Archive | August 2023

„Chcemy zrobić to, co Samson”… Bunt więźniów obozu pracy przymusowej w Koninie-Czarkowie (12 sierpnia 1943 r.)


„Chcemy zrobić to, co Samson”… Bunt więźniów obozu pracy przymusowej w Koninie-Czarkowie (12 sierpnia 1943 r.)

Szymon Pietrzykowski


Mija okrągła, osiemdziesiąta rocznica mało znanego aktu żydowskiego oporu. 12 sierpnia 1943 nastąpił bunt żydowskich więźniów obozu pracy w Koninie-Czarkowie. Tego dnia pozostający przy życiu nieliczni więźniowie podpalili część baraków, kilku z nich popełniło samobójstwo. Intencją buntowników nie było zabijanie Niemców (najprawdopodobniej nie dysponowali żadną bronią), lecz godna śmierć. Inspirację mogli zaczerpnąć z powstania w getcie warszawskim, o którym wieści dotarły do Konina.

Masowa mogiła ofiar obozu pracy w Koninie-Czarkowie, cmentarz na ul. Kolskiej w Koninie

Gemeinschaftslager der DAF [Deustcher Arbeitsfront] Nr 23 Konin (Obóz Zbiorczy Niemieckiego Frontu Pracy nr 23 Konin) był jednym z co najmniej dwunastu obozów, w ramach których prowadzono prace związane z budową i modernizacją szlaków kolejowych wzdłuż linii Berlin–Poznań–Warszawa–Moskwa[1]. Pierwotnie podlegał Niemieckiej Kolei Rzeszy (Deutsche Reichsbahn), a od maja 1942 r., decyzją pełnomocnika Rzeszy ds. pracy Fritza Sauckela, wszystkie obozy pracy przymusowej różnego typu przeszły pod kontrolę DAF-u[2]. Przez kilkanaście miesięcy przebywało w nim łącznie około tysiąca więźniów, jednak liczebność obozu systematycznie spadała. Przy budowie torów, stacji kolejowej i parowozowni przymusowo zatrudnieni byli Żydzi sprowadzeni z gett w Gąbinie, Gostyninie, Jaksicach, Poddębicach czy Sannikach[3].

Obóz składał się z siedmiu baraków ogrodzonych drutem kolczastym – w pięciu przebywali więźniowie, dwa pozostałe przeznaczono na kuchnię i siedzibę komendanta oraz magazyn i pomieszczenia niemieckiej policji. Straż obozowa na początku składała się z około 5-6 osób, później się rozrosła. Strażnicy w przeważającej większości wywodzili się z polskich volksdeutschów. W obozie występowali więźniowie funkcyjni wyłonieni spośród Żydów – pełnili rolę pośredników między Niemcami a pozostałymi współwięźniami. Źródła mówią o różnych postawach – od serwilizmu do bohaterstwa[4].

[2].jpg [335.59 KB]
Szkic sytuacyjny obozu pracy przeznaczonego dla ludności żydowskiej w Koninie-Czarkowie
sporządzony na podstawie relacji polskich świadków, po 1969 r.

Śmiertelność w obozie była bardzo wysoka. Więźniowie cierpieli i umierali z powodu głodu, szerzyły się choroby (np. tyfus), na stanowiskach pracy zdarzały się częste kontuzje i wypadki, Żydzi byli też ofiarami arbitralnej przemocy ze strony załogi obozowej (żaden z jej członków nie został ukarany po wojnie – śledztwo toczone we Frankfurcie przeciwko jednemu z komendantów, Wilhelmowi Schäferowi, zostało umorzone w 1985 r. z powodu śmierci oskarżonego[5]). Ciała zmarłych z wycieńczenia bądź zabitych chowano w masowym grobie na cmentarzu katolickim przy ul. Kolskiej. Między kwietniem a wrześniem 1942 r. około 140 więźniów niedających się do dalszej pracy Niemcy wywieźli do Chełmna nad Nerem, a około 130 przeniesiono z Konina-Czarkowa do obozu pracy w Andrzejowie koło Łodzi (wykonywali tam podobne prace).

[3].jpg [44.51 KB]
Znaczek odnaleziony po wojnie na terenie poobozowym

Na początku sierpnia 1943 r. ostatni więźniowie (grupa około 50-60 osób) dowiedzieli się o zbliżającej się likwidacji obozu od zaufanych członków załogi obozowej, którzy potajemnie przemycali im różne informacje ze świata zewnętrznego (m.in. o wybuchu powstania w getcie warszawskim). Jak wspomina jeden z ocalałych, Zygmunt Pytel (1904–1996): „Mówił nam o tym w tajemnicy magazynier Niemiec (nazwiska nie znam), który ostrzegł nas, że z chwilą likwidacji obozu wszyscy więźniowie zostaną zlikwidowani także. Nie znając możliwości ratunku postanowiliśmy w tajemnicy podpalić cały obóz, a w płomieniach popełnić wszyscy samobójstwo przez powieszenie się. Dnia tego nie ustaliliśmy jednak dokładnie, czekając na dalszy rozwój wypadków”[6].

