Archive | July 2018

Pogrom kielecki na deskach teatru, czyli o spektaklu „1946”

Pogrom kielecki na deskach teatru, czyli o spektaklu „1946”

Jakub Korus


Jakub Korus

– Pogrom kielecki? Wszyscy myślą, że to nie jest o nas. I ta zakłamana pamięć wraca do nas w postaci młodych chłopaków z ogolonymi głowami – mówią aktorzy Teatru Żeromskiego w Kielcach w przejmującym spektaklu „1946”. Sztuka poświęcona tragicznym wydarzeniom na Plantach była jednym z najpopularniejszych spektakli sezonu w teatrze, który przed wojną sam był miejscem antyżydowskich ekscesów.

Zdjęcie z poświęconego pogromowi kieleckiemu spektaklu “1946” w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach / fot. Materiały prasowe

Poświęcony pogromowi kieleckiemu spektakl „1946” stawia niewygodne pytanie o to, na ile skłonni bylibyśmy dziś do podobnej zbrodni. Trzeba dużej odwagi, aby zadać je w gmachu stojącym o kilkaset metrów od byłej żydowskiej kamienicy Planty 7/9 i miejscu, które samo było scenerią antyżydowskich ekscesów.

Pierwszy pogrom

Kielce, 11 listopada 1918 roku. W wybudowanym przez miejscowego żyda Ludwika Stumpfa gmachu teatru Ludwików zbierają się Żydzi. Trwa ożywiona dyskusja – Polska jest nareszcie niepodległa, czy znajdzie się w niej miejsce również i dla Żydów? Jeśli tak, to na jakich zasadach? Obrady toczą się w jidysz – uczestnicy odmawiają przejścia na język polski.

To wystarcza. W tłumie zebranym pod teatrem rozchodzi się wieść, że Żydzi „nie chcą Polski”. Szybko rozprzestrzenia się też plotka, że ofiarą Żydów padł polski legionista. Tego jest już dla zgromadzonych zbyt wiele – rozpoczyna się pierwszy w historii miasta pogrom. Choć część lokalnych historyków woli go nazywać „zamieszkami”, w rozruchach giną cztery osoby, około 100 zostaje rannych. Zostają zrujnowane żydowskie kramy i sklepy.

Po stu latach, w tym samym gmachu, aktorzy teatru imienia Stefana Żeromskiego przypominają tę historię i mierzą się z kolejną.Tą, którą uznaje się dziś za krwawy początek exodusu Żydów z całej Europy Środkowej. Powojenny teatralny pogrom zostaje więc odegrany w miejscu rzeczywistego przedwojennego linczu.

 

Trudna rzeczywistość

Prace nad sztuką, która miała swą premierę w grudniu, trwały ponad dwa lata. Pierwsza próba – na prośbę reżysera Remigiusza Brzyka, ucznia Krystiana Lupy – odbyła się w byłej żydowskiej kamienicy Planty 7/9, gdzie 4 lipca 1946 roku zamordowano 40 osób. – Ta klatka schodowa, z tą przestrzenią wewnętrznej ulicy od strony parkingu działa na mnie najbardziej dołująco, przejmująco. Bo to dowód na wyparcie. Na to, że państwo w środku Europy zapomniało tę przestrzeń. A wiadomo, że jak się czegoś nie pamięta, to w jakiejś formie ten potwór wraca – mówił, uzasadniając, dlaczego aktorzy spotykają się właśnie w tym miejscu.

Kto zna Kielce, ten wie, że do miasta potwór nieprzepracowanej pamięci wracał przez lata. Kiedyś w krążącym po mieście micie, według którego ocalały z lipcowego pogromu rabin Dawid Kahane, przeklął Kielce na wieki (miały się z tego powodu nie rozwijać do lat 70. – bajkę sprytnie wykorzystała marcowa propaganda). Dziś pod postacią słanych od dwóch lat do teatru i autora scenariusza Tomasza Śpiewaka maili sugerujących, aby nie zajmować się tą sprawą. Zrobić zamiast niej sztukę, która lepiej przysłuży się miastu.

