Archive | 2022/02/28

Po co Putinowi Kijów? Ruś od początku była Kijowska, a Rosja tylko moskiewska

Władimir Putin i Sergej Ławrow (Sergei Karpukhin / AP / AP)


Po co Putinowi Kijów? Ruś od początku była Kijowska, a Rosja tylko moskiewska

Przemysław Urbańczyk


Car tyje, łysieje i siwieje, a że dobiega już siedemdziesiątki, to pewnie z coraz większym frasunkiem patrzy w lustro i zastanawia się: Co po mnie zostanie?

.

Ruś od początku była Kijowska, a Rosja tylko moskiewska. Rosjanie próbują więc odwrócić logikę dziejową, bo choć historycznie młodsi, chcą być starszymi braćmi Ukraińców osiedlonych wokół Kijowa.

Putin, jak wielu polityków, myśląc o przyszłości, grzebie w przeszłości, szukając inspiracji i usprawiedliwień. Mniej lub bardziej udolne manipulowanie argumentami historycznymi jest wszak poręcznym narzędziem zarówno w sporach wewnętrznych, jak i w kontaktach zewnętrznych – szczególnie z sąsiadami. Chodzi o wzmacnianie dysputy politycznej i geopolitycznej przez wykazanie, że „tak powinno być, bo tak przecież (zawsze/kiedyś) było”.

Wbrew wielu komentatorom nie sądzę, aby czujne oko Władimira Putina, który w ostatnich latach mianował sam siebie Wielkim Historykiem, zatrzymywało się na czasach Związku Sowieckiego. Uznał wprawdzie rozpad ZSRR za „największą tragedię w historii”, ale on potrzebuje czegoś więcej niż przywrócenia dobrego imienia Stalinowi, który go fascynuje nieokiełznaną swobodą operowania przemocą, utylitarnym traktowaniem zwykłych ludzi i geopolitycznym cynizmem.

Tu chodzi raczej o leczenie kompleksu małości, trawiącego tego wnuka Spiridona Iwanowicza Putina, który ponoć był kucharzem Lenina. Tego Władimir Władimirowicz nigdy Władimirowi Iljiczowi nie zapomni, chociaż na początku nawet się tym chwalił. Trawi go głęboki kompleks „człowieka znikąd”, którego nie własne zasługi, lecz kaprys Borysa Jelcyna wyniósł na wyżyny wielkiej polityki. Szuka więc sposobu zapracowania na osobistą wielkość odpowiednio podczepioną pod chwalebną przeszłość.

Putin próbuje naprawić błędy Lenina

Car tyje, łysieje i siwieje, a że dobiega już siedemdziesiątki, to pewnie z coraz większym frasunkiem patrzy w lustro i zastanawia się: Co po mnie zostanie? Chodzi nie o pieniądze, lecz o pamięć, która zapewnia swoiste „życie po życiu”. Chciałby sam sobie zbudować „pomnik trwalszy od spiżu”. Kombinuje więc, jak by się samemu upamiętnić. Jak wypalić swoje imię na kartach historii? Jak wejść na pomniki? Jak sprawić, żeby swój grobowiec uczynić miejscem narodowych pielgrzymek?

Niestety, historia umieściła Władimira Putina w czasie zadziwiająco spokojnym, w którym liczą się głównie pieniądze. Ale pieniądze powyżej pewnego poziomu już wcale nie cieszą, bo ani je wydać, ani do grobu zabrać. Od kilku lat z determinacją grzebie więc w historii, szukając stosownych punktów odniesienia dla własnego wywyższenia. Chciałby pewnie zostać trzecim z wielkich Władimirów, którzy potężnie wstrząsnęli wschodem Europy – jak książę kijowski Władimir Wielki, który w X w. wprowadził Ruś do cywilizowanego świata, i jak Władimir Lenin, który w XX w. Rosję ze świata cywilizowanego wyprowadził.

Zostać Władimirem Groźnym to nie sztuka, jeśli ma się do dyspozycji „opryczninę”, o jakiej carowi Iwanowi się nie śniło. Jak jednak zostać drugim Władimirem Wielkim, którego rodacy na świecki sposób też „kanonizują” w uznaniu oczywistych zasług? Wzorem swojego wielkiego imiennika sprzed tysiąca lat zmusił już swoich sąsiadów, żeby się go bali, a swoich poddanych zawraca z drogi bezbożnego ateizmu z powrotem ku prawosławnej ortodoksji. Ale nie włada Kijowem, gdzie wszystko się zaczęło. Nie ma pod stopami kamienia węgielnego historii narodowej.

