
25 lat temu moja córka zginęła w zamachu na restaurację Sbarro. Jej zabójczyni jest na wolności
Arnold Roth
Znalazłem się w groteskowej sytuacji: to ja jestem politycznie niewygodny, podczas gdy terrorystka, która przyznała się do winy, pozostaje pod ochroną sojusznika USA. Jej wolność jest kpiną ze sprawie
Policjanci i medycy na miejscu samobójczego zamachu bombowego wewnątrz restauracji Sbarro w Jerozolimie, 9 sierpnia 2001 r. Zginęło 15 osób, a 130 zostało rannych. Szesnasta ofiara zmarła w 2023 r. (AP/Peter Dejong)
Utrata naszej córki Malki była jak horror rozgrywający się na naszych oczach.
9 sierpnia 2001 roku był w Jerozolimie wakacyjnym dniem. Wyszedłem wcześnie rano do firmy zajmującej się technologiami farmaceutycznymi, którą zarządzałem, podczas gdy domownicy jeszcze spali. Około godziny 14 zadzwoniła do mojego biura Frimet – moja żona. Zamiast jak zwykle powiedzieć mi, co się dzieje, krzyczała: „Doszło do zamachu terrorystycznego – pigua. Nie mogę skontaktować się z dziećmi”. Połączenie zostało przerwane.
Potem nastąpiło dwanaście godzin gorączkowego telefonowania, sprawdzania szpitali, modlitw i narastającego przerażenia. Malki, piętnastoletnia, nasza najstarsza córka i środkowe dziecko, wyszła ze swoją najbliższą przyjaciółką Michal, żeby spędzić razem beztroski dzień nastolatki. Frimet, którą zmogła migrena, nie widziała, jak Malki wychodziła z domu.
O drugiej w nocy zadzwonili nasi dwaj najstarsi synowie z państwowego zakładu medycyny sądowej w Jaffie. Zabrał ich tam miejski pracownik socjalny. Telefon, którego żaden rodzic nigdy nie chciałby odebrać. Oznaczał koniec pierwszego rozdziału naszego życia.
Malki była z natury łagodna i kochająca. Uwielbiała swoją niewidomą, niemówiącą młodszą siostrę Hayę i pomagała przy każdym nagłym problemie medycznym oraz podczas każdego pobytu w szpitalu. Empatia przychodziła jej naturalnie; jej uśmiech rozświetlał każde pomieszczenie. To czyste, piękne życie zostało odebrane w jednej chwili.
Wspomnienia nigdy nie blakną: pogrzeb, siedzenie sziwy na podłodze naszego nagle zatłoczonego domu, niekończący się strumień przyjaciół i nieznajomych przychodzących, by nas pocieszyć.
Dwadzieścia pięć lat później ból powraca ostrzejszy niż kiedykolwiek – spotęgowany teraz świadomością, że kobieta, która zorganizowała tę masakrę, chodzi wolna, wyzywająca, nieokazująca skruchy i otaczana uwielbieniem. Nazywa się Ahlam Tamimi. Zamach bombowy na pizzerię Sbarro nazywa „moją operacją”, mówi, że zrobiłaby ponownie dokładnie to samo, i otwarcie mieszka w Jordanii pod ochroną jordańskich władz. Od 2018 roku Departament Stanu USA oferuje za nią nagrodę w wysokości 5 milionów dolarów. Jest jedyną kobietą na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów FBI.
Urodzona, wychowana i wykształcona w Jordanii Tamimi w 2000 roku, w wieku 20 lat, przedostała się na Zachodni Brzeg, aby studiować dziennikarstwo na uniwersytecie w okolicach Ramallah. Nocami pracowała jako prezenterka wiadomości w arabskiej telewizji. Jeszcze w pierwszym roku przeniosła się z Fatahu do Hamasu, stając się pierwszą kobietą przyjętą przez tę organizację do przeprowadzania operacji terrorystycznych. Podłożyła bombę w supermarkecie w Jerozolimie, ale ta nie wybuchła. Tydzień później odniosła sukces.
