Archive | January 2021

Na osiem milionów zaszczepionych na ospę Polaków zmarło dziewięć osób

Dzień po ogłoszeniu alarmu ospowego władze nakazały przychodniom organizację punktów szczepień (Fot. Polska Press/East News)


Na osiem milionów zaszczepionych na ospę Polaków zmarło dziewięć osób

Beata Maciejewska


Strach był duży. Uzbrojone w widły oddziały pilnowały, żeby karetka ze szczepionkami do wsi nie dojechała, babcie klozetowe sprzedawały lewe zaświadczenia o szczepieniu, ale i tak akcję szczepienia przeciw ospie przeprowadzono błyskawicznie.

.

– Miałem sześć lat i pamiętam, że w centrum Wrocławia, na placu Kościuszki, na trawniku za okrąglakiem stały namioty, w których pracowali lekarze i pielęgniarki. Byłem grzeczny, więc już po wszystkim poszliśmy kupić czekoladę do pobliskiego sklepu firmy Wawel – wspomina pan Robert, który jak 95 proc. wrocławian i mieszkańców województwa wrocławskiego został zaszczepiony latem 1963 r. W całym kraju szczepionkę dostało ponad 8 mln osób.

Epidemia ospy, która wybuchła we Wrocławiu 58 lat temu, tylko dlatego mogła być zduszona w zarodku, że lekarze mieli skuteczną broń – szczepionkę. Trzeba było ją jednak szybko podać, co wymagało dużej sprawności organizacyjnej i propagandowej. Albo przymusu. Bo nie wszyscy chcieli się szczepić.

Trzeba się szczepić

Szczepionka przeciw ospie została opracowana już w 1796 r. przez angielskiego lekarza Edwarda Jennera, który zauważył, że dojarki zakażone krowianką – ospą krów, mało inwazyjną chorobą wymion – nie chorowały na ospę prawdziwą. Przeprowadził więc szokujący dziś eksperyment, zakażając ośmioletniego chłopca najpierw krowianką, a potem ospą prawdziwą. Dziecko krowiankę przechorowało bez większych problemów, a na ospę prawdziwą okazało się odporne.

Wydawało się, że to dar z nieba, bo ospa była sprawnym mordercą – średnio umierało 30 proc. zakażonych, a bywały postacie choroby, które zabijały 95 proc. chorych. Na elewacji wrocławskiego kościoła Marii Magdaleny wciąż wisi epitafium, którym bogaty mieszczanin Joachim Luck von Boguslavitz i jego żona Regina upamiętnili 11 swoich dzieci: ośmiu synów i trzy córki. Zmarły na ospę. Epidemia wybuchła we wrześniu 1599 r. i szalała we Wrocławiu do stycznia, zabrała 2 tys. ofiar. Potem się na kilka miesięcy wycofała, by ponownie zaatakować i uśmiercić 1200 osób.

Takie epidemie powtarzały się wielokrotnie, ospa budziła wielką grozę, ale okazało się, że szczepionka jeszcze większą. Wieści o tym, że zamienia ludzi w bydło, sprawia, iż wyrastają im rogi i muczą jak krasule, rozchodziły się po całej Europie.

Część krajów zaczęła forsować przymusowe szczepienia. Bawaria zrobiła to w 1807 r., Austria – rok później, a w Księstwie Warszawskim obowiązkowe i bezpłatne szczepienia dzieci wprowadzono w 1811 r.

Tę decyzję podjął rządzący polskim państwem król saski Fryderyk August. Stanowczo stwierdził, że tylko „zaniedbania i przesądy” powstrzymują ludność Księstwa przed skorzystaniem z dobrodziejstw szczepionki, a przecież to ona sprawiła, że „znacznie już zmniejszyły się w większej części Europy klęski, które sprawiała zaraźliwa ospa”.

Szczepienia były bezpłatne i trudno było się wymknąć z sieci, które władza zarzuciła. Kto nie był zaszczepiony, nie mógł być przyjęty do szkoły, a administracja lokalna czuwała, żeby wszystkie maluchy do roku otrzymały szczepionkę, również sieroty w przytułkach musiały ją dostać. Kategoria osób uprawnionych do szczepienia została bardzo rozszerzona – nie tylko lekarze i akuszerki, lecz także osoby „nietrudniące się sztuką lekarską”, ale „zdatne” do podjęcia się tego zadania mogły szczepić.

