Europa traci swoje szkoły


Europa traci swoje szkoły

Pierre Rehov


Nowe pokolenie staje się coraz głupsze i to wina systemu


Europa przez dziesięciolecia spierała się o imigrację językiem granic: ilu ludzi przybyło, ilu należało przyjąć, ilu powinno zostać deportowanych, ilu ostatecznie uzyskało obywatelstwo. Znacznie mniej uwagi poświęcano pytaniu o większych konsekwencjach. Skoro miliony przybyszów i ich dzieci zamieszkały już w Europie, to od której kultury oczekiwano dostosowania się? Coraz częściej część odpowiedzi można znaleźć w szkołach.

We Francji Ministerstwo Edukacji odnotowało tylko w grudniu 2025 roku 389 naruszeń zasady świeckości. Dziewięćdziesiąt z nich dotyczyło kwestionowania nauczanych treści. Inne obejmowały podejrzenia prozelityzmu, odrzucanie wartości republikańskich, żądania o charakterze religijnym oraz odmowy udziału w zajęciach szkolnych. Nie są to dane przygotowane przez partię nacjonalistyczną ani antyimigracyjną grupę nacisku. Pochodzą od samego państwa francuskiego.

Liczby zmieniają się z miesiąca na miesiąc, ale problem nie znika. W maju 2024 roku zgłoszono 345 naruszeń zasady świeckości. Miesiąc wcześniej było ich 710. W marcu odnotowano 525 przypadków, z czego 14 procent dotyczyło kwestionowania nauczania, a 20 procent – odmowy udziału w zajęciach szkolnych. Francuski rząd utworzył wyspecjalizowane zespoły zajmujące się obroną tego, co określa mianem „wartości Republiki”. Sam fakt istnienia takich zespołów mówi więcej o kondycji francuskich szkół niż większość politycznych przemówień na temat integracji.

Francja wie również, dokąd może prowadzić zastraszanie. 16 października 2020 roku nauczyciel historii Samuel Paty został zamordowany po tym, jak podczas lekcji o wolności słowa pokazał karykatury Mahometa. Trzy lata później nauczyciel języka francuskiego Dominique Bernard został zamordowany w swojej szkole w Arras przez islamistycznego terrorystę. Ministerstwo Edukacji upamiętnia dziś obu mężczyzn wspólnie, podczas gdy atmosfera religijnego zastraszania otaczająca takie ataki pozostaje niezwykle trudna do omawiania bez wywoływania oskarżeń o stygmatyzację.

L'abandon" : un film sur l'histoire de Samuel Paty, incarné par Antoine  Reinartz, bientôt en salles

Po zamordowaniu Paty’ego szkoły w całej Francji uczciły go minutą ciszy. Ministerstwo Edukacji odnotowało następnie 793 incydenty związane z tym hołdem, w tym odmowy udziału, zakłócenia, groźby, kwestionowanie samej ceremonii oraz przypadki gloryfikowania terroryzmu. Policja lub żandarmeria otrzymały 286 zgłoszeń; prokuraturze przekazano 136 spraw. Nauczyciel został ścięty za nauczanie o wolności słowa, a jednak nawet ogólnokrajowy hołd dla niego stał się okazją do setek konfrontacji we francuskich szkołach.

Wielka Brytania doświadczyła własnej wersji tego problemu. W Birmingham w 2019 roku wybuchły protesty przed szkołami podstawowymi w związku z lekcjami uwzględniającymi rodziny LGBT i temat równości. Brytyjski rząd przyznał później, że kilka szkół mierzyło się z zakłóceniami. Wielu protestujących rodziców było pobożnymi muzułmanami, którzy twierdzili, że materiały te są sprzeczne z ich przekonaniami religijnymi. W Anderton Park Primary School konflikt stał się na tyle poważny, że sądy musiały interweniować i ograniczyć demonstracje wokół szkoły.

Rodzice mają pełne prawo kwestionować to, czego uczą się ich dzieci. Problem zaczyna się wtedy, gdy presja religijna staje się na tyle zorganizowana lub zastraszająca, że nauczyciele, dyrektorzy i rządy zaczynają kalkulować już nie tylko, co powinno znaleźć się w programie nauczania, lecz także czego można uczyć bez wywoływania konfrontacji.