Spektakl

Dla zespołu od niejasnych nacisków trudniejsze okazało się jednak zderzenie z samym tematem pogromu. – Odkąd zaczęliśmy pracować nad tekstem, miałam koszmary. Od czasu kiedy zaczęliśmy próbować, mam w nocy włączone światło – mówiła po premierze Anna Antoniewicz grająca 16-letnią Bajlę Gartner (ocalałą z Holokaustu dziewczynę zabito wyrzucając ją z drugiego piętra). Jako że teatr i byłą żydowską kamienicę dzieli odległość kilkuset metrów, podczas prac nad spektaklem aktorzy sami zaczęli chodzić na Planty. – Świadomość, że to miejsce znajduje się za rogiem, wprowadziła intensywność – mówiła Dagna Dywicka grająca Elżbietę Kowalewską, mamę znanego aktora Krzysztofa Kowalewskiego.

Zamysł, który przyświecał Śpiewakowi, był od początku jasny. Nie relatywizować zbrodni, ale też nie antagonizować. Mówić o faktach, ale w antropologiczny, a nie historiograficzny sposób. Publicystykę i historię zostawić specjalistom, na scenie zmierzyć się z mechanizmem przemocy i faszystowską mową. Po zobaczeniu spektaklu na własne oczy można zawierzyć autorowi, kiedy przekonuje, że w sprawie pogromu nie interesował go gest konfrontacji. – Bliższy jest mi raczej gest zaproszenia do rozmowy. I myślę, że proponuję ludziom coś innego niż to, co myślą, że im zaproponują – mówił dziennikarzom.

Co zaproponował? Wstrząsający i mądry teatralny esej. Mieszający plany i miejsca, historię ze współczesnością. Jak choćby w scenie, gdzie pomieszczenie żydowskiej kamienicy jest jednocześnie salonem sukni ślubnych (który faktycznie się tam mieścił) i szkolną salką, w której ocaleli z Holokaustu uczą się hebrajskiego przed wyjazdem do Palestyny. Być może dlatego przedstawiciele kieleckiego IPN mają sztukę za zbyt mało kronikarską, za bardzo „publicystyczną”.

/>Zdjęcie z poświęconego pogromowi kieleckiemu spektaklu “1946” w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach / Materiały prasowe

Miejsce kaźni

W przedstawieniu kluczową rolę odgrywa topografia zbrodni – miejsce morderstwa i miejsce zapominania. Jej znaczenie zostaje zaakcentowane już na samym początku spektaklu, kiedy aktorzy odgrywają scenę wspomnianej wizyty z Brzykiem na Plantach. Przewodnik niemal komicznie pokazuje im każdy detal kamienicy, w której doszło do zbrodni. Tutaj był kibuc, tutaj stróżówka. Tam kuchnia, dalej klatka schodowa. Pozornie nic nieznaczące detale dopiero z czasem nabierają makabrycznego znaczenia – kiedy widz zda sobie sprawę, że pomieszczenie do handlu mięsem miało kratki, którymi po pogromie mogła ściekać ludzka krew. A z rozległego korytarza wejściowego widać było, jak tłum maltretuje ciała w płynącej przed kamienicą Silnicy.

W kolejnych scenach „1946” mocno dyskutuje z tezą o komunistycznej prowokacji. Antysemityzm był w Kielcach powszechny zarówno przed wojną, jak i po niej – udowadniają twórcy spektaklu. W połączeniu z tragicznym doświadczeniem wojny i powojenną beznadzieją dał mieszankę piorunującą. Kiedy jedna z bohaterek sztuki, Antonina, wzywa ze sceny mieszkańców miasta na rozprawę z Żydami jest gotowa oskarżyć ich o wszystko: głód, frunące w górę ceny sienników czy dziurawe drogi. – Ludwików! Godzina dwunasta wybiła, rzucajcie wszystko! Bierzcie łomy, pręty, żeberka od kaloryfera, idziemy na Planty! – wrzeszczy. Historia Henia Błaszczyka, który skłamał, że przez trzy dni przetrzymywali go w piwnicy Żydzi, padła po prostu na podatny grunt. Kiedy tłum podszedł pod żydowską kamienicę, mało kto uwierzył stojącemu w drzwiach stróżowi, że piwnic w ogóle w niej nie ma.

