Archive | February 2022

Kiedy w Polsce skończy się antysemityzm? Odpowiadam: kiedy wyjadą stąd wszyscy antysemici

Kiedy w Polsce skończy się antysemityzm? Odpowiadam: kiedy wyjadą stąd wszyscy antysemici

Jędrzej Słodkowski, Tadeusz Sobolewski


Mikołaj Grynberg – pisarz dokumentalista, prozaik, fotograf. Jego film ‘Dowód tożsamości’ można zobaczyć na TVN24 GO (Jacek Poremba)

– Polska potrafi cyklicznie poświęcać jakąś grupę swoich obywateli, bo akurat ktoś u władzy ma taką potrzebę. Może wy dwaj będziecie następni?

.

Jędrzej Słodkowski: A ty jak się dowiedziałeś?

Mikołaj Grynberg*: – Rodzice, dziadkowie nigdy nie ukrywali, kim jesteśmy. Jako dziecko myślałem, że wszyscy starzy ludzie mają numery telefonu wytatuowane na rękach i w każdym domu mówi się o Żydach.

J.S.: Młodziutka polska Żydówka stwierdza w twoim nowym filmie „Dowód tożsamości”: „Generalnie z historii wynika, że lepiej jest nie być Żydem”.

– A potem mówi: „Ale nie żałuję”. Tylko że ma 14 lat, więc jest na początku.

J.S.: Pytasz ją, co jej dało bycie Żydówką. Odpowiada, że dzięki temu wie, czym jest antysemityzm. Wspaniałe wzbogacenie czternastolatki! A ciebie antysemityzm zdążył w jej wieku wzbogacić?

– Tak, nawet zmieniłem szkołę… Zaczęło się od tego, że nie poszedłem do komunii. Na szkolnym korytarzu znaleźli się entuzjaści „polowania na Żyda”. Miałem wrażenie, że spieprzam przed całą szkołą. Nie pamiętam, by ktoś wtedy stanął po mojej stronie.

Kopali w dupę. Czasami fanga w nos. To się zdarzyło kilka razy, ale mocno zapadło mi w pamięć. Może to był moment, kiedy stałem się Żydem.

Po pokazaniu „Dowodu tożsamości” w TVN 24 kolega z klasy napisał, że to nieprawda. Że nie polowali na Żyda i są oburzeni moimi słowami. Rozumiem ich, ale każde z nas ma swoją pamięć. Ciekawe, czy pamiętają, jak dwaj koledzy ze starszej klasy zamknęli mnie w szkolnej toalecie i pozwolili wyjść dopiero, gdy wyrecytowałem „wierszyk”: Jestem synem Dawida, łysego Żyda, matki perliczki? Źle bym się czuł, gdybym stracił prawo do własnych wspomnień. Przepraszam tych, którzy nie brali w tym udziału.

J.S.: To była okrutna zabawa czy świadomy antysemityzm?

– Dzieci nie mają nienawiści do jakiegoś słowa. Przecież „Żyd” to dla dziecka abstrakcja. Stałem się dla części z nich inny, kiedy nie poszedłem do komunii. W domach weryfikowali, co to oznacza, no bo gdzie?

Tadeusz Sobolewski: Stałeś się obcy, a wobec obcego wolno więcej.

– Tak. A skoro można to robić publicznie, znaczy, że wolno.

J.S.: A nauczyciele?

– Gdy zaczynałem pierwszą klasę, tata zapytał wychowawczyni, czy będą problemy. Powiedziała: do komunii nie będzie. I tak było.

J.S.: Zmieniłeś szkołę – i?

– I wciąż czekałem, aż ktoś krzyknie: „Polowanie na Żyda!”; zresztą do dziś mój radar jest na to wyczulony. Nic się nie działo, ale czułem ten strach.

W 1980 r. wyjechaliśmy z rodzicami i bratem na rok do Francji. Tata obiecywał, że tam nie będzie problemu z antysemityzmem, że tam jest on „mniej otwarty, bardziej podskórny”. I po dwóch miesiącach naszego pobytu doszło do zamachu na synagogę w Paryżu przy ulicy Kopernika. A po zamachu premier Raymond Barre powiedział…

J.S.: …„ten haniebny zamach miał być wymierzony w Izraelitów zmierzających do synagogi, a uderzył w niewinnych Francuzów przechodzących ulicą Kopernika”.

– Tata powiedział tylko: „No, przykro mi”. Francuscy koledzy nie byli wrogo nastawieni, tam po prostu mówił to premier.

J.S.: Poczułeś się oszukany?

– Nie, pomyślałem, że tata się pomylił, i żyłem dalej. Nie miałem w tym wieku jakichś wielkich refleksji.

J.S.: Z „Dowodu tożsamości” wynika, że bycie Żydem w Polsce jest potwornym problemem.

– Mam małą skalę porównawczą, poza tym rokiem we Francji nie byłem Żydem gdzie indziej.

Ale tak, bycie Żydem w Polsce jest problemem – i dla Żydów, i dla nie-Żydów.

Więc to jest dobre, że to jest nasza wspólna sprawa, bo polski antysemityzm jest wielkim problemem Polaków bez żydowskich korzeni.

Nawet kiedy nas zabraknie, nie zniknie. Jest tak silną figurą, że trzeba będzie kogoś mianować na miejsce Żydów.

T.S.: To jak z grzybnią. Ukryta pod ziemią czeka, by wybić. Jak w ’68, a potem znów czekała pod ziemią na awanturę wokół nowelizacji ustawy o IPN-ie. Wróciły tamte hasła, powiedzenia, dowcipy.

– Za mojego życia wysypywało już tyle razy, że nie mam złudzeń.

J.S.: „Słuchaj, ja już wiedziałam, że co dziesięć lat powtarza się nagonka na Żydów” – mówi Flora Fejgin, jedna z bohaterek twojej „Księgi wyjścia”, w której rozmawiasz z emigrantami z 1968 r.

– Jest tam też rozmowa z moim ojcem. Zapytałem go, kiedy dla niego skończył się Marzec ’68. Powiedział: „Nigdy”. Bo po takim doświadczeniu wiedział, do czego są zdolni ludzie, co potrafi zrobić z tobą własne państwo. Kraj, którego tylu obywateli jest zgodnych co do tego, że Żydzi mają własne państwo i powinni tam mieszkać.

Polska bywa skora do atakowania mniejszości. Oferta jest szeroka – są środowiska LGBTQ+, feministki itd.

J.S.: Uchodźcy.

– Też, ale mam na myśli ataki na wewnętrznych wrogów. Polska potrafi cyklicznie poświęcać jakąś grupę swoich obywateli, bo akurat ktoś u władzy ma taką potrzebę. I nigdy nie wiesz, czy nie będziesz w kolejnej grupie. Może wy dwaj będziecie następni?

T.S.: Był taki moment, że myślałeś, że ta antysemicka grzybnia jednak obumarła?

– Tak, pod koniec lat 90. Pomyślałem: „Kurczę, to chyba jest przeszłość”.

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

T.S.: A w czasach „Solidarności”, kiedy ten polski kompleks niższości, który jest jedną z przyczyn antysemityzmu, wyparował? Kompleks nie tylko wobec Żydów, bo – jak pisał Miłosz w „Traktacie poetyckim” – „Gdzież nam do pańskiej, żydowskiej nauki. Za pługiem, broną tylkośmy chodzili”.

– Tadeusz, czy ty utożsamiasz Polskę ze swoją inteligencką bańką z czasów karnawału „Solidarności”? Czyżbyś zapomniał o tzw. prawdziwkach – „prawdziwych Polakach” – w „Solidarności”? O Zjednoczeniu Patriotycznym „Grunwald”?

T.S.: Może i masz rację, ale… W głównym nurcie warszawskiej „Solidarności” antysemityzmu nie było, wręcz przeciwnie. Ktoś raportował: „w Warszawie Żydów noszą na rękach”. Zapanowała wręcz moda na płyty z muzyką synagogalną, menory w oknach…

– Uważam to samo co Ilja Erenburg, autor „Burzliwego życia Lejzorka Rojtszwańca”, który mówił: „Wypuszczają z więzień. Niedobrze! Będą zamykać”. Jak za bardzo kochają Żydów, to niedobrze. Kiedy na spotkaniach autorskich słyszę: „Panie Mikołaju, ja jestem filosemitką…”, to zapala mi się lampka ostrzegawcza, więc pytam: „Ale co to znaczy, kocha pani wszystkich Żydów? Bo ja nie”.

W swojej pracy nie zajmuję się tym, co Polacy zrobili Żydom i czyja to jest wina, ale tym, jak się czuje człowiek, kiedy jest obiektem polowania, kiedy jest wykluczony. I moją grupą badawczą, na której to robię, są Żydzi, bo mam dostęp do ich opowieści.

Ale żeby była jasność – kiedy ktoś mnie pyta, czy w Polsce jest antysemityzm, to 20 lat temu mówiłem: są antysemici. Ale dziś mówię, że jest antysemityzm, zawsze w gotowości czeka na swój moment.

J.S.: Twój film ogląda się jak raport z kraju, w którym zaraz zaczną się pogromy.

– To odczucia moich bohaterów. Kilku z nich już zresztą wyemigrowało. Zadaję im proste pytania: „Jak się masz?”, „Jak ci się żyje w Polsce?”. „Dzięki, że pytasz – mówi moja bohaterka. – Różnie. Kiedyś żyło mi się lepiej. A dzisiaj – jakby gorzej”.

