Archive | February 2020

Dlaczego umorzono śledztwo w sprawie “willi Kwaśniewskich”?

Dlaczego umorzono śledztwo w sprawie “willi Kwaśniewskich”?

Grażyna Zawadka, Izabela Kacprzak


CBA opublikowało dokumenty po tym, jak „agent Tomek” zarzucił Mariuszowi Kamińskiemu i jego współpracownikom, że naciskali na niego w tak zwanej sprawie willi Kwaśniewskich / EAST NEWS, TOMASZ BENNO

Prokurator nie mógł wykorzystać nagrań przeciwko Kwaśniewskim. Innych dowodów w sprawie willi w Kazimierzu Dolnym nie było.

Kluczowymi dowodami obciążającymi byłego prezydenta i jego małżonkę były podsłuchane przez CBA rozmowy – wynika z opublikowanych we wtorek materiałów ze śledztwa i operacji specjalnych CBA w sprawie tzw. willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym. Dowiadujemy się z nich, że nadzorujący śledztwo prokurator w całości je odrzucił, bo uznał, że zdobyto je niezgodnie z prawem i nie można ich wykorzystać procesowo. Okazuje się, że w śledztwie poza mocnymi nagraniami żadnych innych dowodów nie było.

ZAGADKOWE ROZMOWY

Ujawnione materiały potwierdzają, że punktem wyjścia do wszczęcia kontroli operacyjnej była rozmowa byłego premiera SLD Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym – polityk sugerował w niej, że Kwaśniewscy nie byli w stanie wykazać legalnych dochodów, więc kupili willę z Kazimierzu na „słupa”.

Według CBA treść podsłuchanych rozmów potwierdziła tę wersję – była prezydencka para kupiła willę od Marii J. – właścicielki i przyjaciółki Jolanty Kwaśniewskiej – ale nadal formalnie dom figurował na nią. A gdy Maria J., osoba o niskich dochodach, w 2006 r. wpłaciła na swoje konta w gotówce ponad milion złotych i ok. 200 tys. dolarów, co zainteresowało skarbówkę, to aby wytłumaczyć przypływ gotówki, z kolei fikcyjne sprzedała dom zamożnemu biznesmenowi Markowi M., prezesowi spółki i także przyjacielowi prezydenckiej pary.

Jaki pogląd na sprawę na podstawie materiałów CBA może sobie wyrobić opinia publiczna?

Sekwencja zdarzeń i treść rozmów jest niekorzystna dla Kwaśniewskich – wynika z nich bowiem, że żona byłego prezydenta opłacała rachunki, dbała o stan willi w Kazimierzu i – o ile tak należy rozumieć słynną rozmowę „o butach” – miała być zainteresowana jej sprzedażą w obcej walucie. Kiedy podstawiony agent CBA złożył ofertę zakupu domu, dowiedział się, że decyzję o sprzedaży może podjąć nie jego formalny właściciel, ale kobieta o imieniu Jola. Kiedy już zapadła decyzja o sprzedaży domu podstawionemu agentowi CBA, Maria J. powiedziała do Marka M.: „Wiesz, że sprzedaję twój dom, bo nie jesteś zainteresowany, słyszałeś o tym? Hahaha”.

WĄTPLIWE PRANIE

CBA uruchomiło operację specjalną – wielomiesięczne podsłuchy, a potem zakup kontrolowany. Liczyło, że Marek M. odbierze walizkę ze znaczoną gotówką (z GPS-em) od „agenta Tomka” i przekaże pieniądze Kwaśniewskim. Finał nastąpił 29 lipca 2009 r. – operacja nie wypaliła, bo M. przepakował gotówkę, aby ją sprawdzić w kantorze.

Jednak w śledztwie sprzed dziesięciu lat – co wiemy pośrednio z informacji ujawnionych przez CBA – zabrakło innych dowodów niż podejrzane rozmowy. Dlatego prowadzący je w 2009 r. prokurator Rafał Nagrodzki z Katowic nie tylko nie postawił żadnych zarzutów Jolancie Kwaśniewskiej, ale nawet jej nie przesłuchał. Dlaczego?

Częściowa odpowiedź jest na str. 75 raportu. CBA pisze tam wprost: prokurator całkowicie pominął materiał zebrany w ramach procedury operacyjnej – w tym z podsłuchów i kontrolowanego wręczenia pieniędzy za kupno domu, nie przyjął nawet kluczy do willi. Pytanie dlaczego – skoro CBA formalnie operację specjalną prowadziło za zgodą ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Czumy i sądu?

