Archive | May 2020

W Izraelu rozpoczął się proces korupcyjny premiera Beniamina Netanjahu

W Izraelu rozpoczął się proces korupcyjny premiera Beniamina Netanjahu

Robert Stefanicki


Rozpoczął się proces korupcyjny Benjamina Netanjahu. Na zdjęciu premier w otoczeniu swoich ochroniarzy przed sądem w Jerozolimie, 24 maja 2020 r. (Fot. Ronan Zvulun / AP)

Najdłużej urzędujący szef rządu Izraela pojawił się w niedzielę w sądzie w Jerozolimie, by wysłuchać zarzutów korupcji, oszustwa i nadużycia zaufania publicznego. Netanjahu przekonuje, że to lewacki spisek.

– Stoję tu jako wasz premier, z wyprostowanymi plecami i podniesioną głową – mówił do kamer i 250-osobowej grupy zwolenników zgromadzonych przed sądem. – Kiedy opinia publiczna pozna całą prawdę, sprawy przeciwko mnie upadną.

To pierwszy przypadek w historii Izraela, by przed sądem w roli oskarżonego stawał urzędujący premier.

Kilku przywódców państwa zostało tam skazanych na więzienie, ale wcześniej ustępowali z urzędu. Netanjahu odmówił, a sąd uznał, że nie jest do tego zobowiązany.

Netanjahu mówi o spisku

Do żadnych nieprawidłowości się nie przyznaje. Powtarza, że zarzuty są „śmieszne” i „naciągane”, że proces ma na celu obalenie go i odebranie władzy prawicy. Że jest ofiarą „polowania na czarownice”.

– Policjanci i prokuratorzy zmówili się z lewicowymi dziennikarzami, aby sfabrykować te absurdalne, dziwaczne sprawy przeciwko mnie – mówił w niedzielę.

Wymienił z nazwiska trzech czołowych spiskowców: prokuratora generalnego Awichaja Mendelblita, byłego szefa policji Roniego Alszejha i dziennikarza telewizyjnego Rawiwa Druckera.

Przeciwnicy premiera Benjamina Netanjahu protestują przed jego rezydencją w Jerozolimie, 24 maja 2020 r Fot. Ariel Schalit / AP Photo

Proces w dobie koronawirusa

Niedzielne wezwanie do sądu miało na celu wyłącznie przedstawienie zarzutów. Netanjahu odpowiedział, że je rozumie, to samo zrobiło troje współoskarżonych: prezes firmy telekomunikacyjnej Szaul Elowicz, jego żona Iris oraz wydawca gazety „Jediot Achronot” Arnon Moses.

Podczas 45-minutowego przesłuchania premiera zebrani przed sądem jego zwolennicy skandowali hasła przez megafony. W tym czasie przed rezydencją Netanjahu protestowali przeciwnicy.

Z uwagi na zagrożenie koronawirusem liczbę osób na sali sądowej ograniczono. Dziennikarze mogli obserwować transmisję przesłuchania na ekranie. Wbrew życzeniu Netanjahu proces nie będzie transmitowany na żywo w telewizji.

Prowadzący sprawę prokurator Mendelblit dostał ochronę. Zapewnił: „Ta sprawa będzie prowadzona tak jak każda inna – profesjonalnie i tylko na sali sądowej… Nie ulękniemy się, nawet w obliczu próby bezpodstawnego przypisywania wymiarowi sprawiedliwości złowrogich motywów”.

Od wyroku dzielą nas lata

Proces miał się zacząć w marcu – został odroczony z powodu epidemii koronawirusa. To pozwoliło Netanjahu stworzyć większościowy rząd z poparciem swojego do niedawna zaciekłego rywala Benny’ego Ganca. Zgodnie z umową koalicyjną przez pierwsze półtora roku premierem będzie Netanjahu, potem ma ustąpić na rzecz Ganca.

