Archive | November 2019

Egipcjanie pisali listy do zmarłych

Egipcjanie pisali listy do zmarłych: “Sąsiad ukradł nam dwa worki owsa. Zrób coś z tym i postrasz go”

Beata Janowska


‘Faraon’ (ARCHIWUM)

W okresie Starego Państwa Egipcjanie zaczęli wkładać do grobów “konserwy” – zmumifikowane kaczki i gęsi w glinianych lub kamiennych pojemnikach w kształcie przypominającym ciało ptaka. Zmarłemu w życiu wiecznym niczego nie mogło zabraknąć. Rozmowa z dr hab. Teodozją Rzeuską

Dr hab. Teodozja Rzeuska – egiptolog, archeolog, dyrektor Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN. Prowadziła badania m.in. w Sakkarze, Luksorze, Asuanie. Wykłada w Giza Field School

BEATA JANOWSKA: Największa na świecie nekropola memficka, miejsce pochówków z czasów faraonów, ciągnie się kilkadziesiąt kilometrów po zachodniej stronie Nilu. Możemy tam zobaczyć ponad 40 piramid, w tym tę najstarszą faraona Dżesera, i tam w Sakkarze od ponad 20 lat pracują polscy archeolodzy.

TEODOZJA RZEUSKA: Działa tam misja Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW, której szefem w latach 1996-2016 był prof. Karol Myśliwiec, a teraz jest nim dr hab. Kamil Kuraszkiewicz. Kopiemy po zachodniej stronie piramidy Dżesera. Odkryliśmy tam dwie nekropole, „dolną” z czasów późnego Starego Państwa (ok. 2500-2100 p.n.e.), a nad nią, w grubej warstwie nawianego piasku, znajduje się „górny” cmentarz z pochówkami z czasów od V w. p.n.e. do II w. n.e. Zawsze jeżdżą z nami konserwatorzy, bo malowidła w grobowcach, drewniane figurki, biżuteria, ceramika, trumny i sarkofagi, właściwie wszystko, co znajdujemy, wymaga podklejenia, oczyszczenia, zabezpieczenia. Przedmioty z najstarszych warstw mają ponad 4500 lat.

Statua faraona Dżesera, który władał Górnym i Dolnym Egiptem w latach 2690-2670 p.n.e. lub 2720-2700 p.n.e. Imię Dżeser tłumaczy się jako ‘Święty’. 

Życie w starożytnym Egipcie poznajemy głównie dzięki znaleziskom z cmentarzysk?

– W zasadzie tak, większość stanowisk archeologicznych w Egipcie to nekropole i świątynie. Do czasu budowy Wielkiej Tamy w Asuanie (1952-60) co roku na kilka miesięcy kraj był zalewany wodami Nilu, więc osadnictwo ograniczało się do obszarów, na które nie docierały wody zalewowe. Oznacza to, że przez tysiąclecia ludzie mieszkali na terenach wyznaczonych przez bieg rzeki i poziom wód. Wbrew pozorom ziemi nadającej się do zamieszkania nie było tak dużo. W konsekwencji najlepsze miejsca są zasiedlone nieprzerwanie od prawie 5000 lat, starożytne miasta znajdują się więc pod współczesną zabudową.

Do najstarszych warstw, z czasów piramid, a nawet starszych, znajdujących się niekiedy na głębokości kilkudziesięciu metrów, docieramy, robiąc odwierty. Niekiedy niewielkie odcinki starożytnych osad znajdowane są podczas budowy głębokich fundamentów pod współczesne budynki, jak np. w Asuanie i Aleksandrii. Pozostałości starożytnych miast, dostępne dla archeologów, leżą – poza nielicznymi wyjątkami, np. wyspą Elefantyną – prawie wyłącznie w Delcie Nilu, tj. północnej części Egiptu. Od zarania cywilizacji egipskiej do dziś podstawowym materiałem budowlanym była i jest cegła suszona na słońcu. Wzniesione z niej konstrukcje są świetnie dostosowane do lokalnego klimatu, ale są nietrwałe. Pałace faraonów i arystokracji także wznoszono z takiej cegły; po Memfis, najstarszej stolicy Egiptu, nie ma prawie śladów. Pozostają grobowce i świątynie, które wznoszono z trwalszego budulca – kamienia.

Z tego powodu najlepiej poznajemy intensywną wiarę w życie pośmiertne starożytnych Egipcjan. Czy to nie wypacza obrazu codziennego życia nad Nilem 46 wieków temu? Nie sprawia, że wydaje nam się, iż było ono zdominowane przez troskę o byt wieczny, co nie musi być prawdą?

