Archive | March 2021

Trump zareagował na wywiad Harry’ego i Meghan. „Już dawno o tym mówiłem, teraz wszyscy to widzą”

Trump zareagował na wywiad Harry’ego i Meghan. „Już dawno o tym mówiłem, teraz wszyscy to widzą”

Źródło: The Independent


Donald Trump / Źródło: Newspix.pl / ABACA

Rzecznik Donalda Trumpa zdradził, w jaki sposób były prezydent USA zareagował na wywiad, którego książę Harry i Meghan Markle udzielili Oprah Winfrey.

Rzecznik  ujawnił w rozmowie z mediami, jak były prezydent USA zareagował na wywiad Harry’ego i Meghan Markle. Jason Miller powiedział, że początkowo były przywódca Stanów Zjednoczonych chciał wydać publiczny komunikat, ale ostatecznie uznał, że to nie jest najbardziej fortunny pomysł. – Tak,  nie jest dobra. Już wcześniej ją krytykowałem, a teraz wszyscy to widzą. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że jak powiem coś negatywnego o niej, to wyleje się na mnie hejt i skończę jak Piers Morgan – miał powiedzieć Donald Trump.

Co Trump mówił o Markle?

We wrześniu 2020 roku Donald Trump powiedział, że „nie jest fanem” księżnej i życzył jej mężowi „dużo szczęścia” z nią u boku. Kilka miesięcy wcześniej w wywiadzie dla jednego z brytyjskich dziennikarzy określił Meghan Markle słowem „nasty”. Później polityk tłumaczył się z użycia wyrażenia, które jest tłumaczone jako „złośliwa” lub nawet „paskudna”.

Polityk wyjaśnił, że nie miał na myśli, iż Meghan jest „złośliwa”. Uściślił, że księżna po prostu w taki sposób zachowywała się w stosunku do niego. – Była wobec mnie złośliwa i to jest w porządku. Nie byłoby w porządku, gdybym ja był wobec niej wredny, na szczęście nie byłem. Ale wiesz co? Uważam, że świetnie sobie radzi. Mam nadzieję, że dobrze jej tutaj, uważam, że jest bardzo miła – podkreślił Trump.

Morgan odchodzi z telewizji po krytyce Markle

9 marca stacja ITV poinformowała o efektach rozmowy dyscyplinarnej z popularnym prezenterem Piersem Morganem. Obie strony zdecydowały, że jest to odpowiedni czas na zakończenie współpracy. Wszystko odbyło się krótko po tym, jak dziennikarz po raz kolejny bezpardonowo skrytykował Meghan Markle.

Piers Morgan zarzucał Meghan Markle kłamstwa

Co powiedział Piers Morgan? „Nie uwierzyłbym Meghan Markle nawet w sprawie prognozy pogody” – stwierdził podkreślając, że nie wierzy w żadne z jej słów. Jego wypowiedź spotkała się z dużą krytyką środowiska dziennikarskiego. Do sprawy wrócono w programie „Good Morning Britain” emitowanym we wtorek 9 marca nad ranem. Obecny na planie Alex Beresford stwierdził, że wszystko, co nastąpiło po ślubie Harry’ego i Meghan, było „niesamowicie szkodliwe dla zdrowia psychicznego” pary książęcej.

– Rozumiem, że nie lubisz . Miałeś z nią relację i ona odcięła ci się. Czy powiedziała coś o tobie po tym, jak ci przerwała? Ma prawo się odciąć, jeśli chce – stwierdził dziennikarz w kierunku siedzącego obok Morgana.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Polityczna dyskalkulia

Polityczna dyskalkulia

Andrzej Koraszewski



Polityczna dyskalkulia nie jest zjawiskiem lokalnym, zgoła przeciwnie, obserwujemy ją na wszystkich kontynentach, a niektóre jej formy wydają się zaraźliwe. Przywódcy polityczni i religijni nieodmiennie żądają od nas więcej szacunku niż na to zasługują. Nie ma się czemu dziwić, politycy i kapłani to też ludzie, chociaż szczególnie podejrzani, bo nawet jeśli początkowo mogą mieć jakieś uczciwe motywy, w tych zawodach ludzka przyzwoitość i uczciwość niezwykle utrudnia karierę. Pal diabli nieuczciwość, niechby byli przynajmniej skuteczni (politycy, bo skuteczność przywódców duchowych handlujących towarami dostarczanymi po śmierci jest trwałym zagrożeniem ludzkości). Jednak na moje wyczucie na dziesięć tysięcy polityków zdarza się jeden mąż stanu, czego mu ani wyborcy, ani tym bardziej koledzy nigdy nie mogą wybaczyć. (Ich skuteczność zależy nie tylko od ich przenikliwości, ale również od umiejętności manipulowania miernotami. Innymi słowy, nie mogą cierpieć na polityczną dyskalkulię).

Polityczna dyskalkulia znajduje wdzięcznych odbiorców, co nierzadko kończy się tragedią z milionami trupów. Bardzo lubię uwagę Winstona Churchilla, że „Ludzie czasem potykają się o prawdę, ale szybko odzyskują równowagę i biegną dalej jakby nic się nie stało”. Banalne, ale w ustach męża stanu nabiera mocy. W końcu to ten sam polityk, który mówił, że „Nigdy nie powinno się odwracać plecami do zagrożenia i uciekać. Kiedy to robisz podwajasz zagrożenie. Ale jeśli reagujesz natychmiast i bez wahania, redukujesz niebezpieczeństwo o połowę”.

Przypomniałem sobie ten cytat czytając o reakcjach irackich muzułmanów na wizytę papieża Franciszka. W mediach społecznościowych tamtejsi muzułmanie prześcigali się w złośliwościach, że papież pokłonił się islamskiej supremacji, a może nawet po cichu przeszedł sam na islam. 

Fakt, z pewnym zdumieniem czytałem zachwyty o tej papieskiej wizycie w polskich wiadomościach:

Spotkanie z wielkim ajatollahem Sistanim było pierwszym takim spotkaniem głowy Kościoła rzymskokatolickiego z nieformalnym przywódcą szyickiego islamu. Papież wyraził wdzięczność Sistaniemu za to, że „w obliczu przemocy i wielkich trudności zabierał głos w obronie najsłabszych i prześladowanych, potwierdzając świętość życia”.

Czytając to, pomyślałem, że tylko ktoś, kto nie zna ani słowa po arabsku może powstrzymać się przed ryknięciem homeryckim śmiechem. Gdzie jednak szukać takiego, co nie zna ani jednego słowa po arabsku? Każdy zna słowo Allah, to pewne jak amen w pacierzu. Większość dorosłych zna i rozumie Allah Akbar oraz słowo Koran, a niektórzy opanowali jeszcze kilka innych słów. Papież Franciszek z pewnością zna więcej. Może również znać historię masowych nawróceń, wyrzuceń i straceń w Iraku i w innych krajach Bliskiego Wschodu, za jego życia i w czasach wcześniejszych. Od roku 2003 osiemdziesiąt procent irackich chrześcijan zniknęło. Jednych zamordowano, inni uciekli, jeszcze inni „wybrali” islam. Za czasów pontyfikatu Franciszka to nawet nabrało pewnego przyspieszenia. Żydów nie ma tam już praktycznie wcale, chrześcijan tyle, co kot napłakał, Jazydzi są gatunkiem zagrożonym, podobnie jak bahaici, o wielu innych nawet nie wspominając. Czy Franciszek wybrał się w tę podróż, żeby ratować życie prześladowanych? Prawdopodobnie.             