Tamimi zaprowadziła człowieka, którego nazywam jej żywą bombą – religijnego fanatyka niosącego futerał na gitarę wypełniony materiałami wybuchowymi i gwoździami – do wejścia zatłoczonej pizzerii Sbarro w centrum Jerozolimy. W tamtych niewinnych czasach nie było tam ochroniarzy.
W nagraniu, które dziś szeroko krąży w internecie, opowiada, jak odeszła przed masakrą, a jadąc autobusem z powrotem do Ramallah, słuchała radiowych doniesień o rosnącej liczbie ofiar. Wspomina swoje rozczarowanie, gdy usłyszała o „zaledwie trzech zabitych” – i narastającą euforię, kiedy liczba ofiar rosła. Pozostali pasażerowie bili brawo. Ostateczny bilans: 15 zabitych, w tym ośmioro dzieci, i dziesiątki rannych. Szesnasta ofiara, młoda matka, która pozostawała nieprzytomna, zmarła wskutek odniesionych obrażeń w 2023 roku.
Po powrocie do Ramallah Tamimi tego samego wieczoru przekazywała wiadomości w lokalnej stacji, relacjonując masakrę tak, jakby dokonał jej ktoś inny. Aresztowana kilka tygodni później przez Siły Obronne Izraela przyznała się do wszystkich zarzutów, została skazana na 16 kar dożywotniego pozbawienia wolności i przez całe postępowanie uśmiechała się do sędziów.
W 2011 roku, zaledwie osiem lat po skazaniu, wyszła na wolność w ramach skrajnie nierównej wymiany, dzięki której uwolniono izraelskiego żołnierza Gilada Szalita, przetrzymywanego przez Hamas jako zakładnik przez pięć lat. Jej powrót do Jordanii przywitano ekstatycznymi wiecami, tournée po mediach, wywiadami i wizytami VIP-ów.
W marcu 2012 roku Tamimi uruchomiła program telewizyjny „Breezes of the Free” („Powiewy wolnych”), produkowany przez Bractwo Muzułmańskie, poświęcony solidarności z terrorystami i nadawany z Ammanu. Fakt, że było to możliwe w ściśle kontrolowanym środowisku medialnym Jordanii, jasno wskazuje, że program miał oficjalną aprobatę. Był emitowany co tydzień przez pięć lat.
Jordania, gdzie badania opinii publicznej wykazują jeden z najwyższych na świecie poziomów nastrojów antysemickich, pokazała, że nie można oczekiwać od niej pociągnięcia Tamimi do odpowiedzialności.
Ale Malki była obywatelką amerykańską — jedną z trojga obywateli USA zamordowanych w Sbarro. Na początku 2012 roku, po tym jak Tamimi rozpoczęła swój program telewizyjny, pojechałem do Waszyngtonu, aby domagać się sprawiedliwości. Wysocy rangą przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości i FBI okazali zainteresowanie sprawą. Nalegałem, aby zastosowali mało znane amerykańskie prawo umożliwiające ściganie osób, które mordują Amerykanów w zamachach terrorystycznych poza granicami kraju.
Dopiero po latach dowiedziałem się, że administracja Obamy potajemnie postawiła Tamimi w stan oskarżenia w 2013 roku. Zarzuty te ostatecznie ujawniono publicznie w 2017 roku, za prezydentury Donalda Trumpa; w lutym tego samego roku Stany Zjednoczone formalnie wystąpiły o jej ekstradycję na podstawie amerykańsko-jordańskiego traktatu ekstradycyjnego z 1995 roku. W ciągu kilku dni od ujawnienia zarzutów w Waszyngtonie jordański sąd apelacyjny, powołując się na sztucznie wykreowany zarzut natury technicznej, który poza granicami królestwa nie znalazł żadnego poparcia, uznał traktat za nieważny, a tym samym niewykonalny. (Choć czyni to w niepokojąco cichy sposób, rząd Stanów Zjednoczonych od tamtej pory wielokrotnie oświadczał, że traktat nadal obowiązuje). Jordania po dziś dzień odmawia ekstradycji Tamimi.