– Można odnieść takie wrażenie, ale tak nie jest. Nie ma wątpliwości, że starożytny Egipt był cywilizacją wiary w życie pozagrobowe. To jeden z jej fundamentów, coś, co kształtowało życie codzienne, wierzenia, architekturę. Życie po śmierci było dla Egipcjan ważniejsze od doczesnego. Wierzyli, że ich pobyt na ziemi trwa moment, a dopiero po nim rozpoczyna się życie wieczne. Wystarczy wspomnieć słowa starożytnego mędrca Hordżedefa: „Wyposaż swój dom na nekropoli należycie, uczyń swe miejsce na Zachodzie szacownym, (…) pamiętaj, dom śmierci jest dla życia!”.

Nie należało się martwić o codzienność, lecz trzeba było dobrze się przygotować do wiecznego bytowania. Dlatego też ogromny wysiłek nakierowany był nie na to, by wybudować piękną willę z basenem, choć ci, których było stać, mieli takie posiadłości, lecz by wznieść okazały grobowiec. Niemniej Egipcjanie to był i nadal jest naród umiejący cieszyć się życiem, czego dowodem są przepiękne starożytne pieśni miłosne i wspaniałe malowidła w grobowcach, które paradoksalnie przedstawiają przecież życie ziemskie!

Oczywiście, budowali grobowce za życia, ale dlaczego to dziwi? Popatrzmy na nasze cmentarze, na puste groby z wypisanymi już imionami i nazwiskami, ale jeszcze bez dat życia, czekające na zgon właścicieli.

Moi dziadkowie zamówili sobie grobowiec – jak twierdzili: żeby nie kłopotać rodziny – i nie dało się ich od tego pomysłu odwieść.

– Myślę, że podobnie było w Egipcie. Średnia i wyższa warstwa społeczeństwa, która była odpowiednio bogata, część majątku przeznaczała na wybudowanie i wyposażenie grobu.

Przeciętny sarkofag, czyli kamienna trumna, nie był wcale tak okazały – to kamienna bryła wielkości dużego stołu, poza tym obróbkę kamieni starożytni Egipcjanie mieli opanowaną do perfekcji.

Na taki sarkofag stać było tylko zasobnych ludzi, większość zadowalała się trumnami z drewna, gliny, uplecionymi z łodyg trzciny lub po prostu złożeniem zmumifikowanego ciała wprost do ziemi.

Podczas pogrzebu składano do grobów mnóstwo przedmiotów codziennego użytku i luksusowych. Archeolodzy znajdują nawet podpórki pod głowę, lekarstwa i kosmetyki – szminki i tusze. A co jeśli Egipcjanin był biedny i nie było go na to stać?

– Niestety, dla starożytnych Egipcjan, tych zwykłych zjadaczy chleba, zaświaty wyglądały podobnie jak życie na ziemi. Ubodzy nie mogli zabrać ze sobą zbyt wiele, bo wiele nie mieli. Większość obiektów pochodzi z grobów średniej i wyższej warstwy społecznej. Niektóre przedmioty znajdowane w grobowcach noszą ślady użycia, więc nie wszystko było tam nowe i wykonane na zamówienie „dla zaświatów”, po prostu często zabierano ze sobą ulubione rzeczy. Zakładamy, że malowidła w grobowcach opowiadają o losie zmarłych. Wynika z nich, że życie po śmierci będzie jak doczesne, tylko w luksusowej formie. Wszyscy zmarli, również niezamożni, będą szczęśliwsi, pozbawieni zmartwień i chorób, nie będą pracować, za to będą świętować w gronie najbliższych. Nieco później, w okresie Średniego Państwa, pojawiają się w grobach małe figurki ludzi nazywane szabtilub uszebti. Byli to robotnicy, a ich liczba w teorii miała odpowiadać liczbie dni w roku; tak by każdego dnia jedna z tych figurek wykonywała pracę za zmarłego.

A czy jeśli w zaświatach ktoś miał za mało garnków, to mógł je pożyczyć od sąsiadów?

– Prawdopodobnie tak samo jak za życia mógł prosić znajomych o drobne przysługi. Z okresu Starego Państwa nie znamy żadnych tekstów, które opisują, jak wyglądały zaświaty, mamy tylko malowidła i reliefy oraz szczątkowe teksty instruujące, jak należało przygotować zmarłego do życia w nich. Mówimy cały czas o zwykłych śmiertelnikach, bo faraonowie byli de facto bogami.

Próbuję przymierzyć egipskie realia do naszej rzeczywistości, tam córka nie dziedziczyła rodowej zastawy stołowej po matce, bo ta trafiała do grobu. Dziś kupuję raczej jeden serwis do herbaty, a nie od razu dwa, żeby drugiego używać po śmierci. Ta wiara miała wymiar ekonomiczny, trzeba było produkować więcej przedmiotów, żeby zaspokoić potrzeby żywych i zmarłych.

– To prawda. Do grobowców składano narzędzia, broń, biżuterię, kosmetyki, wszystko to, czego używano na co dzień, zwłaszcza naczynia, których rzeczywiście z tego powodu pewnie produkowano więcej. Bardzo ważne były zapasy żywności, piwa, wina, chleba, owoców. W okresie Starego Państwa zaczęto wkładać do grobów „konserwy”, tj. zmumifikowane kaczki i gęsi w glinianych lub kamiennych pojemnikach w kształcie przypominającym ciało ptaka.