Wstrząsająca scena ataku na kamienicę (dziejąca się przy akompaniamencie piosenki „Perfect Day” Lou Reeda) jest też dla twórców spektaklu okazją do zadania pytania, jak dzisiaj zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji. I trudno o optymistyczną odpowiedź, kiedy na moment przed pogromem, na jedno proste polecenie aktorów widzowie bezmyślnie podają na scenę wędrujące z rąk do rąk imitacje żeberek kaloryfera. Dokładnie takich samych, jakimi „bić Żydów” ruszyli na Planty 7/9 robotnicy Huty Ludwików. – Bo czy kaloryfer może się sam poruszać? – pyta naiwnie ze sceny wspominana już 16 letnia Bajle Gartner. Nie może. Tak jak nie mogły kamienie, metalowe rury, kije i reszta narzędzi, które w to lipcowe popołudnie poszły w Kielcach w ruch. Ktoś je musi poruszyć.

Rozliczenia

Choć zbrodnia nazwana jest po imieniu, a aktorzy wciągają w nią nieświadomą niczego publiczność, spektakl nie ma w sobie nic z moralizatorstwa. Nim opada kurtyna, bohaterowie spektaklu są pierwszymi, którzy biją się w piersi. Za co?

Za przejawy antysemityzmu, które miały miejsce w samym teatrze. Jedną z bohaterek spektaklu jest bowiem aktorka Elżbieta Kowalewska, matka dobrze znanego Krzysztofa Kowalewskiego, którą antysemityzm zmusił do ucieczki z powojennych Kielc. Na scenie pojawia się 6 lipca 1946 roku, w dwa dni po pogromie, kiedy do ZASP-u dociera jej napisany odręcznie list. W mieście – informuje w nim – nie było dla niej miejsca.

„Zmuszona byłam uciec. Zaczepiano mnie i prowokowano. Na poczekalni teatru. Przed kasą. Na ulicach. W kawiarni. Na wszystko reagowałam milczeniem” – pisze Kowalewska.
– Ten list to przecież coś, co nie miało prawa istnieć, nawet Krzysztof Kowalewski o nim nie wiedział – zachwycał się Tomasz Śpiewak. – Ktoś odnalazł go podczas pracy w archiwach ZASP i przesłał na moją skrzynkę mailową – opowiadał autor „1946”.

Intencją autora było więc to, aby Elżbieta Kowalewska po latach wróciła na kielecką scenę (przejmująco odgrywa ją Dagna Dybicka). W spektaklu pojawia się również jej syn – Krzysztof Kowalewski czyta legendę o Szymonie z Trydentu w przekładzie Piotra Skargi. Tekst, który dał podłoże mitowi o żydowskim mordzie rytualnym i pośrednio wypędził jego matkę z Kielc, dziś pozwala im wrócić na nowo na deski kieleckiego teatru.

Zdjęcie z poświęconego pogromowi kieleckiemu spektaklu “1946” w Teatrze imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach / Materiały prasowe

Przestroga

Wspominając własną trudną historię, sztuka w teatrze imienia Stefana Żeromskiego stawia też pytanie o to, czy takie wydarzenia mogłyby powtórzyć się dzisiaj. I artyści zdają się nie mieć złudzeń – mogłaby. Choć prace nad sztuką trwały dwa lata, rzeczywistość dopisała przecież do spektaklu upiorny, antysemicki rozdział w postaci walki o nowelizację ustawy o IPN.

rekomendował: Leon Rozenbaum

– Wszyscy myślą, że to nie jest o nas. Że to studia etniczne na temat plemienia, które wyginęło – przestrzega ze sceny Joanna Kasperek, jedyna rodowita Kielczanka w zespole. – Ale Pamięć zakłamana wraca do nas w postaci młodych chłopaków z ogolonymi głowami. Walking Dead to wysłannicy faszystowskiej mowy – deklamuje, gdy za jej plecami pojawiają się żywe trupy.

„Mowa faszystowska dlatego jest groźna, bo odwrót od rzeczywistości można ogłosić w każdym czasie i w każdym miejscu” – głosi napis rzucony na kurtynę, kiedy spektakl dobiega końca.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


1,600-year-old biblical mosaics paint new picture of Galilean life

Mind-blowing 1,600-year-old biblical mosaics paint new picture of Galilean life

AMANDA BORSCHEL-DAN


A fish swallows an Egyptian soldier in a mosaic scene depicting the splitting of the Red Sea from the Exodus story, from the 5th-century synagogue at Huqoq, in northern Israel. (Jim Haberman/University of North Carolina Chapel Hill)Detail from the Huqoq synagogue’s 5th century mosaic showing Samson carrying the gate of Gaza, from Judges 16. (photo credit: Jim Haberman)Detail from the Huqoq synagogue’s 5th century mosaic showing Samson carrying the gate of Gaza, from Judges 16. (photo credit: Jim Haberman)The Huqoq synagogue’s 5th century mosaic, with the upper register showing a war elephant. (photo credit: Jim Haberman)The Huqoq synagogue’s 5th century mosaic, with the upper register showing a war elephant. (photo credit: Jim Haberman)Pair of donkeys in Noah’s Ark scene at the Huqoq excavation. (Jim Haberman via UNC-Chapel Hill)Pair of donkeys in Noah’s Ark scene at the Huqoq excavation. (Jim Haberman via UNC-Chapel Hill)

