Archive | October 2021

IRAN IS TARGETING ISRAELIS ABROAD

IRAN IS TARGETING ISRAELIS ABROAD

Gavriel Dan


Israel is warning its diplomats around the world that Iran may try to attack them.

.
As tensions increase between Iran and Israel, the Ayatollahs are shifting tactics in hopes of harming Israel, but keeping away from a full fledged war. Israel has warned its diplomats around the world that Iran may try to harm them.

Why is Iran shifting tactics?

The regime understands that it has little chance to win a direct war with Israel. The Jewish state has better weapons and its forces are trained at a higher level.

Another thing the Iranian regime sees is a potential change in the Biden administration. Once considered at Israel, the Biden administration has shown a surprising amount of flexibility with Israel and is also taking a stronger stance against the Iranian regime.

Whether or not Iran does go after Israel, it explains the need for Israelis to be more vigilant than ever before.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rabin wraca na Muranów. Kim był Dow Ber Meisels?

Rabin wraca na Muranów. Kim był Dow Ber Meisels?

Przemysław Batorski



1 października nowym patronem ulicy na warszawskim Muranowie zostanie Dow Ber Meisels – zadecydowali stołeczni radni na wniosek Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma. Naczelny rabin Warszawy w latach 1856-1870 był wielkim patriotą, który przez całe życie wspierał walkę Polaków o wyzwolenie spod władzy Rosji i zabiegał o przyznanie Żydom pełni praw obywatelskich. Uroczyste odsłonięcie tablicy z jego imieniem odbędzie się w piątek o godzinie 12:00 na rogu ul. Józefa Lewartowskiego i Meiselsa (dotychczasowa ulica Niska).
.
Portret rabina Dow Bera Meiselsa. Zbiory ŻIH, Centralna Biblioteka Judaistyczna

Uroczyste nadanie ulicy imienia Dow Bera Meiselsa– zobacz wydarzenie

Rabin, kupiec, przywódca

Dow Ber Meisels urodził się w 1798 r. w Szczekocinach na Śląsku. Po przeprowadzce do Krakowa został ortodoksyjnym rabinem, podobnie jak jego ojciec. Był także przedsiębiorcą, bankierem – współprowadził dom handlowy na krakowskim Kazimierzu – i przywódcą społeczności żydowskiej. Jako wybitny patriota, korzystał z każdej okazji, aby wspierać dążenia niepodległościowe.

Po wybuchu powstania listopadowego uczestniczył w zakupach broni dla oddziałów polskich. W 1832 r. został naczelnym rabinem Krakowa. Całą swoją pensję rabinacką przeznaczał na potrzeby ubogich. Gdy w 1846 r. wybuchło powstanie krakowskie, w kazaniu w wielkiej synagodze wezwał Żydów do przyłączenia się do powstańców i wzięcia udziału w demonstracjach ulicznych. W tym samym roku został wybrany do Senatu Rzeczypospolitej Krakowskiej.

W 1856 r. Meisels objął funkcję naczelnego rabina Warszawy – największej gminy żydowskiej w Europie. Od początku uważał się zarówno za duchowego, jak i politycznego przywódcę Żydów w Polsce. Nawoływał do przymierza z Polakami przeciw „wspólnemu wrogowi” – carskiej Rosji.

Burzliwy rok 1861

Wielki sprawdzian dla rabina przyszedł w 1861 r. 27 lutego żołnierze rosyjscy otworzyli ogień do uczestników demonstracji patriotycznej, zabijając pięciu Polaków. Pogrzeb Pięciu Poległych z 2 marca zapisał się w pamięci mieszkańców jako wyjątkowe wydarzenie – w uroczystościach wzięli udział duchowni katoliccy, ewangeliccy i rabini, wśród nich Dow Ber Meisels. „Starajcie się o dobro miasta, do którego was przyprowadziłem, i módlcie się za nie, bo w jego dobru będzie wasze dobro” – napisał wtedy Meisels w odezwie do rabinów wszystkich miast Królestwa Polskiego, cytując Księgę Jeremiasza.

lesser_pogrzeb_pięciu_poległych_MNK.jpg [796.21 KB]
Aleksander Lesser, Pogrzeb pięciu poległych, 1861 r. Muzeum Narodowe w Krakowie Przy trumnach widoczni duchowni katoliccy, protestanccy i rabin Dow Ber Meisels

