Archive | June 2018

Radykalizm: prawdziwym szokiem była reakcja Amerykanów…

Radykalizm: prawdziwym szokiem była reakcja Amerykanów…

Majid Rafizadeh
tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


“Wkrótce Ameryka będzie nasza” – przeczytaliśmy w pewnym liście.

“Nasza?”

Autor, jak stało się jasne, był ekstremistycznym muzułmaninem w USA, który twierdził, że jest szanowanym kaznodzieją.

W swoim liście wskazywał na “grzeszne” zachowania Zachodu: taniec, picie, randki…

Wyrażał obrzydzenie wobec tego, że większość kobiet nie nosi hidżabu ani nie uczestniczy w modłach pięć razy dziennie. A potem przeszedł prosto do rzeczy: “Nasza” – wyjaśnił, czyli muzułmanów takich jak on.

W żadnym razie nie jest to nowa opinia. Przez lata słyszeliśmy podobne oświadczenia wielu muzułmańskich ekstremistów. Prawdziwym szokiem nie był ten list, ale reakcja na niego wielu Amerykanów.

Coś takiego, mówili, nigdy się nie zdarzy, to „tylko przechwałki”, nie ma powodu traktować ich poważnie. Co najbardziej zaskakujące, mówili, szczerze w to wierząc, że muzułmanie, którzy mówią o takich zamiarach, nie myślą w rzeczywistości tego, co mówią, a więc te groźby nie powinny być powodem do niepokoju.

Historia dwóch narodów, w których dorastałem – Iranu i Syrii – dała nam wszystkim wielką lekcję o życiu w tego rodzaju ignorancji: pokazała realność tego, jak szybko naród może zostać pochłonięty przez filozofię państwa teokratycznego. Autorytarny i nikczemny reżim, jaki istnieje obecnie w Iranie – wiodący na świecie sponsor terroryzmu, brutalny także wobec własnej ludności – nie jest czymś, co można lekceważyć.

W przeciągu kilku stuleci w Syrii, gdzie ponad 90% populacji była chrześcijanami, i w Iranie, gdzie przeważająca większość obywateli była zaratusztrianami, demografia gwałtownie zmieniła się na muzułmańską większość. Żaden z tych narodów nie mógł przewidzieć takiej zmiany.

Choć wielu może niedoceniać twierdzeń radykalnego kaznodziei, że “Wkrótce Ameryka będzie nasza”, dla ekstremistycznych muzułmanów są to wierzenia zakorzenione mocno i głęboko.  

Wielu ekstremistów wierzy, że ich religijne pragnienie – “muzułmańskiego przejęcia Białego Domu, wynika z nakazu samego Mahometa” i realizuje się w USA. Mówiąc językiem religijnym, dla tych muzułmanów rządzenie Ameryką jest słowem Allaha, uświęconą obietnicą, która się ziszcza.

Niedawny sondaż i badanie demograficzne opublikowane przez Pew Research Center pokazało, że  muzułmanie wkrótce wyprzedzą członków innych religii, w tym Żydów, i staną się drugą największą grupą religijną w Stanach Zjednoczonych.

Tej sprawy nie wolno lekceważyć. Co oznacza bycie drugą największą religią w kraju? Wyborcy wpływają na lokalną i krajową politykę, zmieniają wyniki wyborów, wybierają więcej przedstawicieli swojego wyznania, mają wystarczająco dużo wpływu, by zdecydować, kto może być następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych oraz o zmianie praw. Wystarczy niewielkie przesunięcie władzy, by całe społeczeństwo, system polityczny i kultura narodu uległy zmianie.

Liczba muzułmanów w USA wzrosła o 40% w ciągu zaledwie pięciu lat — między 2010-2015 – podczas gdy w tym samym czasie nie-muzułmańska populacja USA wzrosła tylko pięć procent. To znaczy, że populacja muzułmańska rośnie niemal ośmiokrotnie szybciej niż nie-muzułmańska populacja w USA.

Jako dorosły człowiek słyszałem w świecie muzułmańskim wersety i hadisy często używane przez ekstremistów i wyryte w ich umysłach. Dla nich są to prawdziwe instrukcje i proroctwa najpotężniejszej istoty. Ci muzułmanie mocno wierzą, że te wersety i hadisy (powiedzenia Mahometa) ziszczą się, ponieważ wypowiedział je Allah lub jego posłaniec Mahomet. Na przykład, Allah mówi w Koranie (9:33) sūrat al-tawbah (Skrucha):

” On (Allah) jest Tym, który wysłał Swojego Posłańca z drogą prostą i religią prawdy, aby uczynić ją dominującą ponad wszystkimi religiami, chociażby Muszrikoon (niewierni) nienawidzili tego”.

Popularny hadis mówi:

“Zaprawdę, Allah pokazał mi wschodnią i zachodnią część ziemi i widziałem władzę mojego Ummah (narodu) nad wszystkim, co widziałem”.