12 sierpnia 1943 r. w godzinach popołudniowych cześć więźniów (głównie pozostający tamtego dnia na miejscu więźniowie funkcyjni) wznieciła pożar kilku obozowych barakach. Samobójstwo popełniło (co najmniej) dziewięć osób: Fajwisz Kamlarz, Hans Knopf (lekarz obozowy), Abraham Tabacznik, Geceł Klejnot, Abraham Najdorf, Salomon Nusynowicz, Szlama Michalski, Abraham Zajf i Fiszel Zielonka. Nazwiska te widnieją w dokumencie podpisanym przez komendanta Schäfera 9 października 1943 r.[7]. Jeden z buntowników, Fajwisz Kamlarz, przetransportowany do Konina z getta w Gąbinie 8 marca 1942 r., pozostawił po sobie testament zawierający m.in. następujące dramatyczne słowa: „Nie powinniście postrzegać tego jako wyniku naszej lekkomyślności lub tchórzostwa. Nie jesteśmy tacy. Dość już się napatrzyliśmy i nie mamy dla kogo żyć. […] Ja i kilku moich towarzyszy chcemy zrobić to, co Samson, jeśli tylko nam się powiedzie i będzie ku temu okazja. […]”[8]. Wywołane pożarem zamieszanie wykorzystała dwójka zbiegów: Chaim Strykowski i Majlich Szatan (nazwiska te podał Schäfer w późniejszym telefonogramie do nadburmistrza Łodzi i Zarządu łódzkiego getta z 24 października[9]). 

[6].jpg [119.98 KB]
Fragmenty testamentów napisanych w jidysz,
pozostawionych rabinowi Aaronsowi na przechowanie
przez dwóch uczestników buntu,
którzy ponieśli śmierć w jego trakcie,
Fajwisza Kamlarza i Abrahama Zajfa

Niemcy dość szybko opanowali sytuację przy pomocy funkcjonariuszy konińskiego gestapo i straży pożarnej. Resztę więźniów deportowano pod koniec miesiąca do podobozów Auschwitz-Birkenau. Zagładę przeżyło niewielu więźniów Konina-Czarkowa, po wojnie relację o swoich doświadczeniach w obozie złożyli tylko niektórzy. Jednym z nich był przywoływany już Zygmunt Pytel. Do obozu pracy trafił mniej więcej w połowie października 1942 r. z gąbińskiego getta wraz z trzema braćmi – Fajwlem, Maerem-Szymchą i Mordechajem (Mordką), z których żaden  nie przeżył. W zeznaniu złożonym przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi 18 listopada 1983 r. następująco przedstawił okoliczności buntu:

Któregoś dnia ja pracowałem poza obozem w pomieszczeniu jednego z niemieckich inżynierów nadzorujących pracę przy budowie torów, gdzie sprzątałem jego mieszkanie. Pracowało wtedy poza obozem więcej więźniów. Tam to przyszło do mnie dwóch nieznanych mi więźniów i powiedzieli mi, że już nadszedł czas i trzeba podpalić obóz a następnie skończyć ze sobą. Kiedy to usłyszałem tak się tym przejąłem, że padłem zemdlony i nie wiem co działo się dalej. Odzyskałem dopiero przytomność, gdy jakaś Niemka krzyczała głośno, że pali się cały obóz i dzieją się straszne rzeczy. Istotnie, kiedy oprzytomniałem, obóz cały stał w płomieniach a wokół nadjeżdżało pełno Niemców oraz oddziały straży pożarnej. Pożar ugaszono, ale wielu więźniów spłonęło w nim, popełniając uprzednio samobójstwo. Ile łącznie zginęło w taki sposób, nie umiem podać, ale ocalało nas tylko 49 i wszystkich nas następnie wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Kiedy mnie doprowadzono na teren płonącego jeszcze obozu widziałem spalone i płonące jeszcze ciała. Widziałem też, jak jeden z więźniów o nazwisku Hansen żył jeszcze i został na moich oczach zastrzelony przez jakiegoś przybyłego z zewnątrz funkcjonariusza policji hitlerowskiej. Tenże Hansen był z Berlina, podobno był Niemcem i nawet poprzednio służył w armii niemieckiej, ale władze dopatrzyły się, iż jest Żydem i osadziły go w tym obozie. Był on lekarzem i aby popełnić samobójstwo połknął dawkę trucizny, która była chyba zbyt mało skuteczna, bo jeszcze żył i wtedy przy mnie został jeszcze zastrzelony [najprawdopodobniej mowa o lekarzu Hansie Knopfie, zeznający omyłkowo ustalił ponadto termin buntu na późną jesień 1943 r – Sz. P.][10]

W załączonej do relacji urzędowej notatce napisano: „Rozmówca w ogóle bardzo niechętnie wspomina te czasy i podczas opowiadania płacze na wspomnienia o swym pobycie w tymże obozie w Koninie” (za: Ibidem, k. 89). Po wyzwoleniu Zygmunt Pytel był pracownikiem domu kultury w Gostyninie i rodzinnych Sannikach, kierował licznymi zespołami muzycznymi[11].

