70 lat temu ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”

70 lat temu ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”

Michał Szukała (PAP)


Pierwszy numer „Trybuny Ludu”. Fot. PAP/CAF/ADM/S. Dąbrowiecki

70 lat temu, 16 grudnia 1948 r., ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”, najważniejszego dziennika i tuby propagandowej reżimu komunistycznego w Polsce. W historii tej gazety odbijają się dzieje PRL-u oraz stosowane wówczas metody manipulowania opinią publiczną.

„Kongres Jedności Robotniczej powołuje do życia Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą” – ogłaszał na pierwszej stronie pierwszy numer „Trybuny Ludu” 16 grudnia 1948 r. Poniżej zamieszczono fotografię i przemówienie prezydenta komunistycznej Polski, dotychczasowego I sekretarza KC PPR, nowego I sekretarza KC PZPR Bolesława Bieruta, które wygłosił on w Auli Politechniki Warszawskiej. 

Już od pierwszego numeru obok winiety widniało hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. Podtytuł wyraźnie informował, że nowa gazeta jest organem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. „Od dziś zatem jedna jest tylko partia robotnicza w Polsce – rozłam przeszedł do historii” – podkreślano w kolejnym artykule. Dziennik był więc kontynuacją dwóch wydawanych przez PPS i PPR gazet codziennych – „Robotnika” i „Głosu Ludu”. Pierwszym redaktorem naczelnym został działacz przedwojennej KPP, funkcjonariusz Kominternu i Armii Ludowej Leon Kasman.

Uprzywilejowana pozycja

Mimo że pozornie „Trybuna Ludu” podlegała takim samym uwarunkowaniom prawnym jak inne gazety wydawane pod kontrolą cenzury, to jej teksty były traktowane odmiennie. W systemie medialnym PRL-u możliwe były ograniczone polemiki pomiędzy redakcjami niektórych czasopism oraz pewne niuansowanie wyrażanych poglądów. Bez wątpienia „linia polityczna” redakcji PAX-owskiego „Słowa Powszechnego” była inna niż „Trybuny Ludu” lub „Żołnierza Wolności”. Niemożliwa była jednak polemika przedstawicieli tych redakcji z „Trybuną Ludu”. Od 1975 r. ta zasada była sformalizowana przez urzędników Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Wytyczne dla cenzorów głosiły: „Nie należy dopuszczać do żadnych polemik z materiałami opublikowanymi na łamach +Trybuny Ludu+ i +Nowych Dróg+ [najważniejsze pismo PZPR o charakterze ideologicznym – przyp. PAP]. Treść tego zapisu nie może być przekazywana redakcjom”. 

Szczególnie uprzywilejowana była także pozycja redaktorów naczelnych organu KC PZPR. Stanowisko to obejmowali zaufani działacze partii. Wśród nich byli m.in. posłowie, rzecznicy prasowi KC PZPR lub rządu oraz członkowie Komitetu Centralnego PZPR.

Linia polityczna redakcji „TL” nie zawsze była idealnym odzwierciedleniem linii politycznej władz PZPR, ale wpływały na nią również inne czynniki, m.in. walki frakcyjne, takie jak te, które rozpalały emocje członków partii w latach 1955–1956. Od 1954 do marca 1956 r. (z krótką przerwą w roku 1955) redaktorem naczelnym „Trybuny Ludu” był przedwojenny działacz KPP Władysław Matwin. Tym samym gazeta znalazła się pod wpływem opozycji wewnątrzpartyjnej. Matwin był bowiem związany z tzw. frakcją puławian, która w opozycji do twardogłowych tzw. natolińczyków opowiadała się za umiarkowanymi reformami i złagodzeniem terroru. W lutym 1955 r. na skutek kolejnego odwrócenia sił w KC został odwołany ze stanowiska. Ponownie Matwin pełnił tę funkcję w od listopada 1956 do marca 1957 r., a więc w czasie największych nadziei popaździernikowych i ich stopniowego wygaszania przez ekipę Władysława Gomułki. Co charakterystyczne, następcą Matwina w 1957 r. został Leon Kasman, redaktor naczelny w czasach stalinowskich. Funkcję tę pełnił do czasu rozpętania kampanii antysyjonistycznej w 1967 r.

