Archive | July 2020

Israel – Vacation Beyond Belief

Israel – Vacation Beyond Belief

Visit Israel


Video by Israeli Ministry of Foreign Affairs


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Boris, Tarcza Izraela

Boris, Tarcza Izraela

Noru Tsalic
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


W ostatnich latach Izraelczycy często spotykali się z oskarżeniem o apatię w sprawie pokoju z Palestyńczykami. Ale możliwa aneksja/rozciągnięcie jurysdykcji na części Zachodniego Brzegu/Judei i Samarii już zmieniła stan rzeczy. Jest w Izraelu przedmiotem zaciekłej debaty. I tak powinno być. To prawda, obecny rząd jest wynikiem demokratycznych wyborów, a izraelski elektorat wiedział dokładnie, na co głosuje. Niemniej, nie ma nic złego w ponownej debacie o tej kwestii, żeby dokładnie wyjaśnić zamiary i ujawnić nieprzewidywane poprzednio konsekwencje.

Powstrzymam się tutaj przed zajmowaniem własnego stanowiska w samej sprawie – poza stwierdzeniem, że widzę uprawnione argumenty po obu stronach w tej dyskusji. Chodzi o to, że jest to debata Izraelczyków. W doskonałym świecie powinni w niej brać udział Palestyńczycy – to jest, zakładając, że tego chcą i że wysuną przedstawicieli zdolnych do odnoszenia się do jakiejkolwiek propozycji bez instynktownego, histerycznego odrzucenia jej. I jest również słuszne, by Izrael wciągał w to USA; z powodu dziesięcioleci (przez większą część czasu istnienia Izraela) niezachwianego poparcia dla państwa żydowskiego; z powodu tego, że jest to światowe supermocarstwo; oraz dlatego, że od administracji amerykańskiej wyszła propozycja pokojowa, która stanowi podstawę „aneksji”.

Niezależnie jednak od stanowiska wobec samego planu, trudno zrozumieć, dlaczego miałaby to być sprawa kogokolwiek innego.

Dlaczego każdy mieszkaniec planety (i jego przygłucha ciotka) uważa, że ma prawo mówić Izraelowi i Izraelczykom, co mają robić? Jedni robią to, oczywiście, z powodu antysemickiego przekonania, że państwo żydowskie jest zagrożeniem dobrostanu (a nawet istnienia) całego świata. Była brytyjska ministerka i polityczka Labour Party, Clare Short, na przykład, za brak zdecydowanej akcji przeciwko globalnemu ociepleniu obwiniała … Izrael. A więc wyraziła opinie, że istnienie państwa żydowskiego grozi doprowadzeniem do “kresu rasy ludzkiej”. Później inny poseł labourzystowski – pewne zero o nazwisku Alex Sobel – oznajmiał na Twitterze, że

“Aneksja jest niebezpieczeństwem nie tylko dla Palestyńczyków i Izraelczyków, ale dla nas wszystkich”.

Wszyscy jednak wiemy, skąd się to bierze. Zgaduję, że właśnie dlatego trwa dochodzenie w sprawie instytucjonalnego antysemityzmu Labour Party.

Sprawy przybierają inny obrót, kiedy ktoś, kto nie jest jednak całkowitym zerem, wstępuje w szranki. Nadając sobie tytuł, który najlepiej chyba przetłumaczyć jako „Obrońca Izraela” lub „Tarcza Izraela” brytyjski premier, Boris Johnson, opublikował w środę artykuł – po hebrajsku – w jednej z głównych gazet Izraela.

Ludzie mogą wzruszać ramionami na nieproszony “wkład” pana Johnsona, ale proszę sobie wyobrazić, że w środku debaty o Brexit Benjamin Netanjahu opublikowałby artykuł w „Times of London”, mówiący Brytyjczykom prostym żołnierskim językiem, by przestali zachowywać się jak głupcy. Dręczy mnie podejrzenie, że taka interwencja premiera Izraela byłaby uznana za (by użyć brytyjskiego understatement, „nie całkiem mile widziana”. Mimo faktu, że zarówno UE, jak Wielka Brytania są ważnymi partnerami handlowymi Izraela i z tego powodu Netanjahu mógłby się uważać za uprawnionego do zabrania głosu.

Lektura artykułu pana Johnsona jest interesująca – jeśli nic innego, dostarcza wglądu w protekcjonalną, neokolonialną mentalność tak wielu zachodnich “przyjaciół Izraela”.

Istotnie, Johnson zaczyna od ustalenia swojej roli na scenie; nie, nie jako bezstronnego, miłującego sprawiedliwość polityka – ale jako ni mniej, ni więcej tylko “zwolennika i wielbiciela Izraela”. Pisze także:

“Jestem entuzjastycznym obrońcą Izraela. Niewiele celów jest bliższych mojemu sercu niż zapewnienie, żeby jego obywatele byli chronieni przed groźbą terroru i antysemickiego podżegania”.