In its eighth dig season, the vibrant mosaic flooring of a fifth century synagogue excavated in the small ancient Galilee village of Huqoq continues to surprise. The 2018 Huqoq dig has uncovered unprecedented depictions of biblical stories, including the Israelite spies in Canaan.

With its rich finds, the Byzantine-period synagogue busts scholars’ preconceived notions of a Jewish settlement in decline.

“What we found this year is extremely exciting,” University of North Carolina at Chapel Hill Prof. Jodi Magness told The Times of Israel, saying the biblically based depictions are “unparalleled” and not found in any other ancient synagogue.

“The synagogue just keeps producing mosaics that there’s just nothing like and is enriching our understanding the Judaism of the period,” said Magness.

A recently unearthed mosaic shows two men carrying between them a pole on their shoulders from which is hung a massive cluster of grapes (the same as the easily recognizable symbol of Israel’s Ministry of Tourism). With a clear Hebrew inscription stating, “a pole between two,” it illustrates Numbers 13:23, in which Moses sends two scouts to explore Canaan.

A mosaic found in the 2018 Huqoq excavation is labeled ‘a pole between two,’ depicting a biblical scene from Numbers 13:23. The images show two spies sent by Moses to explore Canaan carrying a pole with a cluster of grapes. (Jim Haberman)

Before wrapping up the dig season last week, the team of 20 excavators uncovered a further biblical mosaic panel, which shows a youth leading an animal on a rope and includes the inscription, “a small child shall lead them.” It is a reference to Isaiah 11:6, “The wolf also shall dwell with the lamb, and the leopard shall lie down with the kid; and the calf and the young lion and the fatling together; and a little child shall lead them.”

According to a 2013 Biblical Archaeology Review article by Magness, “Huqoq was a prosperous village about 3 miles west of Magdala (home of Mary Magdalene) and Capernaum (where Jesus taught in the synagogue),” located next to a fresh spring. It appears twice in the Hebrew Bible, in Joshua 19:32–34 and 1 Chronicles 6:74–75. “Our excavations have not reached these early occupation levels, however,” she writes.

University of North Carolina archaeologist
Jodi Magness. (George Duffield © J3D US LP)

These two newly published mosaics join a pantheon of others — from 2012 and 2013, two Samson depictions, to fantastical elephants and mythical creatures from 2013-2015, Noah’s Ark in 2016, and colorful and as yet unpublished Jonah and the whale in 2017.

During this year’s dig, the team also continued to expose and study rare 1,600-year-old columns, first uncovered in previous seasons, which are covered in painted plaster with red, orange, and yellow vegetal motifs. Other discovered columns, said Magness, were painted to imitate marble.

However, despite these “imitation marble” columns, this was no poor man’s synagogue. Much in the manner of King Herod decorating his palaces with painted faux-marble frescos, the columns and gorgeous mosaics point to a wealthy, flourishing fifth-century Jewish settlement, said Magness.

“In general, unless you’re in a really important church in the Byzantine period, you won’t find marble, rather this common local alternative,” she said. She laughed, saying there is a feeling of “one-ups-manship” in the construction of the Huqoq synagogue.

read more: Mind-blowing 1,600-year-old….


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Prewar Jewish Life In Europe 1934-1939: Czechoslovakia, Austria

Prewar Jewish Life In Europe 1934-1939: Czechoslovakia, Austria,

PlanetIsrael PlanetIsrael



A compilation of short, prewar films from The Steven Spielberg Film & Video Archive at The United States Holocaust Memorial Museum. Family scenes from everyday life before the war from the Julien Bryan Collection, Marcus Tennenbaum Collection, Albert Guenther Hess Collection and the Lederer-Bruck Families Collection. This compilation is FOR EDUCATIONAL PURPOSES ONLY.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Jak wyglądało ‘odżydzanie’ Jerozolimy w 1948 roku?

