Archive | July 2018

Ingmar Bergman u Hitlera. Kultowego reżysera romans z faszyzmem

Ingmar Bergman u Hitlera. Kultowego reżysera romans z faszyzmem

Thomas Sjöberg


Palmgrenska Samskolan w Sztokholmie, szkoła, do której uczęszczał Ingmar Bergman. Zdjęcie klasowe (Bergman drugi od prawej w tylnym rzędzie) (Fot. Archiwum Miejskie w Sztokholmie)

Podczas pobytu w Niemczech Ingmar po raz pierwszy zetknął się z estetyką nazistowskiej rzeczywistości, jej hierarchią, propagandą i masowymi imprezami. “Wyciągnąłem rękę i powiedziałem: Heil Hitler – było to zabawne uczucie”

W czerwcu 1936 roku prawie 18-letni Ingmar wyjechał z niewielkiego świata, jakim dotychczas był dla niego rynek i parafia w Sztokholmie, aby znaleźć się w centrum najważniejszych wydarzeń. Kiedy dotarł do Berlina, miał za sobą nieprzespaną noc w pociągu i zdążył się zapoznać z pruskimi porządkami. „Biada mi, to straszne”, napisał w liście do matki. „Do jakiej dziury ja trafiłem? Ale i tak jest tu zabawnie.
Wszystko odbywa się na rozkaz. Porcje jedzenia mają tę samą wielkość. Wszystko ma taki sam kształt. Wczoraj kazano nam zwiedzać aeroport, a potem nas wysłano na odczyt o Gustawie II Adolfie, który zamienił się w hymn pochwalny na cześć Hitlera”.

Hitler sprawował władzę w Niemczech już od trzech lat. Do osławionej „nocy kryształowej” miało dojść za dwa lata, ale ataki na Żydów trwały w najlepsze. Bojkotowano ich sklepy, odebrano im prawa obywatelskie. Od kiedy Hitler doszedł do władzy, w obozie koncentracyjnym w Dachau pod Monachium systematycznie mordowano albo zamieniano w niewolników jego politycznych przeciwników, Żydów, komunistów, homoseksualistów i osoby niepełnosprawne.

Bergman przyjechał do Niemiec nie tylko z pełną walizką, ale także nafaszerowany nazistowską propagandą, której nasłuchał się w domu i szkole. Jego brat Dag był jednym z założycieli partii narodowosocjalistycznej, a ojciec wielokrotnie głosował na nazistów w wyborach. Nauczyciele Ingmara wysławiali dawne Niemcy, niemiecką kulturę opiewano w szerokich kręgach. Nauczyciel gimnastyki jeździł każdego lata do Bawarii na spotkania oficerskie. Zgodnie z tym, co mówił sam Bergman, niektórzy duchowni z jego parafii byli kryptonazistami, a bliscy przyjaciele rodziców żywili ciepłe uczucia do nazistowskich Niemiec.

„Dziś w nocy przespałem sześć godzin (teraz jest siódma rano, pobudkę urządzono nam o szóstej). Kierownictwo naszej wycieczki śpi chyba przez cały czas. To Niemcy wszystko organizują”, pisał Ingmar w liście do domu.

Wierny nazista

Do Niemiec przyjechał na wymianę jako tak zwany Austauschkind. Była to tradycja, którą zapoczątkowano jeszcze przed pierwszą wojną światową. Niemieckie instytucje organizowały pobyty niemieckich uczniów w innych krajach. W tym samym czasie zagraniczni uczniowie przyjeżdżali na wakacje do Niemiec. Po wojnie kraj popadł w kulturalną izolację i wymiana młodzieży odbywała się tylko z państwami skandynawskimi.

Niemcy uznali, że starszego pokolenia nie da się już przekonać do zmiany poglądów, i całą uwagę skupili na dzieciach.

Poprzez wykorzystanie sugestywnej przewagi niemieckiej młodzieży nad jej rówieśnikami w innych krajach zamierzali wykształcić pozytywne nastawienie do nazizmu w możliwie jak największej liczbie społeczeństw zamieszkujących państwa demokratyczne. Zdaniem Vilhelma Scharpa, który sporządził na ten temat specjalny raport dla szwedzkiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i od 1928 roku był lektorem języka szwedzkiego na uniwersytecie w Berlinie, szczególną uwagę – zgodnie z doktryną o pokrewieństwie rasowym – należało poświęcić Szwedom.

Podróż pociągiem do Berlina nie była zbyt przyjemna. Ingmar zastanawiał się, czy jego matka wie, jak wyglądają niemieckie wagony trzeciej klasy.

„Całe wyposażenie – pisał w liście – jest wykonane z drewna. Przywykłem wprawdzie do niewygody, ale czegoś straszniejszego jeszcze nigdy nie doświadczyłem. (…) Dom, w którym mieszkamy, przypomina obóz koncentracyjny. W sali przebywa sto osób, które ostatniej nocy pysznie się bawiły”.

Nie było nic szczególnego w tym, że Ingmar odwoływał się do warunków panujących w obozach koncentracyjnych. Określenia tego używano już na początku XX wieku i na pewno występowało ono w podręcznikach do historii używanych w szkole Palmgrenska. Obozy były jednym z instrumentów, którymi europejskie państwa kolonialne posługiwały się w Afryce, żeby zatrzymać na miejscu lokalną ludność.