Niektórzy ekstremistyczni muzułmanie wierzą, że Allah i Mahomet przewidzieli, że będą rządzić Ameryką jeszcze zanim Europejczycy odkryli Amerykę. Jak pewien radykalny aktywista muzułmański powiedział telewizji ABC: “Istotnie, wierzymy, że pewnego dnia flaga islamu będzie powiewała nad Białym Domem”. Przytaczał powiedzenie Mahometa za muzułmańskim uczonym Al-Tabaranim z X wieku: “Ostateczna godzina nie nadejdzie aż muzułmanie zdobędą Biały Dom”.

Wielu ekstremistów twierdzi także, że muzułmanie nie muszą być większością w kraju, by przejąć nad nim rządy: “Mała część muzułmanów powstanie i zdobędzie Biały Dom”.

Fundamentalistyczni muzułmanie wierzą, że jest obowiązkiem każdego muzułmanina torowanie drogi islamowi do zdominowania Ameryki. Zachęca się ich, by używali rozmaitych metod dla zapewnienia, że to się zdarzy – w tym siły, przemocy i prowadzenia dżihadu (świętej wojny).

Każda akcja podjęta dla zrealizowania tego celu przyjmowana jest aplauzem muzułmańskich ekstremistów na całym świecie. Na przykład, islamiści i państwa islamskie wychwalały i cytowały Louisa Farrakhana, kiedy przepowiadał, że: „Bóg zniszczy Amerykę rękami muzułmanów. Bóg nie da Japonii lub Europie zaszczytu obalenia Stanów Zjednoczonych; to jest honor, jakim Bóg obdarzy muzułmanów”.

Istnieją historyczne dowody wielkich narodów poddający się ideałom ekstremistycznych i zdeterminowanych grup radykałów. Historia często dawała potężnymn narodom gorzką lekcję. Zanim zlekceważy się niebezpieczeństwo, przed jakim stoi Ameryka, należy poświęcić czas na dowiedzenie się o przeszłości i o tym, jak łatwo i szybko mogą zajść nieodwracalne zmiany: Rosja w 1917 r., Niemcy w 1933 r., Egipt w 1952 r., Iran w 1979 r. i tak dalej. Nie wolno niedoceniać zdolności radykalnego islamu do przejęcia waszego rządu i narzucenia prawa szariatu na wolny naród.

Amerykanie nie powinni uważać, że w jakiś sposób będą wyjątkiem od tej historycznej reguły. To poczucie nietykalności i lekceważenie zagrożenia doprowadziło w dziejach do upadku wielu krajów. Jeśli Amerykanie nie potraktują tej sprawy poważnie, historia może nauczyć ich w gorzki sposób, że to, co kiedyś wydawało się niemożliwe, nagle staje się rzeczywistością.


Dr. Majid Rafizadeh, wykładowca nauk politycznych na Harvard University, jest również przewodniczącym International American Council on the Middle East. Kontakt: Dr.rafizadeh@post.harvard.edu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Ghosts of Lithuania’s past brought back by a child’s toy

Ghosts of Lithuania’s past brought back by a child’s toy*

JOANNA PLUCINSKA


An amendment to consumer law sparks a firestorm over Russian propaganda and the Holocaust.
The “Polite People” toy made by a Moscow firm references the supposedly “polite” Russian soldiers who annexed Crimea in 2014 | iStock

VILNIUS — Lithuania is embroiled in a spat over freedom of speech, Russian propaganda and the Holocaust — all because of a children’s toy.

The Russian-language toy — called “Polite People” and made by a Moscow firm — lets youngsters paint or assemble military figurines (and, for reasons that aren’t clear, a cat) and stage their own occupation. Its innocuous sounding name is a reference to the supposedly “polite” Russian soldiers who annexed Crimea in 2014.

People across Lithuania are none too pleased with the toy and the Lithuanian government said its presence in shops is an act of aggression.

The government’s response has been to push for changes to consumer laws that would ban retail goods that “distort Lithuanian history.” A parliamentary plenary debate on the planned changes is expected in mid-June but there’s already an impassioned discussion underway about how Lithuania deals with its own history: both the post-war Soviet occupation that ended with independence in 1991 and the role of Lithuanians in the Holocaust during German occupation in World War II.

“It’s censorship, what else is it? It violates … the constitution of Lithuania” — Rūta Vanagaitė, author of “Our People”

That has put the government in Vilnius at odds not just with the toy’s Russian manufacturer Zvezda (which didn’t respond to requests for information about how many copies were sold in Lithuania, or why it was marketed there in the first place), but also with historians and the country’s Jewish community.

“Russia has been using ‘soft power’ for a long time to target people’s minds, and in this case toys are the means of shaping people’s point of view,” said Rasa Juknevičienė, a Lithuanian MP and member of the committee of national security and defense, who supports the idea of using legislation to tackle such issues.

The big concern among Lithuania’s Jewish community is that the amended law would target books viewed as unfavorable to the country’s national narrative.
In 1939, the city had about 80,000 Jewish residents (there were about 208,000 Jews in the whole country), according to historian and proclaimed Nazi hunter Efraim Zuroff. By the end of the war, there were just 8,000 Jews left in all of Lithuania. That clashes with the narrative that Lithuanian involvement in the Holocaust was limited to a handful of “degenerates.”