Sytuacja pozostawała napięta. 8 kwietnia żołnierze rosyjscy zastrzelili około 100 uczestników wielkiej demonstracji na Placu Zamkowym – był wśród nich żydowski student Michał Landy. Meisels nadal zachęcał ludność żydowską do solidarności z Polakami i popierania manifestacji niepodległościowych. W żydowski Nowy Rok 6 września mówił w kazaniu:

Nasz przewodnik teologiczny Remu [XVI-wieczny rabin Krakowa Mojżesz Isserles] (…) oznajmia nam, że rodowitych mieszkańców Polski powinniśmy więcej kochać aniżeli mieszkańców wszystkich innych krajów. Albowiem oni rzeczywiście są naszymi braćmi, synami naszych przodków patriarchów, synami Eranego [Ezawa] i napisał, że suchy nawet kawałek chleba dobry jest ze spokojem w kraju polskim, gdzie nie nienawidzą nas i dozwalają nam trzymać się praw świętego zakonu naszego. Jakoż widzimy, że szczególniej w kraju polskim nasi bracia izraelscy, zachowując serdecznie zakon Boży, dotąd jeszcze stale się trzymają obyczajów przodków swoich, co nie ma miejsca w kraju pruskim i francuskim (…).

Ja więc oświadczam, że obowiązkiem naszym jest, abyśmy kochali synów kraju polskiego i abyśmy nie zapominali tego wszystkiego, w czym nam dobrze wyświadczyli.

W październiku Rosjanie wprowadzili stan wojenny i zbezcześcili kościoły katolickie – w reakcji Meisels nakazał zamknięcie 130 podległych jego władzy warszawskich synagog. Ten kolejny akt solidarności oburzył Rosjan, którzy aresztowali Meiselsa, a także rabinów postępowych Izaaka Kramsztyka i Markusa Jastrowa.

Uwięzienie i wygnanie

„Zamknięcie synagog nie jest niczym innym, jak z góry zamierzonym naśladowaniem zamknięcia kościołów katolickich. Jest to wroga przeciw rządowi manifestacja, mająca na celu pokazać Polakom jednomyślność z nimi tutejszej ludności żydowskiej” – notował na marginesie akt procesu Meiselsa rosyjski gubernator.

Rabini zostali uwięzieni w Cytadeli. Meisels odmówił współpracy z Rosjanami i stanął przed sądem wojennym. Groziła mu kara śmierci przez powieszenie, od której rosyjski namiestnik odstąpił pod naciskami z Wiednia (Meisels był obywatelem Austrii).

Na początku 1862 r. Rosjanie wygnali Meiselsa z Królestwa Polskiego, jednak już po kilku miesiącach zezwolili na jego powrót. Odtąd carska policja nieustannie go śledziła i kontrolowała. Skupił się na studiowaniu Tory i zabiegach o przyznanie Żydom praw obywatelskich. Podczas powstania styczniowego Rosjanie ponownie zmusili go do wyjazdu do Wiednia.

Dow Ber Meisels zmarł w Warszawie w 1870 r. po 14 latach na stanowisku naczelnego rabina miasta. Jego pogrzeb na cmentarzu przy ul. Okopowej był kolejną wielką manifestacją jedności Polaków i Żydów pod carską tyranią.

meisels_mapa_ulica_2021.jpg [99.31 KB]
Nowa ulica Dow Bera Meiselsa na mapie Muranowa

Rabin Meisels – patron ulic warszawskich

W 1938 r. Dow Ber Meisels został patronem wcześniejszej ul. Kupieckiej, która biegła w pobliżu Ogrodu Krasińskich. Cała zabudowa ulicy została zniszczona przez Niemców w 1943 r. i do dziś nie pozostał po niej ślad.

W Żydowskim Instytucie Historycznym podejmujemy inicjatywy służące upamiętnieniu dziedzictwa polskich Żydów. Chcemy przywołać postać wybitnego rabina, polskiego patrioty, i utrwalić jego imię wśród lokalnej społeczności, aby stał się symbolem współpracy i przyjaźni polsko-żydowskiej.


Źródła:

Franciszek Kupfer, Ber Meisels i jego udział w walkach wyzwoleńczych narodu polskiego (1846, 1848, 1863-1864), Warszawa 1953.

