O zagładzie Żydów, 1993

O zagładzie Żydów, 1993

Adam Michnik [ 15.07.2011 ]


17-04-1993. Bunt i milczenie. W 50. rocznicy powstania w getcie warszawskim.

Adam Michnik

Doświadczenie Zagłady jest przestrogą uniwersalną, wykraczającą poza żydowską specyfikę, bo adresowaną do wszystkich. Każdy bowiem może stać się oprawcą i ofiarą.

W Warszawie wiszą dziś zgodnie dwa sztandary: polski, biało-czerwony i izraelski, biało-niebieski z gwiazdą sześcioramienną. W Polsce odbywają się uroczystości 50. rocznicy powstania w getcie warszawskim. Obchodom patronują prezydenci Polski i Izraela. Bierze w nich udział wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. Cały świat czuje się w obowiązku uczestniczyć w tych uroczystościach. Jakby chciał zatrzeć pamięć o samotności walczącego getta przed 50 laty…

Szmul Zygielbojm, przywódca żydowskiej socjalistycznej partii “Bund”, członek Rady Narodowej, emigracyjnego parlamentu, popełnił przed 50 laty w Londynie samobójstwo w dniu, gdy warszawskie getto dogorywało. Teraz Marek Edelman, ostatni żyjący dowódca powstania w getcie, dawny działacz Bundu, kładzie kamień węgielny pod pomnikiem Zygielbojma.

W przedśmiertnym liście Zygielbojm pisał: “Odpowiedzialność za zbrodnię wymordowania całej narodowości żydowskiej w Polsce spada przede wszystkim na oprawców, ale pośrednio obciąża ona również ludzkość całą. Narody i rządy państw sprzymierzonych, które do dziś dnia nie zdobyły się na żaden czyn konkretny w celu ukończenia tej zbrodni”. “Muszę też stwierdzić – dodawał – że aczkolwiek Rząd Polski w bardzo dużym stopniu przyczynił się do poruszenia opinii świata, jednak niedostatecznie, jednak nie zdobył się na nic takiego nadzwyczajnego, co by odpowiadało rozmiarom dramatu, dokonywającego się w kraju”. “Przez śmierć swą – pisał – pragnę wyrazić najgłębszy protest przeciwko bezczynności, z jaką świat się przypatruje i pozwala lud żydowski wytępić”.

I

W Warszawie wiszą dziś zgodnie polskie i żydowskie sztandary. Te dwa sztandary wywiesili na murze getta powstańcy z Żydowskiej Organizacji Bojowej. W odezwie do polskiej ludności Warszawy ŻOB pisała: “Walka toczy się o Waszą i naszą wolność, o Wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy honor i godność”.

Premier rządu RP Stanisław Mikołajczyk pisał w rok później: “Biało-czerwone i biało-niebieskie sztandary, rozwinięte dumnie nad krwawymi ruinami warszawskiego getta stały się już symbolem braterstwa broni i trwałej przyjaźni pomiędzy obu narodami, żyjącymi na jednej ziemi”.

Były wszakże i inne głosy. ,Nurt Młodych’, pismo skrajnie szowinistycznej prawicy, pisał w kwietniu 1943 roku, gdy płonęło getto: “W pierwszych dniach akcji Żydzi wywiesili na Placu Muranowskim flagę polską i syjonistyczną. To podkreślenie patriotyzmu polskiego jest co najmniej śmieszne, jeżeli nie cyniczne. Oczywiście nie pochwalamy masowych mordów hitlerowskich dokonywanych czy to na Żydach, czy na innych narodowościach, ale uważamy, że naród wybrany< ideologie, sympatie, nadzieje i interesy związał raczej z czerwonym sztandarem znad Wołgi aniżeli z polskim Orłem Białym. Wiemy wszyscy doskonale, jak postępowali Żydzi z Polakami na ziemiach okupowanych przez Rosję. Wiemy, jakie nieobliczalne straty poniósł naród polski za przyczyną tych właśnie Żydów i dlatego też los, jaki ich spotyka, straszny z punktu widzenia czysto ludzkiego, wydaje się jednak sprawiedliwym. Dziejowa Nemezis każe zawsze płacić za zbrodnie i winy, a karze również całe narody”.