Proces się do tego czasu nie zakończy. Prawnicy Netanjahu zażądali „miesięcy” na zapoznanie się z aktami. Najbliższą rozprawę zaplanowano na lipiec, zeznań świadków w tym roku raczej się nie doczekamy.

Przeciwko premierowi zgodziło się zeznawać trzech jego byłych bliskich współpracowników – w zamian za uniknięcie oskarżenia.

Od wyroku dzielą nas lata. Jeśli Netanjahu zostanie uznany za winnego, odwoła się do sądu najwyższego. Dopiero gdy przegra w apelacji, będzie musiał opuścić urząd – przynajmniej w zgodzie z obecnie obowiązującym prawem. W razie przegranej grozi mu kilka lat za kratami.

Teczka 1000, 2000 i 4000

Netanjahu jest oskarżony w związku z trzema aferami, potocznie zwanymi teczkami 1000, 2000 i 4000.

Najpoważniejsza z nich, teczka 4000, dotyczy forsowania przepisów prawnych korzystnych dla właściciela koncernu telekomunikacyjnego Bezeq, Szaula Elowicza, w zamian za kreowanie pozytywnego wizerunku premiera i jego żony w należącym doń portalu informacyjnym Walla. Przez prawie pięć lat Elowicz spełniał życzenia Beniamina i Sary Netanjahu dotyczące publikowanych komentarzy i zdjęć, a nawet polityki kadrowej w swoim medium.

Zarzuty z teczki 1000 dotyczą przyjmowanych przez lata prezentów – głównie drogich cygar i szampana – od hollywoodzkiego producenta filmowego Arnona Milchana oraz australijskiego miliardera Jamesa Packera. Według prokuratury Netanjahu wykorzystywał swoje kontakty w USA i Izraelu, lobbując w interesie obu biznesmenów.

Ostatnia teczka – 2000 – mówi o próbie wymuszenia przez premiera na czołowej izraelskiej gazecie „Jediot Achronot” korzystnej dla siebie polityki redakcyjnej w zamian za obietnicę utrącenia konkurencji ze strony darmowego dziennika „Izrael Hajom”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Legacy of San Remo and Balfour

The Legacy of San Remo and Balfour

Dore Gold / JNS.org


The late Lord Arthur Balfour. Photo: Wikimedia Commons.

In April 2020, the Jewish people are commemorating the 100th anniversary of the San Remo Conference, convened in Italy from April 19 until April 26, 1920 in the aftermath of World War I. British prime minister Lloyd George and his minister of foreign affairs, Lord Curzon, attended along with the prime ministers of France and Italy.

Representatives of Belgium, Greece, and Japan also took part. They constituted what was called the Supreme Council of the Principal Allied and Associated Powers. Most people have heard of the other great postwar conferences, like the Paris Peace Conference or the Geneva Conferences at the end of World War II, but San Remo has not been on many people’s radar screens, despite the fact that it created the geographic basis of the modern Middle East for most of the 20th century.

San Remo dealt with the disposition of territories that until 1920 were a part of the Ottoman Empire, which had been defeated in the war. Formally, the Ottomans renounced their claim to sovereignty over these lands, sometimes called Arab Asia, in the Treaty of Sèvres, which was signed the same year as San Remo, on August 10, 1920. It was at Sèvres that a draft peace agreement between the allies and the Ottoman Empire was worked out.

What these postwar treaties enabled was the emergence of the system of Arab states on the one hand, and the emergence of a “national home for the Jewish people” on the other. The Balfour Declaration of 1917 was in essence a declaration of British policy, but San Remo converted the Balfour Declaration into a binding international treaty, setting the stage for the League of Nations Mandate, which was approved in 1922. It has been noted that at San Remo, Jewish historic rights became Jewish legal rights.

Were these legal rights of the Jewish people superseded in subsequent years?