It’s an argument echoed across Central and Eastern Europe, with Poland also trying to use legislation to block any narrative that puts blame on Poles.
Lithuanian writer Rūta Vanagaitė presents “Our People” — the book she co-authored with Nazi hunter Efraim Zuroff (right) | Petras Malukas/AFP via Getty Images

And it adds to the fear that Russia is manipulating information to make it appear as if Lithuanians were complicit in the Holocaust. “If you accuse somebody of [perpetrating] the Holocaust, you immediately accuse them of being fascist,” said Tomas Ceponis, an analyst at Lithuania’s Ministry of Defense.

One book that could be targeted by any changes to the law is “Our People” by Rūta Vanagaitė, which looks at the role of some Lithuanians — and not just Nazis — in the targeting and killing of members of the country’s Jewish community.

Vanagaitė’s book, published in Lithuania in January 2016 — months before the board game caught the attention of concerned shoppers — argues that Lithuanian citizens, including members of her own family, aided the Nazis in the murder of around 200,000 Lithuanian Jews.

“The reaction was very stormy,” she said of the book, co-written with Zuroff. “Politicians were very much against it because they said the book was inspired by Kremlin propaganda.”

Lithuania’s first post-Soviet head of state, Vytautas Landsbergis, even wrote an op-ed saying Vanagaitė should go to a forest, find a tree and pray for her sins after she said a Lithuanian war hero could have been a KGB collaborator.

“It was a direct invitation for me to hang myself,” Vanagaitė said.

The “Polite People” toy as it is sold online | Zvezda

To the author, the planned consumer law change feels like a personal attack on her work and on Lithuania’s complicated history with the Holocaust.

“It’s censorship, what else is it?” said Vanagaitė. “It violates … the constitution of Lithuania.”

Trivializing the Holocaust

The government insists there’s nothing to worry about.

The legislation originated in the office of Lithuania’s new Economy Minister Virginijus Sinkevičius, a 27-year-old with a “Make America Great Again” hat in his office.

The minister said the amended law was proposed days before he took office late last year, which didn’t give him enough time to scrutinize it. The aim was to provide the legislative tools to remove items like the board game from shops, he said.

Time is running out before debate on the consumer bill
— which will also touch on sensitive issues such as the
sexualization of goods sold to minors — gets going.

“We’re not discussing questions like the Holocaust,” said Sinkevičius, adding that freedom of speech would not be harmed in any way. He said he had listened to Jewish concerns and would delete any part of the legislation that might harm their interests.

“We value our friendship with the community,” said the minister.

However, a historian and spokesperson for the country’s Genocide and Resistance Research Center, Monika Kareniauskaitė, described the planned legislation as “potentially dangerous” and the man behind it as “unprofessional.”

Members of the remnants of Lithuania’s Jewish community, now numbering around 3,500 people, agree.

“It is another one of these laws against true history,” said Dovid Katz, an American historian and specialist in Yiddish poetry based in Lithuania

Armed men believed to be Russian military stand outside a Ukrainian military base, March 2014 | Dan Kitwood/Getty Images

In his sprawling apartment filled with poetry and literature, Katz said there is a reluctance on the part of the Lithuanian government to openly discuss the Holocaust.

Fear of Russian aggression is being used as a justification for “far-right rewriting of history to trivialize the Holocaust,” he said, adding that the consumer law could set a dangerous precedent in Lithuania, following in the footsteps of Poland’s Holocaust law, and “won’t help [deal] with Russian propaganda.”
recommended: Leon Rozenbaum

Back at the economy ministry, Sinkevičius said it is up to the Ministry of Defense and parliament’s committee of national security and defense to rewrite the rules in a clearer way, to more explicitly target games like “Polite People” and steer clear of any potential censorship.

In parliament, however, lawmakers said they believe it is up to the economy ministry to provide clarity on the law.

Time is running out before debate on the consumer bill — which will also touch on sensitive issues such as the sexualization of goods sold to minors — gets going.

Critics say the vague wording of the legislation is not accidental, and harks back to Soviet times when laws could be applied in whatever fashion the authorities liked.

“You can take the country out of the Soviet Union, you cannot take the Soviet Union out of the country,” said Vanagaitė.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


SHIN BET THWARTS TERROR ATTACK GUIDED BY OPERATIVE IN SYRIA

SHIN BET THWARTS TERROR ATTACK GUIDED BY OPERATIVE IN SYRIA

ANNA AHRONHEIM


A general view picture shows the Israeli barrier running along the East Jerusalem refugee camp of Shuafat. (photo credit: REUTERS)

Israel’s Shin Bet internal security agency thwarted a terror cell directed by an operative in Syria who planned to harm senior Israeli figures and international delegations, it was announced on Tuesday.

According to the Shin Bet, 30-year-old Muhammad Jamal Rashdah, from the Shuafat refugee camp in east Jerusalem, planned to carry out significant terrorist attacks against a variety of targets, including Prime Minister Benjamin Netanyahu and Jerusalem Mayor Nir Barkat.

