Archive | February 2018

Czy Oxfam popiera terror?

Czy Oxfam popiera terror

Geoffrey Clarfield
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Oxfam jest jedną z najbardziej szanowanych organizacji charytatywnych na świecie, której pracownicy przyczyniają się do złagodzenia klęsk głodowych i nędzy od początku lat 1960. Niemniej ostatnio rozpoczęła oficjalne „partnerstwo” z brytyjskimi organizacjami, które głoszą radykalny islam i prawdopodobnie przekazują pieniądze organizacjom uznanym przez rząd Wielkiej Brytanii za terrorystyczne.

Nikt nie pozwał ich do sądu i parlament brytyjski nie podjął żadnych działań przeciwko Oxfamowi. Co się dzieje i dlaczego?

Według własnych słów Oxfam jest “Międzynarodową federacją 17 organizacji pracujących razem w 92 krajach jako część globalnego ruchu na rzecz zmiany, by zbudować przyszłość wolną od niesprawiedliwości i nędzy”. Jej przeciętny roczny dochód wynosi 1,1 miliarda euro. Sześćdziesiąt procent z tego pochodzi z prywatnych darów. Reszta pochodzi z ONZ, UE i innych bilateralnych darczyńców w OECD.

Historię Oxfamu można podsumować w trzech etapach. Pierwszym był wyłącznie brytyjski wysiłek pomocy podczas klęski głodowej po II wojnie światowej. Drugi skupił się na pomocy w sytuacjach katastrof naturalnych i na rozwoju obszarów wiejskich w byłych koloniach i na terytoriach Imperium Brytyjskiego, kiedy niepodległość zdobyta w latach 1960. nie spowodowała podniesienia standardu życia. Trzecim etapem, obecnie dominującym, jest zaprzęgnięcie międzynarodowej koalicji partnerów Oxfamu z całego świata do przekonania zarówno indywidualnych, jak instytucjonalnych darczyńców (na Zachodzie i w ONZ), by dostarczali finansowego i instytucjonalnego wsparcia dla selektywnej pomocy Oxfamu dla upośledzonych grup na podstawie najnowszej teorii w pomocy międzynarodowej, „rozwoju opartego na prawach”.

To wyjaśnia, dlaczego olbrzymia część wysiłków Oxfamu na trzecim etapie stała się jawnie polityczna, ponieważ twierdzą, że zła ekonomiczna i społeczna polityka OECD jest „podstawową przyczyną” biedy w krajach rozwijających się. Niedawny rozwój ekonomiczny w Chinach, Indiach i Bangladeszu silnie sugeruje, że tak nie jest. Ideologia Oxfamu nie pozwala mu na uznanie dowodów. Powód tego jest prosty. Oxfam przesunął się teraz na skrajną lewicę i jego ideologia odzwierciedla i wspiera ideologię Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna – ideologię, która obejmuje wiele post-1945 marksistowskiego myślenia i która, ze swoją obsesją na punkcie Izraela, nieustannie wyraża niechęć do żydowskiej suwerenności w ziemi Izraela. 

Ten trzeci etap historii Oxfamu czyni z niego surowego krytyka nowoczesnego wolnego rynku. Oxfam wierzy, że bogaci niesprawiedliwie zdobyli bogactwo, mimo argumentów podbudowanych dowodami, że wzrost sektora prywatnego był jedynym, najbardziej skutecznym środkiem podniesienia poziomu życia milionów ludzi, szczególnie w Chinach i w Indiach. Mędrcy ustalający politykę Oxfamu ostentacyjnie nie wspominają bezstronnych badaczy, takich jak William Easterly, który przekonująco argumentował, że nie ma żadnej korelacji między rozwojem gospodarczym a ilością pomocy rozwojowej dostarczonej jakiemukolwiek rozwijającemu się krajowi przez NGO lub innych darczyńców. Dlaczego ignorują te dane?

Francuski uczony Pascal Bruckner twierdzi, że ten ekonomiczny światopogląd jest zakorzeniony w głębszym światopoglądzie ideologicznym, według którego zachodnie demokracje i sama cywilizacja są kulturowo skorumpowane i że wartości ludów „trzeciego świata” są wyższe. Wyjaśnia to wiele w sprawie niezdolności Oxfamu do zrozumienia natury radykalnego islamu i potępienia go. Wyjaśnia także zaślepioną krytykę państwa Izrael przez Oxfam, które to państwo jest zorientowane na wolny rynek, i widzi siebie jako część demokratycznego, przedsiębiorczego „Zachodu”.  Nie powinien więc zaskakiwać fakt, że Oxfam i jego partnerzy idealizują Arabów w Izraelu, nie zgłaszają zastrzeżeń do radykalnego islamu i demonizują izraelski rząd.

