Archive | May 2018

Zasłona dymna: sześć tygodni przemocy na granicy Gazy

Zasłona dymna: sześć tygodni przemocy na granicy Gazy

Richard Kemp
tłumaczenie: Małgorzata i Andrzej Koraszewscy


Bojówkarze Hamasu podpalili tysiące opon, tworząc zasłonę dymną, by ukryć swoje ruchy ku granicy Izraela. Bojówkarze z bronią ukrywają się w grupach cywilów, szukając okazji na przełamanie bariery granicznej i wdarcie się do Izraela. (Zdjęcie: HLMG/IDF)

Od 30 marca Hamas organizuje przemoc na dużą skalę na granicy między Gazą a Izraelem. Główne wybuchy przemocy na ogół mają miejsce w piątki, po modlitwach w meczetach, kiedy wielokrotnie widzieliśmy skoordynowane działania tłumów liczących do 40 tysięcy ludzi w pięciu odrębnych obszarach przygranicznych. Przemoc i agresywne akcje, włącznie z konkretnymi aktami terroru przy użyciu ładunków wybuchowych i broni palnej, zdarzały się także w tym okresie w innych dniach.

Doskonały sztorm

Hamas zamierza kontynuować tę przemoc do 14 lub 15 maja 2018 r. 15 maja jest dniem, w którym chcą upamiętnić 70. Rocznicę Dnia „Nakby” – Dnia “Katastrofy” po ogłoszeniu przez Izrael państwowości. Krążą jednak pogłoski, że nasilenie przemocy jest teraz planowane na 14 maja, na dzień otwarcia ambasady USA w Jerozolimie. Oczekuje się, że przemoc sięgnie szczytu w jeden z tych dwóch dni (albo w oba), co zbiega się nie tylko z Dniem Nakby i otwarciem ambasady, ale także z początkiem islamskiego miesiąca ramadanu, kiedy zazwyczaj wzrasta przemoc na Bliskim Wschodzie i w innych miejscach.

Hamas planuje obecnie zmobilizowanie do 200 tysięcy ludzi na granicy Gazy, co – jeśli im się uda – będzie ponad dwukrotnością największej liczby widzianej uprzednio. Hamas jest także zdecydowany wzniecić większą przemoc niż kiedykolwiek wcześniej i dokonać znacznych wyłomów w barierze granicznej. W obliczu takich starań jest prawdopodobne, że będzie bardzo wysoka liczba ofiar śmiertelnych wśród Palestyńczyków.

W dodatku do obszaru granicznego są palestyńskie plany wzniecenia w tym samym czasie znacznej przemocy gdzie indziej, w tym w Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu. Chociaż 15 maja był pierwotnie zamierzony jako kulminacja sześciu tygodni przemocy na granicy Gazy, Palestyńczycy oznajmili niedawno o swoim zamiarze utrzymywania agresji na granicy przez cały miesiąc ramadan.

Pretekst i rzeczywistość

Przemoc w Gazie została zorganizowana pod pretekstem „Wielkiego Marszu Powrotu”, demonstracji w celu przyciągnięcia uwagi do tego, co przywódcy palestyńscy uważają za prawo powrotu ich ludności do domów w Izraelu. Wyraźnie zapowiedzianym zamiarem było nie tylko demonstrowanie, ale masowe przedarcie się przez granicę i marsz tysięcy ludzi przez państwo Izrael.

Intencją “prawa powrotu” nie jest w rzeczywistości realizacja takiego „prawa”, które jest zresztą mocno kwestionowane, a w każdym razie ma podlegać końcowym negocjacjom. Intencja ta jest doskonale rozumiana jako wieloletnia polityka arabska w celu wyeliminowania państwa Izrael i, oczywiście, jest ono stale odrzucane przez rządy izraelskie.

Rzeczywistym celem przemocy Hamasu jest kontynuowanie ich strategii budzenia i nasilania międzynarodowego oburzenia, szkalowania, izolacji i penalizacji państwa Izrael i jego przedstawicieli. Do tej strategii należy tworzenie sytuacji, które zmuszają IDF do odpowiedzi z śmiertelną siłą, żeby widziano ich jako tych, którzy zabijają i ranią „niewinnych” palestyńskich cywilów.

Terrorystyczne taktyki Hamasu

W ramach tej strategii Hamas używa całego wachlarza taktyk, wśród których jest odpalanie rakiet z Gazy na izraelskie centra ludności i budowa wyrafinowanych tuneli pod granicą Gazy, by atakować pobliskie społeczności izraelskie. Krytycznym elementem tych taktyk jest użycie Palestyńczyków jako ludzkiej tarczy – cywilów, często kobiet i dzieci, którzy są albo zmuszeni, albo dobrowolnie są obecni w miejscach, skąd Hamas rozpoczyna ataki lub skąd atakami dowodzi; albo gdzie znajdują się bojówkarze lub magazyny sprzętu bojowego i amunicji; wszystko to w celu potencjalnych szkód wyrządzonych tym cywilom przez militarną odpowiedź Izraela.

W niektórych wypadkach, włącznie z obecną falą przemocy, widzieliśmy Hamas przedstawiający swoich bojówkarzy jako niewinnych cywilów; liczne fałszywe incydenty – zainscenizowane i sfilmowane – które rzekomo pokazują cywilów zabitych i rannych przez siły izraelskie; oraz filmy z przemocy w innych miejscach świata, np. Syrii, przedstawiane jako przemoc Izraela wobec Palestyńczyków.

Ta sama strategia, nowa taktyka

Po użyciu rakiet i tuneli terroru w trzech dużych konfliktach z Gazie (2008-2009, 2012 i 2014), jak również w innych, bardziej izolowanych incydentach, obserwujemy teraz używanie nowej taktyki z tym samym podstawowym celem. Jest nią organizowanie wielkich demonstracji z agresywnymi działaniami, by skłonić Izraelczyków do akcji defensywnych, które prowadzą do zabijania i ranienia cywilów Gazy, mimo usilnych starań IDF, by uniknąć takich cywilnych ofiar.

Pod pewnymi względami ta taktyka jest skuteczniejsza niż użycie rakiet i tuneli terroru, ponieważ główna grupa docelowa tych działań – przywódcy polityczni, organizacje międzynarodowe (np. ONZ, UE), grupy praw człowieka i media – odmawia zrozumienia konieczności użycia śmiercionośnej siły przeciwko temu, co fałszywie przedstawiane jest jako pokojowe demonstracje, które mogą porównać z demonstracjami w ich mieście.

Jak zawsze, wielu ludzi w tej głównej grupie docelowej jest gotowych i chętnych do nabrania się na tę sztuczkę. Od początku tego wybuchu przemocy widzieliśmy zajadłe potępienia ze strony ONZ, UE i ICC; ze strony wielu rządów i organizacji praw człowieka, włącznie z Amnesty International i Human Right Watch; i ze strony wielu gazet, stacji radiowych i telewizyjnych. Były tam żądania międzynarodowego dochodzenia w sprawie oskarżeń o bezprawne zabijanie i o łamanie międzynarodowego prawa humanitarnego przez IDF.


Taktyki Hamasu w terenie

Taktyką Hamasu w tych starannie zaplanowanych i zorganizowanych operacjach militarnych jest zgromadzenie tłumów w punktach przy granicy i posłanie swoich bojówkarzy, jak również grup cywilów, by podeszli do bariery granicznej i przełamali ją. Używają zasłon dymnych stworzonych przez tysiące palących się opon, by ukryć swoje ruchy ku granicy (i dość nieskutecznie próbowali używać luster, by oślepić obserwatorów IDF i snajperów). Używali także płonących opon i bomb benzynowych w próbach przedarcia się w różnych miejscach przez barierę graniczną, która zawiera elementy z drewna.

