Archive | November 2024

Controversial Israel-France Soccer Match in Paris Attracts Extremely Low Turnout of Fans

Controversial Israel-France Soccer Match in Paris Attracts Extremely Low Turnout of Fans

Shiryn Ghermezian


Fans display a Palestinian flag and an Israel flag during the France v Israel soccer match at Stade de France, Saint-Denis, France on Nov. 14, 2024. Photo: REUTERS/Gonzalo Fuentes

A tense match that took place in Paris on Thursday between Israel and France’s national soccer teams drew weak attendance against the backdrop of heightened security surrounding the stadium, recent violent attacks against Israeli soccer fans in Amsterdam, and an anti-Israel protest in Paris.

Stade de France was barely a fifth full and only 16,611 fans were in the stands, which is nowhere near the stadium’s 80,000-person capacity, according to Reuters. In the stands were some 100 Israel soccer fans, who watched their home country and France end the UEFA Nations League match with a 0-0 draw in the French team’s first game at the Stade de France in 17 month. The Israeli soccer fans ignored a warning from the Israeli government against attending international sporting events, specifically Thursday’s game.

“We had to play this game in a context that we would like not to have. It’s obviously weird to play in front of such a [small] crowd,” France manager Didier Deschamps said after the match, as reported by ESPN.

Thursday’s match took place despite pressure from pro-Palestinian activists last week to cancel the game and following a pro-Palestinian and anti-Israel rally that took place in Paris on Thursday night near the soccer stadium. Several hundred people at the protest condemned France for hosting the soccer game and criticized French leaders, such as President Emmanuel Macron for attending the match, according to EuroNews.

Thursday’s match was also attended by former Presidents of France Francois Hollande and Nicolas Sarkozy, former president of the regional council of Hauts-de-France Xavier Bertrand and former Minister Manuel Valls. “We will not give in to antisemitism, anywhere. And violence, including in the French Republic, will never prevail, nor will intimidation,” Macron told BFM TV channel before the game.

Hoping to prevent a repeat of the violent antisemitic attacks that took place in Amsterdam last week targeting Israeli soccer fans who attended a Europa League game involving Maccabi Tel Aviv, 4,000 French security personnel were deployed inside and outside Stade de France and on public transport on Thursday. Despite the increased security, there was a brief scuffle between a small number of fans shortly after kickoff. The clashes, in which some punches were thrown, involved some fans who had oversized Israeli flags draped over their backs and though it was not clear what caused the altercation, security intervened and quickly restored calm in the stands, according to ESPN. Some anti-Israel fans in the stands also booed and whistled when Israel’s national anthem “Hatikvah” played before the start of the game.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kłamstwa Amosa Schockena, prawdy Billa Clintona

Były prezydent Bill Clinton omawia działania pomocowe z pułkownikiem Buckiem Eltonem, dowódcą Special Operations Command South Forward-Haiti, Port-au-Prince, Haiti, 18 stycznia 2010 r. Źródło: sierżant sztabowy Jeremy Lock/US Air Force Photo.



Kłamstwa Amosa Schockena, prawdy Billa Clintona


Ruthie Blum
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Wydawca „Haaretz” nazywa palestyńskich terrorystów „bojownikami o wolność”, podczas gdy były prezydent USA podkreśla ich historię odrzucania pokoju.

.

Dwa przemówienia z zeszłego tygodnia zasługują na uwagę ze względu na to, że wywołały powszechne zaskoczenie i w ciągu kilku minut rozeszły się jak ogień po prerii.

Pierwsze z nich wygłosił w zeszłą niedzielę wydawca gazety „Haaretz”, izraelskiego odpowiednika „New York Timesa” z coraz bardziej radykalnymi treściami – już bez ukrywania ich pod pozorem obiektywizmu dziennikarskiego – i z malejącą grupą czytelników samozwańczo mieniącą się elitą.

Na zorganizowanej przez „Haaretz” konferencji w Londynie, w której uczestniczyli izraelscy i brytyjscy politycy, naukowcy i osobistości medialne, Amos Schocken bluznął stekiem kłamstw o państwie żydowskim. Biorąc pod uwagę charakter pisma, którego z dumą używa do promowania skrajnie lewicowej agendy, zamieszanie, jakie wywołały jego uwagi w kraju,  (ministerstwa anulowały swoje prenumeraty czasopisma), było zarówno nieco dziwne, jak i mocno spóźnione.

Najwyraźniej fakt, że jego deklarowany „syjonizm” nie obejmował mówienia prawdy o jego kraju podczas wspieranej przez Iran wojny na wielu frontach, której celem jest wymazanie go z mapy, stanowił przekroczenie wszelkich granic.

To podlizywanie się antysemitom nie uchroniło go przed niechęcią tłumu zgromadzonego przed miejscem wydarzenia zorganizowanego pod hasłem „Izrael po 7 października: sprzymierzeni czy sami?” Wręcz przeciwnie, to, że Schocken był po ich stronie, nie miało najmniejszego znaczenia. Dla nich był po prostu jeszcze jednym izraelskim Żydem zasługującym na ich nienawiść.

Amos Schocken przemawia na konferencji „Izrael po 7 października: sojusznicy czy sami?” w Londynie, 27 października 2024 r. Źródło: YouTube/Haaretz.

To ta sama tragiczna ironia, jaka spotkała zasymilowanych Żydów w Europie, którym nie oszczędzono komór gazowych. To samo dotyczyło członków kibuców w południowym Izraelu, którzy dążyli i pracowali na rzecz pokoju ze swoimi palestyńskimi sąsiadami. Ich polityczne wsparcie i rzeczywista pomoc dla mieszkańców Gazy nie uchroniły ich przed wrogością, która została uwolniona z pełną, przerażającą siłą podczas tego pamiętnego święta Simchat Tora.

Mimo to Schocken nie powstrzymał się od wylewania swoich jadowitych obelg.

„Rząd Netanjahu chce kontynuować i nasilić nielegalne osadnictwo na terytoriach, które miały być państwem palestyńskim  – oświadczył. – Nie obchodzi go narzucanie okrutnego reżimu apartheidu ludności palestyńskiej. Odrzuca koszty obu stron za obronę osiedli, podczas gdy walczy z palestyńskimi bojownikami o wolność, których Izrael nazywa terrorystami”.

Reżim apartheidu. Bojownicy o wolność, których Izrael nazywa terrorystami. Wow.

„Jedynym sposobem na tak katastrofalny rząd jest poproszenie innych krajów o wywarcie presji, tak jak to miało miejsce w przypadku zakończenia apartheidu w Republice Południowej Afryki  – kontynuował. – W grudniu 2016 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję 2334, która stwierdza, że terytorium nie może zostać zdobyte siłą; sprzeciwia się budowie osiedli, w tym tzw. ‘naturalnemu wzrostowi’ osiedli; i przewiduje likwidację wszystkich osiedli zbudowanych od marca 2001 r. w ramach dwóch demokratycznych państw żyjących w pokoju, obok siebie, w uznanych granicach”.