Czy Oxfam może mieć rację?

Nie. W wielu dokumentach i publicznych wypowiedziach Oxfam deklaruje, że nie jest antyizraelski. Po prostu wierzy, że Arabowie po obu stronach rzeki Jordan są wywłaszczonym, „rdzennym” ludem Bliskiego Wschodu, który utracił swój dom ojczysty na rzecz zdobywczych, kolonizatorskich, „europejskich” Izraelczyków, których etniczne-historyczne-legalne prawa do tej ziemi Oxfamu nie interesują. Oxfam odruchowo popiera założenie trzeciegopaństwa palestyńskich Arabów i państwa islamskiego w sercu Judei i Samarii, ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej.

Oxfam wierzy także w używanie w tym celu “siły ludu” i subtelnych form BDS. Oxfam argumentuje, że nie są przeciwko towarom izraelskim produkowanym w ramach “zielonej linii”, a tylko przeciwko tym towarom, które są produkowane na „okupowanych terytoriach”. Żądają, by tak były oznakowane i by „decydował konsument”.   

Czy Oxfam ma ukrytą agendę? 

Tak. Oxfam używa swojego autorytetu moralnego i instytucjonalnej wagi, by nawiązywać oficjalne “partnerstwo”, publicznie dzielić się swoim logo z tymi, którzy nawołują do zniszczenia Izraela. Te partnerstwa obejmują wzajemnie wsparcie publiczne, wspólne oświadczenia, mają aprobatę najwyższego kierownictwa Oxfamu. Kim są ci partnerzy i jak używają partnerstwa z Oxfamem do wzywania do przemocy wobec Żydów na całym świecie, BDS i zniszczenia państwa Izrael?

Wiele z nich jest najprawdopodobniej organizacjami frontowymi dla Bractwa Muzułmańskiego lub organizacjami, które wspierają plany Bractwa Muzułmańskiego wobec narodu żydowskiego i wobec Izraela. Wśród nich są, między innymi, następujące organizacje z Wielkiej Brytanii: East London Mosque, Islamic Relief, MADE in Europe, Human Appeal International, Zaytoun, Palestine Solidarity Campaign, Muslim Aid i Federation of Student Islamic Societies. 

Oto przykład z witryny internetowej międzywyznaniowej grupy roboczej Stand for Peace, która śledzi “partnerstwo Muslim Aid z Oxfamem.

Oxfam przeprowadził szereg imprez i kampanii wspólnie z Muslim Aid . . . trzy różne agencje wywiadowcze z Bangladeszu zaliczają Muslim Aid do jednej z tych NGO, które finansują i promują islamski terroryzm w Bangladeszu… Według własnych danych Muslim Aid, organizacja ta dała 325 tysięcy funtów Islamskiemu Uniwersytetowi w Gazie, gdzie wykładają czołowe postaci Hamasu; i 13 998 funtów al-Ihsan Charitable Society, uznanemu przez rząd USA za „sponsora terroryzmu” oraz frontową organizację dla grup terrorystycznych Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu. Źródła z sił bezpieczeństwa twierdzą także, że Muslim Aid pomogła kwotą 210 600 funtów sześciu innym organizacjom w Strefie Gazy od lipca 2009 r., które wszystkie są związane z Hamasem… Hamas jest organizacją zakazaną w całej UE jako organizacja terrorystyczna.

Nie ulega wątpliwości, że to tylko czubek góry lodowej.

26 marca 2014 r. Shurat Ha Din, mieszczący się w Jerozolimie ośrodek praw człowieka opublikował raportopisujący bezpośrednią podobno pomoc Oxfamu dla zakazanej grupy terrorystycznej, Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (LFWP). Mówiąc w imieniu Shurat Ha Din, prawniczka Nitsana Darshan-Leitner powiedziała:

Zarówno UHWC (Związek Komitetów Pracowników Służby Zdrowia) i UAWC (Związek Komitetów Pracowników Rolnych) są dobrze znane ze swojego bliskiego związki z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny… winnym licznych bombowych zamachów samobójczych, porywania samolotów i morderstw… są (one) finansowane i kierowane przez personel dostarczony przez tę grupę terrorystyczną.

Powiedziała następnie, że jeśli Oxfam bezpośrednio lub choćby pośrednio finansuje te dwa związki, jej organizacja zaskarży go do sądu. Jeszcze nie wykonała tej groźby. Twierdziłbym, że nie jest to zadanie dla izraelskiej NGO, ponieważ te grupy terrorystyczne łamią prawa brytyjskie. Brytyjscy obywatele muszą zapewnić rządy własnego prawa we własnym kraju.