Jak wyglądało ‘odżydzanie’ Jerozolimy w 1948 roku?

John Roy Carlson


W niedzielę 31 marca 2013 roku król Jordanii Abdullah II oraz prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmud Abbas, podpisali porozumienie, w którym potwierdzają „wspólny cel obrony Jerozolimy przed judaizacją”.

Palestyński minister do spraw religijnych, Mahmoud al-Habash, powiedział, że porozumienie to „potwierdza rolę Jordanii jako protektora świętego miasta oraz palestyńską suwerenność nad całą Palestyną, wraz z jej stolicą — Jerozolimą Wschodnią.”

W latach 1948-1967 wielki kawał stolicy (wraz ze Starym Miastem) był okupowany przez Jordanię, a Żydzi nie mieli tam wstępu. Jerozolimę podzieliły zasieki z drutu kolczastego i pola minowe. Żydowskie synagogi czy jesziwy były wysadzane w powietrze przez wojska jordańskie. Niszczono żydowskie cmentarze. Dzielnica Żydowska Starego Miasta została zrównana z ziemią.

Jak się wydaje, warto w tym miejscu przypomnieć historię zajęcia Jerozolimy przez armie arabskie w 1948 roku. Tę historię opisywał amerykański dziennikarz ormiańskiego pochodzenia, który (udając amerykańskiego nazistę) towarzyszył jako fotograf egipskim ochotnikom z Bractwa Muzułmańskiego. John Roy Carlson (właściwie Avedis Boghos Derounian) opisał walki o Jerozolimę w swojej książce Cairo to Damascus, która po raz pierwszy ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 1951 roku.

Małgorzata Koraszewska z portalu racjonalista.pl przetłumaczyła fragment tej książki…


Ostatni exodus

Zwycięzcy i sępy krążyły na peryferiach Starego Miasta Żydowskiego, bombardowanego bezlitośnie przez Legion Arabski. Abdullah El Tal obiecał miłosierdzie przy kapitulacji, ale w barbarzyński sposób starał się do niej doprowadzić. Nie było drogi do „pokoju” poza wojną, bo Żydzi odmawiali poddania się. Karabiny Legionu strzelały prosto do celów z odległości nie większej niż niespełna pięćdziesiąt do dwustu metrów. Doszedłem tak blisko, jak tylko śmiałem. W miarę jak obrońcy byli wypychani z kolejnych ostrzeliwanych budynków, przychodzili saperzy i wysadzali całość. Dom za domem Żydzi byli wpychani do środka swojego getta. Trwało to dzień i noc i teraz był już dziesiąty dzień.

Arabów było pod dostatkiem — setki żołnierzy Legionu Arabskiego kłębiło się w brytyjskich mundurach khaki i kefijach. Byli wszyscy młodzi i wyglądali na prawdziwą, walczącą armię. Byli ciężko uzbrojeni i bez przerwy donoszono amunicję w skrzyniach z angielskimi oznaczeniami. Nie brakowało ani ludzi, ani broni.

Dostałem pozwolenie od jednego z oficerów, żeby zobaczyć obronę Bramy Syjońskiej. Jedna część masywnego portalu wisiała w zwariowany sposób na jednym zestawie zawiasów, druga była wysadzona. Przejście o szerokości około sześciu metrów i wysokości około dziewięciu było ciasno upakowane drutem kolczastym, drągami i kamieniami. Tutaj także znalazłem koncentrację dezerterów brytyjskich, którzy walczyli po stronie arabskiej. Bezpośrednio przed Bramą trzy brytyjskie ciężkie samochody pancerne czekały w zasadzce na Palmach. Jeśli Żydzi będą próbowali kolejnego przedarcia się przez Bramę, czeka ich gorąca niespodzianka.

[…]

Za biurkiem siedział dowódca frontu Bramy Syjońskiej, kapitan Mahmoud Bey Mousa. […] Przez tłumacza podałem moje nazwisko i zawód i poprosiłem o pozwolenie pozostania aż do kapitulacji.


— Sądzę, że negocjacje zaczną się jutro rano – powiedział Mahmoud Bey. 

