Archive | May 2018

Israel breaks its solar power production record

Israel21cIsrael breaks its solar power production record

Rebecca Stadlen Amir


On a perfectly cloudless Saturday afternoon in Israel, solar energy was producing 13.4 percent of the country’s total electricity consumption.

Aerial view of solar panels in the Southern Israeli city of Eilat. Photo by Moshe Shai/FLASH90

On Saturday afternoon March 17, with not a cloud in the sky, Israel set a new record in solar power. At precisely 12:07pm, solar energy was producing 13.4 percent of the total electricity being consumed in the country, the Israel Electric Corporation said.

Though new technologies and massive solar projects have helped put Israel closer to its renewable energy goals, officials said the record broken on Saturday was caused by a specific combination of events – high solar production and low overall consumption.

“The high percentage level comes because it was a Saturday and the weather was perfect for renewable energy. This proves we can do it,” said Oren Hellman of the corporation.

“The sun is the biggest source of energy in Israel and we can achieve much greater solar energy production,” he said.

Jonathan Aikhenbaum, a campaign manager at Greenpeace Israel, praised the event.

“This proves that when you want, when obstacles are removed, the solar revolution is gaining strength,” he told Ynet News. “A combination of sun and innovation is finally putting Israel on the map. The day is not far off where we will reach 100% from solar energy, like Denmark achieved from wind energy last year.”

Despite Israel’s abundance of sunshine and solar energy technologies, currently only 2.6% of Israel’s electricity is generated from renewable sources. Much of the solar energy produced is exported, plus discoveries of natural gas reserves have interfered with the adoption of solar energy in recent years.

However, new energy projects in the Negev and Arava are aiming to increase the country’s renewable energy percentage. The Ashalim Thermo-Solar complex, currently being constructed in the Negev, is expected to provide approximately 300 megawatts of electricity daily to the Israel Electric Company’s national grid, contributing 2.5% toward the government’s goal of 10% renewable energy by 2020.

Scheduled to be up and running by summer 2018, the amount of energy produced by the complex will be enough for about 5% of Israel’s population when it is completed.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Telefon bez powodu

Telefon bez powodu

KS. ANDRZEJ LUTER


Julian Stryjkowski. Fot. Władysław Miernicki – Narodowe Archiwum Cyfrowe/Domena publiczna.

„Żydów palono, mordowano zawsze, z przerwami. (…) Nam dzięki Bogu udało się żyć w przerwie” – mówi w książce Juliana Stryjkowskiego przybyszowi z Narbony anonimowy Żyd z niewymienionego z nazwy hiszpańskiego miasta.

Zmarł dwadzieścia lat temu.

Znałem go osobiście. I zawsze 8 sierpnia o nim pamiętam. Julian Stryjkowski, pierwotnie Pesach Stark, urodził się 1905 w Stryju, zmarł 8 sierpnia 1996 w Warszawie. Wielki polski pisarz żydowskiego pochodzenia. „Moją ojczyzną jest język polski” – powtarzał.

W czasie wojny i zaraz po wojnie komunista, zaangażowany w budowę nowego systemu. W 1943 Stryjkowski wstąpił do Związku Patriotów Polskich i do PPR. Ktoś powie: gorzej nie można. Stał się wówczas aktywnym działaczem środowiska, któremu przewodziła Wanda Wasilewska. Wtedy także rozpoczął pracę nad wielką i ostatecznie ukończoną w 1946 roku, powieścią „Głosy w ciemności”.

Właśnie ta powieść stanowi pierwszą część tetralogii, obok późniejszych: „Echa”, „Austerii” (według której Jerzy Kawalerowicz nakręcił piękny film) i „Snu Azrila”, przedstawiającej rzeczywistość galicyjskich miasteczek i ich żydowskich mieszkańców tuż przed I wojną światową. Wojciech Kaliszewski tak pisał o tej serii powieściowej: „Ten wielki cykl, zamknięty ostatecznie dopiero w końcu lat osiemdziesiątych, w którym objawił się epicki talent Stryjkowskiego, pokazuje rozpad tradycyjnego świata, obojętność młodych na religię, ich dążenia do asymilacji z wielonarodową i wielokulturową społecznością monarchii austro-węgierskiej. W tym złożonym fabularnie cyklu Stryjkowski nakreślił zapowiedź katastrofy i zagłady Żydów w czasie następnej wojny, ale uchwycił także ostatnie blaski odchodzącego do historii świata Austro-Węgier”.

Osobiście bardzo cenię także inną powieść Stryjkowskiego pod tytułem: „Przybysz z Narbony”, opowiadającą o losach Żydów w Hiszpanii w okresie inkwizycji. Kiedyś zekranizował ją dla teatru telewizji Laco Adamik (grali Gustaw Holoubek, Władysław Kowalski i Bartosz Opania). Pisarz opatrzył tę powieść dedykacją współczesną: „Powstańcom Getta Warszawskiego poświęcam”. Zagłada Żydów w piętnastowiecznym barrio i dwudziestowiecznym getcie to dla pisarza kolejne odsłony tego samego dramatu, powtarzającego się cyklicznie przez wieki. „Żydów palono, mordowano zawsze, z przerwami. (…) Nam dzięki Bogu udało się żyć w przerwie” – odpowiada przybyszowi z Narbony anonimowy Żyd z niewymienionego z nazwy hiszpańskiego miasta.