Słyszeliście, cholerni Izraelczycy? Nie macie powodu do zmartwień – Wujek Borys zawsze będzie was chronił?  Nie macie żadnych powodów do zmartwień. To prawda, jeszcze musi uporać się z tymi, którzy zastraszali i upokarzali jego kraj; ale nie martwcie się – na wypadek potrzeby, z pewnością wyprawi swoich dzielnych żołnierzy, by bronili izraelskiego życia i godności. Zobaczcie co pisze:

“Nasze zobowiązanie wobec bezpieczeństwa Izraela jest solidne, jak długo jestem premierem Wielkiej Brytanii”.  

Nie ma więc powodu do zmartwień przez następne 4 lata, mniej więcej. Chyba, że nastąpi kryzys, który wyniesie do władzy Keira Starmera i Lisę Nandy. Lub nawet Jeremy’ego Corbyna – który wydaje się nadal czaić gdzieś w mrocznych zakamarkach brytyjskiej polityki.

Nie jest to jednak tylko Wujek Boris; podobno cały jego kraj ma dumną tradycję dzielnej obrony Izraela:

“Wielka Brytania zawsze stała u boku Izraela i jego prawa do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie – tak jak wszystkie inne narody”.

Nadal żyje w Izraelu garść ludzi, którzy przeczytawszy to mogą podrapać się po swoich – na ogół łysych – głowach. Ludzi, którzy walczyli w krwawych walkach przeciwko Arabskiemu Legionowi – armii uzbrojonej, wyszkolonej i dowodzonej przez Brytyjczyków; w 1948 roku. Walka z tą armią kosztowała więcej izraelskich ofiar niż walki na wszystkich innych frontach wzięte razem.

Nie musimy jednak polegać na pamięci Izraelczyków, którzy brali udział w walkach w 1948 roku; być może nie wszystko pamiętają… Całkiem jednak niedawno, bo w sierpniu 2014 roku rząd brytyjski kierowany przez konserwatywnego przywódcę, Davida Camerona (kolejnego oddanego przyjaciela Izraela) zawiesił eksport broni do państwa żydowskiego. Podobno rząd Jej Królewskiej Mości był okropnie zaniepokojony tym, że ta broń może zostać użyta przeciwko Palestyńczykom w Gazie. Nie rozumiem, skąd wzięli ten pomysł! W końcu, między styczniem a sierpniem 2014 roku Gaza bombardowała Izrael zaledwie marginalnie większą liczbą rakiet niż cztery tysiące …

Nie chodzi jednak tylko o broń. Podobno kraj pana Johnsona dawał także Izraelowi polityczną i dyplomatyczną „ochronę”:

“Wielka Brytania często broniła Izraela, jako część małej mniejszości w ONZ, przed nieuzasadnioną i nieproporcjonalna krytyką”.

To jest taaaaaaaak ważne, szczególnie dlatego, że Wielka Brytania ma prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Spójrzmy więc na kilka ważniejszych rezolucji ONZ:

–        Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ 181 (1947) proponowała ustanowienie państwa żydowskiego na części Mandatu Palestyńskiego. 33 kraje głosowały za rezolucją, 13 przeciwko, a 10 (włącznie z Wielką Brytanią) powstrzymały się od głosu. Wielka Brytania jednak  nie powstrzymała się przed bardzo długą kampanią, której celem było sabotowanie realizacji tej rezolucji; kampania była bardzo bliska odniesienia sukcesu.  

–        Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ  273 (1949) przyjęła Izrael jako członka Narodów Zjednoczonych. Tym razem 37 państw głosowało za i 12 przeciwko; 9 powstrzymało się od głosu, włącznie z Wielka Brytanią. 

–        4 lipca 1967 roku Wielka Brytania głosowała za Rezolucją Zgromadzenia Ogólnego 2253 (zaproponowaną przez Pakistan), która ogłaszała jako  „nieważne” wszystkie “kroki podjęte przez Izrael, by zmienić status” Jerozolimy.  Nawiasem mówiąc, o tych “krokach” mówiono w towarzyszących przemówieniach jako o „aneksji” Jerozolimy.  Plus ça change

Ale, co tam, to są starocie, prawda? Podejdźmy więc nieco bliżej naszych czasów. W 2000 roku, po odrzuceniu otwierającej propozycji pokojowej Ehuda Baraka, a także “parametrów” proponowanych przez Billa Clintona, Autonomia Palestyńska/OWP przygotowały „ludowe powstanie” (czytaj: serię ataków terrorystycznych, które kosztowały życie ponad 1000 Izraelczyków – trzy czwarte z nich, cywilów). Rada Bezpieczeństwa ONZ “odpowiedziała” Rezolucją 1322/7 października 2000 roku, w której potępiła

