Archive | September 2021

Malfunction or murder? State-witness killed in plane-crash

Malfunction or murder? State-witness killed in plane-crash

ILTV Israel News


A tragedy over Greek airspace sends huge ripples back towards Jerusalem, as two Israelis have been reported dead after their personal aircraft crashed outside the island of Samos on Monday evening. This as their Cessna 182 “encountered a problem on the approach to the island’s airport”, after taking off from Haifa, Israel. The victims were identified as married couple Haim and Esti Garon, there were no other passengers on board.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Dla Moskwy rządy PZPR były bardziej efektywne niż bezpośrednia okupacja

Bolesław Bierut (PPR/PZPR). Zdjęcie z sarną była jedną z prób ocieplenia wizerunku prezydenta (Fot. Rafał Michałowski / AG)



Dla Moskwy rządy PZPR były bardziej efektywne niż bezpośrednia okupacja

Grzegorz Motyka


Tajemnice PZPR. Depesza do Stalina dowodzi, że po wojnie Polska była bardziej uzależniona od Moskwy, niż nam się wydaje.

.

18 czerwca 1947 r. ambasador ZSRS w Polsce Wiktor Lebiediew wysłał do Moskwy ściśle tajny szyfrogram adresowany do Stalina i jego najbliższych współpracowników. Donosił o reprymendzie, jakiej udzielił właśnie Bolesławowi Bierutowi, czyli, było nie było, prezydentowi RP.

Gniew Lebiediewa wywołało nieprzestrzeganie przez „polskich towarzyszy” zasad bezpieczeństwa. Ale po kolei.

Tajne instrukcje Moskwy

Dziewiątego czerwca sowiecki ambasador udał się z roboczą wizytą do Jakuba Bermana, jednej z najważniejszych osób w Polskiej Partii Robotniczej, a więc tym samym w Polsce. W trakcie rozmowy Berman nieoczekiwanie pokazał mu ściśle tajną instrukcję kierownictwa Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) ZSRS, którą w czasie niedawnego pobytu w Moskwie otrzymał I sekretarz PPR Władysław Gomułka. Nie wiadomo, czego ona dotyczyła, ale fakt jej przechowywania w sejfie wstrząsnął ambasadorem.

Kilka dni później, wieczorem 16 czerwca, Lebiediew osobiście udał się do Bieruta z pytaniem, czy został on zaznajomiony z całą sprawą. Bierut przyznał, że zna treść instrukcji, a nawet zdążył ją już „przepracować” z Biurem Politycznym PPR. Słysząc to, ambasador zaczął ostro dopytywać, dlaczego w takim razie pismo nie zostało jeszcze zniszczone. Zapewne skonsternowany Bierut zaczął tłumaczyć, iż tajemnica pozostała zachowana, ponieważ kierownictwo PPR posługuje się jedynie jednym egzemplarzem instrukcji, który w dodatku na co dzień spoczywa w kasie pancernej Gomułki. Nieprzekonany ambasador zaczął natarczywie domagać się, by dokument został spalony osobiście przez Bieruta, co ten „obiecał zrobić osobiście i bezzwłocznie (…) nie później niż 17 czerwca”.

Lebiediew donosił dalej: „Korzystając z okazji zwróciłem Bierutowi uwagę na niebezpieczeństwa związane z przejęciem i chronieniem przez członków kierownictwa PPR bywających w Moskwie notatek na temat swoich rozmów z kierownictwem WKP(b). Poradziłem towarzyszowi Bierutowi, aby z takiej dokumentacji zachowywać jedynie zapisy punktów, o których rozmawiano, a nawet i w tym wypadku to co możliwe szyfrować, niszczyć zaś wszelkie wzmianki z kim prowadzono rozmowy i gdzie”.

Tajemnice PPR i PZPR

Szyfrogram ambasadora wiele mówi o panującej w Polsce po wojnie sytuacji i zarazem pokazuje skalę zależności Polski Ludowej od ZSRS. Jak się okazuje, była ona zdecydowanie większa, niż sami czołowi komuniści to przyznawali. O instrukcjach WKP(b), czyli faktycznie Stalina, mogli wiedzieć co najwyżej członkowie Biura Politycznego PPR. Natomiast ukrywano je przed szerszym kręgiem członków partii, których mamiono wizją rzekomo autonomicznej polskiej drogi do socjalizmu.