Wojsko musi, cywile mogą

Prusy z kolei zostawiły obywatelom wolność decyzji, co drogo kosztowało. Król pruski Fryderyk Wilhelm III wydał w lipcu 1801 r. dekret skierowany przede wszystkim do kolegiów lekarskich, w którym zachęcał do szczepień.

Dekret był ostrożnie sformułowany, monarcha zwracał uwagę na to, że wokół szczepionki wciąż toczy się dyskusja uczonych, ale nikt nie podał argumentów, które ją dyskwalifikują. Wyznaczono lekarzy uprawnionych do szczepień, którzy mieli obowiązek ścisłej kontroli zaszczepionych i prowadzenia dokładnej dokumentacji. Za przekonywanie pacjentów do takiej formy ochrony przed chorobą otrzymywali atrakcyjne nagrody.

Władza była zdecydowanie przekonana: w 1802 r. powstał w Berlinie instytut szczepienia przeciwko ospie, a do 1817 r. zaszczepiono w stolicy Prus 25 tys. osób.

Mało, więc państwo pruskie wprowadziło w 1834 r. obowiązek szczepień dla rekrutów. Cywile dalej nie musieli tego robić, choć epidemie ospy nie wygasały. „Donoszą z Wrocławia, że ospa od niejakiego czasu rozszerza się tak nadzwyczajnie, iż lekarze nie mogą dać rady w jej uśmierzeniu. Napastuje ona nie tylko dzieci, ale nawet i dorosłe osoby, a szczególnie panny” – pisał w 1843 r. „Kurier Warszawski”.

Siłę szczepionki cywile zobaczyli w 1870 r. podczas wojny prusko-francuskiej. Armia pruska była zaszczepiona, Francuzi nie mieli takiej ochrony. Z milionowej armii francuskiej zachorowało 125 tys. żołnierzy, z tego ponad 23 tys. umarło. Armia pruska zarejestrowała 8,6 tys. chorych i 500 zgonów.

Gdy jeńcy francuscy trafili do Prus, przywlekli ze sobą ospę. W 1871 r. zmarło 60 tys. osób, a rok później – 65 tys.

W 1874 r. wprowadzono więc przymusowe szczepienia, w całej Rzeszy doszło już tylko do 65 przypadków ospy.

Nie lubimy obowiązku

Polacy we własnym kraju od początku postawili na przymus – obowiązkowe szczepienia przeciw ospie wprowadzono w 1919 r., Polska Ludowa też utrzymywała je w kalendarzu szczepień.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 1951 r. (w którym powoływano się na ustawę o zwalczaniu chorób zakaźnych z 21 lutego 1935 r., bo późniejszej nie było) należało szczepić dzieci w wieku 2-6 miesięcy i powtórzyć szczepienie w wieku 7 lat. Szczepionka przyjęta w dzieciństwie nie gwarantowała wiecznej ochrony, więc gdy w 1962 r. odnotowano w Gdańsku przypadki ospy prawdziwej, władze zobowiązały pracowników służby zdrowia do szczepień przeciwospowych co trzy lata.

Zaszczepili się nieliczni. Rok później okazało się, że tym razem posłuszeństwo władzy bardzo się opłaciło. Wybuchła największa w Polsce i ostatnia w Europie epidemia ospy.

Alarm ogłoszono 15 lipca, a już następnego dnia Wydział Zdrowia i Opieki Społecznej PRN przesłał telefonogram do podległych urzędów i przychodni obwodowych, nakazując organizację punktów szczepień.

Miały być czynne w godzinach 9-20, w pierwszej kolejności zatrudniano w nich osoby, które się zaszczepiły po gdańskim ostrzeżeniu.

Pierwsze ogłoszenie o szczepieniach ukazało się 17 lipca na ostatniej stronie wrocławskiego „Słowa Polskiego”. Niewielkie, ostrożnie sformułowane informowało o pięciu przypadkach choroby, która może być ospą prawdziwą. Podpisał je dr Andrzej Ochlewski, kierownik miejskiego wydziału zdrowia, zalecając jednocześnie, aby na wszelki wypadek wszyscy, którzy nie szczepili się przeciw ospie, otrzymali szczepionkę dawniej niż przed trzema laty lub wiedzą, że się nie przyjęła (w miejscu ukłucia nie było guzka, zaczerwienienia, obrzęku lub strupa), udali się do przychodni.

