
Pryszczaci tfurcy cyfrowi AD 2026
Andrzej Koraszewski
Józef Kuśmierek urodził się w marcu 1927 roku. Chłopski syn, który pisał prosto z mostu: „Byłem stalinowcem, poglądy można zmienić”. Młodszy zaledwie o pół roku od Kuśmierka Leszek Kołakowski też był stalinowcem, ale przyznawał to inaczej, owijając swój błąd w bawełnę subtelności. Urodzony w 1934 roku Jacek Kuroń również był stalinowcem, też zmienił poglądy, a raczej dostrzegł, że za zasłoną pięknych słów kryją się kłamstwa, ale do końca chciał wierzyć, że Idea była dobra, tylko wykonanie paskudne, więc zalecał robotnikom, żeby nie palili partyjnych komitetów, tylko zakładali własne.
W literaturze mieliśmy „pokolenie pryszczatych” – młodych poetów i pisarzy, którzy debiutowali albo jeszcze podczas wojny, albo już po wojnie, afirmując otaczającą ich stalinowską rzeczywistość. Wiele autentycznych talentów, wiele niekłamanej wiary. Z czasem otrząsnęli się z wiary, albo rzucając swoje legitymacje partyjne, albo nadal wierząc, że ten komunistyczny Kościół da się zreformować. Porzucenie głębokiej wiary nie może być łatwe. Po drodze pojawiają się racjonalizacje łagodzące wyrzuty sumienia i koszty rozwodu z władzą.
Miałem szesnaście lat, kiedy czytałem głośny felieton Leszka Kołakowskiego zatytułowany „Czym jest socjalizm?”. Młody wówczas filozof wyjaśniał w nim, czym socjalizm nie jest, a kończył krótkim stwierdzeniem: „Socjalizm to dobra rzecz”. Tę „dobrą rzecz” trzeba było zmienić, więc pryszczaci zmienili się w rewizjonistów. Wchodziłem w dorosłość, chcąc wierzyć, że mają rację – komunizm sam nie upadnie, trzeba go próbować zmienić. Byłem naiwny.
Chcemy wierzyć, że rozumiemy otaczający nas świat. Mój ojciec powtarzał: „Uważaj, historia oszukuje każdego, w najlepszej wierze możemy wleźć w błoto”.
W 1956 roku partyjny beton z pomocą przedwojennej Falangi powrócił do hasła: „co złego, to Żydzi”. Berman, Minc, Lange i wielu innych mogli stanowić dowód i usprawiedliwienie własnego łajdactwa. Kłamstwo trwało nadal, stało się mniej bezczelne, mniej butne, mniej brutalne. Utalentowani lawiranci mogli nadal trzymać sztamę z władzą. Gałczyński skwitował to szyderczym epitafium: „Tu leży poeta, który walczył z klerem, no bo z kim miał walczyć? Z pezetpeerem?”. Tak więc Iwaszkiewicz miał się nadal dobrze, beztalencie Putrament zgoła wyśmienicie, Andrzejewski próbował odzyskać duszę po skurwieniu.
Kuśmierek chciał to wszystko zrozumieć na swój chłopski rozum, jeżdżąc i pijąc wódkę, nie na salonach, ale w wiejskich knajpach, a po powrocie wymyślał naczelnym redaktorom i ministrom, że nie chcą się zniżyć do rzeczywistości. Nie był pięknoduchem, nie dbał o zaszczyty, porzucił wszelką wiarę na rzecz namiętności sprawdzania faktów.
Małą stabilizację przerwał rok 1968, wirus antysemityzmu powrócił w przebraniu antysyjonizmu. Nowi pryszczaci zdobywali tytuły marcowych docentów, znów wielu wierzyło, chociaż pewnie przewagę mieli wierzący, że mnożenie kłamstw przynosi w socjalizmie większe zyski niż produkcja towarów.
Prawnuczka Iwaszkiewicza urodziła się w 1976 roku, dziś jest panią profesor (chyba raczej docent, bo przedstawia się jako Assistant Professor), odziedziczyła po pradziadku skłonność do oportunizmu. On miał wielki talent, potrzebny był władzy, która pozwalała publikować, więc nie przekraczał granic, zachowując elementarną przyzwoitość i miejsce na świeczniku.
Ludwika Wlodek studiowała socjologię, czy pobierała nauki u marcowych docentów? Antysyjonizmu uczyła się z brytyjskiego „Guardiana”, wszak to Europa, źródło godne zaufania, więc dziś na swojej stronie facebookowej Prawdy pisze:
„NAZA to używany przez izraelskie służby skrót oznaczający liczbę cywilów, którzy zginą przy okazji ‘zlikwidowania jednego celu’, czyli zabicia na przykład jednego członka Hamasu. Podczas pacyfikacji Strefy Gazy NAZA mogło wynosić nawet 500.
NAZA to też tytuł wyprodukowanego przez “Guardian” filmu dwójki izraelskich twórców – Yuvala Abrahama i Rachel Szor, który na festiwalu w Wenecji zebrał najdłuższą stojącą owację w historii.
Film składa się z relacji izraelskich żołnierzy, którzy opowiadają o tym, jak zabijali Palestyńczyków.”