[7].jpg [92.68 KB]Zygmunt Pytel, ocalały więzień obozu pracy w Koninie-Czarkowie,
tóry w latach 70. złożył obszerną relację przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi, 1969

Dzięki staraniom konińskich społeczników i samorządowców w 2003 r. na miejscu byłego obozu, w pobliżu dworca PKP, ustawiono głaz z tablicą pamiątkową. Widnieje na niej inskrypcja następującej treści: „W okresie okupacji niemieckiej w latach 1942–1943 mieścił się tutaj obóz pracy przymusowej dla Żydów, Po bucie więźniów w sierpniu 1943 r. hitlerowscy wywieźli ich do innych obozów”[12]. [11].jpg [519.91 KB]

Fragment głazu z tablicą pamiątkową postawionego w 2003 r. na miejscu byłego obozu, w pobliżu dworca kolejowego

Przypisy:

[1] Por. A. Ziółkowska, Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Wielkopolsce w latach okupacji hitlerowskiej (1941-1943), Poznań 2005, s. 40-43.

[2] Por. Ibidem, s. 96; Ł. Pawlicka-Nowak, Obóz pracy dla Żydów w Koninie-Czarkowie [w:] Zwój domu niewoli. Dziennik rabina Aaronsona, więźnia niemieckiego obozu dla Żydów w Koninie-Czarkowie, 1942-1943, oprac. Ł. Pawlicka-Nowak, tłum. M. Lipska, Konin 2016, s. 21-47; J. Gulczyński, Obóz pracy dla Żydów w konińskim Czarkowie (1942-1943), Kronika Wielkopolski, 2007, nr 4, s. 31-42; T. Richmond, Uporczywe echo. Sztetl Konin – poszukiwanie, tłum. P. Szymczak, Poznań 2001, s. 351-355.

[3] Konin już od dłuższego czasu stał się Judenrein (wolny od Żydów) – pod koniec listopada ok. 1000 konińskich Żydów zostało deportowanych do Ostrowca Świętokrzyskiego. Do lata 1940 r. Żydzi z powiatu konińskiego trafili do gett w Zagórowie, Grodźcu i Rzgowie, a jesienią 1941 r. zostali zamordowani w lasach Niesłusz-Rudzica i w okolicach Kazimierza Biskupiego. Por. D. Dąbrowska, Zagłada skupisk Żydowskich w „Kraju Warty” w okresie okupacji hitlerowskiej, Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, 13-14 (1955), s. 132-133, 135, 170-171 (Tabela 13: Rejencja Inowrocław, Powiat Konin)

[4] Ł. Pawlicka-Nowak, Obóz pracy dla Żydów w Koninie-Czarkowie, op. cit., s. 38-42.

[5] Por. Ibidem, s. 25-27; Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Oddział w Poznaniu (dalej AIPN Po), Akta Główne Prokuratora w sprawie zbrodni popełnionych przez funkcjonariuszy III Rzeszy wobec osób narodowości żydowskiej osadzonych w obozie w Czarkowie koło Konina, Pismo prokuratury przy sądzie Landgericht, Frakfurt am Main, do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z 20.12.1985 sygn. S.51/09/Zn (dawna sygnatura: OKP, III Ds. 99/67),  k. 127.

[6] AIPN Po, Akta Główne Prokuratora w sprawie zbrodni popełnionych przez funkcjonariuszy III Rzeszy wobec osób narodowości żydowskiej osadzonych w obozie w Czarkowie koło Konina, Protokół z przesłuchania świadka (Zygmunt Pytel, Łódź, 18.11.1973), sygn. S.51/09/Zn, (dawna sygnatura: OKP, III Ds. 99/67), k. 87.

[7] Por. Ł. Pawlicka-Nowak, Obóz pracy dla Żydów w Koninie-Czarkowie, op. cit., s. 24.

[8] Za: A. Styczyńska, „Nie powinniście postrzegać tego jako wyniku naszej lekkomyślności lub tchórzostwa”. Testamenty Fajwisza Kamlarza i Abrahama Zajfa, uczestników buntu w obozie pracy przymusowej dla Żydów w Koninie, Zagłada Żydów. Studia i Materiały, R. 2022, nr. 18, s. 569.

[9] Ibidem, s. 24.

[10] AIPN Po, Akta Główne Prokuratora w sprawie zbrodni popełnionych przez funkcjonariuszy III Rzeszy wobec osób narodowości żydowskiej osadzonych w obozie w Czarkowie koło Konina, Protokół z przesłuchania świadka (Zygmunt Pytel, Łódź, 18.11.1973), sygn. S.51/09/Zn, (dawna sygnatura: OKP, III Ds. 99/67), k. 87-88.

[11] Ibidem, s. k. 89. Por. B. Konarska-Pabiniak, Pytel Zygmunt (Salomon) (1904-1996) – ocalały z Holokaustu, skrzypek, kierownik zespołów muzycznych [w:] Gostyniński słownik biograficzny, red. B. Konarska-Pabiniak, Gostynin 2017, s. 304-305.

