
Antysyjonizm jednoczy ludzi, którzy nie zgadzają się niemal w niczym
Vivian Baruch
Nie zgadzają się w kwestii religii, kapitalizmu, płci, demokracji i niemal wszystkiego innego – a jednak „Żydzi” wciąż potrafią ich zjednoczyć.
Polityka oparta na poczuciu krzywdy i obwinianiu może być niezwykle skuteczna, ponieważ oferuje prostą odpowiedź na złożone problemy: wskazać wspólnego wroga i zjednoczyć przeciwko niemu grupy, które poza tym niewiele ze sobą łączy.
Profesor literatury jidysz na Uniwersytecie Harvarda Ruth Wisse twierdzi, że antysemityzm i antysyjonizm wyróżniają się spośród współczesnych ideologii tym, że są wyłącznie negatywne. Nawet socjalizm, komunizm i totalitaryzm coś ludziom obiecują, próbując ich do siebie przekonać.
Wskazywanie palcem na Żydów ma długą historię, którą historycy i archeolodzy datują aż na żydowski Exodus z Egiptu faraonów w XIII wieku p.n.e. Tutaj chcę jednak skupić się na jego nowoczesnych formach politycznych. Te „anty-izmy”, jak nazywa je Wisse, sprowadzają skomplikowane problemy społeczne, kulturowe i polityczne do jednej opowieści o winie. Ich siła nie polega wyłącznie na tym, kogo biorą na cel, lecz także na ich zdolności do tworzenia koalicji pomiędzy grupami, które w innych okolicznościach mogą mieć ze sobą niewiele wspólnego.
Dobrym punktem wyjścia są Niemcy w 1879 roku, kiedy Wilhelm Marr założył Ligę Antysemitów. Cesarstwo Niemieckie powstało zaledwie osiem lat wcześniej z 25 państw i nadal było podzielone przez regionalne lojalności, napięcia religijne i tarcia polityczne.
Marr przeformułował klasyczne uprzedzenia religijne wobec Żydów w świecki, pseudonaukowy ruch polityczny. Winą za problemy Niemiec obarczał emancypację Żydów i nowoczesny kapitalizm, dążąc do cofnięcia Żydom praw obywatelskich i usunięcia ich z kraju. W podzielonym społeczeństwie obwinianie Żydów stworzyło wspólną sprawę.
Ten sam mechanizm polityczny pojawiał się w różnych warunkach. W Rosji Sowieckiej Jewsekcja została utworzona w 1918 roku przez bolszewicki rząd Włodzimierza Lenina jako żydowska jednostka antysyjonistyczna, której zadaniem było włączenie żydowskiej klasy robotniczej do systemu sowieckiego. Zamykała synagogi, zakazywała nauczania języka hebrajskiego i uniemożliwiała działalność tradycyjnemu judaizmowi, syjonizmowi oraz konkurencyjnym ruchom politycznym.
Bractwo Muzułmańskie, założone w 1928 roku, rozwinęło odmienny islamistyczny projekt polityczny: usunięcie zachodnich wpływów kolonialnych ze świata islamu i zbudowanie systemu rządów opartego na prawie szariatu. Jego podstawowa zasada głosi, że islam jest zarazem religią i państwem, a społeczna islamizacja ma postępować od indywidualnej pobożności ku władzy politycznej i ostatecznie prowadzić do ponownego zjednoczenia narodów muzułmańskich pod rządami odrodzonego panislamskiego kalifatu.
W 1945 roku w Kairze zorganizowano Ligę Arabską jako ligę antysyjonistyczną, jeszcze przed utworzeniem Państwa Izrael. Społeczeństwa arabskie dysponowały ropą, ziemią i licznymi populacjami, podczas gdy europejskie mocarstwa imperialne były wyczerpane II wojną światową.
