Lenin, Nadieżda Krupska i Inessa Armand: Trójkąt bolszewicki

Lenin, Nadieżda Krupska i Inessa Armand: Trójkąt bolszewicki

Adam Leszczyński


foto: Wikipedia /Włodzimierza Iljicza Uljanowa (1870-1924) i Nadieżdę Krupską (1869-1939) połączyła fascynacja marksizmem, wspólne czytanie wywrotowej literatury oraz długie dyskusje o tym, jak obalić carat i zaprowadzić w Rosji nowy ustrój. Lenin (na zdjęciu zrobionym przez policję po aresztowaniu w 1895… (Wikipedia)

Przez blisko 26 lat ich małżeństwa służyła mu z niezwykłym oddaniem, a kiedy pojawiła się kochanka, zaofiarowała się, że odejdzie, by nie sprawiać niewiernemu mężowi kłopotu.

Włodzimierza Iljicza Uljanowa (“Lenin”, rewolucyjny pseudonim, z czasem stał się nazwiskiem) od zawsze interesowały głównie książki i polityka, a jego życiowym celem była rewolucja. Nie wiadomo, czy miał jakiekolwiek inne pasje.

W życiu młodego Lenina – pisze jego biograf Dmitrij Wołkogonow – nie było miejsca na normalne uczucia, które zwykle zajmują umysł każdego młodzieńca . Nie znajdziemy więc w jego biografii burzliwych romansów, miłości od pierwszego wejrzenia czy nieszczęśliwego uczucia. Lenin – w odróżnieniu od wielu innych swoich towarzyszy – pozostawał przykładnym małżonkiem (jeśli nie liczyć jednego romansu, do którego zaraz dojdziemy). Było to nietypowe dla rewolucjonistów, którzy częściej miewali burzliwe i skomplikowane życie osobiste. Wielu komunistów uznawało mieszczańską moralność za przeżytek burżuazyjny, a swe zasady etyczne podporządkowywało celowi nadrzędnemu, czyli rewolucji.

Pruderyjna w większości ówczesna opinia publiczna zasadnie przypisywała komunistom bezbożność i wolę obalenia obowiązującego porządku społecznego, ale też – co było już znaczną przesadą – budzące odrazę rozpasanie seksualne. Tymczasem Lenin – jak zanotował jego znajomy Aleksander Potresow, który spotykał się z nim regularnie w latach 1895-1903 – był w domu skromnym, bezpretensjonalnym, cnotliwym mężem, zaangażowanym w dobroduszną, czasami komiczną, codzienną wojnę podjazdową z teściową, jedyną osobą w jego bezpośrednim otoczeniu, która potrafiła mu się sprzeciwić .

Apolinaria i Nadieżda

W styczniu 1894 r. młody prawnik Włodzimierz Uljanow przyjechał z Samary do Sankt Petersburga. Na prowincji próbował swoich sił jako obrońca w sądzie, ale z umiarkowanym powodzeniem, więc postanowił szukać szczęścia w stolicy. Zaraz po przyjeździe próbował nawiązać kontakty z miejscowymi kółkami radykalnych marksistów, a w lutym poszedł na spotkanie do mieszkania inżyniera Klassona, u którego zbierało się kółko młodych inteligentów, głównie marzących o rewolucji marksistów.

Wśród zebranych były dwie młode nauczycielki, Apolinaria Jakubowa i Nadieżda Krupska. Lenin na początku spotykał się z obydwiema – we trójkę chodzili na spacery nad Newę – a potem zaczął odwiedzać Krupską w jej mieszkaniu przy Newskim Prospekcie, głównej arterii stolicy.

Krupska mieszkała tam z matką Jelizawietą Wasiliewną, wdową po oficerze oskarżonym o działalność rewolucyjną (przyłapano go na czytaniu książek Nikołaja Czernyszewskiego i Aleksandra Hercena, wybitnych myślicieli i krytyków rządów carskich). Ostatecznie Krupski został uniewinniony, ale zakazano mu służby w wojsku i administracji, a kiedy zmarł, wdowa i córka żyły skromnie, lecz wygodnie z jego wojskowej emerytury. Nadieżda uczyła w szkółce niedzielnej dla robotników.

Jeżeli był to romans, to bardzo szczególny. Młodzi spotykali się w mieszkaniu Krupskiej, gdzie pod czujnym okiem matki dyskutowali o książkach, Marksie czy sporach ideologicznych w podzielonym i wiecznie skłóconym środowisku rosyjskich rewolucjonistów. Nie wiadomo, co Jelizawieta Wasiliewna myślała o młodym, choć już mocno wyłysiałym, przyjacielu córki. Wiadomo, że przez całe życie bardzo się starała być niezależna od zięcia i wielokrotnie wspominała, że nie szanuje “ludzi, którzy nie mają żadnego zawodu z prawdziwego zdarzenia” (do rewolucji, czyli w ciągu 47 lat swego życia, Lenin miał płatną pracę tylko przez niecałe dwa lata).

Kiedy w grudniu 1895 r. został aresztowany za udział w tajnym kółku marksistów, Nadieżda i Apolinaria odwiedziły go w petersburskim areszcie. Posłał im gryps, w którym prosił, żeby przeszły pod oknem o godzinie 14.15, aby mógł zobaczyć je przez kraty. Podobno oświadczył się wcześniej Apolinarii, ale dostał kosza – była zaręczona z niejakim Taktarewem, wydawcą pisma “Myśl Robotnicza”. Lenin został skazany na pobyt na Syberii, a parę miesięcy później zesłano tam obie młode rewolucjonistki.

W cieniu męża

Na Syberii spędził trzy lata w wygodnych warunkach (luksusowych wręcz w porównaniu z tymi, w jakich później przyszło żyć więźniom Gułagu). Władze uwzględniły jego rzekomo “zły stan zdrowia” i zezwoliły na przeniesienie się w wygodniejsze i cieplejsze miejsce położone na południu. W listach do domu pisał: poza polowaniem i pływaniem większość czasu spędzam na długich spacerach . Porównywał zesłanie ze Spitz, szwajcarskim uzdrowiskiem, w którym niegdyś spędzał wakacje, ale uznał Syberię za przyjemniejsze miejsce. W styczniu 1898 r. poprosił o zezwolenie, by jego “narzeczona”, zesłana w inne miejsce na Syberii mogła do niego dołączyć. Taką samą prośbę złożyła Krupska. Władze wyraziły zgodę i w maju 1898 r., po długiej podróży koleją, łodzią i zaprzęgiem konnym, Nadieżda dojechała do Lenina (w towarzystwie matki, która nigdy jej nie opuszczała).

Krupska wspominała, że matka postawiła tragikomiczny warunek: jeżeli nie weźmiemy ślubu natychmiast (!), wyjeżdża .

