Bojkotowanie Żydów: Wielka Brytania występuje przeciwko Izraelowi


Bojkotowanie Żydów: Wielka Brytania występuje przeciwko Izraelowi

Ben M. Freeman


Brytyjski bojkot izraelskich przedsiębiorstw na Zachodnim Brzegu wymierzony jest konkretnie w Żydów, ale grozi uderzeniem w źródła utrzymania Palestyńczyków i w żaden sposób nie przyczynia się do pokoju.


Najważniejsze wnioski

  • Brytyjski bojkot uderza wyłącznie w żydowskie przedsiębiorstwa, pozostawiając palestyńskie firmy nietknięte.

  • Polityka ta grozi pozbawieniem Palestyńczyków dobrze płatnych miejsc pracy i bezpieczeństwa ekonomicznego.

  • Nagradza odrzucanie kompromisu, nie robiąc nic, by przybliżyć Izraelczyków i Palestyńczyków do pokoju.

Brytyjski rząd – wraz z Kanadą, Danią, Finlandią, Francją, Islandią, Irlandią, Norwegią, Polską, Portugalią, Hiszpanią i Szwecją – ogłosił, że zakaże handlu z izraelskimi społecznościami na Zachodnim Brzegu, terytorium znanym jako Judea i Samaria. Ed Miliband, minister spraw zagranicznych, powiedział w parlamencie, że Wielka Brytania nie chce, aby jej firmy „finansowały, budowały lub reklamowały nowe osiedla”, oraz że rząd analizuje „nasze szersze relacje gospodarcze z terytoriami okupowanymi”. Oczekuje się, że zakaz obejmie towary i usługi, a jego egzekwowanie zostanie wsparte sankcjami wobec brytyjskich instytucji i osób uznanych za zaangażowane w działalność osadniczą. Downing Street, na pytanie, czy polityka ta może narazić brytyjskich Żydów na niebezpieczeństwo, oświadczyło, że „całkowicie odrzuca” takie twierdzenie i pozostaje „zaangażowane w ochronę społeczności żydowskich w Wielkiej Brytanii”.

Jednak pomimo tych zapewnień powinniśmy jasno powiedzieć, co się dzieje. Wielka Brytania postanowiła bojkotować Żydów. Nie wszystkie przedsiębiorstwa na spornym terytorium. Tylko Żydów i należące do nich firmy w jednym konkretnym miejscu. Cała reszta to opakowanie.

Kto zapłaci cenę?

Ministrowie będą nam mówić, że środek ten wymierzony jest w „osiedla”, jak gdyby osiedle było abstrakcyjnym pojęciem, a nie miejscem, do którego prawdziwi ludzie każdego ranka przychodzą do pracy. Przed 7 października około 140 000 Palestyńczyków pracowało w Izraelu oraz w zarządzanych przez Izrael strefach przemysłowych w Judei i Samarii. Te miejsca pracy są znacznie lepiej płatne niż cokolwiek dostępnego pod rządami Autonomii Palestyńskiej: izraelska płaca minimalna, która ma zastosowanie do tych pracowników, jest ponad czterokrotnie wyższa od przeciętnego wynagrodzenia na Zachodnim Brzegu. Pracownicy ci korzystają także z izraelskiej ochrony prawa pracy. Dla dziesiątek tysięcy palestyńskich rodzin te miejsca pracy stanowią różnicę między możliwością przetrwania a jej brakiem.

Już wcześniej widzieliśmy, jak to wygląda w praktyce. W 2014 roku, po kampanii ruchu bojkotowego, SodaStream przeniósł swoją fabrykę z Ma’ale Adumim na Negew. Aktywiści świętowali. Około 500 palestyńskich pracowników straciło pracę. Żydowska firma przetrwała. Palestyńscy pracownicy stracili źródła utrzymania. Właśnie taki jest praktyczny skutek tego rodzaju bojkotu: bierze się żydowskiego pracodawcę i palestyńskiego pracownika i karze ich obu.

Spójrzmy na skalę. Całość brytyjskiego handlu z terytoriami palestyńskimi wynosi około 38 milionów funtów rocznie, wobec mniej więcej 6 miliardów funtów w handlu z Izraelem, a jedynie ułamek tej kwoty dotyczy izraelskich społeczności po drugiej stronie Zielonej Linii. Tak więc polityka przedstawiana jako wyraz solidarności z Palestyńczykami uderzy w Palestyńczyków bardziej niż w kogokolwiek innego. Tragiczne jest to, że nie powstrzyma to nikogo w Londynie ani w europejskich stolicach przed radosny samozadowoleniem.

