Archive | May 2021

PRL nie była państwem totalitarnym

Pokaz akrobacji na motocyklu MZ 250 – jazda dwojga milicjantów na stojąco bez pomocy rąk, Szkoła Ruchu Drogowego w Piasecznie, 1 października 1975 r. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)


PRL nie była państwem totalitarnym

Andrzej Walicki


PRL powstała wprawdzie po to, aby budować totalitarny komunizm, ale źle wywiązywała się z tego zadania. Fragment książki “PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski, Solidarność, zdrada elit” Andrzeja Walickiego.

.

Nie będzie chyba błędem twierdzenie, że w świadomości politycznej Polaków dominuje dziś tendencja do utożsamiania PRL z narzuconym z zewnątrz systemem totalitarnym, od którego uwolniliśmy się dopiero w roku 1989 przez obalenie komunistycznego monopolu władzy. Wydaje mi się jednak, że jest to pogląd bardzo uproszczony, niewytrzymujący krytyki na płaszczyźnie naukowej, a ponadto pociągający za sobą pewne konsekwencje praktyczne, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę. (…)

Co to jest totalitaryzm?

Totalitaryzmu nie można utożsamiać z monopolizacją władzy politycznej lub z przywilejami warstwy kierowniczej, prowadziłoby to bowiem do całkowitego zatarcia różnicy między systemami totalitarnymi a autorytarnymi. Nie można też wyeliminować z pojęcia totalitaryzmu ideologicznej ofensywności i rewolucyjnego dynamizmu. W przeciwieństwie do zwykłego autorytaryzmu reżimy totalitarne czerpią swą legitymizację z wszechogarniającej i skutecznie narzucanej wszystkim ideologii; nie zadowalają się biernym posłuszeństwem, mobilizują masy do poparcia czynnego, do powszechnej, entuzjastycznej w formie partycypacji; nie uznają rozdzielenia sfer – publicznej od prywatnej, kulturalnej od politycznej, podporządkowują wszystko odgórnie sterowanej totalnej polityzacji życia. Dążą do stworzenia „nowego człowieka”, a więc do pozbawienia ludzi i narodów ich dotychczasowej tożsamości. Przekreślają więc nie tylko „podmiotowość społeczeństwa”, lecz również podmiotowość jednostki. To ostatnie właśnie jest ich decydującym wyróżnikiem.

Wystawa plastycznych prac uczniowskich poświęconych 30-leciu PRL – Szkoła Podstawowa nr 128 w Warszawie przy ul. Kadetów 15, 1974 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Redukowanie totalitaryzmu do zwyczajnej monopolizacji władzy politycznej jest przeto dowodem nierozumienia istoty rzeczy. O tym, czy dany reżim jest totalitarny, decyduje bowiem nie monopol na władzę, ale zakres, cel i sposób sprawowania władzy. Kryterium i miarą totalitarności nie jest zwyczajny brak demokracji; jest nim zakres i intensywność z zewnątrz sterowanego, lecz również głęboko uwewnętrznionego konformizmu.

Reżim totalitarny realizuje ideał konformizmu absolutnego, nie zewnętrznego tylko, lecz również wewnętrznego, i nie biernego tylko, lecz aktywnego. Czyni to za pomocą nieustannej i wszechobecnej zorganizowanej presji moralno-politycznej, wspomaganej terrorem, ale opartej głównie na indoktrynacji, na zdolności wytwarzania stanu masowej hipnozy.

Znakomicie ujął to George Orwell, określając totalitaryzm jako próbę zniewolenia ludzi od wewnątrz przez kontrolowanie ich myśli i uczuć. Spróbujmy spojrzeć z tego punktu widzenia na powojenną historię Polski.

Reżim Bierutowski był daleki od osiągnięcia swych celów

Panowanie autentycznego totalitaryzmu było w Polsce stosunkowo krótkie. W pierwszych latach powojennych mieliśmy do czynienia z pozbawieniem narodu prawa do samostanowienia, z elementami krwawej wojny domowej i obcej okupacji, ale mimo to ówczesna dyktatura komunistyczna nie była jeszcze w pełni totalitarna i mogło się wydawać, że uniknie takiej ewolucji. Nadzieje te prysły, jak wiadomo, w wyniku gwałtownej stalinizacji po roku 1948. Z porównawczego punktu widzenia zwycięstwo stalinowskiego totalitaryzmu nie było wprawdzie całkowite. Milovan Dżilas wyraził nawet pogląd, że Polska nigdy właściwie nie była krajem totalitarnym, uzasadniając to szeregiem znanych faktów, takich jak siła i niezależność Kościoła, słabość rodzimej tradycji komunistycznej, silniejszy niż gdzie indziej opór chłopów przeciwko kolektywizacji itp.

Kazimierz Śramkiewicz, Stalin i Bierut podpisują układ polsko-radziecki, 1955Kazimierz Śramkiewicz, Stalin i Bierut podpisują układ polsko-radziecki, 1955 Fot.Własność Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Archiwum Muzeum

Ogólnie biorąc jednak, reżim Bierutowski był bez wątpienia totalitaryzmem, aczkolwiek dalekim jeszcze od osiągnięcia wszystkich swych celów. Staliniści polscy wykazali wielką energię i niemałe zdolności we wspieraniu terroru fizycznego terrorem ideologicznym, mającym zapewnić nowemu ustrojowi władzę nad umysłami i sumieniami ludzi. Trzeba niestety stwierdzić, że dążenia te w dużej mierze uwieńczone zostały sukcesem.

Znaczna część ówczesnej inteligencji polskiej nie umiała przeciwstawić się ideologicznemu szantażowi: lęk przed tragicznym losem „rozbitków Historii” wywoływał w niej rodzaj ideologicznego zaczadzenia, znakomicie opisanego w „Zniewolonym umyśle” Miłosza.

Cele stalinistów w zakresie kontroli i programowania kultury i całego życia umysłowego wydawały się bliskie urzeczywistnienia. W środowiskach, które zdołali spenetrować, jednostki traciły prawo do bycia samymi sobą nawet w najbardziej prywatnych sferach życia. Rzeczpospolita Polska przekształciła się w PRL w roku 1952, a więc w okresie największego natężenia fizycznego i ideologicznego terroru. Dlatego też uzasadnione jest traktowanie PRL jako produktu systemu totalitarnego. Poprzestanie na tej konstatacji byłoby jednak niesprawiedliwością. Historyczny sąd nad PRL powinien uwzględnić ewolucję, która dokonała się w niej w okresie postalinowskim. Dzieje PRL okazały się bowiem historią stopniowego demontażu totalitaryzmu.

PRL po pogrzebie komunistycznej mitologii

Ideologiczna ofensywność systemu załamała się już w latach „odwilży” (1954-55), zapoczątkowując proces duchowego wyzwalania. Spowodowało to oczywiście ożywienie nadziei i aspiracji narodowych. W roku 1956, określonym przez Leszka Kołakowskiego jako rok „moralnego pogrzebu komunistycznej mitologii”, nastąpiło jakby ponowne narodzenie się PRL. Powszechne niemal poparcie udzielone wówczas Gomułce równoznaczne było obdarzeniu państwa, które reprezentował, pewnego rodzaju legitymizacją narodową – warunkową wprawdzie i względną, ale wystarczająco silną. Warunkiem tej legitymizacji był odwrót od stalinowskiego totalitaryzmu i powstrzymanie procesu wyzbywania się atrybutów suwerenności. Na tych zasadach społeczeństwo polskie zgodziło się traktować rok 1956 jako „nowy początek”.

