Archive | 2026/08/14

Hamas: Rozbroimy się, jeśli Izrael zaprzestanie ataków. Netanjahu: Nie ma mowy

Izraelscy żołnierze. (Fot. REUTERS/Mussa Qawasma)


Hamas: Rozbroimy się, jeśli Izrael zaprzestanie ataków. Netanjahu: Nie ma mowy

Robert Stefanicki


Premier Izraela odrzucił plan Rady Pokoju Donalda Trumpa, przewidujący połączenie rozbrojenia Hamasu z wycofywaniem wojsk izraelskich ze Strefy Gazy.

.

Netanjahu na niedzielnym posiedzeniu gabinetu powiedział, że Izrael odrzuca ten dokument.

Izrael: Nie interesuje nas fikcyjne rozbrojenie Hamasu

Porozumienie o zawieszeniu broni, jakie weszło w życie jesienią zeszłego roku, utknęło na pierwszym etapie: wymieniono więźniów i ciała zabitych zakładników. Drugi etap przewidywał wycofywanie się Izraela ze Strefy Gazy i rozbrojenie Hamasu – lecz kością niezgody było to, co ma nastąpić najpierw.

W międzyczasie doszło do podziału Strefy Gazy na część kontrolowaną przez Izrael – to już 60 proc. terytorium enklawy – i pozostałą część w dalszym ciągu kontrolowaną przez Hamas.

Jednocześnie Izrael dokonuje codziennych ataków na Strefę Gazy. Choć ich skala jest znacznie mniejsza od tego, co działo się przed zawieszeniem broni, to i tak przez ostatnie 10 miesięcy zginęło 1257 Palestyńczyków z Gazy, a 4131 zostało rannych. Według palestyńskiego ministerstwa zdrowia w większości są to kobiety i dzieci.

Zgoda Hamasu na rozbrojenie mogła wydawać się przełomem. Donald Trump ogłosił, że jest to „monumentalny krok w kierunku trwałego pokoju i bezpieczeństwa”.

Hamas stwierdził jednak, że przekazanie ciężkiej broni jest uzależnione od zakończenia przez Izrael „wszelkich form agresji” i wycofania swoich sił ze Strefy Gazy. 15-punktowy plan Rady Pokoju – ciała powołanego w ramach rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ do nadzorowania planu Trumpa – zakładał, że Izrael rozpocznie wycofywanie sił zbrojnych równolegle z rozbrojeniem Hamasu. 

Tymczasem na niedzielnym posiedzeniu rządu Netanjahu stwierdził, że Hamas musi się rozbroić, zanim Izrael się wycofa. Dodał, że nie może to być jakieś „fikcyjne rozbrojenie”. Netanjahu stwierdził ponadto, że izraelskie wojsko „nie przeprowadzi żadnego wycofania, dopóki Hamas nie zostanie rzeczywiście rozbrojony i będzie nadal udaremniać zagrożenia dla naszych sił zbrojnych i naszych obywateli”.

Eksperci: Hamas spodziewał się takiej reakcji Netanjahu

Było to oczekiwane. Od razu po ogłoszeniu planu, izraelscy urzędnicy anonimowo przekazywali, że żądają „całkowitej demilitaryzacji Strefy Gazy, jako warunku wstępnego każdego procesu”.

Zgodnie z planem Rady Pokoju, broń oddana przez Hamas miałaby być przechowywana przez Narodowy Komitet Administracji Strefy Gazy, czyli złożone z palestyńskich technokratów ciało, które ma przejąć zarządzanie enklawą zarówno od Izraela, jak i od Hamasu. Jednak Izrael nie wpuszcza jego członków do Strefy Gazy i są oni zmuszeni działać z Kairu. Także z tego powodu rozbrojenie Hamasu jest nierealne. Ponadto Izrael domaga się całkowitego „zniszczenia” broni, a nie tylko złożenia do magazynu.

– Oni mają pomysły. Niektóre z nich są dla nas do przyjęcia, a niektóre nie. My umiemy bronić swojego stanowiska w tych sprawach – powiedział.