Wtajemniczeni członkowie PPR nie opowiadali nawet w przyjacielskim i rodzinnym kręgu o zaleceniach otrzymywanych z ZSRS, bo łatwo mogło to zostać uznane za brak rewolucyjnej czujności.

Słynne słowa Gomułki z maja 1945 roku: „Masy winny nas uważać za polską partię, niech nas atakują jako polskich komunistów, a nie jako agenturę”, w świetle gniewnej reakcji Lebiediewa zyskują nieco inny wydźwięk. Nie tylko PPR-owcom, ale też Sowietom zależało na ukryciu faktu całkowitego uzależnienia Polski od ZSRS. Zdając sobie sprawę z niechęci społeczeństwa polskiego do Sowietów, postanowiono po prostu nie generować niepotrzebnych konfliktów. Z punktu widzenia Kremla rządy PPR, a później PZPR, były znacznie bardziej efektywne niż bezpośrednia okupacja.

Niestety, szyfrogram zdaje się też wskazywać, że w polskich archiwach nie znajdziemy zbyt wielu dokumentów odsłaniających tajemnice polsko-sowieckiej zależności i współpracy, gdyż niszczono je zaraz po zapoznaniu się z nimi. Chcąc nie chcąc, oznacza to zapewne, iż odpowiedzi na wiele ważnych pytań dotyczących narodzin systemu władzy komunistycznej długo jeszcze nie znajdziemy. No, chyba że zostaną odtajnione dokumenty spoczywające głęboko w moskiewskich archiwach, na co jednak w erze putinowskiej bynajmniej się nie zanosi. Fakt ten powinien wszystkich parających się historią skłaniać do większej wstrzemięźliwości w ferowaniu ocen. Niestety, stanowi też znakomitą pożywkę dla wszystkich zwolenników spiskowych teorii dziejów.


Prof. Grzegorz Motyka – historyk, politolog, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Cairo’s ancient Bassatine Jewish cemetery completes first-of-its-kind restoration project

Cairo’s ancient Bassatine Jewish cemetery completes first-of-its-kind restoration project

A correspondent in Egypt


The restoration project of Cairo’s Bassatine Jewish Cemetery, believed to be the second-oldest in the world, mainly aims at attracting tourism while at the same time shedding light on Egypt’s dwindling Jewish community.

.
A general view of the Jewish cemetery in Cairo, Egypt, April 18, 2013. – KHALED DESOUKI/AFP via Getty Images

The American Research Center in Egypt (ARCE) and the Drop of Milk association have recently completed a small but significant conservation project in the ancient Bassatine Cemetery of Cairo, believed to be the second-oldest Jewish cemetery in the world. The work, funded by the US Ambassadors Fund for Cultural Preservation (AFCP), also includes the documentation and mapping of what remains of the site.

The project aspires to be the first remarkable step to ensure the long-term sustainability of the site, and is part of the ongoing efforts of Egypt’s tiny Jewish community to preserve and rethink its heritage and highlight the country’s historical and cultural diversity.

“When I [first] visited the cemetery [with a member of Drop of Milk], I was astonished by the diversity of tombs of all different periods of Egypt’s history, and it is unfortunate that very little from the cemetery remains,” Louise Bertini, ARCE’s executive director, told Al-Monitor. “So we thought about what we could do to help document and conserve what is left, and that is when we applied for a US Ambassadors grant.”

Only surpassed by the cemetery at the Mount of Olives, in Jerusalem, the Bassatine Cemetery dates back to the 9th century and lies in the southeast of Cairo. The site was initially built on a plot of land granted by Ahmed ibn Tulun, founder of the Tulunid dynasty that ruled Egypt and Syria at the time, and it was divided into two areas reserved for the country’s Rabbinate and Karaite Jewish communities.

Following the abrupt decline of Egypt’s Jewish community in the mid-20th century, the cemetery of Bassatine entered a process of degradation and suffered substantial damage. This was mainly the result of the negligence of the authorities, the settlement of squatters, the theft of most of the graves’ marble slabs, waste dumping and the construction of a ring road in the south of Cairo in 1988 that split the cemetery in two. From the 140 feddan (145 acres) that the cemetery once was, only around 37 feddan (38 acres) remain today.