II

W kwietniu 1943 roku w getcie warszawskim podnieśli bunt ludzie, którym odmówiono prawa do człowieczeństwa i do życia; których tępiono metodą przemysłową – jak robactwo. Chcieli móc wybrać sposób umierania – powiedział po latach Marek Edelman. “My wiedzieliśmy, że trzeba umrzeć publicznie, na oczach świata”.

Ten sam rodzaj śmierci wybrał Zygielbojm. Pozbawiono wszakże tej możliwości Altera i Erlicha, wybitnych przywódców “Bundu” zgładzonych przez Stalina; pozbawiono tej możliwości tych, których pochłonęły krematoryjne piece.

Edelman ocalał. Po wyjściu z getta był uczestnikiem polskiej konspiracji, walczył na barykadach powstania warszawskiego. Potem był lekarzem, działaczem opozycji demokratycznej, członkiem władz podziemnej “Solidarności”. Nade wszystko jednak – był strażnikiem grobów. Grobów zamordowanego narodu.

Powstanie w getcie było pierwszym w dziejach żydowskiej diaspory, a zarazem ostatnim aktem tragicznego losu Żydów centralnej i wschodniej Europy. Do walki stanęli zgodnie syjoniści, bundowcy, komuniści i zwykli ludzie, którym świat miał już do zaofiarowania tylko komory gazowe. Czym było to powstanie wzniecone bez żadnej kalkulacji militarnej i politycznej, pozbawione realnej pomocy z zewnątrz bez żadnej nadziei na zwycięstwo? Był to heroiczny protest przeciw zorganizowanej nikczemności podjęty przez ludzi, którzy nie liczyli już na nikogo i na nic.

Getto zostało zdobyte. Adolf Hitler zwyciężył. Naród żydowski został zamordowany. Naród, który miał swój język i literaturę w tym języku, swoją religię i swoje świątynie, obyczajowość i życie polityczne – został zgładzony. Ten fakt bez precedensu w dziejach ludzkości wyznaczył ramy żydowskiego doświadczenia i żydowskiej pamięci. Żydzi wciąż pytają: dlaczego? Dlaczego świat pozwolił, by nazistowski wyrok śmierci wydany na ich naród został wykonany? Dlaczego milczeli sprzymierzeńcy z koalicji antyhitlerowskiej? Dlaczego nie pomogli Polacy?

Żydowski ból pomnożony jest o świadomość pośmiertnego triumfu nazizmu: każdy akt antysemityzmu po Zagładzie jest hołdem złożonym politycznej idei autora “Mein Kampf”. A jednak Adolf Hitler przegrał. Zwyciężyli bundowcy z getta, którzy bronili prawa Żydów do godnego życia w diasporze – i dziś tylko łajdak tego prawa Żydom odmawia. Zwyciężyli syjoniści z getta, którzy bronili prawa Żydów do własnego państwa w Palestynie – i dziś tylko łajdak kwestionuje prawo państwa izraelskiego do suwerennego bytu. W tym sensie, z krwi żydowskich powstańców powstała nowa tożsamość europejskiej, wielokulturowej demokracji; z tej krwi powstało także państwo izraelskie.

Doświadczenie Zagłady jest nieusuwalnym składnikiem współczesnej świadomości żydowskiej. Każda próba banalizacji wyjątkowości tego doświadczenia napotyka gwałtowny sprzeciw Żydów. Trudno się temu dziwić: naród skazany na zagładę ma prawo do reakcji traumatycznej. Jednak doświadczenie Zagłady ma wymiar nie tylko żydowski.

Spoglądając na los [Ormianie w Górny Karabachu] czy [Muzułmanie w [Bośnia i Hercegowina] odczuwamy nagle z bólem, że tamta historia nie została zakończona. Znów trwa “czyszczenie etniczne”. Znów mordowani są ludzie, których jedyną bronią jest przynależność etniczna czy religijna. Znów obserwujemy dramat bezsilności świadków i obojętność możnych tego świata.