Następnie stwierdził: „Kolejne rządy Izraela całkowicie zignorowały tę rezolucję i działały tak, jakby ona nie istniała. Nie tylko kontynuowały budowę osiedli, ale obecny rząd również wspiera czystki etniczne Palestyńczyków z części okupowanych terytoriów. W pewnym sensie to, co dzieje się teraz na okupowanych terytoriach i w części Gazy, jest drugą Nakbą”.

Kiedy rozpętało się piekło z powodu kłamliwego opisu Izraela, który istniał jedynie w umysłach tych, którzy chcieli, żeby zniknął, Schocken dodał później wyjaśnienie.

„Przemyślałem to, co powiedziałem – ogłosił w czwartek. – Na świecie i w historii jest wielu bojowników o wolność, być może także na drodze do ustanowienia państwa Izrael, którzy prowadzili szokujące i straszne działania terrorystyczne i krzywdzili niewinnych ludzi, aby osiągnąć swoje cele. Powinienem był powiedzieć: ‘Bojownicy o wolność, którzy również stosują metody terrorystyczne i z którymi należy walczyć’. Stosowanie terroryzmu nie jest uzasadnione”.

Wniosek był oczywisty: Żydzi również stosowali złe metody, aby uzyskać państwowość. Jednak ta sprytna sztuczka, o której myślał, że jest taka zgrabna, nie wzbudziła sympatii, nie mówiąc już o oklaskach.

Co prowadzi nas do drugiego przemówienia, które również miało oszałamiający efekt, ale z zupełnie innego powodu. To przemówienie wygłosił były prezydent USA Bill Clinton.

Na wiecu Kamali Harris w środę w kluczowym stanie Michigan, Clinton zwrócił się do wyborców, którzy wystąpili przeciwko kandydatce Demokratów za rzekomo niewybaczalne poparcie jej administracji dla Izraela. Uczynił to, prostując fakty dotyczące stosunku Palestyńczyków do państwa żydowskiego.

Choć rozpoczął przemówienie od wezwania do ponownego rozpoczęcia „procesu pokojowego”, przyznał, kto jest winny za kolejne niepowodzenia.

„Rozumiem, dlaczego młodzi Palestyńczycy i arabscy Amerykanie w Michigan uważają, że zginęło zbyt wielu ludzi  – zaczął. – Ale jeśli mieszkałeś w jednym z tych kibuców w Izraelu, tuż obok Gazy, gdzie ludzie byli najbardziej za przyjaźnią z Palestyną – te społeczności tuż obok Gazy były najbardziej za rozwiązaniem w postaci dwóch państw ze wszystkich społeczności izraelskich, a Hamas je zmasakrował”.

Kontynuował:

„Ludzie, którzy krytykują [odpowiedź Izraela], zasadniczo mówią: ‘Tak, ale spójrz, ilu ludzi zabiliście w odwecie. Ilu zabitych wystarczy, żeby ukarać ich za straszne rzeczy, które zrobili?’ To wszystko brzmi ładnie, dopóki nie uświadomisz sobie, co byś zrobił, gdyby to była twoja rodzina i nie zrobiłeś nic poza wspieraniem ojczyzny dla Palestyńczyków, a pewnego dnia przyjdą po ciebie i wymordują ludzi w twojej wiosce. Powiedziałbyś: ‘Musisz mi wybaczyć, ale nie będę tak prowadził rachunku’. Nie chodzi o to, ilu musieliśmy zabić, ponieważ Hamas dba o to, aby chronili go cywile. Zmuszą cię do zabicia cywilów, jeśli chcesz się bronić”.

Przywołując fakt, że to on gościł rozmowy w Camp David w 2000 r., które miały doprowadzić do zawarcia traktatu, który doprowadziłby do powstania niepodległego państwa palestyńskiego, Clinton przyznał: „Słuchajcie, ciężko nad tym pracowałem. I jedynym razem, kiedy [szef OWP] Jaser Arafat nie powiedział mi prawdy, było, gdy obiecał mi, że zaakceptuje porozumienie pokojowe, które wypracowaliśmy, które dałoby Palestyńczykom państwo na 96% Zachodniego Brzegu i 4% Izraela — i mogliby wybrać, które 4% Izraela. Więc mieliby wpływ na ten sam obszar całego Zachodniego Brzegu. Mieliby stolicę we wschodniej Jerozolimie”.

Zatrzymując się, by wyrazić żal zmieszany z frustracją, rzucił: „Z trudem o tym mówię”.

Następnie przedstawił rzeczywisty stan rzeczy, podkreślając szczegóły.

„Oni [Palestyńczycy] mieliby równy dostęp, przez cały dzień, każdego dnia, do wież bezpieczeństwa, które Izrael utrzymywał na całym Zachodnim Brzegu aż do Wzgórz Golan. Wszystko to zostało zaoferowane, w tym — powtórzę to jeszcze raz — stolica we wschodniej Jerozolimie i dwie z czterech dzielnic Starego Miasta w Jerozolimie, potwierdzone przez premiera Izraela, Ehuda Baraka i jego gabinet. A [Palestyńczycy] powiedzieli nie. Myślę, że częściowo wynikało to z tego, że Hamas nie dbał o ojczyznę dla Palestyńczyków. Chcieli zabić Izraelczyków i uczynić Izrael nienadający się do zamieszkania”.

Cóż, oświadczył, „Mam dla nich wiadomość. [Żydzi] byli tam pierwsi. Zanim ich wiara [islam] istniała, [Żydzi] byli tam, w czasach króla Dawida, a najbardziej wysunięte na południe plemiona miały Judeę i Samarię”.

Zakończył, wyjaśniając, dlaczego zniszczenie Izraela nie leży w interesie ani Palestyńczyków, ani Amerykanów, którzy ich popierają. Czy jego argumenty przekonały przynajmniej niektórych niezdecydowanych, nie wiadomo. Trudno sobie wyobrazić, aby tłum skandujący „From the River to the Sea” zaakceptował jego historycznie dokładną relację.

Szkoda, że nie głosił tego na cały świat przez ostatnie dwie i pół dekady. To samo dotyczy Ehuda Baraka, który jest zbyt zajęty krytyką i próbami obalenia rządu Netanjahu, by angażować się w prawdomówność lub w jakiś rachunek sumienia.

Gdyby on i jego wywrotowa grupka czytających „Haaretz” przestali zadzierać z dumą nosy i spuścili głowy z pokorą, jeśli nie ze wstydu, mogliby zrozumieć, dlaczego izraelski obóz pokojowy rozpadał się na przestrzeni lat, aż w końcu, w wyniku tego, co się stało 7 października 2023 r. praktycznie zniknął.