The disaster for the cemetery was first averted in the late 1970s, when Carmen Weinstein, leader of Cairo’s Jewish community from 2004 to 2013, hired a guard to protect the site, according to the International Jewish Cemetery Project. In 1991, a wall surrounding the remains of Bassatine was finally erected thanks to funds from the World Sephardi Federation and the Hassoun Group. Yet the lack of a comprehensive plan for the place left the site vulnerable, and following the revolution on Jan. 25, 2011, squatters started to demolish parts of the wall in order to take land and build on top of it again.

“The efforts to keep and restore the site only started with Drop of Milk in 2017,” Samy Ibrahim, a member of the association involved in the project in Bassatine, told Al-Monitor.

Today, the remains of the cemetery consist of two parts, Bertini explained. The first is a large single cemetery with up to seven layers of burials composed mostly of simple tombs dating from the last century in an area of approximately 5 hectares (12 acres) to the north of the Ring Road. The second, to the south, is a cluster of smaller, walled enclosures containing the graves of many elite Jewish families of the 19th and 20th centuries.

In this context, the US Embassy in Cairo announced in January that AFCP, which had previously funded other projects to preserve Egypt’s archaeological and cultural heritage, granted its latest fund to the conservation of Bassatine. The Egyptian government has also recently started to take action to document and protect the country’s Jewish heritage.

“The Bassatine Cemetery is increasing the world’s understanding of Egypt’s Jewish cultural heritage,” said Jonathan R. Cohen, US ambassador to Egypt, at a public lecture on the preservation of Jewish-Egyptian Heritage organized by ARCE on Sep. 13, to present the results of the project.

The project, which started in January, was divided in three parts, Bertini said. The first two, set to be finished by November, include the documentation of what remains from the cemetery and the development of a site management plan, the first of its kind.

The third one, completed in July, included a partial conservation of the Karaite cemetery. This covered the graveyards of the Menasha and Leishaa, two prominent families of the Jewish community that owned two small and walled plots of around 460 square meters (4,950 square feet), each one containing one room for family gatherings to commemorate the death and an additional mausoleum in the case of the Menasha family.

“We decided to start with the Karaite cemetery because [it] is the most accessible part of the cemetery and also because the Karaite had a very interesting story to tell,” Bertini said. “In a way they were very Egyptian in their beliefs and practices, and their synagogues are very similar to mosques. And in this cemetery in particular many of the gravestones are written in both Hebrew and Arabic.”

“There are other parts of the cemetery that we would love to conserve,” she added, “but we are hoping to get more funds to continue the process.”

Yoram Meital, professor of Middle East Studies at Ben-Gurion University, said during the public lecture, “While no Karaite Jew is left in Egypt and only a few Karaite sites remain in Cairo, studying their rich architecture can shed light on [the community].”

He continued, “The interior and exterior designs of Karaite synagogues and cemeteries, and the items and symbols that were integrated into them, contain rich information about the cultural affiliation of these native Egyptian Jews, their rituals and their habits.” 

ARCE is currently preparing bilingual illustrated visitors information panels that will be installed in the gathering room of the Menasha graveyard with information on the Karaite.

Ibrahim noted that the conservation work is an important first step, but also said that “people think we have now finished, when this [project] only covered a small portion of Bassatine.”

Drop of Milk plans to ensure the sustainability of the site by developing the cemetery in order to attract tourists to the site and to engage the local community.

“In 10 to 15 years perhaps not a single Jew will remain [in Egypt] and ARCE is looking into the place from a restoration point of view. But this is not enough,” Ibrahim concluded. “If we want to secure this place in the future, we need to interact with the community, because otherwise they will wait for the first chance to jump in again. We need to integrate them and bring services to them, so that they understand that this is a site that brings revenues to the place.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tel Hebron Walking Tour

Tel Hebron Walking Tour

Israel Tours and Heritage with David Ha’ivri



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Przewijając do początku. Kaseta VHS kończy 45 lat!

JC Gellidon / Unsplash


Przewijając do początku. Kaseta VHS kończy 45 lat!