Czy to, co my nazywamy duszą, w Egipcie nazywano Ach?

– Nie, to nie tak. W czasach Starego Państwa wierzono, że człowiek stanowi jedność złożoną z trzech elementów: ciała, imienia i Ka. Później, na drodze ewolucji idei człowieka, doszły kolejne elementy, jak Ba i cień. W momencie śmierci jedność, którą był człowiek, ulegała rozpadowi. By zmarły mógł funkcjonować w zaświatach, należało zabezpieczyć te wszystkie elementy. Po śmierci, jeszcze tego samego dnia, rozpoczynał się długi cykl rytuałów. Przenoszono ciało do miejsca, gdzie było balsamowane i gdzie odprawiano pierwsze ceremonie. Wszystkie zabiegi, których dokonywali kapłani, miały za zadanie zabezpieczyć ciało i po zakończeniu procesu mumifikacji ponownie złączyć te elementy, tak aby przywrócić ich jedność. Na nowo połączony człowiek, magicznie ożywiony, zamieniał się właśnie w Ach. Najłatwiej było zachować imię stanowiące część osobowości zmarłego, bo je zapisywano na ścianach grobowca, na sprzętach, w sarkofagu – gdzie się tylko dało. A jeśli chodzi o elementy duchowe Ka (podobnie jak i Ba), to trudno nam zdefiniować jednym słowem, czym były, ale nie były naszymi duszami. Niemniej one również musiały przecież gdzieś mieszkać, dlatego podejmowano ogromne wysiłki, by zakonserwować, czyli zmumifikować ciało – ich mieszkanie.

W wielu kulturach panuje przekonanie, że jak ktoś zna kogoś lub czegoś prawdziwą nazwę, to ma nad tym władzę.

– Tak też było w Egipcie, podobnie zresztą i u nas, w kulturze staropolskiej, mąż do żony mówił nie po imieniu, ale „pani żono”. Imię prawie zawsze i wszędzie było objęte tabu i nie powinno się go bez potrzeby wymawiać. Egipcjanie mieli po kilka imion, niektóre oficjalne, inne sekretne. Poznanie tajemnego imienia dawało władzę nad człowiekiem, słowo jest potęgą.

Wracając do elementów duchowych, to nie wiemy, co robiło Ka od śmierci do momentu przemienienia zmarłego w Ach, a proces ten trwać mógł kilkadziesiąt dni, bo tak długo preparowano mumię. Rytuał przeistoczenia w Ach nazywał się sachu. Głoska s w języku egipskim występuje w czasownikach sprawczych, s-achu oznacza więc przeistoczenie się (zmarłego) w Ach – uachowienie go, czyli sprawienie, by stał się aktywny, energiczny, działający. Po połączeniu materii – zabalsamowanego ciała oraz elementów duchowych – imienia i Ka zmarły w magiczny sposób stawał się nową istotą narodzoną do życia w zaświatach – Ach. Nie był bogiem, choć był obdarzony boskimi mocami – mógł podróżować do świata żywych w postaci metafizycznej.

Wiemy to, bo Egipcjanie pisali listy do swoich zmarłych.

Zachowały się takie dokumenty z okresu Starego Państwa, w których rodzina informowała zmarłego wujka, brata, ciotkę o tym, że dzieje się coś złego, np. „Sąsiad ukradł nam dwa worki owsa”. Pisali więc do niego: „Zrób coś z tym i postrasz go”. To pokazuje dobitnie, że wierzono, że Ach mają zdolność przemieszczania się i działania – straszenia. Mogły być groźne.

Starożytny Egipt był więc cywilizacją, która śmierć uznała wyłącznie za przejście do kolejnej formy życia. To raczej przyjazna wizja świata, ciocia jest za granicą, można do niej napisać i poprosić o pomoc.

– Tak, Ach mogło być „przyjazną ciocią”, o ile zostały dopełnione wszystkie rytuały grobowe. Po przekształceniu zmarłego w Achtrzeba było wyprawić stypę, aby z nim poucztować, a potem podtrzymywać jego egzystencję, dostarczając mu dary. Chleb – podstawowa ofiara – powinien być składany zmarłemu każdego dnia. Bogatsi ustanawiali fundacje, które finansowały kapłanów odprawiających codziennie ceremonie. Grobowce budowano tak, że nad umieszczoną głęboko w ziemi i dobrze zabezpieczoną komorą grobową z sarkofagiem (do której nikt nie miał dostępu) znajdowała się kaplica ze stołem ofiarnym. Tam rodzina składała ofiary i odprawiała rytuały. Tam też znajdowały się ślepe wrota oddzielające światy żywych i zmarłych. Były to drzwi wykute w kamieniu, na których umieszczano inskrypcje informujące o zmarłym, jego tytułach oraz o tym, jakim był człowiekiem – oczywiście tylko w bardzo pozytywnych słowach. Znamy taki typ ślepych wrót, z których wyłania się postać zmarłego z wyciągniętymi po dary rękoma. To pokazuje, jak dalece żywot Achzależał od kontaktu z żywymi. Znajdujący się w kaplicy stół ofiarny dekorowano plastycznym przedstawieniem zrolowanej maty, na której leżał bochenek ofiarnego chleba, a w komorze grobowej na ścianach malowano stosy ofiarne. W ten sposób zabezpieczano przyszłość zmarłego – jeśli z jakichś powodów dary przestałyby być mu dostarczane, zawsze mógł się pożywić ich magicznym wizerunkiem. Przynajmniej jeden z tych warunków musiał zostać zapewniony, żeby Achnie chodził głodny, bo wtedy mógł być niebezpieczny.