At the time the UN Charter was drafted in 1945, officials were cognizant that this argument might be raised. Therefore, they incorporated Article 80 into the Charter, which stated specifically that “nothing in this chapter shall be construed in or of itself to alter in any manner the rights whatsoever of any states or any peoples or the terms of existing international instruments to which Members of the United Nations may respectively be parties.”

Thus, the foundations of Jewish legal rights established through San Remo were preserved for the future.


Dore Gold is the President of the Jerusalem Center for Public Affairs. A version of this article was first published by the Jerusalem Center for Public Affairs.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran calls for Israel’s annihilation; Islamic Jihad for Jerusalem – TV7 Israel News

Iran calls for Israel’s annihilation; Islamic Jihad for Jerusalem – TV7 Israel News

  TV7 Israel News


1) Iran’s Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei called on the Muslim world to united for the purpose of annihilating the Jewish State.

2) Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu voices claims of a deep state conspiracy which has been relentlessly seeking to shift the power-balance within the Jewish State; as the Israeli leader’s trial over charges of fraud, bribery and breach of trust commences.

3) France reveals an anticipated European response to Israel’s probable move to assert its sovereignty over parts of the West Bank.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Odpowiedziałem, że jak esesman na urlopie

Marcin Kącki: Siedzieliśmy w jacuzzi, Marcin zapytał, jak się czuję. Odpowiedziałem, że jak esesman na urlopie

Ewa Jankowska


– Oświęcim to symbol naszej trudnej historii, tego jak bardzo nie wyleczyliśmy się z narodowych kompleksów, jak bardzo nie potrafimy pójść do przodu i normalnie żyć – mówi Marcin Kącki, autor książki “Oświęcim. Czarna zima”.

Rozmawiam z Marcinem Kąckim w aplikacji Zoom, na ścianie w jego mieszkaniu dostrzegam fragment obrazu z napisem “Żydy”.

To pamiątka z Oświęcimia?

Nie, z Białegostoku.
Marcin podnosi ekran laptopa, obraz przedstawia świętą Maryję, Józefa i Jezusa.

Obraz ma świetną historię. Namalował go Stasiu Żywolewski, prymitywista, z wykształcenia rzeźnik. Pokazał go kilka lat temu na wystawie w Hajnówce. Jakieś małżeństwo, które przyszło na wystawę, powiedziało mu, że obraz obraża ich uczucia religijne, więc kazano mu go zabrać. Potem obraz ponoć wykupił jakiś ksiądz i zamknął pod kluczem, a Stasiu namalował wersję z blond włosami i niebieskimi oczami i dał mi ją w prezencie. Wiedząc, że będę się nim przechwalał przed “prawdziwymi Polakami”, napisał z tyłu, że obraz nie ma nic wspólnego z polskim antysemityzmem.

Mam sporo pamiątek po moich książkach, ale przede wszystkim mnóstwo wspomnień, także towarzyskich.

Z Oświęcimia przywiozłem magnes na lodówkę z napisem “Welcome to Oświęcim”. Kupiłem go w jakimś sklepiku w mieście. A na terenie Muzeum można kupić różne inne pamiątki: książki, koszulki albo zamówić w restauracji w Muzeum pierogi – niestety, najgorsze, jakie jadłem i piekielnie drogie.

Sklep z pamiątkami nieopodal Muzeum Auschwitz-Birkenau (fot: Marcin Kącki)

Ale nikt tam nie przyjeżdża na pierogi. Turyści chcą zobaczyć miejsce, które stało się światowym symbolem Zagłady. W kategoriach turystycznych to, niestety, pewna marka ludzkiego okrucieństwa.

Żadnej marki nie ma miasto Oświęcim, które żyje w cieniu obozu.

Z tych dwóch milionów turystów do miasta zjeżdża zaledwie kilka tysięcy. U większości zwiedzanie powoduje odruch ucieczki, skala okrucieństwa jest tak duża, że ludziom mija ochota na to, żeby potem iść do miasta na obiad, piwo, zostać tam na noc.

