Archive | August 2017

Turcja: Obsesja Erdogana na temat Jerozolimy

Turcja: Obsesja Erdogana na temat Jerozolimy

Burak Bekdil
tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Niecały rok temu Turcja i Izrael zgodzili się na zakończenie sześcioletniego dyplomatycznego impasu i oficjalnie “znormalizowały” stosunki. Wyznaczono ambasadorów, Kemala Okema do Izraela i Eitana Na’eha do Turcji, dwóch doświadczonych dyplomatów, którzy od tego czasu starają się o rzeczywiste znormalizowanie formalnie znormalizowanych więzów. Jak niektórzy, włącznie z waszym skromnym korespondentem, przestrzegali w 2016 r.:

“Erdogan pragmatycznie zgodził się na uściśnięcie ręki Izraela, ale jego ideologiczna wrogość wobec państwa żydowskiego i jego ideologiczny romans z Hamasem nie zniknęły; nie będzie więc łatwo podtrzymać ten ‘pokój’ turecko-izraelski”.

Zaledwie w pół roku po “karcie normalizacji” Erdogan w maju złożył zobowiązanie, że jego rząd będzie współpracował z narodem palestyńskim, by strzec Jerozolimę przed “judaizacją”. To może być klasyczny Erdogan. Obietnica tureckiego prezydenta nie różni się zbytnio od walki o obronę Watykanu przed “katolicyzacją”.

Jest niezbitym faktem historycznym to, że przedislamski okres Jerozolimy, 3300-1000 p.n.e. pojawia się Księdze Rodzaju – czasy Abrahama, Izaaka i Jakuba – kiedy przodkowie Erdogana prawdopodobnie byli myśliwymi na stepach Azji Środkowej. Lata 1000-732 p.n.e. to okres starożytnych królestw Izraela i Judy. Prosto mówiąc, judaistyczna historia Jerozolimy datuje się na tysiąclecia przed narodzinami islamu.

Niemniej, według Erdogana, istnieje konieczność “obrony Jerozolimy przed judaizacją”. W przemówieniu w maju Erdogan powtórzył także wcześniejsze wezwanie do muzułmanów na całym świecie, by “odwiedzili meczet Al-Aksa” umieszczony na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. “Jako społeczność muzułmańska musimy często odwiedzać meczet Al-Aksa – powiedział. – Każdy dzień, w którym Jerozolima jest pod okupacją, jest dla nas obrazą”.

Jerozolima z Wzgórzem Świątynnym (Zdjęcie: Lior Mizrahi/Getty Images)

W 2016 r. w sumie 26 tysięcy Turków odwiedziło meczet Al-Aksa (z populacji 80 milionów). Erdogan powiedział także, że chce “setek tysięcy muzułmanów” w muzułmańskim miejscu świętym w swojej kampanii “zalania Jerozolimy [muzułmanami] i wygnania okupantów”.

Podczas pojednania z Izraelem Ankara obiecała zakończyć wspieranie Hamasu; Turcja nawet wydaliła Saleha al-Arouriego, najwyższego rangą funkcjonariusza Hamasu, który przebywał w tym kraju. Dochodziły jednak informacje, że Erdogan nie jest rzeczywiście skłonny do dotrzymania swojej części umowy. Dziennikarz Yoav Zitun pisał w Ynet News:

Obecność Hamasu w Turcji trwa mimo wyjazdu Saleha al-Arouriego, który przewodził Hamasowi w Turcji przed opuszczeniem kraju na żądanie Izraela podczas negocjacji pojednawczych.

Jego następcy rekrutują studentów palestyńskich na studia w krajach muzułmańskich w ogóle, a szczególnie w Turcji. Studentów posyła się następnie na szkolenie wojskowe w Libanie lub w Syrii i stamtąd wracają na Zachodni Brzeg, by przeprowadzać ataki przeciwko Izraelowi.

Zitun przedstawia kilka intrygujących przypadków:

Na przykład, dwa miesiące temu Izraelskie Siły Obronne i Szin Bet zatrzymały Palestyńczyka, który przez kilka lat żył na Cyprze tureckim. W sierpniu 2015 r. Hamas zwerbował w Jordanii Kazmara, dał mu szkolenie wojskowe i szkolenie w obchodzeniu się materiałami wybuchowymi. Podczas spotkania z agentami Hamsu w Stambule w styczniu ubiegłego roku dostał instrukcje werbowania terrorystów na Zachodnim Brzegu przy użyciu zakodowanych kart pamięci.