JAKUB MEJER


Kasety VHS na zawsze zmieniły sposób, w jaki oglądamy filmy i seriale. Stały się też jednym z symboli lat 80. i 90. A zmarły niedawno Tomasz Knapik, jeden z najsłynniejszych lektorów w historii polskiego przemysłu rozrywkowego, czytał prawie wszystko.

Gdy 45 lat temu w jednym z tokijskich hoteli prezentowano JVC HR-3300, pierwszy odtwarzacz kaset VHS, mało kto się chyba spodziewał, jak wielka rewolucja w branży rozrywkowej właśnie się zaczyna.

Dzisiaj, w świecie streamingu, telewizorów z funkcją nagrywania, a nawet płyt Blu-ray, oglądanie tego, co chcemy i kiedy chcemy, wydaje się naturalne. Przez dekady ludzie, którzy nie byli milionerami mogącymi wypożyczyć lub kupić taśmę z filmem i odtworzyć ją w prywatnym kinie – Howard Hughes słynął z tego, że prawie codziennie puszczał sobie w prywatnym kinie „Stację Arktyczną Zebra” (zanim zbudował własną salę projekcyjną, film ten regularnie leciał w należącej do niego stacji telewizyjnej; jak przegapił któryś z ulubionych fragmentów, to dzwonił, żeby cofnięto transmisję) – jeśli chcieli obejrzeć coś, co nie jest najnowszym hitem akurat wyświetlanym na srebrnym ekranie, zdani byli na osoby układające kinowe retrospektywy albo telewizyjne ramówki. I oczywiście musieli swoje życie dopasować do tego, w jakich godzinach dany film, serial lub inna produkcja jest emitowana.

Trudy nagrywania

Nagrywanie, archiwizowanie i odtwarzanie przez dekady było na tyle trudne logistycznie i kosztowne, że nie tyle nie było dostępne dla konsumentów – nie robili tego nawet sami twórcy. Z tego powodu znaczna część twórczości z pierwszych dekad telewizji przepadła bezpowrotnie, chociażby prawie 100 odcinków „Doktora Who. Ówcześni fani seriali, nie mając możliwości nagrywania ich obrazu, nagrywali sam dźwięk na magnetofony szpulowe. Tak John McPhee, słynny reporter magazynu „New Yorker”, wspominał próby uzyskania zapisu meczu tenisowego na potrzeby artykułu, który pisał w latach 60.: „W tamtych czasach były rzeczy nazywane kineskopami, monitor telewizyjny nakręcony kamerą filmową, bardzo złej jakości. Gdy zadzwoniłem do telewizji o taką kopię, za którą magazyn miał zapłacić, powiedzieli, że mam szczęście, bo tego popołudnia, to było kilka tygodni po meczu, taśma miała być wymazana”.

Wojny formatów

Pierwsze nagrywarki wideo wykorzystujące taśmę zaczęły powstawać w latach 50. i 60., ale ich cena była tak wysoka, że nie były dostępne dla zwyczajnych użytkowników. W połowie lat 70. zaczęło się to zmieniać, chociaż wcale nie było powiedziane, że to VHS okaże się zwycięzcą. Rok wcześniej Sony wypuściło swoją wersję kasety – Betamax. I podobnie jak w wielu innych przypadkach (pamiętacie jeszcze o HD DVD?) rozpoczęła się tzw. wojna formatów.

Betamax miał swoje zalety – wszedł na rynek szybciej, a kasety były mniejsze i oferowały lepszą jakość obrazu, ale VHS wygrał wojnę z dwóch powodów. Po pierwsze, JVC poparli inni japońscy producenci sprzętu elektronicznego (z ówcześnie największym, Panasonic, na czele), którzy obawiali się zbyt dużego wzrostu Sony, jeśli to ich format wygra wojnę. Drugi powód był dużo ważniejszy – kaseta VHS w swojej podstawowej wersji pozwalała na nagranie dwóch godzin materiału, a więc mógł się na niej zmieścić cały pełnometrażowy film. Betamax początkowo miał pojemność 60 minut. Zanim Sony wprowadziło kasety o większej pojemności, wojna była już przegrana.

Na Zachodzie VHS pojawiły się w 1977 r. W latach 80. stały się już podstawowym elementem branży rozrywkowej, zaczął też docierać nawet do tak peryferyjnych rynków jak kraje komunistyczne, w tym Polska. Na ich plecach powstały ogromne fortuny, a ludzie zdobyli sławę.

