Archive | July 2020

Igraszki z hasłem „nie zabijaj”

Igraszki z hasłem „nie zabijaj”

Andrzej Koraszewski


Ludzie padający na kolana podczas wiecu Black Lives Matter na placu przed Kapitolem w Waszyngtonie, 3 czerwca 2020 Zdjęcie: Reuters / Jonathan Ernst.

Podczas gdy nad Wisłą świątobliwi bredzą o Holokauście nienarodzonych, Ameryka żyje dziś hasłem „Black Lives Matter”, w obu przypadkach możemy się zastanawiać nad szczerością i uczciwością tych obrońców moralności apelujących do naszych uczuć i wzywających nas na barykady. Obrońcy nienarodzonych nie tylko świadomie i z premedytacją nadużywają słowa Holokaust, może nie zawsze wiedząc, jakie znaczenie miało to słowo w języku greckim, ale doskonale wiedząc, że w dzisiejszym świecie oznacza ono Zagładę sześciu milionów Żydów przez chrześcijańską Europę pod wodzą niemieckich nazistów. Kradzież tego pojęcia na użytek kampanii na rzecz lekceważenia życia kobiet i jakości życia narodzonych nie jest tak niewinna, jakby to się mogło zdawać. Walczący o życie nienarodzonych nie zamierzają rozmawiać o znaczeniu i ograniczeniach nakazu nie zabijaj. Nie walczą również o ograniczenie liczby wykonywanych zabiegów chirurgicznej aborcji (co osiąga się najskuteczniej przez edukację seksualną i dostęp do środków antykoncepcyjnych), ale o narzucenie społeczeństwu praw religijnych.

Złodzieje pojęć grasują na różnych polach. W przypadku bojowników o życie nienarodzonych, kradzieży pojęcia Holokaust towarzyszy stała tendencja umniejszania Zagłady Żydów, przekonywanie, że za tę Zagładę odpowiedzialni są wyłącznie niemieccy naziści, oraz zabiegi o kryminalizację ujawniania, że wśród współodpowiedzialnych był Kościół katolicki i inne narody europejskie, w tym Polacy.

Daleko nie wszyscy kapłani katoliccy (protestanccy i prawosławni kapłani też mieli często podobne postawy) uważali, że nakaz „nie zabijaj” dotyczy również żydowskich bliźnich. Zgoła przeciwnie bardzo wielu wpajało wiernym przesłanie (a niektórzy nadal to robią), że Żydzi są wyłączeni z kategorii bliźnich. Dziś w kościołach słowo Holokaust słyszymy najczęściej w kontekście rzekomej „obrony życia”. Ta walka o życie nienarodzonych nie tylko ignoruje życie kobiet, nie tylko ignoruje życie już urodzonych, ale jest bardzo silnie powiązana z najstarszym i najbardziej nieludzkim przesądem chrześcijaństwa.

Walka o życie nienarodzonych niewiele ma wspólnego z rzeczywistą troską o życie ludzkie czy też z rzeczywistą moralnością. Natomiast ma bardzo wiele wspólnego z fanatyzmem i z mobilizacją mas do wojny plemiennej.

Za oceanem widzimy inny ruch, którego przywódcy przywdziewają szaty szlachetnych moralistów. Obrona słabych i bestialsko prześladowanych trafia do naszych uczuć i wydaje się być ze wszech miar uzasadniona. Dlaczego zatem wywołuje falę wandalizmu, rabunku i mordów uderzającą również w społeczności czarnych?

Czy jest możliwe, że część przywódców tego ruchu ma zupełnie inne cele niż walka o poszanowanie życia i godność dyskryminowanej grupy? Dlaczego również na tym polu widzimy dziwaczny sojusz z ludźmi związanymi z terrorem i antysemityzmem?

Jeden z najlepszych współczesnych prawników amerykańskich, Alan M. Dershowitz, zastanawiał się niedawno nad pytaniem, dlaczego ruch Black Lives Matter udostępnił swoje platformy ludziom głoszącym, że Izrael jest państwem apartheidu, państwem praktykującym „ludobójstwo palestyńskiego ludu”? Dershowitz zwraca uwagę na fakt, że obrońcy czarnego życia w Ameryce poza swoim własnym krajem zwracają swój gniew tylko przeciw jednemu państwu na świecie. Oczywiście zapewniają, że nie są żadnymi antysemitami, że są zaledwie antysyjonistami.