Rashdah, who has an Israeli ID card and is a former security prisoner, also planned terror attacks against a delegation of Canadian representatives residing in Jerusalem who train Palestinian Authority forces in the West Bank as well as against buildings belonging to the American consulate.

The Shin Bet investigation also revealed that, at the instruction of the terror operative in Syria, Rashdah carried out preliminary steps to collect intelligence about the targets against which he planned to carry out attacks. In order to promote some of the attacks, the cell intended to bring in a terrorist operative from Jordan, the Shin Bet statement added.

In response to the Shin Bet announcement, Jerusalem Mayor Barkat said that “our Shin Bet is one of the finest organizations in the world. I was briefed on the threat the entire time. When the Shin Bet is involved and the police are on the ground, I can trust them and sleep quietly and safely.”

Additional suspects were later arrested, allowing for the suspicions to be verified and further intelligence was gained regarding the cell’s activity.

“The arrest of the suspects thwarted significant terrorist activity that the infrastructure sought to advance,” the Shin Bet said.

While the indictment against Rashdah remains under gag order, according to information cleared for publication, Rashdah and two other members of the Popular Front for the Liberation of Palestine were arrested in the affair and were indicted on Sunday, May 27th.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


SADAT: uzbrojeni najemnicy prezydenta Erdogana

SADAT: uzbrojeni najemnicy prezydenta Erdogana

Marcin Łuniewski


W trakcie przewrotu z 15 lipca 2016 roku wielu pracowników SADAT było widzianych na ulicach Ankary i Stambułu. Według relacji świadków uzbrojeni po zęby zabijali cywilów tak, by całą winę zrzucić na zamachowców i wyzwolić w ludziach jeszcze większą agresję / Getty Images

Szkolenie terrorystów, nielegalne transfery pieniędzy, zabójstwa i zwalczanie opozycji – w tym wszystkim specjalizuje się firma SADAT. Oficjalnie niezwiązana z tureckim rządem, wykonuje jego polecenia i pomaga prezydentowi umacniać władzę.

Tłum ludzi z krzykiem biegnie w stronę czołgów stojących na moście Bosforskim. Niektórzy wdrapują się na opuszczone maszyny i machają tureckimi flagami. Mieszkańcy Stambułu cieszą się, że zorganizowany zeszłej nocy wojskowy zamach stanu zakończył się porażką. Kiedy kilkanaście osób chce przeszukać ekwipunek porzucony przez puczystów, rozlegają się serie z broni maszynowej. Grupa mężczyzn w podkoszulkach i kamizelkach kuloodpornych strzela w powietrze z karabinków automatycznych. Starają się w ten sposób uspokoić napierających ludzi i utrzymać ich z dala od wojskowego sprzętu.

Po chwili zamieszania i przepychanek udaje im się opanować sytuację. W tureckich mediach społecznościowych szybko zidentyfikowano ich jako członków firmy SADAT. W trakcie przewrotu z 15 lipca 2016 r. wielu pracowników tego tajemniczego „przedsiębiorstwa” było widzianych na ulicach Ankary i Stambułu. Według relacji świadków uzbrojeni po zęby zabijali cywilów, tak by całą winę zrzucić na zamachowców i wyzwolić w ludziach jeszcze większą agresję. Grupę oskarża się także o brutalne morderstwo kadetów, którzy poddali się już policji. Wydarzenia tej krwawej nocy miały być testem ich sprawności. Zdali go.

WOJNA NA ZLECENIE

O amerykańskiej firmie Blackwater głośno zrobiło się w 2004 r., kiedy czterech jej pracowników ochraniających konwój z żywnością dla wojska zostało zamordowanych przez sunnickich rebeliantów w Faludży. Ich zmasakrowane i podpalone zwłoki zawieszono na miejskim moście. Kilka lat później, po zabójstwie szefa francuskiej firmy ochroniarskiej Secopex w Bengazi, świat dowiedział się o francuskich najemnikach doradzającym powstańcom walczącym w Libii z reżimem pułkownika Kadafiego. W 2015 r. media donosiły o paramilitarnych oddziałach z Ameryki Południowej wykonujących w Jemenie misje dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Z kolei na początku tego roku, kiedy Amerykanie zbombardowali syryjskich żołnierzy szturmujących bazę antyrządowych rebeliantów, okazało się, że wśród ofiar było ponad 300 Rosjan pracujących dla tzw. grupy Wagnera.

To tylko kilka przykładów obrazujących skalę zaangażowania paramilitarnych oddziałów w konflikty na Bliskim Wschodzie. Jak wyliczyli eksperci PISM, prywatne firmy wojskowe działają obecnie w 110 krajach na świecie. Wiele z nich pozostaje na usługach rządów, wykorzystujących je w miejscach, do których z przyczyn politycznych czy społecznych nie mogą posłać regularnej armii. Część ekspertów nazywa to zjawisko wojną zastępczą. Dziennikarze „Financial Timesa” piszą wręcz o morderczym trendzie, który tylko potęguje chaos w i tak już niestabilnym regionie.