Załatwianie papierów trwało parę miesięcy, teściowa nalegała na ślub w cerkwi i oboje młodzi, choć ateiści, zgodzili się dla świętego spokoju. 10 lipca 1898 r. pop udzielił im ślubu, a świadkami było dwóch okolicznych chłopów: Jermolajew i Żurawlew. Jak na ówczesne standardy oboje byli ludźmi dojrzałymi: on liczył 28 lat, ona miała o rok więcej.

Ich małżeństwo okazało się praktyczne, ciche i pozbawione wielkiej pasji, ale także emocjonalnych kataklizmów. Teściowa Lenina miała temperament wybuchowy, natomiast żona okazała się bardzo zrównoważona i obowiązkowa. Wybitnie inteligentna i oczytana, szybko stała się sekretarką i współpracownicą przyszłego wodza rewolucji. Oboje pochłaniali gigantyczne ilości literatury poświęconej polityce, ekonomii i filozofii. Lenin z pomocą Krupskiej pisał znacznie szybciej i więcej niż wcześniej – pomagała mu wybierać cytaty, poprawiała jego sformułowania i słuchała, kiedy czytał jej na głos swoje prace. Bardzo rzadko go krytykowała.

Małżeństwo było bezdzietne, jednak nie jest do końca jasne, dlaczego tak się stało; w jednym z listów do matki Lenin wspomina o “kobiecej chorobie” Nadieżdy, ale nie wiadomo, na czym miałaby ona polegać. Możliwe, że cierpiała na chorobę Gravesa-Basedowa, czyli schorzenie związane z nadczynnością tarczycy wpływające na cykl miesięczny i utrudniające zajście w ciążę. Chociaż związek zaczął się bez namiętności, Lenin i Krupska byli ze sobą bardzo związani – Nadieżda stała się jego cieniem i w listach do matki pisała w znacznej mierze o nim.

Ukochana Inessa

W 1909 r. w Paryżu Lenin poznał francuską komunistkę Inessę Armand, do której zapałał uczuciem, jakiego nigdy nie żywił do żony. Odczuwał nieustanną potrzebę przebywania z Inessą, korespondowania i rozmawiania z nią. Krupska doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje, wiedziała, że Lenin był przywiązany do Inessy, i wiele razy proponowała mu, że odejdzie. Za każdym razem, gdy to mówiła, przekonywał ją, żeby została.

Armand “jak kometa” pojawiła się w nudnym i pozbawionym osobistych emocji życiu przyszłego wodza rewolucji – pisze biograf Lenina. – Była wyjątkowo piękna, elegancka i pełna energii. Była także otwarta i pełna pasji, emocjonalna i empatyczna . Pod tymi wszystkimi względami pozostawała przeciwieństwem Krupskiej. Radziecki pisarz Ilia Erenburg zauważył kiedyś: Wystarczy jedno spojrzenie na Krupską i można zrozumieć, dlaczego Lenin nie interesował się kobietami .

Lenin miał staromodne i w praktyce konserwatywne poglądy na życie rodzinne, ale Inessa go fascynowała i nie potrafił tego ukryć. Krupska nie wspomina w pamiętnikach o romansie męża – znosiła jej obecność z godnością. Odnotowuje, że często chodzili we troje na spacery: Czasami siadaliśmy na słonecznym stoku. Iljicz przygotowywał zarysy swoich przemówień i poprawiał teksty, ja uczyłam się włoskiego, a Inessa szyła i cieszyła się ciepłem jesiennego słońca .

Urodziła się w Paryżu i była córką francuskiego śpiewaka operowego, który zmarł wcześnie, zostawiając żonę z trzema córkami bez grosza. W 1879 r. przeprowadziły się do Moskwy, gdzie matka uczyła śpiewu i języka francuskiego, a w 1893 r. 19-letnia, słynąca z urody Inessa wyszła za mąż za spadkobiercę bogatego kupca. Urodziła mu pięcioro dzieci i prowadziła bardzo dostatnie życie w centrum moskiewskiej elity, ale w 1905 r. nieoczekiwanie opuściła męża pod wpływem miłości do jego młodszego brata. Zaangażowała się też w działalność rewolucyjną.

Kiedy w 1909 r. ukochany zmarł, Inessa zaczęła studiować ekonomię w Brukseli (żyjąc z dziećmi z pieniędzy bardzo tolerancyjnego męża) i właśnie tam poznała przebywającego na Zachodzie Lenina. Szybko stali się nierozłączni. Podróżowała zawsze tam, gdzie był Lenin, i mieszkała nieopodal. Krupska przyjmowała ją życzliwie; według sławnego dysydenta i pisarza Aleksandra Sołżenicyna uznała, że w ten sposób zapewni mężowi spokój ducha. Była niesłychanie lojalna: kiedy w 1917 r. Lenin czekał w Finlandii na rozwój rewolucji, w przebraniu woziła do niego listy z Piotrogrodu.

Kobieta, która w 1918 r. dokonała najbardziej spektakularnego zamachu w dziejach sowieckiej Rosji. Trzy strzały w Lenina

Chociaż w ZSRR listy Lenina i Armand zostały starannie ocenzurowane (część zniszczono), zachowane fragmenty nie pozostawiają wątpliwości co do natury łączącego ich uczucia. Pisali do siebie bardzo dużo. Kiedy w Rosji bolszewicy przejęli władzę, Armand objęła ważne stanowiska w komitecie centralnym partii. W 1919 r. wyjechała do Francji, by negocjować warunki powrotu żołnierzy rosyjskich, których rzuciła tam wojna. Chora i pracująca ponad siły, zaraziła się cholerą i zmarła jesienią 1920 r. w Biesłanie na Kaukazie. Pozostały mi tylko ciepłe uczucia dla dzieci oraz W.I. – zanotowała w pamiętniku prowadzonym przez ostatni miesiąc przed śmiercią.

Śmierć Inessy Armand wstrząsnęła Leninem i niewykluczone, że pogłębiła jego chorobę, przyspieszając pierwszy wylew. Lenin zażądał sprowadzenia ciała ukochanej, które jechało do Moskwy ponad miesiąc. Na pogrzeb przyszło parę osób, a wódz bolszewików wyglądał ponoć na całkowicie załamanego i zdawało się, że w każdej chwili może upaść.

Co godzi w moją żonę, godzi we mnie

Na początku lat 20. stan zdrowia Lenina pogarszał się systematycznie, a w partii trwała już walka o władzę pomiędzy Lwem Trockim, który podczas rewolucji i wojny domowej był człowiekiem numer dwa, a Józefem Stalinem, sekretarzem generalnym Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików). Lenin obawiał się Stalina w roli swego następcy, ale był już zbyt chory i słaby, by go powstrzymać czy utrącić. W podyktowanej 4 stycznia 1923 r. notatce, która stała się potem częścią jego testamentu politycznego, pisał: Stalin jest zbyt brutalny i wada ta, która jest całkiem do zniesienia w naszym środowisku i w stosunkach między nami, komunistami, staje się nie do zniesienia na stanowisku sekretarza generalnego . Wiosną 1923 r. Lenin miał już problemy z mówieniem, brakowało mu słów, często bełkotał, a Krupska, będąca przy nim cały czas, pozostawała jego najlepszą “tłumaczką” – nikt lepiej od niej nie rozumiał umierającego wodza rewolucji.