Tylko Żydzi

Musimy również przyjrzeć się szczegółom tego bojkotu. Zachodni Brzeg jest terytorium spornym. Jego ostateczny status jest przedmiotem negocjacji od ponad trzech dekad, od czasu porozumień z Oslo, i nadal pozostaje nierozstrzygnięty.

Wielka Brytania nie zakazała handlu z całym tym spornym terytorium. Nie powiedziała: dopóki obie strony nie rozstrzygną swoich roszczeń, żadna brytyjska firma nie będzie prowadzić tam interesów z nikim. Wyznaczyła granicę wyłącznie wokół żydowskich mieszkańców i uznała ich życie gospodarcze za nielegalne. Palestyńska fabryka w Strefie A może sprzedawać do Wielkiej Brytanii. Żydowska fabryka dziesięć minut drogi dalej – nie. Różnicą nie jest geografia. Różnicą jest to, kto jest właścicielem firmy. Wyobraźmy sobie zastosowanie tej formuły wobec jakiegokolwiek innego narodu. Wyobraźmy sobie rząd ogłaszający zakaz handlu z przedsiębiorstwami na północnym Cyprze – ale wyłącznie tymi należącymi do Greków.

Istnieje na to słowo: rasizm. Kiedy polityka wyodrębnia jedną grupę etniczną na spornym terytorium i pozostawia wszystkich pozostałych nietkniętych, mamy do czynienia z dyskryminacją ze względu na pochodzenie etniczne (czymś, co jest zakazane przez brytyjskie prawo).

Język Milibanda niesie ze sobą jeszcze bardziej niepokojącą konsekwencję. Powiedział „Jewish News”, że Wielka Brytania uznaje obecnie „okupację” za „bezprawną” i że ta bezprawność wymaga od rządu ponownego przemyślenia relacji gospodarczych z tym terytorium. Jednak terytorium, które Wielka Brytania definiuje w ten sposób, obejmuje Wschodnią Jerozolimę. Obejmuje żydowską dzielnicę Starego Miasta w Jerozolimie, gdzie Żydzi przez stulecia mieszkali, modlili się i budowali życie wspólnotowe. Innymi słowy, brytyjski minister spraw zagranicznych broni polityki opartej na założeniu, że żydowska obecność w tym miejscu stanowi część czegoś bezprawnego. To nienawiść do Żydów w najczystszej postaci: żydowska historia i rdzenność Żydów zostają wymazane, a zewnętrzne mocarstwo mianuje samo siebie arbitrem rozstrzygającym, gdzie Żydzi mogą zgodnie z prawem mieszkać w swojej własnej, pradawnej stolicy. Brytyjski rząd nie ma prawa mówić Żydom, że żydowskie życie w żydowskiej dzielnicy Jerozolimy jest bezprawne. To nie są lata trzydzieste XX wieku.

Miliband poszedł również dalej niż sam zakaz handlu. Powiedział w Izbie Gmin, że „brytyjski rząd zgadza się, iż na obszarach Zachodniego Brzegu dochodzi do czystek etnicznych Palestyńczyków” oraz że izraelski rząd „przymykał na to oko”. Podobnie jak „apartheid” czy „ludobójstwo”, „czystki etniczne” nie są określeniem, którym można rzucać bez zastanowienia. Oznacza ono celowe usuwanie ludności z danego terytorium. Arabska populacja Zachodniego Brzegu wzrosła wielokrotnie od 1967 roku. Obecnie mieszka tam więcej Palestyńczyków niż w jakimkolwiek wcześniejszym momencie historii. Jakiekolwiek przestępstwa popełniali poszczególni osadnicy – a są to poważne sprawy – ludność, której liczebność nadal rośnie, nie jest poddawana czystkom etnicznym. Minister spraw zagranicznych wie, jaką wagę ma to określenie. Mimo to go użył.

Istnieje również historia rzeczywistych czystek etnicznych w tym regionie, o której rząd najwyraźniej zapomniał. Żydzi mieszkali w Hebronie przez stulecia, aż do masakry w 1929 roku. Żydzi mieszkali w Gusz Ecjon do 1948 roku. Żydzi mieszkali na Starym Mieście w Jerozolimie, dopóki armia jordańska nie wypędziła ich w tym samym roku, burząc synagogi i czyniąc całe to terytorium wolnym od Żydów przez dziewiętnaście lat. To tylko dodatkowo komplikuje status Zachodniego Brzegu i nie powinno być ignorowane.

