Państwo zabrało czy Żydzi porzucili

Państwo zabrało czy Żydzi porzucili

Izabela Kacprzak


Budynek w Tarnowskich Górach państwo przejęło w 1965 r. Od lat 90. jest on w rękach ZUS

Starosta kontra gmina żydowska. Wyrok sprzed pół wieku jako argument, by nie zwracać majątku.

Dla gminy żydowskiej historia z Tarnowskich Gór to świetny przykład tego, z jakimi oporami Polska oddaje to, co zabrały po wojnie władze.

– Dbam o majątek państwa. Wątpliwości należy wyjaśniać do końca – mówi na to starosta tarnogórski Józef Burdziak.Zakwestionował on prawo gminy żydowskiej do rekompensaty za nieruchomość, którą państwo miało przejąć wkrótce po wojnie. Z odnalezionego po latach wyroku z 1964 r. wynika jego zdaniem, że Skarb Państwa przejął majątek, którym nikt się nie interesował, w dodatku obciążony hipoteką.

Tu była łaźnia rytualna

W 2011 r. po skandalach związanych z nieprawidłowościami w handlu gruntami rząd i episkopat zlikwidowały działającą od 20 lat Komisję Majątkową dla Kościoła Katolickiego. Przyznawała ona rekompensaty za majątek zabrany (niezgodnie z prawem) w czasach PRL. Wciąż jednak przy Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji istnieją pozostałe komisje regulacyjne działające na wzór Komisji Majątkowej – m.in. do spraw gmin wyznaniowych żydowskich. I to właśnie do niej złożono najwięcej wniosków – 5504.

Wśród nich jest wniosek Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach w sprawie zwrotu nieruchomości w Tarnowskich Górach (koło Gliwic). Jak wynika z dokumentów, o przedwojennym majątku gmina dowiedziała się z kroniki miasta na początku poprzedniej dekady i złożyła wniosek o jej zwrot. Przed wojną w budynku przy ul. Górniczej 4 przy Rynku mieściła się łaźnia rytualna, prowadzono tam też działalność charytatywną i oświatową. Nie ulega wątpliwości, że gmina żydowska była właścicielem nieruchomości od września 1887 r. i że od lutego 1965 r. do dziś jest nim Skarb Państwa. W końcu lat 90. ubiegłego wieku nieruchomość, a właściwie jej resztki, zajął ZUS.

Poza tym w sprawie nic już nie jest jasne. Nie zachowały się żadne dokumenty i zdjęcia pokazujące, w jakim stanie państwo przejęło majątek. Mimo to w 2014 r. na zlecenie gminy żydowskiej rzeczoznawca wycenił jego wartość na prawie 2,7 mln zł, z czego samego gruntu, na którym stoi budynek ZUS, tylko na 158 tys. zł. Uznał, że budynek był w dobrym stanie. Na jakiej podstawie, skoro nie ma jego zdjęć archiwalnych sprzed pół wieku?

Ten szacunek (tzw. operat) i starosta, i ZUS zakwestionowali jako nierzetelny. Rzeczoznawca po krytycznych uwagach obniżył szacowaną wartość nieruchomości o ok. 500 tys. zł.

ZNALEZIONE W ARCHIWUM

Sprawa nie jest prosta, gdyż aby wycenić roszczenia gminy żydowskiej, trzeba oszacować stan majątku utraconego na dzień 11 maja 1997 r. – dzień wejścia w życie ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, na podstawie której zwraca się majątki. ZUS znalazł dowody świadczące o tym, że łaźni i jatki w tym czasie już nie było – zostały wcześniej zburzone. Gmina żydowska ograniczyła więc swoje roszczenia – dotyczą teraz działki mniejszej o 190 m kw. Nadal jednak żądała zwrotu kamienicy.

Starosta w sierpniu ubiegłego roku zlecił wykonanie operatu innemu specjaliście, który wycenił utracony majątek na 1 mln 867 tys. zł (prawie milion mniej niż rzeczoznawca strony żydowskiej). Na tej podstawie zaproponował też gminie żydowskiej inny budynek, ale ta odrzuciła propozycję. Staroście zarzuciła przewlekanie postępowania i w marcu tego roku zażądała od komisji regulacyjnej, by ta wydała orzeczenie bez zgody tarnogórskiego urzędnika. Byłoby ono niepodważalne.