W dniu ukazania się ogłoszenia w gotowości czekały już przychodnie obwodowe, a następnego dnia można się było szczepić w przychodniach rejonowych i ambulatoriach zakładów pracy. Szybko też zorganizowano punkty szczepień na dworcach.

Na Dworcu Głównym lekarz z pielęgniarką dyżurowali całą dobę.

Za czym kolejka ta stoi

W zbiorach Archiwum Państwowego we Wrocławiu zachowała się instrukcja, jak należy szczepić, wydana już po rozpoczęciu akcji. Napisana na maszynie, z literówkami, ilustrowana odręcznymi rysunkami, bo szczepienie „metodą licznych ucisków” (w użyciu była też metoda skaryfikacji) wcale takie proste nie było. Po nałożeniu szczepionki na odkażoną skórę należało wykonać 30 ucisków igłą używaną do wstrzyknięć domięśniowych, przy czym „igła powinna być ustawiona równolegle do powierzchni skóry, ściętym końcem zwrócona ku górze, uciski wykonane prostopadle”, ale tak, żeby nie wywołać krwawienia.

Trochę czasu to zajmowało, służba zdrowia na bieżąco się szkoliła, a do punktów szczepień szły tłumy.

Początkowo dobrowolnie. Tylko służba zdrowia i od 27 lipca także milicja musiały się zaszczepić, resztę obywateli władze tylko zachęcały. Nie bez powodu. Polska miała zapas zaledwie 155 tys. szczepionek, a już w ciągu pierwszych dwóch dni zaszczepiono 100 tys. osób. Osobno szczepieni byli pracownicy PKP, których przejęła Kolejowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna, a także milicja i wojsko.

Sąsiedzi obiecali jednak użyczyć swoich szczepionek – zapowiedziano dostawy z Węgier, Czechosłowacji i ze Związku Radzieckiego. Główny inspektor sanitarny prof. Jan Kostrzewski, epidemiolog, zapewniał, że do 24 lipca przyleci samolotem z Moskwy 0,5 mln szczepionek.

Jak wspominał Jerzy Bogdan Kos, lekarz i pisarz, kronikarz epidemii, dostawy były nieregularne, kulał transport, brakowało pojemników i sprzętu medycznego – strzykawek, igieł i sterylizatorów. Kierowcy, konwojenci, referenci prowadzący ewidencję zamówień i pracownicy utrzymujący kontakt telefoniczny z Warszawą (co w tamtych czasach proste nie było) pracowali non stop, ale wciąż balansowano na granicy ryzyka.

Sytuacja poprawiła się na początku sierpnia 1963 r., kiedy Zjednoczenie Wytwórni Surowic i Szczepionek w Warszawie wyprodukowało 4 mln dawek i zapowiedziało następne dostawy.

Zespół Szczepień pod wodzą dr. Stanisława Simlata analizował dobowe raporty wysyłane przez wrocławski sanepid do Ministerstwa Zdrowia: 29-30 lipca: 12 326 zaszczepionych. 31 lipca – 1 sierpnia: 10 372 po raz pierwszy i 3621 powtórnie, bo pierwsze szczepienie się nie przyjęło. Ogółem: 374 455.

„Gazeta Robotnicza” wydrukowała 1 sierpnia optymistyczną relację z konferencji prasowej Bolesława Iwaszkiewicza, przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej miasta Wrocławia, czyli ówczesnego prezydenta, który ogłosił, że ospa jest w odwrocie.

Tego samego dnia wiceminister Kostrzewski wprowadził obowiązek szczepień dla osób przebywających we Wrocławiu, który kilka dni później zaczął obowiązywać także na terenie województw wrocławskiego i opolskiego. Przymusowe szczepienia objęły również uczestników imprez zbiorowych na terenie reszty kraju. Obóz wędrowny czy pielgrzymka – trzeba się było szczepić.

Mus to mus

Przeciwwskazania do szczepień zostały ograniczone do minimum, za to śrubę przymusu coraz mocniej dokręcano, co budziło opory. Nie wszyscy chcieli iść pod igłę.

Jak pisze Jerzy Bogdan Kos, jeden z wrocławskich punktów szczepień odwiedziła grupa pijanych wyrostków ze szkoły zawodowej, która zdemolowała szafy i pojemniki ze szczepionką. Pobito pielęgniarkę, która sprawdzała listy w domu zamieszkanym przez Romów.