W piątek 4 maja wśród około 10 tysięcy Palestyńczyków uczestniczących w pełnych przemocy demonstracjach wzdłuż granicy, setki uczestników zamieszek zdemolowały i podpaliły palestyńską stronę przejścia granicznego dla dóbr humanitarnych, Kerem Szalom. Zniszczyli rurociągi transportujące gaz i paliwo z Izraela do Strefy Gazy. Ta niszczycielska akcja przeciwko przejściu granicznemu powtórzyła się w piątek 14 maja. Także 4 maja żołnierze IDF udaremnili dwie próby wdarcia się do Izraela w dwóch różnych miejscach. W innych wypadkach IDF aresztowały tych, którzy próbowali infiltracji.

W dodatku Hamas i jego kohorty dostarczyli bosaki, liny, szczypce do cięcia drutu i inne narzędzia, by rozmontować barierę graniczną. Użyli dronów, potencjalnie zabójczych, specjalnych proc do miotania kamieni na żołnierzy, broni palnej i improwizowanych bomb, by zabijać izraelskich żołnierzy i przedrzeć się przez granicę.

Latawce z bombami zapalającymi i zapalające balony

Palące się latawce są wysyłane z Gazy przez granicę z zamiarem podpalenia pól uprawnych i trawy po stronie izraelskiej, by spowodować straty gospodarcze i zabijać oraz okaleczać. To może brzmieć jak prymitywna i wręcz godna śmiechu broń, niemniej 4 maja Palestyńczycy przygotowali setki latawców z bombami zapalającymi, zamierzając wysłać je chmarami na Izrael, wykorzystując intensywną falę upałów i zagrożenie pożarowe. Tylko niesprzyjający wiatr zapobiegł ich wypuszczeniu i potencjalnym poważnym szkodom.

W kilkunastu wypadkach palące się latawce spowodowały wybuchy pożarów. Na przykład, 16 kwietnia spaliło się pole pszenicy po izraelskiej stronie granicy. 2 maja latawiec z bombą zapalającą wypuszczony z Gazy spowodował wielki pożar w lesie Be’eri, w którym spłonęły olbrzymie przestrzenie leśne i do opanowania którego potrzeba było 10 zespołów strażackich. Hamas próbował także zapalających balonów, włącznie z balonem wypuszczonym 7 maja na pole pszenicy koło lasu Be’er. Izrael ocenia straty na kilka milionów szekli w wyniku pożarów spowodowanych przez latawce i balony.

Gdyby Hamas przedarł się przez granicę

Jak dotąd Hamasowi nie udało się w znaczącym stopniu naruszyć bariery granicznej. Gdyby to jednak zrobił, można oczekiwać, że staraliby się wysłać tysiące ludzi przez dokonane wyłomy. Wśród nich byliby uzbrojeni terroryści, których zamiarem jest dotarcie do izraelskich społeczności i przeprowadzenie masowych mordów i porwań.

Jedno z miejsc, gdzie Hamas próbował przedrzeć się przez granicę, jest w pobliżu kibucu Nahal Oz, zaledwie kilkaset metrów od granicy – odległość, którą uzbrojony bandyta nastawiony na mordowanie mógłby przebiec w 5 minut lub mniej.

Przy takim scenariuszu, z uzbrojonymi terrorystami nieodróżnialnymi od nieuzbrojonych cywilów, którzy sami też często stanowią zagrożenie, trudno dostrzec, jak IDF mogły uniknąć zadania ciężkich strat napastnikom w obronie swojego terytorium i swojej ludności.

Reakcja IDF: wyskalowana odpowiedź

Dlatego IDF musiały działać tak zdecydowanie – by nie dopuścić do powstania takiej sytuacji – włącznie z użyciem ostrej amunicji (która może być śmiertelna) i mimo ciężkiego i nieuniknionego międzynarodowego potępienia.

W reakcjach na poprzednie wybuchy przemocy IDF przyjęła wyskalowaną odpowiedź. Zrzucają z powietrza tysiące ulotek i używają SMS-ów, mediów społecznościowych, telefonów i audycji radiowych, by ostrzec ludzi w Gazie przed gromadzeniem się przy granicy i podchodzeniem do bariery granicznej. Skontaktowali się z właścicielami firm autobusowych w Gazie i prosili ich, by nie przewozili ludzi do granicy.

Kiedy te apele zostały zniweczone przez przymus, jaki Hamas zastosował wobec cywilnej populacji, IDF użyły gazu łzawiącego dla rozproszenia tłumów zbliżających się do granicy. W innowacyjnym staraniu zwiększenia precyzji i skuteczności, używali czasami dronów do dostarczenia gazu łzawiącego. Niemniej gaz łzawiący nie zawsze dostarcza rozwiązania, bo jego skuteczność ograniczają czas i warunki pogodowe oraz zdolność ludzi do łagodzenia jego najpoważniejszych skutków.

Następnie siły IDF użyły strzałów ostrzegawczych, wystrzelonych ponad głowami. Wreszcie i tylko, kiedy było to absolutnie konieczne (według ich reguł walki), użyto kul, których celem było raczej obezwładnienie niż zabicie. Chociaż w pewnych wypadkach strzelanie, by zabić, byłoby legalne, IDF utrzymuje, że także wówczas strzelają tylko po to, by obezwładnić (poza jasnymi wypadkami ataków militarnych, takich jak strzelanie do żołnierzy IDF). We wszystkich wypadkach siły IDF działają zgodnie ze standardowymi procedurami operacyjnymi, spisanymi tak, by pasowały do sytuacji, i zestawionymi we współpracy z rozmaitymi władzami IDF.

Niemniej wielu ludzi zginęło w wyniku strzelania i wielu więcej zostało rannych. Władze palestyńskie twierdzą, że do teraz około 50 ludzi zostało zabitych i są setki rannych. Z tych, którzy zostali zabici, Izrael ocenia, że 80% było aktywnymi terrorystami lub osobami z nimi związanymi. Cena – w ludzkim życiu, cierpieniu i negatywnej opinii publicznej – była niewątpliwie wysoka; ale  bariera graniczna nie została przełamana i w ten sposób uniknięto jeszcze wyższej ceny.

Międzynarodowe potępienie, żadnych rozwiązań

Wielu ludzi twierdzi, że Izrael powinien był działać inaczej w reakcji na to zagrożenie, włącznie w wysłannikiem ONZ na Bliski Wschód, Mladenovem, który potępił działania Izraela jako „oburzające”.  Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka, Zeid Ra’ad al-Hussein, potępił użycie „nadmiernej siły” przez Izrael. Prokurator ICC (Międzynarodowego Trybunału Karnego), Fatou Bensouda, stwierdziła, że „przemoc wobec cywilów – w sytuacji takiej, jaka obecnie panuje w Gazie – może stanowić zbrodnię według Statutu Rzymskiego ICC”.

Niemniej, mimo tych potępień, żaden z nich ani jakikolwiek inny ekspert, nie przedstawił jak dotąd realnego alternatywnego działania, by nie dopuścić do wdarcia się przemocą w granice Izraela.

Niektórzy utrzymywali, że wojska izraelskie użyły nadmiernej siły, ponieważ strzelały ostrą amunicją do demonstrantów, którzy nie stanowili bezpośredniego zagrożenia życia, włącznie z UE, która wyraziła niepokój wobec „użycia ostrej amunicji przez izraelskie siły bezpieczeństwa jako środek opanowania tłumu”. W rzeczywistości ci tak zwani „demonstranci” stanowili bezpośrednie zagrożenie życia.