“akty przemocy, szczególnie nadmierną siłę użytą przeciwko Palestyńczykom …”

Wielka Brytania głosowała za tą rezolucją. Zastanawiam się, czy o to chodziło Borisowi Johnsonowi, kiedy mówił o swojej determinacji, by zapewnić, że “obywatele Izraela są chronieni przed groźbą terroru” Nie jestem pewien – znany jest z tego, że jego pamięć i zwracanie uwagi na „szczegóły” są słabe…

Właściwie trudno jest przypomnieć sobie rezolucję ONZ potępiającą Izrael (włącznie z rezolucjami cudacznie oskarżającymi państwo żydowskie o “łamanie międzynarodowego prawa humanitarnego” i koszmarne „zbrodnie wojenne”), której Wielka Brytania by się sprzeciwiała.  

Jeśli jednak ci uprzykrzeni Izraelczycy myślą, że zawdzięczają Wielkiej Brytanii wyłącznie bezpieczeństwo, mylą się. W rzeczywistości, pisze pan Johnson, Wielka Brytania jest odpowiedzialna za założenie państwa Izrael poprzez Deklarację Balfoura.

Zaskoczyła mnie skromność Borisa w tej sprawie. Bowiem Rząd Brytyjski zrobił dużo więcej niż tylko wydał deklarację; w rzeczywistości uroczyście przyrzekł przed “międzynarodową społecznością” owych dni, zrobić wszystko, co w jego mocy, by założyć w Mandacie Palestyny „żydowski dom narodowy”. Jedyny problem – a jest to oczywiście tylko mały szczegół – polega na tym, że zapewniwszy sobie ten Mandat w zamian za tę obietnicę, niemal natychmiast zrezygnowali z wszelkiego zamiaru spełnienia jej.

Tak czy inaczej: po wyliczeniu wszystkich powodów, dla których Izraelczycy powinni być wdzięczni jemu osobiście i jego krajowi, Boris Johnson poinformował ich, że

“Aneksja stanowiłaby naruszenie prawa międzynarodowego”.  

To jest ciekawe, ponieważ niemal w tym samym czasie rząd Jej Królewskiej Mości oskarżył także Chiny o naruszanie prawa międzynarodowego przez narzucenie niedemokratycznego, drakońskiego prawa na Hong Kong – „prawa”, które czyni wszystkie protesty… bezprawnymi.  Zjednoczone Królestwo (które porzuciło Hong Kong na łaskę Chińczyków z niczym więcej niż “prawo międzynarodowe” do ich obrony) zareagowało bardzo mocno przez… zaoferowanie 3 milionom mieszkańców Hong Kongu prawa rezydenta w Wielkiej Brytanii i drogę do obywatelstwa. To niewątpliwie nauczy Chińczyków, by nigdy więcej nie zadzierali z prawem międzynarodowym; no więc myślę sobie: może Boris chce także ukarać Izrael przez zaoferowanie rezydencji w Wielkiej Brytanii 3 milionom Palestyńczyków? Jestem całkiem pewny że taka oferta spowodowałaby bardzo długie kolejki przed brytyjskim konsulatem w Jerozolimie…

Tym, co lubię u Borisa Johnsona, jest jego optymizm, jego postawa „da się zrobić”. Przeczytajcie, na przykład, tę uroczą mieszankę pustosłowia i czczej gadaniny:

“Jest inny sposób.  Podobnie jak wielu Izraelczyków, ja także jestem sfrustrowany tym, że rozmowy pokojowe zakończyły się niepowodzeniem. Choć rozumiem frustrację odczuwaną przez obie strony, musimy wykorzystać ten moment energii, by powrócić raz jeszcze do stołu negocjacyjnego i dążyć do znalezienia rozwiązania. Będę wymagał kompromisu od wszystkich stron”.

To rzeczywiście jest “inny sposób”!  “Rozwiązanie”  pana Johnsona jest proste (w rzeczywistości, nazwałbym je wręcz “prostodusznym”): jeśli waliliśmy głowami w mur przez 25 lat i nie udało nam się go przebić – “musimy” próbować przez kolejne 25.  A ja myślałem, że to olśniewające podejście skończyło się z odejściem Theresy May i wieloma głosowaniami w parlamencie o „jedynej możliwej umowie”!

*** 

Wszyscy wydają się wiedzieć lepiej niż Izraelczycy, co Izraelczycy powinni (a szczególnie, czego nie powinni) zrobić.

Czy jednak jesteśmy za, czy przeciwko “aneksji”, my, Izraelczycy, musimy odpowiedzieć na mającą dobre zamiary i “wcale nie służącą własnym interesom” interwencję pana Johnsona z najwyższą brytyjską uprzejmością:

Jesteśmy teraz bardzo zajęci. Twoje słowa są jednak dla nas bardzo ważne. Proszę czekać, odpowiemy tak szybko, jak będziemy mogli. Dziękujemy!  


