Adam Sandler Chanukah Song
Happy Madison
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Adam Sandler Chanukah SongHappy Madison
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Natchnieni przez wiarę możemy zmieniać świat – [Chanuka, wieczór I]RABIN JONATHAN SACKS
Pierwsza chanukowa świeca w oknie naszej redakcji. W tle synagoga Pod Białym Bocianem.
I WIECZÓR CHANUKI – 13 GRUDNIA 2017/25 KISLEW 5778
Dwadzieścia dwa wieki temu, kiedy lud Izraela znajdował się pod panowaniem imperium Aleksandra Wielkiego, jeden z przywódców, Antioch IV, postanowił przyspieszyć proces hellenizacji. Zabronił Żydom odprawiania rytuałów świątynnych, a w samej Świątyni kazał umieścić pomnik Zeusa Olimpijskiego.
Nie mogąc tego dłużej znieść, grupa Żydów z rodu Machabeuszy postanowiła zawalczyć o wolność religijną i odniosła spektakularne zwycięstwo w starciu z oddziałami jednej z najpotężniejszych armii starożytnego świata. Po trzech latach walk udało im się odbić Jerozolimę, na nowo poświęcić Świątynię i zapalić menorę, używając do tego jednego dzbana niesprofanowanej oliwy, który ocalał pośród gruzów.
Było to jedno z najbardziej szokujących osiągnięć militarnych tamtych czasów – zwycięstwo kilkorga przeciwko wielu; słabszego przeciwko silniejszemu. W pięknych słowach ujął to Zachariasz: „Nie potęgą ani siłą, lecz duchem Moim, rzecze Wiekuisty zastępów” (Zachariasz 4:6). Machabeusze nie byli potęgą, a ich siły były ograniczone. Nie mieli przewagi ani pod względem broni, ani liczebności. Nosili w sobie za to spotęgowane pokłady żydowskiego hartu ducha, który pragnął wolności i był gotowy o nią zawalczyć.
Nigdy nie poddawajmy się więc przekonaniu, że garstka oddanych sprawie ludzi nie może zmienić świata. Natchnieni wiarą, tak jak Machabeusze, możemy wszystko.
Dziś we Wrocławiu pierwszą świecę na dziedzińcu synagogi Pod Białym Bocianem zapalimy o godz. 17:30. Program wydarzeń na osiem chanukowych wieczorów znajduje się tutaj.
Tłumaczenie: Jolanta Różyło © CHIDUSZ 2017
Druga chanukowa świeca w oknie naszej redakcji. W tle synagoga Pod Białym Bocianem.
II WIECZÓR CHANUKI – 14 GRUDNIA 2017/26 KISLEW 5778
Komentatorzy Tory poruszają ciekawą kwestię związaną ze świętem Chanuki. Przez osiem dni zapalamy świece, co noc błogosławiąc cud słowami: „sze-asa nisim la-awotejnu” („który uczyniłeś cuda przed naszymi ojcami”). Ale jaki właściwie cud wydarzył się pierwszej nocy? Ogień, który miał płonąć jeden dzień, płonął przez osiem dni. Z cudem mamy zatem do czynienia od drugiego do ósmego dnia. Co cudownego wydarzyło się pierwszego dnia?
Być może cudem był sam fakt znalezienia nietkniętego przez Greków dzbana oliwy. Nic nie wskazywało na to, że mógł się zachować – Świątynia była systematycznie profanowana przez Greków i ich sojuszników. Mimo to Machabeusze postanowili szukać i znaleźli. Dlaczego się tego podjęli? Ponieważ wierzyli, że coś – choćby najmniejsza rzecz – zdołała przetrwać katastrofę. Cudem pierwszej nocy była więc sama wiara, wiara w to, że przetrwało cokolwiek, na czym możliwe będzie zbudowanie wszystkiego od początku.