Mechanizmy nadzoru

W czasach kryzysów politycznych na szczytach władz PRL-u, takich jak wydarzenia po śmierci Stalina, „Trybuna Ludu” podobnie jak inne instytucje reżimu była bacznie monitorowana nie tylko przez KC PZPR, lecz i „towarzyszy radzieckich”. Ambasadorowie ZSRS w czasach stalinizmu pełniący de facto role namiestników Moskwy w podporządkowanym kraju sporządzali raporty oceniające działalność redaktorów „Trybuny Ludu”. Jeden z takich raportów z 1955 r. zachował się w archiwach KC PZPR.

W lutym 1955 r. redaktorem naczelnym dziennika został działacz przedwojennej KPP i członek KC PZPR Roman Werfel. O jego zawodowych zaletach przekonywała sama Julia Brystigerowa, która już w 1943 r. uznała go za „zdolnego publicystę”, ale również „kiepskiego komunistę” i „tchórza”, który rozmyślał nad ucieczką z ZSRS do USA. W lutym 1955 r. nadzorujący propagandę PRL-u Jakub Berman pod pozorem „leninowskiej zasady kolegialności” wzmocnił nadzór na „TL” m.in. przez osłabienie pozycji redaktora naczelnego, który odtąd miał stosować zasadę „kolektywnego omawiania artykułów”. Gabinet Bermana i redaktora naczelnego „Trybuny” łączyła specjalna linia telefoniczna.

4 września 1955 r. na łamach „TL” ukazał się artykuł krytykujący opublikowany w tygodniku „Nowa Kultura” dwa tygodnie wcześniej „Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka. Autorowi zarzucono zniekształcanie obrazu życia robotników i Nowej Huty. „Bez wielkiej miłości pisane są te strofy poematu, bez tej miłości, która przesycała najzjadliwsze strofy Majakowskiego. Chrome ma ta poezja skrzydło miłości” – pisał jeden z redaktorów dziennika, Bohdan Czeszko. Jak na standardy komunistycznej propagandy była to dość umiarkowana krytyka.

Miesiąc później „Trybuna Ludu” zamieściła tekst Jerzego Rawicza-Rabinowicza, w którym krytykował ton utworu Ważyka, ale jednocześnie podkreślał, że „Nowe miasto musi jeszcze wiele złego wyplenić, by uzasadnić dumne miano: miasto socjalistyczne”. Dopiero kilka tygodni później na te tezy zareagowali funkcjonariusze partyjni i wciąż lojalni wobec stalinizmu poeci i pisarze. W listopadzie kierownictwo „TL” zostało wezwane na posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR. Redakcję wezwano do zachowania „bolszewickiej pryncypialności” i krytyki „tych wszystkich, którzy naruszają politykę partii”, pod warunkiem że krytyka ta jest „w zasadzie życzliwa i przyjazna w tonie”. Werfel stracił stanowisko dopiero pół roku później. Po latach wspominał, że na decyzję KC wpłynęły „sugestie” ambasadora ZSRS.

Jego intuicję potwierdza raport z posiedzenia. Krytykowano w nim nie tylko umiarkowany stosunek do „Poematu dla dorosłych”, lecz także wiele innych niedostatecznie doktrynalnych artykułów. Szczególne zdziwienie skalą sowieckich ingerencji w zawartość pisma wzbudzają niektóre fragmenty: „Wyjątkowe zdumienie wywołuje sytuacja, gdy gazeta usiłuje w tymże duchu [sensacji – przyp. PAP] wykorzystywać niektóre epizody z podróży towarzyszy N. A. Bułganina i N. S. Chruszczowa po Indiach. W szczególności informowano w niej o tym, że podczas wycieczki przywódców i członków sowieckiej delegacji po dżungli dwóch obywateli sowieckich zginęło, i dodawano przy tym, że krąży wersja o tym, jakoby rozszarpały ich tygrysy”. W konkluzjach ambasador Pantelejmon Ponomarienko podkreślał, że władze PRL-u zdyscyplinowały redaktorów „TL”, ale „póki co trudno powiedzieć, aby +Trybuna Ludu+ zmieniła swój styl pracy w lepszym kierunku, i w tym, niewątpliwie, przejawia się wina jej redaktora naczelnego R. Werfla”.