Stalin, który został “opiekunem” Lenina z ramienia partii, traktował ją brutalnie: w jednej z rozmów telefonicznych kilka miesięcy przed śmiercią wodza zagroził, że nie powinna rozmawiać o sprawach państwa z mężem, bo w przeciwnym razie postawi ją przed Komisją Kontroli Partyjnej, czyli wewnętrznym sądem partii. Dowiedziawszy się o tym, Lenin wpadł we wściekłość i podyktował list do Stalina, w którym go zrugał, m.in. tymi słowy: Nie trzeba wspominać, że to coś, co godzi w moją żonę, godzi we mnie . Zagroził mu całkowitym zerwaniem stosunków, sprawiając w ten sposób, że Stalin już do końca życia Krupskiej żywił do niej niechęć.

Wbrew obiegowej teorii nie była to kiła, a raczej stres lub nawet otrucie. Co zabiło Włodzimierza Lenina?
Wkrótce potem Lenin doznał kolejnego wylewu, który odebrał mu mowę i spowodował częściowy paraliż. Żona uczyła go mówić na nowo (nauczyła go słów: “zjazd”, “komórka partii”, “chłop”, “robotnik”, “lud” i “rewolucja”) oraz ćwiczyła z nim lewą rękę, którą jeszcze mógł poruszać, w nadziei, że będzie mógł pisać notatki. W listopadzie i grudniu 1923 r. Lenin był w stanie powiedzieć sam parę słów, uczył się pisać lewą ręką, mógł czytać (a w każdym razie przeglądać) gazety, wskazując to, co go interesowało. Krupska popadała w depresję przerywaną rzadkimi momentami, w których odzyskiwała nadzieję na powrót męża do zdrowia. 6 maja 1923 r. pisała do córki Inessy Armand: Trzyma mnie przy życiu tylko fakt, że Wołodia cieszy się, kiedy mnie widzi rano, bierze mnie za rękę, i czasami rozmawiamy bez słów o różnych rzeczach, które i tak nie mają nazw. 2 września 1923 r. pisała: Spędzam całe dnie z Wołodią, którego stan się bardzo szybko poprawia, potem wariuję wieczorami i nie jestem w stanie pisać listów .
W styczniu 1924 r. na zjeździe partii Krupska – chociaż nieobecna, bo pozostawała przy mężu – została wybrana do prezydium komitetu centralnego. 21 stycznia 1924 r. Lenin zamknął oczy na zawsze, a Krupska stała się bardzo kłopotliwą wdową dla następnego władcy, bo doskonale wiedziała, co Lenin w ostatnich miesiącach życia myślał o Stalinie.Życie po Leninie
Nie chciała się zgodzić na mumifikację ciała męża i uczynienie zeń obiektu kultu, ale musiała ustąpić pod presją członków biura politycznego. Pogrzeb Lenina stał się wielką manifestacją i “kanonizacją” równocześnie, a zaraz potem zaczęła się masowa produkcja pomników, popiersi, książek, obrazków i wielu innych przedmiotów upamiętniających wodza rewolucji. Krupska została zastępcą ludowego komisarza ds. edukacji; zajmując się m.in. organizacją ruchu pionierów wraz z całym systemem politycznej indoktrynacji młodzieży, nadzorowała tworzenie bibliotek w ZSRR, a przedsięwzięcie to okazało się jednym z edukacyjnych sukcesów komunistów oraz narzędziem politycznej kontroli. Została jednym z głównych radzieckich autorytetów w sprawach komunistycznego wychowania, jej dzieła wydawano w masowych nakładach.
I cały czas bała się Stalina, którego zawsze popierała w walkach wewnętrznych w partii, być może przeczuwając jego zwycięstwo. Stalin miał jej zagrozić, że jeśli nie będzie posłuszna, to “znajdziemy nową żonę Lenina”. Była posłuszna i krytykowała jego wrogów: najpierw Trockiego, później Grigorija Zinowiewa i Lwa Kamieniewa, wreszcie Nikołaja Bucharina (wszyscy oni byli jej dobrymi znajomymi z dawnych czasów i wszyscy też zostali zamordowani na rozkaz Stalina).Do mauzoleum Lenina chodziła rzadziej niż raz w roku, ostatni raz była tam w 1938 r., kilka miesięcy przed swą śmiercią w lutym 1939 r. Jak wspominał kurator mumii, Krupska stała przez chwilę przy katafalku i wymruczała do siebie: “Wygląda zupełnie tak samo, a ja się tak postarzałam…”.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


When Jewish America spoke Yiddish — and was anarchist

A forgotten chapter: When Jewish America spoke Yiddish — and was anarchist

GIDEON GRUDO


A January 20 conference hosted by the YIVO Institute covers a seldom-recognized piece of US Jewry’s immigrant experience — and one that may serve a marginalized sector today
A group of anarchists in Warsaw mourn during the 1926 funeral of activist ‘White Morits,’ who had previously been imprisoned for anarchist activities. (Courtesy YIVO Institute for Jewish Research)

NEW YORK — Spencer Sunshine describes himself as an “extraparliamentary radical leftist” and/or a “libertarian socialist.” Having “known and worked on political projects with anarchists for many decades,” he explained that when it comes to anarchism, there is no one size fits all.

Sunshine, who doesn’t speak Yiddish, is the co-organizer of a January 20 conference, “Yiddish Anarchism: New Scholarship on a Forgotten Tradition” at New York’s YIVO Institute for Jewish Research.

Every speaker, scholar and source at Sunday’s conference, Sunshine said, thinks a little differently and interprets their anarchism uniquely — like adherents of any other political theory or philosophy. But at its core, Yiddish anarchist history provides a counternarrative.

The all-day conference is broken into three themed panels: foundations of Yiddish anarchism; Russian revolutions and Yiddish anarchism; and language, identity, and culture.

For a Jewish American in 2019, a counternarrative to the previous century could be captivating.

“Zionism doesn’t have the allure that it once had for older generations,” said Sunshine. “Younger Jews are looking for ways to conceptualize a Jewish identity.”

Cover of the Yiddish periodical, Di anarkhye (Anarchy), published in Geneva, Switzerland, August 1908. (Courtesy YIVO)

He wasn’t talking about PhD student Diana Clarke specifically, though the candidate fits the bill.