Historia rozczarowań do rządów Gomułki jest dobrze znana. Warto jednakże zwrócić uwagę, że rozczarowania te najmocniejsze były w tych środowiskach, które pragnęły wyrażać swą podmiotowość w działaniach politycznych. Było to szczególnie ważne dla byłych stalinistów jako ludzi przyzwyczajonych do autoekspresji w sferze publicznej. Z punktu widzenia większości społeczeństwa, które pragnęło nade wszystko depolityzacji życia, bilans rządów Gomułki nie był całkowicie ujemny. Wszystkim dokuczała wprawdzie małostkowość ówczesnej dyktatury, ale trudno zaprzeczyć, że była to już dyktatura policyjna raczej niż rewolucyjno-totalitarna.

Ustały rządy terroru, ogromnie zmniejszył się zakres wymaganego konformizmu, „zniewolenie umysłów” ustąpiło miejsca pragmatycznym uzasadnieniom status quo, takim jak np. racja stanu lub względy geopolityczne.

Ideologia komunistyczna zepchnięta została na pozycje obronne, zrezygnowano całkowicie z prób programowania życia artystycznego wedle zasad „socjalistycznego realizmu”, publicystyka kontynuowała pełnienie funkcji krytycznej, odzyskanej w latach „odwilży”, w humanistyce pojawiła się możliwość tworzenia dzieł wolnych od piętna oficjalnej doktryny i w pełni akceptowanych na Zachodzie (w ZSRR natomiast kierowanych z tego powodu do „zbiorów specjalnych”). Innymi słowy, mimo braku ewolucji w stronę demokracji politycznej był to znaczny krok na drodze detotalitaryzacji systemu.

IX centralne zawody modeli latających Ligi Obrony Kraju w Gorzowie Wielkopolskim w 1970 r. Widownia zawodów na trybunach stadionu. Widoczny transparent z hasłem 'niech żyje Ludowe Wojsko Polskie silne i nowoczesne'IX centralne zawody modeli latających Ligi Obrony Kraju w Gorzowie Wielkopolskim w 1970 r. Widownia zawodów na trybunach stadionu. Widoczny transparent z hasłem ‘niech żyje Ludowe Wojsko Polskie silne i nowoczesne’ Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Oceny tej nie mogą zmienić niesławnej pamięci „wydarzenia marcowe” 1968 roku. Przeciwnie: ich przebieg jest jaskrawym dowodem, iż komunistyczny totalitaryzm uległ w Polsce daleko posuniętemu rozkładowi, zarówno ideologicznemu, jak i organizacyjnemu. Ich niezamierzonym rezultatem było ożywienie uczuć narodowych, co wywołało w ostatecznym efekcie konsekwencje bardzo rozmaite: nie tylko wzrost ksenofobicznego nacjonalizmu, lecz również wzmocnienie rewindykacji narodowych i niepodległościowych.

Czasy Gierka, czyli nowa faza detotalitaryzacji

W czasach Gierka detotalitaryzacja systemu weszła w nową fazę. Był to skutek faktycznej dekomunizacji partii, zastąpienia motywacji ideologicznej frazeologią solidaryzmu narodowego, pod którą ukrywała się gra partykularnych interesów, instytucjonalizacja przywilejów, a także zwykła, na masową skalę praktykowana korupcja. Dochodziły do tego niezamierzone skutki „otwarcia na Zachód”, powodujące gwałtowny wzrost aspiracji konsumpcyjnych oraz załamanie mechanizmów gospodarczego planowania. Z drugiej strony wymienić należy aktywność różnych środowisk, w coraz większej mierze mieszanych, partyjno-bezpartyjnych, które świadomie angażowały się w walkę o przezwyciężenie spuścizny totalitarnej. W dziedzinie świadomościowej było to oczywiście łatwiejsze niż w praktyce polityczno-gospodarczej. Tak więc na przykład praca środowiska historycznego i polonistycznego nad odkłamywaniem, odzyskiwaniem i umacnianiem narodowej tożsamości dała rezultaty wyraźnie widoczne, podczas gdy pomysły reform ekonomicznych (dyskutowane m.in. na łamach „Polityki”) natrafiały na nieprzezwyciężalne przeszkody w realizacji. Wszakże ogólnie rzecz biorąc, mieliśmy wówczas do czynienia z rozszerzaniem ram dopuszczalnej wolności. Proces ewolucyjnych przemian hamowany był przez straszliwą inercję „realnego socjalizmu”. Zło, z którym mieliśmy wówczas do czynienia, nie było już jednak totalitaryzmem.

Wnętrze Klubu Prasy i Książki 'Ruch' w Matyldowie - mężczyźni przy stoliku czytają 'Dziennik Ludowy'. Widoczny plakat na ścianie 'Polska '73 - rzetelnie realizując program Partii przyspieszyliśmy rozwój kraju, polepszyliśmy warunki życia', 20 lutego 1974 r.Wnętrze Klubu Prasy i Książki ‘Ruch’ w Matyldowie – mężczyźni przy stoliku czytają ‘Dziennik Ludowy’. Widoczny plakat na ścianie ‘Polska ’73 – rzetelnie realizując program Partii przyspieszyliśmy rozwój kraju, polepszyliśmy warunki życia’, 20 lutego 1974 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W drugiej połowie lat 70. pojawił się nowy, potężny czynnik detotalizacji: zorganizowana i ostentacyjnie „zewnątrzsystemowa” działalność opozycyjna. Zakładała ona, iż istniejący ustrój był nadal ustrojem totalitarnym, pozbawionym mechanizmów wewnętrznej ewolucji, ale dopuszczała możliwość ewolucji pod naciskiem zorganizowanej presji „z zewnątrz”. Nie może być dziś wątpliwości, że był to wybór bardzo skutecznej metody działania. Jako koncepcja teoretyczna była to jednak diagnoza wewnętrznie sprzeczna: ustrój prawdziwie totalitarny nie pozwoliłby przecież na istnienie zorganizowanej opozycji i z całą pewnością nie ustępowałby pod jej naciskiem.

„Solidarność” i stan wojenny

Szesnaście miesięcy burzliwego działania „Solidarności” interesuje nas tutaj tylko w tej mierze, w jakiej wpłynęła ona na wewnętrzną ewolucję systemu. Ocena tego wpływu jest jednak zależna od oceny stanu wojennego oraz dalszego przebiegu wydarzeń. Ci, którzy uważają okres stanu wojennego za powrót do drastycznych metod totalitarnych, nie doceniają w istocie sukcesów „Solidarności”. W rzeczywistości bowiem autorytet moralny i siła tego ruchu skutecznie zapobiegły takiemu obrotowi sprawy. Wprowadzenie stanu wojennego było interwencją autorytarną, a nie totalitarną. Leszek Kołakowski, pisząc o tym w innym kontekście, definiował tę dystynkcję pojęciową następująco:

Dławienie swobód obywatelskich w imię utrzymania i umocnienia istniejącej władzy nie jest jeszcze systemem totalitarnym, jeśli nie towarzyszy mu inna zasada: iż wszelka działalność, ludzi we wszystkich dziedzinach aktywności – ekonomicznej czy kulturalnej – musi być podporządkowana wyłącznie celom państwa, że nie tylko zakazane są i tępione bezwzględnie akcje skierowane przeciwko istniejącej władzy, ale także, że nie ma w ogóle żadnych dziedzin życia politycznie neutralnych i że każdy poszczególny obywatel ma prawo do takiej tylko działalności, która jest zarazem przewidziana przez cele państwowe („Główne nurty marksizmu”, wyd. 2, Londyn 1988).

