Archive | December 2022

Stare irańskie hasło podbija świat

Krótkie hasło – “kobieta, życie, wolność” – zainicjowane przez irańskich demonstrantów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, znalazło, jak się wydaje, globalny oddźwięk, jakiego niewielu się spodziewało. Na zdjęciu: Protestujący na wiecu zorganizowanym przez “Women Life Freedom Collective” w ramach solidarności z kobietami i protestującymi w Iranie, 22 października 2022 r., Berlin, Niemcy. (Zdjęcie: Maja Hitij/Getty Images)



Stare irańskie hasło podbija świat

Amir Taheri
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Krótkie hasło – “kobieta, życie, wolność” – powtarzane przez irańskich demonstrantów przez ostatnie dwa miesiące, znalazło, jak się wydaje, globalny oddźwięk, jakiego niewielu się spodziewało. Widać je na gigantycznych plakatach w Tokio, na ścianie głównego dworca kolejowego w Amsterdamie, w neonach w Rio de Janeiro i nabazgrane na ścianach od Indonezji po Argentynę.

Setki tysięcy kobiet ze wszystkich środowisk na całym świecie ścinało włosy w geście solidarności z irańskimi protestującymi. Nagle światowa uwaga skupia się na kobiecości jako rzeczywistości i koncepcji.

Słowo “życie” również zyskuje nowe zainteresowanie jako pojęcie, przypominając nam, że prawdziwym zadaniem polityki jest dążenie do bardziej ludzkiego i spełnionego życia dla wszystkich.

Jeszcze lepiej sprawdziło się perskie słowo oznaczające wolność (azadi).

Stało się okrzykiem wojennym protestujących przeciwko dyskryminacji religijnej w Indiach i przeciwko represjom talibów w Afganistanie. Indyjska pisarka Arundhati Roy opublikowała nawet książkę ze słowem Azadi w tytule.

Skąd wzięło się to hasło?

Po raz pierwszy wypowiedziano je w 1977 roku na seminarium na Uniwersytecie Isfahan w środkowym Iranie, z okazji 25. rocznicy nadania praw wyborczych irańskim kobietom. Otwierając seminarium, Hushang Ansary, ówczesny minister finansów i gospodarki, zapewnił, że w następnym stuleciu kobiety będą “zdobywały jeden szczyt po drugim”, a wolność stanie się “podstawową wartością ludzkości”.

Ta prognoza sprawdziła się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

Do 1977 roku świat widział tylko trzy kobiety na czele rządów – Sirimavo Bandaranaike na Sir Lance, Goldę Meir w Izraelu i Indirę Gandhi w Indiach. Pół wieku później ponad 60 krajów miało kobiety na stanowiskach premierów lub prezydentów. W 1977 roku była zauważana nieobecność kobiet na wysokich stanowiskach nawet w ugruntowanych zachodnich demokracjach, a w kilku kantonach Szwajcarii nie miały nawet prawa głosu.

Ostatnie dziesięciolecia były świadkami przyspieszającej feminizacji polityki na całym świecie. Widać to wśród polityków na wszystkich poziomach, nawet w tradycyjnych społeczeństwach patriarchalnych. Co ważniejsze, widzimy to również w kontekście debat politycznych. Tradycyjne kwestie macho, takie jak dążenie do chwały narodowej, prężenie militarnych muskułów i nacisk na prawo i porządek, zostały odsunięte na bok, aby otworzyć przestrzeń dla spraw “kobiecych”, takich jak zdrowie, edukacja i solidarność społeczno-ekonomiczna.

Feminizacja skupiła się na “życiu” jako centralnej trosce polityki. Stanowi to zagrożenie dla autokratycznych reżimów, takich jak chomeinowski w Iranie, które opętane swoją ideologią nie radzą sobie z problemami “chleba powszedniego”, skazując w ten sposób swoje społeczeństwa na pogłębianie się ubóstwa. Pod względem stałej siły nabywczej przeciętny Irańczyk jest dziś o 40 procent biedniejszy niż był w 1977 roku.

Paradoksalnie jednak przeciętna Iranka jest dziś lepiej wykształcona niż jej koledzy w porównaniu z rokiem 1977.

Udział kobiet wśród 20 milionów Irańczyków z wyższym wykształceniem szacuje się na około 60 procent, podczas gdy stopa bezrobocia wśród kobiet jest dwukrotnie wyższa niż wśród mężczyzn. W 1977 roku kobiety miały symboliczną obecność na eksponowanych stanowiskach.