Zbrojni w widły antyszczepionkowcy nie wpuścili do wsi karetki z ekipą medyczną i szczepionkami.

Wszyscy kontrolowali wszystkich, administratorzy domów, dyrektorzy i kierownicy zakładów pracy musieli sporządzać listy opornych, którzy zaszczepić się nie chcieli, a aktyw partyjny uświadamiał, jaką szkodę wyrządzają sobie i krajowi. Milicja wyłapywała bezdomnych i włóczęgów, a potem doprowadzała ich na wybrane posterunki, które raz dziennie odwiedzała ekipa medyczna.

Żeby pomóc obywatelom w podjęciu właściwej decyzji, zakazano wpuszczania niezaszczepionych do autobusów, tramwajów i taksówek. Kto chciał kupić bilet na pociąg czy samolot, musiał pokazać zaświadczenie, że ospa mu już niestraszna. Na głównych trasach wylotowych z miasta stała milicja, która kontrolowała kierowców. Niezaszczepieni nie byli wpuszczani, ale władza wszystkich dróg nie była w stanie blokować.

Droga wjazdowa do Wrocławia, 1963 r. Fot. Polska Press/East News

Jerzy Bogdan Kos wspomina, że babcie klozetowe handlowały zaświadczeniami – za stówę można było dostać glejt uwalniający od konieczności poddania się „operowaniu igłą w okolicy ramienia”. Ale wpadka słono kosztowała.

Niezaszczepionych można było wsadzić do aresztu na trzy miesiące lub wymierzyć grzywnę do 4,5 tys. zł, co stanowiło równowartość prawie trzech przeciętnych pensji. A jeśli zachorowali i narazili na zakażenie drugą osobę, to groziła im nawet kara do 15 lat więzienia.

Jak pisze dr Grażyna Trzaskowska, kary zaczęły się sypać pod koniec sierpnia, czyli właściwie pod koniec epidemii. Prasa pouczała, że złośliwe uchylanie się od zaszczepienia zasługuje na potępienie, bo „służba zdrowia stworzyła ze wszech miar korzystne warunki powzięcia udziału w akcji, co uzyskano dzięki poważnym wydatkom państwa”. W jednej tylko dzielnicy ukarano 40 osób, organizując w tym celu specjalną sesję kolegium karno-administracyjnego.

Jedna z wezwanych kobiet tłumaczyła, że nie szczepiła się z powodu przewlekłej choroby oraz dlatego, że w dzieciństwie przeszła ospę wietrzną. Po kontroli się zaszczepiła, więc dostała tylko grzywnę w wysokości 500 zł. Druga obwiniona musiała jednak zapłacić aż 1,5 tys. zł, bo była ekspedientką w sklepie spożywczym i mogła stanowić duże zagrożenie. Osoby, które nie stawiły się na kolegium, otrzymały maksymalną grzywnę: 4,5 tys. zł, bo władzy lekceważyć nie wolno.

Jak to zrobili

Alarm ospowy trwał zaledwie dwa miesiące, wszystkie blokady zniesiono 19 września. Trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie zdołano zaszczepić w całym kraju ponad 8 mln osób, w tym niemal wszystkich wrocławian. Bez sprawnej komunikacji z urzędami i obywatelami (urzędy porozumiewały się m.in. za pomocą telegramów, obywatele musieli czytać gazety), przy dramatycznych brakach kadry i sprzętu.

A nie wystarczyło tylko zaszczepić, lekarze musieli też pilnować zaszczepionych – niepożądane odczyny poszczepienne zarejestrowano u blisko tysiąca osób, bo przeciwwskazania ograniczono przecież do minimum. Dla tych najciężej chorych trzeba było wydzielić łóżka w i tak przepełnionych szpitalach.

Niestety, dziewięć osób umarło, więc antyszczepionkowcy mogliby ogłosić, że ospa zabiła mniej osób niż szczepionka chroniąca przed chorobą.

Siedem ofiar ospy pochodzi jednak z grupy 99 osób, które zachorowały, co oznacza, że Variola vera zabrała 7 proc. zakażonych. Gdyby wszyscy zaszczepieni zachorowali, zgony liczylibyśmy w setkach tysięcy.

Obowiązkowe szczepienia przeciw ospie stosowano w Polsce do 1980 r., gdy WHO oficjalnie potwierdziło eradykację tej choroby. Epidemie się jednak nie skończyły, w akcjach masowych szczepień nadal musimy brać udział.