Inny bardzo nagłośniony przypadek dotyczy Muhammada Murtadża, który był szefem organizacji pomocy humanitarnej rządu tureckiego w Gazie. Szin Bet podał po jego aresztowaniu, że Murtadża jest oskarżony o transfer do Hamasu milionów dolarów podarowanych przez Ankarę.

Pieniądze tureckie płyną w ręce ludzi, którzy przysięgli anihilację Izraela, a jest to część ideologii, nie zaś pomocy humanitarnej.

Próbując przedstawić się jako międzynarodowy zbawca sprawy islamistycznej, Turcja od 2004 r. zainwestowała miliony dolarów w 63 różne projekty mające na celu “obronę i wzmocnienie muzułmańskiego dziedzictwa i charakteru Jerozolimy”. Pieniądze często przekazywane są przez organ rządowy, Turecką Agencję Współpracy i Rozwoju (TIKA).

W tych staraniach o “obronę i wzmocnienie muzułmańskiego dziedzictwa i charakteru Jerozolimy” Turcja zawarła partnerstwo z szejkiem Raedem Salahem, przywódcą Oddziału Północnego Ruchu Islamskiego w Izraelu, oraz z szejkiem Akramem Sabrim, byłym muftim Jerozolimy. Oni obaj są przeciwni prawu Izraela do istnienia.

Jak zapytał ostrożnie mój amerykański przyjaciel: “Czy Turcja nie miała inwestować milionów, żeby odbudować Gazę?”

Wydaje się, że nie, kiedy zaangażowana jest ideologia islamistyczna.


Burak Bekdil: Wieloletni publicysta wychodzącej w języku angielskim gazety tureckiej “Hurriyet Daily News”, ostatnio (2017) zwolniony za publikowanie artykułów na Zachodzie. Ponieważ był zagrożony aresztowaniem przeniósł się do Grecji.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Główny księgowy Auschwitz idzie do więzienia. W wieku 96 lat

Główny księgowy Auschwitz idzie do więzienia.
W wieku 96 lat

RG


fot. TOBIAS SCHWARZ

Niemiecki sąd skazał byłego esesmana Oskara Gröninga, głównego księgowego w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, na cztery lata więzienia. – Byłem zdziwiony, gdy zrozumiałem, na czym polega proces eksterminacji, ale później go zaakceptowałem. Po kilku miesiącach praca stała się rutyną – mówił w wywiadzie z 2005 roku.

Oskar Gröning rozpoczął pracę w obozie koncentracyjnym w wieku 21 lat. Był entuzjastą nazizmu, zgłosił się do Waffen-SS jako ochotnik. W Auschwitz-Birkenau odpowiadał za selekcję rzeczy, liczenie pieniędzy ofiar i wysyłkę do Berlina. – Byłem zdziwiony, gdy zrozumiałem, na czym polega proces eksterminacji, ale później go zaakceptowałem. Po kilku miesiącach praca stała się rutyną – mówił Gröning w 2005 r. w rozmowie z dziennikarzem magazynu „Spiegel”.

W Auschwitz-Birkenau pracował dwa lata. W 1944 r. poprosił o przeniesienie na linię frontu, w efekcie czego znalazł się we francuskim Ardennes. Pod koniec wojny trafił do brytyjskiej niewoli i został przewieziony do Wielkiej Brytanii.

Kiedy w 1948 r. wrócił do Niemiec, powiedział do żony: „Zrób nam obojgu przysługę i nie pytaj”. Ze względu na przeszłość w SS nie mógł wrócić do dawnej pracy w banku. Zatrudnił się w hucie szkła. Z czasem awansował na kierownika ds. personelu. Był typowym przedstawicielem klasy średniej. Jak twierdzą jego krewni, uwielbiał zbierać znaczki.

„Byłem jedynie nieznaczącym podoficerem”

W 2015 r. sąd w niemieckim Lüneburgu uznał Oskara Gröninga współwinnym zamordowania co najmniej 300 tys. osób. Skazał go na cztery lata więzienia oraz zwrot kosztów procesu, które wyceniono wstępnie na kilkaset tys. euro.

Gröning przyznał przed sądem, że ponosi moralną winę za zbrodnie, poprosił również o przebaczenie. Jednocześnie utrzymywał, że „był jedynie nieznaczącym podoficerem”.

