Groźba decywilizacji


Groźba decywilizacji

John Lloyd
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Wieczorem 23 maja w Pałacu Elizejskim odbyła się kolacja z udziałem prezydenta Emmanuela Macrona i czterech najwybitniejszych francuskich socjologów. Gości prezydenta poproszono o szczere opisanie obecnego stanu Francji i zasugerowanie, w jaki sposób można rozwiązać wiele problemów tego kraju. Powiedziano im, że spotkanie pozostanie poufne. Nie pozostało.

Cztery dni później gazeta „Le Monde opublikowała streszczenie dyskusji, najwyraźniej zebrane od niektórych uczestników i prawdopodobnie przekazane z samego Pałacu Elizejskiego. Artykuł zajmował całą stronę gazety, a jego relacja z tego spotkania nie schlebiała prezydentowi, który podobno niewiele powiedział. Jednym z gości był Jean Viard, dyrektor ds. badań w państwowym centrum analitycznym CNRS. Wieczór w pałacu prezydenckim, powiedział Viard, „nie zmieni niczego fundamentalnego: ludzie, którzy nami rządzą, nie rozumieją społeczeństwa”.

To była ponura ocena. Rząd Macrona doszedł do władzy w 2017 r. na rosnącej fali ruchu Republique en Marche (we wrześniu ubiegłego roku przemianowanego na Renesans), który zmiażdżył przeciwników na lewicy i prawicy, twierdząc, że łączy to, co najlepsze z obu tradycji. Macron został wybrany z 66,1 proc. głosów w 2017 r., a La Republique en Marche zapewniła sobie 308 mandatów, co dało im bezwzględną większość w 577-osobowym Zgromadzeniu. W niemądrym porywie samouwielbienia Macron opisał siebie jako jowiszowego przywódcę, „niekwestionowanego i oderwanego od błahostek, jak rzymski bóg nieba”.

Ale kiedy podano kolację w sali Pałacu Elizejskiego, jowiszowy przywódca został brutalnie sprowadzony do rzeczywistości. Zauważając, że nasilają się ataki na policję, urzędników państwowych, burmistrzów i pracowników poczty, Jerome Fouquet, szef głównej firmy sondażowej IFOP, powiedział, że „napięcia rosną w każdej części społeczeństwa” do tego stopnia, że „proces decywilizacji jest już w toku”. Kolację z socjologami poprzedziło kilka krwawych dni. Trzech mężczyzn zostało zabitych z karabinów szturmowych w Marsylii, prawdopodobnie w wyniku sporu o handel narkotykami; mężczyzna został zastrzelony na Polach Elizejskich w Paryżu; pielęgniarka została zasztyletowana w Reims; w mieście Saint Brevin-les-Pins burmistrz, niezależny konserwatysta, zrezygnował po miesiącach ataków skrajnej prawicy, których kulminacją było podpalenie jego dwóch samochodów przed jego domem po tym, jak zgodził się na utworzenie w mieście ośrodka przyjmującego osoby ubiegające się o azyl.

Kolacja elizejska została zaplanowana jako ożywiona, ale poważna i uporządkowana wymiana poglądów. Zamiast tego prezydentowi przedstawiono możliwość, że Francja pogrąża się w morderczej anarchii. Po spotkaniu Macron zmienił swój harmonogram. Zamiast jechać na południe do regionu Var, gdzie miał wygłosić przemówienie na temat środowiska, udał się do Roubaix na belgijskiej granicy, aby uczcić trzech policjantów zabitych niedawno przez nietrzeźwego kierowcę. Niezbędne było pokazanie, że prezydent stoi razem z siłami prawa i porządku, które, jak mu właśnie powiedziano, słabną, być może śmiertelnie. Na posiedzeniu Rady Ministrów, które odbyło się kilka dni po jego powrocie z Roubaix, Macron dał do zrozumienia, że zaakceptował alarmującą analizę Fouqueta, kiedy zażądał od swoich kolegów, by byli „fundamentalnie nieustępliwi” w obliczu „procesu decywilizacji”.