Papież w przedsionku do jaskini lwa zapewniał, jak bardzo „autentyczny islam i właściwe odczytywanie Koranu sprzeciwia się wszelkim formom przemocy”. Trudno wątpić, że miał nadzieję, iż jego słowa zaczarują rzeczywistość. Chociaż nie wiemy, w jakim stopniu zna kazania wielkiego ajatollaha Sistaniego (by nie wspomnieć o kazaniach wielkiego ajatollaha Alego Chameneiego i jego jeszcze większego poprzednika). 

Już po tym spotkaniu Sistani  oświadczył, że „Religijni i duchowi przywódcy muszą odgrywać wielką rolę, aby zatrzymać tragedię i wezwać strony, szczególnie wielkie mocarstwa, aby mądrość i rozsądek zwyciężyły i by zrezygnowały z języka wojny…”

Istotnie, język jest ważny, częściej pomaga ukrywać intencje niż tworzyć porozumienie (szczególnie w ustach przywódców politycznych i duchowych). Nikt na wszelki wypadek nie pytał, czy szyicki duchowny miał na myśli również władców szyickiego mocarstwa, czy był to tylko apel do chrześcijan i tych drugich. 

W tym kontekście ciekawie brzmią słowa irańskiego ajatollaha Alamolhoda: „Dzisiejszy Iran nie jest tylko Iranem… PMU w Iraku jest Iranem; Hezbollah w Libanie jest Iranem; Ansar Allah w Jemenie jest Iranem; Narodowy Front w Syrii jest Iranem; Islamski Dżihad i Hamas w Palestynie są Iranem… Iran nie jest dłużej tylko nami” (kazanie 20 września 2019 r.). W Teheranie zamiar podboju świata głoszony jest zupełnie otwarcie, tak przez duchownych, jak i przez generałów. Ten zamiar podbudowany jest myślą teologiczną wspartą na Koranie i zapisanej w nim doktrynie o wyższości islamu i muzułmanów nad wszystkimi innymi. Papież Franciszek prawdopodobnie o tym wie, ale czy uważa to z nieprawdziwy islam, tego już nie wiemy.      

Ajatollah Sistani zapewniał papieża Franciszka, że „chrześcijanie powinni żyć jak wszyscy Irakijczycy, w pokoju i koegzystencji”. W tej sytuacji papież już nie pytał o konkrety, a więc, czy wielki ajatollah jest przeciwny zabijaniu apostatów i innowierców, czy akceptuje zabijanie i bicie kobiet, czy potępia wezwania do świętej wojny, czy akceptuje niewolnictwo, a wreszcie jak godzi okrzyk Allah Akbar z tą koegzystencją? 

Takie pytania byłyby niegrzeczne, a przecież kalkulacja papieża Franciszka była inna; prawdopodobnie miał nadzieję, że jego pokora będzie przykładem i że jego rozmówca, jeśli nawet nie może wszystkiego wyraźnie powiedzieć, to z pewnością podziela jego pogląd, że Bóg jest jeden i w wolnych chwilach od innych zajęć jest bardzo miłosierny.

Polityczna dyskalkulia papieża katolików wydaje się zaledwie zachętą dla politycznej dyskalkulii głównych (zachodnich) aktorów na politycznej scenie. Oni też borykają się z pytaniem, czy odwracać się od niebezpieczeństwa plecami i uciekać, czy bez wahania stawić im czoła, bez udawania, że nie widzi się żadnego zagrożenia. (Ta ostatnia opcja wydaje się napawać ich wielkim przerażeniem).

Po pokornym oddaniu Czechosłowacji Hitlerowi Churchill powiedział do Chamberlaina: „Miałeś wybór między wojną i hańbą. Wybrałeś hańbę i będziesz miał wojnę”. Wojna przyszła szybciej niż się spodziewano, smoki zazwyczaj po każdej darowanej ofierze nabierają większego animuszu. Chamberlain usprawiedliwiał się później, że pan Hitler go oszukał. Faktycznie zrobił to i było to bardzo nieładnie ze strony pana Hitlera. Dżentelmeni tak się nie zachowują. 

Miriam Berger z działu zagranicznego „Washington Post” 6 marca 2021 informowała czytelników, że papież Franciszek, jako pierwszy papież w historii odwiedził miejsce narodzin trzech wielkich religii (czyli chatkę mitycznego Abrahama). Pisze, że Irak jest krajem politycznego chaosu, gospodarczego kryzysu, pełnych przemocy walk między sektami religijnymi, oraz szalejącej pandemii. Dziennikarka podkreśla, że ta wizyta była obarczona ryzykiem, ale obfituje w symbolizm. Zauważa, że chrześcijanie byli tu liczni od samego początku chrześcijaństwa, a Żydzi znacznie wcześniej i dodaje:

Irak, podobnie jak inne miejsca Bliskiego Wschodu był niegdyś bogatą mieszanką religii i narodów. Jednak wojny i przemiany polityczne w XIX I XX wieku, takie jak upadek osmańskiego imperium, europejski kolonializm, wzrost arabskiego nacjonalizmu i powstanie Izraela, naruszyło delikatną tkankę nici, które kiedyś wiązały te społeczności.

Ciekawe, dla amerykańskiej dziennikarki imperializm turecki najwyraźniej nie miał nic wspólnego z kolonializmem, arabski nacjonalizm wydaje się pojawiać dopiero w reakcji na „europejski kolonializm” (i autorka chyba nie wie, że miał coś wspólnego najpierw z niemieckim nazizmem, a potem z radziecką walką o pokój), a prawdziwym dramatem było utworzenie Izraela, z którym Irak nie ma żadnych granic i który stanowi mniej niż jeden procent obszaru, na którym panują Arabowie (ale jego powstanie stanowiło nieznośne wyzwanie dla islamskiej teologii).

Najwyraźniej dziennikarka nie chciała czytelnikom mącić w głowach historią, daje do zrozumienia, że w Iraku to głównie Saddam Hussejn prześladował chrześcijan, a po jego zniknięciu liczba chrześcijan w tym kraju spadła z półtora miliona do niespełna 150 tysięcy.

Autorka pisze o spotkaniach papieża z tamtejszymi chrześcijanami, wyraża przekonanie, że ta wizyta miała głównie na celu zwrócenie uwagi na tragiczną sytuację chrześcijan Bliskiego Wschodu.

Miriam Berger nie spekuluje, czy ta wizyta może w jakimkolwiek stopniu zahamować prześladowania chrześcijan w Iraku. Oczywiście nie wspomina Prozumień Abrahamowych, ani losu chrześcijan w szyickim Iranie. Imperialne działania i plany Iranu pozostają czymś o czym ani dżentelmeni będący duchowymi przywódcami, ani przyzwoici dziennikarze nie dyskutują.                

Polityczna dyskalkulia jest zjawiskiem powszechnym i niezwykle kosztownym. Raz jeszcze wracam myślą do Winstona Churchilla:

Jeśli nie będziesz walczyć o to, co słuszne, kiedy możesz wygrać stosunkowo łatwo i bez przelewu krwi; jeśli nie podejmiesz walki, kiedy zwycięstwo jest pewne i nie jest zbyt kosztowne, przyjdzie chwila, kiedy będziesz musiał walczyć, mając wszystko przeciw sobie i tylko nikłą szansę przetrwania. Może być jeszcze gorzej. Możesz być zmuszony do walki bez nadziei na zwycięstwo, ponieważ lepiej zginąć, niż żyć w niewoli.