„Przesłanki formalne spowodowały, że materiały uzyskane i wytworzone w trybie art. 17 ust. 1 i art. 19 ust. 1 ustawy o CBA nie zostały uznane za dowód w sprawie i nie czyniono, konsekwentnie, w ich oparciu żadnych ustaleń okoliczności stanu faktycznego” – odpowiada nam na podstawie umorzenia prok. Nagrodzkiego Agnieszka Wichary, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Zdaniem ludzi służb uruchomienie operacji specjalnej było nadużyciem.

– Nawet gdyby CBA ustaliło, że willa należy do byłego prezydenta i jego żony, to powinno poinformować o tym organy skarbowe. Ewentualnie gdyby CBA miało podejrzenia, że pieniądze na zakup willi mogły pochodzić z łapówki, to tę kwestię powinno weryfikować, ale metodami nieinwazyjnymi, a nie stosując podsłuchy – uważa Paweł Wojtunik, były szef CBA. Jego zdaniem Biuro stworzyło „fikcyjną, naciąganą kwalifikację: prania brudnych pieniędzy, bo to pozwalało na stosowanie ofensywnych metod”. Dlatego prokuratura w tej sprawie chciała postawić Mariuszowi Kamińskiemu zarzuty.

CHCĄ ODWOŁANIA

Umorzone przez prok. Nagrodzkiego śledztwo podjęto w kwietniu 2016 r. Mimo upływu kolejnych trzech lat nie przesłuchano Kwaśniewskich nawet jako świadków z tzw. uprzedzeniem (a więc z zastrzeżeniem, że odpowiedź może narazić ich na odpowiedzialność karną). Ujawnienie stenogramów praktycznie kończy śledztwo pod kątem karnym – jedyną karą jest upublicznienie rozmów.

Była para prezydencka uważa, że raport CBA jest „manipulacją”.Posłowie KO chcą odwołania Mariusza Kamińskiego, dziś szefa MSWiA. Zarzucają mu m.in. wprowadzanie patologii w służbach specjalnych. – Do zarzutów ustosunkuję się w trakcie debaty – powiedział Kamiński mediom w Sejmie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


AP Interview: Ex-Polish president defends Biden and Burisma

AP Interview: Ex-Polish president defends Biden and Burisma

VANESSA GERA [November 28, 2019]


Aleksander Kwasniewski, a former Polish president and currently a board member for Ukrainian gas company Burisma, speaks to The Associated Press in his office in Warsaw, Poland, Thursday, Nov. 28, 2019. Kwasniewski says that when Hunter Biden was tapped in 2014 to join its advisory board, he told then-Vice President Joe Biden’s son that the company was working to overcome a difficult past and was determined to be well-managed and transparent. Kwasniewski also said he also told the younger Biden that if Burisma succeeded in tapping into Ukraine’s gas deposits, it would help Ukraine gain energy independence from Russia, a key part of its broader struggle to exist as an sovereign nation.(AP Photo/Czarek Sokolowski)

WARSAW, Poland (AP) — Aleksander Kwasniewski, a former Polish president who is on the board of the Ukrainian gas company Burisma, said Thursday that Hunter Biden was indeed chosen to join its advisory board because of his name. He said that is simply how the world of business works.

But Kwasniewski (kvash-NYEF-skee) insisted in an interview with The Associated Press that Biden was an active board member who helped the company, and that he never used his relationship with his father, Joe Biden, to further the company’s interests.

“I understand that if someone asks me to be part of some project it’s not only because I’m so good, it’s also because I am Kwasniewski and I am a former president of Poland,” he said. “And this is all inter-connected. No-names are a nobody. Being Biden is not bad. It’s a good name.”

Kwasniewski also said Burisma members never tried to use Hunter Biden to curry favor with the administration of Barack Obama when Joe Biden was vice president.

“He was a normal member of this group,” he said. “We didn’t ask him — and he never said anything — about his father.”

Only at dinners was Biden sometimes asked how his father was doing and on one occasion Biden spoke about the death of his brother, Beau, Kwasniewski said.

He said Hunter Biden carried out research and brought a unique American perspective to the company, including in the areas of corporate governance, capital markets and gas drilling equipment, where Americans are world leaders.

“He collected information,” Kwasniewski said. “He was useful for us because he knew something that we didn’t know.”

Biden’s time on the board from 2014 to 2019 has become a focus of the impeachment hearings into President Donald Trump. Trump is under scrutiny for pressing Ukraine’s young new president, Volodymyr Zelenskiy, to carry out investigations into the Bidens and Burisma, withholding for a time nearly $400 million in military aid as a war drags on in Ukraine’s east against Russia-backed separatists.

Kwasniewski said requests made to Ukraine’s prosecutor by Trump’s personal lawyer Rudy Giuliani, seeking to obtain comments depicting Burisma as corrupt, created a dangerous situation for the company.