Dzbany na piwo i formy do wypieku chleba z okresu Starego Państwa, fragment olbrzymiego zespołu darów grobowych znalezionego przez polską misję w Sakkarze.
Dzbany na piwo i formy do wypieku chleba z okresu Starego Państwa, fragment olbrzymiego zespołu darów grobowych znalezionego przez polską misję w Sakkarze. Fot. Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN

W naszych wyobrażeniach istnienie duszy po śmierci jest tylko metafizyczne, w Egipcie Ach było rodzajem bytu potrzebującym materialnych ofiar. A co, gdy ich zabrakło – malowidła uległy zniszczeniu, przestano odprawiać rytuały związane z kultem zmarłych – co wtedy ginęło, zanikało?

– Starożytni Egipcjanie nie przewidzieli takiego scenariusza i chyba mieli rację. Z tego też powodu wykoncypowali wiele elementów zapewniających wieczną egzystencję – imię, Ka, Ba, mumię. Przecież my, odczytując dziś imiona zmarłych, na powrót, w bardzo magiczny sposób, powołujemy ich do życia, przynajmniej zgodnie z wierzeniami starożytnych.

W okresie Nowego Państwa wymyślono bestię zwaną Wielką Pożeraczką. Pojawiała się podczas sądu Ozyrysa, który w Starym Państwie nikomu jeszcze nie przyszedł do głowy. Jeśli nieszczęśnik nie uzyskał aprobaty sędziów, Pożeraczka kończyła jego marny żywot, zjadając go.

Nekropole to tereny przeznaczone dla zmarłych, gdzie pracowało bardzo wielu żywych. Niewykluczone, że były jednymi z największych przedsiębiorstw w starożytnym Egipcie?

– I to świetnie zorganizowanymi. Za odprawienie każdej ceremonii, każdego rytuału, dosłownie za wszystko trzeba było zapłacić, tyle tylko, że nie pieniędzmi, lecz towarem za towar lub usługą za towar – to była epoka gospodarki barterowej. Płacono gęśmi, kaczkami, kozami, owcami, chlebem, a zwłaszcza piwem. Kilkadziesiąt lat temu znaleziono papirusy w Abusir, które doskonale dokumentują, jak funkcjonowała nekropola królewska. Jak wydawano dary, ile ich było, jak je dystrybuowano w grobowcach faraonów i tych szczęśliwców, którzy z racji wysokich urzędów bądź znajomości zostali objęci opieką kapłanów w ramach kultu władcy. Wtedy z magazynów królewskich składano codzienne dary z pokarmu także na ich grobach.

To znaczy, że zwykli śmiertelnicy też chcieli być pochowani w blasku faraonów.

– Jak się spojrzy na zdjęcia z lotu ptaka na nekropole w Gizie, to widać piramidy i całe rzędy podobnych do siebie mastab (rodzaj grobowca). Istne miasto grobów! Przypuszczamy, że Sakkara też tak wygląda, choć ta nekropola nadal w większości pokryta jest piaskiem. Archeolodzy powoli ją odkopują, a to zadanie na wiele pokoleń. Jej historia jest dużo bardziej skomplikowana niż Gizy, ponieważ była ważnym miejscem kultu, a nie tylko pochówku faraonów i znajdowane tam groby pochodzą z różnych okresów.

Kapłani obsługujący nekropolę mieszkali tuż obok piramid w specjalnych osiedlach. Z naszego punktu widzenia byli raczej urzędnikami sprawującymi funkcje kapłańskie, poza osadą mieli rodziny, a odprawianie ceremonii i rytuałów było ich pracą. Osada była zamknięta dla zwykłych śmiertelników, kapłani przebywali tam w systemie zmianowym co 10 dni.

Procesja z darami grobowymi - dekoracja z okresu Starego Państwa odnaleziona w jednej z mastab w Sakkarze. Jeden z mężczyzn niesie gęś, drugi tacę z jadłem i jakąś roślinę uprawną, obaj prowadzą zwierzęta na ubój.