Amerykański prawnik pisze, że od ponad pół wieku naucza prawa na uniwersytecie i że często rozwiązywał ze swoimi studentami „przypadki hipotetyczne”. Przedstawia taki przypadek hipotetyczny pod naszą rozwagę:

„Wyobraźmy sobie, że istnieje tylko jedno państwo czarnych Afrykanów – naród składający się głównie z byłych niewolników, Czarnych mężczyzn i kobiet. Wyobraźmy sobie dodatkowo, że ten jedyny naród Czarnych ma dobre notowania jeśli idzie o ochronę środowiska, prawa gejów, równość płci i obronę swoich granic przed atakami innych, głównie białych, narodów. Jednak jak wszystkie narody, ten naród Czarnych jest daleki od doskonałości. Ma swoje wady i niedociągnięcia.”

Wyobraźmy sobie następnie – pisze dalej Dershowitz – że różni naprawiacze świata w Ameryce wybierają sobie ten Czarny naród jako wyłączny obiekt potępień i na przykład środowiskowcy czy grupa na rzecz obrony praw gejów tworzą swoje platformy i zajmują się wyłącznie Czarnym narodem ignorując wszystkie faktycznie szkodzące środowisku i homofobiczne narody.

Trudno o wątpliwości, że takie wybiórcze potępianie jedynego Czarnego narodu zostałoby napiętnowane jako irracjonalne, rasistowskie i przepełnione hipokryzją.

Ten hipotetyczny przykład jest bardzo bliski temu, co dzieje się w rzeczywistości. Jeszcze w 2016 roku Dershowitz opublikował w „Boston Globe” artykuł, w którym apelował do kierownictwa ruchu Black Lives Matter o zrezygnowanie z nieuzasadnionych oskarżeń Izraela o apartheid i ludobójstwo Palestyńczyków, co oczywiście nie spowodowało żadnej reakcji.

Alan M. Dershowitz zauważa, że bardzo często (zarówno dziś, jak i w przeszłości), grupy mające szlachetne cele gubią się, włączając się w akcje jawnie rasistowskie, homofobiczne, czy w inne formy bigoterii. Ich szlachetne cele i działania, w żaden sposób nie usprawiedliwiają działań głęboko amoralnych, co więcej, jedno absurdalne i amoralne rozszerzenie pierwotnego celu, pociąga często za sobą inne, czasem zmieniając ów cel pierwotny w swoje przeciwieństwo. (Ruch Black Lives Matter miał pierwotnie na celu badanie i piętnowanie przypadków nadużywania przemocy wobec czarnych przez policję. Został zdominowany przez hałaśliwe grupy wzywające głównie do anarchii i zupełnie nie zainteresowane praktycznymi działaniami, które prowadzą do ustalenia faktycznych przypadków nadużycia władzy i poszukiwania środków naprawczych.)

Osobiście podejrzewam, że może tu być pewien mechanizm, że mamy do czynienia z kradzieżą autorytetów moralnych, i że jednostki promujące rasizm, czy to w formie antysemityzmu czy jakiejkolwiek innej, jednostki promujące przemoc i dążące do destabilizacji systemu, doskonale wiedzą, iż podczepienie się pod przemawiający do ludzi cel, pozwala przemycać propagandę kłamstwa i sianie nienawiści.

Podobnie jak w przypadku obrony nienarodzonych, obrona życia czarnych została porwana przez ludzi, których życie ludzkie mało interesuje, dla których oburzające jest przypomnienie, że każdego dnia w Ameryce czarni giną z rąk czarnych, a byłoby tych mordów wielokrotnie więcej gdyby nie wysiłki policji, że przypadki policyjnej brutalności i faktycznego nadużycia przemocy są stosunkowo rzadkie, co nie znaczy, że nie wymagają starannego monitorowania i działań zmierzających do ich wyeliminowania.

Nakaz „nie zabijaj” pozostaje w mocy, ale porwany przez ludzi w rodzaju ojca Rydzyka, byłego księdza Międlara i im podobnych, czy przez ludzi w rodzaju Louisa_Farrakhana w USA staje się narzędziem ludzi skrzykujących się do mordów.