Thinking Europe's “Muslim Question”: On Trojan Horses and the  Problematization of Muslims

Wielka Brytania otrzymała wcześniejsze ostrzeżenie właśnie w Birmingham. Afera „Trojan Horse” z 2014 roku ujawniła próby narzucenia twardej, religijnej linii w kilku szkołach państwowych. Rządowe dochodzenia wykazały poważne nieprawidłowości w zarządzaniu. Ofsted stwierdził, że w niektórych szkołach członkowie organów zarządzających próbowali promować wąską, opartą na wierze ideologię w placówkach, które nie były szkołami religijnymi. Skontrolowano 21 szkół; sześć oceniono jako niewłaściwe i objęto specjalnym nadzorem. Skandal potraktowano jako wyjątkowy epizod. Jednak ponad dekadę później problemy, które ujawnił w kwestii władzy, religii i integracji, bynajmniej nie zniknęły.

Nie chodzi o to, czy muzułmańskie dzieci są kompatybilne z europejskim systemem edukacji. Miliony z nich oczywiście są. Nie każdy spór dotyczący religii jest też przejawem islamizmu. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy instytucje zaczynają obniżać swoje wymagania, ponieważ egzekwowanie ich stało się niewygodne. Integracja nigdy nie miała oznaczać, że imigranci porzucą religię, tradycje rodzinne czy prywatne przekonania. Wymagała jednak od wszystkich zaakceptowania, że instytucje publiczne działają według wspólnych zasad.

Francja nazywała te zasady republikańskimi. Wielka Brytania wolała mówić o wartościach brytyjskich. Inne kraje europejskie wypracowały własne sformułowania. Terminologia miała mniejsze znaczenie niż sama zasada: przybysze mogli stać się w pełni Europejczykami bez wyrzekania się swojego pochodzenia, podczas gdy Europa zachowywała polityczne i kulturowe reguły rządzące jej instytucjami. Taki układ zależy od tego, czy społeczeństwo przyjmujące pozostaje wystarczająco pewne siebie, by tych zasad egzekwować.

Przez dziesięciolecia europejskie rządy zakładały, że integracja nastąpi niemal automatycznie. Dzieci będą chodzić do europejskich szkół, uczyć się europejskich języków, mieszać z europejskimi rówieśnikami i stopniowo przyswajać otaczającą je kulturę polityczną. Klasa szkolna miała być wielką maszyną integracyjną. Założenie to pomijało możliwość, że same szkoły mogą zacząć się zmieniać pod presją społeczności, które miały integrować.

Insight: Muslim schools caught up in France's fight against Islamism |  Reuters

Kiedy wystarczająco wielu uczniów odrzuca treść lekcji, nauczyciele to zauważają. Kiedy wystarczająco wielu rodziców składa skargi, dyrektorzy to zauważają. Kiedy kontrowersja przenosi się do mediów społecznościowych, konsekwencje mogą stać się osobiste. W końcu pokusa, by unikać niepotrzebnych kłopotów, staje się trudna do odparcia. Nikt nie musi wydawać oficjalnego polecenia nakazującego nauczycielom unikanie drażliwych tematów. Autocenzura jest znacznie skuteczniejsza, gdy polecenie jest rozumiane, zamiast być zapisane.

Rozbudowany francuski system rejestrowania naruszeń zasady świeckości mimowolnie pokazuje, jak poważnie rząd traktuje dziś ten problem. Nauczyciele mogą zgłaszać incydenty za pośrednictwem swoich przełożonych albo bezpośrednio poprzez specjalnie do tego przeznaczony system. Akademickie zespoły ds. „Wartości Republiki” interweniują, gdy szkoły nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z daną sytuacją. Po zamordowaniu Paty’ego francuskie prawo zostało zaostrzone, aby karać za skoordynowane groźby mające przeszkodzić nauczycielom w wykonywaniu ich zawodu. Tego rodzaju środki raczej nie byłyby konieczne, gdyby podważanie autorytetu nauczycieli było jedynie wymysłem alarmistycznych polityków.

Antysemityzm nadał problemowi dodatkowy wymiar. Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej ostrzegała w 2024 roku, że antysemityzm nasila się i zakorzenia w europejskich społeczeństwach, w tym w środowisku szkolnym i na uniwersytetach. Od 7 października 2023 roku żydowskie rodziny w kilku krajach europejskich mierzą się z atmosferą, o której wiele rządów przez dziesięciolecia zapewniało, że należy już do przeszłości. Szkoły bynajmniej nie są odizolowane od otaczających je politycznych i religijnych namiętności.