Generał Jaruzelski nie próbował uzasadniać stanu wojennego względami ideologicznymi. Rząd jego starał się przekonać swych przeciwników, że jest po prostu „mniejszym złem”, koniecznym w istniejącym układzie geopolitycznym, a więc próbował oprzeć swą legitymizację na całkowicie odideologizowanym rozumieniu interesu narodowego.

Nie wymagał aktywnego poparcia, cieszył się z biernej neutralności. Wizje „świetlanej przyszłości” ustąpiły miejsca ponuremu wręcz realizmowi, władze wiedziały już bowiem, że optymizm w ocenie sytuacji gospodarczej podsyca oczekiwania mas, co okazuje się niebezpieczne. Istniejący system przestał być zachwalany: przeciwnie, elita władzy chciała zdjąć z siebie ciężar zarzutów przez przerzucenie wszystkich win na bezosobowe mechanizmy systemu. Oficjalnie odżegnano się od totalitarnej koncepcji „moralno-politycznej jedności społeczeństwa”, zastępując ją dążeniem do zdobycia minimalnego jedynie konsensusu. (Po pewnym czasie nazwano to „socjalistycznym pluralizmem”).

Polityczna mobilizacja mas możliwa była tylko w postaci ludowej krucjaty przeciwko władzy; dlatego też polityką partii stało się, paradoksalnie, przeciwdziałanie politycyzacji, nawet za cenę popierania apolitycznych form roszczeń ekonomicznych. Porównanie tej sytuacji ze światem opisanym w “Zniewolonym umyśle” Miłosza ukazuje całkowite odwrócenie ról. W warunkach totalitaryzmu zorganizowana presja moralno-polityczna była narzędziem w rękach władzy, skutecznie wymuszającym maksymalny konformizm polityczny; w Polsce lat 80. nastroje społeczne zdominowane zostały przez wyzywający wręcz nonkonformizm, a presja moralno-polityczna stała się potężnym narzędziem opozycji. Ciąg dalszy znany jest doskonale, a więc wystarczy kilka uogólnień.

Dążenie ekipy generała Jaruzelskiego do przezwyciężenia pozostałości totalitaryzmu w ramach autorytarnego państwa prawnego nie rozładowało napięć społeczno-politycznych. Nie pomogły również spóźnione i niedostatecznie przemyślane reformy marketyzacyjne. Sprawą kluczową okazała się demokratyczno-narodowa legitymizacja władzy.

Nie jest prawdą, jakoby PRL nigdy nie dysponowała jakąkolwiek legitymizacją narodową; prawdą jest wszelako, że legitymizacja ta, warunkowa i względna, nie wytrzymała próby stanu wojennego oraz przewlekłego, beznadziejnego załamania gospodarki.

Partia rządząca zrozumiała to zapewne zbyt późno. Konsekwencje, które stąd wyciągnęła, dowodzą jednak przynajmniej tego, że nie była już partią totalitarną.

Dekoracje na IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR w Warszawie. Tablica 'Warszawa wita delegatów na IX nadzwyczajny zjazd PZPR' przy skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Emilii Plater. Na jezdni samochód Fiat 125p, 10 lipca 1981 r.Dekoracje na IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR w Warszawie. Tablica ‘Warszawa wita delegatów na IX nadzwyczajny zjazd PZPR’ przy skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Emilii Plater. Na jezdni samochód Fiat 125p, 10 lipca 1981 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Czy PRL była państwem totalitarnym?

Moja odpowiedź na pytanie tytułowe nie jest więc twierdząca. PRL powstała wprawdzie po to, aby budować totalitarny komunizm, ale źle wywiązywała się z tego zadania. Prawie cała jej historia jest dziejami odchodzenia od totalitaryzmu poprzez kolejne fazy detotalitaryzacji. Obalenie PZPR-owskiego monopolu władzy było jedynie ostatnim, najbardziej spektakularnym aktem tego procesu. Aby należycie zrozumieć dokonaną w Polsce zmianę ustroju, nie wystarczy znajomość walki politycznej ostatnich lat.

Traktowanie PRL jako państwowości „niezmiennie totalitarnej” miało uzasadnienie jako sposób mobilizacji sił do walki z „realnym socjalizmem”. Dziś jednak jest jedynie podbudowywaniem pseudoradykalnej demagogii.


Andrzej Walicki (1930-2020) – historyk idei, profesor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze oraz Uniwersytetu Notre Dame USA), członek Polskiej Akademii Nauk. Autor licznych prac z zakresu myśli rosyjskiej, polskiej filozofii narodowej, historii marksizmu i liberalizmu. Laureat Nagrody im. Eugenia Balzana (Włochy) – najważniejszej europejskiej nagrody w dziedzinie humanistyki, za wkład w badanie dziejów myśli rosyjskiej i polskiej. Jego książki i artykuły zostały przetłumaczone na wiele języków.

Artykuł „Czy PRL była państwem totalitarnym?” pochodzi z książki Andrzeja Walickiego „PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski, Solidarność, zdrada elit” (Fundacja Oratio Recta).

Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji. 

Andrzej Walicki, 'PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski, Solidarność, zdrada elit'Andrzej Walicki, ‘PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski, Solidarność, zdrada elit’ (Fundacja Oratio Recta)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Report: Hamas Coordinated Gaza War With Iran, Hezbollah in Joint Military Room

Report: Hamas Coordinated Gaza War With Iran, Hezbollah in Joint Military Room

Sharon Wrobel


Palestinian children look on as Islamic Jihad militants stand guard following Israel-Hamas truce, in Gaza May 21, 2021. REUTERS/Ibraheem Abu Mustafa

Senior leaders of the Gaza Strip-ruling Hamas terrorist organization and the Palestinian Islamic Jihad (PIJ) worked reportedly in close coordination with Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC) and the Hezbollah to discuss military operations during the 11 days of fighting with Israel.

The editor-in-chief of the Lebanese daily Al-Akhbar, Ibrahim Al-Amin, said during an interview with Hezbollah-operated Al-Manar TV that the IRGC, Hezbollah and Hamas set up a joint military operations room in Beirut during the May hostilities in Israel and the Gaza Strip.

The channel’s report said that Al-Amin claimed “officers from Hezbollah, IRGC, and Hamas coordinated the military confrontation in Gaza” and “the Commander of IRGC’s Al-Quds Force, General Esmail Qaani, visited Lebanon twice to attend the chamber meetings.”

According to a May 27 analysis by the Meir Amit Intelligence and Terrorism Information Center, Qaani discussed the fighting between Israel and the Palestinians in a phone conversation with Hamas head Ismail Haniyeh. The IRGC general praised the acts of “resistance” against the “Zionists” and emphasized Iran’s support for the Palestinians in light of the “aggression and crimes of the Zionist enemy in Jerusalem and Gaza.” Qa’ani also spoke to PIJ secretary general Ziad al-Nakhleh and stressed that Iran is standing by the Palestinians who are defending their land and their rights.

Al-Akhbar’s Al-Amin asserted that the Hezbollah sent weaponry and ammunition to Gaza and helped to move a number of “Palestinian Resistance officers” out of the battle zone during the conflict.

Additionally, the military hub in Beirut provided Palestinian factions with data about the movements of the Israeli military, while drones were used, Al-Amin claimed, to prevent an “ambush” by the “enemy” on Hamas fighters near the Gaza border.

Meanwhile, on May 20, Prime Minister Benjamin Netanyahu showed German Foreign Minister Heiko Maas during his visit to Israel an Iranian drone that had been downed by the Israel Defense Forces in the Beit Shean area, as evidence that “the true backer of much of this aggression is Iran.”

According to Netanyahu, “Iran sent an armed drone from Iraq or Syria,” which Israeli forces intercepted on the border between Israel and Jordan.