“Yiddish is very sexy to young leftists,” Clarke told The Times of Israel. “That said, plenty of people in the world are not young leftists.”

On January 20, Clarke will be onstage in Manhattan, covering the role that post-vernacular Yiddish — that is, Yiddish not used in everyday life — plays in anarchism today. Clarke’s lecture is one of 10 on the program at Sunday’s Yiddish anarchism conference. 

Clarke is pursuing a PhD at the University of Pittsburgh, studying the intersection of American Ashkenazi Jews and whiteness. The scholar also manages In Geveb, a Yiddish scholarly journal, while working on translating Yiddish poetry and writing a book.

Clarke’s path to Yiddish scholarship supports the narrative of a reconnection to Jewish heritage through 19th century Jewish anarchy. At Columbia, where Clarke earned an undergraduate degree, campus protests frequently pitted Students for Justice in Palestine against the Hillel Center as a result of Israel’s continued presence in the West Bank. During these demonstrations, coupled with the very visible Harlem gentrification surrounding and sometimes spurred by Columbia University itself, Clarke was reminded of sour memories of a Jewish upbringing in Massachusetts.

“As an Ashkenazi Jew growing up more or less in a conservative environment in the late ’90s,” Clarke recalled, “I was told Israel should matter a lot to me… Going to Israel was something for people whose families had money. Mine did not.”

Clarke was searching for something. Walking New York City’s streets — just as Clarke’s father always said was the best way to get to know a community — during four years of undergraduate study, Clarke came across the city’s Yiddish history.

“All of that experientially came together as I learned the history of the city among Yiddish speakers. I was so excited to find in my own history people living the life I wanted to live,” Clarke said, adding how those years of wandering resulted in an epiphany: “These are my people.”

New scholarship on a forgotten tradition

An introduction to what he calls the “lost world of Yiddish anarchism” was set to be delivered by co-organizer and Yiddish historian and scholar Kenyon Zimmer at the opening of the first panel.

Buzhe,’ a young activist, poses along with her cohort of anarchists in Warsaw for this studio portrait taken around 1900. (Courtesy YIVO Institute for Jewish Research)

“Anarchism and anarchists really played an outsized role in the history of the Jewish labor movement and Jewish culture in the US and England,” Zimmer told The Times of Israel. “A lot of that has been forgotten or sort of lost piece by piece over time as scholars and others have written about the Jewish immigrant experience.”

Some of this history was lost in translation, said Zimmer, an associate professor of history at the University of Texas at Arlington. But there was arguably some intention in Yiddish anarchism’s centennial fade from mainstream knowledge.

“Anarchists get reduced to this brief, naive phase,” Zimmer explained, noting the more prevalent Jewish American story by which immigrants arrived, assimilated, experienced upward social and economic mobility, and steadily earned the American dream.

Anarchism doesn’t jive with the idea of “an irrepressible national Jewish identity,” he said. And of course there’s the force of Zionism, which summarily rejects anarchist tenets.

Asked why even to bother holding a conference about this Yiddish history if various agents so aptly erased it, Zimmer had a retort at the ready.

“[Yiddish anarchists] stand as an example of a substantial number of Jews in the Diaspora who rejected both assimilation into the cultural and political norms of their host, and rejected Jewish nationalism, whether by Zionism or another form,” Zimmer said. “It may resonate with certain currents of Jewish politics today that tend to question the actions of the State of Israel or the project being problematic as a whole.”

An advertisement for a Yom Kippur dance and buffet from anarchist periodical Di varhayt (The Truth), New York, September, 1889. (Courtesy YIVO)

Jewish anarchism: Remember the anarchists

Conference host YIVO has been around since 1925 and miraculously survived the Holocaust.

“Most of its staff got killed,” director of public programs Alex Weiser told The Times of Israel. “It moved from Poland to New York City,” he said, recalling a smuggling operation that allowed it to be one of the only organizations to escape the Holocaust.

About 40 people staff YIVO today, mainly in New York. The organization also has an office in London and partnerships in Chicago and Buenos Aires. And it’s really very important, argued Weiser.

“Yiddish is the language of a history with which we have a discontinuity,” Weiser said. “Learning Yiddish can lead people to find alternatives to ‘being Jewish’ that aren’t prevalent in contemporary culture.”

YIVO aims to continuously enable global Yiddish learning, with, for example, a conference on Yiddish anarchism.

Social justice crusader Emma Goldman addresses a crowd in 1916, several years before her deportation to Russia by the United States government (public domain)

Many famous anarchists were linked to the Yiddish anarchist movement, such as Johann Most and Emma Goldman. Famous organizations include the International Ladies’ Garment Workers’ Union (ILGWU) and the Yiddish anarchist newspaper the Fraye Arbeter Shtime (the Free Voice of Labor), “the largest and longest-lasting US anarchist publication,” according to YIVO.

“In the 1930s, the second generation of bilingual Jewish anarchists emerged, including Sam and Esther Dolgoff, and Audrey Goodfriend, whose influence is still felt in today’s anarchist movement,” the YIVO program description said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Past BBC interviewee on antisemitism gets jail term for antisemitic incitement


Past BBC interviewee on antisemitism gets jail term for antisemitic incitement

BBC Watch


Long-time readers may recall that five years ago both BBC Two’s ‘Newsnight’ and BBC Radio 4’s ‘Today’ covered a story that was portrayed by the then ‘Newsnight’ presenter Jeremy Paxman as a ‘free speech’ issue:

“Now a French comedian has managed to short-circuit his country’s professed commitment to free speech. President Francois Holland, with support from both Right and Left, today encouraged local authorities to ban performances by Dieudonné M’bala-M’bala – usually known just as “Dieudonné”. It’s being done on grounds of public order because his alleged antisemitism has tested to destruction Voltaire’s supposed belief that ‘I disapprove of what you say, but I will defend to the death your right to say it.’ “

That ‘Newsnight’ report included an interview with a man introduced by Paxman as “the French writer and film-maker Alain Soral” and “a close friend of Monsieur Dieudonné” who “helped him popularise the infamous quenelle gesture”. BBC audiences were told nothing of Soral’s far-Right affiliations and record of antisemitism before they heard him whitewashing the antisemitism of his “close friend” by means of antisemitic conspiracy theories.

In April 2017 Soral was featured in an article about the French elections on the BBC News website with readers told that “what makes him so controversial are the anti-Semitic views he is accused of peddling – under the guise of “anti-Zionism” – on his hugely successful website” and that:

“…on one issue Alain Soral undoubtedly has a point: speech is being policed with increasing zeal in France.”

Last week the man the BBC found it appropriate to interview on the subject of antisemitism was sentencedto a year in prison.

“A French court on Thursday sentenced far-right Holocaust denier Alain Soral to one year in prison for insulting a magistrate and making anti-Semitic comments on his website.