Asked to respond to Trump describing Hunter Biden as a “disgrace” due to his Burisma connection, Kwasniewski shot back: “This man is speaking about someone who is disgraced? Donald Trump? It should be forbidden for him.”

Nevertheless, some U.S. officials at the time thought it was inappropriate for Hunter Biden to be serving on the company’s board when his father, as vice president and Obama’s emissary to the region, was pushing Ukraine to clean up systemic corruption.

During the impeachment inquiry this fall, George Kent, a career diplomat overseeing Ukraine policy, testified that in 2015 he warned the vice president’s staff that his son’s position with the company “could create the perception of a conflict of interest” but nothing was done about it.

Burisma founder Mykola Zlochevsky, who had been the minister of natural resources under former President Viktor Yanykovych, ran into trouble after Yanukovych’s 2014 ouster. Prosecutors accused him of abusing his position to embezzle state money.

It was in that context in 2014 that Kwasniewski, Hunter Biden and others were invited onto the board as part of a strategy by Burisma to clean up its reputation.

His strategy worked and the company has continued operating. However, Zlochevsky, who lives abroad, is still facing a probe on suspicions of large-scale embezzlement.

Kwasniewski acknowledged that the company has a difficult past “because the past of all companies, all fortunes in Ukraine — diplomatically speaking — are very complicated.”

“But now the company is really well organized,” Kwasniewski said. “They want to work according to the rules. The role of this company is very important for Ukraine because the success of Burisma means less dependence of Ukraine on Russia.”

When Hunter Biden was tapped for Burisma, Kwasniewski had a short phone call with him in which he told him Burisma was determined to be well-managed and transparent.

Kwasniewski also recalled telling him that if Burisma succeeded in tapping into Ukraine’s gas deposits, it would help Ukraine gain energy independence from Russia, which is key to its broader struggle to exist as a sovereign nation.

Kwasniewski, who was Poland’s president from 1995 to 2005, explained that that was his own reason for signing on to Burisma’s advisory board.

He jokingly called Burisma “the most popular company in the United States,” but turning serious, said Burisma colleagues are upset at being dragged into a U.S. political affair and feel like “sailors on a small boat in the middle of a cyclone.”

“For the company it’s a difficult time,” he said. “And they are innocent in this situation.”

He said Burisma now produces about 25% to 30% of the gas on the Ukrainian market and Ukraine — where Russia in past winters has turned off the gas flow as a form of political pressure — is in fact becoming “less and less dependent on Russia.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


U.N. promotes Islamic-commissioned report against Israel in the West Bank


U.N. promotes Islamic-commissioned report against Israel in the West Bank

  TV7 Israel News


1) The United Nations Human Rights Council issued a report in which it listed 112 business entities that operate on lands, which the council defines as “occupied Palestinian territories.”

2) At least 10 clusters of balloons, presumably rigged with explosives, were reportedly seen crossing the coastal Palestinian enclave toward Israeli territories.

3) An exchange of fire ensued between Syrian militants and U.S. forces in Syria’s northeastern al-Hasakah province, when an American convoy was abruptly stopped at a pro-regime checkpoint, in the village of Kherbat Amo – east of Qamishli city.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


ŻYDOWSKA OPOWIEŚĆ NIE MUSI KRZEPIĆ POLSKICH SERC

KrytykaPolityczna.plŻYDOWSKA OPOWIEŚĆ NIE MUSI KRZEPIĆ POLSKICH SERC

LUDWIKA WŁODEK


Polskie i żydowskie opowieści o Zagładzie się różnią. Polacy opowiadają więcej o tych, co ratowali i pomagali. Żydzi o tych, co szantażowali i wydawali. Nie wynika to ze złej woli żadnej ze stron, a z różnicy perspektyw.

Dopóki Polacy nie wysłuchają, co na temat Holokaustu mają do opowiedzenia ocaleni Żydzi, i nie zaakceptują, że w ich wspomnieniach jest więcej złych niż dobrych Polaków, nie wyjdziemy poza licytowanie się, kto bardziej ucierpiał i poza frazesy o karze śmierci za ratowanie Żydów, względnie o Żydach gremialnie witających Sowietów – najpierw w 1939 a potem na przełomie lat 1944-45.

Polskie i żydowskie opowieści o Zagładzie się różnią. Polacy opowiadają więcej o tych, co ratowali i pomagali. Żydzi o tych, co szantażowali i wydawali. Nie wynika to ze złej woli żadnej ze stron, a z różnicy perspektyw.