Kiedy ludzie padają na kolana, lepiej uważać, bo ich pasterze mogą mieć patologiczne skłonności.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli firm BioCatch surpasses 150 million anonymous behavioral profiles

Israeli firm BioCatch surpasses 150 million anonymous behavioral profiles

CYBERTECH


The firm says it possesses the largest set of behavioral profiles worldwide to eliminate online fraud

BioCatch / (photo credit: Courtesy)

Israel cybersecurity firm BioCatch, a leader in behavioral biometrics announced this past week that it now has a compilation of privacy-protected digital behavioral profiles of more than 150 million individual online banking users, largely through its deployment at more than 40 major global banks and other financial institutions worldwide.

As such, the firm analyzes more than one billion digital sessions per month in real-time for potential fraud and other types of cybercrime to protect online users and their assets.

According to the company, cybercrime has accelerated dramatically as a result of the coronavirus, as fraudsters have sought to take advantage of distracted individuals working from home or dispersed companies whose technologists have been scattered in remote locations.

Through the continuous authentication of online sessions, behavioral biometrics flags physical and cognitive device interactions that present potential risk, the company is able to collect data without collecting personally identifiable information (PII).

The firm uses this to address some of the most pressing digital identity challenges that exist today, including detecting the use of stolen or synthetic identities at the onboarding stage, recognizing account takeovers and flagging increasingly sophisticated social engineering scams.

“Online authentication methods have to change, especially in light of the increased security risk inherent in remote access,” said BioCatch Chairman and CEO Howard Edelstein. “With behavioral biometrics, we passively monitor digital sessions from start-to-finish, eliminating friction for online banking users and keeping their assets safe from the rising tide of cybercrime. We’ve reached 150 million user profiles because we’ve been collecting digital data for almost a decade, far longer than anyone else. That’s why we can detect anomalies faster and with more accuracy than anyone else, even without collecting any PII.”

Last month BioCatch raised $145 million in a Series C investment led by Bain Capital’s Tech Opportunities fund, the growth investing business of Bain Capital. Also joining the round were American Express Ventures, CreditEase, Maverick Ventures and Our Crowd, among others.


Read more from Cybertech News: https://www.israeldefense.co.il/en/categories/cybertech


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Things to do in Israel: Best Places to Visit

Things to do in Israel: Best Places to Visit

Secret-Travel.Guide



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


20 lat temu zmarł Jan Karski

Państwo stoi wyżej niż naród. 20 lat temu zmarł Jan Karski

Igor Rakowski-Kłos


Jan Karski (1914-2000) – pracownik MSZ, żołnierz kampanii wrześniowej, emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego. Przekazał na Zachód informacje o terrorze hitlerowskim. Po wojnie wykładał nauki polityczne na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie. Sprawiedliwy wśród Narodów Świata… (Fot. Archiwum)

Jan Karski był wolny od potrzeby autokreacji. Nie zabiegał, by o nim mówiono, a nawet gdy ktoś do niego przyszedł, był sceptyczny co do swej roli. Przy tym bardzo samotny. 13 lipca 2000 r. zmarł Jan Karski – kurier Polskiego Państwa Podziemnego, który poinformował Zachód o Holocauście.

.

IGOR RAKOWSKI-KŁOS: Drugi tom biografii „Jan Karski. Jedno życie” pokrywa się czasowo z wydarzeniami opisanymi przez niego w „Tajnym państwie”, książce, która po wydaniu w 1944 r. w Stanach Zjednoczonych sprzedała się tam w nakładzie ok. 400 tys. egzemplarzy. Do dziś na jej podstawie powstają filmy animowane, komiksy i inne dzieła popularyzujące działalność Karskiego. W drugim tomie przytacza pan jego słowa, że podczas pisania został „zgwałcony”, aby powstało dzieło propagandowe.

.