– To rzeczywiście problem. Politycy zrozumieli, że kiedy używają jednostek formalnie niezwiązanych z siłami zbrojnymi, mogą realizować cele polityczne bez obaw, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności – tłumaczy w rozmowie z „Plusem Minusem” Michael Rubin, były urzędnik Pentagonu, a obecnie ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa w think tanku American Enterprise Institute. Co więcej, nie muszą liczyć się z konsekwencjami, jakie niesie ze sobą strata własnych wojskowych. Śmierć żołnierza kontraktowego nie wywoła oburzenia w społeczeństwie. Niedemokratyczne reżimy korzystają z ich pomocy także po to, by łatwiej kontrolować obywateli i zwalczać opozycję. „Pośrednicy” mogą działać dużo brutalniej niż instytucje państwowe.

Niekwestionowanym liderem w wykorzystywaniu grup paramilitarnych jest Iran, który uczynił z nich oręż w walce o hegemonię na Bliskim Wschodzie. Rolę najemników od brudnej roboty pełnią lokalne szyickie milicje działające w Iraku, Jemenie, Syrii oraz Libanie. To ich rękami Teheran zwalcza swoich wrogów, oficjalnie nie angażując się w żaden konflikt. Działalność każdej z grup nadzoruje elitarny Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej(KSRI). Kiedy w 2006 r. w Iraku de facto wybuchła wojna religijna, amerykańscy generałowie oskarżyli KSRI o kierowanie atakami zamachowców samobójców. Sześć lat później Tel Awiw zarzucił Irańczykom wspieranie bojowników Hezbollahu w przygotowaniach do zamachu na autobus z izraelskimi turystami w bułgarskim Burgas. Ludzie związani z Korpusem mieli także stać za zabójstwami kurdyjskich polityków w Wiedniu i Berlinie.

To właśnie jednostki służące reżimowi ajatollahów zatrzymały pochód dżihadystów z Państwa Islamskiego na Bagdad, a później uczestniczyły w wyzwalaniu Tikritu i Mosulu. W Jemenie partyzanci ruchu Huti obalili prosaudyjski rząd. Z terytorium Syrii Iran prowadzi natomiast ostrzał rakietowy Izraela.

Żołnierzami kontraktowymi na Bliskim Wschodzie posługuje się także Kreml. Za jego przyzwoleniem kilka tysięcy „ochotników”, pracujących dla wspomnianej już grupy Wagnera oraz firmy E.N.O.T. Corp., pomaga armii rządowej odbijać kolejne tereny z rąk rebeliantów. W 2016 r. wyposażeni w czołgi i ciężką artylerię wspierali szturm na Palmyrę. Turcja długo nie brała udziału w wojnie zastępczej, ale gdy w końcu do niej dołączyła, szybko nauczyła się jej reguł.

OBRZYDLIWE OSKARŻENIA

Oficjalnie SADAT to pierwsza i jedyna w Turcji prywatna firma, która od sześciu lat prowadzi doradztwo w zakresie bezpieczeństwa. Na swojej stronie internetowej podkreśla, że jej misją jest „wspieranie współpracy obronnej państw islamskich, tak aby mogły zająć prawowite miejsce pomiędzy światowymi mocarstwami”. Wśród usług, jakie oferuje, można znaleźć m.in. szkolenia z prowadzenia wojny niekonwencjonalnej, ochrony granic czy pilotażu helikopterów.

O spółce zrobiło się głośno w 2016 r., po tym jak turecki sygnalista działający na Twitterze pod nickiem @fuatavni ujawnił, że SADAT jest zaangażowany w szkolenie dżihadystów z Państwa Islamskiego. Podobne podejrzenia co do prawdziwej natury działalności firmy wysuwa wielu dziennikarzy i ekspertów. Ich zdaniem za biznesowym szyldem kryje się grupa najemników na usługach prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana i jego ludzi. Dzięki nim reżim może wpływać na sytuację w regionie, nie ściągając na siebie zbędnej uwagi oraz umacniać władzę w kraju. – SADAT skupia byłych wojskowych, którzy działają tam, gdzie nie dociera wojsko. Istnieje bardzo wiele świadectw, że grupa zajmuje się nie tylko szkoleniem, ale także bierze udział w walkach. Jest to bardzo wygodne dla tureckiego rządu, ponieważ w czasie, kiedy SADAT wykonuje najtajniejsze działania, on ma czyste ręce – tłumaczy Piotr Niziński z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ

Aurę tajemniczości otaczającą firmę wzmacniają same władze. Politycy rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) pytani przez posłów opozycji o związki między spółką a organizacjami terrorystycznymi, kilkakrotnie odmawiali udzielenia odpowiedzi i wykreślali niewygodne pytania z protokołów posiedzeń parlamentu. „Mamy bardzo mało informacji o tej grupie. Jej założyciel dwa lata temu został doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa, więc możemy przypuszczać, że ma dobre relacje z armią i częścią instytucji państwowych” – mówił w wywiadzie dla gazety „The National” Murat Emir, członek Republikańskiej Partii Ludowej (CHP). Twórcą SADAT jest emerytowany generał brygady Adnan Tanriverdi, były oficer Departamentu Operacji Specjalnych, który w 1997 r. wyleciał z armii za głoszenie radykalnie islamskich haseł.