Żydzi zwykle protestują, gdy ich tragedię przyrównuje się do nieszczęść innych narodów. Mają właściwie rację: Zagłada była czymś wyjątkowym. Ale rzeź dokonana przez Turków była dla Ormian też czymś wyjątkowym. Dla Rosjan czy Ukraińców wyjątkowym było doświadczenie Gułagu. Dla Polaków wyjątkowym był pięcioletni hitlerowski terror, powstanie warszawskie, zdrada sojuszników w Jałcie.

W tym sensie doświadczenie Zagłady jest przestrogą uniwersalną, wykraczającą poza żydowską specyfikę, bo adresowaną do wszystkich. Każdy bowiem może stać się oprawcą i ofiarą. Żydowski “triumfalizm bólu” – wedle określenia mądrego rabina – polegający na faktycznej odmowie innym prawa do własnego cierpienia i własnego dramatu, prowadzić może – paradoksalnie – do zatarcia prawdy o sensie Zagłady. Zważmy bowiem: Żydzi byli ofiarami Zagłady. Wszyscy Żydzi: dzielni i tchórzliwi, szlachetni i podli, bojownicy i zdrajcy. Nie oznacza to jednak, by hitlerowskie ludobójstwo zacierało znaki, przeobrażało podłość w szlachetność, a zdradę w heroizm.

Społeczność żydowska w gettach była podzielona i reagowała na politykę hitlerowską w sposób zróżnicowany. Pozostanie historyczną zasługą Hannah Arendt, że w książce o Eichmannie podjęła ten dramatycznie skomplikowany problem. Czym były Judenraty? Gdzie była dopuszczalna granica ustępstw wobec żądań hitlerowskiego okupanta? Kiedy kompromis stawał się współudziałem w zbrodni? Kto miał rację w sporze o strategię samoobrony żydowskiej: szlachetny i nieskazitelnie uczciwy Adam Czerniaków, przewodniczący Judenratu, który próbował ratować społeczność żydowską na drodze legalizmu, czy też waleczny i odważny Mordechaj Anielewicz, który opowiadał się za konspiracją i walką zbrojną. Niełatwo odpowiedzieć na te pytania, ale ostateczna Zagłada żadnego z nich nie przekreśla.

III

Getto, czyli wydzielona żydowska dzielnica, było rezultatem wielowiekowego dążenia społeczności żydowskiej do zachowania odrębności obyczajowej. Natomiast getto przymusowe było pomysłem rasistowskiego antysemityzmu. Przymusowo wydzielono i izolowano pewną kategorię obywateli dobranych wedle kryterium rasistowskiego, by ogłosić ich winowajcami wszystkich nieszczęść.

“Żydzi roznoszą tyfus” – obwieszczały z murów hitlerowskie plakaty. Wydzielenie prowadziło do dyskryminacji. Ostatnią fazą był mord.

Jak to było możliwe, że taka ideologia i taka praktyka mogła zrodzić się w sercu ucywilizowanej Europy, w obrębie kultury, która wydała Goethego i Hegla, Heinego i Marksa? Pierwszy Tomasz Mann udzielił odpowiedzi brutalnie szczerej: Hitler nie był po prostu szefem bandy gangsterów, która przemocą zniewoliła dobre, kulturalneii demokratyczne Niemcy. Niemcy, które poparły Hitlera na długich 12 lat, to te same dobre Niemcy, które Tomasz Mann kochał i opisywał w swoich książkach. Dlatego trzeba mówić o niemieckiej odpowiedzialności i niemieckiej winie. Dlatego Mann zatytułował swój pamiętny esej o nazizmie: “Hitler, mój brat”.

Niemieccy Żydzi, całkowicie zasymilowani, nieliczni, nie wyróżniający się ani językiem, ani obyczajem – nie stanowili w Niemczech żadnego społecznego problemu. Problem mieli Niemcy sami ze sobą i ze światem. Wciąż pytali: jakie Niemcy? w jakim świecie?

Hitler zaproponował im sen o potędze i wspólnocie krwi. Nienawiść do Żydów miała być czynnikiem nowej integracji narodowej, a udział w antysemickiej zbrodni – elementem nowej wspólnoty. Żadne wykręty nie zmienią faktu, że wielka część niemieckich elit zaaprobowała Ustawy Norymberskie. Dlatego niemiecki spór o winę – wciąż odżywający na nowo – jest sporem o tożsamość. Jeśli nazizm był fenomenem spoza niemieckiej tradycji, to Niemiec nie musi zadawać sobie pytania o te elementy własnej kultury i edukacji, które uczyniły go podatnym na pokusę nazizmu i mogą go raz jeszcze uczynić bezbronnym wobec totalitarnego wyzwania.