W 1966 roku Stryjkowski wystąpił z partii, ewoluował, aż w końcu przeszedł do ostrej opozycji antykomunistycznej. Był między innymi sygnatariuszem Listu 59 przeciwko zmianom w konstytucji PRL. Związany był z miesięcznikiem „Twórczość” Jarosława Iwaszkiewicza. W lutym 1978 został członkiem opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych. Współpracował z KOR-em i z podziemnymi pismami, m.in. z „Zapisem”. W 1980 w drugim obiegu ukazała się powieść autobiograficzna „Wielki strach”, będąca ostatecznym rozliczeniem z komunizmem.

Nie był wierzącym Żydem, ale był zachwycony Janem Pawłem II

Stan wojenny stał się dla niego przeżyciem traumatycznym; to wtedy w dominikańskim wydawnictwie „W drodze” opublikował swój tryptyk biblijny:  „Odpowiedź” (1982), „Król Dawid żyje!” (1984) i „Juda Makabi” (1986).

Wtedy również poznałem go osobiście. W Seminarium Duchownym w 1986 roku dostaliśmy od księdza Wojtka Drozdowicza pierwszą kamerę, nowoczesną jak na tamte czasy. Przełożeni zgodzili się, żebyśmy nagrywali rozmowy ze znanymi ludźmi kultury i nauki. Jacek znał się na technice, umiał obsługiwać tą wielką kamerę, więc filmował wszystko i nagrywał na VHS-y. Ja miałem zadawać pytania, czyli prowadzić te rozmowy. Na Alei Szucha nagraliśmy Stefana Kisielewskiego; rozmowa się skończyła, a my spędziliśmy jeszcze w mieszkaniu państwa Kisielewskich wspaniałe, nieoficjalne pół dnia. Na Wiślanej nagraliśmy rozmowę z prof. Stefanem Swieżawskim, pod czujną kontrolą uroczej żony Maryś Swieżawskiej. Potem utrzymywałem stały kontakty z profesorem, aż do samego końca.

Było jeszcze kilka innych osób. I był przede wszystkim Julian Stryjkowski. Mieszkał przy Alei Wyzwolenia. Ze swojego balkonu miał widok na Plac na Rozdrożu i knajpę, w której uwielbiał bywać Stefan Kisielewski. Wjeżdżało się do pisarza rozklekotaną windą, chyba na siódme piętro. Na biurku sterty szesnastokartkowych zeszytów w kratkę. Stryjkowski pisał bowiem swoje powieści ręcznie w takich właśnie zeszytach, potem ktoś musiał to wszystko przepisać na maszynie. Na ścianie widoczne duże zdjęcie Adama Michnika, którego pisarz uwielbiał. Emocje polityczne buzowały w nim, to było widać. Z wielką niechęcią – najdelikatniej mówiąc – opowiadał o Jerzym Urbanie (wtedy rzeczniku rządu) i Arturze Sandauerze, który po 13 grudnia odwiedził jednostkę wojskową. „Jak to możliwe?” – rozpaczał pisarz.

nadeslal: Leon Rozenbaum

Po spotkaniu z Janem Pawłem II w kościele św. Krzyża był zachwycony papieżem. Opowiadał o nim jak o Bogu. Nie był wierzącym Żydem, żył poza światem judaizmu. Sam odszedł od tej religii; miał swoją wizję Absolutu; wierzył w swojego Boga jedynego. Uznawał paradygmat Spinozy: był pijany Bogiem, wszędzie widział boskość. Nagrywaliśmy go kilka dni. Wszystko poszło dobrze. Potem spotykałem się z nim od czasu do czasu.

W 1990 roku po święceniach kapłańskich zaprosiłem go na swoje tzw. drugie prymicje, czyli drugą mszę świętą w życiu. Odprawiam ją w kościele na Placu Zbawiciela, gdzie wcześniej odbywałem diakońskie praktyki. Jest niedziela, wychodzę do ołtarza. Patrzę, a w przedostatniej ławce siedzi ten stary, drobny, mały, ledwo widoczny, mądry człowiek. Wzruszyłem się. Kilka tygodni później opisał pięknie tę moją mszę w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” (rozmowę z nim prowadziła Ewa Berberyusz).

Pisał o homoseksualizmie, jako losie, którego nie da się zaakceptować ani przezwyciężyć

Przed wyjazdem na pierwszą parafię, poza Warszawą, odwiedziłem go jeszcze raz. I znowu widzę te sterty zeszytów. Pytam, co teraz pisze. „Nie mogę powiedzieć księdzu, bo może ksiądz nigdy już by mnie nie odwiedził”. Byłem zaskoczony, o czym on mówi? – zastanawiałem się. Zrozumiałem dwa lata później, gdy przeczytałem „Milczenie”, bo o to opowiadanie mu chodziło. Z ogromną szczerością porusza w nim temat homoseksualizmu traktowanego jako los, którego nie da się ani zaakceptować, ani przezwyciężyć. No cóż, motywy homoerotyczne pojawiły się u Stryjkowskiego już wcześniej, chociażby w opowiadaniu „Tommaso del Cavaliere”, a zwłaszcza w „Śnie Azrila”, tylko że – naiwnie może – nie wiązałem tych wątków z autorem. W ogóle takie skojarzenia nie przychodziły mi wtedy do głowy.