Noru Tsalic

Izraelski bloger, obecnie pracuje w Wielkiej Brytanii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Pompeo Says US Seized Iranian Weapons on Way to Houthi Rebels in Yemen

Pompeo Says US Seized Iranian Weapons on Way to Houthi Rebels in Yemen

Reuters and Algemeiner Staff


A Houthi supporter carries a weapon in Sanaa, Yemen, April 2, 2020. Photo: Reuters / Mohamed al-Sayaghi / File.

US Secretary of State Mike Pompeo announced on Wednesday that US and “partner” forces seized a boat in June carrying Iranian weapons to Houthi rebels in Yemen as he renewed his call for the UN Security Council to extend an arms embargo on Iran.

“The Security Council must extend the arms embargo on Iran to prevent further conflict in the region,” Pompeo told a State Department news conference. “No serious person can possibly believe Iran will use any weapon it receives for peaceful ends.”

Pompeo is leading an American drive to persuade the Security Council to extend the embargo due to expire in mid-October under the terms of the 2015 Iran nuclear deal from which the US withdrew in 2018.

He took his appeal directly to the council last week, with an address to its 15 members. But veto-wielding Russia and China signaled their opposition to an extension.

At his news conference, Pompeo said that US and unidentified “partner” forces interdicted a vessel off Yemen’s coast on June 28 that was carrying Iranian arms to Houthi rebels.

Iran is not abiding by the U.N. arms embargo that is due to expire in less than four months now,” he said.

The weapons, he said, included 200 rocket-propelled grenades, more than 1,700 assault rifles, 21 surface-to-air and land-attack missiles, several anti-tank missiles “and other advanced weapons and missiles.”

Iran-aligned Houthi rebels have been fighting the Yemeni government, backed by a Saudi-led coalition, since 2015.

Pompeo noted that a report by UN Secretary-General Antonio Guterres last week confirmed US charges that weapons seized by American forces in November 2019 and February 2020 were “of Iranian origin.”

Iran’s United Nations Mission said there were “serious flaws, inaccuracies and discrepancies” in Guterres’s report.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israelis are the enemy, Muslims should fight them – Malaysian former PM

Israelis are the enemy, Muslims should fight them – Malaysian former PM

DONNA RACHEL EDMUNDS


Former Malaysian Prime Minister Mahathir Mohamad called for Muslims to attack Israelis during an interview on Lebanese TV.

Malaysia’s former Prime Minister Mahathir Mohamad speaks during an interview with Reuters in Kuala Lumpur, Malaysia, March 13, 2020 / (photo credit: REUTERS/LIM HUEY TENG)

Muslims should stop fighting among themselves or attacking the West, and should focus on “the enemy” – Israel, former Malaysian Prime Minister Mahathir Mohamad has said.

In an English-language interview on Lebanon’s Al-Mayadeen TV aired on June 29, captured by The Middle East Media Research Institute (MEMRI), Mahathir said that Muslim in-fighting was helping Israel and her allies.

“I know there are big powers that would like to see instability in Muslim countries,” he said. “We are doing things – almost like helping Israel. Because we fight each other, the Israelis don’t have to kill Muslims. Muslims are doing it for them.”

Instead, he said Muslims should turn their attention on Israel itself, which he falsely claimed was created through the displacement of a Palestinian state by Western powers to rid themselves of Jews.

In a June 29, 2020 interview on Al-Mayadeen TV (Lebanon), former Malaysian Prime Minister Mahathir Mohamad said that when Muslim countries fight amongst themselves, they help Israel by killing Muslims. He said that Israel was created by big powers in order to solve the “Jewish problem” and that Muslims should not carry out terrorist attacks against European countries and the U.S. because this will make these countries remove their support for the Palestinian cause. Rather, Mohamad said that it is better to attack the Israelis directly, like Palestinians in Jerusalem who stab Israeli soldiers. In addition, Mohamad said that the Jews control the media in America. For more about Mahathir Mohamad, see MEMRITV Clips No. 1040 and No. 1245.

“The whole of Israel was created through taking Palestinian land,” he said. “That is very wrong. So for that reason, we have always been against the creation of the State of Israel. Unfortunately, the big powers back Israel because they were the ones who created the State of Israel to solve their Jewish problem. They were having a problem in Europe with the Jews, so they wanted to create a homeland for the Jews, and they took Palestinian land.”

But he warned against attacking Western states, insisting that the true enemy was Israel alone and that carrying out terrorist attacks against Western states will only erode support for Palestine. Therefore, Muslims should take inspiration from Palestinians who kill Israelis.

