Archive | February 2020

“Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków”

“Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków”

Jewish.pl


Henryk Ross/Art Gallery of Ontario/Courtesy of Museum of Fine Arts, Boston

“Polacy kochają Żydów, zwłaszcza tych, którzy nie żyją” – powiedział prof. Jehuda Bauer podczas odbywającej się we wtorek w Jerozolimie IV Polsko-Izraelskiej Konferencji Poświęconej Polityce Zagranicznej. Naukowiec skrytykował również to, że badacze piszący o Zagładzie zostali w Polsce pozwani.

Bauer, od kilkudziesięciu lat związany z Jad Waszem i Uniwersytetem Hebrajskim, to jeden z najwybitniejszych historyków Holokaustu na świecie. Jak zauważa, upamiętnianie ofiar Zagłady, jakie odbywa się w Polsce, nie może przesłaniać faktu, że niektórzy Polacy też prześladowali i mordowali Żydów. Podkreślił on, że ludzie zniekształcający historię mówią: “Oczywiście, że Holokaust miał miejsce i był zły. My go upamiętniamy, budujemy muzea, pomniki i wygłaszamy wspaniałe przemówienia”. To jednostronna narracja, z której usuwa się w cień własne winy.

Prof. Havi Dreifuss, kierująca Centrum Badań nad Holokaustem w Polsce w Instytucie Jad Waszem, dodała, że Polacy zniekształcający historię lubią martwych Żydów, ale tylko tych zamordowanych przez Niemców. Zwróciła uwagę, że zdarza się, iż niektórzy Polacy całkowicie zaprzeczają temu, by w czasie wojny Żydzi ginęli z polskiej ręki. “Większość Żydów została zamordowana przez nazistowskie Niemcy i nikt w Polsce nie mógł ich ocalić, ale byli też Żydzi zamordowani przez Polaków na różne sposoby. Polscy naukowcy pokazali nam, że wśród Polaków byli tacy, którzy czynnie uczestniczyli w tragedii Żydów i to w całym kraju. To wymaga prawdziwych badań” – mówiła Dreifuss.

Bauer dodał, że ci, którzy zniekształcają historię, często przywołują fakt, że w przypadku Polski nie było żadnej politycznej kolaboracji z Niemcami. “To prawda, ale tylko dlatego, że Niemcy nie byli taką formą kolaboracji zainteresowani. Tak samo na Ukrainie czy Litwie. Niemcy eliminowali profaszystowskie, proniemieckie próby tworzenia jakiegoś rodzaju autonomii”.

Liczba Polaków biorących udział w mordowaniu Żydów nie została określona, ale Bauer przytoczył badania różnych historyków, z których wynika, że Polacy w różnym stopniu przyczynili się do śmierci od 130 000 do nawet 200 000 Żydów.

“Nie było kolaboracji? Były tysiące polskich policjantów, którzy wydawali Żydów. Była polska policja kryminalna, działająca jako część niemieckiej policji kryminalnej w Polsce. Były jednostki straży pożarnej, których członkowie współpracowali z Niemcami” – mówił Bauer.

“Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków” – zaznacza Dreifuss.

Zarówno Bauer, jak i Dreifuss wyrazili poparcie dla badaczy Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, którzy w związku z wydaniem książki “Dalej jest noc” zostali pozwani o rzekome zniesławienie.

Bauer jednocześnie przyznał, że ok. 10 % etnicznych Polaków straciło życie w czasie okupacji niemieckiej, a około 30 000 Polaków ratowało Żydów, chociaż nie wszyscy zostali uhonorowani przez Instytut Jad Waszem.

“Naród polski może być bardzo dumny ze swojej walki z nazistowskimi Niemcami poza Polską i oczywiście na terenie okupowanej Polski. Niestety, wielu Polaków zaakceptowało tę jedną część niemieckiej polityki – zabijanie Żydów” – uważa Dreifuss. Badaczka sprzeciwia się łączeniu polskich Żydów i etnicznych Polaków jako “polskich ofiar”, co często robią polscy politycy, zaznaczając tym samym, iż w czasie wojny zginęło 6 mln Polaków, w tym 3 mln Żydów. Żydzi, chociaż mieli polskie obywatelstwo, nie byli uważani przez swoich sąsiadów za pełnoprawnych obywateli. Jak podkreśla Dreifuss, przypadki, gdy Polskie Państwo Podziemne próbowało ratować Żydów lub karać Polaków za ich zabijanie, były rzadkie.