W niemieckich miastach płoną domy dla azylantów, uzbrojone bojówki napadają na cudzoziemców. Giną ludzie. Niemcy z Zachodu źle rozumieją się ze swymi rodakami ze wschodnich landów. Niemcy znów szukają swojej tożsamości i znów proponuje im się integrację wokół wrogości wobec innych. I znów pojawiają się nazistowskie symbole.

Nie grozi dziś Niemcom nowy Hitler, zagraża im wszelako zagubienie pamięci o własnej historii. Niemiecki historyk odrzuca już pojęcie niemieckiej winy, woli mówić o przewinieniu. Inny niemiecki historyk przedstawia zagładę w języku wojny żydowsko-niemieckiej – choć takiej wojny nigdy nie było. Zagłada zaczyna być relatywizowana przez opis okrucieństw bolszewickich i podkreślenie ich chronologicznego pierwszeństwa.

Wszystko to wyznacza kontekst sporu o nowy kształt niemieckiego patriotyzmu. Czy ma on być zakorzeniony w aprobacie dla dziedzictwa czy w aprobacie dla demokratycznej wizji narodu i państwa sformułowanej w konstytucji? Pytanie o odpowiedzialność za zagładę ma tu znaczenie kluczowe.

Zastanawiając się nad nazizmem, Tomasz Mann pisał o pakcie niemieckiej duszy z diabłem, który kusił absolutem, obiecywał absolutne dobro, piękno, prawdę. Za cenę duszy…Hannah Arendt – odwrotnie – pisała o banalności zła. To nie jest sprzeczne. Polityka przeobrażona w mistykę krwi i ziemi była diabelstwem. Posłuszeństwo zwierzchności wedle rygorów moralności urzędniczej – przypadek Eichmanna – było realizacją diabelskiej pokusy w człowieczej codzienności. Realizacje utopii zawsze są banalne, bowiem zorganizowanie okrucieństw zawsze przeobraża się w banał.

Kulturowym źródłem nazistowskiego antysemityzmu były zakorzenione w niemieckiej tradycji idea wspólnoty narodowej i idea człowieka. Idea narodu zorganizowanego przeciw innym narodom i idea człowieka podporządkowanego etnicznej wspólnocie. Nazizm był wyabsolutnieniem tych idei. Oznaczał tedy podeptanie rozumu oświeceniowego, który czynił człowieka wolnym w świecie politycznych zniewoleń; był podeptaniem chrześcijańskiego Boga, który wolności ludzkich uczynków zakreślał granice. Rozum został ośmieszony, Bóg zdegradowany. Absolutem stał się wódz: jeden naród, jedno państwo, jeden wódz. W imię tej doktryny dokonano ludobójstwa.

IV

W imię tej doktryny Hitler napadł 1 września na Polskę, by na polskiej ziemi dokonać zagłady narodu żydowskiego. 17 września – realizując pakt Ribbentrop-Mołotow – na Polskę napadła sowiecka armia. Bękart traktatu wersalskiego – wedle niezapomnianej formuły Mołotowa – przestał istnieć.

Polacy nigdy nie zapomną, że to właśnie ich państwo stawiło opór Hitlerowi. I że zapłaciło za to najwyższą cenę własnej krwi i sojuszniczej zdrady.

Polskie doświadczenie tego czasu naznaczone jest przez pamięć i bezsilność, przez heroizm i wstyd.

Polska była państwem wielonarodowym, z trudem organizującym swe instytucje po 120 latach zaborów. Polskę zamieszkiwała 3,5-milionowa mniejszość żydowska. Współżycie dwóch narodów różniących się wszystkim: językiem i religią, obyczajem i aspiracjami narodowymi – musiało rodzić konflikty.