WALDEMAR PIASECKI: Książka to była opcja rezerwowa. Rząd londyński chciał nakręcić film hollywoodzki o polskim podziemiu i był już nawet przygotowany scenariusz, który podrasowała Martha Gellhorn, żona Ernesta Hemingwaya. Film jednak nie powstał, dlatego „Tajne państwo” było produktem propagandowym na zamówienie rządu londyńskiego. Premier Stanisław Mikołajczyk chciał za pomocą książki zdobyć poparcie aliantów dla państwa polskiego i parasol ochronny przed Stalinem. Osobiście zdecydował, by nie tłumaczyć „Tajnego państwa” na polski, mimo że chciało to zrobić emigracyjne wydawnictwo Rój Mariana Kistera. Autor uważał, że wywołałoby zdumienie Polaków. Są w nim takie sytuacje jak ta, gdy Józef Cyrankiewicz otwiera klapę w kuchni, wskakuje do kanału i wychodzi dwie ulice dalej po przejściu tunelem. Fantastyka. Albo propagowanie wersji, że sanacja doprowadziła do całkowitej katastrofy i w kampanii wrześniowej nikt nie mógł się skutecznie bić.

Dlatego Karski napisał, że 1 września bomby spadły na koszary w Oświęcimiu, rozbiły jego 5. Dywizjon Artylerii Konnej przed poranną toaletą, wszystko poszło w rozsypkę, a żołnierze uciekli bezładnie na wschód. Prawda jednak była taka, że Karski 1 września już był na pozycjach, a kampanię skończył 25 września na Lubelszczyźnie, w okolicy Krasnobrodu, gdzie wraz z oddziałem został wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną.

Dlatego było embargo na przekład. W latach 70. Karskiego do polskiej edycji bezskutecznie namawiał Jerzy Giedroyc. W końcu „Tajne państwo” po polsku ukazało się w 1999 r. za zgodą Profesora w moim tłumaczeniu i opracowaniu, ale uważałem, że powinna się ukazać także biografia, która pokazywałaby prawdziwą perspektywę. Profesor się zgodził, ale odszedł w 2000 r. i z pracą musiałem się zmagać już sam.

Jan Karski w 1999 r. w Warszawie. Obok siedzą: Jacek Kuroń i Waldemar PiaseckiJan Karski w 1999 r. w Warszawie. Obok siedzą: Jacek Kuroń i Waldemar Piasecki Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta

Jaki był stosunek Karskiego do rządów sanacji?

– Nie był do nich wrogo nastawiony. Z dumą podkreślał, że rok 1935 był rokiem największego rozwoju Polski. Ze stolic europejskich Warszawa była na trzecim czy czwartym miejscu pod względem konsumpcji energii elektrycznej. W mieście nocą było widno jak w Paryżu czy Londynie. W 1939 r. zaawansowane były prace nad uruchomieniem telewizji. Oczywiście, zawiodły kalkulacje polityczne, system sojuszów, złudne nadzieje Józefa Becka, że wszystko zdoła pozałatwiać z Niemcami. Były nie tylko obszary głupoty, ale też wielkiego sukcesu – przemysłowego i cywilizacyjnego. Karski był realistą. Widział jedno i drugie.

Profesor był przejęty sprawiedliwością społeczną – pojęciem, które zostało zdeprecjonowane w PRL. Uważał, że obowiązkiem państwa jest zadbanie o warstwy biedne i pokrzywdzone, które bez pomocy ulegną kryminalizacji. Wyrażała to idea socjalistyczna, co nie miało nic wspólnego z komunizmem. Innym socjalistą okazał się Józef Cyrankiewicz, a innym Kazimierz Pużak.

W pańskiej książce Karski wyraża się z uznaniem o okupacyjnej działalności Cyrankiewicza. Spotkał się z nim nawet w 1974 r. w Polsce.

– To, kim stał się Cyrankiewicz po wojnie, rozczarowało i bolało Karskiego, ale nie wyobrażał sobie, aby w biografii nie oddać prawdy i nie napisać, co robił dobrego. W końcu Cyrankiewicz uratował mu życie.

W czerwcu 1940 r. Niemcy złapali Karskiego na Słowacji, gdy przeprawiał się na Zachód przez Węgry. Po brutalnym przesłuchaniu i próbie samobójczej znalazł się w szpitalu w Nowym Sączu, skąd został odbity. Rola Cyrankiewicza w tej akcji nie jest przesadzona?