„Trafiłem do rodziny pastora w Turyngii, do niewielkiej miejscowości o nazwie Haina, gdzieś między Weimarem a Eisenach. Wieś położona była w dolinie, w zamożnej okolicy. Między domami wiła się leniwie mętna rzeczka (…)”.

Pan Haid był pastorem, szczupłym mężczyzną o przyjaznym spojrzeniu niebieskich oczu. Nosił bokobrody, czarny beret naciągnięty na czoło i zatyczki w uszach. Zdaniem Bergmana był człowiekiem oczytanym i muzykalnym, grał na kilku instrumentach i śpiewał łagodnym tenorem. Jego gruba żona, Clara, zniszczona pracą kobieta, była w pełni posłuszna mężowi i najczęściej przebywała w kuchni. Od czasu do czasu klepała szwedzkiego gościa nieśmiało po policzku. Panią Clarę lubili wszyscy, to ona była sercem rodziny. Tęskniła za ojczystą Szwajcarią i z trudem akceptowała wszystko to, co w jej otoczeniu było niemieckie. To ona wpadła na pomysł, aby rodzina włączyła się w program wymiany młodzieży.

Z opisu Johannesa – jednego z synów gospodarza – wyłania się postać typowego, wiernego nazisty, jakby wyciętego z propagandowej ulotki nazistowskiej. Był wysoki, miał jasne włosy i niebieskie oczy, szczery uśmiech, małe uszy i początki zarostu na brodzie. W rodzinie nazywano go Hannes. To on wyjechał potem do Sztokholmu, aby w ramach wymiany spędzić wakacje w domu szwedzkiego pastora.

Emilie [jedna z córek pastora] była młodą atrakcyjną kobietą, być może trochę zakochaną w niezwykłym gościu ze Sztokholmu. Przez wiele lat korespondowała z Bergmanami. Kiedy jednak „Laterna magica” [późniejsze wspomnienia Ingmara Bergmana] ukazała się w Niemczech, Emilie była rozczarowana opisem jej rodziny. To prawda, że jej bracia działali w Hitlerjugend, ale przecież Ingmar też był entuzjastycznie nastawiony do tej organizacji. Któregoś dnia stwierdził nawet, że także w Szwecji przydałby się ktoś taki jak Hitler.

Ingmar chciał się trochę rozejrzeć. Wiedział, że jego znajoma, Else Sundblad, przebywa u pewnej rodziny w Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim. W liście wysłanym do domu Ingmar szczegółowo i entuzjastycznie opisuje dokładnie zaplanowaną podróż, (…) a list kończył się słowami: „Heil Hitler!”.

„Niemcy, obudźcie się”!

Podczas pobytu w Niemczech Ingmar po raz pierwszy zetknął się z estetyką nazistowskiej rzeczywistości, jej hierarchią, propagandą i masowymi imprezami. Do tej pory ta rzeczywistość istniała jedynie w teorii, w wydaniu ojca, brata i ich przyjaciół. Jednak w Niemczech była tak namacalna, że któregoś dnia Ingmar spytał Siegfrieda [gospodarza], czy tak jak wszyscy on też powinien unosić rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. „Wyciągnąłem rękę i powiedziałem: Heil Hitler, było to zabawne uczucie” – pisze Bergman w „Laterna magica”.

Poszedł też kiedyś z Hannesem do szkoły i słuchał, jak nauczyciel, który miał na katedrze „Mein Kampf”, czytał uczniom teksty ze „Stürmera” [propagandowa gazeta nazistowskich Niemiec]. Jego szczególną uwagę zwrócił powtarzany stale przez nauczyciela zwrot „von den Juden vergiftet” (zatrute przez Żydów). „Zapytałem później, o co w tym wszystkim chodzi. Hannes zaśmiał się: Ach, Ingmarze, to wszystko nie jest dla cudzoziemców ”.

Ingmar poszedł też na niedzielną mszę, żeby posłuchać kazania wygłaszanego przez pastora Haida. Nie odnosiło się ono jednak do ewangelii, bo pastor wziął za punkt wyjścia autobiografię Hitlera i jego manifest polityczny. Po mszy, przy tradycyjnej kawie, Ingmara otoczyli ubrani w mundury parafianie, a on sam miał wielokrotnie okazję przećwiczyć hitlerowskie pozdrowienie.

Wszystkie dzieci państwa Haidów działały w nazistowskich organizacjach młodzieżowych: synowie w Hitlerjugend, córka w Związku Niemieckich Dziewcząt. Uprawiały sporty, śpiewały, tańczyły, słuchały odczytów, oglądały filmy.

Tymczasem zbliżała się wielka uroczystość: w dniach 3-5 lipca miał się odbyć w Weimarze kongres partii nazistowskiej. Poprzedni zorganizowano dziesięć lat wcześniej, więc była to naprawdę niezwykła okazja. W domu pastora prano i prasowano koszule, czyszczono buty i skórzane elementy umundurowania. W Weimarze panował podniosły nastrój. Jedni mieszkańcy włożyli odświętne ubrania, inni mundury. Grała orkiestra, domy zdobiły transparenty i girlandy z kwiatów, przez cały czas biły dzwony, a na starym rynku rozstawiło się wesołe miasteczko. W operze wystawiano dzieło Wagnera „Rienzi”, na wieczór szykowano pokaz sztucznych ogni. Wydrukowano nawet okolicznościowe widokówki i stempel z napisem „Niemcy, obudźcie się”, sprzedawano pamiątkową brązową odznakę.