Siedział dosłownie na przysłowiowej beczce prochu, bo za nim i wokół niego, pod jego łóżkiem, które stało obok, i aż do najdalszego końca piwnicy używanej jako szpital polowy, stały skrzynia na skrzyni z amunicją ze znakami armii Jego Królewskiej Mości. Wcisnąłem moją torbę między skrzynie z amunicją pod jego łóżkiem i poszedłem na najwyższe piętro, żeby zrobić zdjęcia dzielnicy żydowskiej. Okazały się mieć wartość historyczną, bo w mniej niż czterdzieści osiem godzin później z getta pozostały ruiny i gruz.

Kapitulacja

Nie było spokoju tej nocy. Z górnych pięter miażdżący ogień sypał się na getto, podczas gdy z dołu szczekały większe działa. Budynek zawalał się za budynkiem z wyciem i klekotem kamienia o kamień. Budynek szkoły trząsł się od gwałtowności kanonady. Płomienie dziko lizały wszystko w dzielnicy żydowskiej. Coraz większy obszar nieba czerwieniał od poświaty. Wydawało się, że cała dzielnica żydowska stoi w ogniu — jak rozżarzony piec, gigantyczna ofiara dla bogów wojny, okrucieństwa i barbarzyństwa. A gdy bogowie donośnie żądali więcej, przewracało się więcej budynków, zapalało się więcej ogni. Szerzej rozpościerała się poświata głowni i rozżarzonych kamieni, bardziej mdlący smród palących się mebli, ubrań i martwych ciał.

Stojąc na dachu za umocnieniami z worków z piaskiem, patrzyłem na piekło, na palenie żywcem miasta, na spopielanie jego świątyń, miejsc świętych, ksiąg świętych, świętych wspomnień. Patrzyłem na te jatki i miałem mdłości. Odwróciłem się, żeby zejść na dół, kiedy skądś z getta wystrzeliła kolejna czerwona raca — krzyk o pomoc.

[…]

Zbudziłem się o świcie 28 maja — dnia, który miał okazać się niemal równie historyczny dla losu Żydów jak 15 maja. […] Żydzi, za pośrednictwem Czerwonego Krzyża, prosili o przychylne warunki kapitulacji. Kurierzy biegali tam i z powrotem. Abdullah El Tel wyznaczył ostateczny termin na 13:30. Do tego czasu kapitulacja miała zostać zaakceptowana albo znowu rozpocznie się dewastacja.

Szerzyły się plotki, że emisariusze Żydów już idą. Inne plotki mówiły, że wszyscy Żydzi są już martwi.

[…]

Nad głowami tłumu zobaczyłem białą flagę przyczepioną do kija. To byli żydowscy emisariusze!

Flagę trzymała patriarchalna postać rabina w czarnym ubraniu, z powiewająca brodą, podpierającego się laską. Rabin Ben Zion Hazzan Irek, 72 lata, był wysoki jak na Żyda ze Starego Miasta, głowę trzymał wysoko, nie kuląc się ze strachu. Towarzyszył mu niski, przestraszony mężczyzna, osiemdziesięciosześcioletni Żyd, Israel Zief Mintzberg. […] Zaprowadzono ich do tylnego wejścia. Siedzieli na ławce i czekali na kapitana Mahmouda Bey Moussę. […] Przedstawiciele Ihwan El Muslimin (Bractwa Muzułmańskiego) — z Egiptu, Syrii i Palestyny — krążyli rozwścieczeni, warcząc na takie traktowanie emisariuszy.

— Żydzi zasłużyli tylko na to… — jeden z nich przeciągnął ręką po gardle.

Rozmowa była krótka. Kiedy kapitan Mahmoud przybył, powiedział im, krótko, ale uprzejmie, że kapitulacja ma być bezwarunkowa. Mogli ją przyjąć albo odrzucić.

[…]

Beznamiętnym tonem major Tel zaczął czytać warunki porozumienia: 1. Oddanie całej broni i przejęcie jej przez Legion Arabski; 2. Wszyscy zdrowi mężczyźni będą wzięci do niewoli jako jeńcy wojenni; 3. Starcy, kobiety, dzieci i poważnie ranni dostaną pozwolenie na wejście do Nowego Miasta przy nadzorze Czerwonego Krzyża; 4. Legion Arabski gwarantuje bezpieczeństwo wszystkich Żydów, którzy się poddadzą; 5. Legion Arabski będzie okupował dzielnicę żydowską.

— A co z kobietami, które walczyły jako żołnierze? – zapytałem majora.

— Będą traktowane jak cywile i pójdą z innymi.