To, co widzimy, jest bardzo subtelne i dwulicowe. Oficjalnie, kiedy Oxfam używa własnego głosu, mówi, że uznaje prawo Izraela do istnienia. Niemniej, także oficjalnie, kiedy wchodzi w partnerstwo z innymi organizacjami, które nawołują do unicestwienia „tworu syjonistycznego”, pozwala swoim partnerom na wzywanie do położenia kresu Izraelowi, udając, że jest bardzo miłym dzieckiem, które po prostu zadaje się ze szkolnymi zabijakami („partnerami” Oxfamu) i nie reaguje, kiedy zabijaki biją inne dzieci. 

Dlaczego władze brytyjskie milczą na temat Oxfamu? Dlaczego nie prowadzą dochodzenia w sprawie jego działalności? Czy boją się, że jeśli zaskarżą Oxfam za jego nikczemną aprobatę i wsparcie dla bliskowschodnich grup terrorystycznych, Jeremy Corbyn zamieni to w katastrofę public relations dla brytyjskiej premier, Theresy May? Bardzo prawdopodobnie. 


Geoffrey Clarfield

Kanadyjski antropolog zajmujący się Afryką i Bliskim Wschodem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


PAYPAL CLOSES ACCOUNT OF FRENCH BDS ORGANIZATION

PAYPAL CLOSES ACCOUNT OF FRENCH BDS ORGANIZATION

BENJAMIN WEINTHAL


France has one of the most robust anti-BDS laws in Europe

Protesters hold abanner that reads “Boycott Israel” during a pro-Palestinian demonstration in Paris. (photo credit: AFP PHOTO / DOMINIQUE FAGET)

The US online payment company PayPal closed the account of one of France’s most powerful boycott Israel organizations – the France-Palestine Solidarity Association – The Jerusalem Post learned on Friday.

As part of an investigative series into funding streams for Boycott, Divestment, Sanctions organizations targeting Israel, the Post had asked PayPal on Tuesday: Is the association’s account with PayPal in violation of France’s anti-discrimination law? Is the account in violation of PayPal’s anti-hate policy? France has one of the most robust anti-BDS laws in Europe, the Lellouche Law, which bans discrimination based on national origin.

Paul Furia, a spokesman for the French Foreign Ministry, told the Post that “I can’t comment specifically on the AFPS [the France-Palestine Solidarity Association] PayPal account, nor speak on behalf of the company to tell you whether or not the account should be canceled.

“However, I want to point out that calling to boycott of Israel is indeed illegal in France. Several decisions of the highest criminal court [the Cour de Cassation] confirmed that calling to boycott breaks the law and constitutes an ‘incitation to discrimination or hate based on national origin or religion.’” A PayPal representative told the Post on Friday: “Due to customer confidentiality, we cannot comment on the details of any specific PayPal account. However, we would like to stress that PayPal has zero tolerance for the use of our secure payments platform to facilitate illegal activities. We make every effort to comply with laws and regulations around the world. Compliance with these laws is something we take very seriously. We carefully review questionable activities reported to us, and discontinue our relationship with account holders found to violate our policies.”

After a Post 2016 exposé of another BDS organization – Campagne BDS France – PayPal and banking giant Credit Mutuel closed the group’s accounts amid escalating criticism over its illegal practices.

The Israeli government published in early January a list of 20 BDS organizations, which included Campagne BDS France and the France-Palestine Solidarity Association, that are banned from entering the Jewish state. Strategic Affairs Minister Gilad Erdan said at the time: “The boycott organizations need to know that the State of Israel will act against them and not allow them entry to harm our citizens,” adding, “No nation would have permitted entry to critics coming to harm the country.”

The France-Palestine Solidarity Association said, “The members of France-Palestine Solidarity Association are attached to the right of peoples to self-determination and to the defense of the individual. Their purpose is to develop solidarity with the Palestinian people and to support them particularly in their fight for the fulfillment of their national rights.”

According to a January 2017 report by the Jerusalem-based NGO Monitor, the France-Palestine Solidarity Association “does not publish financial information, reflecting a lack of transparency and accountability,” and the association “receives government funding from the French government through different governmental bodies.”

The French Development Agency gave the association €320,000 for 2017-2019, NGO Monitor wrote.

NGO Monitor documented the France-Palestine Solidarity Association’s anti-Israel and allegedly antisemitic language, including calling the Gaza Strip an “extermination camp” due to the “criminal Israeli government – and all those who support it… the small ‘angels of death’ who are sheltered there to continue their experiments and envision the ‘final solution.’” THE ASSOCIATION accuses Israel of ethnic cleansing and apartheid, and calls for it to “Stop hunting Palestinian children!” wrote NGO Monitor. The NGO Monitor research document provides links to the association’s website in connection with its anti-Israel rhetoric.