The analysis by the Meir Amit Intelligence and Terrorism Information Center also showed that senior Iranian officials have been keeping a close rapport with the leaders of Hamas and the PIJ to express support as the ceasefire with Israel came into effect on May 21.

At the end of the fighting, Qaani sent congratulating messages to Head of Hamas’ military wing, Mohammad Deif, and to PIJ’s Commander of the military wing, Akram al-Ajouri and “proclaimed that through their unity and perseverance, they were able to destroy the pridefulness of the Israeli Army and proved that they are capable of inflicting heavy losses to it, making the enemy experience the taste of horror and defeat.”

Going forward, Qaani reaffirmed that Iran will continue its support for the Palestinians until the destruction of the “Zionist regime.” Others, who congratulated Haniyeh for the Palestinians “victories” included Ali Akbar Velayati, a top adviser to Iran’s supreme leader, Ayatollah Ali Khamenei​.

Hamas’ Haniyeh updated Khamenei on the fighting between Israel and the Palestinians and asked for support to rally the Muslim, Arab and international community to stop the “enemies of the Zionist enemy.”

Following the ceasefire, Khamenei issued a statement to the Palestinians, in which he congratulated them for their “victory of the Zionist regime,” which he claimed “had to concede its defeat.” The Iranian leader urged Muslim governments to provide the Palestinians with military and financial assistance and help them in rebuilding the infrastructure and destruction in Gaza. He warned that “preparation for the fight is ongoing” and that the decision when to start and end the conflicts lies with the Palestinian leadership.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


ANTIFA CALLS TO OBLITERATE THE JEWISH PEOPLE AT A PRO-ISRAEL RALLY IN MELBOURNE

ANTIFA CALLS TO OBLITERATE THE JEWISH PEOPLE AT A PRO-ISRAEL RALLY IN MELBOURNE

Leah Rosenberg


It’s not just in Melbourne or in Europe. And it’s not just in America. Antisemitism has been raging throughout the entire world.
.

The Antisemitism in Melbourne – and Everywhere

.
This type of event is not unique just to Melbourne. Throughout the world, Jews have held peaceful, pro-Israel rallies. The Jewish people have called for peace among all people.

And then you have groups like Antifa who come to destroy and call for the annihilation of the Jewish nation and the Jewish state. They chant “From the river to the sea, ‘Palestine’ will be free.” What does that mean? That means they want Israel wiped off the map – with the Jewish people. It is one of the most antisemitic things one can chant.

The “other side” – all those protesting against the Jewish state – are people who call for murder and genocide. They are people who support ISIS, as is shown in the video. It is insanity, and yet, there are still people in the world who stand against Israel without having a clue as to what they are standing against and who they are choosing to stand WITH.

Antisemitism is growing. And it’s time the world stands with the Jewish people against the hate. The Jewish people always stand up for minorities and for justice. Where are those minorities now standing up for the Jews?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Stalin osobiście zatwierdził zabicie Ołeksandra Szumskiego. Do tego zadania potrzeba było 11 osób

Ołeksandr Szumski (1890-1946) na fotografii wykonanej prawdopodobnie w latach 20. XX w. (Fot. Domena publiczna)


Stalin osobiście zatwierdził zabicie Ołeksandra Szumskiego. Do tego zadania potrzeba było 11 osób

Mirosław Czech
Przeł. Mirosław Czech


W 1933 r. Ołeksandr Szumski skazany został na 10 lat łagru. Znalazł się na Wyspach Sołowieckich, ale w następnym roku przywieziono go do Moskwy, gdzie zaczęło się śledztwo w sprawie “bloku narodowego”, który miał współpracować z “niemiecko-polskimi interwentami”. Ołeksandr Szumski – syn prawosławnego księdza, ukraiński rewolucjonista i szef przedstawicielstwa republiki ukraińskiej w II RP.

.

„Szumski nie dostrzega, że wobec słabości kadr komunistycznych na Ukrainie ruch [narodowy], opanowany całkowicie przez niekomunistyczną inteligencję, z czasem może przyjąć charakter walki o alienację kultury i społeczeństwa ukraińskiego od kultury i społeczeństwa ogólnosowieckiego. Walki zasadniczo przeciwko Moskwie , zasadniczo przeciwko Rosjanom, przeciwko kulturze rosyjskiej i jej największemu osiągnięciu – leninizmowi”.

To fragment listu Józefa Stalina do Ołeksandra Szumskiego z kwietnia 1926 r. – pokłosie ich niedawnej rozmowy. Szumski zażądał odwołania z Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej Łazara Kaganowicza, którego rok wcześniej przysłano w charakterze sekretarza generalnego miejscowej partii komunistycznej. Początkowo Stalin obłudnie argumentował, że zadaniem Kaganowicza jest uczynienie „ukrainizacji” partii i struktur państwowych (polityka ogłoszona trzy lata wcześniej) „rzeczywistą, a nie pozorowaną”. Szumski nie dał się nabrać – uderzenie w ukrainizację było wymierzone w niego (był komisarzem oświaty i odpowiadał za ukrainizację) i autonomię partii na Ukrainie sowieckiej.

„Małorosa” partia wam nie daruje

.

W cytowanym liście Stalin oskarżył Szumskiego i skupionych wokół niego pisarzy o „zasadnicze błędy”. Jako przykład podał publicystykę Mykoły Chwylowego – komunisty i wybitnego pisarza (w maju 1933 r. popełnił samobójstwo na znak protestu przeciwko represjom i Wielkiemu Głodowi). Na Ukrainie w latach 1925-26 ostro dyskutowano o kierunkach rozwoju ukraińskiej kultury i literatury. Chwylowy rzucił hasła „Precz od Moskwy!” i „Na Zachód!”.

Stalin grzmiał: „W czasie, gdy zachodnioeuropejscy proletariusze i ich partie komunistyczne przepełnione są sympatią do Moskwy , tej cytadeli międzynarodowego ruchu rewolucyjnego i leninizmu; w czasie, gdy zachodnioeuropejscy proletariusze z zachwytem spoglądają na sztandary powiewające w Moskwie – ukraiński komunista Chwylowy nie ma niczego do powiedzenia na korzyść Moskwy, oprócz wezwania działaczy ukraińskich do tego, by uciekać od Moskwy , i to jak najszybciej . I to jest nazywane internacjonalizmem!”.

Podczas obrad kierownictwa ukraińskiej partii Szumski odpowiedział krytykom: „W partii dominuje rosyjski komunista, który odnosi się do komunisty-Ukraińca z podejrzeniem, z nieprzyjaźnią, by nie powiedzieć gorzej. Panuje (…) żałosny, chciwy typ Małorosa, który we wszystkich epokach historycznych był w jednakowy sposób pozbawiony zasad i obłudny, nieszczery jak niewolnik i lizusowsko zdradziecki. Teraz chwali się swoim pseudointernacjonalizmem, szarżuje swoim obojętnym stosunkiem do wszystkiego, co ukraińskie, i zawsze jest gotowy do opluwania tego, co ukraińskie (może to robić nawet w języku ukraińskim), jeżeli daje to sposobność do wysłużenia się i otrzymania ciepłej posady. Oto na czym polega istota sprawy. Problem polega na tym, że nasza partia powinna stać się ukraińska z języka i kultury”.

„Małoros” to termin używany do dziś na oznaczenie Ukraińców, którzy zgodnie z rosyjską wykładnią uznają, że naród rosyjski składa się z trzech „plemion”: wielkoruskiego (Rosjanie), małoruskiego (Ukraińcy) i białoruskiego (Białorusini). I wysługują się Moskwie. W latach 20. jeden z owych Małorosów ostrzegł Szumskiego: „partia wam nie daruje Małorosów. Zapłacicie za to, wspomnicie moje słowa”. Małoros miał rację – Szumskiemu nigdy nie darowano jego „błędów”.

