Archive | June 2018

Deal with Gaza now, leave Iran for later

Deal with Gaza now, leave Iran for later

Shimon Shiffer


Op-ed: PM Netanyahu went to Europe to discuss two things: Iran and Iran. Meanwhile, our southern fields are burning, the infiltration attempts and rocket fire are continuing, and the Gaza vicinity residents have the right to demand a practical solution to the impossible reality they are living in.

A moment before leaving for Europe on Monday to discuss ways to continue the pressure on Iran with the leaders of Germany, France and Britain, Prime Minister Benjamin Netanyahu instructed his office to collect a “price tag” from the Palestinian Authority for the damage caused by the fires in the Gaza vicinity.

So far, Israel’s attempts to impose economic sanctions on the Palestinian Authority by forfeiting, boycotting or freezing the tax funds it collects for the Palestinians have ended with the funds being transferred to the PA several months later at the most.

Fire causaed by Gaza-sent incendiary kite

In 2015, for example, Netanyahu approved the transfer of PA funds that had been frozen in previous months following a recommendation from Defense Minister Moshe Ya’alon, the IDF and the Shin Bet. Netanyahu explained that his decision was based on humanitarian considerations and an overall view of Israel’s interests. In short, empty words, then and now. Words aimed at satisfying the political base.

Meanwhile, our southern fields are burning. Thousands of dunams of forests and fields have been consumed so far by 600 flaming kites launched from the strip into the Gaza vicinity community. The attempts to infiltrate Israel are continuing too, and so is the mortar and rocket fire.

And that’s not all: The Naksa Day protests, marking the Arab armies’ defeat in 1967, are expected to take place near the border on Friday, and there’s no way of knowing how many Palestinian will participate in them and how they will end. It seems Hamas and the other organizations in the strip are unimpressed by Defense Minister Avigdor Lieberman’s threats to “settle the score.”

Netanyahu with French President Emmanuel Macron on Tuesday (Photo: Reuters)

We must admit that after years of rounds of fighting and bragging from the prime minister and his ministers, the reality on the ground is terribly simple: We keep suffering blows, and they keep dealing us blows. Each side with its own measures. We activate the Air Force, and they send flaming kites across the border.

On this background, the tens of thousands of Israelis living in the south have the right to demand a solution or a response from the government to the impossible reality they are living in—not threats to kill Hamas leaders or statements about toppling the Hamas rule, but practical proposals that would give both sides some hope.

At the moment, there is no plan or horizon that could indicate a point of exit from this brutal reality. Former Prime Minister Ariel Sharon used to offer his colleagues and decision makers, both on personal issues and on national topics, the advice of Chazon Ish, Rabbi Avraham Yeshaya Karelitz, one of the greatest halachic decisors of the previous century. According to Chazon Ish, if you have to solve two problems at the same time, first solve the urgent problem which requires immediate attention, and only then deal with the less pressing problem.

If only Netanyahu had implemented this advice, and instead of travelling to Europe, had stayed in Israel and rolled up his sleeves to try to deal with the roots of the problem the Gaza Strip is inflicting on every Israeli. Talking about bringing down Hamas and about targeted assassinations of Gaza’s leaders (“his blood is on his own head”) isn’t serious. The biggest absurdity in the government speakers’ recent messages is that the system is giving priority to the northern arena over finding a solution to the threats from the south.

Fire caused by a flaming kite in the Eshkol Regional Council (Photo: Yoav Zitun)

This is where we should say to the prime minister and the cabinet: Stop dealing with Iran. Leave something for the Americans and world leaders. The rage of millions of Palestinians in the strip isn’t because of Iran, and the Israeli-Palestinian conflict requires some sort of arrangement.

But Netanyahu announced that he would talk about three issues in Europe: Iran, Iran and Iran. He seems to have borrowed this sentence from a real-estate agency’s commercial, which declares that an apartment’s value is measured according to three parameters: Location, location and location. That may be good for commercials, but it isn’t very practical when you look at the burning fields in the Gaza vicinity.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE?

POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE?