Czy balsamista zwłok to był zawód jak każdy inny?

– Szanowano ich, bo od ich umiejętności zależała jakość mumii, czyli życie wieczne, ale byli na uboczu, uznani w pewnym stopniu za nieczystych. Na pewno ich ciała przesiąkły zapachem balsamów i żywic, to rodzaj pracy, który na ciele zostawia fizyczny ślad.

Gdy znajdziemy się w Egipcie, może warto pamiętać, że 3000-4000 lat temu jego mieszkańcy troszczyli się w równym stopniu o swój dom doczesny i dom na wieczność, czyli grobowiec, i nie tylko codziennie spożywali posiłki, ale też dostarczali ich swoim egzystującym w formie Ach członkom rodziny.

– Teraz wydaje się to dziwne, ale pamiętajmy, że jeszcze do niedawna w Polsce nasi przodkowie odprawiali dziady, ceremonie, podczas których ucztowano ze zmarłymi. Może nie różnimy się tak bardzo od starożytnych Egipcjan.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Nightline’ Co-Anchor Juju Chang Talks About Conversion to Judaism and Raising Jewish Children

‘Nightline’ Co-Anchor Juju Chang Talks About Conversion to Judaism and Raising Jewish Children

Shiryn Ghermezian


JuJu Chang. Photo: Wikimedia Commons.

Juju Chang, a co-anchor on ABC News‘ “Nightline,” spoke about converting to Judaism and living a Jewish lifestyle when appearing as a guest on Monday’s episode of the podcast “Call Your Mother.”

Chang, who immigrated to the US from South Korea with her family when she was 3, married her Jewish husband, Neal Shapiro, in 1995.

“Our families, I think it’s safe to say, were not thrilled” about her courtship with Shapiro, she said. “There was a lot of ‘Are you sure?’” She added, “I think a lot of it was under the well-meaning umbrella of ‘Well, your kids are going to be biracial and bicultural, and that will be really tough.”

Prior to their marriage, Chang told Shapiro she would never convert to Judaism, though she was open to raising their children as Jewish. The mother-of-three changed her mind about the conversion years later.

“A good eight years went by, where I would go to high holiday services, and do the seder and I really enjoyed Yom Kippur of all holidays, all that sacrifice and inward spiritual thinking,” she explained. “One day I said to my husband, ‘I think I’m going to convert.’ And he literally did a spit-take. Kind of as of hit by a metaphorical bolt of lightning.”

“When I examined why, I really felt like I wanted it for me,” Chang continued. “I wanted that kind of clarity and perspective that Neal had. He just felt like he had a stiffer spine and a clearer outlook and I wanted that…I aspired to that and it turned out to be an amazing experience.”

Chang described her conversion ceremony as “unexpectedly meaningful, and beautiful and powerful,” and further talked about other aspects of Jewish life, such as going to the mikvah (ritual bath), which she said, “was hilarious…and yet when you get in the water and you look and you say the shema, it’s incredibly powerful.”

She briefly discussed making “pretty good” latkas and cooking matzah ball soup for her Korean aunt who then took the recipe back home to Seoul, South Korea to make for all her friends. She additionally opened up about her biracial children growing up in New York City amid a rise in antisemitism in the US.

Chang said, “I think what they’re starting to see, and what all young Jewish kids who are coming of age are beginning to understand, is that there’s a hostile world out there that doesn’t like Jews. If you look at the Tree of Life synagogue shooting [and] the kind of beefed up security that the Jewish schools have now, they’re actually more afraid of a school shooter than they are of an antisemitic act being perpetrated upon them.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


VIOLENT WHITE SUPREMACY IS ON THE RISE. HERE’S HOW WE STOP IT.

VIOLENT WHITE SUPREMACY IS ON THE RISE. HERE’S HOW WE STOP IT.

OREN SEGAL/JTA


We know hate, online and off, can move extremists to violence.
A MEMBER of a neo-Nazi party gives a salute outside a speech by Richard Spencer on the campus of Michigan State University on March 5. (photo credit: REUTERS/STEPHANIE KEITH)

The year since the synagogue shooting in Pittsburgh has been a time of reflection, grief and increased anxiety within the American Jewish community.

It has also been an incredibly demanding time at the Anti-Defamation League, and the Center on Extremism in particular, where our team of researchers investigates and responds to extremism, anti-Semitism and all forms of hate in real time — sometimes thwarting violence before it happens

While the shooting in Pittsburgh — the deadliest anti-Semitic attack in American history — was shocking, it did not surprise those of us who spend most of our waking hours tracking hate, because we know hate, online and off, can move extremists to violence.

In the years prior to the shooting in Pittsburgh, the team of researchers I lead witnessed and documented a resurgence of white supremacy. This was evident in the record number of propaganda distributions nationwide and in countless online spaces, where violence is glorified and hate is half-masked in “ironic” memes. Even as we saw the evidence building, we hoped the worst was behind us.