“When you commit acts of terror without due consideration as to the effect on the people concerned, for example you kill people in Europe – obviously the Europeans will not support you.” he told the interviewer. “Your enemy is Israel, fight against Israel, don’t fight against other countries – unless they attack you, of course. But the enemy is Israel.

“[If] you want to do anything, do it to the Israelis, like some of the Palestinians in Jerusalem who individually attack Israeli soldiers. That is the enemy. But if you go and attack the Europeans, Americans, and all that, you only create more enemies.”

Instead of attacking America and other Western states, Muslims should support the movement for black persons’ rights, Mahathir suggested, repeating a popular antisemitic trope claiming that Jews control the media in the West and use it to spread pro-Israel propaganda.

“If they [the American people] think we are wrong, we have to tell them that we are doing something that is right, Mahathir told viewers. “It is a propaganda campaign on the part of the Jews. They are very good. They own all the newspapers in America. They own all the TV stations, so they have tremendous influence.

“We should show support for the blacks because this is where we can show that the American society is unjust and unfair to their own people, so we will then reduce the influence of America on our own internal affairs.”

The 94-year-old former prime minister has a long history of voicing antisemitic views in public, in the past calling Jews ‘hook-nosed’ and questioning the number of Jews killed in the Holocaust.

In September 2019 while still in office he appeared at Columbia University’s World Leaders Forum where he defended his record, saying “I am exercising my right to free speech. Why is it that I can’t say something against the Jews, when a lot of people say nasty things about me, about Malaysia, and I didn’t protest, I didn’t demonstrate?

He added: “The world is talking about freedom of speech, but whenever we say anything against Israel and the Jews, it is considered antisemitism,” he stated. “It is my right to criticize Israel for its policy regarding the Palestinians and say they do many bad things.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dla Rosjan Lenin jest jak superbohater. Pomnik ma nawet na Antarktydzie

Dla Rosjan Lenin jest jak superbohater. Pomnik ma nawet na Antarktydzie

Zbigniew Rokita


Turystka fotografuje posągi Lenina w Muzeum Zabytków Realizmu Socjalistycznego we wsi Frumuszyka-Nowa, ok. 170 km od Odessy. Ukraiński biznesmen Ołeksandr Palarijew zebrał tam blisko 128 pomników Władimira Iljicza Lenina zdemontowanych po przyjęciu przez parlament ukraiński w 2015 r… (Fot. East News)

Na świecie wciąż stoi ponad 7 tys. pomników wodza rewolucji – najpewniej żaden niezwiązany z religią człowiek nie doczekał się ich tak wielu.
*

Jaki jest twój ulubiony Lenin? – pytam Dmitrija Kudinowa, twórcę portalu Leninstatues.ru, na którym Rosjanin od lat monitoruje, co dzieje się z pomnikami Włodzimierza Iljicza.

– Ten moskiewski, na skrzyżowaniu ulic Krupskiej i Lenina. Jest tam ławeczka, a na niej siedzą Krupska z Leninem. Pomnik powstał tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego, nie obowiązywał już socrealizm, więc Lenin myśli nie o światowej rewolucji, ale o żonie, są młodzi, blisko siebie – opowiada.

Gdy znikał ZSRR, było w nim ponad 14 tys. pomników Lenina. Ustawione co 500 m tworzyłyby upiorny korowód od Grodna po Władywostok lub co 800 m od Lizbony do Seulu. Dziś na obszarze poradzieckim wciąż stoi ich około 7 tys., są też te w Stanach Zjednoczonych, Indiach czy na Antarktydzie.O wodzu rewolucji, który 22 kwietnia będzie obchodził 150. urodziny, wciąż można więc mówić: „wiecznie żywy”.

Iljicz na Antarktydzie

– Mój portal jest nie o Leninie, ale o pewnym obliczu radzieckiej rzeźby – opowiada Kudinow. – Ludziom się wydaje, że wszystkie pomniki Lenina są takie same. A ja pokazuję, że istnieje mnóstwo wariantów, że to sztuka.

Choć wariantów jest kilkaset, wymienia najbardziej popularne: najczęstszy jest Lenin kroczący z betonu, rzadziej granitu, później wariant wskazujący kierunek (pierwszy stanął na cokole obalonego monumentu cara Aleksandra II – wiele Leninów zajęło miejsca carskich bohaterów). Uljanow przedstawiany jest też na wiecu, jako chłop, dziecko, z czapką, z płaszczem, ze Stalinem, spokojnie tłumaczący coś z prawą ręką wyciągniętą do nieba.
– Masowo zaczęto stawiać Leniny krótko po jego śmierci, ale wówczas nie było jeszcze obowiązujących wzorów. Panowała dowolność. Artystami mieli być robotnicy i chłopi: rano obrób pole, wieczorem zrób dla wsi pomnik wodza. Wyjdzie, jak wyjdzie, ważne, że się starałeś. Monumenty z lat 20. i początku 30. są zupełnie inne niż późniejsze. Najwięcej jego pomników powstało między śmiercią w 1924 a wybuchem wojny w 1941 r. – opowiada Kudinow.
W latach 30. nastaje socrealizm, władze tłumaczą, jak należy rzeźbić. O ile w poprzedniej dekadzie na ogół powstawały pomniki autorskie, konkretnych rzeźbiarzy o konkretnym stylu, o tyle w kolejnej to już produkcja przemysłowa.