Iran miał kobietę wśród sędziów Sądu Najwyższego przed Stanami Zjednoczonymi i kobiety na stanowiskach ministrów przed niektórymi zachodnimi demokracjami. Za rządów szacha Iran mianował również pierwsze kobiety jako ambasadorki i świętował pierwszą kobietę generała brygady w wojsku. Iran miał policjantki, a nawet pilotki myśliwców. Kobiety dokonały też spektakularnego wejścia w świat sztuki, kina, teatru, literatury i mediów.

Choć kobiety traktowano jako symbol postępowych ambicji reżimu i wisienki na torcie narodowym, powszechnie oczekiwano, że rozpoczynają one drogę ku pełnemu i równemu obywatelstwu. Podróż tę przerwali mułłowie, którzy przejęli władzę w 1979 roku.

Reżim Chomeiniego zasygnalizował swój zamiar stworzenia apartheidu płci, uchwalając dwa prawa, które nałożyły na kobiety surowy kod ubioru. Obejmowało to nowy polityczny “hidżab”, inspirowany nakryciem głowy chrześcijańskich zakonnic, zaprojektowany po raz pierwszy przez wyznawców imama Musy Sadra w Libanie.

Przed przejęciem władzy przez Chomeiniego wiele irańskich kobiet dobrowolnie nosiło różne nakrycia głowy, z których co najmniej 14 można zobaczyć w Muzeum Etnologicznym w Teheranie. Chomeinowski “hidżab” był częścią munduru politycznego, tak jak Lenin i Mao Zedong narzucili swoje wersje płóciennej czapki narodom rosyjskiemu i chińskiemu.

Mułłowie próbowali, choć bezskutecznie, anulować wielu praw, w tym prawa do głosowania i kandydowania, nadanego kobietom przez szacha. Realizowali jednak politykę marginalizacji kobiet w życiu publicznym. Republika Islamska miała jedną kobietę-ministra, pół tuzina “asystentek prezydenta”, dwie kobiety-ambasadorki w odległych i mało znaczących stolicach oraz, o ile mi wiadomo, cztery kobiety na stanowiskach burmistrzów małych miasteczek. Kobiety nie mogą już zasiadać jako sędziowie.

W ciągu ostatnich 40 lat złe zarządzanie gospodarką zniszczyło wiele gałęzi przemysłu, które oferowały kobietom zatrudnienie, w szczególności tkanie dywanów, które przez ponad 1000 lat było klejnotem w koronie tradycyjnych gałęzi przemysłu.

Słabo zamaskowaną ideologiczną fobię reżimu wobec kobiet ilustruje utworzenie pod rządami prezydenta Muhammada Chatamiego, “reformistycznego” mułły, policji moralności, znanej jako Gasht-e-Ershad (Patrol Islamskiego Przewodnictwa), która rozmieszcza uzbrojone jednostki “przewodników”, składające się zarówno z mężczyzn, jak i kobiet, aby upewnić się, że kobiety nie naruszają chomeinowskiego ubioru.

Ówczesny minister ds. islamskiego przewodnictwa, Ata-Allah Mohadżerani twierdził, że siły zostały zaprojektowane w celu “edukacji” kobiet w zakresie właściwego islamskiego zachowania, a nie jako narzędzie represji. Jednak “przewodnicy”, którzy przeszli szkolenie bojowe, mają prawo wygłaszać kazania, karać, bić lub aresztować kobiety, które ich zdaniem naruszają zasady ubioru.

To śmierć 22-letniej kobiety, Mahsy Amini, podczas zatrzymania przez policję moralności, wywołała obecne powstanie narodowe.

Mahmoud Ahmadineżad, który zastąpił Chatamiego na stanowisku prezydenta, obiecał rozwiązać policję moralności, ale najwyraźniej nie udało mu się przekonać “Najwyższego Przewodnika”, ajatollaha Alego Chameneiego.

Obecne powstanie zmusiło jednak policję moralności do wyciszenia swoich działań, ponieważ coraz więcej kobiet zrzuca oficjalny hidżab przy przynajmniej milczącym poparciu wielu, jeśli nie większości mężczyzn.

