Izraelczycy uderzyli pod Damaszkiem. Rośnie napięcie na linii Turcja-Izrael

Izraelski czołg jedzie wzdłuż linii zawieszenia broni między okupowanymi przez Izrael Wzgórzami Golan a Syrią, po stronie izraelskiej. (Fot. REUTERS/Ayal Margolin)


Izraelczycy uderzyli pod Damaszkiem. Rośnie napięcie na linii Turcja-Izrael

Marta Urzędowska


Syryjskie władze potępiły izraelski atak na wioskę pod Damaszkiem. To już drugi w ostatnich dniach izraelski nalot na ten kraj.

Syryjskie władze ostro potępiły izraelski atak na wioskę Bejt Dżin na południowy zachód od Damaszku, w którym w ostatni weekend kilka osób zostało rannych, a także zniszczony został cywilny samochód. Nazwały go „rażącym naruszeniem” suwerenności Syrii i „złamaniem międzynarodowego prawa”.

Izraelczycy odpowiadają, że mieli powód, by zaatakować. Jak wyjaśnia izraelska armia we wpisie w serwisie X, celem był „terrorysta”, który był „na ostatnim etapie” planowania ataków na izraelskich żołnierzy.

Izraelczycy zaatakowali bazę w Syrii. Waszyngton: Zagrażacie stabilności regionu

Izraelski atak pod Damaszkiem był drugim przeprowadzonym w ciągu ostatnich kilku dni na terenie Syrii. W ostatni wtorek (18.08) Izraelczycy zaatakowali bazę wojskową Abu Duhur pod Idlibem, kilkadziesiąt kilometrów od syryjskiej granicy z Turcją. Co najmniej osiem bomb poleciało na pasy startowe i hangary.

Atak skrytykowali Amerykanie, nazywając go „niepotrzebną eskalacją, która nie pomaga w utrzymywaniu stabilności w regionie”.

Tom Barrack, amerykański ambasador w Turcji i wysłannik Donalda Trumpa ds. Syrii i Iraku, wyjaśniał w ostatni piątek, że „Izraelczycy prowokują Turków”, próbując wciągnąć Ankarę w konflikt. – To poważne i niepokojące – skwitował w rozmowie z prowadzącym znany podcast w serwisie X libańsko-australijskim influencerem Mario Nawfalem.

Izraelski minister obrony Israel Katz ostro skrytykował wypowiedź Amerykanina, nazywając ją „pełną nieścisłości”. Stwierdził, że Izraelczycy zaatakowali w Syrii „w świetle jasnych informacji wywiadowczych na temat tureckich zamiarów”. Izraelczycy przekonują, że Turcy posłali do bazy żołnierzy i zamierzali rozmieścić w niej swoje drony i sprzęt, na co Izrael nie zamierzał się zgodzić.

Izrael nie od dziś pilnuje syryjskich baz. Nie chce zwiększania tureckiej obecności

Krótko po ataku na bazę Abu Duhur także kancelaria premiera Izraela Benjamina Netanjahu wystosowała oświadczenie, w którym wyjaśnia, że „choć Izrael i Syria uzgodniły status quo w kwestiach bezpieczeństwa, Syria była na granicy złamania go, pozwalając tureckim żołnierzom rozmieścić się w bazie lotniczej”.

Po kilku kolejnych dniach, w ostatni piątek (21.08) rzecznik premiera dorzucił w serwisie X, że atak Izraela na bazę miał „powstrzymać zwiększanie tureckiego zagrożenia”. Dodał, że Izraelczycy ostrzegli syryjskie władze, by nie wpuszczały Turków do Abu Duhur, ale te „zdecydowały się zignorować te ostrzeżenia”.

Izraelczycy nie chcą, by Turcy umacniali się w Syrii, szczególnie, by rozmieszczali tam swoją obronę przeciwlotniczą, drony i pociski, co mogłoby zwiększyć ich przewagę w powietrzu. Argumentują, że Turcja zagraża im w Syrii, bo turecki prezydent nieustannie grozi Izraelowi i otwarcie wzywa do jego zniszczenia. Turcy i Izraelczycy utrzymują stosunki dyplomatyczne, choć faktycznie pozostają one zamrożone od lat.

Izraelczycy nie od dziś pilnują, by Turcy nie ruszali syryjskich baz. W ub. roku zbombardowali dwie bazy w prowincji Homs, po doniesieniach, że odwiedzili je tureccy wojskowi.

W Syrii teoretycznie jest pokój. Ale na miejscu są tureccy i izraelscy żołnierze

Władze w Ankarze nie potwierdziły, czy tureccy żołnierze rzeczywiście przemieścili się do Abu Duhur. Turecki rząd odrzucił jedynie oskarżenia, że Turcy w Syrii mogą stanowić zagrożenie dla Izraelczyków.

Baza, która stała się dziś obiektem eskalacji, nie działa od 2013 r. Podczas wojny domowej kilka razy przechodziła z rąk do rąk. W 2024 r. ostatecznie zajęli ją rebelianci, którzy w tym samym roku obalili reżim syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada i przejęli władzę w kraju.

Izraelska armia, tuż po przejęciu władzy przez rebeliantów, zniszczyła ogromną część syryjskiej infrastruktury wojskowej i amunicji, bojąc się, że wpadnie ona w ręce islamskich radykałów.

