
Ćwierćwiecze bitwy o dusze
Andrzej Koraszewski
Bin Laden ukrywał się długo pod opieką pakistańskich „sojuszników” Ameryki. Czy osobiście wymyślił ten zamach, czy realizował czyjś pomysł? Tego nie wiemy. Spektakularną bitwę na ziemi Wielkiego Szatana musiano planować długo. Dobór wykonawców – inteligentnych, zdolnych, dobrze wykształconych, gotowych poświęcić życie dla Allaha – wymagał pomocy najlepszych specjalistów. Czekała ich długa praktyka na symulatorach, staranna analiza systemu bezpieczeństwa na lotniskach. Organizatorzy musieli mieć pewność ich bezwzględnej wierności.
Zwycięstwo było wielkie – podniosło morale całej ummy, czyli „narodu islamskiego”. Wyznawcy Allaha upokorzyli Wielkiego Szatana. Zasiali strach wśród niewiernych. W wojnie o dusze czas nie ma znaczenia, a śmierć jest nagrodą, biletem do raju. Oni kochają życie, my kochamy wieczność – zapewniają muzułmańscy duchowni. Umieramy z imieniem Allaha na ustach. My chcemy Boga, w książce, w szkole, on naszym królem, on nasz Pan.
Po arabsku to brzmi inaczej – zasiej terror w sercach niewiernych – planeta ma się poddać.
Ci wspaniali mężczyźni we wspaniałych porwanych latających maszynach prawdopodobnie setki razy pokonywali te same trasy, wielokrotnie rozbijali się o te same budynki, zabijając siebie i tysiące innych. Kiedy wsiedli do prawdziwych samolotów, reszta była rutyną, robili to już tyle razy. Czy w symulatorach też odmawiali modlitwy? Nie można tego wykluczyć, to wręcz niemal pewne.
Zamach 11 września jest źródłem nieustającej chwały Allaha i jego bohaterów. Cios zadany Ameryce potwierdzał, że Allah jest największy. Zapytałem wykształconą młodą kobietę, czy kojarzy datę 11 września. Spojrzała na mnie niepewnie. Kiedy powiedziałem, że chodzi mi o zamach samolotami pasażerskimi w Ameryce, odpowiedziała, że coś czytała. Starszy przyjaciel pamiętał doskonale – usłyszał informację, jadąc w samochodzie, i nie mógł uwierzyć. Najbardziej rozwinięty kraj świata i banda fanatycznych obdartusów. Zapytałem innego znajomego, który często lata samolotami, czy wykrywacze metalu na lotniskach kojarzą mu się z islamem. Odpowiedział pytaniem, czy mam na myśli bandę Arafata i serię porwań samolotów przez jego ludzi. Te bramki nie budzą już zdziwienia ani pytań. W umysłach ludzi młodszych istnieją przecież od niepamiętnych czasów.
Systemy bezpieczeństwa mają zawsze jakieś luki. Terroryści mogą ich szukać bez końca, mają możliwość podejmowania niezliczonej liczby prób. Mają silną motywację, przekonanie o własnej wyższości moralnej, mają dostęp do ogromnych ilości pieniędzy. Najbardziej niebezpieczne wydaje się przekonanie, że fanatycy są ludźmi prymitywnymi, głupszymi od nas. W społeczeństwach totalitarnych ludzki potencjał kierowany jest na podbój świata. Taka obietnica apeluje do ludzkiej duszy. Będziesz panem życia i śmierci. Muzułmanie są najlepszym narodem Allaha, niewierni mogą się nawrócić albo zostać ścięci. Nic nowego, tyle że teraz to najmocniej wydaje się działać właśnie w tej kulturze. Tak niedawno najlepszymi byli blondyni o niebieskich oczach, współczujący ubogim komuniści, a jeszcze wcześniej inni, gotowi na męczeństwo dla Wielkiej Sprawy. Banalność zwykłego życia jest słabą inspiracją dla wzniosłej duszy.
Od starożytności zastanawiano się, gdzie dusza ma siedzibę w ciele – serce czy głowa? Przecież nie palec, chociaż palec może wskazać, kogo zabić, kogo tylko zniewolić, a przed kim uciekać. Nasi przodkowie nie mogli wiedzieć, że dusza jest w każdej komórce naszego ciała. Nasz jednostkowy lub, jak wolą uczeni, haploidalny genom to zestaw odziedziczonych cech, skłonności, które będzie wzmacniać lub osłabiać kultura. Jest tam stała mieszanka – skłonność do gniewu i tkliwości, przemoc i sadyzm tuż obok czułości, gwałtowność i namysł. Dusza może się zmieniać pod wpływem choroby, przypadkowych zdarzeń, obsesji spowodowanej traumą. Indoktrynacja jest narzędziem skutecznym. Chcemy wierzyć, że myślimy samodzielnie, że mamy własne poglądy, że jesteśmy dobrzy. Czasami uciekamy od siebie, budując nowe ja. Są byli komuniści, byli naziści, byli muzułmanie.
Dziwna rocznica. Ćwierć wieku terroru? Terror jest znacznie starszy, towarzyszy nam od zarania dziejów. Okrucieństwo ma sparaliżować silniejszego wroga. Jest metodą, do której trzeba dorobić moralną teorię.
11 września i 7 października łączy ta sama Idea – zasiej strach w sercach niewiernych – tak każe Księga religii pokoju. Mały chłopiec stoi z wielkim plakatem z napisem informującym, że dla pokoju na świecie Izrael musi zostać zniszczony.

Jak wyjaśnić, dlaczego sprzeciw wobec tej Wielkiej Sprawy jest dziś testem człowieczeństwa? Dlaczego kłamstwa o Izraelu apelują do najmroczniejszych zakątków duszy, zarówno w Afryce, jak i nad Wisłą? Kłamstwa o Żydach służą mobilizacji przeciw niewiernym, utrwalaniu przekonania, że niewierni sieją zepsucie, a Żydzi są niewiernymi bardziej niż ktokolwiek inny. Pies Pawłowa ślini się na dźwięk dzwonka, który słyszał tak często. Ten akurat dzwonek dzwonił od dziesiątków pokoleń, więc dusze reagują automatycznie. Ślinotok wiecznie żywy.
Allah jest największy, Bin Laden zwyciężył. W utrwalaniu zwycięstwa pomagają ludzie dobrej woli, ogromnie ekumenicznie, bez obaw, wręcz przeciwnie, zdobiąc co nieludzkie czarno-białą kefią.
W niedzielę idę na chrzest niemowlęcia. Kim będzie? W jakim świecie dożyje starości? Jak świat będzie obchodził setną rocznicę tamtego zamachu? Tak wiele pytań bez żadnej odpowiedzi.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