The France-Palestine Solidarity Association terms Israel’s West Bank security barrier an “apartheid” wall.

According to the association, Israeli policies “institutionalize a military and colonial domination over the Palestinian people in order to exploit them and make them disappear as a people, by decomposing it, transferring its population and/or forcing it to exile. This matches the notion of ‘sociocide.’” NGO Monitor wrote that the association legitimizes the use of armed struggle as a means for Palestinian liberation and states that Israel “deploys a state terrorism in the name of preventive war.”

French MP Meyer Habib told the Post on Thursday: “According to Article 225-2 of French Criminal Code, French law prohibits all forms of call for economic boycott ‘on the basis of race, religion or national origin.’” He added that “the jurisprudence of the French Court of Cassation of October 20, 2015, is perfectly clear in this matter as well. This rule applies to all economic players, including banks. In the light of the above, Credit Mutuel closed BDS France’s account in May 2016.

“Truly, AFPS [the France-Palestine Solidarity Association] is part of the BDS movement and promotes discrimination against Israelis because of their national origin. Under the cover of charitable activities for the Palestinian people, they try to circumvent national anti-discrimination regulation in order to promote boycott and hatred of Israel,” he said.

Habib continued, “As a French MP, representing the 150,000 French nationals residing in Israel, I fight fiercely against all forms of hatred toward Israel.

“Generally speaking, I am absolutely certain that anti-Zionism is the new face of antisemitism. I believe that AFPS’s real activity must be unmasked, and that its bank accounts should be closed in accordance with the law.”

Marc A. Greendorfer, the head of the US-based Zachor Legal Institute, which combats BDS activity, filed a complaint with PayPal on Tuesday for providing accounts to the France-Palestine Solidarity Association and the German neo-Nazi organization The Third Way.

“On behalf of Zachor Legal Institute, a civil rights legal foundation, we would like to report two violations of your acceptable use policy,” Greendorfer wrote.

“The accounts for the entities listed below violate the AUP, as they promote hate and racial intolerance. Each of these accounts promotes antisemitism and national origin discrimination through their promotion of the so-called ‘Boycott, Sanction, Divestment’ movement that targets Israel and those of Israeli origin. Please advise us of your position on this report,” he wrote.

The France-Palestine Solidarity Association did not immediately respond to Post queries.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


A Photographer’s Forgotten Muse on the French Riviera

A Photographer’s Forgotten Muse on the French Riviera

MESSYNESSY


There was definitely something about Renée. When the legendary French photographer Jacques-Henri Lartigue met her while strolling the streets of Paris in 1930, he fell in love instantly. Tall, chic and hiding coquettishly under a wide elegant hat, he nicknamed her the ‘parasol’. Together they embarked on what Lartigue remembers as an “eternal vacation”, a dreamlike two-year holiday in the South of France, where he documented her riviera style and endlessly photogenic form. She became his Mona Lisa, but just like Da Vinci’s muse, we know very little about Renée Perle. After the couple’s affair ended in 1932, it’s as if she vanished from the world, having only existed in that beautiful but brief snapshot of time through the lens of her lost lover…

 

We know that Renée came from a Romanian-Jewish background and when she arrived in Paris, she started out as a model in Paris for the French couturier, Doeuillet. She appears to have escaped the Nazi invasion of World War II, later married, and according to records, Renée passed away in 1977 in the South of France where her young romance had been immortalised. In the year 2000, her descendants quietly released 340 unseen photographs documenting her relationship with Lartigue for auction. Renée had preciously held onto them for nearly 50 years up until her death.

read more: A Photographer’s Forgotten Muse on the French Riviera


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:

webmaster@reunion68.com

 


Psychoza oblężonej twierdzy

Psychoza oblężonej twierdzy

Łukasz Pawłowski


Radosław Sikorski – polski polityk, politolog oraz dziennikarz. W latach 2005–2007 minister obrony narodowej i senator VI kadencji, w latach 2007–2015 poseł na Sejm VI i VII kadencji, w latach 2007–2014 minister spraw zagranicznych, w latach 2010–2014 przewodniczący Komitetu do Spraw Europejskich, w latach 2010–2016 wiceprzewodniczący PO, w latach 2014–2015 marszałek Sejmu VII kadencji. / foto: Krzysztof Dubiel

„Wypaliły się emocje smoleńskie, więc Jarosław Kaczyński potrzebuje nowego paliwa do budowania psychozy oblężonej twierdzy. I właśnie znalazł”, mówi Radosław Sikorski.