Andrzej KoraszewskiPublicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Storm Over the American Republic

Storm Over the American Republic

Guy Millière


  • The atmosphere in the United States remains poisonous. Critics claim that stoking in the public is being done on purpose — to create a false narrative that not only is Trump supposedly a “threat to democracy,” but that his more than 74 million supporters are, too. Others, however, claim that the real threat to democracy is actually these serial liars, violators of the Constitution and falsifiers of information.
  • The right to challenge and criticize, which is an integral part of the freedom of speech guaranteed by the First Amendment, appears seriously threatened. The right to defend oneself against charges also appears threatened, and the legal profession dangerous to practice.
  • Expressing doubts about the November 3 election is now a liability. Substantiated reports show that it was far from perfect. The American economist Peter Navarro, in his private capacity, drew up three meticulous analyses: “The Immaculate Deception,” “The Art of the Steal” and “The Navarro Report”. They have been zealously disparaged — many think unjustly.
  • Some authors describe what is happening as a slide towards authoritarianism. They note that many Americans and corporations, while behaving in an increasingly authoritarian manner, accuse their opponents of being authoritarian — in other words, blaming their opponents for what they themselves are doing.
  • For more than three years Trump was accused, without any evidence apart from a fake “dossier”, of being a Russian agent. The accusations eventually proved baseless, but not before $32 million of taxpayers’ money were spent in what the prosecutors knew from the start was a fraud. They also tried to frame, incriminate and send innocent people to prison. The exercise was, at bottom, nothing more than an attempted coup d’état.
  • Throughout his entire term, Trump was faced with threats, abuse of power and unremitting attacks. Even though Trump is no longer president, the war against him continues.
  • If H.R.1 becomes the law of the land, it will entrench those “very things that made the election of 2020 such a mess”. These include, among other things, the flooding of states with millions of unsolicited mail-in ballots, failure to verify signatures, no chain of custody of ballots, same-day voter registration, and ballot-harvesting — many of which are invitations to commit fraud. As a bipartisan report in 2005 from the Commission on Federal Election Reform, chaired by former President Jimmy Carter and former Secretary of State James Baker III, concluded: mail-in ballots “remain the largest source of potential voter fraud.” If H.R.1 is passed in the Senate, countless ways of demolishing election integrity will be set in cement.

The atmosphere in the United States remains poisonous. Critics claim that stoking in the public is being done on purpose — to create a false narrative that not only is Trump supposedly a “threat to democracy,” but that his more than 74 million supporters are, too. Pictured: Members of the National Guard at a checkpoint on Capitol Hill on March 5, 2021, in Washington, DC. (Photo by Olivier Douliery/AFP via Getty Images)

January 20, 2021. President Joe Biden is sworn in as the 46th president of the United States. The scene, however, is devoid of any human presence. The streets of Washington DC are empty. People had been urged to stay at home and Americans throughout the rest of the country asked not to come. The city is under the protection of 25,000 members of the National Guard, heavily armed. High barriers topped with razor wire surround the Capitol area. In the streets planned for the new president’s “parade”, barriers separate the sidewalks from the roadway. The only people visible are men in uniform carrying rifles. A day that is usually a day of celebration in the United States is, this year, strange and sad.

The explanation given by city officials and the FBI was that there was a risk of serious disruption. Other inaugurations had faced disruption, but had never placed the city under siege. On January 20, 2017, during President Donald J. Trump’s inauguration, hostile protesters had come to Washington DC, burned cars and smashed windows. The police had protected the ceremony without razor wire and soldiers. Hundreds of thousands of people had cheered the new president.

This year, on January 6, responding to President Trump’s calls for a big rally, a huge crowd gathered at the Ellipse, near the White House. Most listened to Trump’s speech and returned home.

However, several thousand people went to the Capitol, a 30-minute walk away from Trump’s rally, and there a group of well-organized people smashed windows on the Capitol and entered the building. It was not ransacked, but items were stolen. An unarmed woman was shot and killed by a Capitol police officer. Two protesters died of heart attacks. One person fell to the ground and was trampled. A member of the Capitol police died the next day, possible due to suffering a stroke.

The incident, though serious, fell far short of the scenes of looting, arson and extreme violence that had taken place in many of the country’s major cities over the entire summer. The difference was that a riot now licked at the heels of the political class, not just the rest of us.

What happened on January 6 was unanimously condemned, including by Trump himself. There was no equivalence between those who had come to listen to him and those who marauded. The former had exercised their constitutional rights of free assembly; the latter had committed criminal acts.

Police could have made arrests and justice been served. The page would have been turned. That is not what happened.

Protesters had “stormed” the Capitol several times before: on March 1, 1954, by Puerto Rican Americans who fired guns and injured five congressmen; on March 1, 1971, by members of the radical Weather Underground who placed a bomb in the building; on November 7, 1983, by a group calling itself the Armed Resistance Unit, who also placed a bomb in the building; and on October 6, 2018, by people protesting the confirmation vote of Supreme Court nominee Brett Kavanaugh. Overlooking that, however, on January 7, President Joe Biden described the incident of the day before as a major and unprecedented “attack”:

“What we witnessed yesterday was not dissent. It was not disorder. It was not protest. It was chaos. They weren’t protesters. Don’t dare call them protesters. They were a riotous mob. Insurrectionists. Domestic terrorists. It’s that basic, it’s that simple.”

The mainstream media spoke of an assault on the “citadel of democracy” and a sign that a “will to overthrow the republic” had taken shape. Trump’s supporters — as a whole — were described as dangerous people. Trump’s constitutional challenge to the result of the November 3 election had already been presented for weeks as an attempt to “overturn” the result of a perfectly irrefutable election and as a “Big Lie“. The mayhem, though vicious, was now being presented “as if the U.S. has become a war zone.”

On January 8, the Speaker of the House of Representatives, Nancy Pelosi, after asking President Trump to “immediately and willingly” leave office before President-elect Biden’s inauguration, launched what would be a second impeachment procedure against him. Insinuating that Trump was mentally unfit, she announced that she had spoken to Chairman of the Joint Chiefs of Staff, Gen. Mark Milley, “to discuss available precautions for preventing an unstable president from initiating military hostilities or accessing the launch codes”. Her request, which breached the chain of command, was reported as sedition. Nevertheless, on January 13, discarding all due process, the House of Representatives hastily voted on an article of impeachment accusing President Trump of “incitement to insurrection.”

President Biden, at his inauguration on January 20, while speaking of “unity”, all the same echoed the words he had used on January 7: “a rise in political extremism, white supremacy, domestic terrorism that we must confront and we will defeat”.

Since then, the Biden Administration has led a fight against those Biden has designated as such. “President Biden,” read a statement from the White House, “will use the National Security Council to track down and combat political extremism and domestic terrorism”.

Secretary of Defense Lloyd Austin issued a “stand down” order to the entire US military for commanders to address “extremism” in the ranks. “White supremacism,” John Kirby, the Pentagon’s chief spokesman, announced, “poses a particular problem” for the US army.

In the Senate, impeachment proceedings against former President Trump commenced. The official impeachment managers described the events of January 6 as an “armed insurgency” that had threatened the lives of representatives of the people. They presented these alleged “high crimes and misdemeanors” — minus evidence and witnesses — as the direct result of Trump’s speech on January 6, as well as his having contested the election’s result — which they presented as “incitement to violence”. The impeachment managers ignored that the results of presidential elections have been contested for decades with no objection.

They also claimed that the events of January 6 left five dead, but failed to note that only one fatality — Ashli Babbitt, a protestor shot by a policeman — could be directly linked to the event.

Trump’s attorneys had no trouble refuting the allegations. They recalled that Trump had asked the demonstrators on January 6 to assemble “peacefully and patriotically” and that his a speech was fully protected by the First Amendment. They presented evidence showing that those who initiated the break-in on the Capitol had prepared it for weeks; that they had acted while Trump was still speaking, and that a causal relationship between Trump’s January 6 speech and the break-in on Capitol Hill simply did not exist.

They emphasized that the impeachment proceedings were conducted in violation of the Constitution and that Supreme Court Chief Justice John Roberts had declined to oversee the proceeding. Trump, after all, now out of office, was no longer President Trump, just citizen Trump; did the US really want to start “impeaching” its citizens? They also pointed out that the evidence presented had once again (referring to the fraudulent , three year “Russia hoax”) been falsified.