A jednak świat arabski pozostawał politycznie podzielony, a panarabizm nie zdołał go zjednoczyć. Antysyjonizm i antysemityzm stały się potężnymi ideami jednoczącymi skądinąd rywalizujące państwa i ruchy, i do dziś pozostają wspólnym wątkiem przebiegającym przez islam sunnicki, szyicki i ibadycki.
Ajatollah Ruhollah Chomeini spopularyzował później określenia „Mały Szatan” na Izrael oraz „Wielki Szatan” na Stany Zjednoczone w czasie islamskiej rewolucji irańskiej w 1979 roku. Jego deklarowanym celem było najpierw wyeliminowanie Izraela, następnie Stanów Zjednoczonych, a potem świata zachodniego, który oskarżał o zwodniczą i demoralizującą władzę wykorzystującą wpływy polityczne, kulturowe i gospodarcze do osłabiania społeczeństw islamskich.
Kolejnego przykładu dostarcza Polska w 1968 roku. Choć antysemityzm był oficjalnie nielegalny, protesty uniwersyteckie zrzucono na „syjonistów”, a rząd przeprowadził czystkę obejmującą 13 000 Żydów i odebrał im obywatelstwo. Jak władze ustalały, kto jest syjonistą? Brały na cel Polaków o żydowskich nazwiskach. Przekonania polityczne nie były kryterium. Obowiązywało założenie: „syjonista, dopóki nie udowodni niewinności” – schemat, którego echo można dostrzec w sposobie traktowania ujawnionych publicznie żydowskich twórców i naukowców w Australii w 2024 roku.
Dziś budowanie koalicji może być jedną z najważniejszych politycznych funkcji antysyjonizmu. Na Uniwersytecie Harvarda 7 października 2023 roku 33 grupy skupione wokół rozmaitych krzywd utworzyły koalicję przeciwko Izraelowi w chwili, gdy był atakowany przez Hamas.
Wiele ruchów reprezentowanych na zachodnich kampusach – antywojennych, radykalnie feministycznych, antykapitalistycznych, antykolonialnych oraz ruchów Occupy – rozwijało się przez dziesięciolecia. Współczesny ruch antysyjonistyczny połączył wiele z nich wokół sloganów takich jak „zglobalizować intifadę”, który – jak pisze autor Danny Burmawi – jest „hasłem z udokumentowaną historią przemocy powodującej masowe ofiary (…) i konkretnym historycznym wzorcem atakowania ludności cywilnej”.
Tę samą dynamikę można dostrzec również na arenie międzynarodowej. W 2026 roku rywalizujące ze sobą i często niewydolne państwa arabskie nadal potrafią znaleźć wspólny język we wrogości wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych. W ujęciu Ruth Wisse jest to polityka odwracania uwagi: uwagę przesuwa się z ich niezdolności do stworzenia dobrze prosperujących państw i zbudowania czegoś dla siebie i swoich obywateli na zewnętrznego wroga.
Rodzi to ważne pytanie: skoro polityka antyżydowska była wielokrotnie wykorzystywana jako instrument polityczny, dlaczego nauki polityczne nie badają jej bardziej systematycznie jako narzędzia sprawowania władzy? Dlaczego nie analizujemy jej zmiennych, efektów koalicyjnych i zdolności do przerzucania odpowiedzialności z taką samą powagą, jaką poświęca się innym strategiom politycznym?
Dzisiejsza antysyjonistyczna, antyżydowska nienawiść nie jest przedstawiana językiem klasycznego antysemityzmu. Adam Louis-Klein, dr Naya Lekht, dr Andrew Pessin i Joshua Dabelstein są edukatorami działającymi w Movement Against Antizionism. Jak pisze Dabelstein:
„Współczesny antysyjonizm czerpie legitymizację z antyrasizmu, antykolonializmu, języka praw człowieka, teorii dekolonialnej, troski humanitarnej oraz prestiżu instytucji, które rozpowszechniają te idee”.
W rezultacie – argumentuje Movement Against Antizionism – powstaje swoista struktura przyzwolenia, w której wrogość wobec Żydów można wiarygodnie negować, ponieważ przedstawia się ją jako „polityczną krytykę” Izraela. Nie jest ona niczym takim.