Przez cały XIX wiek Polacy walczyli o ocalenie swej tożsamości narodowej i religijnej, o odzyskanie niepodległego państwa. Dla społeczności żydowskiej – mimo licznych wyjątków – sprawą nadrzędną było ocalenie narodowej, kulturalnej i religijnej odrębności oraz przystosowanie się do reguł obowiązującego prawa. Dla Polaków było to prawo zaborców.

To, co dla Żydów było naturalnym aktem lojalności wobec państwa, w którym żyli, dla Polaków stawało się współpracą z zaborcą. Rodziło to dwa różne sposoby postrzegania świata.

Koniec XIX wieku przyniósł narodziny nowoczesnego nacjonalizmu, czyli koncepcji etnicznego państwa. Dla Żydów realizacją tej zasady była ideologia syjonizmu i budowanie żydowskiego państwa w Palestynie. Dla Polaków była to endecka idea – sformułowana przez Romana Dmowskiego – Polski dla Polaków. Jakże podobnym językiem wypowiadali swoje narodowe credo polski nacjonalista Dmowski i żydowski nacjonalista Żabotyński…

Żabotyński pragnął żydowskiego państwa dla Żydów; Dmowski domagał się polskiego państwa dla Polaków. Przeszkodą dla realizacji takich planów zawsze są znaczące liczebnie mniejszości narodowe. W Polsce taką mniejszością byli Żydzi. Dlatego dla narodowych demokratów i Romana Dmowskiego antysemityzm stał się instrumentem integracji narodowej. Celem realizacji tego celu była seperacja w stosunkach polsko-żydowskich i dyskryminacja Żydów. Reszta była już prostą konsekwencją. Żydzi zaczeli być postrzegani już nie w roli współgospodarza czy choćby współmieszkańca, lecz w roli groźnego intruza, nieprzyjaciela, nosiciela tendencji wrogich Polsce i rozkradających. Bojkot ekonomiczny, getto ławkowe, nawet pogromy wszystko to było już tylko złowrogą realizacją doktrynalnej zasady etnicznego państwa.

Endecka idea Polski nigdy nie zdominowała polskiej opinii publicznej. Była jednak tej opinii istotnym składnikiem. Przeciwstawiała się jej idea Polski jagiellońskiej, wielonarodowej, wielokulturowej, wieloreligijnej.

Przez całą epokę II Rzeczypospolitej trwał spór: jaka ma być Polska? Monoetniczna czy też obywatelska – tolerancyjna – demokratyczna? W tym sporze krzyżowały się stanowiska i przeobrażały ludzkie postawy, ale jego jądro pozostawało niezmiennne.

I takim pozostało do dzisiaj.

V

Endecy – z prostactwem właściwym wszystkim ksenofobom – przypisywali Źydom wszystkie najgorsze cechy. Byli więc Żydzi w endeckiej wizji świata – rekinami finansjery i zwiastunami bolszewickiej rewolucji, enklawą ciemnego feudalizmu i rzecznikami niebezpiecznych modernistycznych nowinek, szowinistycznymi rzecznikami interesów własnego stanu i bezojczyźnianymi kosmopolitami.

Dla endekow Żydzi byli wcieleniem zła, światowym wszechpotężnym spiskiem, winowajcą wszystkich nieszczęść rodzaju ludzkiego i narodu polskiego. Słowem: byli Żydzi kozłem ofiarnym. Tak powstał stereotyp Żyda-plutokraty i Żyda-komunisty.

Mówię tu w wielkim skrócie o sprawach dramatycznie skomplikowanych. Ten stereotyp Żyda nie był przecież polskim wymysłem. Każdy z krajów Europy zamieszkiwany przez Żydów wyprodukował własny wariant antysemickiego szaleństwa.

W partii komunistycznej istotnie wielu było Żydów, ale wszystkich komunistów w Polsce było kilkanaście tysięcy, zaś Żydów ponad 3 miliony. Jednak endekom wygodniej było identyfikować komunistów z żydowską intrygą niż dostrzec w komuniźmie wyzwanie epoki.