To nie przyniesie pokoju

Nikt w rządzie nie może poważnie wierzyć, że ten zakaz doprowadzi do powstania dwóch państw. Nie skłoni ani jednego palestyńskiego przywódcy do zbliżenia się do stołu negocjacyjnego, ponieważ jedynie nagradza ich za niszczycielski atak na Izrael z 7 października 2023 roku. Nie wywiera żadnej presji na Palestyńczyków, aby zasiedli do rozmów. Aby zrozumieli, że muszą usiąść z Izraelczykami i pójść na kompromis. Podobnie jak uznanie Państwa Palestyna przez Wielką Brytanię i wiele innych państw we wrześniu ubiegłego roku, jest to gest całkowicie performatywny. Niczego nie zmienił. Ani dla Izraela, ani dla samych Palestyńczyków. Hamas nie uwolnił zakładników ani trochę szybciej, ani też nie zaczął uwalniać mieszkańców Gazy ze swoich szponów. Autonomia Palestyńska nie przeprowadziła wyborów. Ten gest był przeznaczony dla krajowej publiczności i miał zdobyć głosy społeczności muzułmańskiej – i tak samo jest z obecnym posunięciem. Gdyby rząd wierzył we własną retorykę dotyczącą dwóch państw, poświęcałby energię sprawom, które rzeczywiście stoją na przeszkodzie: Hamasowi oraz brakowi jakiegokolwiek palestyńskiego przywódcy posiadającego mandat do podpisania czegokolwiek. Zamiast tego wybrał jedyny środek, który niczego nie osiąga, a którego ciężar spada w całości na Żydów.

W poszukiwaniu pretekstu

Mówi się nam, że bezpośrednim impulsem był przetarg dotyczący E1. W sierpniu Izrael opublikował przetarg na 1234 lokali mieszkalnych na terenach na wschód od Jerozolimy, które znajdują się w izraelskich dokumentach planistycznych od 1994 roku, od czasów Icchaka Rabina, i które zarówno parametry Clintona z 2000 roku, jak i amerykański plan z 2020 roku przewidywały jako pozostające pod izraelską suwerennością. Jest to decyzja dotycząca zagospodarowania państwowych gruntów w Strefie C, gdzie porozumienia z Oslo – zawarte z samymi Palestyńczykami – przyznały Izraelowi pełną kontrolę cywilną i bezpieczeństwa. Nie jest to nic nowego. Sprawa ta była dyskutowana, zamrażana, wznawiana i ponownie zamrażana przez ponad trzydzieści lat. Przetarg E1 nie spowodował tej polityki. Dał rządowi powód do ogłoszenia polityki, w której kierunku już od pewnego czasu zmierzał. W czerwcu Yvette Cooper zaostrzyła już wytyczne, „zdecydowanie odradzając” jakąkolwiek działalność gospodarczą w izraelskich społecznościach po drugiej stronie Zielonej Linii, po raz pierwszy rozszerzając zalecenie również na usługi i turystykę. Kierunek został wyznaczony. E1 było tylko zapalnikiem.

Dowodem są państwa, w których towarzystwie znalazła się Wielka Brytania. W ciągu kilku godzin od oświadczenia Milibanda jedenaście innych rządów ogłosiło, że zrobi to samo: Kanada, Dania, Finlandia, Francja, Islandia, Irlandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Hiszpania i Szwecja. Francuski minister spraw zagranicznych określił to mianem wspólnej inicjatywy brytyjsko-francuskiej. Dwanaście państw nie uzgadnia swoich przepisów handlowych w ciągu kilku dni. Negocjowano to przez tygodnie, prawdopodobnie miesiące, za pośrednictwem tych samych kanałów i między wieloma z tych samych rządów, które rok temu skoordynowały uznanie państwa palestyńskiego. Nazwy państw na tej liście brzmią znajomo, ponieważ jest to niemal ta sama lista. Przetarg budowlany opublikowany 19 sierpnia nie doprowadził do stworzenia przez dwanaście państw systemu sankcji do 8 września. System był już przygotowany. E1 było argumentem przygotowanym dla mediów.

