Zdjęcie: Cole Keister/Unsplash
Największy błąd, jaki Żydzi popełniają w myśleniu o Izraelu
Joshua Hoffman
Problem nie polega na tym, że Izraelowi nie udało się być doskonałym. Problem w tym, że od początku oczekiwaliśmy od niego doskonałości.
Przez niemal 2000 lat Żydzi marzyli o powrocie do Izraela.
Potem zrobiliśmy coś znacznie trudniejszego: naprawdę wróciliśmy.
Wskrzesiliśmy język. Osuszyliśmy bagna. Zbudowaliśmy miasta, uniwersytety, szpitale, gospodarstwa rolne, firmy, jedną z najpotężniejszych armii świata, bezwzględną demokrację i gospodarkę o globalnych ambicjach. Przyjęliśmy Żydów wypędzonych z krajów arabskich, ocalałych z Holokaustu, Żydów radzieckich, Żydów etiopskich oraz imigrantów z niemal każdego zakątka ziemi.
Przekształciliśmy pradawne pragnienie w sprawnie funkcjonujące państwo. I gdzieś po drodze – być może dlatego, że Izrael dokonał czegoś tak nieprawdopodobnego – zaczęliśmy oczekiwać, że dokona niemożliwego.
Oczekiwaliśmy od Izraela, że zapewni Żydom bezpieczeństwo. Oczekiwaliśmy, że położy kres antysemityzmowi. Oczekiwaliśmy, że zjednoczy naród żydowski. Oczekiwaliśmy, że da Żydom tożsamość. Oczekiwaliśmy, że sprawi, iż świat będzie nas szanował. Oczekiwaliśmy, że będzie postępował bardziej moralnie niż każdy inny naród, a jednocześnie przetrwa w obliczu wrogów dążących do jego unicestwienia. Oczekiwaliśmy, że będzie schronieniem, potęgą militarną, centrum duchowym, liberalną demokracją, biblijną ojczyzną, technologicznym supermocarstwem, dyplomatycznym cudem i fizycznym ucieleśnieniem żydowskiej moralności.
A potem, gdy Izrael nie zdołał w sposób doskonały spełnić wszystkich tych oczekiwań, Żydzi zaczęli pytać, co jest z Izraelem nie tak.
Być może to niewłaściwe pytanie. Być może oczekiwaliśmy od niego zbyt wiele.
Wielką obietnicą współczesnego syjonizmu nigdy nie było to, że Izrael wyeliminuje każde zagrożenie stojące przed narodem żydowskim. Współczesny syjonizm obiecywał coś znacznie skromniejszego, a zarazem znacznie bardziej rewolucyjnego: Żydzi nie będą już całkowicie zależni od innych, jeśli chodzi o własne przetrwanie.
Przez większą część żydowskiej historii Żydzi mogli błagać królów, prezydentów, rządy i sąsiadów o ochronę. Mogliśmy mieć nadzieję, że otaczające nas społeczeństwa pozostaną tolerancyjne. Mogliśmy wnosić nieproporcjonalnie duży wkład w ich gospodarki i kultury. Mogliśmy dowodzić swojej lojalności. Mogliśmy się asymilować. Ostatecznie jednak, gdy zmieniał się klimat polityczny, bezpieczeństwo Żydów zależało od tego, czy ktoś inny uzna, że Żydzi zasługują na to, by nadal być bezpieczni.
Syjonizm zmienił tę zależność. Po raz pierwszy od niemal 2000 lat ponownie istniał żydowski rząd zdolny bronić żydowskiego życia przy pomocy żydowskich żołnierzy. Nie uczyniło to Żydów nietykalnymi. Uczyniło ich odpowiedzialnymi za własny los. To dwie zupełnie różne rzeczy.
Izrael nigdy nie był obietnicą, że 7 października nie może się wydarzyć. Izrael był powodem, dla którego po 7 października żydowscy żołnierze ruszyli do walki, by chronić żydowskie społeczności, zamiast pozostawić je bezradnie czekające, aż ktoś inny przyjdzie im na ratunek. To bolesne rozróżnienie, ale ma ono ogromne znaczenie. Istnienie Izraela nie zniosło żydowskiej podatności na zagrożenia. Zniosło żydowską bezsilność. Pomyliliśmy jedno z drugim.