Obrona byłego esesmana próbowała wstrzymać wykonanie wyroku, twierdząc, że 96-letni Niemiec ze względu na stan zdrowia nie przeżyje więzienia. Prokuratura poprosił biegłego lekarza, aby przebadał Gröninga. Okazało się, że jest zdolny do odbycia kary. – Ma fizyczne ograniczenia, ale jeśli uzyska w zakładzie karnym odpowiednią opiekę medyczną i pielęgniarską, będzie w stanie odbyć karę – powiedziała rzeczniczka prokuratury w Hanowerze Kathrin Soefker w rozmowie z mediami. Obrońca Gröninga zapowiedział, że będzie wnosił do sądu o ponowne zbadanie stanu zdrowia skazanego.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Treblinka: Reconstrucción digital del campo de exterminio nazi HD

Treblinka: Reconstrucción digital del campo de exterminio nazi HD

Holocaust Social Archive


TRABLINKA

Treblinka: Reconstrucción digital del campo de exterminio nazi HDPoland, Trablinka

Publicerat av Holocaust Social Archive den 24 juli 2017

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Sumienie, czyli moralność bez smyczy

Sumienie, czyli moralność bez smyczy

Andrzej Koraszewski


Ta mała, kupiona za 2 złote w grudniu 1956 roku broszurka przetrwała osiem przeprowadzek i przejechała przez kilka krajów. Po raz kolejny czytam ją ponad 60 lat od zakupu i zdumiewa jej nieustająca aktualność. Broszurka wydana w czasach „Odwilży”, w ramach Biblioteczki „Po prostu”, ma 40 stron pocztówkowego formatu i składa się z czterech artykułów Tadeusza Kotarbińskiego: Zagadnienia etyki niezależnej, Kwestia drażliwa, Sztandarowe hasła oraz Urabianie poglądów na świat i życie. Wszystkie cztery zasługują na przypomnienie w kontekście współczesności.

„Zagadnienia etyki niezależnej” dostępne są on-line. Zapewne odczytuję ten tekst zupełnie inaczej niż kiedy czytałem go przed maturą, na dodatek w czasach, w których trzeba było wyjaśnień, że mój ateizm nie ma nic wspólnego z tym zalecanym przez komunistyczne państwo. Swoją prezentację etyki niezależnej Tadeusz Kotarbiński zaczynał tak:

Mowa będzie o etyce niezależnej. Od czego niezależnej? Od religii. Albowiem dominuje u nas etyka religijnie ugruntowana. Uzasadnia ona własne hasła naczelne odwołując się do Boga, do życia przyszłego, do pośmiertnego wymiaru nagród i kar za czyny dobre i złe. Jest jednak spora ilość ludzi niewierzących ani w istnienie Opatrzności, ani w życie przyszłe. Ci więc potrzebują etyki, która by się obywała bez takich uzasadnień. A przyda się ona także i osobom wierzącym w przypadku zachwiania się lub zgoła utraty wiary religijnej, co zdarza się często. Źle, jeżeli wraz z wiarą załamuje się etyka.

Problem jest u nas teraz aktualnie i społecznie ważny.

Nie ma tu wojującego antyklerykalizmu, przeciwnie jest ostrożność, by nie urazić ludzi wierzących. Tekst pisany był w czasach, kiedy Kościół był słaby i zwalczany przez komunistyczne państwo. Dla dzisiejszych czytelników Dawkinsa, Hitchensa, Harrisa, Dennetta i innych może wydać się niemal próbą jakiegoś usprawiedliwiania niewiary. Kotarbiński przekonuje, że aby być człowiekiem porządnym, nie trzeba oglądać się na nakazy religijne, że są uniwersalne wartości moralne, niezależne od religii czy światopoglądu. Cenimy dzielność, uczciwość i dobroć niezależnie od szerokości geograficznej, narodowości, czy wyznania.

„…nie potrzeba odwoływać się do Opatrzności ani do nieśmiertelności, by uznać za słuszne, jeśli się chwali męstwo, dobroć serca, prawość, godność własną, szlachetność motywacji.”

Centralną kategorią jest dla Kotarbińskiego człowiek spolegliwy, ktoś na kim można polegać w chwili próby. Nie ma tu gwałtownego ataku na religię, a co więcej, wyczuwa się inne zagrożenia naszej niezależności. Zagrożenie ze strony ideologii. W końcowej partii Kotarbiński pisze, że „etyka niezależna jest niezależna jeszcze i w tym sensie, że własnego głosu sumienia nie podobna zastąpić głosem cudzym” .