Dobitnie to zrozumiałam na przykładzie losów Bogdana Wojdowskiego. Był polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia, choć sam, pod koniec życia gorzko zauważał, że raczej po prostu Żydem urodzonym w Polsce. Był też najlepszym, najbardziej przejmującym kronikarzem warszawskiego getta (Chleb rzucony umarłym) i żydowskich wojennych losów. A prywatnie mężem mojej babci Marii Iwaszkiewicz-Wojdowskiej.

Kiedy żył, byłam za młoda, albo za głupia, żeby rozmawiać z nim o Zagładzie. W ogóle miałam z nim mało kontaktu. Pamiętam go milczącego, zamkniętego w sobie, w charakterystycznym rozpinanym wełnianym swetrze i przydeptanych na piętach skórzanych kapciach. Z pożółkłymi od nikotyny palcami i wielkimi czarnymi oczami schowanymi za okularami w grubych rogowych oprawkach. Kiedy przychodziłam do babci, najczęściej siedział zamknięty w swoim pokoju. Wiedziałam, że jest Żydem ocalałym z Holokaustu, ale przez co przeszedł, mało mnie wówczas obchodziło; szczerze mówiąc, w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero gdy w kwietniu 1994 roku popełnił samobójstwo, wieszając się na karniszu w tym swoim i babci ursynowskim mieszkaniu, w czasie kiedy moja babcia na chwilę wyszła z domu, dotarło do mnie, że musiał przebrnąć przez koszmar, który prześladował go potem cale życie. Babcia zawsze powtarzała, że zabił go Holocaust.

Trochę po to, by się dowiedzieć, jak to się stało, w maturalnej klasie przeczytałam jego 7 opowiadań. Była to najbardziej wstrząsająca, zapadająca w pamięć i gorzka lektura w moim ówczesnym życiu. Nie chciałam dowiadywać się więcej. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie pt. Ścieżka, o dziewczynce ukrywającej się na wsi. Na wsi, gdzie części mieszkańców bardziej niż to, że półnagie dzieci plączą się po okolicznych zagajnikach, przeszkadzało to, że krowy im się na widok takiej „Żydowicy” zlękły.

Nie byłam z antysemickiej rodziny (wręcz przeciwnie), nie zostałam wychowana w żadnym kulcie bohaterstwa narodu polskiego. I tak jednak wolałam wtedy wrócić do opowieści z powstania warszawskiego, o tym, jak to Baczyński ramię w ramię z innym dzielnymi chłopcami Polakami walczyli o wolną Polskę. Żydowskość Baczyńskiego – choć wiedziałam na przykład, że jego wiersz Byłeś jak wielkie stare drzewo, pisany w kwietniu 1943 roku, dotyczył Żydów, nie Polaków – wydawała mi się marginalną ciekawostką.

Z kolei z opowieści rodzinnych wolałam słuchać, jak moi pradziadkowie Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie ratowali Żydów. To były lepsze historie niż te strasznie smutne opowiadania Bogdana, od których robiło się zimno w środku. W mojej rodzinie nigdy nie ukrywało się istnienia szmalcowników czy Polaków wykradających pożydowskie mienie współobywateli. Ani moi dziadkowie, ani rodzice, ani nikt z mojej najbliższej rodziny nie miał złudzeń co do tego, jak w przedwojennej Polsce traktowano Żydów i czego oni doświadczali od swoich współobywateli w czasie wojny. Stosunkowo wcześnie dowiedziałam się też o powojennych pogromach, stale w moim domu obecne były historie z Marca ‘68. Mimo to więcej słyszałam i także, a może przede wszystkim, więcej pytałam o Polaków ratujących Żydów niż o tych przyczyniających się do ich zagłady.

Wydaje mi się, że nam, Polakom, po prostu łatwiej się mówi o ratowaniu niż o działaniu na zgubę. Kilka już ładnych temu, na zamówienie tworzącego się wówczas Muzeum Historii Żydów Polskich zrobiłam wywiad z moją babcią. Na stronę „Historie pomocy”, gdzie takie właśnie opowieści o dobrych Polakach miały być gromadzone.

Babcia opowiedziała mi wtedy nie tylko o swoich rodzicach, ale o całym otoczeniu, którego współpraca, czy chociaż życzliwa obojętność była konieczna, żeby ratowanie się powiodło (w narracji polskiej to jest tych słynnych dziesięciu Polaków stojących za jednym uratowanym).