Potrójny temat “kobiety, życie i wolność” wyraża aspiracje współczesnej ludzkości daleko poza oficjalnymi granicami Iranu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Pearl harbor to Holocaust: Jews have many days of infamy – opinion

Pearl harbor to Holocaust: Jews have many days of infamy – opinion

ELI KAVON


Let us remember that mass murder of Jews by the Nazis and their collaborators took place as Charles Lindbergh accused Jews of being too powerful.
.

US PRESIDENT Franklin Delano Roosevelt signs the declaration of war on Japan, in Washington, on December 8, 1941. Unknown at the time to the Allies or the Jews of Europe, Roosevelt’s day that would live in infamy was also the first day of the ‘Final Solution,’ writes Sir Martin Gilbert. / (photo credit: US National Archives and Records Administration/Reuters)

Charles Lindbergh, famed aviator and American icon, addressed an overflow crowd at a rally in Des Moines on September 11, 1941. Representing the isolationist, antisemitic, and popular America First organization, Lindbergh responded to president Roosevelt’s order that the United States Navy must shoot on sight any German submarines interfering with Allied convoys.

Historian Howard M. Sachar states that Lindbergh warned: “The three most important groups who have been pressing this country toward war are the British, the Jews and the Roosevelt Administration… Instead of agitating for war, the Jewish groups in this country should be opposing it in every possible way, for they will be among the first to feel its consequences… The greatest danger to this country lies in [the Jews] large ownership and influence in our motion pictures, our press, our radio and our government.”

“The three most important groups who have been pressing this country toward war are the British, the Jews and the Roosevelt Administration… Instead of agitating for war, the Jewish groups in this country should be opposing it in every possible way, for they will be among the first to feel its consequences… The greatest danger to this country lies in [the Jews] large ownership and influence in our motion pictures, our press, our radio and our government.”

Charles Lindbergh, according to Howard M. Sachar

The cheers of the audience – despite the claim of the America First leaders afterward that their organization had no animus toward Jews – revealed Lindbergh’s antisemitism and the popular libel that a cabal of influential Jews was pushing the US to war against Nazi Germany. The terrible irony is that weeks later the Germans invaded the Ukrainian capital of Kyiv and murdered 34,000 Jews on September 29 and 30 at Babyn Yar, a partially wooded ravine on the outskirts of the conquered city.

THE DEVASTATING surprise attack on the American naval base at Pearl Harbor, Hawaii, December 7, 1941. (credit: PIKREPO)

Sir Martin Gilbert, in his history of the Holocaust, describes the mass murder of Jews outside of Kyiv. The watchman, a non-Jew, at the old cemetery near Babyn Yar, recounted the horrors after the war of what he witnessed at the ravine. Ukrainian policemen “formed a corridor and drove the panic-stricken people towards the huge glade, where sticks, swearing, and dogs, who were tearing the people’s bodies, forced the people to undress, to form columns in hundreds, and then to go in the columns in twos towards the mouth of the ravine.”

The watchman continued with his account. “[The Jews] found themselves on the narrow ground above the precipice, 20 to 25 meters in height, and on the opposite side, there were the Germans’ machine guns. The killed, wounded and half-alive people fell down and were smashed there. Then the next hundred were brought, and everything repeated again. The policemen took the children by the legs and threw them alive down into the Yar.”

If only Lindbergh had been right at the rally in the American heartland. If only Jews had the power of conspiracy to save their brothers and sisters from genocide. After the Germans invaded the Soviet Union in the summer of 1941, the fate of millions of Jews was sealed. Most Americans, only months before the Japanese attack on Pearl Harbor, did not want to fight another war on foreign soil.

The libel that American Jews pushed for war with Germany

THE GREAT War – World War I – was enough. But long before World War II, the libel that American Jews were pushing for war against Germany found many sympathetic ears. Like Lindbergh, his friend and American icon Henry Ford, accused international bankers – code words for a Jewish cabal – of driving America into war against the Kaiser’s Germany. While we are haunted today by Jew hatred on college campuses and in the US Congress, the reality of Ford and Lindbergh’s America was one of xenophobia, especially when the foreigners were Jewish immigrants.

One wonders if America would ever have entered the war against the Nazis if it had not been for the Nazi declaration of war against America after the Japanese sneak attack on the US Fleet at Pearl Harbor on December 7, 1941. Sir Martin Gilbert writes, “Unknown at the time either to the Allies or to the Jews of Europe, Roosevelt’s day that would live in infamy was also the first day of the Final Solution.’” On that day, 700 Jews were deported to the death camp at Chelmno in Poland. The primitive murder of the machine gun was being replaced by the more efficient technology of the gas van and gas chamber.