Badania Movement Against Antizionism pokazują, że narracje obwiniające Żydów lub „syjonizm” za szeroko pojęte problemy społeczne czerpią z trzech historycznych źródeł: osi nazistowsko-islamistycznej (lata 30. i 40. XX wieku), propagandy sowiecko-arabskiej (1956–1991) oraz zachodniej teorii kolonializmu osadniczego (od lat 90. do dziś). Dodałabym, że narracje antysyjonistyczne rozchodzą się dziś również poprzez sieci propagandowe państw autorytarnych, takich jak Chiny, Rosja, Iran i Korea Północna, a dodatkowo są wzmacniane przez media społecznościowe i sztuczną inteligencję.
W rezultacie Izrael wiązany jest z nadzwyczaj szerokim wachlarzem niepowiązanych ze sobą problemów: kolonializmem, apartheidem w Republice Południowej Afryki, brutalnością policji w Stanach Zjednoczonych, uciskiem czarnoskórych, debatami wokół amerykańskiego Urzędu Imigracyjnego i Celnego oraz polityki granicznej USA, okrucieństwem wobec zwierząt, pinkwashingiem, globalnym ociepleniem, kryzysem klimatycznym, wyzyskiem kobiet i przemocą reprodukcyjną.
W bardzo różnych ruchach antysyjonizm coraz częściej przedstawiany jest jako wspólny wątek łączący skądinąd odrębne walki.
Ten schemat ma znaczenie, ponieważ polityka krzywdy i obwiniania nie tylko wypacza debatę; przekierowuje też uwagę moralną. Tylko w 2025 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło 15 rezolucji przeciwko Izraelowi i łącznie 11 przeciwko całej reszcie świata, w tym Chinom, Iranowi, Rosji i Korei Północnej.
Działo się to w czasie, gdy Chiny nadal przetrzymywały setki tysięcy Ujgurów i przedstawicieli innych mniejszości muzułmańskich; Iran przeprowadzał na szeroką skalę „zaginięcia” i zabójstwa protestujących przeciwko terrorystycznemu reżimowi; Rosja atakowała ludność cywilną w swojej rewizjonistycznej wojnie przeciwko Ukrainie; Korea Północna utrzymywała rozległą sieć obozów więziennych, w których nadal dochodziło do arbitralnych zatrzymań, tortur, głodzenia i innych okrucieństw; a w Nigerii mordowano tysiące chrześcijan.
Niezależnie od tego, co ktoś sądzi o polityce Izraela, ta dysproporcja pokazuje, jak łatwo uwaga może zostać zmanipulowana i skoncentrowana na jednym państwie, podczas gdy inne nadużycia podlegają niewielkiej kontroli albo żadnej.
Obrońcy narodu żydowskiego i liberalnej demokracji powinni uważać, by nie przyjmować oskarżeń na warunkach narzuconych przez politykę krzywdy. Gdy zarzut opiera się na fałszywej przesłance, odpowiedzią nie powinna być niekończąca się samoobrona. Należy wskazać tę przesłankę, poddać ją weryfikacji i rozliczyć oskarżyciela z argumentu, który przedstawia.
Ta debata dotyczy również tego, jak zachodnie demokracje rozumieją same siebie. Żydowska pewność siebie w Australii, Ameryce i innych liberalnych demokracjach jest ściśle związana z pewnością siebie demokracji jako takiej.
A jednak od lat 70. wiele instytucji edukacyjnych skupia się bardziej na nauczaniu o porażkach zachodnich demokracji niż o ich osiągnięciach. Instytucje te kształcą nauczycieli, liderów biznesu i mediów, polityków oraz rodziców, którzy następnie przekazują kolejnemu pokoleniu niezrównoważony obraz własnej kultury. Jeśli nie naucza się o korzyściach i moralnych fundamentach liberalnej demokracji, coraz trudniej jest ich bronić.