J.S.: Mówi też, że były lata – koniec 90., pierwsza dekada 20 wieku – kiedy Polska nie rzucała jej kłód pod nogi. Co się stało?

– Koniec lat 90. to gigantyczny wysiłek organizacji pozarządowych na rzecz lokalnej pamięci i porozumienia polsko-żydowskiego. Najlepszym przykładem jest Forum Dialogu, którego edukatorzy i trenerzy jeżdżą po dawnych żydowskich miasteczkach, edukują, opowiadają, gadają z uczniami, organizują wycieczki. I to nie jest gwałt na tej społeczności, ale odkrycia – ludzie dowiadują się, dlaczego tak mieszkają, dlaczego tak wygląda ich miasteczko i jak wyglądało kiedyś.

Te działania nie zawsze były mile widziane, bo to temat tabu – dlatego należało je wreszcie naruszyć. Zamiast po wojnie w każdym miasteczku powiesić tablicę z napisem, że jesteśmy w żałobie po naszych sąsiadach, to zapadła zmowa milczenia na temat tego, w czyich domach się mieszka, z czyich sprzętów korzysta. I przez dekady wisiał nad tymi miasteczkami strach, że „wrócą i zabiorą”. Tak się tworzą problemy.

A przecież do tych domów w ogromnej większości i tak nie miał się kto wrócić, bo prawie wszyscy zostali zamordowani podczas wojny, a większość ocalałych i tak nie chciała zostać.

J.S.: Ale czy ta zmiana pod koniec lat 90. nie wynikała także z tego, że ludzie po upadku komuny zaczęli mówić o swoich żydowskich korzeniach?

– Też, tylko że to mikroskopijna liczba w porównaniu z tymi, którzy mieszkali w pożydowskich domach. A oni mówić nie zaczęli. Temat podjęli dopiero ich wnukowie.

T.S.: Komunizm miał swój nurt narodowy, ale teraz myśl narodowa stała się głównym nurtem. Minister kultury robi z Romana Dmowskiego patrona narodowego instytutu oraz dworca w Warszawie. A moje pokolenie chciało być normalnym narodem, nie mesjaszem narodów.

– Tadeusz, znów – nie „twoje pokolenie”, ale twoje środowisko warszawskich inteligentów.

Większość ludzi, która miota dziś ksenofobiczne hasła, nie jest po lekturze Romana Dmowskiego. Ludzie w Kaliszu kibicujący paleniu „Statutu kaliskiego” nie byli po lekturze Dmowskiego.

T.S.: Ale chcą tego samego.

– W którymś z mazurskich miast był taki napis na ścianie: „Gdzie są Żydzi z tamtych lat? Kominami poszli w świat”. Latami go mijałem, nie przeszkadzał miejscowym. Oni też raczej nie czytali Dmowskiego.

Był taki moment – właśnie trochę ponad 20 lat temu – że niektórych rzeczy nie wypadało głośno mówić, nawet jeśli tak myślano. Że żydki nami rządzą, że nam odbiorą kamienice, że powinni wyjechać do swojego kraju itd. A teraz ta blokada znowu została zwolniona.

Ty mówisz o idei narodowej. Ale antysemityzm nie jest żadną ideą! Zdarzyło mi się raz pytanie na spotkaniu autorskim: „Panie Mikołaju, a może są jednak jakieś dobre strony antysemityzmu?”. Nie! Antysemityzm to dewiacja, obsesja.

T.S.: Temat dla terapeuty.

– Tak. I ten temat, mówiąc językiem terapeutów, nie został przerobiony.

Polska nie umie rozmawiać o Żydach. W dwudziestoleciu międzywojennym prześladowała Żydów. Podczas II wojny Polacy ratowali Żydów i wydawali Żydów. Najgorszymi wrogami tych Polaków, którzy ratowali Żydów, byli ich sąsiedzi Polacy. I nigdy nie odbyła się na ten temat poważna dyskusja.

J.S.: To czym była dyskusja o Jedwabnem – właśnie sprzed 20 lat?

– Próbą terapii. Ale skończyła się piekłem.

J.S.: Pacjent uciekł z kozetki?

– Gdy mowa o polskim udziale w Zagładzie czy o „żydokomunie”, do głosu dochodzą ogromne emocje, które uniemożliwiają dyskusję.

Można by o tym normalnie pogadać, tylko że polskie społeczeństwo jest niedojrzałe jak nastolatek, który nie umie brać odpowiedzialności za innych. Buntuje się, kłóci, pluje. Ma być tak, jak on chce, i koniec. Tak było od odzyskania niepodległości.

W międzywojniu szybko okazało się, w jaki sposób Polacy odżywają we własnym państwie. Opowieści o wspaniałej koabitacji mają sporo spleśniałych plam.

T.S.: Getta ławkowe, numerus clausus, bicie Żydów na uniwersytetach i ulicach…

– No właśnie. A jeśli z każdym kryzysem – kolejnym powstaniem, wojną, zagrożeniem, stanem wojennym – wyjeżdża śmietanka intelektualna tego kraju, warstwa inteligencka, która jest szansą dla wszystkich obywateli, by trawić tematy zepchnięte do sfery tabu, to zostajemy bez rozumu, niedojrzali. I znowu zachowujemy się jak nastolatki. A najwrażliwsi, najdojrzalsi nie chcą tracić życia na kopanie się z koniem. I tak w kółko.

J.S.: A co myślisz o takim terapeucie, który trochę podstępem zagania pacjenta na kozetkę i serwuje mu terapię szokową – jak Smarzowski w „Weselu”?

– Pokazanie sceny ze stodołą, w której płoną Żydzi, jest niesłychanym aktem odwagi. I ma ogromną siłę; oglądając ją, myślałem: tak to musiało wyglądać. Jakbym oglądał dokument, a nie fabułę. Ktoś nam to nareszcie pokazał, zmusił do konfrontacji, nie da się tego odzobaczyć. Polska nie lubi, gdy się ją stawia przed lustrem.

J.S.: Ja zastanawiałem się w kinie na „Weselu“, czy mógłbym być wtedy jednym z Polaków z pochodniami. A czy ty myślałeś, że mógłbyś być w środku?

– Nie. Bo dzięki pracy nad książkami wyleczyłem się z takiego nieświadomego konfrontowania się z przeszłością.

Kiedy zbierałem materiał do pierwszej książki – „Ocaleni z XX wieku” – rozmów z ocalonymi z Zagłady – złapałem się na tym, że wszystkim zadawałem te same pytania: „Zobacz, czy ja mam dobry wygląd?”, „Powiedz, czy ja bym przeżył?”. I ci starsi ludzie mówili zazwyczaj: „Nie wolno tak myśleć”. Ale tak mocno chciałem im wejść do głowy, że obsesyjnie do tych pytań wracałem. Aż kiedyś pewna rozmówczyni powiedziała mi wreszcie: „Masz kartoflany nos, przeżyłbyś. Uspokój się”. To mnie ocuciło. Nie żebym poczuł się nagle bezpiecznie. Ale pomyślałem sobie: człowieku, co ty robisz?! Zbierasz materiał do książki czy urządzasz swoją psychoterapię na koszt ocalałych? Przecież rozmawiasz z nimi po to, by dowiedzieć się czegoś w imieniu czytelników i czytelniczek, a nie leczyć własne lęki. I odpuściłem.

J.S.: Reżyser Paweł Łoziński nie ma kartoflanego nosa, ale pociągłą twarz, lekko śniadą cerę i kręcone włosy. W twoim filmie opowiada, że gdy pytają go w Polsce, czy jest może Włochem, to tak naprawdę pytają, czy aby nie Żydem. Z kolei ty w odróżnieniu od Łozińskiego masz nazwisko jak znak wypalony na czole: „Hej Polaku, jestem Żydem!”.

– Tylko że to nie ja sobie wypalam ten znak, to robi Polska, która nie jest w stanie dźwignąć swojej historii. Jesteśmy jedynym narodem na świecie składającym się z samych aniołów. To naprawdę coś!

J.S.: Bohater twojego filmu – jedyny, który – za sprawą brody – wygląda jak tzw. stereotypowy Żyd – mówi, że Polska to jeden z najlepszych krajów do życia dla Żydów. I argumentuje: że nikt do niego nie strzela, że „Żydzi do gazu” to tylko słowa, może czasem jakiś „rękoczyn” się wydarzy. I to ma być ten najlepszy kraj?

– Zwróć uwagę, że on mówi, że dzisiejsza Polska to – uwaga! – w skali porównawczej jeden z najlepszych krajów dla Żydów. Jeśli porównasz dzisiejszą rzeczywistość z innymi czasami, to okaże się, że być może Żydzi w dzisiejszej Polsce mają się świetnie. Takie jest jego zdanie.

J.S.: Więc to porównanie czasowe, a nie geograficzne.

– Myślę, że jedno i drugie.

J.S.: Powiedziałeś w filmie, że „lubisz Polskę, która nie zajmuje się tym, że jesteś Żydem”. Ale przecież cała twoja praca – fotografa, autora rozmów, prozaika, a teraz filmowca – wynika stąd, że jesteś Żydem, i to w Polsce.

– Gdy podjąłem decyzję, że będę zajmował się tematem na Ż, wiedziałem, że będę ponosił tego konsekwencje. Jedną z nich stało się uwspólnianie doświadczenia, które z czasem stało się też celem mojej pracy. Nie chodzi tylko o moje osobiste i rodzinne doświadczenie. Nie chodzi też o doświadczenie żydowskie. Chodzi o polskie.