Wrogowie i „ocieplanie” wizerunku

Niecałe dwa lata po stworzeniu dziennika wybuchła wojna koreańska. Stała się okazją do zaprezentowania wielu kluczowych motywów propagandy reżimu. Pierwsze bezpośrednie starcie dwóch bloków wojskowo-politycznych postawiło reżim przed koniecznością przedstawienia konfliktu jako sprawy bliskiej Polakom. Stąd pojawianie się w zakładach pracy portretów Kim Ir Sena oraz ciągłe organizowanie wieców potępiających „napad Wall Street na Koreę”. Do końca wojny „TL” i inne media stalinowskiej Polski trzymały się wersji o ataku Południa na Północ. „W odpowiedzi na zbrojny atak bandy Li Syn Mana — Wojska Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej posuwają się na południe” – pisała „Trybuna” w wydaniu z 27 czerwca 1950 r. Nie przeszkadzało to redaktorom „TL” w nazywaniu konfliktu „wojną domową”, ponieważ rząd z Południa był uznawany za marionetkowy, kolaboracyjny twór rządu USA.

Stałym elementem propagandy komunistycznej było porównywanie działań Południa i jego sojuszników ze zbrodniami niemieckimi w czasie II wojny światowej. „W Południowej Korei szaleje od dłuższego czasu krwawy terror faszystowski. Bandy policji faszystowskiej krążą po kraju, paląc miasteczka i wsie. Niszczycielska ta akcja nosi nazwę walki z partyzantami. Trzy miliony ludzi straciło dach nad głową” – pisano. Ważną częścią „polityki redakcji” było publikowanie licznych przemówień przywódców komunistycznych. W czasie wojny koreańskiej orędzia dyktatora Północy nie ustępowały wypowiedziom polityków sowieckich i ich towarzyszy z PRL-u. Polityków „kapitalistycznych” i ich przedstawicieli nazywano „krwawymi głupcami”. W okresie klęsk KRLD temat wojny był ignorowany lub pisano o „bohaterskiej obronie” wojsk komunistycznych. Ważnym elementem narracji o wojnie były również informacje o poparciu udzielanym komunistom przez „postępowych” intelektualistów z krajów zachodnich.

Znacznie większym wyzwaniem propagandowym dla władz PRL-u były powstanie niezależnego ruchu związkowego oraz wprowadzenie stanu wojennego. W retoryce „TL” z tego okresu można zauważyć wiele podobieństw do języka z czasów wojny koreańskiej. Szczególną wagę przykładano do demaskowania „rzeczywistych celów +Solidarności+”, „wpływów Zachodu” lub „ekstremy solidarnościowej”. Ważnym elementem propagandy na łamach „Trybuny” było także oddzielanie „zdrowego robotniczego” charakteru NSZZ „S” od „politykierów” i „ekstremistów” stojących na jego czele i sterujących akcjami strajkowymi.

Po 13 grudnia 1981 r. pozycja „TL” była ważniejsza ze względu na zawieszenie wydawania prasy z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych: „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności” oraz szesnastu terenowych dzienników partyjnych. Również wówczas oddzielano „zmanipulowanych” robotników od ich cynicznych, ukrywających się przywódców, którzy „fabrykują scenariusze, redagują ulotki, opracowują instrukcje, ale już pisać na jezdniach i murach – co, gdzie, o której godzinie – każą innym”. Wielokrotnie wskazywano nazwiska odpowiedzialnych za „wywrotową działalność”: „Bujak i jego grupa”, „Bujak i koledzy”, „spółka polityczna pana Bujaka”, „ludzie typu Bujaka”. Zbigniewowi Bujakowi przypisywano też kontakty z Radiem Wolna Europa (finansowanym przez amerykański wywiad), które tak jak w latach pięćdziesiątych stało się jednym z odpowiedzialnych za funkcjonowanie agentury działającej na szkodę Polaków i zmierzającej do wywołania „krwawej wojny domowej”.

Wszelkie próby destabilizacji takie jak strajki miały się jednak spotykać „ze zdecydowanym sprzeciwem załóg zakładów pracy”. Jako zagrożenie traktowano także drugi obieg. Dążono do pomniejszania jego znaczenia. „Analiza treści oraz języka napisów ulotek i biuletynów wskazuje, że na ogół zaangażowane jest w konspiracji antypaństwowej środowisko o dość niskiej kulturze, niewybredne w doborze słów i kompozycji haseł, często ujawniające trudności w budowie zdań i rozumieniu używanych pojęć” – pisała „TL” w styczniu 1982 r.