Jerzy Surdykowski


Wstawanie z kolan nie sprzyja myśleniu. Przesławna nowelizacja ustawy o IPN stawia przed wymiarem sprawiedliwości w Polsce zadanie po pierwsze niewykonalne, po drugie dewastujące i tak nadwątloną opinię o naszym kraju.

Niewykonalne, bo pozwala ścigać osoby przypisujące „narodowi polskiemu” współudział w zbrodniach wojennych gdziekolwiek w świecie, także tam gdzie nasza jurysdykcja nie sięga. Dewastujące, bo uderza w wolność słowa, do której państwa demokratyczne są przywiązane. Wolność słowa oznacza również wolność kłamstwa, a zwłaszcza omyłek, bo one są tutaj najczęstsze.

Sam uważam, że nawet negacji Holokaustu nie należy karać (choć czyni tak wiele państw, w tym Polska), lecz przygważdżać argumentami. Ale przynajmniej nie wychylajmy się poza tę granicę. Nikt nie lubi, gdy zamiast argumentów wyciągamy z rękawa prokuratora.

Niestety, tak uczyniliśmy, sejmowa maszynka do głosowania zadziałała, pan prezes przepchnął ustawę kolanem. Mleko się rozlało; ustawa, która miała ratować naszą reputację, gruntownie ją pogrążyła. Jedno zyskaliśmy: znamy już przyczynę prezesowskich problemów zdrowotnych. Kiedy się wyleczy, może Trybunał Przybłęcki (przepraszam: Konstytucyjny) uzna nowelizację za sprzeczną z ustawą zasadniczą i wtedy będzie można zacząć sprzątanie tego, co sami napaskudziliśmy.

Chciałbym tutaj – gwoli tego przyszłego, acz nieuniknionego sprzątania – zaproponować nieco inną metodę walki z wciąż popularnym na Zachodzie sformułowaniem „polskie obozy koncentracyjne”. Przetestowałem ją z niezłym skutkiem w USA, gdzie jego użycie jest szczególnie uporczywe. Nie wynika ono jednak ze złej woli, lecz z nędzy nauczania historii w amerykańskiej szkole średniej.

W latach dziewięćdziesiątych, gdy byłem konsulem generalnym w Nowym Jorku, przeglądałem kilka amerykańskich podręczników historii dla „high school”. Są one różne w różnych stanach, ale tak samo skupiają się na dziejach USA, a nad historią Europy prześlizgują się lekko, łatwo i przyjemnie. Nic więc dziwnego, że zdań dotyczących dziejów Polski znalazłem w nich trzy do czterech, najwyżej. Trudno więc, by przeciętny Amerykanin – nawet jeśli ukończy nauki techniczne, czy zarządzanie na uniwersytecie – coś wiedział o naszym kraju, najwyżej mu zaświta, gdy usłyszy „Walesa” albo „Solidarity”.

Skoro więc obozy koncentracyjne były w Polsce, to na pewno są „polish”. O tym, że nie było tam żadnej polskiej władzy, a nawet o tym, że było to terytorium podbite i okupowane na ogół nie wie.

Tak to właśnie gdzieś w początku lat dziewięćdziesiątych siedzę w swoim biurze i męczę się nad kolejnym listem do „The New York Times”, bo właśnie w związku ze sprawą Demianiuka (białoruski kapo obozu zagłady w Sobiborze, odnaleziony wtedy w USA) posypały się „polish concentration camps”. Na to wkracza mój przyjaciel Roman Kent, polski Żyd i serdeczny człowiek, powiadając: „Po co się wysilasz? Albo ci to wydrukują maczkiem na którejś tam stronie, albo i nie. Idziemy do Abe Foxmana!”.

Roman przeżył Auschwitz, jako młody chłopak skierowany do pracy, nim nadejdzie jego kolejka do komory gazowej, potem „marsz śmierci” od obozów w Niemczech, aż w Dachau wyzwolili go Amerykanie. Był prezesem Amerykańskiego Zgromadzenia Żydów Ocalałych z Holokaustu, a więc na szczytach nowojorskiej hierarchii żydowskiej. Przed takimi jak on wszystkie drzwi są otwarte, a dostanie się na audiencję do Abrahama Foxmana, ówczesnego szefa Anti Defamation League było poza zasięgiem nawet konsula średniej wielkości państwa europejskiego. Bo i po co?