Americans are no strangers to white supremacist carnage — the vicious attacks in Oak Creek and Charleston speak to its long history in this country. But the shooting in Pittsburgh spoke to a different type of violence: one that was celebrated in plain sight on online platforms and forums, but was, paradoxically, more difficult to detect and root out.

In the year since then, a pattern has emerged, garnering increased attention to certain hateful online repositories: white men, radicalized by racism, anti-Semitism and xenophobia, act violently on their beliefs, which they amplify via a final post to their toxic online communities, often including urgent calls to action and blueprints for deadly violence.

There is some solace in knowing that we are not helpless in the face of such overt, pervasive hatred and violence. For every Pittsburgh or Poway, several murderous plots have been foiled by law enforcement.

Our ultimate goal, of course, is to stop violence before it happens. This isn’t always possible, but sometimes it is: Three times in the last year, our analysis and actionable intelligence has led directly to arrests and criminal charges.

In March 2019, ADL’s Center on Extremism identified a white supremacist espousing anti-Semitism and racial violence on the social media platform Minds.com. His screen name was “King Shekels.” We shared the information with federal and local law enforcement, highlighting his radical ideology, calls for violence, weapon possession, criminal activity and evidence of his location. He has since been charged by federal prosecutors with posting online hate messages and threats, including interstate transmission of threats to injure the person of another, based in part on a digital image that appears to show himself pointing an AR-15 rifle at a congregation of Jewish men.

On August 8, the FBI arrested Conor Climo, a Las Vegas-based security guard, on weapons charges for possession of an unregistered firearm. He was allegedly plotting to attack LGBTQ and Jewish community targets, including a synagogue and a regional ADL office. Months earlier, in June 2019, my colleagues provided law enforcement officials with warnings about Climo’s threats against synagogues and online links to white supremacists and threats against synagogues.

These were just two of at least 12 white supremacists who have been arrested for their alleged roles in terrorist plots, attacks or threats against American Jews since the Pittsburgh attack. But for every domestic extremist we identify, keeping up with all the threats can be a challenge. That’s why it is critical for federal, state and local governments to provide additional resources to help law enforcement investigate potentially violent extremists.

I wish I could say things are getting better. But as relentless as this last year has been, the next 12 months could prove to be even more trying. Bigotry and outright calls for violence continue to proliferate across a range of online platforms.

We all hope things get better. We all wish the violence would stop. But that does not relieve us of our responsibility to do the work, to remain vigilant and to go where the hate is.

ADL’s goal is to make the invisible visible – we shine a light on extremism and hate in order to mitigate its impact. We educate the public and alert law enforcement to potential threats. We supply our expertise and quantify the problem, and maintain a H.E.A.T. Map that identifies hate-motivated incidents by geographic location. And we advocate for legislation that aims to reduce hate crimes and hate violence.

I’m often asked how I and members of my team do this work day after day. Honestly, there’s a psychological toll, but that’s eased somewhat by the commitment of my colleagues, who are dedicated to mitigating the threat of extremist violence, and whose work has powerful real-world impact.

Everything we do is informed and inspired by the memory of all those who have lost their lives to hatred and bigotry, including the memory of the 11 who lost their lives one year ago in Pittsburgh


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Spirala islamskiego terroru

Spirala islamskiego terroru


Andrzej Koraszewski


Budynek, w którym zginął przywódca Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, Baha Abu al-Ata.

Izrael. Po raz kolejny zmasowane ataki rakietowe na ludność cywilną, na które strona izraelska odpowiada precyzyjnymi atakami na dowódców Islamskigo Dżihadu. Obecne ataki rakietowe już są reakcją na zabicie jednego z dowódców tej organizacji terrorystycznej, Baha Abu al-Ata. Światowa prasa komentuje to wszystko ostrożnie, ale „New York Times” (i nie tylko ta gazeta), sugeruje, że izraelska akcja była częścią wewnątrzizraelskej gry politycznej. Świadczy to zapewne nie tyle o braku zdolności analizy konfliktu, o którym rzekomo informują, co raczej o łajdactwie z przekonania i nawyku.

Wcześniejsze ataki rakietowe Islamskiego Dżihadu były ignorowane przez światowe media, więc nawet zainteresowany czytelnik prasy nie miał zbyt wielkich szans na wyrobienie sobie opinii o tym, co właściwie dzieje się w Gazie.

Finansowana i zbrojona przez Islamską Republikę Iranu organizacja Palestyński Islamski Dżihad, konkuruje w Gazie z Hamasem. Hamas (za pośrednictwem Egiptu) wyraził łaskawą zgodę na zawieszenie swoich działań terrorystycznych (co oczywiście nie obejmowało nękania organizowanymi w każdy piątek tzw „marszami powrotu”). Palestyński Islamski Dżihad oznajmił otwarcie, że na żadne zawieszenie broni się nie zgadza i systematycznie odpalał rakiety na Izrael.