Żydzi a powstanie styczniowe. Materiały i dokumenty, oprac. Artur Eisenbach, Dawid Fajnhauz, Adam Wein, Warszawa 1963.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Jerusalem Declaration on Antisemitism Is Itself Antisemitic

The Jerusalem Declaration on Antisemitism Is Itself Antisemitic

Dr. Dana Barnett


Palestinian flag with swastika displayed in the Gaza Strip during rioting in 2018, image via IDF Flickr

BESA Center Perspectives Paper No. 2,166, October 3, 2021

EXECUTIVE SUMMARY: The Jerusalem Declaration on Antisemitism (JDA), presented in March 2021, was created to replace the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA) Working Definition of Antisemitism, which had been adopted by 35 countries by 2020. The writers of the JDA wished to “clarify” the IHRA, which they feel is insufficiently obsequious to the Palestinians. Their real object is to use the fight against antisemitism as another weapon with which to vilify Israel.

The Jerusalem Declaration of Antisemitism (JDA) is the product of a group of international scholars of antisemitism and related fields who have been meeting since June 2020 in a series of online workshops convened by the Van Leer Jerusalem Institute. Essentially, the new document charges the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA) Working Definition of Antisemitism with blurring the “difference between antisemitic speech and legitimate criticism of Israel and Zionism.” As a result, the IHRA definition “delegitimiz[es] the voices of Palestinians and others, including Jews, who hold views that are sharply critical of Israel and Zionism.”

The JDA was purportedly written as a resource for strengthening the fight against antisemitism, because “there is a widely felt need for clarity on the limits of legitimate political speech and action concerning Zionism, Israel, and Palestine.” The JDA is presented as the alternative, a “corrective to overcome the shortcomings of the IHRA definition.”

Nowhere in the IHRA definition are Palestinians mentioned; nor does it mention BDS. There are, however, three clauses that can be construed as applying to the actions of Palestinians and pro-Palestinian activists. These are:

  • the denial of the Jewish people’s right to national self-determination; e.g., by claiming that the existence of a State of Israel is a racist endeavor
  • the application of double standards by requiring of Israel behaviors that are not expected or demanded of any other democratic nation
  • the comparison of Israeli policies to those of the Nazis.

Pro-Palestinian activists and anti-Israel groups have long complained about the IHRA definition because, in the grip of their fixation on Israel as fundamentally illegitimate and their flat denial of the Jews’ right to self-determination, they reject the premise that anti-Zionism is antisemitism.

It should be noted that some of the authors of the new document are radical academic activists, including Israelis and non-Israeli Jews. Among them are Richard Falk, Neve Gordon, Anat Matar, David Feldman, Chaim Gans, Snait Gissis, Amos Goldberg, Avishai Margalit, Hagar Kotef, David Shulman, Dmitry Shumsky, Yair Wallach, Moshe Zimmermann, Moshe Zuckermann, Gadi Algazi, Seth Anziska, Bernard Avishai, Peter Beinart, Louise Bethlehem, Daniel Blatman, Daniel Boyarin, Jose Brunner, Naomi Chazan, Alon Confino, Sidra DeKoven Ezrahi, and David Enoch. Some of them have also called for the boycott of Israel. Recruiting Israelis and Jews to deflect accusations of antisemitism is a longstanding practice in anti-Israel and antisemitic circles.

As for its content, the JDA is essentially a wholesale denunciation of the IHRA definition. Some points stand out. The declaration accuses the IHRA definition of malpractice because it considers criticism of Israel antisemitic. However, the IHRA definition clearly states, “criticism of Israel similar to that leveled against any other country cannot be regarded as antisemitic.” The JDA suggests that “Institutions that have already adopted the IHRA Definition can use our text as a tool for interpreting it.” It doesn’t explain why an institution that had adopted the IHRA definition should wish to adopt the JDA version, which opposes it.

The JDA makes its political agenda clear by declaring its support for “the Palestinian demand for justice and the full grant of their political, national, civil and human rights, as encapsulated in international law.” Similarly, the JDA wishes to “support arrangements that accord full equality to all inhabitants ‘between the river and the sea,’ whether in two states, a binational state, unitary democratic state, federal state, or in whatever form.”