O ile rozmaici dyplomaci, przynajmniej retorycznie, wzięli ustępstwo Hamasu za dobrą monetę i zwiększenie szansy na pokój, to wielu analityków jest zdania, iż było to tylko zagranie wizerunkowe, bo Hamas dobrze wiedział, że Netanjahu powie „nie”.

Skrajna prawica w Izraelu: Wojnę w Strefie Gazy trzeba wznowić

Na kilkanaście tygodni przed wyborami w Izraelu mało prawdopodobne jest, aby Netanjahu chciał wykonać jakikolwiek ruch, który mógłby zostać odczytany jako ustępstwo wobec Hamasu. Dwuletnia wojna, wywołana brutalną napaścią hamasowców na południowy Izrael, miała przecież doprowadzić do całkowitego zniszczenia tej organizacji.

Mniej chodzi nawet o to, że Netanjahu obawia się wyjść na nieudolnego w oczach wyborców. Groźniejszy jest dlań gniew jego skrajnie prawicowych koalicjantów, od których zależy istnienie jego rządu w obecnej kadencji, a może zależeć też w przyszłej.

Jak poinformował „Israel Hayom”, czwórka ministrów – prawicowi ekstremiści Becalel Smotricz i Orit Strock oraz reprezentujący konserwatywny mainstream Ze’ev Elkin i Awi Diczter – wezwali podczas posiedzenia gabinetu do wznowienia ofensywy wojskowej w Strefie Gazy.

Zaś minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir powiedział w piątek, że umowa przygotowana przez Radę Pokoju pozwoli „Hamasowi zorganizować kolejną masakrę” i jest „nie do przyjęcia dla Izraela”.

„Celowane zabójstwa w Strefie Gazy muszą być kontynuowane, musi nastąpić zachęcanie [Palestyńczyków] do emigracji, Izrael musi wygrać” – napisał Ben Gwir w poście na X.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Moderate Hawaii Rep. Easily Defeats Anti-Israel Challenger


Moderate Hawaii Rep. Easily Defeats Anti-Israel Challenger

Corey Walker


FILE PHOTO: Rep. Ed Case (D-HI) asks a question as U.S. Attorney General William Barr testifies on the Justice Department’s budget proposal before a House Appropriations Subcommittee hearing on Capitol Hill in Washington, U.S., April 9, 2019. REUTERS/Aaron P. Bernstein/File Photo

Rep. Ed Case (D-HI), a longtime pro-Israel Democrat, defeated a more progressive and younger challenger in Hawaii’s Democratic congressional primary, delivering another setback to efforts by the party’s left wing to unseat established Democrats over their positions on Israel.

Case defeated state Sen. Jarrett Keohokalole by a wide margin, winning roughly 60 percent of the vote to Keohokalole’s mid-30s. The result came as Democrats continue to grapple with an increasingly contentious debate over U.S. support for Israel and the future of American policy toward the Jewish state.

Keohokalole, who mounted his challenge from the party’s progressive flank, had called for reducing U.S. military assistance to Israel. His campaign sought to capitalize on growing criticism of Israel among some Democratic voters, particularly over the war against Hamas in Gaza.

“I don’t think we should give any more money for Israel to wage war,” Keohokalole said.

Keohokalole also took aim at Case for not more stridently opposing US involvement in the war with Iran. His campaign page says the he envisioned his foreign policy approach in Congress as “reimagining the United States’ role on the world stage as a global peace leader by working to end unnecessary and costly conflicts, including opposing escalation toward war with Iran, and strengthening congressional oversight over military action and executive war powers.”

He has also stated that he would have voted in favor of the amendment to the 2027 State Department appropriations bill, which would have effectively stripped over $3 billion in aid from Israel. The amendment, introduced by Rep. Thomas Massie (R-KY), failed by a vote of 314–104, with Democrats comprising 103 of the votes. The proposal would have barred any funding appropriated under the State Department spending bill from being “obligated or expended for Israel” and separately reduced the foreign-military-financing account by $3.3 billion—the amount allocated for Israel’s annual security assistance.