Wielu komentatorów od razu powiązało tę nową retorykę z twórczością dwóch myślicieli: Norberta Eliasa i bardziej kontrowersyjnego Renauda Camusa. Elias był niemieckim uczonym żydowskim, który przed II wojną światową znalazł schronienie w Wielkiej Brytanii i zyskał uznanie jako pionier w podejrzanej wówczas dyscyplinie – socjologii. W swoim artykule z 1939 r., The Civilising Process, Elias zbadał stopniowy rozwój kultury stosunków między ludźmi w społeczeństwach, w których prawa były (powszechnie) przestrzegane, a rządy miały monopol na użycie siły. Rodzaj decywilizacji obserwowany w nazistowskich Niemczech miał miejsce, gdy przywódcy danego kraju sami instrumentalizowali przemoc polityczną.

Z drugiej strony Renaud Camus jest radykalnym prawicowym filozofem i postacią dzielącą. Najbardziej znany jest ze swojej broszury Le Grand Remplacement z 2011 r., w której argumentuje, że liberalne elity w rządzie i korporacjach celowo zastępują rdzenną ludność imigrantami. Elity robią to, twierdzi Camus, ponieważ siła robocza migrantów jest tania, a nowo przybyli będą głosować na partię, która pozwoliła im wjechać do kraju. W swoim eseju Décivilisation z 2011 roku Camus powiązał narastające konflikty społeczne z masową imigracją i niemożnością integracji. Kiedy Macron użył słowa kojarzonego z tak radykalną postacią, wielu francuskich lewicowców zaatakowało prezydenta za flirtowanie z rasizmem. „Prezydent – powiedziała Manon Aubry, eurodeputowana frakcji lewicy – popiera śmierdzącą ‘decywilizację’ rasistowskiego Renauda Camusa”.

Macron jest centrowym liberalnym technokratą i jest mało prawdopodobne, aby nagle stał się rasistą. Ale musiał znosić miesiące wielkich, a czasem gwałtownych protestów przeciwko swojej decyzji o podniesieniu wieku emerytalnego z 62 do 64 lat (by wprowadzić ją w życie, ominął parlament). Wydaje się, że doszedł do wniosku, że kraj, którym rządzi od 2017 r., kurczowo trzyma się przemijającego świata, nie dbając o rosnący dług publiczny, któremu częściowo zaradziłby wyższy wiek emerytalny, i coraz bardziej nie da się nim rządzić.

Jest również świadomy tego, że światem coraz bardziej nie daje się rządzić – koszmar, który musi dzielić z każdym innym demokratycznie wybranym przywódcą. Inwazja na Ukrainę w lutym 2022 r. pochłonęła już około 300 tys. ofiar. Szacuje się, że zginęło lub zostało rannych około 180 tys. rosyjskich żołnierzy, podczas gdy Ukraińcy stracili około 100 tys. żołnierzy i 30 tys. cywilów. „Nawet według ostrożnych szacunków”, pisze James Billot w UnHerd, „obie strony tracą setki żołnierzy dziennie, co plasuje je w pierwszej 10% najbardziej śmiercionośnych wojen od 1812 r.”. Niewielu spodziewa się zakończenia konfliktu w tym roku. Większość państw zachodnich jest zdecydowana wspierać Ukrainę w jej walce z Rosją tak długo, jak będzie to konieczne, chociaż realistyczny wynik pozostaje nieosiągalny i niejasny. Kraje pogrążają się coraz bardziej w długach, aby uzbroić kraj w najnowszą broń, a równocześnie rozważają obawę, że Rosja może uciec się do opcji nuklearnej, a Chiny mogą zaatakować Tajwan w ciągu następnej dekady.