Polaków, nietraktujących Żydów jak członków tego samego narodu, próbował bronić prof. Andrzej Nowak z UJ. Podkreślił, że polscy Żydzi żyli w oddzielnych społecznościach i nie mówili po polsku – w przeciwieństwie do Żydów francuskich, którzy po francusku, jak twierdził, mówili.

Polski dyplomata Jakub Kumoch przyznał, że Polacy byli odpowiedzialni za śmierć tysięcy Żydów, ale odrzucił wyniki badań w tym zakresie prof. Engelking i prof. Grabowskiego.

Dyplomata nawiązał do obecnej sytuacji między Izraelczykami a Palestyńczykami. “Czy ktokolwiek zaprzeczy, że izraelska armia popełniła zbrodnie przeciwko Arabom? Co, gdybym powiedział, że Izrael zabił 100 000 palestyńskich dzieci? To by znaczyło, że jesteście ludobójczym narodem, a przecież nie jesteście nim. Nie wszyscy Polacy byli bohaterami. Wielu było zdrajcami. Wstydzimy się ich”.

Polski ambasador w Izraelu, Marek Magierowski, zapewnił, że kiedy spotyka się z izraelskimi uczniami nie boi się mówić o przeszłości. “Nie ukrywam pogromów, zjadliwego antysemityzmu, czy informacji o Polakach, którzy zachowali się nieludzko w czasie wojny” – mówił. Jednocześnie wskazał, że mówi młodzieży o historii dwóch wiosek, w których Niemcy zabili 31 osób – z których 20 było jeszcze dziećmi – za ukrywanie dwóch Żydów. “Chcę, aby moi odbiorcy mieli pełny obraz, skalę zastraszania, której podlegały miliony Polaków, obwiniani dziś za to, że nie byli wystarczająco heroiczni, by ratować swoich żydowskich braci w czasie Holokaustu” – mówi Magierowski.

Konferencja została zorganizowana przez Izraelską Radę ds. Stosunków Zagranicznych i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.


Relacja spisana na podstawie cytatów zamieszczonych w izraelskich mediach.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Why the Left Won’t Tolerate Liberal Zionists

Why the Left Won’t Tolerate Liberal Zionists

Jonathan S. Tobin / JNS.org


Anti-Israel demonstrators disrupt the Indigenous Peoples Unite panel at UCLA, May 17, 2018. Photo: YouTube Screenshot.

The Columbia Journalism Review touts itself as “the voice of journalism.” While the magazine, which is published by the Columbia University Graduate School of Journalism, has faced accusations of liberal bias, it still retains a reputation as a prestigious source of commentary about the news media. So when CJR commissions a hit piece on a publication, it is an event of some significance and, at least in theory, ought to alert readers to serious misconduct.

The latest CJR exposé, however, is important not because it reveals biased or misleading reporting or unprofessional behavior. According to the magazine that still claims to be the “intellectual leader” of the press, the problem with The Forward is that it has taken a stand against left-wing antisemitism and appears open to publishing occasional dissent against its liberal editorial stands on American and Israeli politics.

The Forward’s financial troubles made news last year when it ceased publishing in print, fired its editor, and laid off much of its staff. I have strong disagreements with the left-leaning editorial philosophy that the English-language successor to the historic Yiddish newspaper has adopted since it ousted Seth Lipsky, its founding editor, in 2000. But I view The Forward’s struggles as indicative of problems afflicting the media and Jewish publishing that transcend politics. We need publications that can reflect the legitimate debates on important issues that are being conducted in the United States and Israel.

But CJR’s decision to publish a rant against The Forward’s editorial decisions in the last year by far-left anti-Zionist writer Mairav Zonszein is important. That’s because what CJR has done here is essentially to smear a liberal Jewish journal because it had the temerity to call out left-wing antisemites like Reps. Ilhan Omar (D-Minn.) and Rashida Tlaib (D-Minn.), as well as antisemitic activity on campuses like Bard College. Zonszein claims that The Forward, which in recent years has disappointed many in the Jewish community by providing space to Palestinian opponents of Israel and Zionism, let the left down by calling out such hatred and claims that its occasional publishing of conservative opinion is “polarizing.”