While Roosevelt did support Britain and the Soviet Union with badly needed military equipment through lend-lease before America entered the war, his recall of the American ambassador to Germany after Kristallnacht on November 9-10, 1938, was a tepid response to the German destruction of hundreds of synagogues in the Greater Reich.

His abandonment of the Jewish refugee ship St. Louis in May 1939 was only a harbinger of his later refusal to bomb, Birkenau, the death camp of Auschwitz in the spring and summer of 1944. Whatever his personal sympathy was for Britain and its plight during the war, the reality of American isolationism during his presidency would only crumble when America was attacked and war was declared against his country.

Yes, December 7, 1941, will live on in infamy – as will September 11, 2001. Rather than engage in speculation about whether America would not have entered World War II if there had been no sneak attack on Pearl Harbor, let us remember that mass murder of Jews by the Nazis and their collaborators took place as Charles Lindbergh accused Jews of being too powerful. In the end, American liberators – including my father – arrived in Europe just in time to rescue the third of European Jewry that survived the Holocaust. Would that remnant not have survived had America not fought Nazi Germany?

For the Jews, there were many days of infamy. We remember the American dead and the heroes of Pearl Harbor and World War II. We remember Jews murdered at Babi Yar and Birkenau, those who died and those who survived, those who fought and those who witnessed.


The writer is a rabbi at Congregation Anshei Sholom in West Palm Beach, Florida.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Not Among The Very Best’: Virginia Commission Issues Final Report on Antisemitism in The State

‘Not Among The Very Best’: Virginia Commission Issues Final Report on Antisemitism in The State

Dion J. Pierre


Charlottesville, Virginia, resident counter protesting local neo-Nazis’ “Unite the Right” rally in 2017. Photo: Stephen Melkisethian/Flickr.

A commission created by Virginia Governor Glenn Youngkin to study antisemitism in the state issued its final report on Monday.

“Though Virginia is certainly not among the worst states for antisemitic incidents, it is also not among the very best,” wrote the Commission to Combat Antisemitism, established through an executive order in January. “In recent years, Virginia has had fewer incidents than neighbors in Maryland and DC, but the national trend of increasing antisemitic incidents has not spared Virginia, and some of the most high-profile antisemitic incidents in recent history have occurred in the Commonwealth.”

The commission noted that despite there being no antisemitic assaults in Virginia since 2018, 411 antisemitic incidents, including harassment and vandalism, occured in 2021, a 71 percent increase when compared to data for 2020, when 292 were reported.

In other incidents, a swastika was graffitied on a Jewish family’s home in Burke and a student in Arlington airdropped a swastika image to his entire class and proceeded to play an online quiz game “using a swastika and a racial slur.” Most notable, however, was an incident from five years ago, the Unite the Right Rally, which took place in Charlottesville in 2017 and led to death of 32-year-old Heather Heyer, who was killed when a white supremacist attending the rally intentionally crashed into dozens of counter-protestors.

“The painful memory of the Charlottesville tragedy significantly impacted both national and Virginia politics in the following years,” the report added. “References to Charlottesville persist in the national discourse on race, hate, and extremism in the US, which is constitutionally committed to Enlightenment ideals, including freedom from persecution.”

The commission issued recommended several steps to fight antisemitism in Virginia, including a state law to adopt the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA) definition of antisemitism, the establishment of an official operation for processing complaints of antisemitism in K-12 schools and universities, and expanded standards requiring that students receive a comprehensive education in Jewish history.

A ban on academic boycotts was also proposed, citing their potential for “depriving students or faculty of the ability to study or conduct research in or about a foreign country or interact with its scholars and representatives.”

“The recommendations set forth in this report merit rapid adoption,” the report concluded. “The commission expects reports and recommendations in the future will be well positioned to take further steps to make Virginia an even safer and more welcoming place for people of all faiths, traditions, and backgrounds.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bogobojna prostytutka z żydowskiego półświatka. Powieść noblisty po raz pierwszy po polsku

Pisarz nioblista Isaac Bashevis Singer w swoim domu w MIami, USA, 10 października 1978 r. (Fot. Kathy Willens/AP)


Bogobojna prostytutka z żydowskiego półświatka. Powieść noblisty po raz pierwszy po polsku

Michał Nogaś


“Ruda Kejla” publikowana była w odcinkach w “Forwerts”, nowojorskiej lewicowej gazecie żydowskiej. Izaak Bashevis Singer pisał ją między grudniem 1976 a październikiem 1977 roku. Rok później dostał Nobla w dziedzinie literatury.