On the site, which is called “Equality and Reconciliation,” Soral wrote that Jews “are manipulative, domineering and hateful.”

Soral, 60, has been convicted multiple times of incitement to hatred over a constant stream of anti-Semitic comments over the years.”

While this latest conviction will come as no surprise to those familiar with Soral, five years on it is still unclear how BBC editors could have been so uninformed as to consider the airing of his antisemitic conspiracy theories and whitewashing of the racism of his “close friend” to be any kind of contribution to audience understanding of antisemitism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


…Kudowa-Zdrój to w nim kurort dla bogatych Żydów z całego świata

Dlaczego nie można obejrzeć serialu “Hotel Polanów i jego goście”? Kudowa-Zdrój to w nim kurort dla bogatych Żydów z całego świata

Tomasz Wysocki


Fotos z serialu ‘Hotel Polanów i jego goście’ w reżyserii Horsta Seemanna nakręconego w 1980 r. przez telewizję Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jedną z głównych ról – Józefiny Polan – zagrała w nim Kalina Jędrusik, a obok niej plejada innych polskich gwiazd, m.in… (Fot. Domena publiczna)

W Bad Kudowie bywali właściciele kopalni diamentów z Afryki, bankierzy i agenci nieruchomości z Ameryki, hodowcy bydła z Australii – cały przekrój żydowskiej klasy wyższej. Obraz kurortu z tych czasów ocalał dzięki serialowi “Hotel Polanów i jego goście”, którego jednak nie można pokazać.

Po takich gości Filip Polan, właściciel hotelu Bohemia, osobiście wyjeżdżał na dworzec. Do Grenzbrunn przyjechali emisariusze najsłynniejszego żydowskiego mędrca we wschodniej Europie. Chcą obejrzeć Bohemię, zanim w kurorcie osobiście pojawi się cadyk Raw Radomsker.

Rabinowie Lewkowicz i Kenig podziwiają wielki park zdrojowy, w którym są trzy koncerty dziennie. Z zainteresowaniem słuchają, kiedy Filip Polan opowiada o leczniczych właściwościach wód mineralnych i kąpieli kwasowo-węglowych, radanowych i błotnych. Podoba im się hotel i jego kuchnia z certyfikatem koszerności. – Nas odwiedzają Żydzi z całego świata. Chasydzi i sefardyjczycy, pobożni i liberałowie, ortodoksi i zasymilowani – chwali się właściciel Bohemii.

Kiedy cadyk z Radomska przybędzie do Bohemii, on i jego świta będą mieli do dyspozycji dwa piętra hotelu.

W tym czasie Józefina, żona Filipa, nie ma głowy do zajmowania się gośćmi. Niepokoi się zdrowiem córki. Młodziutka Estera ma mdłości, zasłabła, pomagając w kuchni. Doświadczona życiowo Polanowa szybko rozpoznaje przyczynę dolegliwości – dziewczyna jest w ciąży.

Ojciec dziecka to posługacz Juraj, Słowak. Biedak i goj to nie jest odpowiednia partia dla panny z szanowanego domu. Dostaje odprawę i raz na zawsze ma zniknąć z Grenzbrunn.

Polanowie typują kandydata na męża dla Estery. Samuel, jeden z bywalców kurortu, doskonale nadaje się do tej roli. Wprawdzie jest chorowity i dużo starszy, ale bogaty i wpatrzony w dziewczynę jak w obrazek. Kiedy zgodnie z żydowskim obyczajem para młoda stoi pod chupą i Samuel kruszy szklankę obcasem, a goście weselni wołają: „Mazeltow!”, Józefinie spada kamień z serca.

Kilka miesięcy później na świat przychodzi Piotr Samuel. To główny bohater serialu „Hotel Polanów i jego goście” zrealizowanego w 1980 r. przez państwową telewizję Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Podstawą scenariusza była autobiograficzna powieść niemieckiego pisarza Jana Koplowitza „Bohemia – mój los. Opowieść o rodzinie”.

Pochodzący z Kudowy-Zdroju niemiecki pisarz Jan Koplowitz (1909-2001), autor autobiograficznej powieści ‘Bohemia – mój los. Opowieść o rodzinie’. Na jej podstawie powstał serial ‘Hotel Polanów i jego goście’ Fot. domena publiczna

Koplowitz urodził się w 1909 r. w zamożnej żydowskiej rodzinie. Bad Kudowa znajdowała się wówczas w granicach Niemiec. Dziadek Jana Filip Polak (Pollack) był właścicielem popularnego hotelu Austria. Telewizyjna saga o rodzinie Polanów opowiada o rozkwicie oraz zagładzie świata, którego częścią byli Żydzi w Kudowie, w filmowej wersji nazwanej Grenzbrunn.

Bad Kudowa – luksus i przepych

Początek XX w. to w historii Kudowy złoty okres. Doprowadzenie linii kolejowej sprawiło, że szybko i wygodnie dojeżdżali tu kuracjusze z Berlina, Hamburga, Drezna, Gdańska, Monachium, Wiednia, Pragi, Wrocławia i Krakowa. Kilka tysięcy gości miało do dyspozycji sto willi oraz kilkanaście pensjonatów i hoteli. W 1906 r. otwarto luksusowy szpital uzdrowiskowy Książęcy Dwór ze 120 pokojami z łazienkami do kąpieli mineralnych. Dzisiaj to hotel Polonia, jeden z najbardziej charakterystycznych budynków miasta.

– Bad Kudowa to kurort pełen luksusu i przepychu – opowiada Wojciech Heliński, znawca historii Kudowy, prezes stowarzyszenia Fundus Glacensis. – Był bardzo popularny wśród zamożnych Żydów z całego świata. Bywali tu właściciele kopalni diamentów z Afryki, bankierzy i agenci nieruchomości z Ameryki, hodowcy bydła z Australii, kupcy, arystokraci, cały przekrój żydowskiej klasy wyższej.

Przyjeżdżali przede wszystkim ze względu na prozdrowotne właściwości klimatu, lecz czas spędzali także na koncertach, zabawach i rautach, na które nie szczędzili pieniędzy.

Przedwojenna panorama kurortu Bad Kudowa, który przyciągał gości z całych Niemiec Fot. domena publiczna

Kuracjusze przebierali w ofertach restauracji prowadzących koszerne kuchnie. Rytualną kuchnią najwyższej klasy szczycił się właściciel willi Loewy, certyfikaty świadczące o przestrzeganiu koszerności miały m.in. pensjonaty Zur Krone i Patrizierhaus. W Bad Kudowie nie było miejskiej synagogi, najbliższe bożnice znajdowały się w Nachodzie, po drugiej stronie granicy, oraz w Kłodzku. Sale modlitw dla wyznawców judaizmu miało jednak wiele domów wypoczynkowych, pensjonatów i hoteli. – To było szczególnie istotne dla Żydów ortodoksyjnych, ponieważ w czasie szabatów mieli wszystko na miejscu i nie musieli zbyt daleko chodzić – opowiada Tamara Włodarczyk, autorka publikacji o historii społeczności żydowskiej na Dolnym Śląsku.