Próbuje naprawić błędy Lenina, który nie skorzystał z okazji, aby Kijów formalnie wcielić do Rosji, i Gorbaczowa, który pozwolił, aby Kijów od Rosji odpadł i stał się stolicą niepodległego państwa. Próbuje ponownie zebrać perły, które wypadły z imperialnej korony, ale Abchazja, Osetia Południowa, Krym czy wschodnie obwody Ukrainy nie mają odpowiedniego ładunku symbolicznego, który by złączył przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w jeden krąg wielkości. Wciąż nie ma najważniejszej perły w koronie, czyli Kijowa.

Jakkolwiek by jaskrawo pomalował stojącego na placu Czerwonym sobór Błogosławionego Wasyla, to nie odbierze siły symbolicznej kijowskiemu soborowi Mądrości Bożej, zbudowanemu przez Władimira Wielkiego. Ilekolwiek by złota użył do zwiększenia nachalnego blichtru swojej moskiewskiej siedziby, to nie przyćmi pamięci o kijowskiej Złotej Bramie, której budowę zainicjował Władimir Wielki. Jakiekolwiek by sobie zbudował mauzoleum, to nie dorówna wielkością pamięci historycznej Władimirowi Wielkiemu pochowanemu w kijowskiej cerkwi Dziesięcinnej.

Sobór Mądrości Bożej w Kijowie, 2017 r.Sobór Mądrości Bożej w Kijowie, 2017 r. Rbrechko, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Rosja potrzebuje korzeni, które wyrastają z Kijowa

Ruś od początku była Kijowska, a Rosja tylko moskiewska. Kijów jest polityczną kolebką Rusi i symbolem jej pierwotnej wielkości.

Bez Kijowa Rosja jest pozbawiona średniowiecznych korzeni. To przecież tam wszystko się zaczęło i nie zmieniło tego kilkaset lat budowania od zera mitu prowincjonalnej wszak Moskwy, która po upadku Konstantynopola nawet chciała być „trzecim Rzymem”.

Rosła i potężniała pod rządami kolejnych carów, ale nie była Kijowem z jego nimbem pierwotnego gniazda. Nigdy nie pozbyła się (jak i Putin) kompleksu nuworysza bez odpowiedniego życiorysu.

Nie bez powodu rosyjskie wojsko zagrzewało się w 1812 r. do walki z Napoleonem, śpiewając: „Mat’ rodnaja eto Ruś sviataja”. Dzisiaj moskiewscy wielkorządcy co rusz przypominają, że Rosjanie są przecież Wielkorusami. Odwracają przy tym logikę dziejową, bo choć historycznie młodsi, chcą być starszymi braćmi Małorusów, czyli Ukraińców osiedlonych wokół Kijowa. Mają problem z samoidentyfikacją, co widać po niezrozumiałych dla zewnętrznych obserwatorów niuansach znaczeniowych etnonimów:

Rosjanom potrzebne są głębsze od moskiewskich korzenie historyczne, które wszak wyrastają z Kijowa. W ostatnim czasie stało się to chyba obsesją Władimira Władimirowicza, który chce odcisnąć swój ślad w historii jako ten, który kijowską „macierz” podporządkował moskiewskiej „córce”. Może nie planuje, żeby wjechać do Kijowa przez Złotą Bramę, jak Bolesław Chrobry w 1018 r., ale pewnie wymarzył sobie, że wejdzie do cerkwi Dziesięcinnej i powie Władimirowi Wielkiemu: „No i co? Kijowem znów rządzi Władimir. Teraz Ruś jest moja. Ja, Władimir Zjednoczyciel, naprawiłem dziejowy błąd Władimira Lenina. Zamknąłem wielkie koło historii i przywróciłem Rosji jej ruską wielkość”.

Ale w głębi duszy pewnie sam nie wierzy w trwałość swojego krwawego dzieła. Jeśli nawet zdobędzie Kijów, to na pewno nie pozwoli się tam pochować z obawy o przyszły los swoich doczesnych szczątków. Raczej nie spocznie też na placu Czerwonym koło Władimira Iljicza, którym gardzi. Może więc w Petersburgu? Gdziekolwiek by stał jego grobowiec, trzeba go będzie dobrze pilnować, żeby swawolni młodzieńcy nie pisali na nim „Tu leży wnuk kucharza Lenina”.