Ruthie Blum emerytowana wieloletnia publicystka „Jerusalm Post”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The sorry symbolism of a pro-Israel rally that flopped

The sorry symbolism of a pro-Israel rally that flopped


Jonathan S. Tobin


A year after Oct. 7 and a successful unity rally, an empty ballpark is a metaphor for American Jewry’s weak response to the war on Israel and the resulting surge in antisemitism.

.
A participant at the “We Stand Together” rally for Jewish unity and Israel at the Nationals Park baseball stadium in Washington, D.C., on Nov. 10, 2024. Photo by Abby Greenawalt.

Only a couple of thousand people were in Nationals Park in Washington, D.C., on Nov. 10 for an event billed as “Stand Together: An Event of Unity, Strength and Resilience.” And maybe as many as half of that number were associated with the organizations sponsoring the gathering rather than rank-and-file members of the Jewish community who responded to the appeal. So, as photos of the much-ballyhooed rally illustrated, it might be said that most of those who attended it came disguised as empty seats.

The largely vacant stadium was more than a measure of the disappointing turnout for a pro-Israel gathering a year after some 290,000 people showed up for a previous unity rally held on the National Mall a year ago on Nov. 14, 2023. It was an apt metaphor for the equally disappointing response of both American Jewry and the leading organizations that purport to represent them during a genuine crisis.

Some hoped that the horrors of Oct. 7 might galvanize American Jewry in the way that both the 1967 Six-Day War and the 1973 Yom Kippur War did more than a half-century ago. The initial response to the massacre in southern Israel carried out by Hamas terrorists and other Palestinians was promising in terms of fundraising and public actions like the unity rally on the Mall. But what followed in the ensuing months—even as the surge of antisemitism in the United States steadily grew in the streets of major cities and on college campuses—demonstrated that the Jewish community was far too divided by politics to stand together against a deadly threat to not just Israel but to their own security and that of their children.

A year of crisis

The current war on Israel continues into its second year, with Hamas terrorists seeking to retake parts of the Gaza Strip in the south, coupled with the launching of rockets and missiles into the Jewish state from Hezbollah-controlled Lebanon to the north. Their paymasters in Iran also still present a deadly threat. But most American Jews spent this year far more focused on domestic partisan politics and debating whether Israel deserved their support than rallying to aid it.

Just as depressing has been the response of the Jewish world to a surge of antisemitism here in the United States. The takeover of numerous college campuses by pro-Hamas demonstrators advocating for Israel’s destruction has had a devastating impact on many Jewish students. But again, the reaction from the organized Jewish world has been largely low-key, and more importantly, mostly ineffective in demonstrating a willingness to fight back against open antisemitism or even to force change at institutions that were unable or unwilling to defend Jewish students.

It’s true that the organizers of the event at Nationals Park were not seeking to rival last year’s rally in terms of attendance. Instead, they apparently just wanted to have something that would serve as a pep rally for those who were attending the annual General Assembly of the JFNA. Yet by choosing a venue that can accommodate up to 41,000 people and deliberately hyping it as a major event, they set themselves up for both failure and ridicule at a moment in time when that is the last thing the pro-Israel community needed.

To be fair, anyone who thought American Jewry could duplicate or even come close to the responses to crises in 1967 and 1973 was dreaming.

Changes in the community since then made that impossible.

American Jews have changed

In the 1960s and 1970s, memories of the Holocaust were still fresh. Israel’s vulnerability and the possibility of its Arab foes making good on their pledges to create another Shoah by destroying the Jewish state was very much on the minds of American Jews, who didn’t just speak up with one voice in response to those wars but also raised astounding amounts of money to aid it.

But the American Jewish world of that era is gone.

Part of it is generational, as many of the Jews who came of age since then think of Israel as a regional superpower rather than an embattled and besieged nation. The most common expressions of Jewish identity in the first decades after World War II were about remembrance of the Holocaust and support for Israel. But that has been largely discarded. Jewish peoplehood can only be instilled in young people through education and a positive vision of Judaism. That doesn’t involve solely recalling a tragic past or living vicariously through the deeds of Israelis, who are built up as larger-than-life heroes, such as those in Leon Uris novels that were once influential in America but are now ignored.

More troubling is the fact that more Americans have been subjected to decades of media bias against Israel as well as the indoctrination in woke ideologies that falsely label it an “apartheid” or “white” oppressor state in educational settings.

Demography is the problem

Criticism of Israeli policies and settlements—and, of course, of Prime Minister Benjamin Netanyahu—has been blamed for a decline in interest and even support for the Jewish state among the majority of American Jews who are neither Orthodox nor politically conservative.

Yet the real problem is demographic, not political.

The American Jewish population has become increasingly assimilated. That’s due to reasons such as widespread intermarriage, and the fact that more and more Jews are unaffiliated with synagogues, organizations and causes. Many now define themselves as “just Jews,” or as the demographers put it, “Jews of no religion.” The ties of those who fit in this category to other Jews, let alone Israel, have been frayed to the point of disintegration. That is the price of liberty as Jews are free in contemporary America to leave the community and disappear into the rest of the population.

Yet despite that, the initial response to Oct. 7 was encouraging.

The success of last year’s rally was remarkable, even if the tone of the gathering was deliberately kept as politically neutral as possible to allow the participation of groups and religious denominations that have been critical of Israel. 

The Jewish Federations of North America, which along with the Conference of Presidents of Major Jewish Organizations were the principal co-sponsors of this year’s disastrous rally, must also get credit for stepping up and prioritizing Israel in their fundraising efforts. The $850 million raised for JFNA’s Israel Emergency Fund was impressive, given the general decline in giving to federations in recent years, indicating that their core donors were capable of understanding the threat to Jewish life and acting on it.

But whatever enthusiasm for Israel’s cause that existed a year ago has been diminished by the events of the last 12 months during which the Jewish state has been falsely accused of “genocide” of Palestinians during its counter-offensive against Hamas in Gaza. The on-and-off again support for Israel of the Biden administration, which at times was exemplary and at other times sought to derail efforts to defeat the terrorists, was a good indicator of how much leverage its intersectional left wing had over the Democratic Party and its presumably more centrist leadership.

Liberal Jews, who remain dedicated partisans, were caught in the same crossfire as they were often unwilling to express clear-throated support for Israel’s war while also being appalled by the thuggish antisemitism of those who voiced the “from the river to the sea” and “globalize the intifada” chants on college campuses and the streets of America’s cities.

Paralyzed by consensus

Rather than being able to mount a strong response to the takeover of so many college campuses by pro-Hamas mobs, the organized Jewish community found itself unable to speak with one voice on the issue. Just as Jewish students were sometimes told to “shelter in place” rather than vocally confront the Jew-haters, so were all too many in the Jewish establishment. Groups such as the Anti-Defamation League, which should have been at the ramparts challenging haters of Israel, were hampered by their past endorsement of the same toxic woke ideas that have been fueling the surge in Jew-hatred.