I powiem to wprost: Nie da się przerzucać na Żydów konsekwencji wynikających z polskiego antysemityzmu i kazać, by się z nim borykali.

Antysemityzm to problem społeczny, który rodzi konsekwencje także dla polskich Polaków.

Antysemityzm bywa przekazywany z pokolenia na pokolenie, natomiast poczucie winy można odziedziczyć. Piszą do mnie ludzie, którzy obawiają się tknąć rodzinną historię, bo nie wiedzą, co tam znajdą. Co w czasie wojny robił dziadek, który od zawsze wygłasza antysemickie teksty? Czyj jest pierścionek, który podarowała babcia? Babcia mówi, że nie ma o czym gadać, pierścionek z brylantem jest i tyle… Nad Polską wisi chmura tematów, o których nie wolno mówić. Jej cień ma wpływ na nasze życia, jest tu ciemniej i chłodniej, a mogłoby być po prostu miło i bezpiecznie.

Piszę książki, bo szukam sojuszników, którzy powiedzą: „Nie zdawałem sobie z tego sprawy”. To nie jest moje niespełnione marzenie – dostaję mnóstwo takich maili. Czytelniczki i czytelnicy piszą, że po przeczytaniu moich książek zaczęli zadawać pytania swoim rodzicom i dziadkom. To znaczy, że zaczynają rozmawiać. Nie ma lepszego sposobu na tabu.

Więc to nie jest tylko moja sprawa. To nasza sprawa.

J.S.: Po latach to wiesz. Ale kiedy zaczynałeś jako fotograf, to po co to robiłeś?

– To się zaczęło od tego, że przez rok jeździłem do Muzeum Auschwitz i rozmawiałem z odwiedzającymi to miejsce, o tym, po co tam przyjechali. Fotografowałem ich i miejsce. Poczułem, że fotografią nie opowiem historii. Pojechałem do Izraela i stąd się wzięli „Ocaleni z XX wieku”. Zrozumiałem, że chcę więcej opowieści.

J.S.: Ale po co?

– No żeby cofnąć czas! Nagle zrozumiałem, że moich dziadków nie ma, ale ci, co ocaleli i są w Izraelu, mówią niczym dziadkowie, tym samym językiem. Zanurzyłem się w ich opowieściach.

Naturalną konsekwencją tej sytuacji była książka „Oskarżam Auschwitz” – o kolejnym, czyli moim pokoleniu.

My, Żydzi, cały czas słyszymy: „Nie da się z wami gadać, bo wy tylko o tej wojnie. Kurwa, minęło 80 lat, a wy ciągle swoje!”. Pomyślałem: ja wam to wytłumaczę, przyniosę opowieści z żydowskich domów, bo w nich ta wojna trwa nadal.

Kiedy pisałem „Księgę wyjścia”, to z myślą, że jeśli ktoś będzie chciał się dowiedzieć, jak się czuli ludzie wyrzucani z Polski i gnojeni w 1968 r., to sobie przeczyta.

A dziś? Myślę, że mam niesłychany komfort bycia w jednym i drugim świecie. Grzechem zaniechania byłoby nie uchylać drzwi z jednego do drugiego. Dopóki nie skonfrontujesz się ze świadectwem, a wiedzę o przeszłości będziesz czerpał tylko z historii przez wielkie H, zrozumiesz tylko, jak się przesuwał front, ale nie zrozumiesz, co się wydarzyło ludziom.

J.S.: No dobrze, ale ledwie rok temu mówiłeś, że masz dosyć wysłuchiwania tych wszystkich strasznych historii – „dalej się tak nie da żyć”. Ale nie wytrzymałeś i zabrałeś się za film.

– Tak, byłem przekonany, że już nie mogę pomieścić kolejnych żydowskich opowieści, że od teraz zostanę prozaikiem.

Ale kiedy dostałem z Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” propozycję nakręcenia filmu, kompletnie o tym zapomniałem. I kiedy się zorientowałem, to sam poczułem się zaskoczony własną niekonsekwencją. Mało tego, w trakcie zdjęć przypomniało mi się, dlaczego chciałem uciec od tych historii – bo to mnie za dużo kosztuje. Cały czas chciało mi się płakać.

J.S.: W filmie często masz łzy w oczach.

– Nie, tylko raz. Muszę konfrontować się z cudzym smutkiem, a przecież własnego mam wystarczająco dużo. Ludzie z ekipy patrzyli na mnie z troską. Pytali: „Jak się masz?”. Mówiłem: „Jak zacznę teraz opowiadać, jak się mam, to nigdy nie skończymy tego filmu”.

T.S.: Kilkuletnia Chana na pytanie, czy jest Żydówką, odpowiada ci: „Jeszcze nie wiem”. Twój film mówi o tym, że różnie można sobie tę tożsamość ułożyć. Ktoś mówi, że jest stuprocentową Żydówką i stuprocentową Polką, ktoś inny, że bardziej jedną niż drugą. Jeden rozmówca oznajmia najnormalniejszą polszczyzną, że w ogóle nie jest Polakiem.

– Zastanawiałem się, co by było, gdybym zapytał moich bohaterów, co będzie z Chaną i czego się w najbliższym czasie dowie. Bo wszyscy się wzruszają, myśląc o tym, co ta dziewczynka ma jeszcze przed sobą, ale niektórzy z nas wiedzą, że być może – chociaż jej tego nie życzymy – nie będzie miała tak fajnie. Już wkrótce dowie się, że Chana to nie jest polskie imię. A dalej już poleci.

.

T.S.: A może ucieknie od kompleksu polskiego i wyjedzie np. do Berlina albo Amsterdamu.

– Może.

Ale inni nie wyjadą. I ja też. Jestem już za stary na emigrację. Będziemy tak tu sobie z Polską żyli.

T.S.: A kiedy pojechałeś pierwszy raz do Izraela, to co czułeś?

– Euforię. Miałem 20 lat, pojechałem z przyjacielem, też z żydowskiego, laickiego domu. Nagle się pojawili ludzie, o których przez lata słyszałem od rodziców: a Suzy to, a Olga tamto… Byli jak z legend i nagle okazali się prawdziwi! To oni na nas czekali, nie Izrael. I nas kochali. To było wzruszające.

Zdarzyło się tam coś jeszcze. Polska wypełnia mnie w większości, ale do stu procent brakuje tego małego, żydowskiego kawałka. I w Izraelu go odnalazłem. Tylko że nie było tam tego większego, polskiego. Wtedy zrozumiałem, że nigdy nie będę kompletny. A im więcej wiem o Izraelu, tym mniej mnie cieszy. Nie ma już tam ludzi z pokolenia moich dziadków. Inny jest Izrael. I trudno mi się dziś zachwycić krajem, który jest skazany na permanentną wojnę. Rasizm jest wielkim izraelskim tabu, nie muszę jechać tak daleko, by mieć z nim kontakt.

J.S.: W filmie mówisz, że masz dwie tożsamości, ale że jesteś Polakożydem, a nie Żydopolakiem. A potem mówisz, że twój świat przechyla się w ostatnich latach w żydowską stronę.

– To trochę nie tak. Kiedyś uważałem, że mam dwie tożsamości: polską i żydowską. A dziś myślę, że mam jedną, na którą składają się oba korzenie. Nie chcę powiedzieć, że to tożsamość bogatsza od jednoskładnikowej (śmiech), ale z pewnością w takiej tożsamości jest o jeden element więcej niż w tożsamości stuprocentowych Polaków.

J.S.: Czyli jest bogatsza!

– Czy to jest bogactwo? A może to przekleństwo?

Im jestem starszy, tym mocniej przechylam się w żydowską stronę – bo im jestem starszy, tym bardziej Polska staje się antysemicka. Wiem, że to nie jest normalne, by tożsamość podlegała wahaniom w zależności od otoczenia. Bo przecież jeśli jesteś dorosłym, zintegrowanym człowiekiem, to potrafisz jasno powiedzieć, kim jesteś.

Więc jeszcze raz: czy to jest bogactwo?

J.S.: Mówisz, że nieustający radar, czy ktoś nie krzyknie „polowanie na Żyda”. Co dziś wychwytuje ten radar?

– Polski antysemityzm manifestuje się liczbą mnogą. Kiedy mojemu rozmówcy coś się nie podoba, słyszę: „Bo z wami zawsze tak jest”. A liczba mnoga zawsze znaczy „wy – Żydzi”. Zdarza mi się to słyszeć na spotkaniach autorskich.

J.S.: Na twoje spotkania przychodzą antysemici?!

– I pytają, dlaczego nie piszę w swoim języku. Mówię, że piszę. A na to słyszę protekcjonalny ton: „Nie no, panie Mikołaju, przecież obydwaj wiemy, jak jest”. Taki gość liczy, że mnie wyprowadzi z równowagi. I się nie myli. Tylko co mam zrobić? Dać mu w mordę?

J.S.: Ale dlaczego antysemici przychodzą na twoje spotkania?

– Też zadaję takie pytania.

J.S.: Im?

– Tak. Jeden podszedł, zbliżył twarz do mojej i odpowiedział: „Bo Żyda chciałem zobaczyć”. To był najgorszy rok.

J.S.: Który?

– 2018 r.

J.S.: Co się wtedy stało?