Liga Przeciw Zniesławianiu powstała jeszcze przed wojną jako organ samoobrony amerykańskich Żydów przed antysemityzmem, wtedy w USA dość powszechnym. Zasilana hojnymi składkami tej społeczności i mająca do dyspozycji najlepszych żydowskich prawników, wytaczała proces za procesem zarówno politykom, jak redakcjom pozwalającym sobie na antyżydowskie ekscesy, również klubom obojętnie czy towarzyskim, czy sportowym, które miały w statucie zakaz przyjmowania Żydów. No i wykrywała, oskarżeni płacili słone odszkodowania, aż Ameryka zaczęła się bać ADL i zrozumiała, że antysemityzm nie uchodzi. Cóż mogła pomóc ta groźna Liga na polskie kłopoty, przecież czym innym się zajmuje?

Foxman przyjął mnie chłodno, ale wysłuchał, zwłaszcza tyrady Romana, usiłującego go przekonać, że nadszedł czas na opowiedzenie się Ligi po stronie prawdy historycznej. Wziął ode mnie przygotowaną wcześniej listę mediów, które – od Atlantyku po Pacyfik – beztrosko szafowały owym „polish concentration camps”. No i na papierze firmowym ADL napisał do nich wszystkich listy, że wprawdzie były w Polsce liczne przejawy antysemityzmu, ale nie było żadnych polskich obozów koncentracyjnych, tylko hitlerowskie obozy w okupowanej Polsce. Po tym warknięciu Ligi, której boi się cała Ameryka, na kilka lat ustało używanie kontrowersyjnego sformułowania.

Usiłowałem z tego uczynić wielką sprawę: oto po raz pierwszy w dziejach, potężna organizacja żydowska ujęła się za Polakami w imię prawdy historycznej! Wysłałem notatki gdzie się tylko dało – i prawie nic. Opublikował coś nowojorski „Nowy Dziennik” i „Gazeta Wyborcza” w Warszawie, zignorował PAP i inne polskie dzienniki. Ministerstwo Spraw Zagranicznych milczało, mimo że domagałem się podziękowania dla Foxmana. Tak sprawę przywalił czas i zapomnienie.

Po paru latach przyjechał do Nowego Jorku Aleksander Kwaśniewski, niedawno wybrany prezydentem RP. Miał w planach spotkanie z Foxmanem, bo prezydentowi się nie odmawia. Miałem z nim chwilę czasu na rozmowę w przeddzień, więc relacjonuję jak było i sugeruję podziękowanie. Następnego dnia Kwaśniewski zaczyna od słów: „Panie przewodniczący, chciałem panu bardzo podziękować…” Foxman zmienia się na twarzy i nagle mówi: „Pane prezydencze, Polska and Anti Defamation League to som dwe najwspanalsze rzeczy na szwece!”*)

Na tym skończyła się jego wyniesiona z dzieciństwa polszczyzna.

Żydowskie dziecko urodzone w Baranowiczach przygarnęła poczciwa Polka i ochrzciła w Wilnie jako swego syna, aby mieć jakikolwiek papier sankcjonujący niemowlę. Oczywiście pozostałych bliskich czekał straszny żydowski los Zagłady. Po wojnie tłumaczono chłopakowi w Izraelu, że Polacy chcieli go wynarodowić, stąd później nienajlepszy jego stosunek do naszego kraju. Studia ukończył już w USA. Ale ten incydent pokazuje tajemnicę duszy nie tylko żydowskiej: potrzebę dobrego słowa, znaczenie prostego sformułowania „dziękuję”.

Wzbraniamy się go używać, skąpimy serdeczności nawet tam, gdzie sami jej doznajemy. Za to potrafimy bez sensu i potrzeby podlizywać się tym, którzy na to ni zasłużyli. Czy to tajemnica duszy polskiej?