Kalina i inni

Zdjęcia do trzyodcinkowego serialu „Hotel Polanów i jego goście” realizowano w Kudowie i we Wrocławiu. Wystąpiło w nim wielu znakomitych polskich aktorów: Kalina Jędrusik, Leon Niemczyk, Szymon Szurmiej, Elżbieta Starostecka, Jerzy Bińczycki czy Iga Cembrzyńska. Filmową Bohemię zagrał hotel Polonia. Na ekranie można zobaczyć centrum Kudowy, park i pijalnię wody mineralnej.

Dla mieszkańców miasteczka pobyt ekipy filmowej to było nadzwyczajne wydarzenie. Wielu kudowian statystowało w filmie, starsi brali urlopy w pracy, młodsi urywali się z lekcji.

Z realizacją serialu wiąże się kilka miejskich legend. Jedna z nich opowiada o nastoletnim statyście, który występował w scenach przemarszu kolumny Hitlerjugend. Między ujęciami w mundurze i ze swastyką na rękawie pobiegł do domu. Wszedł i strzelając obcasami, powitał rodzinę gromkim: „Heil Hitler!”. Dziadek chłopca, urodzony kudowianin, pamiętał jeszcze sprzed wojny uliczne bójki z młodymi hitlerowcami. Nie wytrzymał, zerwał się z krzesła i strzelił wnuka w twarz.

Kadysz za syna

„Hotel Polanów” ma dwa główne wątki. Pierwszy to opowieść o dorastaniu i młodości Piotra Samuela.

Chłopiec jest mały, kiedy umiera mu ojciec. Życiowym autorytetem dla kilkulatka staje się dziadek Filip, pogodny, mądry starzec. Stary Polan osiadł w Grenzbrunn, kiedy musiał emigrować z Austro-Węgier, aby uniknąć więzienia za udział w spisku przeciwko cesarzowi. Hotel Bohemia to dorobek jego życia. Z dystansem traktuje synów utracjuszy, ma nadzieję, że rodzinny interes poprowadzi najmłodsza córka Estera. A mały Piotr to jego oczko w głowie. Dba o religijne wykształcenie chłopca, wysyła go do szkoły żydowskiej w Grenzbrunn. Przed kolejnym ślubem matki, aby nie zniechęcać kandydata na męża, rodzina przenosi Piotra do prywatnej katolickiej szkoły w Berlinie. Tam chłopak wsiąka w środowisko młodych komunistów i zostaje redaktorem „Gazety Robotniczej”. Krąg młodych Żydów jest mocno rozpolitykowane. O przeciągnięcie młodego lewicowego ideowca na swoją stronę z komunistami konkurują socjaliści, syjoniści i syndykaliści.

Przedwojenny wygląd szpitala uzdrowiskowego Fürstenhof (Książęcy Dwór), dziś Polonia, czyli serialowego hotelu Bohemia Fot. domena publiczna

Kiedy Piotr zakochuje się w Chanie Kober, córce zamożnego żydowskiego przedsiębiorcy, waha się między uczuciem a niechęcią do środowiska, z którego pochodzi dziewczyna. Aby być bliżej Chany, zapuszcza pejsy i modli się w szabat. Z czasem jednak, choć miłość nie gaśnie, Piotr nie jest w stanie zaakceptować przepychu domu Koberów oraz afektowanej religijności. Zrywa z Chaną.

Przełomowym wydarzeniem w życiu chłopaka jest strajk pracowników Bohemii. To 16-letni Piotr jest jego inspiratorem. Załoga hotelu wymusza na Esterze Polan podniesienie pensji i podpisanie umów o pracę. Matka i wujowie chłopaka uznają, że zaszkodził rodzinie. W dodatku w lokalnej gazecie pojawia się deklaracja Piotra o wystąpieniu z gminy żydowskiej. – Nie mam już syna – wyznaje braciom zrozpaczona Estera.

To filmowa wersja wykluczenia z familii. W rzeczywistości na wiadomość, że młodociany Jan Koplowitz został członkiem Komunistycznej Partii Niemiec, matka zmówiła za niego kadysz, modlitwę za umarłych, przestała go utrzymywać i całkiem zerwała kontakt. Pisarz wspominał, że od tego momentu jego rodziną byli komunistyczni przyjaciele.

rekomendował: Leon Rozenbaum

Po przejęciu władzy w 1933 r. hitlerowcy poszukują Piotra, wpływowego komunistycznego lidera. Mężczyzna ukrywa się w mieszkaniu Chany. Terror nazistów narasta, szykany wobec Żydów są coraz bardziej dotkliwe. Dlatego Koberowie uciekają do Szwajcarii. Wraz z Chaną ucieka Piotr. Do ostatniej chwili bezskutecznie namawia matkę, aby także uciekała za granicę. Jej decyzja okaże się tragiczna w skutkach.

Ocalić Bohemię

Równolegle oglądamy, jak wielkie wydarzenia historyczne demolują sielską codzienność małego Grenzbrunn. Hotel Polanów i całe miasteczko kwitną, kiedy latem 1914 r. coraz częściej docierają tu sygnały o nadciągającej wojnie. Miasteczko opuszcza jedynie cadyk z Radomska. Właściciele Bohemii i ich goście nie czują zagrożenia, chociaż konflikt obejmujący całą Europę jest nieunikniony. Władze decydują, że Bohemia będzie miejscem internowania Francuzów, Brytyjczyków i poddanych cara Mikołaja II. W rzeczywistości niewiele się zmienia, goście mieszkają w swoich pokojach, stołują się w hotelowej restauracji. Kiedy kończą się im pieniądze oraz oszczędności gospodarzy, Polanowie zaciągają kredyty na utrzymanie mieszkańców. Niechętny im niemiecki burmistrz Grenzbrunn spodziewa się rychłej plajty właścicieli Bohemii.

– Od dawna nie podoba mi się ten żydowski zamek w środku kurortu – cedzi przez zęby w obecności współpracowników.

W kolacjach szabatowych w Bohemii uczestniczą także rosyjscy jeńcy pochodzenia żydowskiego na co dzień przetrzymywani w pobliskim obozie. Mały Piotr Samuel zaprzyjaźnia się z Saszą, który prosi chłopca o poufną przysługę – wysyłkę komunistycznych broszur. Przy okazji opowiada mu o ideach komunizmu i Leninie. To w tym momencie w duszy młodego Piotra Samuela kiełkuje proletariacka wrażliwość, którą w Berlinie przekuje w konkretną działalność.