Amoralność komunistycznej etyki była dla Kotarbińskiego równie oczywista, jak amoralność etyki odwołującej się do religii. O amoralności etyki komunistycznej pisać wprost nie mógł, o amoralności etyki opartej na religii w tym historycznym momencie pisać się nie godziło. W kolejnym artykule zatytułowanym „Kwestia drażliwa” Autor jest już nieco mniej ostrożny. Oczywiście owa kwestia drażliwa to kwestia żydowska, która, jak pisze, utonęła w przesadnym milczeniu po tym, co działo się przed wojną i podczas wojny. Kotarbiński nadal waży słowa, jest niezwykle ostrożny, określa to zaledwie „kwestią drażliwą”. Dziś wiemy więcej, wiemy również, że On wiedział więcej. Opisuje

„…jak w wagonie kolejowym jakiś gorliwiec tłumaczył, że trzeba się we wszystkim radzić Pisma Świętego i ufać Panu Bogu, bo co Pan Bóg zrobi, to wszystko jest dobre, a Pan Bóg robi wszystko i On sprowadził Hitlera, by nas uwolnił od Żydów.”

Kotarbiński przypomina, że tak nie naucza się z ambon, ale kler to toleruje i jest to osadzone w całej chrześcijańskiej tradycji. Żywej tradycji, która odzywa się pogromami, na dodatek czasem inspirowanymi w celach politycznych.

Kościół uczynił z antyjudaizmu zwornik chrześcijańskiej wspólnoty, z Żyda antybliźniego, naczelnego czarnoksiężnika, symbol zła, z którym trzeba walczyć. Tę tradycję ochoczo podchwycił islam, a w nowszych czasach najpierw nazizm potem komunizm, współcześnie lewica walczy o lepsze z chrześcijaństwem i islamem o to, kto jest lepszym antysyjonistą, udając świętoszków, że ów antysyjonizm nie ma nic wspólnego ani z antysemityzmem, ani z antyjudaizmem. Przez dziesięciolecia od pierwszej lektury „Kwestii drażliwej” patrzyłem jak świat pielęgnuje tę tradycję, by teraz doczekać się uznania jej przez UNESCO za światowe dziedzictwo.

Kolejny tekst z tej broszurki może wydawać się błahy, nosi tytuł „Sztandarowe hasła”. Traktuje o wydarzeniu z kwietnia 1948 roku, kiedy to Uniwersytet Łódzki otrzymał dar w postaci sztandaru, na którym widniały wyhaftowane słowa „Prawda i Wolność”. Zastanawia się Kotarbiński nad słowem ‘prawda”, nad tym, co mieli na myśli ci, którzy „utkali ze złota jego litery”? Młodzież chce mieć prawdomówne nauczycielstwo, a sami nauczyciele chcą mieć prawo do mówienia prawdy. „Wystarczy zamienić tezy problemami” – czytam i zastanawiam się jak to rozumiałem 60 lat temu?

Pisze Kotarbiński, że programy nauczania często składają się z tez i twierdzeń, które trzeba wcisnąć w umysły słuchaczy. No tak, można zapewnić, że nauczyciel będzie w zgodzie ze swoim sumieniem przez odpowiednią politykę kadrową i dobór nauczycieli myślących jak każe program. Odejdą ludzie o twardych karkach, zostaną konformiści, a prawdomówność stanie się rzeczą pozorną. Widzieliśmy to zjawisko w czasach komunizmu i powróciło po jego upadku. Prawda – czytamy – to zgodność z rzeczywistością. Jeśli zwierzchność każe rozpowszechniać fałszywe poglądy dla swoich doraźnych celów, ale również kiedy nauczyciele przywiązani są do starych przesądów, trudno mówić o uzdrowieniu stosunków. Wzywał zatem Kotarbiński do „kultu prawdy”, domyślając się zapewne, że jest to wołanie na puszczy. Czy domyślał się również, że pojawi się postmodernizm z jego pogardą dla faktów? Wtedy niebezpieczeństwo nadchodziło z innej strony, prawda była partyjna. Dziś znowu prawda jest partyjna, chociaż na sztandarach ma hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” i znów polityka kadrowa ma sprawić, aby nauczyciel nie odczuwał konfliktu sumienia, albo raczej, by jego sumienie było na krótkiej smyczy partyjnej lojalności.