Łukasz Pawłowski: Jak jest?

Radosław Sikorski: Od samego patrzenia aż zęby bolą.

To znaczy? Na jakim etapie jesteśmy po kilku dniach kryzysu, jaki wywołała nowelizacja ustawy o IPN-ie?

Badamy kolejne dna katastrofy wizerunkowej.

Tak mówią wyłącznie antyrządowe media i dyplomaci przyzwyczajeni do tego, że Polska prowadzi politykę na kolanach. W rzeczywistości nic się nie stało, mówią zwolennicy działań PiS-u.

W rzeczywistości stało się to, że zamiast zgasić temat i nawyk słowny do mówienia za granicą o „polskich obozach”, zwielokrotniliśmy jego popularność. Jeśli celem było zadbanie o dobre imię Polski, to osiągnęliśmy efekt zdecydowanie odwrotny do zamierzonego.

I znów nieprawda, słyszymy. Ważne jest to, że wreszcie podjęto temat historycznych przekłamań i jakieś działania dla ich ukrócenia.

Nawet jeśli intencje były szlachetne, to efekt jest opłakany. Klasyczny polski sposób działania. Autorzy decyzji o powstaniu warszawskim czy listopadowym też mieli dobre intencje. Ale mnie bardziej interesują skutki, a te są fatalne.

Być może teraz musimy stawić czoła burzy, ale ona w końcu minie, ustawa „zaskoczy” i wtedy przyjdzie czas na pozytywne skutki.

Jakie skutki? Jeżeli poseł Knesetu Jair Lapid ponownie skłamie, że Polacy zabili jego babcię, to ktoś doniesie do IPN-u, IPN zgłosi sprawę do sądu, sąd wyda wyrok i co? Wyślemy do Izraela jednostkę GROM, żeby sprowadziła Lapida do polskiego więzienia?

Fot. MaxPixel.com, [CC0]

Po co w takim razie ustawa, której nie da się egzekwować?

Ustawa leżała w zamrażarce przez kilkanaście miesięcy i została wyciągnięta, kiedy trzeba było przykryć sprawę polskich hitlerowców oraz ich związków z partiami rządzącymi.

Naprawdę pan sądzi, że wywołano tak wielką burzę i międzynarodowy kryzys dyplomatyczny po to, żeby przykryć jeden materiał TVN-u?

Chciano pokazać środowiskom skrajnie prawicowym, że rząd jest z nimi, a burza wyszła z braku wyobraźni. Przypominam, że poprzednie rządy także zastanawiały się, jak propagować wiedzę o polskiej historii. I zamiast uważać, że jest się pierwszym i ostatnim patriotycznym polskim rządem, lepiej było się zaznajomić ze stanem dotychczasowych prac.

Odpowiadałem za promocję Polski za granicą jeszcze w rządzie AWS–Unia Wolności w latach 1997–2001, gdy ministrami spraw zagranicznych byli Bronisław Geremek i Władysław Bartoszewski. Wtedy też mieliśmy różne śmiałe pomysły, aby ludzi naruszających dobre imię Polski pozywać do sądu w różnych krajach. Ale przez wiele lat i po staraniach setek ludzi te plany musiały zostać zweryfikowane. Okazało się, że składanie takich zawiadomień do sądu jest możliwe w niektórych jurysdykcjach, ale w większości nie. Na przykład w Stanach Zjednoczonych nie tylko nie można za coś takiego pozwać, ale państwo polskie nie mogłoby być stroną procesu.

Ale problemu polegającego na stosowaniu terminu „polskie obozy śmierci” nie udało się wyeliminować.

Gdy byłem szefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, podjęliśmy około tysiąca interwencji na całym świecie i to przynosiło efekty. Jeśli agencja Associated Press czy tygodnik „The Economist” wpisują sobie do oficjalnych wytycznych dla dziennikarzy, że należy pisać „niemieckie, nazistowskie obozy w okupowanej Polsce”, to znaczy, że wszyscy dziennikarze tych ważnych mediów, a także ci, dla których są one wiarygodne, zyskują tę wiedzę.

Przypomnę też, że to nie krasnoludki, ale starania polskich patriotów doprowadziły do tego, że UNESCO z poparciem Izraela i środowisk żydowskich uznało oficjalną nazwę obozu w Auschwitz jako „niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady”. To, że w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie są rzetelne ekspozycje dotyczące historii Polski, jest wynikiem dziesiątek lat pracy tysięcy ludzi dobrej woli. A nie dwóch chłystków z obecnego Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy myślą, że wszystko zmienią głosowaniem o północy.

Co jeszcze można zrobić?