– W żadnym razie. Pierwszy plan był taki, żeby uwolnić Karskiego siłą: wpaść z pistoletami i go odbić. Skończyłoby się to ofiarami i być może fiaskiem. Dlatego powstała koncepcja, aby użyć pieniędzy i przekupić strażników. Szczegóły ustalali ówczesny dowódca krakowskiego ZWZ Tadeusz Komorowski, wówczas jeszcze używający pseudonimu nie „Bór”, ale „Korczak”, oraz Józef Cyrankiewicz kierujący krakowskim PPS-WRN. ZWZ miał wtedy pustą kasę, a Cyrankiewiczowi udało się zebrać potrzebną sumę. Każdy ma w głowie Komorowskiego i Cyrankiewicza jako postaci z zupełnie innych bajek, ale wtedy działali wspólnie. Zresztą ZWZ uważał, że największe polityczne poparcie ma wśród socjalistów z PPS-WRN Kazimierza Pużaka.

Jan Karski na zdjęciu wykonanym w Warszawie w 1935 r. Przyszły Jan Karski miał wtedy 21 lat i studiował prawo oraz dyplomację na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.Jan Karski na zdjęciu wykonanym w Warszawie w 1935 r. Przyszły Jan Karski miał wtedy 21 lat i studiował prawo oraz dyplomację na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Fot. Instytut Hoovera

Karskiemu udało się dwa razy wejść do getta warszawskiego i do getta tranzytowego w Izbicy koło Krasnegostawu, z którego Żydów transportowano do obozu zagłady w Bełżcu. Uzyskał od żydowskich działaczy informacje o Holocauście i przekazał je na Zachód. Od początku wojny szczególnie interesował się sytuacją Żydów?

– Uważał, że nikt łaski Żydom nie robi, bo to są obywatele polscy i przed wojną mieli reprezentację w Sejmie. Tak samo jak ludowcy, socjaliści i narodowcy mają prawo raportować, co chcą i komu chcą.

U Karskiego państwo było wyżej niż naród i był to rezultat formowania w duchu piłsudczykowskim. Nosił Boga w sercu, ale uważał, że państwo jest dla Polaków najważniejsze. To był katolicki państwowiec.

Karski został przyjęty przez Franklina Delano Roosevelta na audiencji 28 lipca 1943 r. O tym, że ma stanąć przed prezydentem, dowiedział się tego samego dnia. Później opowiadał o tym spotkaniu dość swobodnie. Miał 29 lat i twardy polski akcent. Nie stresował się?

– Nad spotkaniem z Rooseveltem pracowano od miesięcy. Pierwszą osobą, która zainteresowała prezydenta młodym kurierem, był Anthony Drexel Biddle, wieloletni ambasador amerykański w Warszawie. Profesor znał go jeszcze sprzed wojny, gdy pracował w MSZ. Karski był przygotowany od wielu tygodni na wizytę w Białym Domu i tylko czekał na wezwanie. Ćwiczył przedstawianie raportów z polskim ambasadorem Janem Ciechanowskim i odpowiedzi na możliwe pytania. Gdy przy śniadaniu dowiedzieli się, że wreszcie jadą do Białego Domu, to w zasadzie się ucieszyli. Karski wyobrażał sobie Roosevelta jako człowieka, który wszystko może. Gdy wychodził od niego tyłem jak od cesarza czy od króla, potknął się i prawie przewrócił.

Ale odniósł też wrażenie, że Roosevelt nie bardzo potrafi się skoncentrować i wysłuchanie kwestii dłuższej niż trzy minuty sprawia mu trudności. Przerywał i zadawał pytania uzupełniające. Potem wszedł w ogólnikowe deklaracje: że Ameryka jest przyjacielem Polski i że nie zapomni o Polakach. W drodze powrotnej Ciechanowski stwierdził gorzko, że chociaż Roosevelt dużo mówił, to nie powiedział zbyt wiele. Rozentuzjazmowany Karski uważał, że wizyta przyniesie wiele dobrego dla Polaków i Żydów. Tak się nie stało.

Jan Karski podczas uroczystości z okazji 50. rocznicy pogromu kieleckiego przed kamienicą, przy której zamordowano 4 lipca 1946 roku 37 Żydów. Lipiec 1996 rokuJan Karski podczas uroczystości z okazji 50. rocznicy pogromu kieleckiego przed kamienicą, przy której zamordowano 4 lipca 1946 roku 37 Żydów. Lipiec 1996 roku Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Misja nieudana, misja nieukończona – tak się dziś mówi o działaniach Karskiego.