Mijały lata. Pracowałem w Łowiczu w katedrze. I nagle w lipcu 1996 roku, ni stąd ni zowąd, postanowiłem do niego zadzwonić. Odebrał telefon. Słyszałem po głosie, że był bardzo słaby. Ucieszył się: „To jednak mnie ksiądz nie potępił”. Tak powiedział, pamiętam dokładnie. A ja nie odzywałem się do niego pięć lat. Mówił jeszcze, że jest bardzo chory. Dziękował. Umarł chyba tydzień później, a może to były dwa tygodnie, nie jest to istotne. Do dziś dziękuję Bogu, że wtedy, bez żadnego powodu, zadzwoniłem do niego. Pogrzeb odbył się na cmentarzu żydowskim przy Okopowej. Nie mogłem przyjechać. Widziałem w telewizji, że przy grobie modlił się zaprzyjaźniony ze Stryjkowskim dominikanin, o. Jacek Salij.

To był naprawdę wielki pisarz i bardzo ciekawy, skomplikowany człowiek. Od jego śmierci bardzo często dzwonię do znajomych bez powodu.


Ks. Andrzej Luter – ur. 1956. Duszpasterz, publicysta, doktor teologii ekumenicznej. Asystent kościelny Towarzystwa „Więź”, członek redakcji kwartalnika WIĘŹ i Zespołu Laboratorium WIĘZI, współautor (z Katarzyną Jabłońską) felietonu filmowego “Ksiądz z kobietą w kinie”. Autor książek “Ekspostkatolik” i “Kino wiecznie młode”. Współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, miesięcznika „Kino” i portalu e-teatr.pl, współtwórca programów telewizyjnych. Aktywny duszpastersko w środowiskach dziennikarskich. Mieszka w Warszawie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Żydowski Instytut Historyczny – Newsletter 10 – 17 maja 2018

Żydowski Instytut Historyczny – Newsletter 10 – 17 maja 2018

Żydowski Instytut Historyczny


“SZMUL ZYGIELBOJM. MILCZEĆ NIE MOGĘ I ŻYĆ NIE MOGĘ”
Wystawa czasowa –  od 11 maja do 22 lipca 2018
Szmul Zygielbojm (1895 – 1943) był działaczem politycznym związanym z socjalistyczną partią Bund; od lutego 1942 r. pełnił funkcję członka Rady Narodowej przy rządzie Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie w Londynie. Jako członek Rady informował świat o tragicznym losie polskich Żydów pod niemiecką okupacją.

Wobec klęski powstania w getcie warszawskim, a przede wszystkim na znak protestu przeciwko obojętności świata wobec zagłady Żydów, 12 maja 1943 r. popełnił samobójstwo.Kuratorka wystawy: Zuzanna Benesz-Goldfinger

Wystawa organizowana jest z okazji 75. rocznicy samobójczej śmierci Szmula Zygielbojma i wybuchu powstania w getcie warszawskim.

 

Zwiedzanie wystawy jest bezpłatne.
“ŻYDZI I PRZESTĘPCZOŚĆ W WARSZAWIE W PIERWSZEJ POŁOWIE XIX WIEKU”
15 maja 2018, godz. 11.00, sala w Błękitnym Wieżowcu

Przełom XVIII i XIX wieku był dla Polski okresem nieustannych i burzliwych zmian politycznych, gospodarczych, demograficznych, a co za tym idzie – także społecznych. Pociągnęły one za sobą pauperyzację ludności i wzrost przestępczości. Zjawisko to narastało także wśród społeczności żydowskiej, która wszystkie klęski, jakie spadły na Polskę, odczuwała tak samo, jak reszta mieszkańców kraju, a czasami nawet bardziej dotkliwie.

Wykład wygłosi Hubert Górski – z wykształcenia archeolog, a z zamiłowania historyk-varsavianista, który przy okazji badań genealogicznych śledzi losy warszawskiej społeczności żydowskiej.

 

Seminarium poprowadzi dr Zofia Borzymińska, kierownik Pracowni Varsavianistycznej w ŻIH.
 
PANEL DYSKUSYJNY WOKÓŁ POSTACI SZMULA ZYGIELBOJMA

 

17 maja 2018, godz. 18.00

Zapraszamy Państwa do wzięcia udziału w panelu dyskusyjnym poświęconym postaci Szmula Zygielbojma. W rozmowie udział wezmą: dr Katarzyna Person (ŻIH), dr Michał Trębacz (Polin) oraz prof. Andrzej Żbikowski (ŻIH).

 

Spotkanie poprowadzi prof. Paweł Śpiewak, dyrektor ŻIH.
 
WYDAWNICTWO ŻIH NA TARGACH KSIĄŻKI W WARSZAWIE

 

17 – 20 MAJA 2018, Stadion Narodowy, stoisko 181/V

Na targach pojawimy się z najnowszymi wydawnictwami Żydowskiego Instytutu Historycznego. Przedstawimy bieżący katalog wydawniczy i kilka nowości, między innymi najnowszą książkę profesora Pawła Śpiewaka “Wieczny Hiob”.

20 maja o godz. 12:00 prof. Paweł Śpiewak będzie podpisywał swoją książkę na naszym stoisku.

 
WYSTAWA STAŁA „CZEGO NIE MOGLIŚMY WYKRZYCZEĆ ŚWIATU”

Na wystawie po raz pierwszy udostępniamy dokumenty Podziemnego Archiwum Getta Warszawy. Wystawa jest jednym z kluczowych elementów programu Oneg Szabat.Tłomackie 3/5, siedziba Żydowskiego Instytutu im. Emanuela Ringelbluma i Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce. Zapraszamy!

 
Wszystkie osoby pragnące nas odwiedzić proszone są o zakup biletu przez stronę www.tickets.jhi.pl

Oprowadzanie po wystawie odbywa się dwa razy dziennie od poniedziałku do piątku: o godz. 11:00 po angielsku i o godz. 14:00 po polsku.