Dzisiaj jest w pełni zaakceptowane w prawie międzynarodowym, że ostra amunicja może być użyta, kiedy istnieje poważne niebezpieczeństwo śmierci lub ran i gdzie inne środki nie potrafiły zneutralizować zagrożenia. Nie ma wymogu, by zagrożenie było „bezpośrednie” – raczej, taka siła może zostać użyta w momencie, kiedy staje się „bliskie”; tj., kiedy nie ma pośredniego etapu, w którym można zapobiec agresywnemu działaniu zanim staje się bezpośrednim zagrożeniem.

W rzeczywistości, w warunkach świadomie stworzonych przez Hamas, nie było skutecznego pośredniego kroku, jaki można by podjąć, poza strzelaniem do tych, którzy stanowili zagrożenie. Gdyby pozwolono tym ludziom (których naprawdę nie można określać mianem zaledwie „demonstrantów”) na dotarcie do bariery granicznej i przełamanie jej, byłoby to nie tylko bliskie, ale bezpośrednie zagrożenie życia, któremu można było zapobiec tylko przez spowodowanie wyższej liczby ofiar, jak wspomniano powyżej.

Odmowa zrozumienia przez społeczność międzynarodową

Ci, którzy głoszą, że IDF nie powinien w tej sytuacji używać ostrej amunicji, w rzeczywistości domagają się, by IDF czekał z działaniem póki dziesiątki tysięcy gotowych do przemocy bojówkarzy (a wśród nich terrorystów) wpadły na terytorium Izraela i znalazły się niebezpiecznie blisko izraelskich cywilów, sił bezpieczeństwa, budynków i urządzeń, by nie stosować precyzyjnie użytej siły  wobec jednostek stwarzających największe zagrożenie, w celu uniknięcia katastrofalnego scenariusza.

Niektórzy zapewniają, że nie mogli dostrzec żadnych dowodów na to, by „protestujący” używali broni palnej. Ci ludzie odmawiają zrozumienia, że tego typu konflikt nie jest konfliktem armii stojących naprzeciwko siebie i otwarcie demonstrujących swoją broń. W tych okolicznościach broń palna nie jest konieczna, żeby stworzyć zagrożenie. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę cele i modus operandi jest wręcz odwrotnie. Ich bronią są nożyce do przecinania zasieków, haki, sznury, zasłony dymne, podpalenia i ładunki wybuchowe.

Hamas poświęcił całe lata i miliony dolarów na budowanie terrorystycznych tuneli wchodzących na tereny Izraela używając łopat a nie karabinów. Tunele te jednak stanowią poważne zagrożenie dla Izraela. Obecnie, kontynuując budowanie tuneli terroru, podjęli próbę naziemną, używając swojej ludności  jako tarczy. Nie wyciągną karabinów, jeśli uda im się przedrzeć przez granicę. Żołnierz czekający aż zobaczy broń, wydałby wyrok śmierci na siebie i na tych cywilów, których on czy ona ma chronić.

Pojawiła się krytyka (w szczególności ze strony Human Rights Watch), że izraelscy politycy rzekomo dali zielone światło dla nielegalnych działań żołnierzy. Na przykład HRW cytuje komentarze Szefa Sztabu IDF, rzecznika premiera i Ministra Obrony jako dowody podżegania.

Najprawdopodobniej nie przyszło im do głowy, że ci politycy przekazują polecenia specjalnymi kanałami, a nie przez publiczne media i że te komentarze nie są instrukcjami dla wojska, ale ostrzeżeniami dla mieszkańców Gazy przekazywanymi, by zmniejszyć potrzebę użycia siły lub by uspokoić uzasadnione obawy Izraelczyków mieszkających w pobliżu granicy. Kiedy Szef Sztabu mówi, że rozmieścił na granicy stu snajperów, jest to informacja o wypełnieniu całkowicie uprawnionych obowiązków obrony kraju, a nie przyznanie intencji bezprawnego użycia siły.

Niektóre grupy obrony praw (w tym ponownie HRW) oraz dziennikarze w mediach krytykowali użycie siły przez IDF na podstawie doniesień, że nie było przypadków ranienia żołnierzy. Sugerują, że to wskazuje na „nieproporcjonalną” odpowiedź ze strony IDF. Jak to często się zdarza w komentarzach na temat operacji sił zachodnich, ci samozwańczy eksperci mylą realia operacji mających na celu zabezpieczenie bezpieczeństwa z dyktatem prawa. W rzeczywistości nie jest konieczne udokumentowane dokonanie krzywdy, by pokazać istnienie realnego zagrożenia. Fakt, że żadni żołnierze IDF nie zostali poważnie ranni, pokazuje ich wojskowy profesjonalizm, a nie brak zagrożenia.

Widzieliśmy również twierdzenia, że w sytuacji braku zbrojnego konfliktu, użycie siły w Gazie oceniane musi być w kontekście praw człowieka, a nie praw konfliktów zbrojnych. To fałszywe założenie, cała Gaza jest obszarem wojny utworzonym przez długotrwałą strategię Hamasu zbrojnej agresji przeciw państwu Izrael. Dlatego w tej sytuacji obydwa podejścia prawne mają zastosowanie, w zależności od dokładnie określonych okoliczności.

Jest zgodne z prawem wojny, kiedy IDF podejmuje akcje i zabija bojownika gdziekolwiek na terenie Gazy i to niezależnie, czy jest on w mundurze, czy jest w danym momencie uzbrojony, czy nie, czy stanowi lub nie stanowi natychmiastowego zagrożenia, czy atakuje, czy ucieka. W praktyce jednak, w obliczu gwałtownych zamieszek, IDF wydaje się działać w oparciu o założenie, że wszystkie osoby są cywilami (i tym samym nie stosują od razu śmiercionośnej siły) jak długo nie ma oczywistości, że jest inaczej.

Działanie na korzyść Hamasu

Pojawiło się wiele twierdzeń jakoby rząd izraelski odmawiał prowadzenia oficjalnych dochodzeń w sprawie poszczególnych przypadków śmierci. Również te twierdzenia są całkowicie fałszywe. Izraelczycy oświadczyli, że będą badali poszczególne incydenty korzystając z własnego, uznawanego na międzynarodowym forum systemu prawnego. To co izraelski rząd powiedział, to że odmawia  zgody na żądania międzynarodowego dochodzenia, tak samo jak by odmówiły Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy jakikolwiek inny rząd zachodniej demokracji.

Cała ta fałszywa krytyka działań Izraela, jak i groźby wszczęcia międzynarodowego dochodzenia, postawienia Izraela przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i przywołania światowej jurysdykcji przeciw izraelskim politykom zaangażowanym w działania zmierzające do opanowania sytuacji, są grą na korzyść Hamasu. Legalizują one używanie ludzkich tarcz i hamasowską strategię celowego prowokowania do ofiar wśród własnej ludności. Konsekwencje wykraczają daleko poza ten konflikt. Jak widzieliśmy podczas wcześniejszych wybuchów gwałtów i przemocy, podobne międzynarodowe reakcje, w tym nieuzasadnione potępienie, powodują nasilenie tego rodzaju taktyki i dalszy wzrost ofiar wśród cywilnej ludności na  świecie.

Czy przemoc będzie się nasilać?