A ponieważ je pomyliliśmy, każda izraelska tragedia zaczęła być odbierana jako dowód, że syjonizm w jakiś sposób zawiódł. Skoro Żydzi nadal mogą być mordowani, to po co Izrael? Skoro Izraelczycy nadal potrzebują schronów przeciwbombowych, to po co Izrael? Skoro antysemityzm nadal istnieje, to po co Izrael?
Ale żaden poważny ruch narodowy nie obiecuje, że jego naród już nigdy nie będzie cierpiał. Francja nie może zagwarantować, że żaden obywatel Francji nigdy nie zostanie zaatakowany. Ameryka nie może zagwarantować, że żaden Amerykanin nigdy nie zostanie zabity. Ukraina nie może zagwarantować, że jej granice nigdy nie zostaną naruszone. Suwerenność narodowa nie eliminuje zagrożeń. Daje narodowi możliwość reagowania na nie.
Izrael dał Żydom sprawczość. Już samo to stanowiło jedną z największych przemian w żydowskiej historii. Ale na tym nie poprzestaliśmy. Oczekiwaliśmy również, że Izrael rozwiąże problem antysemityzmu. Pierwsi syjoniści, co zrozumiałe, wierzyli, że żydowska suwerenność może znormalizować żydowską kondycję. Gdyby Żydzi stali się narodem takim jak wszystkie inne narody, być może patologiczna obsesja na ich punkcie w końcu by zniknęła.
Historia miała jednak inne plany. Żyda nienawidzono, gdy nie miał własnego państwa; potem zaczęto go nienawidzić za to, że je ma. Żydów oskarżano niegdyś o to, że nie chcą się asymilować; dziś oskarża się ich o nacjonalizm. Oskarżano ich o bycie wykorzenionymi kosmopolitami; dziś oskarża się ich o nadmierne przywiązanie do konkretnego skrawka ziemi. Oskarżano Żydów o tchórzostwo; dziś Izrael oskarża się o nadmierną siłę militarną.
Żydowska słabość nie zadowalała naszych wrogów. Żydowska siła również ich nie zadowala. Niewygodna lekcja jest taka, że antysemityzm nigdy nie dotyczył zachowania Żydów. Dotyczył potrzeb antysemitów. Izrael nie mógł rozwiązać problemu psychologicznego, religijnego i politycznego zjawiska, które bez końca wymyśla na nowo uzasadnienia dla nienawiści do Żydów.
Oczekiwaliśmy również, że Izrael weźmie na siebie ciężar żydowskiej tożsamości. Być może jest to jeden z najbardziej brzemiennych w skutki błędów popełnionych przez Żydów. Przez dziesięciolecia Izrael stał się najłatwiejszą formą żydowskiej tożsamości. Mogłeś wiedzieć bardzo niewiele o Torze. Mogłeś rzadko chodzić do synagogi. Mogłeś nie mówić po hebrajsku. Mogłeś przestrzegać niewielu żydowskich tradycji. Mogłeś niemal w ogóle nie rozumieć żydowskiej historii. Ale mogłeś popierać Izrael.
I dla milionów Żydów, szczególnie w diasporze, to zaczęło wystarczać. Izrael stał się drogą na skróty do żydowskości. Niebiesko-biała flaga mogła czasem zastąpić znajomość żydowskiej tradycji i kultury. Podróż do Izraela mogła zastąpić lata żydowskiej edukacji. Zaangażowanie polityczne mogło zastąpić praktykowanie judaizmu. Popieranie Izraela miało znaczenie. Nadal ma ogromne znaczenie. Ale Izrael nigdy nie miał wykonywać pracy, która należy do judaizmu.
Państwo żydowskie nie może stworzyć żydowskiej tożsamości dla Żydów, którzy nie wiedzą, co znaczy być Żydem. Izrael może chronić żydowską cywilizację, ale nie może jej zastąpić. Izrael może inspirować Żydów, ale nie może kształcić ich na odległość. Izrael może zapewnić ojczyznę, ale nie może uczynić domu żydowskim. Izrael może dać Żydom suwerenność, ale nie może nadać każdemu Żydowi poczucia celu.
I to pomaga wyjaśnić jedno z najdziwniejszych zjawisk we współczesnym życiu żydowskim: niektórzy Żydzi głęboko zaangażowali się w sprawy Izraela, nie angażując się równie głęboko w judaizm.
A potem, gdy Izrael stał się politycznie skomplikowany, skomplikowała się również ich żydowska tożsamość. Jeśli nasza więź z narodem żydowskim opiera się przede wszystkim na tym, czy aprobujemy politykę danego izraelskiego rządu, wówczas każde wybory stają się kryzysem teologicznym. Każdy premier staje się referendum nad judaizmem. Każda operacja wojskowa staje się referendum nad żydowską tożsamością.