Trump’s lawyers asserted that what happened was not an insurrection — a violent and organized action aimed at overthrowing the established power: no one entering the Capitol had been carrying a weapon.

Unsurprisingly, Trump was once again acquitted.

The atmosphere in the United States remains poisonous. Critics claim that stoking in the public is being done on purpose — to create a false narrative that not only is Trump supposedly a “threat to democracy,” but that his more than 74 million supporters are, too. Others, however, claim that the real threat to democracy is actually these serial liarsviolators of the Constitution and falsifiers of information (here, here and here).

Actions against supposed “domestic extremism” and “domestic terrorism” — meaning, supposedly, the 74 million Trump supporters — continue. Those labeled “extremists” and “terrorists” face continued threats. Trump’s defense lawyers received threats as well. Michael van der Veen, for instance, has said he had to hire armed bodyguards and send his family to an undisclosed location. His house was vandalized.

The right to challenge and criticize, which is an integral part of the freedom of speech guaranteed by the First Amendment, appears seriously threatened. The right to defend oneself against charges also appears threatened, and the legal profession dangerous to practice.

Calls for political purges continue. The leftist organization MoveOn.org has launched a campaign against what it calls the “Treason Caucus” and the expulsion from Congress of Senators described as “complicit in Trump’s deadly insurrection.” House Speaker Nancy Pelosi — apparently trying to create an equivalence between the worst terrorist attack suffered by the United States on 9/11/2001 and the events of January 6, and seemingly trying to position the government to suppress free speech — has announced that Congress will move to establish a 9/11-type commission.

A member of the Democratic National Committee, David. O. Atkins, suggested , “how *do* you deprogram 75 million people? Where do you start?” and “We have to start thinking in terms of post-WWII Germany or Japan.”

“White supremacists,” President Biden announced, “are the greatest domestic terror threat in the US. It’s complex, it’s wide-ranging and it’s real.”

Journalist Kyle Daly, in an article called, “How to deprogram America’s extremists”, describes a measure “that could make a difference: Keeping extremists out of the institutions where they could do the greatest damage – like the military, police departments and legislatures… The U.S. needs a Marshall Plan against domestic extremism.”

At The New York Times, the journalist Kevin Roose, in “How the Biden Administration Can Help Solve Our Reality Crisis”, offered what looks like the creation of the “Ministry of Truth” in George Orwell’s Nineteen Eighty-Four:

“Several experts I spoke with recommended that the Biden administration put together a cross-agency task force to tackle disinformation and domestic extremism, which would be led by something like a ‘reality czar.'”

Expressing doubts about the November 3 election is now a liability. Substantiated reports show that it was far from perfect. The American economist and former Director of Trade and Manufacturing Policy, Peter Navarro, in his private capacity, drew up three meticulous analyses: “The Immaculate Deception,” “The Art of the Steal” and “The Navarro Report“. They have been zealously disparaged as “nonsensical,” “riddled with dubious claims,” and “largely debunked allegations” — many think unjustly (for instance herehere and here).

In another article, “The Secret History of the Shadow Campaign That Saved the 2020 Election,” in Time Magazine, Molly Ball, the publication’s national political correspondent, shows in detail that a “well-funded cabal of powerful people, ranging across industries and ideologies, working together behind the scenes to influence perceptions, change rules and laws, steer media coverage and control the flow of information”, and that the action of this cabal “touched every aspect of the election,” including election laws, and engaged in a unified legal front to change voting systems and laws “.

Ball, also the author of an extremely laudatory biography of Nancy Pelosi — whom she describes as an “icon of the Resistance” to Trump — claimed that the purpose of the cabal was not was not to rig the election, but to “fortify” it.

Organizations that ravaged major American cities during the summer, she adds, were used by the cabal: “the left actually did control the activities of groups such as Antifa, Black Lives Matter.” In another article, she wrote that what was done was to “save democracy”, and manages to conclude that using undemocratic means to distort a democratic election somehow “saves” democracy.

A worrying drift seems to be dragging the United States away from the institutions of the American Republic and far from what can be expected of a democracy worthy of the name. Some authors describe what is happening as a slide towards authoritarianism. They note that many Americans and corporations, while behaving in an increasingly authoritarian manner, accuse their opponents of being authoritarian — in other words, blaming their opponents for what they themselves are doing.

The legitimacy of Trump as a president was being thwarted and denied, for example by “Crossfire Hurricane” and serial FISA abuse [Foreign Intelligence Surveillance Act] even before he was elected. Nineteen minutes after his inauguration, the Washington Post released the headline, “The campaign to Impeach President Trump has begun”.

For more than three years Trump was accused, without any evidence apart from a fake “dossier”, of being a Russian agent. The accusations eventually proved baseless, but not before $32 million of taxpayers’ money were spent in what the prosecutors knew from the start was a fraud. They also tried to frame, incriminate and send innocent people to prison. The exercise was, at bottom, nothing more than an attempted coup d’état.

Later, Trump was accused of “endangering the security of the country” on the basis of an innocuous telephone conversation with Ukrainian President Volodymyr Zelensky. For the accusation to appear plausible, one of his accusers had to reinvent the conversation. The first attempted impeachment that followed has been rightly described as a “travesty of justice” and “the equivalent of the Stalin’s show trials“. Throughout his entire term, Trump was faced with threatsabuse of power and unremitting attacks. Even though Trump is no longer president, the war against him continues.

Much of the mainstream media have ceased being news organizations and have become anti-Trump activists. For publishing all that fake news, The New York Times and the Washington Post were even awarded Pulitzer Prizes.

When, in 2020, the summer riots became destructive and Trump talked about using the military to restore order and protect property and lives, his political opponents compared him to Hitler and Goebbels, and indignantly defended the rioters as essentially “peaceful protesters“, acting in the name of legitimate grievances. They apparently overlooked that the Insurrection Act was invoked by several Presidents, such as President George H.W. Bush in 1992, after California Governor Pete Wilson requested help to quell riots in Los Angeles.

Several months before the 2020 election, Trump’s political opponents strangely anticipated his defeat and accused him — in advance, again without any evidence — of preparing to break the law. Pelosi, suggesting that Trump would not leave the White House, intimated that he might have to be “fumigated out“. Biden predicted that the military would intervene. “I am absolutely convinced they will escort him from the White House with great dispatch”, he said.

The roots of what is happening are actually older.

The Communist Party of America never succeeded in obtaining broad political influence. The movement seemed to gain ground after World War II but was crushed in the 1950s after it was discovered that some of its members had spied on the country on behalf of the Soviet Union.

A new trend took shape in the 1960s. Its strategy seems to have been defined by a German activist, Rudi Dutschke — a follower of the Italian Marxist Antonio Gramsci — as “the long march through the institutions”. As the author Roger Kimball describes, it gradually took hold of the humanities sector in universities, then spread throughout the education system, the cultural sector, the mainstream media, and finally the political sphere.

It drew on the writings of the philosopher Herbert Marcuse, who spoke of the need for a “great refusal“, “a protest against that which is”. Marcuse suggested practicing what he called “repressive tolerance” — consisting of “intolerance to right-wing movements” until they would be rendered non-existent. He added that the “non-integrated forces of minorities” should be used.

These developments were also inspired by the leading thinkers of what is called the “French theory“: Jacques Derrida and Michel Foucault. Derrida spoke of the need for “deconstruction” especially of the idea of ​​truth. Foucault defined existing power structures as oppressions to be abolished.