Ostatni z artykułów w tej małej broszurce traktuje o tym, że młodość musi odpowiedzialnie żyć, zanim zdoła się namyślić dość głęboko. Data pierwszej publikacji tego tekstu jest niesłychanie ważna – rok 1947. Narastający stalinowski terror, trzeba ostrzegać przed zwyrodnieniem. „Co czynić, by nie roztrwonić skarbu życia na drobne” – pyta filozof i w tym momencie ten ateista przypomina, że w dziedzictwie otrzymaliśmy katolicyzm, ale ostrzega:

„System jednak, w którym kultura dobroci i innych cnót najcenniejszych zespoliła sie w sposób stanowczy z kultywowaniem przesądu, z nieznośną dla umysłów zdrowych, poinformowanych i krytycznych, deformacją rzetelnego obrazu rzeczywistości, z ciążeniem ku formom bytu przeżytym i zaśniedziałym”

Wzywa zatem Kotarbiński do samodzielności, do szukania wzorów, do filozofowania. Kieruje uwagę na przyrodniczy pogląd na świat i na głoszącą równość doktrynę socjalizmu. Natychmiast jednak i tu ostrzega przed nazbyt gorliwymi propagandystami, którzy przestają się liczyć z wymogami prawdy.

Przed ułudą chronić może nieskrępowana dyskusja, abyśmy mogli podważać wszystko, by dotrzeć do tego, czego podważyć się nie da.

„Natomiast z doktrynami , hodowanymi pod ochroną przywileju słowa, dzieje się tak jak z produktami przemysłu w systemie ceł ochronnych: wolne od współzawodnictwa tracą impet do doskonalenia się…”

Używając dzisiejszego języka możemy strawestować słowa pisane przez filozofa w 1947 roku, że propagandyści dobrej zmiany nie chcą apelować do krytycznego sądu, ale chcą, by przyjmować katechizm uproszczony.

Tadeusz Kotarbiński słów używa innych, ale przypomina cynizm propagandystów, pewnych że „ciemny lud to kupi” i przypomina, że człowiek myślący powinien wiedzieć lepiej. Chętnych do łamania charakterów nie brakowało w przeszłości i nie brakuje ich dziś. Na drodze życia konieczne są również znaki zakazu skrętu w lewo czy w prawo, kiedy sprowadza to zagrożenie, pierwszeństwa, ograniczenia szybkości, znaki chroniące bezpieczeństwo naszych kręgosłupów moralnych.

Kto wie, może pora na nową Biblioteczkę „Po prostu” czy może „Studia Opinii”?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pamiec Treblinki – Księga Imion

Księga Imion

 


Księga Imion

Holocaust to nie tylko fizyczne unicestwienie narodu żydowskiego – milionów ludzi, młodych i starych, kobiet i mężczyzn, ludzi prostych i wykształconych, głęboko zakorzenionych w żydowskiej tradycji i całkiem zasymilowanych. Razem z nimi zamordowano ich całe dziedzictwo, kulturę, obyczaje, tradycje, religię i wspólnotę. Zamordowano też pamięć o nich. Ofiary pozbawiono nawet imion. Większość z nich nie ma nikogo, kto by mógł ich opłakiwać, bo razem z nimi zgładzono wszystkich bliskich.

Fundacja “Pamięć Treblinki” chciałaby być jednym z wielu miejsc przywracających pamięć o zamordowanych w czasie Zagłady. Szczególnie skupiamy się na tych, którzy zginęli w Treblince lub w drodze do niej.

Zaczęliśmy już tworzenie “Księgi Imion” ofiar – przeszukujemy bazy Yad Vashem, relacje zgromadzone w ŻIH, wspomnienia, przedwojenne i powojenne źródła, rozmawiamy z ostatnimi żyjącymi świadkami Zagłady, z rodzinami ofiar.

Chcemy gromadzić jak najwięcej danych – imiona i nazwiska, wiek, adresy, zawody. Tam gdzie to możliwe, poznajemy powiązania rodzinne, by móc wspominać całe rodziny. Jeśli znamy historię ich życia czy szczegóły związane ze śmiercią, pragniemy je zapisać, udostępnić, a również odczytywać w trakcie comiesięcznych spotkań w Treblince. Chcielibyśmy przywoływać w tych pomordowanych naszych braci – z całym bogactwem ich życia, marzeń, planów, miłości, trosk, radości i kłopotów. Chcielibyśmy, by na trwałe powróciła o nich pamięć.

Księga Imion – baza osób


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com