To ciężar niemożliwy do udźwignięcia przez jakiekolwiek państwo.
Izraelem rządzą politycy. Politycy popełniają błędy. Rządy zawodzą. Polityka się zmienia. Koalicje się rozpadają. Przywódcy nas rozczarowują. Nie jest to dowód na to, że Izrael poniósł porażkę. Jest to dowód na to, że Izrael jest państwem.
Często mówimy, że Izrael powinien być traktowany jak każde inne państwo, ale sami Żydzi czasami mają z tym trudność. Oczekujemy, że Izrael będzie zachowywał się jak państwo, a jednocześnie żądamy, by funkcjonował jako symbol moralny. Każda izraelska decyzja musi w jakiś sposób reprezentować sam judaizm. Każdy izraelski żołnierz staje się przedstawicielem żydowskiej etyki. Każdy izraelski polityk staje się rzecznikiem narodu żydowskiego. Każda izraelska porażka staje się porażką żydowską.
Żadne inne państwo nie dźwiga takiego ciężaru.
Kiedy australijski rząd postępuje źle, nikt nie ogłasza, że australijska cywilizacja jest nieprawomocna. Kiedy argentyński prezydent podejmuje złą decyzję, nikt nie twierdzi, że Argentyńczycy powinni porzucić ideę argentyńskiej suwerenności. Kiedy Wielka Brytania prowadzi kontrowersyjną wojnę, nikt nie zaczyna zastanawiać się, czy brytyjskie samostanowienie było historycznym błędem.
Tymczasem Izrael jest nieustannie zmuszany do uzasadniania nie tylko tego, co robi, lecz także tego, dlaczego w ogóle istnieje.
I czasami sami Żydzi przyswajają ten standard. Zaczynamy bronić Izraela tak, jak gdyby jego prawo do istnienia zależało od jego doskonałości. Nie zależy. Izrael nie musi być niemal doskonały, aby zasługiwać na istnienie. Nie musi nawet być wyjątkowy. Naród żydowski ma prawo do narodowego samostanowienia dokładnie z tego samego powodu, dla którego mają do niego prawo inne narody: ponieważ jesteśmy narodem.
Izrael nie potrzebuje humanitarnego wyjątku od historii. Nie musi być najbardziej demokratycznym państwem na Bliskim Wschodzie, aby uzasadniać swoje istnienie. Nie musi wynajdywać technologii zmieniających świat. Nie musi leczyć chorób. Nie musi zdobywać Nagród Nobla. Nie musi dostarczać światu moralnej inspiracji. Wszystko to jest wspaniałe, ale stanowi wartość dodatkową. Izrael ma prawo istnieć nawet w swoim najgorszym dniu.
Być może najbardziej niebezpiecznym oczekiwaniem, jakie nałożyliśmy na Izrael, było przekonanie, że stworzenie państwa żydowskiego pozwoli reszcie żydowskiego świata odetchnąć. Izrael zajmie się przetrwaniem Żydów; Żydzi w diasporze będą mogli zająć się całą resztą. Izraelczycy będą służyć w wojsku. Izraelczycy będą mówić po hebrajsku. Izraelczycy będą podtrzymywać żydowską kulturę narodową. Izraelczycy będą prowadzić wojny. Izraelczycy będą przyjmować zagrożone społeczności żydowskie. Izraelczycy będą utrzymywać żydowską cywilizację przy życiu w skali całego państwa.
Tymczasem społeczności żydowskie w innych miejscach mogły stopniowo stawać się coraz słabsze i oczekiwać, że Izrael to zrekompensuje. Taki układ nigdy nie był możliwy do utrzymania. Izrael nie może być zewnętrznym działem obsługi żydowskiej tożsamości. Przyszłość narodu żydowskiego wymaga silnego Izraela i silnych społeczności żydowskich poza Izraelem. Nie jednego albo drugiego. Jednego i drugiego.
Izrael potrzebuje Żydów, którzy rozumieją, dlaczego Izrael ma znaczenie wykraczające poza geopolitykę. Diaspora potrzebuje Izraela, ponieważ żydowska tożsamość pozbawiona związku z żydowską wspólnotą narodową z czasem staje się niebezpiecznie abstrakcyjna.