Korzystałam m.in. z:

J.B. Kos, „Ospa 1963. Alarm dla Wrocławia”, Wrocław 2017; G. Trzaskowska, „Na drugiej linii. Epidemia ospy prawdziwej w Polsce z 1963 r. w świetle dokumentów Służby Bezpieczeństwa” (https://www.archiwa.gov.pl/images/docs/referaty/AP_Wroclaw_-_G__Trzaskowska.pdf); G. Trzaskowska, „Epidemia czarnej ospy we Wrocławiu w 1963 r.”, Wrocław 2008; E.M. Ziółek, „Akcja szczepienia przeciwko ospie w Księstwie Warszawskim w świetle źródeł kościelnych”, Teka Komisji Historycznej 2014.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


What America Can Learn From Israel’s Vaccination Triumph

What America Can Learn From Israel’s Vaccination Triumph

Daniel Pomerantz


A medical worker prepares to administer a second vaccination injection against the coronavirus disease as Israel continues its national vaccination drive, during a third national COVID-19 lockdown, at Tel Aviv Sourasky Medical Center (Ichilov Hospital) in Tel Aviv, Israel January 10, 2021. Photo: REUTERS/ Ronen Zvulun.

Monday, December 14, was the beginning of a historic week for Americans weary of the battle against COVID-19. The first doses of the Pfizer-BioNTech vaccine were administered, with cable news broadcasting real-time coverage of front-line doctors and nurses receiving inoculations to both cheers and tears. Prominent officials followed as did public announcements urging vaccine compliance. The end of the week saw the FDA add the Moderna vaccine to its emergency use approvals.

Nearly one month later, the anticipated and deadly “second surge” is raging alongside the vaccination effort. Additionally, an inadequate vaccine distribution plan has resulted in only 6.7 million Americans receiving the more than 22.1 million available doses. Even if the new administration succeeds in overhauling the nationwide process, vaccinating a sufficient number of Americans to achieve the longed-for “herd immunity” (the true end of this pandemic) may take over half a year. Until then, we will continue to need masks, social distancing, and patience. Tragically, people will continue to get sick and die.

But halfway around the world, in a region that typically makes headlines only when something goes wrong, a robust and coordinated vaccination initiative has placed Israel at the epicenter of COVID success. With rapidly secured doses of the vaccine (both Pfizer-BioNTech and Moderna) Israel is vaccinating over 100,000 people (over one percent of its population) per day.

As of earlier this week, over 1.8 million people, close to 20 percent of the population, have been vaccinated in barely over three weeks. This number was achieved by a variety of means: opening vaccination centers in quickly erected tents in public squares, a robust electronic notification and distribution network made possible by Israel’s hi-tech national healthcare system, and keeping vaccination centers open around the clock, where young people were invited to drop by in the wee hours of the morning to receive their shots from “extra” doses, which would have to be thrown away if not used.

The Israeli effort now has a name, “Operation Getting Back to Life.” Vaccination proceeded so fast it seemed the country would outpace its supply, but under a historic agreement with Pfizer, Israel is now sharing its medical data in exchange for rapid resupply, effectively turning the entire country into a massive Stage Four Clinical Trial. This makes Israel a “global model state for the rapid vaccination of an entire country,” according to Prime Minister Benjamin Netanyahu, who further asserted that Israel will be “the first country in the world to emerge from the coronavirus.” Indeed, Israel is on track to vaccinate all citizens older than the age of 16 by the end of March.

This swift and coordinated rollout is occurring against the backdrop of Israel’s perpetual political infighting, which resulted in the collapse of its current governing coalition just before the new year. Far from a utopia of obedience and efficiency, Israel is a real-life, chaotic, healthy democracy that can nonetheless get results in a time of need: an ideal model for the United States and an eagerly watching world.

Not since World War II has America faced such a total disruption to the life of the nation. Yet Israel, having not only survived but thrived amid decades of war, terrorism and existential threats, long ago learned a basic truth that eludes many Americans: life can change in an instant, and safety comes not from rigidity, but from flexibility.

