
Eskalacja dyplomacji w czasach zarazy
Andrzej Koraszewski
Lato w Polsce, czyli w Pcimiu, Dobrzyniu lub innej Warszawie. Świat w zasięgu ręki. Satelity, światłowody, ciągły strumień pseudoinformacji, pędzącej z szybkością światła. Co wybrać, co odsiać, co sądzić i jakie znaczenie ma to moje sądzenie?
Krwawa wojna w Ukrainie, dziwna wojna w cieśninie, a wybory tuż-tuż. Dla tyrana wybory to sprawa bez znaczenia, teatr nadzorowany przez reżysera. Dla demokraty sprawa gardłowa. W demokracji trzeba wszystko wyborom podporządkować.
Czytam, że strach Zachodu przed eskalacją tylko podsyca agresję tyranów. To prawda, ale natychmiast pojawia się pytanie, co to takiego ten Zachód? Pisze zawodowy izraelski analityk David Rebel, że „od Ukrainy po Iran – powtarzająca się powściągliwość Zachodu nauczyła agresorów, że mogą kontynuować swoje działania, nie płacąc za nie odstraszającej ceny”.
Dlaczego Ukraina i Iran? Czy jest możliwe, że to, co dzieje się teraz w Afryce, ma równie ważne znaczenie dla „Zachodu”? Chiny, Rosja, Iran – niektórzy uważają te trzy kraje za dzisiejsze państwa osi, ale aliantów brak. „Zachód” jest terminem płynnym. Kojarzy się z demokracją, a demokracja jednym kojarzy się z wolnością, innym z rozwojem gospodarczym, a jeszcze innym z nieustannym cwaniactwem.
Chwilami odnosi się wrażenie, że Ameryka ma dość występowania w obronie europejskiej wolności. Ukraina to problem europejski. Zachodnia Europa to kolebka tego, co z jakiegoś powodu nazywamy „Zachodem”, a w tej kolebce coraz częściej na ulicach wielkich miast słyszymy mrożący krew w żyłach okrzyk „Allahu akbar”.
Tymczasem w Polsce, na rubieżach Europy Zachodniej, lawinowo rosną nastroje antyukraińskie. Świadomie i po mistrzowsku podsycane przez Rosję, trafiają na podatny grunt debilnego nacjonalizmu prawicy z różnych konfederacji i lewicy różnych Millerów, Czarzastych i Zandbergów.
W Europie byliśmy najbardziej zdecydowanym sojusznikiem Ukrainy. Czy to już czas przeszły, czy tylko coraz dalej idąca próba osłabienia tego sojuszu?
David Rebel pisze: „Rosja i Iran to bardzo różne reżimy, prowadzące bardzo różne wojny, a jednak oba wyciągnęły tę samą lekcję: Zachód może być silniejszy, ale siła niewiele znaczy, gdy przeciwnicy są przekonani, że boisz się jej użyć”.
Izraelski analityk cicho przypomina, że rosyjska agresja nie zaczęła się w lutym 2022 roku. Po rozpadzie ZSRR rosyjska armia uderzała w wielu miejscach, groziła jeszcze częściej, wojna z Gruzją jest dziś właściwie zapomniana, zajęcie Krymu w 2014 roku spowodowało krótką eskalację dyplomacji w postaci skrzywionych min, którym towarzyszyły liczne głosy „Zachodu”, że właściwie nic się nie stało, a Putin mógł mieć swoje powody. Zachód ma wiele głów i mówi wieloma językami.
David Rebel przypomina, że Rosja, w odróżnieniu od nazistowskich Niemiec, nigdy nie została rozliczona ani ze zbrodni wobec innych narodów, ani ze zbrodni wobec własnego społeczeństwa.
„Współczesna Rosja nie jest Związkiem Radzieckim, a Władimir Putin nie jest komunistą. Moskwa odziedziczyła jednak część radzieckiego aparatu bezpieczeństwa, imperialnego światopoglądu i kultury politycznej. Choć ideologia Rosji się zmieniła, wiele radzieckich metod przetrwało.”
Przez pewien czas mogło się wydawać, że kto jak kto, ale polska klasa polityczna doskonale rozumie, iż połknięcie Ukrainy przez Rosję może być tylko początkiem imperialnych planów Putina. Frontalny atak na Ukrainę był testem, jak mało znaczą gwarancje „Zachodu” udzielone Ukrainie z okazji namawiania jej do rezygnacji z broni atomowej.
W trwającej ponad cztery lata wojnie Ukraina jest stale wykrwawiającym się państwem buforowym między Rosją a Zachodem. Radykalny wzrost pomocy militarnej i gospodarczej dla Ukrainy mógłby przybliżyć moment, w którym rosyjski dyktator musiałby zacząć zastanawiać się, jak się z tej awantury wycofać. Dyktator nie jest jednak ani głupi, ani osamotniony.