Singer, urodzony w 1902 r. w Leoncinie koło Warszawy, to jedyny pisarz tworzący w jidysz, który został uhonorowany literackim Noblem.

Debiutował w Polsce w 1925 roku opowiadaniem „Na starość” – ukazało się w „Literarisze Bleter” („Karty Literackie”), najważniejszym wtedy  literackim piśmie kręgu języka jidysz. Od 1935 roku mieszkał i tworzył w Stanach Zjednoczonych. „Sztukmistrza z Lublina”, powieść, która przyniosła mu światowe uznanie, wydał 25 lat później. 

Powieść odzyskana dzięki cyfrowemu archiwum

W powojennej Polsce teksty Singera zaczęły ukazywać się dopiero w 1983 r., 5 lat po przyznaniu mu Nobla. Znalazł się wśród nich „Sztukmistrz”. W sumie przełożono na polski 15 tomów opowiadań, 3 książki autobiograficzne, zbiór „Felietony, eseje, wywiady” i 15 powieści.

Właśnie dołączyła do tego zestawu kolejna – „Ruda Kejla” przetłumaczona i złożona w całość 45 lat po powstaniu.

„Ruda Kejla” („Jarme un Kejle”), napisana przez Singera w jidysz, nigdy nie ukazała się w Stanach Zjednoczonych w formie książki. Tekst został przełożony z jidisz na angielski, na podstawie tego manuskryptu dokonano tłumaczenia i wydano powieść po niemiecku i włosku.

W Polsce dostaliśmy właśnie przekład z oryginału autorstwa Krzysztofa Modelskiego – na podstawie wersji cyfrowej z archiwum „Forwerts”. Zabiegał o to wydawca, niewielka oficyna Fame Art działająca w podlubelskich Niemcach. Dlaczego? Okazało się, że w angielskim przekładzie książki zabrakło kilku stron oryginału. Chodziło o sceny, które w drugiej połowie lat 70. XX wieku w środowisku autora mogły zostać uznane za obrazoburcze. Choćby te, w których bohaterowie bez zbędnej pruderii rozmawiają o seksie lub go uprawiają. Zapewne także o słowa wypowiadane przez tytułową bohaterkę – prostytutkę, która postanowiła się nawrócić.

Akcja rozpoczyna się w Warszawie w lecie 1911 r. W cesarstwie dochodzi do pogromów, tysiące ludzi emigrują do Ameryki.

Ale „w melinie na Krochmalnej 6 nie czytano żadnych gazet i nie zajmowano się polityką”. W tym właśnie miejscu sporo czasu spędzają główni bohaterowie powieści – Jarme Bodik, potomek złodziei z Piask, i jego żona, była prostytutka Ruda Kejla. Są, jak i wielu sąsiadów podopiecznymi Ślepego Icze, lokalnego mafioza dbającego o porządek w tej części żydowskiej dzielnicy.

Maks Kuśtyga, “anioł śmierci”

Jarme i Kejla marzą o lepszym życiu i świecie – ledwo wiążą koniec z końcem, ona z miłości do męża zrezygnowała z wykonywania dotychczasowego zawodu, on nie przejawia zdolności organizacyjnych, żaden z niego handlarz czy przedsiębiorca. Nadziei upatrują raczej w przeprowadzeniu dobrze przygotowanego, wraz z okolicznymi kompanami, napadu na bank czy innej akcji, która pozwoli im się wzbogacić i uciec z terenu Imperium Rosyjskiego. To coraz trudniejsze do życia miejsca – z powodu narastającej biedy i widma nadchodzącej wojny, ale także zagrożenia kolejnymi pogromami.

I wtedy, gdy pewnego wieczoru wybierają się – wydając ostatnie zaskórniaki Kejli – do teatru „los zsyła im Maksa Kuśtygę”.