Mówiąc o losach samego Bogdana, wspomniała o siostrach Jadwidze i Wandzie Koszutskich, które bardzo pomogły jemu i jego siostrze. Mówiąc o działalności swoich rodziców, wspomniała na przykład o Włodzimierzu Sudzickim, urzędniku z Brwinowa, który pił wódkę z Niemcami, żeby załatwiać stempel gapy – niemieckiego orła – na fałszywych dokumentach dla Żydów, którym mieszkania znajdowała moja prababcia. Mówiła też o gospodarzu, niejakim panu Szucie, u którego pradziadkowie załatwili mieszkanie dla dwojga żydowskich staruszków, państwa Muszkatów. „Niby taki szaławiła, pijaczek – mówiła babcia – a tak pokochał starego Muszkata, że traktował go jak rodzinę. Jego dzieci mówiły do Muszkata dziadku”.

Opowiadała także o Gajewskim, kuzynie swojego pierwszego męża, czyli mojego dziadka, który był „utracjusz, pijak. Ludzie nawet mówili, że oszukuje w karty”. Ale jak którejś nocy zadzwonił do niego ukrywający się Kazimierz Brandys, Gajewski go przyjął z otwartymi ramionami: „Kaziu! Cudownie, że się domyśliłeś, że ja nie mam z kim napić się wódki. Chodź, zaraz się napijemy, zrobimy kanapki”. „Tego wieczora Brandys miał po raz pierwszy od dawna uczucie, że jest gościem mile widzianym, że wódeczka, że to, że śmo…” – tłumaczyła mi babcia. Wspomniała nawet o służącym ze Stawiska: „Od bramy szła pani Nowicka. Ten służący zawsze był dla niej wyjątkowo uprzejmy, jak tylko przyszła dawał jej kanapkę, proponował herbatę. Gdy tak staliśmy obserwując ją nadchodzącą, powiedział do mnie: – głupie te Niemce, oj głupie, wystarczy na te nogi popatrzyć. Był prostym człowiekiem, doskonale zdawał sobie sprawę kim Nowicka jest, mimo to mogła się u nas czuć bezpieczna”.

Ci wszyscy dobrzy Polacy z opowiadania mojej babci mieli twarze, nazwiska albo przynajmniej funkcje. Można ich łatwo zapamiętać. I aż chce się pamiętać oczywiście.

Niestety w żydowskich historiach, opowiadanych przez samych Żydów ocalałych z Zagłady, jest też mnóstwo innych Polaków. W tekstach pisanych przez samego Wojdowskiego są ich całe tabuny. Na przykład w opowiadaniu Najniższa cena, którego długo nie znałam, ale którego fragmenty są bardzo często przytaczane w naukowych opracowaniach o Zagładzie (na przykład u Aliny Molisak czy u Joanny Tokarskiej-Bakir).

Był niższy i młodszy ode mnie, mogłem sobie pozwolić na stanowczość. Zawsze byłem stanowczy wobec niższych i mniejszych od siebie. Miałem trzynaście lat i obycie z warszawską ulicą, któremu ufałem. I o ile pamiętam, niezbyt wiele w kieszeni. Nie stać mnie było na to, żeby opłacać każde swoje przejście miastem.
Mały wsunął dwa palce pod zęby i przeraźliwie gwizdnął.
Jakaś kobieta o pociągającej nalanej twarzy zatrzymała się i okazała swoje litościwe serce dziecku.
– Czemu go bijesz, tego małego? – natarła z gniewem.
– Ale słowo pani daję, że go nie ruszyłem. Sam się przyplątał.
– A toś ty taki!
– Jaki, proszę pani? – brnąłem dalej.
– Żebym ci nie powiedziała – zagroziła kobieta.
– Niech pani nie mówi – poprosiłem.
Nie wiem, czemu to powiedziałem; wyrwało mi się czy nie chciałem tego słowa usłyszeć na ulicy z jej ust.
– Nie zdążyli was jeszcze wytłuc – powiedziała okrężnie i zmiażdżyła mnie wzrokiem, w którym kryły się uczucia święte, natchniona nienawiść.

W Chlebie rzuconym umarłym Bogdan pisał o zgrajach dzieciaków wyczekujących na Żydów w okolicach getta:

Skoro tylko dojrzeli w tłumie ścierpłą, ciemną od strachu twarz, zaraz biegli za jej właścicielem i wołali „Szapiro, daj na szmalec” albo krótko „Szmalec!” Wzrok i węch nie myliły ich nigdy. Tropili swoją zwierzynę zajadle i cierpliwie. (…) W okresie masowej deportacji i masowych ucieczek na tę stronę siadali stadkami na chodniku pod murem i godzinami nie ruszali się z miejsca. Zwierzyna przychodziła sama.

