand movement from south to north.

However, more research needs to be done to ascertain who built the ramparts.

“It is highly likely that archaeological digs in the area east of the Jerusalem Gate will teach us more about the siege system, and may even produce findings that can be linked to this historical event, one which still resonates and echoes” in the landscape of contemporary Ashkelon, he wrote.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com