Artykuł napisany 26 lutego

Prof. Przemysław Urbańczyk – związany z UKSW i PAN, jeden z najbardziej znanych polskich mediewistów, autor wielu książek, m.in. „Rok 1000. Milenijna podróż transkontynentalna”, „Zanim Polska została Polską”, „Mieszko Pierwszy Tajemniczy”, „Co się stało w 966 roku?”, “Bolesław Chrobry – lew ryczący” i najnowszej “Trudna historia zwłok” oraz kilkuset artykułów


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Will Israel Find Itself on the Wrong Side of the ‘Changing’ World Order?

Will Israel Find Itself on the Wrong Side of the ‘Changing’ World Order?

Alex Traiman /JNS.org


The UN Security Council in session. Photo: Reuters/Lev Radin/Sipa USA

With fighting raging in Ukraine, Israel finds itself torn between supporting independent Ukrainian sovereignty and not wishing to anger a newly belligerent world power in Russia.

Should the Jewish state support a diminishing world order led by the United States and Western European powers, or an emerging order in which a China- and Russia-led axis now seeks to dominate international affairs? Must Israel choose?

For Israel, the stakes are high.

“The world order as we know it is changing,” Israeli Prime Minister Naftali Bennett told an IDF officers’ graduation ceremony on Feb. 25. “The world is much less stable, and our region too is changing every day. These are difficult, tragic times. Our hearts are with the civilians of eastern Ukraine who are caught up in this situation.”

Bennett’s statement was carefully crafted.

Support for Ukraine

Sympathizing with the citizens of Ukraine, who have come under attack, is the correct moral position, regardless of politics.

Jerusalem also has strong ties with Kyiv. Ukraine’s President Volodymyr Zelensky is Jewish. Over 40,000 Jews live in the country and approximately 200,000 Ukrainians have direct Jewish lineage and qualify for Israeli citizenship under the Law of Return. In addition, Israel and Ukraine have robust economic ties. In just one example, Ukraine is a primary supplier of wheat to Israel, accounting for nearly half of the Jewish state’s wheat consumption.

Since the outbreak of hostilities, Jewish organizations have rushed to offer humanitarian aid to the Ukrainian Jewish community.  The State of Israel is working to facilitate the absorption of Ukrainian refugees.

But coming out in support of Ukraine is a risky strategy.

The larger conflict being waged by Russia is against Europe, the United States and a NATO alliance the worth of which will now be put to the test.

Lapid’s lapses

Just a day prior to Bennett’s statement, Israel’s Foreign Ministry was less careful in its wording than the prime minister.

On Thursday, Foreign Minister Yair Lapid (who is also Israel’s prime minister-in-waiting) said, “The Russian attack on Ukraine is a serious violation of the international order. Israel condemns the attack.” He added that Israel “is ready and prepared to provide humanitarian assistance to the citizens of Ukraine.”

On Wednesday, Lior Haiat, a spokesman for Lapid’s ministry, tweeted: “Israel supports the territorial integrity and the sovereignty of Ukraine.” Haiat added that “Israel is continuing to engage in dialogue with its partners on ways to get the diplomatic efforts back on track.”

Israel’s backing for Ukrainian sovereignty was made at the request of the United States, Israel’s closest ally.

From Russia with love

Russia was not pleased with Israel’s position, and quickly let the Jewish state know.

Russian Ambassador to the United Nations Dmitry Polyanskiy said in a statement, “We are concerned over Tel Aviv’s announced plans for expanding settlement activity in the occupied Golan Heights, which directly contradicts the provisions of the 1949 Geneva Convention. Russia doesn’t recognize Israel’s sovereignty over [the] Golan Heights that are part of Syria.”

In referring to “Tel Aviv,” Russia was indicating that it does not view Jerusalem, the seat of Israel’s parliament, Supreme Court and the prime minister’s official residence, as the recognized capital of the Jewish state.

More importantly, for the last several years, Russia has been a dominant force in a war-torn Syria. Russian forces are a heartbeat away from Israel’s northern border. Just two weeks ago, Russian planes were seen flying together with Syrian planes. Russian air defense systems are stationed in the country.

Russia suddenly refusing to acknowledge Israel’s sovereignty over the Golan, and considering the strategic hills overlook Israel’s primary water supply — the Kinneret — as “part of Syria,” would be a message anything but subtle. If disagreements continue, Israel and Russia could find themselves entangled in a complicated and dangerous diplomatic row.