What the JDA fails to mention is that in Palestinian parlance, the “demand for justice and the full grant of their political, national, civil and human rights” is a euphemism for the destruction of Israel and the establishment of a Palestinian state on its ruins. Similarly, the Palestinian demand for a “binational state” or a “unitary democratic state” has been used by the PLO since the late 1960s as code for the transformation of Israel into an Arab state in which Jews are reduced to a permanent minority living on the sufferance of the Muslim majority, a status known in Islamic history as Dhimmis. In the words of Edward Said: “[T]he Jews are a minority everywhere. A Jewish minority can survive [in Arab Palestine] the way other minorities in the Arab world survived.”

As for dismantling the “occupation,” this was effectively ended in January 1996 when Israel relinquished control of 95% of the West Bank’s Palestinian population in line with the Oslo Accords (control of Gaza’s Palestinian population had been transferred to the newly established Palestinian Authority (PA) in May 1994).

The key problem with the JDA is the claim that “Criticizing or opposing Zionism as a form of nationalism” is not antisemitic. It betrays its bias by failing to reject any form of nationalism other than the Jewish one. Needless to say, such a discriminatory denial of this basic right to only one nation (and one of the few that can trace its corporate identity and territorial attachment to antiquity) while allowing it to all other groups and communities, however new and tenuous their claim to nationhood, is pure and unadulterated racism.

recommended by: Leon Rozenbaum
No less disingenuous is the JDA’s claim that it is not antisemitic “to compare Israel with other historical cases, including settler-colonialism or apartheid”—another attempt to discredit Israel’s right to exist on account of its alleged dispossession of the (supposedly) indigenous population. Apart from failing to indict any other manifestation of “settler-colonialism” (from the US, Canada, Australia, to most of Latin America, to earlier manifestations of this phenomenon in Europe and the Middle East), this claim ignores the fundamental fact that the Jews are not “colonial settlers” but rather the indigenous inhabitants of the Land of Israel (renamed Syria Palaestina by the Roman occupiers). This millenarian attachment was specifically emphasized by the 1922 League of Nations mandate, which tasked Britain with establishing a Jewish national home in Palestine.

If anything, it is the long string of Muslim occupiers of the Land of Israel (or parts of it)—from the 7th century Arab invaders, to the Seljuk Turks, to the Mamluks, to the Ottoman Turks, to the Egyptians, Jordanians, and newly formed Palestinians—that can be defined as colonial settlers.

As with the “settler colonist” slander, the apartheid canard is not only false but the complete inverse of the truth. Whether in its South African form or elsewhere, such as the US South until the late 1960s, apartheid was a comprehensive and discriminatory system of racial segregation, on the basis of ethnicity, comprising all walks of life—from schooling, to public transportation, to social activities and services, to medical care. None of this has ever been applied in Israel, where the Arab minority has enjoyed full equality before the law and has been endowed with the full spectrum of democratic rights—including the right to vote for and serve in all state institutions. (From the first, Arabs have been members of the Knesset.) From the designation of Arabic as an official language, to the recognition of non-Jewish religious holidays as legal rest days for their respective communities, to the granting of educational, cultural, judicial, and religious autonomy, Arabs in Israel may well enjoy more formal prerogatives than ethnic minorities anywhere in the democratic world. This is at a time when apartheid has been an integral part of the Middle East for over a millennium, and its Arab and Muslim nations continue to legally, politically, and socially enforce this discriminatory practice against their own minorities.

The JDA argues that calls for “boycott, divestment and sanctions are commonplace, non-violent forms of political protest against states. In the Israeli case they are not, in and of themselves, antisemitic,” but it does not call for boycott, divestment, and sanctions against any other nation except Israel. Quite clearly, the document is intended to legitimize the anti-Zionist boycott movement against Israel.

Ironically, after the JDA’s writers bent over backward to appease the Palestinians, a leading Palestinian group rejected the JDA. According to the Palestinian BDS National Committee, the highest authority on BDS, there are inherent flaws in the document, such as the following:

  • The JDA excludes the Palestinian perspective as expressed by Palestinians themselves. “Some liberals still try to make decisions that deeply affect us, without us. Palestinians cannot allow any definition of antisemitism to be employed for policing or censoring advocacy of our inalienable rights,” including “[our] history of struggle against settler-colonialism and apartheid.”
  • The JDA fails to mention that “white supremacy and the far right [are] the main culprits behind antisemitic attacks.”
  • The JDA guidelines still try to “police some speech critical of Israel’s policies and practices, failing to fully uphold the necessary distinction between hostility to or prejudice against Jews on the one hand and legitimate opposition to Israeli policies, ideology and system of injustice on the other.”