[12] J. Gulczyński, Obóz pracy dla Żydów w konińskim Czarkowie (1942-1943), s. 41.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Will the Jewish Community Panic if Antisemitism Ever Drops?

Will the Jewish Community Panic if Antisemitism Ever Drops?

David Suissa / JNS.org


Swastika stickers found on the Alaska Jewish Museum and “Mad Myrna’s” bar on May 26, 2021. Photo: Anchorage Police Department.

I can’t tell you how often I get emails from Jewish groups alerting me that antisemitism is on the rise. Week after week, I’m told that this rise is “nothing short of alarming” and that we must “rise up” to fight it.

These messages, needless to say, invariably come with a pitch for donations. After all, how can you fight antisemitism without money? If money makes the world go ‘round, in the Jewish communal world antisemitism makes the money come out.

Which brings up this question: What happens if antisemitism ever goes down? That is, if activist groups succeed in lowering antisemitism to non-alarming levels? Without the trusted crutch of alarmism, how much money would these groups raise?

Here’s the thing about alarmism: it’s like sugar. It’s cheap and instant. Deep down you may know it’s not good for you, but the taste is irresistible.

Just as our brains are wired to crave certain tastes, they’re wired to look out for trouble. A news story about the alarming rise of antisemitism can quickly flood our brains, setting us up perfectly for a money pitch.

That’s why combating antisemitism has become such a growth industry: it’s a no-brainer. It’s so blatantly obvious, who could ever be against it? If we feel “they’re coming after us,” must we not rise up at once and fight?

The crucial question is always how to fight. Just as in a literal battle, we assume that the best way to fight is through confrontation. We must condemn, call out, punish, expose, protest, squelch the evil virus. This kind of “battle” works best with donors, because it’s concrete and visible.

But does it work?

I’ve written before that if the fight against antisemitism were a business, it would go into Chapter 11. How else to explain that after years and years of pouring more and more money and resources into the fight, somehow, we keep hearing that “it’s never been worse”? Is it possible that the more noise we make, the worse it gets?

In fairness, one reason we’ve been pouring so much money into a losing battle is that antisemitism is unlike any other cause. It holds a sacred, emotional place in the Jewish consciousness. How could it not? Jew hatred is the world’s oldest, most resilient hatred. It’s behind the darkest moment in our history. No matter where we’ve been and what we’ve done, the virus has found a way to adapt and spew its poison on the Jews.

Any news story, any email, any conversation that touches on the subject can set us off. We have a 2,000-year reservoir of fear to draw upon. This understandable fear is the ultimate trigger for donors, readers and fundraisers alike.

But we pay a price for allowing that fear to own us. For one thing, fear forces us into a short-term mentality. When we’re in the throes of short-term battles, nothing else matters but the here and now. The long-term loses saliency.

It’s in the long term, however, where the Jewish future lies. “Fighting against hate” may bring us temporary satisfaction, but it won’t nourish a strong and lasting Jewish identity.

This doesn’t mean we should ignore antisemitism; it means we shouldn’t allow it to dominate us. Yes, we should have security when we need it. We should use every legal recourse available. We should correct the lies against Israel.

At the same time, we should pick our battles and stop publicizing every little act that offends us under the guise of “calling out.” We should stop deluding ourselves and inflating expectations that we can ever “end Jew hatred.” We should stop playing in the Victim Olympics, because it’s a game we’ll always lose. And we should stop looking like fragile, humorless killers of free speech who worry only about our own.

If we’re going to worry about our own, let’s focus on what we are for, not what we are against. Let’s educate our leaders and encourage our donors to elevate the positives. In the long run, an attachment to our ancient and timeless tradition is what will last. Bringing Jews to Shabbat meals will do more for the Jewish future than bringing them to demonstrations against Jew hatred.

It’s true that in recent years, the focus on fighting a common enemy has lit a Jewish spark throughout our community. But bandages are temporary. Skirmishes come and go. If we allow the haters to define our identity and priorities, we can’t help but lower ourselves, whether we realize it or not. Haters deserve the shade they hate, not the bright lights they crave.

I’m waiting for the day when nurturing strong Jewish identities will overtake the fight against Jew hatred as a communal priority. It won’t be as dramatic or immediate or lucrative as our daily emergencies, but there’s no need to panic, because it’ll be better for the Jews and the Jewish future.


Originally published by The Jewish Journal.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Arch of ancient Roman aqueduct collapses overnight in Caesarea

Arch of ancient Roman aqueduct collapses overnight in Caesarea

JERUSALEM POST STAFF


The Antiquities Authority said it had warned local authorities the arch was in danger of collapsing.
.

A section of the aqueduct in Caesarea which collapsed overnight. / (photo credit: Muhammad Khater/IAA)

One of the arches of the ancient Roman aqueduct on the beach in Caesarea collapsed on Thursday night, according to the Antiquities Authority.

The aqueduct in Caesarea is built on top of arches, consisting of a canal which brought drinking water from springs in the south of the Carmel region to the city of Caesarea. The aqueduct was originally built by King Herod in around 20 BC and in 130 AD, the Roman Emperor Hadrian ordered extensive repairs and the construction of additions to the aqueduct after visiting the city.