Jak wspomniałem wcześniej jest prawdopodobne, że zobaczymy więcej ofiar śmiertelnych niż dotąd, kiedy kampania Hamasu osiągnie swoją planowaną kulminację w dniach 14 i 15 maja, potencjalnie wzrastając do zmasowanej liczby ofiar wśród Palestyńczyków. Jest również prawdopodobne, iż zobaczymy proporcjonalny wzrost potępień w mediach i przez organizacje międzynarodowe oraz grupy obrony praw człowieka. Te grupy kierujące się antyamerykańską i antyizraelską agendą z pewnością będą łączyły tę przemoc  z decyzją prezydenta Trumpa o otwarciu ambasady amerykańskiej w Jerozolimie.        

Przyszłe działania

Nowa taktyka Hamasu odniosła znaczący sukces w zwróceniu międzynarodowej społeczności przeciwko Izraelowi, powodując szkody w jego reputacji. Jest wysoce prawdopodobne, że również kiedy ta fala przemocy się zakończy, jej skutki będą nadal odczuwane.

Zapewne będą podejmowane dodatkowe wysiłki w celu zainicjowania potępień przez różne ciała ONZ, jak również przez raporty Specjalnych Sprawozdawców ONZ. Dodatkowo  zapewne podjęte zostaną wysiłki, by zaangażować Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, by zbadała te incydenty, jak również by uruchomić działania prawne w różnych krajach, by oczerniać a nawet próbować aresztować personel IDF i izraelskich polityków.

Niewątpliwie Hamas i inne grupy palestyńskie będą podejmowały tę samą taktykę w przyszłości. By temu zapobiec Izrael podobno zamierza wzmocnić granicę z Gazą, by utrudnić przedarcie się przez nią bez konieczności używania śmiercionośnej siły. (Pracują już nad utworzeniem podziemnej bariery by zapobiec budowie tuneli po izraelskiej stronie granicy.) Jest to jednak długoterminowy projekt  i nie wiadomo czy uda się stworzyć niemożliwą do pokonania barierę.

Dodatkowo IDF rozważa zwiększone użycie broni nie zagrażającej życiu. Jak dotąd, mimo znaczących międzynarodowych wysiłków, nie udało się stworzyć skutecznego systemu, który mógłby być używany w tego rodzaju sytuacjach.

Obszarem, na którym przyjaciele i sojusznicy Izraela mogą pomóc jest pokazywanie fałszów antyizraelskiej propagandy, którą Hamas próbuje nasilić, naciski na przywódców politycznych, na grupy obrony praw człowieka, międzynarodowe organizacje i media, aby unikały fałszywych potępień Izraela i odrzucały żądania podjęcia międzynarodowych akcji, takich jak jednostronne rezolucje i  dochodzenia ONZ. Tego rodzaju odparcie, połączone z jednoznacznym potępieniem hamasowskiej taktyki przemocy, może zniechęcić do podejmowania takich działań w przyszłości. Oczywiście w obliczu tak silnych antyizraelskich postaw łatwiej to powiedzieć niż zrobić.


Pułkownik Richard Kemp dowodził brytyjskimi siłami w Północnej Irlandii, w Afganistanie, Iraku i na Bałkanach. Niniejsza analiza była pierwotnie opublikowana przez stronę internetową HIGH LEVEL MILITARY GROUP i przeniesiona z zezwoleniem Autora.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Palestinians in Gaza Are Dying for a Photo-Op

TabletPalestinians in Gaza Are Dying for a Photo-Op

Liel Leibovitz


HeaderA Palestinian woman documents the situation at the border fence with Israel as mass demonstrations continue on May 14, 2018 in Gaza City, Gaza.

“We are excited to storm and get inside,” a 23-year-old Gazan named Mohammed Mansoura, told the Washington Post yesterday. “When asked what he would do inside Israel,” the newspaper reported, “he said, ‘Whatever is possible, to kill, throw stones.’”

When Israel withdrew every last soldier and settler from the Gaza Strip in 2005, only the most hardened and bitter cynics predicted that the end of Israel’s occupation of 1.3 million Palestinians would bring even greater misery to Palestinians and Israelis alike. After all, the man who led the withdrawal, Israeli Prime Minister Ariel Sharon, was hardly a naive peacenik. The only way things could possibly get worse in Gaza after an Israeli withdrawal, even sober-minded people reasoned, would be if the Palestinians themselves chose leaders who were determined to sacrifice the welfare of every single person living in Gaza to a hopeless yet continuing campaign of cross-border terror against Israel.

Absurd, right? Sadly, that is exactly what has happened, leading to devastating wars in 2009 and 2014, whose failure led in turn to the recent decision by Hamas to launch a series of human wave attacks against Israel proper. Since there is no state on earth that would allow its borders to be physically overrun by mobs including terrorists with explosives, the outcome of these attacks was clear: Hamas would lose.

To show its strength, Hamas was supposed to turn out several hundred thousand Gazans yesterday to rush the border and kill—or maim—Israeli civilians inside Israel. Instead, they turned out a mere forty thousand people—meaning that the majority of Hamas’ own membership in Gaza opted out of this insanity. By the gruesome calculus that Hamas has imposed on Palestinians and Israelis alike, the tactic of using innocent Gazans as human shields for attacks on Israel’s borders had proven to be a failure.

But Hamas won anyway, by giving the Western media the opportunity to juxtapose pictures of Donald Trump and his family with pictures of dead Palestinians. In exchange for those precious images, the media was more than happy to erase the facts that Israel withdrew from Gaza in 2005, that the attacks on Israel’s borders have been going on for weeks, or that Hamas is an evil, anti-Semitic, misogynist, homophobic, theocratic cult. The chance to bash Trump and demonize Israel was worth whitewashing any number of crimes —and the more Palestinians Hamas sent to die, the better the photo op.

Surely, no one could actually be that cynical and evil, right? Let The New York Times tell the story: “Israeli soldiers used tear gas and gunfire to keep Palestinian protesters from crossing the border fence with Gaza,” the Paper of Record reported to its 15 million followers on Facebook, “killing at least 52 according to Palestinian officials. 40 miles away, officials celebrated the U.S. Embassy’s relocation to Jerusalem.” In case you missed the ever-so-subtle storyline, the post contained two photographs, one on top of the other, the first showing Palestinians crouching in a cloud of black smoke, the second Ivanka Trump pointing to the new building’s cornerstone, prominently featuring her father’s name.

The Daily News took the story a step further with allegations of causality: “Dozens of Palestinians killed by Israeli forces at Gaza border, thousands injured in protests over U.S. embassy move to Jerusalem,” read the headline, cheerfully ignoring the fact that the “protests”—a troubling term for consistent assaults on a sovereign nation’s border orchestrated by a terrorist organization—have been going on for weeks now.

Even former CIA director John Brennan, who now spends his days on Twitter, bought in on the story-line of the day: “Deaths in Gaza result of utter disregard of Messers Trump & Netanyahu for Palestinian rights & homeland,” he tweeted. “By moving Embassy to Jerusalem, Trump played politics, destroyed US peacemaker role. New generation of Israelis/Palestinians need to isolate extremists to find path to peace.”

It’s not particularly surprising that Hamas, a murderous group that routinely uses civilians, including children, as human shields, would stage such a gruesome piece of theater, incentivizing tens of thousands of the citizens it had systemically robbed of a livelihood and a future by offering cash prizes to attack the Israeli border. But it is alarming that so many in the media and foreign policy establishment bought into this cynical and deadly provocation, pretending as if the riots had something to do with Trump and then chastising Israel for defending its borders from rioters who openly admitted that their goal was to randomly murder Jews. Were Hamas’s far more deadly wars in 2009 and 2014 caused by Barack Obama? Of course not.