Aljazeera, the Qatari media outlet, which favors the Palestinians, published a negative article about the JDA, calling it “an orientalist text.” Mark Muhannad Ayyash, an associate professor of sociology at Mount Royal University in Calgary, Canada, authored the piece. He says the core problem with both the IHRA and the JDA definitions of antisemitism is their failure to address the “silencing and erasure of Palestine and Palestinians.” He argues that by proclaiming that the Jews have a right to their own state, it obscures the fact that “this state was established on a land that was already inhabited by Palestinians.”

Ayyash goes on to say that like the IHRA definition, the JDA sets out to determine “which kinds of anti-Zionist critiques and views constitute antisemitism, and which do not.” But “like all liberal documents that have been produced in the thick of a colonial or settler-colonial moment, this document keeps intact the colonial contract whereby the colonial masters retain the position of privilege and supremacy in voice and status over the colonized.” Ayyash calls the JDA an “orientalist text” because it does not oppose the core problem of the IHRA definition: the “silencing and erasure of Palestine and Palestinians.”

Ayyash considers the JDA an example of “covert orientalism” because “hostility to Israel could be an expression of an antisemitic animus, or it could be a reaction to a human rights violation, or it could be the emotion that a Palestinian person feels on account of their experience at the hands of the State.” Therefore, the JDA, “in supposed opposition” to the IHRA definition’s “anti-Zionism is antisemitism” premise, tells its audience—the Euro-American world—that even the Palestinians, whom Ayyash apparently believes should be absolved of such attentions, should be policed for possible antisemitism. Because the Palestinians “are so reactionary, emotional, and hostile,” they are a “source of statements and campaigns that Euro-Americans should tolerate but also remain vigilant against.”

According to Ayyash, the JDA dares to question “the reasonableness and lack thereof of Palestinians,” and that very assessment is presumptuous and Orientalist. His concern is that according to the JDA, any Palestinian who “question[s] the validity of the idea of a Jewish State for a Jewish majority“ could be characterized as “at best unreasonable and at worst antisemitic.” This is “Orientalism at its best,” Ayyash concludes.

The JDA tried to appease the Palestinians by asserting that anti-Zionism is not antisemitic. But for the Palestinians, this is splitting hairs. In their view, both the IHRA and the JDA are inherently flawed because they accept the basic premise that Jews have a right to a Jewish State. The Palestinians flatly reject the Jewish right to self-determination in any form. No matter how the pro-Palestinian writers of the JDA might want to spin it, that view is fundamentally antisemitic.


Dr. Dana Barnett is a Research Associate at the Begin-Sadat Center for Strategic Studies.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel’s Iron Dome missile shield

Israel’s Iron Dome missile shield

AFP News Agency


Videographic on the Iron Dome defence system. Israel’s army said 150 rockets had been launched from Gaza, dozens of which were intercepted by the Iron Dome Aerial Defense System, with no casualties reported. VIDEOGRAPHIC


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Latami handlował skradzionymi po wojnie obrazami. Gdy zmarł, dzieła Picassa czy Moneta znaleziono w tajnej skrytce

Fot. Archives des Musées Nationaux/Archives Nationales


Latami handlował skradzionymi po wojnie obrazami. Gdy zmarł, dzieła Picassa czy Moneta znaleziono w tajnej skrytce

Anna Arno


Bruno Lohse był zaangażowany w konfiskaty ponad 30 tysięcy obrazów, w większości własności francuskich Żydów. To on polecał młodym niemieckim żołnierzom, które domy mają plądrować w pierwszej kolejności.

Max Beckmann zapewne przedstawił go w swoim “Śnie o Monte Carlo”. Na tym obrazie z 1943 roku Bruno Lohse jest jednym z dwóch krupierów, którzy wymachują mieczami nad stołem nakrytym zielonym suknem. Karta, którą trzyma w dłoni Lohse, przypomina miniaturowy obraz, a czerwone plamki mogą oznaczać, że mężczyzna ma na dłoniach krew. Postawny, wysportowany, młody doktor historii sztuki przed wojną zaczynał działalność jako marszand w Berlinie. Syn antynazisty w 1933 roku wstąpił do SS. Energiczny, kompetentny został “człowiekiem Göringa w Paryżu”.