Na zupełnie innym planie prowadzi wojnę kognitywną, której celem jest ustawiczna destabilizacja zachodnich społeczeństw, wzmacnianie antyamerykańskich nastrojów w Europie, podsycanie amerykańskiej irytacji na Europę, walka z rzekomym zachodnim imperializmem i rasizmem i, oczywiście, antysyjonizm jako niezawodny środek na wzmocnienie kretynizmu, czyli stara gra lewicy, która nie umiała wyprodukować porządnych grabi, ale osiągnęła mistrzostwo na polu propagandy.
W ramach dyplomacji NATO zapewnia dyktatora, że Ukraina nigdy nie zostanie jego członkiem, Unia Europejska zapewnia, że właściwie uznaje prawo Ukrainy do obrony swoich granic, a nawet dostarcza trochę broni, ale drugiego sortu i z zastrzeżeniem, żeby jej przypadkiem nie używać do atakowania rosyjskiej armii na rosyjskiej ziemi.
Putin patrzy na giełdy, dostaje przeglądy zachodniej prasy, często rozmawia z prezydentem Chin. Czy mówią sobie szczerze, co myślą o Republice Islamskiej? Wątpię. Prawdopodobnie o niczym nie mówią szczerze, ale niektóre zdania mogą być zbliżone do szczerości i odrobinę różnić się od oficjalnych oświadczeń. Na tym polu mamy jednak tylko domysły. Wnioskujemy z fusów, jakimi są działania na forum ONZ. Troska o przetrwanie Islamskiej Republiki Iranu jest chwilowo ważna dla jednego i drugiego.
Walka o cieśninę Ormuz jest dla Putina żyłą złota w czasie teraźniejszym (Rosja jest jednym z nielicznych krajów mających pozytywny bilans w handlu z Chinami), na nieco dłuższą metę daje nadzieję, że za dwa lata rządy w USA przejmą demokraci, a w dalszej perspektywie, że islam skutecznie zdestabilizuje Zachód. Chwilowo kontrolowane podtrzymywanie konfliktu zarówno w cieśninie Ormuz, jak i na Morzu Czerwonym trzęsie rynkami energii, a to wpływa na eskalację dyplomacji i pustych słów, które kwitowane są złośliwymi uśmiechami w Moskwie i w Pekinie.
Czytałem niedawno futurologiczny esej, w którym Europa Zachodnia pojawia się jako emirat.
Obecnie Islamska Republika Iranu jest w sojuszu z niewiernymi w Chinach, z niewiernymi w Rosji i z niewiernymi w Korei Północnej. Oczywiście gardzi nimi i jej przywódcy prawdziwie wierzą, że z boską pomocą islam podbije świat. Były komunistyczny aparatczyk Putin chodzi do cerkwi, nie wiemy, czy modli się o odzyskanie przez Rosję rangi drugiego mocarstwa świata, ale zapewne jest świadomy, że to jego marzenie jest związane z generalną zmianą układu sił, w którym tym pierwszym mocarstwem byłyby Chiny. Trudno uniknąć myśli o krótkotrwałym, ale intensywnym sojuszu Stalina z Hitlerem, kiedy Rosja miała pozytywny bilans handlowy z Niemcami, gdyż zaopatrywała niemiecką armię i niemiecki przemysł w energię.
Tymczasem chińscy ateiści ćwiczą masową reedukację muzułmanów na skromną lokalną skalę. Wyobrażanie sobie świata za sto lat wydaje mi się stratą czasu. Obserwacja tego, co się dzieje w czasie teraźniejszym, skłania do obaw, że im więcej wkładamy w to pracy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z ogromu tego, co jest przed naszym wzrokiem ukryte. A jednak ta eskalacja dyplomacji skłania do ponurego wniosku, że państwa osi zyskują coraz większą przewagę.
Szukając odpoczynku, czytałem opowieść o Miguelu de Cervantesie, który przez pięć lat był niewolnikiem w Algierii. Kiedy w wieku 33 lat dostał się w łapy muzułmańskich rozbójników, nie był ani sławny, ani nie pochodził z bogatej rodziny, więc długo czekał na wykupienie.
Moją uwagę zwrócił przytoczony przez autora eseju cytat z Don Kichota:
„Wolność, Sancho, jest jednym z najcenniejszych darów, jakimi Niebo obdarzyło człowieka; nie dorównują jej żadne skarby, które kryje ziemia ani skrywa morze; dla wolności, podobnie jak dla honoru, można i należy ryzykować życie; niewola zaś jest największym złem, jakie może spotkać człowieka.”
Ciekawe, że tym razem odebrałem go inaczej niż ponad 70 lat temu, kiedy pierwszy raz czytałem tę zdumiewającą książkę.
Mam wrażenie, że żyjemy w czasach zarazy, zwanej ucieczką od wolności.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com