The position that the mobs attacking Israel’s borders were “protesters” is an equally cynical lie. Just look at a snapshot of the day, as recorded by the IDF: Five explosive devices at 12:53 p.m.; another bombing attack five minutes later; six terrorists taking cover among the rioters at 1:15 p.m., opening fire at IDF soldiers; another shooting attack at 1:30 p.m., and another fifteen minutes later, this time by eight armed terrorists; three explosive devices detonated at 2:09 p.m. That’s just one random hour out of the day. And it has nothing to do with anything save for Hamas’s repeatedly stated desire to eliminate the Jewish state. To suggest otherwise is to ignore observable reality.

That so many of our elites still fall into a cheap propaganda trap set up by a terrorist cult is dispiriting, to say the least. That they further the goals of a terrorist organization by furnishing the backdrop to its macabre and murderous theater is deplorable. But after 2005, and 2009, and 2014, it has become increasingly hard to credit the idea that anyone involved on any side is naive about the nature and consequences of their actions.

What’s truly disturbing about yesterday’s events is the idea that they were theater. In other words, that the press knows exactly what it is doing—that news organizations are knowingly partnering with Hamas, and gladly whitewashing the crimes of a ghoulish leadership in return for pictures that they want as much as Hamas does, and that they are happy to pay for in uncritical coverage and free airtime.

That kind of cynicism, at the expense of Palestinian lives, is truly breathtaking, even for the Middle East. And it makes us all complicit.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Black Jewish Student Slams Racism of Palestinian Agenda

Black Jewish Student Slams Racism of Palestinian Agenda

United With Israel


Powerful speech at GWU

A Jewish black student at George Washington University gives an incredibly powerful speech during a debate over a resolution to divest from Israel in the student senate. The unfortunate reality of the hostilities on campus? The divestment resolution against Israel passed. Shortly after his speech, a vote in favor of censuring an anti-Semitic student senator failed. After failure to censure, and the vast majority of Jewish students walked out.Via StandWithUs

Publicerat av United With Israel den 24 april 2018

A black Jewish student at George Washington University gives an incredibly powerful speech during a debate over a resolution to divest from Israel in the student senate.

The student government at George Washington University proposed a resolution calling on the university to divest from companies they say contribute to the “human rights abuses” of Palestinians in Judea and Samaria.

A black Jewish student responded with an incredibly powerful speech during the debate over the resolution, slamming the Student Association for not protecting students from hate and anti-Semitism.

Sadly, the divestment resolution against Israel passed.

Shortly after this Jewish student’s powerful speech, a vote in favor of censuring an anti-Semitic student senator failed. After failure to censure, the vast majority of Jewish students walked out.

This unbridled hostility is the unfortunate reality on campus today.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Polański, winny kozioł ofiarny

Polański, winny kozioł ofiarny

Jakub Majmurek


Roman Polański (Fot. GUILLAUME COLLET/SIPA)

Nawet gdy wina nie budzi wątpliwości to kara wymierzona 40 lat po czynie – tak. 10 lat, 20, nie mówiąc o 40 latach, całkowicie może zmienić człowieka i pociąganie go do odpowiedzialności za czyn z innego życia nie naprawi raczej starej niesprawiedliwości, a może wyrządzić nową

W tych dniach do naszych kin wchodzi „Prawdziwa historia”, najnowszy film Romana Polańskiego. Uwagę mediów i dyskutantów na Facebooku bardziej niż dzieło przyciąga jednak osoba twórcy. Amerykańska Akademia Filmowa usunęła właśnie autora „Chinatown” z szeregów. Powodem jest ciągnąca się za Polańskim od 1977 roku sprawa kryminalna. Kalifornijska prokuratura postawiła mu wtedy sześć zarzutów, w tym „gwałtu z użyciem narkotyków” oraz „sprzecznego z prawem stosunku z osobą małoletnią”. Miał się ich dopuścić na trzynastoletniej wówczas Samancie Gailey, dziś po mężu Geimer.

Polański zawarł cywilną ugodę z Geimer i wypłacił jej pokaźne odszkodowanie. Ona sama powtarza, że reżyser poniósł już karę, a sprawa powinna zostać zamknięta. Decyzję Akademii nazwała „okrutną”.

“To wyborcy, od których niewiele zależy. I nikt nimi się nie zajmuje

Stanowisko Geimer nie zakończy jednak kontrowersji. W całej sprawie odbija się bowiem szerszy, od pół roku najgorętszy globalnie kulturowy problem: relacji płci i władzy w jednym z najbardziej globalnie eksponowanych przemysłów kultury – Hollywood.

Polański znalazł się w centrum uwagi opinii
publicznej za sprawą afery Weinsteina i akcji #MeToo.

Co chwila w wirze historii

Prywatna biografia reżysera raz jeszcze zapętla się z szerszymi, społeczno-historycznymi siłami. W wir historii Polański wpada już jako dziecko w okupowanym przez Niemców Krakowie. Zostaje oddzielony od pozostającej w getcie rodziny, ukrywa się pod fałszywym nazwiskiem w polskiej części miasta i u chłopskiej rodziny na podkrakowskiej wsi. W Zagładzie traci matkę.

Po wyzwoleniu sytuacja Polańskiego radykalnie się odwraca. Z Krakowa trafia do łódzkiej Filmówki, dalej do Paryża, Londynu, Hollywood. Bajeczna kariera, która wynosi go do światowej elity, jest – odejmując łut szczęścia, jakiego potrzebował nawet najbardziej uzdolniony człowiek zza żelaznej kurtyny – częścią szerszej historii kilku złotych dekad powojennego cudu gospodarczego otwierającego także na gruncie przemysłów kultury niespotykane wcześniej ścieżki awansu społecznego. Dystans między młodym Żydem nędznie żyjącym w strachu przed śmiercią w okupowanym Krakowie i młodziutkim studentem w biedzie, ruinie i „wielkiej trwodze” powojnia a reżyserem „Dziecka Rosemary” to cała galaktyka.

Ale w latach 60. Polański staje się jednym z symboli jeszcze jednego zjawiska – nowej, hedonistycznej i libertyńskiej kultury odrzucającej represyjne normy obyczajowe na rzecz prawa do ekspresji i przyjemności. Ten okres kończy tragedia – zamordowanie jego ciężarnej żony Sharon Tate przez członków bandy Charlesa Mansona w sierpniu 1969 roku. Wydarzenie to nie tylko zmienia życie Polańskiego, ale także kończy pewną epokę. Zamyka pełne optymizmu i nadziei lata 60. Kontrkultura ukazuje wtedy swoje mroczne, przerażające oblicze, świat „dzieci kwiatów”, wolnej miłości i rock and rolla na zawsze traci niewinność.

Niecałą dekadę później dla Polańskiego zaczyna się nowy, wracający do dziś koszmar – oskarżenie o gwałt uniemożliwiające mu do dziś powrót do Stanów. Choć tym razem sam ponosi niewątpliwą winę za wpakowanie się w całą sytuację.

Co się wydarzyło na Mulholland Drive?

Wszystko zaczęło się w marcu 1977 roku w domu Jacka Nicholsona na Mulholland Drive w Los Angeles. Polański zabiera tam trzynastoletnią Samanthę. Spotyka się z nią tego samego dnia, by wykonać serię zdjęć dla francuskiego „Vogue’a”. To ich druga wspólna sesja. Geimer wspomina później, że nie czuła się komfortowo już w trakcie pierwszej i zastanawiała się, czy w ogóle powinna się spotkać z reżyserem.