– Te hasła są nieprawdziwe. Misją Karskiego było przekazanie konkretnej wiedzy konkretnym ludziom, by na jej podstawie podjęli decyzje. Co z nią zrobili Franklin Roosevelt czy Anthony Eden, brytyjski minister spraw zagranicznych, oraz jego szef Winston Churchill to już inna kwestia. Nie można obarczać Karskiego winą za ich decyzje czy ich brak. O misji Karskiego często rytualnie mówi się, że dotyczyła tragicznej sytuacji Żydów, pomijając dyskretnym milczeniem jej cel zasadniczy. Przede wszystkim chodziło o rzetelną prezentację projektu Państwa Podziemnego jako unikalnego, dobrze zorganizowanego i cieszącego się poparciem społeczeństwa okupowanej Polski. Moskwa robiła wszystko, aby Londyn i Waszyngton myślały inaczej, bo tak naprawdę przyszłością dla Polski są PPR i Gwardia Ludowa. Prezentacja Państwa Podziemnego była głównym celem misji Karskiego i w tym odniósł sukces.

Jaki był tego skutek?

– Pod wpływem raportu Karskiego została przyznana pomoc amerykańska w wysokości 12 mln dol. z przeznaczeniem przede wszystkim dla Armii Krajowej. To było poważne wsparcie.

Jednak dla sprawy żydowskiej alianci zrobili niewiele lub zgoła nic.

Trzeba też pamiętać, że pod koniec lipca 1943 r. eksterminacja była zaawansowana, a większość Żydów została wymordowana. Była koncepcja, by wykupywać Żydów masowo z obozów albo by wystawić paszporty państw neutralnych in blanco. Były koncepcje stosowania odwetu zbiorowego na Niemcach przez aliantów czy bombardowania torów kolejowych do KL Auschwitz. Były różne pomysły, ale albo spóźnione, albo nierealne. Główna fala już przeszła.

Warszawa, ulica Lubelska, rok 2014. Odsłonięcie muralu Jana KarskiegoWarszawa, ulica Lubelska, rok 2014. Odsłonięcie muralu Jana Karskiego Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Jak wtedy wyglądał stosunek Żydów amerykańskich do Holocaustu?

– Karski wiedział, że mogą być skłóceni podobnie jak Polacy, ale zaskoczyło go, że są aż tak zantagonizowani. W USA działali syjoniści rewizjoniści, na czele z Zeewem Żabotyńskim, twórcą Bejtaru, prawicowej młodzieżówki żydowskiej, który zmarł na zawał serca w 1940 r.; jego misję kontynuował Hillel Kook, znany jako Peter Bergson. Cała jego grupa starała się mobilizować do pomocy Żydom, organizując ogromne przedsięwzięcia masowe – wiece, a nawet musicale, które oglądało po kilkadziesiąt tysięcy osób.

Krytykowali Światowy Kongres Żydów za to, że stojący na jego czele rabin Wise stara się nie denerwować Roosevelta sprawą żydowską. Obawiał się, że może to spowodować falę antysemityzmu w Ameryce – jakoby Żydzi popychali USA do wojny, by biły się za nich.

Część syjonistów ogólnych, czyli o poglądach takich jak Chaima Weizmanna, którzy później mieli największy wkład w budowę niepodległego Izraela, uważała, że nie ma co się awanturować o ten ratunek, a nawet w pewnych okolicznościach taka danina krwi może się przysłużyć sprawie wykreowania państwa żydowskiego. Syjoniści rewizjoniści uważali, że to nieludzkie. Nawoływali do natychmiastowej pomocy. Z powodu tego konfliktu przez wiele powojennych lat nie udawało się sprowadzić ciała Żabotyńskiego z Nowego Jorku.

Maj 2000, Łódź, Jan Karski na ławeczce Tuwima przy Piotrkowskiej Maj 2000, Łódź, Jan Karski na ławeczce Tuwima przy Piotrkowskiej  FOT. TOMASZ STAŃCZAK/AGENCJA GAZETA

Dziś w Tel Awiwie jest ulica jego imienia.

– Owszem, ale po ilu latach… Karski od początku podzielał stanowisko syjonistów rewizjonistów. Żabotyńskiego znał sprzed wojny. Uważał, że potrzebna jest natychmiastowa akcja. Całą duszą był za tym, żeby coś zrobić. Niestety stanowisko oficjalne było takie, że największą pomocą dla Żydów będzie szybkie wygranie wojny, a wtedy rozliczy się Niemców.