Taką literaturę w PRL-u, a także po jego upadku, w III RP, mało kto czytał. W każdej książce czy filmie o wojnie był jeden szmalcownik, jakiś łajdak, którego i tak nikt nie szanował, a wszyscy pozostali bohaterowie z oburzeniem potępiali. W mainstreamowych mediach, w publicznych dyskusjach, ci „źli Polacy” masowo pojawili się dopiero za sprawą Sąsiadów a później Strachu Jana Tomasza Grossa. I dlatego dla masowej, polskiej publiczności to, co tam można było przeczytać, to był tak wielki szok. Przedtem był chyba tylko Lanzmann, ze swoim 9-godzinnym filmem Shoah, ale jego film od razu został okrzyknięty oszczerczym, a poza tym wiadomo, że reżim Vichy, że „Francuzi sami wysyłali Żydów do obozu”, i że niech lepiej „posprząta na swoim własnym podwórku”.

Po Grossie powstało mnóstwo świetnie udokumentowanych, rzetelnych książek o Zagładzie i o udziale Polaków w tejże. Na temat Wojdowskiego – wyjaśniając w wielu miejscach, co w jego prozie było jego własną historią, co zapożyczeniem z przeżyć innych dzieci, a co fikcją literacką – świetną pracę napisała Alina Molisak: Judaizm jako los. Rzecz o Bogdanie Wojdowskim wydaną w 2004 roku. Były książki i teksty Barbary Engelking, Dariusza Libionki, Mirosława Tryczyka i wielu, wielu innych.

Jednak, poza nielicznymi wywiadami w prasie, książki te nie przedostały się do świadomości społecznej. W niej był tylko oszczerczy Gross kontra sześciotysięczna armia Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Dlatego właśnie tak niesłychanie ważną książką jest napisana przez Annę Bikont Sendlerowa. W ukryciu. Tytułową bohaterką jest najsłynniejsza Polka ratująca Żydów, jedyna kobieta, dla której znalazło się kilka sekund w propagandowym filmiku wypuszczonym przez IPN, a mającym promować bohaterską postawę Polski w czasie drugiej wojny światowej.

Tak naprawdę książka Bikont nie jest tylko biografią Sendlerowej. Opowiada o całym środowisku, przeważnie lewicującej czy wręcz komunizującej inteligencji polskiej, także częściowo żydowskiej, które zorganizowało siatkę pomocy Żydom w czasie wojny. To też może być szok dla polskiego społeczeństwa, które do tej pory w głowie pod hasłem „pomoc Żydom” miało głównie Żegotę i Zofię Kossak-Szczucką (Bikont zresztą pisze o współpracy różnych środowisk). Jednak przede wszystkim, i to jest moim zdaniem w tej książce najważniejsze, pozwala Żydom samym opowiedzieć, jak przetrwali zagładę na ziemiach polskich. Paradoksem jest jednak, że te żydowskie historie o Zagładzie, żeby dotrzeć do bardziej masowego czytelnika, musiały wybrzmieć pod pretekstem opowieści o Polce ratującej Żydów, Irenie Sendlerowej.

Dla mnie najważniejszy był oczywiście rozdział o Bogdanie: Opuszczające umarłych wszy wpełzają mu na twarz. Reporterka sama przyznaje, że w dużej mierze bazuje na tym co odkryła, ustaliła i zgromadziła we współpracy z moją babcią naukowa biografka Wojdowskiego, Alina Molisak. Jednak Bikont umieszcza w centrum swojej narracji Irkę, siostrę Bogdana, co dla mnie było szczególnie ciekawe. Wiedziałam o niej wcześniej tylko tyle, że z Bogdanem za jego życia nie utrzymywała właściwie żadnych stosunków, mieszkała w Szczecinie i była komunistką.

Bikont opowiada, z jaką nieufnością ta kobieta traktowała ją na początku. Żydowskie imię Bogdana było Dawid, tak zresztą nazywa się bohater Chleba rzuconego umarłym. Irka też miała inne, żydowskie imię. Na początku rozdziału Bikont przytacza fragmenty ze swoich rozmów z Irką:

– Brat był Dawid, Danek, Bogdanek. Stąd Bogdan. Może powiem pani potem, jakie ja miałam imię, ale jeszcze nie teraz – mówiła przy pierwszej rozmowie.
– Wiem, była pani w Żydowskim Instytucie Historycznym, tam jest moje imię zapisane i pani je teraz zna, Ale niech pani go nie pisze, proszę panią – mówiła przy kolejnej.
Nie piszę, chociaż imię było takie ładne, łagodne, ciepłe.