W domu Nicholsona Polański i Geimer byli sami, aktor jeździł na nartach w Kolorado. W pewnym momencie zabrać swoje rzeczy wpadła na chwilę wpadła Anjelica Huston – była partnerka Nicholsona, z którym właśnie się rozstała. Aktorka nie była jednak bezpośrednim świadkiem czynów, za które Polańskiemu postawiono zarzuty. Próbując ustalić, co się stało, musimy polegać na relacjach samego reżysera i Samanthy Geimer.

Te się różnią. Geimer w autobiografii „Dziewczynka. Życie w cieniu Romana Polańskiego” pisze, że wspólnie pili alkohol i brali metakwalon – uspokajającą substancję używaną także jako rozluźniający narkotyk rekreacyjny. Geimer opisuje, że od początku źle czuła się w domu Nicholsona, chciała wrócić do rodziców. Dawała to do zrozumienia reżyserowi, ale on ignorował jej protesty i namawiał, by została. Geimer, jak pisze, nie chciała seksu. Miała wprost powiedzieć to kilkakrotnie. Ale była tak przytłoczona sytuacją, że nie miała już siły protestować, chciała, by wszystko się po prostu jak najszybciej skończyło. To, co zaszło, Geimer wprost nazywa gwałtem.

Polański w swojej autobiografii i wszystkich wypowiedziach utrzymuje,
że stosunek był „konsensualny”. Twierdzi, że nie odurzył dziewczyny i
nie miał żadnych przesłanek, by uznać, że Geimer nie wyraża zgody na seks.

Nawet jeśli przyjmiemy wersję reżysera, to i tak złamał prawo. Geimer była zbyt młoda, by w świetle kalifornijskich regulacji móc podejmować z nią współżycie. Prawo określające wiek przyzwolenia różni się w zależności od państwa, a w Ameryce nawet od stanu, ale w każdym wypadku ustawodawcy przyświeca ta sama przesłanka: zbyt młody wiek, zwłaszcza w sytuacji istotnej różnicy metryki i pozycji społecznej lub zależności, wyklucza możliwość podjęcia w pełni świadomej zgody na współżycie.

Duża część opinii publicznej jest i będzie przekonana, że właśnie taka sytuacja – niemożność wyrażenia nieprzymuszonej świadomej zgody – miała miejsce w przypadku Polańskiego i Geimer.

Ścigany i oszukany

Sprawa od początku budziła sensację. Pod presją opinii publicznej sąd i wymiar sprawiedliwości Kalifornii po prostu zawiodły. Geimer wspomina, że przesłuchania i presja mediów były o wiele bardziej traumatyczne niż gwałt. By oszczędzić dziewczynie dalszego cierpienia, jej prawnik wyszedł z inicjatywą ugody, na którą zgodzić się miało biuro prokuratora i sąd.

Polański przyznał się do najlżejszego zarzutu („sprzeczny z prawem
stosunek z osobą małoletnią”), inne zostały wycofane. Reżyser miał
spędzić 90 dni w więzieniu oraz poddać się ocenie psychiatrycznej.

Dalszą część wyroku miał otrzymać w zawieszeniu. W trakcie procesu, po wpłaceniu kaucji, sąd często szedł Polańskiemu na rękę. Odpowiadał z wolnej stopy, krążył między Stanami a Europą, gdzie pracował nad kolejnym filmem. Sąd zgodził się nawet przesunąć 90-dniową odsiadkę tak, by Polański mógł odbyć kolejną podróż na Stary Kontynent.

Reżyser za każdym razem wracał do Stanów i wypełniał polecenia sądu. W więzieniu spędził 42 dni, po czym został zwolniony z opinią doradzającą wyrok w zawieszeniu. W międzyczasie sędzia Laurence J. Rittenband zmienił zdanie. Jak dowiedzieli się prawnicy reżysera, nie zamierzał wywiązać się z wiążącej prawnie umowy, chciał za to posłać reżysera na lata za kraty, a następnie deportować. Z filmu dokumentalnego „Polański: Ścigany i pożądany” Mariny Zenovich dowiadujemy się, że wpływ na to miała mieć rozmowa Rittenbanda z kalifornijskim prokuratorem Davidem Wellsem. Wells miał przekonać sędziego, że Polańskiego nie można potraktować zbyt łagodnie. Taka jednostronna komunikacja sędziego i prokuratora bez obecności prawników pozostałych stron była sprzeczna z procedurą.

Wells później zaprzeczył, choć sam przedstawił wydarzenia w ten sposób w dokumencie Zenovich. Zaprzeczył także sędzia Rittenband. W oświadczeniu sprzed dekady napisał, że zamierzał jedynie żądać odbycia pozostałych 48 dni odsiadki, a następnie deportować reżysera ze Stanów.

Prawnicy twierdzą dziś, że Polański popełnił w 1978 roku błąd, uciekając
do Europy. Mógł walczyć o wypełnienie umowy przez sąd. Miał do tego
prawne środki. Oznaczało to jednak ryzyko nawet długoletniego więzienia.

Nie podjął go i sprawa ciągnie się do dziś. Ponieważ przyznał się do winy (seks z nieletnią) i uciekł przed ogłoszeniem ostatecznego wyroku, rzecz nie podlega przedawnieniu. Choć w większości systemów prawnych w naszym kręgu kulturowym przestępstwa seksualne przedawniają się po mniej więcej 10 latach.

Wyrok ustalony w wyniku ugody może wydawać się bardzo łagodny. Trudno nie zgodzić się, że system niesprawiedliwie potraktował Geimer i nie był w stanie doprowadzić do procesu, który nie byłby dla niej wyłącznie źródłem upokorzenia. Ale biorąc pod uwagę cały przebieg postępowania, także Polański ma prawo czuć się oszukany przez amerykański system sprawiedliwości.

Winny, ale czy słusznie ukarany

Sprawa Geimer na kilka lat spowolniła karierę reżysera, co zbiegło się w czasie ze słabszym okresem w jego twórczości. Po „Tess” (1979) kolejne produkcje Polańskiego – „Piraci”, „Frantic”, nawet „Gorzkie gody” – budziły co najwyżej uprzejme reakcje krytyki, a wśród publiczności radziły sobie bardzo średnio. Reżyser wrócił jednak do formy z „Pianistą” (2002). Opowieść o Władysławie Szpilmanie, uratowanym przed Zagładą przez niemieckiego oficera, nagrodzono Złotą Palmą w Cannes. W 2003 roku Akademia przyznała mu Oscara za reżyserię. Zgromadzona w Teatrze Kodaka hollywoodzka elita werdykt przywitała entuzjastycznymi oklaskami.

Dziś to samo grono wyklucza Polańskiego. Po tym gdy przez lata środowisko filmowe nie było w stanie w żaden sposób odnieść się do sprawy i wyciągnąć konsekwencji, wyciąga je teraz – 40 lat po fakcie. To paradoksalna sytuacja: z jednej strony Polański jest bez wątpienia winny w sprawie, która przesądziła o jego usunięciu z Akademii, z drugiej – reakcja przychodzi na tyle późno, iż trudno mieć poczucie, że „sprawiedliwości stało się zadość”.

Decyzja Akademii byłaby jak najbardziej uzasadniona w roku 1977 czy 1978. Wtedy można by ją odczytać jako uczciwy i pozbawiony dwuznacznych intencji sygnał, że środowisko filmowe poważnie traktuje problem nadużyć seksualnych w swoich szeregach. Polański miałby czas, by doświadczyć proporcjonalnej kary, i ewentualnie, po poprawie i odpowiednim czasie, wrócić w szeregi Akademii.

Krytycy Polańskiego przywołują głosy innych kobiet oskarżających
go o seksualne nadużycia. Ich opinii nie można zlekceważyć.