Chrzest bojowy członkowie SADAT mieli przejść w 2012 r. podczas misji na terenie ogarniętej wojną domową Libii. Po raz drugi „wykazali” się trzy lata później, kiedy na wschodzie Turcji na nowo wybuchły walki między armią a kurdyjskimi bojownikami. Według relacji świadków na froncie poza regularnymi jednostkami działały paramilitarne bojówki, które miały utrzymywać porządek na zajętych terenach. Portal „Vocal Europe” przypomina o doniesieniach, jakoby w wiosce Lice najemnicy mieli przygotowywać się do spalenia żywcem 34 osób, jednak w ostatniej chwili do zbrodni nie dopuścił turecki oficer.

– Część operacji w kurdyjskich miastach prowadziły milicje związane z SADAT. Nie wiemy niestety, jak były liczne, ponieważ media kontrolowane przez władze o tym nie informowały – mówi Abdullah Bozkurt, były dziennikarz gazety „Today’s Zaman”, który z powodu związków z ruchem Gülena po nieudanym puczu musiał wyjechać z kraju.

Swoją przydatność grupa udowodniła także w Syrii. Kiedy w pierwszych latach wojny domowej w tym kraju prezydentowi Erdoganowi nie udało się przekonać generalicji do bezpośredniej interwencji i obalenia Baszara Asada, postanowił wykorzystać do tego SADAT. Firma w tajnych obozach na terenie Turcji zaczęła szkolić sunnickich rebeliantów walczących z reżimem w Damaszku. Opozycyjny dziennik „Aydinlik” donosi, że co najmniej jedna z takich placówek znajduje się na terenie bazy wojskowej pod Stambułem. Rebelianci są uczeni m.in. strzelania z kałasznikowa, przeszukiwania budynków, organizowania zasadzek i walki wręcz.

Pod nadzorem SADAT turecką granicę przekraczają także ciężarówki po brzegi wyładowane bronią, lekami i wyposażeniem wojskowym. Transporty trafiają głównie do powstańców z „Wolnej Armii Syryjskiej”. Dziennikarze „Jerusalem Post” uważają, że rebelia na północy Syrii nie byłaby w stanie przetrwać, gdyby nie pomoc najemników. W marcu tego roku sunnickie milicje powiązane z SADAT odniosły jeden ze swoich największych sukcesów. Wraz z turecką armią udało im się odbić z rąk kurdyjskich bojowników syryjskie miasto Afrin. Była to część większej operacji militarnej Ankary, której celem jest przejęcie kontroli nad terenami przygranicznymi i wyparcie stamtąd Kurdów.

SADAT nie stroni też od kontaktów z Hamasem, uważanym przez Zachód za organizację terrorystyczną. Powiązania między oboma ugrupowaniami wyszły na jaw, po tym jak w styczniu izraelski kontrwywiad Szin Bet zatrzymał tureckiego profesora prawa Kamila Tekeliego. Według ustaleń izraelskich śledczych pracował on dla siatki, która organizowała pomoc finansową dla Palestyńczyków. Tydzień później służby bezpieczeństwa aresztowały drugiego mężczyznę, którego oskarżono o dostarczenie bojownikom łącznie ponad 200 tys. euro. W jego mieszkaniu znaleziono kolejne 90 tys. euro.

W specjalnym oświadczeniu Szin Bet zarzucił Turcji, że poprzez SADAT dostarcza do Strefy Gazy broń i fundusze, które potem są wykorzystywane do walki z Izraelem. Co więcej, Tekeli przyznał, że pomagał członkom Hamasu w kupowaniu mieszkań i zakładaniu firm nad Bosforem. Jedno z takich przedsiębiorstw miało służyć jako pralnia pieniędzy, które Hamas zebrał od swoich sympatyków. Kierownictwo firmy odcina się od tych oskarżeń i nazywa je „obrzydliwymi”.

ZA CICHYM PRZYZWOLENIEM ANKARY

Największe kontrowersje związane z działalnością SADAT poza granicami Turcji dotyczą jej kontaktów z tzw. Państwem Islamskim (ISIS) i Al-Kaidą. Posłowie opozycyjnych CHP i Dobrej Partii zarzucają grupie wspieranie i szkolenie terrorystów. – Przez pewien czas Ankara przymykała oko na dżihadystów, ponieważ traktowała ich jako przeciwwagę dla Kurdów, z którymi walczyli. Pozwalano im swobodnie przekraczać turecko-syryjską granicę – tłumaczy prof. Natasha Ezrow, ekspertka ds. Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu Essex.