Perhaps the real problem for those seeking to mobilize American Jewry is that they remain hampered by an institutional need for consensus that allows those least interested in a robust expression of support for Israel’s war against Iranian-backed Islamist terrorists to have a veto over the message that is being sent to the administration and the world.

This is a terrible mistake—not just because it undermines Israel at a moment when it needs its foreign friends and the Jewish community to speak up against the smears and blood libels that the left is hurling at it. It’s wrong because it misunderstands the current dilemma facing American Jewry.

All too many leading Jewish groups are still stuck in the mindset of supporters of a Middle East peace process begun in Oslo in 1993 that was literally blown up by the Palestinian terrorism in the Second Intifada from 2000 to 2005, and whose death was further confirmed by what happened in Gaza after Israel withdrew every soldier, settler and settlement from it in the summer of 2005.

Obsolete debates

The atrocities of Oct. 7 were the final confirmation for anyone who is paying attention that the old arguments about settlements, borders and a two-state solution that divided Israelis and American Jews for decades are officially obsolete. The only argument about Israel that matters is the one about whether one Jewish state on the planet is one too many or if the plans of Israel’s foes for Jewish genocide (for which Oct. 7 was only the trailer) will be allowed to be fulfilled.

Yet instead of focusing on the debate over the legitimacy of Israel and its right of self-defense, the Jewish community seems more worried about being labeled as accomplices to Netanyahu and the lies about “genocide” in Gaza. Rather than taking a bold stand in favor of the justice of the Zionist cause, some are on the sidelines judging the Jewish state’s life-and-death battle against enemies that want to slaughter all Jews and defeat the West.

Just as bad is the fact that many in the community are more worried about virtue-signaling their opposition to the incoming second Trump administration. That’s a stand that is all the more mistaken given the clear pro-Israel tilt of all of Trump’s choices for his foreign-policy team.

A failure of leadership

The result of all these factors is an American Jewish community that has demonstrated an inability to stand up for itself against an unprecedented attack from antisemites and Israel-haters that threaten its own security more than that of Israel. 

Institutions that fail to lead in a crisis have lost their credibility and reason to exist. If the organized Jewish world and its establishment can’t shed their consensus-ridden inability to act decisively in defense of both Israel and American Jewry, then they won’t have to wait for their critics to topple them. They will have destroyed themselves. 

If an empty ballpark is an apt metaphor for the failure of American Jewry, then it is the fault of those who have been tasked with leading the community. That’s a tragedy since American Jews currently have neither the time nor the resources to build new institutions to represent them. In the coming year, it’s up to the Jewish establishment to prove that it is worth saving. We can only pray that they succeed; however, given the evidence of the last 12 months and so much else that has happened in recent years, it’s hard to be optimistic about their future.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of JNS (Jewish News Syndicate). Follow him @jonathans_tobin.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Polsko-żydowska historia Moshego Rosmana

Polsko-żydowska historia Moshego Rosmana

KATARZYNA ANDERSZ


Prof. Moshe Rosman /fot. Smadar Bergman, Israel Institute of Advanced StudiesProf. Moshe Rosman /fot. Smadar Bergman, Israel Institute of Advanced Studies

15 LISTOPADA PROFESOR MOSHE ROSMAN ODEBRAŁ TYTUŁ DOKTORA HONORIS CAUSA NA UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM. AMERYKAŃSKIEGO HISTORYKA, KTÓRY OD POCZĄTKU LAT 80. MIESZKA W IZRAELU, A OD 1994 ROKU KIERUJE KATEDRĄ HISTORII ŻYDÓW EUROPY WSCHODNIEJ ORAZ KATEDRĄ STUDIÓW NAD CHASYDYZMEM UNIWERSYTETU W BAR-ILAN, Z POLSKĄ ŁĄCZĄ SZCZEGÓLNE WIĘZY.

Swoją karierę naukową zaczynał badaniami relacji pomiędzy polską szlachtą a Żydami, aby przypadkowo natrafić na trop legendarnego mistyka Baal Szem Towa i dokonać rewolucji w jego postrzeganiu. Zajmował się też teoretycznymi aspektami żydowskiej historiografii, a obecnie odkrywa dokonania żydowskich kobiet w epoce wczesnej nowożytności.

Na Uniwersytecie Wrocławskim wielokrotnie prowadził wykłady i seminaria, sprawował opiekę nad pracownikami tutejszego Zakładu Studiów Żydowskich. Był także jednym z konsultantów tworzących wystawę stałą w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

W KOMUNISTYCZNEJ POLSCE

KATARZYNA ANDERSZ: SPOTYKAMY SIĘ DZIŚ WE WROCŁAWIU, PRZY ULICY WŁODKOWICA, KTÓRA WYGLĄDA TAK JAK INNE ULICE W EUROPEJSKICH MIASTACH, W DODATKU SIEDZIMY W KOSZERNEJ KAWIARNI. OD KIEDY PRZYJECHAŁ PAN DO POLSKI POD KONIEC LAT 70., DUŻO SIĘ TU ZMIENIŁO.

Moshe Rosman: Kiedy przyjechałem do Warszawy, pierwszą rzeczą, jaką chciałem zrobić, było dać znać mojej żonie, że wszystko jest w porządku. To był rok 1978, telefonowało się wtedy z poczty. Przed północą poszedłem więc na pocztę i zamówiłem rozmowę do USA. „Czwartek, 14:15” – usłyszałem od urzędniczki. Jedynym sposobem na kontakt z domem był więc telegram.

A BRAK TOWARÓW W SKLEPACH NIE DOSKWIERAŁ?

Oczywiście, że tak. Miałem kilka absurdalnych sytuacji z tym związanych. Kiedyś chciałem kupić buty. Najpierw odstałem w kolejce dobre dwie godziny, bo akurat rzucili towar. Gdy już przyszła moja kolej, dowiedziałem się, że w sprzedaży jest tylko rozmiar 38. „Bierze pan albo nie!” – usłyszałem. Innym razem poszedłem kupić przenośny grzejnik do mojego pokoju. Kiedy doniosłem go na miejsce, zorientowałem się, że nie ma kabla, wróciłem z reklamacją i usłyszałem: „Prosił pan o grzejnik, nie powiedział pan, że kabel też jest potrzebny”. W sklepach cały czas ekspedientki mówiły „nie ma”. Żartowało się wtedy, że przed wojną pisało się na szyldzie „rzeźnik”, a w środku było mięso. Teraz na tablicy jest napisane „mięso”, a w środku jest rzeźnik. Kiedy więc przyjechałem do Polski po raz pierwszy od upadku komunizmu, około 2000 roku, robiłem zdjęcia pełnych półek i straganów, bo nie mogłem uwierzyć, że jest tu tyle jedzenia.