„Mein Kampf” jak „Ojcze nasz”

Rodzina Haidów miała przydzielone bardzo dobre miejsca w pobliżu trybuny honorowej. Świeciło słońce, ale zanosiło się na zmianę pogody. Na niebie gromadziły się burzowe chmury. Ingmar i jego towarzysze popijali piwo i jedli kanapki.

Opis przybycia Hitlera, który Bergman zamieścił w „Laterna magica”, jest porywający. Łatwo zrozumieć, dlaczego dzień spędzony w Weimarze zrobił na nim tak silne wrażenie.

„Nikt nie zwracał uwagi na burzę, całe zainteresowanie, całe uniesienie, cała ta błogość koncentrowała się wokół jednej jedynej postaci. Stał nieruchomo w ogromnym czarnym samochodzie, który powoli skręcał na rynek. Teraz odwrócił się i patrzył na ryczących, płaczących, opętanych ludzi. Deszcz spływał mu po twarzy, jego mundur ściemniał od wilgoci. Potem zszedł powoli na czerwony dywan i ruszył samotnie ku trybunie honorowej. Jego świta trzymała się w oddaleniu. Nagle zrobiła się cisza, tylko deszcz pluskał o bruk i balustrady. Führer mówił. Było to krótkie przemówienie, nie zrozumiałem z niego wiele, ale głos był chwilami patetyczny, czasem żartobliwy, gesty zsynchronizowane i dobrze dostosowane do sytuacji. Gdy mowa została zakończona, wszyscy wykrzyknęli swoje Heil!, burza ustała i gorące światło przebiło się przez niebieskoczarne chmury. Zagrała ogromna orkiestra, a z bocznych ulic wysypała się na rynek parada wokół trybuny honorowej i dalej obok teatru i katedry”.

Ingmar był pod wielkim wrażeniem. Dotąd nie widział ani nie słyszał niczego, co przypominało eksplozję tak niezmierzonej potęgi. Bledły przy niej kazania wygłaszane przez duchownych.

Ingmar krzyczał tak samo jak wszyscy, tak samo jak wszyscy unosił rękę w hitlerowskim pozdrowieniu i tak samo jak wszyscy ubóstwiał tego tajemniczego człowieka z niewielkim wąsikiem.

Chciał lepiej zrozumieć, co działo się na rynku. Hannes wytłumaczył mu więc, że Żydzi eksploatowali niemiecki naród, a jego partyjni towarzysze zbudowali przeciwko komunizmowi bastion, który Żydzi konsekwentnie sabotowali, i że teraz Niemcy po prostu bronią się przeciwko spiskowi. Rodzina Haidów podarowała Ingmarowi na urodziny portret Hitlera, który Hannes powiesił nad jego łóżkiem, żeby Ingmar przez cały czas miał go przed oczami.

Podarunek ten, podobnie jak cały pobyt w Niemczech, odniósł zamierzony skutek, zgodny z zamysłem twórców programu wymiany młodzieży. Bergman nauczył się kochać Hitlera w taki sam sposób jak rodzina Haidów. „Przez wiele lat byłem po stronie Hitlera, cieszyłem się z jego sukcesów i martwiłem porażkami. (…) Jako Austauschkind, nieuodporniony i nieprzygotowany, wpadłem w rzeczywistość mieniącą się idealizmem i kultem bohaterstwa. Zostałem ponadto poddany działaniu agresywności, która w wysokim stopniu szła w parze z moją własną. Oślepił mnie zewnętrzny blask. Nie widziałem ciemności”.


Książka Thomasa Sjöberga „Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada”w tłumaczeniu Wojciecha Łygasia ukaże się 14 lipca nakładem wydawnictwa Albatros


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


New Hebrew Worship with English Subtitles Music Video from Israel!

New Hebrew Worship with English Subtitles Music Video from Israel!

   ONE FOR ISRAEL Ministry



Music performed by Sarah Liberman
Song: Fire of Your Spirit
Buy Album at: www.sarahliberman.com
Undertextare (Spanska (Latinamerika))
Ramon Ascencio

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Kryptonim Medal – SPRAWA WIKTORA TROŚCIANKI

Kryptonim Medal – SPRAWA WIKTORA TROŚCIANKI

PAWEŁ MACHCEWICZ


Wiktor Trościanko
(C) FOTOGRAFIA Z KSIĄŻKI JANA NOWAKA-JEZIORAŃSKIEGO “WOJNA W ETERZE”

Peerelowski wywiad, według zapewnień jego weteranów chętnie udzielających się w mediach III Rzeczypospolitej, miał być fachową, apolityczną (na ile było to możliwe w tamtym systemie) siłą służącą Polsce, zdobywającą informacje niezwykle cenne dla naszej gospodarki i państwowości, niezależnie od ówczesnego ustroju i od podległości wobec ZSRR. Dokumenty przejęte przez Instytut Pamięci Narodowej pokazują inny obraz. Jednym z głównych stałych zadań peerelowskiego wywiadu było zwalczanie polskiej emigracji politycznej na Zachodzie.

Za najważniejszych przeciwników uważano Radio Wolna Europa i paryską “Kulturę”, utrzymujące najszersze kontakty z krajem i wywierające największy wpływ na myślenie Polaków. W przypadku pisma Jerzego Giedroycia – przede wszystkim elit intelektualnych, a Rozgłośni Polskiej RWE – także masowego odbiorcy. Według badań przeprowadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa w 1965 r. zachodnich radiostacji (głównie Wolnej Europy) słuchało ok. jednej trzeciej Polaków. Zwalczanie “ośrodków dywersji ideologiczno-politycznej” – to określenie począwszy od lat 60. będzie stałym elementem żargonu używanego zarówno przez służby specjalne, jak i propagandę – było pierwszoplanowym zadaniem Departamentu I MSW (wywiadu cywilnego). W oficjalnych, wewnętrznych dokumentach stawiano je na równi z “rozpoznawaniem central i ogniw wywiadów głównych państw kapitalistycznych”.