Problem w tym, że wielu nie wie, że jest taka możliwość.

Przeciętny turysta wsiada do autokaru w Krakowie, wysiada przy obozie, gdzie spędza kilka godzin i wraca do Krakowa. Nie ma pojęcia, że kilkaset metrów dalej jest 800-letnie miasto, w którym do dziś istnieją dawne zakłady hitlerowskie, że w XIX wieku miasto było centrum przemytniczym ludzi, że w latach 80. XX wieku był tu pogrom Romów – a wydawałoby się, że to ostatnie miejsce, gdzie mogłoby dojść do takich zachowań. Że jest tu przepiękny rynek, fantastyczne Centrum Żydowskie prowadzone przez miejscowych i fundatorów z USA. Jest nawet hotel Hilton, o którego powstanie walczył architekt Marcin Susuł, człowiek niesamowicie zdeterminowany, który głęboko wierzy, że miasto ma duży potencjał.

Wiele osób nie wiem, że Oświęcim to 800-letnie miasto, dawny sztetl (fot: Jakub Porzycki/ Agencja Gazeta)

Wiedziała pani, że Oświęcim to w połowie miasto żydowskie, które kiedyś nazywało się Oszpicin?

Nie. Długo myślałam, że w Oświęcimiu nie ma nic poza obozem.

Ja też o tym nie wiedziałem. Pierwszy raz w Oświęcimiu byłem jako dzieciak, w ramach szkolnej wycieczki, ale niewiele z niej pamiętam, tyle że było szaro i brzydko. Drugi raz, żeby promować moją książkę “Białystok”. Szedłem pięknie ukwieconym rynkiem, bulwarami nad rzeką Sołą i łapałem się za głowę. Jak to możliwe, że ja nic o tym mieście nie wiem? Jak kolejnego dnia poszedłem na spotkanie do wydawnictwa Znak w Krakowie, to powiedziałem: Nie mam pojęcia, jaki macie pomysł na kolejną książkę, ale ja mam lepszy – Oświęcim. Po krótkiej dyskusji z Ewką Bolińską ze Znaku uznaliśmy, że to rzeczywiście dziwne, że nikt nie podjął się próby głębszego opisania miasta. Nawet krakowianie niewiele o nim wiedzą, mimo że mieszkają 40 kilometrów dalej.

Miasto chciałoby się promować, ale na każdym kroku napotyka jakąś przeszkodę.

Rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Oświęcimiu chciał umieścić informację o mieście w gazetkach rozdawanych pasażerom w samolotach tanich linii lotniczych. Ale zaprotestowała jedna z organizacji żydowskich, bo jej zdaniem trudno pogodzić miejsce kaźni z rozrywką. Albo zgłosił się do miasta producent zapałek, żeby Oświęcim się na nich reklamował. Jakie hasło reklamowe można by wymyślić – “Oświęcim. Rozpalimy was”? Na cokolwiek byśmy nie wpadli, brzmiałoby to jak szyderstwo z Holokaustu. Niestety, Oświęcim wpisany jest w kontekst historyczny, jak pieczątka odbija najgorszą symbolikę, dlatego trudno znaleźć w takim przekazie balans między historią śmierci a potrzebą życia.

Droga do Brzezinki z reklamami lokalnych firm (fot: Marcin Kącki)

To powoduje, że wszędzie zderzamy się z ironią. Gdy z obozu idziemy ulicą Ostatni Etap, gdy mijamy tabliczkę “Zły pies” czy kiosk, na którym wisi ogłoszenie handlowe “Najlepsza chemia z Niemiec”.