The part of the arch which collapsed on Thursday night was part of a section that was added onto the aqueduct by Emperor Hadrian about 1,870 years ago. The arch is located on a beach which is open to swimmers.

Antiquities Authority stresses urgent need for ‘catastrophic situation’

“Luckily, no bathers were killed here,” said Eli Eskosido, director of the Antiquities Authority. “We have been issuing warnings, we have presented documents and plans, we have pointed out that the situation is catastrophic and that there is a real fear of collapse, we have repeatedly met with the owners of the land, we have even offered to finance some of the work with the understanding that it is simply a disaster waiting to happen. I believe that now someone will listen.”

A side by side comparison of the aqueduct before and after the collapse. (credit: Israel Antiquities Authority)

Ami Shahar, Director of the Antiquities Authority’s Preservation Administration, noted that a 15 km long aqueduct leading to Acre is in an even worse state and is in danger of collapsing. “The engineering situation there is critical and mandatory Immediate treatment,” said Shahar.

The Antiquities Authority called on the regional council in the area and the Caesarea Development Corporation to urgently set aside a budget to restore and stabilize the aqueduct.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Izrael spalił dialog z Libią. Szefowa libijskiego MSZ musiała uciekać z kraju

Protest w Trypolisie przeciwko spotkaniu izraelskiego ministra spraw zagranicznych Eli Cohena i jego libijskiego odpowiednika Najli Mangoush w zeszłym tygodniu w stolicy Włoch, Rzymie, 27 sierpnia 2023 r.


Izrael spalił dialog z Libią. Szefowa libijskiego MSZ musiała uciekać z kraju

Robert Stefanicki


Protest w Trypolisie przeciwko spotkaniu izraelskiego ministra spraw zagranicznych Eli Cohena i jego libijskiego odpowiednika Najli Mangoush w zeszłym tygodniu w stolicy Włoch, Rzymie, 28 sierpnia 2023 r.

Izraelski minister spraw zagranicznych pochwalił się “przełomowym” dialogiem z Trypolisem. Następnego dnia jego libijska odpowiedniczka straciła stanowisko, a w Libii wybuchły protesty.
Zawieszona w poniedziałek za rozmowę z Izraelem minister spraw zagranicznych Libii schroniła się w Turcji w obawie o swoje bezpieczeństwo – poinformowali w poniedziałek libijscy urzędnicy. Powodem kłopotów Nadżli el-Mangusz była jej rozmowa z szefem MSZ Izraela Elim Kohenem w Rzymie w zeszłym tygodniu. A ściślej to, że Kohen ujawnił potajemne spotkanie.

Izrael nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Libią. W niedzielę izraelskie MSZ wydało oświadczenie, w którym poinformowano o pierwszym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych obu krajów, którego gospodarzem był minister spraw zagranicznych Włoch. Kohen uznał je za „historyczne”, jako „pierwszy etap więzi między Izraelem a Libią”.

Mogło to sugerować, że Trypolis szykuje się do nawiązania relacji z państwem żydowskim. W ostatnich latach Izrael zdołał przekonać do nawiązania formalnych stosunków dyplomatycznych kilka krajów arabskich, które go dotąd nie uznawały: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Maroko i Sudan. Następna w kolejce może być Arabia Saudyjska.

Kohen napisał: „Ogromny rozmiar Libii i jej strategiczne położenie sprawiają, że kontakty z nią mają dla Izraela ogromne znaczenie i potencjał”. Powiedział, że rozmawiał z el-Mangusz na temat potencjalnych korzyści płynących z poszerzenia stosunków, a także o ochronie dziedzictwa żydowskiego w Libii (w kraju tym mieszkała niegdyś spora społeczność żydowska), w szczególności o renowacji tamtejszych synagog i cmentarzy. Dodał, że na spotkaniu omawiano historyczne powiązania obu krajów oraz możliwość izraelskiej pomocy humanitarnej, współpracy w rolnictwie i gospodarce wodnej. 

Wpadka Izraela

Jak tylko wyszło na jaw, że rząd premiera Abdula Hamida Dbeiby rozmawia z Izraelem, w kilku libijskich miastach wybuchły protesty. Premier usiłował gasić pożar, zawieszając szefową MSZ. Zaraz potem libijska agencja bezpieczeństwa wewnętrznego potwierdziła, że el-Mangusz opuściła kraj i poleciała do Turcji ze względu na swoje bezpieczeństwo.

Libijskie MSZ wydało oświadczenie, że spotkanie w Rzymie było „nieformalne i nieplanowane”, „nie obejmowało żadnych dyskusji, porozumień ani konsultacji” oraz że el-Mangusz potwierdziła wsparcie Libii dla sprawy palestyńskiej i powtórzyła „całkowite i absolutne odrzucenie przez Libię normalizacji z bytem syjonistycznym”.

Jednak urzędnicy izraelscy dolali paliwa. Jak stwierdzili, spotkanie było planowane od dawna i trwało dwie godziny, co obala twierdzenie o jego przypadkowości.