BEJT TFILA – DOM MODLITWY

Ekspozycja przybliża temat synagogi, jej najważniejszych obiektów i funkcji osób, m.in rabina, kantora i szamesa. Skierowana jest do wszystkich – zwłaszcza tych, którzy nie byli wcześniej w synagodze lub chcieliby uzupełnić wiedzę na temat tego miejsca.Tłomackie 3/5, siedziba Żydowskiego Instytutu im. Emanuela Ringelbluma i Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce. Zapraszamy!

 
Ekspozycja jest czynna w godzinach otwarcia wystawy stałej:
Poniedziałek – Piątek: 09:00 – 18:00
Niedziela: 10:00 – 18:00

BADANIE OPINII NA TEMAT WYSTAWY STAŁEJ W ŻIH

Zapraszamy do wypełnienia naszej ankiety internetowej!
 
Celem badania jest poznanie Państwa opinii na temat wystawy stałej „Czego mogliśmy wykrzyczeć światu” oraz wystawy czasowej w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma. 
Odpowiedź na nasze pytania zajmie Państwu ok. 5 minut. Ankieta jest anonimowa.

GODZINY OTWARCIA I CENY BILETÓW

 

WYSTAWA STAŁA
Poniedziałek – Piątek: 09:00 – 18:00
Niedziela: 10:00 – 18:00
Ostatnie wejście o godzinie 17:00.
 
CZYTELNIA
Poniedziałek – Czwartek: 09.00 – 19.00

Piątek: 09.00 – 15.00

CENY BILETÓW
Bilet normalny – 12zł (indywidualny), 10 zł (grupowy)

Bilet ulgowy – 7zł (indywidualny), 6 zł (grupowy)

 Bilet z przewodnikiem PL – 20zł

Bilet z przewodnikiem ANG – 30zł

W niedzielę zwiedzanie wystawy jest bezpłatne.
Jako że limit osób odwiedzających wystawę na daną godzinę to tylko 35 osób, prosimy o rezerwowanie także darmowych biletów na stronie www.tickets.jhi.pl
Bilet otrzymają Państwo drogą elektroniczną!


Tłomackie 3/5, 00-090, Warszawa, Poland
Rezygnacja z otrzymywania wiadomości lub uaktualnienie danych kontaktowych.

Wysłano dzięki:

GetResponse


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Nikolaj Znaider, violin – STRAVINSKY & BARTÓK

Nikolaj Znaider, violin – STRAVINSKY & BARTÓK

Leszek Kantor, zawiadamia.


NIKOLAJ ZNAIDER

Leszek Kantor.

Sztokholm 24 i 25 maja 2018 godz. 19.00 Orkiestra Symfoniczna Szwedzkiego Radia, Berwaldhallen.

NIKOLAJ ZNAIDER światowej sławy skrzypek zaliczany do 5 najlepszych dzisiaj w świecie muzycznym i dyrygent zagra w dniach 24 i 25 maja koncert Bali Bartoka, Karola Szymanowskiego, Igora Strawińskiego i George Enescu. Dyryguje tym koncertem jeden z największych na świecie dyrygentów, rumuński artysta Cristian Macelaru, zdobywca wielu najznakomitszych nagród dyrygenckich m.in. Georga Solti Price 2014.

Babcia Nikołaja wyjechała z Nalewek w Warszawie w 1911 r do Kopenhagi a jego mama urodziła się w Kopenhadze . Ojciec Włodek Szeps wyjechał najpierw do Izraela z Lodzi po 1968 r. a potem do Danii. Nikolaj Znaider przyjechal do Warszawy na zaproszenie Leszka Kantora i Filharmonii Narodowej żeby zagrać koncert z okazji 50 rocznicy Marca 68. Rodzice Nikolaja byli również zaproszeni.

Blog Reunion 68 poleca przy tej okazji artykuł o trzech żydowskich skrzypkach opublikowany przez Kantora w gazecie Rzeczpospolita. Dwóch skrzypków już już nie żyje. Trzeci Henryk Kowalski jest profesorem skrzypice w Bloomington i Królewskiej Wyższej Szkoły Muzycznej w Sztokholmie.

Skrzypce Leonida Spiro artysty wyrzuconego w 1968 r z Filharmonii Narodowej w Warszawie uratowały się z Getta Warszawskiego , były na wystawie o nim zorganizowanej Leszka Kantora i przez miesiąc były do zobaczenia w Filharmonii Narodowej. Prawdopodobnie tam tez zostaną. Córka Pana Spiro historyk sztuki, Liliana ze Sztokholmu była również zaproszona na koncert w Filharmonii w Warszawie.
Bilety do Berwaldhallen 

Leo Kantor


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Rywka Lipszyc. Dziewczynka, która odzyskała imię

Rywka Lipszyc. Dziewczynka, która odzyskała imię

KATARZYNA ANDERSZ


Zdjęcie karty Rywki z obozu dla dipisów pochodzi z wystawy, którą do końca marca można było oglądać w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie. /Fot. Chidusz 2017

MOGŁA PRZEŻYĆ I – TAK, JAK MARZYŁA – ZOSTAĆ PISARKĄ. PRZESZŁA PRZEZ ŁÓDZKIE GETTO, AUSCHWITZ, PODOBÓZ GROSS-ROSEN, MARSZ ŚMIERCI, W KOŃCU TRAFIŁA DO BERGEN-BELSEN. PO KOLEI TRACIŁA OJCA, MATKĘ, BRATA, SIOSTRY, JAKO JEDYNA DOCZEKAŁA KOŃCA WOJNY. 15 WRZEŚNIA 1945 SKOŃCZYŁABY SZESNAŚCIE LAT. 10 WRZEŚNIA JESZCZE ŻYŁA – Z TEGO DNIA POCHODZI OSTATNI DOKUMENT INFORMUJĄCY O MIEJSCU JEJ POBYTU. „WIEM, ŻE TERAZ, GDY CHCĘ UMRZEĆ, NIE UMRĘ, LECZ UMRĘ WTEDY, GDY BARDZO BĘDĘ CHCIAŁA ŻYĆ, GDY BĘDĘ MIAŁA PO CO ŻYĆ” – PISAŁA W 1943 ROKU W ŁÓDZKIM GETCIE.