Częścią problemu, moim zdaniem, jest to, że postępowy liberalizm, w swoim sojuszu z socjalizmem i islamizmem, często traktuje własną kulturę i przynależność narodową z podejrzliwością i poczuciem winy. Bywa niechętny nazywaniu autentycznie nieliberalnych wartości i zachowań poza Zachodem, a jednocześnie bez trudu opisuje społeczeństwa zachodnie jako „opresyjne i kolonialne”. Ta asymetria utrudnia odróżnienie uzasadnionej krytyki społeczeństw demokratycznych od ideologii, które całkowicie odrzucają demokratyczne wolności.
Dlatego wolność Żydów nie jest kwestią marginalną. Jeśli Żydzi nie są wolni w Australii, Ameryce i na Zachodzie, wówczas sam Zachód nie jest już w pełni wolny. Jak twierdzi dziennikarz Haviv Rettig Gur: „To, czego uczysz dzieci, staje się przyszłością”.
Antysyjonizm jest najbardziej destrukcyjną współczesną formą antyżydowskiej nienawiści, ponieważ wchłania i potęguje wcześniejsze tradycje obwiniania.
Ruth Wisse zestawia tajność nazistowskich obozów zagłady ze sposobem, w jaki Hamas nagłaśniał swoją przemoc 7 października. Naziści ukrywali swoje obozy przed opinią publiczną, ponieważ wciąż rozumieli, że szerszy świat zachodni potępi to, co w nich odkryje. Hamas 7 października postąpił odwrotnie. Jego napastnicy nagrywali i transmitowali morderstwa, gwałty, palenie ludzi, okaleczenia i egzekucje. Przemoc wykorzystywano jako propagandę i narzędzie rekrutacji, podczas gdy część świata zachodniego później zaprzeczała temu, co się wydarzyło, albo opisywała to jako „powstanie uciskanego ludu”.
Z tego powodu dzisiejszy antysyjonizm jest częścią szerszej walki o pewność siebie i przetrwanie liberalnej cywilizacji demokratycznej. Tradycje judeochrześcijańska i grecko-rzymska pomogły ukształtować społeczeństwa demokratyczne, dlatego egzystencjalny konflikt Izraela z siłami nieliberalnymi, jeśli nie wręcz barbarzyńskimi, jest symbolem szerszego politycznego wyzwania stojącego przed Zachodem.
Izrael był zmuszony bronić się od chwili swojego powstania 14 maja 1948 roku, kiedy to w ciągu kilku godzin został zaatakowany przez pięć państw arabskich przy wsparciu trzech kolejnych. Hamas, Hezbollah, Iran i antyzachodni propagandyści stanowią kontynuację 78 lat ataków.
Żydzi i obrońcy liberalnej demokracji nie powinni internalizować odpowiedzialności za problemy świata tylko dlatego, że ruch oparty na krzywdzie i obwinianiu przypisuje im tę odpowiedzialność. Żydzi i społeczeństwa demokratyczne nie powinny też rezygnować z wiary w wolności – słowa, ekspresji, przekonań i zrzeszania się – które odróżniają systemy liberalne od nieliberalnych.
Odpowiedzią na politykę krzywdy nie jest podążanie za palcami wskazującymi różnych oskarżycieli. Należy kwestionować fałszywe przesłanki, ujawniać mechanizmy odwracania uwagi i domagać się, by ruchy polityczne oceniano nie tylko po tym, czemu się sprzeciwiają, lecz także po tym, co budują.
Wojna idei ma znaczenie, ponieważ społeczeństwo, które przestaje rozumieć, dlaczego jego wolności są warte obrony, będzie miało trudności z ich zachowaniem. Zadaniem jest więc nie tylko przeciwstawianie się antysyjonizmowi i antysemityzmowi, lecz także odbudowanie wiary w demokratyczną kulturę, którą ideologie te próbują podważyć.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com