She also cheers CNN contributor/writer Peter Beinart’s defection from The Forward to the smaller but openly anti-Zionist Jewish Currents, as a harbinger of a power shift on the Jewish left.

It is curious that CJR would consider Zonszein, whose work has regularly appeared in far-left anti-Israel publications like Jewish Currents, +972mag and The Nation, to be qualified to comment in their august pages on any subject, let alone a Jewish one. But as new Forward editor Jodi Rudoren pointed out, it was a gross breach of journalistic ethics on the part of CJR to commission her to write an evaluation in a forum supposedly dedicated to the study of journalism about a publication that she has bitterly criticized in rants on Twitter and elsewhere. The Forward was entirely correct to refuse to cooperate in the writing of an article that could not possibly have been fair in its treatment of its subject.

From the point of view of pro-Israel opinion, does any of this matter? Does anyone really care if the far-left thinks a liberal paper isn’t left-wing enough to suit the tastes of radicals? No doubt that would be the point of view of most on the right, as well as centrists.

It does matter. For two reasons:

One is that while The Forward has often been deeply and often unfairly critical of Israel, if the center of gravity in the liberal Jewish world has come this far to the left, then American Jewry is in deeper trouble than many of us had thought.

The second and perhaps even more important reason to be alarmed is that the CJR’s decision to publish such a flawed and biased article indicates that liberal elites are now seeking to legitimize not merely anti-Zionism, but open antisemitism.

The notion that Jewish Currents — a publication founded by the Communist Party USA in 1946, and more recently, a place for radical Israel-haters to vent their spleen — represents mainstream American Jewish opinion is ludicrous. But there is no denying that Beinart’s move and the decision of Vermont Sen. Bernie Sanders, the current leader in the race for the Democratic presidential nomination and the most critical of Israel of the candidates, to publish an article there demonstrates the way the far-left is gaining ground on traditional liberals.

But the imprimatur that CJR gave to Zonszein’s assertion that The Forward’s opposition to the antisemitism and anti-Zionism of Omar and Tlaib is a betrayal of Jewish values and the principles of journalism remains truly outrageous. When the BDS movement that is drenched in the traditional language of Jew-hatred has been legitimized in this manner, it means that antisemitism is being mainstreamed. Indeed, when a CJR article approvingly quotes cartoonist Eli Valley, whose work has smeared Israelis and supporters of Israel with imagery that is straight out of the playbook of the Nazi publication Der Stürmer, as being critical of a Jewish publication pushback against Jew-hatred, then it’s clear that the journalistic establishment has been hijacked by those who would tolerate, if not laud, hate for Jews and Israel.

We all ought to be worried when an authority on journalism denounces those who oppose hate. The firewall that ought to separate mainstream and establishment opinion from anti-Zionist invective rooted in antisemitic hate seems to be disappearing. If we are now at the point when a liberal publication like The Forward, which has in recent years welcomed anti-Zionist writers to its pages, is not liberal enough for the Jewish left and is subjected to unfair attacks in the CJR because it opposed antisemitism, then a sea change for the worse really is in progress.


Jonathan S. Tobin is editor in chief of JNS—Jewish News Syndicate. Follow him on Twitter @jonathans_tobin.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Onet Opinie – Renata Kim: prof. Dariusz Stola (18.02)

Onet Opinie – Renata Kim: prof. Dariusz Stola (18.02)

Renata Kim


Dariusz Stola miał największe doświadczenie, był najlepszy, wygrał konkurs. A wicepremier Gliński postanowił to zignorować i przez miesiące pod byle pretekstami nie powoływał go na stanowisko dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich. W końcu Stola uznał, że musi odejść sam, „widząc szkody, które Muzeum już poniosło i zagrożenia, które przed nim stoją”. O motywach tej decyzji, relacjach z ministerstwem kultury i stosunkach polsko-żydowskich z Dariuszem Stolą rozmawia w programie „Onet Opinie” Renata Kim.