W części krajów istnieją rady do spraw rzetelności mediów. W Australii udało nam się doprowadzić do tego, żeby taka rada wydała specjalne oświadczenie o tym, jak pisać na temat niemieckich nazistowskich obozów na terenie Polski.

Z kolei badanie, które zamówiłem jako szef MSZ-u na temat obecności Polski w podręcznikach historii na całym świecie, pokazało, że największym problemem nie jest dezinformacja na nasz temat, ale kompletna niewiedza. I że fakty są bardzo rzetelnie przedstawiane w Niemczech, ale – zgodnie z imperialistyczną doktryną – bardzo zakłamane w Rosji. Co zaskakujące, bardzo wiele pozytywnych odniesień do historii Polski jest w podręcznikach japońskich. Ale już na przykład w Wielkiej Brytanii Polska wyłania się z mroku dziejów dopiero przy okazji zaborów, a potem II wojny światowej.

Wiceminister z mojej ekipy, Janusz Cisek, odkrył, że co kilka lat odbywa się kongres historyków zajmujących się pisaniem podręczników. Wystarczy ten kongres zaprosić do Polski, przekazać im solidną dawkę wiedzy o Polsce i sprawić, żeby te skojarzenia z Polską były jak najlepsze. Przez kolejne lata takie podejście przynosiło dywidendy.

Radosław Sikorski: W naszym interesie jest przekonanie amerykańskich Żydów – z których 80 proc. pochodzi z terenów Rzeczpospolitej – że w gruncie rzeczy są częścią polskiej diaspory. Musimy mówić amerykańskim Żydom, że są trochę Polakami.

Ale ja pytam, co należy robić, kiedy ktoś konkretny w kraju takim jak Stany Zjednoczone publikuje słowa krzywdzące dla Polski? Jeśli nie można go pozwać, jak się zachować?

W moim exposé na temat Polonii, które wygłosiłem w Senacie w roku 2014, proponowałem dość rewolucyjne rozwiązanie, które spotkało się z natychmiastowym odporem senatorów PiS-u. Ale nadal uważam tę propozycję za zgodną z polskim interesem narodowym. Przekonywałem, że koncept Polonii powinien zostać znacząco rozszerzony, a symbolem tej zmiany może być zmiana nazwy na „diaspora polska”. Chodzi o to, żeby naszą solidarnością objąć wszystkie narody, które wywodzą się z ziem dawnej Rzeczpospolitej. W naszym interesie jest przekonanie amerykańskich Żydów – z których 80 proc. pochodzi z terenów I Rzeczpospolitej – że w gruncie rzeczy są częścią polskiej diaspory. I że polskość i żydowskość nie są pojęciami sprzecznymi, a kilkaset lat mieszkania obok siebie stworzyło między społecznościami unikalne więzi. Musimy mówić amerykańskim Żydom, że są trochę Polakami.

Wyobraża pan sobie, że taka polityka byłaby skuteczna?

Nie była bez szans. Amerykański Komitet Żydowski [ang. American Jewish Comittee] konsekwentnie popierał starania Polski o przyjęcie do NATO. Tysiące amerykańskich Żydów stara się dziś o polskie paszporty, bo są to paszporty unijne. Na przykład pan Daniel Pipes, syn Richarda Pipesa, słynnego sowietologa. Pipes paszport dostał i odkrył, że coś, co miało być tylko biurokratycznym ułatwieniem, dla jego córek stało się impulsem do szukania swoich korzeni. Polska w społeczności żydowskiej wywołuje emocje i od nas zależy, jaka będzie w tych emocjach proporcja dobrych, a jaka złych.

PiS twierdzi, że za całą aferą dotyczącą ustawy o IPN-ie stoją nie emocje, ale nagi interes dotyczący zwrotu majątków.

W Polsce komunalna własność żydowska – jak synagogi czy cmentarze – została już oddana. A Stany Zjednoczone mają wyjątkowo słabą podstawę do upominania się o mienie w Polsce. Roszczenia obywateli amerykańskich zostały spłacone jeszcze w latach 60. Umowa, którą wówczas podpisano, mówi wyraźnie, że od tej pory wszystkie roszczenia obywateli amerykańskich powinny być kierowane pod adresem Departamentu Stanu.

Kiedy dyplomaci amerykańscy zaczęli ponownie tę sprawę podnosić, powiedziałem publicznie, że jeśli Stany Zjednoczone chciały zrobić coś dla polskich Żydów, to właściwym momentem były lata 1943–1944, kiedy znaczna ich część wciąż jeszcze żyła i gdy Polska ustami Jana Karskiego o to błagała. Dziś te interwencje są cokolwiek spóźnione.