Stany Zjednoczone przekazują Jordanii hojną coroczną pomoc – obecnie około 1,45 miliarda dolarów, a kwota ta rośnie. Dysponują wystarczającymi środkami nacisku, by zażądać od Jordanii przestrzegania traktatu. Nigdy jednak nie wywarto żadnej znaczącej presji. Stany Zjednoczone nigdy nawet publicznie nie wezwały Jordanii do zaprzestania łamania porozumienia i wydania Tamimi. Bierność Waszyngtonu, utrzymująca się za kolejnych administracji, jest równie zdumiewająca, co przemilczana przez media.
Jako rodzice zamordowanego dziecka znaleźliśmy się w groteskowej sytuacji: jesteśmy traktowani jako politycznie bardziej niewygodni niż przyznająca się do winy organizatorka masakry, która korzysta z jawnej ochrony sojusznika Stanów Zjednoczonych. To poczucie zdrady jest głębokie i dławiące.
Fakt, że Tamimi tak jawnie cieszy się wolnością, jest kpiną z jej ofiar, ich rodzin, fundamentalnej zasady, że za terroryzm trzeba zapłacić cenę, oraz z samej sprawiedliwości. To niepojęte. Zwykłe rodziny, takie jak moja, nie powinny być pozostawiane same sobie i zmuszane do prowadzenia wieloletnich kampanii tylko po to, by doszło do rozliczenia sprawców.
Pojawiły się jednak przebłyski nadziei. W ostatnich tygodniach wysoki rangą członek gabinetu administracji Trumpa przekazał nam w oficjalnej wiadomości, że „ataki na Amerykanów nie pozostaną bez odpowiedzi i nie spoczniemy, dopóki Tamimi nie zostanie postawiona przed wymiarem sprawiedliwości”. Politykom łatwo przychodzą słowa, ale te padły ze szczebla wyższego niż wszystko, co słyszeliśmy przez wszystkie te lata walki o sprawiedliwość.
A w środę Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations oficjalnie i publicznie ponowiła apel, aby Departament Stanu wywarł presję w sprawie ekstradycji Tamimi, wzywając sekretarza stanu Marco Rubio, by „poruszył tę kwestię bezpośrednio z królem Abdullahem II”.
Pokonanie terroryzmu stanowi fundament każdej wiarygodnej wizji pokoju w naszym regionie. W związku z 25. rocznicą chcę, aby Amerykanie wywierali presję na swoich wybranych przedstawicieli i liderów społeczności – zwłaszcza tych działających na wszystkich szczeblach zróżnicowanej amerykańskiej społeczności żydowskiej – by wykorzystali dostępne narzędzia, dyplomatyczne, finansowe i prawne, tak aby Ahlam Tamimi została sprowadzona z Jordanii do Waszyngtonu i wreszcie stanęła tam przed sądem za niewyobrażalną zbrodnię zamordowania Amerykanów.
Kiedy to nastąpi, będzie mógł rozpocząć się drugi rozdział naszego życia.
O autorze
Arnold Roth, prawnik i menedżer w branży technologicznej, jest honorowym przewodniczącym Malki Foundation, fundacji, którą wraz z żoną Frimet założył w 2001 roku. Jej działalność upamiętnia ich córkę Malki, zamordowaną w zamachu terrorystycznym na pizzerię Sbarro w centrum Jerozolimy.
Link do oryginału: https://blogs.timesofisrael.com/25-years-ago-my-daughter-was-killed-in-the-sbarro-bombing-her-killer-is-free/
Times of Israel, 9 sierpnia 2026
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