– Sejm przegłosował nowelę ustawy o IPN-ie. W skrócie, zadekretowano, że za mówienie o udziale Polaków w Zagładzie będzie się szło do więzienia. Akurat kończyłem promować „Rejwach”, a zaczynałem – „Księgę wyjścia”, więc w kółko jeździłem po kraju. Spotykały mnie takie sytuacje, do których nawet nie chcę wracać. Dowiadywałem się, że nie jestem u siebie, że nie mam prawa pisać o „złych Polakach”, że moi bohaterowie szkalują Polskę.

Różnie sobie z tym radziłem. Zdarzyło mi się wychodzić, zwłaszcza gdy prowadzący nie stawali po mojej stronie, tylko mówili: „Przecież ludzie mają prawo się wypowiedzieć”.

Przyrzekłem sobie wtedy, że już nigdy nie wezmę udziału w spotkaniu autorskim, ale na szczęście nie dotrzymałem tej obietnicy. Odbyłem też wiele bardzo dobrych i budujących spotkań.

Wspominam o tym tylko przy okazji wywiadów, w sytuacjach towarzyskich staram się do tego nie wracać; wychodzę na szajbusa, słyszę, bym dał spokój, bo ten facet, co chciał zobaczyć Żyda, to jakiś głupek.

Może i głupek. Ale kiedy mówi takie rzeczy, a reszta milczy, to głupek staje się mainstreamem.

J.S.: Saksofonista Mikołaj Trzaska mówi w finale „Dowodu tożsamości”: „Bardzo bym chciał, żeby ktoś powiedział coś wesołego o swoim żydostwie w twoim filmie”. Ale tylko jedna – nowoczesna ortodokska Miriam Synger, animatorka życia żydowskiego, była żona rabina, wnuczka Joanny Olczak-Ronikier – przejawia optymizm i entuzjazm wobec Polski. Może źle dobrałeś bohaterów?

– Może. A może zadawałem złe pytania. Może niechcący im coś w pytaniach sugerowałem?

Rozmawiałem z szerszą grupą, nie wszyscy weszli do filmu. Wypowiedzi innych rozmówców można zobaczyć na wystawie stałej w Polin. Kilkoro cieszy się, że są Żydami w Polsce, ale entuzjazmem bym tego nie nazwał.

Chciałem, by widzowie skonfrontowali się z tym, co mają do powiedzenia właśnie ci, którzy nie czują się tu komfortowo. Z ich świadectwami bez wątpienia ciężej się rozstać.

J.S.: W filmie o wspomnianej Miriam Synger, o której Piotr Szczepański nakręcił film „@miriamfrompoland“, jest przejmująca scena: jej kilkuletni syn przechodzi w kipie przez Piotrkowską w Łodzi, a ktoś krzyczy za nim: „Zdejmij tą czapkę!”.

– Znam to, wiele razy to słyszałem: tylko jeden naród je w czapce. Ale to nieprawda. Więcej narodów je w czapce, ale tylko jeden naród się o to przypierdala.

J.S.: A może za 200 lat polscy Żydzi się rozpuszczą wśród Polaków, staną się takimi Karaimami…

– Nie, bo za 200 lat nie będzie tu Żydów. Zostanie tylko antysemityzm.

.

To jest jedno z pytań zadawanych z troską na spotkaniach autorskich: „Panie Mikołaju, kiedy w Polsce skończy się antysemityzm”. No więc ja odpowiadam: kiedy wyjadą stąd wszyscy antysemici.

J.S.: Nie znamy jeszcze wyników ostatniego spisu powszechnego, ale w 2011 r. w Polsce do narodowości żydowskiej przyznało się 7,5 tys. osób. A Polakożydów albo Żydopolaków, czyli takich, którzy zadeklarowali narodowość żydowską jako wspólną z polską, było 5,4 tys. Zaś Żydów religijnych było 800 – mniej niż hinduistów i pogan.

– I jak brzmi pytanie?

J.S.: Z czego wynika ta nieproporcjonalnie ogromna uwaga, którą w Polsce poświęca się takiej garstce?

– Odwrócę pytanie: to co z wami jest nie tak, że nas tu prawie nie ma, a wy drukujecie o Żydach kolejne książki i robicie o Żydach kolejne wywiady?

To jest polska obsesja, która musi być non stop karmiona. We Francji się tyle nie pisze o Żydach, w Belgii, w Wielkiej Brytanii, nigdzie! OK, pisze się, jeśli są konflikty, także pomiędzy różnymi grupami Żydów. Ale „Żydzi” – to nie jest temat sam w sobie.

T.S.: Nie udało się rozwinąć tego, co dał nam przełom 1989 r., i przeprowadzić rzetelnej debaty o sprawach polsko-żydowskich. I za sprawą nacjonalistycznej ofensywy władzy dziś jesteśmy daleko wstecz. Jakby to był jakiś rok 1936.

– 1936? No to zostały nam jeszcze trzy lata.

T.S.: To jak wir, który nas wciąga.

– Ratownicy mówią, że jeśli porwie cię wir, musisz pozwolić, by ściągnął cię na dno, a potem odbić się, ale pod kątem, żeby wynurzyć się w innym miejscu. A my w Polsce zawsze wynurzamy się w tym samym.

J.S.: Masz dość?

– Po prostu mi smutno.

*Mikołaj Grynberg i jego “Dowód tożsamości”

Rocznik 1966. Fotograf, pisarz dokumentalista, prozaik. Autor albumów „Dużo kobiet” i „Auschwitz – co ja tu robię?” oraz tomów opowiadań „Rejwach” i „Poufne”. Od lat zbiera opowieści polskich Żydów – opublikował je w zbiorach rozmów „Ocaleni z XX wieku”, „Oskarżam Auschwitz” i „Księga wyjścia”.

Teraz tę pracę kontynuuje, debiutując jako filmowiec przejmującym dokumentem „Dowód tożsamości”, w którym rozmawia z kilkunastoma polskimi Żydami wszystkich pokoleń. Film wyprodukowany przez Muzeum Historii Żydów Polskich “Polin” można obejrzeć w serwisie TVN24 GO.

Krótsza i nieco inna wersja filmu stała się częścią muzealnej wystawy stałej “1000 lat historii Żydów polskich”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


German Broadcaster Deutsche Welle Suspends 5 Employees for Antisemitism, Cuts Ties with Arab News Agencies

German Broadcaster Deutsche Welle Suspends 5 Employees for Antisemitism, Cuts Ties with Arab News Agencies

David Israel


Deutsche Welle crew shooting on the street in Egypt, October 8, 2012.

A team of independent experts on Monday presented their findings following reports in German media about antisemitic and anti-Israel remarks made by employees of Deutsche Welle, Germany’s international broadcaster, and said the company was right to suspend five employees and suggested taking measures against eight more. They also recommended restructuring DW’s Arabic service and a “new beginning” for the department.

The head of DW’s Arabic service has offered to step down from the post and DW has accepted the offer and is searching for a replacement.

The panel examined remarks that were made by those DW employees on their social media, and their comments that were published in the media. It also looked into DW’s partner broadcasters in the Middle East and North Africa, following reports that they, too, published antisemitic content.

The investigation was led by German-Israeli psychologist and antisemitism expert Ahmad Mansour, actress Beatrice Mansour, and former German Justice Minister Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Born in Tira, Israel, Mansour has dedicated his career to countering Islamist extremism and antisemitism, particularly among Muslim youth in Germany. Leutheusser-Schnarrenberger is a member of the German Free Democratic Party and a prominent advocate of human rights in Germany and Europe.

Mansour and Leutheusser-Schnarrenberger determined that the statements by five DW employees clearly amounted to antisemitism, Holocaust denial, or Holocaust relativism, and denied Israel’s right to exist.

“Those were comments that were made on private social media accounts — but they were public,” Leutheusser-Schnarrenberger said.

Cases of potential concern involving an additional eight DW employees were also flagged by the panel.

The panel also said that while the editorial work of DW’s Arabic department was not be antisemitic, the individual cases uncovered could damage DW’s reputation.

Mansour and Leutheusser-Schnarrenberger called for better orientation procedures for future employees and training for current employees at DW on antisemitism, Israel, and the conflict in the Middle East.

Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, Beatrice Mansour, and Ahmad Mansour found that there was no structural antisemitism in DW’s Arabic service, where four of the five suspended employees work, and no fundamental antisemitic tendency in its reporting. However, there had been selective omissions and errors in recruiting, journalistic research, and the selection of guests for shows.

The panel recommended cutting DW’s ties with two local broadcasters in the Middle East and North Africa region, while encouraging clear guidelines on antisemitism with the rest. DW has already suspended its cooperation with Jordanian broadcaster, Royal TV, after discovering the station was spreading antisemitic comments and cartoons.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Amnesty denounces S-G’s tweet that alluded Israel assassinated Arafat

Amnesty denounces S-G’s tweet that alluded Israel assassinated Arafat

ZACHARY KEYSER


Callamard began her duties as secretary-general just last month.

Amnesty international billboard / (photo credit: REUTERS)

Amnesty International sought to distance itself from its new secretary-general Agnes Callamard, after a tweet from 2013 resurfaced in which she asserted that Israel was responsible for the death of Palestinian political leader Yasser Arafat.

Callamard’s tweet at the time cited an 2013 New York Times article that quoted then-president and former Prime Minister of Israel Shimon Peres saying that he opposed the assassination of Arafat.

Callamard attempted to connect dots, ascertaining that Peres’ had knowledge of Arafat’s death with the way he was quoted, saying that this is “where he admits” that the PLO leader was murdered. She then hashtagged Israel.

“The tweet was written in haste and is incorrect,” Amnesty International said in a statement, according to lawyer and human rights activist Hillel Neuer, who echoed its stance on Twitter. “It does not reflect the position of Amnesty or Agnès Callamard.”