Dopiero kiedy el-Mangusz uciekła z Libii, izraelskie MSZ przyjęło postawę obronną. W kolejnym oświadczeniu ministerstwo zasugerowało, że nagłośniło spotkanie dopiero po tym, jak informacja o nim wyciekła do mediów. A wysoki rangą urzędnik izraelskiego rządu powiedział, że obaj ministrowie spraw zagranicznych nie rozmawiali o normalizacji stosunków.

Niestabilna Libia

Członkowie izraelskiej opozycji ostro skrytykowali Kohena za nagłośnienie spotkania. Pretensje mają też Stany Zjednoczone. Urzędnicy amerykańscy anonimowo powiedzieli mediom, że administracja Bidena obawia się, iż ujawnienie spotkania i niepokoje, które po nim nastąpiły, zniweczą wysiłki na rzecz normalizacji stosunków między Izraelem a Libią. Zaszkodzą także wysiłkom na rzecz normalizacji z innymi krajami arabskimi, a nawet interesom bezpieczeństwa narodowego USA.

Spór wokół spotkania zaostrzył wewnętrzny kryzys polityczny w Libii. Kraj od dawna jest podzielony pomiędzy dwa rywalizujące ze sobą rządy we wschodniej i zachodniej części kraju. Od lat nie udaje się przeprowadzić wyborów, które zgodnie z planem popieranym przez ONZ i klika zaangażowanych w Libii państw miałyby zjednoczyć administrację.

Rządzący w Trypolisie Dbeiba często zwracał się do krajów zachodnich o wsparcie w swoich staraniach o utrzymanie się na stanowisku. Jego przeciwnicy zarzucają mu, że dąży do normalizacji z Izraelem w trosce o przychylność Ameryki i legitymację międzynarodową. Teraz wzywają go do dymisji lub do obalenia rządu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Qatar’s World Cup FIFA Bribe Documents Exposed

Qatar’s World Cup FIFA Bribe Documents Exposed

ARMIN ROSEN


La’eeb, the mascot of the 2022 FIFA World Cup, at Al Bayt Stadium in Al Khor, Qatar, on Nov. 20, 2022HAN YAN/XINHUA VIA GETTY IMAGES

The moral and legal compromises FIFA and the Qatari government made to hold the 2022 World Cup in the Doha metropolitan area range from tolerating the host country’s ban on homosexuality to deadly abuses of migrant laborers at stadium construction sites. According to documents submitted to the record of a lawsuit in federal court late this afternoon, the road to the first Middle Eastern World Cup also began with a series of straightforward bribes.

Qatar National Bank (QNB) documents, included in a filing made by a Philadelphia-based policy organization fighting a subpoena from a former Qatari-hired American lobbyist, reveal the secret cost of Qatar’s bid to put on the biggest sporting event on Earth. The documents record over 210 million pounds in payments, then worth over $330 million, to members of the FIFA committee who voted on which country would host the 2018 and 2022 tournaments in late 2010. They list specific names, bank account numbers, and amounts of money received.

The record of payments comes in the form of a balance sheet for an account at QNB belonging to the Qatar Diplomatic Mission in London. Between February of 2009 and December of 2010, the account paid over 350 million pounds ($553 million) to some 22 individuals, with the majority of the money going to 14 members of the FIFA executive committee, the body which chooses the host countries for the organization’s flagship event. Some of the payments went to close family members, although a majority of them were direct to committee members.

The payments were largely made in two phases, with money coming both before and after the vote that granted Qatar the tournament on Dec. 2, 2010. The amounts were often channeled into bank accounts in “offshore” financial havens like Monaco and Jersey, which tend to attract less scrutiny compared to those in more more closely regulated jurisdictions.

According to the filing, a now-former employee of the Qatari government who was then working for the Qatar National Bank’s London office requested the account’s balance sheet. The QNB report was obtained by a person, whose name is redacted, “who was involved in conducting some of the transactions at the direction of superiors” and who was later “terminated after reporting a sexual assault by a senior bank official,” the filing states.

The account statements were reviewed by Fiona Marsh, an expert in forensic document analysis with experience working as a civil servant for the London Metropolitan Police Department. In a December 2017 report, which has also been entered into the federal court record, Marsh wrote she was “unable to find any evidence that the questioned documents are other than genuine.” While the date of the bank ledger’s creation is redacted in the court filing, Marsh wrote in her report that the eight-page bank record, which included the official stamp of Qatar National Bank, was dated Oct. 17, 2017.

“I have looked at certain documents and I have written a report,” Marsh confirmed to Tablet, but added that she “can’t give any more detail because my obligation is to my client,” whom she declined to name. An unrelated group of London-based private investigators conducted a separate inquiry into the documents, using their own sources in the Middle East. This effort also determined the documents were authentic, and it was able to confirm that the QNB account in fact existed. The two different and nonoverlapping London-based efforts to authenticate the documents suggest that the initial source attempted to give them to more than one potential intermediary in the hope they would eventually see daylight.