Trudno powiedzieć jak dokładnie wyglądają relacje między Islamskim Dżihadem a Hamasem, ale od kilku lat wiadomo, że toczy się między nimi cicha walka o władzę, w której Hamas nie może otwarcie wytoczyć armat, głównie ze względu na fakt, że sam jest uzależniony od irańskich pieniędzy i zaopatrzenia w broń, a poza tym ostatecznie rywalizują o to, kto więcej szkód wyrządzi Izraelowi.

Trudno o wątpliwości, że Iran chciałby doprowadzić do większego konfliktu na wszystkich granicach Izraela i że ostrzał rakietowy jest inspirowany z Teheranu. Jak w środę (13/11) powiedział jeden z dowódców Islamskiego Dżihadu w Gazie: „Tylko Teheran może zadecydować, czy obecna runda będzie kontynuowana, czy się zatrzyma”. (Bardzo trudno powiedzieć, jaka tu jest rola Kataru i Turcji, chociaż wiadomo, że obydwa te kraje intensywnie mieszają w tym kotle.) Hamas, mimo licznych buńczucznych wypowiedzi nie spieszy się do konfrontacji na pełną skalę. Czy prawdą jest (jak twierdzą niektórzy obserwatorzy), że Hamas nie odbudował jeszcze swoich sił po izraelskiej operacji w 2014 roku, czy raczej obawia się nastrojów mieszkańców Gazy, którzy coraz częściej protestują zarówno przeciw tragicznym warunkom życia, jak i przeciw astronomicznej koprupcji w szeregach Hamasu, czy wreszcie obawiają się, że kolejna wojna będzie oznaczała koniec Hamasu i wyniesie do władzy bardziej radykalne ugrupowanie terrorystyczne?

Mieszkający w Izraelu dziennikarz palestyński Khaled Abu Toameh zwraca uwagę, że zabity dowódca Islamskiego Dżihadu był ostatnio wielokrotnie wzywany do Kairu na rozmowy z oficerami egipskiego wywiadu, gdzie go ostrzegano i próbowano namówić do przerwania działań terrorystycznych. Jak się wydaje, jego likwidacja była w Izraelu planowana co najmniej od czerwca, ponieważ był mózgiem licznych operacji terrorystycznych, a ostatnio przygotowywał kolejne operacje. Obecnie reakcja izraelskiej armii na ostrzał rakietowy z Gazy jest właściwie ograniczona do punktowej likwidacji ludzi z kierownictwa tej organizacji oraz do neutralizowania wyrzutni rakiertowych. (W chwili gdy to piszę, zginęło 23 Gazańczyków z tego większość to terroryści z Islamskiego Dżihadu.)

Przed likwidacją Baha Abu al-Ata, Izrael dostał informację z Kairu, że Palestyński Islamski Dżihad otwarcie głosi, że będzie stosował taktykę muszaghalet al adu (ciągłego drażnienia wroga), czyli sporadycznych ataków i demonstracji, że ta organizacja nie akceptuje żadnego zawieszenia broni. Zdaniem Toameha, z Gazy dochodziły informacje, że Hamas próbował wywierać naciski na Islamski Dżihad, by powstrzymać tę grupę przed prowokacjami mogącymi doprowadzić do kolejnej wojny na pełną skalę.

Te doniesienia z Gazy są pełne sprzeczności, ponieważ z drugiej strony pojawiają się również zapewnienia o pełnej koordynacji działań. Nie jest to aż takie dziwne, ponieważ Hamas jest również zależny od Teheranu, więc zarówno ze względów taktycznych, jak i całkiem szczerze jego przywódcy zapewniają, że popierają wszelkie działania przeciwko „wspólnemu syjonistycznemu wrogowi”. Dodatkowo należy pamiętać, że Hamas ma bardzo ograniczone możliwości wpływania na Islamski Dżihad, który jest silnie uzbrojony i politycznie całkowicie niezależny od Hamasu.

Chwilowo Hamas wydaję się poszukiwać formuły, która pozwoliłaby mu zachować względną neutralność. Nie można wykluczyć, że patrzą z niekłamaną satysfakcją na spustoszenie w szeregach kierownictwa Islamskiego Dżihadu, zdając sobie równocześnie sprawę z tego, że ta sama technika punktowej likwidacji może dotknąć ich samych.

Gaza jest dziś bazą terrorystyczną z dwoma silnymi ośrodkami i kilkoma innym względnie niezależnymi i uzbrojonymi grupami, a cywilni mieszkańcy tej enklawy są zakładnikami gangsterów. Izrael ma tu bardzo ograniczone możliwości działania, pamiętając, że z drugiej strony kraju czeka tylko na hasło Teheranu uzbrojony po zęby Hezbollah, zaś w momencie wybuchu wojny na dwa fronty Abbas z pewnością spuści ze smyczy swoich terrorystów z Fatahu. Spirala islamskiego terroryzmu nakręcana jest głównie z Teheranu (ale nie tylko). Terror kieruje się głównie przeciwko Izraelowi, bo ten kierunek jest dla islamistów zawsze najbardziej oczywisty. Totalnym wrogiem jest zachodnia demokracja i wszelka wolność, która zdaniem pobożnych mężów jest wyłącznie bezbożnym zepsuciem i dla jej zniszczenia gotowi są zawsze ryzykować życie swoich obywateli.