Kim była Rywka Lipszyc?

Najprościej, a jednocześnie najgorzej byłoby powiedzieć, że była polską Anną Frank.

Obie urodziły się w 1929 roku, obie prowadziły dzienniki, o których istnieniu nie wiedzieli ich bliscy. Anna ukrywała się z rodzicami w Amsterdamie, Rywka, osamotniona, walczyła o przetrwanie w łódzkim getcie. Ich ucieczką było pisanie. Twarz Anny jest rozpoznawalna na całym świecie. Twarz Rywki nie tylko pozostaje nieznana, ale jeszcze niedawno nie było nawet pewne, czy uda się ustalić jej tożsamość.

Z jednej strony porównywanie Rywki do innej ofiary Zagłady, osoby o odrębnych przeżyciach, uczuciach i marzeniach, to niegodziwość względem obu. To właśnie w osobistych zapiskach, które mogą przeżyć ich autorów, wiele osób dopatrywało się szansy na bycie zapamiętanym. Była to jedyna walka, jaką mogli podjąć. W warszawskim getcie pisali o tym członkowie grupy Oneg Szabat: Izrael Lichtensztajn („Chcę, by wspomniano o mojej żonie Geli Seksztajn, zdolnej artystce-malarce […] Chcę, by wspomniano o mojej córeczce. Margolit ma dzisiaj dwadzieścia miesięcy”) i Nachum Grzywacz („Pamiętajcie, nazywam się Nachum Grzywacz”). Rywka, mimo że nie pisała, by ocalić pamięć o sobie, dzięki swojemu dziennikowi nie jest anonimowa.

Z drugiej strony, porównanie do Anny Frank mogłoby pomóc dziennikowi pisanemu przez Rywkę zyskać właściwą rangę i uwagę, której jeszcze się nie doczekał. Dotychczas zyskał nikły rozgłos.

Kim zatem była Rywka? Jej samej pewnie dużo radości sprawiłoby powiedzenie, że była przyszłą pisarką. Pisała wiersze, należała do kółka literackiego w getcie, marzyła, że o swoich wspomnieniach z czasów wojny przeczyta kiedyś dzieciom: „Wczoraj, idąc ulicą, marzyłam… Przed oczami moimi stanął obraz taki: pokój lekko przyświetlony, ciepło, kilkoro dzieci siedzi przy stole, zajęte czymś albo słuchają, co czytam. Ach, ja czytam getto, opowiadam im, widzę ich zdziwione oczy, nie mieści im się w głowie, [że] coś podobnego mogło się dziać…”.

Zanim o Rywce

Rywka prowadziła dziennik przez około sześć miesięcy na przełomie 1943 i 1944 roku. Przebywała wtedy w getcie w Łodzi. Pisała po polsku, od czasu do czasu wtrącając po jednym, dwóch zdaniach w jidysz, szczególnie, kiedy bardzo się czymś emocjonowała lub gdy zwracała się do Boga z błagalnymi modlitwami. Pierwsza publikacja dziennika miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku, w języku angielskim. Potem wydany został jeszcze w kilku krajach, ale na polskie tłumaczenie trzeba było czekać aż do jesieni 2017 roku. Ukazało się nakładem wydawnictwa Austeria, dzięki finansowemu wsparciu Fundacji Koret i organizacji Jewish Family and Children’s Services. Nadano mu tytuł „Dziennik z getta łódzkiego”.

Tak jak trudno było znaleźć polskiego wydawcę, tak kilka lat wcześniej trudno było rękopisem pamiętnika zainteresować jakąkolwiek instytucję badawczą w Stanach Zjednoczonych.

Z Syberii do San Francisco

Anastazja Berezowskaja, Rosjanka mieszkająca w Stanach, jest wnuczką Zinaidy Berezowskiej, lekarki, która wraz z żołnierzami Armii Radzieckiej brała udział w wyzwoleniu Auschwitz 27 stycznia 1945 roku. W pobliżu ruin krematorium III w Birkenau Zinaida odnalazła szkolny zeszyt. Jeszcze w Polsce, a potem w Moskwie, podejmowała próby odczytania zapisków, które się w nim znajdowały, po czym zabrała go ze sobą do Omska na Syberii. Po śmierci Zinaidy zeszyt wraz z innymi pamiątkami trafił do domu jej syna, gdzie w 1995 roku odnalazła go Anastazja i zabrała ze sobą do Kalifornii.

W 2008 roku trafiła do Jewish Family and Children’s Services, żydowskiej organizacji pomocowej z siedzibą w San Francisco, która prowadzi także centrum edukacji o Zagładzie. Jednostka ta nie zajmuje się działalnością badawczą, ale to właśnie ona jako jedyna wyraziła chęć bliższego przyjrzenia się dziennikowi, który opisała Berezowskaja. Przez ponad dekadę inne instytucje, z którymi się kontaktowała, nie traktowały jej na tyle poważnie, aby mogła im zaufać, a sam pamiętnik nie wywołał wielkiego zainteresowania.