„Szumskizm” i „chwylowizm”

Słowa Stalina były dyrektywą – Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy potępił „szumskizm” i „chwylowizm” jako groźne „odchylenia nacjonalistyczne”. Chwylowy złożył samokrytykę, podobnie Szumski, choć oględnie. W końcu wyjechał z Ukrainy do Leningradu.

Z opublikowanych po upadku ZSRR dokumentów służb wiadomo, że „szumskizm” i „chwylowizm” zostały uznane za koronny dowód na odradzanie się ukraińskiego separatyzmu, któremu miała sprzyjać koniunktura zagraniczna. W Polsce w 1926 r. do władzy doszedł Józef Piłsudski i odnowił współpracę z emigracyjnym rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej. W 1920 r. z URL podpisano umowę sojuszniczą znaną jako układ Piłsudski-Petlura, co skutkowało polską wyprawą na Kijów. W 1927 r. Wielka Brytania zerwała stosunki dyplomatyczne z ZSRR, co na Kremlu odczytano jako przygotowanie do zbrojnej interwencji. Stalin wszczął „alarm wojenny”, zarządzając sprawdzenie możliwości obronnych państwa. Przegląd wypadł źle, więc przeprowadzono kolektywizację rolnictwa, rozbudowano przemysł obronny (plany pięcioletnie), wszczęto potężne zbrojenia i rozprawiono się ze „starymi kadrami”, czyli niekomunistyczną inteligencją, urzędnikami i inżynierami.

Represje spotkały również komunistów spoza ZSRR, bo w obronie Szumskiego stanęła Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy (Galicja Wschodnia i Wołyń). W partii nastąpił rozłam na wspierającą Szumskiego większość i promoskiewską mniejszość. W 1928 r. przywódcy większości (Osyp Kriłyk-Wasylkiw i Roman Kuźma) zostali oskarżeni o „odchylenie nacjonalistyczne”, wykluczeni z Kominternu i wyrzuceni z partii, a w latach 30. rozstrzelani w czasie rozprawy z ukraińskimi komunistami.

Eser w podziemiu

Ołeksandr Szumski urodził się 21 listopada 1890 r. na Żytomierszczyźnie w rodzinie prawosławnego księdza. Studiował w Moskwie, gdzie został rewolucjonistą, aresztowanym w 1916 r. za kolportaż literatury rewolucyjnej. Po wybuchu rewolucji lutowej w 1917 r. zaangażował się w działalność partii ukraińskich socjal-rewolucjonistów (eserów), został jednym z liderów jej lewego skrzydła. Krytykował swoją partię i Ukraińską Centralną Radę (przedparlament URL) za „zdradę rewolucji” i odrzucenie współpracy z bolszewikami. Uwięziono go, lecz został uwolniony przez wkraczających do Kijowa rosyjskich bolszewików.

Po zajęciu Ukrainy przez wojska niemieckie i austro-węgierskie (okupacja trwała od stycznia do listopada 1918 r.) Szumski działał legalnie, lecz po przewrocie gen. Pawła Skoropadskiego (z namaszczenia Niemców w kwietniu ogłosił się hetmanem) zszedł do podziemia, przygotowując powstanie przeciwko hetmanowi. W konspiracji skrzydło lewicowe eserów ukonstytuowało się we frakcję borotbistów (od „borot’ba” – walka). Powstaniem przeciwko Skoropadskiemu kierował Dyrektoriat (wśród jego członków był Petlura), przeciwko któremu wystąpili borotbiści. Zawarli oni sojusz z bolszewikami, w rządzie Ukrainy sowieckiej Szumski objął komisariat oświaty.

W 1919 i do połowy następnego roku Szumski działał przeważnie w podziemiu, bo poszczególne części Ukrainy zajęły wojska URL, rosyjska Armia Ochotnicza gen. Antona Denikina, liczne armie chłopskich powstańców z najliczniejszą bat’ki Nestora Machna, zaś część Wołynia – wojsko polskie. Przez Ukrainę przelewały się fale pogromów żydowskich.

Ołeksandr Szumski. Upadek rewolucjonisty

W ogniu walki borotbiści urośli do największej siły politycznej (odwoływali się do chłopstwa) i zmienili nazwę na Ukraińska Partia Komunistyczna (borotbistów).

Ich zasadnicze postulaty to ukrainizacja, powołanie Ukraińskiej Armii Czerwonej i samodzielność republiki ukraińskiej w „związku republik sowieckich”. Od Kominternu (III Międzynarodówki) zażądali przyjęcia i uznania ich za główną siłę polityczną na Ukrainie. W odpowiedzi Lenin zarządził zniszczenie borotbistów – mieli „zlać się” z KP(b)U. Wśród borotbistów zawrzało, liderzy jednak zgodzili się na warunki Moskwy. Nic jednak za darmo: w 1921 r. Szumski w sfingowanym procesie kierownictwa partii eserów był świadkiem oskarżenia.

Szumski wszedł do politbiura KP(b)U, wziął udział w negocjacjach pokojowych z Polską (1921), a następnie został szefem przedstawicielstwa republiki ukraińskiej w II RP (1921-22). Głównym celem jego misji było „rozłożenie” władz URL na uchodźstwie oraz internowanych żołnierzy jej armii. Moskwę namawiał do interwencji zbrojnej w Galicji Wschodniej, której przynależność państwową przesądziła dopiero decyzja Rady Ambasadorów z 15 marca 1923 r. Po powrocie do Charkowa (ówczesna stolica USRR) ponownie został komisarzem oświaty, by wprowadzać ukrainizację. Poniósł porażkę.

We wrześniu 1927 r. Szumski został rektorem wyższej szkoły ekonomicznej w Leningradzie, a następnie miejscowej politechniki.

Pod koniec 1929 r. złożył samokrytykę za swoje poglądy i przeniósł się do Moskwy. W maju 1933 r. został zatrzymany, zaś w lipcu aresztowany pod zarzutem przynależności do Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO) – działającej w II RP podziemnej organizacji zbrojnej. Dla Moskwy UWO równała się KPZU i „szumskizm”, stąd dla Szumskiego zaczął się ostatni, dramatyczny i zarazem heroiczny okres życia.

W gułagu i na zesłaniu

Stalin, fingując „sprawę UWO”, miał trzy cele. Zgładzenie „galicyjskiej V kolumny” (w latach 20. na Ukrainę sowiecką przeniosło się 50 tys. Galicjan), rozprawienie się z kolejną (po politykach i urzędnikach URL, eserach i niekomunistycznej inteligencji) grupą elity władzy w republice oraz propagandowe przykrycie Wielkiego Głodu – Hołodomoru (ok. 4 mln ofiar).

Szumski odmówił uznania swojej „winy” we wrześniu 1933 r. i został skazany na dziesięć lat łagru. Trafił na Wyspy Sołowieckie, by w roku następnym wylądować w Moskwie, gdzie zaczęło się śledztwo w sprawie „bloku narodowego”. Blok miał działać w porozumieniu z „niemiecko-polskimi interwentami”. Szumski odrzucił i te oskarżenia, mężnie znosząc przesłuchania i konfrontacje z oskarżającymi go przyjaciółmi. Niezłamany, ponownie został wywieziony na Sołowki. Składał apelacje i dzięki nim został zesłany do Krasnojarska. Nie godząc się z tym, ogłosił głodówkę, wycieńczony został zamknięty w więzieniu. W październiku 1937 r. formalnie go aresztowano, a ponieważ był sparaliżowany, znalazł się więziennym szpitalu. Aresztowano również jego żonę Jewdokiję Honczarenko, która odbywała zesłanie w Saratowie jako „żona wroga ludu”. Pod koniec roku została rozstrzelana.