Gdy siedzieliśmy z Marcinem Susułem, architektem, w jacuzzi na dachu hotelu Hilton, w pewnym momencie on – przekonany, że stawiając ten hotel, udało mu się odczarować Oświęcim – spytał mnie, jak się czuję. Trzymałem drinka w dłoni, zobaczyłem daleko w tle majaczące Muzeum i odpowiedziałem, że jak esesman na urlopie. I  zdałem sobie sprawę, że jest mi po prostu wstyd za to, że mam w głowie tylko jakiś prosty przekaz na poziomie kiczowatego memu. Że szukam ironii, tej tragicznej, że nie potrafię wyskoczyć z tego kodu. A potem zacząłem rozmawiać ze znajomymi z Polski i okazało się, że mają tak samo.

Czy to w ogóle możliwe, żeby z tego kodu wyskoczyć?

Muzeum zrobiło jakiś czas temu ukłon w stronę miasta i zmieniło nazwę z Muzeum Oświęcim-Brzezinka na Auschwitz-Birkenau, żeby oddzielić miasto od obozu. To było ważne, bo Oświęcim wiele omija, jakby rozdziały jego trwania zostały napisane podczas wojny i innych nie będzie.

Gdy grupa niemieckich przedsiębiorców chciała tam zainwestować w kotły energetyczne, ale gdy przyjechali na miejsce i zdali sobie sprawę, że Oświęcim to Auschwitz, od razu wycofali się z inwestycji, bo uznali, że to wizerunkowy samobój.

Most nad Sołą w Oświęcimiu (fot: Marcin Kącki)

To nie jedyny inwestor, który się z tego powodu wycofał.

Niestety miastu nie udawało się po wojnie wpaść na pomysł, co zrobić, by symbolicznie oddzielić się od muzeum, żeby Auschwitz nie było wrogiem dla Oświęcimia, a Oświęcim wrogiem dla Auschwitz. By miasto mogło się rozwijać na normalnych warunkach, by mieszkańcy mogli normalnie żyć, jednocześnie by uszanować miejsce pamięci.

Bo oprócz tego, że Oświęcim jest miejscem pamięci, jest po prostu zwykłym miastem.

rekomendował: Leon Rozenbaum

Gdzie żyją zwykli ludzie. Jedni znają lepiej historię miasta, inni gorzej, są nawet tacy, co nigdy w obozie nie byli. Ale to jak z Sopotem, gdzie pewnie są tacy, którzy nigdy nie kąpali się w morzu. Wszyscy ci ludzie mają problemy jak mieszkańcy innych miast – chcą oddychać świeżym powietrzem, zakładać rodzinę, główkują, jak przyciągnąć turystów i inwestorów do miasta, rozwijać własny biznes, zastanawiają się, dlaczego ceny idą w górę, dlaczego młodzi z miasta uciekają.

Coś jednak ich różni od mieszkańców innych miast.

Zwłaszcza tych, którzy mieszkają w muzeum – gdy zobaczyłem w oknie jednego z budynków poobozowych firanki i kwiaty, pomyślałem, że to jakiś dowcip. Potem okazało się, że na terenie obozu mieszka kilkadziesiąt osób. Część z nich niechętnie wychodzi do miasta, bo obóz jest całym ich życiem, niektórzy w obozie pracują.

Widok z okna jednej z mieszkanek muzeum Auschwitz-Birkenau na alejki muzeum (fot: Marcin Kącki)

czytaj dalej tu:


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Paying the Price for Abandoning Jewish Peoplehood

Paying the Price for Abandoning Jewish Peoplehood

CLIFFORD LIBRACH


The lesson in the Chabon Affair: Reform Judaism is all about sociology, not ideology

Michael Chabon attendsANDREW TOTH/GETTY IMAGES FOR THE NEW YORKER FESTIVAL

I have read with great interest Rabbi Ammi Hirsch’s thoughtful letter to HUC Interim President David Ellenson and Dean Joshua Holo regarding the now chatter-consequential address of Michael Chabon to the HUC-LA ordinees and degree recipients. Ammi referred to it as a “commencement speech”–a secular term I do not consider “religiously” descriptive. (Although references to HUC-JIR as one’s “alma mater” ring just as inauthentic and are still in routine usage. For a generation now, HUC has been internally granted the moniker “our yeshiva” on the one hand and–often from the same lips–hailed as “your alma mater.” This is notably symbolic. More below.)