JAK W OGÓLE BYŁO MOŻLIWE, ŻE PRZYJECHAŁ PAN WTEDY DO POLSKI I MÓGŁ PROWADZIĆ KWERENDĘ W ARCHIWACH?

Przyjechałem do Polski w ramach programu IREX (International Reaserch and Exchange Program), finansowanego przez Fundację Forda, który oferował wymianę pomiędzy USA i krajami bloku wschodniego. Równocześnie dostałem też stypendium Fulbrighta, ale przez bardzo długi czas strona polska nie potwierdzała tego, że mam zgodę na przyjazd. W Stanach studiowałem historię Polski u prof. Andrzeja Kamińskiego, który wykładał wtedy na Columbia University. To od jego znajomych z Konsulatu Polskiego w Nowym Jorku dowiedziałem się, że brak zgody wynika prawdopodobnie z tego, że Polacy wahają się, czy mnie przyjąć, bo jestem Żydem i przyjeżdżam prowadzić badania o Żydach. Profesor Kamiński wyjaśniał mi, jak te wymiany pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi wyglądają. „Ty jesteś synem zwykłego właściciela stacji paliw” – powiedział. „Ale ci, którzy pojadą do Ameryki, mają za ojców ministrów”. Kiedy wreszcie po miesiącu od momentu, kiedy wszyscy inni doktoranci zostali zaakceptowani, dostałem zgodę na przyjazd, podejrzewał, że było to możliwe tylko dlatego, że USA odmówiło prawa przyjazdu komuś wysoko postawionemu i Polacy użyli mnie jako karty przetargowej.

I TRAFIŁ PAN DO KRAKOWA.

Miałem trafić do Krakowa, bo tam były zbiory, nad którymi miałem pracować, ale kiedy już dostałem zgodę, przydzielili mnie do Warszawy. Prawdopodobnie mógłbym po prostu przenieść się do Krakowa, ale bałem się zrobić cokolwiek nieoficjalnie. Zająłem się więc jakimiś mikrofilmami w Warszawie, ale każdego dnia przed pracą chodziłem do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wystawałem tam pod drzwiami pewnego urzędnika, tak żeby widział mnie, gdy przychodził do biura.

CODZIENNIE PYTAŁ GO PAN, KIEDY BĘDZIE MÓGŁ PAN POJECHAĆ DO KRAKOWA?

A on codziennie odpowiadał, że nad tym pracuje. Po miesiącu cała zabawa wreszcie mu się znudziła i przywitał mnie słowami: „Nie słyszałeś? Jedziesz do Krakowa”. Jedna sprawa była więc załatwiona, ale cały czas przypominałem mu też, że muszę mieć możliwość przygotowywania sobie jedzenia, bo przestrzegam kaszrutu. „Spokojnie, moja sekretarka zna wszystkie szczegóły” – powiedział. Dowiedziałem się, że będę mieszkał w domu studenckim „Piast” i że „będą kuchenki”. Byłem zachwycony, bo nie wiedziałem, co kryje się za komunistycznymi kuchenkami.

ANI NA PEWNO, CO KRYJE SIĘ ZA DOMEM STUDENCKIM „PIAST”.

Poleciałem z Warszawy do Krakowa za 5 dolarów. Promotor prof. Kamińskiego, prof. Gierowski (który później został rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego) w ramach przyjacielskiej przysługi odebrał mnie z lotniska. Kiedy powiedziałem mu, że jedziemy do „Piasta”, powiedział tylko: „myślę, że lepiej będzie, jeśli poszukamy jakiegoś lokum w mieście”. Ja nie miałem zamiaru marnować już więcej czasu, bo miesiąc straciłem w Warszawie, więc uparłem się na „Piasta”. Okazało się, że pani na portierni nie ma pojęcia o moim przyjeździe, ale po telefonie do Warszawy zgodziła się, żebym został na parę dni. A miałem być w Krakowie przez kolejne pięć miesięcy! Sprawę rozwiązali tak, że dokwaterowali mnie do czyjejś jedynki.

DO CZYJEGO POKOJU DODANO JEDYNEGO AMERYKAŃSKIEGO ŻYDA W MIEŚCIE?

Oczywiście do kogoś z Bliskiego Wschodu. Zamieszkałem z Alim z Afganistanu. Okazał się sympatyczny, ale było mi go bardzo szkoda, bo nikt nie zapytał go o zgodę na to, żeby dodać mu jeszcze jedną osobę do pokoju. Sam chciał wynająć mieszkanie w mieście, sprowadzić rodzinę z Afganistanu, ale przez swoją ciemną karnację spotykał się z samymi odmowami. Do tego miał doktorat z fizyki ukończony w Niemczech Zachodnich, a akurat wtedy Afganistan z proamerykańskiego stał się prosowiecki, więc habilitację kazali mu robić w Polsce.

A JAK WRAŻENIA Z „PIASTA”?

To był koszmar. Pranie wiszące na korytarzach pomalowanych oczywiście farbą olejną na żółto, obrzydliwe łazienki i wreszcie kuchenki, o których mówiła sekretarka w Warszawie. Cztery palniki na całe piętro, kilkadziesiąt osób. Zobaczyłem to i chciałem wracać do domu. Następnego dnia poszedłem załatwiać jakieś sprawy w Konsulacie Amerykańskim i poznałem kogoś, kto pomógł mi znaleźć nowe lokum – pokój z łazienką w domku jednorodzinnym. Był idealny i kosztował 18 dolarów za miesiąc. Wyjaśniłem mojej gospodyni, że jestem Żydem i mam różne dziwne zwyczaje. Ona powiedziała, że jej to nie przeszkadza, że pamiętają Żydów, że mają znajomych w Izraelu, a tak w ogóle to może mnie zabrać na wycieczkę do Auschwitz.

JAK W KOMUNISTYCZNEJ POLSCE, GDZIE NIE BYŁO TAK WIELU NIEZBĘDNYCH RZECZY, MOŻNA BYŁO PRZESTRZEGAĆ ZASAD KASZRUTU?

Trochę przywiozłem ze sobą, głównie liofilizowane jedzenie, suszony czulent na przykład. Oszczędzałem go na szabat. Napisałem swojej żonie, że musi sobie go koniecznie kupić, bo jest naprawdę dobry. Dla mnie to był prawdziwy rarytas, ale kiedy podała mi go w Ameryce, zmieniłem zdanie, bo smakowało to zupełnie jak jedzenie dla psów. Oprócz tego było mi wolno wydawać 30 dolarów miesięcznie w sklepiku w Ambasadzie Amerykańskiej, tam też były koszerne produkty. W Krakowie zaprzyjaźniłem się także z pracownikiem konsulatu, który od czasu do czasu jeździł do Niemiec i przywoził stamtąd salami. Oprócz tego jadłem głównie bułki, ryby z puszki, jajka i masło orzechowe, które kupiłem w ambasadzie. Myślę, że schudłem wtedy około 10 kg.