Callamard began her duties as secretary-general just last month.

In the 2013 interview, Peres stated that he was against the assassination of Arafat. He did not say Israel was the perpetrator, or give details.

“You didn’t think that Arafat should be assassinated,” NY Times reporter Bergman asked Peres.

“No. I thought it was possible to do business with him,” Peres said in the article. “Without him, it was much more complicated. With who else could we have closed the Oslo deal?”

Arafat died aged 75 in a French hospital in 2004. The official cause of death given by French doctors was a massive stroke, although they said at the time they were unable to determine the origin of his illness.

His widow,  Suha Arafat, has made arguments that the death was a political assassination. French scientists made conclusions in 2013 that Arafat had not been poisoned.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Antysemici wszystkich krajów, łączcie się!


Amnesty Polska / @amnestyPL


Antysemici wszystkich krajów, łączcie się!

Andrzej Koraszewski


Bogdan Miś zadał mi pytanie: „Andrzeju: warto chyba jakoś zracjonalizować ten wszechobecny antysemityzm. Skąd się to bierze? Tylko z bzdur kościelnych? Żydzi nie różnią się od innych wyglądem – a są obiektem nienawiści większej niż łatwiejszy do wytłumaczenia pretekst koloru skóry ‘innego’, przez wieki nie mieli państwa, więc nie mogli na nikogo napadać ani dawać innego powodu negatywnych uczuć. A jednak spośród rasizmów ten jest najsilniejszy. Dlaczego?”

Tylu ludzi próbowało już odpowiedzieć na to pytanie i nadal toczą się gniewne spory o samą definicję antysemityzmu. Zabawne, bo dopiero co amerykańska aktorka, Whoopi Goldberg orzekła, że Holokaust nie miał nic wspólnego z rasizmem, że było to zło wyrządzone białym ludziom przez białych ludzi. Wywołało to sporo złej krwi i kpin. Whoopi Goldberg jest czarna, nazwisko Goldberg jest jej artystycznym pseudonimem. Pewnie uczciwie postrzega Żydów jako białych, a już z pewnością nic z tego wszystkiego nie rozumie i nie ma się z czego śmiać, bo jak widać my też nie.

Obecnie mamy wielkie zamieszanie wokół najnowszego raportu Amnesty International, który oskarża Izrael o apartheid. Uważna lektura tego raportu nie pozostawia wątpliwości, to jest ciąg dalszy konferencji w Durban i kontynuacja rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3379, przyjętej 10 listopada 1975 r. zrównującej syjonizm z rasizmem, nie ma również wątpliwości, że źródeł inspiracji twórców tego raportu należy szukać tam, gdzie wyprodukowano Protokoły Mędrców Syjonu, czyli w Moskwie, gdzie w latach 70. ubiegłego wieku wypracowano strategię antysyjonistycznej propagandy opartej na oskarżeniu Izraela o apartheid.

Amnesty International Polska przetłumaczyła ten raport na język polski i dostarczyła go spragnionym dobrej nowiny Polakom. (Raport został równocześnie opublikowany w kilkunastu językach, akcję propagandową przygotowywano długo i starannie i za ogromne pieniądze.) Mamy tu ciekawe zjawisko – po raz pierwszy w historii ministerstwa spraw zagranicznych kilku krajów (Niemcy, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone) zaprotestowały, stwierdzając, że ten raport przedstawia nieprawdziwy obraz Izraela.

Raport został entuzjastycznie przyjęty przez Hamas, Fatah, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, Islamski Dżihad i inne podobne. Ponieważ raport starannie zaciera różnicę między Palestyńczykiem a izraelskim Arabem, odpowiedź izraelskiego Araba wydaje się ciekawsza niż dyskusje o tym raporcie między nami Polakami, Joseph Haddad pokazuje, dlaczego dla niego i dla innych izraelskich Arabów ten raport jest nie tylko zakłamany, ale oburzający i odrażający.

Pani Aneta Stańczak-Boużyk oburzyła się na mnie straszliwie, jak mogę krytykować wspaniałe dzieło instytucji, (w której ona w polskim oddziale pełni funkcję menadżerki do spraw komunikacji) i poucza mnie:

Proszę poświęcić chwilę, aby dowiedzieć się więcej i wyciągać mądre wnioski z tego co zostało przez amnestyjnych badaczy opracowane. Raport jest jednym z najlepiej przygotowanych materiałów, bazujący na badaniu sytuacji osób narodowości palestyńskiej na miejscu, a nie z pozycji fotela w Polsce.

Pani Aneta ma zapewne głęboką wiarę, podpartą obszerną nieznajomością faktów i sądzi, że walczy o prawa człowieka.

Na mojej stronie Facebooka pan T. P. (tuż pod pytaniem Bogdana Misia) napisał m.in.: „Sądzę, że raporty AI, patrzenie na ręce i kontrola odgrywają tu ważną rolę. Pokusa nadużyć, szczególnie w konfliktach, kiedy ma się olbrzymią przewagę technologiczną i finansową jest ogromna”.

Ten komentator nie miał wiele do powiedzenia o samym raporcie, chciał tylko przekazać światu wiadomość, że Izrael jest od chwili swojego powstania w stanie wojny, a wojna demoralizuje, więc Izraelczycy są zdemoralizowani, Izrael jest potężnym graczem, a w końcu na moje stwierdzenie, że wiara, iż kłamstwa naprawiają świat, jest dość optymistyczna, stwierdził:

„Kompletnie przekręca pan i wyolbrzymia to, co napisałem. W ten sposób tak samo pana wybielanie i idealizowanie Izraela można wyśmiać i sprowadzić do absurdu.

Pisze pan o stronniczości korespondentów z Jerozolimy – tak – są stronniczy, ponieważ piszą z Jerozolimy i szukają informacji, które nie są już dostatecznie kolportowane przez Izrael. Czy korespondenci ze wspomnianego Ramallah także są tak samo stronniczy?”

Można w tym miejscu zapytać, dlaczego dyskusje z przyzwoitymi ludźmi, którzy tylko lubią kłamstwa o Żydach, są nieodmiennie tak do siebie podobne i czy jest to dobry wstęp do próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego spośród wielu rasizmów ten jest najsilniejszy?

Dwa lata temu w jednym z moich artykułów przywołałem definicję antysemityzmu brytyjskiego fizyka Davida Deutscha, Pisałem wówczas (cytując za Richardem Landesem):

Brytyjski fizyk próbuje odpowiedzieć na pytanie, nad którym głowiły się już setki innych autorów, a mianowicie – czym właściwie jest antysemityzm i dlaczego to zdumiewające zjawisko jest tak trwałe?

Zdaniem Deutscha antysemityzm jest furtką pozwalającą na złamanie zakazu dawania fałszywego świadectwa i zakazu zabijania, jest otwartym lub cichym przyznaniem prawa do pogardy i krzywdzenia. Ta furtka, początkowo ograniczona do jednej grupy „nie całkiem ludzi”, pozwala również na szybkie rozszerzenia i wyłączanie z kategorii bliźnich również innych grup. Tę furtkę otwiera zinstytucjonalizowane fałszywe świadectwo o całej grupie. Tą wyjściową grupą urzędowo zatwierdzonych „nie całkiem bliźnich” w chrześcijaństwie i islamie są Żydzi.

Nie wszyscy antysemici zajmują się zabijaniem Żydów, nie wszyscy pochwalają zabijanie Żydów, nie wszyscy uczestniczą w kampaniach kłamstw o Żydach, wszyscy protestują, kiedy kwestionuje się prawo do pogardy i krzywdzenia Żydów. To prawo uważają za niezbywalne, a jego naruszenie za uszczuplenie ich ludzkiej godności. (W najnowocześniejszej formie ukrywa się często za pytaniem: „Czy wolno krytykować Izrael?”, które oznacza nieodmiennie, czy już nie wolno kłamać na temat Żydów).

Ta definicja, aczkolwiek jest podobna do definicji Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA)*, wydaje się najbardziej pomocna, kiedy próbujemy rozważać pytanie o trwałość tego zjawiska. Potrzeba furtki na złamanie zakazu dawania fałszywego świadectwa i krzywdzenia jest ponadczasowa i znakomicie wyjaśnia obecność antysemityzmu w chrześcijaństwie i islamie (dwóch religiach, które swoje fundamenty pożyczyły od judaizmu i mających swoje teologie zastąpienia); wśród wielu ludzi Oświecenia (takich jak Wolter czy nasz Staszic); wśród lewicy (od Karola Marksa począwszy) i wśród prawicy, gdzie widzimy zarówno zacnych konserwatystów brytyjskich, Adolfa Hitlera, Ku Klux Klan, jak i naszych narodowców, nienawiść do Żydów jest nurtem wiecznie żywym. 

Żydzi jako wzór furtki pozwalającej wymknąć się zasadzie „nie dawaj fałszywego świadectwa” i pozostać teoretycznie przyzwoitym mogą być dalej dowolnie definiowani – jako religia, jako rasa, jako grupa etniczna z paskudną kulturą, jako kapitaliści, jako cuchnący biedacy, roznosiciele chorób, jako podstępni spiskowcy. Trzymają się osobno – są podejrzani. Integrują się – są podejrzani. Zmieniają religię – są podejrzani, Włączają się lub inicjują ruchy na rzecz innych (takie jak AI czy HRW) – są podejrzani. Są zawsze potrzebni jako Żydzi, jako grupa, o której dawanie fałszywego świadectwa jest dowodem cnoty. 