Ammi raises some very important issues, and I think his crie de coeur Is shared privately by hundreds of Reform rabbis. That is because he is asking pointed questions and seeking definitive answers we all know very well do not exist.

There is no serious common ideology or “guiding principles” than bind a “movement” called “Reform Judaism.” It is, in Arnold Jacob Wolf’s famous truculent prose, “a pension plan in search of an ideology.”

My own belief is that the twin 20th century phenomena–the Shoah and the establishment of Medinat Yisrael–were body blows to universalist, progressive revelationist, unique-avoidance Classical Reform Judaism. These two near-simultaneous eruptions of the determinative persistence (on the one hand) and necessity (on the other) of unique and discrete Jewish identity left Reform in a Kafkaesque ideological trap. It has never been freed.

As I have sensed for many years, it is far more perceptive, realistic and definitive to see the phenomenon of Reform Judaism as one of sociology rather than ideology. As much as we all hate to admit it, American Jews (who, for whatever reason, seek synagogue affiliation) have apportioned placement on a “level of intensity” scale that traps Reform in (on a 10 point scale) the 1 – 3 range, Conservative in the 4 – 7 range and Orthodox in the 8 – 10 range. Yes, there is seepage. Yes, there are members of Conservative congregations who themselves are in the 1 – 3 range and some who pray in Orthodox congregations who might put themselves at 5 – 7 on such a sliding scale of intensity, but these observable exceptions are not enough to challenge the fundamental self-arrangement.Ammi wants to know “what beliefs . . . we uphold and seek to transmit to the next generation.”

First of all, bureaucracies like the URJ or HUC-JIR do not “believe” anything. As the Reform Movement is deliberately structured, it is the congregational arm (now the Union for Reform Judaism) which sets its standards, not the Movement seminary. The Conservative Movement is otherwise arranged (as all of this was once conceived), with JTS serving as the citadel of articulated standards and principles. And in any event, there is no ideological litmus test to obtain membership in any Reform synagogue. No one asks if you “believe in” God, or tikkun olam, or techiat ha-kol, or whether tachanun should be restored to the Reform Jewish liturgy. There are no litmus tests (other than that your initial check clears).

Second, we Reform Jews (since the 1930s, before which a serious if suicidal universalism – ethnically viscous and ideologically disciplined –prevailed) have surrendered ideology to a quest for affiliation, to service our now-collapsing dues-based business model. I find it fascinating that so many non-Jews (even believing and affirming Christians) find comfort and casual social affirmation in our “religious services.” That is because there is nothing there that delineates. There is nothing there that demarcates. There is nothing there that discriminates. There is nothing there to reject, because . . . well . . . there is nothing there.

What is the difference between “Reform Jews” and “Conservative Jews”? I certainly would not repair to religious ideology in order to answer this. Most Jews do not have a religious ideology. And I would not answer this by looking only at venues of affiliation. These can be governed by many random factors such as perceived pre-school quality, b’nai mitzvah date availability, location, etc. No, I would look to a much simpler and direct formula. There are only three questions.

1. Is the public observance of reasonably predictable standards of kashrut important to you?

2. Is it your taste and preference that the central religious motif (“services”) of the synagogue be one of presentation or experience? To put this another way: is the essential synagogue experience for you the performed singing of Sh’ma Yisrael or the private recitation of the Amidah?

3. Do you engage in any home-based Jewish observance other than a “Passover Seder”?

After 40 years in the vineyard, I am convinced that these arrangements are not that complicated. Our flocks are non-observant. They know little of Jewish history, less of Jewish religious behavior, almost none have any comfort with Hebrew, and they are not “keeping a Jewish home” – which is to say they do not light Shabbat candles or welcome Shabbat or Yom Tov with a family meal, their observance of Hanukkah for a few years is a brief Christmas-driven pediatric priority at best, the Passover Seder is a big meal with scant ritual, and such efforts as a sukkah, or Shabbat/Yom Tov recognition are all alien. And a mitzvah-system of interlocking obligations to the God of Israel to whom am yisrael is bound (the essential starting point of Judaism) has simply evaporated for the overwhelming percentage of our people.