W przypadku polskiego zespołu RWE Departament I zdołał zwerbować (bądź wprowadzić do zespołu już jako swoich agentów) cztery osoby – to udało się dotąd ustalić ponad wszelką wątpliwość na podstawie dokumentów przekazanych do IPN. Były to jednak postaci o drugoplanowym znaczeniu, trzy z nich pracujące zresztą nie w sekcji radiowej, ale w pionie analityczno-dokumentacyjnym. Dostarczyły one cennych informacji o atmosferze w monachijskim zespole, konfliktach i antagonizmach, sylwetkach i cechach pracowników, ich stosunkach z dyrektorem.

Paktowanie z diabłem

To wszystko było wykorzystywane zarówno dla prób werbunku kolejnych osób, podsycania konfliktów, jak i przede wszystkim w atakach propagandowych, zwłaszcza po powrocie do kraju w marcu 1971 r. Andrzeja Czechowicza. Ten ostatni prezentowany był jako oficer MSW wykonujący w Monachium przez siedem lat z góry zaplanowaną misję wywiadowczą. Dostępne w IPN dokumenty pokazują, że było inaczej: został zwerbowany w 1965 r. Dwaj inni agenci – Mieczysław Lach i Andrzej Smoliński – również zostali ściągnięci do kraju (w 1974 r.) , ale ich powrotom nadano znacznie mniejszy rozgłos niż w przypadku kpt. Czechowicza, kreowanego przez propagandę na peerelowskiego odpowiednika kapitana Klossa.

Okazuje się jednak, że większej pomocy komunistycznym służbom specjalnym mogły udzielić osoby, które nie były wcale agentami, należały natomiast do grona najbardziej znaczących postaci polskiej sekcji RWE. Przykładem, do jak szokujących skutków może prowadzić “paktowanie z diabłem”, jest historia Wiktora Trościanki, czołowego komentatora politycznego RWE, wybitnego działacza Stronnictwa Narodowego, ideowego antykomunisty.

Trościanko miał nieposzlakowaną kartę okupacyjną i emigracyjną. Przedwojenny dziennikarz, w czasie wojny kierował prasą SN, walczył w Powstaniu Warszawskim w batalionie “Gustaw”, po jego upadku przebywał w oflagu. Na emigracji wydał kilka książek (powieści, wspomnienia), a przez ponad dwadzieścia lat był jednym z najbardziej błyskotliwych piór (czy raczej głosów) polskiej sekcji Wolnej Europy, redaktorem bardzo znanego publicystycznego programu “Odwrotna strona medalu”. “Trościanko był urodzonym polemistą, odznaczał się ciętym dowcipem i świetnym piórem. Potrafił jednym trafnym słowem bezlitośnie ośmieszyć i zniszczyć przeciwnika” – pisał o nim Jan Nowak-Jeziorański. Uważał go za jedną z najważniejszych postaci w redakcyjnym gronie, powierzał mu przygotowywanie komentarzy politycznych w wielu przełomowych momentach.

Trościanko potrafił też przeciwstawiać się dyrektorowi. Był przeciwny wykorzystaniu na antenie RWE wyznań Józefa Światły, którego uważał za komunistycznego zbrodniarza. A po ujawnieniu się Czechowicza w 1971 r. należał do czołowych krytyków Jana Nowaka, któremu zarzucał karygodną nieostrożność wobec knowań peerelowskiego wywiadu.

Militaryzm i syjonizm

Z dokumentów przekazanych do IPN wynika, że Trościanko w latach 1965-1971 wielokrotnie spotykał się z oficerami Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiadu wojskowego). Od pewnego momentu w spotkaniach uczestniczył wysoki funkcjonariusz Departamentu I MSW, który występował jednak jako oficer służb wojskowych, ponieważ Trościanko kategorycznie odmawiał współpracy z wywiadem cywilnym, uważając go za ściśle uzależniony od PZPR, niesłużący narodowym interesom. Kontakt ten, nawiązany za pośrednictwem zaprzyjaźnionego z rodziną Trościanki agenta WSW o pseudonimie Bogdan, miał mieć w rozumieniu redaktora RWE charakter czysto polityczny, w żadnym razie agenturalny. Trościanko rozmowy te prowadził za wiedzą i zgodą przywódców emigracyjnego SN – Tadeusza Bieleckiego i Antoniego Dargasa. Ten ostatni wziął zresztą udział w dwóch spotkaniach.

Aleksandra Stypułkowska / FOTOGRAFIA Z KSIĄŻKI JANA NOWAKA-JEZIORAŃSKIEGO “WOJNA W ETERZE”

W drugiej połowie lat 60. Stronnictwo Narodowe uważało, że narastający konflikt radziecko-chiński, a także nasilające się tendencje odśrodkowe w bloku komunistycznym (m.in. “schizma” rumuńska, Praska Wiosna) stwarzają dla Polski możliwości uzyskania bardziej partnerskich stosunków z ZSRR. W nowej sytuacji międzynarodowej coraz większym niebezpieczeństwem miała być natomiast rosnąca w siłę i samodzielność Republika Federalna Niemiec. Poglądy takie, które wpisywały się w tradycyjnie prorosyjską i antyniemiecką orientację narodowej demokracji, różniły SN od stanowiska większości środowisk politycznych na uchodźstwie. Podobnie zresztą jak brak potępienia “antysyjonistycznej” kampanii z marca 1968 r., którą emigracyjni endecy uważali jedynie za szkodzącą Polsce frakcyjną rozgrywkę w PZPR.