W kolorowej kopercie z herbem Nowogrodu Wielkiego, w której Zinaida przechowywała karty pamiętnika, znajdowały się jeszcze wycinki z gazet i jej własnoręczne notatki. Przy zdjęciu ilustrującym obszerny artykuł o wyzwoleniu obozu, Zinaida zaznaczyła, gdzie dokładnie odnalazła zeszyt. Na osobnej kartce napisała: „Wiele razy próbowałam uzyskać tłumaczenie tego pamiętnika!”. Z notki wynika, że Polacy, których prosiła o pomoc, twierdzili, że pamiętnik napisany jest „nowoczesnym językiem żydowskim w połączeniu ze starożytnym”, natomiast rosyjscy Żydzi nie byli w stanie zrozumieć ani słowa. Na podstawie tego, co powiedziały jej osoby próbujące odczytać tekst, Zinaida napisała, że autorem pamiętnika jest matka, która została rozdzielona ze swoją córką. Przytoczone są nawet słowa rzekomej autorki, w których mówi: „Boże, o Boże! Wczorajsza noc gorsza była od tamtej Nocy Betlejemskiej [rzeź niewiniątek – red.], bowiem więcej zamęczono na śmierć, powieszono, spalono tutaj z nami. A ty gdzie jesteś, moja droga córeczko!” [tłum. na podstawie tekstu angielskiego]. W pamiętniku Rywki, napisanym bardzo wyraźnym charakterem pisma, po polsku, takiego zdania nie ma. Zinaida musiała więc albo trafić na ludzi, którzy zmyślili treść czytanych słów, co byłoby o tyle dziwne, że notuje ona nie tylko ich ogólny sens, a rozbudowane literacko zdanie, albo odnalazła jeszcze jakiś tekst, który jednak z niewiadomych powodów nie trafił do koperty, odziedziczonej przez jej wnuczkę Anastazję. Tej tajemnicy raczej nie uda się już rozwikłać.

Ze względu na miejsce znalezienia pamiętnika, jedna z pierwszych hipotez zakładała, że należał on do któregoś z członków Sonderkommando. Po wojnie odkryto w sumie osiem podobnych manuskryptów, które więźniowie zakopali właśnie w pobliżu krematorium III. Pamiętnik Rywki zachował się jednak w bardzo dobrym stanie, a dla osoby sprawnie władającej językiem polskim jego odczytanie nie stanowiło trudności. Amerykańscy badacze powierzyli zadanie transkrypcji treści dziennika Ewie Wiatr z Centrum Badań Żydowskich Uniwersytetu Łódzkiego. To ona przywróciła Rywce Lipszyc tożsamość.

Dziennik, spisany na pięćdziesięciu sześciu kartkach szkolnego zeszytu w kratkę, zaczyna się od informacji, że minęły właśnie święta Rosz ha-Szana. Rywka, której imienia jeszcze nie znamy, pisze o swoich kuzynkach, koleżankach, znajomych, ale przez wiele stron nie ujawnia niczego, co mogłoby pomóc poznać historię jej pochodzenia. W końcu w tekście pojawia się „dziadziuś Lipszyc”, w liście do przyjaciółki „twoja Rywcia”, a niemal pod koniec dziennika przywołana jest rozmowa, w której padają słowa, że wiersz na akademię napisała „Rywcia Lipszyc”.

Imię i nazwisko Rywki było więc znane już w 2009 roku. Miejsce znalezienia pamiętnika pozwalało przypuszczać, że dziewczynka zginęła w Auschwitz. Wkrótce okazało się, że to kolejna błędna hipoteza.

Koperta, w której Zinaida Berezowska przechowywała dziennik Rywki. /Fot. Chidusz 2017

Co wiemy o Rywce?

Dzięki podstawowym informacjom z dziennika oraz poszukiwaniom w archiwach, o rodzinie Rywki udało się dowiedzieć całkiem sporo. Dziewczynka była blisko spokrewniona z jedną z najbardziej szanowanych i wpływowych łódzkich rodzin. Brat jej ojca ożenił się z Chają Iską Segał, wnuczką i córką kolejnych naczelnych rabinów Łodzi. Miało to niemałe znaczenie w getcie, w którym protekcja była często jedyną szansą na nieco większą rację żywnościową, przydział węgla, łatwiejszą pracę, czy uchronienie przed „wysiedleniem”, a zatem przeżycie. Ojciec Rywki zmarł w czerwcu 1941 roku, matka – rok później. O tęsknocie do obojga, uświadamianej sobie coraz mocniej z upływem czasu, dziewczynka często wspomina w pamiętniku. Po śmierci rodziców prawną opiekę nad Rywką (i jej żyjącym jeszcze wtedy rodzeństwem) przejęła ciotka Chaja Iska, a po jej śmierci – jej dwudziestodwuletnia wówczas córka Estera. To ten okres obejmuje pamiętnik Rywki.

Rywka pochodziła z bardzo religijnego domu. Nawet w dramatycznie różnych od normalności warunkach getta dbała o to, żeby przestrzegać szabatu, a o sobotach, w które musiała zjawić się w „resorcie” (tak mieszkańcy getta nazywali zakłady przymusowej pracy), choćby po to, żeby podbić kartę pracy, pisała z nieskrywanym cierpieniem. Dziewczynka wiele razy podkreślała, że to w swojej wierze ma największą podporę, Boga nazywała Ojcem, a Torę – Matką. Swoje żydostwo traktowała jako wyróżnienie. „Ach, jak dobrze być Żydem, ale prawdziwym Żydem, Żydem w pełnym tego słowa znaczeniu!” – pisała w lutym 1944 roku w getcie, gdy tęsknota za rodzicami i rodzeństwem była dla niej nie do zniesienia. Marzeniem, które pomagało przetrwać jej najtrudniejsze chwile, była Palestyna. To tam wyobrażała sobie swoje życie po wojnie i w takim duchu była edukowana przez nauczycieli w tajnych szkółkach w getcie.

