Izrael Sztern

 Kładka w getcie znajdująca się u zbiegu Żelaznej i Chłodnej, fot. Żydowski Instytut Historyczny


Izrael Sztern


Bella Szwarcman-Czarnota,
[kwiecień 2013]


Ojciec przyszłego poety był mełamedem (nauczycielem w chederze), jednak umarł wcześnie, a ciężar utrzymania rodziny spadł na matkę. Zarabiała wypiekiem ciast i z tak ciężko zarobionych pieniędzy utrzymywała trzech synów i swojego starego ojca. W cyklu wierszy Szterna “Ostrolenke” powracają sceny z najuboższej dzielnicy miasta – Piaski – w której mieszkali tacy biedacy, jak on sam. Sztern uczył się w chederze, a jako wyjątkowo zdolny młodzieniec kontynuował naukę w słynnych jesziwach – w Łomży i w Słobódce.

W latach I wojny światowej przebywał w Wiedniu, zapewne chciał uniknąć poboru do carskiej armii. W późniejszych latach wyjechał do kibucu w Warszawie, i w stolicy już pozostał do końca swoich dni.

Poeta i krytyk literacki Melech Rawicz opisuje Szterna jako człowieka, który miał zawsze pretensje – do siebie samego i do całego świata. Śmiał się rzadko i dziwił się tym, którzy to czynią. (“Majn leksikon“, t. III).

Pół dnia się modlił, a kolejne pół dnia studiował święte księgi w bejt midraszu. Zazwyczaj chadzał do chasydów Nachmana z Bracławia, na ulicę Dzielną, ale też bywał często wśród litwackich pietystów – na ulicy Sapieżyńskiej. Ale ani tu, ani tam, nie czuł się u siebie. W Związku Pisarzy i Dziennikarzy Żydowskich na Tłomackiem 13 pojawiał się z rzadka. Może najlepiej czuł się wśród gości Hilela Cejtlina, wydawcy ukazującego się w jidysz dziennika “Der Moment“.

Sztern tworzył wyłącznie w języku jidysz, a jego wiersze i eseje publikowane były przez pisma reprezentujące wszystkie możliwe barwy polityczne i światopoglądowe: “Literarisze bleter“, “Chaliastre“, “Ringen“. Publikował również w bundowskiej “Folkscajtung“. Nie oznacza to jednak, że miał lewicowe poglądy. Miał jednak z pewnością serce po lewej stronie: cierpiący, głodujący, zwykli ludzie pracy – to o nich pisał najczęściej. Co więcej, to oni w jego oczach byli wywyższeni.

“Bogactwo – powiada Sztern w eseju “Brojt un poezje” (“Chleb i poezja”) z 1938 roku, który śmiało można uznać za credo poety – nadaje zewnętrzny blask, bieda – promienieje od środka […]. To oni, biedni i głodni, którym potrzeba niewiele, najgłębiej rozumieją poezję. […] Nie myślcie, że biedny, który żyje, jest martwy – tylko żuje i przełyka “.

Sztern sam żył w ubóstwie, głodował – potrafił przeżyć cały dzień o skórce od chleba. Doświadczenie głodu było dlań fundamentalne. Nic zatem dziwnego, że często chorował, a szpital był jego domem. I trudno powiedzieć nawet, że to był drugi dom, bo zazwyczaj mieszkał kątem, przy jakiejś rodzinie chasydzkiej. W szpitalu odzyskiwał spokój, jedynie tu mógł zbliżyć się do ludzi – współtowarzyszy w chorobie. Widział w nich “gotowość do świętości”, Bożą iskrę, a od tej iskry rozpalała się jego poezja. Tak powstały w 1923 roku jego “Szpitol lider” (“Wiersze szpitalne“).

W kwestiach materialnych był Sztern abnegatem. Młody pisarz Mosze Grossman wspomina, jak pewnego razu towarzyszył Szternowi w wędrówce po ulicach żydowskiej Warszawy.

“Nosił stare, znoszone i wyblakłe ubranie, jego buty i oblicze były jednakowo zmęczone, znoszone, pokryte zmarszczkami i zakurzone. Tylko oczy były po dziecięcemu błyszczące, jak na początku Stworzenia, z iskrą silnej wiary. Szedł kołysząc się ku przodowi, jak w religijnej ekstazie, niczym posłaniec, obcy, gość z bardzo daleka”.