The methods used were those of the radical political theorist Saul Alinsky, who recommended that radicals become “community organizers”. “The job of the organizer,” he added, “is to maneuver and bait the establishment”. In 1971, Alinsky published Rules for Radicals, outlining how radicals can take power using thirteen rules. He noted that the tactic of accusing one’s enemies of what one is guilty of can be extremely effective.

This movement seems to have decided to spread the “great refusal” defined by Marcuse, adopt the ideas of French Theory, and use the methods of Saul Alinsky — sharpening “repressive tolerance” to erode institutions from within while eradicating the concept of ​​truth. Some followers who became “community organizers” acted to abolish power structures and accused their enemies of doing what they themselves were doing.

President Barack Obama, as an example, prior to entering politics, worked as a “community organizer” in Chicago. Shortly before being elected president in 2008, he said, “We are five days away from fundamentally transforming the United States of America.” He did not say into what.

President Trump, prior to his election, promised to “drain the swamp” — which remains woefully in need of draining. The swamp’s inhabitants undoubtedly saw him as a threat to their plans. Making Trump fall at any cost and regaining their lost power evidently became imperatives for the swamp’s inhabitants. They appeared ready to use any means necessary — and they achieved their goal.

Biden, in the first weeks of his presidency, has issued a battery of executive orders, some of which violate the Constitution and the Bill of Rights, and in addition will throw thousands out of work for the benefit of Russia and China. The House and Senate were not consulted.

When 74 million law-abiding Americans are described as terrorists and racists who need to be “reeducated”, tolerance for ideas differing from one’s own is clearly vanishing. Calls are also out for closing down television stations that offer a differing version of “the truth.”

H.R.1, also called the “For the People Act“, the first legislative proposal by the House for 2021, passed the House of Representatives on March 5. The noted attorney J. Christian Adams, President and General Counsel of the Public Interest Legal Foundation and founder of the Election Law Center, noted:

“H.R.1 packs into one 791-page bill every bad idea about how to run elections and mandates that the states must adopt — the very things that made the election of 2020 such a mess. It includes all of the greatest hits of 2020: Mandatory mail ballots, ballots without postmarks, late ballots and voting in precincts where you don’t live.”

If H.R.1 becomes the law of the land, the results will be the flooding of states with millions of unsolicited mail-in ballots, failure to verify signatures, no chain of custody of ballots, same-day voter registration, and ballot-harvesting — many of which are invitations to commit fraud. As a bipartisan report in 2005 from the Commission on Federal Election Reform, chaired by former President Jimmy Carter and former Secretary of State James Baker III, concluded: mail-in ballots “remain the largest source of potential voter fraud.” If H.R.1 is passed in the Senate, countless ways of demolishing election integrity will be set in cement.

President Biden has also introduced an immigration reform bill. It has been described as a way to import, legalize and naturalize non-Americans crossing the US border illegally, and clearly has the intent of trying to create a permanent single-party majority. If passed, it could, as former senior advisor to President Trump Stephen Miller said, “fundamentally erase the very essence of American nationhood”.

Economic proposals such as raising the minimum wage to $15, will, if implemented, cost hundreds of thousands of jobs and create immense hardship for small businesses already hit hard by pandemic lockdowns as well as for disadvantaged people at the entry level competing for work. There would be fewer jobs and more people looking for them — before one even starts including a prospective flood of “undocumented” newcomers. Perhaps that is the intent: to reward big corporate campaign donors while squeezing out their small competitors, and at the same time creating more desperate people who will keep reaching out to a Big Government to depend on it for help.

One of Biden’s first decisions was to disband the 1776 Commission, which was created to “return to the unifying ideas stated in the Declaration of Independence”. The alternative narrative, the 1619 Project, which describes the United States as founded on slavery, “structurally racist”, and therefore illegitimate from the start, has been criticized by prominent historians for its total disrespect of basic facts. This distortion of history, which contains nothing about what makes America good, is apparently now teaching children to hate America in public schools.

The author Dennis Prager said last year:

“Civilization can be crushed in one generation. Germany was the most advanced artistic cultured country in Europe. People say how could the country that gave us Beethoven and Bach and Schiller and Heine give us Auschwitz? It’s a common question. Of course, it’s not asked at colleges today because they never heard of Beethoven, Bach, Schiller, Heine, or Auschwitz. Nevertheless, those who heard of them ask that question, and the answer is, it can happen anywhere. We are watching the undoing of American liberty in one generation, in our case, by those who call themselves progressives.”

After the Constitutional Convention of 1787, a Mrs. Powel of Philadelphia asked Benjamin Franklin, “Well, Doctor, what have we got, a republic or a monarchy?” Franklin responded, “A republic, if you can keep it.”

Part of America has “declared war” and “is intent on destroying the most tolerant, inclusive, egalitarian society ever created,” wrote the American author David Horowitz recently. “The good news,” he added, “is that a patriotic movement has risen, rededicated to the propositions that all men are created equal and endowed with God-given rights to life and liberty, and is prepared to defend them”.

A storm is currently hanging over the United States. The coming months will reveal if this patriotic movement will dispel it.


Dr. Guy Millière, a professor at the University of Paris, is the author of 27 books on France and Europe.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jewish Groups Charge Grammy Awards With ‘Insensitivity’ for Featuring Farrakhan Supporter Tamika Mallory

Jewish Groups Charge Grammy Awards With ‘Insensitivity’ for Featuring Farrakhan Supporter Tamika Mallory

Shiryn Ghermezian


Tamika Mallory in a virtual discussion as part of the Black Music Collective’s Inaugural GRAMMY Week Celebration, held on March 10, 2021. Photo: Screenshot.

The Grammy Awards is facing criticism from Jewish groups for listing Women’s March co-leader Tamika Mallory — who is also a longtime supporter of Nation of Islam leader Louis Farrakhan — as a “performer” for the 2021 award show, set to air live Sunday on CBS.

Mallory has been repeatedly condemned for her anti-Israel remarks, such as calling the establishment of Israel a “human rights crime” and saying Israel has no right to exist “at the disposal” of the Palestinians. On social media, she has promoted Farrakhan’s annual “Saviour’s Day” events in which he attacks Jews, called him “GOAT” (the “Greatest of All Time”) and praised him for telling the “hard truths.”

Rabbi Abraham Cooper, associate dean of the Simon Wiesenthal Center, told The Algemeiner on Wednesday that Grammy Award producers “must be aware of [Mallory’s] toxic attitude toward Jewish community and Israel.”

“For decades, Americans have embraced [Martin Luther King Jr.] and his vision of a future with the color of one’s skin isn’t the decisive factor but the quality of one’s deeds, a message and value that The Grammys have chosen to forsake,” he said. “To heal, our nation needs a counsel culture not a cancel culture.”

The Recording Academy, which presents the awards, did not respond to The Algemeiner’s request for comment.

StandWithUs echoed Cooper’s sentiments in a statement Wednesday about Mallory’s upcoming appearance. It also took issue with rapper Jay Electronica’s nomination for Best Rap Album, for “A Written Testimony,” which includes recordings of speeches by Farrakhan and antisemitic lyrics.

StandWithUs CEO Roz Rothstein said the “insensitivity” of the Academy in featuring both individuals “shows a disturbing tolerance for anti-Jewish racism, a dangerous insensitivity to millions of Jews, including Holocaust survivors who are still alive, and an utter lack of moral judgment.”

“We are saddened and concerned that the Academy has shown a tone deafness when it comes to issues of antisemitism,” Rothstein continued. “Elevating such irresponsible choices of role models only serves to mainstream acceptance of antisemitism and fuel the hate that has led to an unprecedented number of hate crimes against Jews in the US.”

Carly Gammill, director of the StandWithUs Center for Combating Antisemitism, added that the Recording Academy and CBS are “both failing in their moral duty by instead promoting those who traffic in such bigotry.”