To nieodłączny element żydowskiej historii – pełnej momentów, które innych doprowadziłyby do rozpaczy i załamania. Pierwszą wielką tragedią było zburzenie Świątyni, kolejną wyprawy krzyżowe, wygnanie z Hiszpanii, pogromy i w końcu Zagłada. Z jakiegoś powodu jednak Żydzi się nie załamali. Pozbierawszy to, co się dało, odbudowali naród i ponownie zapłonęło światło, jak żadne inne w historii. Światło opowiadające historię hartu ludzkiego ducha, który jest w stanie przetrwać każdą tragedię i nie zaakceptować porażki.
Od dnia, w którym Mojżeszowi ukazał się anioł w płomieniu ognia ze środka krzewu, po czasy Machabeuszy i historię ostatniego dzbana oliwy, judaizm pozostawał ner tamid ludzkości, wiecznym światłem, którego nie może zgasić żadna ziemska siła.
Dziś we Wrocławiu drugą świecę na dziedzińcu synagogi Pod Białym Bocianem zapalimy o godz. 17:30. Potem wykład rabina Davida Basoka o zwyczajach związanych ze świętem. Program wydarzeń na osiem chanukowych wieczorów znajduje się tutaj.
Tłumaczenie: Jolanta Różyło © CHIDUSZ 2017
Trzecia chanukowa świeca w oknie naszej redakcji. W tle synagoga Pod Białym Bocianem.
III WIECZÓR CHANUKI – 15 GRUDNIA 2017/27 KISLEW 5778
W 1991 roku zapalałem świece chanukowe z Michaiłem Gorbaczowem, prezydentem rozpadającego się Związku Radzieckiego. Przez siedemdziesiąt lat praktykowanie judaizmu w komunistycznej Rosji było skutecznie tępione. Był to jeden z dwóch wielkich zamachów na Żydów w XX wieku. Niemcy próbowali zniszczyć Żydów, Rosjanie – ich wiarę. Do najbardziej okrutnych należały lata panowania Stalina. Później, w 1967 roku, po zwycięstwie Izraela w wojnie sześciodniowej, wielu rosyjskich Żydów zdecydowało się na opuszczenie kraju i emigrację.
W odpowiedzi na to poruszenie władze radzieckie zamknęły granice dla Żydów. Wielu z nich straciło wtedy również pracę, a duża część trafiła do więzień. Żydzi z całego świata walczyli o uwolnienie więźniów sowieckiej władzy, zwanych otkaznikami (ros. otkaz, odmowa) i o umożliwienie im wyjazdu. W końcu Michaił Gorbaczow uświadomił sobie, jak wadliwy był radziecki system. Komunizm, zamiast wolności i równości, przyniósł represje. Rosja stała się państwem policyjnym z nową hierarchią władzy. Na szczęście system w końcu upadł, a Żydzi ponownie mogli praktykować swoją wiarę w kraju lub emigrować.
Tamtego grudniowego dnia Gorbaczow, z pomocą tłumacza, zapytał mnie, co właściwie symbolizuje rytuał zapalania świec. Opowiedziałem mu więc historię sprzed dwudziestu dwóch wieków, kiedy to Żydzi, którym zabroniono praktykować swoją religię, postanowili walczyć o wolność i zwyciężyli, a świece, które zapalamy, są symbolem tamtego zwycięstwa. Dodałem również, że siedemdziesiąt lat temu taką samą stratę Żydzi ponieśli w Rosji – odebrano im ich wolność, którą dziś, dzięki Gorbaczowowi, odzyskali. „Zostałeś więc bohaterem chanukowej opowieści” – powiedziałem i zauważyłem, jak Gorbaczow rumieni się, słysząc moje słowa przekazane przez tłumacza. Chanukowa historia jest ciągle żywa. Wciąż inspiruje. Wciąż uczy, nie tylko nas, ale cały świat, że mimo ucisku, który ciągle istnieje, wolność, z Bożą pomocą, zawsze wygra ostateczny pojedynek.
Zapraszamy na zapalenie trzeciej świecy na dziedzińcu synagogi Pod Białym Bocianem dziś o godz. 17:30, a potem na koncert z udziałem artystów Piwnicy pod Baranami. Program wydarzeń na osiem chanukowych wieczorów znajduje się tutaj.