Powstają fabryki, w których rzeźbi się Leniny. Komórka partyjna wsi czy dzielnicy zbiera środki, po czym składa zamówienie na pomnik wodza.

Moskwę obsługuje na przykład zakład Monument Skulptura w miejscowości Mytiszcze. Leniny pojawią się też szybko w miastach dawnych polskich Kresów zajętych w 1939 r. przez Armię Czerwoną, wódz stanie np. przed białostockim pałacem Branickich. Leniny będą powstawać w Polsce również po wojnie, a u schyłku PRL będzie ich kilkanaście – znacznie mniej niż w NRD, na Węgrzech czy w Czechosłowacji. Wciąż istnieje Lenin z Legnicy: opuszczający ją rosyjscy żołnierze zabrali go i przewieźli do jego rodzinnego miasta Uljanowska.

Najdziwniejszy Lenin stoi jednak na Antarktydzie, na tzw. biegunie niedostępności, gdzie średnia temperatura wynosi blisko -60 stopni Celsjusza. Radziecka ekspedycja badawcza przybyła tam pod koniec lat 50. i założyła tymczasową stację. Na jej dachu, na wysokim cokole, polarnicy zainstalowali popiersie Lenina i po krótkim pobycie wyruszyli dalej. Gdy pół wieku później w to miejsce dotarła ekspedycja brytyjsko-kanadyjska, jej uczestnicy już z odległości kilku kilometrów spostrzegli punkt na horyzoncie. Gdy się zorientowali, że to Lenin, byli w szoku, wybuchnęli gromkim śmiechem. Radziecka stacja dawno zniknęła pod śniegiem, znad którego wystawał już tylko Iljicz.

Zgniły kompromis i niezły interes

Z 14 tys. Leninów 7 tys. stało w Rosji, 5,5 tys. na Ukrainie. Ich liczba spadała z północy na południe, na Kaukazie Południowym i w ogromnej Azji Środkowej Leninów było raptem kilkaset. Podróżując po Wschodzie, pytam, co zrobiono z tymi tysiącami Leninów.

W Kazachstanie popularne jest zwożenie komunistycznych pomników do parków. W alejce na uboczu w kazachstańskim Semipałatyńsku, nieopodal słynnego radzieckiego poligonu jądrowego, naliczyłem 10 Leninów, 2 Kirowów, jednego Marksa i kogoś, kto przypominał Dzierżyńskiego. Miejscowa komunistka Fatima opowiadała mi, że początkowo władze chciały pomniki wyrzucić, ale doszło do sporów i wybrano taki kompromis. Ani nie niszczą, ani nie czczą.

Długo próbowałem ustalić, co stało się z Leninem w Suchumi w Abchazji. Kiedy po rozpadzie ZSRR Abchazi walczyli o niepodległość z Gruzinami, ci ostatni na jakiś czas zajęli Suchumi. Gdy Abchazi odbili miasto, stojącego na głównym placu Lenina już nie było. Jak go obalono i czy gdzieś został ukryty, nie wiadomo. Padają różne odpowiedzi: że Gruzini przywiązali linę do czołgu, że obalili rękami, że coś jeszcze innego. Na tle ogromnego, spalonego podczas wojny budynku rządowego stoi sam cokół, czeka na jakiegoś bohatera. Zgodnie z aforyzmem Stanisława Jerzego Leca: „Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać”.

Gdy na fali dekomunizacji na Ukrainie zlikwidowano ponad 1,3 tys. pomników Lenina, część wystawiono na aukcje. Osiągają ceny kilku tysięcy dolarów, np. władze leżącego na Zakarpaciu Czopu zdemontowanego Lenina sprzedały za blisko 10 tys. dol., które zainwestowały w poprawę jakości wody. Wioska Łysianka w obwodzie czerkaskim zdemontowała Lenina w 2014 r., kilka lat przeleżał pokątnie, aż niedawno na aukcji poszedł za 9 tys. dol. Za te pieniądze władze wsi obiecały zbudować pomnik ukraińskim żołnierzom, którzy zginęli w Donbasie.

Powstało też parę komercyjnych przedsięwzięć, gdzie można oglądać komunistyczne pomniki – położony nieopodal Suwałk litewski Park Gr?tas czy budapeszteński Memento Park. Park Gr?tas istnieje od 2001 r., na 20 hektarach prywatnej działki założył go przedsiębiorca Viliumas Malinauskas, który zwrócił się do władz z prośbą o przekazanie mu niepotrzebnych pomników. Zgromadził 86 rzeźb 46 twórców – w tym kilkanaście Leninów. Cena biletu: 7,5 euro.