W trakcie rozmów z WSW Trościanko i Dargas poszukiwali – w ramach “obrony interesów ogólnonarodowych” – możliwości wspólnych działań wymierzonych w “militaryzm NRF” oraz “syjonizm”. Z uznaniem wyrażali się o staraniach władz PRL o uznanie granicy na Odrze i Nysie, jak również o usuwaniu z armii oficerów żydowskiego pochodzenia (w latach 1967-1968 ok. 150 osób). “Znany jest na Zachodzie fakt oczyszczenia kierowniczej kadry WP z elementów antynarodowych i jednoznacznie oceniany pozytywnie” – relacjonowano wypowiedzi Trościanki i Dargasa w raporcie dla szefa WSW gen. Teodora Kufla. Podczas spotkań omawiano m.in. koncepcję opublikowania przez Trościankę w emigracyjnym wydawnictwie w Anglii bądź Francji książki “obrazującej antypolską rolę syjonistów w Polsce po II wojnie światowej”. Materiałów do niej oraz funduszy koniecznych dla jej wydania miał dostarczyć peerelowski wywiad. Dargas z kolei zobowiązał się do opublikowania w emigracyjnym organie SN “Myśl Polska” artykułów polemizujących ze stanowiskiem paryskiej “Kultury” wobec wydarzeń marcowych w kraju. Odpowiednich materiałów miały znów dostarczyć służby specjalne PRL.

Obrona interesów narodowych

Trościanko szczegółowo opowiadał o syjonistach w RWE, którzy mieli mieć dominujący wpływ na linię programową Radia. Ich inspiracja miała pochodzić z dwóch głównych źródeł. Po pierwsze, jak przekonywał oficera MSW w kwietniu 1969 r., “utajeni we władzach partii sympatycy Izraela i tzw. liberałowie inspirują linie ataków propagandowych RWE. Ich kontakty z RWE trwają od lat. (…) Na podstawie ostatnich obserwacji [Trościanko] stanowczo stwierdza, że gros informacji o sytuacji wewnętrznej w partii idzie przez zakonspirowane środowiska syjonistyczne, inspirujące niekończące się ataki na MSW i tow. Moczara”.

Drugim źródłem miały być osoby opuszczające Polskę w wyniku “antysyjonistycznej” kampanii rozpętanej przez władze: “Takiego dopływu informacji z Polski, jaki istnieje teraz, nie było nigdy od początku istnienia RWE. Lawina ta idzie przede wszystkim z Wiednia. Emigranci żydowscy i inni zwolennicy – informatorzy RWE, którzy mogą więcej powiedzieć lub napisać, są ściągani do Monachium i Nowak finansuje pobyt w porozumieniu z organizacjami żydowskimi. Dyrekcja RWE przeznacza na ten cel znaczne sumy”.

“Antysyjonistyczne” wywody Trościanki potwierdzały wizję świata dominującą w drugiej połowie lat 60. i na początku 70. w peerelowskim aparacie bezpieczeństwa. Oceny Trościanki były powtarzane niemal dosłownie w wielu analitycznych dokumentach MSW z tamtego okresu. Ppłk. Zbigniewa Mikołajewskiego z Departamentu I MSW nie zadowalały jednak rozważania na temat sytuacji międzynarodowej i zagrożeń ze strony syjonizmu wygłaszane przez “Medala” (taki kryptonim nadano “rozpracowaniu” Trościanki i jemu samemu, używano go wymiennie z innymi: “Tuba” oraz “Mentor”). Starano się od niego uzyskać jak najwięcej konkretnych informacji o sekcji polskiej RWE. Cel był jasno zarysowany: “Istniejącą styczność z ÇTubąČ, pod legendą przedstawiciela SN do rozmów z czynnikami wojskowymi w kraju na bazie zwalczania militaryzmu NRF, należy stopniowo przekształcać w kontakt agenturalny. Umożliwiłoby to głębsze rozpoznanie obiektu”.

“Medal” odmawiał jednak sformalizowania współpracy z wywiadem, deklarując swój antykomunizm i chęć porozumienia wyłącznie na gruncie obrony interesów narodowych. Proponowano mu, by “jako pracownik ośrodka dywersyjno-wywiadowczego odczuwający interesy narodowe był Çnaszym konsultantemČ na odcinku obronności interesów narodowych PRL”. Kuszono go perspektywą publikacji jego książek “ÇMČ jako zawiedziony działacz polityczny w wieku Çdobrze dojrzałymČ ma ambicje literackie. Obietnice robiły na nim wrażenie” – oceniał ppłk Mikołajewski.

Atak w tonie poważnym

Trościanko nie został agentem wywiadu PRL, chętnie jednak udzielał obszernych informacji na temat atmosfery i stosunków panujących w polskim zespole RWE (MSW interesowały m.in. reakcje na “powrót” do kraju Czechowicza), jak również planowanej taktyki i zamierzeń programowych. Kreślił sylwetki poszczególnych pracowników (m.in. spekulował, kto z nich pracował dla zachodnich wywiadów) oraz członków amerykańskiego kierownictwa Radia. Chyba najbardziej bulwersujące jest, że z własnej inicjatywy sugerował najlepsze sposoby dyskredytowania poszczególnych pracowników RWE, zwłaszcza dyrektora polskiej sekcji, do którego niechęci nie ukrywał.