Zatrudniony w Sztabie Operacyjnym Rosenberga [od nazwiska Alfreda Rosenberga, ministra Rzeszy do spraw okupowanych terytoriów wschodnich] był zaangażowany w akcje plądrowania prywatnych zbiorów sztuki należących do wywożonych do obozów zagłady Żydów. Po wojnie spędził kilka lat we francuskim więzieniu, ale ostatecznie został uniewinniony.

HISTORYK JONATHAN PETROPOULOS poznał Lohsego w ostatniej dekadzie jego życia (zmarł w 2007 roku w wieku 96 lat). Prowadził grę w kotka i myszkę z nazistowskim weteranem, który jako doradca do spraw sztuki spokojnie dożywał swoich dni w wypełnionym obrazami monachijskim mieszkaniu. Ta historia pełna jest meandrów, ciemnych zaułków, niedopowiedzeń, fałszywych dokumentów, wybielanej przeszłości i nieczystych transakcji. Lohse prowadził uczonego do ulubionych knajpek. Pokazywał dokumenty ze swego “bohaterskiego okresu”, fotografie i listy od Göringa, którego do końca życia poważał, traktował jak “zastępczego ojca”. Sędziwy Lohse nieomal codziennie jak relikwię wyciągał notę, którą marszałek napisał krótko przed śmiercią w Norymberdze. Göring zapewniał w niej, że jego podwładny wielokrotnie prosił o zwolnienie go z paryskich obowiązków i powrót na front. W dodatku został powołany do wojska i tylko wykonywał rozkazy.

FOT. COLLECTION OF JONATHAN PETROPOULOS

Taka była główna linia obrony Lohsego (podobna do argumentów sądzonego w Jerozolimie Adolfa Eichmanna). Tymczasem Lohse był zaangażowany w konfiskaty ponad 30 tysięcy obrazów, w większości własności francuskich Żydów. To on polecał młodym niemieckim żołnierzom, które domy mają plądrować w pierwszej kolejności. Wiedział, co czekało ich właścicieli. Nie ma dowodów na to, że Lohse sam mordował.

Ale ponoć przechwalał się niemieckiemu oficerowi, że żydowskich właścicieli likwidował “własnymi rękami”.

BRUNO LOHSE WSPÓŁTWORZYŁ POTĘŻNĄ, PRYWATNĄ KOLEKCJĘ Hermanna Göringa.
Po cichu robił własne interesy. Przez kilkadziesiąt lat po wojnie handlował kradzionymi obrazami. Po jego śmierci w 2007 roku w tajnej skrytce w szwajcarskim banku znaleziono obrazy warte kilkadziesiąt milionów dolarów – wśród nich dzieła Picassa, Moneta i Renoira.

FOT. ARCHIVES DES MUSÉES NATIONAUX/ARCHIVES NATIONALES

Zachowała się fotografia, na której Bruno Lohse wraz z Hermannem Göringiem przeglądają album o Rembrandcie. Lohse z uśmiechem spogląda na swojego skupionego, władczego mentora. Panowie zajmują biuro w Jeu de Paume. To opróżnione przed wejściem Niemców w 1940 roku paryskie muzeum zostało przez okupanta wykorzystane jako główny magazyn sztuki zagrabionej. Przez cztery lata członkowie Sztabu Operacyjnego Rosenberga przyjmowali ciężarówki pełne cennych przedmiotów: rozpakowywali kartony, oceniali wartość dzieł, katalogowali je i wysyłali do Niemiec lub przeznaczali na sprzedaż na miejscu.