Dziś Abraham Foxman jest już tylko emerytowanym szefem ADL. Roman Kent dobiega dziewięćdziesiątki. Trzeba zaczynać od nowa. Trzeba pozyskiwać przyjaciół, a nie odstręczać ich wyniosłą głupotą.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Israel’s Netanyahu Hails Trump-Kim Summit

Israel’s Netanyahu Hails Trump-Kim Summit, Lauds America’s ‘Strong Stand’ Against Iran

Algemeiner Staff


Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu. Photo: Menahem Kahana / Pool via Reuters

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu hailed on Tuesday US President Donald Trump’s summit meeting with North Korean dictator Kim Jong-un, calling it “an important step in the effort to rid the Korean Peninsula of nuclear weapons.”

The Israeli leader also tied the development to the Iran nuclear issue, crediting Trump for taking “a strong stand against Iran’s efforts to arm itself with nuclear weapons and against its aggression in the Middle East.”

“This is already affecting the Iranian economy,” Netanyahu continued. “President Trump’s policy is an important development for Israel, the region and the entire world.”

Israeli Defense Minister Avigdor Lieberman stated, “I am sure that as determined as the USA and President Trump were to reach an agreement, they will also, of course, monitor its implementation and this will be a good example to other nations and other people.”

“We think this is an achievement and the most significant breakthrough that we’ve seen in recent years,” he added. “I hope that beyond the signatures on the agreement, it will also be carried out in actuality and will stand up to the real test.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Lebanon Foreign Minister Escalates Refugee Row With UN Agency

Lebanon Foreign Minister Escalates Refugee Row With UN Agency

Reuters and Algemeiner Staff


Lebanese Foreign Minister Gebran Bassil. Photo: Reuters / Remo Casilli.

Lebanon’s caretaker foreign minister escalated his row with the UN refugee agency UNHCR on Wednesday, accusing it at a news conference of working to stop refugees from returning to Syria.

UNHCR has denied similar accusations, saying it supports the return of refugees when it is safe for them to go back to Syria and helps those who choose to return with their documentation. It had no immediate reaction to the latest accusation.

“Their policy is to forbid the return,” Foreign Minister Gebran Bassil said. “The Lebanese policy is to encourage the return. Forbid, encourage. Stop, facilitate. That’s it,” Bassil said during the news conference in the town of Arsal, where he spoke alongside Syrian refugees.

The UN has registered about a million refugees in Lebanon — nearly a quarter of Lebanon’s population. The Lebanese government, which puts the figure at 1.5 million, says it wants them to start going back to territory where fighting is over.

Bassil said on Wednesday the burden of hosting Syrian refugees seven years into the conflict that drove them to flee had grown “unbearable,” blaming the crisis for the collapse of the economy and emigration of Lebanese citizens.

Last week, Bassil ordered a freeze on applications by the UN High Commissioner for Refugees (UNHCR) for residency permits for its staff, saying it was intimidating refugees into staying in Lebanon.

Some 19 UNHCR staff members are affected by the Lebanese residency permit freeze, she said, and the agency’s spokesman in Geneva said it hopes the decision will be reversed.

Bassil accuses UNHCR of discouraging refugees from going home by asking them questions about potential difficulties they face upon return, including possible military conscription, damage to housing and lack of UN support in parts of Syria.

“I don’t want to have disputes with them, but it’s time to tell them enough,” he said.

The UNHCR favored the return of all refugees when it was safe for them to go home, its Lebanon representative, Mireille Girard, told Reuters on Tuesday. It speaks to refugees in all countries when they are preparing to return home to make sure it can give them enough support and protection, she said.

Another senior UN official, the deputy special coordinator for Lebanon Philippe Lazzarini, was quoted late on Tuesday as saying it would be “inconceivable” for the body to oppose refugees who wanted to go home.

“We respect refugees’ individual decision to return home and would never, never discourage the return from taking place based on their decision,” Hariri’s office quoted Lazzarini as saying during a meeting.

Lebanon’s government is operating on a caretaker basis because prime minister designate Saad al-Hariri has not yet formed a new cabinet after parliamentary elections on May 6.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Dyskusja w IPN: służby specjalne III RP mają swoje korzenie w PRL-u

Dyskusja w IPN: służby specjalne III RP mają swoje korzenie w PRL-u

nno/ agz/


Dr hab. Sławomir Cenckiewicz. 2017 r. Fot. PAP/L. Szymański

Służby specjalne III RP mają swoje korzenie w PRL-u – zgodzili się eksperci, którzy w środę w Warszawie wzięli udział w dyskusji zorganizowanej przez IPN. Ponad połowa weryfikowanych w 1990 r. funkcjonariuszy SB trafiło do policji lub UOP – podali historycy.