W 2014 r. „Washington Post” informował, że ranni bojownicy otrzymują pomoc medyczną w tureckich szpitalach. Turcja długo ignorowała także fakt, że jej terytorium było wykorzystywane do przewożenia pomocy dla radykałów. – Istniało ciche przyzwolenie na to, by wsparcie pochodzące m.in. od państw Zatoki Perskiej było dostarczane do Syrii. W Gaziantepie na południu kraju działały punkty przerzutowe, co potwierdzają sami bojownicy – dodaje Niziński. Michael Rubin wprost zarzuca Turcji, że swoim zachowaniem tylko wzmocniła terrorystów. – Prawie 90 proc. z ponad 30 tys. zagranicznych ochotników, którzy dołączyli do ISIS, przyjechało do Syrii i Iraku przez Turcję. Jest bezpośredni związek między narodowościami tych bojowników a narodowościami osób, które kupiły wizy na lotnisku w Stambule – twierdzi ekspert.

Trzy lata temu najstarszy nad Bosforem dziennik „Cumhuriyet” ujawnił, że turecki wywiad MIT zapewniał pomoc wojskową, w tym ciężkie moździerze i granatniki, dżihadystom z Państwa Islamskiego i Frontu Al-Nusra. W tej operacji miał uczestniczyć również SADAT. – Grupa odpowiadała za szkolenie i dozbrajanie milicji związanych z ISIS i Al-Kaidą. Jej członkowie stworzyli siatkę, która pomagała ochotnikom z Libii docierać do Syrii – mówi Bozkurt. Z kolei w 2016 r. dziennikarze jednego z lewicowych tureckich portali pisali o tym, że SADAT był zamieszany w rekrutowanie bojowników z Azji Centralnej i Kaukazu. Zgodnie z tymi doniesieniami członkowie grupy najpierw wyszukiwali w Azerbejdżanie, Czeczenii, Tadżykistanie i Kazachstanie islamskich radykałów gotowych dołączyć do Państwa Islamskiego, a później pomagali im bezpiecznie przedostać się do Syrii. Co więcej, tureckie konsulaty w Rosji poprzez SADAT miały zapewniać bojownikom paszporty.

Firmę podejrzewa się także o werbowanie ochotników w Europie. Pośrednikiem w tym procederze miała być Unia Europejskich Tureckich Demokratów, organizacja lobbująca na rzecz prezydenta Erdogana. To ona w Niemczech, Austrii, Belgii czy we Francji znajdowała zradykalizowanych muzułmanów, którym SADAT zapewniał odpowiednie dokumenty i możliwość dostania się na Bliski Wschód. W rozmowie telefonicznej z portalem „Independent” jeden z byłych dżihadystów wyznaje, że w północnej Syrii Turcja do walki z kurdyjskimi milicjami wspieranymi przez Stany Zjednoczone wykorzystuje byłych bojowników Państwa Islamskiego. Jak zauważają dziennikarze, Ankara posyłając na front przewerbowanych terrorystów, zyskuje doświadczonych żołnierzy, o których życie nie musi się troszczyć. Poza tym jeśli popełnią zbrodnię, łatwo można się od nich odciąć.

BAT NA OPOZYCJĘ

Im bliżej do przyszłorocznych wyborów prezydenckich, które na długie lata mogą scementować całą władzę w rękach Erdogana, tym bardziej opozycja obawia się, że rząd wykorzysta grupy paramilitarne do rozprawienia się z oponentami. Krytycy władz uważają, że za takim scenariuszem przemawia kilka faktów. Jednym z nich są tragiczne wydarzenia z lipca 2016 r.

– Szacuje się, że tamtej nocy więcej cywilów zginęło z rąk ludzi powiązanych z SADAT niż zbuntowanych żołnierzy. Prezydent chciał, by pucz był jak najkrwawszy. Dzięki temu łatwiej mógł wprowadzić stan wyjątkowy ograniczający podstawowe wolności – zapewnia Bozkurt. W następstwie puczu w tureckiej armii przeprowadzono czystki, które dotknęły ponad 20 tys. żołnierzy, w tym najwyższych rangą oficerów. Zdaniem ekspertów osłabianiu wojska towarzyszy proces wzmacniania prorządowych bojówek, których lojalności prezydent może być pewien. – Część mediów opozycyjnych twierdzi, że mamy tu do czynienia z modelem irańskim. Z jednej strony jest regularna armia, a z drugiej – stanowiące dla niej konkurencję paramilitarne grupy – mówi Karol Wasilewski, ekspert ds. tureckich z PISM.

W grudniu zeszłego roku w Turcji zaczął obowiązywać dekret, który gwarantuje immunitet osobom przeciwdziałającym aktywności terrorystów. Nowe prawo spotkało się ze zdecydowaną krytyką ze strony obrońców praw człowieka i części akademików. Ich zdaniem nieprecyzyjny język ustawy pozwoli grupom takim jak SADAT bez żadnych konsekwencji brutalnie rozprawić się z każdym, kogo rząd uzna za terrorystę. Niepokój partii opozycyjnych budzą także bliskie relacje łączące założyciela SADAT z AKP. Adnan Tanriverdi, będąc doradcą głowy państwa ds. bezpieczeństwa, ma bowiem ogromny wpływ na turecką politykę. Co zważywszy na jego radykalne poglądy, wpisuje się też w postępujące odchodzenie Turcji od modelu świeckiego państwa i zwraca się w stronę religijnego konserwatyzmu. Na straży tej „rewolucji” mają właśnie stać wierne głowie państwa bojówki.