KOSZERNE BUŁKI?

O tym, że są koszerne, dowiedziałem się od Moszego Szapiro z gminy w Warszawie. Mosze był takim kolbojnikiem, który zajmował się wszystkim, prowadził modlitwy, uczył trzech chłopców. W Krakowie z kolei usłyszałem, że można gdzieś dostać koszerne mięso. Zapytałem o to szamesa jednej z synagog. Odpowiedział: „Powiem w ten sposób. Mają przydział trzech zwierząt, a potem okazuje się, że na sprzedaż jest pięć ozorów”. Mięsa więc nie jadłem.

JAK WYGLĄDAŁO WTEDY ŻYCIE GMIN ŻYDOWSKICH?

Synagoga Nożyków w Warszawie wyglądała okropnie, połowa okien była wybita, było brudno, brakowało żarówek. Ludzie przychodzili tam handlować różnymi towarami, wymieniać pieniądze. W Krakowie gmina była o wiele lepiej zorganizowana, także dzięki zaangażowaniu słynnej rodziny Jakubowiczów. Funkcjonowały synagogi Remu i Tempel, ale trudno było zgromadzić minjan. W każdej słyszałem, żeby absolutnie nie chodzić do tej drugiej – trochę, jak w tym żarcie o dwóch Żydach i trzech synagogach.

AMERYKAŃSKI ŻYD MUSIAŁ NA PEWNO UCHODZIĆ ZA KOGOŚ EGZOTYCZNEGO.

Spotykałem się przeważnie z wyrazami sympatii. W Warszawie przez krótki czas wynajmowałem pokój u pani Kowalskiej. Podczas pierwszego szabatu zobaczyła, jak oglądam zdjęcia swojej rodziny i płaczę, bo bardzo za nimi tęskniłem. Podeszła więc do mnie i powiedziała: „niech pan będzie silny”. Kiedy wstałem rano w sobotę, miała już gotową przegotowaną wodę i zapytała mnie, czy będę jeszcze siedział w swoim pokoju, bo jeśli nie, to idzie zgasić światło.

ŻADNYCH NIEPRZYJEMNYCH INCYDENTÓW?

W Warszawie na przykład mówiło się, że koło siedziby ŻIH-u, na miejscu synagogi na Tłomackiem, nie udaje się postawić żadnego budynku, bo Żydzi przeklęli to miejsce. To nie było po prostu niewinne gadanie. Raz dotknęło mnie to osobiście. Zostałem zaproszony na chrzciny dziecka moich znajomych w Krakowie. Poszedłem do kościoła i na przyjęcie. Zostałem przedstawiony księdzu. To nie był jakiś zwykły ksiądz, a zakonnik, dość wysoko postawiony w hierarchii. Rozmawiamy sobie i mówi: „Nie nazwałbym cię Żydem. Powiedziałbym, że jesteś Izraelitą”. „Dlaczego?” – pytam. „Żydzi mają duże nosy, zgarbione plecy, nie patrzą ludziom w oczy… A z tobą można porozmawiać” – odpowiedział. Był przekonany, że mnie komplementuje.

CZY PORUSZANO W OGÓLE TEMAT ZAGŁADY?

Rozmawiano o tym, ale nie była to debata publiczna. W Krakowie w niedzielne popołudnia chodziłem na herbatę do mamy prof. Kamińskiego. Rodzice mojej żony przeżyli Zagładę, kuzyn mojej żony był najmłodszym chłopcem na liście Schindlera. Podczas jednej z tych herbatek usłyszałem od niej, że „my, Polacy, też cierpieliśmy”. To było dla mnie ważne, usłyszeć to od niej. W mojej rodzinie i rodzinach jej podobnych nigdy się o tym nie mówiło.

POLSKO-ŻYDOWSKA HISTORIA PO ZAGŁADZIE

WSPOMINA PAN, ŻE OPISYWANIE HISTORII PRZEDWOJENNEJ TO BYŁO TROCHĘ JAK BUDOWANIE POMNIKA TAMTYM ŻYDOM.

Nie ma obiektywnych historyków. Nie można nagle stać się kimś innym, ale można nauczyć się rozumieć, na czym polega nasza stronniczość i próbować to wyeliminować. Czasami ta stronniczość jest dobrą rzeczą, bo pomaga dostrzegać rzeczy, których inni nie dostrzegają.

ILE CZASU MUSIAŁO UPŁYNĄĆ OD ZAGŁADY, ŻEBY BYŁO MOŻLIWE KRYTYCZNE SPOJRZENIE HISTORYKÓW NA TEN OKRES?

Filip Friedman był pierwszym historykiem, który zaczął krytycznie pisać o Zagładzie w latach 50. Wcześniej historycy współtworzyli Księgi Pamięci – byli z jednej strony obciążani swoim warsztatem historyków, a z drugiej strony doświadczeniem Zagłady. Na dobre krytyczne nastawienie zaczęło być widoczne dopiero w latach 70. Wtedy historycy żydowscy zaczęli nawiązywać relacje z historykami nieżydowskimi. Lata 80. to już wysyp konferencji, w których brali udział i żydowscy, i nieżydowscy badacze: Columbia University, Uniwersytet Jagielloński, Jerozolima.

TO RACZEJ PÓŹNA KONFRONTACJA POGLĄDÓW.

To ma związek z rozwojem polskiej historiografii. Przez wiele lat historia Polski była opisywana jako historia Polaków. Polski socjolog Franciszek Bujak w 1918 roku napisał, że Żydzi powinni pisać swoją własną historię. Innymi słowy, znaczy to tyle, że Żydzi nie są częścią naszej historii. Dopiero w latach 80., kiedy archiwa zaczęły otwierać się na badaczy z zagranicy, polscy historycy zdali sobie sprawę, że żydowska historia jest częścią polskiej. Symbolem tej przemiany jest napisana w 1985 roku książka Jerzego Tomaszewskiego „Rzeczpospolita wielu narodów” o II Rzeczypospolitej. Tomaszewski był pierwszym historykiem, który stwierdził, że historia Rzeczpospolitej to historia każdego jej mieszkańca. To nie Polacy kontra wszyscy inni, a Polacy i wszyscy inni. Potem, w 2000 roku Andrzej Kamiński napisał „Historię Rzeczpospolitej wielu narodów” o I Rzeczypospolitej. Tam też zmiana perspektywy jest widoczna.

JAK TO, ŻE HISTORIĄ ŻYDOWSKĄ ZACZYNAJĄ ZAJMOWAĆ SIĘ HISTORYCY NIEŻYDOWSCY, ZOSTAŁO PRZYJĘTE PRZEZ BADACZY ŻYDOWSKICH?