Pani socjolog bije oklaski z oddali. Jest zatroskana, informuje: „Najważniejszym pytaniem filmu, które pozostaje częściowo bez odpowiedzi, jest jednak nie ‘jak’ (zamordowano kilkadziesiąt tysięcy niewinnych istnień), a ‘dlaczego’”.
Ludwika Włodek donosi, że Abraham i Szor nie mają wątpliwości, że Izrael dopuszcza się ludobójstwa. Ciekawa konstrukcja, badanie, czy doszło do zbrodni, podobno prowadzi się inaczej. Nie zamierzam jednak przekonywać, wskazywać na materiał zebrany przez ludzi takich jak John Spencer z West Point i dziesiątki innych rzetelnych badaczy. Wszak pani Włodek nawet nie wspomina o żadnej rzetelności, naukowczyni pisze o filmie, którego recenzja ją zachwyciła.
Pani socjolożka nie oglądała filmu, korzysta z autorytetu „Guardiana” i jedynie właściwie dobranych żydowskich głosów. Idąc jej śladem, dobieram inne polskie głosy, równie pryszczatych i umiarkowanie zainteresowanych sprawdzaniem faktów.
Uczona w socjologii woli anegdoty i silną wiarę. Assistant Professor nie różni się od innych tfurców cyfrowych.
Zofia Kozimor uczyła się w Łodzi i na Sorbonie, mieszka we Francji, donosi, że rozpętała się tam burza, bo jakaś aktorka powiedziała publicznie, że „Izrael dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest współwinna”. Tfurczyni cyfrowa jest oburzona, że telewizja usunęła te słowa z podcastu, a potem całą audycję. Poniekąd się zgadzam, być może zamiast milczącej cenzury lepiej byłoby rzucić rękawicę i dać szansę rzetelnej debacie z pytaniem:
„Izrael dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest współwinna”.
„Izrael nie dopuszcza się w Palestynie ludobójstwa, a Francja jest winna współudziału w szerzeniu kłamstwa”.
Spróbujmy rozważyć, które zdanie jest prawdziwe, oraz równie ważne pytanie, czy posiadacze mocnych poglądów opartych na mizernej wiedzy są gotowi do podjęcia próby analizy i samodzielnego myślenia, czy też ważniejsza jest dla nich intelektualna moda i grupowy konformizm?
Karol Wilczyński serwuje światu krzyczący plakat:

Autor podobno studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, przedstawia się jako twórca cyfrowy i istotnie cyfrowo tworzy, korzystając z logiki zer i jedynek. Że co? Że są tu jakieś kontrowersje, że jego źródło zostało pozwane do sądu, a jego mniemanie jest oparte na plotce?
NAJWYRAŹNIEJ KIERUJE NIM POTRZEBA GŁĘBOKIEJ WIARY, DO KTÓREJ CI TFURCY BIEGNĄ TŁUMNIE PO MYŚLOWYCH SKRÓTACH. W Związku Radzieckim dysydentów nazywano „inaczej myślącymi”. Władimir Bukowski wyjaśniał swoim sędziom, że coś im się pomyliło, tak samo myślący to tylko bezmyślni członkowie stada, którzy zrezygnowali z myślenia na rzecz świętego spokoju i zysków z lojalności. Wirusy umysłu są przekazywane przez memy. Toczy się wojna na obrazki. „Nie ma takiej bzdury, w którą ludzie nie są w stanie uwierzyć” – pisał Lem. Być może nie o to chodzi, w co wierzą, byle wierzyć razem, byle wspólnie odmawiać modlitwy, wykonywać gesty. Wiara łączy, daje poczucie lepszości. Sceptycyzm i samotne dociekanie prawdy to zajęcie nie tylko czasochłonne, ale i niebezpieczne – skazuje na samotność, utratę bliskich, co gorsza, na rozterkę niepewności i nazbyt częstą konieczność przyznawania się do błędu. To nieludzkie. Przecież jesteśmy zwierzętami społecznymi. Tfurca cyfrowy jest nowym zjawiskiem tylko ze względu na dostęp do nowej techniki szerzenia absurdu, by budować mosty, więzi społeczne pięknych dwudziestoletnich buszujących w zbożu.

Odpowiadając plakatowym memem na ich memy, mogę powiedzieć, że moja wiedza skłania mnie do podejrzenia, że Salman Rushdie ma rację. Nie jestem artystą ani prorokiem, nie zajmuję się jednak tym, co być może, ale tym, co jest.
Prawo karne studiowałem u profesora Jerzego Sawickiego. To prawnik, który reprezentował Polskę podczas procesu norymberskiego, główny oskarżyciel w procesie Arthura Greisera, namiestnika III Rzeszy w Kraju Warty. Po wydaniu wyroku kelner w sądowej jadalni szepnął z dumą profesorowi, że to on będzie wieszał niemieckiego zbrodniarza. Podejrzewam, że większość tych tfurców cyfrowych nie jest w stanie zrozumieć uczucia odrazy, jaką ta duma kata wywołała u Jerzego Sawickiego.
W swojej słynnej oskarżycielskiej mowie powiedział, że „Ziemia polska może być dla Greisera tylko grobem!” – nie oznaczało to gotowości wyjścia poza człowieczeństwo.
Nie jestem pewien, czy wyrażam się wystarczająco jasno.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com