Good relations with Russia are a major strategic imperative.

‘Don’t have 100 rubles, have 100 friends’

Diplomatic relations between Israel and Russia have grown warmer over the past decade, to the point that the two nations are considered allies. Mutual respect was developed between Russian President Vladimir Putin and former Israel premier Benjamin Netanyahu. Netanyahu has visited Moscow, and Putin has visited Israel. Bennett met Putin in Sochi this past October.

Putin has been very friendly to the Jews of Russia compared to Russian leaders of the past. Historically, the words “czar” and “pogrom” have been synonymous. Not so under Putin. Russia’s Chief Rabbi Berel Lazar is known to be a confidante and advisor to the Russian leader. Putin himself donated to Russia’s Jewish museum.

Then there is the issue of Israel’s military campaign in Syria, where Iranian fighters have been active in recent years, and to which the Islamic Republic has been importing arms.  Weapons traveling into Syria often make it to Lebanon, where Iranian proxy Hezbollah has over 150,000 rockets and missiles, many precision-guided, pointed at the Jewish state.

To limit Iran’s hegemonic aspirations and to protect its own security interests, Israel has conducted numerous military actions against Iranian fighters and weapons convoys in Syria, mostly by air, and even some on the ground. Sophisticated de-escalation measures with Russia are in place to ensure that Russian military adventures don’t instigate any retaliation from Israel and vice versa. It is imperative that these understandings between Israel and Russia remain in place.

Recognizing that it may have erred in openly siding with Ukraine, Israel refused to back a UN Security Council resolution on Friday night condemning Russia’s invasion. While it is true that resolution had no chance to succeed due to Russia’s own permanent Security Council veto, it is similarly unlikely that Israel will support a UN General Assembly resolution, which Russia cannot veto, due to the sensitivities involved.

Poking the Chinese bear

Back in June, Lapid and the Foreign Ministry made a similar diplomatic error.

Then, Israel voted at the UN Human Rights Council (UNHRC) to condemn China for its treatment of the Uyghurs.

At the time, I wrote, “Jews should undoubtedly be the first to express deep concern over grave human rights abuses. Yet, the Israeli government should know better than to give any credence to a forum that unfairly singles out Israel for censure more than all the world’s countries put together. Secondly, Israel should think twice about angering an ascending global superpower.”

Why did Israel vote against China, in a vote that passed by large margin — meaning that Israel’s own vote was of no consequence to the outcome? Because the United States asked Israel to do it.

Lapid, who was all-too eager to please the Biden administration, allowed his foreign policy establishment to make a rookie mistake.

The United States has been repeatedly pushing Israel to temper its relations with China, and the suggestions indeed have merit.

China is a nation on the offensive, and their business practices are often less than scrupulous. They regularly steal technology and data, and undercut national and company interests by offering low-interest financing that ultimately ends up weakening the nations and companies they do business with. China is also a surveillance state that commits numerous human rights violations.

Yet China is a nation that has no history of antisemitism, and has something of an affinity with the Jewish state. They value Israel’s status as the “startup nation” and an incubator of the technology they crave. As China becomes the dominant world superpower, it behooves Israel to remain on China’s good side.

With friends like these…

At the same time, it is worth reevaluating Israel’s alliance with the United States and Europe.

Though Israel, as a liberal democracy, sees its values as being closely aligned with the West, there are two major challenges. The first is that the United States and Europe are diminishing world powers.

The economic and moral foundations of the United States are cracking. Lengthy campaigns to undercut American values are proving effective, while the economic might of the United States is dwindling. The United States no longer acts like a moral superpower.

One of the messages being heard through Russia’s aggression in Ukraine is that the United States has dropped the banner it has carried since World War II as the foremost leader of the free world.

The United States may have the world’s largest and most powerful army, but in recent campaigns in Iraq and Afghanistan, as in Vietnam, it did not prove victorious. America’s recent hasty withdrawal from Afghanistan demonstrated tremendous weakness. Firepower is well and good, but if one does not have the will to fire, let alone the will to win, might is lacking.

Europe is in a similar position. The withdrawal of Great Britain from the European Union was a serious blow to Europe’s dominant position.

Secondly, as allies both the United States and Europe are double-edged swords.

The international community frequently condemns the Jewish state for applying sovereignty in lands it controls between the Jordan River and the Mediterranean Sea, despite strong legal, moral and historical claims to that land.