Ołeksandr Szumski  po aresztowaniu w 1933 r.Ołeksandr Szumski po aresztowaniu w 1933 r. Fot. Domena publiczna

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Szumskiego oczyszczono z zarzutu „kierowania organizacją faszystowską”, lecz nadal miał odbywać karę zesłania za przynależność do UWO. Udało mu się nawiązać kontakt z synem (zginął w 1942 r. na froncie), o losie żony długo nie znał prawdy, bo władze go okłamywały. NKWD znowu wszczęło przeciwko niemu sprawę śledczą i jako „członka UWO” poddało inwigilacji. Szumski w poczuciu patriotyzmu zaoferował Stalinowi swoje wsparcie w walce z faszystowskim najeźdźcą. Daremnie, bo w ocenie NKWD wciąż stanowił „społeczne zagrożenie”.

Po zakończeniu terminu zesłania (1943) zakazano mu osiedlać się w wielkich miastach. Podjął rozpaczliwe starania o leczenie, bezskutecznie zwracał się też o pozwolenie na powrót do ojczyzny. W 1945 r. napisał listy do Stalina, z których datowany na 18 października okazał się fatalny w skutkach [tekst poniżej]. Wystąpienie radiowe Nikity Chruszczowa, I sekretarza KP(b)U, nazwał podeptaniem godności narodowej Ukraińców, przykładem „małorosyjskości” i – co było szczególnym wyzwaniem rzuconym Stalinowi – zmianą kursu polityki narodowościowej. Zapowiedział też, że wobec wyczerpania innych form protestu zamierza popełnić samobójstwo.

Zabójstwo

Na życie targnął się dwukrotnie w Saratowie (w mieszkaniu, gdzie przebywała na zesłaniu jego żona), dokąd dotarł w czerwcu 1946 r. O próbach samobójczych i liście doniesiono Stalinowi, który uznał je za groźne protesty polityczne, które mogą zostać wykorzystane przez ukraińskie podziemie zbrojne i zagranicę. Stalin osobiście zatwierdził „plan likwidacji” Szumskiego (sprawa otrzymała kryptonim „Tchórz”), którego wykonanie zlecono 11-osobowej grupie specjalnej.

Na jej czele stanął „Andriej” – Pawieł Sudopłatow. „Specjalista od spraw ukraińskich”, na którego koncie było m.in. zabójstwo płk. Jewhena Konowalca, przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (1938) i udział w zabójstwie Lwa Trockiego (1940). Wśród członków grupy znalazł się pułkownik służby medycznej Grigorij Majranowski – szef „Laboratorium X”, supertajnej komórki NKWD zajmującej się produkcją trucizn. Wcześniej do Saratowa przyjechał Kaganowicz (wówczas wicepremier) i Siergiej Ogolcow, wiceszef NKWD.

Szumskiego zabito 19 września 1946 r. w pociągu do Moskwy, gdy zdesperowany postanowił wyjechać do Kijowa (jedyny szlak wiódł przez Moskwę). W napisanych w latach 90. wspomnieniach Sudopłatow relacjonował, że on i kilku innych funkcjonariuszy wpadli do przedziału, obezwładnili Szumskiego i zakrywając mu usta, by nie słychać było jego krzyku, Majranowski wstrzyknął mu truciznę.

W dokumentach nie zachowała się żadna wzmianka o tym, co oprawcy zrobili z ciałem ofiary.

List Ołeksandra Szumskiego do Stalina

POZOSTAŁ MI OSTATECZNY ŚRODEK PROTESTU, SAMOBÓJSTWO

18 października 1945 r.
Moskwa. Kreml Do Towarzysza Stalina
Protest komunisty-Ukraińca

Rozpoczęta pod koniec wojny i kontynuowana do dnia dzisiejszego gloryfikacja bohaterów rosyjskiej mocarstwowości i ciemiężenia Ukrainy od Piotra [car Piotr I] do Brusiłowa [rosyjski generał z okresu I wojny światowej] nie może nie wywołać reakcji na Ukrainie w postaci gloryfikacji bohaterów niepodległości od Mazepy do Petlury. I tym samym nie może nie doprowadzić do powstania odchyleń w Komunistycznej Partii Ukrainy (bolszewików). Jednych zaleje fala nacjonalizmu ukraińskiego, inni pod maską internacjonalizmu będą działać zgodnie z zasadą: „Bij Ukraińców, ratuj Wielką Rosję!”. To dawni znajomi: petlurowcy i Małorosi.

Na Ukrainie komunista-Ukrainiec (sic!) jest typem „człowieka zbędnego”. To zjawisko stare, z którym po raz pierwszy zetknąłem się w 1926 r. po przyjeździe na Ukrainę tow. Kaganowicza. Wówczas jako komunista-Ukrainiec poczułem przynależność do „typu ludzi zbędnych” [tak bolszewicy określali tzw. stare elity, pozbawiając ich praw i skazując na wyniszczenie] na Ukrainie. Wówczas poprosiłem Was o wypuszczenie do Chin, mając nadzieję, że swoje miejsce odnajdę w Rewolucji Chińskiej. Na barykadach Szanghaju na wzór Rudina – postaci z powieści Turgieniewa (człowieka zbędnego w Rosji cara Mikołaja I) – który swoje miejsce odnalazł na barykadach Paryża. Wy jednak uznaliście, że Waszym celom lepiej będzie służyć zesłanie mnie na Syberię. I poleciliście mnie oczernić, pozbawiając przy tym możliwości obrony.

Ani jednak więzienne kazamaty, ani szyderstwa, ani sponiewieranie mnie – które zmusiły mnie do ogłoszenia głodówki – nie popchnęły mnie do ostatecznego głosu protestu, tzn. popełnienia samobójstwa. Tak jak to uczynili inni komuniści-Ukraińcy – Skrypnyk, Chwylowy i Lubczenko. Uważałem, że jako komunista powinienem wykazać się maksimum cierpliwości i wszystko przeżyć, żeby zdobyć rehabilitację. Uważając się za niewinnego wobec partii, w ciągu 12 lat wykazałem, jak się wydaje, niemałą wytrwałość w dążeniu do rehabilitacji. Napotykałem jednak twardy opór.

Teraz dostrzegam, że wyczerpałem wszystkie dostępne mi środki w walce o rehabilitację – bez rezultatu. Pozostał mi jedyny i ostateczny środek protestu wobec niesprawiedliwości, która mnie spotkała – samobójstwo. Decyduję się na ten krok nie bez obaw o wykluczenie, cierpienie, dalsze dręczenie. A także z chęci ich uniknięcia. Wszystko to już jednak przeżyłem i bardziej już przeżyć się nie da.

Zasadniczą i główną przyczyną mojego kroku jest wyczerpanie wszelkich środków w walce o rehabilitację i beznadzieja dalszej walki.

W ostatnim czasie do tych, do pewnego stopnia, osobistych motywów dołączyły względy czysto polityczne – sprzeciw wobec nowego kursu polityki narodowościowej, kursu rosyjskiej polityki mocarstwowej.

Już Wasze wystąpienie z komplementami dla narodu rosyjskiego i dzieleniem narodów Związku Radzieckiego pod względem rozumu, charakteru itd. spowodowało czujność. To jednak, do czego w ostatnich dniach posunął się Nikita Chruszczow podczas uroczystości rocznicowych wyzwolenia Ukrainy (transmitowanych przez radio), jest całkowicie niedopuszczalne i wymaga zdecydowanego protestu.