Na artystyczne łowy Hermann Göring przyjeżdżał prywatnym pociągiem. Popijając szampana, marszałek Rzeszy oglądał prezentowane mu skarby. Najlepsze kąski przesyłał do swojej rezydencji Carinhall pod Berlinem. Za pierwszym razem wybrał „Chłopca w czerwonej czapce” Rembrandta, świeżo zrabowanego z kolekcji Rothschildów. Po wojnie przesłuchiwana przez aliantów sekretarka Göringa próbowała wytłumaczyć, dlaczego nie płacił za zakupy: rzekomo pytał o ceny, ale nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Lohse był Göringowi oddany i gorliwie zaspokajał jego apetyt. Z Jeu de Paume wynosił płótna Bonnarda, Matisse’a, Renoira czy Utrilla. Lohse „przygarniał” też dzieła sztuki nowoczesnej, które nie mieściły się w estetyce Göringa. Zapewne znaczna część jego działalności wolnego strzelca obejmowała dzieła sztuki, którą naziści kwalifikowali jako zdegenerowaną.

FOT. PAUL REYNOLDS / MEDIADRUMWORLD.C/EAST NEWS / PAUL REYNOLDS / MEDIADRUMWORLD.C

O TYM, CO DZIAŁO SIĘ W JEU DE PAUME, jakie dzieła były tam gromadzone, jak i dokąd wywożone, wiemy przede wszystkim z zapisków Rose Valland. Zaangażowana w ruch oporu kuratorka pozostała na stanowisku i po kryjomu notowała straty. Nie zdradzając swojej znajomości niemieckiego, podsłuchiwała rozmowy kierowców, magazynierów i strażników. Szpiegowała nieomal bezczelnie, w biały dzień: swoje zapiski zawsze mogła tłumaczyć pasją dla sztuki. Po wojnie Valland znalazła się w trudnej sytuacji: choć narażała życie w konspiracji, mogła zostać oskarżona o kolaborację. O jej uczciwości i zasługach mógł zaświadczyć tylko Jacques Jaujard, dyrektor Luwru, który powierzył jej tę misję. Po dłuższych pertraktacjach Valland udostępniła swoje zapiski Jamesowi Rorimerowi z Monuments Men – brygady do ratowania zabytków. Dzięki nim Amerykanie odnaleźli schowki wypełnione zrabowanymi dziełami. Tajne magazyny mieściły się między innymi w bawarskim zamku Neuschwanstein oraz w styryjskiej kopalni soli w Altaussee.

Wspomnienia Rose Valland zainspirowały między innymi nominowany do Oscara film „Pociąg ” z 1964 roku z Burtem Lancasterem i Jeanne Moreau. Historia transportu, którym zrabowane skarby miały wyjechać do Niemiec, jest prawdziwa – tyle że w rzeczywistości mniej było akcji i wybuchów – członkowie ruchu oporu zatrzymali go wcześnie (nie wyjechał nawet za rogatki Paryża). Rzeczywistość bywa jednak bardziej fantastyczna niż fikcja: akcją przechwycenia pociągu w Aulnay-sous-Bois kierował oficer Alexandre Rosenberg. Kiedy żołnierze otwierali palety z towarem, był przejęty i poruszony: jego oczom ukazywały się dzieła dawnych mistrzów i impresjonistów. Niektóre z nich znał od dziecka. Pochodziły ze zbiorów jego ojca Paula Rosenberga, jednego z największych francuskich kolekcjonerów dzieł sztuki. W sierpniu 1944 roku Hitler czuł, że przegrywa wojnę. Planował spalenie Paryża, a ostatnimi pociągami ewakuował zrabowane dzieła sztuki. Po wojnie Bruno Lohse twierdził, że razem z generałem Cholitzem przeciwstawiał się rozkazom Führera i przypisywał sobie zasługi uratowania stolicy Francji przed unicestwieniem. W rzeczywistości Lohse opuścił Paryż przed wejściem Amerykanów. Kiedy go aresztowali w Bawarii, miał przy sobie książkę o Joannie d’Arc – zawczasu dbał o swój wizerunek kulturalnego, zanurzonego we francuskiej kulturze Europejczyka.

Historia dzieł sztuki, które stały się wojennymi zakładnikami, zainspirowała również George’a Clooneya. W filmie „Obrońcy skarbów” (2014) skupił się na działaniach Monuments Men. Rose Valland zagrała Cate Blanchett. I tym razem temat został po hollywoodzku podkolorowany (Valland, czuwa nad dziełami sztuki i po kryjomu podkochuje się w jednym z oficerów. W rzeczywistości była związana z kobietą).