Wiemy, że Rywka cierpiała nie tylko z powodu głodu (o czym, zwłaszcza na początku, pisze mało), tęsknoty za rodzicami i rodzeństwem, które deportowano z getta (zdarzało się jej za to obwiniać), zimna (węgiel do ogrzania mieszkania nosiła sama na plecach, na nogach mając przemoknięte buty), ale także z samotności i braku zrozumienia. To właśnie pamiętnik Rywki – dorastającej dziewczynki, która próbuje odseparować się od wojennej rzeczywistości i zastanawia się, kim jest w otoczeniu, którego nie rozumie, i które nie rozumie jej, jest najbardziej poruszającym świadectwem. O zewnętrznym świecie getta wiemy sporo. Wewnętrzny widzimy zbyt rzadko, by uświadomić sobie, że mógł być podobny do naszego.

Koleżanki i kuzynki

Świat Rywki to świat dziewczynek, dorastających nastolatek i kobiet. Rywka zdecydowanie dystansuje się od swoich rówieśniczek, uważa, że jest od nich dojrzalsza i ma większy głód wiedzy, który może zaspokoić tylko przebywanie ze starszymi koleżankami. Jej mentorką jest o osiem lat starsza Surcia, która zainspirowała ją do pisania dziennika i której Rywka od czasu do czasu daje go do przeczytania. „Surcia czytała pamiętnik… Napisała mi list, który będę mogła dużo, dużo razy czytać, w nim znajdować ciągle nowości…” – notuje Rywka. Surcia jest dla Rywki najbliższą osobą, bo jako jedyna zdaje się rozumieć, że nie można zatracić się w codziennej, nużącej walce o przetrwanie i cierpieniu, ale warto poświęcić czas na czytanie, pisanie, na bycie w samotności. Pomaga Rywce wyjść z momentów załamania i w środku piekła jest głosem, który każe jej wierzyć w koniec wojny i wyjazd do wymarzonej Palestyny.

Rywka nazywa Surcię gorącym płomieniem „wśród lodowatej i mroźnej atmosfery”. Ta atmosfera to dom, którym zawiadują – dosłownie – jej starsze kuzynki. To one dyktują, kiedy gasi się światło i jakie obowiązki Rywka powinna wykonywać. Przede wszystkim jednak wymagają od niej zupełnej powagi i pragmatyczności, a swoje obowiązki względem niej i jej młodszej o siedem lat siostry Cypki wykonują bez emocjonalnego zaangażowania. Estusia, najstarsza z kuzynek, często denerwuje się na Rywkę, nazywa ją leniem, w pamiętniku jest wiele opisów przykrych kłótni, pełnych wyrzutów Estusi względem Rywki. Dziewczynka czuje się niesprawiedliwie traktowana i wyczuwa, że kuzynki uważają, że powinna lepiej spłacać swój dług wdzięczności. Ma przytłaczające uczucie bycia zupełnie samej, mimo że kuzynki zdają się starać o to, aby materialnie ich życie w getcie było możliwie najlepsze. Jedynie poza domem, wśród starszych koleżanek, znajduje zrozumienie. „Żebym wtedy poszła do domu, potrzebowałabym trochę ciepła, a byłoby przeciwnie, wszystko by mnie zmroziło…” – notuje.

W sierpniu 1944 roku, podczas likwidacji getta, wszystkie Lipszycówny zostają deportowane do Auschwitz. Selekcję udaje się przeżyć kuzynkom: Estusi, Minie i Chanie. Udaje się Rywce, ale nie jej młodszej siostrze Cypce, która trafia prosto do komory gazowej.

Co stało się z Rywką?

Kiedy polska transkrypcja dziennika była już gotowa, zaczęto sprawdzać, czego jeszcze można dowiedzieć się o Rywce. Przeszukanie bazy danych instytutu Yad Vashem szybko dało pozytywny rezultat. Okazuje się, że kuzynka Rywki, Mina, przeżyła wojnę i tak jak wielu innych ocalałych, także ona wpisała nazwiska swoich zmarłych krewnych do specjalnie w tym celu przygotowanego formularza.

Mina swoje świadectwo złożyła w 1955 roku, mając 29 lat. Podaje w nim imię Rywki, Cypki, ich brata Abrahama, ale nie pamięta już imienia najmłodszej siostry Lipszyców (Tamarci), która była ofiarą „Wielkiej Szpery” w getcie. Jako miejsce zgonu Rywki podaje obóz Bergen-Belsen. To duże zaskoczenie, do tej pory wszystko wskazywało na to, że Rywka zginęła tam, gdzie znalazł się jej pamiętnik, czyli w Auschwitz.

Wkrótce wiadomo też, że wojnę przeżyła nie tylko Mina, ale i Estusia. Informacja o istnieniu pamiętnika jest dla nich szokiem. Mina miała powiedzieć swojej córce: „Teraz, kiedy wreszcie o niej zapomniałam, ona do mnie wróciła”. W Bnei Braku, ortodoksyjnej dzielnicy Tel Awiwu, obie ponadosiemdziesięcioletnie panie odwiedza Anita Friedman, dyrektorka JFCS i Fundacji Koret. Mina i Estera zaczynają przypominać sobie więcej szczegółów.