Tłumaczenie: Jolanta Różyło © CHIDUSZ 2017
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
The Uncomfortable Truth About Swedish Anti-SemitismPAULINA NEUDING
Police arriving after a synagogue was attacked in a failed arson attempt in Gothenburg, Sweden, on December 9, 2017. Credit Adam Ihse/Agence France-Presse — Getty Images
STOCKHOLM — This past Saturday, a Hanukkah party at a synagogue in Goteborg, Sweden, was abruptly interrupted by Molotov cocktails. They were hurled by a gang of men in masks at the Jews, mostly teenagers, who had gathered to celebrate the holiday.
Two days later, two fire bombs were discovered outside the Jewish burial chapel in the southern Swedish city of Malmo.
Who knows what tomorrow may bring?
For Sweden’s 18,000 Jews, sadly, none of this comes as a surprise. They are by now used to anti-Semitic threats and attacks — especially during periods of unrest in the Middle East, which provide cover to those whose actual goal has little to do with Israel and much to do with harming Jews.
Both of these recent attacks followed days of incitement against Jews. Last Friday, 200 people protested in Malmo against President Trump’s decision to recognize Jerusalem as the capital of Israel. The protesters called for an intifada and promised “we will shoot the Jews.” A day later, during a demonstration in Stockholm, a speaker called Jews “apes and pigs.” There were promises of martyrdom.
Malmo’s sole Hasidic rabbi has reported being the victim of more than 100 incidents of hostility ranging from hate speech to physical assault. In response to such attacks, the Simon Wiesenthal Center issued a travel warning in 2010 advising “extreme caution when visiting southern Sweden” because of officials’ failure to act against the “serial harassment” of Jews in Malmo.
Today, entering a synagogue anywhere in Sweden usually requires going through security checks, including airport-like questioning. At times of high alert, police officers with machine guns guard Jewish schools. Children at the Jewish kindergarten in Malmo play behind bulletproof glass. Not even funerals are safe from harassment.
Jewish schoolteachers have reported hiding their identity. A teacher who wouldn’t even share the city where she teaches for fear of her safety told a Swedish news outlet: “I hear students shouting in the hallway about killing Jews.” Henryk Grynfeld, a teacher at a high school in a mostly immigrant neighborhood in Malmo, was told by a student: “We’re going to kill all Jews.” He said other students yell “yahoud,” the Arabic word for Jew, at him.
A spokesman for Malmo’s Jewish community put the situation starkly. You “don’t want to display the Star of David around your neck,” he said. Or as spokesman for the Goteborg synagogue put it, “It’s a constant battle to live a normal life, and not to give in to the threats, but still be able to feel safe.”
The question that has dogged Jews throughout the centuries is now an urgent one for Sweden’s Jewish community. Is it time to leave?
Some are answering yes. One reason is the nature of the current threat.
Historically, anti-Semitism in Sweden could mainly be attributed to right-wing extremists. While this problem persists, a study from 2013 showed that 51 percent of anti-Semitic incidents in Sweden were attributed to Muslim extremists. Only 5 percent were carried out by right-wing extremists; 25 percent were perpetrated by left-wing extremists.
Swedish politicians have no problem condemning anti-Semitism carried out by right-wingers. When neo-Nazis planned a march that would go past the Goteborg synagogue on Yom Kippur this September, for example, it stirred up outrage across the political spectrum. A court ruled that the demonstrators had to change their route.
There is, however, tremendous hesitation to speak out against hate crimes committed by members of another minority group in a country that prides itself on welcoming minorities and immigrants. In 2015, Sweden was second only to Germany in the number of Syrian refugees it welcomed. Yet the three men arrested in the Molotov cocktail attack were newly arrived immigrants, two Syrians and a Palestinian.
The fear of being accused of intolerance has paralyzed Sweden’s leaders from properly addressing deep-seated intolerance.