“The GRAMMYs is choosing the wrong role models at a time when there should be more sensitivity against racism directed at black people, Jews and all other victims of hate crimes,” she said.

Mallory participated in a Recording Academy event on Wednesday, during a virtual discussion about Black music and activism with “All of Me” singer John Legend as part of Black Music Collective’s Inaugural GRAMMY Week Celebration.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wyjaśnienie Jidyszkajt… po arabsku!


Wyjaśnienie Jidyszkajt… po arabsku!


Noru Tsalic
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Herzl jako młody wiedeński dziennikarz ok. 1878 roku (Zdjęcie: Wikipedia)Herzl jako młody wiedeński dziennikarz ok. 1878 roku (Zdjęcie: Wikipedia)

Kilka niedawnych wydarzeń raz jeszcze wysunęło na pierwszy plan pytanie, które zajmowało ludzi od (co najmniej) dwóch ostatnich stuleci: Kto jest Żydem? I kim (lub czym) są Żydzi?

Pozwólcie, że spróbuję wydobyć istotne znaczenie tych pojęć.

Królestwo kapłanów

Kilka dni temu Sąd Najwyższy Izraela wydał przełomową decyzję: nawróceni na judaizm (także “szybką ścieżką”, przez nieortodoksyjny proces nawrócenia: reformowany lub konserwatywny/Masorti) są Żydami. Wydawałoby się więc, że Żydzi to wyznawcy judaizmu. W końcu, to właśnie znaczy „nawrócenie” – zmiana wyznania. Jest tu jednak haczyk: dlaczego Sąd Najwyższy zabrnął w coś, co wydaje się kwestią religijną, sprawą o której powinni debatować rabini? Ponieważ w Izraelu są prawne konsekwencje: Żydzi – nie obywatele Izraela, ale Żydzi, skądkolwiek przychodzą – są objęci postanowieniami Prawa Powrotu: są niemal automatycznie uprawnieni do osiedlenia się w Izraelu i (jeśli tego chcą) do izraelskiego obywatelstwa.

Co jednak religia ma wspólnego z prawem pobytu lub z obywatelstwem? Spróbuj wyjaśnić to człowiekowi Zachodu a w najlepszym wypadku spojrzy na ciebie dziwie. Co doprowadza mnie do drugiego niedawnego wydarzenia.

Większość tej mniejszości…

1 marca 2021 roku w programie BBC o nazwie “Politics Live” poproszono panel składający się z czworga nie-Żydów, by dyskutowali na temat tego, czy Żydów należy uważać za mniejszość etniczną. Jedyny Żyd, który brał w tym udział (jako gość) był oburzony, że w ogóle postawiono takie pytanie; równie oburzona była większość brytyjskich Żydów spośród tych, którzy słyszeli o tej „debacie”. Z drugiej strony, wielu nie-Żydów (włącznie z nieszczęsnym redaktorem program, Robem Burley’em) uznało cały problem za kłopotliwy. Przecież Żydzi (przynajmniej w ich oczach) są białoskórzy; ich oczy nie są skośne, jak u Azjatów. Jakim cudem mogą więc być “etniczną mniejszością”? A nawet zakładając, że mają inne pochodzenie etniczne mimo podobieństwa do białych Brytyjczyków we wszystkim poza trudnymi do rozpoznania szczegółami, jak to możliwe, że ktoś “nawraca“ się na bycie Żydem wyrokiem religijnego zgromadzenia? Czy można “nawrócić” się na bycie czarnym, brązowym lub Azjatą?

Socjopatyczna polityczna socjologia 

Profesor z Bristol University, David Miller Profesor z Bristol University, David Miller

Zaledwie kilka dni wcześniej profesor z Bristol University, wykładający socjologię polityczną, wygłosił tyradę przeciwko Stowarzyszeniu Żydów na tym uniwersytecie, oskarżając ich o to, że są “politycznymi pionkami agresywnego, rasistowskiego, obcego reżimu, który przeprowadza czystkę etniczną”. Kraju znanego jako Izrael, “żydowskie państwo”. To oburzyło studentów wraz z olbrzymią większością brytyjskich Żydów. Którzy – tak – są “brytyjscy”, ale są także Żydami; tak, ich ojczyzną jest Wielka Brytania, wobec której są nadzwyczaj lojalni, chociaż większość z nich naprawdę lubi “żydowskie państwo”. Dezorientujące? Poczekajcie, to nie jest wszystko!

Przyjdź, przeklnij mnie, Jakubie…

Żydowski komik cieszący się ogólnokrajową sławą (przez “krajową” rozumiem Wielką Brytanię, ale główniejest słynny wśród brytyjskich Żydów) właśnie opublikował książkę ze skargami na antyżydowski rasizm, obejmujący również tych, którzy twierdzą, że nie chodzi im o Żydów i że tak naprawdę nienawidzą tylko żydowskiego państwa. No cóż, aby nieco wyjaśnić sprawę, ten żydowski komik zadeklarował w swojej książce, że żydowskie państwo obchodzi go tyle, co zeszłoroczny śnieg! Nawet powtórzył słowa tych, na których właśnie się skarżył, pisząc: „Fuck Israel!” Co samo w sobie wywołało gniew tych brytyjskich Żydów (olbrzymiej większości, według sondaży opinii publicznej), których bardzo obchodzi żydowskie państwo; do tego stopnia, że uważają ten kraj za niezbędny filar ich żydowskiej tożsamości…

<span>David Baddiel</span>

David Baddiel

Ich własny kraj

Mówię o niedawnych wydarzeniach. Prawdę mówiąc jednak, to nie jest nowe: Tora mówi o “Am Jisrael” – Narodzie Izraela. „A więc “naród”, grupa etniczna. Tak, ale biada Narodowi Izraela, gdyby miał czcić innego Boga… Więc jednak religia?

Około roku 1650, niejaki Manasseh ben Israel pisał ociekające słodyczą listy do Lorda Protektora Olivera Cromwella, prosząc go, by anulował zakaz i pozwolił ponownie Żydom na zamieszkanie na Wyspach Brytyjskich. Manasseh, sefardyjski Żyd, urodził się jako Manoel Dias Soeiro, potomek rodziny “Marranos” (Żydów, którzy zostali zmuszeni do nawrócenia się na chrześcijaństwo, ale potajemnie trzymali się judaizmu). Po ucieczce z rodzinnej Portugalii (by uniknąć Inkwizycji), rodzina znalazła schronienie w Amsterdamie, gdzie w owych czasach mogli jawnie praktykować swoją religię i próbowali pomóc innym wygnanym Żydom. Niemniej, kiedy Manasseh, apelując do ludzkich uczuć Cromwella, opisał Żydów jako “wygnanych z własnego kraju”, napisał wyraźnie, że nie chodzi mu o Portugalię lub Hiszpanię, ale o Ziemię Izraela; ziemia, do której ci Żydzi tęsknili, nie była tą, którą musieli opuścić zaledwie kilka lat wcześniej, ale tą, którą stracili wiele stuleci przed narodzeniem Manasseha … Dziwne, prawda? No cóż, bardzo proszę – trzeci wymiar żydowskiej tożsamości: nie tylko narodowość i religia, ale dziwaczna tęsknota do kraju kiedyś straconego.

Dlaczego jednak wciągnąłem w to wszystko starego Manasseha ben Israela? No cóż, to on był głównym architektem “powrotu” Żydów do Anglii, jakieś cztery stulecia po wygnaniu ich w 1290 roku. Można nawet nazwać go założycielem nowoczesnej społeczności brytyjskich Żydów…


Próba i błąd

Nie jest tak, że Żydzi nie eksperymentowali ze swoją tożsamością. W XIX-wiecznych Niemczech pewni Żydzi założyli Ruch Reformowany, który początkowo starał się pozbyć etniczności, zachowując element wiary. Ci Żydzi ogłosili siebie “Niemcami wyznania mojżeszowego”. „Ich krajem” były zdecydowanie Niemcy i żaden inny kraj.