“Odnośnie do kompromitowania czołowych pracowników RWE – pisano w raporcie po spotkaniu w maju 1969 r. – ÇMentorČ obecnie twierdzi, iż ataki polityczne z naszej strony nie podrywają ich opinii u mocodawców, a mają często skutek odwrotny. Kompromitacja prasowa winna koncentrować się na stronie moralno-etycznej, ewentualnego wykazania przestępczej działalności – powiązań itp. Np. sugerował sfabrykowanie sprawy wobec Nowaka jako handlarza narkotyków”.

Inną osobą, której kompromitowanie zalecał “Medal”, była Aleksandra Stypułkowska (na antenie RWE występująca jako Jadwiga Mieczkowska), rywalizująca z Trościanką o palmę pierwszeństwa jako komentatorka polityczna, również zresztą związana z obozem narodowym. Stypułkowska była więziona na Pawiaku i w RavensbrŸck. Po wojnie cieszyła się dużym autorytetem w emigracyjnych środowiskach kombatanckich, była m.in. członkinią zarządu Związku byłych Więźniów Politycznych. W 1969 r. Trościanko zalecał, by oskarżyć ją o sprawowanie funkcji kapo w obozie koncentracyjnym. “Atak powinien być w tonie poważnym, a nie felietonowym. Tylko udokumentowane argumenty będą miały swój wydźwięk” – radził. Departament I MSW bardzo zainteresował się tym tropem, ale nie udało się znaleźć żadnych dokumentów ani relacji, bo ich być nie mogło w stosunku do osoby, której przeszłość – chociażby ze względu na pełnione po wojnie funkcje – była szeroko znana. Nie omieszkano jednak oszczerczego oskarżenia włożyć w usta Czechowicza, który w jednym z wywiadów po swoim powrocie w 1971 r. stwierdził, że Stypułkowska “przedstawia się teraz jako członek ruchu oporu w RavensbrŸck. W rzeczywistości była kapo w tym obozie i dzięki temu, będąc Żydówką, wyszła bez szwanku z tego piekła”.

W trakcie spotkania w sierpniu 1971 r. Trościanko chwalił wywiad za celne i mocne uderzenie, z satysfakcją opisując wstrząs, jaki spowodowało ono u Stypułkowskiej: “…zapadła na zdrowiu (serce), osłabła w aktywności i przez 3 miesiące nie mogła wrócić do normy. Stała się zgorzkniała i apatyczna”. “Medal” albo zapomniał, że to on sam poddał ten trop peerelowskim służbom specjalnym w rozmowie prowadzonej dwa lata wcześniej, albo nie dowierzał, że tylko jego sugestia stała się podstawą tak brutalnego oskarżenia. Ppłk Mikołajewski wykorzystał to do przekonywania Trościanki, że i tak jest już głęboko zaangażowany w faktyczną współpracę z wywiadem i następny krok w kierunku jej sformalizowania nie będzie z jego punktu widzenia znacząca zmianą: “Rozmowy przeplatane były szeregiem ÇdelikatnościČ. Np. m.in. ÇMČ: Jak to było z kompromitacją Stypułkowskiej, skąd materiały? Ja: A co pan powie, jeśli stwierdzę, ze materiał był od pana? – informował pan nas o Stypułkowskiej jako kapo. (…) ÇMČ przyjął to bez słowa”.

Spreparowane dokumenty

Najbardziej owocna z punktu widzenia MSW była jednak inna sugestia Trościanki, dotycząca dyrektora polskiej sekcji Wolnej Europy. “Medal” w czasie spotkania w sierpniu 1971 r. zawiedziony, że ataki na Nowaka formułowane w czasie kampanii propagandowej po powrocie Czechowicza nie osłabiły jego pozycji w RWE, doradzał wysunięcie oskarżeń dotyczących okupacyjnej przeszłości. Sugerował oskarżenie “kuriera z Warszawy” o administrowanie żydowskim majątkiem skonfiskowanym przez Niemców. Opowiadał ppłk. Mikołajewskiemu, że takie informacje rozpowszechnia Józef Mackiewicz.

Konflikt emigracyjnego pisarza z dyrektorem Rozgłośni Polskiej RWE był dobrze znany, zarówno w środowiskach emigracyjnych, jak i na Rakowieckiej. “Germanofil, antykomunista, skłócony z Nowakiem” – taką krótką ocenę autora “Drogi donikąd” przedstawił w swoim raporcie Mikołajewski. Nowak-Jeziorański konsekwentnie odmawiał wszelkiej współpracy z Mackiewiczem, który został przez podziemny sąd skazany na karę śmierci za publikowanie w gadzinowym “Gońcu Codziennym” ukazującym się w Wilnie. Do dziś trwają spory o zasadność tych oskarżeń.

Trościanko doradzał dobre przygotowanie ataku na Nowaka, który będzie skuteczny “wyłącznie przy poparciu dokumentami”. “Sprawą zainteresowano Inspektorat I” – pisał w swoim raporcie ppłk Mikołajewski. Była to jedna z najbardziej zakamuflowanych komórek Departamentu I. Żadnych wytworzonych przez nią dokumentów nie udało się dotąd odnaleźć, według wszelkiego prawdopodobieństwa zostały zniszczone. Wiadomo tylko, że właśnie tam przygotowywano fałszywki wykorzystywane w akcjach “dezinformacyjno-dezintegracyjnych” wymierzonych w emigrację i “ośrodki dywersji ideologiczno-politycznej”.