Some of the country’s leaders have even used Israel as a convenient boogeyman to explain violence. After the terrorist attacks in Paris in November 2015, Sweden’s foreign minister, Margot Wallstrom, explained radicalism among European Muslims with reference to Israel: “Here, once again, we are brought back to situations like the one in the Middle East, where not least, the Palestinians see that there isn’t a future. We must either accept a desperate situation or resort to violence.”
In an interview in June, Prime Minister Stefan Lofven was asked whether Sweden had been naïve about the link between immigration and anti-Semitism. His response was typical of the way in which leading politicians have avoided giving straight answers about the threat against the country’s Jews: “We have a problem in Sweden with anti-Semitism, and it doesn’t matter who expresses it, it’s still as darn wrong.”
But the problem has grown so dire that it finally forced Mr. Lofven to admit in an interview this month: “We will not ignore the fact that many people have come here from the Middle East, where anti-Semitism is a widespread idea, almost part of the ideology. We must become even clearer, dare to talk more about it.”
He’s right. Unfortunately, the country’s news media is often unable to speak plainly about the issue.
Two years ago, Sweden’s biggest newspaper, Aftonbladet, published a column that ridiculed the notion that Jews were talking of leaving the country because of anti-Semitism, dismissing it as “lying” and “hysteria,” and scoffing at the “especially cool” machine guns that police officers use when protecting Jewish schools. The same newspaper accused Israel of harvesting Palestinian organs in 2009 — the modern equivalent of the blood libel.
On Dec. 6, Sweden’s state TV attributed President Trump’s announcement on Jerusalem to the supposed extreme strength of the so-called Jewish lobby in the United States. The channel later apologized. TT, Sweden’s leading news agency, cited ”influential Jewish donors” in its analysis of the move. “Attack against synagogue linked to Trump,” was the headline chosen by Swedish Metro to explain the fire bomb attack in Goteborg.
There are many areas in which Israel deserves criticism, but the Swedish press often crosses the line into vilification of the Jewish state and regularly insinuates that events in the Middle East are directed by powerful Jews in the West. This risks stoking already dangerously high anti-Jewish sentiment.
What can be done?
For starters, there are growing demands from Sweden’s Jewish organizations for the state to do more to protect them. These days, Jewish institutions rely heavily on member fees and their own security organizations for protection. But keeping citizens safe is a basic job of the government.
It is also vital for Sweden to adopt a coherent strategy to combat radical Islamism. The country has become one of Europe’s richest recruiting grounds for Islamic State fighters. Five people were killed in an Islamist attack in downtown Stockholm in April, and Swedish Islamists have been involved in other deadly attacks in Europe, including in Paris and Brussels.
One aspect of this strategy must be for the authorities to regain control over immigrant neighborhoods, where organized crime is rampant. In addition, Sweden has had a laissez-faire attitude toward religious schools, tax-funded through a voucher system. This has allowed extremists to exert influence over the minds of young people. Taxpayers shouldn’t have to fund radicalization.
The government should also do more to counter attempts by foreign clerics to radicalize its Muslim community with a fundamentalist interpretation of Islam, including the insidious idea that the Holocaust is a lie. In Sweden, as in other European countries, radicalization of Muslims is often funded and organized by foreign entities.
None of these efforts can be successful, however, without openly acknowledging the nature of modern anti-Semitism in Sweden.
During his state visit to Sweden in 2013, President Barack Obama didn’t hesitate to call out the country’s anti-Semitism problem. Speaking at Stockholm’s main synagogue, he included a subtle but unmistakable criticism of the attitude among Swedish politicians: ”We will stand against anti-Semitism and hatred, in all its forms.” Swedish leaders should heed his words.
Paulina Neuding (@paulinaneuding) is the editor in chief of the Swedish online magazine Kvartal, and a columnist with the dailies Svenska Dagbladet and Goteborgs-Posten.
Follow The New York Times Opinion section on Facebook and Twitter (@NYTopinion), and sign up for the Opinion Today newsletter.
Continue reading the main story
Paulina Neuding (@paulinaneuding) is the editor in chief of the Swedish online magazine Kvartal, and a columnist with the dailies Svenska Dagbladet and Goteborgs-Posten.