Empowering and enriching Israel’s enemies

Western powers are heedlessly and senselessly rushing towards a renewed pact with Iran that would lift sanctions on the Islamic Republic and infuse the world’s largest state sponsor of terror with billions in capital to fund its hegemonic aspirations.

This despite the fact that Iran violated the terms of the first nuclear agreement, the 2015 Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA) and has been enriching uranium to levels that are only necessary for developing nuclear weapons. At best, even if Iran signs a new deal, the deal’s terms would be set to expire in barely two and a half years, at which point Iran will legally be able to become a nuclear power.

It is unclear what the West is getting in return for its negotiating position.

The United States and Europe are also the primary sponsors of the Palestinian Authority, despite the PA’s constant incitement to violence and convoluted multimillion-dollar terror financing schemes.

Similarly, the United States, Europe and United Nations constantly censure Israel over its settlement policies, and even its military responses to terror flareups.

A window of friendship

The Trump administration, by contrast, was a brief window of true friendship. Trump recognized Israeli sovereignty in Jerusalem and the Golan Heights, and insisted that settlements were not inherently illegal. Trump pulled out of the JCPOA and installed crippling sanctions on the Iranian regime. He similarly defunded the PA and expelled the PLO mission to Washington.

Furthermore, the Trump administration protected Israel at the United Nations after the Obama administration secretly brokered and then allowed UN Resolution 2334 to pass, censuring Israel and calling settlements a “flagrant violation of international law.”

More importantly, the Trump administration helped Israel broker the Abraham Accords normalization agreements with Arab-majority nations, including the United Arab Emirates, Bahrain, Morocco, Sudan and Kosovo.

Among the strongest lessons of the accords should be that Israel has no choice but to align its interests with nations in its own neighborhood.

The Biden administration is back to the behavior of the Obama administration, in which the United States continuously undercut the positions of several allies, including those in the Middle East.

Meanwhile, Democrats continue to blame Israel for working well with a president — Trump — who arguably did more to advance Jewish interests than any other American leader.

Now, while American and European leaders consistently pledge their support for the Jewish state, many of their actions prove otherwise. Israel finds itself forced over and over again to beg for friendship. Such behavior is not what Israel should expect from countries it calls allies.

Israel must defend itself by itself

Israel should take several lessons from the early days of fighting in Ukraine. The first is that Western allies cannot be counted on to defend its sovereignty.

To survive and thrive in a dangerous region and a dangerous world, Israel must maintain its military doctrine of being able to defend itself, by itself. Relying on the guarantees of others for security is foolish.

Yet the doctrine must not apply only to troops and technology. Israel must strive to be self-sufficient with regards to weapons and munitions. A primary example is the replenishment of its Iron Dome missile interceptor system.

The system was used to shoot down a significant portion of the 4,000 rockets fired at Israeli population centers from Gaza during the May flare-up, as a result of which Israel launched Operation Guardian of the Walls.

The US administration had promised Israel in June to provide the funds necessary to replenish the Iron Dome, just weeks after fighting concluded. Yet the funding has been delayed for months in Congress, leaving Israel’s missile defense system dangerously undersupplied.

A nation that stands alone

The second lesson is that the world order is indeed changing. Rapidly. Military power, economic power and diplomatic power are shifting.

Israel has always been, both historically and prophetically, a nation that stands alone. Israel must be on good terms with the West, but it is not a Western country — despite its democratic and liberal values. Israel may not approve of Russia or China’s behavior, but it must remain on good terms with them as well.

The third is that the United Nations cannot be counted on to bring peace to the world. Proof of this is the world body’s frequent condemnation of Israel, and its newly minted open-ended international investigation into Israeli treatment of Palestinians.

Israel is a nation that craves peace and stability more than any other. To achieve that peace, Israel must be dependent on no foreign power, must use savvy to navigate between world powers with their own sordid interests, and be both willing and able to use force when necessary to protect its sovereignty.

As world powers sort out their positions in a changing world order, ultimately Israel must stand alone.


Alex Traiman is CEO and Jerusalem bureau chief of Jewish News Syndicate.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel prepares to evacuate over 75,000 Ukrainian Jews, says reports

Israel prepares to evacuate over 75,000 Ukrainian Jews, says reports

WION


According to a reports, the Israeli government is preparing to evacuate thousands of Ukrainian Jews who would want to immigrate to Israel in the event of a Russian invasion of the country

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com