
Kiedy Żydzi mizrahi skorzystali ze swojego „prawa powrotu”
Lyn Julius
Nie da się cofnąć zegara w kwestii wymiany uchodźców
Jeśli kiedykolwiek czytaliście znakomitą książkę The War of Return Einat Wilf i Adiego Schwartza, zrozumielibyście, że sednem sprawy palestyńskiej jest „prawo powrotu” palestyńskich uchodźców oraz milionów ich potomków do Izraela. Cała reszta – rozwiązanie dwupaństwowe czy jego brak – to odwracanie uwagi od istoty sprawy.
Już w latach 70. przywódcy arabscy zdali sobie sprawę, że nie mogą domagać się „prawa powrotu” dla swoich arabskich pobratymców, skoro sami wypędzili niemal milion Żydów. Dlatego w 1975 roku Liga Arabska wystąpiła z apelem do Żydów mizrahi – zwłaszcza tych mieszkających w Izraelu – aby powrócili do krajów, w których się urodzili. Irak i Maroko należały do państw najgłośniej popierających tę inicjatywę. Dzięki temu państwom arabskim nie można już było zarzucać, że odmawiają swoim byłym żydowskim obywatelom „prawa powrotu”.
Trzydzieści lat wcześniej żydowska społeczność świata arabskiego została zdziesiątkowana: Żydzi uciekali przed pogromami oraz usankcjonowanymi przez państwo prześladowaniami i wywłaszczeniami. Pod każdym względem była to bezprecedensowa, choć w dużej mierze przemilczana, „czystka etniczna”.
Do 1975 roku w Libii pozostała już tylko garstka Żydów ze społeczności liczącej niegdyś 38 tysięcy osób. W 2004 roku pułkownik Muammar Kaddafi zaprosił libijskich Żydów, by „wrócili do domu”, a następnie niewielka delegacja żydowska odwiedziła Libię. Nie był to jednak pierwszy przypadek, gdy libijski przywódca wzywał Żydów do powrotu do kraju ich urodzenia. Kiedy podobną propozycję złożył w 1975 roku („Czyż nie jesteście Arabami tak jak my, arabskimi Żydami?”), Albert Memmi, urodzony w Tunezji francuski pisarz i intelektualista, odpowiedział z drwiną:
„Owszem, rzeczywiście byliśmy arabskimi Żydami – pod względem naszych obyczajów, kultury, muzyki, kuchni. Ale czy trzeba pozostać arabskim Żydem, jeśli w zamian trzeba drżeć o własne życie i przyszłość swoich dzieci oraz zawsze mieć odmawiane prawo do normalnego życia? Chcielibyśmy być arabskimi Żydami. Jeśli porzuciliśmy tę ideę, to dlatego, że przez stulecia muzułmańscy Arabowie systematycznie uniemożliwiali jej urzeczywistnienie swoją pogardą i okrucieństwem.”
Kto przy zdrowych zmysłach wróciłby do krajów, które pozostawały równie wrogie wobec Żydów jak w dniu, w którym zostali z nich wypędzeni?
W 1975 roku iracka Rada Dowództwa Rewolucji wydała dekret – którego istnienie potwierdza amerykański raport dyplomatyczny – zezwalający irackim Żydom, którzy wyemigrowali po 1948 roku, na powrót do Bagdadu i odzyskanie praw wynikających z irackiego obywatelstwa.
Jednym z ludzi, którzy odpowiedzieli na ten apel, był Mordechaj Khabaza, iracki Żyd mieszkający w Izraelu.
Gdy tylko Khabaza przybył z „syjonistycznego tworu”, natychmiast wzbudził podejrzliwość i gniew kilkuset Żydów, którzy pozostali w Iraku. Unikali z nim kontaktu, obawiając się, że władze oskarżą ich o utrzymywanie kontaktów z syjonistą. Syjonizm uznano za przestępstwo zagrożone karą śmierci, a Żydom powszechnie stawiano sfabrykowane zarzuty szpiegostwa.
Według jednej z relacji Khabaza zachęcał iracki wywiad do skonfiskowania wszystkich zwojów Tory z synagog, „z wyjątkiem garstki potrzebnej do modlitw”. Pomógł władzom zgromadzić zbiór żydowskich dokumentów, który – jak na ironię – został później odnaleziony przez Amerykanów, w wodzie, w zalanej piwnicy siedziby tajnej policji. W 2003 roku przewieziono go z Bagdadu do Teksasu w celu konserwacji.
O Mordechaju Khabazie więcej nie słyszano. Społeczność żydowska uważała, że Saddam kazał go zabić, gdy przestał być użyteczny.
Do Iraku z Izraela powróciło również troje członków rodziny Nawi. Małżeństwo, którego oboje członkowie aktywnie działali w partii komunistycznej w Petach Tikwie, przeprowadziło się wraz z synem z powrotem do Bagdadu. Pani Nawi powiedziała reporterom na bagdadzkim lotnisku, że teraz, kiedy znów zaczęła oddychać bagdadzkim powietrzem, czuje się, jakby wróciła do raju. Jednak po pewnym czasie również ta rodzina zniknęła bez śladu.
Według jednej z opowieści społeczność żydowska otrzymała trumnę oraz polecenie pochowania jej na żydowskim cmentarzu w Bagdadzie. Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa towarzyszyli członkom społeczności na cmentarzu, aby dopilnować, że trumna nie zostanie otwarta. Niektórzy Żydzi natychmiast uznali, że w trumnie znajdowały się ciała małżeństwa Nawi. Inni sądzą, że była to trumna Mordechaja Khabazy.
Niewielka liczba Żydów powróciła do Maroka, jednak wezwanie arabskich przywódców, by Żydzi skorzystali ze swojego „prawa powrotu”, zakończyło się fiaskiem. Jedyna droga prowadząca do pokoju i pojednania wymaga od nich uznania, że doszło do wymiany uchodźców między Żydami mizrahi a palestyńskimi Arabami. Zegara nie da się cofnąć: żadna z tych grup nie może wrócić.
Jednak UNRWA, która utrwala problem uchodźców palestyńskich w nieskończoność, nadal daje Palestyńczykom płonną nadzieję, że kiedyś powrócą. Żydzi już dawno przestali być uchodźcami, dlatego – jak twierdzą Wilf i Schwartz – rozwiązaniem musi być likwidacja UNRWA.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