Follow The New York Times Opinion section on Facebook and Twitter (@NYTopinion), and sign up for the Opinion Today newsletter.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
President Trump: US Recognizes Jerusalem as Israel’s Capital 12/06/2017 [FULL SPEECH]
Live Stream TV News
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
SąsiedziRAFAŁ HETMAN
Ohel cadyka Mordechaja Josefa Leinera na cmentarzu w Izbicy /fot. Rafał Hetman
LUDZIE MÓWIĄ – ROBISZ, BO MASZ Z TEGO JAKIŚ ZYSK. JAKBY CZŁOWIEK NIE ROBIŁ, TO BY MÓWILI, ŻE WIDZI ŚMIECI I NIC NIE ROBI, A JAK CZŁOWIEK ROBI, TO TEŻ ŹLE, WTEDY MÓWIĄ, ŻE ROBI, BO MU ŻYDZI PŁACĄ.
Ktoś głośno zapukał do drzwi. Wszyscy przy stole podnieśli głowy. Henryk zaszurał krzesłem i spojrzał przez okno, kogo w taki deszcz niesie. Była niedziela, późne popołudnie, telewizor szumiał w tle, a pukanie nie ustawało. Otworzył.
– Panie, dąb się pali! – krzyknął zmoknięty facet.
– Dom się pali?
– Dąb się pali! – powtórzył facet, otwierając szerzej usta.
– Dąb się pali, czy dom się pali? – Henryk zmarszczył czoło i podniósł głos.
– Dąb się pali na kirkucie!
Wybiegli na deszcz. Dwa kroki przez podwórko, potem kilkanaście w górę po stromej skarpie. Rzeczywiście pali się. Płonie trawa, którą Henryk wykosił kilka dni wcześniej. Ktoś napchał suchego zielska w pusty pień dębu i podłożył ogień. Dym bucha w konarach drzewa jak z wielkiego komina. Przy gruncie zajął się już snopek usypany przez Henryka. Pytał Żydów po skończonym koszeniu, czy sam może go spalić, bo nie ma czym wywieźć, ale na cmentarzu palić nie wolno. Poradzili mu: niech leży. Usypał więc stosik. Mówi: najpierw niech zgnije, to coś z tym zrobię.
Cała rodzina ruszyła do wiader, a Bożena, żona Henryka, do telefonu, żeby wezwać pomoc.
W słuchawce głos: Nikt się nie ruszy, wszystkie pijane. Dzwoń na Krasnystaw.
Bożena dzwoni: Panie, nasze strażaki popici, a na kirkucie w Izbicy pali się dąb!
– Dom? Jaki tam dom na kirkucie?
– Dąb! Rozumie pan? Drzewo!

* * *
Żydów nie ma w Izbicy już od siedemdziesięciu pięciu lat. Pojawili się jeszcze za czasów pierwszej Rzeczpospolitej, za Augusta III. Izbica od początku powstała wyłącznie z myślą o Żydach, co było czymś niezwykłym w całym Królestwie Polskim. Był rok 1750.
Rozwijała się powoli. Dwadzieścia pięć domów, żadnej synagogi, ledwie kilka małych domów modlitewnych. Dopiero gdy Izbicę przecięła nowa szosa łącząca Lublin z Zamościem, coś wreszcie drgnęło.
W 1839 roku nową szosą przybył do miasteczka cadyk Mordechaj Josef Leiner, jeden z najwybitniejszych cadyków w Królestwie Polskim, autor słynnego komentarza do Tory Mej ha-Sziloach. Od tego czasu chasydzi zaczęli masowo pielgrzymować na izbicki dwór Leinera, a tutejsi Żydzi zakasali rękawy i ruszyli do budowy nowych sklepów oraz zajazdów. Trzeba było zadbać o przybyszów z całej Europy.
Mordechaj Josef Leiner zmarł w 1854 roku i został pochowany na cmentarzu położonym na skarpie, z której rozciągał się widok na całą Izbicę. Za sto pięćdziesiąt lat ohel, który stanie nad jego grobem, będzie świadkiem nietypowej akcji pożarniczej.