Kryzys kubański z 1962 r. trwał tylko 13 dni, po czym Związek Radziecki wycofał się z planowanego rozmieszczenia pocisków nuklearnych. Wojna w Ukrainie trwa już ponad 16 miesięcy i końca nie widać. Chińska rewizjonistyczna determinacja może jako zagrożenie trwać znacznie dłużej. Jako wkład w decywilizację stosunków międzynarodowych, trudno by cokolwiek przebiło agresję tych światowych mocarstw. Francuski prezydent, bardziej niż jakakolwiek inna głowa państwa zachodniego, starał się złagodzić język używany przeciwko Rosji, a zwłaszcza Chinom, często wywołując irytację amerykańskich i europejskich przywódców.

A Macron ma bardziej lokalne powody do obaw – że po ośmiu latach tego, co miało być rewolucyjną prezydenturą, zastąpi go Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (Rassemblement National). Macron uważa Le Pen za godną pogardy i dwukrotnie pokonał ją w wyborach prezydenckich w 2017 i 2022 roku. Postrzega politykę Le Pen jako wąsko nacjonalistyczną, reakcyjną, rasistowską i niebezpieczną, ale sondaże pokazują, że jest dziś bardziej popularna niż on.

Do niedawna Macron wierzył, że pod jego rządami Francja odzyska rozmach i wigor i poprowadzi Unię Europejską ku większej integracji. Ale kraj pozostaje w takim samym stanie ruiny, jak w chwili objęcia przez niego urzędu, a podziały w Europie są bardziej widoczne niż kiedykolwiek. Sondaże na temat popularności UE rosną i spadają, ale sondaż IFOP w lutym wykazał 63 procent poparcia dla referendum w sprawie dalszego członkostwa Francji. Le Pen powiedziała, że będzie starała się zreformować, a nie opuszczać Unię, ale obiecała referendum w sprawie członkostwa, kiedy zostanie wybrana. Z tych wszystkich powodów Macron uważa, że zwycięstwo Le Pen w 2025 r. stanowiłoby potępiające oskarżenie jego czasu urzędowania i sygnał, że barbarzyńcy wyłamali bramy.

Włoska premier Giorgia Meloni i jej partia Fratelli d’Italia wywodzą się z tej samej nacjonalistycznej rodziny co Zjednoczenie Narodowe. Dotychczasowe dowody sugerują, że po wyborze takie partie mogą pozostać popularne. Według europosła Fratelli d’Italia, Nicola Procacciniego, Macron obawia się, że „sukces Giorgii Meloni może być zaraźliwy i jeszcze bardziej osłabić francuski rząd” i postrzega wzrost sił Nowej Prawicy jako oznakę decywilizacji Europy. Wielokrotnie zwracał uwagę na ich faszystowskie korzenie, brak doświadczenia w rządzeniu i wrogość wobec UE. Erupcja Nowej Prawicy wstrząsnęła politycznym światem, w którym partie centrolewicy i centroprawicy znajdowały się niegdyś na mniej więcej tej samej stronie gospodarczej i politycznej. Macron wierzy, że świat, w którym radykalne partie były postrzegane jako zasadniczo niecywilizowane, jest światem wartym zachowania.

Macron polegał na solidności tego świata politycznego w swoich wysiłkach na rzecz nadania UE większej władzy nad jej państwami członkowskimi, więc nic dziwnego, że obawia się, że powstanie Nowej Prawicy przyniesie chaos. Z drugiej strony Le Pen postrzega siebie jako rozwiązanie rosnącego chaosu i cieszy się, że Macron w końcu się z nią zgadza: „Przez lata ostrzegałam przed stoczeniem się kraju w barbarzyństwo (ensauvagement), za co wyzywano mnie na wszystkie możliwe sposoby. Wreszcie Macron zgadza się z nami: decywilizacja to barbarzyństwo”.

Liberalną demokrację od dawna uważano za najbardziej wolny i najbardziej cywilizowany sposób rządzenia krajem, ale obecnie jest najsłabsza od dziesięcioleci. W wydaniu raportu Freedom House’s Freedom in the World z 2023 r. stwierdzono, że „globalna wolność obniża się 17. rok z rzędu”. To złowrogie zdanie zostało podkreślone przez Indeks Demokracji z 2023 r., który stwierdza, że „demokracja niestety znajduje się w fazie upadku na całym świecie”. Temu spadkowi towarzyszył wzrost ataków na wybranych urzędników w wielu krajach demokratycznych, zwłaszcza we Francji.