„Profil ideologiczno-religijny SADAT i jej związki z władzą czynią z tej formacji idealne narzędzie do prowadzenia brudnej wojny przeciwko opozycji” – ostrzega w swoim tekście prof. Howard Eissenstat, arabista z Uniwersytetu St. Lawrence i analityk think tanku Project on Middle East Democracy. „Nie wiemy, w jaki sposób te siły zostaną użyte, ale może któregoś dnia ktoś wykorzysta je przeciwko demokracji” – martwi się na łamach „The National” Murat Emir z CHP.

Wśród organizacji paramilitarnych, które Ankara może wykorzystać do rozprawy z antyrządowymi demonstrantami, wymienia się także założone w 2009 r. stowarzyszenie młodzieżowe Osmanli Ocaklari. – Jego członkowie chwalą nacjonalizm i są bardzo religijni. Chcą powrotu do systemu rządów, jaki panował w Imperium Osmańskim. Są też znani ze swoich ataków na opozycyjnych polityków i dziennikarzy – tłumaczy profesor Ezrow.

Choć oficjalnie Osmanli Ocaklari nie ma żadnych związków z AKP, to jej sympatycy uczestniczą w partyjnych wiecach i marszach. W siedzibie grupy poza osmańskimi symbolami wiszą także zdjęcia prezydenta. Jej członkowie nazywają się zresztą jego żołnierzami i są go gotowi bronić. W zeszłym roku lider ugrupowania Kadir Canploat wezwał wszystkich zwolenników Erdogana, by zbroili się na wypadek kolejnego zamachu stanu. Dziennik „Hürriyet Daily News” przypomina, że w 2006 r. Canploat został aresztowany, ponieważ miał planować zamach na papieża Benedykta XVI, który wówczas pielgrzymował do Turcji.

O tym, że Osmanli Ocaklari może stwarzać zagrożenie, informuje liderka opozycyjnej Dobrej Partii. Meral Aksenera twierdzi, że w prowincjach Tokat i Konya członkowie grupy odbywają szkolenia wojskowe. Mają je nadzorować instruktorzy z SADAT.

– Władze przygotowują się do rozprawy z oponentami, ale nie poprzez otwarte starcie. Wykorzystają do tego wyszkolonych najemników, którzy rozpędzą antyrządowe marsze i zasieją chaos w szeregach opozycji – twierdzi Niziński. Karol Wasilewski podkreśla, jak tragiczne konsekwencje może mieć taka decyzja. – Trzeba pamiętać, jak głęboko jest podzielone tureckie społeczeństwo. Jeśli dodać do tego fakt, że według raportów w kraju jest ponad 25 mln sztuk broni, z czego 80 proc. jest niezarejestrowanych, to robi się nieciekawie – dodaje analityk PISM. W takich warunkach jeśli prezydent Erdogan zdecyduje się na eskalację konfliktu i rozwiązanie siłowe, może doprowadzić do wojny. I nie będzie to bynajmniej wojna zastępcza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Pre-Holocaust synagogue restored as educational center

Pre-Holocaust synagogue restored as educational center

Yoni Kempinski / JTA


After the Holocaust decimated its Jewish community, one Hungarian resort town opens restored synagogue as educational center.

Jews in Hungary / Yoni Kempinski

A newly renovated former synagogue building and modern virtual exhibition center in Hungary was opened to the public.

The building complex opened Tuesday in Balatonfüred, popular resort town in western Hungary a 90-minute drive from the capital of Budapest. Owned by the municipality, the complex aims aims to serve as an educational and cultural site.

The original plan to restore the synagogue building was initiated six years ago by a local Jewish personality, Ferenc Olti, a Balatonfüred native whose family members were deported from the town and murdered during the Holocaust.

Olti said Monday in a speech inaugurating the renovated building that the restoration of the synagogue and placing an exhibition alongside it focusing on prominent Jews was his idea.

Mayor Istvan Bóka was receptive to the idea and the synagogue renovation project was finalized last year. Work on the building and the exhibit was completed in seven months.

The Norvegian Fund provided $768,000 to the project and the municipality provided $384,000. The Office of the Prime Minister also gave $146,000.

The synagogue was active from the year 1855, when the Jewish community of the settlement purchased the building from the Calvinist Church. It closed in 1944, when the 153 Jews of Balatonfüred were deported on May 16 to Nazi concentration camps. Only 15 returned to the town after World War II.

Olti said at the opening ceremony that with no Jewish community to worship in the building, “we decided to dedicate it to an exceptional educational and cultural task.”

The modern virtual exhibition center is equipped with state-of-the-art digital technology allowing visitors to study and follow the lives and work of 132 Jewish standouts in the fields of medicine, biology, math, physics, chemistry, architecture and informatics. Some one-third of that group were either born in Hungary or had origins there, lti told JTA.

The House of Jewish Talents will be open to visitors Wednesdays through Sundays


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com