„Izbica, Izbica żydowska stolica” – mówili ludzie w okolicy. W 1910 roku w osadzie mieszkało już prawie trzy i pół tysiąca osób, w tym tylko 176 nie-Żydów – głównie rolników rozlokowanych na skarpach otaczających mieścinę. Żydzi zajmowali się głównie rzemiosłem i handlem.
Rozwój miejscowości zahamowała I wojna światowa, choć liczba ludności nadal rosła. Wkrótce jednak II wojna pogrzebała na zawsze żydowską Izbicę. W Polsce Ludowej zrytą ziemię udeptali nowi mieszkańcy.
Po dwustu latach obecności Żydów w Izbicy i siedemdziesięciu pięciu od ostatniego pociągu, który odjechał w stronę Sobiboru, o żydowskich mieszkańcach przypomina tylko cmentarz i kilkanaście murowanych budynków zasiedlonych przez nowych gospodarzy. Z pięciu tysięcy izbickich Żydów II wojnę światową przeżyło czternastu.

* * *
Straż pożarna przyjechała migiem, ale Henryk z rodziną już zdążył wylać na dąb prawie sto wiader wody. Kowalikowie mieszkają najbliżej cmentarza, dwa kroki przez podwórko, potem kilkanaście w górę po stromej skarpie. Niedaleko, ale z wiadrem wody i sześćdziesiątką na karku można się umordować.
Strażacy zaczęli polewać. Niby deszcz pada, niby to tylko suche zielsko, a nie chce zgasnąć. Wylali prawie cały zapas wody, ale ogień nadal buchał z drzewa.
– Musimy oderżnąć konar! – jeden ze strażaków rzucił pomysłem.
– Nie! – zaprotestował mokry od deszczu i potu Henryk – To jest zabytek!
– Musimy!
Jak mus, to mus. Inaczej mogłyby się zapalić inne drzewa. – Na waszą odpowiedzialność! – Henryk w końcu dał za wygraną.
Strażacy oderżnęli konar. Zasypali ogień ziemią, a pogorzelisko podlali resztką wody. Akcja trwała prawie trzy godziny.
– I tak to jest… – mówi Bożena – Jak coś się dzieje na kirkucie, to wszyscy biegną do nas.

* * *
Dwa kroki przez podwórko i kilkanaście kolejnych w górę po stromej skarpie – ta niewielka odległość zdecydowała, że życie Bożeny i Henryka Kowalików zrosło się z żydowskim cmentarzem.
W 1995 roku niszczejącą nekropolią zainteresował się Edgar Gluck, Naczelny Rabin Galicji, który doprowadził do odbudowy sypiącego się ohelu cadyka Mordechaja Josefa Leinera.
– Rabin był rówieśnikiem mojej mamy – mówi Bożena – I w czasie odbudowy ohelu oboje zaczęli rozmawiać przez tłumacza o starych czasach. W końcu rabin zapytał, czy by nie można u nas zostawiać klucza do ohelu, bo jak przyjedzie wycieczka i zechce się pomodlić, to żeby mogła sobie otworzyć i tam wejść. Mama się zgodziła. My tu najbliżej mieszkamy.
Klucz trafił w ręce Aliny Puchacz, z domu Suszek, urodzonej jeszcze przed wojną w niedalekiej Tarnogórze, w rodzinie polskich katolików, która jeszcze w czasie II wojny zamieszkała w Izbicy.
O opiekę nad cmentarzem poprosił też ksiądz Grzegorz Pawłowski, który urodził się w żydowskiej rodzinie w Zamościu, a po wojnie ochrzcił i przyjął święcenia kapłańskie. Ksiądz Pawłowski zbudował na cmentarzu w Izbicy pomnik upamiętniający tutejszych Żydów i swój przyszły grobowiec.
– Nawet miałam dzisiaj iść zobaczyć, czy tam jakieś butelki nie leżą. Pozbieram przynajmniej koło pomników i koło grobowców pozamiatam – mówi Bożena.