Także w XIX wieku, ale na wschód od Niemiec (na Litwie, w Polsce i Rosji) inna grupa Żydów założyła świecki ruch żydowski, Bund. Bundystów nie interesowała religia, ale jakoś wyobrażali sobie żydowskość jako rodzaj kulturowej etniczności w socjalistycznym braterstwie ludów.

Żadnej z tych grup nie powiodło się jednak dobrze. Reformowani Żydzi mogli uważać siebie za „Niemców wyznania mojżeszowego”; ale „prawdziwi Niemcy” nadal uważali ich za… Żydów i mordowali ich obok ich ortodoksyjnych braci.

Jeśli chodzi o Bundystów, żyli oni jak socjaliści, ale umierali jako Żydzi: ci, którzy uniknęli Szoah, spotkali swój gorzki los podczas czystek Stalina. Tylko garść przeżyła, a i to kosztem sprzedania duszy diabłu: stali się niesławną “Jewsekcją”, maleńką grupą żydowskich wykonawców woli Stalina.

<span>Bundyści w Polsce</span>Bundyści w Polsce

Choć Reformowani wybrali religię, a Bundyści kulturową etniczność, jedni i drudzy odrzucili trzeci aspekt – “własny kraj”. Istniał jednak trzeci ruch, który zaczął się (a przynajmniej wtedy uzyskał nazwę i sławę) w XIX wieku: syjoniści. Podobnie jak Bundyści początkowo syjoniści nie interesowali się religią; odmiennie od zarówno Bundystów, jak Reformowanych naprawdę interesował ich tylko “własny kraj”. Jest to ironią, biorąc pod uwagę fakt, że dziś z grubsza połowa tego kraju składa się z religijnych lub “tradycyjnych” Żydów jedna piąta z nie-Żydów, a reszta to Żydzi, którzy mówią o wielkim znaczeniu bliskich związków z Diasporą. I bądź tu mądry!

Traduttore, traditore: tłumaczenie tożsamości

Oto trochę więcej syjonistycznej ironii: uważam, że najpoważniejszy wkład w zrozumienie tych pojęć (Żydzi, żydowskość, żydowska tożsamość) właśnie dał nam… Arab.

Muszę przyznać, że nigdy przedtem nie słyszałem nazwiska Hussein Aboubakr Mansour. Przedstawia on siebie na Twitterze jako

“Miłujący wolność egipski dysydent i amerykański obywatel”.

Także na Twitterze napisał 2 marca 2021 roku:

“Nie jestem Żydem ale chcę dorzucić moje trzy grosze do kwestii żydowskiej tożsamości, o którą kłóci się obecnie wielu ludzi. Czy to jest rasa? Religia? Pochodzenie etniczne? Czy możemy powiedzieć arabski Żyd? Widzę wielu ludzi, którzy kłócą się bez znajomości tematu lub pokory, by powiedzieć „nw” [nie wiem]. Judaizm jest unikatową, bliskowschodnią strukturą. Nowoczesne zachodnie języki po prostu nie mają analitycznych narzędzi, wystarczających do wyjaśnienia go. Judaizm nigdy nie będzie wygodnie pasował do pojęć wyrażanych angielskimi słowami “religia, rasa, cywilizacja itd.”. To jest moja opinia.”

I jest to również bardzo bystra, wnikliwa opinia! Języki (słowa, zdania, werbalne opisy) są zwierciadłami, które odbijają rzeczywistość; ale, podobnie jak każde niedoskonałe zwierciadło, język może także wypaczać, dając niepoprawny, fałszywy obraz. Współczesne zachodnie języki rozwinęły się do wyrażania współczesnych zachodnich pojęć, postaw i rzeczywistości; dlaczego oczekujemy, że poprawnie opiszą wielowiekowe, bliskowschodnie  osobliwości?

Nawet w szeroko pojętej rodzinie “zachodnich” (tj. europejskich) języków są znaczne różnice. Większość ludzi, dla których angielski jest językiem ojczystym, zrozumie słowo “nationality” jako coś bardzo podobnego do „obywatelstwa”.  Mówiący po francusku prawdopodobnie tak samo rozumieją słowo „nationalité”. Ale, na przykład, po rosyjsku (i w innych językach Europy Wschodniej) „nacjonalnost” (национальность) powinna poprawie być tłumaczona na „tożsamość etniczna”. Jest to fundamentalnie inne pojęcie od pojęcia “obywatelstwa” – po rosyjsku “grażdanstwo” (гражданство). Zapytany o jego “nacjonalnost” (zakładając, że chce odpowiedzieć szczerze) Żyd żyjący w Rosji odpowie „żydowska” zamiast „rosyjska. Oczywiście powie, że jego “grażdanstwo” jest “rosyjskie” Pierwsze odnosi się do “plemiennej” tożsamości; to drugie do prawnego statusu.

Chociaż w ostatnich czasach niemieckie pojęcia “Nationalität” i “Staatsbürgerschaft” (obywatelstwo) często używano zamiennie, podobnie jak ich odpowiedniki po angielsku i francusku, wielu ludzi, których językiem ojczystym jest niemiecki, dostrzega różnicę między nimi: poprawne angielskie tłumaczenie pierwszego brzmi, moim zdaniem, „pochodzenie narodowe”, co odnosi się albo to pochodzenia etnicznego („plemienna” tożsamość), albo, częściej, do kraju urodzenia – niezależnie od obecnego obywatelstwa.

Wracając do angielskiego: pojęcia “rasa“ i “etniczność” są niejasne i niezbyt dobrze rozumiane – jak wspomniany powyżej program BBC pokazał nawiązką.

Takie słowa zmieniają znaczenie z upływem czasu: sto lat temu “rasa” byłaby rozumiana jako lud lub tożsamość etniczna. Brytyjscy Żydzi (i Żydzi ogólnie) zdecydowanie byli uważani za “rasę”; nie włączano by ich do “brytyjskiej rasy”. Dzisiaj jednak pojęcie “rasy” najczęściej odnosi się do wyraźnych cech fizycznych takich jak kolor skóry lub kształt oczu.

Także tutaj sprawy nie są kryształowo jasne. Ludzie pochodzący z indyjskiego subkontynentu mają ciemniejszy kolor skóry (ale nie tak ciemny, jak „czarni” ludzie) jak również pewne specyficzne fizyczne cechy. Jednak w dzisiejszych czasach rzadko kiedy mówi się o nich jako o odrębnej „rasie”.

Większość ludzi Zachodu widzi dzisiaj Żydów właśnie jako (dość dziwaczną) odmianę “białych ludzi”; nie zaś “rasę”. Niemniej ci sami ludzie nazwą antysemityzm lub islamofobię “formami rasizmu”, mimo faktu, że ani Żydzi, ani muzułmanie nie są uważani za „rasy”. Udało mi się całkowicie pomieszać wam w głowach? Poczekajcie, mam więcej w zanadrzu!

A co z “tożsamością etniczną”? Co to właściwie znaczy? Żydzi (którzy są w wielu różnych odcieniach i wyglądach) często będą mówić o sobie jako o grupie etnicznej lub, jak to czyni Tora, jako o „narodzie”. Są jednak również częścią licznych “narodów”.

Zapytani mimochodem o swoją tożsamość, wielu (może większość?) brytyjskich Żydów odpowie, że są „Brytyjczykami”. Kilka razy, kiedy dyskutowałem o tym z przyjaciółmi i znajomymi, komentowałem, że zazwyczaj nie mówią, że są „Anglikami”. Na ogół reagują:  “To jest to samo” i po chwili, “Pewnie, jestem Anglikiem”. Oczywiście jednak, choć “Brytyjczyk” i “Anglik” może znaczyć to samo dla członka dominującej większości, bardzo wątpię, by Szkot lub Walijczyk w ten sposób widział sprawę!