Case, by contrast, has maintained a substantially more supportive position toward Israel. He has consistently backed the U.S.-Israel alliance and U.S. security assistance to Israel, placing him among the more reliably pro-Israel Democrats in Congress. However, Case has issued criticism with the way that Israel has approached the ongoing war in Gaza, issuing criticism towards the humanitarian situation in Gaza and condemning Israeli leadership.

“I definitely did disagree with Israel’s response to the attack on Israel — the severity, the disproportionality, the incredible tragedy of so many civilian deaths,” Case said in an interview. “I am a straight-up opponent of the current leadership of Israel.”

The Hawaii contest underscores the difficulty progressive activists face when attempting to translate growing Democratic criticism of Israel into primary victories against established incumbents.

The result is particularly notable because Hawaii’s Democratic electorate is overwhelmingly blue, meaning the primary effectively determines the winner of the congressional seat. Despite the increasingly prominent role of the Israel debate within Democratic politics, voters rejected a challenger who sought to move the incumbent significantly to the left on the issue.

Case’s victory also comes amid a series of Democratic primaries that have produced mixed results for both sides of the party’s Israel debate.

In Michigan, progressive Democrat Abdul El-Sayed won the Democratic nomination for Senate, while state Rep. Donovan McKinney defeated incumbent Rep. Shri Thanedar in a House primary after campaigning on a more critical approach to U.S. support for Israel. Both victories demonstrated the continuing strength of the party’s anti-Israel and pro-Palestinian wing.

In New York City, anti-Israel insurgents state Assemblymember Claire Valdez, Darializa Avila Chevalier, and Comptroller Brad Lander, all defeated incumbents which were perceived as being more supportive of the Jewish state. In each of these races, whether the US should continue to send aid to Israel, and whether the Israel-Hamas war should be considered “genocide,” became major points of contention.

However, other contests have produced the opposite outcome. In Missouri, Wesley Bell defeated progressive incumbent Cori Bush in a Democratic primary, with Israel policy emerging as one of the major dividing lines in the race. Bell was supported by pro-Israel political groups such as AIPAC. Bush tried, but failed, to defeat Bell by tying his campaign to the pro-Israel lobbying group.

According to a July Associated Press-NORC Center for Public Affairs Research poll, 56 percent of Democrats say they sympathize more with the Palestinian people, while just 14 percent say they sympathize more with Israelis. Among Republicans, by contrast, 71 percent say they are more sympathetic to Israel, compared with just 7 percent who identify more closely with the Palestinians.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jedyne prawo człowieka, którego nikt nie domaga się dla Palestyńczyków


Jedyne prawo człowieka, którego nikt nie domaga się dla Palestyńczyków

Elder of Ziyon


Państwa arabskie go nie przyznają. Autonomia Palestyńska go nie definiuje. A organizacje praw człowieka, które w tym tygodniu domagają się jego poszanowania od Trumpa, ani razu nie domagały się go.

W czwartek prezydent Trump podpisał dwa kolejne rozporządzenia wykonawcze ograniczające prawo do obywatelstwa z tytułu urodzenia, a środowisko organizacji praw człowieka zareagowało oburzeniem. Amnesty International USA stwierdziła w lutym, że zniesienie obywatelstwa z tytułu urodzenia jest „zakorzenione w rasizmie i białej supremacji”. Human Rights Watch opublikowała szereg komunikatów prasowych krytykujących próby Trumpa zmierzające do zniesienia obywatelstwa z tytułu urodzenia dla dzieci nielegalnych imigrantów. ACLU wniosła pozew w ciągu kilku godzin od podpisania pierwszego rozporządzenia wykonawczego w styczniu 2025 roku i w czerwcu wygrała przed Sądem Najwyższym – w orzeczeniu 6 do 3 w sprawie Trump v. Barbara, które potwierdziło obowiązywanie Czternastej Poprawki. Demokratyczni senatorowie i znaczna część środowiska prawników zajmujących się prawem imigracyjnym uznali próbę odmówienia obywatelstwa dzieciom urodzonym w Ameryce za atak na fundamentalne prawo, a środowisko organizacji praw człowieka podzieliło tę ocenę.