Kuśtyga, właściwie Maks Lewitas, obłudnik, cwaniak i handlarz żywym towarem, okaże się – zgodnie z przeczuciami Kejli – „aniołem śmierci” jej małżeństwa z Jarmem. Najpierw roztoczy przed dawnym znajomym z więzienia i jego żoną wizję wspaniałej przyszłości w Ameryce Południowej, w której będą wspólnie prowadzić intratny interes, a była prostytutka zostanie opiekunką przywiezionych z Polski kobiet. Następnie zmusi ich do wydobycia od bogatych, samotnych, schorowanych Żydów pieniędzy niezbędnych do „nabycia” kobiet, które mogłyby trafić do domów publicznych w Rio de Janeiro i Buenos Aires. A ostatecznie, wykorzystując wybitnie słaby charakter Jarmego, spróbuje narzucić jemu i Kejli życie w trójkącie.

Klimat dawnej Warszawy i Nowego Jorku

W „Rudej Kejli” Izaak Baszewis Singer wspaniale oddaje klimat żydowskiej Warszawy czasu końca zaborów i nadchodzącej I wojny światowej. Krochmalna, Żelazna czy Gnojna tętnią tu życiem, podwórka są pełne sąsiedzkich nawoływań, w niewielkich sklepikach wymienia się towary i najświeższe wiadomości, a w spelunach toczy się nie do końca bezpieczne życie towarzyskie. Singer pokazuje napięcia, atmosferę przedpogromową.

To także opowieść o Nowym Jorku drugiej dekady XX wieku. Gdy do miasta nadziei i marzeń trafiają w końcu Ruda Kejla i Bunem, nastolatek z religijnej rodziny, dzielnica, w której przychodzi im zamieszkać, jest „czymś w rodzaju Krochmalnej, lecz (…) gorzej”. Próbują odnaleźć się we wspólnocie imigrantów z całego świata, szybko jednak okazuje się, że nie ma im ona do zaoferowania niczego ponad to, czego doświadczyli w Imperium Rosyjskim. I że nie ma ucieczki przed przeznaczeniem oraz odpowiedzialnością za popełnione w Warszawie czyny. Ziemia obiecana okazuje się przekleństwem.

Odzyskać twórczość wybitnie utalentowanego rodzeństwa

W opowieści o bohaterach z okolic Krochmalnej Singer pieczołowicie odtwarza świat znany z własnego dzieciństwa. Od 1908 do 1917 mieszkał przy Krochmalnej, najpierw pod numerem 10, potem 12. A gdy opisuje zagubienie i rezygnację tych, którzy trafili do Nowego Jorku, także czerpie z własnych doświadczeń. Pierwsze, niełatwe lata po drugiej stronie oceanu opisywał w wielu tekstach, choćby w opowiadaniu „Zagubiony w Ameryce” oraz powieści autobiograficznej „Miłość i wygnanie”.

W „Słowie od tłumacza” Krzysztof Modelski pisze o „Rudej Kejli”: „Niektórzy krytycy i badacze literatury jidysz (…) sytuują ją w kręgu literatury szund. ‘Szund’ tłumaczy się zwykle na język polski jako szmira, tandeta, literatura brukowa. Chodzi tu jednak nie tyle o brak wartości literackiej, a o zagnieżdżenie w półświatku, w brudnych sprawkach i ciemnych interesach, o wątek kryminalny, o słownictwo często dalekie od salonowego. Sensacyjna żywa fabuła staje się dla Singera pretekstem do stawiania poważnych pytań o charakterze egzystencjalnym, ale i o przełamywanie kulturowego tabu”.

„Ruda Kejla” zdaje się też dopełnieniem misji wydawnictwa Fame Art. Przyjęło ono sobie za cel przypomnienie lub odzyskanie dla polskiego czytelnika twórczości niezwykle utalentowanego rodzeństwa. Najpierw (w przekładach kilku autorów) ukazały się opowiadania siostry noblisty Ester Kreitman-Singer, następnie (już w tłumaczeniu Modelskiego) krótkie formy oraz znakomita powieść „Towarzysz Nachman” starszego brata Izraela Joszuy (zmarłego w 1944 roku w Nowym Jorku), a teraz wreszcie nieznana powieść najmłodszego z trójki.