Conservative Judaism has collapsed because the non-Orthodox numbers for whom my three questions are even cognizable have rapidly shrunk. And Reform Judaism is collapsing because . . . well, because we have learned that size doesn’t matter. We speak of synagogue membership as a phenomenon of our mailing list. American churches chuckle at such sleight-of-hand. How many do you see on a weekly basis? So big synagogues may mean lots of funerals and pastoral visits for their clergy, but little more than term funeral insurance for their membership. There is no ideology.

Accordingly, as we have all witnessed, support for modern Israel as the culmination of millennia of homeless alienation bound by an ideology of restoration has shriveled. Shriveled. Our people know precious little about Israel and care less and less and less. Some have actually embraced self-condemnation as they see Israel–yes, Israel!–as an embarrassing racist gush.

What changed? Where went Classical Reform Judaism and its hyper-extension of universalist values? Well, what changed was the collapse of cultural anti-Semitism. Sixty years ago Jews could be ignorant of their tradition, resistant to religious norms, and anxious to end all cultural barriers to acceptance (such as membership in exclusive clubs). But they remained Jews because mixed marriage was a shanda among the goyim!

Now the barriers are gone. Once exclusive country clubs have Jewish Presidents, classic university fraternities and sororities are integrated, quotas (for Jews) are history, and our political elite (along with everybody else) have assimilated Jews into their familial mainstream (see Kennedy, Clinton, Trump, Biden, Gore, Kerry) without a whimper. We have been hugged to death.

So Rabbi Hirsch wants somebody to “remind the Jewish world what Reform Judaism believes.” There ain’t no ideology, Ammi. As you survey your minyan surely you will privately confess the same. And what do we face now?

I call it Jewish global warming. Only Orthodox Judaism in the diaspora, especially its so-called modern variety, and little Israel, where the near-universal embrace of the Shabbat dinner reminds all of the power of simple religious norms to give integrity to a culture – only they will survive the rapidly melting glaciers of oceanic assimilation.

recomended by: Leon Rozenbaum
You could cry. Ammi speaks of “the current atmosphere of extreme vilification of Israel . . . [and] the massive unsustainable abandoning of Judaism, that is affecting our movement more than the Conservative and Orthodox movements.” Welcome to the Pyrrhic victory of the great classical Reform ideology.

Yes. Chabon (like most American Jews today) “understands Judaism as a ghetto.” He abhors “enclaves.” Endogamy is a “ghetto of two.” Our hitherto flocks, nurtured on universalist values and called to disdain Jewish particularism, have called our bluff.

Stephen Samuel Wise figured out that his Sunday morning sermons in Carnegie Hall brought him fame and finessed oratorical skill, but brought serious Shabbat-based and am yisrael chai-based Judaism scorn and ridicule for its ever-inward tendencies. Yes, Ammi, “the abandonment of Jewish peoplehood” was indeed the “fatal marginalization of Reform Judaism.” It was fatal. We are presiding over a funeral.

See the truth. See it and weep.

Weep. Except for the triumph of Medinat Yisrael. A rose among the thorns: The greatest expression of national liberation in human history. Evidence of miracles–the greatest to befall us since the Exodus from Egypt. Little Israel, now positioned to protect itself and its borders and be a beacon of righteousness and virtue on the world stage. Not perfect, but not (in a mere 70 years) pathetic in the least. For this, we can also weep tears of joy, of honor, of fulfillment, of confirmation. No funeral this, but a whole new life, just beginning. Nefesh Yehudi–behold it, in all its splendor.

Af al pi chen, am yisrael chai.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com