#OnetOpinie – 18.02.2020

Zapraszamy na program #OnetOpinie! Gościem Renaty Kim będzie prof. Dariusz Stola, były dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Publicerat av Newsweek Polska Tisdag 18 februari 2020


#OnetOpinie – 18.02.2020 – Opublikowany przez: Newsweek Polska


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


From Brussels with love

From Brussels with love


Andrzej Koraszewski


Hiszpański socjalista, Josep Borrell zastąpił 1 grudnia 2019 roku włoską socjalistkę, Federikę Mogherini, na stanowisku komisarza Unii Europejskiej odpowiedzialnego za unijną politykę zagraniczną. Obserwatorzy nie mieli wątpliwości, że ta zmiana oznacza kontynuację. Już w dniach 2-4 lutego nowy komisarz pojechał pokłonić się prezydentowi Islamskiej Republiki Iranu, porozmawiać z irańskim ministrem spraw zagranicznych i z przewodniczącym Madżlisu (instytucji nazywanej czasem „irańskim parlamentem”). W przemówieniu do Europejskiego Parlamentu 11 lutego 2020 na temat procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie Josep Borrell wyjaśniał dlaczego:

„Dlaczego musiałem pojechać do Iranu? Ponieważ mam mandat. Jednogłośny mandat państw członkowskich Rady nakazywał mi, aby jechać i rozmawiać z wszystkimi w całym regionie Bliskiego Wschodu, by spróbować zobaczyć, czy są jakiekolwiek możliwości dla nas, dla Unii Europejskiej, by przyczynić się do wzmocnienia stabilności i pokoju w regionie. Mam mandat do rozmawiania z każdym, a słowo każdy, oznacza każdy.”To interesujące słowa. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że ukrywa się za nimi pełna świadomość hipokryzji. W tym samym przemówieniu, komisarz mówił, że „zbyt długo jesteśmy świadkami konfliktu, który powoduje niekończące się cierpienia pokoleń Izraelczyków i Palestyńczyków”.

Stwierdził dalej, że od lat sytuacja jest straszna, że widzimy przemoc, terroryzm, podżeganie, powiększanie osiedli (dodając w nawiasie, że nielegalnych) i jak to określił „konsekwencje trwającej okupacji”. To wszystko zdaniem Borrella rujnuje po obu stronach nadzieję na rozwiązanie w postaci dwóch państw. Dalej komisarz poinformował, że unijna wizja pokoju jest pryncypialna i pragmatyczna, informując zgromadzonych posłów, co to oznacza w praktyce:

„Jesteśmy również aktywni w terenie. Żaden inny międzynarodowy aktor nie jest tak zaangażowany w praktycznych wysiłkach budowania przyszłego palestyńskiego państwa. Tylko w 2019 roku Unia Europejska i jej państwa członkowskie miała otwarte portfolio 600 milionów euro na pomoc dla Palestyńczyków. Mówiłem o tym w czasie mojego przesłuchania, 600 milionów, to jest prawie półtora miliona euro dziennie.”

Od dawna toczy się dyskusja o tym, na ile ta pomoc jest przejrzysta. Ile z tych europejskich pieniędzy przeznacza się na opłacanie terrorystów, a dokładniej na wypłacanie astronomicznych wynagrodzeń dla skazanych za zamachy na Żydów i „zasiłki” dla rodzin terrorystów, ile z tych pieniędzy idzie na edukację do nienawiści wobec Żydów w palestyńskich szkołach prowadzonych przez UNRWA, ile z tych pieniędzy idzie na budowlane projekty w obszarze C, gdzie zgodnie z umowami z Oslo pełną kontrolę administracyjną ma Izrael, ale Unia podejmuje swoje projekty bez najmniejszej próby koordynacji tych działań z władzami izraelskimi? Sami arabscy mieszkańcy palestyńskich terytoriów częściej zadają pytanie, ile z tych pieniędzy trafia do prywatnych kieszeni ludzi twierdzących, że ich reprezentują. Nie bez powodu we władzach Autonomii Palestyńskiej i we władzach Hamasu znajduje się wielu multimilionerów, których źródła dochodów są, przynajmniej formalnie, wielką tajemnicą.

Dwa tygodnie przed tym wystąpieniem opublikowano zarys projektu „Peace and Prosperity”. Komisarz mówił w swoim przemówieniu, że był już w Waszyngtonie i rozmawiał tam z amerykańskimi politykami, którym powiedział, że „musimy się zapytać, czy ten plan daje podstawy do postępu czy nie. Musimy wiedzieć, czy te propozycje są naprawdę otwarte dla negocjacji. Czy to jest punkt wyjściowy, czy końcowe zdanie? Jeśli idzie o Unię Europejską, nasze stanowisko jest jasne: jesteśmy gotowi do współpracy z międzynarodową społecznością na rzecz ożywienia politycznego procesu zgodnie z międzynarodowym prawem, który zapewni równe prawa i który jest akceptowalny dla obu stron”.