Izaak Baszewis Singer, “Ruda Kejla”, przeł. z jidysz Krzysztof Modelski, wyd. Fame Art, Niemce 2022


Michał Nogaś – Dziennikarz działu Kultura od 2016 roku. Pisze i rozmawia nie tylko o literaturze. Publikuje w “Wyborczej”, “Książkach. Magazynie do Czytania”, “Wysokich Obcasach”. Współtworzy “8:10. Podcast Gazety Wyborczej”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Palestinians Reject Having Their Own State — as Well as Peace

The Palestinians Reject Having Their Own State — as Well as Peace

Karen Bekker


Anwar Sadat, Jimmy Carter, and Menachem Begin at the Camp David Accords Signing Ceremony. Photo: wiki commons.

Anti-Israel activism on American college campuses has never been more widespread — and much of it comes in the form of publications in campus media.

Last spring, for example, the Harvard Crimson endorsed the Boycott, Divestment, and Sanctions (BDS) movement against Israel, and earlier this month, the editorial board of the University of Connecticut’s paper wrote, falsely, that since 1948, “Israel has maintained a program of ethnic cleansing, apartheid and settler-colonialism of Palestinians.”

In response to such slanders, Jewish students frequently assert that, “Israel has offered the Palestinians peace numerous times.”

I’ve heard this argument more times than I can count over the years, but there are two problems with it. Not only is it unresponsive to the claims made by anti-Israel activists, but it’s not even fully accurate.

When speaking about the conflict, Palestinian leaders, the myriad of NGOs that uncritically support them, and the Westerners who rally to their cause, rarely claim that what the Palestinians want from Israel is peace.

What they say they want, and what others say the Palestinians need, is “liberation” and a state of their own.

The Crimson editorial board, for example, claims to support a “free Palestine.” The BDS movement that the Crimson endorsed, on its website, describes itself, not as a “peace movement,” but as a movement for “freedom, justice, and equality.” And the UConn editorial board writes of a “discriminatory system of apartheid… which denies Palestinians their full rights to suffrage…”

And in fact, it’s a state — in addition to peace — that Israel has repeatedly offered.

Israel offered the Palestinians a state in 2000, and again in 2008. The UN Partition Plan, had it been accepted by the Palestinians, would have created a state for them. The 2014 negotiations facilitated by Secretary of State John Kerry, also could have led to a state for the Palestinians.

It is the offer of statehood and independence, along with peace, that Palestinians have rejected repeatedly.

Furthermore, it is not even incumbent on Israel to offer peace — even though it frequently has. Israel is not the aggressive party in the conflict. Hamas instigated conflicts in 2009, 2012, 2014, and 2021, and the Palestinian Authority incites terror attacks and intifadas through countless means, including by paying salaries to the terrorists and their families.

It was Egypt that provoked the Six-Day War in 1967, and multiple invading Arab armies that began the war in 1948. Still, as the Abraham Accords demonstrate, Israel will extend its hand in peace to any of its neighbors that offer it.

Peace is what Israel wants – and Israel has demonstrated its willingness to grant the Palestinians statehood in exchange for peace, to no avail. As proof of concept, Israel unilaterally withdrew from the Gaza strip in 2005, and, in return, has only gotten war and violence in response.

Those who repeat that “Israel has offered peace” ignore the popular rallying cry, “no justice, no peace.” Naïve Westerners believe that Palestinians are justified in rejecting peace, because they are so often unaware that “justice” has in fact been on offer multiple times. Israel’s supporters need to make clear that Palestinians have been offered a path to liberation, but that their own leaders refused to go down that path.

When asked why Yasser Arafat turned down the 2000 Camp David offer of statehood, former US Ambassador and Camp David negotiator Dennis Ross said, “because fundamentally I do not believe he can end the conflict. We had one critical clause in this agreement, and that clause was, this is the end of the conflict.”

Palestinian leaders do not want to end the conflict and, therefore, have rejected all such offers. Moreover, their demands for independence include terms, such as the “right of return” that would destroy Israel, which are nothing more than poison pills that make any agreement impossible.

This leads to the conclusion that Palestinian leaders do not really want peace — and, despite their claims, they don’t really want statehood either.

Those who press Israel’s case to the public must stop asserting that “Israel has offered peace,” and correctly explain that Israel has offered statehood, independence, and the opportunity for the Palestinians to chart their own destiny multiple times. Yet Palestinian leaders have repeatedly turned those offers down, because they would have to give peace in exchange.


Karen Bekker is the Assistant Director of CAMERA’s Media Response Team.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com