Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba
Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić
Jill
Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba
Przez lata Gaza i jej żydowski sąsiad były prawdopodobnie najczęściej omawianym skrawkiem ziemi na świecie. Większość treści na ich temat konsumujemy za pośrednictwem ekranów, w bezpieczeństwie i komforcie Zachodu, korzystając z anglojęzycznych źródeł. Bardzo często osoby wypowiadające się na ten temat nie kierują się głębokim zrozumieniem ani pragnieniem dotarcia do prawdy, lecz potrzebą moralizowania. Ci samozwańczy aktywiści i komentatorzy polityczni zagłuszają głosy mieszkańców Gazy, zamiast przemawiać w ich imieniu. Prawdziwe zrozumienie Gazy przez zachodnich odbiorców wymaga perspektywy ludzi dobrze znających to miejsce – najlepiej takich, którzy sami z Gazy pochodzą.
Ahmed Fouad Alkhatib jest właśnie jednym z takich głosów. Dorastał w Gazie, a w 2005 roku, jako nastolatek, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby uczęszczać do szkoły średniej w ramach programu wymiany międzykulturowej. Krótko po jego przyjeździe Hamas został wybrany do rządzenia Strefą Gazy po całkowitym wycofaniu przez Izrael swoich osiedli. W 2007 roku Ahmed otrzymał azyl – jako pierwszy Palestyńczyk, któremu przyznano azyl polityczny w następstwie przejęcia Gazy przez Hamas – a w 2017 roku uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Od czasu przejęcia władzy przez Hamas nie postawił już stopy w swoim ojczystym mieście.
Choć od lat niemal nieustannie myślę o tym konflikcie, głębokie zrozumienie Gazy i jej mieszkańców zawsze mi umykało. To miejsce wydawało mi się niemal mityczne. Za każdym razem, gdy spacerowałam po plażach Tel Awiwu, ciesząc się ciepłą śródziemnomorską bryzą, myślałam: „Gaza jest tuż obok”. Dosłownie leży na tym samym wybrzeżu, a jednak jest oddzielona w sposób, który wydawał się nieprzekraczalny i nieosiągalny. Choć dość dobrze znam historię Izraela, nigdy naprawdę nie rozumiałam Gazy poza kontekstem konfliktu z Izraelem.
Nawet samo słowo „zakładnik” stało się podczas wojny niezwykle kontrowersyjne. 7 października Hamas dokonał masakry na terytorium Izraela w jego międzynarodowo uznanych granicach i uprowadził 251 zakładników. Tym samym naraził własną ludność cywilną na działania militarne Izraela. Już sam tytuł tej książki podważa narrację „my kontra oni”, sugerując, że najliczniejszymi zakładnikami organizacji terrorystycznej są jej właśni rodacy – dwa miliony ludzi, którym odmówiono możliwości opuszczenia Strefy Gazy podczas najgorszej katastrofy w historii Palestyńczyków.
W ciągu ostatnich kilku lat Ahmed pozostawał spokojnym i rozsądnym głosem ponad hałasem aktywizmu, który przedstawia się jako „propalestyński”, podczas gdy w rzeczywistości jest przede wszystkim antyizraelski i antyzachodni. Pod adresem przedstawicieli tego ruchu kieruje bardzo mocne słowa, określając ich działania po 7 października jako „formę zbiorowej psychozy”:
„Byłem wściekły – pisze Ahmed – że wyjątkowa, być może jedyna w swoim rodzaju szansa na zdobycie poparcia dla narodu palestyńskiego została zmarnowana na slogany i pusty aktywizm. Nie usłyszałem nic konstruktywnego, żadnej chęci ani próby wypracowania pragmatycznych rozwiązań i realnych rezultatów dla Palestyńczyków. Zamiast konsekwentnie opowiadać się za rozwiązaniem dwupaństwowym i uznać, że Palestyńczycy nie pragną zniszczenia Izraela, lecz dążą do godności, wolności i niepodległości, aktywiści na Zachodzie upili się najgorszą możliwą mieszanką ekstremizmu, uproszczeń i maksymalizmu. Ta toksyczna kombinacja zaszkodziła życiu i wolności Palestyńczyków oraz samej sprawie palestyńskiej.
Gdy zacząłem krytykować te tendencje, spotkałem się z brutalnymi atakami. Zdałem sobie sprawę, że wielu ludzi z tak zwanego ruchu propalestyńskiego jest w istocie głęboko antypalestyńskich, ponieważ interesują ich wyłącznie poglądy i doświadczenia potwierdzające ich własne przekonania. Fakt, że człowiek z Gazy taki jak ja – który stracił członków rodziny podczas wojny, który po izraelskim bombardowaniu w 2001 roku niemal całkowicie stracił słuch w lewym uchu i który od lat angażuje się w pomoc humanitarną dla Palestyńczyków w Gazie – może zostać odrzucony za prezentowanie „niewłaściwych poglądów”, był alarmującym sygnałem upadku zachodniego aktywizmu.”