Kiedy ktoś ze łzami w oczach opowiada ci, że właśnie próbował pomóc biednym Beduinom na obszarze znajdującym się pod administracją izraelską, a ci wstrętni Izraelczycy przyjechali i wszystko zburzyli, a potem dowiadujesz się, że ten ktoś nie próbował nawet uzgodnić swojej pomocy z władzami, masz uzasadnione podejrzenia, że pomagający nie miał zamiaru nikomu pomagać, że nigdy nie interesowali go żadni Beduini, a jedynym celem było sprowokowanie władz izraelskich do zniszczenia „wspaniałej humanitarnej inicjatywy”. Jeśli komuś się to kojarzy z działaniem Polskiej Akcji Humanitarnej, to w pewnym sensie słusznie, ale działania Unii Europejskiej na terenach palestyńskich to właśnie ten wzór działania, z zaangażowaniem setek milionów euro. Nic dziwnego, że związana z frakcją Abbasa palestyńska badaczka, dziennikarka i autorka 13 książek, Najla Shahwan w artykule opublikowanym 10 stycznia 2020 roku pisała:

„Niezależnie od tego jak bardzo Ameryka próbuje podsycać ogień, Unia Europejska może poprowadzić międzynarodową społeczność do rozwiązania palestyńsko-izraelskiego konfliktu. Przeciwstawienie się nielegalnym osiedlom może być dla nich dobrym  początkiem.”

Były prezydent USA, Bill Clinton, wielokrotnie podkreślał, że Palestyńczycy, a w szczególności sam Arafat, odrzucili najlepszą propozycję jaka była możliwa. W maju 2016, podczas prezydenckiej kampanii swojej żony mówił:

„Zabijałem się, żeby dać Palestyńczykom państwo. Miałem ofertę, która dałaby im całą Gazę, między 96-97 procent Zachodniego Brzegu i rekompensatę w postaci ziemi Izraela, ale ją odrzucili.”

Na tym spotkaniu były prezydent bronił przede wszystkim polityki zagranicznej Hillary Clinton, kiedy była ona odpowiedzialna za politykę zagraniczną USA w administracji prezydenta Obamy. Chwalił swoją żonę za doprowadzenie do spotkania izraelskiego premiera z Abbasem, prawdopodobnie lepiej niż jakikolwiek inny polityk zdając sobie sprawę z tego, że te rzadkie spotkania, na które godził się palestyński przywódca, nie prowadziły i nie mogły prowadzić do pokoju.

Podpisane ponad ćwierć wieku temu Porozumienia z Oslo nie mają statusu prawa międzynarodowego, miały prowadzić do traktatu pokojowego, który miałby taki status. Dlaczego nie przyniosły ani jednego dnia pokoju? Dlaczego reprezentujący Palestyńczyków Arafat, a potem Abbas odrzucili ofertę izraelskiego premiera Rabina i oferty wszystkich kolejnych premierów izraelskich, włącznie z ofertą Olmerta dającą im państwo w granicach z 1967 roku i wschodnią Jerozolimą jako stolicą? Odpowiedź, że ani Arafat, ani Abbas nigdy nie chcieli pokoju z Izraelem, że żądają całego Izraela, jeśli odmawia się studiowania tego, co ci palestyńscy przywódcy mówią po arabsku i czyta tylko to, o czym piszą gazety, może być trudna do zaakceptowana.

Czy oznacza to, że ani amerykańscy prezydenci, ani politycy Unii Europejskiej zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, jakie są faktyczne cele „Palestyńczyków”? Podejrzewanie ich o tak daleko idącą naiwność byłoby niegrzeczne.

Podczas przytaczanego tu już spotkania Billa Clintona w kampanii Hillary Clinton, były prezydent zapytany o Hamas mówił: “Hamas jest naprawdę sprytny. Kiedy  postanawiają ostrzelać Izrael rakietami, plasują się w szpitalach, w szkołach, na obszarach gęsto zaludnionych. Tak, oni są naprawdę sprytni”.