Ten rozdział jest pełen złych ludzi, Niemców, ale też Polaków, a nawet wcale nie tylko dobrych i szlachetnych Żydów. Bogdan i Irka zawdzięczają życie żydowskiej przyjaciółce swoich rodziców Helenie Rybak, komunistce i społeczniczce, która w czasie wojny, między innymi dzięki tak zwanemu „dobremu wyglądowi” mogła żyć po aryjskiej stronie. To ona ich cudem odnalazła, kiedy stolarz, który umówił się z ojcem dzieci, że będzie je przechowywał za pieniądze, chciał je oskarżyć o kradzież i wydać Niemcom. To ona znalazła ich dobre duchy, czyli siostry Koszutskie, i skontaktowała z nimi Irenę Sendlerową, która przekazywała im potem pieniądze z Żegoty i z którą tuż po wojnie jakiś czas nawet mieszkała mała Irka.

I Bogdan, i Irka opowiadają jednak – on za pośrednictwem swoich książek lub zapisów w dziennikach czy listach cytowanych przez Bikont, ona w bezpośredniej rozmowie z Bikont – więcej o tych, którzy ich szantażowali, głodzili, chcieli wydać, albo poniżyć. Irka ma pretensje właściwie do wszystkich, włączając to swoją dobrodziejkę Rybak i ludzi, u których się ukrywała. Skarżyła się reporterce, że przez jakiś czas musiała spać w jednym łóżku z Marią Kukulską, kobietą która się nią opiekowała, a wcześniej przez wiele dni gotowała jedzenie jej i bratu, które Irka woziła w ciężkich garach z Pragi do Świdra, gdzie mieszkali. „Spałam w nogach u Kukulskiej. (…) to było upokarzające, gorsze niż strach, że mogę wpaść, i gorsze niż noszenie garnków”.

Nawet do mamy Wojdowska ma żal, że wypychając ją na aryjską stronę i tym samym ratując jej życie „zostawiła ją samą”:

Nie mogłam darować rodzicom, że nie zostali z nami, Zostawili nas wśród obcych ludzi. Dlaczego mama ze mną nie wyszła? Mówiła świetnie po polsku, bo ojciec to kaleczył. Ja też miałam naleciałości. Ojciec miał akcent niezbyt czysty i te warunki zewnętrzne, ale mama mogła się przechować. Co ją trzymało? Solidarność z ojcem była ważniejsza?

Nie wszyscy mają w sobie aż tyle żalu co Irka. Niektórzy go umiejętniej ukrywają. Także bohaterowie książki Bikont są różni. Tak jak opowieści Żydów ocalałych z Zagłady są różne. Nigdy nie będą jednak opowieściami ku pokrzepieniu polskich serc. Czy nam się to podoba czy nie. Pozwólmy im mówić o tym i pamiętać to tak, jak chcą. A przecież i tak są to tylko opowieści tych, którzy przeżyli. Dwóch na trzech Żydów próbujących się ukrywać wśród Polaków, zginęło.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


POLIN Music Festival 2020

POLIN Music Festival 2020

POLIN


FOT. MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH

Trzy wieczory, pięć koncertów, światowe gwiazdy i premiery projektów specjalnych – tak zapowiada się program trzeciej edycji POLIN Music Festivalu, który odbędzie się w Muzeum POLIN w dniach 28 lutego-1 marca. Na festiwalowej scenie wystąpią m.in. Michael Guttman, Lara St. John, Jing Zhao, Ohad Ben-Ari, JP Jofre, Matt Herskowitz, Pierre Genisson, trio Bastarda oraz orkiestry: Sinfonia Varsovia i NFM Leopoldinum.

28 lutego – 1 marca (piątek – niedziela), 

  • 28 lutego (piątek), Koncert Dziewczęcej Orkiestry z Birkenau bilety: 60 zł / 80 zł, KUP BILET >>
  • 29 lutego (sobota), Koncert Guttman i przyjaciele, bilety: 20 zł / 30 zł, KUP BILET >>
  • 29 lutego (sobota), Koncerty Shiksa i Bastarda, bilety: 60 zł / 80 zł, KUP BILET >>
  • 1 marca (niedziela), Koncert Żydowskie tango na orkiestrę, bilety: 60 zł / 80 zł, KUP BILET >>
  • Trzydniowy karnet: 180 zł, KUP KARNET >>

Trzecią edycję POLIN Music Festivalu otworzy koncert poświęcony Dziewczęcej Orkiestrze z Birkenau, którą w latach 1942-1943 prowadziła Alma Rosé. Orkiestrę Sinfonia Varsovia poprowadzi Marta Kluczyńska. Libretto, oparte o wspomnienia byłych członkiń obozowej orkiestry, przygotowała pisarka i reporterka Patrycja Dołowy. Będzie to opowieść o sile muzyki, która ratuje życie.