Kiedy 17 IX 1939 r. oddziały Armii Czerwonej przekroczyły wschodnią granicę państwa polskiego w żydowskich miasteczkach żydowscy adepci komunistycznej utopii witali”wyzwolicieli” kwiatami. Tradycyjnie zorientowane wspólnoty żydowskie, przemysłowcy i kupcy, rabini i adwokaci, lekarze i chasydzi z żydowskich chederów oczywiście umierali z przerażenia widząc bolszewickich bezbożników i wrogów burżuazji. Ale zapamiętano tylko tych, którzy wyszli z kwiatami na powitanie … Elity społeczności żydowskiej, od pobożnych rabinów poczynając a na Alterze i Erlichu, przywódcach socjalistycznego Bundu kończąc, poddane zostały natychmiast okrutnym represjom. Ale zapamiętano tylko tych, którzy wyszli z kwiatami na powitanie… To utrwaliło i upowszechniło absurdalny stereotyp żydokomuny.

Pod okupacją hitlerowską Żydzi zostali oddzieleni murem. Powstały dwa różne światy, dwie różne rzeczywistości, dwa różne sposoby zapamiętywania zdarzeń. Polacy zapamiętali przede wszystkim własne przeżycia: łapanki i egzekucje, cierpienia i konspirację. Żydzi zapamiętali Zagładę. Jedni i drudzy zapamiętali prawdę. Swoją własna prawdę. Ale jedni i drudzy zapamiętali także wzajemną niechęć. Polacy ze zdumieniem patrzyli na żydowską bierność nie rozumiejąc, że czynny opór równał się samobójstwu. Żydzi ze zdumieniem i przerażeniem patrzyli na polską obojętność, nie rozumiejąc, że akt pomocy był bohaterstwem. Iluż samobójców, iluż bohaterów może zrodzić naród? Naród żydowski i naród polski zrodził ich ponad ludzka wyobraźnię.

Wszelako, prócz swoich bohaterów, każdy naród rodzi swoich zdrajców i swoje kanalie. I jest siłą narodowej kultury to, że ma odwagę rozpoznać również swoje plugawe oblicze.

Hannah Arendt – autorka książki o Eichmanie i Adolf Rudnicki – autor “Kupca łódzkiego”, książki o Rumkowskim z łódzkiego getta pozostaną na zawsze wzorem siły żydowskiej duchowości, która zdobywa się na odwagę mówienia o tym, co podłe we własnej wspólnocie. Karol Ludwik Koniński, Kazimierz Wyka, Jan Błoński pozostaną na zawsze dowodem siły polskiej kultury, która potrafi zmierzyć się z prawdą o polskiej podłości.

W 50-tą rocznicę powstania w getcie warszawskim trzeba to powiedzieć otwarcie, choć z goryczą: kiedy jedni nieśli pomoc ginącym Żydom, drudzy odmawiali bojowcom ŻOB prawa do polskiego sztandaru, a ginący naród nazywali tradycyjnym wrogiem Polski. Zarówno heroizm ludzi, którzy pomagali Żydom, jak i podłość antysemitów są skladnikiem polskiego dziedzictwa. I jest to dziedzictwo tym bardziej kłopotliwe, że wśród tych pierwszych byli komuniści, późniejsi gloryfikatorzy stalinowskiego terroru, a wśród tych drugich – bohaterowie antyhitlerowskiego podziemia i ofiary stalinowskich procesów.

Trudne jest polskie dziedzictwo. Kiedy żydowskiej ofierze Zagłady wystarczy wspomnienie o człowieku, który w tamtych latach wygłaszał nikczemne antysemickie frazy, to polski publicysta o żydowskim rodowodzie nie może zapominać, że ten człowiek walczył – bywało – z Niemcami o wolną Polskę i ginął – bywało – w ubeckich kazamatach z rąk komunistycznego oprawcy o żydowskim rodowodzie.