Karski był gotów wrócić do Polski w 1945 r.?

– Gdyby tak mu polecił Mikołajczyk, to zapewne tak. Wtedy skończyłby pewnie – jak wielu – w więzieniach albo uciekł z ekipą przywódcy PSL. Ale ludzie, którzy decydowali o jego przyszłości, mieli więcej realizmu i wiedzieli, że to by się nie mogło dobrze skończyć. Sowieci chodzili za nim jeszcze w Londynie. Prawie zabili jego kumpla, myśląc, że to Karski, a miesięcznik „Soviet Russia Today” napisał o nim paszkwil.

Czy wyobrażałby pan sobie Karskiego walczącego w kraju z reżimem promoskiewskim?

– Bardziej jak organizuje zamach na Bieruta, a nie wychodzi z lasu i rozbija posterunek MO w jakiejś wiosce.

Pamiątkowe monety upamiętniające Jana Karskiego Pamiątkowe monety upamiętniające Jana Karskiego  Fot. materiały prasowe

Karski odbiega od propagandowego stereotypu bohatera.

– Jeżeli tak samo rozumiemy stereotyp, to istotnie nie był to bohater od świtu do nocy myślący nad tragicznym losem ojczyzny. Był pogodny, korzystał z życia. Bywał w lokalach w Warszawie, gdzie podczas okupacji kwitło życie towarzyskie, a w Paryżu chodził oglądać Edith Piaf i Josephine Baker. Starał się żyć i nie zwariować. Dlatego tak długo zwlekał ze zgodą na rozpoczęcie prac nad swoją biografią. Był absolutnie wolny od potrzeby autokreacji. Nawet wycofany. Nie wychodził z inicjatywą i nie zabiegał, by o nim mówiono, a nawet gdy ktoś do niego przyszedł, był sceptyczny co do swej roli. Przy tym bardzo samotny.


Jan Karski urodził się w Łodzi w 1914 r. Ukończył prawo i studium dyplomatyczne na Uniwersytecie Lwowskim. Pracował w dyplomacji. W czasie wojny zasłynął jako kurier przenoszący informacje między polskim rządem na uchodźstwie a strukturami Polskiego Państwa Podziemnego. Jako pierwszy Polak przekazał światu szczegółową i naoczną relację o eksterminacji Żydów w gettach i obozach Zagłady. Jako antykomunista po wojnie pozostał w Stanach Zjednoczonych. Od 1952 r. był profesorem Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie. W 1994 r. otrzymał honorowe obywatelstwo Izraela. Cztery lata później był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Zmarł w 2000 r. W 2012 r. Barack Obama, prezydent USA, pośmiertnie odznaczył go Prezydenckim Medalem Wolności – najwyższym amerykańskim odznaczeniem cywilnym. “Jego praca w służbie Polskiego Państwa Podziemnego, która rozkwitała pod nosami nazistów, zasługuje na znalezienie się w świetle jupiterów” – uważa historyk Norman Davies.

* Waldemar Piasecki – dziennikarz i pisarz mieszkający w Nowym Jorku, w ostatnich latach życia Jana Karskiego jego sekretarz. Jest autorem książek „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść 1914-1939. MADAGASKAR” i „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna opowieść 1939-1945. INFERNO”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Coronavirus committee to rule on gyms, pools on Monday

Coronavirus committee to rule on gyms, pools on Monday

MAAYAN JAFFE-HOFFMAN


35 people infected in gyms since June * Buses to run after 10 p.m. * Death toll spikes to 362.

Border Police go about coronavirus inspections in Mea Shearim, a haredi neighborhood in Jerusalem. / (photo credit: MARC ISRAEL SELLEM)

The Knesset coronavirus committee meeting is expected to once and for all vote on Monday whether or not to reopen gyms and public pools after a heated debate Sunday and on the backdrop of yet another spike in cases.

Some 1,151 people tested positive for coronavirus on Saturday, the Health Ministry reported on Sunday, and more than 1,300 on Friday. There were another 646 people diagnosed on Sunday between midnight and press time.