Cmentarz żydowski w Izbicy nie jest ogrodzony. Okoliczni mieszkańcy codziennie skracają sobie drogę do centrum miasteczka, idąc ścieżką przecinającą jego teren. Gęste zarośla porastające cmentarz sprzyjają spotkaniom, podczas których pije się alkohol. Ślady życia towarzyskiego widoczne są na ziemi i na drzewach. Plastikowe torby, opakowania po chipsach można znaleźć w różnych częściach cmentarza. Puszki po piwie i butelki także, niektóre z nich ktoś włożył nawet w otwarty konar drzewa.
Kowalikowie opiekują się cmentarzem dobrowolnie – na tyle, na ile czasu i sił starczy. Wszystkiego jednak sami nie zrobią. Są już starszymi ludźmi.
Od czasu do czasu gmina Izbica wysyła na cmentarz pracowników, którzy go doglądają, ale lokalne władze nie są przecież zarządcą tego miejsca. Formalnie jest nim Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Polsce.
– Przedstawiciel naszej Fundacji z biura w Warszawie regularnie odwiedza cmentarz w Izbicy, podobnie jak nasz współpracownik z Zamościa. Cmentarz jest co kilka lat porządkowany – wyjaśnia mi Monika Krawczyk, dyrektorka Fundacji.
Ale to za mało, bo śmieci walają się po cmentarzu przez cały rok. Wyjściem byłoby ogrodzenie nekropolii, ale na to rozwiązanie trzeba będzie jeszcze poczekać.
– Planujemy budowę ogrodzenia, co nastąpi, jak tylko zdołamy pozyskać na ten cel środki. Do tej pory udało się sfinansować projekt architektoniczny – wyjaśnia Krawczyk.
Tymczasem do Izbicy przyjeżdżają wycieczki z całego świata, głównie z Izraela.
– Raz była u nas chyba cała armia! – opowiada Bożena.
– Kilkaset osób. Wszyscy w mundurach – dodaje Henryk.
– Aż się ich zapytałam, czy się jakaś wojna nie szykuje, że tak się przyjechali pomodlić – śmieje się kobieta.
Piloci wycieczek znają numer telefonu do Bożeny i często dzwonią, żeby zapowiedzieć wizytę większej grupy osób.
– Raz przyjedzie ktoś samochodem, w kilka osób. A czasem dwa, trzy, cztery autokary naraz. Ale jest i tak, że nikogo nie ma przez trzy miesiące – tłumaczy Bożena – Przyjechali raz rabini i pokazują mi coś – trochę na migi, trochę w ich języku. Ale ja ich nie rozumiem za Chiny Ludowe. Mówię do pilotki: pani, niech pani się spyta, co oni chcą ode mnie. Okazało się, że oni chcieli zapytać, czy mogą się pomodlić na naszym placu. Niech się modlą, mówię. Roześmiali się, coś mi tam pomachali i się zaczęli modlić. Pies szczekał, ale im to nie przeszkadzało. No to się módlcie dalej!
Henryk: Kiedyś im węża przeciągałem przez podwórko, bo oni musieli przed każdym wejściem i po zejściu obmyć ręce. Raz ktoś odrąbał kamień od grobowca, to musiałem przytwierdzić. Kratę do ohelu trzeba było wymalować, to się malowało. Potem tę kratę obłożyli dodatkowo blachą, bo ludzie do środka śmieci wrzucali. Ohel w środku też malowałem. Kosimy czasem z synem trawę, żeby nie zarosła.
Bożena: Było też tak, że jedna pani w ciąży zapytała, czy może skorzystać z ubikacji. No oczywiście, że wpuściłam! Czasem też ich zapraszamy na kawę.
Henryk: Kiedyś tu do drugiej w nocy jakieś krzyki, hałasy słyszeliśmy. Żydzi tańce sobie urządzali. Wstałem zobaczyć, bo tu czasem łobuzeria sobie imprezy robi. Poświeciłem latarką, w mig ich nie było. A ja tylko chciałem zobaczyć, czy to nie jacyś chuligani.