Tymczasem jednostki armii izraelskiej stoją na granicy z Gazą i w każdym momencie może rozpocząć się operacja naziemna.

P.S. Według najnowszych wiadomości w czwartek o 5.30 izraelskiego czasu weszło w życie zawieszenie broni. (O szóstej Izraelczycy usłyszeli po raz kolejny syreny alarmowe.) W ciągu ostatnich dwóch dni Islamski Dżihad wystrzelił na Izrael ponad 400 rakiet. Jak podaje wikipedia – od 2001 roku z Gazy na Izrael wystrzelono ponad 20 000 rakiet (to stare dane z 2014 roku, do dnia dzisiejszego o kilka tysięcy więcej).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Shame on Europe

Shame on Europe

JPOST EDITORIAL


There is no denying that the European Union is engaging in a double standard toward Israel.

AN OLD map presents Europe in the shape of a queen holding scepter and orb, with Portugal as her crown, Spain as her face, France as her belowthe- neck area, lower Germany and Denmark as her left arm, Italy as her right arm (with Sicily as orb), and the rest of central and eastern Europe as the dres /  (photo credit: Wikimedia Commons)

The European Union’s Court of Justice decided this week that products made in Judea and Samaria cannot be labeled “made in Israel,” mandating that labels be changed in all 28 EU member states.

Before the ruling, the EU had only advised such labeling, but now it will be a requirement, and the union can launch legal proceedings against any state that does not comply.The mandatory labeling also applies to products of east Jerusalem and the Golan Heights, even though those areas are under Israeli sovereignty.
This decision is an outrage for a number of reasons.

First, it came while half of Israel was shut down due to the threat of rockets launched by terrorists into civilian populations. A modicum of consideration would have been appreciated at this time.

The court could have easily waited, but it did not.

The decision would have been controversial at any time, but for it to come when children from Tel Aviv to Beersheba and beyond had to stay home from school and run for shelter when rocket sirens went off, was an insult to Israelis.
This singling out of Israel is exactly what former Jewish Agency chairman Natan Sharansky meant when he wrote in 2004 of the “three Ds” distinguishing antisemitism from legitimate criticism of Israel: delegitimization of Israel, demonization of Israel and subjecting Israel to double standards
There is no denying that the European Union is engaging in a double standard toward Israel as opposed to other territories.

There is no similar labeling mandate for other areas under territorial conflict, like Tibet, Northern Cyprus or Western Sahara, as former justice minister Ayelet Shaked pointed out. In fact, rather than singling out their products, the EU even has an agreement with Morocco allowing European boats to fish in territorial waters off Western Sahara.

Beyond the formal definition of antisemitism, Europeans have a long history of telling Jews where they can – and more often, can’t – live, and with whom they can do business, going back centuries.

Labeling products from Judea and Samaria will encourage boycotts, something Jews were subjected to in the darkest period of Europe’s history.
And by declaring Jewish businesses – the implication being Jewish life – in Judea and Samaria as illegitimate, the EU is acceding to the Palestinian-driven idea that certain spots on the map need to be “Judenrein,” free of Jews.

After all, Palestinian Authority President Mahmoud Abbas has said that, for him to reach an accord with Israel, the West Bank will have to be “free of settlers,” meaning Israeli Jews.
Europe allows free passage and even residence of citizens of one state into another, but its courts think that Jew-free areas are an acceptable concept in other parts of the world.

The decision also applies to Israeli products made in the Golan Heights, an area that falls under Israeli sovereignty, which is recognized by the United States. Requiring labeling of Israeli products made in the Golan makes no sense. Let’s say Israel would want to give the Golan to somebody: who would the EU recommend?

The brutal Syrian leader Bashar Assad, who has murdered more than half a million of his people in this long civil war? Or would Europe prefer ISIS, Iran or maybe Russia? Israel’s control over the Golan helps keep Israel secure and prevents a larger conflict that could erupt and engulf the Middle East.

The failure to recognize this simple fact is not just ignorance. It is a lie.
And then there is east Jerusalem. Basically, what the EU is saying is that if a menorah is made in the Old City and then exported for sale to Paris, it would need to be labeled. The capital of the Jewish people for three thousand years and its connection to the Jewish people is put into question.
This is ridiculous.

What Europe seems to fail to understand is that the days when the continent could tell Jews where they can live or where they can do business are over. Those days ended in 1948.

For the European Union’s top court to make a decision reeking of prejudice on a day when Israelis were most vulnerable is inexcusable.

Europe should be ashamed.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com