Na początku zdarzały się napięcia. Na przykład na konferencji na Columbia University w 1983 roku Czesław Miłosz miał być honorowym gościem i wystąpić na jej zamknięciu. Nie przyjechał. Rozeszła się plotka, że zrezygnował, bo usłyszał, że będzie to antypolska konferencja. Nie chciał brać w tym udziału. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście taka była jego motywacja, pokazuje to, że temat budził kontrowersje. Ja nigdy nie czułem podziału na „nas” i „ich” – wszystkim przecież przyświeca taki sam cel. Świetny przykład to profesor Marcin Wodziński z Wrocławia i jego badania nad historią chasydyzmu. Współpracuje z najwybitniejszymi historykami z całego świata, nierzadko ma odmienne opinie, a przecież nikt nie powie mu: „jesteś Polakiem i twoje zdanie się nie liczy”.

POLSKIM HISTORYKOM TEŻ NIE PODOBA SIĘ WIELE Z TEGO, CO PISZE SIĘ O POLAKACH.

W latach 70. wydane zostały w Izraelu trzy książki o Żydach w II Rzeczpospolitej. Każda z nich w tytule miała słowo „walka”. Żydowska walka o prawa i tak dalej. Wszystkie prezentowały podejście: Żydzi kontra wszyscy inni – w domyśle – antysemici. Polacy bronili się, że antysemityzm był tylko jednym z symptomów choroby. Okazało się, że z biegiem czasu żydowscy historycy zaczęli być coraz bardziej przychylni takiej interpretacji. To było starcie poglądów pomiędzy tak zwanym obiektywnym a subiektywnym obrazem antysemityzmu. Innymi słowy: oczywiście, że antysemityzm był długo znanym, realnym problemem, ale były też inne, z którymi borykała się Polska, a antysemityzm był odpowiedzią na niektóre z nich. Można było więc zaobserwować pojawienie się trendu, który starał się polską historię interpretować bardziej dogłębnie, nie judeocentrycznie. Nie chodzi o usprawiedliwianie, ale o dostrzeganie szerszego kontekstu.

TEN SZERSZY KONTEKST TO TAKŻE PYTANIE, KTÓRE STAWIA PAN W JEDNEJ ZE SWOICH KSIĄŻEK. JAK ŻYDOWSKA JEST POLSKA HISTORIA?

Dobrze odpowiada na nie wystawa w Muzeum POLIN, której założeniem jest, że – jak mówił Jakub Goldberg – nie ma polskiej historii bez Żydów, ani historii żydowskiej bez Polaków. Interesująco wypada to w porównaniu z Muzeum Powstania Warszawskiego, którego przekaz to „Polska dla Polaków”. To miejsce, gdzie Polacy sami sobie opowiadają swoją historię. Muzeum Powstania nawiązuje więc do ideału Polski z okresu międzywojennego, ale lepszej. Myślę, że odmienność narracji, taką jak w Muzeum POLIN i Muzeum Powstania Warszawskiego, widać też w polityce. Dwie główne polskie partie mają swoje muzea. Interpretując historię na różne sposoby, próbuje się teraz zdefiniować, czym jest prawdziwa Polska.

CO MA PAN NA MYŚLI, MÓWIĄC „PRAWDZIWA POLSKA”?

To, jakiej Polski chcemy, na jakiej się wzorujemy. Wiemy, że nie chcemy Polski z czasów komunistycznych, ani też Polski z międzywojnia – szowinistycznej, antysemickiej. Prawdziwa Polska to nie Polska pod rosyjskim zaborem. Może prawdziwą Polską jest więc Rzeczpospolita przed rozbiorami? Wtedy Polacy stanowili 40% jej mieszkańców, ale właśnie wówczas była największa, najsilniejsza militarnie i ekonomicznie. To jeden z kierunków, w którym można podążać: liberalna, tolerancyjna, demokratyczna Polska. Żydzi i sposób, w jaki są pokazani w Muzeum POLIN, są symbolem tego, jaka Polska była i jaka powinna być. Miejscem, gdzie dobrze czują się grupy mniejszościowe, miejscem tolerancyjnym, liberalnym.

ŻYDOWSKA HISTORIOGRAFIA

PANA ZASŁUGĄ JEST, ŻE HISTORIĘ ŻYDOWSKĄ ZACZĘTO ANALIZOWAĆ Z INNEJ PERSPEKTYWY. ZACZĄŁ PAN ŁĄCZYĆ ŹRÓDŁA ŻYDOWSKIE I NIEŻYDOWSKIE. ZE WSPÓŁCZESNEJ PERSPEKTYWY TO DOŚĆ OCZYWISTE. JAK TO MOŻLIWE, ŻE WCZEŚNIEJ NIKT TEGO NIE POSTULOWAŁ?

Na pewno kluczowym jest fakt, że zagraniczni uczeni nie mieli dostępu do archiwów w Polsce. Tylko badacze, tacy jak Jakub Goldberg, którzy tu mieszkali, mogli korzystać z archiwaliów. Goldberg jako pierwszy po wojnie zaczął kłaść na to nacisk. Moja praca tylko to udowodniła i zwróciła uwagę innych historyków.

BO WCZEŚNIEJ PISANIE O HISTORII ŻYDOWSKIEJ TYLKO NA PODSTAWIE ŹRÓDEŁ ŻYDOWSKICH BYŁO NORMĄ.

Kiedy aplikowałem do Israel Science Foundation o grant na książkę o Baal Szem Towie, dostałem odmowną odpowiedź wraz z uzasadnieniem, w którym stwierdzono, że jest wysoce nieprawdopodobne, żeby panu Rosmanowi udało się znaleźć nieznane materiały źródłowe. Profesorowie zajmujący się chasydyzmem uznali, że poza źródłami żydowskimi nie znajdę nic ciekawego. Potem okazało się, że to, co znalazłem i co stanowiło później podstawę mojej książki o Baal Szem Towie, leżało nietknięte przez 250 lat. Czy ktoś pomyślał, żeby tam szukać? Balaban? Schiper? Dla nich ważne były przede wszystkim źródła żydowskie i oficjalne dokumenty państwowe czy sądowe. Używali źródeł polskich, ale tych prawnych czy administracyjnych. Nie myśleli zbyt wiele o historii socjoekonomicznej.

ŁĄCZENIE ŹRÓDEŁ POLSKICH I ŻYDOWSKICH STAŁO SIĘ PANA SPECJALNOŚCIĄ. PRZEKONAŁ SIĘ PAN, ŻE MOŻE TO PRZYNIEŚĆ ZA SOBĄ CIEKAWE ODKRYCIA.