On Saturday, only 20,294 people were screened, meaning that the percentage of people who tested positive increased to around 6%, a percentage that Dr. Emilia Ennis, director of the Department of Epidemiology at the Health Ministry, called, “worrisome” during her presentation at the committee meeting.

When comparing early July data to April data, Israel’s most difficult month in the fight against coronavirus, so far, she showed, the number of patients infected is trending to be higher than the final number in April. However, the discrepancy could be due to the number of tests being done.

On Sunday evening there were 151 people in serious condition, including 47 who were intubated. Some 362 people have died in Israel from the virus.

Despite the high numbers, buses are expected to resume running past 10 p.m. on Monday, Transportation Minister Miri Regev said, revoking a decision that went into effect only a few days prior.

“I came here immediately after the government meeting to take a close look at the bus operation,” Transportation Minister Miri Regev said Sunday in a statement that was disseminated by video, “and I see that things are going well… I made a decision: starting tomorrow, buses will run even after 10 p.m.”

At the same time, Interior Minister Arye Deri convinced the cabinet that the Health Ministry should be required to publish its “red zone” criteria ahead of designating any new neighborhoods as such. The move came after push back from the haredi (ultra-Orthodox) community that decisions were made to discriminate against their community.

During the Knesset coronavirus committee meeting, it was revealed that some 170 cases of infection originated since June from weddings, 35 from gyms, 21 from restaurants and six from bars.
Ennis, however, said that “in most cases the source of infection is difficult to identify.”

She said in as many as one-third of cases, the source of infection is unknown. However, a Health Ministry report that came out soon after her presentation indicated that this number was even higher, perhaps as high as 58%.

The Health Ministry showed that from the beginning of the pandemic until July 6 there were 30,162 people infected with coronavirus, but only 21,562 for which the ministry made efforts to track the origin of their infection. The ministry was unable to determine how 12,581 (58%) of those patients were infected.

Of the 8,981 (42%) that they could track, the most common places for people to contract the virus are: at home ( approximately 65.8%), educational institutions (10.3%), medical institutions (5.8%), events or conferences (3.95%), synagogues (2.2%), shopping centers or stores (2%), or at recreational locations (1.8%). Another 8.2% were not exposed to any of these places but came in contact with a sick person at an unknown location.

Ennis told the committee that the conditions at gyms and pools lend themselves to increased infection and that is why the Health Ministry advised the government to shut them down. Among the conditions at gyms: close quarters, heat, humidity, breathing more and more deeply and touching the surfaces of shared equipment. Among the conditions at pools: No mask wearing, crowding and difficulty in observing the rules of hygiene.

“It is imperative to find the delicate balance between maintaining public health and the duty to maintain people’s livelihoods,” said Knesset coronavirus committee chairwoman Yifat Shasha-Biton at the start of the session. “We must understand what underlies every decision – understand the logic behind these decisions. The issue of social distancing and the observance of Health Ministry guidelines are critical to preventing an outbreak, but also to allowing the economy to function.”

“We have no magic solution,” Health Ministry deputy director-general Itamar Grotto said at a previous meeting earlier in the day.

In her presentation, Ennis showed that there is an increase in the number of difficult patients.

According to the Health Ministry, there was no change in the criteria for who is considered a serious patient, despite reports by the Hebrew media outlet N12 to the contrary.

The Health Ministry released a backgrounder on Sunday detailing this criterion, as defined by the World Health Organization. Those with mild symptoms have a low fever, cough, weakness and potentially a loss of taste or smell. Those with moderate symptoms have been diagnosed via a clinical or X-ray with “COVID-19 pneumonia.” Serious patients, as suffering from dyspnea (a respiratory rate of 30 or more breaths per minute), have a blood oxygen saturation of 93% or less, a ratio of the partial pressure of arterial oxygen to the fraction of inspired oxygen (PaO2:FiO2) of less than 300 mm Hg.

“If the upward trend in the number of serious patients continues, then the number of these will exceed the number in the first wave,” she continued. “Two days ago, there were 35 new serious patients added in one day, which is more than the peak day in the first wave – 29 new serious patients in a day.”

“It is our job to stop the outbreaks before they start,” Ennis said, “After there is already an outbreak, it is very difficult to stop the spread.”


Gil Hoffman and Tamar Beeri contributed to this report.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com