Czy były amerykański prezydent ten specyficzny gatunek „sprytu” przypisuje również prezydentowi Autonomii Palestyńskiej? Właściwie trudno w to wątpić. Prezydent Trump postanowił zrezygnować z udawania. A co w tej sprawie możemy powiedzieć na temat antyizraelskiej polityki Unii Europejskiej? Czytelnik może poczuć się zaniepokojony tym agresywnym przymiotnikiem. A jednak spróbujmy się zastanowić nad pytaniem, czy jest to  polityka propalestyńska, czy tylko i wyłącznie antyizraelska?

Zacznijmy od głosowań w ONZ, gdzie UE poparła ponad 90 procent (sponsorowanych głównie przez kraje muzułmańskie) rezolucji potępiających Izrael. Co więcej, Unia wywiera brutalne naciski na kraje członkowskie, żeby w sprawach Izraela głosować zgodnie z unijnymi dyrektywami. Unia prowadziła gorączkową aktywność, żeby żaden kraj członkowski nie przeniósł przypadkiem swojej ambasady do stolicy Izraela (przerażenie wywołała gotowość Republiki Czeskiej rozważenia takiego kroku), Unia na forum ONZ nigdy nie zakwestionowała otwarcie nawet najbardziej absurdalnych zarzutów pod adresem Izraela (chociaż często na etapie wstępnym dyskretnie tonuje nazbyt ich zdaniem groteskowe sformułowania, co prezentuje potem jako dowody swoje obiektywności).

W Internecie ukazał się dokument EUROPEAN JOINT STRATEGY IN SUPPORT OF PALESTINE 2017-2020 (czytałem go na stronie włoskiej organizacji Italian Agency for Development Cooperation, jest również na oficjalnej stronie UE, ale tam otwiera się tylko strona tytułowa). Dokument w pdf ma 132 strony. I chyba najciekawsze w tym dokumencie jest to, czego w nim nie ma. Otóż nie ma w nim krytyki Autonomii Palestyńskiej, nie ma wzmianki o tym, że ostatnie wybory odbyły się w Autonomii w 2006 roku, nie ma krytyki wymiaru sprawiedliwości, arbitralnych aresztowań, torturowania więźniów politycznych, działań sił bezpieczeństwa przeciw własnym obywatelom. Nie ma w tym dokumencie wzmianki o rozwiązaniu parlamentu, nie ma krytyki podręczników podżegających do nienawiści i przemocy, nie ma nic o płaceniu za terroryzm. Nie ma również nic na temat korupcji we władzach Autonomii Palestyńskiej.

Na stronie 30 tego dokumentu mamy informację o palestyńskich władzach i instytucjach, która głosi:

„Europejscy partnerzy rozwoju patrzą z uznaniem na rzeczową i inkluzywną pracę jaką podejmuje AP w swoich nowych planach na lata 2017-2022, na ich oddanie, by wzmocnić własny monitoring i system ocen, ich orientację na potrzeby obywateli i ich zdecydowanie wypełnienia międzynarodowych zobowiązań.”

Kawałek dalej na tej samej stronie, na temat rządu izraelskiego czytamy:

„Europejscy partnerzy rozwoju patrzą z rosnącym niepokojem na rząd Izraela i jego zobowiązania jako trzeciej strony ze szczególnym uwzględnieniem poszanowania międzynarodowego prawa. Wojskowa okupacja przez izraelski rząd niesłychanie ogranicza skuteczność pomocy darczyńców i stanowi wyzwanie dla rozliczania się z naszymi wyborcami i ofiarodawcami.”

Z dokumentu dowiadujemy się, że Unia stanowczo potępia „wszelkie ataki i przemoc ze wszystkich stron i we wszystkich sytuacjach, w tym śmierć dzieci”. To potępienie nie wymaga wskazania, kto podżega do tych ataków, ani kto je inicjuje. Ostatecznie dokument traktuje o rozwoju Palestyny i wsparciu tego rozwoju przez Unię Europejską.

Unia wspiera również Izrael, a dokładniej obficie finansuje antyizraelskie organizacje pozarządowe. Tu również mamy wielomilionowe dotacje, chociaż przekazywane dyskretniej niż w przypadku pomocy dla Autonomii Palestyńskiej i Hamasu.