Trudne jest polskie dziedzictwo, tak jak trudne jest dziedzictwo narodow poddanych próbie nieszczęścia. Lata powojenne nie ułatwiały Polakom rozrachunku z tym trudnym dziedzictwem. Najpierw pod zarzutem antysemityzmu prześladowano całą nienal antyhitlerowską konspirację. Później antysemityzm stał się instrumentem w ręku rządzących komunistów: od czystek kadrowych w epoce sprawy lekarzy (1953 r.), aż po 1968 r., gdy jeden z przywódców nazwał garść Żydów ocalałych z hitlerowskiej kaźni – Herrenvolkiem. Jednak i tym razem odium hańby spadło nie na komunistów, lecz na Polaków…

Polacy nie pogodzili się nigdy z twierdzeniem, że “wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. I nigdy z tym się nie pogodzą. Polacy nie są narodem antysemitów, choć byli i są wśród Polaków antysemici. Ale to oskarżenie wywołało wśród Polaków – zakneblowanych przez komunistyczną dyktaturę – reakcję absurdalnie obronną: w obronie dobrego imienia Polski powiadano, że w Polsce – zawsze szlachetnej i tolerancyjnej – nigdy nie było antysemityzmu.

Był w tym jakiś rozpaczliwy opór przed złowrogim stereotypem, przełamanym przez Mickiewicza i Norwida, Miłosza i Herberta, Kołakowskiego i Konwickiego. Bowiem duch frazy zrodzonej z antypolonizmu bywa równie okrutny i niesprawiedliwy, jak antysemicka obelga.

Wiem dobrze – nie ma symetrii między antysemityzmem i antypolonizmem. Żydzi nie urządzili Polakom pogromów; Żydzi nie twierdzili, że polski spisek rządzi światem. Ale żydowskie opinie, że tylko dzięki Polakom możliwe było dzieło Zagłady były splunięciem w twarz wszystkim Polakom. Także tym, którzy mają swoje drzewka w jerozolimskiej akcji sprawiedliwych.

VI

Nie ma dziś w Polsce Żydów i nigdy do niej nie powrócą. Adolf Hitler morderstwem, a potem jego nieudolni naśladowcy słowem obelżywym oczyścili Polskę z Żydów. Pozostał jednak problem antysemitów. Ci – istnieją.

To już nie jest problem polsko-żydowski. To jest temat rozmowy Polaków z Polakami. O własnej tożsamości i z pamięci. O prawdzie i o uczciwości.

Kultura polska nie uniknie tych pytań i odpowiedzi, które formułują Żydzi: dlaczego nie pospieszyliście nam z pomocą? Na te pytania długo jeszcze będą Polacy odpowiadać. Sam odpowiedzieć potrafię tylko tyle: tych, którzy splamili się zbrodnią winna spotkać kara zbiorowej pogardy; dla tych, którym zabrakło odwagi lub wyobraźni – prosić wypada o przebaczenie; przed tymi, którzy, narażając własne życie, pospieszyli mordowanym Żydom z pomocą – wspólnie pochylmy głowy. I zastanowmy się wspólnie nad naturą świata, który przeżył Zagładę. Walczące getto pozostało osamotnione. Militarna pomoc polskiego podziemia miała znaczenie symboliczne. Bezcenny był symbol – ale właśnie symbol. Na niemieckie stanowiska bojowe nie spadły alianckie bomby, by skutecznie zatrzymać Zagładę. Elity brytyjskie i amerykańskie, także żydowskie, przyjmowały z nieufnością raporty Kurierów polskiego podziemia. Świat nie uwierzył Polakowi Karskiemu, gdy ten opowiadał o Zagładzie, tak jak później nie uwierzył Polakowi Herlingowi-Grudzińskiemu, gdy ten opowiadał o Gułagu. Świat nie był przygotowany do prawdy o totalitarnych ustrojach i ostatecznych rozwiązaniach.

Ale dzisiejszy świat wie już wszystko. Wie do czego sam jest zdolny. Dziś nikt już nie może tłumaczyć się niewiedzą o dokonaniach dziejowych Hitlera czy Stalina. I nikt nie może z dobrą wiarą usprawiedliwiać czy relatywizować jednych zbrodni przez wskazywanie na drugie. Zbrodnia jest zbrodnią i nie wolno w niej uczestniczyć w imię żadnych politycznych uzasadnień.

I świat wie także – dzieki powstańcom z warszawskiego getta – że można odmówić udziału w zbrodni, że zbrodniarzom można postawić opór.

VII

Niezwykła wielkość heroizmu Żydów z warszawskiego getta była na miarę niezwykłej wielkości Zagłady.

VIII

Dziś nad Warszawą powiewają zgodnie dwa sztandary. Reszta niech pozostanie milczeniem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com