David Deutsch zwraca uwagę na fakt, że nigdy żaden inny naród nie został oskarżony o bogobójstwo. Filozofia św. Augustyna umocniła (i uświęciła) prawo, że Żydów należy krzywdzić, a ich upokorzenie jest dowodem, że chrześcijaństwo zwyciężyło.

Utrwalona przez kilkaset pokoleń nienawiść nie jest już tylko furtką, jest drugą naturą polityka, kapłana i szarego człowieka.

Ze zdumieniem czytamy opisy średniowiecznych pogromów i znajdujemy, że zmieniają się zewnętrzne formy, zostaje istota morderczej nienawiści.

Zdumiewa trwałość i zdumiewa łatwość budzenia kolejnych fal nienawiści. Kiedy pytamy dlaczego, zaczynamy spekulować, dlaczego nie zniknęli jak inne starożytne narody, jak zdołali ocalić język i religię mimo rozproszenia, dlaczego Żyd ma znamię Żyda, kiedy jest przyjacielem i kiedy jest wrogiem?

Chrześcijańskim konwertytom nie zapominano żydowskich przodków, u wrogów (czasem na siłę) poszukuje się żydowskich korzeni. (Robię to również i kiedy na przykład słyszę o polskojęzycznych mediach, odpowiadam, że mojego języka uczyłem się na elementarzu tego Żyda Falskiego, a pierwsze wiersze, które znałem na pamięć, to wiersze tego Żyda Tuwima i tego Żyda Brzechwy). W spekulacjach o trwałości antysemityzmu z konieczności powraca wyjątkowość. Mimo wszystkich prześladowań są zawsze widoczni, jako lekarze, jako bankierzy, jako rzemieślnicy, naukowcy, pisarze. Byli listonoszami między cywilizacjami, są zdumiewająco nadreprezentowani wśród laureatów nagród Nobla. Nienawiść oparta na motywach religijnych czy ideologicznych jest nieodmiennie podparta zazdrością, zazdrością o pozycję, pieniądze, wpływy, zawiścią podszytą paranoicznymi podejrzeniami, że to musi być spisek. (Trudno przecież wyjaśniać to kulturą szacunku dla nauki i pracowitością, bo to zmieniałoby zazdrość w samooskarżenie).

To trwanie wbrew wszystkim przeciwnościom nasila paranoję antysemitów, a czasem i samych Żydów. Od stuleci w społeczeństwach chrześcijańskich i muzułmańskich słowo Żyd jest wyzwiskiem, kiedy stara forma antysemityzmu staje się niemodna, potrzeba nienawidzenia musi znaleźć nowe ujście, nowe koryto, nową formułę. Potrzeba ucieczki przed prześladowaniami rodzi również naturalną skłonność do ucieczki, marzenie o tym, żeby zniknąć, przestać być Żydem, czasem przez próbę ukrycia się wśród wrogów.

Komunizm był obietnicą braterstwa bez względu na narodowość i rasę. Natychmiast okazało się, że w każdej dyskusji można było użyć słowa Żyd jako najcięższego argumentu, zaś dobrzy żydowscy towarzysze w Jewsekcji mieli się zająć wykorzenieniem żydowskiej kultury.

Po upadku Rosji, Austro-Węgier i Niemiec, budowa państw narodowych wymagała czystek, by osiągnąć narodową dominację. Zaczynano od Żydów, grabiąc, mordując i wysiedlając. Tak było w Polsce, ale tak samo było w Grecji, gdzie napływ Greków z Turcji, Bułgarii i innych krajów wywołał ogromny popyt na żydowską własność. Tworząc państwa narodowe, próbowano pozbyć się mniejszości pochodzących z sąsiednich krajów. Żydzi nie mieli dokąd iść. Trzeba ich było zniszczyć.

W Polsce antysemityzm kojarzy nam się głównie z nazizmem, wiemy tak mało o antysemityzmie holenderskim, irlandzkim, brytyjskim, czy hiszpańskim, o nieustannym zlewaniu się nienawiści płynącej z prawa z ambon i trybun politycznych i nienawiści płynącej z lewa serwowanej w broszurach i wiecowych mowach, gdzie tak dobrze znane słowo Żyd miało wzmocnić  nienawiść do kapitalistów i wyzyskiwaczy. Ta nienawiść trafiała nieodmiennie na chłonne umysły. W Grecji, żeby utrudnić życie żydowskim kupcom, przeniesiono dzień targowy na soboty, a wszystkie umowy handlowe musiały być spisywane po grecku. Władze często przymykały oczy na akty gwałtu i rabunku. Grupami zawodowymi, które szczególnie silnie nalegały na administracyjne ograniczenia prawa Żydów do edukacji i praktyki zawodowej, niemal we wszystkich krajach europejskich byli prawnicy i lekarze. W tych zawodach nadreprezentacja Żydów była tak uderzająca, że na przykład we Francji, żeby przynajmniej zablokować drogę do francuskiej edukacji Żydom z Europy Wschodniej, podniesiono znacznie poziom egzaminów wstępnych na medycynę. (Okazało się jednak, że ta wyżej ustawiona poprzeczka była poważniejszą przeszkodą dla młodzieży francuskiej niż dla młodzieży żydowskiej z Rumunii i innych krajów).

Po drugiej wojnie światowej tysiące osieroconych dzieci żydowskich było wychowywanych w sierocińcach bądź w rodzinach bez żadnej tradycji intelektualnej. Losy tych dzieci wydają się wskazywać, że żydowskie sukcesy mają swoje źródło nie tylko w kulturze książki, ale mogą mieć związek z wyposażeniem genetycznym. Tak czy inaczej, kiedy pytamy o trwałość nienawiści, warto pamiętać, że ten sukces prześladowanych jest trudny do wybaczenia.

Na to wszystko nakładają się kolejne dwa czynniki – pierwszy częste przypadki sojuszu prześladowanych z aktualnie silniejszymi (w bloku komunistycznym nadreprezentacja Żydów w bezpiece była faktem), drugi czynnik jest trudniejszy do wyjaśnienia, mianowicie nienawiść do ofiar. W miejscowościach, gdzie były masowe mordy Żydów, pamięć trwa przez stulecia nawet mimo wymiany ludności.

Można zapytać, jak się to wszystko zmieniło po powstaniu żydowskiego państwa. Pierwszym odruchem było dokończenie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej przez atak kilku armii arabskich na jednodniowe państwo żydowskie (Najsilniejszą z tych armii była wyszkolona, uzbrojona przez Brytyjczyków oraz dowodzona przez brytyjskich oficerów armia jordańska, która walczyła ramię w ramię ze szkolonymi przez oficerów SS armiami egipską i syryjską). Na kolejnym etapie widzieliśmy pełną czystkę etniczną Żydów w krajach arabskich, z których około 800 tysięcy obrabowanych z wszelkiej własności trafiło do Izraela.

Na maleńkim skrawku ziemi wielkości województwa białostockiego powstało państwo, które naruszało podstawowe prawo człowieka – prawo do bezkarnego krzywdzenia Żydów. Po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat Żydzi mieli swoje państwo i swoją armię, co gwałciło honor chrześcijan i muzułmanów, nazistów i komunistów, wszystkich ludzi dobrej woli. Watykan podjął wielką akcję, żeby przypadkiem Jerozolima nie wpadła w ręce Żydów. (Z krajów europejskich Watykan był ostatni, który zgodził się na nawiązanie stosunków dyplomatycznych z „Tel Awiwem” i zrobił to dopiero w 1993 roku).

Podczas gdy w pierwszych latach istnienia Izraela antysemityzm zachodniej Europy prowadził do embarga na broń i cichego wspierania państw arabskich w walce z Żydami, od 1956 roku widzieliśmy odwrócenie biegunów i plany ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej opracowywane były w Moskwie. Tam przygotowywano dwie wielkie wojny z państwem żydowskim (1967 i 1973), tam opracowywano kampanie dyplomatyczne w ONZ, tam powstała idea narodu palestyńskiego i tam powstała strategia oskarżenia Izraela o apartheid.

Kiedy Generalna Sekretarka Amnesty International, Agnes Callamard z dumą 3 lutego prezentowała swój raport dyktatorowi Autonomii Palestyńskiej Mahmoudowi Abbasowi, zapewne nie pamiętała nie tylko tego, że to już osiemnasty rok czteroletniej kadencji tego „prezydenta”, ale że wręcza go byłemu agentowi KGB oraz uczonemu, który doktoryzował się w Moskwie, dowodząc, iż tego Holokaustu właściwie nie było. Atmosfera spotkania była serdeczna i pełna wzajemnego zrozumienia. 

Khaled Abu Toameh, znany dziennikarz izraelski pochodzenia arabskiego pisząc o raporcie Amnesty, koncentrował uwagę na tym, co i dlaczego ucieszyło w tym raporcie palestyńskie organizacje terrorystyczne.

Amerykański badacz Dexter Van Zile w artykule pod tytułem Kiedy nie można winić Izraela, „prawa człowieka” nikogo nie obchodzą pisał:

Czytając, w jaki sposób antyizraelscy aktywiści opisują Palestyńczyków, można by pomyśleć, że ludzie żyjący na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy są najbardziej pokojowymi, życzliwymi, gościnnymi ludźmi, jakich kiedykolwiek spotkałeś.