Gmina nie wiedziała jednak, że starosta wtedy już zmienił zdanie w kwestii rekompensat – na jeszcze gorsze dla niej. Prowadzący sprawę urzędnik starostwa powiatowego znalazł w archiwum sądu liczne informacje o wyroku z 1964 r., które w ogóle stawiają pod znakiem zapytania roszczenie wobec Skarbu Państwa. „Przejęta nieruchomość nie została bowiem przejęta przez organy państwa po zakończeniu II wojny światowej, a jedynie nabyta w drodze zasiedzenia z uwagi na fakt jej opuszczenia przez właścicieli” – czytamy w piśmie starosty do komisji regulacyjnej.

Z wyroku z 1964 r. wynika, że szukano właścicieli przez ogłoszenia, podupadającą nieruchomością zajmował się kurator sądowy, a właściciel nie starał się o jej przywrócenie. Nieruchomość po wojnie miała też obciążoną hipotekę (na 50 tys. marek niemieckich) na rzecz Kasy Prowizji Śląsk, co zdaniem starosty Burdziaka może wskazywać na powód porzucenia majątku po wojnie.

– Właściciel nie został go pozbawiony na mocy dekretów wywłaszczeniowych, są więc podstawy, by odrzucić wniosek gminy żydowskiej – wskazuje.

Podważył też operat – uznał, że w tej sytuacji budynki pożydowskie zostałyby zburzone z powodu złego stanu technicznego, nie można więc wliczać ich wartości przy obecnej wycenie. Zdaniem Burdziaka gdyby komisja uznała jednak roszczenia gminy, nowy operat powinien wykonać biegły sądowy, a nie zwykły rzeczoznawca.

KTO MIAŁ TO ODZYSKAĆ?

Włodzimierz Kac, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach, jest oburzony postawą starosty. – Jak można zarzucać gminie żydowskiej, że dobrowolnie porzuciła swój majątek zabrany przecież przez niemieckie, nazistowskie władze okupacyjne w 1940 r. i że nie starała się go odzyskać po zakończeniu wojny? – pyta.

Podkreśla, że po wojnie zostały powołane kongregacje wyznania mojżeszowego niemające osobowości prawnej, które nie miały żadnych praw do przedwojennego majątku. – Zarzut braku woli i aktywności w celu odzyskania siedziby gminy żydowskiej w Tarnowskich Górach przez nieistniejącą gminę żydowską jest, delikatnie mówiąc, nieporozumieniem – wskazuje.

Kac przekonuje, że powołane do życia w 1993 r. gminy wyznaniowe żydowskie też nie miały możliwości bezpośredniego odzyskania majątku. – Dopiero ustawa z 1997 r. umożliwiła składanie do 2002 r. wniosków restytucyjnych. Proces restytucyjny przebiega bardzo powoli i z dużymi oporami, czego przykładem jest postawa starosty tarnogórskiego – mówi z żalem.

Piotr Spyra, wicewojewoda śląski: – Dokumenty sądowe z 1964 r. od dawna były znane komisji i wszystkim uczestnikom postępowania. Starosta także zna je od dawna, a jednak wcześniej nie kwestionował zasadności wniosku.

Burdziak zaprzecza słowom wojewody. – W aktach postępowania było tylko jednostronnicowe postanowienie sądu z 1964 r., ale bez uzasadnienia i protokołów sądowych, które rzucają nowe światło na sprawę – zapewnia. – Dopiero pod koniec stycznia tego roku udało nam się je skompletować. To protokoły zeznań świadków, informacje o powodach zajęcia hipoteki oraz o kuratorze, który zajmował się opuszczonym mieniem.

Czy zatem wyrok sprzed pół wieku może podważyć roszczenia Żydów? Rzecznik Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji Artur Koziołek zastrzega, że ocena dowodów byłaby dziś przedwczesna. – Podstawą rozstrzygnięcia jest cały zgromadzony materiał dowodowy oraz – w przypadku przyznania nieruchomości zamiennej albo odszkodowania – niebudzący wątpliwości operat szacunkowy – dodaje.

Gminie żydowskiej zależy na czasie, ale kiedy komisja regulacyjna rozpatrzy jej wniosek, jeszcze nie wiadomo.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com