Jak wyjść z obecnego kryzysu? Widzimy, że politycy w Izraelu wykorzystują sytuację dla własnych celów politycznych, a ich reakcje i wypowiedzi są – delikatnie mówiąc – niesprawiedliwe.

Likud, czyli partia premiera Benjamina Netanjahu, to izraelski odpowiednik PiS-u. Obydwa ugrupowania uwielbiają używać historii do bieżących celów politycznych. Premier Netanjahu zasłynął swego czasu tym, że za Holokaust próbował obwiniać Palestyńczyków, twierdząc, że Hitlera do wymordowania Żydów namawiał mufti Jerozolimy. Teraz ścieżki Likudu i PiS-u się skrzyżowały.

Naciski na Polskę płyną nie tylko z Izraela. Amerykański Departament Stanu czy niektórzy kongresmani również wzywają do przemyślenia tej ustawy.

Szkody, jakie już zostały wyrządzone, będą trwały przez lata. Chodzi przecież nie tylko o działania polskich władz, lecz także o emocje, jakie wywołały one w części radykalnego elektoratu. Nie sposób zaprzeczyć, że w Polsce po raz kolejny wybiło antysemickie szambo. I to przy bierności nie tylko polityków partii rządzącej, ale i Kościoła katolickiego, który uwielbia wypowiadać się o in vitro, ale o tym, skąd pochodzili założyciele jego religii, milczy.

Radosław Sikorski: Jeśli Stany Zjednoczone chciały zrobić coś dla polskich Żydów, to właściwym momentem były lata 1943–1944, kiedy znaczna ich część wciąż jeszcze żyła i gdy Polska ustami Jana Karskiego o to błagała.

Co mogą zrobić polscy dyplomaci? Pan chwalił nominację Jacka Czaputowicza na szefa MSZ-u, a przynajmniej wypowiadał się o niej z nadzieją.

Jacek Czaputowicz nie ma na to żadnego wpływu, bo podstawowa decyzja należy dla prezydenta – czy podpisze ustawę i czy wejdzie ona w życie. Przypomnijmy raz jeszcze, że nie byłoby żadnego problemu, gdyby prawo zostało zaprojektowane zgodnie z deklaracjami – czyli było napiętnowaniem stosowania frazy „polskie obozy śmierci”. Gdybyśmy napisali prawo karzące za używanie tego konkretnego zwrotu, nikt nie miałby do polskiego rządu pretensji. Ale jego nawet w ustawie nie ma.

Mleko już się rozlało. Co można zrobić w warunkach, w jakich się znaleźliśmy?

Po pierwsze, nie podpisywać. Jeśli doszliśmy do wniosku, że coś nam szkodzi, bo jest nieprofesjonalne, niemożliwe do wyegzekwowania i głupie, to po pierwsze należy ten proces zatrzymać.

A potem odkręcać?

Niedawno dostaliśmy z żoną maila od syna znajomych z Kalifornii, któremu nagle na facebookowym profilu pojawiła się informacja od KPRM ze zdaniem z orędzia premiera Morawieckiego o tym, że obozy zagłady były niemieckie. Napisał do nas, pytając, co chodzi? Po pierwsze, twierdził, przecież wszyscy wiedzą, że były niemieckie, a po drugie, kiedy polski rząd wysyła takie informacje, to odnosi skutek odwrotny do zamierzonego – wywołuje wątpliwości. Niewykluczone więc, że polskie władze uruchomiły kolejną akcję marketingową i to na skalę globalną, która jednak może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.

Premier Morawiecki mówi o powoływaniu specjalnych zespołów badawczych…

Przecież ta sprawa nie jest kwestią akademicką, ale czysto polityczną! To próba mobilizacji części elektoratu. Wypaliły się emocje smoleńskie, więc Jarosław Kaczyński potrzebuje nowego paliwa do budowania psychozy oblężonej twierdzy. I właśnie znalazł. Bo chyba nie ma pan wątpliwości, że to Kaczyński wydał politykom PiS-u polecenie „ani kroku wstecz!”.

Stanowisko Jarosława Kaczyńskiego jest jasne – udzielił nawet wywiadu, w którym mówił, że liczy na podpis prezydenta.

To nie jest nic nowego. Podobną dyskusję mieliśmy po Marszu Niepodległości. Najwyższe władze PiS-u wyznają wiarę w niepokalaną niewinność historii polskiego narodu. Premier Szydło powiedziała kiedyś, że antysemityzm w Polsce nie występuje. To znaczy, że chcą budować naszą tożsamość na kłamstwie i jeszcze to kłamstwo kodyfikować.

Radosław Sikorski: Wypaliły się emocje smoleńskie, więc Jarosław Kaczyński potrzebuje nowego paliwa do budowania psychozy oblężonej twierdzy. I właśnie znalazł.