Komisarz Unii Europejskiej odwiedzał Teheran w dniach 2-4 lutego 2020 roku. W Teheranie każdego roku organizuje się światowy konkurs karykatur na temat Holocaustu. Nikt specjalnie nie ukrywa celu tego ogólnoświatowego konkursu. 2 lutego 2020 roku, a więc w pierwszym dniu wizyty komisarza w Islamskiej Republice Iranu, Unia Europejska ogłosiła nowy projekt dla artystów fotografików. Artyści z krajów europejskich mogą na koszt Unii Europejskiej  pojechać na „okupowane terytoria palestyńskie”.

“Czy chciałbyś wziąć udział w Europejskim Fotomaratonie?” – czytamy w zaproszeniu, na którym jest zdjęcie trzech pustych (chyba wyrwanych z jakiegoś  autobusu) krzeseł stojących koło betonowego muru bezpieczeństwa ozdobionego graffiti, z groźną twarzą młodego mężczyzny.

Ulotka wzywa, by składać podania do 20 lutego 2020, widzimy na niej również hashtag “#EU4PALESTINE” oraz zdjęcie flagi unijnej z flagą Organizacji Wyzwolenia Palestyny.

Czy jesteśmy w stanie pojąć ten zapał do popierania organizacji, która ściga Palestyńczyków opowiadających się za pokojowymi relacjami z Izraelem? Czy lepiej wyjaśnia ten fenomen historia współczesna, czy raczej bardziej odległa?

Parlament Europejski, w którym Josep Borrell informował o swojej podróży do Teheranu, mieści się w Strasburgu, w którym 14 lutego 1349 roku spalono około 2000 Żydów, praktycznie wszystkich ówczesnych żydowskich mieszkańców tego miasta. Powodem były oskarżenia o zatruwanie studni. W Europie od dwóch lat szalała dżuma, wyludniając całe miasta. Zaraza zaczęła się na południu Włoch, jeszcze nie dotarła do Strasburga. Żydów oskarżano i mordowano wszędzie, więc mieszkańcy tego miasta domagali się od władz pozwolenia na masakrę. Ponieważ władze zabraniały, więc obalono je, ustanawiając pospiesznie nową, ludową władzę. Nowa władza nie tylko dała przyzwolenie, ale sama zorganizowała wielkie palenie Żydów na żydowskim cmentarzu. Zarekwirowane pieniądze rozdzielono między tych, którzy  poświęcili czas i pracę na łapanie i mordowanie Żydów, a cesarz niebawem przyzwolił na przejęcie pozostałej żydowskiej własności przez chrześcijańskich sąsiadów.

Czy naprawdę polityka Unii Europejskiej jest antyizraelska? Europejscy politycy odpowiedzą, że nic podobnego, że działają zgodnie z odwieczną tradycją chrześcijańskiej miłości bliźniego. Z Brukseli i Strasburga płyną do Jerozolimy słowa miłości. A jeśli pojawia się jakaś krytyka, to przecież tylko w trosce o pokój. Ten pokój oznacza zdaniem polityków takich jak Federica Mogherini czy Josep Borrell, państwo palestyńskie w granicach z przed czerwca 1967 roku i ze stolicą w Jerozolimie oraz powrót (do Izraela) palestyńskich uchodźców. Innymi słowy jest to marzenie o pokoju po śmierci Żydów.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Walking with survivors on 75th anniversary of the liberation of Auschwitz

Walking with survivors on 75th anniversary of the liberation of Auschwitz

ANAT BARBER


We entered the gas chambers in silence… there was no talking allowed.

TRAIN TRACKS at Auschwitz. / (photo credit: REUTERS)

This morning as I put on my boots a few crumbly pieces of mud sprinkled onto the floor. The mud had traveled home with me from Birkenau. Stuck between the ridges of my physical sole, it was only a small vestige of the powerful experiences forever imprinted on the deepest places of my spiritual soul.

On that rainy morning, our group of 100+ survivors of the Auschwitz-Birkenau extermination camps, and their families, departed the hotel in a caravan of minibuses. As our hour-long ride drew to a close, the tension mounted. Many of us turned to look at the faces of the survivors to read their cues. We understood they had to set the tone for this experience. While this is considered a state museum, for our survivors, it was the place that irrevocably changed the course of their lives and their families forever.

And we began…

One family – survivor grandmother, two daughters, and eight grandchildren – linked arms and walked in stride together under the sign that falsely claimed “Arbeit Macht Frei.” In freedom they walked through the gates, each representing a family of their own and great-grandchildren of this survivor, too numerous to make the trip.