Dyskusję “Służby specjalne III RP, czyli jak wyglądała transformacja”, w której wzięli udział także eksperci Sławomir Cenckiewicz i Piotr Woyciechowski, będzie można wkrótce obejrzeć w całości na kanale IPN na You Tube. Spotkanie poprowadził dziennikarz Witold Gadowski, który rozpoczął rozmowę od pytania o jakość procesu weryfikacji m.in. funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy kandydowali do służb w Polsce po transformacji z 1989 r.
“O procesie weryfikacji przez wiele lat mówiono, że to był proces odsiewający tych funkcjonariuszy, którzy splamili się podczas swojej służby w okresie PRL-u (…). Fakty są zupełnie inne. Jeżeli spojrzymy tylko i wyłącznie na dane statystyczne, jeżeli przywołamy formalną liczbę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy pod koniec funkcjonowania służby – najpierw na przełomie 1989 i 1990, a potem w 1990 roku jeszcze służyli w SB – to tak naprawdę formalnie było ich nieco ponad 24 tysiące. I w wyniku weryfikacji znaczna część tych funkcjonariuszy gładko przechodziła albo do służb specjalnych III RP albo do policji” – powiedział Rafał Leśkiewicz, w IPN od 2001 r., w którym był m.in. szefem pionu archiwalnego Instytutu.

Przypomniał, że w polskim życiu publicznym w ostatnich latach przekonywano, że byłych esbeków nie będzie w nowych służbach. Pojawiały się na ten temat nawet publikacje naukowe lub popularno-naukowe, a także o charakterze wspomnieniowym, w których – jak powiedział Leśkiewicz – jednoznacznie stwierdzano, że w wyniku weryfikacji prowadzonej latem 1990 roku do służb specjalnych III RP nie trafili funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych.

W ocenie specjalisty IPN, mechanizm weryfikacji kandydatów do służb po 1989 r. był wadliwy. “Proces był tak skonstruowany, że oprócz komisji wojewódzkich – komisji kwalifikacyjnych tworzonych we wszystkich miastach wojewódzkich była komisja ds. kadr centralnych – komisja centralna i w sytuacji, w której komisja wojewódzka negatywnie opiniowała kandydata do służby w Urzędzie Ochrony Państwa to bardzo często na poziomie centralnym taki wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy był opiniowany pozytywnie. I spora grupa spośród tych funkcjonariuszy trafiła potem do służb specjalnych III RP” – podkreślił ekspert.

Dr Rafał Leśkiewicz: Jeżeli spojrzymy tylko i wyłącznie na dane statystyczne, jeżeli przywołamy formalną liczbę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy pod koniec funkcjonowania służby – najpierw na przełomie 1989 i 1990, a potem w 1990 roku jeszcze służyli w SB – to tak naprawdę formalnie było ich nieco ponad 24 tysiące. I w wyniku weryfikacji znaczna część tych funkcjonariuszy gładko przechodziła albo do służb specjalnych III RP albo do policji.

Dr Leśkiewicz opowiadał, że gdy we wczesnych latach swojej kariery pracował w archiwum IPN w Poznaniu, to ze zdziwieniem odkrył, że wśród funkcjonariuszy poznańskiej delegatury UOP, odpowiedzialnych za przekazywanie dokumentów do IPN, więcej niż połowa pracowała wcześniej w SB.

A do drugiej połowy 2015 r. na jednym z kluczowych stanowisk w Biurze Ewidencji i Archiwum, później Biurze Ewidencji i Analiz ABW, pracowała funkcjonariuszka Służby Bezpieczeństwa, która odpowiadała za archiwum ABW. To mówi samo za siebie” – ocenił historyk. Podał też przykład przebiegu weryfikacji w Toruniu, gdzie na 200 funkcjonariuszy dawnych służb 123 z nich trafiło do pracy w policji, 10 do Urzędu Ochrony Państwa, a 64 zweryfikowano negatywnie. Dodał też, że wiele dokumentów z 49 wojewódzkich komisji kwalifikacyjnych trafiło prawdopodobnie w prywatne ręce.