Ale ta relacja musi dojrzeć. Izrael nie jest naszym rodzicem. Izrael nie jest naszą polisą ubezpieczeniową. Izrael nie jest substytutem judaizmu. I Izrael nie jest maszyną zaprojektowaną do produkowania żydowskiej dumy na żądanie. Izrael jest narodowym domem narodu żydowskiego. To bardziej ograniczone ale i głębsze znaczenie.
Wielkim osiągnięciem Izraela nie jest to, że rozwiązał problem żydowskiej kondycji. Wielkim osiągnięciem jest to, że Izrael ją zmienił.
Przed powstaniem Izraela Żydzi byli narodem z historią, ale bez suwerenności; dziś jesteśmy zarówno cywilizacją, jak i narodem. Przed powstaniem Izraela żydowskie przetrwanie często zależało całkowicie od łaski innych; dziś Żydzi posiadają zdolność do obrony samych siebie. Przed powstaniem Izraela hebrajski należał przede wszystkim do modlitwy i starożytnych tekstów; dziś dzieci kłócą się po hebrajsku z rodzicami, komicy opowiadają po hebrajsku dowcipy, naukowcy prowadzą po hebrajsku badania, a żołnierze wykrzykują po hebrajsku rozkazy. Przed powstaniem Izraela Jerozolima była przede wszystkim kierunkiem, w którym Żydzi zwracali się podczas modlitwy; dziś można tam utknąć w korku.
Jest w tej przemianie coś głęboko żydowskiego: na powrót przekształciliśmy mitologię w geografię, a pamięć – w życie. To powinno było wystarczyć. Zamiast tego sukces wypaczył nasze oczekiwania, ponieważ Izrael dokonał rzeczy niezwykłej: zaczęliśmy domagać się cudów.
Chcieliśmy, aby Izrael położył kres żydowskiemu poczuciu zagrożenia, ale żydowska historia może nigdy nie zapewnić pełnego bezpieczeństwa. Chcieliśmy, aby Izrael położył kres antysemityzmowi, ale nienawiści nie da się uleczyć przez zalecanie, żeby ofiara zachowała się jak ofiara. Chcieliśmy, aby Izrael uczynił Żydów Żydami, ale tożsamości nie można zlecić komuś innemu. Chcieliśmy, aby Izrael zjednoczył naród żydowski, ale jedność wymaga wysiłku Żydów na całym świecie. Chcieliśmy, aby Izrael stał się dowodem, że historia ostatecznie rozwiązała kwestię żydowską, ale nie istnieje żadne ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.
Istnieje jedynie nieustannie udzielana żydowska odpowiedź: budować, uczyć się, bronić, tworzyć, pamiętać, wychowywać żydowskie dzieci, wzmacniać żydowskie społeczności, wzmacniać Izrael i rozumieć, że żadna z tych odpowiedzialności nie może zastąpić pozostałych. Izrael nie zwalnia nas z odpowiedzialności za budowanie żydowskiego życia; sprawia, że możemy realizować tę odpowiedzialność na skalę, jaką nasi przodkowie z trudem potrafiliby sobie wyobrazić.
Być może kolejny etap syjonizmu wymaga od Żydów, aby przestali pytać, co Izrael może zrobić dla żydowskiej tożsamości, a zaczęli pytać, co żydowska tożsamość musi zrobić dla Izraela. Powinniśmy oczekiwać od Izraela, że będzie bronił swoich obywateli. Powinniśmy oczekiwać, że jego rząd będzie ponosił odpowiedzialność za swoje działania. Powinniśmy oczekiwać, że jego instytucje będą się doskonalić. Powinniśmy krytykować błędy i domagać się kompetencji. Powinniśmy jednak przestać oczekiwać od Izraela, że odkupi żydowską historię. Żadne państwo nie jest w stanie tego zrobić.
Izrael nigdy nie miał uczynić Żydów niezwyciężonymi; miał uczynić nas suwerennymi. Nigdy nie miał wyeliminować antysemityzmu; miał sprawić, że antysemici nie będą już mieli ostatniego słowa. Nigdy nie miał zastąpić judaizmu; miał dać żydowskiej cywilizacji miejsce, w którym mogłaby w pełni żyć we własnym języku, własnej kulturze i własnym czasie.
I nigdy nie miał dopisać ostatniego rozdziału żydowskiej historii. W istocie Izrael dał nam coś znacznie cenniejszego: możliwość dalszego uczestniczenia w niej i angażowania się w nią.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