Antisemitism Has No Place in Our Schools - CIJA - The Centre for Israel and  Jewish Affairs

Same statystyki imigracyjne nie są w stanie zmierzyć tego, co się dzieje. Państwo może kontrolować swoje granice, a jednocześnie tracić pewność siebie w egzekwowaniu własnej kultury. Może deportować nielegalnych migrantów, a zarazem wahać się przed sprzeciwieniem się obywatelom, których rodziny mieszkają tam od pokoleń. Może uchwalać prawa broniące świeckości, podczas gdy nauczyciele po cichu uczą się, które konfrontacje warto podejmować. Może celebrować wolność słowa w parlamencie, podczas gdy pedagodzy stają się coraz ostrożniejsi w pokazywaniu, co ta wolność oznacza w praktyce.

Nic z tego nie wymaga koordynacji. Jeden nauczyciel unika materiału, który może wywołać problemy. Inny skraca dyskusję. Dyrektor idzie na kompromis z rozgniewanymi rodzicami. Administrator uznaje, że kontrowersyjna lekcja nie jest warta walki. Polityk apeluje o spokój. Każda z tych decyzji z osobna może wydawać się całkowicie rozsądna, szczególnie osobie, która musi później mierzyć się z jej konsekwencjami. Powtarzane w tysiącach klas takie ustępstwa mogą stopniowo zmienić charakter całego systemu edukacji.

Ludźmi najbardziej zdradzonymi przez ten odwrót mogą okazać się dobrze zintegrowani imigranci i ich dzieci. Muzułmańska dziewczyna, która chce mieć taką samą wolność jak jej francuskie koleżanki, potrzebuje szkoły, która bezwarunkowo będzie bronić jej równości. Chłopiec, którego rodzice przyjechali z Pakistanu, ale który uważa się za Brytyjczyka, zasługuje na kraj wystarczająco pewny siebie, by powiedzieć mu, co oznacza brytyjskie obywatelstwo. Dziecko wychowane w głęboko religijnym domu powinno zetknąć się ze szkołą, w której wiedza nie zależy od teologicznej aprobaty. Osłabianie tych zasad w imię wrażliwości nie wyświadcza im żadnej przysługi.

Konsekwencje polityczne są już widoczne. Europejczycy, którzy uważają, że ich rządy utraciły kontrolę nad imigracją, zwracają się ku partiom niegdyś uznawanym za znajdujące się poza granicami akceptowalnej polityki. Jeśli dojdą również do wniosku, że rządy tracą władzę wewnątrz szkół, bunt wyborczy będzie narastał. Politycy establishmentu mogą potępiać populizm, ekstremizm i polaryzację, ale takie etykiety niewiele robią, by przekonać wyborców, którzy sądzą, że na ich oczach instytucje wycofują się w obliczu problemów, których urzędnicy nie chcą nawet nazwać.

Tolerancja nie wymaga od cywilizacji, by wstydziła się własnego istnienia. Europejskie prawa nie stają się opcjonalne tylko dlatego, że ktoś uważa je za obraźliwe. Nauczanie historii nie wymaga religijnego przyzwolenia. Nauczyciele nie powinni być zmuszeni do kalkulowania osobistego ryzyka związanego z wyjaśnianiem wolności słowa. Dziewczęta nie mają mniej praw tylko dlatego, że równość stoi w sprzeczności z czyimiś przekonaniami religijnymi. Holokaust nie staje się niebezpiecznym tematem tylko dlatego, że rozmowa o Żydach wywołuje napięcia. Biologii, historii i literatury nie można negocjować na nowo według wrażliwości tej rodziny, która jest najbardziej skłonna do składania skarg.

Przez lata europejscy przywódcy wierzyli, że szkoły zintegrują imigrantów i ich dzieci z Europą. Znacznie mniej uwagi poświęcili temu, co może się wydarzyć, gdy instytucje, którym powierzono to zadanie, same stracą pewność co do cywilizacji, z którą miały ich integrować.


Link do oryginału:

Pierre Rehov
Europe Is Losing Its Schools
Europe has spent decades arguing about immigration in the language of borders: how many people entered, how many should be admitted, how many should be deported, how many eventually became citizens. Far less attention was paid to a more consequential question. Once millions of newcomers and their children were living in Europe, which culture would be expected to adapt? Increasingly, part of the answer can be found in schools…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com