Komuniści próbowali przełamywać wizerunek „Trybuny Ludu” jako gazety przeznaczonej dla członków partii i posługującej się partyjną nowomową. Już od początku istnienia „TL” wraz ze swoim czechosłowackim odpowiednikiem, dziennikiem partyjnym „Rudé Právo”, organizowała kolarski Wyścig Pokoju. W 1952 r. do grona organizatorów dołączył związek kolarski NRD, a wśród patronów prasowych pojawiła się gazeta „Neues Deutschland”. Mimo propagandowego charakteru sportowego przedsięwzięcia, którego celem miało być pokazanie braterstwa krajów socjalistycznych, Wyścig Pokoju stał się jedną z najważniejszych i najlepiej zorganizowanych imprez tego rodzaju w PRL-u. Jego zwycięzcy stawali się bohaterami narodowymi. W 1956 r. pierwsze miejsce zajął Stanisław Królak. Jego triumf śledziły przy odbiornikach radiowych i „kołchoźnikach” na ulicach miliony mieszkańców PRL.

Inną popularną imprezą nadzorowaną przez reżimowy dziennik było organizowane w latach 1971–1989 Święto „Trybuny Ludu”. Festyn odbywał się wiosną lub wczesną jesienią na warszawskim Podzamczu i Mariensztacie, a także na placu Defilad. Często dwudniowe „święto” wypadało w pierwszy dzień lata i jego elementem stawało się puszczanie wianków na Wiśle. Mimo propagandowego charakteru „święta” przyciągało ono tłumy mieszkańców Warszawy zainteresowanych stoiskami, na których na co dzień sprzedawano niemal niedostępne artykuły. Dodatkową atrakcją były koncerty i konkursy. W 1987 r. „Dziennik Telewizyjny” informował o loterii, w której warunkiem uczestnictwa było udzielenie odpowiedzi na pytanie: „Co najbardziej podoba nam się w Trybunie Ludu?”. Święto było też zauważane i bezpośrednio obserwowane przez przedstawicieli podobnych pism krajów „demokracji ludowej”, m.in. najważniejszej gazety między Berlinem Wschodnim a Władywostokiem – moskiewskiej „Prawdy”.

Zmierzch potęgi

Zapowiedzią upadku reżimu komunistycznego była pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. W jej trakcie w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i kilku innych miastach rozrzucono kilkaset lub według niektórych źródeł nawet kilka tysięcy egzemplarzy sfałszowanej „Trybuny Ludu”. Informowała ona m.in. o rozwiązaniu PZPR, przeniesieniu stolicy do Gniezna i koronacji Jana Pawła II na króla Polski. „W swym pierwszym przemówieniu, król Karol Pierwszy, powiedział, że uważa się tylko za regenta Królestwa Polski, którego korona należy się samemu Panu Bogu” – pisali nieznani autorzy. Co ciekawe, władze PRL-u i „Trybuna Ludu” zostały ośmieszone przez włoskich dziennikarzy z lewackiego i antyklerykalnego tygodnika „Il Male” („Diabeł”). Bezpiece nie udało się jednak wyjaśnić, jak udało się przeprowadzić tak szeroką „dystrybucję” łudząco podobnej do oryginału fałszywki. Według Radia Wolna Europa w kolejnych miesiącach falsyfikaty osiągały czarnorynkową cenę 40 dolarów za egzemplarz.

Już w czasie karnawału „Solidarności” władze PRL-u zdawały sobie sprawę z anachroniczności dotychczasowej siermiężnej propagandy i nowomowy partyjnej. Wiosną 1981 r. pojawił się pomysł stworzenia nowej gazety, która nie byłaby głosem słabnącej partii, lecz rządu. W styczniu 1982 r. ukazał się pierwszy numer „Rzeczpospolitej”. Mimo to „Trybuna Ludu” do końca PRL-u pozostała „lekturą obowiązkową” członków partii. Nakład gazety, sięgający blisko 1,5 mln egzemplarzy, był zawyżany z racji obowiązku prenumerowania „TL” przez zakłady pracy i wiele instytucji. Wiele tez artykułów było wprost cytowanych przez twórców „Dziennika Telewizyjnego”.