As a result, Israel’s institutions, though sometimes chaotic, are built on principles of adaptability and rapid response. In March, Israel was one of the first to quickly shut its borders and impose lockdowns — almost completely stopping the virus in its tracks —  while other countries were still debating first steps. When re-opening the economy proved problematic last fall, Israel imposed a second lockdown. Finally, when new, rapidly spreading strains of the virus appeared in the United Kingdom and South Africa last month, it took Israel mere days to close its borders, tighten its quarantine requirements for returning citizens, and impose a third lockdown. All of this at a time when the country is preparing for its fourth national election in under two years.

In Israel, “face-palm” level uncertainty co-exists alongside stunning efficiency.

Meanwhile, although initial polls had seemed to indicate that over half of Israel’s population was opposed to taking the vaccine, in reality, Israelis have demonstrated quite the opposite. Showing tremendous and atypical trust, the population has moved with stunning speed and unusual orderliness to get vaccinated in large numbers, and in order of risk category.

This is noteworthy, as Israeli people are notoriously mistrustful of their leaders, outspoken, and argumentative. However, in the case of an emergency, Israelis rise to the occasion, unified and ready to cooperate.

It is often said that Israel is the world’s “canary in the coal mine,” a source of early insight to global problems and potential solutions. The designation of Israel as a “global model state” for the rapid vaccination of an entire country demonstrates that the United States and world at large would do well to emulate her.

But to truly prevail over the pandemic requires the ability to discern between truth and lies. Regrettably, it had been falsely reported that Israel initially withheld the vaccine from the Palestinians. In truth, the Palestinians themselves preferred to acquire the vaccine from other sources, and had shunned Israel’s assistance.

In the mid-December, Palestinian Authority (PA) Prime Minister Mohammed Shtayyeh stated that the PA was working with Russia, China, the US, and Great Britain to obtain the vaccine. The PA’s proud insistence on self-sufficiency was well articulated by one health ministry official who said, “we are not a department in the Israeli Defense Ministry. We have our own government.”

Tragically, the PA did not succeed in its ambitious plan to function independently, and only last Wednesday finally approached Israel for assistance. Israel responded immediately: providing initial small numbers of doses for critical humanitarian cases and coordinating with the World Health Organization to help ensure a larger shipment, which is currently expected next month. This is not only a humanitarian imperative but self-protective, as the virus is not deterred by borders or politics.

It is important to set the record straight, because at this moment in history, false allegations and political agendas serve only to distract us from the important, life saving lessons that Israel has to contribute to the world. In a time of need, no one is helped by misinformation, everyone is helped by truth.

As the world moves from horror to hope, let us pledge to uphold the truth while coming together to overcome one of the biggest challenges in a generation. The future of our world literally hangs in the balance.


Daniel Pomerantz is the CEO of HonestReporting.com, an adjunct professor at the Bar Ilan and IDC Universities in Israel, and an on-air expert in business, law and political issues. Twitter: @danielspeaksup

This article was originally published by Newsweek.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IRGC deploys suicide-UAVs in Yemen – Israel within range

IRGC deploys suicide-UAVs in Yemen – Israel within range

TV7 Israel News


1) Israeli Ambassador to the United Nations Gilad Erdan warns the UN Security Council that unless the Ayatollah Regime is held accountable for its actions, Israel would not hold-back from taking all necessary steps to protect its citizens.

2) Iran has recently provided its Houthi proxies in Yemen with the Shahed-136 unmanned aerial vehicle, referred to as Kamikaze suicide drone, which have a reported range of up-to 2,200 kilometers – a distance which puts Israel within range.

3) The United Nations calls on the United States to revers its designation of the Iranian-backed Houthis in Yemen as a “foreign terrorist organization.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Koniec monopolu GAFA, czyli życzenia na 2021 rok

Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii (SAUL LOEB/AFP/East News)


Koniec monopolu GAFA, czyli życzenia na 2021 rok

Wojciech Orliński


Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii

.

Za nami najstraszniejszy rok od II wojny światowej, nadchodzący też zapowiada się niezbyt różowo, ale jest jedna sprawa, na którą patrzę z optymizmem. W tym roku chyba spełni się moje marzenie o uregulowaniu technologicznych monopolistów.

Postuluję to jako publicysta od kilkunastu lat. Staram się czytelników tym nie zanudzać i pisać o tym tylko przy specjalnych okazjach, ale najchętniej pisałbym tylko o tym, bo aż do pandemii uważałem to za najważniejszy problem naszej cywilizacji.