Także Bruno Lohse insynuował, że niepozorna Valland nieszczęśliwie się w nim kochała. Po wojnie głównie przez jej zeznania przesiedział w więzieniu pięć lat. Nie wiadomo, dlaczego ostatecznie Lohse został uniewinniony. Pobierał nawet odszkodowanie dla byłych więźniów wojennych. W procesie denazyfikacyjnym został zaklasyfikowany jako „współpodążający”, mógł więc wrócić do przedwojennej aktywności w świecie sztuki. Współpracował z kilkoma marszandami w Niemczech i Szwajcarii, z którymi łączyła go nazistowska przeszłość. Koncentrował się na dziełach, które nie kusiły jego przełożonego. Göring (zresztą podobnie jak Hitler) nie interesował się impresjonistami: wybierał głównie malarstwo holenderskie, flamandzkie i niemieckie oraz rokokowe francuskie akty. Lohse (jak cała grupa związanych z nazistami marszandów) przywłaszczał sobie obrazy, które w tajemnicy sprzedawał. Chciwość była w nim silniejsza niż ideologia: nie pogardzał „sztuką zdegenerowaną”. Zapewne wybrał sobie też „pamiątki” z kolekcji z Neuschwanstein, do 1943 roku ponad 300 obrazów – wśród nich dzieła Rubensa, van Dycka i Jana Steena. Większość obrazów zostało przeznaczonych dla samego Hitlera, który planował umieszczenie ich w swoim obłędnym Führermuseum. Ponad 170 dzieł z tego zbioru po wojnie zostało uznanych za zaginione. Niektóre z nich do dziś wypływają na rynku…

LOSY ŻYDOWSKICH KOLEKCJONERÓW zwykle były przesądzone, zanim Lohse pojawiał się na horyzoncie. Kilka razy przyczynił się do uratowania Żydów, którzy byli mu przydatni. Osobiście interweniował u Göringa w sprawie wybitnego historyka sztuki Maxa Jakoba Friedländera. Uczony zachował swoje mieszkanie z bogatą biblioteką, a Lohse postarał się nawet o to, by nie musiał nosić gwiazdy Dawida. Certyfikat autentyczności z podpisem Friedländera był na wagę złota. Nie wiadomo, jak bardzo naciskał na niego Lohse. Jak często strach zaćmiewał spojrzenie konesera. Lohse był raczej chciwym oportunistą niż zacietrzewionym nazistą.

Był też sprawnym kłamcą, który dbał o własny wizerunek. Po wojnie wrócił do aktywności rynku sztuki.

Chociaż latami nie mógł wjeżdżać do Stanów Zjednoczonych, miał tam bliskie kontakty zawodowe. Jednym z jego korespondentów był Théodore Rousseau, główny kurator Metropolitan Museum, ale też dawny członek Monuments Men, który go przesłuchiwał po wojnie. Lohse spotykał się na kolacjach z nim i jego kochanką Berthe David-Weill. Ona płaciła i wszyscy zapominali o tym, że nie tak dawno Lohse plądrował jej rodzinną kolekcję. Nie ma dowodów na to, że Rousseau kiedykolwiek kupił od Lohsego jakieś dzieło sztuki. Wiadomo, że wykorzystywał go jako źródło poufnych informacji. Niewykluczone też, że kurator przymykał oko na podejrzane proweniencje, za swoje główne zadanie uważając wzbogacanie kolekcji Metropolitan. Lohse był charyzmatyczną i szkodliwą osobą, a kontakty z nim naznaczyły wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Wykiwał nawet swojego biografa.

W 2000 roku Jonathan Petropoulos zaangażował się w poszukiwanie obrazu Camille’a Pissarra skradzionego z wiedeńskiej kolekcji Fischer. Był dumny, kiedy z pomocą asystenta Lohsego, marszanda Pietera Grieberta, zlokalizował obraz w prywatnej fundacji w Liechtensteinie, i zaskoczony, kiedy się okazało, że właścicielem fundacji jest Lohse. Petropoulos wielokrotnie dawał Lohsemu do zrozumienia, że potępia jego działania z okresu drugiej wojny światowej. Lohse nie próbował się bronić. Wspomnienie tych czasów wywoływało na jego twarzy błogi uśmiech.


Tekst pochodzi z magazynu “Wysokie Obcasy Extra” nr 9 (111)/2021. Październikowy numer w sprzedaży


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com