Wielka polityka przewija się w rozmowach właścicieli i gości Bohemii, którzy dyskutują m.in. o pogromach Żydów w carskiej Rosji, rewolucji komunistycznej oraz powstaniu państw słowiańskich. Program syjonistów podchwytują synowie Polanów, choć w kupnie ziemi i wyjeździe do Erec Israel widzą przede wszystkim dobry interes.

Kolejne lata po wojnie mijają Polanom w miarę spokojnie, chociaż w Grenzbrunn zdarzają się antysemickie incydenty. Atmosfera zagrożenia gęstnieje, kiedy członkowie SA w kolumnach i z pochodniami maszerują przez miasto: – Precz stąd, Żydzi, brudne świnie, albo wam sprawimy lanie! – skandują.

Nazistowscy urzędnicy nachodzą Esterę i naciskają, by sprzedała hotel. – Nigdy nie opuszczę Bohemii. Obiecałam to rodzicom – odpowiada wszystkim, którzy namawiają ją do wyjazdu z Grenzbrunn. Gdy w okna hotelu lecą kamienie, boi się, ale nie ustępuje. Żydowskich kuracjuszy jest jednak coraz mniej. Za granicę wyjeżdżają nawet bracia i mąż Estery. W ostatniej scenie właścicielka Bohemii ginie w komorze gazowej.

Żyd, komunista, pisarz

Jan Koplowitz (jak filmowy Piotr Samuel) już w 1933 r. uciekł do Czech, potem przez Polskę dostał się do Wielkiej Brytanii. Pracował w fabryce samolotów, założył rodzinę, urodził mu się syn Daniel.

W 1947 r. wrócił do Niemiec, do radzieckiej strefy okupacyjnej. W tej części Berlina po II wojnie osiadło wielu przedwojennych komunistów. Koplowitz był witany z otwartymi rękami. – Dla władz Niemieckiej Republiki Demokratycznej był wartościową postacią ze względów ideologicznych jako Żyd, przedwojenny komunista, pisarz. Był drukowany, choć zapewniał, że nigdy nie korzystał z żadnych przywilejów – opowiada Wojciech Heliński. Kudowianin poznał Koplowitza w 1999 r., zaprzyjaźnili się.

Koplowitz pisał socrealistyczne powieści i opowiadania, reportaże, wiersze, teksty kabaretowe oraz piosenki. W Polsce ukazały się jeden jego wiersz i jedno opowiadanie. Wojciech Heliński: – Jan wierzył w komunizm. Uważał, że to najbardziej sprawiedliwy z systemów. Zarazem doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wygląda życie w komunistycznym państwie. Kiedy się o to spieraliśmy, powtarzał, że idea jest dobra, a za błędy odpowiadają ludzie. Jeszcze niedługo przed śmiercią twierdził, że ludzkość dojrzeje i wróci do komunizmu.

Powieść „Bohemia – mój los. Opowieść o rodzinie” ukazała się w NRD w 1979 r. i szybko rozpoczęły się przygotowania do realizacji serialu na jej podstawie. Współautorem scenariusza – obok Koplowitza – był Günther Rücker.

Skrywany NRD-owski antysemityzm

W filmie zaakcentowane jest przywiązanie Polanów do religii. Drobiazgowo pokazano uroczystości, żydowskie święta i rytuały. Wśród nich są drobne gesty, np. kiedy rabin Lewkowicz obmywa ręce przed posiłkiem i szepcze modlitewną formułę, jednak częściej to rozbudowane, wielominutowe sceny ze śpiewami i modlitwami po hebrajsku. Kilkukrotnie wysłuchać można modlitwy na rozpoczęcie szabatu, oglądamy obszerne relacje z obu ślubów Estery. Scena bar micwy Piotra to także kilkuminutowy obrazek.

– W „Hotelu Polanów” pokazany został świat niemieckich Żydów reformowanych, którego dzisiaj już nie ma, ich obrzędów i świąt. Ta tradycja różniła się od codzienności Żydów z Europy Wschodniej – mówi Hila Marcinkowska, redaktor naczelna Forum Żydów Polskich.

Ważnym momentem serialowej opowieści jest śmierć Filipa Polana. Mały Piotr chce się pożegnać z dziadkiem. Ciało starca złożono na noc w zamkniętym pomieszczeniu. Dostęp do niego ma tylko szomer – osoba, która pilnuje zmarłego. Chłopiec jest rozgoryczony. Nocą zakrada się do pokoju, gdzie spoczywa ciało starego Polana, i żegna się ze zmarłym.

Tradycja i religia są dla dorastającego, komunizującego Piotra synonimem intelektualnego i duchowego zniewolenia. Przy rozstaniu z Chaną mówi o jej rodzinie: – To dom najciemniejszego ortodoksyjnego średniowiecza, przedpotopowych obrzędów i zwyczajów.

Po premierze serialu na Koplowitza runęła fala krytyki środowisk żydowskich, które „Hotel Polanów” uznały za film antysemicki. Główny zarzut dotyczył wizerunku ortodoksyjnej żydowskiej rodziny.

Krytycy pisali, że w serialu młody bojownik o lepszy świat przeciwstawiony jest bogatym hotelarzom, zachłannym i skupionym jedynie na pomnażaniu majątku.

– Jan opowiadał, że z całego świata dostawał listy z pytaniami: „Jak mogłeś tak źle pokazać Żydów?”. Podobno chciał popełnić samobójstwo i z tego powodu trafił do szpitala – mówi Wojciech Heliński.

W rozmowie z Paulem O’Dohertym, autorem książki „Wizerunek Żydów w prozie NRD”, Koplowitz tłumaczył, że nie miał wpływu na ostateczny kształt filmu. Reżyser Horst Seemann miał uznać, że jego opowieści brakuje dramatyzmu, i odsunął pisarza od pracy nad scenariuszem – według słów Koplowitza – „jako Żyda, a może nawet syjonistę, który nie mógł być obiektywny”.

Mocniejszą tezę dotyczącą wizerunku Żydów w serialu postawiła Gabriele Eckart w eseju opublikowanym w 2008 r. w magazynie „Shofar”. Niemiecka pisarka zastanawiała się, czy powielanie antysemickich stereotypów pokazujących zachłanność i żądzę władzy jako istotę bycia Żydem to nie efekt utajonego antysemityzmu, który w NRD-owskim społeczeństwie przy wsparciu komunistycznych władz był obecny jako relikt nazistowskiej indoktrynacji z okresu III Rzeszy.

Dzisiaj opinie o antysemickim wydźwięku filmu są przyjmowane z zaskoczeniem. Gołda Tencer, filmowa pani Menasche: – Z Szymonem Szurmiejem nie zagralibyśmy w tej produkcji, jeśli mielibyśmy cień wątpliwości, że będzie miała antysemicki charakter. „Hotel Polanów” to wspaniała saga o świecie zasymilowanych niemieckich Żydów, który został zniszczony w czasie Holocaustu.