A człowiek stojący na czele brytyjskiego rządu? Pierwszą znaczącą interwencją Andy’ego Burnhama w polityce zagranicznej, zanim jeszcze przekroczył próg Downing Street, było nagranie, w którym przepraszał za stanowisko Partii Pracy wobec Gazy. „Moja partia nie postąpiła właściwie i przepraszam za to” – powiedział. Nie były to przeprosiny skierowane do społeczności żydowskiej za ton demonstracji, do których przyłączali się działacze jego partii. Nie były to przeprosiny za tygodnie, podczas których Partia Pracy miała problem z powiedzeniem wprost, że Hamas dokonał najbardziej śmiercionośnej masakry Żydów od czasu Zagłady. Były to przeprosiny skierowane do aktywistów i społeczności, które uważały, że Partia Pracy nie potępiła Izraela wystarczająco szybko. Tak brzmiała deklaracja otwierająca. Zakaz handlu jest jej konsekwencją.

Wpływ na Żydów w diasporze

Za kilka tygodni minie rok od Jom Kipur 2025, kiedy terrorysta wjechał w wiernych z Heaton Park Hebrew Congregation w Manchesterze i zamordował dwóch żydowskich mężczyzn w najświętszym dniu żydowskiego roku. Andy Burnham powinien rozumieć konsekwencje tego lepiej niż większość ludzi. Jako burmistrz Manchesteru stał przed synagogą po tym, jak zamordowano Żydów z jego miasta. A jednak jego rząd usankcjonował teraz dokładnie ten rodzaj polityki, który przyczynił się do stworzenia atmosfery prowadzącej do takich wydarzeń.

Bojkotowanie Żydów jest teraz oficjalną polityką dwunastu państw Zachodu. Nie wszystkich Żydów – powiedzą; tylko tamtych Żydów, tam. Ale w rzeczywistości takie rozróżnienie nigdy nie działa. Nie działało, kiedy należące do Żydów przedsiębiorstwa w Londynie stawały się celem z powodu Gazy. Nie działało, kiedy żydowskim studentom mówiono, że nie mogą należeć do organizacji studenckich, jeśli nie wyrzekną się Izraela. Nie działa również teraz. Rząd stworzył kategorię „skażonego żydowskiego handlu”, a następnie przekazał ją ludziom, którzy nigdy w życiu nie potrafili odróżnić Żyda z Ariel od Żyda z Hendon.

Board of Deputies of British Jews oraz Jewish Leadership Council ostrzegały rząd dokładnie przed tym jeszcze przed ogłoszeniem decyzji. JLC oświadczyła, że jest „głęboko zaniepokojona” tymi doniesieniami. Ostrzeżenia zostały zignorowane. Ostatecznie właśnie tak zawsze działała nienawiść do Żydów. Zapożycza język tego, co dane społeczeństwo uważa za święte, i obraca go przeciwko Żydom. Kiedyś był to Kościół. Dziś są to prawo międzynarodowe i prawa człowieka. Kostium się zmienia. Oskarżenie pozostaje takie samo. A polityka, która bojkotuje wyłącznie Żydów na spornym terytorium, która zuboży Palestyńczyków, którym rzekomo ma pomagać, która ani o jeden dzień nie przybliży pokoju i która pojawia się dwa tygodnie przed rocznicą zamordowania modlących się Żydów w mieście samego premiera, nie jest dyplomacją. To bojkot Żydów. Nazwijmy go tym, czym jest.


Ben M. Freeman  Założyciel współczesnego ruchu Jewish Pride, Ben M. Freeman jest autorem książek Jewish Pride: Rebuilding a People (2021), Reclaiming our Story: The Pursuit of Jewish Pride (2022) oraz The Jews: An Indigenous People (2025).

Link do oryginału: https://honestreporting.com/boycotting-jews-britain-acts-against-israel/

Honest Reporting, 9 września 2026

P.S. Od tłumacza.

Polska jako jedyny kraj z byłego bloku komunistycznego dołączyła do tej antyżydowskiej hecy. Czy Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski jest antysemitą? Odpowiedź wydaje się narzucać sama, chociaż pewnie sobie tego nie uświadamia, pewnie czuje się dobrym Europejczykiem i wiernym synem katolickiej tradycji. Premier Donald Tusk to toleruje w Sejmie nie słychać głosów protestu. Wszyscy klaszczą. Jak zawsze paw i papuga. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com