Jednak reżyser nigdy się nie przyznał, a co istotniejsze – prawie wszystkie zarzuty odnoszą się do okresu sprzed sprawy Geimer.

Trzeba bowiem pamiętać, że nawet gdy wina nie budzi wątpliwości, to kara wymierzona 40 lat po czynie – tak. Obecna we wszystkich systemach prawnych naszego kręgu kulturowego instytucja przedawnienia zakłada, że czas zaciera odpowiedzialność karną. 10 lat, 20, nie mówiąc o 40 latach, całkowicie może zmienić człowieka. Ktoś, kto 20 lat temu popełnił przestępstwo, dwie dekady później jest na ogół zupełnie inną osobą i pociąganie go do odpowiedzialności za czyn sprzed 20 lat nie naprawi raczej starej niesprawiedliwości, a może wyrządzić nową.

Oczywiście instytucja przedawnienia pochodzi z porządku prawnokarnego. Ale stojące za nią przesłanki nie ograniczają się wyłącznie do niego, ale w ogóle do reguł cywilizowanego współżycia między ludźmi. Powinniśmy brać je pod uwagę także przy nakładaniu sankcji społecznych czy środowiskowych.

Inne Hollywood, ale jakie?

Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że Akademii bardziej niż o sprawiedliwość i standardy chodzi o ratowanie własnego wizerunku zagrożonego kryzysem wywołanym przez Weinsteina. Afera #MeToo zdemaskowała coś, o czym niby wszyscy wiedzieli, ale traktowali pobłażliwie jako element branżowej kultury – to, że Hollywood ukazało się opinii publicznej jako bastion męskich przywilejów, systemowo bagatelizujący, jeśli nie wspierający, seksualne molestowanie i inne przemocowe relacje.

Trudno nie zgodzić się z żądaniami, by fabryka snów, jaką odsłoniły doniesienia w sprawie Weinsteina, radykalnie się zmieniła.

Przemysł filmowy musi stworzyć bezpieczne warunki pracy dla kobiet – nie tylko gwiazd, również dla „robotnic” – aktorek drugo- i trzecioplanowych, statystek, makijażystek, kostiumolożek, operatorek kamer, pracownic całego filmowego zaplecza.

Musi się też realnie podzielić z kobietami władzą, prestiżem i dochodami.

To wymowne, że Akademia, która wyrzuca dziś Polańskiego, w całej historii Oscarów za reżyserię kobietę nagrodziła tylko raz – w 2010 roku Kathryn Bigelow odebrała statuetkę za gorzki, osnuty wokół wojny w Iraku „Hurt Locker”. Problem jest nie tylko amerykański. Wśród zdobywców Złotej Palmy w całej historii festiwalu w Cannes też jest tylko jedna kobieta – Jane Campion za oniryczny „Fortepian”. Dostała tę nagrodę w 1993 roku, ćwierć wieku temu.

Czy afera Weinsteina, wyrzucenie Polańskiego i słynnego komika gwałciciela Billa Cosby’ego z Akademii to początek dobrych zmian? Czy też Akademia poświęca jednostki, które i tak już mają zszarganą opinię, by niewiele, a najlepiej nic nie zmieniać?

Jakie będą długofalowe skutki, pokaże dopiero czas. Dziś Polański czuje się kozłem ofiarnym i tak odbiera też jego sytuację część opinii publicznej.

To, co zrobiłem, było złe. Odpokutowałem

„Uciekłem z getta. Może to ukształtowało moją osobowość, może właśnie tego podświadomie szukam… wygnania”. Co myśli Roman Polański

1983 r., wywiad telewizyjny „Clive James
meets Roman Polanski”: „Cóż, lubię młode kobiety – tak to ujmijmy… I myślę, że tak naprawdę większość mężczyzn je lubi”.

O sprawie Samanthy Geimer: „Dziś myślę, że prędzej czy później coś takiego musiało mi się przytrafić. Ale z mojej strony było to niewinne. Muszę tu zauważyć, że ta dziewczyna zeznała przed sądem, że miała wcześniej stosunki seksualne. Powiedziała mi, ile lat wcześniej to było. Nie ma co o tym dyskutować, ale faktem jest, że w jej życiu byli inni mężczyźni i żaden z nich nie miał z tego powodu takich problemów jak ja. Moja pozycja może sprawiać, że przyciągam uwagę. Gdyby to był ktoś, kogo ludzie nie znają, mógłby nie mieć takich kłopotów. Wielu mieszkańców Kalifornii jest winnych tego samego przestępstwa. W tym stosunki seksualne są legalne dopiero z osobą, która skończyła 18 lat. Trudno znaleźć kogoś, kto nie miał wcześniej doświadczeń seksualnych. Wiele osób łamie prawo. W moim przypadku było to nieco bardziej ekstremalne, bo dziewczynie brakowało dwóch tygodni do czternastych urodzin”.

O tym, czy nie powinien się powstrzymać, skoro wiedział, że Geimer ma 13 lat: „Bardzo łatwo tak teraz mówić. Ale jeśli znajdujesz się z dziewczyną w pewnej sytuacji, nieszczególnie się nad tym zastanawiasz”.

1984 r., autobiografia „Roman, by Polański” (cytaty za pierwszym
polskim wywiadem, wyd. Polonia, 1989 R.):

O pobycie w Gstaad w Boże Narodzenie w 1969 r.: „To właśnie wtedy Kathy, Madeleine, Sylvia i inne, których imion nie pamiętam, odegrały w moim życiu rolę krótkotrwałą, ale uzdrawiającą. Miały przeciętnie od 16 do 19 lat, już nie dziewczynki, ale jeszcze nie bogate w doświadczenia życiowe kobiety (…). Miały zwyczaj odwiedzać mnie w domu, niekoniecznie w celach erotycznych – chociaż i to się zdarzało”.

O stosunku z 13-letnią Samanthą Geimer, w książce nazywaną „Sandrą”: „Nie miała zahamowań, jej doświadczenie nie budziło wątpliwości. Położyła się gotowa, wsunąłem się w nią. Nie pozostawała bierna, ale kiedy szeptem spytałem, czy jest jej dobrze, odpowiedziała tylko ulubionym zwrotem „w porządku”. ( Geimer w sądzie, za „LA Times” : „Czułam, że zaraz się popłaczę. Byłam… Mówiłam:» Nie. No weź. Przestań «. Ale byłam przestraszona”. W styczniu 2018 r., wywiad z Jamie Palmer w „Quilette”: „Miałam 13 lat. Powiedziałam» nie «. Więc był to gwałt”).

O aresztowaniu: „Często przeczuwałem katastrofę, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mógłbym skończyć w więzieniu, mieć złamane życie i karierę – bo poszedłem z kimś do łóżka (…). I oto z powodu chwili beztroskiego zapomnienia przekreślałem swoją przyszłość w kraju, który tyle dla mnie znaczył”.

„Stawienie się Sandry w sądzie rozwiałoby jakiekolwiek pogłoski o jej wyglądzie trzynastolatki. Dla wszystkich stałoby się jasne, że fizycznie jest całkowicie dojrzała i bez trudu można by jej dać osiemnaście lat”.

2000 r., wywiad telewizyjny z Charliem Rosem: „W twoim kraju władzę nad systemem sądownictwa przejęły media. Sędzia stwierdził: dam im to, czego chcą. A chcieli mojej głowy. To zaczęło się wcześniej, po zabójstwie bandy Mansona”.