Nowy „półkownik”

W Polsce „Hotel Polanów” telewizja pokazała raz – w 1983 r. Pięć lat później wygasły prawa TVP do jego emisji i dystrybucji. W 1989 r. publiczna telewizja NRD została zlikwidowana, w jej miejsce powstały trzy nowe instytucje, które miały prawa do filmów i programów wyprodukowanych w okresie NRD. Z czasem przydzielono je nowej stacji MDR, ale nie rozstrzygnięto, czy może ona dysponować prawami do filmów i udzielać na nie licencji. Bez takiej zgody żadna telewizja nie może pokazać serialu. Sprawę dodatkowo komplikuje nierozstrzygnięta kwestia praw majątkowych i autorskich.

Kilka lat temu grupa dziennikarzy i przedstawicieli środowisk żydowskich podjęła batalię o „uwolnienie” serialu z telewizyjnych archiwów. O ich zabiegach donosiły media, o interwencję w sprawie serialu prosiła w interpelacji posłanka Monika Wielichowska z Nowej Rudy. Inicjatorzy akcji apelowali do ministrów kultury Polski i Niemiec o pomoc w doprowadzeniu do uzyskania praw licencyjnych.

Hila Marcinkowska: – To pierwszy film telewizyjny po 1968 r., w którym tak mocno wyeksponowany był motyw żydowski. Poza tym ma on walory historyczne, pokazuje dramatyczne perypetie rodzinne na tle ważnych wydarzeń decydujących o losach świata.

Starania miłośników filmu nie przyniosły żadnych efektów. – Nawet szefostwo niemieckiej telewizji nie wiedziało, jak rozwiązać ten problem – mówi Hila Marcinkowska.

Dzisiaj „Hotel Polanów i jego goście” jest wyświetlany jedynie na zamkniętych pokazach.

Austria, Bohemia, Polonia

W 2000 r. Jan Koplowitz przyjechał do Kudowy-Zdroju, odebrał tytuł Honorowego Obywatela Miasta. Podczas wizyty mieszkał w hotelu Polonia, tym samym, który w serialu grał Bohemię. Zmarł we wrześniu 2001 r. w Berlinie.

Obecny wygląd budynku, w którym przed wojną mieścił się hotel Austria należący do dziadka Jana Koplowitza Fot. domena publiczna

W Kudowie-Zdroju ocalało sporo budynków dawnych hoteli i pensjonatów, ale nie ma na nich żadnych symboli czy informacji, że należały do żydowskich mieszkańców Bad Kudowy i że korzystali z nich kuracjusze wyznania mojżeszowego.

Budynek dawnego hotelu Austria stoi w Kudowie-Zdroju przy ul. 1 Maja 6. Po wojnie został podzielony na mieszkania.


Korzystałem m.in. z: M. Borkowski, A. Kirmiel, T. Włodarczyk „Śladami Żydów. Dolny Śląsk, Opolszczyzna, ziemia lubuska”, M. Klein „Jan Koplowitz”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Sara Horowitz: A TALE OF TWO WRITERS

HOROWITZ: A TALE OF TWO WRITERS

Sara Horowitz


Alice Walker (Flickr photo – https://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/ )

In a recent interview published in the New York Times, American novelist Alice Walker stirred up controversy by praising a book riddled with anti-Semitic ideas and images.

Asked to name the books on her nightstand, Walker extolled what she saw as the courage and honesty of David Icke’s And the Truth Will Set You Free. Icke’s self-published book blames anti-Semitic attacks on Jews, promotes The Protocols of the Elders of Zion and advocates the dissemination of Holocaust denial material. Icke’s publisher found the manuscript so problematic that it refused to publish it, forcing Icke to set up his own publishing company. A British conspiracy theorist, Icke espouses other wacky ideas, such as the belief that extra-terrestrial reptiles have taken over the earth and blocked humanity from achieving its true potential.

Many readers criticized the New York Times for failing to challenge Walker on her comments about Icke’s brilliance, or at least to provide some background on Icke’s writing and his reputation for anti-Semitism. In the wake of the strong reactions to the interview, Walker doubled down on her admiration for Icke’s ideas. As many of the articles and blogs responding to the Walker interview noted, some of her own poems and essays also invoke anti-Semitic tropes.

In fact, Walker is no stranger to accusations of playing unfair. Her most widely read novel, The Color Purple, focuses on the life of an African-American girl in rural Georgia who is repeatedly raped by her father and gives birth to two of his children, who are then stolen from her. Married off in her teens to a brutal widower, she lives in squalor, enduring his abuse, while caring for his children and their home.

While moving and sometimes inspirational in its description of the lives of African-American women, the book was also criticized for what some saw as a betrayal of African-American men, who – with the exception of old men (whom Walker elsewhere describes as resembling women) – come off as uniformly violent, abusive and exploitative of women.

In retrospect, one could say that Walker’s writing suffers from a lack of empathy for those most unlike herself, whether men or Jews.

Once married for almost 10 years to a Jewish civil rights lawyer from New York – the first interracial marriage in Mississippi – one feels the bitterness of a marriage gone bad behind Walker’s radicalized politics. Their daughter, Rebecca Walker, who’s also a writer, describes struggling with her mother’s neglect in her memoir, Black, White, and Jewish. After their divorce, Alice Walker and Mel Leventhal moved to San Francisco and New York, respectively. Rebecca Walker spent two-year stints living with each parent, contending with shifting cultural, racial and ethnic milieus and the impact that had on her sense of identity. In her teen years, Rebecca Walker struggled with both parents. But it is clear from her writing that her father is still a part of her life, while she has been estranged from her mother for years.

I was struck by the contrast between Walker’s categorical animosities and the nuanced writing of Amos Oz, the Israeli writer who died tragically last month. One of Oz’s most impressive gifts was his ability to reach beyond himself, to find points of empathy and understanding with those whose lives were vastly different from his own.

As an Israeli man, he entered the inner lives of Israeli women. As an Israeli Jew, he felt compassion towards the Palestinians who shared the land. As a secular Israeli, he reclaimed common ground with religious tradition. In raw literary talent, Oz vastly outshines Walker. But the difference between them is really one of innate sensibility. Oz probes complicated situations and shades of grey, seeking to increase his own – and, hence, our – ability to understand others. His literary and humanistic wisdom breaks down the kind of polarizing thinking that has sadly come to characterize Alice Walker’s writing.


Zawarto?? publikowanych artyku?ów i materia?ów nie reprezentuje pogl?dów ani opinii Reunion’68,
ani te? webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyra?nie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, w?asne artyku?y lub wiadomo?ci prze?lij na adres:
webmaster@reunion68.com