Spreparowanie dokumentów zajęło specjalistom z Rakowieckiej trochę czasu. W 1972 r. na emigracji zaczęło krążyć oświadczenie “volksdeutscha” z Żyrardowa Johanna Kassnera, który twierdził, że Jan Nowak-Jeziorański w latach 1940-1942 był z upoważnienia władz okupacyjnych komisarycznym zarządcą mienia pożydowskiego. Jego faksimile opublikowano dopiero w 1974 r. w drugim wydaniu rzekomych wspomnień Andrzeja Czechowicza (“Siedem trudnych lat”). Inne fałszywe dokumenty, które miały dowodzić współpracy Nowaka z hitlerowcami, w następnych miesiącach rozpowszechniano w kręgach emigracyjnych, rozsyłano do członków amerykańskiego kierownictwa Radia, niemieckich gazet. Reakcję Trościanki na jeden z nich opisał w swoich wspomnieniach Nowak-Jeziorański: “Któregoś dnia wpadł do mnie do pokoju Wiktor Trościanko. Miał minę tak radosną i triumfującą, że w pierwszej chwili myślałem, że przynosi mi jakiś nowy dowód uznania słuchaczy dla jego świetnych audycji ÇOdwrotna strona medaluČ. Rzucił mi na biurko jakieś pismo i wybiegł. Miałem przed sobą list SS OberstrurmfŸhrera dr. Zahna”.

Jan Nowak-Jeziorański

Dyrektorowi polskiej sekcji RWE wiele czasu i energii zajęło udowadnianie, że krążące “dokumenty” są falsyfikatami, pisane były na maszynach niemających niemieckich czcionek, zawierają sformułowania i tytuły niestosowane przez niemieckie władze okupacyjne, a wspomniany Kassner, autor oświadczenia, już nie żyje. Wiktor Trościanko mógł triumfować – jego sugestia poddała wywiadowi PRL trop do przeprowadzenia największej kampanii przeciw Nowakowi. Oszczerstwa wobec “kuriera z Warszawy” podnoszone są zresztą do dzisiaj, m.in. przez prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala oraz emerytowanego już funkcjonariusza “bezpieki” Andrzeja Czechowicza.

Wykorzystywanie ludzkich ułomności

“Medal” w trakcie kampanii “dezinformacyjnej” prowadzonej przez MSW nie mógł już wspierać resortu swoimi radami. Spotkanie z sierpnia 1971 r. było ostatnim, kontakt z nim został przerwany w wyniku bardzo poważnej wpadki służb specjalnych. Po dłuższych negocjacjach Wojskowa Służba Wewnętrzna zgodziła się, acz niechętnie, na przekazanie sprawy “Medala” wywiadowi cywilnemu. Zwyciężyło stanowisko Departamentu I, iż “dialog przedstawicieli MON z ÇMČ (jego grupą polityczną – SN) należy uznać za poważny Çbłąd politycznyČ [podkreślenie w dokumencie MSW – P.M.]”. Odtąd rozmowy z Trościanką miały służyć uzyskiwaniu informacji o RWE i docelowo jego werbunkowi, a nie szukaniu politycznego porozumienia między emigracyjnym Stronnictwem Narodowym a służbami specjalnymi PRL. Podczas uzgodnionego spotkania w Hiszpanii Trościanko miał już zostać przejęty na wyłączność przez ppłk. Mikołajewskiego z Departamentu I (występującego jednak w dalszym ciągu jako oficer MON) , a pośredniczyć miał w tym wspomniany wcześniej agent “Bogdan”, cieszący się zaufaniem “Medala”.

Współpraca między MSW a służbami wojskowymi od początku układała się źle. Ppłk Mikołajewski dotarł bezpiecznie samolotem do Hiszpanii, gdzie spotkał się z Trościanką. “Bogdan” natomiast odrzucił sugestię Departamentu I, by również dotrzeć na miejsce drogą lotniczą. Wybrał jazdę własnym samochodem i podczas przekraczania granicy niemiecko-szwajcarskiej został zatrzymany przez kontrwywiad RFN. Nie miało to jednak żadnego związku z “Medalem”. Ku zaskoczeniu i oburzeniu MSW, “Bogdan” wykonywał inne ważne zadania wywiadowcze dla WSW i Zarządu II Sztabu Generalnego, o czym Departament I nie był nawet informowany. “Bogdan” po kilku miesiącach spędzonych w więzieniu został wymieniony na zachodnioniemieckiego szpiega schwytanego w Polsce. Trościanko, jako znajomy “Bogdana”, był nawet przesłuchiwany przez niemiecką prokuraturę, przed którą zaświadczał o niewinności agenta. Departament I uznał jednak, że wobec groźby dekonspiracji dalsze kontakty z “Medalem” są zbyt ryzykowne.

Trościanko przeszedł w latach 70. na emeryturę, przeniósł się do Hiszpanii, gdzie zmarł w 1983 r. MSW do końca istnienia PRL nie ustawało w wysiłkach penetrowania Radia Wolna Europa, starając się wykorzystywać wszystkie ludzkie ułomności, podsycać konflikty, kusić rozmaitymi korzyściami, za które – pozornie – nie trzeba było płacić od razu wielkiej ceny: jawnej zdrady czy formalnej współpracy agenturalnej. Krok po kroku wciągano do współdziałania, zacierano granicę, której ludzie kontaktujący się ze służbami specjalnymi nie chcieli przekroczyć. I często nie zdawali sobie sprawy, że już to uczynili.