Jakieś tragiczne wydarzenie naznaczyło jego młodość – jeśli wierzyć Melechowi Rawiczowi. Pozostawiło trwały ślad, pogłębiło mizantropię Szterna. Nie mogło jednak w sposób znaczący zmienić jego postawy wobec życia. Jeszcze we wczesnej młodości pisał: “Mój smutek zwiesza się z drzew / nie sięgając nigdy ziemi”.

Żył w przeczuciu, iż nadchodzi czas “czarnego deszczu”. Również dla niego. I ta pora nadeszła. Znalazł się w getcie, o czym najobszerniej zaświadczyła Rachela Auerbach w powojennym szkicu “A bojm in geto” (“Drzewo w getcie“).

“nawet wśród wykorzenionych i wyczerpanych przybyszy z prowincji, którzy stanowili większość klienteli kuchni [Auerbach prowadziła w getcie kuchnię dla literatów, a potem i innych przy ul. Leszno 40], Sztern wyróżniał się swoim przerażająco zaniedbanym wyglądem. […] Dół jego palta był w strzępach […]. Jego twarz bywała ogolona rzadko, na ogół pokrywała ją twarda, czarna szczecina. Z tego, co pamiętam, pod paltem nie miał marynarki, a jego brzuch dziwnie sterczał. Zapytałam [poetę] Josefa Kirmana, który zasugerował, że ponieważ kieszenie palta były oderwane, Sztern nosił swoje najcenniejsze rzeczy pod podszewką – książkę, którą czytał, tomik wierszy Rilkego czy Kasprowicza i swoje własne [koszerne] naczynie do obmywania rąk zgodnego z wymogami religii”.

W “Kronice getta warszawskiego” Emanuela Ringelbluma czytamy o Szternie z tego okresu:

“Cichy, skromny, prawdziwy ‘mąż sprawiedliwy’ […] nie miał pojęcia, jak zdobyć jakieś wsparcie i paczki żywnościowe. Zachowywał się jak niewinny gołąbek i głodował”.

Dużo później Kirman, tuż przed Pesach 1942 roku, zawiadomił Rachelę Auerbach, że Sztern jest bliski śmierci i przebywa w mieszkaniu na rogu Pawiej i Smoczej. Poetę udało się odratować. Dzięki pobytowi w centrum dla uchodźców przy ul. Leszno 14 – administrator zezwolił na ustawienie łóżka dla pisarza w kancelarii – Sztern zaznał krótkiego wytchnienia. Z okna pokoju na drugim piętrze kamienicy przylegającej do kościoła ewangelickiego widać było okryty kwiatami kasztanowiec. Auerbach poprosiła wówczas poetę: “Napisz mi wiersz o tym drzewie kwitnącym w samym środku getta”.

Sztern napisał w getcie wiele wierszy, a wieczory odbywające się w kuchni, zwane Trzecimi Posiłkami Pisarzy [trzeci posiłek – ostatni posiłek przed końcem szabatu], na których przemawiał i czytał swoje utwory, gromadziły tłumy. Doświadczenie getta odmieniło poetę, który przedtem stronił od ludzi. “Stał się przystępny i społecznie czynny. W pełnej napięć atmosferze żydowskiego przeznaczenia i ludzkiego cierpienia Sztern czuł się na właściwym miejscu. Stąd czerpał potężną inspirację”.

Kiedy się zaczęły akcje wysiedlania z getta, Szternowi udało się zrazu ukryć w tzw. szopie Hoffmanna. Jednak najprawdopodobniej w czasie którejś kolejnej selekcji został schwytany i wysłany do Treblinki. Zdaniem Racheli Auerbach nastąpiło to w sierpniu 1942 roku; podobne przypuszczenie wyraził Ringelblum, dodając: “Jego rękopisy zginęły razem z nim”.

Sztern nie zabiegał nigdy o wydanie swoich utworów w formie książki. Zapewne dlatego, że nie był człowiekiem zaradnym, a może nie dbał o to. Dopiero po wojnie jego przyjaciele, przede wszystkim poeta H. Lejwik zajęli się edycją jego twórczości – zbiór wierszy i esejów ukazał się w Nowym Jorku w 1955 roku. Zbieranie zapisanych czy wydrukowanych w formie ulotnej utworów Szterna trwa.

Twórczość Szterna w jidysz wraz z przekładami na angielski publikowana jest na stronie www.yisroelshtern.org.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com