W grudniu 1988 r. „Trybuna Ludu” świętowała ostatnią w swej historii okrągłą rocznicę powstania. Władze PRL-u wciąż przywiązywały ogromną wagę do działań coraz bardziej anachronicznej gazety. Świadectwem roli „TL” są słowa Wojciecha Jaruzelskiego, który na jubileuszowym spotkaniu z funkcjonującą w redakcji organizacją partyjną podkreślił, że dziennik jest „jednym z głównych ogniw frontu propagandowego”. Co interesujące, pod koniec PRL-u redakcja „Trybuny”, podobnie jak inne instytucje reżimu komunistycznego, odwoływała się do dziedzictwa przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej. 16 grudnia 1988 r. z udziałem jej redaktora naczelnego i członka KC PZPR Jerzego Majki odsłonięto kamień upamiętniający miejsce wydawania przedwojennego „Robotnika”. Mimo nieco większego otwarcia na głosy krytyczne wobec sytuacji w PRL-u gazeta wciąż podkreślała swój bezpośredni związek z PZPR. Jak podkreślał redaktor naczelny „TL”, kierowała się słowami Wojciecha Jaruzelskiego: „Piszcie o wszystkim, o czym mówią i myślą ludzie i tak jak ze sobą rozmawiają”.

Pół roku po hucznych obchodach czterdziestolecia „Trybuny” na mocy ustaleń okrągłego stołu ukazały się pierwsze legalne niezależne tytuły prasowe – odrodzony po ośmiu latach „Tygodnik Solidarność” i „Gazeta Wyborcza”. Organ KC PZPR wchodził w ostatni, kilkumiesięczny okres istnienia. Mimo to na łamach „Trybuny Ludu” wciąż pojawiały się artykuły, których tezy pasowałyby również do czasów rządów Gomułki i Gierka. Tuż przed obradami okrągłego stołu w 1989 r. jeden z redaktorów „TL” pisał: „Prawica Zachodu ma w Polsce swoich popleczników. Ich poglądy i hasła są te same. […] W naszej historii były okresy, gdy wysługiwanie się obcym interesom i szukanie oparcia u obcych, aby walczyć przeciw własnej władzy, osłabiały Polskę”. Ale też dzień po rozpoczęciu obrad okrągłostołowych na pierwszej stronie „Trybuny” nazwano je „Spotkaniem wielkiej szansy”.

Przed wyborami kontraktowymi mimo wezwań przywódców PZPR do prowadzenia kampanii „niekonfrontacyjnej” „Trybuna Ludu” próbowała zmierzyć się z „wyzwaniem” rzuconym przez media związane z „Solidarnością”. W rubryce „Gazet/k/a wyborcza” starano się wyśmiewać kampanię wyborczą „S” opartą na zdjęciach kandydatów z Lechem Wałęsą. Pisano w niej też o „dolarowej zawartości kieszeni” działaczy opozycji i potępiano wezwania do skreślania wszystkich kandydatów PZPR i partii satelickich. Tuż po historycznej klęsce redaktor naczelny „TL” Jerzy Majka w artykule wstępnym pisał w zupełnie innym tonie: „Elektorat związany z partią i innymi siłami naszej koalicji stanowił w dniu 4 czerwca około jednej trzeciej ogółu uczestniczących w głosowaniu. Wśród tych, którzy w pierwszej turze wyborów oddali głosy na kandydatów koalicji i niezależnych, dominuje dziś gorycz niepowodzenia. Ponieśliśmy wszak – co tu skrywać – dotkliwą porażkę. A porażki mają zawsze dotkliwy smak”. Czytelników miał pocieszać tytuł, który zgodnie z zasadami orwellowskiego dwójmyślenia stwierdzał: „Można przegrać i zwyciężyć”.