Autor (ur. 1966) jest PAWEŁ MACHCEWICZ

historykiem, redaktorem i współautorem “Wokół Jedwabnego”, od 2000 r. dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. Wydał m.in. “Polski rok 1956”, “Historia Hiszpanii” (wraz z Tadeuszem Miłkowskim), “Emigracja w polityce międzynarodowej”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Żydowski związek z Jerozolimą: “to imperialistyczny mit i wypaczenie historii”

Sędzia Najwyższego Sądu szariatu Autonomii Palestyńskiej i doradca Abbasa, Mahmoud Al-Habbash: Żydzi nie mają żadnego związku z Jerozolimą; to jest imperialistyczny mit i wypaczenie historii

MEMRI


Mahmoud Al-Habbash, sędzia Najwyższego Sądu szariatu Autonomii Palestyńskiej i doradca prezydenta Mahmouda ‘Abbasa d.s. religijnych, powiedział na konferencji 4 czerwca 2018 r., że walka o Jerozolimę toczy się między prawowitymi właścicielami miasta – muzułmanami i chrześcijanami – a „jakimiś zagranicznymi, zachodnimi imperialistami, którzy nie mają żadnego związku z tą ziemią”. Dodał, że państwo Izrael jest imperialistycznym, zachodnim przedsięwzięciem, którego celem jest osłabienie i podzielenie świata arabskiego i że twierdzenie, iż Żydzi mają historyczny związek z Jerozolimą jest wyłącznie wypaczeniem historii.

W konferencji, na której Al-Habbash przemawiał, zorganizowanej przez „Muzułmańsko-chrześcijańską Radę Ratowania Jerozolimy i Miejsc Świętych” oraz Organizację Muzułmańskiej Współpracy (OIC) pod tytułem “Monoteistyczne religie przeciwko judaizacji Jerozolimy i jej miejsc świętych”, brali udział także inni dygnitarze AP, włącznie z palestyńskim muftim, jak też inni chrześcijańscy i muzułmańscy przywódcy religijni i ambasadorowie.

Mahmoud Al-Habbash (zdjęcie: Palsawa.com, 4 czerwca 2018)

Al-Habbash (drugi od prawej) na konferencji z innymi uczestnikami (zdjęcie: Alquds-online.org, 5 czerwca 2018)

 

Poniżej podajemy fragmenty wystąpienia Al-Habbasha na tej konferencji [1]:

Bitwa o Jerozolimę nie jest religijna; jest to polityczna bitwa między prawowitymi właścicielami [miasta] a imperialistami. To zobowiązuje nas do podniesienia świadomości świata arabskiego, muzułmańskiego i chrześcijańskiego co do tożsamości Jerozolimy…

Musimy być ostrożni, kiedy używany konkretnego terminu lub słowa w powiązaniu z Jerozolimą, bo to nie jest konflikt z Żydami, ale walka między [prawdziwymi] mieszkańcami i właścicielami Jerozolimy, którymi są muzułmanie, chrześcijanie i Arabowie, z jakimiś   zagranicznymi, zachodnimi imperialistami, którzy nie mają związku z tą ziemią. Katastrofa Jerozolimy nie zaczęła się w 1967 r. ani w 1948 r., ani z Deklaracją Balfoura. Zaczęła się znacznie wcześniej, około 450 lat temu, kiedy imperialiści zaczęli być słyszalni na Zachodzie.

Palestyna nie jest [żydowską] Ziemią Obiecaną ani krajem [żydowskich] przodków – bo gdyby była, czy uważaliby ją za [tylko] jedną z kilku opcji, kiedy zaczęli szukać miejsca na swoje państwo?…

Jest różnica między wiarą a roszczeniami do terytorium w oparciu o fałszywy żydowski lub biblijny pretekst, którego jedynym celem jest przejęcie ziemi. Ściana Al-Buraka [tj. Ściana Zachodnia] nie ma nic wspólnego z [żydowską] świątynią i [Żydzi] nie mają prawa do jej kamieni. To jest imperialistyczny mit, który wykorzystuje i wypacza historię i miejsca święte w celu promowania i uzasadniania imperialistycznych projektów.

Krok prezydenta USA Trumpa [uznania Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesienia tam ambasady]… jest niczym innym jak konsolidacją imperialistycznego planu umieszczenia państwa [w regionie], które wbije klin między azjatycką i afrykańską część świata arabskiego, żeby trzymać [Arabów] podzielonych, zacofanych i łatwo kontrolowanych…

[Ambasada USA w Jerozolimie] jest amerykańskim osiedlem w Jerozolimie i symbolem imperializmu. My, 13 milionów Palestyńczyków, mówimy, że Jerozolima nie zostanie zjudaizowana i jej tożsamość i kultura nie zostaną zmienione. Pozostanie odwieczną stolicą palestyńskiego państwa…


[1] Palsawa.com, June 4, 2018


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Song – Praise to Our God 5 Concert – Lechu Nerannena LeAdonai

Praise to Our God 5 Concert – Lechu Nerannena LeAdonai (Let us sing to the Lord)

   Messianic Jewish Alliance of Israel (MJAI)


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com