Pojedyncze akty barbarzyństwa najbardziej martwią prezydenta Francji, ponieważ stanowią bardziej bezpośrednie zagrożenie dla głosujących niż konflikty międzynarodowe i ruchy polityczne oraz silniej oddziałują na nastroje narodowe. Szeroko dyskutowany przykład miał miejsce w październiku 2020 r., kiedy nauczyciel historii Samuel Paty został zasztyletowany i ścięty w swojej szkole w wiosce pod Paryżem. Jego mordercą był 18-letni Abdoullach Anzorow, uchodźca z Czeczenii, któremu udzielono azylu we Francji. Anzorow przyjechał do tej szkoły z Normandii, kiedy dowiedział się, że Paty pokazał klasie zdjęcia proroka Mahometa, aby zademonstrować znaczenie wolności słowa. Kilka dni temu, czworo bardzo małych dzieci, w tym dziecko brytyjskie, zostało dźgniętych nożem w parku w Annecy, w południowo-wschodniej Francji, przez mężczyznę zidentyfikowanego jako syryjsko-chrześcijański uchodźca, który atakując te dzieci wołał „W imię Jezusa Chrystusa!”. Po tym wydarzeniu w parku zebrał się tłum ludzi, jeden machał francuskim sztandarem, a wszyscy śpiewali Marsyliankę.

Francuscy nauczyciele od dawna protestują przeciwko rosnącemu zagrożeniu przemocą, z jaką się spotykają, i rozpoczęli strajk w 2010 r., aby zwrócić uwagę na ten problem. Nie są sami. Gwałtownie rośnie również przemoc w amerykańskich szkołach. W strzelaninie w szkole podstawowej w Uvalde w Teksasie, która miała miejsce w maju 2022 roku, zginęło 19 dzieci i dwóch nauczycieli. Szkoły w Europie, choć w dużej mierze wolne od przemocy z użyciem broni w stylu amerykańskim, doświadczają gwałtownego wzrostu przemocy innego rodzaju, a także cyberprzemocy, która może bardziej niszczyć pewność siebie dzieci niż przemoc fizyczna.

Globalnie i lokalnie przywódcy demokratyczni rozglądają się i rozpaczają: zaufanie do klasy politycznej, które często jest niskie, osiągnęło nowe dno. Norbert Elias argumentował, że ludzkość wyszła ze swojej pełnej przemocy przeszłości dopiero wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że bardziej pokojowe społeczeństwa wymagają zasad, porządku i zaufania. Kolacja elizejska Macrona z socjologami miała go uspokoić, że kraj rozgniewany niepożądanym przedłużaniem życia zawodowego może nadal zostać sterowany przez dobrze poinformowane rządy. Zamiast tego eksperci powiedzieli mu, że świat, w którym działa Francja i jej prezydent, może już nie nadawać się do reformowania i że wymyka się spod kontroli.

Elegancki XVIII-wieczny pałac nosi nazwę od Pól Elizejskich, które w mitologii greckiej były miejscem ostatecznego spoczynku szlachetnych zmarłych. Wyborne wina serwowane w Salonie Murata, gdzie prezydent co tydzień spotyka się z ministrami swojego rządu, nie mogły powstrzymać lęku przed utratą kontroli i autorytetu. Macron, jeden z najbardziej aktywnych i ambitnych światowych przywódców, stanął w obliczu bezlitosnej rzeczywistości niemocy własnej i wszystkich demokratycznych przywódców. Jeśli nie ma to okazać się zabójcze dla odbudowy globalnego ładu, nowe formy aktywności cywilizującej muszą tworzyć ci obywatele, którzy dostrzegają potrzebę powstrzymania upadku.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com