Gdy prowadziłem badania na materiałach z archiwum Czartoryskich, znalazłem nazwisko Izraela Rubinowicza, który administrował częścią ich latyfundium. Zachowało się 400 listów napisanych przez niego i do niego. Z drugiej strony wiedziałem, że istnieje też autobiografia rabina Jakoba Emdena zatytułowana „Megilat Sefer”, w której opowiada o swoim ojcu. Ten, po odwołaniu ze stanowiska rabina, przyjechał do Polski i zaopiekował się nim bogaty Żyd. Utrzymywał go przez kilka lat. Był znany jako Izrael Ritfin. Nazwisko Ritfin pochodzi od miasteczka Rytwiany, które było własnością Sieniawskich-Czartoryskich. A Izrael Ritfin to inaczej Izrael Rubinowicz. Mamy więc opis tego samego człowieka w materiałach polskich i żydowskich. Tylko używając obu, możemy stworzyć pełniejszy obraz jego samego i środowiska, w którym żył.

TO INTERESUJĄCE, ŻE ŻYD MÓGŁ W OGÓLE DOROBIĆ SIĘ TAKIEJ POZYCJI.

Relacje Żydów ze szlachtą były bardzo złożone. Podział sił był nierówny, ale Żydzi nie byli pozbawieni żadnej siły. To było negocjowane w zależności od potrzeb. Tak, jak Żydzi potrzebowali szlachciców, tak również oni potrzebowali Żydów. Żeby opisać tę sytuację, wymyśliłem metaforę „małżeństwo z rozsądku”. Małżeństwo z rozsądku to wciąż małżeństwo, może nie najlepsze, ale jednak. Obie strony siebie potrzebują.

Prof. Moshe Rosman /fot. Smadar Bergman, Israel Institute of Advanced StudiesProf. Moshe Rosman /fot. Smadar Bergman, Israel Institute of Advanced Studies

czytaj dalej tu: Polsko-żydowska historia Moshego Rosmana


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Germany Opposes EU Foreign Policy Chief’s Proposal to Suspend Dialogue With Israel

Germany Opposes EU Foreign Policy Chief’s Proposal to Suspend Dialogue With Israel

Algemeiner Staff


German Foreign Minister Annalena Baerbock speaks during a session of the lower house of parliament Bundestag, in Berlin, Germany, Oct. 10, 2024. Photo: REUTERS/Lisi Niesner

Josep Borrell Fontelles Hiszpanska
Socialistyczna partia Robotnicza.
European Union’s foreign policy chief

German Foreign Minister Annalena Baerbock on Thursday publicly rejected a proposal by the European Union’s foreign policy chief to suspend regular political dialogue with Israel in response to the Jewish state’s ongoing military campaign against the Palestinian terrorist group Hamas in Gaza.

“We are always in favor of keeping channels of dialogue open. Of course, this also applies to Israel,” the German Foreign Office said of top EU official Josep Borrell’s plans, according to the German news agency dpa.

The Foreign Office added that, while the political conversations under the EU-Israel Association Council provide a regular opportunity to strengthen relations and, in recent months, discuss the provision of humanitarian aid to Gaza, severing that mechanism would be counterproductive.

“Breaking off dialogue, however, will not help anyone, neither the suffering people in Gaza, nor the hostages who are still being held by Hamas, nor all those in Israel who are committed to dialogue,” the statement continued.

Borrell on Wednesday proposed the suspension of dialogue in a letter to EU foreign ministers ahead of their meeting this coming Monday in Brussels, citing “serious concerns about possible breaches of international humanitarian law in Gaza.” He also wrote, “Thus far, these concerns have not been sufficiently addressed by Israel.”

The regular dialogues that Borrell is seeking to break off were enshrined in a broader agreement on relations between the EU and Israel, including extensive trade ties, that was implemented in 2000.

“In light of the above considerations, I will be tabling a proposal that the EU should invoke the human rights clause to suspend the political dialogue with Israel,” Borrell wrote.

A suspension would need the approval of all 27 EU countries, an unlikely outcome. According to Reuters, multiple countries objected when a senior EU official briefed ambassadors in Brussels on the proposal on Wednesday.

While some EU countries, such as Spain and Ireland, have been fiercely critical of Israel since the outbreak of the war in Gaza, others such as the Czech Republic and Hungary have been more supportive.

Hamas, which rules Gaza, launched the ongoing conflict with its invasion of southern Israel last Oct. 7. During the onslaught, Hamas-led Palestinian terrorists murdered 1,200 people, wounded thousands more, and kidnapped over 250 hostages while perpetrating mass sexual violence and other atrocities.

Israel responded with a military campaign aimed at freeing the hostages and dismantling Hamas’s military and governing capabilities in neighboring Gaza.

Israel says it has gone to unprecedented lengths to try and avoid civilian casualties, noting its efforts to evacuate areas before it targets them and to warn residents of impending military operations with leaflets, text messages, and other forms of communication. However, Hamas has in many cases prevented people from leaving, according to the Israeli military.

Another challenge for Israel is Hamas’s widely recognized military strategy of embedding its terrorists within Gaza’s civilian population and commandeering civilian facilities like hospitals, schools, and mosques to run operations, direct attacks, and store weapons.

Israeli Ambassador to the UN Danny Danon said last month that Israel has delivered over 1 million tons of aid, including 700,000 tons of food, to Gaza since it launched its military operation a year ago. He also noted that Hamas terrorists often hijack and steal aid shipments while fellow Palestinians suffer.

The Israeli government has ramped up the supply of humanitarian aid into Gaza in recent weeks under pressure from the United States, which has expressed concern about the plight of civilians in the war-torn enclave.

Meanwhile, Borrell has been one of the EU’s most outspoken critics of Israel over the past year. Just six weeks after Hamas’s Oct. 7 attacks, he drew a moral equivalence between Israel and Hamas while speaking to the European Parliament, accusing both of having carried out “massacres” while insisting that it is possible to criticize Israeli actions “without being accused of not liking the Jews.”

Borrell’s speech followed a visit to the Middle East the prior week. While in Israel, he delivered what the Spanish daily El Pais described as the “most critical message heard so far from a representative of the European Union regarding Israel’s response to the Hamas attack of Oct. 7.”

“Not far from here is Gaza. One horror does not justify another,” Borrell said at a joint press conference alongside then-Israeli Foreign Minister Eli Cohen. “I understand your rage. But let me ask you not to let yourself be consumed by rage. I think that is what the best friends of Israel can tell you, because what makes the difference between a civilized society and a terrorist group is the respect for human life. All human lives have the same value.”

Months later, in March of this year, Borrell claimed that Israel was imposing a famine on Palestinian civilians in Gaza and using starvation as a weapon of war. His comments came a few months before the United Nations Famine Review Committee (FRC), a panel of experts in international food security and nutrition, rejected the assertion that northern Gaza was experiencing famine, citing a lack of evidence. Borrell’s comments prompted outrage from Israel.

In August, Borrell pushed EU member states to impose sanctions on some Israeli ministers.

Monday’s meeting in Brussels will be the last that Borrell will chair before ending his five-year term as the EU’s foreign policy chief.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com