To co, że ostrzeliwują izraelskie miasta rakietami, przeprowadzają ataki nożownicze, taranują  samochodami izraelskich cywilów? To jest w porządku — ponieważ atakowanie Żydów pod pretekstem uzyskania tego, co wielokrotnie było oferowane przy stole negocjacyjnym, jest prawem człowieka.

Ale żydowskie samostanowienie jest zbrodnią przeciwko ludzkości.

W rezultacie Palestyńczycy mogą robić straszne rzeczy Żydom bez większego uszczerbku na ich reputacji wśród działaczy „praw człowieka”.

No kolejnym etapie chrześcijańskiego i muzułmańskiego antysemityzmu stara sowiecka taktyka jest czystym złotem. Europa jest nowoczesna, mówi „nigdy więcej”, a w kwestii żydowskiej stosuje outsourcing.

Dlaczego to trwa? Najwyraźniej nie godzimy się na rezygnację z podstawowego prawa człowieka, prawa do dawania fałszywego świadectwa i wspierania naszym szczodrym groszem wszystkich, którzy są gotowi zabijać Żydów w naszym imieniu.


* Definicja Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) brzmi:„Antysemityzm to określone postrzeganie Żydów, które może się wyrażać jako nienawiść do nich. Antysemityzm przejawia się zarówno w słowach, jak i czynach skierowanych przeciwko Żydom lub osobom, które nie są Żydami, oraz ich własności, a także przeciw instytucjom i obiektom religijnym społeczności żydowskiej.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Dissidents

The Dissidents

CLAYTON FOX


A handful of scientists and doctors have spent the past two years defending mainstream public health approaches and scientific rigor against the pandemic response bureaucracy

YouTube screenshot / From left, Dr. Martin Kulldorff of Harvard, Dr. Sunetra Gupta of Oxford, and Dr. Jay Bhattacharya of Stanford on LockdownTV from UnHerd, Oct. 5, 2020YOUTUBE SCREENSHOT

Last year I spoke to a long list of leading scientists and doctors for a piece I was reporting. Of all the things they shared with me, one quote stood out:

There is no scientific truth, only replicable science. Then it becomes theory, but not law. And not truth. There are fundamental laws of physics that have been overturned. Law is not truth, law is law, and in science, law can be overturned.

Somehow, in the madness, fear, confusion, and paranoia of our two-year sojourn through COVID-19, that basic definition of scientific truth—that it is ever-evolving, and inimical to dogmatism—has been largely mocked, denigrated, and ignored, if not met with slogans like “believe science.”

This anti-scientific attitude has become common among scientists, too—ones who, like Dr. Anthony Fauci, assume that “attacks on me quite frankly are attacks on science.” There are the medical doctors, who are convinced that results from a single clinical trial, conducted by Pfizer, of Pfizer’s own new antiviral pill are more legitimate than hundreds of clinical trials and observational studies of existing medications not produced by Pfizer. There are scientific and medical journal editors who refuse to publish papers that they believe might undermine existing consensus, preferring instead to publish papers that must later be retracted as fraudulent. Then there are the politicians who have been curiously uninterested in the origins of a novel, mysterious, and paradigm-shifting virus, and the journalists and “fact-checkers” whose work has invariably supported ever-shifting public health wisdom, often by simply quoting press releases from the pharmaceutical companies and government agencies whose claims they’re supposed to be evaluating in the first place.

In the face of censorship, undermining, and mockery driven by authoritarian bureaucrats and tech platforms that increasingly function as private arms of the state, a smaller group of scientists, many of whom are also medical doctors, have continually spoken up to question the scientific consensus on whatever platforms they could find. We’re calling them “The Dissidents,” merely because they have spoken up against official policy. The term’s connotation of rebellion or revolution has nothing to do with what these thinkers represent: In their Talmudic approach to the pandemic, posing questions of questions and questions of other questioners, they are instead voices that have sought to uphold the past 400 years of scientific tradition and practice, rather than overturn it.

Some of their questions have been prescient and vindicated; others might appear conspiratorial or extreme. But the main point is that they have asked and continue to ask questions, while a majority of their peers have done away with the scientific method or have been cowed into silence.

On Monday, Drs. Jay Bhattacharya, Harvey Risch, Pierre Kory, Aaron Kheriaty, Peter McCullough, and Robert Malone appeared together on a panel at the U.S. Capitol moderated by Sen. Ron Johnson, R-Wis., titled “COVID-19: A Second Opinion.” Dr. Malone opened his remarks by making one thing clear:

In my opinion we should not have politicized the public health response to SARS-CoV-2 and COVID-19. This is a bipartisan issue, and the physicians represented here are truly a bipartisan group; I’m not, although I’ve been characterized as a right-wing Proud Boy, I’ve previously supported both President Obama and President Biden’s campaigns, but the course of events have forced me to rethink a lot of my positions, and I think that’s the case with many of my peers.

THE GREAT BARRINGTON THREE: MARTIN KULLDORFF, JAY BHATTACHARYA, AND SUNETRA GUPTA

Drs. Jay Bhattacharya of Stanford, Martin Kulldorff of Harvard, and Sunetra Gupta of Oxford came together in October 2020 at Kulldorff’s invitation to discuss alternatives to lockdowns: The Great Barrington Declaration was born. In that document, they suggested a strategy akin to what Sweden had done: Focused protection of the elderly and the most vulnerable, and normal life for everyone else, with the goal of avoiding unintended harms—physical, mental, developmental, and economic—among the broader population. Over 60,000 medical professionals have signed on.

The GB3 advocated this approach on the basis of precedent, which had shown that lockdowns “do not reduce the total number of cases in the long run and have never in history led to the eradication of a disease.” The current waves of COVID in Australia, New Zealand, and China help illustrate this hypothesis.

Scientific papers authored or co-authored by the GB3 have been cited by other scientists a total of 59,145 times (and counting). But neither their long publication histories nor their lofty academic affiliations mattered to Dr. Francis Collins, then-director of the National Institutes of Health, when he called them “the three fringe epidemiologists” in an October 2020 email to Fauci of the National Institute of Allergy and Infectious Diseases. In the emails, recently released via Freedom of Information Act request, the two leaders of the United States’ medical science establishment colluded to discredit the three leading scientists and their message because it dissented from what was then state orthodoxy.

All three have taken flak from colleagues; the noise may have reached its apotheosis on Martin Luther King Jr. Day 2022, when the editor-in-chief of Science magazine tweeted in response to Kulldorff, “I don’t think it’s going out on a limb to say that MLK would not have been a fan of the Great Barrington Declaration.” Says who?

HARVEY RISCH

Dr. Harvey Risch is professor of epidemiology and a cancer etiologist at the Yale School of Public Health. He has authored more than 350 original peer-reviewed research papers, which have been cited by others more than 44,000 times. He tells Tablet he has read “nearly 3,000” scientific papers and documents on COVID over the past two years.

In April 2020, Risch was asked to advise the state of Connecticut on potential early outpatient treatment options. His initial review of the evidence was published on May 27, 2020, and it concluded that given the options available at the time, the use of hydroxychloroquine in combination with azithromycin and/or doxycycline, and zinc could be used in outpatients to prevent hospitalization.

In August of 2020, other epidemiologists published a rebuttal to his initial review, criticizing aspects of his methodology and the quality of evidence cited. But Risch has continually monitored the emerging data, and in June 2021, he gave a lecture in which he presented a new meta-analysis in favor of his original case, citing 10 studies (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10), eight of which were newly incorporated. At the very least, his work shows that the case against hydroxychloroquine isn’t “settled.”

Risch mentions in his lecture that he supports using hydroxychloroquine with some of its “friends,” e.g., azithromycin or doxycycline, colchicine, fluvoxamine, budesonide, zinc, vitamin D, bromhexine, or aspirin. He says “HCQ works by itself, but not well enough, really for what we want to accomplish.” He has championed early outpatient treatment using cocktails of repurposed, FDA-approved pharmaceuticals, including in front of a Senate committee on Nov. 19, 2020.

He told Tablet that the question he would most like answered in 2022 is, “For whose interests did these regulatory agencies [FDA, CDC] contrive to abet the needless deaths of hundreds of thousands of Americans who could have been saved by use of early outpatient treatment that these agencies suppressed?”

ROBERT MALONE

Dr. Robert Malone was a young man in 1987-89 when he helped develop the initial concept for the RNA and DNA vaccines later brought to fruition in the current vaccines produced by Pfizer, Moderna, AstraZeneca, et al. In the past 20 years he has worked extensively in biotechnology, developing vaccines and consulting with the U.S. government on biodefense. The saga of Malone and COVID can be tied to two podcast episodes on which he appeared during the pandemic.

The first was a June 11, 2021 episode of Bret Weinstein’s DarkHorse podcast featuring Malone, Weinstein, and the entrepreneur Steve Kirsch. For three hours, the three discussed both observed and theoretical information that suggested the possibility that mRNA vaccines might be dangerous for some recipients. By virtue of his expertise, Malone explained the potential mechanism of action that might cause damage (starting at 13:10 in the podcast). Malone himself received two doses of Moderna and says he suffered severe and sudden hypertension (high blood pressure) as a result.

Throughout 2021, Malone helped lead the charge for greater scrutiny of vaccine safety while being pilloried by tech platforms as a vector of disinformation, incurring warning labels on his descriptions of vaccines that he helped to conceive. He has been unequivocal in his plea to avoid giving mRNA vaccines to children. The Atlantic has since painted him as a fame-hungry spreader of misinformation, and he has been kicked off of Twitter, LinkedIn, and YouTube. (He is now on Substack.)