W kolejnych miesiącach na łamach „Trybuny Ludu” dominowała dyskusja na temat sposobów ratowania rozpadającej się partii oraz programu nowego ugrupowania. Kres dziennika nastąpił pod koniec stycznia 1990 r. wraz z końcem „przewodniej siły narodu”. Na czas ostatniego XI Zjazdu PZPR i pierwszego kongresu powołującego partię postkomunistyczną „TL” przekształciła się w „Trybunę Kongresową”. Po „wyprowadzeniu sztandaru” powołano nową, „socjaldemokratyczną” gazetę – „Trybunę”. Nowy dziennik tworzyło wielu dawnych działaczy komunistycznych i redaktorów „Trybuny Ludu” lub innych mediów reżimowych, takich jak Wiesław Dębski, Marek Barański, Janusz Rolicki i Andrzej Urbańczyk. Z powodów ekonomicznych ostatni numer ukazał się 4 grudnia 2009 r.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF’s Merkava IV crowned one of the world’s best tanks

IDF’s Merkava IV crowned one of the world’s best tanks

Itamar Eichner


Thanks to its armor, National Interest magazine crowns the Israeli Merkava Mark IV as one of the world’s best tanks; tank ‘has excellent armor’ and firepower; in first place is the Russian T-90 A.

The conservative American magazine National Interest, which deals with foreign relations and defense, has chosen the five best army tanks in the world, each of which has a unique quality making it a dangerous adversary on the battlefield. In fourth place is the Israeli tank Merkava Mark IV.

The magazine praised the armor system of the Israeli tank, which protects the crew from injuries in the event it is hit by enemy fire. “The sensitivity to human life in Israel, a small country in which the loss of life is strongly felt, has led the Israeli military to build a tank, which places top priority on its protective armor capability as well as firepower,” they wrote.

Merkava Mark 4 near Gaza (Photo: MCT)

“The Merkava has excellent armor; its turret and the sharply angled front of the tank are designed to present maximum armored defense at all angles, so that the turret has a knife-like edge. The tank’s engine is situated in the front, creating a dense mass between the enemy fire and the crew.

US Abrahams M1

 The tank’s armor can also be rapidly replaced (on the battlefield), if necessary. However, the most important feature is its active protection “Trophy” system, which can intercept rockets and anti-tank missiles.”

Who else made the list? In first place is the Russian T-90 A, “the best of its kind in long-range killing capability;” In second place: the American Abrahams M1, the US Army and Marines standard battle tank, “which sets the standard for the ideal combination of firepower, armor and mobility;” In third place: the German Leopard 2, the “best European tank” and fifth, the British Challenger 2, “one of the best armored tanks in the world.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


The Spielberg Jewish Film Archive – Hassidic Music

The Spielberg Jewish Film Archive – Hassidic Music

    Hebrew University of Jerusalem



Abstract: Part of the Israel Music Heritage Project. The central role played by music in the daily life of the Hassidic community.

The Spielberg Jewish Film Archive –
The 500 films, selected for the virtual cinema, reflect the vast scope of documentary material collected in the Spielberg Archive. The films range from 1911 to the present and include home movies, short films and full length features.

שם: המוסיקה בחסידות
שנה: 1994
אורך: 00:28:05
שפה: אנגלית

תקציר: חלק מפרויקט מורשת המוסיקה של ישראל, “עם וצליליו”. תפקידה המרכזי של המוסיקה בחיי היום יום בקהילות החסידים.

ארכיון הסרטים היהודיים על שם סטיבן שפילברג –
חמש מאות הסרטים שנבחרו עבור הקולנוע הווירטואלי משקפים את ההיקף הנרחב של החומר התיעודי בארכיון שפילברג. באתר ישנם סרטים משנת 1911 ועד ימינו אלה ביתיים, קצרים ובאורך מלא.

כל הזכויות שמורות לארכיון הסרטים היהודיים על שם סטיבן שפילברג ולאוניברסיטה העברית בירושלים 2010; דף הבית; www.spielbergfilmarchive.org.il

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


„Żydostwo wżera się jak rak w ciało narodu”.

„Żydostwo wżera się jak rak w ciało narodu”. Autora tych słów Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wybiera do czołówki dziennikarzy stulecia

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski


Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich ogłosiło plebiscyt na dziennikarzy stulecia. Najwięcej głosów zebrał Stanisław Cat-Mackiewicz, a drugie miejsce zajął twórca antysemickich mediów św. Maksymilian Kolbe, który pisał, że „żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu”. Czy członkowie SDP chcą budować taki wizerunek polskiego dziennikarstwa, którego nieodłączną cechą będzie antysemityzm?