Chciałabym zwrócić uwagę na pewne podobieństwo między Ahmedem a mną: oboje należymy do pokolenia milenialsów i oboje postrzegamy lata 90. jako najbardziej pomyślną i pełną nadziei dekadę naszego życia. Dla mnie, wychowanej bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych, oznacza to przede wszystkim Nintendo 64, Nickelodeon i centra handlowe. Dla Ahmeda są to czasy Porozumień z Oslo – okres, którego znaczenia nie byłem jeszcze w stanie zrozumieć, gdy się rozgrywał. Był to moment, gdy najbliżej było do powstania funkcjonującego państwa palestyńskiego, z międzynarodowym lotniskiem w Gazie obsługiwanym przez Palestinian Airlines, paszportami umożliwiającymi swobodne podróżowanie do i ze Strefy Gazy oraz lepszymi perspektywami zatrudnienia dla jej mieszkańców.
Książka szczegółowo opisuje okoliczności, które doprowadziły do dojścia Hamasu do władzy, co w praktyce zniszczyło nadzieję na rozwój sprawnie funkcjonującego społeczeństwa, o którym wielu marzyło w czasie pełnych optymizmu lat procesu z Oslo. Często słyszymy argument, że Hamas reprezentuje wolę swoich obywateli, ponieważ został wybrany w wyborach w 2005 roku (były to ostatnie wybory w Gazie). Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Przejęcie władzy przez Hamas – po wyborach, których przebieg budził poważne wątpliwości – było elementem walki o władzę między tą organizacją a innymi ugrupowaniami palestyńskimi (Fatahem, OWP i Autonomią Palestyńską). To, co nastąpiło później, trudno nazwać pokojowym przekazaniem władzy.
Analiza działalności międzynarodowych organizacji pozarządowych jest znacznie bardziej wyważona i opiera się na uzasadnionej krytyce. Autor, doceniając ich rolę w dostarczaniu mieszkańcom Gazy niezbędnej pomocy, zauważa jednocześnie, że ich obecność w praktyce wzmacniała Hamas. Bez względu na liczbę aktów terroru popełnianych przez Hamas pieniądze płynące przez organizacje humanitarne nieustannie finansowały podstawowe usługi, których sam Hamas nie zapewniał. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jest to szerszy problem międzynarodowych organizacji humanitarnych działających w państwach rządzonych przez opresyjne reżimy – Gaza jest po prostu jednym z najbardziej wyrazistych przykładów.
Gaza jest wyjątkowa pod względem stopnia, w jakim jej przywódcy wykorzystują organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, jako element – trzeba przyznać – niezwykle skutecznej kampanii wizerunkowej (napędzanej w dużej mierze przez Al Jazeerę), skierowanej do odbiorców na całym świecie. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że „Ministerstwo Zdrowia Gazy” nagle stało się wiarygodnym źródłem informacji dla czołowych amerykańskich dziennikarzy? Dopóki Hamas utrzymywał w ruchu tę machinę – organizacje pozarządowe, darczyńców i aparat propagandowy – mógł przedstawiać się jako „ruch oporu”, jednocześnie całkowicie zawodząc jako rządzący. Nie miało znaczenia, ile przerw w dostawach prądu, niedoborów paliwa czy zwykłego cierpienia zafundował własnym mieszkańcom.
Skupianie uwagi świata wyłącznie na oburzeniu wobec Izraela pozwala Hamasowi bez przeszkód kontynuować swoje bandyckie działania. Smutna rzeczywistość jest dziś taka, że im więcej brutalności i chaosu wywołuje Hamas, tym więcej pieniędzy napływa z zagranicy, aby finansować skutki tej sytuacji. Terroryzm stał się znacznie bardziej opłacalny niż pokój.
Nie sposób pominąć najbardziej oczywistej kwestii. Zapytałem Ahmeda wprost, dlaczego zdecydował się wydać swoją książkę w żydowskim wydawnictwie, a nie w muzułmańskim lub innym nieżydowskim. Oddaję mu głos:
„The Jewish Quarterly” złożyło mi ofertę, a ich model wydawniczy idealnie odpowiadał temu, czego szukałem – publikują krótkie książki lub długie eseje. To było doskonałe rozwiązanie. W społeczności muzułmańskiej istnieje poważny problem z podejściem do Hamasu i nastrojów określanych jako „propalestyńskie”, a poza tym nie ma zbyt wielu alternatyw wydawniczych. Jednocześnie świadomie chciałem dotrzeć do żydowskich odbiorców, do których tradycyjny ruch propalestyński nie jest w stanie dotrzeć, mimo że znaczna część mojego przekazu skierowana jest właśnie do środowisk propalestyńskich.
Można bezpiecznie założyć, że większość czytelników tej książki będą stanowić osoby nastawione proizraelsko, które już dziś postrzegają Ahmeda jako swego rodzaju wyjątek. Nie wiem, w jakim stopniu jego poglądy podzielają zwykli mieszkańcy Gazy żyjący obecnie w Strefie. Wiem natomiast, że ten poruszający tekst jest szczerym wysiłkiem rodowitego Palestyńczyka, który próbuje edukować innych jako przedstawiciel społeczności, o której mówi się bez końca, lecz którą rozumie się bardzo słabo. Właśnie tak powinno wyglądać bycie naprawdę „propalestyńskim” – w sposób, na jaki obecna debata publiczna po prostu nie pozwala.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com