Rząd odpowiada, że chce bronić dobrego imienia. Słyszymy, że wśród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata najwięcej jest Polaków, a Żydom pomagano, mimo że groziła za to kara śmierci. To prawda.

Na arenie międzynarodowej możemy i powinniśmy przypominać, że byliśmy pierwszym krajem, który walczył z Hitlerem; że Holokaust wydarzył się nie dlatego, że o tym zdecydowali jacyś Polacy, ale dlatego, że Polska była za słaba i nie obroniła się przed Niemcami; i że na tyle, na ile pozwalał na to terror okupacyjny, wielu Polaków starało się pomóc, choć między Polakami zdarzały się też kanalie. To wszystko możemy międzynarodowej publiczności wytłumaczyć. Ale robienie z siebie narodu czystych jak łza bohaterów bez skazy nie przejdzie.

W rezultacie kontrowersji ostatnich dni, dowiedziałem się, nawet zbrodnia w Markowej, gdzie Niemcy zabili pomagającą Żydom rodzinę Ulmów, jest zarówno dowodem naszego poświęcenia, jak i kolaboracji. Na Ulmów donos złożył polski policjant, a niemiecką masakrę osłaniało kolejnych czterech polskich policjantów. Podziemie następnie wydało i wykonało wyrok na tym donosicielu, ale sam fakt, że musiało to zrobić, jest dowodem na to, że część Polaków kolaborowała. Konfrontowanie się z własną przeszłością jest przejawem elementarnej dojrzałości.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


How many Polish PR specialists does it take to defuse outrage

How many Polish PR specialists does it take
to defuse outrage over a Holocaust law?

MICHAŁ BRONIATOWSKI


Shocked by the reaction from Israel and the US, Warsaw seeks to set the record straight.

Polish Prime Minister Mateusz Morawiecki delivers a speech during the main ceremony marking the 73rd anniversary of the liberation of the Auschwitz concentration camp | Stanislaw Rozpedzik/EPA

WARSAW — Poland’s public relations counteroffensive against criticism of its new Holocaust law is becoming a bit of a PR joke.

Keen to restore calm after a wave of attacks on a controversial law that makes it a criminal offense to tie Poland to the wartime crimes of Nazi Germany, Prime Minister Mateusz Morawiecki last week delivered a solemn prime-time speech in which he stressed that Poland does indeed respect the memory of those who died in the Holocaust.

Alas, when the speech was uploaded to YouTube and translated into English, the following appeared onscreen: “Camps where millions of Jews were murdered were Polish.”

The law makes it a crime to say concentration camps were Polish, not German.

The government had to issue a correction that there was a missing word — “not” — in that sentence in the PM’s speech.

But then when Morawiecki recorded an English version of the address, with the “not” now included, he said that Germans were responsible for all World War II crimes, including the murder of thousands of Polish officers at the Katyń. This atrocity, in fact, was committed by the Soviet Union, though Poland’s communist-era government did blame the Germans for it.

By week’s end, the prime minister’s office organized a press tour for foreign correspondents that was intended to show how difficult and risky it was for Poles to save Jews during the war (POLITICO wasn’t invited). The reporters were taken to the southeastern village of Markowa, where he showed them a new museum devoted to a Polish family who were executed — adults and children alike — for sheltering Jews.

Some of the reporters found out that the family was shopped to the Gestapo by their Polish neighbor and the firing squad included Polish officers — exactly the kind of events that the new Polish law would forbid speaking about.

The journalists were fed omelette with Kiełbasa, a Polish sausage made with pork (a curious choice on a trip the purpose of which was to make clear that the government has nothing against Jews). There were some Jewish reporters on the trip.

The purpose of the legislation, which was adopted by the Polish Senate early Thursday morning, is to counter accusations of Polish anti-Semitism during the war, which the government sees as an unfair slur.

But the international furor over the law, including by Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, has ended up projecting a different impression.

Beata Mazurek, spokesperson of the ruling Law and Justice party, retweeted a comment about the Israeli ambassador’s critical reaction to the law, saying that: “What the Israeli ambassador did makes it difficult for me to look at Jews with kindness and sympathy.”

 

A prominent pro-government journalist called Israeli parliamentarians “greedy scabs” while another state TV journalist called on Polish Jews who don’t like the law to move to Israel. Neither has apologized.

Speaking to reporters in Markowa, Morawiecki was unrepentant: “It is our government that made more efforts than any previous government to mend Polish-Israeli relations,” he said, according to a journalist on the trip.

Polish President Andrzej Duda has until February 21 to decide whether to sign the Holocaust bill into law.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com