Kolbe Fot.: ZENON ZYBURTOWICZ / East News/PAP

Ojciec Maksymilian Kolbe dobrowolnie oddał życie za innego więźnia w Auschwitz. Jest pierwszym polskim męczennikiem czasów drugiej wojny światowej wyniesionym na ołtarze. Jego celę śmierci odwiedzają papieże.

Wcześniej ojciec Kolbe był twórcą medialnego imperium w Niepokalanowie. Wydawał między innymi „Rycerza Niepokalanej” (który pod koniec lat 30. osiągał nakłady rzędu 800 tys. egzemplarzy), „Mały Dziennik”, „Rycerzyka Niepokalanej” czy „Małego Rycerzyka Niepokalanej”. Jego prasową działalność docenili dziennikarze zrzeszeni w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich – najstarszej i największej organizacji dziennikarskiej w Polsce, w której kilka lat temu wzięli górę konserwatyści i zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości.

Nie można jednak zapomnieć, że pisma ojca Kolbego, zwłaszcza „Mały Dziennik”, sączyły antysemicką propagandę. – Antysemityzm ekonomiczny był uzasadniany rasizmem, a antyjudaizm katolicki stał się rasistowski, pochwalający politykę Hitlera – mówiła w rozmowie z „Dziennikiem” Alina Cała, badaczka stosunków polsko-żydowskich w XIX i XX wieku, w tym dziejów antysemityzmu. – „Mały Dziennik” bez krytycyzmu opisywał ustawy norymberskie, postrzegając je jako słuszne dążenie Niemiec do zniwelowania pozycji mniejszości żydowskiej w Niemczech. Broniono polityki Hitlera względem Żydów, pokazując, że czerpał on wzorce postępowania z wielkich papieży, którzy także zwalczali Żydów” – pisał w „Liberté!” historyk Robert Suski.

Trzy cytaty z „Małego Dziennika”: „Hitler żywcem bierze swe prawa z encyklik papieskich (…) ma wzory wśród Wielkich papieży, którzy zwalczali złość żydowską, ma on wzory wśród świętych, ma opatrznościowe posłannictwo, by poskromić złość żydowską i uratować ludzkość od żydo-komuny” (1939); „Kradzież i fałszywe świadectwo stały się dziś głównym narzędziem działania trzymilionowej rzeszy ludności, wychowanej nie na chrześcijańskich zasadach Ewangelii, ale ponurych mrokach Talmudu, który pozwala kraść i kłamać, jeśli się ma do czynienia z obcym” (1939); sam ojciec Kolbe: „Żydostwo szkodziło i szkodzi nam na każdym kroku, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży, wydziera nam handel, przemysł, rzemiosło, a nawet ziemię” (1938).

Można przeczytać opinie historyków, którzy stoją na stanowisku, że „stosunek o. Kolbego do Żydów nie zawierał w sobie żadnych uprzedzeń rasowych, był nacechowany antyjudaizmem, nie antysemityzmem” (pisze Janusz Rudziński w „Poczcie dziennikarzy i publicystów polskich XX wieku”, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej”, rocznik XXXI nr 3-4, PAN 1992). Z osobami, które twierdziły, że antyżydowskie uprzedzenia, stereotypy i propaganda to nie antysemityzm, albo usprawiedliwiały znane z pism ojca Kolbego nawoływania do bojkotu gospodarczego wobec Żydów, polemizował przed laty Aleksander Smolar: „Widać tu ślady długiej tradycji pewnej niewinności polskiego antysemityzmu, którego samopoczuciu nie zaszkodziły niemieckie zbrodnie; przeciwnie. Bowiem nieraz odnieść można wrażenie, że za antysemityzm uważa się jedynie manifestowanie rasizmu czy gotowość użycia przemocy. Inne, bardziej swojskie przejawy antysemityzmu za takowy nie są często uważane” („Tabu i niewinność”, Aneks, Londyn, nr 41-42, 1986, w: Adam Michnik, „Przeciw antysemityzmowi 1936-2009”, Universitas 2010).