Bożena: Przychodzi pilot i mówi: widziała pani, że się w ohelu zawias urwał? A mnie to obchodzi, że się wam zawias urwał, pytam? Ale mówię do Heńka, widziałeś, że się tam zawias urwał? No i poszli chłopaki, przyspawali. No bo co mieli zrobić, czekać, aż ktoś przyjedzie? W tym czasie przyjdą chuligani i mi tam narżną, a ja później będę sprzątać smrody.
Po długich prośbach i błaganiach Bożeny, gmina zrobiła wreszcie ścieżkę na cmentarz.
– Bo ludziom źle wchodzić pod górę. Młody to szybciutko wleci, ale starszemu to już ciężko. Zdenerwowałam się i mówię wójtowi, że mu nie daruję, jak nie zrobi. Zrobił. A ludzie zaczęli gadać: ale ci ścieżkę zrobili. Pytam się, gdzie? No, na kirkut. Mnie? Ścieżkę na kirkut?!
– Ludzie mówią: robisz, bo masz z tego jakiś zysk – żali się Henryk – Jakby człowiek nie robił, to by mówili, że widzi śmieci i nic nie robi, a jak człowiek robi, to też źle, bo mówią, że robi, bo mu Żydzi płacą.
To przez ludzi i przez to ich gadanie Kowalikowie nie chcieli ujawniać swoich prawdziwych imion i nazwiska.
– Ku chwale ojczyzny się robi – mówi Bożena – Jak my byśmy tam nie poszli, to powiem szczerze, jeszcze trochę, to nie wlazłby nikt na ten kirkut. Tam by się tajga zrobiła.
– Ja się po prostu wstydzę, jak tu ludzie przyjeżdżają, bo przyjeżdżają przecież z całego świata. Te główne ścieżki są już jako tako zrobione. Najgorzej te groby masowej zagłady. Tam, jak przyjadą i ktoś chce pacierz zmówić, to w takich pokrzywach stoi… – Henryk macha ręką nad swoim nosem.
– Ile można, to się pomaga – podsumowuje Bożena – Po prostu odruch ludzki, grzeczność.

* * *
Bożena aż zaklęła, kiedy zajrzała za północną ścianę ohelu. Chwilę wcześniej ubrała się i wyszła z domu, żeby zmieść liście, które wiosenny wiatr nawiał wokół żydowskiego grobowca. Zauważyła, że jego północna ściana jest zabrudzona.
– Ktoś ściągnął gacie i się normalnie załatwił! – mówi oburzona – Wymiotłam, ile się dało, ale takimi rzeczami powinna się zajmować gmina albo fundacja, która zarządza cmentarzem – dodaje.
W Polsce jest 1200 cmentarzy żydowskich, a do opieki nad nimi tylko 9 gmin żydowskich oraz FODŻ.
– Społeczności żydowskiej w Polsce trudno jest zapewnić stosowną opiekę dla każdego miejsca. Z reguły współpracujemy z wolontariuszami, samorządami oraz lokalnymi organizacjami pozarządowymi. Niestety w Izbicy nie udało nam się znaleźć partnera do naszych działań. Nie znamy też żadnych Żydów pochodzących z tej miejscowości, którzy chcieliby pomóc nam w otoczeniu opieką tego cmentarza – mówi Monika Krawczyk.
Dlatego praca społeczna, jaką rodzina Kowalików wykonuje na rzecz cmentarza, jest dla fundacji bardzo ważna.
– Szanujemy i doceniamy ich pracę, dzięki której cmentarz w Izbicy jest w znacznie lepszym stanie, niż większość z pozostałych 1200 cmentarzy żydowskich w Polsce – podkreśla Krawczyk.
A Henrykowi Kowalikowi zepsuła się właśnie kosiarka. Zastanawia się teraz, kto wykosi cmentarz na wiosnę.
Zdjęcia cmentarza żydowskiego w Izbicy – Rafał Hetman
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com