Ludzie typu małorosyjskiego, o którym miałem okazję mówić już w 1926 r., zawsze posługują się służalczo-pochlebczym bajdurzeniem o „starszym narodzie rosyjskim” i jego pomocy „bratu młodszemu” – narodowi ukraińskiemu. Ten bełkot zawsze wywoływał [we mnie] uczucie oburzenia, ponieważ sojuszu politycznego dwóch narodów i ich przyjacielskich relacji nie można budować na „starszeństwie” jednego i poniżaniu drugiego narodu. Na takim fundamencie buduje się podległość i poniżenie jednego narodu przez inny, a nie ich sojusz i równość.

Nikita Chruszczow w swojej małorosyjsko-lirycznej ekstazie nie tylko zaciągnął o „starszeństwie” narodu rosyjskiego nad ukraińskim i o pomocy „młodszemu” narodowi ukraińskiemu, lecz także zawył o wdzięczności ukraińskiego narodu rosyjskiemu. I za co? Okazuje się, że za jasny rozum, twardy charakter i niezłomną wolę. W stosunkach międzyludzkich podobne słowa uznaje się za pochlebstwa i wywołują one niesmak. W ustach szefa rządu ukraińskiego takie słowa to przejaw małorosyjskiej czołobitności. To obelżywie i poniżające dla narodu ukraińskiego.

Cóż bowiem reprezentuje sobą naród ukraiński, w którego imieniu mówi się w podobny sposób? Że jest pozbawiony jasnego rozumu, twardego charakteru i niezłomnej woli? Naród ludzi bezwolnych i głupców bez charakteru, który uratował mądry, niezłomny naród rosyjski, za co wyrażana jest mu wdzięczność?

Za to wystąpienie Nikitę Chruszczowa należy natychmiast przegonić z jego stanowiska. To obraza czci i godności narodu ukraińskiego, to hańba.

Ten Małoros rozzuchwalił się do tego stopnia, że przekroczył wszelkiego granice tego, co dopuszczalne. Tego człowieka naród ukraiński nie może dłużej znosić na stanowisku przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Ukrainy.

Niestety, nie jest to przypadek ani lapsus linguae. Nie jest to też wynik gorliwości rozzuchwalonego w swoim mniemaniu Małorosa. Jest to nowa linia polityczna w kwestii narodowej. To linia narodowo-politycznej kastracji narodu ukraińskiego. To linia przekształcenia Ukrainy w amorficzny byt – w Małorosję.

Przeciwko temu podnoszę swój głos protestu.


List opublikowano w: Jurij Szapował „Ołeksandr Szumśkyj. Żyttja, podiji, newidomi dokumenty”. Kijów-Lwów 2017. Seria wydawnicza „Ukraina. Europa 1921-1939″


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Is Harvard Killing Me?’

‘Is Harvard Killing Me?’


ANTHONY DAVID


For years, the late Harvard professor Svetlana Boym refused to acknowledge her Soviet self. After her cancer diagnosis, she finally looked backward.

.

COURTESY JUDITH WECHSLER

At the memorial service for Harvard professor Svetlana Boym on Oct. 27, 2015, fellow faculty members lined up to laud her intellectual daring, frenetic vitality, and originality—her 2001 book, The Future of Nostalgia, changed how scholars look at memory and forever linked her name with the concept of nostalgia. Yet, since arriving at Harvard for graduate school in the 1980s, Svetlana had done her best to forget about her childhood and adolescence in Russia—not because she had been traumatized, but because the pull of those years threatened to derail her smooth assimilation into American life. Six months before her cancer diagnosis, she wrote an essay in Tablet in defense of this decision: “Immigrant resilience is built on forgetting and working towards a new start. What will the backward glance accomplish?”

Unmentioned during either her essay or her funeral service were the autobiographical stories and the novel she began drafting after falling ill, which she wrote in response to a challenge that a mentor in Leningrad had given her 40 years earlier—to examine the “ultimate meaning of life.” The way she responded to her mentor’s challenge debunked much of the scholarly oeuvre her esteemed colleagues had gathered to celebrate.

Svetlana kept her illness secret from all but a few close friends, mostly fellow immigrants, emigres, and internationals joined in “diasporic intimacy in the midst of the habitual estrangement of everyday life abroad,” as she wrote in her posthumously published book, The Off-Modern.

Maria Zervos, a Greek visual artist and poet, belonged to this inner circle. They became friends years earlier when Maria was a visiting fellow at the university. Once radiation and chemo began, Maria came by Svetlana’s house once a week to drop off Tupperware containers of homecooked meals, read poetry, and do reiki. Svetlana nicknamed her “my female Homer.”

One evening in February, after Maria read one of her own poems, Svetlana bolted upright and asked Maria, “Is Harvard killing me?” Maria knew Svetlana wasn’t blaming the university for her cancer. Her friend was really asking whether she brought on her own downfall, like the tragic hero Icarus. She reinvented herself to succeed in America, but what part of her did she have to deny in the process?

Svetlana began sending her friends snippets of autobiographical stories inspired by what she called the “immense energy of cosmic dreaming” provided by her Soviet childhood. With the time she had left, she was determined to recapture her youthful dream of becoming what she called the “last clumsy storyteller” from a “displaced dynasty.”

Without fail, from the age of 12 through high school, twice during the week after school and on Saturdays, Svetlana trooped over to the Daring Club housed at Prince Potemkin’s former villa, expropriated and renamed by the Bolsheviks as the Palace of Pioneers. Izrail Fridliand, who looked like a mixture of Leon Trotsky and a mad scientist, taught his students that truthfulness was the most essential tool of fiction. His motto came from Dostoyevsky: “Above all, don’t lie to yourself. The man who lies to himself and listens to his own lie comes to a point that he cannot distinguish the truth within him, or around him, and so loses all respect for himself and for others. And having no respect he ceases to love.”

Members called themselves “Daredevils” because the club demanded decisiveness, audacity, and the determined pursuit of the truth. Literature was no mere academic subject; rather, it was a way of life, a calling, a moral imperative.

Sitting in the waiting room at Dana-Farber Cancer Institute one morning before chemo, Svetlana pulled out her notebook from 1975 and reread an entry she had bookmarked, in which she recounts Fridliand’s formula for becoming a real writer. To measure up to the dynasty of masters that preceded them, he told aspiring young fiction writers, they had to play the long game. Instead of making a name for themselves by producing propaganda or easy entertainment, they had to “stifle the ego—the ‘I’—and think about people around them, about the home.”

As her condition deteriorated, Svetlana continued working on a series of interconnected autobiographical stories that blended fact with fiction. Straining to reclaim the memories she had spent years erasing, Svetlana emailed and called old Russian friends and pelted her parents, Musa and Yuri, with questions. She also scoured the internet for information on the avant-garde children’s book authors she had read as a child, who formed her sense of beauty, courage, truth, and friendship.

One such author was Kornei Chukovsky, who together with his fellow Jewish writer Samuil Yakovlevich Marshak founded the Daring Club in 1962. When she mentioned his name to Musa, her mother reminded her how they had read Chukovsky’s story of Doctor Aibolit or Dr. Ouch-It-Hurts a hundred times. The conversation jogged her memory; eventually Svetlana recalled how Dr. Ouch-It-Hurts led her to a “world of painted lakes and singing monkeys, where small human deeds really matter and there is still a place for artistic play and random kindness.” Svetlana marveled at Chukovsky, who had the courage to stay in the Soviet Union, though he could easily have emigrated to the U.S. or Israel, and inspired millions of Soviet children with his gentle humanity.