Na pytanie, dlaczego przez te wszystkie lata nie wraca do USA, by stawić się przed sądem: „Uciekłem z getta. Może to ukształtowało moją osobowość, może właśnie tego podświadomie szukam… wygnania”.

2011 r., dokument „Roman Polański. Moje życie”:

O stosunku z Samanthą Geimer: „Jasne, że to było coś złego. Nigdy nie zmieniłem zdania na ten temat. Wtedy, po mojej stronie, próbowaliśmy zachować w tajemnicy tożsamość ofiary. Chciała tego również jej rodzina. Ale w końcu ją znaleźli. To było 33 lata temu. Jest mi naprawdę bardzo przykro, że to wywarło taki wpływ na jej życie i życie jej rodziny”.

„Dla mnie najgorszym problemem było to, że dotykało to mojej rodziny, żony i dzieci. Wiele z tego powodu wycierpieli. Z jej strony było pewnie podobnie. To ciągłe nękanie przez paparazzich… Jest ofiarą w podwójnym sensie ze względu na to, co przeszła przez te wszystkie lata”.

2013 r. wywiad z Jamesem Foxem w „Vanity Fair”: „To, co zrobiłem, było złe. Inaczej nie przyznałbym się do winy. Powinienem był stanąć przed sądem i prawdopodobnie wszyscy by o tym zapomnieli”.

2013 r. program „Rozmowy poszczególne”, wywiad z Jackiem Żakowskim: Na pytanie, czy miał poczucie, że seks z Geimer „to może być coś krytycznie ocenianego”: „Człowiek w takim momencie się nie zastanawia. Wtedy zupełnie inaczej się podchodziło do tych spraw. Dziś seks ma zupełnie inną rolę. Stał się niebezpieczny. Młodzi ludzie, nastolatki dzisiaj dorastają w tej atmosferze. Ja im tego nie zazdroszczę. (…) To jest normalna rzecz, że obyczaje się zmieniają. Tylko kiedyś to trwało wieki, a dziś dzieje się na przestrzeni kilkudziesięciu lat”.

Na pytanie, czy po wyroku szwajcarskiego sądu poczuł się wyzwolony: „Ja się czułem wyzwolony znacznie wcześniej (…). Przez 35 lat spokojnie sobie jeździłem po świecie, Amerykanie byli zadowoleni, że ta sprawa jakoś rozeszła się po kościach, bo przyczyną było niewłaściwe postępowanie sędziego”.

2016 r. rozmowa z Aleksandrą Leszczyńską, „Viva”: „To zadziwiające, jak bardzo Ameryka jest dziś purytańska, będąc jednocześnie największym producentem najpodlejszej pornografii. Jest w tym potworna hipokryzja. A fala tego obskurantyzmu wylewa się na resztę naszej planety. Myślę o złu, jakie wyrządzili Hitler, Stalin, ale także George W. Bush, były alkoholik, który stał się» nowo narodzonym «chrześcijaninem. To niesamowite, jak jeden człowiek może zaburzyć porządek świata”.

Maj 2018, rozmowa z Katarzyną Janowską, Onet:

O oskarżeniach pięciu kobiet, które twierdzą, że Polański molestował je lub zgwałcił, gdy były nieletnie: „Są to zupełne brednie. Nawet nie warto mi się nad tym długo pochylać”.

O sprawie Geimer i ucieczce z USA: „Odpokutowałem za tę historię i ja, i Samanta
Geimer. Wybaczyła mi już lata temu”.

Maj 2018 r., rozmowa z Karoliną Pasternak, „Newsweek”:

O ruchu #MeToo: „Zbiorowa histeria z rodzaju tych, które zdarzają się w społeczeństwach co jakiś czas. Niekiedy mają przebieg bardziej dramatyczny, jak rewolucja francuska czy noc św. Bartłomieja we Francji, niekiedy mniej krwawy, jak rok 1968 w Polsce lub maccartyzm w Stanach. Wszyscy usiłują, głównie ze strachu, podpisać się pod tym ruchem”. +


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Legnica – “MARZEC ’68. PRZYCZYNY I NASTĘPSTWA”

Prezentacja książki “MARZEC ’68. PRZYCZYNY I NASTĘPSTWA”

Stowarzyszenie Pamięć i Dialog


 Z wielką radością informujemy, że 29 maja (wtorek) odbędzie się promocja kolejnego wydawnictwa książkowego spod znaku Stowarzyszenia „Pamięć i Dialog”. O godz. 1700 zapraszamy do sali maneżowej w legnickiej Akademii Rycerskiej, gdzie zaprezentowana zostanie praca zbiorowa pt.: „MARZEC ’68. PRZYCZYNY I NASTĘPSTWA”. Redaktorami tomu są Maria Kubasik i Marek Żak.

Opisywana pozycja składa się dwóch zasadniczych części. Pierwsza z nich („Studia”), to zbiór referatów, które zaprezentowano 22 III 2018 r. w trakcie konferencji naukowej „Wydarzenia ’68 – przyczyny i następstwa”. Druga część („Materiały”), to z kolei dwanaście tekstów wspomnieniowych, których bohaterami są Żydzi i Polacy związani z Legnicą. Ich przewodnim motywem tematycznym są przede wszystkim dwa zagadnienia: miejsce legnickiej mniejszości żydowskiej po II wojnie światowej w mieście oraz wydarzenia marcowe w Legnicy i ich konsekwencje.

OD REDAKTORÓW:

„Nasze wydawnictwo kierujemy do byłych i obecnych mieszkańców Legnicy – bez względu na pochodzenie, religię, wyznawane wartości i poglądy polityczne. Niech wydarzenia sprzed pięćdziesięciu lat będą dla wszystkich lekcją pokory i tolerancji, a zarazem zmuszą nas do podjęcia głębszej refleksji nad złożoną historią naszego miasta i kraju”.

Maria Kubasik & Marek Żak

SPIS TREŚCI

  • Słowo od wydawcy
  • Wstęp
  • STUDIA
  • Marek Żak, Marzec 1968 roku w Legnicy.
  • Maria Kubasik, Przed i po „Marcu”. Żydzi w Legnicy w latach sześćdziesiątych XX wieku.
  • Andrzej Szczepański, Tematyka legnicka na łamach „Plotkies” – gazety internetowej emigrantów Marca 1968 roku.
  • Leopold Sobel, „Emigracja marcowa” i jej związki z Polską.
  • Jerzy Kichler, Ocena sytuacji społeczności żydowskiej w Polsce po Marcu ’68.
  • Tamara Włodarczyk, Specyfika emigracji marcowej na tle innych fal migracyjnych społeczności żydowskiej z Polski po II wojnie światowej.
  • MATERIAŁY
  • Szalom Blajer, Wspomnienie o moim ojcu – Mojżeszu Blajerze.
  • Szymon Fish, Legnica – moje miasto.
  • Phyllis Fogelman-Zindell, Legnickie okruchy życia.
  • Zbigniew Fudali, Legnica od zawsze moim domem.
  • Maciej Juniszewski, Marcowe migawki.
  • Wolf Kindler, Wspomnienia o Legnicy.
  • Krzysztof Kosierb, Kilka moich wspomnień o tamtych wydarzeniach.
  • Izaak Ritter, Wspomnienia.
  • Józef Sauerteig, Legnickie wspomnienia.
  • Henia i Lejba Szklar, Wspomnienia.
  • Tadeusz Sznerch, Przywołane z pamięci: legnicki marzec 1968 roku.
  • Andrzej Szczepański, „Moje miasto Łuków” – wspomnienie o M. Sznejserze (1920–2017).
  • Autorzy artykułów
  • Autorzy & bohaterowie wspomnień

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com