Firmy z kartelu GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon) kilkanaście lat temu wybiły się na tak silną pozycję, że przestały uczestniczyć w normalnej grze rynkowej. Gdy jakiś podmiot zajmuje 99 procent danego rynku, jego konkurencja nie może się rozwinąć, bo każdego potencjalnego rywala jest w stanie kupić lub zastosować wojnę na wyniszczenie.

Działalność każdej z tych firm wiąże się z prawami obywatelskimi. Kampanie wyborcze, debata publiczna, prasa, radio i telewizja przeniosły się do internetu i nagle to, co mamy zapisane w konstytucji, przestało mieć znaczenie – arbitralne widzimisię cyberkorpów zaczęło decydować o tym, kto może się wypowiadać w aplikacji na iPhonie, filmie na YouTubie albo dyskusji na Facebooku.

Internetowi monopoliści hojnie sponsorowali fundacje i NGO-sy na całym świecie, w tym w Polsce. Za prezydentury Obamy wysunęły się one na pierwsze miejsce pod względem wydatków na lobbing.

Eksperci zatrudnieni w tych organizacjach byli de facto lobbystami cyberkorpów, ale w mediach brylowali jako bezstronni „badacze internetu”. I tak im jakoś przypadkowo z tych badań zawsze wychodziło, że nie należy przyjmować żadnych przepisów ograniczających samowolę kartelu GAFA, a najlepszą regulacją będzie dalszy brak regulacji.

W biznesmenach takich jak Steve Jobs, Jeff Bezos czy Mark Zuckerberg świat nie widział wtedy chciwych monopolistów, tylko mędrców i filantropów. Gdy ktoś z nich przyjeżdżał do Polski, obskakiwany i dopieszczany był przez polityków, którzy mieli nadzieję, że w zamian za pochlebstwa i zwolnienia podatkowe dostaną perkal i paciorki.

Apogeum szaleństwa osiągnęło to w 2012, kiedy sponsorowane przez Google’a organizacje wyprowadziły ludzi na ulice w protestach przeciwko próbie nałożenia cyberkorpom pewnych ograniczeń w ramach traktatu ACTA. Demonstrującym ludziom wydawało się wtedy, że bronią „wolności w internecie”, choć w rzeczywistości bronili przywilejów kartelu GAFA.

Wolności w internecie nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Sieć zbudowali wojskowi, którzy oddali ją naukowcom. W świecie akademii panuje swoboda badań, ale nigdy nie było tam nieograniczonej wolności słowa.

To dlatego protokoły sieciowe, których używamy do dzisiaj, są bezbronne wobec zjawisk takich jak spam, stalking czy fake newsy. Gdyby 30 lat temu docent Iksiński prześladował w ówczesnym internecie docenta Igrekowskiego, uczelnia by mu zabrała dostęp do sieci. Zabrałaby mu go także za coś, czego do 1995 roku najsurowiej zabraniały wszelkie regulaminy – wykorzystywanie internetu do prowadzenia działalności gospodarczej. W końcu nie po to podatnicy się wykosztowali na zbudowanie i utrzymanie sieci, żeby ktoś się na niej wzbogacał. Tak wtedy rozumowano.

Niestety, w latach 90. na całym świecie zatriumfowała ideologia, zgodnie z którą prywatyzacja, deregulacja i komercjalizacja przynoszą tak dużo korzyści, że już niech podatnicy nie narzekają, że de facto sponsorują komuś biznes. Niech czekają pokornie, aż bogactwo zacznie skapywać.

W 1995 w internecie pojawiło się wreszcie coś w rodzaju wolności, ale była to wyłącznie wolność działalności gospodarczej. Mylnie ją braliśmy za „wolność słowa”, bo przyszłe internetowe kolosy wtedy jeszcze były skromnymi, przyjaznymi start-upami – żeby nas zachęcić do tworzenia darmowych treści, starały się nam tworzyć jak najlepsze warunki.

Wszyscy ich wtedy kochaliśmy – tego raczkującego Amazona, ten początkujący Facebook. Politycy przyznawali im rozmaite przywileje prawne, takie jak „wyłączenie odpowiedzialności” – pod naciąganym argumentem, że firmy internetowe tylko pośredniczą w publikowaniu treści, ale nie dokonują ich selekcji.

Dzięki temu przez kilkanaście lat internetowe korporacje zarabiały kupę forsy na zinstytucjonalizowanym szerzeniu nienawiści – wyświetlały reklamy przy treściach antysemickich, rasistowskich, mizoginicznych, antynaukowych.