Wódz w środku pusty

Przez Ukrainę przeszły dwa tzw. leninopady i oba miały wydźwięk dekolonizacyjny. Pierwszy u progu niepodległości w zachodniej i zachodnio-środkowej części kraju, drugi na fali rewolucji godności i wojny z Rosją w Donbasie. Ukraina dekolonizowała się z zachodu na wschód, choć na przykład na Krymie już na początku lat 90. trochę Leninów wyrzucono do morza – do dziś leżą na jego dnie przy Półwyspie Tarchankuckim.

Kudinow obalających spontanicznie Leniny na Ukrainie nazywa chuliganami. Gdy kilka lat temu padały jeden po drugim, spytałem znajomego ukraińskiego poetę, dlaczego nie zrobią tego w bardziej zorganizowany sposób. Odpowiedział mi, że teraz należy skorzystać z okazji, bo nie wiadomo, czy się powtórzy, gdy opadnie rewolucyjny pył. Pomyślałem wówczas o losie, jaki spotkał Leningrad, któremu przywrócono historyczną nazwę Petersburg jeszcze za Związku Radzieckiego, lecz obwód, w którym leży, wciąż nosi miano leningradzkiego. Nie jest pewne, czy gdyby zwlekano wówczas ze zmianą nazwy miasta, wciąż u ujścia Newy nie leżałby Leningrad. Nie wykorzystano momentu historycznego, by zdekomunizować miasto Kirow, i dziś szanse na to są już niewielkie.

Gdy Rosja anektowała Krym, najwięcej pomników Lenina na Ukrainie było w Charkowie (stolicy Ukraińskiej SRR do 1934 r.), na drugim miejscu były Kijów i Donieck. Natasza Kurdiukowa, miejscowa działaczka trzeciego sektora, opowiadała mi, jak kilka lat temu co chwilę podchodziła do okna w gabinecie gubernatora i nerwowo wyglądała, żeby zobaczyć, jak tłum obala Lenina.

– Gdy się zaczęło, pobiegłam z grupką aktywistów do gubernatora. Pomagaliśmy mu przygotować rozporządzenie, w którym miał zarządzić demontaż pomnika. Inaczej ktoś mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności za wandalizm, wszystkim zależało, żeby odbyło się to zgodnie z prawem.

Zyskali nieco czasu, bo tłum najpierw chciał za pomocą piły poszatkować dyktatora. Pod placem, na którym stał, znajduje się stacja metra i obawiano się, że gdy Lenin spadnie, przebije bruk i zabije podróżujących.

– Piłowali i okazało się, że pomnik jest w środku pusty. Radzieckie plany pokazywały co innego, ale widocznie ktoś dawno temu odwalił fuszerkę.

Uznano to za symbol komunizmu i zarzucono pętlę. Ciągnęli.

– „O uregulowaniu sytuacji wokół pomników totalitaryzmu”. Tak nazywało się rozporządzenie, które przygotowaliśmy w ostatniej chwili. Lenina obalił tłum wypełniający wolę państwa. Zdążyliśmy – wspomina Kurdiukowa.

Gdy obalili, ludzie wzięli po kawałku, na postumencie zostały tylko buty. Jakby zgubił je podczas ucieczki. Bo obalone Leniny często zostawiają buty.

Gdy jednak Lenin upada, znika z kadru. Niels Ackermann i Sébastien Gobert śledzą jego dalsze losy, a owocem ich dociekań jest znakomity album „Looking for Lenin”. Artyści próbują odczytać kierunek zmian politycznych i tożsamościowych nad Dnieprem przez pryzmat obalonych Iljiczów. W książce piszą: „Najlepszym sposobem, jaki znaleźliśmy, aby oddać ten proces, jest skupienie się na pierwszej rzeczy, o którą nikt już nie dba: dokąd trafiają Leniny, gdy upadną. Żyjemy na Ukrainie i podróżujemy intensywnie po tym wielkim kraju, aby znaleźć tych upadłych idoli i ich kawałki. W śmietnikach. Ogrodach. Muzeach. Prywatnych kolekcjach. Kuchniach”.

Sowiecki superbohater

W Rosji dekomunizacji nie było i nie sposób wyobrazić sobie tam „leninopadu”.

Wręcz przeciwnie, Lenin wciąż cieszy się tam estymą. Według badań Centrum Lewady z 2017 r. 56 proc. Rosjan uważa, że odegrał on pozytywną rolę, tylko co piąty jest przeciwnego zdania. Kilka procent jego ciała wciąż spoczywa w mauzoleum na placu Czerwonym, jest obecny w przestrzeni publicznej, wystarczy przejść się po Moskwie: metro imienia Lenina, biblioteka imienia Lenina, ogrom tablic.