Svetlana spent hours on the phone with her best childhood friend Natasha, who became a physician and lived with her husband and son in the city renamed St. Petersburg. They talked about the open discussions and debates on books at the Daring Club, how Izrail Fridliand shared with them Solzhenitsyn’s illegal Gulag Archipelago, whispered jokes about the KGB, spoke openly about the depredations of Stalinism, and assigned writing assignments on Big Ideas.

In March, a scan showed that the main tumor in her abdomen was still growing. Battling the pain, exhaustion, and bouts of nausea, Svetlana explored the meaning of life by fictionalizing her situation. In the fragmentary novel found on her computer after her death, a disenchanted professor writes a novel about her Soviet youth.

The professor, named Inna Punina, is an immigrant from Leningrad who, in the early 1990s, landed a job at the Center for Russian and Eurasian Studies within an unnamed university in Boston. In a key scene that launches Inna on her quest to write her novel, she attends a faculty meeting where she proposes to protest Putin’s 2014 power grab in the Crimea by renaming their department from the Center for Russian and Eurasian Studies to the “Center for the Study of the Crimea and Caucasus.”

“We must discuss this matter objectively,” one esteemed colleague responds, “and without taking sides.”

“Excuse me,” Inna responds, raising her voice, “people are objectively dying there. And young boys are recruited to fight fascism.”

“Let’s stay away from emotional arguments at the moment,” adds a senior faculty member, waving off her concerns.

Inna excuses herself to go to the bathroom—their indifference to human suffering makes her want to vomit. “I am having motion sickness … Why are we here? To expand the world, to make meaning!” Inna recalls how as a teenager in Leningrad she used to write essays on the “meaning of life,” and even if her fellow professors in America roll their eyes at such questions, she cannot live without them. “Oh my God, I am so ridiculously Russian after all.”

With the time she had left, she was determined to recapture her youthful dream of becoming what she called the ‘last clumsy storyteller’ from a ‘displaced dynasty.’

Inna—single, childless, and burned out—finally sees through the Potemkin village of her own scholarship. “She wrote a book about forgetting and its role in cultural survival,” she pronounces, addressing herself in the third person. “She didn’t just forget her forgetting—she justified it theoretically.”

Inna then turns away from scholarship and writes a novel called Loving and Leaving: My Autobiography. In this novel-within-a-novel, a character named Lena meets a man on a Crimean beach in 1979 and immigrates with him to America even though “she was too young to want to love, she was seeking adventure.” Lena ends up living on the East Coast, middle-aged and lonely, hooked on antidepressants.

The story’s second main character, also named Lena, makes a different choice that day on the beach. She rejects the man’s offer to take her to America and returns to Leningrad, where she eventually marries a man named Boris. Lena, Boris, and their son Yurochka, named after Pasternak’s hero from Doctor Zhivago, share a cramped, two-room, Khrushchev-era apartment with Boris’ nosy yet loving Jewish parents, a couple of blocks from Lena’s old high school.

Lena gets a job as a fifth-grade teacher and “from a very progressive point of view, opens her students’ eyes to life.” Despite hardships, she and Boris have a loving marriage.

In a scene Svetlana wrote after a fateful doctor’s visit in June, Lena drives her son to kindergarten, and on the way, she sings the theme song from the animated cartoon series Cheburashka, the Soviet Mickey Mouse. Cheburashka, an eternal optimist, was also a Jewish icon because his creators, Yiddish-speakers at an animation studio in Moscow, turned the happy creature into an everyday hero devoted to building a better, freer, more just socialist society.

After drafting chapters of her novel about Inna Punina, Svetlana continued writing a series of short stories about her early years, which variously describe her childhood growing up in the communal apartment, her adventures in the parks and courtyards of her section of Leningrad, her life with her family, her school years, her rites of passage in the communist system, her dreams of becoming a writer, and the reason she decided to emigrate.

In her final story, she tackles the question about the meaning of life by creating the character of Zenita, a version of Svetlana who, like Inna Punina’s second Lena, stays in Leningrad after high school, despite her disillusionment with the Soviet regime’s corruption and hypocrisy.

Zenita reads Russian fiction voraciously, risks arrest by attending secret meetings of dissidents who discuss smuggled chapters of the Gulag Archipelago, and writes short stories about her everyday life. She yearns for a true partner who shares her humanist ideals, and eventually, she finds him.

In her 20s, Zenita marries Yurochka, the same name Lena gave her son. She learns how to handle his Jewish mother who believes no woman can ever be good enough for her child, teaches high school math, becomes a mother, and devotes her free time to activism: “Zenita took her firm stand for justice inside the country,” Svetlana wrote shortly before she died, clinging to the values of “peace, internationalism and love between people” she was raised on. She seeks to “improve the system from within, tries to make it better, not leave it. Zenita … is the one who wouldn’t need to emigrate.”

The years pass, and Putin reestablishes authoritarian rule, but Zenita continues publishing short stories and literary essays and fighting for a free society in the spirit of the Daring Club. “In my heart of hearts,” Svetlana wrote at the end of the story, “I know that Zenita is right.”

In a scene she wrote during the month leading up to surgery on July 20, Svetlana and Zenita have a chance encounter in the city renamed St. Petersburg. Zenita marvels at how “glamorous,” strong, and independent the free-spirited American professor seems. But she also notes “something ungrounded about her.” Out of discretion, she refrains from asking if Svetlana has love in her life.

That night, Zenita compares her prosaic life to Svetlana’s “enchanted expanding world” and questions her decision to stay in impoverished Russia—that is, until she falls asleep “touching Yurochka’s beloved body ever so slightly.” Doubts disappear, and in the morning she “puts on some eye cream to cover her blues. For the blues are just a part of life. Zenita remains grounded and strong.”

Eye cream won’t cover up Svetlana’s blues. With two failed marriages and her health rapidly declining, she finds herself “staring at the ceiling, letting angry short circuits of thought overwhelm my best ideas and sparks of wonder.” She imagines Zenita snapping in anger, “You are the one who got all our chances”—and just look what you’ve done! Where’s the meaning in your life? Where’s the purpose? Is it really enough to be a professor in victorious America? Has America even won the Cold War? Maybe everyone lost.

As the story continues, Svetlana, filled with regret about her life’s decisions, watches a PBS special featuring Yuval Harari’s Sapiens: A Brief History of HumanitySapiens, she concludes, is a “foreboding scientific fairy tale” in which “humanity in the future gets superseded by super-reach cyborgs of inhuman longevity.”

Such “dystopian” technological modernism, she concludes, poses a far greater “threat to humanity” than the socialist “utopianism” she was raised on in Leningrad.

Reflections on the Western “dystopia” leads Svetlana back to Zenita. In her youth, her doppelganger “drew pictures of rockets, looked at photographs of animals and people who traveled into space and wanted to see a real Sputnik—which in Russian means both a satellite and a life companion.” The comment on the dual meaning of Sputnik captures for Svetlana the meaning of life, which isn’t to be found by fleeing the planet or changing countries. It is possible in all places and at all times, because it is inseparable from love and from fighting tirelessly to improve the conditions of life wherever you happen to be.

“Maybe now,” Svetlana concludes after finally addressing her mentor’s challenge, “I can extend my hand to that little Soviet dreamer.”

 After an unsuccessful surgery, Svetlana Boym died on Aug. 5, 2015.


Anthony David teaches creative writing at the University of New England campus in Tangier, Morocco. His most recent book, with Ami Ayalon, is Friendly Fire: How Israel Became Its Own Worst Enemy and Its Hope for the Future.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com