— To niesprawiedliwe dla nas. Ich kobiety strzelają równie dobrze jak mężczyźni — był to głos brytyjskiego dezertera z karabinem przewieszonym przez ramię.

Wyjście

Czytaj dalej tu: Jak wyglądało ‘odżydzanie’..


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Hezbollah’s Indefinite Presence in Syria

Hezbollah’s Indefinite Presence in Syria
by Sirwan Kajjo

Sirwan Kajjo


  • After more than seven years of fighting alongside the Assad regime in Syria, the Iran-backed terrorist group Hezbollah is highly unlikely to make an easy exit from the war-torn territory, no matter what supposed agreements are reached or promises made.
  • Hezbollah fighters are now in control of much of Syria’s border with Lebanon. In fact, the Shi’ite terrorist group is in charge of controlling the Lebanese side of the border, despite the presence of the Lebanese military, which is weak.
  • With no end in sight to Syria’s seven-year war, Hezbollah will undoubtedly continue its military expansion, causing more instability in an already volatile region.

After weeks of shuttle diplomacy allegedly carried out by Russia and Israel, Iranian forces and allied militias — including the so-called “military wing” of the Lebanon-based organization Hezbollah, all of which has been designated as a terrorist group by the US — reportedly began to withdraw from parts of southern Syria, near Israel’s border. According to other reports, however, many Hezbollah fighters, disguised as members of the Syrian army, have simply remained on their bases to escape being targeted by the Israel Air Force. Since the start of the Syrian civil war in 2011, Israel’s air force has carried out sporadic strikes against Iranian and Hezbollah bases and convoys across its neighbor on the north. After more than seven years of fighting alongside the Assad regime in Syria, the Iran-backed terrorist group Hezbollah is highly unlikely to make an easy exit from the war-torn territory, no matter what supposed agreements are reached or promises made.

In a televised speech on “Quds Day” — which Iran has marked every year since the Islamic Revolution in 1979 — Hezbollah chief Hassan Nasrallah addressed his supporters as follows:

“We are in Syria because we should be there. The Syrian leadership has asked us to be present there based on developments in the ground…. Gulf states and Israel must know that we will be happy when we return our men to Lebanon… we will be happy and we will feel victorious to complete our mission. So what keeps us in Syria is our duty and the Syrian leadership, but at the same time I would like to tell you even if the entire world decided to remove us from Syria, we will not leave.”

Nor does it seem that the Syrian regime is in a rush to tell Hezbollah to leave the country. In a recent interview with an Iranian state-run news channel, Syrian President Bashar Assad said, “Hezbollah is an essential element in this war — the battle is long and the need for these military forces will continue for a long time.”

Having helped defeat anti-regime rebel forces in the suburbs of Homs, Aleppo and Damascus, Hezbollah fighters are now in control of much of Syria’s border with Lebanon. In fact, the Shi’ite terrorist group is in charge of controlling the Lebanese side of the border, despite the presence of the Lebanese military, which is weak. The areas in which Hezbollah operates are of great importance to the group, which uses the mountainous terrain as a route to transport military equipment between Syria and Lebanon. So entrenched is Hezbollah in that region that it has managed to build multiple military bases within a small radius.

With those fronts of Lebanon and southern Syria already secured, Hezbollah fighters increasingly have moved to the oil-rich province of Deir Ezzor in eastern Syria to aid the Syrian military in its battle against Islamic State (ISIS) terrorists. Meanwhile, Hezbollah and other Iranian-backed militias – such as the Popular Mobilization Forces (PMF) — are largely in control of strategic areas along Syria’s border with Iraq.

Not far from those frontiers, the U.S.-led coalition has been aiding Kurdish-led forces to push out ISIS from other parts of Deir Ezzor. The months-long campaign has liberated large strategic areas from ISIS. More than once, however, these two anti-ISIS campaigns have come head to head in Deir Ezzor, leaving the U.S. with no choice but to defend its local partners.

Once ISIS is completely defeated in these areas, Hezbollah and other Iranian-backed groups could be better positioned to wage attacks on U.S. interests there and elsewhere in Syria.

With no end in sight to Syria’s seven-year war, Hezbollah will undoubtedly continue its military expansion, causing more instability in an already volatile region.

Hezbollah soldiers on parade. (Image source: VOA video screenshot/Wikimedia Commons)


Sirwan Kajjo is a Syrian-Kurdish Washington-based journalist and author.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com