Jak się okazuje, dobremu samopoczuciu członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nie szkodzi stawianie za wzór dorobku ojca Kolbego. Mimo że na całym świecie jego prasa znana jest z antysemityzmu oraz że antysemityzm jest fundamentem sporu o ocenę polskiego świętego. Czy członkowie SDP chcą budować taki wizerunek polskiego dziennikarstwa, którego nieodłączną cechą będzie antysemityzm? Jakkolwiek by było, rankingiem dziennikarzy stulecia wystawiają świadectwo przede wszystkim sami sobie.

– Mam świadomość, że wybrani w plebiscycie dziennikarze wzbudzają i będą budzić kontrowersje. Będzie się o tym mówiło, będzie to powodowało spory. Taka jest natura tego wyboru – powiedział podczas ogłoszenia wyników Zbigniew Rytel, prezes Oddziału Warszawskiego SDP, który najwyraźniej liczy na dyskusję.

Tyle tylko że z antysemityzmem się nie dyskutuje.

Spójrzmy jeszcze na cały ranking 20 dziennikarzy stulecia według SDP (członkowie stowarzyszenia wybierali swoich faworytów z listy stu osób ogłoszonej wcześniej przez jury). Kapuściński – miejsce 9., Michnik – 19., daleko za Bronisławem Wildsteinem. Brakuje tylko Michalkiewicza i Rydzyka…

Ranking 20 dziennikarzy stulecia według SDP:

  1. Stanisław Cat-Mackiewicz
  2. Św. Maksymilian Kolbe
  3. Stefan Kisielewski
  4. Gustaw Herling-Grudziński
  5. Jan Nowak Jeziorański
  6. Melchior Wańkowicz
  7. Jerzy Giedroyć
  8. Bohdan Tomaszewski
  9. Ryszard Kapuściński
  10. Józef Mackiewicz
  11. bp. Jan Chrapek
  12. Bronisław Wildstein
  13. Bogusław Kaczyński
  14. Zofia Kossak-Szczucka
  15. Hanna Krall
  16. Tadeusz Dołęga Mostowicz
  17. Władysław Bartoszewski
  18. Wojciech Jagielski
  19. Adam Michnik
  20. Kornel Morawiecki

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
Dziennikarz i działacz społeczny, redaktor naczelny Więź.pl
Był redaktorem „Przeglądu Powszechnego”, „Gazety Wyborczej”, „W Punkt” i MamPrawoWiedziec.pl, sekretarzem redakcji Culture.pl, publikował m.in. w „Rzeczpospolitej” i „Tygodniku Powszechnym”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli Technology Successfully Prevents Attacks During G20

Israeli Technology Successfully Prevents Attacks During G20

JTA


Israeli technology prevents drone attacks on global leaders at G20

BUENOS AIRES (JTA) — Israeli technology hired by Argentina to provide security during the G20 global leaders’ summit successfully prevented several unauthorized drone incidents.

Despite previous fears, the participation of leaders from Australia, Brazil, Canada, China, the European Union, France, Germany, India, Indonesia, Italy, Japan, Mexico, Russia, Saudi Arabia, South Africa, South Korea, Turkey, the United Kingdom and the United States wasn’t affected.

Several suspicious drones flying into the presence of global leaders were successfully blocked by the Israeli technology.

The Defense Ministry of Argentina signed a contract worth more than $5 million with its Israeli counterpart last year to provide cyber defense and cybersecurity services to the meeting. Israel is not a member of the G20 group.

On Thursday, summit authorities detected a non-authorized drone in an area of the hotels in which the foreign delegations stayed. The drone was neutralized.

On Friday evening a drone flew close to the group of leaders that were entering the iconic Colon Theatre for a gala event. The drone was neutralized and fell to the street, according a report by the Clarin newspaper.

The signed contract was for the implementation of a Cyber ​​Defense Informatics Emergency Response Team (CERT) and a Computer Security Incident Response Team (CSIRT).

On Sept. 21, the countries signed the Implementation Agreement for the project. The cyber defense program includes the capability to inhibit drones to a certain range. The cybersecurity software includes the ability to collect and analyze information from social networks.

The Drone Guard system sold to Argentina by ELTA Systems, a subsidiary of Israel Aerospace Industries (IAI), also was successfully used during the 2018 Youth Olympics games in Argentina in October.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com