Mają rację, że obywatelstwo z tytułu urodzenia jest uznawane za prawo fundamentalne. Jest ono zapisane nie tylko w Czternastej Poprawce, lecz także w Konwencji o ograniczaniu bezpaństwowości z 1961 roku, która zobowiązuje państwa do przyznania obywatelstwa dziecku urodzonemu na ich terytorium, jeśli w przeciwnym razie byłoby ono bezpaństwowcem, oraz w Konwencji o prawach dziecka, ratyfikowanej przez każde państwo arabskie, Państwo Palestyna oraz wszystkie pozostałe kraje na Ziemi z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych.

To bardzo interesujące. Bo jeśli chodzi o Palestyńczyków, żadne państwo arabskie nie pozwala dzieciom urodzonym na swoim terytorium uzyskać obywatelstwa, chyba że jedno lub oboje ich rodziców już je posiada. A organizacje praw człowieka milczą na ten temat bardzo, bardzo wymownie.

Konwencja o prawach dziecka nie wymaga, aby każde państwo przyznawało obywatelstwo każdemu, kto urodzi się w jego granicach. Jeśli istnieje droga do uzyskania obywatelstwa, zazwyczaj z racji obywatelstwa rodziców, państwo nie ma obowiązku przyznawania dziecku własnego obywatelstwa. Artykuł 7 nakłada jednak szczególny obowiązek „w szczególności w przypadku, gdyby brak tych działań spowodował, iż dziecko zostałoby bezpaństwowcem”, co oznacza, że jeśli dziecko nie ma innej możliwości uzyskania obywatelstwa jakiegokolwiek państwa, powinno zostać obywatelem kraju, w którym się urodziło.

Dokładnie tak wygląda sytuacja Palestyńczyków: żadne państwo arabskie nie pozwala dziecku urodzonemu na swoim terytorium uzyskać obywatelstwa, chyba że jedno z rodziców już je posiada, a palestyński rodzic nie ma innego obywatelstwa, które mógłby przekazać dziecku, ponieważ żadne państwo – w tym to, które twierdzi, że reprezentuje Palestyńczyków – nigdy takiego obywatelstwa nie ustanowiło. Amnesty i Human Rights Watch, tak skore do ochrony prawa dzieci nielegalnych imigrantów do obywatelstwa Stanów Zjednoczonych, ani razu nie zażądały, by państwa arabskie respektowały to prawo w odniesieniu do palestyńskich dzieci.

Miliony Palestyńczyków urodziły się w Libanie, Syrii, Jordanii i Iraku na przestrzeni czterech pokoleń, a państwa, które ich przyjęły, nigdy nie zaoferowały im obywatelstwa. Amnesty i HRW, które z całą pewnością popierają tę Konwencję, nigdy nie zażądały od państw arabskich przestrzegania Konwencji, którą same podpisały, i przyznania obywatelstwa palestyńskim dzieciom.

Czy jest to zatem prawo człowieka, czy nie?

Pytam o to co najmniej od 2019 roku, kiedy zadałem to pytanie bezpośrednio Sarit Michaeli z B’Tselem na Twitterze: czy zgadza się, że Palestyńczycy powinni mieć możliwość uzyskania pełnego obywatelstwa w arabskich państwach, które ich przyjęły, jeśli tego chcą? Nigdy nie odpowiedziała, ponieważ szczera odpowiedź ujawniłaby stanowisko podzielane przez B’Tselem, HRW i Amnesty, że fikcyjne „prawo do powrotu” prawnuków uchodźców z 1948 roku jest ważniejsze niż rzeczywista bezpaństwowość ludzi żyjących obecnie. (A swoje prawne uzasadnienie „prawa do powrotu” opierają na czymś, co musi być celowym przeinaczeniem rzeczywistej sprawy rozpatrywanej przez MTS.)

A co z samym „Państwem Palestyna”?

Tu robi się jeszcze ciekawiej.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
The One Human Right That No One Demands For Palestinians
On Thursday, President Trump signed two more executive orders narrowing birthright citizenship, and the human rights world erupted. Amnesty International USA said in February that ending birthright citizenship was “rooted in racism and white supremacy.” Human Rights Watch has a number of…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com