Our Polish guide began recounting the historical facts of the camp. We walked through the buildings, former barracks, now museums, which explain the mass killing of the Jewish people. We wove our way through the buildings listening to the guide who hesitantly explained the innumerable piles of glasses, braids of hair, cups, plates, shoes and religious articles.

We came upon the room with pictures of Hungarian women arriving at Birkenau. One survivor searched for faces she might recognize and shared, “We were told, your parents will be back on Sunday on their day off from work.” She began to cry as she said through tears, “We were children, we had no idea of the lies. We didn’t even say goodbye.”

We continued… out the door to the sight of executions and roll calls, where gallows stand.

One of the survivors spoke of the terror these public hangings instilled and the hours standing in the brutal cold. She said, “I never understood why it took so long. We were rows of five. All you had to do was multiply, but they tortured us.” Another added, “We had to carry the corpses of our friends back from the daily slave labor so that our morning and evening numbers matched.”

Finally, we arrive at the pinnacle of the genocide, the gas chambers. The guide explained the brutal and methodical way in which the Jews were led to their death. One survivor, clasping his well-worn siddur, grew antsy. He was waiting for a break in the guide’s remarks. Finally, not being able to hold back anymore he cried out in Yiddish for the grandmothers and mothers, the children, and the holy Jews, “Oy di babas and di mamas, the kinder, the heiloghe Yiddin.” He cried for his own mother, “Oy mamale, how you suffered.”

At that moment standing outside the door to the gas chamber, he began to recite kaddish. It started with a bellowing cry of “Yisgadal v’yiskadash shmei raba” (“May His great name be exalted and sanctified”). As tears flooded his eyes and his emotions poured out, the crowd around us grew. It ended with a tear-filled, barely audible “v’al kol Yisrael, v’imru amen” (“and upon all of Israel, and say amen”), and the resounding responses of “amen” echoed throughout the camp.

We entered the gas chambers in silence… there was no talking allowed.

We were meant to hear the voices of those who were eternally silenced. And as I touched the damp cement walls I thought of the women who nursed their children to bring them comfort, of the young children who clung to their parents’ legs and of the pain in the hearts of the elders who despaired at not being able to shield their families from these horrors.

As we exited, a reporter asked a survivor, “How did you keep your faith?” She responded, “Those of us with faith were the lucky ones, we had something to give us hope and hope helped keep us alive.”

WE CONTINUED to Birkenau where most Jewish victims were killed. Upon arrival the survivors asked questions. “Where did Mengele sit?” “Which directions did the trains arrive from?” as if trying to orient themselves and understand their experiences. “It feels so different because there is no mayhem. When we arrived, there was the loud screaming of the guards, the sky was ashen, the stench unbelievable and no one knew what was happening.”

They searched to find the barracks where they spent those wretched days or months during the war. One survivor asked “How could this be it? How could we have fit six people in this space? It seems so small.” She continued, “You can’t imagine what this was like, because I lived through it and even I can’t believe it.”

We walked toward the bombed-out remains of one of the gas chambers. It is preserved in its state of rubble. In the waning minutes of daylight we lit candles to commemorate. One of the survivors gently lowered the metal chain meant to keep the visitors back from the rubble and stepped forward so she could place her candle directly on the steps where her family was led to their death. She is not a visitor.

Here, perhaps symbolically, as the group organized for kaddish, one of the survivors passed the siddur to a member of the second generation. “This time you say it,” the survivor urged.

It was dark by the time we left and we traveled back in near silence. I turned to a survivor, sitting next to me and asked how she was feeling. She responded with a slight smile, “I fulfilled my purpose, I finally got to say goodbye to my family… they were all lost,” she cried. “I said goodbye, I lit a candle and I said kaddish. Now I never need to go back again.”

This journey left an indelible imprint on the crevices of my soul. Alongside the deep suffering is bravery and courage, memory and eternality, hope and continuity. Over and over the survivors made their message clear, “Tell our story,” “Don’t let people forget what happened,” and just as important, “Don’t forget to go on living” and “Keep the Jewish people’s story and traditions alive.”

The writer is the assistant-director of Capital Gifts and Special Initiatives at UJA-Federation of New York. In that capacity she coleads the Community Initiative for Holocaust Survivors through which UJA helps meet the needs of vulnerable Holocaust survivors in New York, Israel and around the world.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com