To bezkarności cyberkorpów zawdzięczamy wyhodowanie ruchu antyszczepionkowego, który zbierze teraz piękne żniwo w postaci nadwyżkowych zgonów i przedłużonych lockdownów.

Doszło do absurdu, w którym radio czy telewizja zostałyby ukarane grzywną lub odebraniem koncesji za wyemitowanie programu – który całkiem legalnie mogły wrzucić do internetu. Bo wtedy tradycyjni nadawcy mogli korzystać z tego samego przywileju, co Google czy Facebook.

Na szczęście w zeszłym roku internetowym gigantom udało się wkurzyć równo wszystkich. Stany Zjednoczone i Unię Europejską, lewicę i prawicę, radykałów i umiarkowanych.

W grudniu Unia Europejska ogłosiła propozycje regulacji rynku usług cyfrowych (Digital Services Act) wymierzonego bezpośrednio w samowolę GAFA. Niezależnie od tego przeciw firmom z tego kartelu Unia prowadzi postępowanie antymonopolowe.

W Stanach też coś ruszyło. Postępowanie antymonopolowe przeciw Facebookowi w grudniu rozpoczęło 46 stanów – to oddolna i ponadpartyjna inicjatywa, więc nawet gdyby nowy prezydent chciał ją zablokować, będzie miał z tym problem.

Nie ma co płakać nad wolnością w internecie, bo Jan Kowalski nigdy jej nie miał. W dotychczasowych przepisach nie było zapisów chroniących interes szeregowego internauty. Przywileje były dla korporacji, ale nie dla ludzi.

Rok 2020 był dla nas straszny, ale dla internetowych oligarchów był najlepszym w ich życiu. Jeff Bezos dzięki pandemii zarobił tyle, że mógłby dać każdemu swojemu pracownikowi po 100 tysięcy dolarów premii, a tylko cofnąłby się do swojego majątku sprzed roku.

Ci ludzie nigdy nie będą mieć dość. Muszą im to powiedzieć demokratyczne społeczeństwa. W 2021 wreszcie to zrobią, czego sobie i państwu życzę.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


U.N. agency head admits printing ‘inappropriate’ content in Palestinian classroom materials

U.N. agency head admits printing ‘inappropriate’ content in Palestinian classroom materials

Melissa Weiss


The agency said pages containing passages that referred to Israel as ‘the enemy’ were removed

UK Minister of State for International Development, Alan Duncan MP, looks on as students deliver a presentation at the opening of a UK-funded elementary school in Gaza in 2013

The head of the U.N. agency tasked with providing support to Palestinians acknowledged on Thursday that learning materials widely distributed in Gaza and West Bank schools contained “inappropriate” content glorifying Palestinian militants and encouraging violence.

The U.N. Relief and Works Agency for Palestine Refugees in the Near East (UNRWA) printed and distributed its own materials to complement the Palestinian Authority’s curriculum. The materials, which repeatedly refer to Israel as “the enemy,” also include instructions in a math workbook for students to select the correct number of “martyrs” from the first intifada. A grammar booklet published by UNRWA includes the sentences, “Jihad is one of the doors to Paradise,” and “The Palestinians have become an example of sacrifice.”

In a series of tweets, UNRWA Commissioner General Philippe Lazzarini indicated that the material in question was distributed in error, and that the agency had replaced the offending pages with “content that adheres to U.N. values.”

Lazzarini did not respond to a question from Jewish Insider about how the problematic materials were replaced and with what.

Lazzarini’s tweets came in the wake of a report by IMPACT-se, a watchdog organization that monitors content in educational materials distributed in schools throughout the Middle East. 

“This avoidance of peace education is absolutely appalling. A U.N. organization has to teach the children to whom it has a duty of care about the possibility of peace,” Marcus Sheff, CEO of IMPACT-se, told JI. “They don’t just avoid it. They make absolutely no effort whatsoever to do that.”

The Trump administration withdrew its funding from the U.N. agency in 2018. President-elect Joe Biden has said that he will restore aid to the Palestinian Authority that was cut off by the current administration, but has not specified whether that incudes aid to UNRWA. In 2017, the U.S. accounted for roughly one-third of the aid given to the organization, which spends more than 50%of its budget on education. 

The Biden transition team did not respond to a request for comment.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com