There was just enough leakage in the chain of custody for the QNB records, as well as Marsh’s forensic analysis of their veracity, to end up in the possession of the Philadelphia-based Middle East Forum (MEF), which publishes frequently about Doha’s support for the region’s Islamist movements. Today’s filing shows that MEF went to some length to authenticate the documents. The filing describes how the organization used private investigators to confirm the existence of bank account numbers belonging to two family members and a suspected shell company of Ahmed Al-Sabah, a future FIFA executive committee member who was then Kuwait’s sports minister. All three received payments from the QNB account.

According to the QNB record, over 210 million pounds, then worth $330 million, passed between the bank account and 14 different members of the 22-member FIFA executive committee. Qatar’s deep reserves of natural gas and small number of actual citizens have made it one of the richest countries on Earth per capita. But nearly a third of a billion dollars is a lot of money for anyone. The expenditures suggest how high of a priority it was for the Qatari government to win the right to host the World Cup, a soft-power victory on a scale that none of the tiny Gulf emirate’s larger and more powerful neighbors has ever been able to reach.

The price of some FIFA committee votes was apparently higher than others. For instance, Nicolas Leoz, the now-deceased former head of South America’s soccer federation, got 5.4 million pounds ($8.5 million). But the highest payments went to Vitaly Mutko, Russia’s minister for sport between 2008 and 2016, chairman of the successful Russian bid for the 2018 World Cup, and deputy prime minister from 2016 to 2020. He got 46 million pounds ($72.6 million) on Feb. 19, 2009, followed by another 21.5 million pounds ($34 million) on Dec. 20, 2010.

Per the documents, Qatar landed the tournament through paying a senior henchman of one of the world’s more oppressive and corrupt regimes. Mutko was Russia’s top sports official during a time in which the country’s Olympic athletes were doping on a systemic scale, leading to the country’s ban from the games. Grigory Rodchenkov, the doctor responsible for exposing the extent of Russia’s state-orchestrated doping operation, said that Mutko ordered him to “tamper with over 100 steroid-laced urine samples” during the 2014 Winter Olympics in Sochi, Russia, and asked him to “conceal similar cheating in the years before and after the 2014 Games,” according to The New York Times. Rodchenkov is the subject of the Oscar-winning 2017 documentary Icarus, and is now living in hiding in the United States. Amid official Russian denials, a 2015 report from the World Anti-Doping Agency stated that Mutko likely had personal knowledge of the doping scheme, and found that his ministry had close ties to the country’s highly corrupt official drug-testing organization.

In 2017, the International Olympic Committee issued Mutko a lifetime ban, which barred him from attending the 2018 Winter Games in South Korea (in 2019, the International Court of Arbitration for Sport overturned the IOC ban, on the basis that the organization did not have the ability to bar anyone who wasn’t an official member of any national Olympic committee or team). Today, Mutko is one of Russia’s leading housing officials, CEO of a joint stock company that, per the Kremlin’s website, is “the operator for all subsidized mortgage programs” in the country.  He is one of the highest-ranking current or former Putin regime officials who has avoided being placed under Western sanctions.

How apparent proof of Qatar’s FIFA payoffs wound up in the federal court record is a story in itself. In early 2022, MEF received a subpoena from Gregory Howard, a former Foreign Agents Registration Act-disclosed lobbyist for Qatar who is being sued by California businessman Elliot Broidy. Broidy is a former Republican Party deputy national fundraising chair and a longtime pro-Israel political spender. In 2020, Broidy pleaded guilty to conspiring to lobby for interests in Malaysia and China without making the required federal disclosures, though President Donald Trump later pardoned him. Broidy also reportedly worked closely with George Nader, an alleged unregistered lobbyist for the United Arab Emirates who sought to influence members of Trump’s inner circle. Much of the evidence connecting Broidy to the UAE, a regional rival of Qatar, came from stolen emails. In his lawsuit, Broidy claims the lobbyists Joey Allaham, Nick Muzin, and Greg Howard helped Qatari-hired hackers target and disseminate his private messages in retaliation for his political activism, which often focused on Qatar’s support for Islamist groups, including Hamas.

Last week, Broidy dropped his case against Allaham. The former kosher restaurateur, who Qatar initially hired as part of an effort to improve the Gulf emirate’s image among American Jews, then revealed new information about his dealings with Doha and the country’s strategy in fighting Broidy’s lawsuit. As Tablet reported last week, Allaham now claims that a London-based lawyer instructed him to withhold information in the lawsuit’s discovery process that might be embarrassing to Qatar. Allaham also produced a notarized 2019 contract with Qatar’s Washington Embassy in which he was to be paid $1.15 million in exchange for signing an affidavit attesting to the embassy’s version of its relationship with him.

The Broidy defendants subpoenaed nearly two dozen people and organizations over the course of 2022, including Allen Roth, the political adviser to the Jewish philanthropist and Republican donor Ronald Lauder, and Aaron Keyak, the U.S. State Department’s deputy antisemitism envoy and head of Jewish outreach for Joe Biden’s successful 2020 presidential campaign.