Drugi dzień przyniesie trzy koncerty kameralne. Najpierw w świat muzyki żydowskich kompozytorów uczestników festiwalu zabierze jego inicjator i współkurator – wybitny skrzypek Michael Guttman. Towarzyszyć mu będą muzyczni przyjaciele: wiolonczelistka Jing Zhao, pianista Ohad Ben-Ari, oraz – po raz pierwszy w Muzeum POLIN – francuski klarnecista Pierre Genisson.

Następnie na scenie pojawią się skrzypaczka Lara St. John i pianista Matt Herskowitz. Lara St. John, która na scenie Muzeum POLIN we wrześniu 2019 roku z orkiestrą Sinfonia Varsovia brawurowo wykonała utwór Avnera Dormana, powróci do Warszawy z własnym projektem zatytułowanym „Shiksa”. W programie koncertu znajdą się autorskie interpretacje melodii z Izraela, Palestyny, Macedonii, Armenii, a także muzyka Cesara Francka i George’a Gershwina. Artystka, która przez jednego z najbardziej wpływowych dziennikarzy muzycznych na świecie Alexa Rossa (The New Yorker) została uznana artystką roku 2019, podczas koncertu w Muzeum POLIN zagra także na wyjątkowym instrumencie – skrzypcach, które kupiła w jednym z warszawskich antykwariatów podczas poprzedniej wizyty w Warszawie.

Na finał drugiego dnia POLIN Music Festivalu w świat mistycznych pieśni chasydzkich z XVIII i XIX wieku zabierze słuchaczy trio Bastarda: Paweł Szamburski (klarnet), Michał Górczyński (klarnet basowy) i Tomasz Pokrzywiński (wiolonczela). W Muzeum POLIN będziemy mogli i usłyszeć premierowo materiał z ich nowego albumu „Nigunim”. Na płycie muzycy czerpią głównie ze spuścizny chasydzkiej dynastii Modrzyc i muzykologicznych zbiorów Moshe Bieregowskiego, odkrywając piękno dawnych, żydowskich melodii, opracowując je w specyficzny dla siebie sposób i filtrując przez unikatowy, ukształtowany już język zespołu.

Tangowy finał to już tradycja POLIN Music Festivalu. Tym razem na scenie Muzeum POLIN żydowskie tanga rozpisane będą na orkiestrę. W programie wieczoru znalazła się m.in. polska premiera koncertu podwójnego na bandoneon i skrzypce Juana Pablo Jofre. W partiach solowych wystąpią Michael Guttman oraz sam kompozytor. Towarzyszyć będzie im NFM Orkiestra Leopoldinum. Obok utworu Jofre usłyszymy także kompozycje m.in. Lalo Schifrina i Christiana Danowicza. 

Kuratorami festiwalu są Michael Guttman i Kajetan Prochyra.

Program POLIN Music Festivalu

28.02. (PIĄTEK) – KONCERT OTWARCIA

  • 19.00 Dziewczęca Orkiestra z Birkenau
    Orkiestra Sinfonia Varsovia, Marta Kluczyńska – dyrygentka; Patrycja Dołowy – libretto. 
    W programie m.in. utwory J. S. Bacha, R. Schumana, P. Sarasate i M. Ravela. 

29.02. (SOBOTA) – POLIN Music Festival KAMERALNIE

  • 17.00 Guttman i przyjaciele: koncert muzyki kameralnej
    Michael Guttman – skrzypce / Jing Zhao – wiolonczela / Ohad Ben-Ari – fortepian / Pierre Genisson – klarnet
     
  • 19.00 Shiksa
    Lara St. John – skrzypce / Matt Herskowitz – fortepian
     
  • 21.00 Bastarda – premiera płyty “Nigunim”
    Paweł Szamburski – klarnet / Michał Górczyński – klarnet basowy / Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela
    Gościnny udział Chóru Grochów pod dyrekcją Mai Kłoskowskiej.

1.03. (NIEDZIELA) – ŻYDOWSKIE TANGO NA ORKIESTRĘ

  • 11.00 O, o, o! – Orkiestra! Koncert Przyjazny Sensorycznie dla rodzin z dziećmi ze spektrum autyzmu 
    Andrzej Krzyżanowski – flet / Magdalena Krzyżanowska – skrzypce / Agnieszka Guz – skrzypce / Adam Sychowski – fortepian
     
  • 18.00 Żydowskie tango na orkiestrę
    (Michael Guttman – skrzypce / JP Jofre – bandoneon / NFM Orkiestra Leopoldinum)

Organizator: Muzeum POLIN

Współorganizator: Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Polsce

Mecenasem Sceny Muzycznej Muzeum POLIN jest Jankilevitsch Foundation

Partner


wiecej


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com