“Więcej niż połowa funkcjonariuszy, która była poddawana procesowi weryfikacji trafiała albo do policji albo do Urzędu Ochrony Państwa” – mówił Leśkiewicz. Dodał też, że część funkcjonariuszy komunistycznego MSW uniknęła jakiejkolwiek weryfikacji z powodu zmian formalno-prawnych w resorcie.

Historyk Sławomir Cenckiewicz, obecnie dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, a także wiceszef Kolegium IPN, tłumaczył przyczyny, z powodu których służby wolnej Polski były personalnie związane ze służbami komunistycznymi. “Cały ten proces nie byłby możliwy, gdyby nie parasol polityczny nie tylko Czesława Kiszczaka, ale również tych pseudoelit solidarnościowych” – stwierdził badacz. Przypomniał też, że pomimo iż funkcjonariusze SB stanowili nawet ok. 80 proc. kadr tajnych służb po 1990 r. to tacy urzędnicy jak np. Andrzej Milczanowski, szef UOP z lat 1990-92 i MSW z 1992-95, bronili tego stanu rzeczy.

Historyk zacytował fragment wypowiedzi Milczanowskiego, opublikowany przez byłego ministra z okazji 20-lecia powstania UOP, której następczynią od 2002 r. stała się ABW.

“Patrząc z perspektywy czasu oceniam, że nie uniknąłem pewnych błędów. Wbrew opiniom pułkownika Henryka Jasika, podpułkownika Gromosława Czempińskiego, podpułkownika Bogdana Libery i majora Andrzeja Stachurskiego w decydujący sposób przyczyniłem się do negatywnej oceny pułkownika Aleksandra Makowskiego i podpułkownika Wiesława Bednarza – wybitnych oficerów wywiadu, którzy mieli to nieszczęście, że przez kilka lat przed 1990 rokiem pracowali w wydziale XI (zajmującym się zwalczaniem dywersji ideologicznej – PAP) Wywiadu PRL (…). Zamiast zatem pozyskać tych oficerów do służby w Wywiadzie UOP w myśl zasady, iż profesjonalistów, którzy stali po przeciwnej stronie należy wykorzystać, dałem się zasugerować treścią nazwy +Wydział XI+, która miała jakby magiczne znaczenie w sensie negatywnym. W ten sposób oceniłem wspomnianych oficerów kierując się względami ideologicznymi, a nie chłodnym pragmatyzmem. A pierwszeństwo winien mieć interes państwa” – cytował Milczanowskiego Cenckiewicz.

Historyk odniósł się również do pytania o funkcjonariuszy wojskowych służb specjalnych w Polsce po 1989 r., którzy nie przeszli żadnej weryfikacji.

“W wojsku było jeszcze gorzej. Tam nie było nawet takiej naskórkowej weryfikacji. W gruncie rzeczy Wojskowa Służba Wewnętrzna i Zarząd II Sztabu Generalnego, czyli wywiad i kontrwywiad wojskowy, całkowicie +suchą nogą+ przeszedł do nowej rzeczywistości” – powiedział Cenckiewicz.

Przypomniał, że obie służby wojskowe w nowej Polsce wręcz połączyły swoje potencjały kadrowe i agenturalne tworząc od 1991 r. Wojskowe Służby Informacyjne, które przetrwały do czasu ich likwidacji w 2006 r. Dodał też, że wojskowe tajne służby aż do 2003 r. nie funkcjonowały na podstawie żadnej ustawy. “W gruncie rzeczy funkcjonowały w oparciu o przepisy analogiczne, które były w PRL-u” – zaznaczył.

Dyskusja “Służby specjalne III RP, czyli jak wyglądała transformacja” odbyła się w warszawskim Centrum Edukacyjnym IPN “Przystanek Historia” w ramach cyklu “Tajemnice wywiadu”, przybliżającego dzieje polskiego wywiadu i kontrwywiadu w XX w. W spotkaniach prowadzonych przez Witolda Gadowskiego biorą udział znawcy historii, struktur i technik operacyjnych tajnych służb. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com