The culmination of Malone’s public communication efforts last year came on Dec. 30, when he sat down with Joe Rogan to discuss all things COVID. One of Malone’s assertions in the now-infamous podcast stood out: the concept of Mass Formation Psychosis and its role in the current pandemic.

When queried, Malone told Tablet that his most pressing question for 2022 is, “What did Tony Fauci, Francis Collins, and Jeremy Farrar discuss, using burner phones to avoid detection, when it became clear that they had funded the development (by EcoHealth Alliance) of the SARS-CoV-2 virus?”

VINAY PRASAD

Dr. Vinay Prasad is a hematologist/oncologist and associate professor of epidemiology and biostatistics at the University of California San Francisco, who first made waves by challenging the shibboleths of corporate medicine, as summarized in a 2017 Stat news profile.

Prasad’s commentary during the pandemic has extended to many topics, but the first, and dearest to his heart, has been the importance of remaining open to all points of view in trying to solve the crisis. To that end, he recently decided to listen to the entirety of Joe Rogan’s popular podcasts with Malone and Dr. Peter McCullough to try and break down, issue by issue, the substance of their claims, rather than dismiss them wholesale with scare-words like “fringe” or “dangerous.”

Prasad has been a source for acute analysis of the benefits and risks of vaccination for young men vulnerable to myocarditis, and a consistent voice in questioning the wisdom and efficacy of mask mandates, especially for schoolchildren. He first wrote about the need for better evidence in masking on Nov. 27, 2020, and on myocarditis on June 29, 2021. (Note: Dr. Prasad is a contributor to Tablet.)

MARTY MAKARY

Dr. Marty Makary is professor of surgery at Johns Hopkins and a health care reformer. He has been a regular presence on television and in the pages of major newspapers, delivering his views on what a sensible response to the pandemic might look like.

One major focus for Makary has been on the importance of recognizing natural immunity to SARS-CoV-2, acquired by previous infection. He has continually pushed for the government and employers to recognize natural immunity in addition to immunity conferred by vaccines when considering mandates, which is normal throughout Europe. A new CDC study released on Jan. 19, 2022, appeared to lend credence to Makary’s analysis.

Newly elected Virginia Gov. Glenn Youngkin recently appointed Makary to be his adviser on pandemic response.

PETER MCCULLOUGH

Dr. Peter McCullough’s academic work has been cited by other authors 63,953 times, according to Google Scholar. He is a renowned cardiologist and nephrologist, and was one of the first physicians to loudly and consistently promote the idea of early outpatient treatment for COVID-19—first on Aug. 7, 2020, in an early paper on potential protocols for multidrug treatment, and then alongside Risch in front of the U.S. Senate on Nov. 19, 2020. To those who’ve attacked him for his emphasis on hydroxychloroquine or ivermectin as treatment components, he emphasizes that he has also promoted FDA emergency use authorized monoclonal antibody treatments, which have been greatly underutilized.

In 2021, McCullough’s crusade expanded from early treatment to vaccine safety. While initially many patients in his practice in Dallas were vaccinated, by March 2021, he started to have doubts about vaccine safety, as reports of injury and death began to accrue in the VAERS database. On May 7, 2021, McCullough was invited on Tucker Carlson Today for a 45-minute interview in which he made his concerns known.

Specifically, McCullough emphasizes that a one-size-fits-all approach to vaccination is wrong—that it should instead be recommended on the basis of specific risk-benefit calculations for different populations. “The idea that we’re going to roll out new products and get it right the first time, how often does that happen in medicine?” he said. “We’ve always got to tweak things, maybe there’s certain groups that shouldn’t get it, maybe the doses are too high, maybe the doses should be weight-based, there’s all kinds of things to consider.”

McCullough then traveled across the country, speaking in town hall formats and doctors conferences, as well as continuing to engage online. By the time of an Oct. 2, 2021, speech summarizing his concerns, he said the current COVID vaccines “cannot be generally supported in clinical practice” due to safety signals. In December 2021, he was a featured guest on Joe Rogan’s podcast. To date, he has been fired from all of his prior academic medical positions and is being sued by his former employer, Baylor University, for $1,000,000 for breach of contract.

McCullough has become conspicuously vocal about the nefarious intentions he believes undergird the COVID vaccine program and the overall governmental response to the pandemic; not to acknowledge those views, too, would be misleading. At the same time, I spoke to McCullough last year for two hours and did not find him to be “far out.” He struck me as a sensible and brilliant everyman who has been pushed to his breaking point by two years of irrationality and therapeutic nihilism.

McCullough told Tablet that the person who has most dramatically changed his thinking of late is Robert F. Kennedy Jr., whose work has helped him understand that the crisis has been used “to orchestrate a totalitarian takeover based on an ineffective and unsafe set of genetic vaccines.”

PIERRE KORY

Dr. Kory is a pulmonary and critical care medicine specialist and a former associate professor and chief of the Critical Care Service at the University of Wisconsin. He is also an internationally renowned pioneer in the field of critical care ultrasonography. As a native New Yorker, he is evidently unafraid to speak up—loudly.

If there is one subject on which Kory has distinguished himself, it is his ferocious insistence on the importance of letting doctors doctor. He was one of the first to advocate for the need to administer corticosteroids in hospitalized patients, and said so before the U.S. Senate on May 6, 2020. On July 17, 2020, his cries were vindicated by a trial out of the United Kingdom. Corticosteroids are now standard care for COVID-19 in hospitals worldwide.

Kory’s ensuing crusades included the need for more and better outpatient treatment and the potential of a Nobel Prize-winning drug with antiviral and anti-inflammatory properties called ivermectin. Kory and his group of critical care specialists, the FLCCC, felt they had found a miraculous gift in ivermectin. Kory was invited to speak again to the U.S. Senate on this topic on Dec. 8, 2020. As the recording of his impassioned speech during a Senate hearing about the importance of early treatment and the utility of ivermectin gained viewers, YouTube removed it on Jan. 27, 2021.

Kory remains an outspoken voice for aggressive outpatient and inpatient care of COVID-19 and a skeptic of the public health response. When I spoke to him last year for background on a different story, I asked what allows him to ignore the damage to his reputation caused by speaking out. He answered, characteristically, “data.” He went on, “What keeps me going is not the getting dragged, it’s the success! Thousands around the world we know we’ve helped, many doctors in India know that it works. I know we’re helping people.”

AARON KHERIATY

Since 2013, Dr. Aaron Kheriaty has been the director of the Medical Ethics program at the University of California Irvine. In August of 2021, the university imposed a campuswide vaccine mandate. Kheriaty had previously been ill with COVID and sued the school in federal court for an exemption due to prior infection and naturally acquired immunity.

He was placed on paid leave in October 2021 and fired on Dec. 17, 2021. His goodbye letter to his former colleagues and students got a lot of attention online. Since then, he has been extremely active in media (and on his Substack) in continuing his quest for medical ethics and informed consent in the application of COVID policies.

In a recent interview, when asked how he made peace with his decision in light of the fact it robbed him of his his beloved community at UCI, he responded, “When I decided to file the lawsuit, I was projecting ahead to the ethics course I would be teaching [this time of year] and tried to imagine myself standing up in the lecture hall and talking about informed consent, a foundational principle of bioethics, and the need for moral courage … I couldn’t imagine teaching about integrity and moral courage if I had seen something troubling that unfolded around me and my actions didn’t back up what I taught in the classroom.”

BRET WEINSTEIN AND HEATHER HEYING

Dr. Bret Weinstein and his wife, Dr. Heather Heying, are evolutionary biologists, and it should be noted, avowed liberals who live in Portland, Oregon. After they were run out of Evergreen College in Washington state for trying to teach normally scheduled classes during an officially sanctioned “day of absence,” when all white people were told to leave campus, they went indie. Their DarkHorse podcast has become widely influential since its 2019 debut, but it is in the context of the pandemic that Weinstein and Heying have become essential listening for many. Their analysis has repeatedly proven prescient over the past 22 months.

On their March 26, 2020, episode, Heying asked Weinstein for his thoughts on a potential vaccinal escape route from the pandemic. “There is a lot seeming to be banked on the fact that a vaccine is … around the corner and if we can just hold out long enough … life goes back to normal,” he answered, during a moment when public health officials and the American press were universally promising that it would take a mere two weeks to flatten the curve. “I suspect life never goes back to normal,” he continued. “We are not going to live in quarantine from here on out, but I think humanity just learned a very serious lesson about something that will be much harder to control than we imagine …”

In the next podcast, dated March 30, 2020, they discussed the possibility of zoonosis, accidental “lab leak,” and/or bioweapon hypotheses related to the etiology of SARS-CoV-2. The conversation was notable for its dispassionate, scientific approach. Fourteen months later—after a monumental media blitz that attempted to discredit anyone posing the latter two hypotheses—former CDC director and virologist Dr. Robert Redfield stated that he believed the virus originated in a lab.

Weinstein and Heying have gone on to interrogate several facets of the pandemic and our response to it, including the continued imperative to investigate the lab leak hypothesis, the evolutionary implications of mRNA technology, the potential for vaccine-induced damage, the need for early treatment of COVID-19, the potential for the program of mass vaccination to drive mutations toward new immune escape variants, vaccine passports, and what all of this means for our future as a society. They recently recorded their 112th livestream.


Clayton Fox is a former Tablet journalism fellow and has also written for Los Angeles Magazine, Real Clear Investigations, and the Brownstone Institute. Follow him on Twitter @clayfoxwriter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com