A number of subpoena targets alleged that Qatar and its American lawyers are using the federal court system to harass their American critics. “These law firms are engaged in a really despicable harassment, fishing, and lawfare campaign against people who, like me, are accused of no wrongdoing,” the writer David Reaboi, who received a subpoena, told Tablet last year. Broidy’s lawyers now openly allege that Qatar is financing the defense of the case. “It appears that—at the behest of this enormously wealthy foreign country which was paying the fees of all of those parties’ attorneys—the lawyers for defendants and nonparties and Qatar itself went to extraordinary lengths to help Qatar cover up … egregious misconduct,” the plaintiff alleged in an Aug. 25 reply memorandum filed after Broidy dropped his case against Allaham.

MEF has been fighting its subpoena since the spring of 2022. Earlier this evening, the group filed a motion to quash the subpoena, which its lawyers characterize as a form of politically motivated harassment. The filing included information that MEF possessed that is relevant to broader issues of Qatari foreign policy that it already turned over to Howard’s lawyers, including the QNB account records. Today’s filing reproduces emails between MEF and Howard’s lawyers establishing that the group gave the defense these materials in response to their subpoena in the spring of 2022. The World Cup-related documents are in today’s latest filing as a show of MEF’s earlier cooperation with what they consider to be an overly broad subpoena. The group’s lawyers now allege the filing was part of a Qatari attempt to abuse the federal court system in order to probe the emirate’s American political opponents.

The alleged state-ordered hacking of Broidy’s email account, an aggressive legal strategy, and whatever individual grievances might have led someone in Qatar’s London employ to leak sensitive information about the biggest public messaging breakthrough in the country’s history, culminated in Doha’s alleged World Cup bribes entering the record in a federal lawsuit.

“We have no comment at this time,” a spokesperson from MEF told Tablet. “We’ll let the documents speak for themselves.” Tablet has reached out to FIFA, QNB, and Qatar’s London and Washington embassies for a response to the filing.

Faced with the evidence contained in the documents, the Qataris can counter that international soccer gave the Putin regime a whole lot more than just the 67 million pounds ($105.8 million) Doha apparently handed Vitaly Mutko. In 2010, Moscow was awarded the right to host the 2018 World Cup, the same day Qatar 2022 was announced. In a sense, the Qataris were playing down to the low moral standards of international soccer.

In 2015, the U.S. government indicted nine FIFA officials for alleged racketeering and announced that Charles Blazer, a member of the FIFA executive committee who had voted to award Qatar and Russia the World Cup, had pleaded guilty to wire fraud and money laundering. During his sentencing hearing, Blazer acknowledged he had received bribes in connection with Morocco’s and South Africa’s bids for the 1998 and 2010 World Cups, respectively. According to the QNB account ledger, Blazer received 13.9 million pounds ($21.9 million) from the QNB account. He died in 2017, at the age of 72.

Treating World Cup hosting rights as a diplomatic objective that a regime could buy just like any other asset was a successful approach to being awarded the tournament in the late 2000s. In retrospect, the $330 million price was probably a bargain. The World Cup was a public messaging triumph for Doha. Soccer fans and the global media largely ignored Qatar World Cup Chairman Hassan al-Thawadi’s remarkable admission in the runup to the tournament that between 400 and 500 workers had died working on World Cup-related projects. The world paid shockingly little interest to a pre-tournament report in Swiss media that Qatar spent $387 million spying on international soccer officials, and that Qatari-linked hackers were in possession of emails stolen from former U.S. Soccer Federation head Sunil Gulati which included his personal medical records. Qatar has denied allegations that it acted improperly in gaining the right to host the World Cup.

The American press, which has focused withering criticism on other Middle Eastern states, was largely charmed by Qatar’s well-funded PR offensive centered around the World Cup. On Dec. 5, 2022, The Washington Post’s Today’s WorldView newsletter published a credulous tourism blurb for the Gulf monarchy, gushing that “Doha may be an appealing destination to visitors from the Middle East, Asia and Africa.” Democratic Sen. Chris Murphy of Connecticut, who is often outspoken about the purported misdeeds of Israel and Saudi Arabia, praised Qatar as “our best partner in the region.”

Money has been no object for Doha in advancing a self-contradicting strategy of being a pro-Islamist monarchy that also appears to be a forward-thinking and progressive state, embodying the same values as the Western democracies Doha seeks to influence. Qatar has enough money to be able to buy popularity, whether it’s through showering a half-billion dollars on Al Gore and his partners in order to buy their failing cable channel, pledging $14.8 million to the Brookings Institution, flying leaders of the American Jewish community to Doha, or hosting the single biggest sporting event in the world. Doha apparently gambled that the fiscal and reputational costs of bribing its way to the World Cup would be negligible in the long run—a principle that has served the monarchy well in its larger campaign for influence.

Late last year, Belgium charged four individuals as part of an alleged Qatari scheme to bribe a vice president of the European Parliament, who had publicly met Qatar’s labor minister and praised the country’s progress on workers’ rights shortly before the tournament kicked off. It was yet another blatant instance of Qatar attempting to purchase the world’s goodwill. But it’s a strategy that hasn’t failed yet.

Armin Rosen is a staff writer for Tablet magazine.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com