Ani ten typ tożsamości nie jest przyjęty w całym żydowskim świecie. Na przykład, mówiono mi, że w Szwecji o Żydzie, który zawiera ślub z nie-Żydówką, mówi się, że „ożenił się z  Szwedką” mimo faktu, że sam Żyd jest dumnym posiadaczem szwedzkiego paszportu. Dobrze pamiętam podobną postawę z czasów mojej młodości w Europie Wschodniej.

Nawiasem mówiąc, nie jest to wyłącznie żydowskie zjawisko: etniczny Fin urodzony w Szwecji w rodzinie żyjącej tam od wielu pokoleń, często powie, że jest “ze Szwecji” – zamiast powiedzenia “jestem Szwedem”; członkowie etnicznych mniejszości węgierskich najczęściej mówią, że są „z Rumunii” lub „ze Słowacji”; arabscy Izraelczycy często określają siebie jako „arabscy (lub palestyńscy) obywatele Izraela” zamiast „Izraelczycy”.

Sprawy zmieniają się, kiedy przesuwamy się po kontinuum czasowo-przestrzennym. Kiedyś Zachód definiował się jako “chrześcijaństwo” – przydomek, który wiązał razem religijną, terytorialną i kulturową tożsamość. Miało to w pewnym sensie odpowiedni termin dla Żydów (choć oczywiście mniej życzliwy w tonie i użyciu): Jewry po angielsku, Judentum po niemiecku. Niewielu ludzi używa już tych określeń; jeszcze mniej rozumie ich złożone znaczenie.

Wróćmy jednak do Husseina Aboubakra Mansoura. Sądzę, że jego poczucie tożsamości (egipski Arab, obecnie obywatel USA) jest tym, co dało te przenikliwe uwagi. Arabowie są (a mówię jako outsider) ludźmi, którzy należą do szeroko definiowanej kultury arabskiej – niektórzy definiują to jako naród – której głównym wyrazem jest używanie arabskiego języka. Czynnie zniechęcano rozwijanie wyraźniej zarysowanej tożsamości arabskiej, najpierw przez osmańskich władców, potem przez zachodni kolonializm i wreszcie przez miejscowych despotów pragnących utrzymać swoje tłuste tyłki na pozłacanych tronach arbitralnie wydzielonych księstw. Egipt, od czasu odzyskania autonomii od Osmanów i zachodnich władz kolonialnych wcześniej niż inne kraje arabskie, chlubi się bardziej dojrzałą tożsamością. (Dziedzictwo historyczne i geografia też pomogły.)

Jeśli język pozostaje głównym czynnikiem identyfikującym “świat arabski”, nie jest to bardzo prosty czynnik. Egipcjanin taki jak Mansour prawdopodobnie mówi egipskim dialektem (Masri). Gdyby chciał porozmawiać z Palestyńczykiem lub Syryjczykiem (tj., człowiekiem mówiącym lewantyńskim dialektem, znanym także jako syryjski lub “szami”), mogliby się zrozumieć wzajemnie z niejaką trudnością, może tak jak Hiszpan próbujący rozmawiać z mówiącym po portugalsku Brazylijczykiem. Jeśli jednak zechce porozmawiać z Marokańczykiem (mówiącym północnoafrykańskim dialektem maghrebi), może mieć równe trudności jak Niemiec próbujący rozmawiać z Holendrem. Zakładając, że obaj są wykształconymi ludźmi, pan Mansour i jego marokański przyjaciel byliby w stanie komunikować się lepiej przez używanie literackiego lub “nowoczesnego standardowego” arabskiego – języka, którego obaj nauczyli się w szkole. Nowoczesny Standardowy Arabski, o którym często mówi się الفصحى (Al-Fusza czyli Wymowny Arabski), jest znacznie bliższy Klasycznemu Arabskiemu, językowi Koranu.

Innym arabskim “klejem tożsamości” jest religia, islam. Ale to w żadnym razie nie jest proste: istnieją także Arabowie chrześcijanie;  mnóstwo jest niearabskich muzułmanów; i, jak wiemy, jest kilka różnych muzułmańskich denominacji.

Żeby nie wspomnieć, że Arabowie żyją w ponad 20 różnych krajach, z których każdy ma (lub próbuje zbudować) własną tożsamość narodową.

Chodzi mi o to, że arabska tożsamość także jest bardzo złożona i to mogło pomóc panu Mansourowi w zrozumieniu zawiłości żydowskiej tożsamości.

Ponieważ arabski język także powstał na Bliskim Wschodzie, radzi sobie znacznie lepiej w porównaniu do europejskich języków z podwójnymi lub wielostronnymi aspektami tożsamości. Na przykład, po arabsku istnieją trzy różne sposoby na przekazanie pojęcia “naród” lub “narodowy”:

Qawm (قوم) pochodzi od słowa “matka” (umm). Odnosi się do stosunku wzajemnej solidarności (tożsamości) między ludźmi, którzy niekoniecznie związani są konkretnym terytorium geograficznym. Jest to do pewnego stopnia (choć nie dokładnie) to, co próbujemy powiedzieć mówiąc „ethnicity” (tożsamość etniczna) po angielsku. Jest tu także związek religijny: spokrewnionym słowem jest Ummah (الأمة) — jak nazywa się “naród” islamu, globalny kolektyw muzułmanów; można powiedzieć, islamski odpowiednik „chrześcijaństwa”.

Watan (وطن), z drugiej strony, ma silne terytorialne znaczenie: ma związek z domem lub ojczyzną.

A jest jeszcze balad (بلد‎), który także ma silny terytorialny wymiar, ale jest związany z miejscem (krajem, obszarem lub może wsią), w którym człowiek się urodził. Dla pokazania, jak bogaty jest język arabski, “balad” tłumaczy się na angielski jako “homeland” [ojczyzna].

Tak więc Arabowie mogą powiedzieć “naród” lub “narodowy” na trzy różne sposoby i przekazać nieco różne znaczenie, nieco odrębne, zniuansowane aspekty ich tożsamości. To może być szczególnie znaczące dla kogoś takiego jak Hussein Aboubakr Mansour: obywatel USA urodzony w Egipcie. Z dwoma miejscami, które są „ojczyzną” (tylko w inny sposób) które będzie „jego krajem”? Może dlatego rozumie Żydów…

Wśród ludzi Zachodu jest prawdopodobnie równie wielu antyarabskich rasistów, jak antysemitów. Z wyjątkiem jednak skrajnie prawicowego marginesu antyarabskie nastroje są znacznie rzadziej wyrażane publicznie. Przecież “przebudzeni” [wokekracja] już w swoim kolektywnym, dogmatycznym umyśle zdecydowali, że “w odróżnieniu od Żydów” Arabowie istotnie są “etniczną mniejszością”; są ludźmi “kolorowymi” i dlatego z definicji uciskanymi.

Więc, słuchajcie… to jest sprzeczne z intuicją, ja wiem; ale może powinniśmy zrobić coś takiego: wszyscy napiszmy petycję do BBC, żeby następnym razem, kiedy ci zarozumiali, ograniczeni, aroganccy i europocentryczni ludzie zapytają, czym jest żydowskość, poprosili o odpowiedź Husseina Aboubakra Mansoura. On to rozumie! A, ponieważ jest Arabem, wysłuchają go i będą udawali szacunek dla jego opinii …


Noru Tsalic – Izraelski bloger, inżynier pracujący obecnie obecnie w Wielkiej Brytanii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com