– Ale musisz to zrozumieć: ludzie nie widzą w Leninie postaci historycznej, jest czymś przezroczystym, oczywistym jak choinka na święta. Kładą pod nim kwiaty nie dlatego, że go szanują, ale dlatego, że tak jest przyjęte, że taki gest uchodzi za patriotyczny. Te bukiety to nie wezwanie do powrotu do ZSRR. Nie trzeba mieć stosunku do Lenina. Rosjan interesuje, co Putin myśli o Stalinie, ale co myśli o Leninie – nikogo nie obchodzi. To tak, jakby pytać go, co sądzi o postaciach z XVII w. – opowiada Kudinow.

– A czy Stalin nie próbował walczyć z pamięcią o Leninie? – dopytuję.

– W żadnym razie, on starał się Lenina mitologizować. Chciał pokazać go nie jako realną polityczną figurę, ale postać legendarną, której on sam jest następcą. Wiele było pomników, na których Lenin i Stalin są razem – na przykład na ławce siedzi Lenin, niebawem umrze, a nad nim stoi Stalin – mówi Kudinow.

Kolekcjoner porównuje kult Lenina do dzisiejszego rosyjskiego kultu Aleksandra Puszkina: pomnik poety jest pierwszym, który się widzi, gdy wysiada się na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo. Wszyscy go szanują, Putin cytuje w przemówieniach, Rosjanie wiedzą, że buntował się przeciw carowi, pięknie pisał, dla dorosłych, dzieci. Kudinow tłumaczy, że podobnie jest z Leninem – to mityczny bohater, który wyrwał Rosjan z caratu i poprowadził naprzód. Dla dzieci były książeczki o małym Leninie, który bawi się z braćmi, dla uczniów – opowieści o tym, jak się dobrze uczył itd. Przypominało to filmy o superbohaterach, którzy w pewnym momencie zdają sobie sprawę ze swoich mocy. Lenin to archetyp władcy idealnego, a Stalin nigdy nie miał być ideałem, nie mitologizowano jego przeszłości, miał być człowiekiem z ludu. Zadaniem Lenina miało być przygotowanie gruntu dla praktycznego polityka – Stalina.

Releninizacja Rosji

– Wiesz, zanim to wszystko wydarzyło się na Ukrainie, to tutaj nie dbano szczególnie o te pomniki. Upadał pomnik Lenina, wszyscy machali ręką. Prawdę powiedziawszy, myślałem, że prędko się rozpadną, nie trzeba będzie ich przenosić, demontować – mówi Kudinow.

Ukraiński „leninopad” wszystko zmienia. Jeszcze za rządów Wiktora Janukowycza, pod koniec 2013 r., odezwały się w Rosji głosy: „Nie jesteśmy Ukrainą, nie będziemy demolować monumentów, my szanujemy swoją przeszłość, odrzucamy metody Majdanu”.

Deleninizacja Ukrainy skutkuje leninizacją Rosji, gdzie nagle pojawiły się pieniądze i wola, żeby Leniny konserwować, czyścić, dbać o nie. Stawia się też nowe pomniki Lenina (i Stalina) – w ostatnich latach pojawiły się nowe monumenty Włodzimierza Iljicza. Odgrzebuje się je ze składów, zamawia nowe.

– Z Moskwy nie idą żadne odgórne instrukcje: „Teraz musicie budować Leniny”. To oddolne inicjatywy miejscowych władz. I takich przypadków jest dużo, w ostatnich latach dziesiątki, może i sto się nazbiera. Lenina odnawiają teraz na przykład tu, w fabryce ZIŁ-a. Może ludzie boją się, że władze pomyślą: demontujecie? Chcecie urządzić tu Majdan? – mówi Kudinow.

Pytam go na koniec, czy jest mu żal, że mimo wszystko Leniny w różnych zakątkach dawnego ZSRR znikają.

– Jeśli dzieje się to w cywilizowany sposób, nie jest mi żal. W Rosji musimy w końcu się określić, kim chcemy być, i osądzić komunizm. Nie tylko Ukraina była okupowana przez komunistów, Rosja również, Rosjanie nie powinni być sądzeni tylko jako agresorzy, oni są również ofiarami. To dziecinne opowieści, że polecieliśmy w kosmos i zbudowaliśmy fabryki, bo byliśmy komunistami. Amerykanie też polecieli, a byli kapitalistami – opowiada Kudinow. – Nie musimy od razu niszczyć wszystkich Leninów, ale powiedzmy: osądzamy to, co było złe, ale nie odżegnujemy się od całej naszej historii.


Zbigniew Rokita – reporter, specjalizuje się w problematyce Europy Wschodniej


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com