Fortuna i sława z taśmy

ITI, lepiej znane jako firma, która stworzyła TVN, zaczynała od dystrybucji kaset wideo, a konkretnie, w 1984 r., od nagranych na nie kabaretów… Jana Pietrzaka (życie potrafi być przewrotne). W 1992 r. „Gazeta Wyborcza” nazywa ITI już „największym dystrybutorem kaset”. Tak wielkim, że na targach podszywają się pod nich piraci.

Zmarły w poniedziałek Tomasz Knapik, jeden z najsłynniejszych lektorów w historii polskiego przemysłu rozrywkowego, czytał prawie wszystko – od nazw przystanków autobusowych w stołecznej komunikacji po podrzędne niemieckie filmy erotyczne. Dla wielu osób będzie jednak synonimem kaset z amerykańskimi filmami akcji z lat 80. W internecie w serwisach ogłoszeniowych bez problemu można znaleźć kasety, które sprzedawane są z dopiskiem „UNIKAT KNAPIK”. W 2019 r. jedna z nich, zachowana w znakomitej kondycji, z filmem „Terminator”, została wylicytowana za 450 zł.

Sposób, w jaki początkowo dystrybuowano kasety, wymusił powstanie jeszcze jednego, dziś już nieistniejącego elementu kultury – wypożyczalni. Początkowo cena kaset w USA była tak wysoka – z reguły od 80 do nawet powyżej 100 dol. – że kupowali je tylko najwięksi fani. Reszta zmierzała do wypożyczalni, gdzie w dużo niższej cenie mogła wejść w jej posiadanie na kilkadziesiąt godzin. Podobne przybytki rozlały się po całym świecie. W 1992 r. w Polsce wypożyczenie kasety z nowym filmem kosztowało 8–9 tys. zł, czyli tyle co dziewięć jaj lub 3 kg ziemniaków. W niektórych wypożyczalniach dało się dostać też o jedną trzecią tańsze pirackie wersje. Powstała w 1985 r. amerykańska sieć wypożyczalni Blockbuster u szczytu świetności miała ponad 9 tys. punktów i 84 tys. pracowników. Najsłynniejszą wypożyczalnią w historii jest chyba kalifornijskie Video Archives, w którym przez pięć lat za kasą stał młody Quentin Tarantino.

VHS w piwnicy. Nostalgiczny powrót

W 1996 r. pojawia się format DVD, który przesądza o końcu VHS. W 2003 r. po raz pierwszy w USA prześciga on kasety w swojej popularności. Ostatni hollywoodzki film w tym formacie pojawił się 15 lat temu, w 2006 r. To „Historia przemocy” Davida Cronenberga. Był jednak świat, gdzie VHS zagościł na dłużej – prywatne, amatorskie nagrania wideo. Ostatnie odtwarzacze z taśm produkcyjnych zeszły zaledwie pięć lat temu – do 2016 r. miała je w swojej ofercie firma Funai.

Jednocześnie VHS zaczął się coraz częściej pojawiać nie jako rząd kaset, jakie mamy na półce, i kawałek elektroniki, jaki stoi pod telewizorem, tylko jako element popkultury. Dziś jest powszechny, szczególnie w przypadku dzieł stylistyką odwołujących się do lat 80. lub 90. Mamy nawiązujące do nich okładki książek (np. „Miasto noży” Wojciecha Muchy) i teledyski utrzymane w stylistyce nagrań VHS (np. projekt „ArtBrut” Pro8l3mu). Mamy akcje promocyjne filmów, które wychodzą w małych nakładach na kasetach (np. horrory „V/H/S/2” i „Dom Diabła” odwołujące się do klasyki gatunku z lat 80.).

Wreszcie mamy szalenie popularne (przynajmniej przed pandemią) pokazy „najgorszych filmów świata” w stylu „VHS Hell”, na których tłumy bawiły się do rozpuku przy mniej wybitnych dziełach dystrybuowanych w tym formacie. Dziś pewnie wielu z nas gdzieś w piwnicy jest w stanie znaleźć jakąś zakurzoną kasetę, z odtwarzaczem pewnie będzie gorzej. Ale jako symbol minionych lat jest wszechobecna.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com