Z kolei turecka armia angażuje się w Syrii z własnych powodów. Turcy wspierali syryjskich sunnickich rebeliantów, którzy obalili szyitę Asada, a po przejęciu przez nich władzy od razu rzucili się ze wsparciem. Od początku kontrolowali strefę buforową wzdłuż północnej granicy Syrii, utrzymując tam swoich żołnierzy, a w ostatnich latach kilka razy przeprowadzali operacje wojskowe przeciwko Kurdom w Syrii. 

Turcja pilnuje, by miejscowi Kurdowie, którzy za czasów Asada wywalczyli sobie namiastkę autonomii w pobliżu tureckiej granicy, nie rośli w siłę, bo władze w Ankarze dekadami same walczyły z kurdyjską partyzantką na swoim terytorium i nie chcą podobnego scenariusza u siebie.

Izrael i Turcja rozmawiają zakulisowo. „Nie chcemy zrobić z Turków wroga”

Napięcia między Turcją i Izraelem, jakie dziś wyraźnie rysują się na syryjskim poletku, pogłębia osobista rywalizacja Netanjahu i tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, którzy od lat nie zgadzają się w kluczowych kwestiach w regionie.

Regularnie wymieniają się pogróżkami i obelgami. W ostatni piątek (21.08) izraelski premier oskarżył Erdogana, że jest „antysemickim dyktatorem, który masakruje Kurdów, ukrywa terrorystów z Hamasu, okupuje połowę Cypru i więzi dziennikarzy i polityków, którzy mu się sprzeciwiają”. – Teraz poszerza swoją agresję przeciwko Izraelowi na Syrię, a Izrael nie będzie tego tolerował – dodał.

Kilka godzin wcześniej turecki minister sprawiedliwości Akin Gurlek poinformował, że Turcy wydali nakaz aresztowania Netanjahu w związku z przejęciem w maju przez Izrael statków flotylli z pomocą dla Strefy Gazy. Podczas przejęcia konwoju propalestyńscy aktywiści byli napastowani i upokarzani przez izraelskich funkcjonariuszy.

Nie oznacza to, że oba kraje nie utrzymują kontaktów. Izraelskie radio Kan poinformowało w weekend, że Izrael i Turcja prowadzą nieformalne rozmowy, jak uniknąć dalszych napięć w Syrii.

Izrael nie chce robić sobie z Turcji wroga, ale jeśli nasz przekaz do nich nie dotrze, będziemy zmuszeni działać

– przekonuje źródło radia w izraelskich służbach.

Także szef izraelskiej dyplomacji Gideon Saar podkreślił w sobotę, że Izrael „nie ma żadnego interesu w eskalacji relacji z Turcją”, choć dodał, że „Izraelczycy nie pozwolą na tworzenie w Syrii tureckich baz”.

Eskalacja szkodzi relacjom Izrael-Syria. Izraelczycy nie ufają nowym syryjskim władzom

Obecne napięcia oznaczają eskalację nie tylko w relacjach Izrael-Turcja, ale także Izrael-Syria. Ponad rok temu oba kraje, które od dekad są nieprzejednanymi wrogami, zawarły porozumienie, które ma gwarantować spokój na granicy. Na razie ma ono charakter bardzo wstępny, a na trwały deal nie ma szans, bo Syryjczycy domagają się, by izraelscy żołnierze wyszli z Syrii, a Izrael zdecydowanie odrzuca tę możliwość.

Także samo bombardowanie celów w Syrii to nie nowość – Izraelczycy robią to regularnie, uważając, że mają prawo eliminować każde potencjalne zagrożenie tak blisko granic Izraela – czy to ze strony aktywnych na miejscu komórek ISIS, czy libańskiego Hezbollahu, który utrzymuje w Syrii swoje wpływy. Od upadku Asada Izraelczycy przeprowadzili w Syrii setki nalotów, weszli głęboko w południe kraju, gdzie ustanowili dziewięć posterunków wojskowych i gdzie budują wojskową infrastrukturę.

Mimo to, jak opisuje amerykański portal Axios, powołując się na trzy różne źródła, ważni syryjscy i izraelscy urzędnicy spotkali się w ostatnią niedzielę, by porozmawiać o deeskalacji po ostatnich atakach. W rozmowach miał uczestniczyć szef syryjskiej dyplomacji Asad asz-Szajbani i szef Mosadu, Roman Gofman.

Asz-Szajbani przekonywał, że owszem, do bazy Abu Duhur, przyjechało w ostatnim czasie kilku tureckich oficerów, ale była to część „trwającej współpracy wojskowej w miejscu prowadzenia ćwiczeń i wymiana wiedzy”. Dodał, że poinformował o wizycie stronę izraelską, co nie powstrzymało ataku na bazę. Zapewnił, że Syryjczycy nadal chcą rozmawiać z Izraelem, jednak „deeskalacja nie może spoczywać wyłącznie na jednej ze stron, Izrael musi przyznać, że operacje wojskowe i ataki nie sprzyjają bezpieczeństwu, za to nasilają regionalną niestabilność”.


Redagowała Ludmiła Anannikova


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com