PRENUMERATA

Okazuje się, że z Auschwitz Rywka, Mina, Estusia i Chana (siostra Miny i Estusi) trafiły do obozu Christianstadt (dzisiejsze Krzystkowice w powiecie zielonogórskim), filii Gross-Rosen. Pracowały tam prawdopodobnie przez kilka miesięcy w fabryce Dynamit A.G. Nobel, przy produkcji granatów. Ewakuowane przed zbliżającą się Armią Radziecką, w marszu śmierci doszły do Bergen-Belsen, gdzie zostały wyzwolone. Chana zmarła na tyfus, stan Rywki nie dawał żadnych rokowań – tak przynajmniej twierdził lekarz, z którym rozmawiała Mina. Ona sama, wraz z Estusią, została zabrana na leczenie do Szwecji. Rywce dawano kilka dni życia, więc Mina zostawiła ją w szpitalu w poczuciu, że nic już nie da się zrobić.

Dokumenty, które udało się odnaleźć, wskazują jednak na to, że Rywka nie zmarła w Bergen-Belsen. Wbrew temu, co twierdził lekarz, Rywka żyła jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Została zabrana do szpitala w nadbałtyckim Niendorfie, a potem do obozu przejściowego w Lubece, w brytyjskiej strefie okupacyjnej. 10 września 1945 roku wypełniono kartę rejestracyjną Rywki, w której zaznaczono, że jej zamiarem jest wyjazd do Palestyny. To ostatni ślad. Choć nie ma jej na liście osób pochowanych w tamtym okresie na cmentarzu żydowskim w Lubece, nic nie wskazuje też na to, że mogłaby rzeczywiście wyjechać do Palestyny. Najprawdopodobniej zmarła w szpitalu w Niendorfie lub innej miejscowości i przez zaniedbanie nie została uwzględniona w spisie pochówków.

Estusia, Mina, Surcia

Głos młodszej kuzynki z zaświatów nie przywołał żadnego miłego obrazu z przeszłości Estery i Miny. W pamiętniku nie pojawia się żaden pozytywny opis kuzynek. Rywka, jeśli wspomina jakiś miły uczynek Miny, robi to w dość kąśliwy sposób. „Mina mi przewlokła pościel i pościeliła łóżko, tyle przy tym gadała, że jest dobrą kuzynką itd., wciąż mi mówiła, żebym to zapisała” – to jeden z łagodniejszych fragmentów jej dziennika. Do tego dochodzą opisy błahych sprzeczek przeradzających się w przykre awantury, kradzieże jedzenia z domu, o które podejrzewane są wszystkie dziewczęta, przytłaczające poczucie samotności Rywki. Dla starszych kobiet, które dla własnych dzieci, wnuków i prawnuków były żyjącymi pomnikami symbolizującymi najlepsze żydowskie wartości i wolę przetrwania, taka konfrontacja musiała być trudna. Odnaleziony pamiętnik Rywki przyniósł rodzinie radość i dumę, ale Minę i Esterę wysłał w podróż w przeszłość, w której nic nie jest takie, jakie się wydawało. Upływ czasu spowodował stworzenie bezpiecznej wersji rzeczywistości, w której alternatywny wariant trudno uwierzyć.

Krytyczne komentarze do fragmentów tekstu dziennika na wystawie w Galicji przygotowały wyłącznie kobiety, dlatego że to właśnie historię kobiet opowiada Rywka. Wystawa ilustrowana była zdjęciami trójki fotografów z łódzkiego getta. Nie przetrwało żadne zdjęcie Rywki, ale może jakaś anonimowa twarz z na wpół zniszczonej kliszy to właśnie ona?

Wbrew temu, co wynika z tekstu dziennika, Mina twierdzi, że nie wiedziała, że Rywka pisze; nigdy nie widziała jej z piórem w ręku. Ciężko było jej też się na ten temat wypowiadać. Tylko Estera zdecydowała się napisać kilka zdań do posłowia w angielskim wydaniu „Dziennika”, natomiast w imieniu Miny pisała jej córka Hadasa. Estera zdaje się usprawiedliwiać swoje zachowanie, może w rzeczywistości nie tak złe, ale nam znane przecież tylko z przekazu Rywki. Pisze o swojej odpowiedzialności za wszystkie dziewczynki – dwie siostry i dwie kuzynki – stanowczo za dużej jak na jej wiek. Przyczynę dotkliwej krytyki Rywki widzi w jej sztubackim przekonaniu o swojej dorosłości. „Wszystko to było szczególnie ciężkie, biorąc pod uwagę, że Rywka była najstarszą ze swojego rodzeństwa, także wśród nas chciała się czuć ‘dużą dziewczynką’, a podporządkowanie się mojemu autorytetowi było dla niej niezmiernie trudne” – pisze. Hadasa z kolei przywołuje wspomnienia matki i ciotki, w których narzekały na Rywkę, znikającą z domu i zaszywającą się we własnym świecie w momentach, kiedy jej pomoc była najbardziej potrzebna.

Czy Surcia, która była najbliższą powierniczką Rywki, ale i dobrze znała jej kuzynki, mogłaby coś jeszcze dodać do tej historii? Być może, ale kiedy udało się odkryć jej pełne imię i nazwisko, niewiele mogła już powiedzieć. Zdawała się w ogóle jej nie pamiętać.


polecane 10 majaa 2018 – historia / kultura / CHIDUSZ 43 – 10/2017


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com